Porozumienie bez przemocy. Czyli o empatycznym wyznaczaniu granic słów kilka...

Bycie rodzicem to niekończący się egzamin, a jeśli nie egzamin, to na pewno nieustanna nauka. Każdy z nas biorąc odpowiedzialność za wychowanie małego człowieka, chciałby wywiązać się z podjętej roli najlepiej, jak tylko potrafi. Sprawa nabiera jeszcze większej wagi, jeżeli dotyczy osób najbliższych naszemu sercu. Dlatego tak wiele emocji i kontrowersji budzą zagadnienia dotyczące metod wychowywania dzieci. Dokonując wyboru bijemy się z myślami, zastanawiamy się czy na pewno postępujemy właściwie. Analizujemy wszystkie za i przeciw.

Cieszy mnie fakt coraz większej, rodzicielskiej świadomości dotyczącej tego tematu. Wraz z ciekawością i chęcią rozwoju - podnoszenia rodzicielskich kompetencji, pojawia się coraz więcej pytań i wątpliwości. Dochodzimy do słusznego wniosku, że nie wszystko da się jednoznacznie zakwalifikować, a kategoryczność i niemal boska wszechwiedza rodzica, to nieskuteczny i przestarzały mit.

Jako psycholog, trener umiejętności psychospołecznych, a przede wszystkim mama, bardzo często spotykam się z pytaniami rodziców dotyczącymi obaw w kontekście podjętych decyzji, czy słuszności postępowania względem dziecka. Spora część rodziców zakłada, że ​​NIE stosowanie kar jest równoznaczne z pobłażliwością w stosunku do pociechy i tak naprawdę nie jest sposobem na „wychowanie dobrze ułożonego człowieka” . Czy rzeczywiście tak jest? Czy dziecko trzeba układać, musztrować i karcić?

Skuteczność autorytarnych metod wychowawczych

Niechęć do karania oraz nie stosowanie przemocy zarówno cielesnej jak i werbalnej nie oznacza, ​​nie wyznaczania granic, braku konsekwencji i wszechobecnej pobłażliwości.

Wręcz przeciwnie, badania dowodzą, jak nieskuteczne jest karanie dzieci oraz o braku wpływu autorytarnego modelu rodzicielstwa na wykształcenie w dziecku zdolności do samodyscypliny (o tym dlaczego karanie dzieci nie jest skuteczne przeczytacie tu => klik).

Wyniki badań mówią natomiast, że dzieci o wysokim poziomie samodyscypliny, umiejętności przystosowawczych oraz inteligencji emocjonalnej są wychowywane z zastosowaniem jasnych i empatycznych granic.

Rodzicielskie kompetencje 

Tu wiele, a tak naprawdę większość zależy od nas, rodziców i od naszych umiejętności odpowiedniego sformułowania granicy. Właściwie postawiona powinna pozwoli­­­­­­­ć dziecku na samodzielne dokonanie wyboru, pomiędzy tym czego chce, a tym czego chce jeszcze bardziej 😉. Nie ma co ukrywać, że clue polega na tym, byśmy tak poprowadzili rozmowę, by dziecko postąpiło zgodnie postawionymi granicami, a jednocześnie akceptowało ten wybór. Dzięki temu sposobowi dzieci zdobywają praktyczne umiejętności współpracy i postępowania zgodnie z ustalonymi zasadami, przy jednoczesnym poczuciu zrozumienia i chęcią zaakceptowania zmiany.

Brzmi jak mrzonka?

Z pewnością nią nie jest. Nie jest to nic prostego i nie przychodzi z dnia na dzień. Wymaga od nas morza cierpliwości, niesamowitego zaangażowania i niekończących się pokładów spokoju. Jednak warto podjąć tę pracę nad sobą i dzieckiem, by zebrać profity w przyszłości.

Na czym polega to ustalanie granic?

Empatyczne ustalanie granic

Ustawienie  granic z empatią oznacza, że:

  • Jesteśmy w kontakcie z dzieckiem podczas ustalania granic (nie mówimy do niego z innego pokoju, czy przeglądając aktualności na facebooku)
  • Ustalając granice z dostrzeżeniem, nazwaniem i uwzględnieniem uczuć dziecka pomagamy mu przejść i przepracować emocje, a nam udzielić mu odpowiedniego, emocjonalnego wsparcia.
  • Staramy się zminimalizować intensywność przeżyć naszego malucha, pojawiających się w związku z postawionymi granicami.

Teoria teorią, ale sprawdźmy jak to może wyglądać w praktyce. Przykładowa sytuacja podczas zabawy na placu zabaw.

porozumienie_bez_przemocy_huśtawka

Mama:

"Asiu, nadszedł czas, aby wrócić do domu i zjeść jakąś pyszną zupkę na obiad. Chcesz iść pieszo, czy wolisz jechać w wózku?”

Asia:

 "Nie mamusiu, siądę tu, na huśtawce- będę się bujać…buju, buju…"

Mama: [Stara się dostrzec i nazwać uczucia towarzyszące córce]

 "Huśtanie sprawia Ci wiele radości. Wiem jak bardzo to lubisz. Chciałabyś zostać i huśtać się jeszcze przez długi czas.
 [Ustawia granice]

Musimy jednak wypełnić nasze głodne brzuchy! Dlatego czas iść do domu!"

Asia:

"Nie mamusiu, jeszcze trochę posiedzę tu na huśtawce."

Yhy… skąd my to znamy, wszyscy wiemy, że taka sytuacja i dyskusja może trwać w nieskończoność. Jeśli potrwa zbyt długo nasza dwu i pół latka zgłodnieje (nie muszę chyba wspominać co oznacza głodne dziecko 😉), a mama będzie coraz bardziej sfrustrowana. Zatem co zrobić, by przerwać przysłowiowe przeciąganie liny?

Przychodzi czas na zastosowanie humoru. To moment by ograniczyć możliwości polemiki, okazać empatię i zrozumienie dla uczuć dziecka.

Mama:

"Asiu, uwielbiasz się kołysać, prawda?" 

Asia: 

"TAK!"

Mama [Życzenie spełnienia]

"Pomimo tego, że przyszła pora obiadowa i powinnyśmy wracać do domu, chcesz się dalej huśtać, prawda?"

Asia:

"TAK!"

Mama: 

"Też chciałabym by było to możliwe, bo to super zabawa." 

[Poszukiwanie punktu porozumienia]

"Jednak, teraz jest pora obiadu, dlatego nadszedł czas, aby wrócić do domu. Możesz wybrać i zeskoczyć w dół, jak kangurek, wskoczyć do wózka, a ja Cię zawiozę do domu. Możesz też pobiec w podskokach obok wózka jak zajączek. Co wolisz?”

[Mama dała Asi wybór, który może być dla niej interesujący. W ten sposób pozwala dziecku „zachować twarz” i daje trochę kontroli nad zmieniającą się sytuacją].

Wszystko ładnie, pięknie, jeśli dialog przebiega zgodnie z planem, a co jeśli dziecko nie wybierze żadnej z propozycji? (a wiemy przecież, że jest to bardziej niż prawdopodobne 😉 )

Zatem… Asia nie wybiera jednej z podanych propozycji wtedy:

Mama: [mówiąc ciepło, ale zdecydowanie]

"Asiu, widzę, że trudno Ci zostawić huśtawkę, dlatego pomogę Ci zejść z niej i przejść do wózka.”

Warto byśmy zwrócili uwagę na fakt, że mama swoją wypowiedzią nie wzbudziła w Asi poczucia, że jest „złą, słabą osobą”, nie obciążyła jej odpowiedzialnością za nie zrealizowanie prośby. Mama tylko zauważyła fakt, że zrezygnowanie z rewelacyjnej zabawy było dla dziewczynki zbyt trudne.

Co dzieję się dalej? Oczywiście nie powinniśmy spodziewać się sielanki, podczas której zabierane z huśtawki dziecko z uśmiechem na ustach maszeruje w kierunku domu.

Sprawa wygląda „nieco” inaczej…

Asia krzyczy w niebogłosy i płacze, gdy mama ją zabiera z huśtawki. Delikatnie rzecz ujmując mało przyjemna sytuacja. Konwencjonalna wiedza radziłaby nam, byśmy nie ustępowali w postanowieniu, wsadzili dziecko do wózka i zignorowali histerię, przecież nie wynagrodzimy tego ryku naszą uwagą?

Jak, takie postępowanie ma się do budowania wspomnianego wcześniej kontaktu z dzieckiem?

No właśnie nijak. Co gorsza, wysyłamy naszej pociesze informacje, że jej emocje są złe, a nas jedynie stać na bierne przyglądanie się sytuacji. Jesteśmy przy niej i dla niej, tylko wtedy, gdy podoba nam się to, co czuje i wyraża - innymi słowy, nasza miłość jest uwarunkowana, a nie bezwarunkowa. Dziecko zostaje samo, z trudnymi dla niego uczuciami.

Co zatem zrobić? Czy powinniśmy próbować odwrócić uwagę naszego malucha od odczuwanego zdenerwowania?

Zbagatelizowane emocje

"O jaki śliczny kotek siedzi na schodach, zobacz Asiu”

Wszystko zależy od poziomu zdenerwowania dziecka. Im jest bardziej wzburzone, tym mniej prawdopodobne, że uda nam się odwrócić jego uwagę. Dodatkowo warto zastanowić się nad tym jaką informację przekazujemy dziecku ignorując jego uczucia…

To tak, jakbyśmy mówili: 

„Twoje uczucia nie są ważne. Są natomiast niebezpieczne, więc lepiej udajmy, że nie istnieją.

Możemy również nieco zmienić perspektywę i postawić siebie w podobnej sytuacji. Czy czulibyśmy się kochani i rozumiani, jeśli po okazaniu smutku nasz partner lub przyjaciel próbowałby odwrócić naszą uwagę od sedna rozmowy?

Powinniśmy słuchać naszego dziecka, nie sugerując, że jego emocje są nieistotne lub zbyt przerażające, abyśmy mogli sobie z nimi poradzić.

Huśtawka emocjonalna

Zatem wracamy do punktu, w którym Asia zaczyna płakać, gdy mama zabiera ją z huśtawki:

Mama:

"Płaczesz, ponieważ nie chcesz zakończyć zabawy na huśtawce. Jesteś smutna i zła, ponieważ musimy już iść. Przykro mi, że nie możesz się bujać tak długo jakbyś chciała, ale nadszedł czas, powrotu do domu i zjedzenia obiadu. Usiądźmy na chwilę na tej ławce, a ja przytulę Cię dopóki się nie uspokoisz.”

Taka sytuacja budzi wiele emocji, zarówno u dziecka, jak i u nas - rodziców. Jakiego rodzaju są to emocje i dlaczego tak silnie je odczuwamy? Przyczyna jest prosta, z jednej strony przykro nam, że nasza pociecha przeżywa trudne chwile (bo dla niej są one trudne), z drugiej natomiast obawiamy się oceny dokonywanej przez inne osoby i wstydzimy się zachowania dziecka.

Bez wątpienia wzrok pozostałych rodziców, obecnych na placu zabaw jest skierowany na nas. To naturalne, któż z nas nie spojrzałby w kierunku z którego dobiegają okrzyki pogrążonego w „otchłani rozpaczy” dziecka 😉? Co z tego, że płacze i krzyczy, nie ono pierwsze i nie ostatnie (o tym czym są napady złości u dzieci i jak sobie z nimi radzić pisałam tu => klik). Ważne natomiast byśmy to my zmienili swoje myślenie na ten temat. Płacz dziecka nie jest rodzicielską porażką. Tak naprawdę płacz jest dobry, pomaga dwulatce uporać się z wielką dawką różnorodnych emocji. Córka musi je wyrazić i pokazać NAM, nie „komuś innemu”.

Płacz ma niejedno oblicze…

Jeśli możemy przytulić pociechę i pomóc jej poczuć się bezpiecznie (zamiast przypiąć do wózka i zawieźć na sygnale do domu), zróbmy to. Często dziecko będąc pod wpływem tak silnych emocji, zmienia powód wylewanych hektolitrów łez. Nagle przyczyną płaczu jest ten wielki pies, który rano je wystraszył, albo ból kolana, które stłukło podczas wczorajszego upadku, wtedy jednak nie płakało, bo było z dziadkiem, który powiedział, że „dzielne dzieci nie płaczą” (Swoją drogą, to jedna z najczęściej powtarzanych z pokolenia na pokolenie bzdur, zaraz obok stwierdzenia "to nic nie boli", które rzucamy na widok płaczącego z bólu malucha).

Cóż za wspaniała okazja, aby właśnie teraz wyrzucić to wszystko z siebie.

Bardzo często dzieci podświadomie opierają się postawionym przez nas granicom (tak jak Asia), właśnie po to, aby móc się wypłakać i wyżalić. Patrząc na tę kwestię w ten sposób możemy dostrzec, że to, iż nasza pociecha płacze i żali się w naszej obecności, to ogromne wyróżnienie, bo to my jesteśmy jej ostoją przy której czują się bezpiecznie.

porozumienie_bez_przemocy_przytulanie

Przytul mnie mocno mamo

Podczas płaczu, przytrzymujemy dziecko – pozostając blisko niego. Staramy się odzwierciedlać i nazywać uczucia, empatycznie mówiąc, że jest bezpieczne.

Jeśli nadal unosi się gniewem i odwraca, zostajemy z nim w kontakcie i co jakiś czas przypominamy:

"Jestem tu, nie zostawię Cię samej, jesteś bezpieczna i niebawem, gdy emocje opadną poczujesz się lepiej". 

Mimo kotłujących się w nas emocji staramy się nad nimi zapanować, wykonujemy pogłębione oddechy i liczymy wstecz (o tym jak zachować spokój, gdy dziecko wyprowadza nas z równowagi przeczytacie tu => klik), jednocześnie ignorujemy ciekawskie spojrzenia przechodniów.

Nie ma innej możliwości, po pewnym czasie, tak samo jak po burzy wychodzi słońce – po kryzysie emocje opadają i dziecko się uspokaja.

Możemy zwrócić się do niego: 

„Chodź do domku, czeka tam na nas pyszny obiad. Czy chcesz napić się wody, zanim wejdziesz do wózka?"

Emocje po burzy

Po takim ataku płaczu, który miał miejsce w naszej obecności i z naszym wsparciem, maluch będzie czuł się swobodnie i chętnie podejmie współpracę.

Pamiętajmy, że płacz nigdy nie jest zły, wręcz przeciwnie jest niejako formą oczyszczenia, uwolnienia i wyrażenia stłumionych emocji.

Empatycznie czyli jak?

Oczywiście, empatyczne podejście do dziecięcych uczuć nie oznacza rezygnacji ze stawiania granic i określania zasad. Wręcz przeciwnie, te granice są określane jasno i konsekwentnie przestrzegane. To, co istotne w tym podejściu, to szacunek ,zrozumienie i przyzwolenie na przeżywanie pojawiających się, dziecięcych emocji.

Ustalanie wspomnianych granic warto zacząć w domu, kiedy rzeczywiście mamy czas i energię, aby przetrwać kryzys. Nie jest to łatwe, ale z każdą postawioną granicą, opór i stopień emocjonalności dziecięcych reakcji będą malały. Systematyczność i empatyczna konsekwencja popłacają.

Dzięki empatycznemu ustalaniu granic dziecko uczy się, że:

  • Określone granice są trwałe i mimo, że ich nie lubi, to rodzic jest po jego stronie, dlatego zaczyna je akceptować. Początek samodyscypliny.
  • Nad uczuciami można zapanować. Początek regulacji emocjonalnej.
  • Rodzic jest dla niego wsparciem i troszczy się o jego dobro. Pomaga mu to wierzyć w rodzicielskie wskazówki i pozwala udzielić sobie wsparcia. Fundament zaufania i poczucia bezpieczeństwa.

Może nie jest to najprzyjemniejsza forma przekazywania wiedzy o życiu i emocjach. Na pewno jest to trudna i wyboista droga, wymagająca od nas - rodziców zaangażowania i samokontroli. Każdy z nas dobiera metody wychowawcze pasujące do domowych realiów i swoich przekonań. Warto jednak pamiętać, że negatywne konsekwencje wynikające ze stosowania konserwatywnych metod wychowawczych, są widoczne nie tylko w chwili ich wprowadzania, ale również w dalekiej przyszłości (więcej na temat konsekwencji bicia dzieci przeczytacie tu => klik). Odbijają się one na dorosłym życiu naszych pociech, wpływają na ich umiejętność budowania trwałych relacji międzyludzkich, efektywność regulacji emocji i poziom samooceny.

Pozbądźmy się zatem myślenia „mnie tak wychowywano i jakoś mi to nie zaszkodziło…”, bo w rzeczywiści nie mamy pewności, czy tak nie było. Pomyślcie jak mogłoby wyglądać nasze, życie gdyby wychowywano nas inaczej… 😉

Jakie są Wasze doświadczenia w stawianiu dzieciom granic? Posiadacie jakieś sprawdzone sposoby?


jak_być_dobrym_rodzicem

Do przemęczonego i zrezygnowanego rodzica: Nie postępujesz niewłaściwie!

Zamykasz za sobą drzwi, pośpiesznie wycierasz spływające po policzkach łzy. Bezwiednie bierzesz głęboki wdech i z trudnością wypuszczasz powietrze. W klatce piersiowej czujesz ucisk, ciężar niczym kamień, który utrudnia swobodne oddychanie.

W głowie ciągle wybrzmiewa popołudniowe starcie z Twoim dzieckiem. Przeciągająca się „walka o władzę”, mimo wielu prób nawiązania kontaktu i uspokojenia brzdąca skończyła się niepowodzeniem. Nic nie zadziałało – ani empatia, ani przytulanie… Wszystkie sposoby o kant d…

W takich sytuacjach zaczynamy się zastanawiać: 

„Gdzie popełniam błąd? Co poszło nie tak? Czego mi brakuje? Dlaczego rodzicielstwo jest tak trudne?

 

Jesteś przemęczona i zrezygnowana

Dotychczasowe strategie nie poskutkowały, dlatego w pośpiechu i z ogromną nadzieją przeszukujemy internet w poszukiwaniu rozwiązania naszej bolączki. Oczywiste jest to, że w sieci, w której roi się od artykułów, książek, webinarów, zawierających rodzicielskie wskazówki znajdziemy jakąś ciekawą, jeszcze przez nas niestosowaną perełkę.

Poczucie bezsilności, zmęczenie i brak siły, to wszystko sprawia, że zaczynamy myśleć negatywne na swój temat, zwracamy się przeciwko sobie, obwiniamy się i zakładamy, że to my nie radzimy sobie z rodzicielstwem, że robimy coś w niewłaściwy sposób…

Nie znam osoby, która choć raz nie pomyślałaby w ten sposób. I o tyle, o ile nie ma nic złego w spostrzeżeniu, że nie ma ludzi idealnych i każdy ma prawo do popełniania błędów. To warunkowanie poczucia własnej wartości od zachowania swojego dziecka jest słabe, niefajne, niewłaściwe a przede wszystkim niezdrowe dla naszego komfortu psychicznego 😉

Dlatego, zanim przekreślisz swoje rodzicielskie kompetencje grubą, czerwoną krechą, weź głęboki oddech i posłuchaj, a raczej przeczytaj poniższy fragment.

rodzicielstwo_bliskosci

Nie postępujesz niewłaściwie

Skąd ta pewność w nagłówku? Drogą dedukcji, wywnioskowałam, że skoro wpadłaś na mojego bloga i doczytałaś ten tekst do tego miejsca, to prawdopodobnie prowadzisz wewnętrzne rozważania nad kierunkiem swojego rodzicielstwa i bierzesz pod uwagę pozytywną stronę mocy ;-).  Wychowanie dziecka w systemie pozytywnych doświadczeń i budowania trwałych relacji wymaga od rodzica ogromnej świadomości. Pozytywne wychowywanie, bo o nim mowa, nie jest prostą drogą, to podróż, której celem jest silna relacja, wartościowe interakcje, wzajemny szacunek i zaspokojenie potrzeb, z jednoczesnym ustanawianiem i przestrzeganiem granic. Ono nie jest proste i szybkie, wymaga od nas pracy oraz zaangażowania, a efekty przychodzą z czasem.

I oczywiście są systemy wychowawcze, jak na przykład „kary i groźby”, które wydają się działać lepiej, ponieważ przynoszą natychmiastowe rezultaty. Jednak warto pamiętać o tym, że efekt nie jest wynikiem trwałej i świadomej zmiany zachowania, ale strachu, przez który dziecko przestaje robić to, za co go skarciliśmy (o tym, dlaczego kara jest nieskuteczna, pisałam tutaj).

Rodzicielstwo

Wychowywanie to niewidzialny i nienamacalny przekaz, który dokonuje się każdego dnia, w chwilach, o których nawet nie pamiętamy, z których nawet nie zdajemy sobie sprawy. Dla naszych dzieci są to również niedostrzegalne sygnały, ale ich mózg i neurony lustrzane rejestrują wszystko, bez udziału świadomości. Jest to obraz zachowań, postaw, przekonań, rzeczywistych uczuć i strategii zaspokajania potrzeb najbliższych im osób, a nie deklaracji, pouczeń, perswazji i dobrych chęci.

Mimo pełnej świadomości tego, co napisałam powyżej i ogromu starań wkładanych we wdrożenie tych założeń, zdarzają się takie dni, że masz wrażenie, że w Twoim przypadku to totalnie nie działa, że u Was się to nie sprawdza, że to nie dla Was.

Pamiętaj o tym

Zanim się poddasz i rzucisz rękawice, przypomnij sobie poniższe:

Twoje dziecko wciąż się uczy

Być może łapiesz się na założeniu, że już tyle razy coś omawiałaś, tłumaczyłaś, że na tym etapie – twoje dziecko „powinno już o tym wiedzieć”. Niestety, nauka nowych umiejętności wymaga czasu i wytrwałości. Dzięki temu, że za każdym razem wspierasz i pomagasz swojej pociesze pracować nad rozwiązaniem, ma możliwość ćwiczyć i doskonalić nowe zdolności. Oznacza to jednocześnie, że dzięki powtarzaniu, z czasem Twój brzdąc będzie mógł robić te rzeczy z mniejszą pomocą, a nawet samodzielnie. Kluczowy jednak wydaje się tu być czas, który warto dać dziecku i sobie.

Twoje dziecko jest niedoskonałe

Twoje dziecko, tak samo, jak Ty ma również prawo do słabszych dni. Dlatego, czasami będzie w stanie z łatwością poradzić sobie z rozczarowaniem, a innym razem ta sama sytuacja będzie dla niego końcem świata. Nawet jeśli dzień wcześniej opanowało pewną umiejętność do perfekcji, następnego dnia może nie wpaść na odpowiednie rozwiązanie tej samej zagadki. To te dni, kiedy maluch może potrzebować więcej uwagi, cierpliwości i troski, by złapać równowagę i wrócić do lepszej formy.

Twoje dziecko potrzebuje więcej wsparcia

Słuchaj swojej intuicji. Jeśli masz poczucie, że coś jest nie tak, czegoś brakuje, prawdopodobnie masz rację. Dzieci (podobnie jak dorośli) czują się dobrze, pokonując wyzwania, jeśli mają odpowiednie umiejętności, zasoby, samopoczucie. Niektóre z nich potrzebują trochę więcej pomocy w radzeniu sobie w trudnych sytuacjach. Warto pamiętać, że każde dziecko rozwija się w swoim, indywidualnym tempie i na wszystko przyjdzie odpowiedni moment. Jeśli jednak masz obawy, coś Cię niepokoi zawsze warto skorzystać z pomocy i wsparcia specjalisty.

Dlatego, zamiast szukać online magicznych wskazówek, które być może, gdzieś, kiedyś przeoczyłeś, weź głęboki oddech i zastanów się raz jeszcze:

Czego teraz może potrzebować Twój maluch?

Może kolejnej szansy na przećwiczenie nowej umiejętności? Może małej wskazówki bądź pokrzepiającego dopingu? A może odpoczynek będzie najlepszym rozwiązaniem po dużej ilości wrażeń?

Nie możesz również zapomnieć o sobie…

Czego potrzebujesz w tej chwili?

Przyjaciela, który po prostu wysłucha, nie musi nawet rozumieć 😉 często wystarczy, że jest?  Może kubka gorącej kawy lub herbaty? Uścisku? Dobrego słowa? Motywacyjnego kopniaka?

odpoczynek_dla_mamy

Rodzicem być

Bycie rodzicem to trudna i wymagająca rola. Warto odstąpić od pogoni za mitem „idealnego rodzicielstwa”, bo takie po prostu nie istnieje. Najistotniejsze natomiast w tym wszystkim wydaje się to, byśmy byli dla siebie i dla naszych dzieci wyrozumiali, troskliwi, uważni na uczucia i potrzeby. Bycie rodzicem to nieustanna nauka, przełamywanie swoich barier i schematów oraz pokonywanie obaw i lęków. I pomyśleć, że początkiem tego wszystkiego jest miłość, to ona daje na siłę i motywację do osiągania niemożliwego. Bezpieczna więź, dostrojona komunikacja, empatia – to fundamenty, które pozwalają przetrwać niejeden konflikt i zapewniają dziecku optymalne warunki rozwoju.

Sam fakt, że szukasz rozwiązań, starasz się zmieniać i pracujesz nad jakością Waszej relacji sprawia, że jesteś cudownym rodzicem.

Ściskam,
K

Serdecznie polecam Wam również książki, które wspomogą Was w rodzicielskiej drodze:

Być może zainteresują Was również inne artykuły:


przeprosiny

Nie przeproszę !!!

Z pozoru może się wydawać, że przeprosiny powinny być dla nas czymś zupełnie naturalnym, w końcu uczymy się ich od najmłodszych lat. Rodzice dbają o nasze dobre wychowanie, skłaniając nas do podania ręki „przeciwnikowi” po batalii stoczonej w przydomowej piaskownicy. Przeprosiny stanowią istotny element kulturowo przyjętej poprawności zachowania, są niejako symbolem zakopania wojennego topora. Umiejętność przepraszania ma ogromny wpływ na trwałość i jakoś nawiązywanych przez nas relacji, dlatego też jest tak bardzo ważna.

Choć słowo „Przepraszam” jest tak istotne, to mimo wszystko wydaje się jednym z najtrudniejszych do wypowiedzenia zwrotów. Zdarzają się wśród nas i takie gagatki, którym nie przejdzie ono nawet przez gardło.

Dlaczego tak jest, skąd bierze się ogólna niechęć do przepraszania?

Unikanie przeprosin

Zdaniem psychologów, unikanie przeprosin to często podświadoma próba ochrony zagrożonego „ja”. Większość ludzi, gdy wyrządzi komuś krzywdę lub sprawi przykrość, automatycznie zaczyna przepraszać, by jak najszybciej zdobyć przebaczenie i pozbyć się poczucia winy. Osoby mające problem z przepraszaniem nie reagują w ten sposób. Zamiast tego doświadczają nieuświadomionego lęku związanego z poczuciem zagrożenia, utratą autorytetu, władzy, statusu. Inicjowanie przeprosin uważają za oznakę słabości, a przepraszającego za przegranego.

W praktyce może wyglądać to, tak, że osoba ta wpadając na nas w tłumie, bez wahania bąknie krótkie „przepraszam”, jednak po kłótni z bliską osobą nie przyzna się do popełnionego błędu.

Dlaczego?

Jak się okazuje, słowa te niosą za sobą szereg psychologicznych konsekwencji, których niektórzy z nas chcą za wszelką cenę uniknąć…

O jakich konsekwencjach mowa?

Poczucie zagrożenia

Przyznanie się do nieodpowiedniego zachowania stanowi zagrożenie dla poczucia własnej wartości. Jest to szczególnie dotkliwe w przypadku osób, które nie potrafią oddzielić oceny swoich działań od oceny swojej osobowości. Błędnie utożsamiają jedno z drugim. Dlatego też w ich mniemaniu przepraszając - przyznają się do złego postępowania i tym samym do bycia złym człowiekiem. Unikając przeprosin, unikają przyznania się do błędu, chroniąc w ten sposób swoją samoocenę.

Poczucie wstydu

Dla większości z nas przeprosiny są związane z poczuciem winy. To ono skłania nas do wykonania kroku w kierunku wyjaśnienia sytuacji i zażegnania konfliktu. W przypadku osób niezdolnych do przepraszania silniejszym doznaniem jest wstyd, który jest znacznie bardziej destrukcyjny. O ile wina sprawia, że czujemy się źle z naszym działaniem, o tyle wstyd powoduje, że czujemy się źle z tym jacy jesteśmy.

Eskalacja konfliktu

Podczas gdy większość z nas uważa przeprosiny za możliwość rozwiązywania konfliktów interpersonalnych, tak dla osób mających z tym problem – owe przeprosiny – będą początkiem niekończącej się fali oskarżeń.  Wychodzą z założenie, że będzie to okazaniem słabości, którą druga osoba wykorzysta przeciwko nim. Obawiają się obarczenia wyłączną odpowiedzialnością za powstały spór oraz przypisania winy za wszystkie wcześniejsze nieporozumienia.

przeprosiny_konflikt

Regulacja emocji

Osoby stroniące od przeprosin, bardzo często w ten sposób starają się zarządzać swoimi emocjami. W jaki sposób? Po prostu czują się bardziej komfortowo i łatwiej sobie radzą z uczuciem gniewu, rozdrażnienia i dystansu emocjonalnego, a niżeli z bliskością i wrażliwością. Zatwardziałość w konflikcie pozwala im zachować dystans, stanowi swoisty mechanizm obronny. Podświadomie obawiają się, że każdy nawet najdrobniejszy gest w kierunku pojednania, sprawi, że wszystkie tak pieczołowicie budowane barykady runą i uwolnią smutek oraz rozpacz, z którymi ciężko jest sobie poradzić i względem których pozostaną bezsilni.

O ile prawdą jest, że regulacja takich emocji wymaga od nas wysiłku, o tyle błędnym przekonaniem jest, że głębokie doświadczanie trudnych emocji musi być traumatycznym i szkodliwym przeżyciem. Wręcz przeciwnie, skruszenie przysłowiowej, emocjonalnej skorupy jest niezwykle oczyszczające i może prowadzić do przeniesienia relacji na zupełnie inny, bardziej wartościowy poziom, oparty o emocjonalność i wzajemne zaufanie.

A u podstaw obaw…

Dlaczego niektóre osoby mają ewidentny problem z przepraszaniem? Skąd biorą się te obawy?

Za winowajcę poniekąd możemy przyjąć sposób, w jaki zostaliśmy wychowani oraz to, jakie są nasze dotychczasowe, przeprosinowe doświadczenia. To jeden z tych aspektów, który bagatelizowany na wczesnym etapie rozwoju dziecka, zbiera żniwa w przyszłości. Oczywiste jest, że każdy rodzic chce dla swojej latorośli tego, co najlepsze, dlatego też od najmłodszych lat wpaja dziecku, wszystko to, co potencjalnie ułatwi mu batalię z dorosłością.

 

I tak powinno być 😉, bo przecież naszą rodzicielską powinnością jest wspierać dziecię w rozwoju. Dobrze jednak pamiętać o czymś istotnym, mianowicie o tym, że prócz tego, CO przekazujemy naszym pociechom, ważne jest jeszcze, to w jaki sposób, to robimy. W tym właśnie tkwi cały szkopuł. Odwołując się do nauki „przepraszania”, często odbywa się ona poprzez nakaz wykonania, pozbawiony wyjaśnień tego, co tak naprawdę się wydarzyło i w czym tkwił problem. Dodatkowo całemu procesowi towarzyszy gniew, obwinianie, wpędzanie w poczucie wstydu i zmuszanie do posłuszeństwa. Gdy do tego dodamy brak pozytywnych wzorców, które dziecko mogłoby naśladować…recepta na niechęć do przepraszania gotowa. (O tym, jak nauczyć dziecko „przepraszać” przeczytacie tutaj =>klik). I jak tu ochoczo podejść do przepraszania?

Spójność wzorców

Najbardziej efektywnie i najszybciej uczymy się, obserwując zachowania innych osób.

Tak samo sprawa wygląda w przypadku nauki „przepraszania”.

Przyjrzyjmy się zatem przeciętnym, „przeprosinowym” doświadczeniom. Jakie zachowania mamy bądź mieliśmy szansę zaobserwować?

Niezależnie czy bohaterami są nasi rodzice, czy też bliscy lub dalsi znajomi, wszyscy uczestniczą w wyścigu z czasem, w boju o kolejny zrealizowany cel. Zatracając się w owej pogoni, usprawniają swoje funkcjonowanie, posługując się schematami, stereotypowym myśleniem i automatyzacją pewnych czynności. W efekcie wpadają w pułapkę, z której ciężko wybrnąć z twarzą. Przyjrzyjmy się temu bliżej.

Patrzymy, patrzymy i cóż takiego widzimy?

Przed nami zapracowany rodzic, starający się poskromić codzienność, który trzymając w garści cały dom, raczej stroni od przepraszania swej pociechy za błahostkę będącą przecież tylko „rodzicielskim niedopatrzeniem” ... Wszak nic wielkiego się nie stało, a już na pewno nie jest to przewinienie warte kompromitacji i płaszczenia się przed własnym dzieckiem.

Dobre usprawiedliwienie, ale czy na pewno to tylko błahostka i niedopatrzenie?

Kolejna przykładowa sytuacja dotyczy stereotypowego starcia płci.

Oto facet, taki sobie "Figo Fago", jak twierdzi, nie należy do gatunku pantoflarza pospolitego, a już na pewno nie jest z tych „miętkich” chłopaczków, którzy to przepraszając za byle pierdołę, okazują swoją słabość. Dlatego o przeprosinach w jego wykonaniu możemy zapomnieć. Po drugiej stronie barykady skrupulatnie okopała się „Ona”, „żona”, „matka”, „kobieta”. Przecież nie po to rozdrapuje i posypuje solą rany, wspominając wszystkie przewinienia swego „twardziela”, żeby teraz opuścić gardę i potulnie przyznać się do błędu. A nóż luby pomyśli, że to tylko jej wina, albo - co gorsza - poczuje, że ma ją w garści, bo za łatwo mu przyszło pojednanie. O nie! Chce dziadyga zgody, musi się postarać…

Tym sposobem przeprosiny stają się próbą sił. Kto pierwszy padnie na kolana? Kto pokaże, że mu bardziej zależy? Koniec końców, wcale nie chodzi o to, by rozwiązać dany konflikt i wyciągnąć wnioski z zaistniałej sytuacji. Ważniejsze jest zdobycie przewagi, argumentu będącego dowodem na to, kto, komu dyktuje warunki. Proste? Proste, sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie 😉.

Wiedząc, że mały człowiek dorasta, obserwując i uczestnicząc w takich i podobnych sytuacjach trudno się dziwić, że nabywa niemal wkodowanej niechęci do przepraszania i wszystkiego, co z nim związane. W ten oto sposób powstają negatywne skojarzenia, które wiernie towarzyszą nam w dorosłym życiu, gdzie „przepraszam” kojarzy się z poddaństwem, poczuciem niższości i pokazem sił.

Tymczasem…

Skoro mowa o pokazywaniu, to prawda jest taka, że przepraszając, pokazujemy swoją siłę, dojrzałość, wrażliwość, empatię i profesjonalizm. „Przepraszam” nie jest synonimem słabości, niższości, uległości, eskalacji konfliktu czy zagrożenia. To swoista praca nad samym sobą, która wymaga od nas autorefleksji i pokory. Aby przeprosiny były skuteczne, należy dokładnie przeanalizować konfliktową sytuację, uświadomić sobie i zaakceptować odpowiedzialność za niecne poczynania oraz postanowić poprawę 😉.
Więcej o formułowaniu skutecznych przeprosin przeczytacie już niebawem.

Jestem ciekawa jakie są Wasze doświadczenia w tym obszarze?
Podzielcie się nimi w komentarzu poniżej tekstu.

Ściskam,
Karola

 

 


4f_dla_dzieci

8 elementów, które sprawią, że Twoje dziecko pokocha sport

Chyba nikogo nie muszę przekonywać, jak pozytywny wpływ na rozwój dziecka ma aktywność fizyczna.

Sport wzmacnia kręgosłup, pozwala utrzymać właściwą postawę, a co ważne i sylwetkę. Dzieci, które od najmłodszych lat są zachęcane do aktywności, cechuje większa odporność organizmu, w dorosłym życiu rzadziej miewają problemy z otyłością, i nie tak często zapadają na choroby cywilizacyjne, jak alergia, czy astma.

Zdaję sobie sprawę z korzyści, które niesie ze sobą sport, Ty zapewne również o nich wiesz.

Do dzieci tego typu, suche argumenty raczej nie przemawiają. Co zatem możemy zrobić, żeby nasze pociechy chętnie uczestniczyły w zajęciach sportowych? Jak postępować, żeby sport stał się ich sposobem na życie, a nie kolejnym obowiązkiem?

Zajęcia sportowe i co dalej?

Spotkałam się z wieloma opiniami rodziców, którzy twierdzili, że do zaszczepienia w dziecku sportowego ducha wystarczy zapisać je na zajęcia sportowe.

„Przecież jest tam trener, który swoim podejściem i zaangażowaniem zarazi brzdące miłością do danej dyscypliny...”
- wyjaśniają.

Jest w tym wiele prawdy. Trener czy nauczyciel pełni istotną rolę życiu małego sportowca, uczy i wspiera rozwój różnych umiejętności sportowych, pokazuje istotę grupowej współpracy czy współzawodnictwa.

Mimo wszystko, to nie na zajęciach sportowych, sali, boisku bądź basenie dochodzi do zakrzewienia w dziecku sportowej pasji.

plecak_dla_dziecka

Na nastawienie i stosunek dziecka do aktywności fizycznej ma wpływ znacznie więcej czynników, które dzieją się w domu, szkole, przedszkolu czy na podwórku.

Rola najbliższego otoczenia

Do pewnego momentu, to my rodzice mamy największy wpływ na kształtowanie się osobowości naszych pociech. Z czasem, niestety nasza rola zmniejsza się, a szala przechyla się w stronę rówieśników, kolegów ze szkoły czy podwórka. Gdy szkrab w kroczy w ten etap, nasze gadanie będzie jak grochem o ścianę. To otoczenie zacznie określać formę spędzania wolnego czasu i zakres zainteresowań.

Dlatego warto ten czas, w którym jesteśmy dla dzieci autorytetem, wykorzystać na kształtowanie ich sportowej postawy i wpajanie wartości, które mają swe odzwierciedlenie w dziecięcym zaangażowaniu i podejściu do sportu.

Zakładając, że przykład idzie z góry, a my lubimy aktywnie spędzać czas, to 70% drogi do zmotywowania swojej pociechy do polubienia sportu mamy za sobą ;-).

 Aktywny czas - razem

Aktywny rodzic to aktywne dziecko. Najlepszym sposobem na zakrzewienie w dziecku sportowego ducha jest aktywne spędzanie wspólnego czasu. Rodzinna wycieczka rowerowa, wspólne wyjście na basen, czy nawet zapisanie się na zajęcia taneczne to świetna okazja do przekazania sportowego bakcyla. Gdy aktywność jest stylem życia, a nie tylko okolicznościowym wyskokiem, motywacja do uprawiania sportu jest czymś zupełnie naturalnym.

bobike_fotelik_dla_dziecka

 Próbowanie różnych aktywności

Nie ograniczajcie się jedynie do treningów piłki nożnej, czy zajęć dodatkowych z baletu. Szukajcie różnych możliwości, podsuwajcie dziecku pomysły na aktywne wykorzystanie czasu. Pamiętajcie, że dopiero próbując, będzie mogło podjąć decyzję, w której dyscyplinie sportowej chciałoby się rozwijać.

4f sportowe rzeczy dla dzieci

4f_bluza_sportowa

4f_plecak_sportowy


Odpowiednie przygotowanie

Co prawda mówi się, że nie szata zdobi człowieka, ale czy też tak macie, że czujecie większą mobilizację do działania, gdy jesteście stosownie ubrani do okoliczności, tym bardziej sportowych?

No właśnie, wiedziałam, że się ze mną zgodzicie ;-)
A tak na poważnie, to wybór odpowiedniego stroju i obuwia, to jeden z kluczowych elementów, na które powinniśmy zwrócić uwagę, przygotowując dzieci do zajęć sportowych.

torba_sportowa_dla_dzieci

bluza_z_kapturem_4f

Ubrania sportowe, szczególnie dla dzieci, powinna cechować wygoda oraz wysoka jakość, gdy do tego dołączymy nowoczesny krój, to przepis na idealny strój gotowy. Kierując się tymi wytycznymi, nasz wybór padł na polską markę 4F, która w swoich ubraniach łączy wszystkie te cechy. Dzięki szerokiej ofercie wchodząc do jednego sklepu, robimy zakupy dla każdego z nas, niezależnie od wieku czy dyscypliny sportowej (od spodenek, t-shirtów, strojów na pływalnie, po kurtki softshell i strój narciarski). Ofertę Back to School przygotowaną przez tę markę, gdzie skompletujecie całą sportową wyprawkę, znajdziecie tutaj.

bluza_z_kapturem_dla_dziecka

rsz_torba_sportowa_dla_dzieci_4f

Gdy już zakupy i wybór stroju mamy za sobą, przychodzi czas na przygotowanie do zajęć sportowych. Dzieci uwielbiają pakować swój plecak czy torbę w niezbędne sportowe atrybuty. Sprawia im to frajdę i dodatkowo kształtuje poczucie obowiązku, więc dlaczego im na to nie pozwolić?

Gdy już zadbaliśmy o odpowiedni ubiór, pora przejść do sfery psychicznej i zająć się motywacją naszego szkraba.

Jak skutecznie budować dziecięce zaangażowanie?

Chciałabym zwrócić Waszą uwagę na trzy podstawowe elementy, na podstawie których jesteśmy w stanie zbudować dziecięce zaangażowanie i zainteresowanie sportem.

  1. Traktowanie sportu jako formę zabawy, z której dziecko czerpie radość.
  2. Pielęgnowanie wewnętrznej motywacji dziecka do aktywności fizycznej.
  3. Uszanowanie autonomii dziecka – dziedzina sportu musi być wyborem dziecka, a nie ambicją rodziców.

Rozwijaj wewnętrzną motywację dziecka

Z motywacją, każdego z nas jest tak, że jeżeli nie utożsamiamy się z postawionym celem, to szybko tracimy zapał, wypalamy się w drodze do jego osiągnięcia. Tak samo jest z naszymi dziećmi. Jeśli nie odczuwają związku, satysfakcji oraz wewnętrznej potrzeby aktywności fizycznej, trudno jest im znaleźć w sobie siłę, która pcha je do przodu. Wtedy, na dłuższą metę, nawet najlepsze bodźce motywacyjne na niewiele się zdadzą.

A skoro jesteśmy przy motywatorach zewnętrznych, to warto w kilku zdaniach zwrócić waszą uwagę na ważną kwestię.

Jak motywować, żeby zmotywować...

Brzmi trochę jak masło maślane? Pewnie tak, ale ten nagłówek ma sens, gdyż wbrew pozorom skuteczne zmotywowanie dziecka nie jest tak proste i oczywiste jak może się wydawać.

W czym rzecz?

Wspominałam już o motywacji wewnętrznej i to na jej wzbudzeniu nam zależy. Jest ona oparta na poczuciu celu i ma działanie długoterminowe. To dzięki niej jesteśmy w stanie wytrwale dążyć do realizacji zadania, mimo pojawiających się przeciwności.

jak_motywować_dziecko_do_sportu

Drugim rodzajem motywacji jest ta - zewnętrzna, która ma krótkotrwałe działanie i może być uwarunkowana obawą

„Jeżeli nie będziesz się bardziej starał podczas ćwiczeń, nie pojedziesz do kina.”

Lub zachętą

„Jeżeli będziesz się starał podczas ćwiczeń, pojedziemy do kina.”

Mam nadzieję, że czytając powyższe przykłady, sami słyszycie, jakim są beznadziejnym sposobem na mobilizację dziecka do działania. Zatem motywacja wewnętrzna, to na niej nam zależy ;-)

Zmień postrzeganie sukcesu i porażki

Aktywność fizyczna ma różne oblicza, jednym z nich jest – to „podwórkowe”, beztroskie, bazujące na zabawie, radości, satysfakcji ze wspólnie spędzonego czasu. Gdzie sam ruch i uprawianie sportu sprawia największą frajdę.

Drugie (nazwijmy je roboczo „zawodowym”) stanowi mniej przyjemny, oparty na obawach o wynik, zwycięstwo i ocenę innych – przykry obowiązek.

Czy nie byłoby cudownie, gdyby nasze dzieci podchodziły do sportu w ten „podwórkowy” sposób?

Właśnie do niego powinniśmy dążyć. Wszystko rozbija się o NASZE podejście do sukcesu i porażki i o to, w jaki sposób przekazujemy je naszym pociechom.
Niekorzystny wpływ na zapał i zaangażowanie dzieci ma przekonanie, że sukces osiągamy tylko wtedy, gdy jesteśmy najlepsi w jakiejś dziedzinie, gdy zwyciężamy (zawody, turniej,  bieg).

Tymczasem powinniśmy wpajać naszym szkrabom, że sukcesem jest samo podejmowanie wyzwań i nasze starania, by im sprostać.

4f_szczęśliwe_dziecko

Porażka – to podobne case study do sukcesu. Zacznijmy od tego, że dla mnie totalną porażką jest budowanie w dziecku poczucia klęski i utwierdzanie go w przekonaniu, że jest słabe, niedostatecznie dobre, gdy nie zdobędzie głównej nagrody...
To na czym powinno nam zależeć, to postawa, w której przegrana jest impulsem do zmiany, do wyciągnięcia wniosków, do uczenia się na błędach i mobilizacją do jeszcze większych starań.

Pamiętajmy, że różnica między „wygrywaniem” a „staraniem się, żeby wygrać” jest ogromna, mimo że wydaje się być nieznaczna. Dlatego nie oczekujcie wyników, nic tak skutecznie nie zabija radości zabawy, jak presja określonego efektu. Dzieci rodziców oczekujących dobrych rezultatów nigdy nie pokochają sportu. Doceniajcie włożony wysiłek i starania, bo to one są ważniejsze od osiąganych wyników i zdobytych pucharów.

Wdrażając powyższe punkty, sprawicie, że wasza pociecha będzie czerpać radość z uczestniczenia w zajęciach sportowych i cieszyć się na każdą waszą propozycję aktywności. Dokonując wyboru, kierujcie się preferencjami dziecka, swoje marzenia sportowe realizujcie osobiście.

Jakie są Wasze sposoby na zmotywowanie dzieci do aktywności fizycznej?

 


pierwsze_dni_w_przedszkolu

Nie zostawiaj mnie mamo! Czyli jak pomóc dziecku zmierzyć się z lękiem separacyjnym

Małe rączki oplatające szyję, łzy wielkości grochu spływające po policzkach i ten lament rozdzierający serce, z którego wybrzmiewa: 

„Nie zostawiaj mnie mamo…!”

To bardzo trudny etap zarówno dla dziecka, jak i dla rodzica. W takich chwilach wyobrażamy sobie moment, w którym spokojnym krokiem i z uśmiechem na twarzy odprowadzamy nasze dziecko do przedszkola czy oddajemy pod opiekę niani.

Tak będzie, jednak zanim to nastąpi, musi upłynąć trochę czasu.

Mam nadzieję, że wiecie o tym, że trudności związane z lękiem separacyjnym są normalną reakcją malucha, którego łączy bezpieczny sposób przywiązania do rodzica.

Absolutnie, nie jest to wyraz jego nieprzystosowania, czy „złego wychowania” (nie znoszę tego określenia). Wręcz przeciwnie, protestując, dziecko wyraża swoje obawy, a nawet lęk przed rozłąką z mamą lub tatą, którą postrzega jako zamach zagrażający życiu. Jego reakcja jest instynktowną walką o bezpieczeństwo i przetrwanie.

Z czasem pociecha nauczy się, że nasze odejście jest tylko chwilowe i że po kilku godzinach spędzonych w przedszkolu, razem wracamy do domu.

Jednak na początku swojej przedszkolnej drogi, nie jest w stanie tego zrozumieć, musi sama się o tym przekonać.

W obliczu nowych doświadczeń

Każdy z nas lepiej i pewniej czuje się w towarzystwie osób, które dobrze zna i którym ufa. Ta sama zasada dotyczy dzieci – czują się bezpiecznie i komfortowo przebywając z osobami, do których są przywiązane. Dotychczas byli to rodzice, starsze rodzeństwo, dziadkowie czy ciocie i wujkowie. A teraz ma to się gwałtownie zmienić?

Pojawienie się nowej osoby w życiu dziecka jest szalenie trudnym momentem. Często emocje i instynktowne reakcje biorą górę nad racjonalnym myśleniem, dlatego naszą rolą jest zrobić wszystko, by złagodzić przebieg tego etapu.

Dopiero gdy maluch zaufa swojemu nowemu opiekunowi, gdy zbuduje z nim więź, przekona się, że może na nim polegać i że jest on w stanie zaspokoić jego potrzeby – wtedy poczuje się całkowicie bezpieczny.

Tym samym, chcąc pomóc swojemu maluszkowi w łatwiejszej asymilacji do nowego etapu w życiu, musimy znaleźć sposoby, na ułatwienie budowania więzi z opiekunem.

Poniżej podrzucam 11 wskazówek, które złagodzą i ułatwią przejście przez lęk separacyjny:

1. Pomóż maluchowi w budowaniu więzi z opiekunem

Dla dziecka to całkowicie nowa sytuacja stanąć sam, na sam z nieznaną osobą. Przyzwyczajanie się i budowanie poczucia bezpieczeństwa w obecności nowej osoby jest bardzo trudne, szczególnie gdy jest się maluszkiem, któremu towarzyszą silne emocje związane z rozłąką i poczuciem zagrożenia.

Jedną z rzeczy, którą możemy zrobić, by pomóc naszemu szkrabowi, jest podtrzymanie kontaktu i zbudowanie pozytywnych relacji z jego opiekunem. Obserwowanie przyjaznych gestów i miłych rozmów, sprzyja przełamywaniu lodów.

„Przecież skoro mama lubi Panią Anię, to może i ja ją polubię?”

relacje_z_nauczycielem

Zapewne malec wciąż będzie protestował przeciwko naszemu odejściu, ale osoba, pod której opieką go zostawiamy, powinna być w stanie ukoić jego płacz. Protest nie powinien trwać długo i im większa więź między nimi, tym będzie krótszy.

W jaki jeszcze sposób możemy ułatwić powstawanie tej nowej relacji?

Tu naprzeciw wychodzą nam przedszkolne dni asymilacyjne, dzięki którym w naszej obecności, malec może zbierać dobre doświadczenia i budować pozytywne skojarzenia ze swoim opiekunem.

Nie od dziś wiadomo, że to, z czym mamy częstszy kontakt, co częściej widzimy czy słyszymy, bardziej się nam podoba, wydaje się nam bardziej przyjazne.

Tak jest na przykład z muzyką. Czy nie łapiecie się na tym, że z każdym kolejnym odtworzeniem utwór podoba Wam się coraz bardziej?

No właśnie, skoro włada nami taka reguła, to dlaczego nie wykorzystać jej, w przypadku budowania relacji?

To, co musimy zrobić, to zadbać, by postać „Pani Ani” pojawiała się w naszej codzienności jak najczęściej.

Jak tego dokonać?

Możecie wydrukować zdjęcie wychowawczyni i powiesić je np. na lodówce, przeglądać razem z malcem galerię z przedszkola i wypatrywać ulubioną Panią. Warto również często, serdecznie i z entuzjazmem o niej wspominać, tak by dziecko wyczuwało sympatię, którą ją darzymy np. „Pani Ania byłaby dumna, widząc jak sama myjesz rączki”.

2. Zacznij od krótkich separacji

Dobrze gdybyśmy pierwsze rozłąki planowali podczas najlepszych części dnia (po drzemce czy po posiłkach), kiedy dzieci są wypoczęte, najedzone i skore do zabawy. Gdy już upłynie okres asymilacji i maluszek poczuje się trochę pewniej w nowej sytuacji, możemy przejść do krótkich rozłąk. Wielu rodziców chwali metodę małych kroków, ja również jestem jej zwolenniczką. Warto zacząć od pożegnania, odejścia, a następnie powrotu, gdy tylko przestanie płakać.

Jeśli zaczniemy od krótkich nieobecności, maluch szybciej się nauczy, że nasza nieobecność jest tymczasowa i że zawsze do niego wrócimy. W ten sposób stopniowo przyzwyczajamy go do separacji, każdorazowo wydłużając swoją nieobecność.

Teraz trudna część – powinniśmy starać się nie wracać, póki malec płacze. Wszystko po to, by nie utrwalić w nim przekonania, że płacz jest strategią na sprowadzenie rodzica. Oczywiście wszystko w granicach rozsądku, jeżeli słyszycie, że dziecko zanosi się płacząc przez 15 minut – to nie ma mocnych, by to wytrzymać – sama poszłabym po szkraba, by przytulić i ukoić żal.

3. Opracuj rutynową procedurę

Dzieci czują się bezpiecznie i znacznie pewniej, gdy podczas ich codziennych aktywności pojawia się powtarzalność i przewidywalność.

Dlatego, również o ten element warto zadbać szczególnie teraz, kiedy pojawia się tyle zmian.

Tu macie pełną dowolność. Przed rozstaniem możecie na przykład opowiedzieć krótką historyjkę bądź przypomnieć co będziecie robić po powrocie do domu. Następnie mocno przytulacie pociechę i mówicie, jak bardzo jest dla Was ważna, przekazując ją opiekunce przypominacie: „Bardzo Cię Kocham! Życzę Wam cudownego dnia. Przyjadę po Ciebie po obiadku.” Deklarując moment odebrania malucha, warto posługiwać się charakterystycznymi wydarzeniami występującymi w ciągu dnia jak: spacer, zabawa na placu, zajęcia z rytmiki czy drzemka. Rzucone odruchowo „Przyjadę po Ciebie o 15, nic konkretnego dla dziecka nie znaczy.

Gdy opracujecie własną pożegnalną tradycję, trzymajcie się jej codzienne. Pomoże to maluchowi poczuć się pewniej, zdobędzie, choć namiastkę przewidywalności.

4.Daj coś miłego na pocieszenie

Ukochana maskotka, pieluszka, czy chociaż fragment kocyka (tak fragment ;-) możecie odciąć kawałek, który maluszek zawsze będzie miła przy sobie). Dzięki takiemu talizmanowi, za każdym razem, kiedy nasza pociecha poczuje się niepewnie, zatęskni czy zrobi jej się smutno, będzie mogła sięgnąć po małe pocieszenie.

maskotka_do_przedszkola

5.Pomóż maluchowi zrozumieć, co się dzieje

Być może umiejętności komunikacyjne Twojej pociechy są jeszcze niewystarczające, by w pełni wyrazić, co czuje i myśli, ale na pewno rozumie więcej niż się spodziewamy. Dlatego właśnie rozmowa i opowiadanie krok po kroku o tym, co danego dnia się wydarzy, pomoże mu poczuć się pewniej.

"Najpierw opowiem Ci historyjkę o kolejnej przygodzie Zygzaka. Potem znajdziemy Panią Anię, a ona cię przywita. Następnie powiem Ci, jak bardzo Cię kocham i pójdę do pracy, będę machała na pożegnanie, a Ty razem z Panią Anią pomachacie mi z okna. Wtedy przyjdzie kolej na taniec przy wesołych piosenkach, a następnie będzie przekąska. Po niej pójdziesz na plac zabaw, pobawisz się masą solną, przyjdzie czas na drzemkę, a ja przyjdę po Ciebie zaraz po obiedzie. Pamiętaj, że Mamusia zawsze wraca.”

6. Nie poddawaj się pokusie wymykania się

Wymykanie się i ukrywanie w dłuższej perspektywie sprawia, że lęk separacyjny dziecka pogłębia się. Spotkałam się z sytuacją, kiedy mama powiedziała synkowi, że wychodzi na chwile do toalety. Dziecko cały dzień spędziło pod drzwiami WC, wytrwale czekając aż mama wyjdzie – przecież powiedziała, że tam będzie…

Dlatego, kiedy rozstanie jest trudne i maluszek płacze, spróbujcie spokojnie powiedzieć:

"Wiem, że nie chcesz, żebym odeszła, jednak muszę iść do pracy i wrócę zaraz po obiedzie. Pomacham do Ciebie z dworu, a Pani Ania zabierze Cię do okna, żebyś mogła mi pomachać.”

Potem nie pozostaje nam nic innego, jak wykonać to, co zapowiedzieliśmy i wyjść z sali. Mimo piętrzących się w nas emocji i nieodpartej pokusy powrotu i zabrania ze sobą płaczącej pociechy – konsekwentnie wychodzimy z przedszkola.

Może minąć nawet kilka tygodni, zanim maluszek zacznie odwzajemniać pożegnanie i pomacha do nas. Jednak my odchodząc, niezmiennie, każdego dnia żegnamy się tak samo.

Zazwyczaj namawiam Was do okazywania i wyrażania emocji. Tym razem jest inaczej. W tej sytuacji, ukrywając swoje rozterki i cierpienie pomagamy maluszkowi przetrwać ten trudny czas.

7. Przedyskutuj z opiekunem, co może zrobić, aby pocieszyć i zaciekawić malucha

W tej sytuacji ważne jest, aby nasza pociecha poczuła się pocieszona i zrozumiana przez opiekuna. No cóż, to szalenie trudne i tak naprawdę nie wiem, czy jesteśmy w stanie dowiedzieć się, jak naprawdę wygląda uspakajanie naszego szkraba. Czy odbywa się ono z okazaniem empatii, czy polega raczej na uciszaniu i odwracaniu uwagi od emocji. Rozproszenie ma działanie tymczasowe i sprzyja tłumieniu emocji, które prędzej czy później muszą znaleźć gdzieś ujście. Jeżeli opiekun okazuje dziecku zrozumienie i empatię, to dużo szybciej zdobywa jego zaufanie i jest w stanie sprawić, że maluszek poczuje się bezpiecznie.

Z drugiej jednak strony musimy mieć świadomość, że w przedszkolu prócz naszego brzdąca jest jeszcze gromadka dzieci, które również potrzebują opieki. Dlatego właśnie, większość emocjonalnego wparcia i przetwarzania będzie spoczywała na naszych barkach i miało miejsce podczas wieczornych pogaduszek czy wspólnie spędzanego czasu.

8. Nie spóźnij się

Dane słowo jest świętością. Jeżeli nasza pociecha skończy jeść obiad, a nas jeszcze nie będzie, pomimo wcześniejszej obietnicy, to znaczy, że „daliśmy ciała”, sami przysporzyliśmy kolejne utrudnienie. Bo jakie znaczenie będą miały wszystkie powyższe starania? Pal licho te podpunkty, ważniejsze jest zaufanie, które właśnie nadwyrężyliśmy.

Możecie myśleć 

„Bez przesady, to tylko drobne spóźnienie”

Dla nas to tylko drobne spóźnienie. Natomiast dla naszego malucha, który mierzy się ze swoimi najsilniejszymi lękami, to kwestia poczucia bezpieczeństwa – nasze słowo jest podstawą dla więzi z naszym dzieckiem.

9. Pomóż swojemu dziecku przekonać się, że ważne dla niego osoby wracają

Dla nas to rzecz oczywista, że to, co schowamy, nie znika na zawsze, że może się ponownie pojawić. Dla dziecka utrata czegoś z zasięgu wzroku jest równoznaczna z bezpowrotną utratą. Rewelacyjnym sposobem na pokazanie malcowi tej zależności są różnorodne gry typu „A kuku” czy chowanie i szukanie ulubionych przedmiotów.

Warto również czytać książki poruszające temat przedszkolnych przygód, takie jak:

  • „Zuzia idzie do przedszkola” - Schneider Liane; wyd. Media Rodzina
  • „Tupcio Chrupcio. Przedszkolak na medal” - Eliza Piotrowska; wyd. Wilga
  • „Misia Marysia i wesoły dzień w przedszkolu” - Nadia Berkane; wyd. Debit
  • „Basia i przedszkole” - Zofia Stanecka; wyd. Egmont
  • „Ja nie chcę do przedszkola” Blake Stephanie; wyd. Dwie Siostry
  • „W przedszkolu” Wandrey Guido; wyd. Czarna Owieczka

10. Stwórz album "Wiele osób mnie kocha"

Warto przygotować wyjątkowy album, który będzie zawierał zdjęcia osób, które nasza pociecha darzy zaufaniem i miłością (rodzice, dziadkowie, ciocie i wujowie, kuzyni i przyjaciele). Znajdzie się tam również miejsce dla „Pani Ani”. Często przeglądajcie ten album, wspominając różne miłe zdarzenia związane z poszczególnymi osobami. Fajnym pomysłem jest pokazanie albumu „Pani Ani”, by mogła go przeglądać wspólnie z naszą pociechą.

11. Daj swojemu dziecku maksymalną ilość miłości i uwagi

Po ciężkim dniu w pracy i jeszcze cięższym poranku z przedszkolakiem w roli głównej zapewne jedyne o czym marzysz jest gorąca kąpiel i filiżanka herbaty… Mimo wszystko to jest właśnie ten czas, kiedy Twój maluch Cię potrzebuje. W tym trudnym dla niego momencie, po powrocie do domu, może być bardziej rozdrażniony, marudny, wymagający i przyklejony do Ciebie. To zupełnie normalne zachowanie, biorąc pod uwagę ogrom stresu, z którym się zmaga – potrzebuje Twojej obecności.

Najlepsze co możesz zrobić, to przygotuj najprostszą kolację i spędzaj jak najwięcej czasu ze swoją pociechą. Rewelacyjnym sposobem na rozładowanie napięcia są wszystkie gry, które wywołują salwy śmiechu. Przed snem natomiast konieczna jest ulubiona książka i porcja porządnych przytulasów.

Warto byście zaproponowane wskazówki potraktowali, jako podpowiedź, inspirację do działania. Oczywistym jest, że inaczej je wykorzystacie dla 2,5 letniego maluszka i inaczej dla 4 latka. Tu podpowiedzią niech będzie Wasza intuicja.

Koniec końców maluszek przezwycięży swój lęk separacyjny. A ja mam nadzieję, że tych jedenaście wskazówek sprawi, że ten trudny czas będzie krótszy i łatwiejszy dla Was obojga.

Ściskam,
Karola

Być może zainteresuje Was również:


jak_rozmawiać_z_dzieckiem_o_śmierci

Gdzie będę, gdy mnie nie będzie - czyli jak rozmawiać z dziećmi o śmierci...

Śmierć, to trudny i delikatny temat, który dotyczy każdego z nas. Sama myśl o konieczności rozmowy o niej, niejednemu rodzicowi (a może nawet każdemu rodzicowi) spędza sen z oczu. Warto wiedzieć co powiedzieć, jakich słów użyć i jak się zachować, gdy staniemy przed tym wymagającym zadaniem. W poniższym tekście, który powstał w ramach cyklu „Ekspert radzi”, znajdziecie ogrom przydatnych wskazówek, propozycji, odpowiedzi na nurtujące was pytania. Wpis ten przygotowała Magdalena Michalak, neurologopeda, pedagog, autorka bloga Mowosfera i cudownej książki dla dzieci „Szafa” (o której już niebawem opowiem Wam więcej), a przede wszystkim mama niesamowitej Lilci, z którą wspólnie przemierzają świat wartościowych książek. Serdecznie Was zachęcam do lektury.

Gdzie będę, gdy mnie nie będzie - czyli jak rozmawiać z dziećmi o śmierci...

Dzieci 

"widzą wszystko, na co patrzą. Dlatego zauważają rzeczy, których my, dorośli, nie dostrzegamy. Nauczyliśmy się odróżniać rzeczy ważne w danej chwili od nieistotnych. Wybieramy to, co chcemy widzieć. Dziecko jeszcze tego nie potrafi. Zauważa rozdeptane mrówki na chodniku, wzrusza się zmarłym pisklakiem, który wypadł z gniazda. Niekiedy zastanawia się, czy to stworzenie niedawno żyło, jak wyglądało, jak się zachowywało. Dziecko bardzo wcześnie styka się ze śmiercią. Głęboko przeżywa te pierwsze spotkania z nieuniknionym i zadaje pytania, które mogą nam się wydać nieistotne. W codziennym biegu spraw łatwo zbagatelizować uczucia dziecka. Szczególnie wtedy, gdy temat wydaje się trudny, pojawia się pierwszy raz i nie mamy gotowych, przemyślanych odpowiedzi"[1].

Był czas kąpieli. Ona, dość pogodnie o czymś mi opowiadała, gdy nagle nadeszła myśl. Myśl o wyglądzie czarnej chmury, odbierającej dobre wrażenia, radość oraz lekkość istnienia. Myśl ciężka, niepokojąca, pozbawiająca spokoju.

"Mama, a co będzie jak Ty umarniesz?"
zapytała mnie, pełna lęku, który nie wiadomo skąd się pojawił.

"Właśnie sobie o tym pomyślałam i ja nie chcę, żeby ty umarłaś. Mama Ty nie umarniesz? Jak umarniesz, to kto się mną zajmie?"

Nie miałam zbyt wiele czasu na odpowiedź. Lila strzelała pytaniami niczym pociskami z karabinu. I one - te pytania - niczym pociski, trafiały mnie prosto w serce. Byłam poruszona jej nagłą zmianą nastroju. Tym przeogromnym lękiem, który się w niej pojawił.... Byłam zaskoczona. Nieprzygotowana do udzielenia w tym momencie odpowiedzi.

rozmowa_o_śmierci

"Lila, widzę, że ta myśl Ciebie bardzo wystraszyła. Boisz się, że umrę? Nie chciałabyś mnie stracić? Bardzo mnie kochasz i jestem dla Ciebie ważna?"
- próbowałam uporządkować i poukładać sobie wszystko, co przed chwilą usłyszałam.

"Mama nie umarniesz? Proszę, powiedz, że będziesz żyła. Ty jesteś jeszcze młoda? A co jak Ty i tata umarniecie? Kto się mną zajmie? Ja nie chcę, żeby ty umarłaś. Jak by ty umarłaś, to ja bym poszła do kogoś, żeby mnie zabił"
mówiła z dużym poruszeniem i płaczem.

W tym momencie po policzkach pociekły mi łzy. Uświadomiłam sobie, jak bardzo ona mnie, nas (swoich rodziców) kocha i potrzebuje. Jak bardzo się boi, że znikniemy, że nas straci. Z jak ogromną rozpaczą wiązałoby się moje odejście.

"Mama, mam nadzieję, że umarniemy w tym samym czasie, przytulone do siebie"
 - dodała, próbując sobie to wszystko w głowie poukładać. Próbując się pocieszyć.

Rozmowa z Lilą zapoczątkowała cykl naszych dalszych rozmów na temat śmierci, przemijania, żegnania bliskich nam ludzi. Uświadomiła mi, jak ważny to temat, o którym warto z dzieckiem (na miarę jego możliwości wiekowych) rozmawiać. Nad którym warto się pochylić.

Dlatego i Was, drodzy Rodzice, chciałabym zaprosić dziś do lektury. Bardzo wiele osób, z którymi na ten temat rozmawiam podkreśla, iż jest on trudny, smutny, przygnębiający, jednak ważny i nieuchronny. Nie wiemy bowiem, kiedy życie postawi przed nami wyzwanie w postaci odejścia lub choroby bliskiej nam osoby. Czy można się na to przygotować? Zapewne nie do końca. Trudno przewidzieć, co będziemy wówczas czuli, jak będziemy reagowali i działali. Można jednak (a ja uważam, że warto) dowiedzieć się, jak wspierać dziecko (oraz siebie) w tym pełnym trudności czasie.

SKĄD TEN LĘK - KIEDY DZIECKO ZACZYNA ZADAWAĆ PYTANIA...

Jeśli miałabym wskazać czas pierwszych, wyraźnych oznak zainteresowania mojej córki tematem śmierci, byłby to 4-5 rok życia. Złożyły się na to dwie kwestie: rozwojowa, wskazująca na to, iż we wskazanym wieku naturalne jest zainteresowanie dzieci sprawami ostatecznymi. Druga związana jest z literaturą dziecięcą, którą wówczas czytałyśmy.  W książkach Lila poznała młodych bohaterów, którzy albo nie mieli mamy, albo taty, albo obojga rodziców. Zdarzało się, że ktoś zachorował i członkowie rodziny obawiali się, że nie wyzdrowieje.

Pamiętam, jak czytałam z Lilcią książkę  Evy Eriksson i Rose Lagercrantz "Moje szczęśliwe życie", w której Dunia, główna bohaterka, straciła mamę w bardzo wczesnym wieku.  Do książki tej wracałyśmy kilkukrotnie, ponieważ pierwsze zetknięcie się z wyobrażeniem mamy, która nie towarzyszy dziecku w rozwoju, było dla Lilci zbyt trudne. Od samego początku starałam się rozmawiać z nią o tym, co ją niepokoiło, odpowiadając na liczne pytania. Nie było to dla mnie łatwe. Myśl, że Lila mogłaby stracić mnie lub swojego tatę bądź sama zachorować, była dla mnie przerażająca. Chciałam odsuwać ją od siebie, by nie budziła tak wielu trudnych emocji. Dziecko potrafi jednak uruchomić w osobie dorosłej niesłychane pokłady możliwości i umiejętności. Motywuje do zajęcia się sprawami, przed którymi najchętniej by się uciekło. Zatem i ja... postanowiłam wyjść rozmowie o śmierci naprzeciw.

wiedza

Uważam, że tym, co może dać duże poczucie bezpieczeństwa nam - dorosłym - jest WIEDZA. Znajomość poszczególnych etapów rozwoju dziecka oraz trudniejszych, kryzysowych momentów pozwala przygotować się na czekającą nas rozmowę. Dlatego na półce w mojej rodzicielskiej biblioteczce publikacje, które zajmują miejsce szczególne to książki z psychologii rozwojowej, opisujące etapy rozwoju dziecka w poszczególnych latach jego życia. Nieco ubolewam nad faktem, że większość z nich kończy się na 6 roku życia. Mam poczucie, że późniejsze lata mogą także stanowić wyzwanie dla rodziców i zdecydowanie warto wspierać się wiedzą na temat rozwoju dzieci 6+.

Zatem...

Kiedy u dzieci pojawia się zainteresowanie tematem śmierci?

Przyjmuje się, że około 4, 5 roku życia (tu warto brać pod uwagę indywidualny rozwój każdego dziecka). Początkowo maluch ma mgliste wyobrażenie w tym temacie i jeśli rzecz bezpośrednio go nie dotyczy i nie dotyka, wówczas nie zajmuje się specjalnie pogłębianiem wiedzy w tym obszarze.

Około 5 roku życia temat śmierci zaczyna przybierać dla niego bardziej konkretną formę. Wydaje się bardziej realna i prawdopodobna. Dzieciom kojarzy się często z bezruchem i końcem czegoś ważnego.

W tym czasie młodzi ludzie nie potrzebują szczegółowych wyjaśnień i opisów.  Im prościej im to wyjaśnimy, tym lepiej. Dzieci pomiędzy 5 a 6 rokiem życia wierzą czasem w to, że śmierć da się cofnąć.

Około 6 roku życia śmierć staje się dla nich bardziej zrozumiałym zagadnieniem. W tym czasie nasila się lęk przed utratą mamy i taty. I, tak jak u nas, pojawia się szereg pytań porządkujących wiedzę:

"Czy umrzecie? Kto się mną zajmie? Czy będzie ktoś, kto mnie przytuli i poczyta do snu?"
W tym wieku dzieci zaczynają łączyć śmierć z wiekiem i spostrzegają, że dotyczy ona głównie ludzi starszych (potwierdzają to słowa mojej Lilci, która mówiła: "Mama, Ty jesteś jeszcze młoda więc nie umrzesz, prawda?"). Dzieci nierzadko wciąż wierzą w to, że śmierć można cofnąć, przywracając osobę zmarłą z powrotem do życia.

Warto wiedzieć, że w 7 roku życia u dzieci dominuje nastrój refleksyjny, melancholijny. Zatem mały domownik może, częściej niż wcześniej, być smutny, przygnębiony, co przekłada się na jego zainteresowanie zarówno śmiercią, jak również jej przyczynami: co do niej doprowadziło. Ten czas można wykorzystać na rozmowy z dzieckiem na temat tego, kto i kiedy umiera. Przykładowe rozmowy opiszę w dalszej części mojego tekstu.

Około 7 roku życia dziecko po raz pierwszy uświadamia sobie, że śmierć może dotyczyć również jego. Że i ono może kiedyś umrzeć. Bywa, że w tym wieku, w chwili smutku, złości, żalu (słowem trudnych dla dziecka emocji), z jego ust mogą paść słowa: "Chcę umrzeć", "Nie chcę już być na tym świecie", "Życie nie jest fajne", będące np. wynikiem złości na odmowę rodzica czy uczuciem zawodu z powodu niezaspokojonego pragnienia (potrzeby). W takich sytuacjach warto wspierać dziecko w przeżywanych emocjach, mówiąc mu, co aktualnie przeżywa, odczuwa, jednocześnie oferując bliskość.

wsparcie_rodzica

8 - letnie dzieci mniej interesują się szczegółami dotyczącymi np. ceremonii pogrzebowej, wizytami na cmentarzu. Ich uwaga skierowana jest ku rzeczom mniej jasnym i wiadomym np. ciekawią się, co dzieje się po śmierci (gdzie trafia człowiek, który umiera, jak i czy tam żyje, co robi, czy kogoś spotyka).

9 - cio i 10 - ciolatki mają bardzo konkretne i rzeczowe podejście do śmierci. Nie przywiązują już szczególnej wagi do tego, co dzieje się po śmierci, jak wygląda żegnanie zmarłego. Młodzi ludzie potrafią opisać, z czym związane jest zatrzymanie funkcji życiowych (brak tętna, brak bicia serca, brak reakcji na bodźce). Dzieci w tym wieku rozumieją znacznie więcej, tym samym w opisywaniu tego zagadnienia można wykorzystać książki ukazujące cykl życia człowieka (anatomiczne, rozwojowe, przedstawiające działanie poszczególnych organów i części ciała). Warto być uważnym, czujnym i otwartym na zadawane przez dziecko pytania.

To na co powinniśmy zwrócić uwagę, na każdym etapie i niezależnie od wieku, jest dostosowywanie odpowiedzi do możliwości poznawczych małego człowieka. Tu bez wątpienia pomocna będzie wiedza dotycząca rozwoju psychicznego dzieci.

Około 10 roku życia dziecko jest w stanie zrozumieć znaczenie metafory, przenośni. Poniżej tego wieku, warto posługiwać się konkretnymi terminami, będącymi w zakresie jego umiejętności.

Podczas rozmowy, dobrze jest być na tyle uważnym, by dostrzec moment, gdy nasza odpowiedź jest wystarczająca. Trzeba obserwować swoją pociechę, której zachowanie będzie świadczyło o tym, że koncentruje już uwagę na czymś zupełnie innym (odwraca od nas wzrok, traci zainteresowanie rozmową, odchodzi do innych działań).[2]

Podsumowując

Dzieci w wieku przedszkolnym (do ok. 6-7 roku życia) doświadczają świata za pomocą myślenia konkretno - obrazowego. Oznacza to, że aby jakieś zjawisko zrozumieć, potrzebują znaleźć jego odpowiednik w rzeczywistym świecie (np. gdybyśmy opisywali mu psa, jego wygląd - dość trudno byłoby mu sobie go wyobrazić, gdyby nigdy go nie widziało. Gdybyśmy natomiast pokazali mu ilustrację psa lub psią figurkę, wówczas znacznie lepiej przyswoiłoby sobie to pojęcie. Dzięki temu z dużo większą łatwością byłoby w stanie wskazać żywego psa np. podczas spaceru. W taki właśnie sposób dzieci uczą się życia, świata oraz mówienia).

Zatem, w wieku przedszkolnym, dzieci nie rozumieją przenośni i abstrakcji np. "

"babcia mieszka w twoim serduszku", "dziadzio odszedł", "Basia zasnęła"[3]

Małe dzieci początkowo interesują się śmiercią, nie angażując się emocjonalnie. Nieco później ich uwaga koncentruje się na jej społecznym wpływie, by docelowo odnieść ją do bliskich i znanych im ludzi, w co zostają zaangażowane ich emocje, uczucia.

W miarę dojrzewania dziecko zaczyna rozumieć, czym charakteryzuje się śmierć. Orientuje się, iż jest to zjawisko nieodwracalne (nie da się przywrócić osoby zmarłej do życia), nieodwołalne (nie da się żyć wiecznie, śmierć czeka każdego z nas), uniwersalne (występuje stale we wszechświecie), a przede wszystkim powszechne (odnoszące się do każdej istoty żywej)[4].

"Większość ludzi myśli, że śmierć jest czymś, co nie dotyczy dzieci, bo zdarza się niezwykle rzadko. Uważa, że na ten temat nie trzeba z nimi rozmawiać. Jest dokładnie odwrotnie."[5]

Znając jedną z najważniejszych składowych pomocnych w reagowaniu na dziecięce pytania --> cechy ROZWOJU dziecka <-- można pochylić się nad najważniejszym zagadnieniem, mianowicie:

JAK ROZMAWIAĆ Z DZIECKIEM O ŚMIERCI

Pierwszy kontakt dziecka ze śmiercią może mieć miejsce w momencie, gdy jego ukochane zwierzątko umiera. W zależności od tego, jaki jest aktualny etap jego rozwoju, warto porządkować wiedzę malucha na ten temat. Lila doświadczyła śmierci, żegnając kilka ukochanych piesków z naszej rodziny. Aktualnie może obserwować cykl życia na przykładzie swojego 13 - letniego psa Bąbla i 7 - miesięcznego Baksa, który zjawił się w naszym domu kilka miesięcy temu. Lila widzi, czym charakteryzuje się młodość (pies biega, chce się bawić, psocić, mało śpi) oraz starość (pies - senior śpi przez większą część dnia, nie ma potrzeby się bawić, potrzebuje spokoju). Z pewnością Lila też zdaje sobie sprawę, że Bąblowi bliżej do śmierci niż Baksowi. Rozmawiamy na ten temat. Wówczas staram się odpowiadać na jej pytania najlepiej, jak potrafię.

Czego warto się wystrzegać

Jeśli chodzi o udzielanie dzieciom odpowiedzi, warto wystrzegać się informacji niepełnych, zbyt trudnych do zrozumienia. Mówiąc dziecku w wieku przedszkolnym, że "dziadek odszedł" możemy spodziewać się jego pytania: "Tak? A gdzie? Kiedy wróci?". Podobnie w przypadku informacji: "Babcia zasnęła" przedszkolak może dociekać: "A kiedy się zbudzi?". Gdy będziemy kontynuować ten tok rozumowania, możemy odpowiedzieć: "Babcia zasnęła na zawsze" lub "zasnęła twardym snem", „Już się nie obudzi", co u dzieci może wywołać lęk: "To znaczy, że ja też mogę się nie obudzić ze snu? Czyli ja też mogę zasnąć i na zawsze zakopią mnie w ziemi?".  Nie warto również mówić o zmarłych, że wyjechali daleko, w związku z czym nie będą już nas odwiedzać. Daje to dziecku złudną nadzieję, iż kiedyś wrócę. A ono potrzebuje informacji prawdziwej, jednocześnie dostosowanej do jego rozwoju.[6]

śmierć_babci

W chwili złości osoby dorosłe powinny wystrzegać się pełnych zabarwienia emocjonalnego słów: "Ty mnie wykończysz, wpędzisz do grobu. Przez ciebie oszaleję. Zaraz zwariuję, jak będę dłużej słuchała waszych kłótni". Im dziecko mniejsze, tym poważniejszy wpływ na jego rozwój mogą mieć powyższe słowa. Wypowiedziane nazbyt pospiesznie. Dziecko odbiera je dosłownie, tak jak słyszy. Gdyby coś się stało z rodzicem używającym takich słów, dziecko z dużym prawdopodobieństwem obarczyłoby się odpowiedzialnością i winą za zaistniałą sytuację.

To temat trudny również dla rodzica

Dobrze by było, gdyby każdy z nas przed podjęciem rozmowy, sam oswoił się z tematem śmierci i przemyślał, co w nim szczególnie go smuci, przeraża, zniechęca. Czego się boi w kontekście rozmowy z dzieckiem. Co sprawia mu największą trudność. Śmierć warto potraktować jako naturalną kolej rzeczy, część naszego życia, coś nieuchronnego, bez zbędnego straszenia. Jest to ogromne wyzwanie. Przyznam się Wam szczerze, że sama, opisując to wcale niełatwe zagadnienie, odczuwam dziwny ucisk w klatce piersiowej i niepokój. Myślę, że większość z nas ma podobne uczucia na myśl o tym, co nieuchronne i niesprawdzone. Być może dlatego temat ten wywołuje tak wiele kontrowersji, trudności, ponieważ przychodzi nam rozmawiać z dzieckiem o czymś, czego nie znamy, nie doświadczyliśmy i co w nas samych wywołuje lęk.

Zapewne wśród Was każdy doświadczył straty bliższej lub dalszej osoby, kogoś z rodziny. Był na pogrzebie, żegnał, odwiedzał na cmentarzu. Trudno jednak powiedzieć, co dzieje się dalej lub co dzieje się w chwili śmierci, czy ona boli. Jedyne, co nam pozostaje, to mówić o tym, w co wierzymy i jak sobie tę śmierć wyobrażamy (jeśli zdarzało nam się rozmyślać na ten temat).

"Śmierć kojarzy się ze smutkiem i bólem, którego chcielibyśmy dzieciom oszczędzić. (...) nie da się wychować rozsądnego, świadomego dorosłego, jeśli udaje się, że dzieciństwo to tylko pasmo uśmiechów. Smutek też jest potrzebny i to bardzo. Jeśli dziecko nie nauczy się przeżywać trudnych emocji w dzieciństwie, to będzie miało sporo do nadrobienia w dorosłym życiu. Lepiej zacząć wcześniej. (...) Dzieci mają prawdo do przeżycia żałoby dokładnie tak samo jak dorośli, choć może ona wyglądać inaczej niż u dorosłych."[7]

Od czego warto zacząć rozmowę z dzieckiem?

Od wyjaśnienia mu, iż każda istota żywa podlega pewnym stałym, niezmiennym i nieodwracalnym procesom.  Zarówno w świecie ludzkim, jak i w świecie zwierząt, roślin (przyrody) zachodzą identyczne zjawiska. Coś się rodzi, wyrasta, rozwija, dojrzewa. Przez dłuższy lub krótszy okres czasu żyje zgodnie z rytmem wyznaczonym przez naturę. Następnie traci swoją witalność, energię, formę. Na końcu starzeje się i umiera.

Można to wszystko opisać na przykładzie kwiatów, które rodzą się z nasion, wyrastają, dojrzewają, starzeją się i więdną. Gorąco polecam Waszej uwadze lekturę książki "Jesień liścia Jana" (więcej na jej temat dowiecie się z drugiej części mojego wpisu). Już teraz zachęcam Was do zaznaczenia sobie tej pozycji, jako doskonałej pomocy do wyjaśnienia dziecku znaczenia wzrostu i przemijania.

Takie przedstawienie tematu pomaga dziecku zrozumieć, że w życiu wszystko i wszyscy mają swój czas. Trudny temat śmierci paradoksalnie jest doskonałą okazją do tego, aby porozmawiać o życiu. O tym, że warto się cieszyć z czasu spędzonego z bliskimi, z rodziną. To również dobry moment do zapoznania dziecka z drzewem genealogicznym rodziny i opisanie mu, czym jest pokolenie, role życiowe oraz ich zmienność. Każdy, nawet trudny temat stanowi dobry początek do rozmów o życiu, umiejętności cieszenia się każdą chwilą spędzaną z najbliższymi. Dzieci są najlepszymi nauczycielami tej nieskrępowanej, naturalnie wyrażonej radości z bycia tu i teraz.

A KIEDY DZIECKO WPROST ZAPYTA

"Mama, a czy Ty kiedyś umrzesz?", "Co ze mną będzie?", "Kto się mną zajmie?",  "Już nigdy się nie zobaczymy?"

Warto odpowiedzieć mu zgodnie z prawdą. Że tak. Że przyjdzie kiedyś dzień, w którym skończy się nasze życie. Można dodać, iż mamy nadzieję, że nie będzie to prędko. Że trzeba robić wszystko, co się da, by zadbać o zdrowie, dobrą kondycję, ruch, odżywianie.

Ja mojej córce często mówię, że nawet jeśli umrę, to i tak będę przy niej. Bo głęboko w to wierzę. Że będę w jej wspomnieniach, w mimice, gestach, uśmiechu, poczuciu humoru. W zamiłowaniu do książek i tańca.  Że będę towarzyszyła w ważnych dla niej momentach i wydarzeniach. Że zawsze będę ją kochać i w nią wierzyć. Nawet ostatnio spojrzałam na wewnętrzną część mojej i JEJ dłoni i dostrzegłam, że nasze linie papilarne w podobnym miejscu się rozgałęziają. Powiedziałam JEJ o tym. Jest coś, co będzie nas łączyć na zawsze. Ta myśl mnie wzrusza i uspokaja jednocześnie.

Chociaż dzieciom śmierć kojarzy się ze starością, jej przyczyny mogą być różne:

  • wiek (najczęściej podeszły)
  • nieuleczalna choroba
  • wypadek
  • kataklizm (trzęsienie ziemi, huragan, tsunami itp.)

Z biegiem czasu dziecko zaczyna rozumieć, że śmierć jest wielowymiarowa i niejednoznaczna. Że jest czymś, czego nie da się przewidzieć a i nierzadko na to przygotować.  Że dotyczy zarówno dzieci, jak i osób starszych. Że czasem może dotyczyć życia, które jeszcze się nie narodziło.

Podsumowując

"Unikanie tematu śmierci i emocji z nią związanych może w dziecku wzbudzić lęk. Maluch ma prawo się bać, smucić, pytać, nie wiedzieć, jak powinien się zachować. Zwłaszcza jeśli pierwszy raz w życiu spotkał się z tak trudnym zagadnieniem"[8].

Dawno temu oglądałam film - "Podążaj w stronę światła". Przejmująco smutny.  Jego bohaterami było młode małżeństwo z trójką dzieci (i czwartym dzieckiem, jeszcze w brzuchu mamy). Pewnego dnia rodzice dowiadują się, że jeden z synów jest nieuleczalnie chory. Cały film ukazuje drogę całej rodziny, w trakcie której wszyscy przygotowują się śmierć chłopca. Na zakończenie mojego wpisu chciałam Wam zacytować rozmowę z rodzicami, która została we mnie na długo. Pierwsza z nich miała miejsce wkrótce po narodzinach czwartego syna, kiedy gotowy na rozmowę ojciec opowiada chłopcom o tym w co wierzy (w kontekście śmierci);

Tata: Przy urodzeniu wszyscy byliśmy nowymi duszami, które pierwszy raz zjawiły się na tym świecie. Kiedy rodzi się człowiek, jego dusza łączy się z ciałem jak z rękawiczką. To dusza porusza ciałem. Z niej pochodzą myśli, uczucia. Przez całe życie dusza i ciało stanowią jedność. Kiedy nadchodzi czas, aby dusza opuściła ten świat, wtedy umieramy. Dusza wychodzi z ciała w taki sam sposób. Chociaż ciało umiera, dusza żyje wiecznie.

Chory syn - Ben: To moje ciało jest jak rękawiczka?

Mama: Tak.

Ben: A dusza idzie do nieba?

Mama: Zgadza się Ben.

Ben: Czy ja umrę mamo?

Mama: Tak Ben. Wszyscy umrzemy. Ale twój czas może nadejść wcześniej niż nasz.

W innej rozmowie chłopiec pyta ojca:

Ben: Tato, jak jest w niebie?

Tato: Wiesz jak to jest, jak człowiek jedzie na wycieczkę albo na wakacje? Chociaż świetnie się bawi, nie może się doczekać powrotu do domu. To jest tak samo Ben. Jakbyś wracał do domu.

Ben: Jak tam wygląda?

Tato: Jest pięknie. Wszystko, co stworzył Bóg, tylko w pełni doskonałe.

Ben: Ale nie będę nikogo znał.

Tata: Będziesz. Ktoś znajomy wyjdzie ci na spotkanie. Ktoś, kogo kochasz. Będzie tam dziadek Henry i Babcia Marie.

Ben: I Jessica (koleżanka, która kilka tygodni wcześniej umarła z powodu nieuleczalnej choroby).

Tata: Tak. Jessica też tam będzie.

Ben: Dobranoc tato. Kocham cię.

Tata: Ja też cię kocham synku.

Ben: Tato? A czy w niebie są meksykańskie naleśniki z mięsem?

Tata: Tego nie wiem. Dobranoc.

Oglądając sceny z tego filmu, przysłuchując się rozmowom rodziców z chłopcem, byłam pełna podziwu dla ich gotowości udzielania pełnych spokoju odpowiedzi na jego pytania, które zapewne wywoływały w nich ogromny ból. Życzliwa osoba jednak poradziła im, aby byli dla swojego dziecka przewodnikiem w jego ostatniej drodze (dokładnie tak, jak byli jego przewodnikiem w pierwszych latach życia).  Myślę, że powyższa rozmowa stanowi piękny przykład tego, jak można z dzieckiem rozmawiać, jak można odpowiadać na jego pytania. Podałam Wam przykład rodziny katolickiej, bardzo mocno zawierzającej Bogu i jego woli. O śmierci w kontekście duszy, nieba mogą rozmawiać również ludzie innych wyznań. Ważne, by przedstawić dziecku to, w co wierzymy, opisując porządek świata i to, jak jest on (zgodnie z naszą wiarą) zorganizowany.

Myśl o śmierci w nas dorosłych zawsze będzie wywoływała pewien dyskomfort. Niekiedy będzie zwyczajnie bolała. Jeśli pojawi się uczucie, zgodnie z którym nie będziemy w stanie z dzieckiem porozmawiać, dobrze by było je o tym uprzedzić, zapewniając, że potrzebujemy czasu, aby na spokojnie się nad tym zastanowić. Dzieci, jeśli tylko przedstawimy im uczciwie swoje potrzeby i trudności (bez wdawania się w szczegóły), zrozumieją. A my - dorośli - stawiając sprawę jasno - w oczach dziecka będziemy autentyczni. Dzięki temu młodzi ludzie uczą się jak dbać o swoją przestrzeń.

Mój wpis chciałabym podsumować słowami wiersza księdza Jana Twardowskiego: "Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą". Nie traćmy czasu na kłótnie i konflikty. Uczmy się brać z życia to, co w nim najlepsze tak, by w chwili tęsknoty za zmarłą osobą piękne, wzruszające wspomnienia dodawały nam sił.

pozdrawiam,

Magdalena Michalak

 

Jeżeli poszukujecie książek, które pomogą Wam i Waszym pociechom oswoić trudny temat śmierci zajrzyjcie do tego wpisu => klik. Znajdziecie w nim listę przydatnych książek, które warto mieć w swojej, domowej biblioteczce.

 

Literatura

[1] E. Zubrzycka, Trudne pytania dla dorosłych. Jak rozmawiać o stracie, tęsknocie i dziecięcych lękach. Optymistycznie i pogodnie, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne dla dzieci, s. 9

[2] F.L.Ilg, L.Bates Ames, S.M.Baker, Rozwój psychiczny dziecka od 0 do 10 lat, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2007, s. 263-267

[3] Bianca-Beata Kotoro, Trudne tematy. Śmierć i pogrzeb. Dla przedszkolaka i małego żaka., Wydawca: Beata Vita., s. 5

[4] J. Korzeniewska, Rozmowy z dzieckiem. Proste odpowiedzi na trudne pytania., Wydawnictwo RM, Warszawa 2009, s.30

[5] E. Zubrzycka, j.w., s. 9

[6] A. Jankowska, Trudne tematy dla mamy i taty, czyli jak wychować dziecko na człowieka, Wydawnictwo Zielona Sowa, Warszawa 2018, s. 251

[7] A. Jankowska, j.w., s. 252

[8] A. Jankowska, j.w., s.256