krzyczę_na_swoje_dziecko

Najważniejsza rzecz, którą powinnaś zrobić, gdy znów nakrzyczysz na swoje dziecko

Otworzyłam drzwi od łazienki i siadłam skulona na podłodze, przyciskając kolana do klatki piersiowej.

Jedynym, czego chciałam w tej chwili, było...

Ukryć się.

Tymczasem moje dwu i czteroletnie szkraby, prowadziły skrupulatne poszukiwania. No właśnie, Moje dzieci. Moje dwa słodkie brzdące, które potrzebowały mojego wsparcia, szukały mnie, a ja ukrywałam się przed nimi niczym tchórz.

Z każdą chwilą coraz bardziej się kuliłam, chowałam głowę, wciskając ją mocniej i mocniej między kolana. Jednocześnie wyobrażałem sobie ich niepokój, gdy szukając mnie, zastanawiały się, co  stało się z ich mamą. Czułam, że to, co teraz robię, nie przystoi matce, nie tak powinnam postąpić i nie taki świat chciałam im pokazać.

Zanim zdążyłam zebrać myśli, usłyszałam cichy szmer uchylających się drzwi, podniosłam głowę... Mój syn stał tuż obok, spoglądał na mnie zatroskanym wzrokiem i powiedział: 

„Jesteś znowu zła mamusiu?”

Proste zdanie, kilka słów, jeden wyraz a moje serce rozpadło się na kawałki.

Taka była prawda

Byłam zła. By się upewnić, ponownie wsłuchałam się w siebie i potwierdziłam przed samą sobą to uczucie. Tak, to, co czułam to zdecydowanie była złość. Frustracja, zmęczenie i rozczarowanie również. Rozczarowanie sobą...i swoim zachowaniem, bo mimo iż złość jest taką samą emocją jak każda inna, to w oczach moich dzieci pojawiała się często, za często, pojawia się ZNOWU.

zmęczona_matka

Czy ten krótki wstęp wydał Wam się znajomy? Czy choć w niewielkim stopniu jesteście w stanie zrozumieć tę mamę, poczuć emocje, przywołać obrazy?  Jeśli tak, to koniecznie przeczytajcie ten tekst do końca.

Rodzicielska misja

Rodzicielstwo... czasami może przytłaczać. Z jednej strony zalewając nas falą pozytywnych, niepowtarzalnych uczuć i doświadczeń,  których wcześniej nie byliśmy sobie w stanie nawet wyobrazić. Z drugiej zaś strony, zakłada na nasze barki ciężki plecak, wypełniony chaosem, odpowiedzialnością, nieprzewidywalnością, obowiązkiem i zmęczeniem.

Szybko okazuje się, że rzeczywistość wygląda nieco inaczej niż ta opisywana w cudownych poradnikach i prezentowana na wyretuszowanych, instagramowych zdjęciach. Prędzej niż później nasze baterie ulegają totalnemu wyczerpaniu, a ładowarkę szlag trafia. Zastanawiamy się, co się stało z naszym życiem. Spoglądamy dookoła i jedyne, co widzimy, to obraz niczym po wybuch bomby atomowej. Zewsząd dobiega hałas, a my zwyczajnie próbujemy przetrwać do końca dnia. Spoglądamy na zegarek, z utęsknieniem wypatrując 19, by przystąpić do wieczornych rytuałów, kolacji, kąpieli... aż wreszcie odpocząć.

Z jednej strony czekamy na ten błogi stan, kiedy bezczynnie siądziemy w zaciszu swojego fotela, a z drugiej strony, gdy już oczekiwane stanie się faktem, dopada nas poczucie winy. Analizujemy miniony dzień i wyliczmy swoje potknięcia, zbyt gwałtowne reakcje na widok soku rozlanego na dywanie, czy spaghetti wtartego w kanapę.

Mechanizm obronny organizmu

Stan permanentnego zmęczenia, stres i frustracja sprawiają, że nasz organizm włącza tryb „walki bądź ucieczki

To jedna z głównych przyczyn, przez którą rodzice krzyczą na swoje dzieci („walka”) lub chowają się w najciemniejszym zakamarku w domu („ucieczka”).

Pojawia się i znika

Wielokrotne uruchamianie reakcji „walki lub ucieczki” daje naszemu mózgowi sygnał, że środowisko, w którym przebywamy  nie jest bezpieczne.

W ten oto sposób napędzamy błędne koło – krzyku, wtedy też w naszej relacji z dziećmi może zacząć dominować tryb „walka-ucieczka”. Mechanizm ten sprawia, że z czasem nawet najmniejsza rzecz wyprowadza nas z równowagi i komunikując się z dzieckiem, przyjmujemy postawę, jakbyśmy prowadzili „bitwę o życie”.

Nasz mózg traktuje krzyk, jako broń. W takim rozumieniu im więcej siły użyjemy, by wydobyć z siebie głos, tym większa szansa na wygraną z zagrożeniem.

To również wpływa na nasze dzieci

Kiedy poziom stresu i zmęczenia wzrasta, zapala czerwoną lampkę sygnalizującą, że nasza samokontrola spada do minimum i uruchamia się wewnętrzny alarm. Jest to sygnał zarówno dla nas, jak i dla naszych dzieci. Podniesiony głos sprawia, że każdy organizm uruchamia stan gotowości do działania.

Wtedy właśnie zaczynamy dostrzegać u swoich pociech:

  • Częstsze szemranie pod nosem i brak szacunku.
  • Częstsze przepychanki będące „walką o władzę”.
  • Mniejszą gotowość do słuchania i współpracy.

Na tym nie koniec

W pierwszych latach życia intensywnie tworzą się połączenia między komórkami nerwowymi. Podczas każdej sekundy życia dziecka powstaje około 700 synaps. Proces gwałtownego przyrostu liczby synaps prowadzi do ich nadprodukcji.

Po okresie intensywnego rozwoju, między wczesnym dzieciństwem a dojrzewaniem, zachodzi proces odwrotny, który nazywany jest „przycinaniem”. Dochodzi do eliminowania nieaktywnych synaps. Mózg usuwa połączenia, których nie używa i nie potrzebuje.

O czym to świadczy? Mianowicie o tym, że im częściej dzieci używają spokojnych sposobów rozwiązywania problemów, tym większemu wzmocnieniu ulegają te połączenia nerwowe. Analogicznie sprawa wygląda z zachowaniami dotyczącymi walki i ucieczki, im rzadziej dzieci ich używają, tym więcej tych połączeń zostanie usuniętych.

Dobra wiadomość to...

Wszechobecna presja perfekcjonizmu i słodko-pierdzącego macierzyństwa sprawia, że stresuje nas każdy krok. Martwimy się, że jesteśmy niewystarczająco dobrymi rodzicami, córkami, siostrami, przyjaciółkami itd. Nie dajemy sobie prawa do popełniania błędów. Nie uznajemy i nie przyznajemy się do pomyłek. A przecież jesteśmy tylko ludźmi... Prawda?

Nie jestem zwolenniczką wrzasków, wręcz przeciwnie, staram się krzewić zasady rodzicielstwa bliskości i porozumienia bez przemocy.  Jestem natomiast realistką i mając świadomość pewnych mechanizmów kierujących ludzkim zachowaniem, wiem, że...

Bez względu na to, jak bardzo się staramy, w pewnym momencie może się zdarzyć, że ponownie będziemy krzyczeć. Nie żyjemy w idealnym świecie, tym samym, mózg, każdego z nas od czasu do czasu, zostanie wepchnięty w tryb walki lub ucieczki. Wtedy też instynktownie podejmiemy próbę walki.

Przejdźmy w końcu do pozytywów ;-)

Dobra wiadomość jest taka, że ​​po tym, jak puszczą nam nerwy i nasz głos wejdzie na wyższy poziom, możemy wykonać jeden ważny (i prosty) krok, który  wiele zmienia:

  • Poprawia relacje z dzieckiem.
  • Uczy dzieci, jak się zachować, gdy stracą panowanie nad sobą.
  • Wspiera rozwój inteligencji emocjonalnej.

Wypróbuj, to bardzo proste

Wróćmy jeszcze na chwilę do wcześniej opisywanej sytuacji. Sprawdźmy w praktyce, jak możemy postąpić.

Mój synek stał obok mnie i patrząc na mnie, powiedział zatroskany: 

„Znowu jesteś zła mamusiu?”
Próbowałam zebrać myśli, zastanawiałam się jaka odpowiedź będzie tą właściwą. Wtedy zdałam sobie sprawę, że zaprzeczając, udając, że jest inaczej, zakłamuję rzeczywistość. Odbieram swoim dzieciom szansę na praktyczną naukę trudnych emocji, na obserwację różnorodnych zachowań, na poznawanie świata takim, jakim jest.

Odpowiedziałam tak szczerze, jak to było możliwe: 

„Tak, jestem zła. Jednak sposób, w jaki zareagowałam... nie był właściwy.”

Zanim zdążyłam zaproponować chwilę przerwy, bo bez wątpienia była nam ona potrzebna, mój syn poklepał mnie po ramieniu i powiedział: 

„Nie przejmuj się mamo, przecież możesz po prostu spróbować jeszcze raz”.

komunikacja_z_dzieckiem

Dziecięca mądrość

Dzieci nieustannie zaskakują swoją naturalnością, instynktownymi reakcjami i wrodzoną mądrością. Potrafią przebaczyć, powiedzieć, że możemy popełniać błędy, że najzwyczajniej w świecie, możemy podjąć kolejną próbę. Budując szczerą i bliską relację ze swoją pociechą  – tworzymy więź, w której możemy być sobą, takimi, jacy jesteśmy, naturalni, omylni, ludzcy. Dzięki temu przekazujemy dzieciom to, co w życiu najważniejsze, wiedzę o prawdziwym świecie, o różnorodności emocji, o sposobach reagowania i radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Przygotowujemy ich do efektywnego funkcjonowania w społeczeństwie, gdzie relacja z drugim człowiekiem jest kluczową wartością dającą szczęście i spełnienie.

Zapamiętaj

Niezależnie od tego, jak zareagujesz, czy schowasz się w łazience, czy też staniesz w szranki do walki i nakrzyczysz na swoje dziecko, ta sytuacja nie może na tym się zakończyć.

To początek. 

Początek naprawiania tego, co w tamtej chwili się zachwiało. Początek rozmowy o złości, zdenerwowaniu, błędach. Początek budowania swoistego pomostu między Twoim sercem a sercem Twojego dziecka. To linia startu, podejmowania ponownej próby, nabierania pewności siebie, z przekonaniem, że rzeczą ludzką jest popełniać błędy i sztuką jest się do nich przyznać oraz wyciągać z nich wnioski.

Być może zainteresują Was również:

 


krzyczę_na_swoje_dziecko

5 mitów o krzyczeniu na dzieci, o których każdy rodzic powinien wiedzieć

Dostrzegam wiele pozytywnych zmian w podejściu do rodzicielstwa, które mnie bardzo cieszą. Dzięki większej świadomości i autorefleksji poszukujemy informacji, które wesprą nas w lepszym wypełnianiu roli rodzica. Coraz więcej mówimy o wzajemnym szacunku, empatii, regulacji emocji i komunikacji, bez nich prawdziwa i wartościowa relacja nie istnieje.

W rodzicielstwie, tak samo, jak w innych dziedzinach życia, możemy spotkać skrajne i idealistyczne podejście. Przeczytacie w sieci hasła, motywujące do natychmiastowej zmiany zachowania, stawiające zagadnienie emocjonalności i wybuchów złości w zero-jedynkowym świetle.

„Zachowaj spokój, zapanuj nad sobą… to takie proste.”

I nie ma wątpliwości, że zachowanie opanowania, jest najlepszym, co powinniśmy zrobić w „trudnych”, rodzicielskich potyczkach, jednak wbrew temu, co możemy przeczytać, nie jest to wcale takie łatwe, wymaga naszego zaangażowania, wysiłku i często wiąże się z niejedną porażką.

Oczywiście informacje, które do nas docierają, możemy odpowiednio zinterpretować, wyciągnąć z nich to, co dla nas najważniejsze i zastosować na tyle, na ile pozwalają nam nasze umiejętności i życie. Jednak dla niektórych z nas, taki przekaz na temat stawania się dobrym rodzicem jest jak wyrocznia i, mimo że normalnym jest popełnianie błędów, stopniowe udoskonalanie wprowadzanych metod, to każde niepowodzenie traktują jak osobistą porażkę, czują się winni i sfrustrowani, bo mimo prób nie udaje im się nie krzyknąć na swoje dziecko.

Zanim przejdę do tytułowych mitów, muszę jeszcze podkreślić kilka ważnych kwestii:

TAK – krzyk jest formą przemocy psychicznej.

TAK – zaprzestanie krzyczenia na dziecko w chwili uniesienia jest cholernie trudne.

TAK – to jest nasza praca.

TAK – po pewnym czasie jest coraz łatwiej i możesz krzyczeć mniej.

A jak jest z Wami? Czy kiedykolwiek czuliście się w ten sposób?

Pozwólcie, że nieco Was uspokoję, poniżej znajdziecie 5 mitów, w które wierzymy, które są nieprawdziwe i z którymi warto zrobić porządek.

5 mitów o krzyczeniu na dzieci, o których każdy rodzic powinien wiedzieć

Jestem złym rodzicem, ponieważ krzyczę

Krzyk nie świadczy o jakości rodzicielstwa. Jest raczej przejawem naszej słabości, niedostatecznej regulacji emocji…

Paradoksalnie, w większości przypadków krzyczymy, bo jesteśmy dobrymi rodzicami.

I absolutnie nie jest to usprawiedliwienie dla takiego zachowania, w dalszej części tekstu wyjaśniam, co dokładnie mam na myśli.

Bycie „Dobrym rodzicem” to trochę wyświechtany slogan, często powtarzany i jednocześnie niejednoznaczny. Przyjmijmy, że chodzi nam o stanie się najlepszym opiekunem dla swojego dziecka, czyli takim, jakim w danym momencie możemy być. Zdecydowanie wolę określenie wystarczająco dobrym rodzicem.

Więc jacy są wystarczająco dobrzy rodzice?

Wystarczająco dobrzy rodzice podejmują próby. Chcą się rozwijać, lepiej wywiązywać się z powierzonej im roli, starają się najlepiej, jak potrafią. Mają pewne oczekiwania zarówno w stosunku do siebie, jak i do swoich pociech. I schody zaczynają się właśnie tutaj, w miejscu, gdzie do gry wkradają się oczekiwania, a właściwie ich niespełnianie.

Frustracja i rozczarowanie pojawiają się, gdy „oczekujący” rodzice sami nie dosięgają postawionej poprzeczki albo gdy ich dzieci nie stają na wysokości zadania. Oczekiwania to temat na osobny wpis, jednak warto zdawać sobie sprawę z pułapki, w jaką nas wpuszczają.

Wystarczająco dobrym rodzicom towarzyszy również zmęczenie i stres wynikający z pracy zawodowej oraz obowiązków domowych, które codziennie wypełniają, by zapewnić swoim najbliższym wszystko, czego potrzebują.

To rodzice, którzy wieczorem, po całodniowej batalii, zasiądą w fotelu i wsłuchując się w ciszę śpiącego domu, czują wyrzuty sumienia, bo przypominają sobie sytuację, w której zachowali się nieodpowiednio, w swojej ocenienie byli niewystarczająco dobrzy dla swoich dzieci.

To, co zaraz napiszę, jest warte zapamiętania:

Źli rodzice nie czują w ten sposób.

Źli rodzice nie są skłonni do refleksji.

Źli rodzice nie próbują.

Źli rodzice nie odczuwają winy.

Źli rodzice nie starają się, każdego dnia zrobić wszystkiego, co w ich mocy, by zadbać o rodzinę.

To właśnie dlatego, że jesteśmy dobrymi rodzicami, zastanawiamy się nad swoim zachowaniem, jesteśmy skłoni do refleksji, chcemy coś zmienić, by kolejnego dnia naszej rodzinie żyło się lepiej. I przekornie, to właśnie te rzeczy, które są świadectwem dobrego rodzicielstwa, sprawiają, że jesteśmy sfrustrowani, czujemy się winni, bo jesteśmy świadomi.

poczucie_winy

Jestem złym rodzicem, bo krzycząc szkodzę mojemu dziecku

Świadomość konsekwencji i refleksja to one sprawiają, że łapiemy się na tym, co poszło nie tak. Badania dowodzą, jak wiele szkody w rozwój naszych dzieci niesie krzyk i stres, który się z nim wiąże. Dlatego powinniśmy zrobić wszystko, co w naszej mocy, by pracować nad sposobem wyrażania emocji i samokontrolą. No właśnie pracować, bo to nie jest coś, co pojawi się zaraz po tym, jak podejmiemy takie postanowienie.

Powinniśmy jednak pamiętać, że nauka i zmiana nawyków wymaga czasu i jest nierozerwalnie związana z popełnianiem błędów. Dlatego, jeżeli nie udało Ci się zapanować nad sobą, to nie powód do obwiniania się, tylko moment, by zrobić wszystko, aby naprawić to, co spiep… popsuliśmy 😉

Podrzucę Wam jeden ze sposób, który pozwoli zneutralizować negatywne skutki krzyku.

Nie ma nic odkrywczego w stwierdzeniu, że w każdym zdrowym związku istnieje równowaga pomiędzy pozytywnymi i negatywnymi chwilami. Przeprowadzono badania, które pokazują, że dla każdego negatywnego doświadczenia potrzebnych nam jest pięć pozytywnych interakcji, a wszystko po to, aby utrzymać zdrowe i zrównoważone relacje. Badania te zostały przeprowadzone z udziałem osób dorosłych, będących w związkach, ale zostały sprawdzone i zaadaptowane dla relacji rodzic-dziecko.

Wspomniane pozytywne interakcje nie muszą być niczym wielkim. Wystarczy uśmiech, dotyk, małe gesty, okazanie wsparcia, coś, co was rozśmieszy. Jestem pewna, że w ciągu całego dnia znalazłabym u Was wiele takich małych, ale ważnych gestów. I tak jak zazwyczaj pojawiają się intuicyjnie i spontanicznie, tak po kryzysowej sytuacji warto byśmy je zainicjowali i zrównoważyli całodzienny bilans pozytywnych emocji. To sposób, który pomoże zarówno skrzyczanemu dziecku, jak i rodzicowi.

Więcej na temat metody opartej na współczynniku 5:1 napisałam tutaj oraz tutaj, a o tym, co zrobić, gdy nakrzyczysz na swoje dziecko tu.

Jestem jedynym rodzicem, jakiego znam, który krzyczy na swoje dzieci

Pamiętajcie, nigdy nie wiemy i nie mamy pewności, co się dzieje w czterech ścianach, za zamkniętymi drzwiami. Nie mam zamiaru przytaczać tu konkretnych przykładów na to, jak bardzo pozory potrafią mylić.

 

To, co jest pewne, to to, że każdy rodzic wpada w gniew, ponieważ jesteśmy tylko ludźmi, a gniew, złość, frustracja – emocje – są częścią ludzkiej natury.

Dlatego zapewniam Cię, że nie jesteś jedynym rodzicem, któremu zdarza się nakrzyczeć na swoją pociechę.

Niektórzy rodzice przestają krzyczeć i nigdy nie krzyczą ponownie

Przeświadczenie, że jesteśmy w stanie przestać krzyczeć i nigdy tego nie powtórzyć, jest pułapką, w którą bardzo często wpadamy.

Prawda jest taka, że gdy w naszym życiu większość spraw układa się po naszej myśli, towarzyszy nam tak zwana dobra passa, czujemy się spełnieni i szczęśliwi, to rzeczywiście jesteśmy w stanie nie krzyczeć przez dłuższy czas.

Jednak doskonale wiecie, jak wygląda rzeczywistość… potrafi irytować, przytłaczać, zaskakiwać.

To, co teraz napiszę zabrzmi trochę jak patos, jednak zaryzykuję 😉

Życie może stać się trudne i często takie jest, wtedy również rodzicielstwo nas przygniata i staje się trudniejsze niż kiedykolwiek. Gdy dopada nas ten moment i nie jest tak, jak byśmy chcieli, nasza umiejętność samokontroli jest znacznie osłabiona, wtedy znacznie trudniej (wiem, wiem to słowo pojawia się w tym akapicie za często, ale co zrobić skoro pasuje) jest nad sobą zapanować i łatwiej o podniesiony głos czy krzyk.

Gdy już tak się stanie – przebacz sobie, odpuść winę i zacznij od nowa pracę nad sobą. Zastosuj metodę 5:1.

To, jak reagujemy jako rodzice, jest związane z naszym stanem emocjonalnym, z tym, jak się czujemy ze sobą i otaczającą nas rzeczywistością. Popełnianie błędów jest rzeczą ludzką, ale nie zwalnia nas z “obowiązku” pracy nad swoimi słabościami, tak byśmy mogli stworzyć naszym dzieciom spokojny i bezpieczny dom.

Niemożliwe jest, aby mniej krzyczeć

Można krzyczeć mniej.

Mówię to z takim przekonaniem, ze względu na pracę, którą wykonuję codziennie, sama nad sobą jako mama, ale również, a może przede wszystkim w oparciu o doświadczenie wynikające z pracy z rodzicami. To bardzo budujące móc obserwować zmiany i zacieśnianie relacji w rodzinach, czy czytać komentarze i wiadomości będące dowodem na skuteczność waszych starań:

 

„Dorastałam w domu, gdzie krzyk był na porządku dziennym. To była jedyna forma wyrażania emocji i chyba jedyne emocje, które tak często i tak chętnie wyrażaliśmy. Zakładając własną rodzinę, nie potrafiłam mówić o uczuciach w pozytywny sposób, to ciągle jest moja ogromna praca. Najlepszą motywacją są dla mnie mój mąż i dwuletni synek, którzy już widzą różnicę, sama ją czuję. Codziennie pracuję nad tym, by nie krzyczeć.” – Kasia

jestem_złą_matką

Nie wierz w te mity

JESTEŚ dobrym rodzicem – jesteś wystarczająco dobrym rodzicem.

Nie jesteś jedynym, któremu zdarza się krzyczeć.

Możesz zmniejszyć skutki tej przykrej sytuacji, angażując się w relację ze swoim dzieckiem.

Możesz krzyczeć mniej. Przy sprzyjających warunkach i zaangażowaniu możesz nawet przestać krzyczeć, ale jeśli się nie uda Ci się dotrzymać postanowienia, to nie jest powód, by umniejszać swojej wartości – już przecież wiesz co z tym zrobić i jak się zachować.

To, że raz czy drugi, a nawet dziesiąty Ci się nie uda, nie znaczy, że masz przestać próbować, bo każde starania przynoszą pozytywną zmianę w Tobie i w twojej rodzinie.

Warto się starać dla momentu, w którym uda Ci się zapanować nad sobą, kiedy spojrzysz na swojego szkraba i będziesz niesamowicie dumny z siebie i szczęśliwy, że wypracowałeś w sobie tę umiejętność, znalazłeś siłę i nie „rozładowałeś” na nim skumulowanych emocji.

A wszystko dlatego, że próbujesz, że się nie poddajesz, bo jest rewelacyjnym rodzicem.


Jestem ciekawa Waszych doświadczeń? Jak się czujecie, gdy zdarzy Wam się krzyknąć na swojego szkraba?

Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielcie się tym ze mną w komentarzu. Dla osób komentujących mam niespodziankę 😉 Jednej z Was podaruję książkę “Kiedy Twoja złość krzywdzi dziecko”, którą znajdziecie wśród polecanych przeze mnie pozycji. 

Ściskam,

Karola 

Serdecznie polecam Wam również książki, które wspomogą Was w rodzicielskiej drodze:

Być może zainteresują Was również inne artykuły:

5_mitów_o_krzyczeniu_na_dzieci_o_których_każdy_rodzic_powinien_wiedzieć


przeprosiny

Nie przeproszę !!!

Z pozoru może się wydawać, że przeprosiny powinny być dla nas czymś zupełnie naturalnym, w końcu uczymy się ich od najmłodszych lat. Rodzice dbają o nasze dobre wychowanie, skłaniając nas do podania ręki „przeciwnikowi” po batalii stoczonej w przydomowej piaskownicy. Przeprosiny stanowią istotny element kulturowo przyjętej poprawności zachowania, są niejako symbolem zakopania wojennego topora. Umiejętność przepraszania ma ogromny wpływ na trwałość i jakoś nawiązywanych przez nas relacji, dlatego też jest tak bardzo ważna.

Choć słowo „Przepraszam” jest tak istotne, to mimo wszystko wydaje się jednym z najtrudniejszych do wypowiedzenia zwrotów. Zdarzają się wśród nas i takie gagatki, którym nie przejdzie ono nawet przez gardło.

Dlaczego tak jest, skąd bierze się ogólna niechęć do przepraszania?

Unikanie przeprosin

Zdaniem psychologów, unikanie przeprosin to często podświadoma próba ochrony zagrożonego „ja”. Większość ludzi, gdy wyrządzi komuś krzywdę lub sprawi przykrość, automatycznie zaczyna przepraszać, by jak najszybciej zdobyć przebaczenie i pozbyć się poczucia winy. Osoby mające problem z przepraszaniem nie reagują w ten sposób. Zamiast tego doświadczają nieuświadomionego lęku związanego z poczuciem zagrożenia, utratą autorytetu, władzy, statusu. Inicjowanie przeprosin uważają za oznakę słabości, a przepraszającego za przegranego.

W praktyce może wyglądać to, tak, że osoba ta wpadając na nas w tłumie, bez wahania bąknie krótkie „przepraszam”, jednak po kłótni z bliską osobą nie przyzna się do popełnionego błędu.

Dlaczego?

Jak się okazuje, słowa te niosą za sobą szereg psychologicznych konsekwencji, których niektórzy z nas chcą za wszelką cenę uniknąć…

O jakich konsekwencjach mowa?

Poczucie zagrożenia

Przyznanie się do nieodpowiedniego zachowania stanowi zagrożenie dla poczucia własnej wartości. Jest to szczególnie dotkliwe w przypadku osób, które nie potrafią oddzielić oceny swoich działań od oceny swojej osobowości. Błędnie utożsamiają jedno z drugim. Dlatego też w ich mniemaniu przepraszając - przyznają się do złego postępowania i tym samym do bycia złym człowiekiem. Unikając przeprosin, unikają przyznania się do błędu, chroniąc w ten sposób swoją samoocenę.

Poczucie wstydu

Dla większości z nas przeprosiny są związane z poczuciem winy. To ono skłania nas do wykonania kroku w kierunku wyjaśnienia sytuacji i zażegnania konfliktu. W przypadku osób niezdolnych do przepraszania silniejszym doznaniem jest wstyd, który jest znacznie bardziej destrukcyjny. O ile wina sprawia, że czujemy się źle z naszym działaniem, o tyle wstyd powoduje, że czujemy się źle z tym jacy jesteśmy.

Eskalacja konfliktu

Podczas gdy większość z nas uważa przeprosiny za możliwość rozwiązywania konfliktów interpersonalnych, tak dla osób mających z tym problem – owe przeprosiny – będą początkiem niekończącej się fali oskarżeń.  Wychodzą z założenie, że będzie to okazaniem słabości, którą druga osoba wykorzysta przeciwko nim. Obawiają się obarczenia wyłączną odpowiedzialnością za powstały spór oraz przypisania winy za wszystkie wcześniejsze nieporozumienia.

przeprosiny_konflikt

Regulacja emocji

Osoby stroniące od przeprosin, bardzo często w ten sposób starają się zarządzać swoimi emocjami. W jaki sposób? Po prostu czują się bardziej komfortowo i łatwiej sobie radzą z uczuciem gniewu, rozdrażnienia i dystansu emocjonalnego, a niżeli z bliskością i wrażliwością. Zatwardziałość w konflikcie pozwala im zachować dystans, stanowi swoisty mechanizm obronny. Podświadomie obawiają się, że każdy nawet najdrobniejszy gest w kierunku pojednania, sprawi, że wszystkie tak pieczołowicie budowane barykady runą i uwolnią smutek oraz rozpacz, z którymi ciężko jest sobie poradzić i względem których pozostaną bezsilni.

O ile prawdą jest, że regulacja takich emocji wymaga od nas wysiłku, o tyle błędnym przekonaniem jest, że głębokie doświadczanie trudnych emocji musi być traumatycznym i szkodliwym przeżyciem. Wręcz przeciwnie, skruszenie przysłowiowej, emocjonalnej skorupy jest niezwykle oczyszczające i może prowadzić do przeniesienia relacji na zupełnie inny, bardziej wartościowy poziom, oparty o emocjonalność i wzajemne zaufanie.

A u podstaw obaw…

Dlaczego niektóre osoby mają ewidentny problem z przepraszaniem? Skąd biorą się te obawy?

Za winowajcę poniekąd możemy przyjąć sposób, w jaki zostaliśmy wychowani oraz to, jakie są nasze dotychczasowe, przeprosinowe doświadczenia. To jeden z tych aspektów, który bagatelizowany na wczesnym etapie rozwoju dziecka, zbiera żniwa w przyszłości. Oczywiste jest, że każdy rodzic chce dla swojej latorośli tego, co najlepsze, dlatego też od najmłodszych lat wpaja dziecku, wszystko to, co potencjalnie ułatwi mu batalię z dorosłością.

 

I tak powinno być 😉, bo przecież naszą rodzicielską powinnością jest wspierać dziecię w rozwoju. Dobrze jednak pamiętać o czymś istotnym, mianowicie o tym, że prócz tego, CO przekazujemy naszym pociechom, ważne jest jeszcze, to w jaki sposób, to robimy. W tym właśnie tkwi cały szkopuł. Odwołując się do nauki „przepraszania”, często odbywa się ona poprzez nakaz wykonania, pozbawiony wyjaśnień tego, co tak naprawdę się wydarzyło i w czym tkwił problem. Dodatkowo całemu procesowi towarzyszy gniew, obwinianie, wpędzanie w poczucie wstydu i zmuszanie do posłuszeństwa. Gdy do tego dodamy brak pozytywnych wzorców, które dziecko mogłoby naśladować…recepta na niechęć do przepraszania gotowa. (O tym, jak nauczyć dziecko „przepraszać” przeczytacie tutaj =>klik). I jak tu ochoczo podejść do przepraszania?

Spójność wzorców

Najbardziej efektywnie i najszybciej uczymy się, obserwując zachowania innych osób.

Tak samo sprawa wygląda w przypadku nauki „przepraszania”.

Przyjrzyjmy się zatem przeciętnym, „przeprosinowym” doświadczeniom. Jakie zachowania mamy bądź mieliśmy szansę zaobserwować?

Niezależnie czy bohaterami są nasi rodzice, czy też bliscy lub dalsi znajomi, wszyscy uczestniczą w wyścigu z czasem, w boju o kolejny zrealizowany cel. Zatracając się w owej pogoni, usprawniają swoje funkcjonowanie, posługując się schematami, stereotypowym myśleniem i automatyzacją pewnych czynności. W efekcie wpadają w pułapkę, z której ciężko wybrnąć z twarzą. Przyjrzyjmy się temu bliżej.

Patrzymy, patrzymy i cóż takiego widzimy?

Przed nami zapracowany rodzic, starający się poskromić codzienność, który trzymając w garści cały dom, raczej stroni od przepraszania swej pociechy za błahostkę będącą przecież tylko „rodzicielskim niedopatrzeniem” ... Wszak nic wielkiego się nie stało, a już na pewno nie jest to przewinienie warte kompromitacji i płaszczenia się przed własnym dzieckiem.

Dobre usprawiedliwienie, ale czy na pewno to tylko błahostka i niedopatrzenie?

Kolejna przykładowa sytuacja dotyczy stereotypowego starcia płci.

Oto facet, taki sobie "Figo Fago", jak twierdzi, nie należy do gatunku pantoflarza pospolitego, a już na pewno nie jest z tych „miętkich” chłopaczków, którzy to przepraszając za byle pierdołę, okazują swoją słabość. Dlatego o przeprosinach w jego wykonaniu możemy zapomnieć. Po drugiej stronie barykady skrupulatnie okopała się „Ona”, „żona”, „matka”, „kobieta”. Przecież nie po to rozdrapuje i posypuje solą rany, wspominając wszystkie przewinienia swego „twardziela”, żeby teraz opuścić gardę i potulnie przyznać się do błędu. A nóż luby pomyśli, że to tylko jej wina, albo - co gorsza - poczuje, że ma ją w garści, bo za łatwo mu przyszło pojednanie. O nie! Chce dziadyga zgody, musi się postarać…

Tym sposobem przeprosiny stają się próbą sił. Kto pierwszy padnie na kolana? Kto pokaże, że mu bardziej zależy? Koniec końców, wcale nie chodzi o to, by rozwiązać dany konflikt i wyciągnąć wnioski z zaistniałej sytuacji. Ważniejsze jest zdobycie przewagi, argumentu będącego dowodem na to, kto, komu dyktuje warunki. Proste? Proste, sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie 😉.

Wiedząc, że mały człowiek dorasta, obserwując i uczestnicząc w takich i podobnych sytuacjach trudno się dziwić, że nabywa niemal wkodowanej niechęci do przepraszania i wszystkiego, co z nim związane. W ten oto sposób powstają negatywne skojarzenia, które wiernie towarzyszą nam w dorosłym życiu, gdzie „przepraszam” kojarzy się z poddaństwem, poczuciem niższości i pokazem sił.

Tymczasem…

Skoro mowa o pokazywaniu, to prawda jest taka, że przepraszając, pokazujemy swoją siłę, dojrzałość, wrażliwość, empatię i profesjonalizm. „Przepraszam” nie jest synonimem słabości, niższości, uległości, eskalacji konfliktu czy zagrożenia. To swoista praca nad samym sobą, która wymaga od nas autorefleksji i pokory. Aby przeprosiny były skuteczne, należy dokładnie przeanalizować konfliktową sytuację, uświadomić sobie i zaakceptować odpowiedzialność za niecne poczynania oraz postanowić poprawę 😉.
Więcej o formułowaniu skutecznych przeprosin przeczytacie już niebawem.

Jestem ciekawa jakie są Wasze doświadczenia w tym obszarze?
Podzielcie się nimi w komentarzu poniżej tekstu.

Ściskam,
Karola

 

 


awantura podczas ubierania dziecka

Czy dziecko powinno decydować w co się ubrać?

Czy mówi Wam coś obrazek prezentujący sytuację, gdzie trzylatka całymi daniami nosi strój Elzy z Krainy Lodu i za żadne skarby nie chce go zdjąć?

A może Twoja pociecha nie przebiera się za ulubioną postać z bajki, ale za to ma bardzo wiele do powiedzenia na temat ubrań, które zakłada każdego ranka? Dyskusja nabiera rozpędu i gwałtownego przebiegu, gdy Twoja poranna propozycja nie spełnia oczekiwań małej stylistki. Ponieważ nie jest szarą, wielowarstwową sukienką z tiulowymi falbanami i majestatycznie mieniącą się, cekinową gwiazdą na przedzie? Bo właśnie tylko tę konkretną i jedyną sukienkę jest w stanie dziś, jutro, pojutrze i pewnie popojutrze na siebie założyć?

No właśnie…

Jeżeli ostatnimi czasy twoje dziecko stara się przejąć pałeczkę podczas kompletowania porannej garderoby to… gratuluję, bo to oznacza, że dorasta i wkracza na kolejny etap rozwoju.

Myślisz sobie:

„Bardzo śmieszne, ale tak nie da się żyć!”.

Tak, to trudny czas dla nas rodziców, ale nie ma sytuacji bez wyjścia. Zanim jednak przejdziemy do konkretów, poznajmy kilka faktów z rozwoju małego smyka.

Jestem sobie przedszkolaczek

Przedszkolaki wkraczają w etap usamodzielniania się, próbują potwierdzić swoją niezależność i zaznaczać granice. To czas, w którym zaczynają sprawdzać swoją zaradność i starają się uzyskać niewielką kontrolę nad tym, co je otacza. Zaczynają pokazywać i podkreślać swoje zdolności.

Ubieranie się jest idealną okazją do testowania i wprowadzania swoich planów w życie.

Warto pamiętać, że jest to bezpieczna i zarazem urocza forma autoekspresji, która nie potrwa zbyt długo, dlatego mimo wszystko warto się nią cieszyć i zrobić wszystko, by złagodzić przebieg emocjonujących poranków…

Co zatem możemy zrobić?

Stwórz możliwość wyboru

Większość dzieci w wieku od 3 do 4 lat to mali dyktatorzy, którzy chcą przejąć kontrolę wszędzie tam, gdzie to tylko możliwe. Na pierwszy rzut oka może Wam się nie spodobać to, co teraz zaproponują, ale warto im na to pozwolić. Oczywiście wszystko powinno przebiegać w kontrolowany przez nas sposób, wystarczy, że damy dziecku wiele małych wyborów dotyczących rzeczy, które nie mają dla nas znaczenia. Mam na myśli na przykład pytanie typu: "Czy wolałbyś założyć dziś niebieską bluzę Spider-Man czy szarą Batman?". Taka sytuacja, kiedy mały buntownik dostaje możliwość podjęcia decyzji nieco pacyfikuje jego kierownicze zapędy.

niebieska_bluza_spider-men

Kolejnym sposobem na ujarzmienie kształtującego się charakteru małego człowieka jest zaangażowanie go w kompletowanie jego garderoby podczas zakupów. O tyle, o ile zakupy z dzieckiem w sklepie stacjonarnym mogą być „nieco” problematyczne, to już wspólne wybieranie rzeczy w sklepie internetowym brzmi bardziej obiecująco, prawda? No właśnie. Zaletą takich zakupów jest to, że wbrew pozorom mamy duży wpływ na wybór naszego malucha. Dzięki zastosowaniu różnorodnych filtrów i odpowiednich kategorii ograniczamy i zarazem sugerujemy mu preferowany wybór. Rewelacyjnie sprawdzają się zakupy w sklepie SMYK. Szeroki wachlarz produktów renomowanych marek o wysokiej jakości pozwala na zrobienie satysfakcjonujących zakupów. Dodatkowo dzięki temu, że jest to sklep zarówno stacjonarny, jak i internetowy, daje on również możliwość przymierzenia ubrania i zobaczenia go w rzeczywistości.

Pozwól na upodobania

Lubisz wełniane swetry? Takie z owczej wełny, której nie da się założyć na gołe ciało ;-) A może nie możesz znieść zbyt ciasnych rajstop?

No właśnie, każdy z nas ma inne upodobania, również nasze dzieci. Dlatego warto, w granicach rozsądku, starać się być elastycznym w stosunku do ich preferencji. Nie potrzeba tu wielkich kombinacji i wyrzeczeń. Wystarczy unikać rzeczy, których nasz szkrab nie lubi. W ten sposób dajemy mu sygnał, że szanujemy jego zdanie, znamy jego potrzeby i je rozumiemy.

Co to oznacza w praktyce? Być może wystarczy tylko założyć skarpetkę na lewą stronę, tak żeby nie kłuł go szew, albo odciąć z bluzki irytującą metkę. Jeśli natomiast punktem spornym jest ukochana sukienka z Elzą i Anną, którą mała kierowniczka chce nosić każdego dnia – to czemu jej na to nie pozwolić? Jeżeli obawiasz się, że zmarznie, to zawsze możesz założyć pod nią T-shirt i cieplejsze legginsy.

Trening czyni mistrza

Trzylatek jest w stanie poradzić sobie z zakładaniem podstawowych elementów swojego stroju, takich jak bielizna, spodnie z gumką czy wkładana przez głowę bluzka. Na trudniejsze elementy, jak zapinanie zamka błyskawicznego czy guzików przyjdzie czas nieco później. Prawda jest taka, że większość maluchów lubi samodzielnie się ubierać, to sprawia, że ​​czują się pewnie i kompetentnie. Więc nawet jeśli trwa to nieco dłużej, warto pozwolić dziecku ubierać się tak często, jak to tylko możliwe, szczególnie w weekendowe poranki, kiedy nie musimy się spieszyć. Im więcej energii brzdąc spożytkuje na przebieranie się, tym mniej jej pozostanie na spory i walkę.

nauka_ubierania

Zawody – rywalizacja sposób na spokój

Oczywiście nasze pociechy żyją jakby w innej czasoprzestrzeni, absolutnie nie podzielają naszego porannego pośpiechu i konieczności wyjścia z domu. Zamiast zajmować się sprawami tak przyziemnymi jak ubieranie się czy jedzenie śniadania wolą budować twierdzę z LEGO Minecraft albo uczesać wszystkie ogony kucykom My Little Pony. Dlatego, mając to na uwadze, warto zamienić dotychczas nudny i nieciekawy obowiązek w grę.

Powiedz: 

"Zamykam oczy i jestem ciekawa, ile czasu zajmie ci założenie koszulki i spodni. Ja zmieściłam się w 2 minutach."

Możesz również użyć stopera, ustalić z dzieckiem w jakim czasie powinno się zmieścić z przygotowaniami.

To co zaplanowane, lepiej zrealizowane

Dzieci w tym wieku uwielbiają oglądać swoje zdjęcia. Warto wykorzystać to na swoją korzyść, wykonując przewodnik, który krok po kroku przeprowadzi pociechę po porannych aktywnościach. Mogą to być zdjęcia pokazujące jak maluch budzi się ze snu, ubiera się, myje zęby i je śniadanie. Zawieś je w jego pokoju, dzięki czemu każdego dnia będzie mógł podążać za wskazówkami. Wtedy w magiczny sposób zdjęcia pokazujące rutynowe zadania stają się porannym dyrygentem zamiast ciebie.

Pozwól mu doświadczać, sprawdzać, testować

Zanim się obejrzymy znowu zrobi się zimno i ponownie zaczną się codzienne sprzeczki o zakładanie kurtki, czapki bądź rękawiczek (albo wszystkiego naraz). To prawda, sytuacja nie należy do najprzyjemniejszych, ale warto na nią spojrzeć z nieco innej perspektywy. Kiedy nasz niesforny brzdąc stoi w przedpokoju, nie odczuwa zimna, więc na jakiej podstawie miałby pałać entuzjazmem na widok ciepłej, puchowej kurtki?? Zdecydowanie zmięknie mu gumka, gdy wyjdzie na zewnątrz i poczuje różnicę temperatur. Chyba że jest naprawdę zimnolubny, wtedy po prostu weź jego kurtkę i pozwól mu wyjść tak, jak stoi. Jeżeli zrobi mu się zimno założy ją bez mrugnięcia okiem. Gdy sytuacja się powtórzy, możesz mu delikatnie przypomnieć, jak przemarzł minionego ranka. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że Twój maluch będzie witał swój zimowy zestaw na długo zanim stanie w drzwiach wyjściowych.

Warto pamiętać…

Jako rodzice chcemy dla naszych pociech jak najlepiej, kierują nami dobre intencje, które podpowiadają nam jak powinniśmy postępować, co robić, a czego unikać. W tej naszej rodzicielskiej misji warto jednak pamiętać o tym, że…

  • Nasze dzieci nie są projektem, który wykreujemy sobie i uformujemy według własnego uznania.
  • Nasze dzieci nie są trofeum, którym możemy się pochwalić, o ile spełnią nasze oczekiwania i normy społeczne.
  • Nasze dzieci nie są naszą własnością, są niezależną istotą mającą prawo do własnego zdania, emocji, potrzeb.
  • Nasze dzieci nie są i nie będą nami. Są i powinny być sobą, a naszą rolą jest je w tym wspierać, a przynajmniej im nie przeszkadzać.

Dlatego, nie ma sensu spalać się na powierzchownych rzeczach, to czy dane ubrania pasują do siebie czy też nie, koniec końców nie ma to większego znaczenia. Liczy się wygoda i dobre samopoczucie naszych pociech.

Jestem ciekawa, jakie są wasze doświadczenia z porannym ubieraniem się dzieci?

Ściskam,
K

Być może zainteresuje Was również:


prezent_na_dzień_matki

O tym powinnaś wiedzieć przed nadchodzącym Dniem Matki

Twój największy wkład w jakość wszechświata może nie być czymś, co robisz, ale kimś, kogo wychowujesz."

Mamo, która czytasz ten wpis

Przyjaciółko, koleżanko, kompanko mego matczynego żywota, to do Ciebie kieruję tych kilka słów…

Macierzyństwo to ciężka praca. Powiedzmy sobie szczerze, to nie żaden urlop, relaks, wypoczynek, to permanentne bycie na „standbay’u”.

Jakaż musi w nas drzemać nadprzyrodzona siła, że niezależnie od sytuacji, każdego dnia, 24h/dobę dajemy naszym dzieciom wszystko to, co najlepsze, to czego potrzebują, dajemy im „siebie”. Dzieje się tak bez względu na poziom zmęczenia, stan zdrowia czy ducha.

Czy Ty też, tak samo jak ja, masz czasami ochotę bezczynnie zasiąść na kanapie, bez pytań, dodatkowych zadań, obowiązków, tak po prostu usiąść i obejrzeć kolejny sezon „The Siuts”? A właściwie, co tam jeden sezon… cały dzień oglądać ulubiony serial, zajadając coś pysznego, chrupiącego i jednocześnie niezdrowego? No właśnie, a jednak…

Jednak zamiast tego wycieramy noski, czytamy koleją "tylko jeszcze jedną bajkę", pomagamy w odrabianiu lekcji, które poziomem trudności pozwalają domniemać, że to zadanie dla nas, nie dla dzieci. Martwimy się i kombinujemy, jak przemycić w jadłospisie choć jedną porcję warzyw. Przytulamy, całujemy, dmuchamy i opatrujemy stłuczone kolana, przyklejając kolejny plasterek posiadający cudowne właściwości. Udzielamy odpowiedzi na: „po co?”, „czemu?”, "dlaczego?" „gabazylion” razy dziennie. Śpiewamy w samochodzie „crazy frog” lub „mam tę moc” i wstajemy w nocy nieskończoną ilość razy…

I nie chodzi o to, by się żalić czy wyliczać – tylko o to, by stwierdzić fakt.

na_dzień_mamy

Tak to my Mamy, robimy to wszystko i wiele, wiele więcej.

A w zamian? W zamian nie potrzebujemy wiele, nawet niczego nie oczekujemy. Napędzają nas proste gesty, uściski, pocałunki, uśmiechy – ach… ten dziecięcy, szczery wręcz grzechoczący jak grzechotka śmiech, będący wyrazem radości i zadowolenia naszej pociechy. No i to cicho wyszeptane przed snem „Kocham Cię mamusiu”. To wystarczy, działa niczym dopalacz, energetyk czy sesja motywacyjna z najlepszym coachem.

Wiem o tym

Wiem, że robisz wszystko, co w twojej mocy.

Nawet jeśli raz na jakiś czas puszczają Ci nerwy i krzykniesz na niesfornego brzdąca.

Nawet jeśli nie zawsze możesz znaleźć czas na zabawę z dziećmi.

Nawet jeśli kładziesz się spać, a zlew w kuchni pełen jest brudnych naczyń. To nie ma znaczenia, bo…

Próbujesz wychować swoje dzieci na wartościowych i odpowiedzialnych ludzi, którzy będą szczęśliwymi i spełnionymi dorosłymi.

Być może w tym dniu - „Dniu Matki”, nie dostaniesz idealnego, instagramowego prezentu. Może nikt nie przyniesie Ci śniadania do łóżka. Może nawet nie odpoczniesz od niezliczonych, rodzinnych obowiązków, które wykonujesz na co dzień.

Dlatego chciałabym…

Chciałabym móc wpaść do Ciebie z miską spaghetti, aby podarować Ci choć jeden wolny wieczór. A może lepsze byłyby muffinki czekoladowe, byśmy wspólnie osłodziły sobie kończący się dzień?

Usiadłabym na krześle przy kuchennym stole i mogłybyśmy powymieniać się historiami o napadach złości i wielogodzinnym usypianiu „nieodkładalnych” do łóżeczka dzieci, bądź o sprzeczkach i bójkach między rodzeństwem.

A w tym naszym idealnym świecie piłybyśmy ciepłą, nawet gorącą kawę, a nasze dzieci bawiłyby się ze sobą bez krzyków i awantur, tak byśmy mogły w spokoju porozmawiać o pierdołach.

kawa_z_przyjaciolka

I choć realnie nie mogę tego zrobić, to mogę Ci coś tu napisać…

Tkwiąc w codziennych obowiązkach niczym w trybikach macierzyństwa, łatwo jest przestać dostrzegać, zapomnieć, jak wiele ważnego i dobrego robisz dla Twojej rodziny. Może to teraz brzmi banalnie bądź śmiesznie albo jedno i drugie, ale niezależnie od tego, czy to się komuś podoba, czy nie, tak właśnie jest – robisz rzeczy ważne.

Poświęcasz wszystko, co masz – czas, uwagę, uczucia, siebie, by wychować dzieci, które w przyszłości będą dobrymi ludźmi, którzy dostrzegą w tym szalonym świecie, to co wartościowe i ważne.

Nawet jeśli tego dnia nikt nie powie: "Dziękuję Ci Mamo", chcę teraz powiedzieć…

Dziękuję Ci za wszystko, co robisz

Dziękuję za spokój, który starasz się zachować podczas napadu złości - i za to, że wybaczasz sobie, gdy emocję wezmą górę.

Dziękuję za wsparcie podczas odrabiania prac domowych - nawet wtedy, gdy masz już szczerze dość kolejnych próśb o pomoc.

Dziękuję za pomoc w rozwiązywaniu zadań z matematyki - nawet jeśli sama nie masz pewności, jak je zrobić.

Dziękuję za wytrwałość w tłumaczeniu rodzeństwu, jak rozmawiać bez walki i awantur - nawet wtedy, gdy masz tego serdecznie dość.

Dziękuję za każde powiedziane "nie", gdy dzieciaki proszą o telefon czy tablet – nawet, gdy błagają i wygrażają się utratą miłości.

Dziękuję za zejście do parteru, za zabawę na podłodze, budowanie wieży z kloców, zabawę w dom czy sklep - nawet jeśli masz kilometrową listę zadań do zrobienia.

Dziękuję za przytulenie ich i powiedzenie "Kocham Cię bez względu na wszystko" – nawet, gdy jesteś smutny, sfrustrowany lub zły.

W sobotę, pamiętaj o tym

We wszystkich tych momentach i wielu, wielu innych sytuacjach, wykonujesz kawał dobrej roboty sprawiając, że Twój dom jest fajnym miejscem na ziemi.

Więc jeśli Twoje dzieci w sobotę rano dostarczą Ci "śniadanie do łóżka", które składało się będzie z przypalonego tosta i letniej kawy…

Możesz się uśmiechnąć, wiedząc, że one tak jak Ty i ja, robią wszystko, co w ich mocy, by sprawić Ci przyjemność, choć nie zawsze wychodzi im to idealne.

Wierzę w to, że Ty o tym wiesz, jednak, by nie pozostawiać niedomówień napiszę to czarno na białym -  ten gest ze strony Twoich pociech, bez względu na to, jak mały i jak niedoskonały, jest niezaprzeczalnym wyrazem miłości, wdzięczności i uznania dla tego, co robisz na co dzień.

śniadanie_dla_mamy

I niezależnie od tego, jak przebiegnie to nasze, matczyne święto – w niedzielę, każda z nas, kierując się bezwarunkową miłością, dzielnie przystąpi do ogarniania tego swojego domowego chaosu. Nie dlatego, że musimy, a dlatego, że takie jesteśmy: kochające, czułe, troskliwe, opiekuńcze, współczujące, dbające, zorganizowanei

Twój największy wkład w jakość wszechświata może nie być czymś, co robisz, ale kimś, kogo wychowujesz."

Pamiętaj, jesteś rewelacyjną MAMĄ i dziękuję Ci za to!

Ściskam,
Karola

Być może zainteresują Was również:


bunt_trzylatka

10 zwrotów, które pomogą Ci nawiązać kontakt z dzieckiem podczas kłótni

Każdemu zdarzają się takie dni, kiedy przytłacza nas rodzicielska rzeczywistość. Znacie ten stan, gdy maluch śpi tylko na naszych rękach, a każda próba odłożenia śpiącego leniwca kończy się przebudzeniem. Trzylatek natomiast średnio, co pięć minut wpada w furię, rzucając zabawkami gdzie popadnie, a każde słowo wypowiedziane do 8-latki sprawia, że oddala się ona od nas jeszcze bardziej?

Wiadome jest, że nocne igraszki niemowlęcia nie mogą trwać wiecznie, a napady złości, to jedna z faz rozwoju, która w mniejszym lub większym stopniu dotyka każdego dziecka. Jednak, gdy dochodzi do kumulacji zmęczenia, lepsze jutro wydaje się być niedoścignionym marzeniem, a utrzymanie nerwów na wodzy nierealnym osiągnięciem.

Niczym na bezludnej wyspie, na której wcale nie chcesz być

Czy nie masz wrażenia, że gdy po raz kolejny nie możesz dojść do porozumienia ze swoim dzieckiem, to tak, jakby ono znajdowało się na wyspie, a ty na stałym lądzie i dzieliły was fale wzburzonego oceanu? Mając do wyboru stały ląd bądź wyspę, zazwyczaj bardziej komfortowo czujemy się, gdy mamy pewny grunt pod nogami.
Tymczasem w chwilach, którym towarzyszą gwałtowne emocje, nasza pociecha stąpa samotnie, po niepewnych piaskach, nieznanej wyspy. Każdy nasz uszczypliwy komentarz czy kategoryczne polecenie, są niczym przypływ zalewający ostatnie fragmenty suchego lądu.

Podczas awantury, naszego brzdąca zalewana fala emocji, w związku z tym desperacko łapie się, każdego z sobie znanych zachowań, reakcji, byle tylko wyrzucić je z siebie i utrzymać się na powierzchni.
W takich chwilach gniew, frustracja, złość dopadają również nas – dorosłych. Szczególnie w sytuacji, gdy dziecko w ataku furii niewłaściwie się do nas odzywa, a zachowaniem przypomina diabła tasmańskiego.

„O nie! Nie możemy sobie na to pozwolić, na brak szacunku, nie tak go przecież wychowujemy...”

Tkwiąc w tej trudnej sytuacji, nie jesteśmy w stanie złapać dystansu i spojrzeć na nasze dziecko jak na małego człowieka stojącego, pośrodku wyspy, gdzie wzburzone fale, coraz mocniej uderzają w jego stopy. W takich chwilach jest on bezradny, samotny, nie potrafi zapanować nad tym, co się z nim dzieje. Hormony stresu zalewają jego mózg. Dlatego też nie potrafi logicznie myśleć. Nie dostrzega, że z każdym agresywnym zachowaniem buduje mur i odsuwa się od nas.

Z drugiej strony, nawet my, dorośli, doświadczeni, dojrzali, będąc w oku cyklonu, często nie potrafimy zachować zimnej krwi, złapać dystansu, zmienić perspektywy, opanować się. To dlaczego, oczekujemy od naszych dzieci, że to osiągną.

Czego Twoje dziecko potrzebuje od Ciebie

Gdy dziecko wpada w furie, a jego zachowanie stanowczo przekracza postawione przez nas granice, trudno jest znaleźć w sobie na tyle siły, by z jednej strony zapanować nad emocjami, a z drugiej być dla niego wsparciem.

Tymczasem, w tym momencie, właśnie tego potrzebuje nasz mały, kipiący emocjami wulkan. Potrzebuje naszej pomocy, aby przejść tę trudną emocjonalną drogę, by pozbyć się nieprzyjemnych hormonów stresu, ponieważ dopóki poziom kortyzolu jest wysoki, nie jest zdolny do racjonalnego myślenia.

emocje_dziecka

W chwilach takich jak ta, nasze dziecko nie potrzebuje niczego więcej prócz naszej empatii.

Tak wiem, że to bardzo trudne, ale niesamowicie skuteczne.

To nie takie proste

Skoro o hormonach stresu mowa, to w sytuacjach takich jak ta, nie ma możliwości, by również w nas one nie uderzyły. Czujemy się sfrustrowani, zirytowani, rozgniewani czy rozzłoszczeni. Nawet jeśli jesteśmy świadomi, że powinniśmy coś zrobić, aby dotrzeć do naszego dziecka, to emocje spowalniają zdolność jasnego myślenia. Wtedy nie potrafimy znaleźć odpowiednich słów czy gestów.

Nawet jeżeli przed samym sobą zaprzeczamy odczuwanej frustracji, to prędzej czy później tłumiona emocja powraca w bardziej intensywnej formie.

Poniżej znajdziecie listę zwrotów, które sprawdzają się w naszych potyczkach i które możecie wykorzystać w trudnych, rodzicielskich chwilach.

Zwroty, które pozwolą Wam nawiązać kontakt z dzieckiem podczas kłótni

Tych kilka propozycji możecie użyć, by wyrwać siebie i dziecko ze spirali negatywnych emocji, słów i zachowań.

Poniższe zwroty, nie są ładnie brzmiącymi zdaniami, które kiedyś, gdzieś usłyszałam. To propozycje przygotowane w oparciu o wiedzę dotyczącą funkcjonowania mózgu w chwilach emocjonalnego wzburzenia oraz psychologicznych strategii łagodzenia stresu.

Dlatego, następnym razem, gdy nie będziecie mogli porozumieć się ze swoją pociechą, oraz gdy będziecie mieli pustkę w głowie – wypróbujcie jedno, bądź kilka z poniższych zdań.

1. Powiedz mi, jak się czujesz.

Nakłonienie dziecka do opisania emocji, które odczuwa - nawet jeśli to tylko słowo lub dwa - odbiera moc, siłę, intensywność tej emocji. W ten sposób angażujemy przedczołową korę mózgową, która działa jak strażnik i pomaga nam zachowywać się, jak na dorosłego przystało, gdyż odpowiada za panowanie nad sobą.

2.Chcę zrozumieć, jak się czujesz.

Ponownie, prowokujemy naszego szkraba, do znalezienia słów opisujących, targające nim emocje. Bez wątpienia pomoże to załagodzić reakcję i przejść przez gwałtowne emocje. Jednocześnie tym zwrotem pokazujemy empatię, którą go darzymy. Empatia pozwala zbudować most między lądem, na którym stoimy, a wyspą, na której jest nasza pociecha.

Podczas komunikacji z dzieckiem bardzo ważna jest pozycja naszego ciała – powinniśmy zniżyć się do jego wysokości, patrzeć dziecku w oczy i naprawdę słuchać tego, co ci mówi.

3. Kocham Cię, nawet gdy czujesz złość...

Jestem pewna, że już wiesz, dlaczego to wyrażenie działa. Dzieci potrzebują naszej bezwarunkowej miłości, aby móc w pełni rozwijać się fizycznie i emocjonalnie. Ten zwrot pokazuje maluszkowi, że, nawet kiedy się nie dogadujecie, wciąż go kochasz.

Zamień „złość” – na tę emocję, którą dostrzegasz u dziecka, bądź o jakiej ono mówi podczas waszej rozmowy.  

4. Nie ma nic złego w tym, że czujesz wściekłość.

Jeśli nasze dziecko próbuje stłumić to, co czuje, to najprawdopodobniej w przyszłości, to uczucie się nasili i uderzy w jeszcze bardziej nieprzyjemny sposób. Emocje są naturalną częścią człowieczeństwa, nawet te niezbyt przyjemne. Każda z nich czemuś służy (więcej na ten temat przeczytacie tu => klik). Otwarcie dając przyzwolenie na okazywanie nawet tych niekomfortowych emocji, przekazujemy dziecku, kształtujemy w nim akceptację dla uczuć, a to pierwszy krok w stronę regulacji emocjonalnej.
Analogicznie, podczas rozmowy zmieniamy „wściekłość" na emocje, których doświadcza nasza pociecha.

5. Czy mogę Cię przytulić?

W trudnych, emocjonujących sytuacjach, w mózgu dziecka zachodzi wiele zmian, szczególnie uaktywnia się ciało migdałowate. Kiedy odczuwamy negatywną emocję, ciało migdałowate zaczyna działać jak nadreaktywny alarm samochodowy. Wtedy mózg zamyka się na logikę i interpretuje każdą drobnostkę jako zagrożenie. To dlatego, umoralniająca rozmowa z dzieckiem, gdy jest zdenerwowane, nie ma najmniejszego sensu, bo nie przyniesie żadnego pożytku.

przytulanie_dziecka

Dobra wiadomość jest taka, że przytulając malucha, zarówno on, jak i my otrzymujemy dawkę uszczęśliwiających związków chemicznych: oksytocyny i serotoniny. Oksytocyna zmniejsza reaktywność ciała migdałowatego. Pamiętaj jednak, by uścisk był czuły i trwał minimum 6 sekund (o tym, dlaczego, tak jest, napiszę już niebawem).

6. Weźmy razem głęboki oddech.

Głębokie i odpowiednie oddychanie pomaga zatrzymać reakcję stresową naszego organizmu i obniżyć częstość akcji serca. To jedna ze strategii, którą zarówno my, jak i nasze dzieci możemy wykorzystać w chwilach wzmożonego napięcia.

7. Jak mogę Ci pomóc?

Zadanie tego pytania sprawia, że ​​dziecko zaczyna się zastanawiać nad rozwiązaniami tej trudnej sytuacji, zamiast skupiać się na negatywnych emocjach. Żeby efektywnie myśleć, maluch musi zaangażować swoją korę przedczołową. Jeśli nawet nie jest w stanie się skupić, to sam fakt, że oferujemy mu pomoc, sprawia, że się nieco uspokoi.

8. Czy możemy zacząć od nowa?

To pytanie działa jak przycisk resetowania. Może się jednak zdarzyć, że przy pierwszych kilku podejściach spotka się z odmową. Warto jednak wytrwale próbować, gdyż to sformułowanie może okazać się kołem ratunkowym wybawiającym Was z nie jednej, rodzinnej opresji.

9. Przepraszam za ...

Każdy z nas jest tylko człowiekiem. Mamy prawo do popełniania błędów oraz do ich naprawiania. Nie ma lepszego sposobu na wykształcenie w dziecku takiej umiejętności jak pokazywanie mu tego na co dzień.

Zastanawiasz się "Jak to? Dlaczego? Przecież, to on zachował się niewłaściwie."

Warto jednak pamiętać, że to my jesteśmy rodzicami i to naszą rolą jest wprowadzić dziecko w emocjonalny świat. Być może sytuacja nie była tak jednoznaczna, jak nam się wydaje. Zastanówmy się, czy nie użyliśmy nieodpowiednich słów bądź tonu, czy nie przenieśliśmy frustracji z pracy do domu. A może puściły nam nerwy, ponieważ przez ostatnie trzy lata nie spaliśmy dłużej niż trzy godziny i zmęczenie wzięło górę?

Pamiętajcie jednak, że przeprosiny, które w swej konstrukcji zawierają słowo „ale” nie są skuteczne:

"Przykro mi, że straciłem panowanie nad sobą, ale powinieneś zachowywać się lepiej."
 Taka forma nie zadziała. Więcej na temat przeprosin przeczytacie tutaj => klik

10. Następnym razem będę...

Istotną częścią przeprosin jest obietnica zmiany na lepsze. Dlatego podczas przepraszania warto powiedzieć: 

„Przykro mi, że straciłem panowanie nad sobą, następnym razem postaram się zachować spokój".

Jak_nawiązać_kontakt_z_dzieckiem

Być może zainteresują Cię również:

Jakie są wasze sposoby na nawiązanie kontaktu z Waszymi pociechami?