krzyczę_na_swoje_dziecko

5 mitów o krzyczeniu na dzieci, o których każdy rodzic powinien wiedzieć

Dostrzegam wiele pozytywnych zmian w podejściu do rodzicielstwa, które mnie bardzo cieszą. Dzięki większej świadomości i autorefleksji poszukujemy informacji, które wesprą nas w lepszym wypełnianiu roli rodzica. Coraz więcej mówimy o wzajemnym szacunku, empatii, regulacji emocji i komunikacji, bez nich prawdziwa i wartościowa relacja nie istnieje.

W rodzicielstwie, tak samo, jak w innych dziedzinach życia, możemy spotkać skrajne i idealistyczne podejście. Przeczytacie w sieci hasła, motywujące do natychmiastowej zmiany zachowania, stawiające zagadnienie emocjonalności i wybuchów złości w zero-jedynkowym świetle.

„Zachowaj spokój, zapanuj nad sobą… to takie proste.”

I nie ma wątpliwości, że zachowanie opanowania, jest najlepszym, co powinniśmy zrobić w „trudnych”, rodzicielskich potyczkach, jednak wbrew temu, co możemy przeczytać, nie jest to wcale takie łatwe, wymaga naszego zaangażowania, wysiłku i często wiąże się z niejedną porażką.

Oczywiście informacje, które do nas docierają, możemy odpowiednio zinterpretować, wyciągnąć z nich to, co dla nas najważniejsze i zastosować na tyle, na ile pozwalają nam nasze umiejętności i życie. Jednak dla niektórych z nas, taki przekaz na temat stawania się dobrym rodzicem jest jak wyrocznia i, mimo że normalnym jest popełnianie błędów, stopniowe udoskonalanie wprowadzanych metod, to każde niepowodzenie traktują jak osobistą porażkę, czują się winni i sfrustrowani, bo mimo prób nie udaje im się nie krzyknąć na swoje dziecko.

Zanim przejdę do tytułowych mitów, muszę jeszcze podkreślić kilka ważnych kwestii:

TAK – krzyk jest formą przemocy psychicznej.

TAK – zaprzestanie krzyczenia na dziecko w chwili uniesienia jest cholernie trudne.

TAK – to jest nasza praca.

TAK – po pewnym czasie jest coraz łatwiej i możesz krzyczeć mniej.

A jak jest z Wami? Czy kiedykolwiek czuliście się w ten sposób?

Pozwólcie, że nieco Was uspokoję, poniżej znajdziecie 5 mitów, w które wierzymy, które są nieprawdziwe i z którymi warto zrobić porządek.

5 mitów o krzyczeniu na dzieci, o których każdy rodzic powinien wiedzieć

Jestem złym rodzicem, ponieważ krzyczę

Krzyk nie świadczy o jakości rodzicielstwa. Jest raczej przejawem naszej słabości, niedostatecznej regulacji emocji…

Paradoksalnie, w większości przypadków krzyczymy, bo jesteśmy dobrymi rodzicami.

I absolutnie nie jest to usprawiedliwienie dla takiego zachowania, w dalszej części tekstu wyjaśniam, co dokładnie mam na myśli.

Bycie „Dobrym rodzicem” to trochę wyświechtany slogan, często powtarzany i jednocześnie niejednoznaczny. Przyjmijmy, że chodzi nam o stanie się najlepszym opiekunem dla swojego dziecka, czyli takim, jakim w danym momencie możemy być. Zdecydowanie wolę określenie wystarczająco dobrym rodzicem.

Więc jacy są wystarczająco dobrzy rodzice?

Wystarczająco dobrzy rodzice podejmują próby. Chcą się rozwijać, lepiej wywiązywać się z powierzonej im roli, starają się najlepiej, jak potrafią. Mają pewne oczekiwania zarówno w stosunku do siebie, jak i do swoich pociech. I schody zaczynają się właśnie tutaj, w miejscu, gdzie do gry wkradają się oczekiwania, a właściwie ich niespełnianie.

Frustracja i rozczarowanie pojawiają się, gdy „oczekujący” rodzice sami nie dosięgają postawionej poprzeczki albo gdy ich dzieci nie stają na wysokości zadania. Oczekiwania to temat na osobny wpis, jednak warto zdawać sobie sprawę z pułapki, w jaką nas wpuszczają.

Wystarczająco dobrym rodzicom towarzyszy również zmęczenie i stres wynikający z pracy zawodowej oraz obowiązków domowych, które codziennie wypełniają, by zapewnić swoim najbliższym wszystko, czego potrzebują.

To rodzice, którzy wieczorem, po całodniowej batalii, zasiądą w fotelu i wsłuchując się w ciszę śpiącego domu, czują wyrzuty sumienia, bo przypominają sobie sytuację, w której zachowali się nieodpowiednio, w swojej ocenienie byli niewystarczająco dobrzy dla swoich dzieci.

To, co zaraz napiszę, jest warte zapamiętania:

Źli rodzice nie czują w ten sposób.

Źli rodzice nie są skłonni do refleksji.

Źli rodzice nie próbują.

Źli rodzice nie odczuwają winy.

Źli rodzice nie starają się, każdego dnia zrobić wszystkiego, co w ich mocy, by zadbać o rodzinę.

To właśnie dlatego, że jesteśmy dobrymi rodzicami, zastanawiamy się nad swoim zachowaniem, jesteśmy skłoni do refleksji, chcemy coś zmienić, by kolejnego dnia naszej rodzinie żyło się lepiej. I przekornie, to właśnie te rzeczy, które są świadectwem dobrego rodzicielstwa, sprawiają, że jesteśmy sfrustrowani, czujemy się winni, bo jesteśmy świadomi.

poczucie_winy

Jestem złym rodzicem, bo krzycząc szkodzę mojemu dziecku

Świadomość konsekwencji i refleksja to one sprawiają, że łapiemy się na tym, co poszło nie tak. Badania dowodzą, jak wiele szkody w rozwój naszych dzieci niesie krzyk i stres, który się z nim wiąże. Dlatego powinniśmy zrobić wszystko, co w naszej mocy, by pracować nad sposobem wyrażania emocji i samokontrolą. No właśnie pracować, bo to nie jest coś, co pojawi się zaraz po tym, jak podejmiemy takie postanowienie.

Powinniśmy jednak pamiętać, że nauka i zmiana nawyków wymaga czasu i jest nierozerwalnie związana z popełnianiem błędów. Dlatego, jeżeli nie udało Ci się zapanować nad sobą, to nie powód do obwiniania się, tylko moment, by zrobić wszystko, aby naprawić to, co spiep… popsuliśmy 😉

Podrzucę Wam jeden ze sposób, który pozwoli zneutralizować negatywne skutki krzyku.

Nie ma nic odkrywczego w stwierdzeniu, że w każdym zdrowym związku istnieje równowaga pomiędzy pozytywnymi i negatywnymi chwilami. Przeprowadzono badania, które pokazują, że dla każdego negatywnego doświadczenia potrzebnych nam jest pięć pozytywnych interakcji, a wszystko po to, aby utrzymać zdrowe i zrównoważone relacje. Badania te zostały przeprowadzone z udziałem osób dorosłych, będących w związkach, ale zostały sprawdzone i zaadaptowane dla relacji rodzic-dziecko.

Wspomniane pozytywne interakcje nie muszą być niczym wielkim. Wystarczy uśmiech, dotyk, małe gesty, okazanie wsparcia, coś, co was rozśmieszy. Jestem pewna, że w ciągu całego dnia znalazłabym u Was wiele takich małych, ale ważnych gestów. I tak jak zazwyczaj pojawiają się intuicyjnie i spontanicznie, tak po kryzysowej sytuacji warto byśmy je zainicjowali i zrównoważyli całodzienny bilans pozytywnych emocji. To sposób, który pomoże zarówno skrzyczanemu dziecku, jak i rodzicowi.

Więcej na temat metody opartej na współczynniku 5:1 napisałam tutaj oraz tutaj, a o tym, co zrobić, gdy nakrzyczysz na swoje dziecko tu.

Jestem jedynym rodzicem, jakiego znam, który krzyczy na swoje dzieci

Pamiętajcie, nigdy nie wiemy i nie mamy pewności, co się dzieje w czterech ścianach, za zamkniętymi drzwiami. Nie mam zamiaru przytaczać tu konkretnych przykładów na to, jak bardzo pozory potrafią mylić.

 

To, co jest pewne, to to, że każdy rodzic wpada w gniew, ponieważ jesteśmy tylko ludźmi, a gniew, złość, frustracja – emocje – są częścią ludzkiej natury.

Dlatego zapewniam Cię, że nie jesteś jedynym rodzicem, któremu zdarza się nakrzyczeć na swoją pociechę.

Niektórzy rodzice przestają krzyczeć i nigdy nie krzyczą ponownie

Przeświadczenie, że jesteśmy w stanie przestać krzyczeć i nigdy tego nie powtórzyć, jest pułapką, w którą bardzo często wpadamy.

Prawda jest taka, że gdy w naszym życiu większość spraw układa się po naszej myśli, towarzyszy nam tak zwana dobra passa, czujemy się spełnieni i szczęśliwi, to rzeczywiście jesteśmy w stanie nie krzyczeć przez dłuższy czas.

Jednak doskonale wiecie, jak wygląda rzeczywistość… potrafi irytować, przytłaczać, zaskakiwać.

To, co teraz napiszę zabrzmi trochę jak patos, jednak zaryzykuję 😉

Życie może stać się trudne i często takie jest, wtedy również rodzicielstwo nas przygniata i staje się trudniejsze niż kiedykolwiek. Gdy dopada nas ten moment i nie jest tak, jak byśmy chcieli, nasza umiejętność samokontroli jest znacznie osłabiona, wtedy znacznie trudniej (wiem, wiem to słowo pojawia się w tym akapicie za często, ale co zrobić skoro pasuje) jest nad sobą zapanować i łatwiej o podniesiony głos czy krzyk.

Gdy już tak się stanie – przebacz sobie, odpuść winę i zacznij od nowa pracę nad sobą. Zastosuj metodę 5:1.

To, jak reagujemy jako rodzice, jest związane z naszym stanem emocjonalnym, z tym, jak się czujemy ze sobą i otaczającą nas rzeczywistością. Popełnianie błędów jest rzeczą ludzką, ale nie zwalnia nas z “obowiązku” pracy nad swoimi słabościami, tak byśmy mogli stworzyć naszym dzieciom spokojny i bezpieczny dom.

Niemożliwe jest, aby mniej krzyczeć

Można krzyczeć mniej.

Mówię to z takim przekonaniem, ze względu na pracę, którą wykonuję codziennie, sama nad sobą jako mama, ale również, a może przede wszystkim w oparciu o doświadczenie wynikające z pracy z rodzicami. To bardzo budujące móc obserwować zmiany i zacieśnianie relacji w rodzinach, czy czytać komentarze i wiadomości będące dowodem na skuteczność waszych starań:

 

„Dorastałam w domu, gdzie krzyk był na porządku dziennym. To była jedyna forma wyrażania emocji i chyba jedyne emocje, które tak często i tak chętnie wyrażaliśmy. Zakładając własną rodzinę, nie potrafiłam mówić o uczuciach w pozytywny sposób, to ciągle jest moja ogromna praca. Najlepszą motywacją są dla mnie mój mąż i dwuletni synek, którzy już widzą różnicę, sama ją czuję. Codziennie pracuję nad tym, by nie krzyczeć.” – Kasia

jestem_złą_matką

Nie wierz w te mity

JESTEŚ dobrym rodzicem – jesteś wystarczająco dobrym rodzicem.

Nie jesteś jedynym, któremu zdarza się krzyczeć.

Możesz zmniejszyć skutki tej przykrej sytuacji, angażując się w relację ze swoim dzieckiem.

Możesz krzyczeć mniej. Przy sprzyjających warunkach i zaangażowaniu możesz nawet przestać krzyczeć, ale jeśli się nie uda Ci się dotrzymać postanowienia, to nie jest powód, by umniejszać swojej wartości – już przecież wiesz co z tym zrobić i jak się zachować.

To, że raz czy drugi, a nawet dziesiąty Ci się nie uda, nie znaczy, że masz przestać próbować, bo każde starania przynoszą pozytywną zmianę w Tobie i w twojej rodzinie.

Warto się starać dla momentu, w którym uda Ci się zapanować nad sobą, kiedy spojrzysz na swojego szkraba i będziesz niesamowicie dumny z siebie i szczęśliwy, że wypracowałeś w sobie tę umiejętność, znalazłeś siłę i nie „rozładowałeś” na nim skumulowanych emocji.

A wszystko dlatego, że próbujesz, że się nie poddajesz, bo jest rewelacyjnym rodzicem.


Jestem ciekawa Waszych doświadczeń? Jak się czujecie, gdy zdarzy Wam się krzyknąć na swojego szkraba?

Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielcie się tym ze mną w komentarzu. Dla osób komentujących mam niespodziankę 😉 Jednej z Was podaruję książkę “Kiedy Twoja złość krzywdzi dziecko”, którą znajdziecie wśród polecanych przeze mnie pozycji. 

Ściskam,

Karola 

Serdecznie polecam Wam również książki, które wspomogą Was w rodzicielskiej drodze:

Być może zainteresują Was również inne artykuły:

5_mitów_o_krzyczeniu_na_dzieci_o_których_każdy_rodzic_powinien_wiedzieć


rytuały_przed_snem

3 pytania, które powinnaś zadać swojemu dziecku przed snem

Już jakiś czas temu obiecałam, że napiszę kilka słów o naszych, wieczornych rytuałach. Ostatnio, ponownie dostałam od Was wiadomości z zapytaniami na ten temat, dlatego też nie zwlekając ani chwili postanowiłam przygotować niniejszy wpis ;-) .

W tym tekście nie będę dzieliła się z Wami przepełnionymi treścią teoriami, opiszę to, co sprawdzone i warte zastosowania.

W rozwoju naszych pociech ogromną rolę odgrywa poczucie bliskości i bezpieczeństwa, a wieczór, to wyjątkowy czas, będący jednocześnie okazją do podsumowań i wzmacniania więzi.

Przedstawione poniżej propozycje pozwalają zarówno je budować, jak i pielęgnować.

Rytuały, rytuały, rytuały

Rzeczywiście zauważyłam u swoich brzdąców, jak istotną rolę w poczuciu bezpieczeństwa odgrywa powtarzalność i przewidywalność pewnych zdarzeń.

Tym samym i my mamy wieczorny schemat, w którym żaden z elementów nie może zostać pominięty.

Poniżej nasze wieczorne „must be”.

Wieczorne ważne sprawy

Czytanie książek i rozkładanie poszczególnych opowieści na czynniki to pierwszy, nie licząc kąpieli, z kilku wieczornych rytuałów. Nie bez przyczyny wspomniałam o analizowaniu tego, co przeczytaliśmy. Z perspektywy rozwoju zdolności komunikacyjnych, rozumienia czytanego tekstu, czy też kształtowania umiejętności społecznych, to właśnie rozmowa odgrywa szalenie istotną rolę.

Kto pyta, nie błądzi

Nasza pogadanka przy książce to wstęp, do kolejnego etapu wieczornego wyciszenia.

I tu pierwsze skrzypce grają 3 pytania, które oprócz tego, że pozwalają nam poruszyć tematy, na które podczas codziennej krzątaniny nie ma ani czasu, ani sprzyjających warunków, to stanowią wartościowy fundament, będący podstawą wzajemnego zaufania i przyszłej komunikacji.

3 wartościowe pytania

  • Co sprawiło, że się dziś uśmiechnąłeś?
  • Co sprawiło Ci dziś przykrość?
  • Czego się dziś nauczyłeś?

To właśnie te trzy pytania dają nam możliwość podsumowania kończącego się dnia, porozmawiania o nowych doświadczeniach, o tych bardziej i mniej przyjemnych emocjach. To dzięki nim mój przedszkolak dzieli się ze mną zarówno tym, co go zasmuciło, jak i tym, co sprawiło mu radość i spowodowało, że jest z siebie dumny.

Ukryty cel

Chociaż jest to bardzo prosta rozmowa, służy kilku celom:

Pomaga dziecku nauczyć się komunikować

To niesamowite, jak wiele informacji o otaczającym świecie, dzieci chłoną, obserwując zachowania pozostałych członków rodziny. Mój młodszy 2,5 letni brzdąc, zaczyna włączać się w naszą dyskusję i niepostrzeżenie uczy się także elementów wartościowej komunikacji. Dzięki wieczornym rozmowom, w maluchach kształtuje się naturalna i niewymuszona skłonność do dzielenia się codziennymi zmaganiami. Dzięki tego typu pogadankom nasze dzieci w przyszłości będą czuły się bardziej komfortowo podczas rozmów z nami – z rodzicami – ze „starymi” (choć przyznam szczerze, że łudzę się, że moi synowie nie będą o nas mówili w ten sposób ;-) ). Naiwna jestem???

komunikacja_z_dzieckiem

Z większą łatwością będą skłonne zwrócić się do nas z prośbą o pomoc czy wsparcie w trudnej sytuacji lub po prostu z przyjemnością podzielą się swoim sukcesem. Ta nieoceniona łatwość porozumiewania się, wyrażania emocji i dzielenia się swoimi przeżyciami, nie bierze się znikąd. „Tworząc” odpowiednie warunki, nic wielkiego, zwyczajne chwile, by dzieci mogły doświadczyć i praktykować tego typu rozmowy. W ten prosty sposób budujemy w ich oczach obraz rodzica i rodziny będącej wsparciem, ostoją, z którym i w której czują się dobrze i bezpiecznie, a zbudowane zaufanie zaprocentuje w przyszłości.

Daje mi – rodzicowi wiele wartościowych informacji na temat aktualnych doświadczeń mojego dziecka

Dzięki naszym wieczornym rozmowom zdarza się, że Antoś porusza tematy, które szczerze mnie zaskakują, których bym się nawet nie spodziewała. Opowiada o swoich uczuciach w sposób, który mnie totalnie zadziwia i rozbraja.

Dzięki temu, jako rodzic, lepiej go poznaję, jestem bliżej i mogę przeżywać razem z nim nawet te momenty, w których nie mogłam uczestniczyć. Tego typu rozmowy, są również informacją zwrotną na temat moich zachowań, tego, co powiedziałam czy zrobiłam w ciągu dnia i jak to zostało odebrane i zinterpretowane przez moje dzieci.

Mogłoby się wydawać, że przed snem, zbędne jest poruszanie tematów dotyczących trudnych doświadczeń. To przecież ponownie rozdrażni dziecko i utrudni zasypianie…

Tymczasem, dzięki tej rozmowie, dajemy maluchowi szansę skorzystania z naszego wsparcia, pocieszenia, zrozumienia zaistniałej sytuacji. Sobie natomiast otwieramy drogę do przekazania elementarnej wiedzy, o tym, że nawet "negatywne doświadczenia" (rzeczy, które sprawiły mu przykrość) mogą mieć pozytywne zakończenie i warto z nich wyciągać wnioski na przyszłość. To moment, kiedy możemy pokazać, że popełnianie błędów jest czymś zupełnie naturalnym, a najważniejsze i najcenniejsze jest to, czego się z nich nauczymy. To właśnie tutaj możemy podzielić się z brzdącem swoim doświadczeniem i sprawdzonymi strategiami radzenia sobie w takich sytuacjach. Zadając pytania doprecyzowujące (np. Co mógłbyś zrobić, żeby było inaczej, lepiej?) pobudzamy dziecko do refleksji, poszukiwania innych, nowych rozwiązań.

Dodatkowo, rozmawiając z pociechą o uczuciach, pokazujemy mu, że każda z nich jest potrzebna, że każda czemuś służy i nie ma dobrych czy złych emocji. Warto wyjaśnić, że to normalne, że czujemy złość (ona dba o przestrzeganie naszych granic), strach (który chroni nas przed zagrożeniami), smutek (przynosi refleksje, pozwala dostrzec, to co naprawdę ważne i cenne), podobnie, jak radość, która daje motywację do działania.

Wbrew pozorom, po „przepracowaniu” trudności w towarzystwie rodzica, szkrab będzie zasypiał znacznie spokojniej, a z naszej rozmowy wyniesie ogromną, emocjonalną i życiową lekcję.

A na zakończenie…

Każdorazowo nasze pogaduchy kończymy tym, co oboje uwielbiamy – przytulaniem. Bliskość i dotyk najbliższych są szalenie ważne dla rozwoju psychoruchowego każdego dziecka. Podczas przytulania warto zwrócić uwagę na jakość uścisków, by przynosiły one wymierny efekt, powinny trwać co najmniej 7 sekund (więcej na ten temat napiszę już niebawem).

 Przez wiele lat, nasze wieczory przebiegały właśnie w taki sposób, jak opisałam powyżej. Od dwóch tygodni natomiast Antoś wprowadził małą modyfikację, po udzieleniu odpowiedzi na pytania i rozmowie na ich temat, spojrzał na mnie i powiedział: "Twoja kolej, mamo! Co Cię dziś uszczęśliwiło?".

Teraz rundka pytań działa w obie strony ;-) Możecie sobie wyobrazić moją minę, gdy to pytanie padło po raz pierwszy. Pokazuje mi to jednocześnie, jak ważne dla mojego brzdąca są te nasze wieczorne pogaduchy.

Jeżeli do tej pory nie mieliście podobnych rytuałów, serdecznie zachęcam do włączenie tych pytań do Waszych, wieczornych przygotowań do snu.

Ten czas, poświęcony na rozmowę z dziećmi jest jedną z moich ulubionych chwil w ciągu dnia, pozwala nam naprawdę POBYĆ RAZEM i pomaga moim małym skrzatom spokojnie zasnąć.

Jestem bardzo ciekawa, jakie są Wasze wieczorne rytuały? Co się u Was sprawdza? Dajcie znać w komentarzu.

Tymczasem ściskam Was mocno i do przeczytania niebawem,

Karola

Być może zainteresują Was również:

 

 


bunt_trzylatka

10 zwrotów, które pomogą Ci nawiązać kontakt z dzieckiem podczas kłótni

Każdemu zdarzają się takie dni, kiedy przytłacza nas rodzicielska rzeczywistość. Znacie ten stan, gdy maluch śpi tylko na naszych rękach, a każda próba odłożenia śpiącego leniwca kończy się przebudzeniem. Trzylatek natomiast średnio, co pięć minut wpada w furię, rzucając zabawkami gdzie popadnie, a każde słowo wypowiedziane do 8-latki sprawia, że oddala się ona od nas jeszcze bardziej?

Wiadome jest, że nocne igraszki niemowlęcia nie mogą trwać wiecznie, a napady złości, to jedna z faz rozwoju, która w mniejszym lub większym stopniu dotyka każdego dziecka. Jednak, gdy dochodzi do kumulacji zmęczenia, lepsze jutro wydaje się być niedoścignionym marzeniem, a utrzymanie nerwów na wodzy nierealnym osiągnięciem.

Niczym na bezludnej wyspie, na której wcale nie chcesz być

Czy nie masz wrażenia, że gdy po raz kolejny nie możesz dojść do porozumienia ze swoim dzieckiem, to tak, jakby ono znajdowało się na wyspie, a ty na stałym lądzie i dzieliły was fale wzburzonego oceanu? Mając do wyboru stały ląd bądź wyspę, zazwyczaj bardziej komfortowo czujemy się, gdy mamy pewny grunt pod nogami.
Tymczasem w chwilach, którym towarzyszą gwałtowne emocje, nasza pociecha stąpa samotnie, po niepewnych piaskach, nieznanej wyspy. Każdy nasz uszczypliwy komentarz czy kategoryczne polecenie, są niczym przypływ zalewający ostatnie fragmenty suchego lądu.

Podczas awantury, naszego brzdąca zalewana fala emocji, w związku z tym desperacko łapie się, każdego z sobie znanych zachowań, reakcji, byle tylko wyrzucić je z siebie i utrzymać się na powierzchni.
W takich chwilach gniew, frustracja, złość dopadają również nas – dorosłych. Szczególnie w sytuacji, gdy dziecko w ataku furii niewłaściwie się do nas odzywa, a zachowaniem przypomina diabła tasmańskiego.

„O nie! Nie możemy sobie na to pozwolić, na brak szacunku, nie tak go przecież wychowujemy...”

Tkwiąc w tej trudnej sytuacji, nie jesteśmy w stanie złapać dystansu i spojrzeć na nasze dziecko jak na małego człowieka stojącego, pośrodku wyspy, gdzie wzburzone fale, coraz mocniej uderzają w jego stopy. W takich chwilach jest on bezradny, samotny, nie potrafi zapanować nad tym, co się z nim dzieje. Hormony stresu zalewają jego mózg. Dlatego też nie potrafi logicznie myśleć. Nie dostrzega, że z każdym agresywnym zachowaniem buduje mur i odsuwa się od nas.

Z drugiej strony, nawet my, dorośli, doświadczeni, dojrzali, będąc w oku cyklonu, często nie potrafimy zachować zimnej krwi, złapać dystansu, zmienić perspektywy, opanować się. To dlaczego, oczekujemy od naszych dzieci, że to osiągną.

Czego Twoje dziecko potrzebuje od Ciebie

Gdy dziecko wpada w furie, a jego zachowanie stanowczo przekracza postawione przez nas granice, trudno jest znaleźć w sobie na tyle siły, by z jednej strony zapanować nad emocjami, a z drugiej być dla niego wsparciem.

Tymczasem, w tym momencie, właśnie tego potrzebuje nasz mały, kipiący emocjami wulkan. Potrzebuje naszej pomocy, aby przejść tę trudną emocjonalną drogę, by pozbyć się nieprzyjemnych hormonów stresu, ponieważ dopóki poziom kortyzolu jest wysoki, nie jest zdolny do racjonalnego myślenia.

emocje_dziecka

W chwilach takich jak ta, nasze dziecko nie potrzebuje niczego więcej prócz naszej empatii.

Tak wiem, że to bardzo trudne, ale niesamowicie skuteczne.

To nie takie proste

Skoro o hormonach stresu mowa, to w sytuacjach takich jak ta, nie ma możliwości, by również w nas one nie uderzyły. Czujemy się sfrustrowani, zirytowani, rozgniewani czy rozzłoszczeni. Nawet jeśli jesteśmy świadomi, że powinniśmy coś zrobić, aby dotrzeć do naszego dziecka, to emocje spowalniają zdolność jasnego myślenia. Wtedy nie potrafimy znaleźć odpowiednich słów czy gestów.

Nawet jeżeli przed samym sobą zaprzeczamy odczuwanej frustracji, to prędzej czy później tłumiona emocja powraca w bardziej intensywnej formie.

Poniżej znajdziecie listę zwrotów, które sprawdzają się w naszych potyczkach i które możecie wykorzystać w trudnych, rodzicielskich chwilach.

Zwroty, które pozwolą Wam nawiązać kontakt z dzieckiem podczas kłótni

Tych kilka propozycji możecie użyć, by wyrwać siebie i dziecko ze spirali negatywnych emocji, słów i zachowań.

Poniższe zwroty, nie są ładnie brzmiącymi zdaniami, które kiedyś, gdzieś usłyszałam. To propozycje przygotowane w oparciu o wiedzę dotyczącą funkcjonowania mózgu w chwilach emocjonalnego wzburzenia oraz psychologicznych strategii łagodzenia stresu.

Dlatego, następnym razem, gdy nie będziecie mogli porozumieć się ze swoją pociechą, oraz gdy będziecie mieli pustkę w głowie – wypróbujcie jedno, bądź kilka z poniższych zdań.

1. Powiedz mi, jak się czujesz.

Nakłonienie dziecka do opisania emocji, które odczuwa - nawet jeśli to tylko słowo lub dwa - odbiera moc, siłę, intensywność tej emocji. W ten sposób angażujemy przedczołową korę mózgową, która działa jak strażnik i pomaga nam zachowywać się, jak na dorosłego przystało, gdyż odpowiada za panowanie nad sobą.

2.Chcę zrozumieć, jak się czujesz.

Ponownie, prowokujemy naszego szkraba, do znalezienia słów opisujących, targające nim emocje. Bez wątpienia pomoże to załagodzić reakcję i przejść przez gwałtowne emocje. Jednocześnie tym zwrotem pokazujemy empatię, którą go darzymy. Empatia pozwala zbudować most między lądem, na którym stoimy, a wyspą, na której jest nasza pociecha.

Podczas komunikacji z dzieckiem bardzo ważna jest pozycja naszego ciała – powinniśmy zniżyć się do jego wysokości, patrzeć dziecku w oczy i naprawdę słuchać tego, co ci mówi.

3. Kocham Cię, nawet gdy czujesz złość...

Jestem pewna, że już wiesz, dlaczego to wyrażenie działa. Dzieci potrzebują naszej bezwarunkowej miłości, aby móc w pełni rozwijać się fizycznie i emocjonalnie. Ten zwrot pokazuje maluszkowi, że, nawet kiedy się nie dogadujecie, wciąż go kochasz.

Zamień „złość” – na tę emocję, którą dostrzegasz u dziecka, bądź o jakiej ono mówi podczas waszej rozmowy.  

4. Nie ma nic złego w tym, że czujesz wściekłość.

Jeśli nasze dziecko próbuje stłumić to, co czuje, to najprawdopodobniej w przyszłości, to uczucie się nasili i uderzy w jeszcze bardziej nieprzyjemny sposób. Emocje są naturalną częścią człowieczeństwa, nawet te niezbyt przyjemne. Każda z nich czemuś służy (więcej na ten temat przeczytacie tu => klik). Otwarcie dając przyzwolenie na okazywanie nawet tych niekomfortowych emocji, przekazujemy dziecku, kształtujemy w nim akceptację dla uczuć, a to pierwszy krok w stronę regulacji emocjonalnej.
Analogicznie, podczas rozmowy zmieniamy „wściekłość" na emocje, których doświadcza nasza pociecha.

5. Czy mogę Cię przytulić?

W trudnych, emocjonujących sytuacjach, w mózgu dziecka zachodzi wiele zmian, szczególnie uaktywnia się ciało migdałowate. Kiedy odczuwamy negatywną emocję, ciało migdałowate zaczyna działać jak nadreaktywny alarm samochodowy. Wtedy mózg zamyka się na logikę i interpretuje każdą drobnostkę jako zagrożenie. To dlatego, umoralniająca rozmowa z dzieckiem, gdy jest zdenerwowane, nie ma najmniejszego sensu, bo nie przyniesie żadnego pożytku.

przytulanie_dziecka

Dobra wiadomość jest taka, że przytulając malucha, zarówno on, jak i my otrzymujemy dawkę uszczęśliwiających związków chemicznych: oksytocyny i serotoniny. Oksytocyna zmniejsza reaktywność ciała migdałowatego. Pamiętaj jednak, by uścisk był czuły i trwał minimum 6 sekund (o tym, dlaczego, tak jest, napiszę już niebawem).

6. Weźmy razem głęboki oddech.

Głębokie i odpowiednie oddychanie pomaga zatrzymać reakcję stresową naszego organizmu i obniżyć częstość akcji serca. To jedna ze strategii, którą zarówno my, jak i nasze dzieci możemy wykorzystać w chwilach wzmożonego napięcia.

7. Jak mogę Ci pomóc?

Zadanie tego pytania sprawia, że ​​dziecko zaczyna się zastanawiać nad rozwiązaniami tej trudnej sytuacji, zamiast skupiać się na negatywnych emocjach. Żeby efektywnie myśleć, maluch musi zaangażować swoją korę przedczołową. Jeśli nawet nie jest w stanie się skupić, to sam fakt, że oferujemy mu pomoc, sprawia, że się nieco uspokoi.

8. Czy możemy zacząć od nowa?

To pytanie działa jak przycisk resetowania. Może się jednak zdarzyć, że przy pierwszych kilku podejściach spotka się z odmową. Warto jednak wytrwale próbować, gdyż to sformułowanie może okazać się kołem ratunkowym wybawiającym Was z nie jednej, rodzinnej opresji.

9. Przepraszam za ...

Każdy z nas jest tylko człowiekiem. Mamy prawo do popełniania błędów oraz do ich naprawiania. Nie ma lepszego sposobu na wykształcenie w dziecku takiej umiejętności jak pokazywanie mu tego na co dzień.

Zastanawiasz się "Jak to? Dlaczego? Przecież, to on zachował się niewłaściwie."

Warto jednak pamiętać, że to my jesteśmy rodzicami i to naszą rolą jest wprowadzić dziecko w emocjonalny świat. Być może sytuacja nie była tak jednoznaczna, jak nam się wydaje. Zastanówmy się, czy nie użyliśmy nieodpowiednich słów bądź tonu, czy nie przenieśliśmy frustracji z pracy do domu. A może puściły nam nerwy, ponieważ przez ostatnie trzy lata nie spaliśmy dłużej niż trzy godziny i zmęczenie wzięło górę?

Pamiętajcie jednak, że przeprosiny, które w swej konstrukcji zawierają słowo „ale” nie są skuteczne:

"Przykro mi, że straciłem panowanie nad sobą, ale powinieneś zachowywać się lepiej."
 Taka forma nie zadziała. Więcej na temat przeprosin przeczytacie tutaj => klik

10. Następnym razem będę...

Istotną częścią przeprosin jest obietnica zmiany na lepsze. Dlatego podczas przepraszania warto powiedzieć: 

„Przykro mi, że straciłem panowanie nad sobą, następnym razem postaram się zachować spokój".

Jak_nawiązać_kontakt_z_dzieckiem

Być może zainteresują Cię również:

Jakie są wasze sposoby na nawiązanie kontaktu z Waszymi pociechami?


Jak powiedzieć „NIE” mówiąc „TAK”

Jak powiedzieć „NIE” mówiąc „TAK”. 9 faktów, które każdy rodzić powinien znać.

Poszukajmy zatem odpowiedzi na tytułowe pytanie:

jak powiedzieć "NIE" mówiąc "TAK"?

Jako rodzic staram się dać swoim dzieciom to czego potrzebują. Dotyczy to przede wszystkim sfery psychologicznej. Gdy spodziewałam się pierwszego dziecka wręcz przerażała mnie świadomość, jak ogromna odpowiedzialność na mnie spocznie. Zastanawiałam się, jak będzie przebiegał, każdy kolejny dzień, w którym to będzie kształtowała się nowa, niezależna osobowość małego człowieka. Nie brałam wtedy pod uwagę tego, że tak naprawdę to ta osóbka, każdego dnia od nova będzie mnie uczyła, jak być lepszym rodzicem. By właśnie tak mogło się stać, zaczęłam baczniej przyglądać się sobie, swoim reakcjom, przyzwyczajeniom, nawykom i zachowaniom. Jedną z rzeczy, na której złapałam siebie i swoich najbliższych było nadużywanie słowa „NIE” w stosunku do naszego synka. Zaczęłam zastanawiać się w jaki sposób kierunkować zachowanie dziecka, jak wyegzekwować stosowane „NIE” by nie uciekać się do gróźb oraz ograniczyć ilość wypowiadanego słowa.

No tak jest to pytanie, które zapewne zadaje sobie niejeden rodzic. Wszyscy chcemy, aby nasze pociechy współpracowały z nami, gdy je o coś prosimy oraz przystawały na postawiony przed nimi zakaz. Poniżej omówimy kilka sprawdzonych elementów, które wspomogą dziecko w ujawnianiu współpracującej postawy. Spróbujmy kształtować pożądane zachowania bez uciekania się do krzyków, gróźb czy szorstkości.

Dzieci słuchają nas wyłącznie ze względu na to kim dla nich jesteśmy

  • To, jaki wpływ mamy na nasze dziecko zależy od ich przywiązania do nas, od relacji jaką z nim stworzyliśmy. Jeśli mały człowiek nie chce nas słuchać, pierwsze co powinniśmy zrobić to przyjrzeć się naszym relacjom, a następnie w świadomy sposób je wzmocnić.

Widzę, że świetnie się bawisz…uwielbiasz jeździć swoim autem wyścigowym dookoła domu. Obawiam się, że autko może się porysować o ścianę i uszkodzić. Musimy więc znaleźć bezpieczniejsze miejsce do zabawy.

W powyższym przykładzie, ani razu nie użyłam słowa „NIE” mimo, że moją intencją była zmiana miejsca zabawy. Mogłam przecież powiedzieć „Synku nie jeździj samochodem po ścianie, bo ją porysujesz. Pobaw się na trawniku…”

  • Zobowiążmy się do minimum 15 minut dziennie poświęconych wyłącznie jednemu dziecku. Niech to będzie czas zarezerwowany wyłącznie dla Was.
  • Prowokujmy sytuacje wywołujące uśmiech na twarzy naszych pociech.
  • Akceptujmy łzy, pozwólmy dziecku płakać, gdy tego potrzebuje, nawet jeśli jest to spowodowane postawioną przez nas granicą.
  • Bądźmy spójni - sami przestrzegajmy zasad, które wyznaczamy w trosce o nasze dzieci. Jeżeli mówimy, żeby dziecko napiło się z kubka, zamiast bezpośrednio z butelki, to nie może być tak, że sami z doskoku łapiemy za butelkę i pijemy z „gwinta”. Pamiętajmy, że dzieci odzwierciedlają w zachowaniach to, co same obserwują. Ważne jest, by określona zasada dotyczyła wszystkich domowników – nie ma równych i równiejszych.

U nas po tygodniu od zastosowania powyższych zasad, zauważyłam większą chęć do współpracy ze strony Antosia.

Dzieci zaakceptują naszą wskazówkę, gdy będzie ona częścią codziennej rutyny…

..., bo tak po prostu zawsze się postępuje.

Zawsze należy posprzątać zabawki przed obiadem. Taka jest zasada. Chodź, zrobimy to razem, pójdzie nam sprawniej.

Jeśli nasz maluch nie wykazuje zainteresowania wyznaczonym zadaniem, rozpocznijmy podając mu jedną zabawkę ze wskazówką, na którą półkę powinien ją odłożyć. Zapewne jest to ten fragment zabawy, który nie należy do lubianych. Nawet jeśli dziecko nie jest zadowolone z obowiązujących zasad, to jeśli będziemy je przekazywać z poczuciem humoru i dystansem, bez zbędnego napięcia i rozkazującego tonu (któż z nas lubi, gdy stawia się go pod ścianą bez możliwości wyboru?), to staną się one rutyną i nawykiem, podobnie jak mycie rąk po skorzystaniu z toalety lub odrabianie lekcji przed zabawą.

pozytywna_komunikacja

Dzieci zaakceptują nasze prośby, kiedy przekonają się, że postawiona im granica jest nie do ruszenia…

Jeśli dziecko zorientuje się, że postawiona mu granica jest elastyczna i może ją naginać stosownie do swoich potrzeb, to bez wątpienia będzie to robiło za każdym razem.

Bycie konsekwentnym, bo tak można nazwać to w jaki sposób powinniśmy postępować, nie oznacza, że nie mamy słuchać argumentów małego, niezadowolonego z przebiegu sytuacji, człowieka. Chodzi przecież również o to, by obie strony były zadowolone (win/win). Podczas rozmowy z dzieckiem powinniśmy być mili, ale równocześnie stanowczy. Bądź blisko, najlepiej na wyciągnięcie ręki, nawoływanie z innego pomieszczenia to nie jest dobry pomysł na komunikację. Zwróć się do malucha w przyjemny, może nawet zabawny sposób nawiązując do tematu zabawy, jednocześnie tak, żeby zignorowanie Ciebie było niemożliwe.

Halo, tu ziemia czy mnie słychać? Ogłaszam, że nadszedł czas by zmyć z siebie gwiezdny pył. Rakieta musi wrócić do bazy (pudełko z zabawkami) – wanna przygotowana.

Dzieci łatwiej zaakceptują wyznaczone przez nas granice, gdy z szacunkiem przyjmiemy ich pragnienia, złość, smutek czy rozczarowanie

W większości przypadków nasza granica nie przypadnie do gustu dziecku, jest to zupełnie naturalne, bo kto z nas lubi ograniczenia? Wyznaczone zasady nie muszą się podobać dzieciom, muszą natomiast być przez nie przestrzegane. Gdy pozwolimy im wyrazić swoje niezadowolenie, określane nawet jako nieszczęście, pomożemy im nazwać to, co w danym momencie czują, przyczynimy się do łatwiejszego zaakceptowania obowiązującej reguły.

Chciałbyś się bawić przez kolejne 5 godzin prawda? Domyślam się, że chciałbyś się bawić przez całą noc. Wiem, że trudno jest przerwać w trakcie dobrej zabawy i zacząć sprzątać pokój. Chcesz poburczeć sobie podczas układania zabawek, żeby pokazać mi, jak bardzo jesteś niezadowolony? Zróbmy burczący konkurs podczas układania zwierzątek z powrotem na półkę. Mój miś burczy głośno podczas wdrapywania się na swoje miejsce.

Dzieci wypełnią naszą prośbę, jeśli nie będą czuły się zmuszane

Spróbuj unikać walki o władzę. Znajdź sposób, aby dać wybór oraz pewną autonomię.

 

Nadszedł czas kąpieli. Chcesz jechać samochodem po torze wyścigowym do pudełka, czy wolisz, żeby wzbił się w powietrze i poleciał na pudełkowe lotnisko?

Nie poddajemy dyskusji kąpieli – to niekwestionowany fakt. Przenosimy uwagę dziecka dając mu możliwość wyboru formy sprzątania po zabawie.

Jak powiedzieć „NIE” mówiąc „TAK”

Dzieci chętniej wypełnią naszą prośbę, gdy przedstawimy ją jako coś zabawnego – zachęcającego

Każde zagadnienie możemy przekształcić w grę, a dziecko nie będzie potrafiło oprzeć się zaproszeniu do zabawy. Niech ciężarówka pokona trasę do pudełka z zabawkami. Używajmy zabawnych głosów, wcielajmy się w ulubione postaci. Zróbmy konkurs, kto szybciej pozbiera klocki.

Dobra, dobra, to wszystko brzmi pięknie, ale czy należy tak postępować każdego wieczoru?

Oczywiście - nie, no chyba, że jesteś nadczłowiekiem ;-). Każdy z nas ma lepsze i gorsze dni. Bywają też takie, kiedy jesteśmy wyczerpani i zwyczajnie brak nam sił na zabawę. Jednak jeśli zbierzemy w sobie na tyle energii, by to jednak zrobić, zyskamy satysfakcję z bezkonfliktowo zrealizowanego zadania.

Dzieci wypełnią naszą prośbę (nakaz), gdy będzie ona dostosowana do ich możliwości

Większość pięciolatków nie jest w stanie samodzielnie posprzątać w pokoju. Nawet jeśli wydaje się nam, że powinny wiedzieć, jak to zrobić, one i tak potrzebują naszej obecności podczas realizacji zadania. Kiedy wspólnie posprzątamy przestrzeń i dodatkowo czynność ta będzie miała zabawny charakter, dziecko w końcu nauczy się czerpać satysfakcję z porządkowania swojego otoczenia. Nie będzie to przykrym obowiązkiem. Dla maluszków największą przyjemnością jest sam fakt wykonywania zadania razem z rodzicem, cieszy się wspólnie spędzanym czasem.

Dzieci zaakceptują postawione granice, jeśli będą widziały, że dbamy o ich szczęście i dobre samopoczucie

Wiem, że nie chcesz zburzyć tej wieży, widziałam jak bardzo się starałeś podczas budowania. Zazwyczaj sprzątamy wszystko wieczorem, ale zostawmy Twoją wieżę byśmy mogli się nią nacieszyć. Za to jeśli pospieszymy się z porządkowaniem pozostałych zabawek, zyskamy więcej czasu na dodatkowe opowiadanie przed snem.

W tak skonstruowanej wypowiedzi zawarliśmy informację, że doceniamy zaangażowanie naszego malca, że ważne jest dla nas jego dobro. Poniekąd poszliśmy na ustępstwo, ale przedstawiliśmy również korzyść z wykonania „polecenia”.

Dzieci zaakceptują wyznaczony przez nas kierunek, jeśli zrozumieją, że określamy zasady, ponieważ dbamy o ich dobro

Na jakość zaufania, którym darzy nas dziecko ma wpływ nasz codzienny sposób interakcji z nimi. To o czym pisałam wcześniej, czy jesteśmy spójni, czy dotrzymujemy danego słowa, czy również przestrzegamy ustanowionych zasad.

Musimy posprzątać zabawki, żeby nie potknąć się o nie i ich nie połamać. Dodatkowo zyskamy więcej przestrzeni na jutrzejsze zabawy.

Jak powiedzieć „NIE” mówiąc „TAK”

Dzieci wykonają niemal wszystko, o co je poprosimy, jeśli tylko wypowiemy to w odpowiedni sposób – spokojnie, z szacunkiem i troską. Znajdź sposób by powiedzieć „tak”, zamiast „nie” nawet podczas ustanawiania granic.

„TAK to jest pora by posprzątać, i TAK pomogę Ci w tym, TAK możemy zostawić zbudowaną przez Ciebie wieżę, TAK możemy poburczeć wyrażając niezadowolenie, TAK jeśli się pospieszymy zyskamy czas na przeczytanie dodatkowej bajki, i TAK możemy zrobić to w zabawny sposób, i TAK uwielbiam Cię, i TAK, jak to możliwe, że mam tyle szczęścia, że jestem Twoim rodzicem, TAK, TAK, TAK – kocham Cię synku”

Zatem może największym sekretem w tym jak powiedzieć „NIE” jest to, że można je wyrazić stosując „energię - Tak”. Kiedy jesteśmy w stanie powiedzieć „NIE” – wyraźnie, ale z ciepłem i czułością, które czujemy do swojego dziecka, wtedy jest to największe TAK, jakie kiedykolwiek wypowiedzieliśmy. Tak dla naszego dziecka, dla jego rozwoju, poczucia bezpieczeństwa, tak dla szczęśliwego dzieciństwa, w świecie okalanym przez jasne granice.

Jeśli jesteście zaiteresowani wpływem naszego postępowania na rozwój dziecka zajrzycjcie tutaj oraz tutaj.

Jakie są Wasze doświadczenia w tym obszarze? W jaki sposób wprowadzacie zasady w Waszym domu?

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Twoje interakcje są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi w rozwoju. Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz, że może być przydatny, to udostępnij go swoim znajomym na Facebook'u. Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie  ;-) .