Dziecko dziecku wilkiem. Jak pomóc własnemu dziecku radzić sobie z agresją rówieśników

Temat przemocy i agresji wśród dzieci to problem, z którym jako rodzice coraz częściej musimy się zmagać. Każdy z nas chciałby uchronić swą pociechę przed tak nieprzyjemnymi doświadczeniami. Szkoda, że to niemożliwe…
Niestety nie jesteśmy w stanie chronić naszego malucha nieustannie trzymając go pod rodzicielskim kloszem. Nie mamy również wpływu na zachowanie innych dzieci, które potrafią zachowywać się okrutnie. Co zatem możemy zrobić, by bezczynnie nie czekać na rozwój sytuacji, łudząc się, że akurat naszego szkraba nie dotknie problem agresji ze strony rówieśników?

Mam dla Was kilka propozycji. Zanim jednak do nich przejdziemy, spróbujcie wyobrazić sobie pewną sytuację…

„Jesteście z Waszą trzyletnią pociechą na spacerze. Jest piękny, jesienny poranek. Świetnie się bawicie, skacząc beztrosko po okolicznych kałużach. W tym samym czasie przechodzą obok Was dwie dziewczynki z rodzicami. Jedna z nich podbiega do Waszego dziecka i mówi charakterystycznie wrednym głosem: „Nananana nienawidzimy Cię – i załatwimy Cię”.

Generalnie we mnie, jako w matce w jednej sekundzie gotuje się i na samą myśl trudno jest mi zapanować nad emocjami. W pierwszym momencie niewiele się zastanawiając, miałabym ochotę, tak zwyczajnie po ludzku zareagować, komentując takie zachowanie w niecenzuralny sposób 😉

Jesteśmy jednak dorośli i właśnie w takich sytuacjach dobrze byłoby, gdybyśmy wykazali się przypisywaną nam dojrzałością. Wyrozumiałość i empatia, to nimi powinniśmy się kierować…

Powiedziała co wiedziała… Brzmi nieco jak sience fiction?

Jak często macie wrażenie, że pewne rzeczy nie dzieją się naprawdę, że rodzicielstwo jest niczym tragikomedia? No właśnie, to jeden z tych momentów, kiedy podejmujemy próbę, z której to my mamy wyjść cało 😉

Powyższy przykład stanowi lightową wersję tego, co potrafi zaserwować dziecko dziecku.

Zatem skoro nie możemy uchronić naszego szkraba przed konfrontacją, to co możemy zrobić, by go zabezpieczyć?

Agresywna kolej rzeczy?

Najpopularniejszą formą rozwiązywania konfliktów wśród dzieci jest agresja. W większości przypadków nie jest ona zaplanowanym działaniem…wynika z niedojrzałości układu emocjonalnego, braku możliwości i umiejętności zapanowania nad emocjami (więcej na ten temat przeczytacie tutaj). Niezależnie jednak od przyczyny agresywnego zachowania nic nie usprawiedliwia i nie daje przyzwolenia do poniżania i krzywdzenia ani naszego, ani żadnego innego dziecka.

Wracając pamięcią do przytoczonej sytuacji i biorąc pod uwagę powyższe, możemy się domyślać, że owa trzylatka miała słabszy dzień, a skumulowane emocje wyładowała na postronnym dziecku. Widok świetnej zabawy, w jej ulubionej kałuży był nie do przełknięcia.

Rodzicielskie wsparcie

Idealnie byłoby, gdyby nasz malec potrafił sam poradzić sobie w takiej sytuacji. Tu właśnie pojawia się zadanie dla nas. Każdy bez wyjątku powinien nauczyć się stawać we własnej obronie, wyznaczać granice i podejmować odpowiednie działanie.

Oto kilka wskazówek, jak pomóc w tym swojemu dziecku.

Modeluj odpowiednią reakcję Twojego dziecka 

Dzieci najszybciej uczą się przez obserwację i naśladowanie, dlatego naszym zadaniem jest zaprezentować im, jak powinny się zachować w określonej sytuacji. Nawet wtedy, gdy nie jest to proste i wymaga od nas sporego zaangażowania. Nie ma lepszej okazji niż nasza codzienność. Dlatego podczas spaceru zwrócimy się do małej napastniczki w następujący sposób:

"Wydaje mi się, że jesteś zdenerwowana. Czy to, co mówisz oznacza, że nie chcesz, żeby inne dzieci bawiły się w kałużach?" 

Oczywiście nie będziemy angażować się w rozmowę z każdym rozwścieczonym nieznajomym. Warto jednak byśmy w trudnych sytuacjach mieli z tyłu głowy fakt, że często człowiek „niegrzecznie, wkurzająco czy wrednie” się zachowuje, chcąc zaznaczyć swoją pozycję społeczną, miejsce w grupie czy obejmowane terytorium.

Jest to niemal instynktowny mechanizm obronny, który włącza się w sytuacji potencjalnego zagrożenia lub przeciążenia, bo wtedy nie posiadamy odpowiednich zasobów, by utrzymać samokontrolę.

Warto więc zapanować nad sobą i nie reagować w ten sam sposób, co agresor.

Zagłaskać kotka...

Okazując atakującemu zrozumienie dla jego obaw sprawiamy, że czuje się mniej zagrożony, a tym samym mniej skłonny do walki i mniej groźny. Zatem najlepszym sposobem jest odkrycie kart, nazwanie spraw po imieniu i okazanie wyrozumiałości.

agresja wśród dzieci kałuże

Prowadząc w ten sposób rozmowę z dzieckiem, które rzecz jasna 😉 ma powody, by czuć się nieszczęśliwym, możemy rozbroić je niczym saper tykającą bombę. Używając parafrazy, czyli opowiadając swoimi słowami o tym, co widzimy i słyszymy, pomagamy maluchowi zrozumieć zaistniałą sytuację i poznać towarzyszące jej emocje.

"Wydaje mi się, że trudno jest dzielić się, szczególnie jeśli dotyczy to tak głębokiej kałuży, prawda? Skakanie po niej, to taka fajna zabawa. Nie martw się, jest mnóstwo kałuż, abyśmy wszyscy mogli się w nich bawić."

Im milsi i bardziej empatyczni jesteśmy, tym łagodniejszą reakcję przybiera dziecko. Być może taka forma rozmowy wywoła uśmiech na jego twarzy i zachęci do wspólnego skakania po kałużach? Jeżeli swoim spokojem wprawimy w osłupienie małego agresora, to przynajmniej zmniejszymy panujące napięcie i wykorzystamy szansę na zademonstrowanie naszemu malcowi jednego ze sposobów nieagresywnej reakcji.

To nie jest łatwe doświadczenie, dla żadnej ze stron. Jednak dzięki spokojnemu podejściu, dla naszego dziecka, ta sytuacja przyjmie łatwiejszą do „przetrawienia” formę.

Zapewnij swoje dziecko, że jest bezpieczne

To, co konieczne w takiej sytuacji, to zapewnienie naszego malucha o tym, że nic mu nie grozi:

„Ta dziewczynka denerwuje się, ponieważ bawimy się w tej kałuży… Nie martw się… Jestem tu z Tobą i nikomu nic się nie stanie. Kałuż jest mnóstwo i dla każdego znajdzie się miejsce.”

Nie ma nic złego w tym, a nawet dobrze, jeśli to drugie dziecko usłyszy naszą rozmowę. Po prostu nazwaliśmy rzeczy po imieniu, co również pomaga uporządkować wydarzenia atakującemu dziecku.

 Jeśli mały napastnik nadal reaguje agresywnie…

Jeżeli dziecko w dalszym ciągu mówi coś niewłaściwego, np.

"Nie, nie zgadzam się, to są NASZE kałuże!"
 lub stanowczym krokiem porusza się w kierunku naszego maluchamusimy go chronić - stając między nimi. W takiej sytuacji dodatkowo warto jest wzmocnić postawioną granicę, mówiąc stanowczym głosem:

"Wiem, że trudno jest się podzielić miejscem do zabawy, ale kałuże są dla KAŻDEGO… Zrobimy tu miejsce dla Ciebie, żebyś również mogła po nich skakać.” 

Wspieraj dziecko w podróży do obrony swoich granic…

W sytuacji, gdy inne dziecko narusza granice naszego malucha przez popychanie lub zabieranie mu czegoś z rąk, powinniśmy jasno i otwarcie dać swojemu szkrabowi pozwolenie na samodzielne postawienie granicy. Łagodnym głosem mówiąc:

"Wszystko w porządku, możesz śmiało powiedzieć, co czujesz, czego chcesz bądź czego sobie nie życzysz: "Nie popychaj mnie” lub "Teraz ja się tym bawię, więc nie możesz jej mieć, gdy skończę dam tę zabawkę Tobie.”

Oficjalnie tego nie napiszę, ale w takich sytuacjach chciałoby się odwdzięczyć "małej wredocie" tym samym…

Jeśli to konieczne, odwołaj się do osoby dorosłej towarzyszącej małemu agresorowi 

Oczywiście nie jest naszą intencją wchodzenie w spór z innym dorosłym bądź podważanie efektów jego kompetencji rodzicielskich. Dlatego też najlepiej jest powiedzieć wprost o swoich oczekiwaniach oraz obserwacjach mówiąc:

"Widzę, że Twoja córka uwielbia tę kałużę i chciałaby ją mieć na wyłączność. W tej chwili my w niej urzędujemy i jak tylko skończymy, będzie mogła bawić się w niej sama.”

Jak sądzicie, jaka będzie reakcja opiekuna napastniczki? W tym samym momencie większość rodziców wraz ze swoją pociechą przechodzą popluskać się w innej, okolicznej kałuży 😉

Pomóż dziecku przepracować swoje uczucia 

Przerażające dla dziecka jest doświadczenie agresji ze strony drugiego człowieka, niezależnie czy jest nim osoba dorosła czy też jego rówieśnik.

agresja u dzieci wsparcie

Dlatego, gdy tylko napotkana rodzina się oddali, powinniśmy podjąć rozmowę na temat tego, co się wydarzyło:

"To było trudne, prawda? ... Myślę, że ta dziewczynka musiała mieć niemiły poranek… A co Ty o tym sądzisz?" 
 Jeżeli malec wydaje się być zdenerwowany i podczas konfrontacji widoczne było, że nie wiedział, jak się zachować, warto zachęcić go do zabawy w scenki. Odegrać role dzięki czemu smyk zyska doświadczenie mówienia o swoich potrzebach i wyznaczania granic. Pamiętajmy, że ważna jest również modulacja głosu przez naszego szkraba.

Nadopiekuńcza matka...

Część z Was być może pomyśli sobie, że tego typu rodzicielskie zaangażowanie jest przejawem nadopiekuńczości. Inni skwitują, że 

„nie ma co przesadzać. Nas też nikt za rączkę nie prowadził i jakoś wyszliśmy na ludzi.”

Owszem, nie twierdzę, że gdy zostawimy dziecko samemu sobie, to ono sobie nie poradzi. Intryguje mnie natomiast jedno, dlaczego oczekujemy od dzieci, że będą automatycznie wiedziały, jak radzić sobie z trudnymi sytuacjami? Przecież większość z nas-dorosłych tego nie wie, to skąd taki malec ma uzyskać owe olśnienie? Dlaczego mielibyśmy zostawić nasze dzieci bez wzorców, wskazówek dotyczących tego najważniejszego obszaru rozwoju? Osobiście uważam, że w kształtowanie umiejętności społecznych naszych dzieci powinniśmy być tak samo zaangażowani, jak w naukę korzystania z nocnika czy pisania. Na początku powinniśmy nieustannie być zwarci i gotowi do działania, z czasem stopniowo wycofamy się, aż przejdziemy w tryb spoczynku 😉

A następnie…?

Następnie zróbmy wszystko, by dostarczyć naszemu maluchowi jak największą dawkę dobrej zabawy i śmiechu. Wszystko po to, by rozproszyć negatywne emocje i obawy związane z aferą „kałuża gate”.

To, co możemy zrobić dla naszych dzieci, to uwierzyć w nie, chwalić, wspierać, być przy nich – jednym słowem sprawić, by nabrały pewności siebie. Asertywność to nie tylko stosowanie wyuczonych zwrotów, to przede wszystkim odpowiednia postawa, która kształtuje się na przestrzeni wielu lat, jest w nas niemal wyryta. Dlatego nie tłummy w dzieciach potrzeby zgłaszania sprzeciwu, wyrażenia swojego zdania, mówienia o swoich potrzebach, pozwólmy im być sobą. Bo skoro kontakt ze sprawcą agresji jest nieunikniony, a my nie zawsze będziemy w pobliżu, by ochronić naszą pociechę, to ona będzie musiała samodzielnie stawić mu czoła.  Odpowiednia reakcja, będąca wyraźnym sprzeciwem i pokazaniem oprawcy, że nie jest się ofiarą, stanowi bardzo skuteczną broń w ręku dziecka, którą możemy mu podarować…

 

 


porozumienie_bez_przemocy

Porozumienie bez przemocy. Czyli o empatycznym wyznaczaniu granic słów kilka...

Bycie rodzicem to niekończący się egzamin, a jeśli nie egzamin, to na pewno nieustanna nauka. Każdy z nas biorąc odpowiedzialność za wychowanie małego człowieka, chciałby wywiązać się z podjętej roli najlepiej, jak tylko potrafi. Sprawa nabiera jeszcze większej wagi, jeżeli dotyczy osób najbliższych naszemu sercu. Dlatego tak wiele emocji i kontrowersji budzą zagadnienia dotyczące metod wychowywania dzieci. Dokonując wyboru bijemy się z myślami, zastanawiamy się czy na pewno postępujemy właściwie. Analizujemy wszystkie za i przeciw.

Cieszy mnie fakt coraz większej, rodzicielskiej świadomości dotyczącej tego tematu. Wraz z ciekawością i chęcią rozwoju - podnoszenia rodzicielskich kompetencji, pojawia się coraz więcej pytań i wątpliwości. Dochodzimy do słusznego wniosku, że nie wszystko da się jednoznacznie zakwalifikować, a kategoryczność i niemal boska wszechwiedza rodzica, to nieskuteczny i przestarzały mit.

Jako psycholog, trener umiejętności psychospołecznych, a przede wszystkim mama, bardzo często spotykam się z pytaniami rodziców dotyczącymi obaw w kontekście podjętych decyzji, czy słuszności postępowania względem dziecka. Spora część rodziców zakłada, że ​​NIE stosowanie kar jest równoznaczne z pobłażliwością w stosunku do pociechy i tak naprawdę nie jest sposobem na „wychowanie dobrze ułożonego człowieka” . Czy rzeczywiście tak jest? Czy dziecko trzeba układać, musztrować i karcić?

Skuteczność autorytarnych metod wychowawczych

Niechęć do karania oraz nie stosowanie przemocy zarówno cielesnej jak i werbalnej nie oznacza, ​​nie wyznaczania granic, braku konsekwencji i wszechobecnej pobłażliwości.

Wręcz przeciwnie, badania dowodzą, jak nieskuteczne jest karanie dzieci oraz o braku wpływu autorytarnego modelu rodzicielstwa na wykształcenie w dziecku zdolności do samodyscypliny (o tym dlaczego karanie dzieci nie jest skuteczne przeczytacie tu => klik).

Wyniki badań mówią natomiast, że dzieci o wysokim poziomie samodyscypliny, umiejętności przystosowawczych oraz inteligencji emocjonalnej są wychowywane z zastosowaniem jasnych i empatycznych granic.

Rodzicielskie kompetencje 

Tu wiele, a tak naprawdę większość zależy od nas, rodziców i od naszych umiejętności odpowiedniego sformułowania granicy. Właściwie postawiona powinna pozwoli­­­­­­­ć dziecku na samodzielne dokonanie wyboru, pomiędzy tym czego chce, a tym czego chce jeszcze bardziej 😉. Nie ma co ukrywać, że clue polega na tym, byśmy tak poprowadzili rozmowę, by dziecko postąpiło zgodnie postawionymi granicami, a jednocześnie akceptowało ten wybór. Dzięki temu sposobowi dzieci zdobywają praktyczne umiejętności współpracy i postępowania zgodnie z ustalonymi zasadami, przy jednoczesnym poczuciu zrozumienia i chęcią zaakceptowania zmiany.

Brzmi jak mrzonka?

Z pewnością nią nie jest. Nie jest to nic prostego i nie przychodzi z dnia na dzień. Wymaga od nas morza cierpliwości, niesamowitego zaangażowania i niekończących się pokładów spokoju. Jednak warto podjąć tę pracę nad sobą i dzieckiem, by zebrać profity w przyszłości.

Na czym polega to ustalanie granic?

Empatyczne ustalanie granic

Ustawienie  granic z empatią oznacza, że:

  • Jesteśmy w kontakcie z dzieckiem podczas ustalania granic (nie mówimy do niego z innego pokoju, czy przeglądając aktualności na facebooku)
  • Ustalając granice z dostrzeżeniem, nazwaniem i uwzględnieniem uczuć dziecka pomagamy mu przejść i przepracować emocje, a nam udzielić mu odpowiedniego, emocjonalnego wsparcia.
  • Staramy się zminimalizować intensywność przeżyć naszego malucha, pojawiających się w związku z postawionymi granicami.

Teoria teorią, ale sprawdźmy jak to może wyglądać w praktyce. Przykładowa sytuacja podczas zabawy na placu zabaw.

porozumienie_bez_przemocy_huśtawka

Mama:

"Asiu, nadszedł czas, aby wrócić do domu i zjeść jakąś pyszną zupkę na obiad. Chcesz iść pieszo, czy wolisz jechać w wózku?”

Asia:

 "Nie mamusiu, siądę tu, na huśtawce- będę się bujać…buju, buju…"

Mama: [Stara się dostrzec i nazwać uczucia towarzyszące córce]

 "Huśtanie sprawia Ci wiele radości. Wiem jak bardzo to lubisz. Chciałabyś zostać i huśtać się jeszcze przez długi czas.
 [Ustawia granice]

Musimy jednak wypełnić nasze głodne brzuchy! Dlatego czas iść do domu!"

Asia:

"Nie mamusiu, jeszcze trochę posiedzę tu na huśtawce."

Yhy… skąd my to znamy, wszyscy wiemy, że taka sytuacja i dyskusja może trwać w nieskończoność. Jeśli potrwa zbyt długo nasza dwu i pół latka zgłodnieje (nie muszę chyba wspominać co oznacza głodne dziecko 😉), a mama będzie coraz bardziej sfrustrowana. Zatem co zrobić, by przerwać przysłowiowe przeciąganie liny?

Przychodzi czas na zastosowanie humoru. To moment by ograniczyć możliwości polemiki, okazać empatię i zrozumienie dla uczuć dziecka.

Mama:

"Asiu, uwielbiasz się kołysać, prawda?" 

Asia: 

"TAK!"

Mama [Życzenie spełnienia]

"Pomimo tego, że przyszła pora obiadowa i powinnyśmy wracać do domu, chcesz się dalej huśtać, prawda?"

Asia:

"TAK!"

Mama: 

"Też chciałabym by było to możliwe, bo to super zabawa." 

[Poszukiwanie punktu porozumienia]

"Jednak, teraz jest pora obiadu, dlatego nadszedł czas, aby wrócić do domu. Możesz wybrać i zeskoczyć w dół, jak kangurek, wskoczyć do wózka, a ja Cię zawiozę do domu. Możesz też pobiec w podskokach obok wózka jak zajączek. Co wolisz?”

[Mama dała Asi wybór, który może być dla niej interesujący. W ten sposób pozwala dziecku „zachować twarz” i daje trochę kontroli nad zmieniającą się sytuacją].

Wszystko ładnie, pięknie, jeśli dialog przebiega zgodnie z planem, a co jeśli dziecko nie wybierze żadnej z propozycji? (a wiemy przecież, że jest to bardziej niż prawdopodobne 😉 )

Zatem… Asia nie wybiera jednej z podanych propozycji wtedy:

Mama: [mówiąc ciepło, ale zdecydowanie]

"Asiu, widzę, że trudno Ci zostawić huśtawkę, dlatego pomogę Ci zejść z niej i przejść do wózka.”

Warto byśmy zwrócili uwagę na fakt, że mama swoją wypowiedzią nie wzbudziła w Asi poczucia, że jest „złą, słabą osobą”, nie obciążyła jej odpowiedzialnością za nie zrealizowanie prośby. Mama tylko zauważyła fakt, że zrezygnowanie z rewelacyjnej zabawy było dla dziewczynki zbyt trudne.

Co dzieję się dalej? Oczywiście nie powinniśmy spodziewać się sielanki, podczas której zabierane z huśtawki dziecko z uśmiechem na ustach maszeruje w kierunku domu.

Sprawa wygląda „nieco” inaczej…

Asia krzyczy w niebogłosy i płacze, gdy mama ją zabiera z huśtawki. Delikatnie rzecz ujmując mało przyjemna sytuacja. Konwencjonalna wiedza radziłaby nam, byśmy nie ustępowali w postanowieniu, wsadzili dziecko do wózka i zignorowali histerię, przecież nie wynagrodzimy tego ryku naszą uwagą?

Jak, takie postępowanie ma się do budowania wspomnianego wcześniej kontaktu z dzieckiem?

No właśnie nijak. Co gorsza, wysyłamy naszej pociesze informacje, że jej emocje są złe, a nas jedynie stać na bierne przyglądanie się sytuacji. Jesteśmy przy niej i dla niej, tylko wtedy, gdy podoba nam się to, co czuje i wyraża - innymi słowy, nasza miłość jest uwarunkowana, a nie bezwarunkowa. Dziecko zostaje samo, z trudnymi dla niego uczuciami.

Co zatem zrobić? Czy powinniśmy próbować odwrócić uwagę naszego malucha od odczuwanego zdenerwowania?

Zbagatelizowane emocje

"O jaki śliczny kotek siedzi na schodach, zobacz Asiu”

Wszystko zależy od poziomu zdenerwowania dziecka. Im jest bardziej wzburzone, tym mniej prawdopodobne, że uda nam się odwrócić jego uwagę. Dodatkowo warto zastanowić się nad tym jaką informację przekazujemy dziecku ignorując jego uczucia…

To tak, jakbyśmy mówili: 

„Twoje uczucia nie są ważne. Są natomiast niebezpieczne, więc lepiej udajmy, że nie istnieją.

Możemy również nieco zmienić perspektywę i postawić siebie w podobnej sytuacji. Czy czulibyśmy się kochani i rozumiani, jeśli po okazaniu smutku nasz partner lub przyjaciel próbowałby odwrócić naszą uwagę od sedna rozmowy?

Powinniśmy słuchać naszego dziecka, nie sugerując, że jego emocje są nieistotne lub zbyt przerażające, abyśmy mogli sobie z nimi poradzić.

Huśtawka emocjonalna

Zatem wracamy do punktu, w którym Asia zaczyna płakać, gdy mama zabiera ją z huśtawki:

Mama:

"Płaczesz, ponieważ nie chcesz zakończyć zabawy na huśtawce. Jesteś smutna i zła, ponieważ musimy już iść. Przykro mi, że nie możesz się bujać tak długo jakbyś chciała, ale nadszedł czas, powrotu do domu i zjedzenia obiadu. Usiądźmy na chwilę na tej ławce, a ja przytulę Cię dopóki się nie uspokoisz.”

Taka sytuacja budzi wiele emocji, zarówno u dziecka, jak i u nas - rodziców. Jakiego rodzaju są to emocje i dlaczego tak silnie je odczuwamy? Przyczyna jest prosta, z jednej strony przykro nam, że nasza pociecha przeżywa trudne chwile (bo dla niej są one trudne), z drugiej natomiast obawiamy się oceny dokonywanej przez inne osoby i wstydzimy się zachowania dziecka.

Bez wątpienia wzrok pozostałych rodziców, obecnych na placu zabaw jest skierowany na nas. To naturalne, któż z nas nie spojrzałby w kierunku z którego dobiegają okrzyki pogrążonego w „otchłani rozpaczy” dziecka 😉? Co z tego, że płacze i krzyczy, nie ono pierwsze i nie ostatnie (o tym czym są napady złości u dzieci i jak sobie z nimi radzić pisałam tu => klik). Ważne natomiast byśmy to my zmienili swoje myślenie na ten temat. Płacz dziecka nie jest rodzicielską porażką. Tak naprawdę płacz jest dobry, pomaga dwulatce uporać się z wielką dawką różnorodnych emocji. Córka musi je wyrazić i pokazać NAM, nie „komuś innemu”.

Płacz ma niejedno oblicze…

Jeśli możemy przytulić pociechę i pomóc jej poczuć się bezpiecznie (zamiast przypiąć do wózka i zawieźć na sygnale do domu), zróbmy to. Często dziecko będąc pod wpływem tak silnych emocji, zmienia powód wylewanych hektolitrów łez. Nagle przyczyną płaczu jest ten wielki pies, który rano je wystraszył, albo ból kolana, które stłukło podczas wczorajszego upadku, wtedy jednak nie płakało, bo było z dziadkiem, który powiedział, że „dzielne dzieci nie płaczą” (Swoją drogą, to jedna z najczęściej powtarzanych z pokolenia na pokolenie bzdur, zaraz obok stwierdzenia "to nic nie boli", które rzucamy na widok płaczącego z bólu malucha).

Cóż za wspaniała okazja, aby właśnie teraz wyrzucić to wszystko z siebie.

Bardzo często dzieci podświadomie opierają się postawionym przez nas granicom (tak jak Asia), właśnie po to, aby móc się wypłakać i wyżalić. Patrząc na tę kwestię w ten sposób możemy dostrzec, że to, iż nasza pociecha płacze i żali się w naszej obecności, to ogromne wyróżnienie, bo to my jesteśmy jej ostoją przy której czują się bezpiecznie.

porozumienie_bez_przemocy_przytulanie

Przytul mnie mocno mamo

Podczas płaczu, przytrzymujemy dziecko – pozostając blisko niego. Staramy się odzwierciedlać i nazywać uczucia, empatycznie mówiąc, że jest bezpieczne.

Jeśli nadal unosi się gniewem i odwraca, zostajemy z nim w kontakcie i co jakiś czas przypominamy:

"Jestem tu, nie zostawię Cię samej, jesteś bezpieczna i niebawem, gdy emocje opadną poczujesz się lepiej". 

Mimo kotłujących się w nas emocji staramy się nad nimi zapanować, wykonujemy pogłębione oddechy i liczymy wstecz (o tym jak zachować spokój, gdy dziecko wyprowadza nas z równowagi przeczytacie tu => klik), jednocześnie ignorujemy ciekawskie spojrzenia przechodniów.

Nie ma innej możliwości, po pewnym czasie, tak samo jak po burzy wychodzi słońce – po kryzysie emocje opadają i dziecko się uspokaja.

Możemy zwrócić się do niego: 

„Chodź do domku, czeka tam na nas pyszny obiad. Czy chcesz napić się wody, zanim wejdziesz do wózka?"

Emocje po burzy

Po takim ataku płaczu, który miał miejsce w naszej obecności i z naszym wsparciem, maluch będzie czuł się swobodnie i chętnie podejmie współpracę.

Pamiętajmy, że płacz nigdy nie jest zły, wręcz przeciwnie jest niejako formą oczyszczenia, uwolnienia i wyrażenia stłumionych emocji.

Empatycznie czyli jak?

Oczywiście, empatyczne podejście do dziecięcych uczuć nie oznacza rezygnacji ze stawiania granic i określania zasad. Wręcz przeciwnie, te granice są określane jasno i konsekwentnie przestrzegane. To, co istotne w tym podejściu, to szacunek ,zrozumienie i przyzwolenie na przeżywanie pojawiających się, dziecięcych emocji.

Ustalanie wspomnianych granic warto zacząć w domu, kiedy rzeczywiście mamy czas i energię, aby przetrwać kryzys. Nie jest to łatwe, ale z każdą postawioną granicą, opór i stopień emocjonalności dziecięcych reakcji będą malały. Systematyczność i empatyczna konsekwencja popłacają.

Dzięki empatycznemu ustalaniu granic dziecko uczy się, że:

  • Określone granice są trwałe i mimo, że ich nie lubi, to rodzic jest po jego stronie, dlatego zaczyna je akceptować. Początek samodyscypliny.
  • Nad uczuciami można zapanować. Początek regulacji emocjonalnej.
  • Rodzic jest dla niego wsparciem i troszczy się o jego dobro. Pomaga mu to wierzyć w rodzicielskie wskazówki i pozwala udzielić sobie wsparcia. Fundament zaufania i poczucia bezpieczeństwa.

Może nie jest to najprzyjemniejsza forma przekazywania wiedzy o życiu i emocjach. Na pewno jest to trudna i wyboista droga, wymagająca od nas - rodziców zaangażowania i samokontroli. Każdy z nas dobiera metody wychowawcze pasujące do domowych realiów i swoich przekonań. Warto jednak pamiętać, że negatywne konsekwencje wynikające ze stosowania konserwatywnych metod wychowawczych, są widoczne nie tylko w chwili ich wprowadzania, ale również w dalekiej przyszłości (więcej na temat konsekwencji bicia dzieci przeczytacie tu => klik). Odbijają się one na dorosłym życiu naszych pociech, wpływają na ich umiejętność budowania trwałych relacji międzyludzkich, efektywność regulacji emocji i poziom samooceny.

Pozbądźmy się zatem myślenia „mnie tak wychowywano i jakoś mi to nie zaszkodziło…”, bo w rzeczywiści nie mamy pewności, czy tak nie było. Pomyślcie jak mogłoby wyglądać nasze, życie gdyby wychowywano nas inaczej… 😉

Jakie są Wasze doświadczenia w stawianiu dzieciom granic? Posiadacie jakieś sprawdzone sposoby?

 

 


Jak powiedzieć „NIE” mówiąc „TAK”

Jak powiedzieć „NIE” mówiąc „TAK”. 9 faktów, które każdy rodzić powinien znać.

Poszukajmy zatem odpowiedzi na tytułowe pytanie:

jak powiedzieć "NIE" mówiąc "TAK"?

Jako rodzic staram się dać swoim dzieciom to czego potrzebują. Dotyczy to przede wszystkim sfery psychologicznej. Gdy spodziewałam się pierwszego dziecka wręcz przerażała mnie świadomość, jak ogromna odpowiedzialność na mnie spocznie. Zastanawiałam się, jak będzie przebiegał, każdy kolejny dzień, w którym to będzie kształtowała się nowa, niezależna osobowość małego człowieka. Nie brałam wtedy pod uwagę tego, że tak naprawdę to ta osóbka, każdego dnia od nova będzie mnie uczyła, jak być lepszym rodzicem. By właśnie tak mogło się stać, zaczęłam baczniej przyglądać się sobie, swoim reakcjom, przyzwyczajeniom, nawykom i zachowaniom. Jedną z rzeczy, na której złapałam siebie i swoich najbliższych było nadużywanie słowa „NIE” w stosunku do naszego synka. Zaczęłam zastanawiać się w jaki sposób kierunkować zachowanie dziecka, jak wyegzekwować stosowane „NIE” by nie uciekać się do gróźb oraz ograniczyć ilość wypowiadanego słowa.

No tak jest to pytanie, które zapewne zadaje sobie niejeden rodzic. Wszyscy chcemy, aby nasze pociechy współpracowały z nami, gdy je o coś prosimy oraz przystawały na postawiony przed nimi zakaz. Poniżej omówimy kilka sprawdzonych elementów, które wspomogą dziecko w ujawnianiu współpracującej postawy. Spróbujmy kształtować pożądane zachowania bez uciekania się do krzyków, gróźb czy szorstkości.

Dzieci słuchają nas wyłącznie ze względu na to kim dla nich jesteśmy

  • To, jaki wpływ mamy na nasze dziecko zależy od ich przywiązania do nas, od relacji jaką z nim stworzyliśmy. Jeśli mały człowiek nie chce nas słuchać, pierwsze co powinniśmy zrobić to przyjrzeć się naszym relacjom, a następnie w świadomy sposób je wzmocnić.

Widzę, że świetnie się bawisz…uwielbiasz jeździć swoim autem wyścigowym dookoła domu. Obawiam się, że autko może się porysować o ścianę i uszkodzić. Musimy więc znaleźć bezpieczniejsze miejsce do zabawy.

W powyższym przykładzie, ani razu nie użyłam słowa „NIE” mimo, że moją intencją była zmiana miejsca zabawy. Mogłam przecież powiedzieć „Synku nie jeździj samochodem po ścianie, bo ją porysujesz. Pobaw się na trawniku…”

  • Zobowiążmy się do minimum 15 minut dziennie poświęconych wyłącznie jednemu dziecku. Niech to będzie czas zarezerwowany wyłącznie dla Was.
  • Prowokujmy sytuacje wywołujące uśmiech na twarzy naszych pociech.
  • Akceptujmy łzy, pozwólmy dziecku płakać, gdy tego potrzebuje, nawet jeśli jest to spowodowane postawioną przez nas granicą.
  • Bądźmy spójni - sami przestrzegajmy zasad, które wyznaczamy w trosce o nasze dzieci. Jeżeli mówimy, żeby dziecko napiło się z kubka, zamiast bezpośrednio z butelki, to nie może być tak, że sami z doskoku łapiemy za butelkę i pijemy z „gwinta”. Pamiętajmy, że dzieci odzwierciedlają w zachowaniach to, co same obserwują. Ważne jest, by określona zasada dotyczyła wszystkich domowników – nie ma równych i równiejszych.

U nas po tygodniu od zastosowania powyższych zasad, zauważyłam większą chęć do współpracy ze strony Antosia.

Dzieci zaakceptują naszą wskazówkę, gdy będzie ona częścią codziennej rutyny…

..., bo tak po prostu zawsze się postępuje.

Zawsze należy posprzątać zabawki przed obiadem. Taka jest zasada. Chodź, zrobimy to razem, pójdzie nam sprawniej.

Jeśli nasz maluch nie wykazuje zainteresowania wyznaczonym zadaniem, rozpocznijmy podając mu jedną zabawkę ze wskazówką, na którą półkę powinien ją odłożyć. Zapewne jest to ten fragment zabawy, który nie należy do lubianych. Nawet jeśli dziecko nie jest zadowolone z obowiązujących zasad, to jeśli będziemy je przekazywać z poczuciem humoru i dystansem, bez zbędnego napięcia i rozkazującego tonu (któż z nas lubi, gdy stawia się go pod ścianą bez możliwości wyboru?), to staną się one rutyną i nawykiem, podobnie jak mycie rąk po skorzystaniu z toalety lub odrabianie lekcji przed zabawą.

pozytywna_komunikacja

Dzieci zaakceptują nasze prośby, kiedy przekonają się, że postawiona im granica jest nie do ruszenia…

Jeśli dziecko zorientuje się, że postawiona mu granica jest elastyczna i może ją naginać stosownie do swoich potrzeb, to bez wątpienia będzie to robiło za każdym razem.

Bycie konsekwentnym, bo tak można nazwać to w jaki sposób powinniśmy postępować, nie oznacza, że nie mamy słuchać argumentów małego, niezadowolonego z przebiegu sytuacji, człowieka. Chodzi przecież również o to, by obie strony były zadowolone (win/win). Podczas rozmowy z dzieckiem powinniśmy być mili, ale równocześnie stanowczy. Bądź blisko, najlepiej na wyciągnięcie ręki, nawoływanie z innego pomieszczenia to nie jest dobry pomysł na komunikację. Zwróć się do malucha w przyjemny, może nawet zabawny sposób nawiązując do tematu zabawy, jednocześnie tak, żeby zignorowanie Ciebie było niemożliwe.

Halo, tu ziemia czy mnie słychać? Ogłaszam, że nadszedł czas by zmyć z siebie gwiezdny pył. Rakieta musi wrócić do bazy (pudełko z zabawkami) – wanna przygotowana.

Dzieci łatwiej zaakceptują wyznaczone przez nas granice, gdy z szacunkiem przyjmiemy ich pragnienia, złość, smutek czy rozczarowanie

W większości przypadków nasza granica nie przypadnie do gustu dziecku, jest to zupełnie naturalne, bo kto z nas lubi ograniczenia? Wyznaczone zasady nie muszą się podobać dzieciom, muszą natomiast być przez nie przestrzegane. Gdy pozwolimy im wyrazić swoje niezadowolenie, określane nawet jako nieszczęście, pomożemy im nazwać to, co w danym momencie czują, przyczynimy się do łatwiejszego zaakceptowania obowiązującej reguły.

Chciałbyś się bawić przez kolejne 5 godzin prawda? Domyślam się, że chciałbyś się bawić przez całą noc. Wiem, że trudno jest przerwać w trakcie dobrej zabawy i zacząć sprzątać pokój. Chcesz poburczeć sobie podczas układania zabawek, żeby pokazać mi, jak bardzo jesteś niezadowolony? Zróbmy burczący konkurs podczas układania zwierzątek z powrotem na półkę. Mój miś burczy głośno podczas wdrapywania się na swoje miejsce.

Dzieci wypełnią naszą prośbę, jeśli nie będą czuły się zmuszane

Spróbuj unikać walki o władzę. Znajdź sposób, aby dać wybór oraz pewną autonomię.

 

Nadszedł czas kąpieli. Chcesz jechać samochodem po torze wyścigowym do pudełka, czy wolisz, żeby wzbił się w powietrze i poleciał na pudełkowe lotnisko?

Nie poddajemy dyskusji kąpieli – to niekwestionowany fakt. Przenosimy uwagę dziecka dając mu możliwość wyboru formy sprzątania po zabawie.

Jak powiedzieć „NIE” mówiąc „TAK”

Dzieci chętniej wypełnią naszą prośbę, gdy przedstawimy ją jako coś zabawnego – zachęcającego

Każde zagadnienie możemy przekształcić w grę, a dziecko nie będzie potrafiło oprzeć się zaproszeniu do zabawy. Niech ciężarówka pokona trasę do pudełka z zabawkami. Używajmy zabawnych głosów, wcielajmy się w ulubione postaci. Zróbmy konkurs, kto szybciej pozbiera klocki.

Dobra, dobra, to wszystko brzmi pięknie, ale czy należy tak postępować każdego wieczoru?

Oczywiście - nie, no chyba, że jesteś nadczłowiekiem ;-). Każdy z nas ma lepsze i gorsze dni. Bywają też takie, kiedy jesteśmy wyczerpani i zwyczajnie brak nam sił na zabawę. Jednak jeśli zbierzemy w sobie na tyle energii, by to jednak zrobić, zyskamy satysfakcję z bezkonfliktowo zrealizowanego zadania.

Dzieci wypełnią naszą prośbę (nakaz), gdy będzie ona dostosowana do ich możliwości

Większość pięciolatków nie jest w stanie samodzielnie posprzątać w pokoju. Nawet jeśli wydaje się nam, że powinny wiedzieć, jak to zrobić, one i tak potrzebują naszej obecności podczas realizacji zadania. Kiedy wspólnie posprzątamy przestrzeń i dodatkowo czynność ta będzie miała zabawny charakter, dziecko w końcu nauczy się czerpać satysfakcję z porządkowania swojego otoczenia. Nie będzie to przykrym obowiązkiem. Dla maluszków największą przyjemnością jest sam fakt wykonywania zadania razem z rodzicem, cieszy się wspólnie spędzanym czasem.

Dzieci zaakceptują postawione granice, jeśli będą widziały, że dbamy o ich szczęście i dobre samopoczucie

Wiem, że nie chcesz zburzyć tej wieży, widziałam jak bardzo się starałeś podczas budowania. Zazwyczaj sprzątamy wszystko wieczorem, ale zostawmy Twoją wieżę byśmy mogli się nią nacieszyć. Za to jeśli pospieszymy się z porządkowaniem pozostałych zabawek, zyskamy więcej czasu na dodatkowe opowiadanie przed snem.

W tak skonstruowanej wypowiedzi zawarliśmy informację, że doceniamy zaangażowanie naszego malca, że ważne jest dla nas jego dobro. Poniekąd poszliśmy na ustępstwo, ale przedstawiliśmy również korzyść z wykonania „polecenia”.

Dzieci zaakceptują wyznaczony przez nas kierunek, jeśli zrozumieją, że określamy zasady, ponieważ dbamy o ich dobro

Na jakość zaufania, którym darzy nas dziecko ma wpływ nasz codzienny sposób interakcji z nimi. To o czym pisałam wcześniej, czy jesteśmy spójni, czy dotrzymujemy danego słowa, czy również przestrzegamy ustanowionych zasad.

Musimy posprzątać zabawki, żeby nie potknąć się o nie i ich nie połamać. Dodatkowo zyskamy więcej przestrzeni na jutrzejsze zabawy.

Jak powiedzieć „NIE” mówiąc „TAK”

Dzieci wykonają niemal wszystko, o co je poprosimy, jeśli tylko wypowiemy to w odpowiedni sposób – spokojnie, z szacunkiem i troską. Znajdź sposób by powiedzieć „tak”, zamiast „nie” nawet podczas ustanawiania granic.

„TAK to jest pora by posprzątać, i TAK pomogę Ci w tym, TAK możemy zostawić zbudowaną przez Ciebie wieżę, TAK możemy poburczeć wyrażając niezadowolenie, TAK jeśli się pospieszymy zyskamy czas na przeczytanie dodatkowej bajki, i TAK możemy zrobić to w zabawny sposób, i TAK uwielbiam Cię, i TAK, jak to możliwe, że mam tyle szczęścia, że jestem Twoim rodzicem, TAK, TAK, TAK – kocham Cię synku”

Zatem może największym sekretem w tym jak powiedzieć „NIE” jest to, że można je wyrazić stosując „energię - Tak”. Kiedy jesteśmy w stanie powiedzieć „NIE” – wyraźnie, ale z ciepłem i czułością, które czujemy do swojego dziecka, wtedy jest to największe TAK, jakie kiedykolwiek wypowiedzieliśmy. Tak dla naszego dziecka, dla jego rozwoju, poczucia bezpieczeństwa, tak dla szczęśliwego dzieciństwa, w świecie okalanym przez jasne granice.

Jeśli jesteście zaiteresowani wpływem naszego postępowania na rozwój dziecka zajrzycjcie tutaj oraz tutaj.

Jakie są Wasze doświadczenia w tym obszarze? W jaki sposób wprowadzacie zasady w Waszym domu?

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Twoje interakcje są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi w rozwoju. Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz, że może być przydatny, to udostępnij go swoim znajomym na Facebook'u. Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie  ;-) .