klaps

Klaps, klapsik, klapsiczek – co się dzieje kiedy bijesz swoje dziecko

Nareszcie doczekałam się porządnego dowodu naukowego, potwierdzającego tezę, że klaps to też forma przemocy fizycznej, to też bicie.

Dzięki wynikom uzyskanym w badaniu nazwijmy je "niewinny klaps", powyższe stwierdzenie, nie będzie postrzegane (taką mam nadzieję), jako idealistyczne paplanie nawiedzonej psycholożki ;).

Do sedna...

Co dokładnie było przedmiotem badania i do jakich wniosków to doprowadziło?

W kwietniu w The Journal of Family Psychology (źródło) opublikowano wyniki badań prezentujące, jakie konsekwencje niesie ze sobą wymierzony dziecku klaps. Polegało ono na przeprowadzeniu meta-analizy badań z ostatnich 50 lat, gdzie łączna liczba przebadanych dzieci wyniosła 160 tysięcy !!! Dzieciom tym wymierzano tylko klapsy, nie były bite w żaden inny sposób.

Wyniki pokazały jednoznacznie, że klapsy (zdefiniowane jak uderzenie otwartą dłonią w pupę) miały istotny wpływ na wystąpienie negatywnych konsekwencji u dzieci, takich samych jak permanentnie stosowana przemoc fizyczna, tylko z mniejszym nasileniem.

Nieaktualne postawy wobec dzieci – usprawiedliwianie…

Zapewne, niektórzy z Was właśnie wyszukują powodów potwierdzających, dlaczego mały, „niewinny klapsik” nie jest taki zły, tym bardziej, że często wymierzany z amortyzacją pampersa. Niektórzy twierdzą, że to jedyny sposób na pokazanie dziecku różnicy pomiędzy dobrem, a złem.

Większej bzdury nie słyszałam, tym bardziej, że (pomijając zdrowy rozsądek) wyniki wyraźnie wskazują na istotny wpływ bicia na niższą zdolność percepcji moralnej.

Kolejny argument, który mogłabym usłyszeć, to stwierdzenie, że rodzice powinni mieć prawo dyscyplinowania swoich dzieci według własnego uznania, bez ingerencji osób trzecich oraz państwa. Zdumiewające jest, jak bardzo zakorzenione jest w nas poczucie własności, które swym zasięgiem obejmuje nawet dziecko – będące przecież niezależnym, wolnym człowiekiem. W tym ujęciu pozbawia się je prawa do godności i szacunku należących się każdej osobie.

A co ze stwierdzeniem: „Ja dostawałem lanie i mi nie zaszkodziło, wyrosłem na ludzi”?

No pewnie, bo bez klapsa w tyłek to na ludzi się nie wyrasta…tylko przepraszam na kogo?

Wyjaśnijmy sobie jedną kwestię, otóż szacunek  do swoich rodziców, nie jest równoznaczny z robieniem dokładnie tego co oni robili. Sięgając pamięcią nie tak całkiem daleko doszukamy się czasów, kiedy akceptowano wiele dziś niewyobrażalnych rzeczy. Kiedy to mężowie rościli sobie prawa do dyscyplinowania i kontrolowania żon, nauczyciele nie potrafili zapanować nad uczniami bez użycia siły i władzy (linijka, groch, pasek).

Skoro funkcjonujemy w społeczeństwie uchodzącym za cywilizowane, które stopniowo ewaluuje ku lepszemu. W którym stosowanie przemocy wobec partnera, przez przedszkolankę, czy nianię nie jest tolerowane.

Dlaczego więc wyeliminowanie z codziennego życia wymierzania klapsów jest tak „ciężkim do wdrożenia kamieniem milowym”? Dlaczego małe, niewinne i wrażliwe dzieci są, jako jedyne wyłączone poza nawias, z przyzwoleniem do naruszania ich nietykalności cielesnej.

Może, gdy poznacie konsekwencje stosowania klapsa, będziecie bardziej przekonani…

Negatywne konsekwencje, czyli jakie?

W ramach badania, kontrolowano kilka wskaźników zdrowia psychicznego oraz zachowań. Cóż takiego wywnioskowano?

Na podstawie porównania wyników dzieci bitych z tymi, które nie otrzymywały kar cielesnych stwierdzono: większy poziom agresji, więcej aspołecznych zachowań, wycofanie emocjonalne, przesadną ekspresję emocji, problemy ze zdrowiem psychicznym, niższa samoocena, bardziej negatywne relacje z rodzicami. Dzieci te częściej sprzeciwiały się rodzicom, podważały ich autorytet oraz były skłonne do postępowania wbrew ustalonym zasadom. Zdecydowanie stosowanie tej metody wychowawczej negatywnie odbiło się na relacjach rodziców z dziećmi, czyli klaps w pupę, doprowadził do strzału w kolano ;-) .

Na podstawie porównania wyników dzieci bitych z tymi, które nie otrzymywały kar cielesnych stwierdzono: większy poziom agresji, więcej aspołecznych zachowań, wycofanie emocjonalne, przesadną ekspresję emocji, problemy ze zdrowiem psychicznym, niższa samoocena, bardziej negatywne relacje z rodzicami.

Niższy poziom zdolności poznawczych u dzieci to kolejny efekt bicia. Wyniki te uzyskano na podstawie testów inteligencji wykonywanych przez wspomnianą grupę dzieci. Przyczyną niższego poziomu IQ jest mniejsza ilość istoty szarej w niektórych obszarach kory przedczołowej. Udowodniono, że przeżycia w sposób fizyczny mogą zmienić strukturę mózgu. Doświadczenie przemocy domowej odciska piętno w umyśle dziecka, jako silny czynnik stresowy, wyzwala kaskadę zmian neurobiologicznych, prowadzących do trwałych zmian w strukturze mózgu. Ma to wpływ na pogorszenie pamięci, koncentracji i uwagi u dzieci.

Tracy Vaillancourt, psycholog z Uniwersytetu w Ottawie w Kanadzie, w 2007 r. (Źródło) odkryła, że stosowanie kar cielesnych powoduje wzrost poziomu kortyzolu, hormonu stresu. Podwyższony przez dłuższy czas poziom kortyzolu jest zabójczy dla komórek nerwowych w hipokampie, strukturze mózgu, odpowiadającej za pamięć. Pozwala to na uzasadnienie gorszych wyników w nauce i testach pamięciowych dzieci, które były ofiarami kary fizycznej – niezależnie, kto wymierzał sprawiedliwość.

klaps

Osłabienie zdolności radzenia sobie z wyzwaniami życia codziennego u dorosłych już osób, to następny niepożądany skutek kar cielesnych. Bardzo często osoby te są wycofane społecznie oraz mają obniżoną samoocenę.  Nasz mózg najintensywniej rozwija się do 12. roku życia.. Tworzą się wówczas modele zachowań, powstają przekonania, które będą potem nami zarządzać. Powstaje model więzi – skrypt odpowiedzialny za bliskość i sposób regulacji emocji. Ma to znaczenie dla naszych przyszłych umiejętności ukojenia swojego bólu, niepokoju, lęku, w przeciwnym wypadku  nie potrafiąc sobie z nimi poradzić będziemy od nich uciekać, możemy również przejawiać autodestrukcyjne zachowania – np. tendencja do popadania w uzależnienia. W tym czasie buduje się również zaufanie do świata i ludzi, kształtuje się nasza samoocena.

Nasz mózg najintensywniej rozwija się do 12. roku życia.. Tworzą się wówczas modele zachowań, powstają przekonania, które będą potem nami zarządzać. Powstaje model więzi – skrypt odpowiedzialny za bliskość i sposób regulacji emocji.

Czego tak naprawdę uczymy dziecko stosując kary fizyczne:

Mianowicie tego, że racja stoi po stronie silniejszego.

Jako rodzice jesteśmy fizycznie więksi i silniejsi niż dzieci. Posiadamy również (w większości przypadków ;)) dojrzałość psychiczną dzięki czemu mamy większą zdolność do samokontroli. Gdy wymierzając „klapsa”(w naszym mniemaniu) korygujemy zachowanie dziecka, tak naprawdę przekazujemy mu tylko komunikat, że jest ono od nas słabsze i mniejsze. Dodatkowo demonstrujemy, że siła to skuteczny sposób perswazji - egzekwowania swoich zachcianek. Nic dziwnego zatem, że dziecko przejawia tendencje do zachowań agresywnych, przecież naśladuje tylko nasze postępowanie będące w jego oczach skutecznym sposobem na osiągnięcie celu.

Przełammy mit…

Pamiętajmy, że dopóki nie przełamiemy funkcjonującego mitu dotyczącego „niewinnego klapsa”, będziemy w dalszym ciągu pozbawiać dzieci ich praw do „nietykalności”. Jednocześnie będziemy zaszczepiać w nich niewłaściwe wzorce zachowania, podszyte strachem i gniewem. Bo cóż innego czuje skarcone fizycznie dziecko?? Klaps to nie jest jasny komunikat…to ekspozycja siły fizycznej, której efektem jest strach i ból. Czy chodzi o to by nasze dziecko nas się bało? Czy raczej żeby zrozumiało dlaczego jego zachowanie było niewłaściwe?

Klaps to nie jest jasny komunikat…to ekspozycja siły fizycznej, której efektem jest strach i ból.

Tym razem jesteśmy w posiadaniu niepodważalnego dowodu na to, że klaps szkodzi i nie przynosi zamierzonego efektu. Przypomnę, że mowa o największym badaniu dotyczącym wyłącznie klapsów, żadnej innej kary cielesnej – obejmującym ponad 160 tysięcy dzieci i trwającym 50 lat.

Nie oceniajmy rodziców mających odmienne poglądy na ten temat. Pamiętajmy, że przekonania te mogą wynikać z rodzinnych wzorców, o których pisałam wcześniej. Możemy natomiast poprzez rozmowę i argumentację podyskutować na ten temat.

Zdrowy rozsądek górą…

Oczywiście nie możemy popadać w skrajności. Dziecko do prawidłowego rozwoju i budowania poczucia bezpieczeństwa potrzebuje m.in. wytyczonych granic, określenia obowiązujących zasad. Zasad, które nawet jeśli są przez nie łamane, to nie dlatego że jest nieposłuszne. Małe dziecko jest ciekawe i w ten sposób poznaje świat, taka jego natura. Poza tym nie panuje jeszcze nad własnymi emocjami ze względu na niedojrzałość niektórych stref  mózgu.

Zatem karanie dziecka, za coś na co nie ma wpływu jest absurdem. To tak jakby dawać klapsy ząbkującemu dziecku, żeby mu zęby szybciej wyrosły…

Użycie siły przeciwko bezbronnej osobie, jest tylko i wyłącznie okazaniem bezsilności rodzica. Brakiem umiejętności radzenia sobie z emocjami.

klaps

Warto pracować nad sobą, zmienić swoje dotychczasowe postępowanie, a nawet głęboko zakorzenioną postawę, po to, by stać się dla dziecka wzorem godnym naśladowania, by stać się lepszym rodzicem. By przez obserwację dziecko miało szanse nauczyć się co jest dobre, a co złe. By nie bało się najbliższych, tylko odważnie poznawało otaczający je świat.

Nie jest to łatwe, bo wymaga od nas – rodziców ciągłej samokontroli i pracy nad sobą. Podejście to również nie zmniejsza naszego zmęczenia czy frustracji, gdyż nie jest to lekarstwo na całe zło. Jednak z czasem nasze zaangażowanie procentuje i wraca do nas z nawiązką.

 Nidy nie jest za późno na zmianę. Każdego dnia możesz zacząć od nova… 

O tym, w jaki sposób rozmawiać z dzieckiem, by nas słuchało piszę tutaj. Jeśli interesuje Cię, jakie inne zagrożenia możesz świadomie wyeliminować, zajrzyj tutaj.

Jakie są Twoje doświadczenia w tym obszarze?
Podziel się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Twoje interakcje są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi w rozwoju.
Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie mi miło, jeśli podzielisz się nim ze znajomymi, będzie mi jeszcze milej jeśli go polubisz i skomentujesz. ;-)
[FM_form id="3"]


przyjaźń

Przyjaciel potrzebny od zaraz...o tym jak powstaje przyjaźń

 Powszechne przekonanie mówi, że głównym powodem, który determinuje wybór przyjaciela, jest to jaką jest osobą...

Okazuje się jednak, że przyjaźń jest przekorna i tak naprawdę przyjaciela cenimy za sposób w jaki nas wspiera i akceptuje nas takimi, jacy jesteśmy.

Moją najlepszą przyjaciółkę, Natalię poznałam naprawdę baaardzo dawno temu, bo jeszcze w przedszkolu. Jak to się stało, że trafiłyśmy na siebie? Dzieci cechuje szczerość we wszystkim co robią, dlatego również w budowaniu relacji nie kierują się własnym interesem czy wyrachowaniem – niestety w świecie ludzi dorosłych, takie postępowanie jest dosyć częste. W naszym przypadku skierowała nas ku sobie „reguła podobieństwa” – prosta, a jakże skuteczna – miałyśmy takie same bluzki ;). Któż inny może nam się wydać ciekawy i atrakcyjny, jak nie ten kto jest podobny do nas?? ;). Gdy już pierwsze lody przełamała wspomniana bluzka (do dziś pamiętam, jak wyglądała) wszystko potoczyło się szybko. Okazało się, że łączy nas nie tylko powierzchowna sfera, a przede wszystkim wartości i podejście do życia. Jesteśmy zarazem podobne do siebie, jak i totalnie różne – dzięki czemu idealnie się uzupełniamy. Tym sposobem dotrwałyśmy ze sobą, aż do dziś.

Jesteśmy zarazem podobne do siebie, jak i totalnie różne – dzięki czemu idealnie się uzupełniamy...
. przedszkolne przyjaciółki

Kiedy zadajemy pytanie: "Co nadaje sens życiu?" to właśnie przyjaźń figuruje na szczycie listy. Jednak dynamika przyjaźni nadal jest tajemnicą i niewymierną wartością. Podobnie jak romantyczna miłość uważa się, że „po prostu się dzieje”.

Przyjaźń - co nauka mówi na jej temat?

Nowe badania pokazują, że zagadnienie przyjaźni jest o wiele bardziej skomplikowane niż się powszechnie uważa. Socjologowie i psychologowie próbują określić siły, które przyciągają i wiążą ze sobą ludzi, doprowadzają do przejścia ze znajomości, aż do przyjaźni. Prześledzono różne wzorce intymności, które pojawiają się między przyjaciółmi i wywnioskowano, że trudno to zdefiniować, w dalszym ciągu funkcjonuje, jako niepojęte "coś", które zmienia status z powierzchownej znajomości na głęboką, emocjonalną relację. Oddziaływania te zachodzą zaledwie w kilka minut, ale jakże intensywnie i niedostrzegalnie.

Badania prowadzono już wcześniej…

Przed wieloma laty naukowcy przeprowadzili badania, w których obserwowali przyjaźnie powstające w jednym, dwupiętrowym budynku mieszkalnym. Uczestnicy obserwacji przejawiali tendencję do zaprzyjaźniania się z sąsiadami mieszkającymi na tym samym piętrze. Badanie to sugeruje, że przyjaciółmi stają się te osoby, z którymi nasze drogi krzyżują się regularnie. Może to uzasadniać, dlaczego tak często naszymi przyjaciółmi bywają współpracownicy czy koleżanki z klasy bądź przedszkola ;).

przyjaciółmi stają się te osoby, z którymi nasze drogi krzyżują się regularnie

W zasadzie nie ma nic odkrywczego w tym, że relacje powstają pomiędzy tymi osobami, które mają szansę na interakcję ze sobą. Proces ten jest jednak bardziej skomplikowany, bo niby dlaczego podczas zajęć szkolnych nie mamy ochoty kontynuować rozmowy z jedną osobą, a z drugą wręcz przeciwnie?

O jednej z przyczyn wspomniałam już w pierwszym akapicie opisując genezę mojej przyjaźni z Nati - chodzi o regułę podobieństwa. Przecież żeby móc z przyjemnością prowadzić rozmowę musimy mieć o czym, jeśli współrozmówca lubi te same rzeczy co my, dzieli z nami pasję, śmieje się z naszych żartów i rozbawia nas, to nawet nie zauważamy jak szybko mija czas i kiedy powstaje przyjaźń- powstawanie relacji dzieje się poza nami. Jednak na tym nie koniec: prawdziwie iskrzyć zaczyna, gdy para wychodzi ze sfery autoprezentacji, przestaje korygować, cenzurować swoje zachowanie, przechodzi do swobodnego i naturalnego postępowania.

Beverley Fehr socjolog Uniwersytetu Winnipeg wskazuje, że przejście od znajomości do przyjaźni charakteryzuje zakres, głębokość samo ujawnienia. We wczesnych stadiach jest to stopniowy, wzajemny proces. Najpierw jedna osoba ujawnia coraz bardziej osobiste informacje na swój temat, po czym obserwuje, czy współrozmówca odwzajemnia się tym samym.

Zatem czyżby to wzajemność była kluczem?

Gdy się nad tym zastanowić to ma to sens, bo przecież gdy np. ujawnisz swoje mniej idealne oblicze, a Twój znajomy nadal tkwi w sferze nienaganności – nie wykonuje razem z Tobą kroku w przód, to czy na dłuższą metę masz ochotę kontynuować to co zapoczątkowałaś/eś? Zapewne wycofasz się z tej relacji, a w najlepszym wypadku pozostanie ona na tym samym poziomie zaawansowania, nie przeistoczy się w przyjaźń.

Tylko niektórzy znajomi wiedzą, jak się zachować…

Gdy etap ujawnienia oraz wzajemności mamy za sobą, to kolejną wytyczną zaawansowania przyjaźni jest intymność. Z przeprowadzonych badań wynika, że cechą charakterystyczną osób, które zbudowały trwałe i udane przyjaźnie jest posiadanie wyczucia w sferze przyjacielskiej intymności (nie chodzi tu o intymność związaną z seksualnością). Te osoby, które wiedzą, jak się zachować i co powiedzieć w sytuacji szczerej osobistej wypowiedzi współrozmówcy z większym prawdopodobieństwem stworzą trwałą i prawdziwą relację. Podstawą jest umiejętność ekspresji emocjonalnej, bezwarunkowe wsparcie, akceptacja, lojalność i oczywiście zaufanie.

Natalka jest przyjaciółką będącą uosobieniem powyższych cech. Wie, jak zachować się w różnych sytuacjach, kiedy należy słuchać i tylko dźwiękiem zaznaczać swoją obecność, a kiedy stanowczo wskazać rozwiązanie i kierunek dalszego działania.

Najlepszy przyjaciel naszym lustrzanym odbiciem…

Według psychologów społecznych Carolyn Weisz i Lisa F. Wood z University of Puget Sound, w Tacoma, Washington, kolejnym elementem składającym się na przyjaźń jest wparcie społeczne (o istocie wsparcia społecznego pisałam tutaj), sposób w jaki nasz najlepszy przyjaciel wpiera naszą samoocenę i postrzeganie siebie w społeczeństwie. Nasza Tożsamość społeczna może odnosić się m.in. do religii, grupy etnicznej czy naszej roli społecznej.

Najlepsi przyjaciele często przynależą do tej samej grupy, stowarzyszenia czy klubu – przecież skoro łączą Was wspólne zainteresowania to gdzieś ten wspólny czas musicie spędzać ;). Naszym najlepszym przyjacielem staje się osoba, która potrafi podnieść naszą samoocenę potwierdzając tożsamość społeczną, jako uczestnik przynależący do podobnych bądź tych samych grup podczas wyrażania opinii jest dla nas wiarygodny i spójny.

przyjaźń

Większość z nas wolałaby, żeby stwierdzenie, że „kochamy naszych przyjaciół za to jakimi są osobami” było prawdziwe - można założyć, że poniekąd jest to prawda. Badania jednak potwierdzają, że kluczowe znaczenie dla naszej oceny ma sposób, w jaki przyjaciele nas wspierają i akceptują naszą tożsamość społeczną. Wiem, jak bardzo niejasno to brzmi, nie wspomnę o tym, jak narcystyczne jest to podejście. Pamiętajmy jednak o tym, że wiele kwestii dzieję się poza naszą świadomością, zwyciężają instynktowne zachowania. A w instynkcie chodzi o to by w pierwszej kolejności zadbać o siebie.

No dobrze, wiemy jakie są podstawy przyjaźni, a jak jest ze zmianą przyjaciela? Zdarzają się przecież sytuacje, że przyjaźń się kończy.

Zamienię przyjaciela na lepszy model…

Dla wielu ludzi bodźcem do zmiany przyjaciela jest przełomowe wydarzenie w życiu, gdy z jakiegoś powodu ich życie ulega całkowitemu przewartościowaniu.

By zobrazować wspomnianą zmianę posłużę się bardzo trafnym, choć trudnym przykładem.

Wyobraźmy sobie byłe członkinie grupy wsparcia dla kobiet chorujących na raka piersi, których schorzenie zostało wyleczone. W pierwszej kolejności rozpatrzmy przyjaźń zawartą w grupie wsparcia. Życie wyleczonych kobiet, wróciło na dawny tor. W pełni wróciły do życia rodzinnego, obowiązków domowych i kariery zawodowej. Jednak mimo to ich tożsamość społeczna związana z rakiem jest tak silna, a przeżycie tak potężne, że nadal podtrzymują przyjaźnie z osobami poznanymi w ramach grupy wsparcia. Któż inny zrozumie je lepiej niż osoby o podobnych doświadczeniach, przeżyciach, marzeniach. Tylko one wiedzą co przeszły i wzajemnie rozumieją swoje spojrzenie na świat.

Co w tej sytuacji dzieje się z przyjaźnią zawartą przed zachorowaniem. Właśnie w tym kontekście wspomniane wcześniej przełomowe wydarzenie (zachorowanie) może przyczynić się do jej rozpadu. Analizując składowe przyjaźni, które opisywałam wyżej, wydaje się to być zasadne. W obliczu choroby, dochodzi do całkowitego przewartościowania życia, do zmiany priorytetów. Głównym celem staje się walka o zdrowie, nie ma już czasu ani chęci na beztroskie pogawędki przy kawie, na uczestniczenie w zajęciach zumby z przyjaciółką. Dochodzi wtedy do naturalnego rozluźnienia wcześniejszych więzi, bo skoro nie spędzamy razem czasu i nie mamy wspólnych tematów, to trudno jest traktować taką relację w kategoriach bliskiego przyjaciela. Są oczywiście wyjątki potwierdzające regułę ;)

Żeby nie pozostać gołosłowną własnym doświadczeniem potwierdzę powyższy akapit.

W jaki sposób? Otóż przełomowym wydarzeniem w moim życiu była informacja o wadzie naszego synka. Jak dla każdej matki oczekującej dziecka był to dla mnie potężny cios. Nie będę tu rozwodzić się nad swoimi emocjami, zapewne zrobię to w osobnym poście, skupię się natomiast na sferze przyjaźni.

Będąc w ciąży, prowadząc własną firmę byłam aktywna zawodowo do samego rozwiązania. Przyjaźniłam się ze swoimi współpracownikami. Po narodzinach Kubusia nasze relacje uległy stopniowemu ochłodzeniu, działo się to za przyczyną obu stron. Rozumiem to, że osoby te być może nie wiedziały, jak się zachować w obliczu wady Kuby, być może nie chciały mnie urazić swoim zachowaniem. Piszę być może, gdyż do dnia dzisiejszego ta kwestia nie została wyjaśniona. Ja natomiast nie miałam ochoty słuchać o sprawach zawodowych, dla mnie praca stała się nieistotna, priorytetem stały się moje dzieci i przywrócenie pełnego zdrowia Kubie. W ten oto sposób stopniowo nasze kontakty ulegały zatarciu i w dniu dzisiejszym nie mamy żadnego kontaktu. To jedna kwestia, która miała miejsce pod wpływem tego przełomowego wydarzenia.

Kolejnym elementem jest fakt, że trudności, które nas spotkały wzmocniły i scaliły naszą rodzinę. W obliczu zagrożenia staliśmy się dla siebie niesamowitym wsparciem. Zawsze uważałam moją mamę za moją najlepszą przyjaciółkę i w tej sytuacji po raz kolejny się to potwierdziło. Trwa przy mnie dzielnie, wspierając każdego dnia od nova. Jeszcze nie wiem jak się jej odwdzięczę.

Gdy jedni odchodzą, jeszcze bardziej doceniamy tych, którzy przy nas pozostają...

Jest jeszcze trzecia strona tej sytuacji. Poszukując informacji w sieci trafiłam na grupę wsparcia, gdzie poznałam bardzo wartościową osobę. Analogicznie to powyższego przykładu, do dziś stanowimy dla siebie wsparcie. Kontaktujemy się codziennie, radzimy nie tylko w sferze rozszczepowej. Na dzień dzisiejszy nie zawaham się nazwać znajomości, która z niezmienną intensywnością trwa już ponad rok – przyjaźnią.

Przeanalizowaliśmy genezę powstawania przyjaźni i jej ewentualnego rozpadu. Zastanówmy się teraz nad tym, co zrobić by zbudowana przez nas relacja była trwała, taka najtrwalsza ;).

Najtrwalsza, czyli, jak pozostać przyjaciółmi na zawsze?

Wiemy, co znaczy bycie przyjacielem i posiadanie takowego. Co jednak zrobić, by po tym, jak ukończymy studia i każde z nas pójdzie własną drogą prowadzącą w odmiennym kierunku (do kariery zawodowej, założenia rodziny, macierzyństwa, ewentualnego rozwodu, opieki nad starzejącymi się rodzicami itp.) pozostać przyjaciółmi? Często nie możemy sobie pozwolić na systematyczne wizyty, spotkania, brak nam energii i czasu, by utrzymać systematyczne kontakty.

Podobnie, jak wszystko inne na czym nam zależy w życiu, podtrzymywanie relacji również wymaga zaangażowania i pracy. Jednymi słowy musimy się jednak wykazać zaradnością w organizacji swojego czasu ;).

Według psychologa Debra Oswald z Marquette University, który badał naturę i złożoność szkolnych przyjaźni, istnieją cztery podstawowe zachowania niezbędne, aby utrzymać więź. To uniwersalna prawda, która jest niezmienna bez względu na nasz wiek – niezależnie, czy masz 17 czy 70 lat.

Komunikacja międzyludzka rozwiązuje dwa istotne zagadnienia: daje możliwość ujawniania swoich osobistych przeżyć oraz okazania wsparcia. Ważne jest byśmy dzielili się naszym życiem z przyjacielem, aby na bieżąco mógł czynnie uczestniczyć w ważnych dla nas momentach. Podobnie musimy aktywnie słuchać i oferować wsparcie. Przyjaźń to nie jednostronna transakcja…

Na szczęście, badania pokazują, że fizyczna bliskość ma niewielki wpływ na jakość zawartych przyjaźni. Przeprowadzka do innego miasta, a nawet kraju nie jest równoznaczna ze śmiercią naszej relacji. W dobie telefonów komórkowych, Internetu warunki geograficzne nie mają znaczenia dla możliwości komunikowania się.

Trzecim niezbędnym czynnikiem mającym wpływ na trwałość przyjaźni jest Interakcja.

Nie lubię używać słowa „musisz” jednak w tym wypadku nie znajduje odpowiednika by wyrazić konieczność postępowania w ten określony sposób ;). Zatem: musisz napisać, musisz zadzwonić, musisz odwiedzić.

Znajdź najbliższy Starbucks i czas na spotkanie, by nadrobić zaległości.

Ostatnim i najbardziej nieuchwytnym zachowaniem, koniecznym dla utrzymania przyjaźni jest bycie pozytywnym. Psychologowie społeczni podkreślają konieczność ujawniania swoich problemów, jednak nie oznacza to, że mamy nieograniczoną licencje na wylewanie problemów na głowę naszego przyjaciela. Dlatego gdy potrzebujemy wsparcia mówmy o tym, pamiętajmy jednak, że przyjaźń kierowana jest regułą wzajemności, co oznacza, że nie tylko my otrzymujemy pomoc, ale również musimy tej pomocy udzielać.

Z Natką trwamy w przyjaźni od przedszkola, przez kolejne etapy edukacji i życiowe kamienie milowe. Wraz z upływem czasu, jak każdy zmieniamy się, a nasza przyjaźń ewaluuje razem z nami. W prawdzie na pewnym etapie nasze drogi się rozeszły, ale tylko fizycznie. Pozostajemy w kontakcie telefonicznym, mailowym, komunikujemy się poprzez media społecznościowe. Wiem, że niezależnie co się wydarzy, Ona zawsze przy mnie będzie. Bo to ten rodzaj przyjaźni, która przetrwa do końca ;).

[ezcol_1third]przyjaźń[/ezcol_1third][ezcol_2third_end]

Kończąc chciałabym podkreślić jeszcze jedną bardzo istotną kwestię.

Pamiętajmy, że w przyjaźni nie liczy się ilość spędzanego razem czasu, ale jego jakość.

[/ezcol_2third_end]

Jakie są Twoje przyjacielskie doświadczenia? ;-)
Udało Ci się zbudować trwałą relację? A może wręcz przeciwnie Wasze drogi się rozeszły?
Podziel się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Twoje interakcje są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi w rozwoju.
Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie mi miło, jeśli podzielisz się nim ze znajomymi, będzie mi jeszcze milej jeśli go polubisz i skomentujesz. ;-)

[FM_form id="3"]


Cyber przestrzeń i Twoje dziecko, prywatność dziecka w sieci, udostępnianie zdjęć dzieci

Cyberprzestrzeń i Twoje dziecko

Jakiś czas temu, w związku z tworzeniem rozszczepowej strony internetowej uczestniczyłam w dyskusji, której tematem było „naruszanie prywatności dziecka” poprzez udostępnianie jego zdjęć w sieci. Zdania były podzielone, a wymiana opinii burzliwa, niemniej jednak konstruktywna.

Jako rodzic robię mnóstwo zdjęć swoim maluchom. Jako rodzic umieszczam w mediach społecznościowych tylko te zdjęcia, które uważam za stosowne. Jako blogerka poruszająca tematy związane z rodzicielstwem prawdopodobnie zamieszczę ich więcej, niż inni rodzice…

Co zatem zrobić mając świadomość, że większość osób oglądających publikowane treści to obcy ludzie? Czy powinnam zaprzestać udostępniania fotografii?

 Postanowiłam zgłębić to zagadnienie i sprawdzić, co na ten temat sądzi szersze grono zainteresowanych rodziców. 

 W artykule opublikowanym na NPR.org omówiono niebezpieczeństwa wynikające z udostępniania treści dotyczących dzieci w Internecie. Zauważono również znaczący wzrost roli dzieci w podejmowaniu decyzji przez rodziców.

Dzieci zgłaszały potrzebę zachowania większej dyskrecji i przydatności swoistego rodzinnego kodeksu. Wyrażały również obawę w związku z udostępnianymi informacjami na ich temat...

Na spotkaniu American Academy of Pediatrics zaprezentowano wyniki badania, w ramach którego 249 par rodziców oraz ich dzieci proszono o opinię dotyczącą "family technology rules". Dzieci zgłaszały potrzebę zachowania większej dyskrecji i przydatności swoistego rodzinnego kodeksu. Wyrażały również obawę w związku z udostępnianymi informacjami na ich temat. Rodzicie natomiast twierdzili, że nie potrzebują wytyczania zasad, gdyż postępują zgodnie z własnymi przekonaniami. Nie jest zatem tak różowo, jakby się mogło wydawać. Temat ten nie jest obojętny małym ludziom, pozostają oni w opozycji do postaw swoich rodziców.

 Z jednej strony może się wydawać absurdalnym fakt, że dziecko ma nam, dorosłym dyktować w jakim zakresie możemy posługiwać się „rodzinnymi pamiątkami”.  Jednak gdy spojrzymy na to z innej perspektywy dostrzeżemy małego człowieka, który tak samo jak my ma prawo do decydowania o własnej prywatności, do wyrażania opinii. Dochodzi do konfrontacji pomiędzy prawem rodziców do dzielenia się swoimi doświadczeniami, a prawem dzieci do stanowienia o sobie. [ezcol_1third]prywatność dziecka[/ezcol_1third] [ezcol_2third_end] Nasze dzieci dorastają w świecie nieustannej autopromocji i braku szacunku dla prywatności. Zanim się obejrzymy będą wiedziały lepiej od nas w jaki sposób wykorzystać technologię (o ile już tego nie wiedzą) oraz jakie to niesie za sobą konsekwencje. Dla nich życie w świecie, w którym zaciera się granica między rzeczywistością, a wirtualną sferą to norma – my natomiast staramy się w tym odnaleźć, dopiero się do tego przyzwyczajamy.[/ezcol_2third_end]

 Mimo, że tak świetnie sobie radzą (będą radzić) pamiętajmy, iż wciąż potrzebują naszych wskazówek.

Kształtujmy ich postawy zarówno przez rozmowę, jak i przez swoje zachowanie. Dzieci mają prawo do wejścia w dorosłość z czystą kartą, gdzie własnoręcznie zostawią ślad w cyberprzestrzeni.

Większość dzieci najprawdopodobniej nigdy nie doświadczy problemów związanych z tym co publikują ich rodzice (i całe szczęście), jednak mimo to powinniśmy być ostrożni.

Zanim opublikujesz jakieś informacje dotyczące Twojej rodziny zastanów się dwukrotnie nad ewentualnymi konsekwencjami. Zadbaj o komfort psychiczny i fizyczny dziecka, o jego dobre samopoczucie w przyszłości.  W wirtualnym świecie (i nie tylko) nie brakuje „popieprzonych” ludzi. Warto również przeczytać co na ten temat napisała na swoim blogu Nishka, która nie publikuje zdjęć swoich pociech, gdyż nie wyraziły na to zgody.

 Zastanawiasz się co zrobić

  • Upewnij się, że zapoznałeś się z polityką prywatności swoich portali społecznościowych
  • Ustaw powiadomienia, alarmujące o tym, że imię i nazwisko dziecka pojawiło się w wyszukiwarkach internetowych, za pomocą Google Alerts i Talkwalker
  • Jeżeli zdecydujesz się na publikację niewłaściwych-śmiesznych zachowań swojego dziecka- rozważ anonimowe udostępnienie
  • Unikaj publikowania adresów, rzeczywistych lokalizacji, w których przebywa Twoje dziecko
  • Nie zamieszczaj nagich zdjęć – niezależnie jak słodkie jest Twoje maleństwo
  • Szanuj opinię swojego dziecka, daj mu prawo do sprzeciwu

 Najważniejsza jest nasza świadomość ewentualnych zagrożeń oraz wdrożenie działań minimalizujących szanse ich wystąpienia. Nie popadajmy jednocześnie w czarnowidztwo, gdyż ciągłe gdybanie o tym co może się złego wydarzyć, sprawia, że nie jesteśmy w stanie cieszyć się wyjątkowymi chwilami, uwiecznianymi na pamiątkowych zdjęciach. Dzielmy się swoim szczęściem w mądry sposób oddający szacunek drugiej osobie.

Jakie są Twoje doświadczenia w tym obszarze? Posiadasz jakiś sprawdzony sposób na bezpieczną publikację zdjęć?
Podziel się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Twoje interakcje są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi w rozwoju.
Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie mi miło, jeśli podzielisz się nim ze znajomymi, będzie mi jeszcze milej jeśli go polubisz i skomentujesz. ;-)
[FM_form id="3"]


mama

Nadciąga matka frustratka

Niepodważalnym faktem jest, że bycie rodzicem to wymagająca rola, a tak naprawdę ciężka praca.

Nie mniej jednak badania wskazują, że to jedno z rodziców - mama - jest bardziej narażona na stres i niezadowolenie z wypełnianych obowiązków. Dotyczy to w szczególności osób na których barki spada większość rodzicielskich zadań.

Jakie wnioski przyniosły wyniki badań...

W badaniu opublikowanym w American Sociological Review, przeprowadzonym z udziałem 12 163 osób w przedziale czasowym od 2010 do 2013 roku, obserwowano aktywność rodziców zarówno w sferze obowiązków rodzinnych, jak i zajęć indywidualnych.

  • O dziwo  ;-) dopatrzono się istotnej rozbieżności w wynikach.

Z analizy zebranych danych wynika, że matki opiekują się dziećmi bez jakiejkolwiek pomocy. Ojcowie natomiast podczas sprawowania pieczy nad pociechami zazwyczaj posiłkują się wsparciem osób trzecich. To jeden z powodów niższego poziomu stresu i zmęczenia tatusiów spędzających czas ze swoimi dziećmi.

...Matki opiekują się dziećmi bez jakiejkolwiek pomocy, ojcowie natomiast podczas sprawowania pieczy nad pociechami zazwyczaj posiłkują się wsparciem osób trzecich...

Naukowcy jednocześnie podkreślają, że zarówno mamy, jak i tatowie czerpią satysfakcję z przebywania z dziećmi. W związku z większą ilością wypełnianych obowiązków rodzicielskich polegających na wychowywaniu dzieci niż na zabawie z nimi, matki są mniej zadowolone z realizowanych zadań. Dodatkowo, gdy dołączymy do tego permanentny brak snu – frustracja murowana.

Matczyne obowiązki...

W wielu związkach – rodzinach, kobiety nie otrzymują takiego wsparcia, jakie otrzymywać powinny. Odpoczynek jest rzadkością, a sen niedoścignionym luksusem, mamy pełnią dyżur "na wezwanie" 24/7.

Któż inny wstaje w środku nocy podczas choroby dziecka? Kto pilnuje terminarza szczepień i wizyt kontrolnych u lekarza? Kto dba o posiłki oraz zaopatrzenie lodówki? Wymieniać można w nieskończoność, tylko po co, skoro każdy może sobie dopowiedzieć co uważa za stosowne.

Podejmowane przez matki próby poświęcenia czasu tylko sobie, bardzo często kończą się fiaskiem, gdyż są przerywane przez dzieci bądź przez „konieczność” wykonania obowiązków domowych. Nie można tego samego powiedzieć o wolnym czasie spędzanym przez ojców.

...stereotypowe podejście do ról rodzicielskich pełnionych przez kobiety i mężczyzn, ulega powolnemu zatarciu...

A jednak światełko nadziei...

Na szczęście najnowsze wyniki badań opublikowanych w 2016 roku przez Pew Center wykazały, że stereotypowe podejście do ról rodzicielskich pełnionych przez kobiety i mężczyzn, ulega powolnemu zatarciu.  Coraz częściej ojcowie pomagają w wypełnianiu obowiązków domowych. Mamy natomiast uczą się efektywnego spędzania wolnego czasu, poświęcania go tylko sobie, z dala od dzieci, po to by móc w spokoju zregenerować siły. Pozbycie się poczucia winy i stresu o dobrobyt najbliższych to też umiejętność, którą mama musi w sobie wykształcić. W końcu tata też rodzic bez problemu sobie poradzi, a zmiana „punktu siedzenia” pomoże mu docenić szanowną małżonkę :-D .

W prawdzie powyższe wyniki nie są zaskakującym, ani przełomowym odkryciem, ale czyż nie dobrze jest wiedzieć, że niniejsze doświadczenia dotykają nie tylko nas, a szerszego grona osób? Pokrzepiającym jest, że obserwowane tendencje społeczne zmierzają ku lepszemu. Jednak by zmiana miała szansę się wydarzyć same musimy o nią zawalczyć.

 Każdy ma prawo czuć się zmęczonym, niezadowolonym, wkurzonym, a nawet do tego, żeby mieć wszystkiego dosyć. Nie oznacza to, że jesteśmy złymi mamami, nie musimy obwiniać siebie z powodu chęci pozostawienia całego dobrobytku i pójścia przed siebie byle jak najdalej. Tak niewiele potrzeba by to zmienić – zaledwie współpracującego i wspierającego partnera.

Jak Ty radzisz sobie ze stresem wynikającym z bycia rodzicem, kiedy obowiązki i zadania stają się przytłaczające?

Jakie są Twoje doświadczenia w tym obszarze?
Podziel się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Twoje interakcje są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi w rozwoju.
Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie mi miło, jeśli podzielisz się nim ze znajomymi, będzie mi jeszcze milej jeśli go polubisz i skomentujesz. ;-)
[FM_form id="3"]


rozszczep podniebienia

Wsparcie społczne i psychologiczne dla rodziców dzieci z rozszczepem wargi i/lub podniebienia

Kompleksowa opieka dla dziecka oraz rodzica - dlaczego?

Każdy rodzic oczekując narodzin dziecka jest pełen nadziei, że będzie ono zdrowe. Jako mama Kubusia, który urodził się z jedną z najczęstszych wad okolicy szczękowo-twarzowej wiem, że niestety nieprawidłowości rozwojowe się zdarzają. Wady rozszczepowe (wargi i/lub podniebienia, sekwencja Pierre-Robin), mimo, iż nie stanowią bezpośredniego zagrożenia dla życia, to funkcjonowanie oraz długotrwały proces leczenia są obciążające zarówno dla dziecka, jak i jego rodziny. (Szczegółowe dane dotyczące form i etapów leczenia oraz opis poszczególnych rodzajów rozszczepów znajdziesz tutaj). Każda informacja dotycząca kłopotów ze zdrowiem dziecka jest negatywnym przeżyciem dla rodzica. W przypadku wad rozszczepowych zniekształceniem objęta zostaje twarz, stąd pojawia się lęk i niepokój związany z wyglądem, wymową, czy słuchem dziecka. Wymienione elementy bez wątpienia mają wpływ na skuteczność nawiązywania przyszłych relacji społecznych, budowania więzi, akceptacji przez grono rówieśników, co stanowi o jakości życia naszego dziecka. Zasięg wady, wieloetapowość oraz długofalowość jej leczenia sprawiają, iż jako rodzice jesteśmy narażeni na permanentny stres. Dlatego od samego początku tak istotna jest kompleksowa opieka, którą powinno zostać objęte zarówno dziecko, jak i my sami. Czynnikiem, który zdecydowanie jest w stanie poprawić samopoczucie zaniepokojonego rodzica są informacje o możliwościach leczenia (chirurgicznego, logopedycznego, foniatrycznego, ortodontycznego, psychologicznego itd.), które prowadzone we właściwy sposób zapewni dziecku całkowicie normalne funkcjonowanie. Dziecko otoczone odpowiednią, holistyczną opieką rozwija się prawidłowo. Tego typu informacje obniżają poziom stresu towarzyszący rodzicom na początku „rozszczepowej drogi”. Kompleksową opiekę powinny zapewnić regionalne ośrodki specjalistyczne, najczęściej jednak rodzice biorą sprawy we własne ręce i samodzielnie poszukują możliwości leczenia. Mimo iż początkowo leczenie oparte jest na chirurgicznym przywróceniu ciągłości tkanek to, jego ogólnym i ostatecznym celem jest zapewnienie dobrego psychicznego oraz społecznego samopoczucia dziecka i jego rodziny.

Skąd czerpać wiedzę...

Polska literatura w niewielkim stopniu porusza kwestie psychospołecznej sytuacji rodziców dzieci z rozszczepem wargi i/lub podniebienia, dlatego też kluczowym źródłem wiedzy są informacje uzyskane od rodziców będących członkami grupy wsparcia istniejącej na portalu społecznościowym Facebook (Rozszczepowe mamy, tatusiowie i ich dzieci). Zagraniczne piśmiennictwo poświęcone wadom twarzoczaszki wskazuje na wyniki badań mówiące, iż istotnym czynnikiem mającym wpływ na funkcjonowanie rodziny jest poziom społecznego wsparcia i efektywność strategii radzenia sobie ze stresem.

Towarzyszące emocje

W zależności od naszych predyspozycji osobowościowych oraz od sytuacji, w której dowiadujemy się o posiadanej przez dziecko wadzie mogą pojawić się różne ujemne stany emocjonalne: smutek, gniew, żal, rozpacz, przerażenie, zaprzeczenie, poczucie winy, czy też pytania: ”dlaczego nas to spotkało”, „dlaczego moje dziecko?”, „co zrobiłam nie tak?”. Jest to jednak naturalna reakcja, której nie powinniśmy się wstydzić, czy obawiać. Jednocześnie wymienione odczucia konfrontują się z miłością, troską, chęcią wyleczenia i ochrony dziecka. W literaturze pojawia się określenie „kryzysu emocjonalnego” u rodziców tuż po narodzinach dziecka obarczonego wadą. Wyróżnione zostały kolejne etapy wychodzenia z kryzysu: faza szoku, faza rozpaczy, faza przystosowania pozornego oraz faza konstruktywnego przystosowania się.

Na poniższym schemacie pokrótce przybliżę, na czym polegają kolejne fazy.

wsparcie psychologiczne

Warunkiem całkowitego wyjścia z kryzysu jest przejście do ostatniego stadium. Dlatego już od samego początku tak istotne jest uzyskanie w tym newralgicznym i trudnym okresie odpowiedniego wsparcia emocjonalnego oraz edukacyjnego. Stresującym czasem dla rodziców są nie tylko narodziny dziecka, ale również późniejsza nauka karmienia, czas hospitalizacji podczas poszczególnych operacji i zabiegów, czy kolejne etapy wkraczania w życie społeczne – rówieśnicze dzieca. Jesteśmy narażeni na funkcjonowanie w permanentnym stresie, poczucie bezsilności związane z oczekiwaniem na postępy leczenia, bądź w związku z mogącymi pojawić się powikłaniami (np. przetoka, nawracający płyn w uszach).

Wsparcie - gdzie go szukać?

Chciałabym napisać o wsparciu emocjonalnym i edukacyjnym ze strony zespołu leczącego rozszczepy, położnej, pielęgniarki bądź lekarza prowadzącego ciążę, jednak jak wynika z informacji uzyskanych od rodziców ma to miejsce niezwykle rzadko. Mówiąc o kontakcie z personelem posiadającym pełną wiedzę o potrzebach pacjenta można pokusić się o kolokwializm i ująć go w kategorii szczęścia. Dlatego jeżeli będąc w takiej sytuacji nie otrzymasz propozycji wsparcia, a czujesz, że jest Ci ono potrzebne to zarówno ten blog, jak i strona rozszczepy.pl są właściwym miejscem. Tu znajdziesz zbiór informacji wynikający nie tylko z teorii, ale przede wszystkim z doświadczenia rodziców dzieci z wadą rozszczepową.

Prowadząc rozmowy i czytając wpisy kontaktujących się ze sobą członków „rozszczepowej grupy wsparcia”, mogę wskazać pewne charakterystyczne cechy wspólne jak: wrażliwość na potrzeby innych, zdolność pomagania, umiejętność nawiązywania relacji z innymi rodzicami, wyrażania uznania dla zasług innych osób, doceniania dobrych intencji, poczucie wspólnoty, wysoka determinacja w dążeniu do celu, czy niezwykła siła w przezwyciężaniu trudności.

Świadomość, że istnieją osoby, z którymi – poprzez wielokrotne kontakty – czujemy się w jakiś sposób związani, wymieniamy z nimi poglądy, dzielimy się doświadczeniami, darzymy się wzajemnym zainteresowaniem, ciepłymi uczuciami, wyświadczamy różne przysługi, stwarza poczucie bezpieczeństwa, bycia akceptowanym, pozwala lepiej orientować się w otaczającym nas świecie.
 Katarzyna Popiołek

Poczucie bezpieczeństwa - czy ono jest możliwe?

Możliwość przynależność do zbiorowości, do grupy charakteryzującej się wspólną cechą jest istotna w budowaniu poczucia bezpieczeństwa, w radzeniu sobie z trudnymi, często traumatycznymi sytuacjami. Któż inny nas tak zrozumie, jak nie osoba mająca podobne doświadczenia, borykająca się z tymi samymi trudnościami, czy ciesząca się z podobnych sukcesów. Członkowie dzielą się między sobą wspólnymi doświadczeniami i sprawdzonymi już sposobami na rozwiązywanie problemów. Mądrość zbiorowa pozwala na lepsze zrozumienie i poszerzenie wiedzy z danego tematu. Co więcej, sukcesy odnoszone przez niektórych z nas, budują motywację i nadzieję u pozostałych osób. Jest to o tyle istotne, gdyż informacje przekazywane przez osoby, które doznały podobnych sytuacji i podejmują działania zaradcze są lepiej przyjmowane przez osoby potrzebujące wsparcia, od tych przekazywanych przez profesjonalistów. Mimo ogromnej wagi wsparcia od personelu medycznego i od najbliższych osób, często zbawiennym wydaje się być kontakt z innymi rodzicami dzieci z podobną wadą.

Poniżej pokrótce przybliżę rodzaje otrzymywanego i zarazem udzielanego wsparcia:

 wsparcie psychologiczne rodziców

Oprócz wymienionych powyżej głównych grup wsparcia społecznego, wyodrębnić można dla niektórych sytuacji wsparcie duchowe. Dotyczy ono zwłaszcza opieki hospicyjnej, w której pomoc w cierpieniu i bólu związanym z sensem życia i śmierci wymaga odniesienia się właśnie do sfery sensu i ducha. Pamiętajmy, że wyszczególnione powyżej rodzaje wsparcia mają tylko charakter rozważań teoretycznych. W praktyce, bowiem przeplatają się wzajemnie tworząc nasycony pozytywnymi emocjami motywator do działania.

Wsparcie podejmowane przez instytucje, stowarzyszenia, które w ramach swoich założeń statutowych przyjęły za cel pomaganie, wspieranie określonych osób czy grup społecznych możemy określić – wsparciem formalnym. Przykładem takiego wsparcia może być pomoc społeczna, poradnie psychologiczno-pedagogiczne, fundacje („Fundacja Rozszczepowe marzenia”, „Fundacja Zdążyć z pomocą”). Możemy również poszukać profesjonalnego wsparcia udzielanego przez specjalistów w określonej dziedzinie, takich jak lekarze o pożądanej specjalizacji, psycholodzy, terapeuci, psychiatrzy, pedagodzy czy prawnicy.

Sytuacja każdego z nas jest wyjątkowa i niepowtarzalna, zatem wsparcie udzielane ze strony najbliższych, specjalistów, czy też instytucji powinno być dostosowane do naszych indywidualnych potrzeb. Wsparcia powinny udzielać wyspecjalizowane osoby, jednak wiedza posiadana przez ginekologów, położne, pielęgniarki, lekarzy pierwszego kontaktu w dalszym ciągu jest niewystarczająca. Badania przeprowadzone przez M. Białas wskazują na potrzebę wzrostu wiedzy personelu medycznego w zakresie rozszczepu wargi i/lub podniebienia i zwrócenie szczególnej uwagi na aspekt psychospołeczny wady. Jako rodzice mamy wpływ na zwiększenie świadomości społecznej, możemy pomagać sobie nawzajem, organizować lokalne grupy wsparcia, a poprzez coraz częstsze kampanie informacyjne możemy doprowadzić do tego, by teoretyczne założenia stały się realnie prowadzonym wsparciem o charakterze interdyscyplinarnym.

Jakie są Twoje doświadczenia w tym obszarze?
Podziel się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Twoje interakcje są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi w rozwoju.
Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie mi miło, jeśli podzielisz się nim ze znajomymi, będzie mi jeszcze milej jeśli go polubisz i skomentujesz. ;-)
[FM_form id="3"]


szczescie porownaniaspoleczne

Szczęście to nie stacja do której zmierzasz, to sposób podróżowania

Przeglądając fora internetowe, można natknąć się na wpisy następującej treści: „Mam 35 lat, strasznie stresującą pracę, która wymaga częstych podróży oraz wielokrotnych zmian miejsca zamieszkania. Obserwując życie moich koleżanek będących pełnoetatowymi żonami i mamami myślę, że są szczęściarami, gdyż wiodą idealne, stateczne życie. Zastanawiam się wtedy, co ze mną? Kiedy mnie coś takiego spotka?  Za każdym razem, gdy wprowadzam się do nowego mieszkania wmawiam sobie, że to jest właśnie to miejsce, w którym się osiedlę, gdzie znajdę szczęście. Niestety do tej pory to nie nastąpiło. Jestem już zmęczona swoim dotychczasowym życiem, ciągłym oczekiwaniem na coś lepszego. Towarzyszy mi nieustanne poczucie niezadowolenia…”.

Czytając powyższy wpis nasuwa się myśl, że jest on obrazem dylematów towarzyszących niejednej osobie. Któż z nas przeglądając pamiątkowe zdjęcia z wakacji, zamieszczone przez znajomych na portalu społecznościowym, nie pomyślał: taka podróż to coś niesamowitego, też chciałbym powygrzewać się w słońcu, na ciepłych piaskach, czy nurkować w błękitnych wodach oceanu. Obserwując życie innych osób, często zastanawiasz się, dlaczego do tej pory nie zdecydowałaś/eś się na podobny krok, dlaczego nie robisz tak interesujących rzeczy, dlaczego to Ciebie nie spotkało takie szczęście. No właśnie dlaczego?

Oczywiście przytoczona „podróż” to tylko przykład będący pretekstem do zobrazowania tak często stosowanych porównań z innymi ludźmi (porównań społecznych).

Porównania społeczne (polegające na odnoszeniu osiąganych przez siebie wyników do wyników uzyskiwanych przez inne osoby- do usunięcia) są naturalne  i zazwyczaj funkcjonalne. Wykorzystywane w odpowiedni sposób pomagają definiować siebie, ocenić efekty podejmowanych działań, czy wyznaczyć cele. Równocześnie jednak wspomniane porównania mogą uruchamiać procesy, których konsekwencje dla sposobu myślenia, tego co czujesz, czy i jak się zachowujesz mogą być negatywne.

zasadakontrastu

Porównując się z innymi możesz stać się próżny i zgorzkniały, bowiem zawsze znajdziesz lepszych i gorszych od siebie
Max Ehman

Jedną z negatywnych konsekwencji wynikających z porównań społecznych jest obniżenie własnej samooceny. Postępy osiągane przez Ciebie w nauce języka obcego będą satysfakcjonujące dopóty, dopóki nie dowiesz się, że Twój kolega uczy się dwa razy szybciej. Dokonując oceny swoich możliwości oraz urealniając oczekiwania odczujesz satysfakcję z wykonanej pracy. Porównując swój wynik z wynikiem innej osoby, narażasz się na niezadowolenie. Inną konsekwencją wynikającą z porównań społecznych może być pojawienie się negatywnych emocji takich jak zawiść, czy zazdrość (uczuć tych doświadczasz jedynie w następstwie porównywania się do osób, które w Twoim przekonaniu posiadają więcej, niż im się należy). Nawiązując do powyższego można założyć, że poziom zadowolenia z osiąganych przez Ciebie zarobków będzie stosunkowo wysoki, dopóki nie dowiesz się, że młodszy stażem pracownik zarabia więcej.

Ludzie są wiecznie niezadowoleni. Kiedy mają niewiele, chcą więcej. Jeśli mają dużo, chcą jeszcze więcej. A kiedy już to osiągną, tęsknią za prostym, skromnym życiem, tyle tylko, że nic w tym kierunku nie czynią.

Często może się wydawać, że osiągnięcie tego, czego zazdrościsz innym, uczyni Cię szczęśliwym człowiekiem. Jednak na dłuższą metę nie prowadzi to do niczego dobrego. Choćby dlatego, że gdy już będziesz w posiadaniu tego, czego zazdrościsz jednej osobie, znajdzie się kolejna, która będzie miała coś, czego będziesz jej zazdrościć. Stosując powyższe mechanizmy możesz całe życie spędzić w niekończącej się pogoni za szczęściem, za poczuciem zadowolenia, marzeniami o idealnym życiu… nie zdając sobie sprawy z otaczających Cię wartości. Ważne byś zdał/a sobie sprawę, że szczęście to nie stacja do której zmierzasz, to sposób podróżowania...najistotniejsze jest nie to co zdobędziesz w życiu, tylko w jaki sposób przez nie przejdziesz.

Co zatem możesz zrobić? Jak radzić sobie z towarzyszącym porównywaniem się do innych?

Zamiast koncentrować uwagę na porównywaniu z innymi, skoncentruj się na sobie

Zdecydowanie lepiej jest porównywać siebie z samym sobą. Poszukaj tych obszarów swojego życia, które w ostatnim czasie zmieniły się na lepsze, które stanowią powody do dumy i satysfakcji. Systematycznie wracaj do nich pamięcią. Podczas codziennych obowiązków poszukuj kolejnych powodów do zadowolenia.

 
Zacznij doceniać to, w czego posiadaniu jesteś to, czego doświadczasz w danej chwili

Staraj się odczuwać wdzięczność. Warunkiem koniecznym jest uświadomienie sobie tego, co w Twoim życiu jest wartościowe i dobre. Pozwoli Ci to dostrzec potencjalnego odbiorcę Twojej wdzięczności. Wieczorem poświęć chwilę na podsumowanie pozytywnych zdarzeń, które miały miejsce tego dnia, za które możesz być wdzięczny (możesz je spisywać). Dla większości z nas wyszukiwanie powyższych powodów będzie się wiązało ze sporymi trudnościami. Spowodowane jest to szybkim przyzwyczajaniem się do otaczającego nas dobra. W efekcie przestajemy je doceniać, aż do momentu, gdy bezpowrotnie stracimy to, co w naszym życiu wartościowe.

Unikaj źródeł informacji będących powodem do zazdrości i zawiści

Unikaj źródeł przekazu dostarczających informacji na temat dóbr posiadanych przez inne osoby (ogranicz zaczytywanie się wpisami zamieszczonymi na portalach plotkarskich, wyłącz posty przechwalających się znajomych na portalach społecznościowych). Zastąp oglądanie lifestyle'owego serialu zawierającego lokowanie produktu, czytaniem książki bądź innym wartościowym zajęciem. Unikaj kontaktu z osobami, dla których miarą wartości człowieka jest zasobność portfela, uroda czy odnoszone sukcesy zawodowe.

Ograniczając ilość powodów do zawiści, minimalizujesz prawdopodobieństwo jej doświadczenia.

Ćwiczenie dla Ciebie:

Wyobraź sobie osobę, z którą bardzo wiele dzieli Cię, niech będzie po prostu inna (nie gorsza!), następnie spójrz na siebie jej oczami i wypisz wszystko to, czego mogłaby Ci zazdrościć. Przeczytaj na głos SWOJE ZASOBY – powody do zadowolenia…

Pamiętaj! Ciesz się życiem, chyba, że masz inne plany ;)

Do czytania:

Emmons, R. A., & McCullough, M. E. (2003). Counting blessings versus burdens: an experimental investigation of gratitude and subjective well-being in daily life. Journal of Personality and Social Psychology, 84(2), 377–389.

Smith, R. H., & Kim, S. H. (2007). Comprehending envy. Psychological Bulletin, 133(1), 46-64.

Gilbert, D., Giesler, R. B., Morris, K. A. (1995). When comparisons arise. Journal of Personality and Social Psychology, 69(2), 227-236.

Jakie są Twoje doświadczenia w tym obszarze?
Podziel się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Twoje interakcje są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi w rozwoju.
Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie mi miło, jeśli podzielisz się nim ze znajomymi, będzie mi jeszcze milej jeśli go polubisz i skomentujesz. ;-)
[FM_form id="3"]