Mindfulness, Anna Borzeszkowska

Czy wspominałam Wam, jak bardzo się cieszę, że postanowiłam poprowadzić ten cykl wywiadów „historie życiem pisane”? Nie? To już nadrabiam zaległości.

Właśnie dzięki niemu mam szansę poznać i przedstawiać Wam inspirujące postaci. Osoby, które całym swym jestestwem stanowią wzór i motywację do działania. Dziś kolejny wyjątkowy dzień, gdyż goszczę u siebie Panią Annę Borzeszkowską certyfikowaną nauczycielkę Mindfulness-Based Stress Reduction, certyfikowanego w San Francisco Cancer Coacha, członkinię Polskiego Towarzystwa Psychoonkologicznego, Fundatorkę i prezesa Fundacji Onkologicznej „Nieoczekwiana Podróż”, Certyfikowanego Master Coacha przy EMCC.

Zawodowo wspięła się na szczyty, choć sama podkreśla, że tak nie uważa. Wieloletni dyrektor HR na Europę Wschodnią, dyrektor ds. wynagrodzeń i relokacji na EMEA i Rosję oraz dyrektor ds. zarządzania talentami na EMEA i Rosję, dyrektor HR na Europę, Bliski Wschód, Afrykę i Indię w firmie Amcol International. Członek zarządu w International Paper Kwidzyn i International Paper Polska w Krakowie. Obecnie piastuje stanowisko dyrektora HR w firmie Mondi.

Jak sama wspomina w codziennej pracy zawodowej fascynują ją ludzie, biznes i praca w wielokulturowych środowiskach. Nie lubi słowa sukces. Szczęściem jest dla niej wolność, możliwość dokonywania niezależnych wyborów i czas spędzony z najbliższymi. Pomoc osobom dotkniętym chorobą nowotworową traktuje jako dar, który sama otrzymuje, a wspomnianych pacjentów jako nauczycieli życia. Biega w maratonach, wspięła się na Kilimandżaro, przejechała na rowerze Dolinę Śmierci…

Chcecie dowiedzieć się więcej? Zapraszam do lektury.

Pani Aniu,

Pani doświadczenie zawodowe zapiera dech w piersiach. Piastuje Pani zarządcze stanowiska w międzynarodowych firmach, pełniła pani również funkcję członka Rad Nadzorczych. Kiedy w biznesowej codzienności pojawiła się psychologia?

Myśl o psychologii w moim życiu pojawiła się tak naprawdę już dawno temu. Było to jeszcze w liceum, przed maturą. Miałam myśl, aby podjąć studia na kierunku psychologii, ale to były czasy, kiedy na 1 miejsce było 6, 7 chętnych osób. Nie podjęłam tej próby w owym czasie. Ukończyłam studia prawnicze. Później psychologia była tak naprawdę już na co dzień. Kiedy pracuje się z ludźmi, w zespole, to każdego dnia doświadczamy ludzkich zachowań, emocji, wzajemnych relacji czy sobie to uświadamiamy czy nie.

Pracując w międzynarodowych korporacjach ma Pani szansę doświadczyć różnej kultury pracy. Czy istnieje różnica w tym obszarze między Polską, a innymi krajami? Na czym ona polega?

To prawda, moje życie zawodowe tak się toczy, że mam i możliwość, i szczęście zarazem, pracować z osobami z różnych krajów, a tym samym z różnych kultur. Dzięki tej pracy nieustannie mam okazję podróżować i poznawać. Dzięki temu zbieram wiele ciekawych doświadczeń. Tak sobie myślę, że to zagadnienie jest tak obszerne, że mogłybyśmy przeprowadzić osobną rozmowę na jego temat. Oczywiście w wielokulturowym środowisku pracy dużo jest elementów odmiennych, ale jest również wiele wspólnych, niezależnie od kraju i kultury. To co obserwuję jako podobne bez względu na szerokość geograficzną to, to, że każdy jako człowiek, pracownik potrzebuje być zauważony, doceniony, szanowany. Co do różnic, to oczywiście różnie bywa z zaangażowaniem w pracę. Inne też bywają relacje przełożony – podwładny. Są kraje, kultury, organizacje, gdzie te relacje są bardzo partnerskie, są też takie, gdzie ciągle jest duża hierarchia we wzajemnych relacjach. Dostrzegalne są również różnice w warunkach w jakich pracują ludzie. Będąc na przykład w Rosji, Indiach, czy w Afryce Południowej miałam okazję zobaczyć i doświadczyć wspomnianej różnorodności warunków pracy. Zakłady często położone są w bardzo odległych zakątkach, czasami wydawało się jakby zapomnianych. Dojazd po szutrowej drodze, wśród krów, z obawą, żeby nie uszkodzić samochodu i dojechać w jednym kawałku. Na tych krańcach świata zawsze spotykałam się jednak z tak wielką serdecznością, życzliwością i gościnnością, że czasami trudno to sobie wyobrazić. Spotykałam tam też pracowników, dobrze wykształconych, swobodnie posługujących się językiem angielskim. Co mnie często uderzało, kiedy podróżowałam i odwiedzałam przedsiębiorstwa w innych krajach, to duma jaką ci pracownicy czuli ze swojego miejsca pracy. Myślę, że dobrze zobaczyć, dotknąć i pobyć w takich miejscach, gdzie ludzie mają często mniej dóbr materialnych, gdzie pracują i żyją w gorszych warunkach, pozwala to docenić to co się ma na co dzień. Często mam wrażenie, że w Polsce czy w innych rozwiniętych krajach jest dużo większa roszczeniowość i mniejsze zadowolenie z tego co mamy.  Z drugiej zaś strony bardzo doceniam pracowitość, wiedzę, kreatywność polskich pracowników. Bez wątpienia naszym atutem jest to, że ciągle nam się chce chcieć. Nie we wszystkich krajach to obserwuję. Absolutnie nie chcę tego oceniać. To każdego indywidualna sprawa.

Jakie praktyki zagraniczne dotyczące rozwoju pracowników, zarządzania personelem wydają się Pani cenne i godne naśladowania?

Uważam, że praca w wielokulturowych środowiskach daje możliwość uczenia się od siebie nawzajem. Pewne procesy z obszarów zarządzania w jednych rajach są bardziej rozwinięte, w innych trochę mniej. Ta różnorodność może być bardzo rozwijająca. W swojej pracy spotkałam wiele różnych praktyk, z których mogłam czerpać inspirację dotyczącą budowania zaangażowania pracowników, rozwoju potencjału pracowników, budowania procesów komunikacji wewnątrz firmy i na zewnątrz. Osobiście dużo zawsze czerpałam w zakresie budowania kultury bycia liderem, budowania zespołu, budowania wzajemnego partnerstwa. Myślę, jednak, że w Polsce też wdrażamy dużo ciekawych projektów i możemy się nimi bez kompleksów dzielić z innymi organizacjami. Jest w nas Polakach też ogromny potencjał do tworzenia, do uczenia się. Co do tego nie mam wątpliwości. Popracowałbym trochę bardziej jeszcze nad kulturą przywództwa w firmach.

Mindfulness, Anna Borzeszkowska

Pani Aniu, osiągnęła Pani niesamowity sukces zawodowy. Czy trudno jest „Polce – kobiecie” zajmować prestiżowe stanowiska w międzynarodowych firmach?

Czy ja wiem czy to aż taki sukces? Ja swój sukces definiuję poprzez inne rzeczy, ale oczywiście nie umniejszam tego co pojawiło się w strefie życia zawodowego.  Myślę sobie tak, że miałam okazję do ciekawych doświadczeń zawodowych, które pozwalały mi i wciąż pozwalają na nieustanny rozwój, naukę. Ja bardzo lubię się uczyć i poznawać nowe rzeczy z różnych obszarów. Ot taki niespokojny duch. To pewnie też było powodowane moją ciekawością ludzi, świata, różnorodności. Sama tego chciałam i taki był mój świadomy wybór. Czy mnie kobiecie z Polski jest, czy było trudno w biznesie? Ja tak na to nie patrzę. Osobiście nie lubię podziału na kobiety, mężczyzn i na to komu łatwiej a komu trudniej. Pewnie tak jest i tak na to patrzymy. Mam świadomość tzw. „szklanych sufitów” i dyskryminacji płacowej, innego nieco traktowania kobiet i mężczyzn w biznesie. Szczególnie ostatnio w Polsce prawa i traktowanie kobiet silnie wybrzmiewa. Szczerze mówiąc nie sądziłam, że będziemy miały takie doświadczenia.  Wiem, że to wszystko istnieje. Osobiście mnie to jakoś aż tak bardzo nie dotknęło, choć nie zawsze było łatwo. Nie spotkałam się w swoim zawodowym życiu z tego rodzaju doświadczeniami. Czasami przez skórę czułam pewnie to i owo, ale nie były to rażące zachowania. Takie zachowania też świadczą o osobie, która je demonstruje. Zawsze to pewnie z czegoś wynika, może z ego, może z potrzeby zaznaczenia czegoś…  Zawsze staram się robić swoje w zgodzie ze sobą, najlepiej jak potrafię. Jestem dumna z tego, że jestem kim jestem, robię to co robię.  Chcę jednak powiedzieć, że ja też spotykałam się w swojej pracy ze wsparciem, z życzliwością, ze zrozumieniem, ze współdziałaniem. To bardzo pomaga. Wracając do pytania czy było mi trudno? Bywało mi trudno fizycznie. Taka praca wymaga dużo siły fizycznej, dobrej kondycji psychicznej, ogarniania swoich emocji. Dużo czasu spędzałam z dala od domu, w samolotach, w samochodzie, w hotelach. To na dłuższą metę jest zwyczajnie wyczerpujące. Taki rodzaj pracy też wymaga sporej dawki dyspozycyjności. Jednego dnia jest się w Polsce, drugiego w Ameryce, w kolejnym tygodniu w Brukseli lub Hiszpanii, uśmiechnięta, przygotowana do spotkań, merytoryczna, aktywna, twórcza, kreatywna.  Na tego typu stanowiskach jesteśmy też nieustannie obserwowani, oceniani. Taka praca. Czerpię z niej ciągle dużo satysfakcji, pomimo, że jest wymagająca.

Jest Pani certyfikowanym coachem i nauczycielem Mindfulness. Na czym polega, ten zdobywający coraz większą popularność, trening „uważności”?

Mindfulness to tak naprawdę nic nowego. Już wiele, wiele lat temu ludzie żyli uważnie i spokojnie. Znajdowali w ciągu dnia chwile na odpoczynek, na wytchnienie, na spacer, na spokojną rozmowę z drugim człowiekiem. Mniej pędzili, mniej o wszystko zabiegali. Mieli więcej siebie w sobie. Tak jestem certyfikowanym coachem, nauczycielem Mindfulness. Bardzo to lubię. Definicja Mindfulness, a po polsku uważności, jest krótko mówiąc życiem Tu i Teraz. Jest świadomym skupianiem uwagi, bez osądzania, na chwili obecnej, obserwowaniem tego co się pojawia w danym momencie.  Jest umiejętnością świadomego życia z tym wszystkim co ono nam niesie – radością i smutkiem, spełnieniem i niespełnieniem, miłością i jej brakiem, lękiem i swobodą. Mindfulness uczy akceptacji. Uważność akceptuje, że niektóre doświadczenia są nieprzyjemne lub trudne. Akceptacja daje możliwość wyboru. Akceptacja stwarza więcej przestrzeni. W uważności jest ogromna siła. Można się jej uczyć i trenować.

Po co, w jakim celu zajęła się Pani właśnie Mindfulness?

Mindfulness zajęłam się po to, aby lepiej żyć, aby zacząć wprowadzać do swojego życia więcej ładu i spokoju, akceptacji a tym samym harmonii. Byłam zmęczona, byłam wyczerpana, odczuwałam dużo bólu. Zaczęłam szukać co mogę z tym zrobić, jak mogę sobie pomóc. Przyszedł czas, aby zwolnić, powiedzieć stop pewnym rzeczom. Zacząć zauważać bardziej ŻYCIE we wszystkich jego obszarach. Słowem uważność stwarza możliwość zadbania o siebie i poprawy jakości swojego życia, tak na serio i tak na stałe. Sama praktykując, chcę też dzielić się tym z innymi. Pracując w biznesie wiem jaki to kawałek chleba. Z jednej strony potrafi dać radość i satysfakcję, a z drugiej wyczerpać, wypalić, zmęczyć. Dziś wiem, że dzięki uważności można pracować spokojniej, ale bez takiego ekstremalnego wymęczenia i wyczerpania, niszczenia swojego organizmu. Można sobie samemu pomagać, każdego dnia, przed każdym spotkaniem, w każdym momencie. Jak mówi Wendy Palmer – w ciągu 10 sekund można przenieść się w zupełnie inną energetycznie przestrzeń. To było dla mnie sporym i ważnym odkryciem.

Mindfulness na zachodzie jest praktykowany już od dawna, dlaczego do Polski dociera właśnie/dopiero teraz?

Wszystko ma swój czas. Dotknęliśmy w Polsce szybkiego i intensywnego życia. Wielu z nas się tym zachłysnęło. Jesteśmy bodźcowani w niesamowity sposób w każdej chwili naszego życia. Posmakowaliśmy co to jest, co to oznacza. Mam wrażenie, że wiele osób jest tym zmęczonych. Mają czasami dość takiego pędu, pogoni. Nie są usatysfakcjonowani tym co się dzieje w ich życiu, w pracy, z pieniędzy i innych dóbr materialnych. Wiele osób już dziś wie, że chce żyć inaczej, spokojniej, mieć mniej a być więcej, więc pewnie przychodzi czas spowolnienia, zatrzymania, poszukiwania. Może dla niektórych Mindfulness jest odpowiedzią na te potrzeby.

Co osobiście „daje” Pani praktykowanie tej „dyscypliny sportowej dla umysłu?”

Przede wszystkim dbam o siebie dużo bardziej niż wiele lat temu. Znajduję czas dla siebie i bliskich na bycie razem. Regularnie praktykuję. Rozpoznaję dużo łatwiej co mi służy, a co nie. Mindfulness nauczyło mnie akceptacji i nie szarpania się za wszelką cenę z rzeczami i sytuacjami, na które nie mam wpływu. Potrafię odpuścić i pozwolić, aby rzeczy się działy po swojemu, często wbrew moim oczekiwaniom. Jestem spokojniejsza, zdecydowanie lepiej radzę sobie w trudnych sytuacjach. Praktyka Mindfulness nie powoduje, że stres, lęk, trudne sytuacje życiowe nas omijają, ona uczy nas innej relacji do tych wszystkich trudnych zdarzeń, które pojawiają się w życiu. Praktyka uważności też wyostrza naszą intuicję, kreatywność, daje więcej siły, pozwala na lepszy odpoczynek i regenerację. Mogę w mojej dobie pomieścić więcej, gdy uznam, że jest taka potrzeba przy mniejszym zmęczeniu.  Nie idę dziś przez życie na automatycznym pilocie. Potrafię zatrzymać się i rozejrzeć co i kto jest wokół mnie. Dodam i mocno podkreślę, że uważność to styl życia a nie jednorazowy kurs czy pierwsza pomoc.

Mindfulness jest o doświadczaniu, po prostu.

Jak radziła sobie Pani ze stresem przed Mindfulness?

Różnie z tym było. Bardziej emocjonalnie. Mniej dbałam o dietę, nie przywiązywałam szczególnej wagi do snu. Wyczerpywałam się bardziej. Nie pozwalałam sobie na dobry odpoczynek. Bardziej troszczyłam się o innych niż o siebie.

Jest Pani również fundatorem i prezesem Fundacji „Nieoczekiwana Podróż”. Jak to się stało, że pojawiło się właśnie to przedsięwzięcie?

Jak to się stało? Założyłam Fundację, bo chcę pomagać osobom z doświadczeniem choroby nowotworowej. W swoim życiu i pracy spotykałam osoby, które zachorowały na raka i niemalże od razu z osób aktywnych zawodowo, rodzinnie i socjalnie stawały się mniej aktywne. Czasami miałam wrażenie, że „umierały mentalnie” w ciągu tygodnia. W momencie diagnozy osoba taka z człowieka staje się pacjentem. Dlaczego? Bo w Polsce ta choroba budzi ogromne przerażenie i ciągle jest tematem tabu, pomimo, że coraz więcej się mówi i robi i oswaja ten temat. Ciągle spotykam się ze stwierdzeniem, że rak to wyrok. Ludzie bardzo się boją tej choroby, boją się bólu, cierpienia i śmierci. To wszystko jest ze wszech miar normalne. Pracuję z pacjentami i osobami wspierającymi w taki sposób, aby dostawali oni wsparcie, aby mieli, gdzie przyjść spokojnie porozmawiać o chorobie, zapytać o to co ich nurtuje. Podczas warsztatów mogą naładować akumulatory, wzmocnić się psychicznie, emocjonalnie. Choroba zmienia życie, ale nie zmienia jego wartości jak powiedziała Małgosia Braunek. Długo mogłabym o tym pisać i mówić. Badania naukowe pokazują, że w kolejnych latach coraz więcej osób na świecie będzie chorych na raka. Jednocześnie coraz więcej rodzajów raka jest wyleczalnych, coraz częściej rak jest traktowany jako choroba przewlekła. Owszem są odmiany raka bardzo trudne, ciężkie, ale jest ich coraz mniej. Zawsze powtarzam, że w pacjentach onkologicznych jest ogromny potencjał do zdrowienia. Osoba chora ma prawo do marzeń, do szacunku, do godności, do spokojnego przechodzenia przez proces chorowania i zdrowienia, do budowania życia po chorobie. Praca z tymi osobami, wspieranie ich jest dla mnie darem. Robię to bo tego chcę. Każda spotkana osoba, pacjent to mój nauczyciel życia.

Wypełniane przez Panią role, funkcje, obowiązki mogłybyśmy podzielić na dwie bądź trzy osoby. Skąd w Pani tyle siły i motywacji do działania?

Pewnie tak. Tak już mam. Lubię aktywne życie. Większość rzeczy, które robię z wyboru z poziomu moich chęci i pasji. Nie jestem do niczego przymuszana. W tym co robię spełniam się. To daje mi radość, to mnie rozwija, ekscytuje. To nadaje sens mojemu życiu. Lubię pomagać ludziom. Tak mam. Dużo w życiu dobrego doświadczyłam, dostałam od życia i od innych ludzi. Dostałam też wiele trudnych i ciężkich lekcji. Za nie też jestem wdzięczna. Chcę się tym dzielić, jak mogę, po prostu. To co robię każdego dnia, te wszystkie elementy puzzli w moim życiu stanowią pewną harmonię. Nie zawsze tak było. Teraz tak jest. Dobrze mi z tym.

Poznaliśmy już trochę Panią zawodowo, a jaka jest Anna Borzeszkowska prywatnie? Może uchyli nam Pani rąbka prywatności? Co powiedzieliby o Pani najbliżsi?

Ja jestem jedna. Nie ma mnie dwóch – zawodowej i prywatnej. Moje życie zawodowe i aktywności prywatne się przeplatają, uzupełniają. Pewnie, że w życiu zawodowym czasami trzeba założyć szpilki i garnitur, ale ja najwygodniej czuję się w butach biegowych lub rowerowych, dżinsach i koszulce. Nie jestem jakimś wyjątkowym człowiekiem. Bliska jest mi moja rodzina, grono przyjaciół i znajomych.  Cenię sobie przyjaźń dwóch moich przyjaciółek. Jesteśmy razem od szkoły podstawowej. Pomimo, że nasze losy różnie się plotły i nie mieszkamy w tym samym miejscu, to jesteśmy zawsze dla siebie dostępne, pomocne i wiemy, że możemy na siebie zawsze liczyć. To bezcenne. W swoim życiu poznałam wiele wspaniałych dziewczyn, kobiet, osób. Znajomość z nimi jest inspirująca, twórcza, dużo wnosząca w moje życie. Przebiegłam maratony, wspięłam się na Kilimandżaro, przejechałam Dolinę Śmierci na rowerze. Uwielbiam podróże po świecie, czytanie książek, filmy, siedzenie w swoim ogrodzie, chodzenie po lesie z moim ukochany psem i bez niego też. Ot nic nadzwyczajnego. Co powiedzieliby moi bliscy? Ich trzeba byłoby zapytać… może, że jestem pomocna, napędzana marzeniami, aktywna, inspirująca… czy ja wiem…

Jest Pani bardzo aktywną osobą, co sprawia Pani największą przyjemność?

Życie pełnią życia. Pomaganie innym. Wymyślanie marzeń i spełnianie ich dla siebie i innych.

Obserwując Pani dotychczasowe osiągnięcia bez wahania mogę stwierdzić, że żadne wyzwanie nie jest Pani straszne. Jakie jest tym największym, które w ostatnim czasie miała Pani szansę podjąć?

Ostatnie wyzwanie to była wyprawa rowerowa po Dolinie Śmierci w Kalifornii – 650 km w 5 dni na podjazdach, w wysokiej temperaturze. Postanowiłam, że to zrobię. Znalazłam trenera. Trenowałam niemalże rok i przejechałam. Była to wspaniała przygoda.

Mindfulness, Anna Borzeszkowska

Tak wiele dotychczas już Pani osiągnęła, czy są jeszcze jakieś cele, do których realizacji Pani zmierza?

O tak oczywiście, jest ich jeszcze sporo na mojej liście i to nie jest lista zamknięta. Dotyczą one głównie moich pasji, marzeń, zwiedzania świata, bliskich mi osób. Nie powiem więcej na ten moment. Powiem jak zrealizuję.

Pani Aniu intryguje mnie opinia kobiety sukcesu, którą bez wątpienia Pani jest, na temat tego czym dla pani jest szczęście?

Ależ pani zadaje pytania… Nie lubię być nazywana kobietą sukcesu. Szczęście to dla mnie być zdrową, mieć marzenia i je spełniać, pracę, która pomaga w realizacji pasji, mieć bliską osobę, z którą chce się iść przez świat i życie.  Szczęście to też wolność i możliwość dokonywania swoich wyborów. Żyją moi Rodzice i mam ich blisko siebie – to jest też moje wielkie SZCZĘŚCIE. Tak naprawdę mamy wiele powodów, by czuć się szczęśliwymi. Często te powody do szczęścia możemy dostrzec tuż przed własnym nosem. Mam oczy – widzę świat, mam uszy – słyszę śpiew ptaków w lesie, mam dwie ręce, dwie nogi – mogę coś zrobić, mogę iść przed siebie. Wbrew pozorom nie tak trudno poczuć szczęście. Za wiele rzeczy czuję zwyczajnie wdzięczność. Wdzięczność również pomaga pielęgnować szczęście.

A sukces? Czym on jest?

Nie lubię tego słowa zbytnio. Chyba słabo rezonuje ze mną. Pewnie można definiować to pojęcie na wiele sposobów. Dla mnie to umiejętność radzenie sobie w życiu i z życiem w każdej sytuacji. Niemożliwe zamieniać w możliwe.

Pani Aniu czuję się zaszczycona, że mogła przeprowadzić z Panią tę rozmowę, za którą bardzo Pani dziękuję. Mam nadzieję, że już niebawem będę miała okazje wziąć udział w prowadzonym przez Panią treningu Mindfulness – zdobyć wiedzę i uprawnienia do pracy tą metodą.

 

Zapraszam na warsztat. Wzajemnie dziękuję za rozmowę.
Post napisany przez Odnova