aspiracji

Pozwalasz by Twoje rozczarowania wpływały na to, co robi Twoje dziecko? hm dziecko

Gdzie jest granica między rodzicielskim motywowaniem do rozwoju, a wywieraniem niezdrowej presji? hm dziecko ambicje rodziców

Oczywistym jest, że jako rodzice chcemy jak najlepiej dla naszych dzieci. Chcemy by były szczęśliwe, czuły się kochane i miały najlepsze warunki do rozwoju. Tak, jednym z rodzicielskich pragnień jest, by pociecha posiadła umiejętności niezbędne do osiągnięcia życiowego sukcesu. hm dziecko, ambicje rodziców

Istnieje bardzo cienka granica między naszym pragnieniem i motywowaniem do rozwoju, a wywieraniem niezdrowej presji. Wspomniane pragnienie w swej skrajnej postaci może doprowadzić do wywierania nacisku na dziecko, który, jak wykazały badania ma nienajlepszy wpływ na emocjonalny i psychiczny rozwój. ambicje rodziców

To przecież normalne i zupełnie naturalne, że priorytetem dla rodzica jest dobro dziecka, jak najlepsze przygotowanie go do funkcjonowania w dorosłym życiu. Wszystko rozgrywa się o jedno zasadnicze pytanie czy namawiamy dziecko do działań, które spełniają jego potrzeby, czy może chcemy za jego pośrednictwem zrealizować swoje niespełnione marzenia? hm dziecko

 Niespełnione aspiracje ambicje rodziców

Pogląd, że jako rodzice możemy starać się urzeczywistnić swoje marzenia poprzez nasze dzieci sięga Sigmunda Freuda i Carla Junga, obaj opublikowali teorię na temat tego zjawiska. Jednak dopiero niedawno podjęto badania sprawdzające w praktyce wspomnianą teorię. Zespół holenderskich naukowców z profesorem psychologii Brad Bushman’em na czele dowiedli, że wiele dzieci jest skłanianych (żeby nie powiedzieć zmuszanych) do zajęć i działań dodatkowych, przez swoich rodziców, którzy nie postrzegają ich jako odrębnej, niezależnej osoby…

Niektórzy rodzice uważają swoje dzieci jako przedłużenie siebie, a nie jako odrębne istoty z własnymi aspiracjami i potrzebami. W nieświadomy sposób posługują się dziećmi do realizacji własnych marzeń, których sami wcześniej nie zrealizowali.

aspiracji

Niepoukładana przeszłość

Zmuszanie dzieci do uczestniczenia w różnorodnych dodatkowych zajęciach jest dla niektórych rodziców sposobem na poradzenie sobie z rozczarowaniem i żalem. Zastanawiacie się w jaki sposób? Mianowicie wygrzewając się w odbiciu sukcesu swoich dzieci zmniejszają, bądź całkowicie pozbywają się wspomnianych uczuć. Niejako życie swojego dziecka traktują jako substytut własnego, nadając w ten sposób swojemu istnieniu większą wartość.

Zatem nie lada wyzwaniem jest – znalezienie sposobu na pozbycie się uciążliwego bagażu „niespełnionych ambicji” i nauczenie się rozpoznawania talentów i aspiracji swoich dzieci.

Świadomość własnych wewnętrznych motywacji, które napędzają nas do nadawania dzieciom określonego kierunku rozwoju to niesamowicie ważna zdolność. Istotne jest by w odpowiednim momencie zrobić krok wstecz i zadać sobie pytania typu: „Dlaczego tak mi zależy na…?” „Dlaczego tak się martwię?”. W poszukiwaniu odpowiedzi możemy przywołać wspomnienia z dzieciństwa, a wraz z nimi uczucia, będące podstawą naszego działania. Nieprzepracowane emocje, ból, obawy mogą stanowić przeszkodę na drodze naszego świadomego rodzicielstwa. hm dziecko

Wystarczająco…czyli jak?

Przecież nie raz zadajemy sobie „dziwne” pytania: „Czy poświęcam wystarczająco dużo czasu i uwagi moim dzieciom?”, „Czy mój synek wystarczającą ilość czasu bawi się zabawkami edukacyjno-sensorycznymi” (bo przecież zwykła piłka jest już za mało sensoryczna), „Czy umiejętności mojej córeczki są zgodne z kryteriami tabeli rozwojowej?” (dziecko sąsiadki w tym samym wieku już raczkuje, a moja ledwo siedzi…), „Czy Kamil powinien uczęszczać na zajęcia dodatkowe?” (bo syn Kowalskich, chodzi na chiński, uczy się gry na flecie poprzecznym i programowania systemowego…).

W naszym społeczeństwie istnieje przekonanie, że „więcej znaczy lepiej”. U jego podstaw leży strach i obawa, że jest się niewystarczająco dobrym, bądź robi się coś niewystarczająco dobrze. Wbrew pozorom więcej nie oznacza lepiej. Takie podejście może powodować ogromną ilość stresu. Idąc tym torem, skłaniając dziecko do uczestniczenia w dużej ilości zajęć dodatkowych i ciągle podnosząc mu poprzeczkę, zdecydowanie przysporzymy więcej szkody niż pożytku. Wielokrotnie spotykamy się ze sloganami o niepokojącym wzroście tendencji „wyścigu szczurów” już wśród dzieci w wieku przedszkolnym…Któż inny, jak nie my – rodzice napędzamy tę machinę.

aspiracji

Nasze dziecięce, niezaspokojone potrzeby, trudne emocje, czy obawy, często mają odzwierciedlenie w zbyt wysokich wymaganiach i presji wywieranej na dziecko.

Znając źródła motywacji napędzających nasze działanie, będziemy w stanie zatrzymać się i dostrzec realne potrzeby naszej pociechy i na ich podstawie wybrać to co dla niej najlepsze.

W pogodni za akceptacją

Związek rodzic – dziecko jest jedną z podstawowych relacji w naszym życiu. To pierwsze doświadczenie bliskości społecznej stanowi podstawę i wzorzec do budowania każdej kolejnej relacji. Dziecko na każdym etapie swojego rozwoju pragnie być kochane i akceptowane. Jeżeli nie uzyskuje naszej aprobaty będąc sobą, postępując zgodnie ze swoimi potrzebami, może starać się nam przypodobać robiąc to, na czym nam zależy – co nam się podoba, byle tylko uzyskać naszą przychylność.

Będzie grało na skrzypcach, w tenisa i brało udział w innych nielubianych przez siebie zajęciach gdyż zrozumiało, że tylko wtedy rodzic będzie z niego dumny, otrzyma pochwałę i miłość, której tak potrzebuje i pragnie.

Kiedy dziecięce działanie uwarunkowane jest przez motywację zewnętrzną – skierowaną na podążanie za afirmacją i miłością, maluch nie rozwija umiejętności przypatrywania się sobie, odczytywania tego co mu się podoba, co jest jego pasją, nie wykorzystuje swoich wewnętrznych zasobów, by w przyszłości móc zadbać o siebie odważnie dążąc do samorealizacji.

W nie swojej skórze…

Odgrywanie roli, w której nie czujemy się dobrze, do której jesteśmy zmuszani może prowadzić do poczucia osamotnienia, przygnębienia i pustki. Funkcjonowanie pod presją konieczności wykonania niechcianej czynności może powodować frustracje i napięcie, które natomiast z czasem mogą zostać wyładowane w niepożądany sposób. Owszem dzieci potrzebują miłości i docenienia, ale nie za cenę robienia rzeczy, które nie odpowiadają ich potrzebom.

Pojawia się wewnętrzny dylemat…Czy muszę zrezygnować z tego co chcę, czego potrzebuję, by być kochanym? Czy miłość oznacza wyrzeczenie się siebie?

aspiracji

Rodzicielska powinność ambicje rodziców

Naszym zadaniem jest docenianie, dostrzeganie i darzenie uczuciem swoje dzieci za to kim są, a nie za to w jakim stopniu realizują nasze oczekiwania, w jakim stopniu są tym, kim chcemy by były.

Musimy zbudować zdrową, prawdziwą relację z naszym dzieckiem, pomóc mu w poszukiwaniach swoich pragnień, źródeł szczęścia, a następnie wspomóc w realizacji tych działań. ambicje rodziców

Jako rodzice możemy pracować nad tym by nie wywierać presji na dziecku, jest na to bardzo prosty sposób – rozwijanie i aktywne realizowanie własnych pasji. Stajemy się wtedy wzorem dla naszych dzieci, dowodem na możliwość robienia tego czego w danej chwili potrzebujemy i co w naszym mniemaniu jest dla nas najlepsze.

Konsekwencje zdrowotne ambicje rodziców

Nowe badania sugerują, że aby pomóc dzieciom odnieść sukces, nie wystarczy tylko popychać je do uczestniczenia wielu działaniach pozalekcyjnych, wręcz przeciwnie takie postepowanie może być szkodliwe, zwłaszcza jeśli wygórowane ambicje realizowane są kosztem umiejętności społecznych i życzliwości. Bo na sukces i powodzenie w życiu składają się zarówno posiadane, wyuczone umiejętności „twarde”, jak i te psychospołeczne – „miękkie”. hm dziecko

Zbyt duża presja wywierana na dzieci, jest na tyle przytłaczająca dla ich niedojrzałego układu nerwowego, że może powodować rozwijanie się zaburzeń lękowych, które mogą prowadzić do innych dysfunkcyjnych zachowań i problemów ze zdrowiem psychicznym. Wszystko jest kwestią indywidualną, zależną zarówno od czynników zewnętrznych, jak i predyspozycji dziecka. Może ono reagować w różny sposób – wyrzucając z siebie gniew i złość, przejawiając w zachowaniu obniżenie nastroju bądź skrywając negatywne emocje. Konsekwencją powyższego może być dziecięca depresja i konieczność skorzystania z wsparcia psychologicznego. ambicje rodziców

Wśród nastoletnich sportowców odnotowano wysoki stopień wypalenia sportowego, charakteryzującego się tymi samymi objawami co wypalenie zawodowe. Po aktywnym dzieciństwie przepełnionym mnóstwem sportowych zajęć i presją związaną z oczekiwaniami rodziców i trenerów, dzieci są zmęczone i gotowe całkowicie zrezygnować ze sportu. Nie zależy im na laurach i prestiżu, tym co jest dla nich naprawdę ważne jest czas spędzony z rodzicem, bez pośpiechu w serdecznej i ciepłej atmosferze.

aspiracji

Co zatem możemy zrobić

Istnieją elementy, które możemy wdrożyć, aby zmniejszyć bądź uniknąć presji i niezdrowego ciśnienia.

  • Po pierwsze, poprzez pracę nad sobą, za pośrednictwem naszych wspomnieniami powinniśmy zwiększyć swoją świadomość dotyczącą nieprzepracowanych obaw, strachu, kompleksów czy niezaspokojonych ambicji wywodzącego się z naszej przeszłości. Przecież już wiemy, że mogą być one przyczyną „rozwojowego ciśnienia” wywieranego na nasze dzieci.
  • Po drugie, powinniśmy pomóc swoim dzieciom w realizowaniu własnych upodobań i pasji, w odkryciu ich realnych talentów i mocnych stron.
  • Po trzecie, powinniśmy zrezygnować z obsesyjnego planowania życia swoim dzieciom i wykorzystać cześć wolnego czasu na wspólne aktywności scalające relację i pogłębiające rodzinne więzi.

Wprowadzając powyższe punkty wprowadzamy do naszego domu więcej równowagi, spokoju i zdecydowanie ograniczamy ilość niezdrowej presji w życiu naszych pociech.

Nie traktujmy dzieci jak pustych płócien, które trzeba pomalować ani jak brył gliny, które należy uformować. Dzieci są skrupulatnie zapakowanym darem, który trzeba rozpakować i pomóc im ujawnić drzemiący w nich potencjał, umiejętności, talenty i osobowość, które determinują to KIM JUŻ SĄ.
 ambicje rodziców

Na koniec zdanko od Alberta…

Nie próbuj oceniać umiejętności ryby przez jej zdolność do wspinania się na drzewo…”

Albert Einstein

Na siłę nie stworzymy z drugiego człowieka kogoś kim nie jest i kim nie chce być…

Pozwólmy dzieciom być sobą i po swojemu przeżyć własne życie.

aspiracji

O tym jak istotny wpływ mamy na nasze dzieci przeczytasz również tutaj (klik), tutaj (klik) oraz tutaj (klik).

Czy obserwujecie rosnące zainteresowanie rodziców zajęciami dodatkowymi? Czy sami popadliście w pułapkę pogoni za sukcesem? W jaki sposób udało Wam się nie ulec społecznemu trendowi?

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Informacje od Was są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi się rozwijać. hm dziecko

Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz, że może być przydatny, to udostępnij go swoim znajomym na Facebook’u.

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie  😉 .

#tydzienporazki #weekforfailure

  • Rozmowa z dzieckiem jest fundamentem dobrej relacji. No i każdy moment jest dobry na nią. A zmuszanie i spełnianie naszych ambicji mija się z celem. Lepiej pokazać możliwości, a dziecko samo poczuje że to to co sprawia mu frajdę.

  • Marta Korotko

    Jeśli nie potrafimy znaleźć chwili na rozmowę z własnym dzieckiem to nie dowiemy się o tym, czego właściwie pragnie. Ja sama byłam ostatnio w szoku, że moja dwulatka ma marzenia. Śmieszne, krótkie rozmowy z nią, które by może nic nie znaczą, ale umacniają więź między nami. To jest dla mnie najważniejsze. Mam swoje marzenia i pragnienia, żałuję wielu niezrealizowanych rzeczy w życiu, których już nie nadrobię, ale nie wyobrażam sobie, że miałabym je spełnić za sprawą mojego dziecka.

  • Rodzice powinni spełniać marzenia dzieci a nie swoje ambicje. Efekt końcowy jest niezadowalający bo dziecko w końcu się buntuje.

  • Mam taką cichą nadzieję, że skoro nie mam parcia, by porównywać moje dziecko z innymi na etapie niemowlęcia, to może uda mi się nie ulec tej chorej presji, by było najlepsze – nie w tym, o czym ja marzę. Chciałabym bardzo, by rozwijał się w tym, co kocha naprawdę on sam!

  • Należy wsłuchiwać się w to, czego pragną dzieci. Każde dziecko daje sygnał czego pragnie i o czym marzy. Zajęcia na siłę wyrządzą więcej szkody, niż pożytku.

  • Ja stosuję jedną zasadę, nic na siłę, sama byłam zmuszona do chodzenia na zajęcia baletowe, w pewnym momencie ich nienawidziłam i nie chcę by moje dzieci tego doświadczały. Pozwalam im próbować swoich sił w różnych dziedzinach i wybieramy to co sprawia im radość

  • Katarzyna Mirek

    Swoje marzenia, aspiracje i pragnienia powinniśmy spełniać samodzielnie. A co do przerzucenia tego ciężaru na dzieci, zdarza się to bardzo często. Cieszę się, że moi rodzice tego nie robili i ja staram się nie czynić tego własnym dzieciom.

  • Czasem myślę, że jakaś nienormalna jestem! Wcale córki nie namawiam na jakieś zajęcia dodatkowe, nie szukam jej niczego, wychodzę z założenia, że jak będzie chciałą coś robic to sama mi powie 🙂

  • bardzo dobry wpis. choć ja osobiście dalej wolę realizować marzenia swoje – niż przenosić je na dzieciaki. Ostatnio z córkami zaczełyśmy chodzić na zajęcia samoobrony. Młodsza jest zachwycona możliwością spędzania czasu w takiej formie ze mną. A starsza testuje co jej się podoba a co nie. Na razie też jest entuzjastycznie nastawiona) Jak będzie dalej chciała ćwiczyć – to kto wie dokąd te zainteresowanie ją zaprowadzi. A jeśli nie – przynajmniej padów i przewrotów się nauczy 🙂

  • Czasami łapię się na tym, że chcę narzucić synowi swoje zdanie ale on skutecznie się przed tym broni

  • Ewa Dratwińska

    Jestem młodą mamą i pewnie jeszcze niewiele wiem o wychowaniu, bo wszystkiego sie uczę, ale hestem pewna tego, ze nie bedę dokonywać wyborów za swoją córeczkę ani zmuszać jej do realizowania moich niespelnionych ambicji. Jest moją corką, ale jest odrębnym człowiekiem, który ma prawo do własnych, niezależnych decyzji. Ja mogę ją w tym wspierać, bądź jeśli będą to złe decyzje pomóc dokonać innego wyboru. Tyle☺
    Pozdrawiam,
    Ewa z Mamuśkowego Świata

    • Pięknę podejście. Oby jak najwięcej tak świadomych rodziców.
      Gratuluje i pozdrawiam Ewa

  • Paulina

    Świetny wpis i bardzo na czasie, W moim otoczeniu widzę sporo takich rodziców i wiele z nich nie zdaję sobie sprawy jaką krzywdę robią własnym dzieciom…

  • Artur Baranowski

    Podstawowa sprawa w wyborze zajęć dla dziecka – mają mu sprawiać przyjemność. Nie będzie dobre w tym, co ćwiczy jeśli będzie to robić niechętnie. Mój syn skończył szkołę muzyczną, bo już jako 7-latek chciał grać na fortepianie. Nie powiem, że przez 6 lat nauki nie było chwil zwątpienia, ale rodzić musi wiedzieć, czy to chwila zwątpienia czy zmęczenie materiału. I motywować dziecko, nie zmuszać. Wtedy efekt będzie murowany. Dzisiaj, kiedy syn gra swoje własne utwory, serce mi rośnie!

  • Spojrzałam na zdjęcie i nie mogłam nie skomentować! Bo swego czasu zapowiadałam się na dobrą pianistkę. Ale nie chciałam nią zostać i na szczęście nie zmuszano mnie do niczego. Bo to bardzo ciężka praca, zwłaszcza dla dziecka. Umiejętność gry na fortepianie pozostała, nieraz się przydaje, podobnie jak wiedza zdobyta w szkole muzycznej – a odnalazłam się w zupełnie czymś innym! I tak powinno być!

  • <3

  • bardzo mądry wpis 🙂 gratuluję!

    • Dziękuję Pani Danuto,
      Polecam się na przyszłość.
      Pozdrawiam

      • Jasne – już wrzuciłam w ulubione 🙂 i będę polecać rodzicom Twoje wpisy na swoim fp Nauczona.pl i w nowej grupie: Rodzice uczniów – od zerówki do matury ps. I nie musi być pani 😉

  • Dlaczego wiedziałam zanim otworzyłam link, że w tym poście pojawi się zdjęcie zajęć z baletu dla dzieci 🙂 pamiętam, że jako dziecko bardzo chciałam uczestniczyć w zajęciach mając cztery latka- nauczycielka stanowczo dała do zrozumienia że jestem za mała. Zaczęłam za rok. To była moja wola, początkowo zwykle hobby, teraz moja praca. Prowadze zajęcia z baletu dla dzieci i czasem nie mogę uwierzyć, że już trzyletnie maluszki są prowadzone na takie zajęcia… balet to szczególna pasja, podobnie jak granie na instrumentach. Bez wsparcia rodziców nie ma szans na powodzenie… Oczywiscie chodzi mi tu o prawdziwe zamiłowanie, nie presję rodzicow. Ja moim zawdzięczam wszystko 🙂 PS. Jako tancerka często słyszę pytanie ‚poslesz swoje dziecko do baletówki?’ sama- nigdy, jeśli będzie chcialo- może, o ile będzie miało naprawdę dobre warunki fizyczne.

  • Najgorszy jest przerost formy nad treścią 🙂

  • Gdyby tylko rodzice zdawali sobie sprawę z tego jak ich niespełnione cele, marzenia i aspiracje potrafią w negatywny sposób przenieść się na dziecko. Znam aż nadto przypadków, w których dorosły już człowiek nadal zmaga się z niskim poczuciem wartości przez sposób w jaki był wychowywany. Oprócz szkół rodzenia powinny funkcjonować szkoły wzmacniania pewności siebie i wartości u dzieci. Doceniania i chwalenia, bazowania na pozytywnych emocjach.

  • Niestety to nagminnna przypadłość naszych czasów

  • Dla mnie jest to temat na czasie, mimo że ta wiedza już jest zdobyta, spory czas temu. I polecam przeczytać wszak to co wiemy ma też tendencje do zanikania chyba że pewne zachowania wciśniemy w systematycznie realizowane schematy. Odświeżenie wiedzy też jest bezcenne.

  • Bardzo dobry, wyczerpujący post poruszający istotne kwestie. Fajnie, że o tym napisałaś. Podam dalej 🙂

  • Miałam w tym roku taka zagwostkę – chciałam Kornela zapisać na treningi piłki.Byłam pewna, że się zachwyci. On jednak nie chciał. Przedstawiałam argumenty, nadal nie chciał. Oczywiście uszanowałam jego zdanie, po kilku miesiącach powiedział mi, że chce jednak chodzić na tę piłkę. Czy żałuję, że nie naciskałam? Absolutnie ni. Wtedy nie chciał, nie był na to gotowy. Bardzo mozliwe, że moje nalegania skutecznie zniechęciłyby go treningów. Oczywiście nie to było moim celem. Teraz gdy sam dojrzał do takiej aktywności spróbujemy. Choć znowu nie na siłę. Jak stwierdzi, że go to nie jara – zrezygnujemy 🙂 Sam wybierze co sprawie mu przyjemność.

  • elka

    Taki też mam zamiar. Moje dziecko musi realizować siebie i być sobą, a nie kopią mnie lub tego co ja nie spełniłam w życiu.

  • Matka Wielowymiarowa

    Ja na razie jestem zafiksowana na punkcie tego, że moje czteroletnie dziecko stało się jakiś czas temu niezaradne życiowo. Nie potrafi się ubrać, placze, marudzi, kaze wszystko za siebie robic. A ja wrecz obsesyjnie chcialabym by potrafila sobie w zyciu radzić. Tylko i aż tyle od niej i siebie oczekuje a tymczasem jest na odwrót. Po za tym ma wolna drogę w tworzeniu wlasnego ja, raz na jakis czas podsuwam jej pomysly na zajecia itp ale to ona decyduje co jej sie podoba. Moi rodzice prosili tylko bym sie dobrze uczyla, bo mi to otworzy wszystkie drzwi, nie wymagali nic wiecej. Myslę, że takie podejscie jest dobre, bez presji, ale jakies fundamenty musza miec, by moc sobie w życiu radzić

  • Super dzieciaczki

    Niestety jest cienka granica pomiędzy zdrową motywacją, a presją.

  • Agni

    Niestety, to trudna sztuka nie narzucać dzieciom swoich własnych aspiracji i wizji na przyszłość. Myślę że dobrym sposobem przynajmniej w wieku dzieci szkolnych jest pozwolenie im na próbowanie – zajęcia z tańca, śpiewu, konie, malowanie, karate – dobrze żeby dziecko samo odnalazło to, co lubi i chce robić. Pozdrawiam

    matkowaciniezwariowac.blog.pl

    • Dokladnie – jako rodzice powinniśmy pełnić rolę przewodnika pokazującego dziecku świat, a nie klawisza wpychającego je na sile do określonej celi.

  • Bardzo interesujący wpis i choć mamą jeszcze nie jestem, to ten artykuł wiele mi pokazał. W przyszłości będę próbwala spojrzeć na swoje dziecko z innej perpektywy 🙂

  • Melduję Gotowość

    Mi się wydaje, że dużo ludzi traktuje innych tak jak sami chcieliby być traktowani a to duży błąd, bo przecież to co uszczęśliwia jedną osobę drugą może denerwować. Bardzo podoba mi się wpis. Uważam, że dziecko potrafi samo wskazać co je interesuje. Wystarczy tylko słuchać i obserwować. Na szczęście rodzice, których znam nie maltretują dzieci dodatkowymi zajęciami.

  • Moi rodzice poradzili sobie z tym tematem wyśmienicie. Mogłam sama wybrać, co i kiedy chciałam robić. Próbowałam wszystkiego: były konie, tańce, śpiewanie, malowanie i już nie pamiętam co jeszcze. I choć dość szybko rezygnowałam z „pasji”, nigdy nikt mi nie narzucał. A o tym, że moja mama zawsze marzyła, żeby studiować dziennikarstwo, ale nie mogła, dowiedziałam się dopiero, kiedy sama skończyłam studia… dziennikarskie 🙂 Taki sam wybór chciałabym dać swemu dziecku.

    • Rewelacyjnie. To jest najzdrowsze podejście.

  • Andrzej

    Ovh jak dobrze, ze napisalas ten post i jak dobrze, ze on nss nie dotyczy. Szczerze mam gdzies jak rozwijaja sie inne dzieci. Smieje sie prosto w twarz jak slysze, ze dziecko tego, czy tego umie juz yo i to. Zostalismy w tym temacie wyhamowani na starcie jak moje dziecko musialo walczyc o zycie. Poxniej grozilo nam porazenie i inne „cuda”. Na szczescie do dzisiaj wszystko jest dobrze i jedyne zagrozenia to nadpobudliwosc i problemy z koncentracja w przyszlosci. Nigdy nie zmusze dziecka do nauki dodatkowej czy na sile baletu czy gry na trabce. Co innego jezeli dziecko samo przyjdzie do mnie i powie „tata, chce trenowac boks” to mimo, ze to dziewczynka, to zrobie wszystko zeby javw tym wspierac i zostane jej trenerem menedzerem sponsorem i sparingpartnerem. Nic na sile. Inni niech sie chwala swoimi pociechami.

  • o chlopcu I

    bardzo trudny temat… mówimy, że chcemy, bu dziecko było tylko szczęśliwe, a potem mierzymy własną miara szczęścia…

  • świetny tekst i bardzo potrzebny, udostępniam na Domu Relacji

  • Nie wyobrażam sobie, abym mogła ingerować w marzenia mojego dziecka. Nie chcę z niej zrobić modelki, tylko dlatego, że mi nie wyszło. Nie chcę z niej zrobić artystki, tylko dlatego, żeby była sławna. Dziecko powinno samo wybrać swoją drogę, a my rodzice powinniśmy je w tym wspierać a nie podcinać skrzydła przez swoje niespełnione ambicje 😉

  • Żyć nie umierać

    U nas jedynymi zajęciami dodatkowymi na jakie moi dwaj chłopcy sami chcieli się zapisać, jest piłka nożna. Tak poza szkołą i tymi zajęciami nie jeżdżą na nic innego.

  • Iwona Siekierska

    Z tymi zajęciami dodatkowymi to trafiłaś w dziesiątkę! Niektórzy rodzice bez tych zajęć, czują się nie pełnymi rodzicami. Jak dziecko je lubi, to ok. Ale jak nie lubi? Po-co-to-komu? Lepszy byłby zwyczajny spacer. Lub wspólnie zjedzony obiad. Lub wspólna rozmowa na kanapie a nawet wspólna gra na konsoli. W spokoju, bez nerwów, że nie zdążymy …

  • Przyznaję, że przeczytałam z olbrzymim zainteresowaniem. Tekst daje do myślenia, zmusza do refleksji. Poleciłam 🙂 No i zostaję na dłużej!

    Pozdrawiam 🙂

  • Oj, jakże to trudny tekst dla niektórych rodziców! Jak gorzka pigułka!

  • Takie wygórowane aspiracje to jedna z gorszych rzeczy jakie może spotkać małego człowieka na starcie jego życia. Znam wiele takich dzieci i jedno jest pewne- nie wyglądają na szczęśliwe. Zresztą jak można być szczęśliwym jak zmuszanym się jest do chodzenia na dziesiątki zajęć w tygodniu na które bynajmniej nie ma się ochoty i których nie darzy się najmniejszą pasją.

  • Agnieszka S.

    świetnie napisane!! I bardzo ciekawy tekst

  • Super tekst. Zdrowa motywacja jest najważniejsza. Moja mama motywowała mnie wspaniale i nigdy z presją. Tak samo robię z moją córką. Czasem wręcz odradzam jej pewne zajęcia dodatkowe i tłumaczę, że na wszystko będzie czas.

  • Elwira Zbadyńska

    „Dzieci są skrupulatnie zapakowanym darem, który trzeba rozpakować i pomóc im ujawnić drzemiący w nich potencjał, umiejętności, talenty i osobowość, które determinują to KIM JUŻ SĄ.” Idealnie w punkt!

  • Macierzynstwo-raz!

    Świetny tekst! Coś o tym wiem 🙂 Moi rodzice w przypadku mojej siostry mieli aspiracje i oczekiwania, których sami nie osiągnęli a od niej wymagali. Dobrze, że mnie już to trochę ominęło. Ja chciałabym, aby moje dzieci robiły to co chcą i w czym czuję się spełnione i szczęśliwe 🙂

  • Mama Space

    Świetny i ważny tekst! Udostępnię na moim fanpage 🙂

  • Czasem, kiedy widzę, że syn mógłby coś w danej dziedzinie osiągnąć, a nie chce za żadne skarby świata, jest mi żal. Ale nie zmuszam. Wg mnie nie ma to sensu. Brak przyjemności, frustracja nie wpływają dobrze na efekty tak czy inaczej.

  • Poruszyłas bardzo fajny temat 🙂 Przeczytałam z zainteresowaniem 🙂

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Ja chciałabym po prostu, żeby moje dziecko było szczęśliwe – i niech to będzie taka definicja szczęścia, jaką samo sobie stworzy i wypracuje. Nie mam jakichś wygórowanych oczekiwań jego względem, od samego początku raczej odcinam się od tego „wyścigu szczurów”, dostrzegalnego nawet wśród znajomych mam kilkumiesięczniaków. Nie wiem wprawdzie, jak to będzie, kiedy synek pójdzie do szkoły (na ten moment ma niecałe trzy latka) – ale wierzę, że uda mi się pozostać wierną tym ideałom i wspierać go w tym, co sam będzie chciał robić i co sam dla siebie wybierze.

  • Jedynymi zajęciami pozalekcyjnymi, na które moje córki chodzą bo tak postanowiliśmy z moim mężem, są lekcje pływania. To jednak wynikało bardziej z tego, że mają krzywe kręgosłupy , a basen jest lepszy niż rehabilitacje. Dziewczyny jednak polubiły pływanie. Jeśli chodzi o inne zainteresowania, to nie zmuszamy do niczego, starsza córka lubi piłkę nożną i mąż postanowił ją zapisać na treningi, z czego akurat on też się cieszy bo football to jego pasja. Geny chyba też robią swoje 🙂 Córka ma także słabość do koni ( to akurat nie wiem skąd się wzięło) i w miarę możliwości uczęszczamy na jazdę konną. Martwi mnie jednak młodsza córka, która jak na razie nie ma żadnych zainteresowań, a wydaje mi się, że fajnie jak każdy ma jakieś hobby.

  • Bardzo dobry wpis. Zawsze staram się myśleć, że moje dzieci wychowuję nie dla siebie, ale dla innych.

  • Hej! 🙂 Bardzo ważny wpis i kontrowersyjny temat. Każdy człowiek, to indywidualność. Każdy z nas posiada unikatowe talenty, umiejętności, mocne i słabsze strony. Warto skupiać się na rozwijaniu naszych naturalnych talentów, ale napewno nie jest dobrym rozwiązaniem przymuszanie dziecka do danej aktywności wyłącznie dlatego, że rodzic ma takie ambicje, bądź zgodnie z jego perspektywą „to będzie przydatne, więc tego będziesz się uczył” decydował o zajęciach dodatkowych dziecka. Warto zastanowić się, czego dziecko naprawdę chce i czy chce. Dać mu możliwość wyboru. Oczywiście, zainspirować dziecko do jakiejś aktywności można, pokazać mu pewne alternatywy, natomiast nie za wszelką cenę. Granica jest bardzo cienka i działanie „na siłę” bądź „nie w zgodzie z naturalnymi predyspozycjami dziecka” może dziecko zniechęcić i przynieść więcej szkody niż pożytku.

  • Świetny i wyczerpujący wpis 🙂 Kiedyś pisałam o wyścigu szczurów wśród dzieci! Nie wysyłam córki na dodatkowe zajęcia, pytam co najwyżej czy któreś by ją interesowały, pozwalam wybierać i rezygnować jeśli jednak cos jej nie odpowiada 🙂

  • Niko Nikodem Sadlowski Sadłows

    Piękny wpis. Często przed narodzinami dziecka rodzice już maja plan. U nas autyzm naszego syna zmienił wszystko. Przewartościował i dał nam więcej zrozumienia. Piękny tekst

  • Poszukująca Alla

    Zmierzyłam się z tym tematem dość intensywnie, gdy adoptowałam mojego synka. Jestem bardzo ambitna, wykształcona, zawsze stawiająca sobie wysoko poprzeczkę itd. itp. I nagle, żeby stać się mamą, w końcu, musiałam przepracować w sobie wizję mojego dziecka, niekoniecznie przyszłego lekarza, nauczyciela, a może nawet niekoniecznie kogoś ze średnim wykształceniem. Musiałam przyjąć, że moje dziecko, które trafia w moje ramiona z cholernym bagażem i obciążeniami, będzie wspaniałe, bo po prostu BĘDZIE. Bo będę mogła go mieć, kochać, przytulać, będę mogła odkrywać jego mocne strony i wspierać w trudnościach, ale nie eliminować ich. To nie było łatwe, ale niepłodność nauczyła mnie pokory. Jestem dziś szczęśliwą i spełnioną mamą. A gdy mój syn liczy „jeden, dwa, osiem”, ja, nauczycielka matematyki uśmiecham się do siebie w duchu i puszczam do siebie oczko 😉
    Pozdrawiam 🙂

  • W klasie mojego syna prawie wszystkie dzieci chodzą na dodatkowe zajęcia, a my na żadne. Próbuje nakierować go na jakiś trop co go interesuje ale mój syn bierze encyklopedie wojenne i w zeszycie przepisuje nazwy wojen, broni itp. Póki co na kółko historyczne jest za młody.
    Poczekamy jeszcze z dwa lata jak rozwiną się jego zainteresowania i jeśli stwierdzi, że chce chodzić to tak ale jeśli nie, nie będę zmuszać.

  • Danuta N.

    Niestety często chcemy, by dzieci żyły, tak jak nam wydaje się najlepiej. I przez to są krzywdzone. Ale nie tylko rodzice za dużo narzucają na swoje dzieci. Również środowisko, rywalizacja z rówieśnikami…

  • Wychodzę z założenia, że moje dziecko ma mieć dzieciństwo i swoje własne życie. Dlatego hamuję wszelkie moje pragnienia posiadania wyjątkowo uzdolnionego dziecka. Chcę go rozwijać, ale odpowiednio. Póki co niech się wybiega, pozna przyrodę, otaczający go świat. A potem będziemy wspólnie zastanawiać się, co dalej.

  • To nie tylko dotyczy się wychowywania dzieci, ale też byciu w związku. Często kobiety czują się dla mężczyzny (być może przez jego zachowanie i niedowartościowanie) „za mało idealne”.

  • Temat aspiracji rodziców kierowanych w stronę dzieci jest tak powszechny, że stał się niewidoczny. Mówi się głośno o skrajnych przypadkach, ale rzadko zwraca uwagę na wyśrubowane wymagania nakładane na pociechy nieadekwatnie do ich możliwości. Trudno reagować bezpośrednio, ale są osoby, instytucje, które powinny, a jednak wolą się nie narażać na ostracyzm rodzic. Niestety, od dłuższego czasu to rodzic rządzi dzieckiem w szkole i na zajęciach dodatkowych, bo płaci i wymaga lub po prostu wymaga…

  • Monika Kampczyk

    granica jest cienka, to fakt, i często nieświadomi próbujemy za bardzo ukierunkować na coś dzieci 🙂

  • Każdy z nas jest inny, unikalny, szczególny, z niepowtarzalną mieszanką talentów, umiejętności i zainteresowań. Trzeba dzieciakom pokazywać różne możliwości, nakłaniać do poznawania własnych sił i słabości, pozwolić wybrać to, co w danym momencie sprawia im czystą radość, to później procentuje w ich kształtowaniu osobowości i poczuciu wartości. 🙂

  • Przeczytałam sporą część komentarzy i mam wrażenie, że rodzice nie zawsze mają świadomość tego, że swoje niespełnione marzenia realizują za pomocą dziecka. Szkoła (oczywiście dwujęzyczna), balet, nauka francuskiego i chińskiego, a na koniec rytmika z prywatnym instruktorem – tak wygląda dzień ogromnej części uczniów szkoły podstawowej. Rodzice zbyt łatwo zatracają się w doskonaleniu swojej pociechy, zabierając jej tym samym możliwość poznania świata.

  • Moim zdaniem (i pewnie wielu się narażę) – trochę szkoda dzieciństwa na zajęcia dodatkowe. Szkoda tych lat (do 11-12 roku życia), kiedy to dzieci chcą jeszcze rozmawiać z rodzicami i kiedy można z dziećmi budować więź, która lada moment zostanie poddana poważnej próbie. Niestety, zamiast tego dzieci muszą chodzić na baseny, tenisy i inne tego typu zajęcia. [piszę to z perspektywy gościa, który w dzieciństwie nie miał czasu na nic]

    • Rodzice są pod presją- tzn. sami wpędzają się w błędne koło; pracują dużo, bo mają kredyt, sądzą, że ich dziecko czeka podobny los, więc żeby miało od razu lepiej na rynku pracy, zapisują go na te wszystkie korepetycje chińskiego, itede., by ono się wybiło, wygrało w wyścigu szczurów.
      Jaka dobra rada? Zapisać dziecko na lekcje śpiewu i nauki gry na kilku instrumentach, zwłaszcza gitarze basowej; muzycy jednak zarabiają najlepiej ;-p

  • Wydaje mi się, że obecnie coraz więcej rodziców pozwala swoim dzieciom na swobodę w wyborach. Jesteśmy coraz bardziej świadomi wpływu naszego zachowania na pociechy. Sama wiem o tym, że kiedy praca jest jednocześnie tym co kochasz, to można powiedzieć, że nie pracujesz. Tego też życzę moim dzieciom, tego, żeby znalazły taką drogę w życiu, by nie czuły, że pracują:)

  • Aleksandra Ćmachowska

    Zawsze uważałam, że trzeba tu odrobiny wyczucia. Oczywiście, że dziecko można próbować czymś zainteresować, ale należy zwracać uwagę na jego reakcje. Warto przyglądać się dzieciakom i dostrzegać rosnące w nich pasje i te wspierać, jednak także z wyczuciem. Dziecko powinno wiedzieć, że nie zależnie od tego czym się zajmie, czy kim będzie, ma nasze wsparcie. Nie może czuć presji tylko swobodę wyboru. Na życie składają się nie tylko sukcesy, ale i pomyłki i na to trzeba nasze pociechy przygotować :). Uwielbiam Cię czytać!

  • Na szczęście mnie to nie dotyczy. Jedynej czego pragnę na przyszłość dla moich dzieci, to żeby były zdrowe i szczęśliwe. Tyle mi wystarczy 🙂

  • Aleksandra Waliczek

    Dokładnie – moje ambicje pozostają wciąż moimi ambicjami. Moje dziecko niech ma swoje 😉

  • Jeżeli oczekiwania rodziców przewyższają możliwości dziecka, wtedy odczuwa ono ogromną presję, czuje się zniechęcone i sfrustrowane. Wpływa to niestety na jego samoocenę.

  • jak mówi stare przysłowie „nic na siłę…” warto skupić się na tym, jakie dziecko ma zainteresowania, co lubi robić i starać się motywować 🙂 a wymyślając mu na siłę kolejne zajęcia, czy wywierając jakąkolwiek presję niczego dobrego nie osiągniemy. Niestety wiem to z autopsji. Rodzice może i nie zapisywali mnie na zajęcia, ale dużo ode mnie wymagali. Do tej pory, gdy coś mi nie wyjdzie potrafię obarczać się winą. Wiem, że traktuję siebie zbyt ambicjonalnie i czasem zwyczajnie za dużo obowiązków biorę na siebie. Kierunek studiów, który skończyłam nie był do końca moim wyborem. I mimo, że staram się patrzeć w przód i szukać perspektyw, a nie powodów do narzekania, to czasem gdzieś odzywa się żal o to, że chciałam robić coś innego i nikt mnie nie słuchał…

  • Ewa Szczepańska

    Moje marzenia idą w twj chwili na dalszy plan, bo dobro dzieci jest dla mnie najważniejsze i priorytetowe! Chcę zrobić drugi kierunek. Pedagogika. I co? Czekam, aż podróżna, mi studia nie uciekną, a a ich wychowam na właściwe kulturalne i mądre dzieci ❤

  • Gabriela

    Ja jak w przyszłości zostanę mama to nie będę przymuszac mojego dziecka tylko pozwolę mu wybierać i nakierowywac co chce robić 😉

  • Marina Abramava

    Granica między tym, czego my chcemy i tym, czego chcą nasze pociechy jest bardzo i to bardzo cienka! Kiedy będę mamą z pewnością będę chciała zrealizować marzenia mojego dziecka, a nie na siłę próbować mu coś wmusić. Bo jak powszechnie wiadomo to najlepiej wychodzi nam to, co na prawdę lubimy robić, a nie to, co musimy:)

  • Mam bardzo wymagającą mamę. Kiedy byłam dzieckiem przekładało się to na oceny, jednak w dłuższej perspektywie na fakt że nie potrafiłam radzić sobie z porażkami i ciągle od siebie czegoś wymagałam, Teraz już jest ok, ale zanim doszłam do obecnego miejsca musiałam sobie to wszystko przewartościować.

  • Nigdy nie mogłam zrozumieć rodziców, którzy swoje marzenia spełniają za pośrednictwem swoich dzieci, które nie koniecznie chcą do tego dążyć.

  • Całe moje dzieciństwo to była pogoń za zadowoleniem rodziców. Może dlatego tak daleka jestem od tego w stosunku do naszych dzieci. Czasami wręcz mam wrażenie, że stopuje Marysię,

  • minimedge

    Ja uważam, że pokazywanie dziecku różnych możliwości nie jest niczym złym. Oczywiście niczego nie można mu narzucać, jedynie pozostawić kilka opcji do wyboru i cierpliwie czekać na jego decyzję.

  • Bardzo ważną sprawę poruszasz. Osobiście nigdy nie rozumiałam jak można tak skrzywdzić dziecko i na pewno nie zamierzam zrobić tego własnym. Ale też nie można przesadzić w drugą stronę. Jeśli od dziecka się niczego nie wymaga, do niczego czasem nie przymusi, to potem będzie żałować. Moi rodzice nie chcieli mnie przymuszać, ale przez to nie miałam żadnych dodatkowych zajęć, pasji, zainteresowań. Bo kilkuletnie dziecko mówi, że mu się nie chce, i woli bajki oglądać. Najważniejsze to mieć we wszystkim umiar. Nie przerzucać własnych ambicji na dziecko i nie wywierać na nim niezdrowej presji, ale znaleźć coś, co dziecko lubi i chce robić i pilnować jego systematyczności i konsekwencji, bo wiadomo, że dzieci się łatwo nudzą i zniechęcają. Powinniśmy motywować ich rozwój a nie robić im krzywdę.

  • O tak, znam to…. z własnego doświadczenia. Mojej mamie tak się życie poukładało, że musiała zostawić lubianą przez siebie pracę i zostać z nami w domu. Po kilku/kilkunastu latach mogła wrócić do zawodu, ale już było za późno – znalazła sobie nowe hobby: mnie i moją siostrę. Nie bedę Ci przedstawiać mojej gonitwy szkolno-zajęciowo-konkursowej…. Ważne, że nigdy, ale to nigdy nie zrobię tego moim dzieciom! Chcę je motywować, delikatnie nakierowywać, pomagać i wspierać – ale na pewno nie zamienię się w matkę terrorystkę!!!

  • U mnie było tak nie z rodzicami, a z babcią. Wiele razy mi powtarzała, że powinnam to czy tamto. Próbowała dość mocno ingerować w moje młodzieńcze życie. Była przekonana, że mnie motywuje, tymczasem ja widziałam, że próbuje niespełnione marzenia przenieść na swoją wnuczkę. Zresztą do dziś mi powtarza, że oczekiwała po mnie różnych rzeczy. Dawniej złościłam się i byłam sfrustrowana, czułam, że nie spełniam tych oczekiwań. Przez to ciągle byłam niedowartościowana. Teraz, po latach, patrzę już na to z przymrużeniem oka, bo w głębi serca wiem, że babcia częściowo chciała dla mnie dobrze. Tylko motywowała mnie w sposób nadzwyczaj nieumiejętny. Oczywiście, przeniosła na mnie niektóre swoje marzenia, ale była przekonana, że mnie tak samo uszczęśliwią. Ostatecznie pomimo tego, że wybrałam nieco inną drogę w życiu, wspiera mnie i kibicuje. Jest zadowolona z moich sukcesów małych i dużych.

  • Ja swoich dzieci nie będę do niczego zmuszać, same będą wybierać sobie hobby czy zajęcia dodatkowe. 🙂 Najważniejsze by sprawiało im to radość 🙂

  • Bardzo mądry tekst. Myśle ze każdy rodzic powinien go przeczytać!

  • Halina

    Jestem już babcią i mam na względzie dobro moich wnucząt. Wspieram ich w rozwijaniu własnych zainteresowań i z radością śledzę postępy jakich dokonują. Każdy człowiek, nawet ten mały ma prawo do własnych wyborów. Dziadkowie już to rozumieją a z rodzicami bywa różnie.

  • paulina

    Sama jestem Mamą i powiem ci szczerze, że się tego boję. osobiście chciałabym by moje dziecko uczęszczało – gdzieś. taniec, jakiś dodatkowy język. mam nadzieje,ze nie stanę się takim rodzicem z artykułu i pozwolę dziecku wybrać to co chce robić 🙂 . ale na razie mam 2latkę i niech sie cieszy dzieciństwem.

  • To się tak często zdarza! Jak sama piszesz – granica jest taka cienka.
    Obiecuję sobie, i mam nadzieję słowa dotrzymać, że nigdy tego moim dzieciom nie zrobię. To kształtuje bardzo skrzywionych dorosłych albo chorobliwie ambitnych, albo bezkompromisowych, albo mających zaburzenia psychiczne 🙁
    Smutne, że w to potrafi wpędzić rodzic 🙁 Ktoś, kto z definicji ma nas chronić 🙁

  • Ewelina Ewa Kraszyńska

    Za każdym razem jak odwiedzam Twojego bloga jestem pod wielkim wrażeniem ! Tym razem też powiem CI szczerze , że nie wiem co powiedzieć ! Podziwiam Cie kochana !!