samoocena_u_dziecka

Uwielbiam ten charakterystyczny widok, kiedy dzieci zdobywają nowe umiejętności i działając w całkowitym skupieniu, wysuwają język na bok. W takich chwilach nie ma mowy o przyjęciu przez nie żadnego wsparcia, z zapałem, samodzielnie zdobywają nowe doświadczenia. Któż z nas, nie cieszy się widząc motywację, optymizm i chęć do działania u swojej pociechy?

W rozwoju każdego dziecka przychodzi taki moment, kiedy pojawia się zniechęcenie, niezadowolenie i brak wiary we własne możliwości. To nieodłączny etap budowania dziecięcej niezależności, który jako rodzice powinniśmy wspierać.

W jaki sposób? Poniżej znajdziecie podpowiedź 😉

W zobrazowaniu sytuacji pomocny będzie opis pewnej sytuacji.

Pierwsze przeszkody…

Wiedziałam, że coś jest nie tak, gdy tylko zobaczyłam Antosia stojącego w drzwiach swojej przedszkolnej sali. Jego markotna mina nie pozostawiała złudzeń – to był ciężki dzień i coś poszło nie tak. Wsiedliśmy do samochodu, zanim ruszyłam z parkingu, odwróciłam się do niego i starając się okazać empatię, zapytałam:

„Wygląda na to, że miałeś zły dzień. Może podjedziemy do parku, nim wrócimy do domu?”

Antula, odpowiedział zwięźle: 

„Nie, jestem zmęczony i po prostu chcę wrócić do domu.”

Po powrocie Mały zrzucił buty i pobiegł do salonu, gdzie na stole czekał na niego arkusz kolorowego papieru.
Nie czekając długo, zapytał: 

„Czy mogę go wykorzystać mamo?”

Miałam cichą nadzieję, że to go rozweseli, powiedziałam: 

„Oczywiście, to przecież dla Ciebie.”

Natychmiast sięgnął po kredki i zaczął rysować na papierze.

Przez chwilę myślałam, że gradowa chmura jest już za nami, jednak jakże się myliłam. Nie musiałam długo czekać, żeby usłyszeć wypowiedziane pod nosem: 

„Nie dam rady tego zrobić. Znowu się nie udało, poddaje się!”.
Antoś rzucił kredką i gwałtownie wstał od stołu.

Negatywna samoocena u dzieci

To rzucone pod nosem „Nie dam rady tego zrobić. Znowu się nie udało, poddaje się!” jest negatywną opinią dziecka na temat swoich umiejętności i szans na zrealizowanie zadania. Gdy słyszymy nieprzychylne słowa skierowane do naszej pociechy, odruchowo chcemy im zaprzeczyć, zapewnić o posiadanych przez dziecię zdolnościach, popchnąć do przodu, wyręczyć. Wszystko to po to, by zaoszczędzić mu przechodzenia przez trudne emocje związane z brakiem wiary w siebie.

Większość z nas zdaje sobie sprawę, jak wielkie znaczenie dla dziecka ma opinia rodzica. Biorąc pod uwagę, że w pierwszym okresie rozwoju nasze pociechy odzwierciedlają nasze zachowanie niczym zwierciadło, musimy dołożyć wszelkich starań, by postępować rozsądnie. Ma to również znaczenie podczas przekazywania informacji zwrotnej małemu brzdącowi.  Wbrew pozorom to, co i w jaki sposób mówimy, może mieć wpływ na jego samoocenę, wyobrażenie o samym sobie, o swoich umiejętnościach i możliwościach zrealizowania nowych wyzwań. Jak się okazuję, tak silny wpływ ma nie tylko opinia bliskich osób, ale również wypowiadanie negatywnych opinii o samym sobie.

niska_samoocena_u_dziecka

Przyjrzyjmy się temu hipotetycznie. Przypuśćmy, że wróciliśmy do licealnych czasów i stresujemy się, nadchodzącym testem z chemii. Z góry zakładamy, że: „I tak prawdopodobnie nie uda nam się go zaliczyć, więc nie ma sensu zakuwać.

Gdy rozłożymy takie podejście na czynniki pierwsze, widzimy, że zanim cokolwiek miało szanse się wydarzyć, zdążyliśmy już zrezygnować z przystąpienia do sprawdzianu. Wyobraziliśmy sobie przyszłość, w której pomijamy naukę, zakładając, że jest ona stratą czasu. Jeżeli rzeczywiście się nie przygotujemy, to realnie zwiększamy prawdopodobieństwo niezaliczenia.

Zabawmy się jeszcze w co by było gdyby i wyobraźmy sobie, że nasz wewnętrzny głos podpowiedział nam: „Denerwuje się, ale jak przysiądę i się pouczę to poczuję się pewniej.”

Bardziej prawdopodobne jest, że takie nastawienie zmotywuje nas do nauki i tym samym szanse na pozytywny wynik testu będą większe.

To działa niczym zaklinanie przyszłości i ma nawet swoją nazwę samospełniającej się przepowiedni.

Innymi słowy, jeśli zakładamy, że pewne wydarzenie ma mieć określony przebieg, to nasze oczekiwania mają na tyle istotny wpływ na nasze zachowanie, że postępujemy w sposób, który zbliża nas do założonego rezultatu.

Nie trzeba być prorokiem, żeby wiedzieć, że jeżeli się nie nauczymy, to nie posiadając wiedzy z określonego zakresu – nie ma bata, żebyśmy zdobyli zaliczenie. No, chyba że wiemy obok kogo usiąść, mamy zestaw materiałów pomocniczych i nauczyciel pozwoli nam ściągać 😉

Najczęstsza reakcja rodzica jest nieskuteczna

Negatywne, dziecięce komunikaty mogą brzmieć następująco:

Nie jestem w tym dobry. 
Nie mogę tego zrobić, to zbyt trudne. 
Nigdy nie nauczę się czytać.

Wspominałam już wcześniej, że kierując się rodzicielską troskliwością, odruchowo chcemy przekonać dziecko, że to, co mówi, nie jest prawdą:

Jesteś w tym dobry! 
Na pewno dasz radę to zrobić! 
Nauczysz się czytać. Wierzę w Ciebie!

Zwróćcie uwagę, że postępując w ten sposób, z reguły nie udaje nam się przekonać malucha. Osiągamy efekt odwrotny od oczekiwanego.

Kierując tak wiele pozytywnych afirmacji, nieświadomie zamieniamy dziecięcą frustrację w walkę o władzę, o to, kto wie lepiej, jak jest naprawdę.

Po pierwsze walka, to ostatnie czego potrzebujemy, a po drugie, kto inny może mieć racje w oczach malucha, jak nie on sam?

Niewypowiedziane komunikaty

Bardzo prawdopodobne, że kiedy nasza pociecha mówi źle o sobie, to tak naprawdę chce powiedzieć:

Jestem sfrustrowany. 
Czuję się źle z tym że popełniam błąd. 
Boję się, że nigdy się tego nie nauczę.

Co natomiast słyszy dziecko, gdy w tej sytuacji odpowiadamy pozytywnymi afirmacjami:

Nie denerwuj się! 
Nie czuj się źle! 
Nie bój się!

Nie wiem jak wy, ale kiedy ja jestem wkurzona, gdy czuję, jak we mnie buzują emocje i w tej samej chwili, ktoś próbuje mi wmówić, że wcale nie czuję tego, co czuję ;-), to nie reaguje zbyt pokojowo. Raczej działa to na mnie jak płachta na byka.

Od razu przypomina mi się sytuacja, gdy jako dziecko uderzyłam o coś piszczelem, a babcia, chcąc mnie uspokoić, powtarzała „już dobrze, nie płacz, nic się nie stało, już nie boli”. No jak nie boli, kiedy czułam, że bolało jak chole..?

Ostateczny rezultat jest taki, że mimo naszych szczerych i dobrych intencji tak naprawdę nie wspieramy naszego malucha w konfrontacji z wielkimi i przerażającymi emocjami. Nasza sfrustrowana i niepewna siebie pociecha nie czuje się słyszana.

Co zatem możemy zrobić, gdy słyszymy, że nasze słodkie dziecko mówi średnio przyjemne rzeczy o sobie i do siebie?

Jedno zdanie, które zmieni sposób myślenia dziecka

Gdy zdarzają się tak trudne, emocjonalne sytuacje wyobrażam sobie przerażający las. Las, który jest tak ciemny i gęsty, że nie jestem w stanie zobaczyć tego, co jest przede mną. W tym lesie wyobrażam sobie swojego syna, w chwili, gdy nie jest w stanie czegoś zrobić, gdy się poddaje. Wtedy wiem, że muszę być przewodnikiem, który przeprowadzi go przez ten ciemny las, dzięki któremu mój maluch znajdzie własne rozwiązanie.

wspieranie_rozwoju_dziecka

Wróćmy do wcześniej opisywanej sytuacji toczącej się w domu.

Podeszłam do Antosia, usiadłam obok niego, tak by nasze twarze były na tej samej wysokości i powiedziałam:

„Pokaż, co sprawia Ci trudność.”

Wskazał na część obrazka, gdzie pisał swoje imię i powiedział: 

„tutaj!”

Kiedy już wiedziałem, w czym tkwi problem, zaczęłam opisywać to, co widzę metodą bez nadawania subiektywnej oceny:

„Widzę, że pisałeś swoje imię. Ukończyłeś A, N, T, O, a kiedy dotarłeś do ostatniej literki, zatrzymałeś się. Chyba chcesz, żeby „Ś” wyglądało ładnie? Widzę, że je wygumkowałeś i ponownie napisałeś.”

Skinął potwierdzając: 

„Tak, nie potrafię tego zrobić. Nie umiem napisać Ś”.

Kontynuowałam: 

„Napisałeś pierwszą część „Ś”, pozostała tylko druga część. Musi być jakiś sposób, żeby nauczyć się ją pisać tak, jak tego chcesz. Prawda?”

Przez chwile milczał, przeczekałam ciszę i pozwoliłam mu pomyśleć.

W końcu powiedział rzeczowo: 

„Myślę, że muszę częściej ćwiczyć pisanie „Ś”.

Dlaczego to działa?

Mówiąc „Pokaż, proszę, co sprawia Ci trudność”, zyskujemy wiele użytecznych informacji.

Na starcie dowiadujemy się, co dla brzdąca jest bułką z masłem, a co sprawia mu trudność. Sposób ten pomaga również dziecku rozpoznać, który element wykonywanego zadania stanowi dla niego największe wyzwanie.

Zastosowanie tej prostej techniki „powiedz, co widzisz” sprawia, że rozmowa z dzieckiem schodzi na neutralną płaszczyznę, gdzie każdy może dostrzec co dzieje się tu i teraz.

Dzięki temu dzieci są mniej skłonne do przyjmowania postawy obronnej, nie czują potrzeby udowadniania, że „naprawdę nie mogą / nie potrafią tego zrobić”. Często uruchamiamy takie zachowanie, gdy mówimy do malucha „no coś ty, potrafisz” lub „spróbuj ponownie”.

W chwilach zwątpienia zawsze przypominam sobie słowa Edisona, który mówił, że zanim wynalazł żarówkę, znalazł tysiąc sposobów, by jej nie wymyślić.

Pocieszające, prawda? 😉

Być może zainteresują Cię również:

 

Jak Wy radzicie sobie z dziecięcym barkiem wiary w siebie?

 

 

 

 

 

Post napisany przez Odnova