krzyczę_na_swoje_dziecko

5 mitów o krzyczeniu na dzieci, o których każdy rodzic powinien wiedzieć

Dostrzegam wiele pozytywnych zmian w podejściu do rodzicielstwa, które mnie bardzo cieszą. Dzięki większej świadomości i autorefleksji poszukujemy informacji, które wesprą nas w lepszym wypełnianiu roli rodzica. Coraz więcej mówimy o wzajemnym szacunku, empatii, regulacji emocji i komunikacji, bez nich prawdziwa i wartościowa relacja nie istnieje.

W rodzicielstwie, tak samo, jak w innych dziedzinach życia, możemy spotkać skrajne i idealistyczne podejście. Przeczytacie w sieci hasła, motywujące do natychmiastowej zmiany zachowania, stawiające zagadnienie emocjonalności i wybuchów złości w zero-jedynkowym świetle.

„Zachowaj spokój, zapanuj nad sobą… to takie proste.”

I nie ma wątpliwości, że zachowanie opanowania, jest najlepszym, co powinniśmy zrobić w „trudnych”, rodzicielskich potyczkach, jednak wbrew temu, co możemy przeczytać, nie jest to wcale takie łatwe, wymaga naszego zaangażowania, wysiłku i często wiąże się z niejedną porażką.

Oczywiście informacje, które do nas docierają, możemy odpowiednio zinterpretować, wyciągnąć z nich to, co dla nas najważniejsze i zastosować na tyle, na ile pozwalają nam nasze umiejętności i życie. Jednak dla niektórych z nas, taki przekaz na temat stawania się dobrym rodzicem jest jak wyrocznia i, mimo że normalnym jest popełnianie błędów, stopniowe udoskonalanie wprowadzanych metod, to każde niepowodzenie traktują jak osobistą porażkę, czują się winni i sfrustrowani, bo mimo prób nie udaje im się nie krzyknąć na swoje dziecko.

Zanim przejdę do tytułowych mitów, muszę jeszcze podkreślić kilka ważnych kwestii:

TAK – krzyk jest formą przemocy psychicznej.

TAK – zaprzestanie krzyczenia na dziecko w chwili uniesienia jest cholernie trudne.

TAK – to jest nasza praca.

TAK – po pewnym czasie jest coraz łatwiej i możesz krzyczeć mniej.

A jak jest z Wami? Czy kiedykolwiek czuliście się w ten sposób?

Pozwólcie, że nieco Was uspokoję, poniżej znajdziecie 5 mitów, w które wierzymy, które są nieprawdziwe i z którymi warto zrobić porządek.

5 mitów o krzyczeniu na dzieci, o których każdy rodzic powinien wiedzieć

Jestem złym rodzicem, ponieważ krzyczę

Krzyk nie świadczy o jakości rodzicielstwa. Jest raczej przejawem naszej słabości, niedostatecznej regulacji emocji…

Paradoksalnie, w większości przypadków krzyczymy, bo jesteśmy dobrymi rodzicami.

I absolutnie nie jest to usprawiedliwienie dla takiego zachowania, w dalszej części tekstu wyjaśniam, co dokładnie mam na myśli.

Bycie „Dobrym rodzicem” to trochę wyświechtany slogan, często powtarzany i jednocześnie niejednoznaczny. Przyjmijmy, że chodzi nam o stanie się najlepszym opiekunem dla swojego dziecka, czyli takim, jakim w danym momencie możemy być. Zdecydowanie wolę określenie wystarczająco dobrym rodzicem.

Więc jacy są wystarczająco dobrzy rodzice?

Wystarczająco dobrzy rodzice podejmują próby. Chcą się rozwijać, lepiej wywiązywać się z powierzonej im roli, starają się najlepiej, jak potrafią. Mają pewne oczekiwania zarówno w stosunku do siebie, jak i do swoich pociech. I schody zaczynają się właśnie tutaj, w miejscu, gdzie do gry wkradają się oczekiwania, a właściwie ich niespełnianie.

Frustracja i rozczarowanie pojawiają się, gdy „oczekujący” rodzice sami nie dosięgają postawionej poprzeczki albo gdy ich dzieci nie stają na wysokości zadania. Oczekiwania to temat na osobny wpis, jednak warto zdawać sobie sprawę z pułapki, w jaką nas wpuszczają.

Wystarczająco dobrym rodzicom towarzyszy również zmęczenie i stres wynikający z pracy zawodowej oraz obowiązków domowych, które codziennie wypełniają, by zapewnić swoim najbliższym wszystko, czego potrzebują.

To rodzice, którzy wieczorem, po całodniowej batalii, zasiądą w fotelu i wsłuchując się w ciszę śpiącego domu, czują wyrzuty sumienia, bo przypominają sobie sytuację, w której zachowali się nieodpowiednio, w swojej ocenienie byli niewystarczająco dobrzy dla swoich dzieci.

To, co zaraz napiszę, jest warte zapamiętania:

Źli rodzice nie czują w ten sposób.

Źli rodzice nie są skłonni do refleksji.

Źli rodzice nie próbują.

Źli rodzice nie odczuwają winy.

Źli rodzice nie starają się, każdego dnia zrobić wszystkiego, co w ich mocy, by zadbać o rodzinę.

To właśnie dlatego, że jesteśmy dobrymi rodzicami, zastanawiamy się nad swoim zachowaniem, jesteśmy skłoni do refleksji, chcemy coś zmienić, by kolejnego dnia naszej rodzinie żyło się lepiej. I przekornie, to właśnie te rzeczy, które są świadectwem dobrego rodzicielstwa, sprawiają, że jesteśmy sfrustrowani, czujemy się winni, bo jesteśmy świadomi.

poczucie_winy

Jestem złym rodzicem, bo krzycząc szkodzę mojemu dziecku

Świadomość konsekwencji i refleksja to one sprawiają, że łapiemy się na tym, co poszło nie tak. Badania dowodzą, jak wiele szkody w rozwój naszych dzieci niesie krzyk i stres, który się z nim wiąże. Dlatego powinniśmy zrobić wszystko, co w naszej mocy, by pracować nad sposobem wyrażania emocji i samokontrolą. No właśnie pracować, bo to nie jest coś, co pojawi się zaraz po tym, jak podejmiemy takie postanowienie.

Powinniśmy jednak pamiętać, że nauka i zmiana nawyków wymaga czasu i jest nierozerwalnie związana z popełnianiem błędów. Dlatego, jeżeli nie udało Ci się zapanować nad sobą, to nie powód do obwiniania się, tylko moment, by zrobić wszystko, aby naprawić to, co spiep… popsuliśmy 😉

Podrzucę Wam jeden ze sposób, który pozwoli zneutralizować negatywne skutki krzyku.

Nie ma nic odkrywczego w stwierdzeniu, że w każdym zdrowym związku istnieje równowaga pomiędzy pozytywnymi i negatywnymi chwilami. Przeprowadzono badania, które pokazują, że dla każdego negatywnego doświadczenia potrzebnych nam jest pięć pozytywnych interakcji, a wszystko po to, aby utrzymać zdrowe i zrównoważone relacje. Badania te zostały przeprowadzone z udziałem osób dorosłych, będących w związkach, ale zostały sprawdzone i zaadaptowane dla relacji rodzic-dziecko.

Wspomniane pozytywne interakcje nie muszą być niczym wielkim. Wystarczy uśmiech, dotyk, małe gesty, okazanie wsparcia, coś, co was rozśmieszy. Jestem pewna, że w ciągu całego dnia znalazłabym u Was wiele takich małych, ale ważnych gestów. I tak jak zazwyczaj pojawiają się intuicyjnie i spontanicznie, tak po kryzysowej sytuacji warto byśmy je zainicjowali i zrównoważyli całodzienny bilans pozytywnych emocji. To sposób, który pomoże zarówno skrzyczanemu dziecku, jak i rodzicowi.

Więcej na temat metody opartej na współczynniku 5:1 napisałam tutaj oraz tutaj, a o tym, co zrobić, gdy nakrzyczysz na swoje dziecko tu.

Jestem jedynym rodzicem, jakiego znam, który krzyczy na swoje dzieci

Pamiętajcie, nigdy nie wiemy i nie mamy pewności, co się dzieje w czterech ścianach, za zamkniętymi drzwiami. Nie mam zamiaru przytaczać tu konkretnych przykładów na to, jak bardzo pozory potrafią mylić.

 

To, co jest pewne, to to, że każdy rodzic wpada w gniew, ponieważ jesteśmy tylko ludźmi, a gniew, złość, frustracja – emocje – są częścią ludzkiej natury.

Dlatego zapewniam Cię, że nie jesteś jedynym rodzicem, któremu zdarza się nakrzyczeć na swoją pociechę.

Niektórzy rodzice przestają krzyczeć i nigdy nie krzyczą ponownie

Przeświadczenie, że jesteśmy w stanie przestać krzyczeć i nigdy tego nie powtórzyć, jest pułapką, w którą bardzo często wpadamy.

Prawda jest taka, że gdy w naszym życiu większość spraw układa się po naszej myśli, towarzyszy nam tak zwana dobra passa, czujemy się spełnieni i szczęśliwi, to rzeczywiście jesteśmy w stanie nie krzyczeć przez dłuższy czas.

Jednak doskonale wiecie, jak wygląda rzeczywistość… potrafi irytować, przytłaczać, zaskakiwać.

To, co teraz napiszę zabrzmi trochę jak patos, jednak zaryzykuję 😉

Życie może stać się trudne i często takie jest, wtedy również rodzicielstwo nas przygniata i staje się trudniejsze niż kiedykolwiek. Gdy dopada nas ten moment i nie jest tak, jak byśmy chcieli, nasza umiejętność samokontroli jest znacznie osłabiona, wtedy znacznie trudniej (wiem, wiem to słowo pojawia się w tym akapicie za często, ale co zrobić skoro pasuje) jest nad sobą zapanować i łatwiej o podniesiony głos czy krzyk.

Gdy już tak się stanie – przebacz sobie, odpuść winę i zacznij od nowa pracę nad sobą. Zastosuj metodę 5:1.

To, jak reagujemy jako rodzice, jest związane z naszym stanem emocjonalnym, z tym, jak się czujemy ze sobą i otaczającą nas rzeczywistością. Popełnianie błędów jest rzeczą ludzką, ale nie zwalnia nas z “obowiązku” pracy nad swoimi słabościami, tak byśmy mogli stworzyć naszym dzieciom spokojny i bezpieczny dom.

Niemożliwe jest, aby mniej krzyczeć

Można krzyczeć mniej.

Mówię to z takim przekonaniem, ze względu na pracę, którą wykonuję codziennie, sama nad sobą jako mama, ale również, a może przede wszystkim w oparciu o doświadczenie wynikające z pracy z rodzicami. To bardzo budujące móc obserwować zmiany i zacieśnianie relacji w rodzinach, czy czytać komentarze i wiadomości będące dowodem na skuteczność waszych starań:

 

„Dorastałam w domu, gdzie krzyk był na porządku dziennym. To była jedyna forma wyrażania emocji i chyba jedyne emocje, które tak często i tak chętnie wyrażaliśmy. Zakładając własną rodzinę, nie potrafiłam mówić o uczuciach w pozytywny sposób, to ciągle jest moja ogromna praca. Najlepszą motywacją są dla mnie mój mąż i dwuletni synek, którzy już widzą różnicę, sama ją czuję. Codziennie pracuję nad tym, by nie krzyczeć.” – Kasia

jestem_złą_matką

Nie wierz w te mity

JESTEŚ dobrym rodzicem – jesteś wystarczająco dobrym rodzicem.

Nie jesteś jedynym, któremu zdarza się krzyczeć.

Możesz zmniejszyć skutki tej przykrej sytuacji, angażując się w relację ze swoim dzieckiem.

Możesz krzyczeć mniej. Przy sprzyjających warunkach i zaangażowaniu możesz nawet przestać krzyczeć, ale jeśli się nie uda Ci się dotrzymać postanowienia, to nie jest powód, by umniejszać swojej wartości – już przecież wiesz co z tym zrobić i jak się zachować.

To, że raz czy drugi, a nawet dziesiąty Ci się nie uda, nie znaczy, że masz przestać próbować, bo każde starania przynoszą pozytywną zmianę w Tobie i w twojej rodzinie.

Warto się starać dla momentu, w którym uda Ci się zapanować nad sobą, kiedy spojrzysz na swojego szkraba i będziesz niesamowicie dumny z siebie i szczęśliwy, że wypracowałeś w sobie tę umiejętność, znalazłeś siłę i nie „rozładowałeś” na nim skumulowanych emocji.

A wszystko dlatego, że próbujesz, że się nie poddajesz, bo jest rewelacyjnym rodzicem.


Jestem ciekawa Waszych doświadczeń? Jak się czujecie, gdy zdarzy Wam się krzyknąć na swojego szkraba?

Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielcie się tym ze mną w komentarzu. Dla osób komentujących mam niespodziankę 😉 Jednej z Was podaruję książkę “Kiedy Twoja złość krzywdzi dziecko”, którą znajdziecie wśród polecanych przeze mnie pozycji. 

Ściskam,

Karola 

Serdecznie polecam Wam również książki, które wspomogą Was w rodzicielskiej drodze:

Być może zainteresują Was również inne artykuły:

5_mitów_o_krzyczeniu_na_dzieci_o_których_każdy_rodzic_powinien_wiedzieć


pierwsze_dni_w_przedszkolu

Nie zostawiaj mnie mamo! Czyli jak pomóc dziecku zmierzyć się z lękiem separacyjnym

Małe rączki oplatające szyję, łzy wielkości grochu spływające po policzkach i ten lament rozdzierający serce, z którego wybrzmiewa: 

„Nie zostawiaj mnie mamo…!”

To bardzo trudny etap zarówno dla dziecka, jak i dla rodzica. W takich chwilach wyobrażamy sobie moment, w którym spokojnym krokiem i z uśmiechem na twarzy odprowadzamy nasze dziecko do przedszkola czy oddajemy pod opiekę niani.

Tak będzie, jednak zanim to nastąpi, musi upłynąć trochę czasu.

Mam nadzieję, że wiecie o tym, że trudności związane z lękiem separacyjnym są normalną reakcją malucha, którego łączy bezpieczny sposób przywiązania do rodzica.

Absolutnie, nie jest to wyraz jego nieprzystosowania, czy „złego wychowania” (nie znoszę tego określenia). Wręcz przeciwnie, protestując, dziecko wyraża swoje obawy, a nawet lęk przed rozłąką z mamą lub tatą, którą postrzega jako zamach zagrażający życiu. Jego reakcja jest instynktowną walką o bezpieczeństwo i przetrwanie.

Z czasem pociecha nauczy się, że nasze odejście jest tylko chwilowe i że po kilku godzinach spędzonych w przedszkolu, razem wracamy do domu.

Jednak na początku swojej przedszkolnej drogi, nie jest w stanie tego zrozumieć, musi sama się o tym przekonać.

W obliczu nowych doświadczeń

Każdy z nas lepiej i pewniej czuje się w towarzystwie osób, które dobrze zna i którym ufa. Ta sama zasada dotyczy dzieci – czują się bezpiecznie i komfortowo przebywając z osobami, do których są przywiązane. Dotychczas byli to rodzice, starsze rodzeństwo, dziadkowie czy ciocie i wujkowie. A teraz ma to się gwałtownie zmienić?

Pojawienie się nowej osoby w życiu dziecka jest szalenie trudnym momentem. Często emocje i instynktowne reakcje biorą górę nad racjonalnym myśleniem, dlatego naszą rolą jest zrobić wszystko, by złagodzić przebieg tego etapu.

Dopiero gdy maluch zaufa swojemu nowemu opiekunowi, gdy zbuduje z nim więź, przekona się, że może na nim polegać i że jest on w stanie zaspokoić jego potrzeby – wtedy poczuje się całkowicie bezpieczny.

Tym samym, chcąc pomóc swojemu maluszkowi w łatwiejszej asymilacji do nowego etapu w życiu, musimy znaleźć sposoby, na ułatwienie budowania więzi z opiekunem.

Poniżej podrzucam 11 wskazówek, które złagodzą i ułatwią przejście przez lęk separacyjny:

1. Pomóż maluchowi w budowaniu więzi z opiekunem

Dla dziecka to całkowicie nowa sytuacja stanąć sam, na sam z nieznaną osobą. Przyzwyczajanie się i budowanie poczucia bezpieczeństwa w obecności nowej osoby jest bardzo trudne, szczególnie gdy jest się maluszkiem, któremu towarzyszą silne emocje związane z rozłąką i poczuciem zagrożenia.

Jedną z rzeczy, którą możemy zrobić, by pomóc naszemu szkrabowi, jest podtrzymanie kontaktu i zbudowanie pozytywnych relacji z jego opiekunem. Obserwowanie przyjaznych gestów i miłych rozmów, sprzyja przełamywaniu lodów.

„Przecież skoro mama lubi Panią Anię, to może i ja ją polubię?”

relacje_z_nauczycielem

Zapewne malec wciąż będzie protestował przeciwko naszemu odejściu, ale osoba, pod której opieką go zostawiamy, powinna być w stanie ukoić jego płacz. Protest nie powinien trwać długo i im większa więź między nimi, tym będzie krótszy.

W jaki jeszcze sposób możemy ułatwić powstawanie tej nowej relacji?

Tu naprzeciw wychodzą nam przedszkolne dni asymilacyjne, dzięki którym w naszej obecności, malec może zbierać dobre doświadczenia i budować pozytywne skojarzenia ze swoim opiekunem.

Nie od dziś wiadomo, że to, z czym mamy częstszy kontakt, co częściej widzimy czy słyszymy, bardziej się nam podoba, wydaje się nam bardziej przyjazne.

Tak jest na przykład z muzyką. Czy nie łapiecie się na tym, że z każdym kolejnym odtworzeniem utwór podoba Wam się coraz bardziej?

No właśnie, skoro włada nami taka reguła, to dlaczego nie wykorzystać jej, w przypadku budowania relacji?

To, co musimy zrobić, to zadbać, by postać „Pani Ani” pojawiała się w naszej codzienności jak najczęściej.

Jak tego dokonać?

Możecie wydrukować zdjęcie wychowawczyni i powiesić je np. na lodówce, przeglądać razem z malcem galerię z przedszkola i wypatrywać ulubioną Panią. Warto również często, serdecznie i z entuzjazmem o niej wspominać, tak by dziecko wyczuwało sympatię, którą ją darzymy np. „Pani Ania byłaby dumna, widząc jak sama myjesz rączki”.

2. Zacznij od krótkich separacji

Dobrze gdybyśmy pierwsze rozłąki planowali podczas najlepszych części dnia (po drzemce czy po posiłkach), kiedy dzieci są wypoczęte, najedzone i skore do zabawy. Gdy już upłynie okres asymilacji i maluszek poczuje się trochę pewniej w nowej sytuacji, możemy przejść do krótkich rozłąk. Wielu rodziców chwali metodę małych kroków, ja również jestem jej zwolenniczką. Warto zacząć od pożegnania, odejścia, a następnie powrotu, gdy tylko przestanie płakać.

Jeśli zaczniemy od krótkich nieobecności, maluch szybciej się nauczy, że nasza nieobecność jest tymczasowa i że zawsze do niego wrócimy. W ten sposób stopniowo przyzwyczajamy go do separacji, każdorazowo wydłużając swoją nieobecność.

Teraz trudna część – powinniśmy starać się nie wracać, póki malec płacze. Wszystko po to, by nie utrwalić w nim przekonania, że płacz jest strategią na sprowadzenie rodzica. Oczywiście wszystko w granicach rozsądku, jeżeli słyszycie, że dziecko zanosi się płacząc przez 15 minut – to nie ma mocnych, by to wytrzymać – sama poszłabym po szkraba, by przytulić i ukoić żal.

3. Opracuj rutynową procedurę

Dzieci czują się bezpiecznie i znacznie pewniej, gdy podczas ich codziennych aktywności pojawia się powtarzalność i przewidywalność.

Dlatego, również o ten element warto zadbać szczególnie teraz, kiedy pojawia się tyle zmian.

Tu macie pełną dowolność. Przed rozstaniem możecie na przykład opowiedzieć krótką historyjkę bądź przypomnieć co będziecie robić po powrocie do domu. Następnie mocno przytulacie pociechę i mówicie, jak bardzo jest dla Was ważna, przekazując ją opiekunce przypominacie: „Bardzo Cię Kocham! Życzę Wam cudownego dnia. Przyjadę po Ciebie po obiadku.” Deklarując moment odebrania malucha, warto posługiwać się charakterystycznymi wydarzeniami występującymi w ciągu dnia jak: spacer, zabawa na placu, zajęcia z rytmiki czy drzemka. Rzucone odruchowo „Przyjadę po Ciebie o 15, nic konkretnego dla dziecka nie znaczy.

Gdy opracujecie własną pożegnalną tradycję, trzymajcie się jej codzienne. Pomoże to maluchowi poczuć się pewniej, zdobędzie, choć namiastkę przewidywalności.

4.Daj coś miłego na pocieszenie

Ukochana maskotka, pieluszka, czy chociaż fragment kocyka (tak fragment ;-) możecie odciąć kawałek, który maluszek zawsze będzie miła przy sobie). Dzięki takiemu talizmanowi, za każdym razem, kiedy nasza pociecha poczuje się niepewnie, zatęskni czy zrobi jej się smutno, będzie mogła sięgnąć po małe pocieszenie.

maskotka_do_przedszkola

5.Pomóż maluchowi zrozumieć, co się dzieje

Być może umiejętności komunikacyjne Twojej pociechy są jeszcze niewystarczające, by w pełni wyrazić, co czuje i myśli, ale na pewno rozumie więcej niż się spodziewamy. Dlatego właśnie rozmowa i opowiadanie krok po kroku o tym, co danego dnia się wydarzy, pomoże mu poczuć się pewniej.

"Najpierw opowiem Ci historyjkę o kolejnej przygodzie Zygzaka. Potem znajdziemy Panią Anię, a ona cię przywita. Następnie powiem Ci, jak bardzo Cię kocham i pójdę do pracy, będę machała na pożegnanie, a Ty razem z Panią Anią pomachacie mi z okna. Wtedy przyjdzie kolej na taniec przy wesołych piosenkach, a następnie będzie przekąska. Po niej pójdziesz na plac zabaw, pobawisz się masą solną, przyjdzie czas na drzemkę, a ja przyjdę po Ciebie zaraz po obiedzie. Pamiętaj, że Mamusia zawsze wraca.”

6. Nie poddawaj się pokusie wymykania się

Wymykanie się i ukrywanie w dłuższej perspektywie sprawia, że lęk separacyjny dziecka pogłębia się. Spotkałam się z sytuacją, kiedy mama powiedziała synkowi, że wychodzi na chwile do toalety. Dziecko cały dzień spędziło pod drzwiami WC, wytrwale czekając aż mama wyjdzie – przecież powiedziała, że tam będzie…

Dlatego, kiedy rozstanie jest trudne i maluszek płacze, spróbujcie spokojnie powiedzieć:

"Wiem, że nie chcesz, żebym odeszła, jednak muszę iść do pracy i wrócę zaraz po obiedzie. Pomacham do Ciebie z dworu, a Pani Ania zabierze Cię do okna, żebyś mogła mi pomachać.”

Potem nie pozostaje nam nic innego, jak wykonać to, co zapowiedzieliśmy i wyjść z sali. Mimo piętrzących się w nas emocji i nieodpartej pokusy powrotu i zabrania ze sobą płaczącej pociechy – konsekwentnie wychodzimy z przedszkola.

Może minąć nawet kilka tygodni, zanim maluszek zacznie odwzajemniać pożegnanie i pomacha do nas. Jednak my odchodząc, niezmiennie, każdego dnia żegnamy się tak samo.

Zazwyczaj namawiam Was do okazywania i wyrażania emocji. Tym razem jest inaczej. W tej sytuacji, ukrywając swoje rozterki i cierpienie pomagamy maluszkowi przetrwać ten trudny czas.

7. Przedyskutuj z opiekunem, co może zrobić, aby pocieszyć i zaciekawić malucha

W tej sytuacji ważne jest, aby nasza pociecha poczuła się pocieszona i zrozumiana przez opiekuna. No cóż, to szalenie trudne i tak naprawdę nie wiem, czy jesteśmy w stanie dowiedzieć się, jak naprawdę wygląda uspakajanie naszego szkraba. Czy odbywa się ono z okazaniem empatii, czy polega raczej na uciszaniu i odwracaniu uwagi od emocji. Rozproszenie ma działanie tymczasowe i sprzyja tłumieniu emocji, które prędzej czy później muszą znaleźć gdzieś ujście. Jeżeli opiekun okazuje dziecku zrozumienie i empatię, to dużo szybciej zdobywa jego zaufanie i jest w stanie sprawić, że maluszek poczuje się bezpiecznie.

Z drugiej jednak strony musimy mieć świadomość, że w przedszkolu prócz naszego brzdąca jest jeszcze gromadka dzieci, które również potrzebują opieki. Dlatego właśnie, większość emocjonalnego wparcia i przetwarzania będzie spoczywała na naszych barkach i miało miejsce podczas wieczornych pogaduszek czy wspólnie spędzanego czasu.

8. Nie spóźnij się

Dane słowo jest świętością. Jeżeli nasza pociecha skończy jeść obiad, a nas jeszcze nie będzie, pomimo wcześniejszej obietnicy, to znaczy, że „daliśmy ciała”, sami przysporzyliśmy kolejne utrudnienie. Bo jakie znaczenie będą miały wszystkie powyższe starania? Pal licho te podpunkty, ważniejsze jest zaufanie, które właśnie nadwyrężyliśmy.

Możecie myśleć 

„Bez przesady, to tylko drobne spóźnienie”

Dla nas to tylko drobne spóźnienie. Natomiast dla naszego malucha, który mierzy się ze swoimi najsilniejszymi lękami, to kwestia poczucia bezpieczeństwa – nasze słowo jest podstawą dla więzi z naszym dzieckiem.

9. Pomóż swojemu dziecku przekonać się, że ważne dla niego osoby wracają

Dla nas to rzecz oczywista, że to, co schowamy, nie znika na zawsze, że może się ponownie pojawić. Dla dziecka utrata czegoś z zasięgu wzroku jest równoznaczna z bezpowrotną utratą. Rewelacyjnym sposobem na pokazanie malcowi tej zależności są różnorodne gry typu „A kuku” czy chowanie i szukanie ulubionych przedmiotów.

Warto również czytać książki poruszające temat przedszkolnych przygód, takie jak:

  • „Zuzia idzie do przedszkola” - Schneider Liane; wyd. Media Rodzina
  • „Tupcio Chrupcio. Przedszkolak na medal” - Eliza Piotrowska; wyd. Wilga
  • „Misia Marysia i wesoły dzień w przedszkolu” - Nadia Berkane; wyd. Debit
  • „Basia i przedszkole” - Zofia Stanecka; wyd. Egmont
  • „Ja nie chcę do przedszkola” Blake Stephanie; wyd. Dwie Siostry
  • „W przedszkolu” Wandrey Guido; wyd. Czarna Owieczka

10. Stwórz album "Wiele osób mnie kocha"

Warto przygotować wyjątkowy album, który będzie zawierał zdjęcia osób, które nasza pociecha darzy zaufaniem i miłością (rodzice, dziadkowie, ciocie i wujowie, kuzyni i przyjaciele). Znajdzie się tam również miejsce dla „Pani Ani”. Często przeglądajcie ten album, wspominając różne miłe zdarzenia związane z poszczególnymi osobami. Fajnym pomysłem jest pokazanie albumu „Pani Ani”, by mogła go przeglądać wspólnie z naszą pociechą.

11. Daj swojemu dziecku maksymalną ilość miłości i uwagi

Po ciężkim dniu w pracy i jeszcze cięższym poranku z przedszkolakiem w roli głównej zapewne jedyne o czym marzysz jest gorąca kąpiel i filiżanka herbaty… Mimo wszystko to jest właśnie ten czas, kiedy Twój maluch Cię potrzebuje. W tym trudnym dla niego momencie, po powrocie do domu, może być bardziej rozdrażniony, marudny, wymagający i przyklejony do Ciebie. To zupełnie normalne zachowanie, biorąc pod uwagę ogrom stresu, z którym się zmaga – potrzebuje Twojej obecności.

Najlepsze co możesz zrobić, to przygotuj najprostszą kolację i spędzaj jak najwięcej czasu ze swoją pociechą. Rewelacyjnym sposobem na rozładowanie napięcia są wszystkie gry, które wywołują salwy śmiechu. Przed snem natomiast konieczna jest ulubiona książka i porcja porządnych przytulasów.

Warto byście zaproponowane wskazówki potraktowali, jako podpowiedź, inspirację do działania. Oczywistym jest, że inaczej je wykorzystacie dla 2,5 letniego maluszka i inaczej dla 4 latka. Tu podpowiedzią niech będzie Wasza intuicja.

Koniec końców maluszek przezwycięży swój lęk separacyjny. A ja mam nadzieję, że tych jedenaście wskazówek sprawi, że ten trudny czas będzie krótszy i łatwiejszy dla Was obojga.

Ściskam,
Karola

Być może zainteresuje Was również:


bunt_trzylatka

10 zwrotów, które pomogą Ci nawiązać kontakt z dzieckiem podczas kłótni

Każdemu zdarzają się takie dni, kiedy przytłacza nas rodzicielska rzeczywistość. Znacie ten stan, gdy maluch śpi tylko na naszych rękach, a każda próba odłożenia śpiącego leniwca kończy się przebudzeniem. Trzylatek natomiast średnio, co pięć minut wpada w furię, rzucając zabawkami gdzie popadnie, a każde słowo wypowiedziane do 8-latki sprawia, że oddala się ona od nas jeszcze bardziej?

Wiadome jest, że nocne igraszki niemowlęcia nie mogą trwać wiecznie, a napady złości, to jedna z faz rozwoju, która w mniejszym lub większym stopniu dotyka każdego dziecka. Jednak, gdy dochodzi do kumulacji zmęczenia, lepsze jutro wydaje się być niedoścignionym marzeniem, a utrzymanie nerwów na wodzy nierealnym osiągnięciem.

Niczym na bezludnej wyspie, na której wcale nie chcesz być

Czy nie masz wrażenia, że gdy po raz kolejny nie możesz dojść do porozumienia ze swoim dzieckiem, to tak, jakby ono znajdowało się na wyspie, a ty na stałym lądzie i dzieliły was fale wzburzonego oceanu? Mając do wyboru stały ląd bądź wyspę, zazwyczaj bardziej komfortowo czujemy się, gdy mamy pewny grunt pod nogami.
Tymczasem w chwilach, którym towarzyszą gwałtowne emocje, nasza pociecha stąpa samotnie, po niepewnych piaskach, nieznanej wyspy. Każdy nasz uszczypliwy komentarz czy kategoryczne polecenie, są niczym przypływ zalewający ostatnie fragmenty suchego lądu.

Podczas awantury, naszego brzdąca zalewana fala emocji, w związku z tym desperacko łapie się, każdego z sobie znanych zachowań, reakcji, byle tylko wyrzucić je z siebie i utrzymać się na powierzchni.
W takich chwilach gniew, frustracja, złość dopadają również nas – dorosłych. Szczególnie w sytuacji, gdy dziecko w ataku furii niewłaściwie się do nas odzywa, a zachowaniem przypomina diabła tasmańskiego.

„O nie! Nie możemy sobie na to pozwolić, na brak szacunku, nie tak go przecież wychowujemy...”

Tkwiąc w tej trudnej sytuacji, nie jesteśmy w stanie złapać dystansu i spojrzeć na nasze dziecko jak na małego człowieka stojącego, pośrodku wyspy, gdzie wzburzone fale, coraz mocniej uderzają w jego stopy. W takich chwilach jest on bezradny, samotny, nie potrafi zapanować nad tym, co się z nim dzieje. Hormony stresu zalewają jego mózg. Dlatego też nie potrafi logicznie myśleć. Nie dostrzega, że z każdym agresywnym zachowaniem buduje mur i odsuwa się od nas.

Z drugiej strony, nawet my, dorośli, doświadczeni, dojrzali, będąc w oku cyklonu, często nie potrafimy zachować zimnej krwi, złapać dystansu, zmienić perspektywy, opanować się. To dlaczego, oczekujemy od naszych dzieci, że to osiągną.

Czego Twoje dziecko potrzebuje od Ciebie

Gdy dziecko wpada w furie, a jego zachowanie stanowczo przekracza postawione przez nas granice, trudno jest znaleźć w sobie na tyle siły, by z jednej strony zapanować nad emocjami, a z drugiej być dla niego wsparciem.

Tymczasem, w tym momencie, właśnie tego potrzebuje nasz mały, kipiący emocjami wulkan. Potrzebuje naszej pomocy, aby przejść tę trudną emocjonalną drogę, by pozbyć się nieprzyjemnych hormonów stresu, ponieważ dopóki poziom kortyzolu jest wysoki, nie jest zdolny do racjonalnego myślenia.

emocje_dziecka

W chwilach takich jak ta, nasze dziecko nie potrzebuje niczego więcej prócz naszej empatii.

Tak wiem, że to bardzo trudne, ale niesamowicie skuteczne.

To nie takie proste

Skoro o hormonach stresu mowa, to w sytuacjach takich jak ta, nie ma możliwości, by również w nas one nie uderzyły. Czujemy się sfrustrowani, zirytowani, rozgniewani czy rozzłoszczeni. Nawet jeśli jesteśmy świadomi, że powinniśmy coś zrobić, aby dotrzeć do naszego dziecka, to emocje spowalniają zdolność jasnego myślenia. Wtedy nie potrafimy znaleźć odpowiednich słów czy gestów.

Nawet jeżeli przed samym sobą zaprzeczamy odczuwanej frustracji, to prędzej czy później tłumiona emocja powraca w bardziej intensywnej formie.

Poniżej znajdziecie listę zwrotów, które sprawdzają się w naszych potyczkach i które możecie wykorzystać w trudnych, rodzicielskich chwilach.

Zwroty, które pozwolą Wam nawiązać kontakt z dzieckiem podczas kłótni

Tych kilka propozycji możecie użyć, by wyrwać siebie i dziecko ze spirali negatywnych emocji, słów i zachowań.

Poniższe zwroty, nie są ładnie brzmiącymi zdaniami, które kiedyś, gdzieś usłyszałam. To propozycje przygotowane w oparciu o wiedzę dotyczącą funkcjonowania mózgu w chwilach emocjonalnego wzburzenia oraz psychologicznych strategii łagodzenia stresu.

Dlatego, następnym razem, gdy nie będziecie mogli porozumieć się ze swoją pociechą, oraz gdy będziecie mieli pustkę w głowie – wypróbujcie jedno, bądź kilka z poniższych zdań.

1. Powiedz mi, jak się czujesz.

Nakłonienie dziecka do opisania emocji, które odczuwa - nawet jeśli to tylko słowo lub dwa - odbiera moc, siłę, intensywność tej emocji. W ten sposób angażujemy przedczołową korę mózgową, która działa jak strażnik i pomaga nam zachowywać się, jak na dorosłego przystało, gdyż odpowiada za panowanie nad sobą.

2.Chcę zrozumieć, jak się czujesz.

Ponownie, prowokujemy naszego szkraba, do znalezienia słów opisujących, targające nim emocje. Bez wątpienia pomoże to załagodzić reakcję i przejść przez gwałtowne emocje. Jednocześnie tym zwrotem pokazujemy empatię, którą go darzymy. Empatia pozwala zbudować most między lądem, na którym stoimy, a wyspą, na której jest nasza pociecha.

Podczas komunikacji z dzieckiem bardzo ważna jest pozycja naszego ciała – powinniśmy zniżyć się do jego wysokości, patrzeć dziecku w oczy i naprawdę słuchać tego, co ci mówi.

3. Kocham Cię, nawet gdy czujesz złość...

Jestem pewna, że już wiesz, dlaczego to wyrażenie działa. Dzieci potrzebują naszej bezwarunkowej miłości, aby móc w pełni rozwijać się fizycznie i emocjonalnie. Ten zwrot pokazuje maluszkowi, że, nawet kiedy się nie dogadujecie, wciąż go kochasz.

Zamień „złość” – na tę emocję, którą dostrzegasz u dziecka, bądź o jakiej ono mówi podczas waszej rozmowy.  

4. Nie ma nic złego w tym, że czujesz wściekłość.

Jeśli nasze dziecko próbuje stłumić to, co czuje, to najprawdopodobniej w przyszłości, to uczucie się nasili i uderzy w jeszcze bardziej nieprzyjemny sposób. Emocje są naturalną częścią człowieczeństwa, nawet te niezbyt przyjemne. Każda z nich czemuś służy (więcej na ten temat przeczytacie tu => klik). Otwarcie dając przyzwolenie na okazywanie nawet tych niekomfortowych emocji, przekazujemy dziecku, kształtujemy w nim akceptację dla uczuć, a to pierwszy krok w stronę regulacji emocjonalnej.
Analogicznie, podczas rozmowy zmieniamy „wściekłość" na emocje, których doświadcza nasza pociecha.

5. Czy mogę Cię przytulić?

W trudnych, emocjonujących sytuacjach, w mózgu dziecka zachodzi wiele zmian, szczególnie uaktywnia się ciało migdałowate. Kiedy odczuwamy negatywną emocję, ciało migdałowate zaczyna działać jak nadreaktywny alarm samochodowy. Wtedy mózg zamyka się na logikę i interpretuje każdą drobnostkę jako zagrożenie. To dlatego, umoralniająca rozmowa z dzieckiem, gdy jest zdenerwowane, nie ma najmniejszego sensu, bo nie przyniesie żadnego pożytku.

przytulanie_dziecka

Dobra wiadomość jest taka, że przytulając malucha, zarówno on, jak i my otrzymujemy dawkę uszczęśliwiających związków chemicznych: oksytocyny i serotoniny. Oksytocyna zmniejsza reaktywność ciała migdałowatego. Pamiętaj jednak, by uścisk był czuły i trwał minimum 6 sekund (o tym, dlaczego, tak jest, napiszę już niebawem).

6. Weźmy razem głęboki oddech.

Głębokie i odpowiednie oddychanie pomaga zatrzymać reakcję stresową naszego organizmu i obniżyć częstość akcji serca. To jedna ze strategii, którą zarówno my, jak i nasze dzieci możemy wykorzystać w chwilach wzmożonego napięcia.

7. Jak mogę Ci pomóc?

Zadanie tego pytania sprawia, że ​​dziecko zaczyna się zastanawiać nad rozwiązaniami tej trudnej sytuacji, zamiast skupiać się na negatywnych emocjach. Żeby efektywnie myśleć, maluch musi zaangażować swoją korę przedczołową. Jeśli nawet nie jest w stanie się skupić, to sam fakt, że oferujemy mu pomoc, sprawia, że się nieco uspokoi.

8. Czy możemy zacząć od nowa?

To pytanie działa jak przycisk resetowania. Może się jednak zdarzyć, że przy pierwszych kilku podejściach spotka się z odmową. Warto jednak wytrwale próbować, gdyż to sformułowanie może okazać się kołem ratunkowym wybawiającym Was z nie jednej, rodzinnej opresji.

9. Przepraszam za ...

Każdy z nas jest tylko człowiekiem. Mamy prawo do popełniania błędów oraz do ich naprawiania. Nie ma lepszego sposobu na wykształcenie w dziecku takiej umiejętności jak pokazywanie mu tego na co dzień.

Zastanawiasz się "Jak to? Dlaczego? Przecież, to on zachował się niewłaściwie."

Warto jednak pamiętać, że to my jesteśmy rodzicami i to naszą rolą jest wprowadzić dziecko w emocjonalny świat. Być może sytuacja nie była tak jednoznaczna, jak nam się wydaje. Zastanówmy się, czy nie użyliśmy nieodpowiednich słów bądź tonu, czy nie przenieśliśmy frustracji z pracy do domu. A może puściły nam nerwy, ponieważ przez ostatnie trzy lata nie spaliśmy dłużej niż trzy godziny i zmęczenie wzięło górę?

Pamiętajcie jednak, że przeprosiny, które w swej konstrukcji zawierają słowo „ale” nie są skuteczne:

"Przykro mi, że straciłem panowanie nad sobą, ale powinieneś zachowywać się lepiej."
 Taka forma nie zadziała. Więcej na temat przeprosin przeczytacie tutaj => klik

10. Następnym razem będę...

Istotną częścią przeprosin jest obietnica zmiany na lepsze. Dlatego podczas przepraszania warto powiedzieć: 

„Przykro mi, że straciłem panowanie nad sobą, następnym razem postaram się zachować spokój".

Jak_nawiązać_kontakt_z_dzieckiem

Być może zainteresują Cię również:

Jakie są wasze sposoby na nawiązanie kontaktu z Waszymi pociechami?


jak_wspomagac_rozwoj_emocjonalny_dziecka

Jak wspomagać rozwój emocjonalny dziecka

Czy wiecie, że Eskimosi, których świat, jak okiem sięgnąć jest niekończącym się pasmem białego puchu, mają co najmniej 50 słów określających odmiany śniegu? Eskimoskie dzieci uczą się rozpoznawać i nazywać owe śnieżynki, po prostu wychwytując różnice z kontekstu codziennych sytuacji.

Podobnie, jest z nauką, a właściwie z rozpoznawaniem emocji przez nasze pociechy. Dzieci obserwując nas – rodziców uczą się emocjonalnego świata, rozumienia własnych emocji i reakcji innych osób. Dostrzeżenie, zrozumienie i zaakceptowanie emocji jest pierwszym krokiem w nauce ich regulacji.

Emocje jak eskimoski śnieg

Jakiś czas temu trafiam na Koło uczuć autorstwa Glorii Willcox, które barwnie ilustruje różnorodność emocji i zachowań przez nie wywoływanych. Jest ono świetną analogią dla 50 odmian eskimoskiego śniegu ;-).

Na jego podstawie przygotowałam poniższą grafikę, może Wam się przydać podczas „emocjonalnych pogawędek” z dziećmi.

rozwijac_emocjonalnosc_dziecka

Gdy 50 to za dużo…

Jeżeli natomiast dojdziecie do wniosku, że przytłacza Was ilość zawartych w niej stanów emocjonalnych, spokojnie możecie „obracać się” w kategoriach tylko czterech podstawowych emocji.

Radość

Nie muszę wiele tłumaczyć i opisywać, ile korzyści niesie ze sobą odczuwanie radości. Nie dość, że emocja ta ma pozytywny wpływ na osobę jej doświadczającą, to jeszcze zasięgiem poprawia samopoczucie osób będących w pobliżu (nie bez przyczyny tak często mówi się o zaraźliwości uśmiechu). Odczuwając radość, odprężamy się, jesteśmy niemal „lżejsi” oraz bardziej wyrozumiali wobec innych. Oczywiście na tym nie koniec wpływu tego pozytywnego stanu, nasze dziania są bardziej impulsywne, spontaniczne oraz żywiołowe. Gdy uskrzydleni optymizmem latamy pod sufitem, musimy uważać, by z hukiem nie gruchnąć na ziemię. Ewentualny upadek może być spowodowany obniżoną czujnością, zmniejszonym poziomem krytycyzmu, zbytnią skłonnością do ryzyka i zmniejszoną umiejętnością analitycznego myślenia.

Strach

Strach – jest reakcją na zagrożenie. Pojawienie się tej emocji jest dla nas sygnałem ostrzegawczym, wzmagającym czujność, motywującym do działania.  Zazwyczaj boimy się kogoś lub czegoś, źródło naszych obaw ma realny wymiar. Może się jednak zdarzyć, że przybiera on formę „irracjonalnych lęków”. Reakcją na strach może być ucieczka, walka, prośba o pomoc, przyjmowanie pozycji zamkniętej. Wszystko zależy od okoliczności, naszych wcześniejszych doświadczeń oraz wzorców zachowań, które zostały nam społecznie przekazane. Mimo jego mobilizującej funkcji strach nie jest pożądaną i lubianą emocją.

Smutek

Czy jest ktoś, kto lubi się smucić? No właśnie… to na ch…rę nam taka emocja?

Wbrew pozorom i naszemu nastawieniu jest bardzo potrzebna. To jedna z emocji, która pomaga nam w przystosować się do zmieniających się okoliczności, przygotowuje do zaakceptowania nowej rzeczywistości. Smutek wiąże się rozczarowaniem, stratą, porażką, poczuciem odrzucenia, brakiem miłości. Bardzo często jest wyrazem żałoby czy żalu. Każda emocja również ta o ujemnym zabarwieniu jest nam bardzo potrzebna, informuje nas o tym, ile określone doświadczenie dla nas znaczy, pozwala powściągnąć odpowiednie działanie, sprawia, że potrafimy zrozumieć otaczający nas świat. Oczywiście również w przypadku smutku potrzebny jest umiar, gdy zbyt długo go przeżywamy, może wpędzić nas w stany depresyjne.

Gniew

To najczęstsza reakcja na zagrożenie, krzywdę, frustrację czy atak. To on mobilizuje nas do odmowy, protestu czy zaznaczenia swojej granicy. Pojawia się, gdy czujemy, że ktoś narusza nasze wartości. Niekontrolowany gniew prowadzi do agresji, nadmiernie kontrolowany natomiast do powstawania urazy.

Emocjonalna paleta barw

Świat emocji nie jest monochromatycznym płótnem, wręcz przeciwnie jest niczym wielobarwny pejzaż, w którym można dostrzec każdą z dostępnych barw. Oczywiście, jako rodzice wolelibyśmy obserwować u naszych pociech obrazki pomalowane tylko „pozytywnymi” emocjami, tymi łatwiejszymi do zaakceptowania. Kierując się dobrymi intencjami, chcielibyśmy chronić nasze pociechy przed rozczarowaniem, niepokojem, smutkiem czy złością, mając nadzieje, że w ten sposób zapewnimy im szczęśliwe i dobre dzieciństwo. Prawda jest jednak taka, że świat tak nie wygląda, a mały człowiek powinien poznać i zrozumieć każdą emocję. Tylko w ten sposób przygotujemy go do funkcjonowania prawdziwym świecie. Akceptacja i przyzwolenie na odczuwanie, każdej emocji jest kolejnym ważnym elementem w kształtowaniu dziecięcej emocjonalności. Każda emocja jest istotna, każda z nich pełni ważną funkcję i zupełnie normalne jest, że je odczuwamy.

Jak rozwijać dziecięcą emocjonalność?

Nie ma bardziej efektywnego sposobu nauki niż praktyczne doświadczanie. Nasza codzienność stwarza idealne warunki dla wspierania rozwoju emocjonalności naszych pociech. Jak do tego podejść? To nic skomplikowanego, wystarczy, byśmy po prostu zaczęli mówić o uczuciach. Zarówno o tych, które sami odczuwamy, jak i o tych, które dostrzegamy u naszych dzieci oraz innych ludzi. Mówiąc o emocjach w nieoceniający, akceptujący sposób, uczymy dzieci ich rozpoznawania takimi, jakie są.

rozmowa_o_emocjach

Poniżej podrzucam kilka przykładów na to, jak wpleść w codzienną komunikację rozmowy o emocjach:

  • „Wyglądasz na zdenerwowanego. Co się stało?”
  • „Widzę, że żywiołowo podskakujesz. Musisz być podekscytowany, prawda?"
  • "Czy dobrze rozumiem, że jesteś spokojniejsza i czujesz się bezpieczniej, gdy wiesz dokładnie, co się wydarzy?"

Kiedy rozmawiamy z dzieckiem o emocjach, warto byśmy powstrzymali się od wydawania ocen i sądów na temat tego, co naszym zdaniem powinno czuć. Najlepiej jest odnosić swoje spostrzeżenia do konkretnych zachowań, reakcji, do tego, co realnie jesteśmy w stanie zaobserwować. Taka forma rozmowy pozwoli naszej pociesze połączyć element zachowania, z tym, co wewnętrznie odczuwa. Dobrym sposobem na skłonienie dziecka do refleksji jest zadawanie mu pytań na przykład takich jak te:

  • Po czym poznajesz, że jesteś zdenerwowana?
  • Skąd wiesz, kiedy się złoszczę?
  • Kiedy jesteś zły na swojego przyjaciela, co możesz zrobić, by poczuć się lepiej?
  • Jak sądzisz, kiedy podejmujesz lepszą decyzję, gdy jesteś zdenerwowany czy spokojny?
  • Co pomaga ci się uspokoić, kiedy jesteś zły?

Dobrym ćwiczeniem jest wspólne obserwowanie zachowania innych osób np. podczas spaceru, wtedy podczas rozmowy można dopytywać:

  • "Ta dziewczynka wygląda na niezadowoloną. Zastanawiam się, dlaczego jest smutna?
  • "Jak myślisz, czego chce/potrzebuje?"
  • "Czy jest coś, co możemy zrobić, aby pomóc?"

Stosując tego typu pytania, wspomagamy rozwój empatii naszych pociech.

Niczym odbicie w lustrze

Bardzo dobre efekty przynoszą zwykłe rozmowy toczące się między rodzicami w obecności jednego z dzieci, na temat potrzeb i odczuć drugiego malucha. W ten prosty sposób kształtujemy wzajemną empatię między rodzeństwem i budujemy pozytywną relację między dziećmi. Do wieczornych rytuałów warto dołączyć jeden, stały element – pogadankę. Rozmawiać można o wszystkim, o wydarzeniach, które miały miejsce w przedszkolu, o bohaterach przeczytanego opowiadania, ważne jednak, by nie pominąć tematu uczuć, emocji i zachowań. W ten sposób kształtujemy prospołeczne (pozytywne) zachowania naszych pociech, które zwiększają ich wrażliwość oraz zmniejszają agresję wobec rówieśników.

Z rozwojem emocjonalnym jest tak samo, jak ze zdobywaniem każdej innej umiejętności. Nasze dzieci uczą się przez obserwację, naśladowanie i doświadczanie. Dlatego tak istotne jest nasze nastawienie, poglądy oraz zachowanie. Jeżeli na co dzień mówimy o emocjach, nazywamy je i okazujemy, w naturalny sposób kształtujemy dziecięcą emocjonalność. Nawet małe dzieci mogą nauczyć się rozpoznawać i wyrażać emocje, a to ogromny krok w kierunku nauki zarządzania nimi.

Jakie są Wasze sposoby na wspieranie rozwoju dziecięcej emocjonalności?

Być może zainteresują Was jeszcze artykuły: