komunikacja z dzieckiem

Słowa, których rodzic nie powinien powiedzieć do swojego dziecka oraz sposoby efektywnej komunikacji z maluchem.

 

Bycie rodzicem to najbardziej odpowiedzialna rola w życiu każdego z nas. Rola, którą niezależnie od naszej kondycji, zajętości czy chęci pełnimy 24h/7. To jedna z wielu ról społecznych, które realizujemy i w żaden sposób nie daje nam taryfy ulgowej. Kochamy nasze pociechy, chcemy spędzać z nimi jak najwięcej czasu, czerpiemy niesamowitą satysfakcję obserwując ich rozwój…jednak codzienność nie ma skrupułów, domowe obowiązki same się nie zrobią (a szkoda), również zawodowe zadania czyhają na nas w ukryciu i wyskakują niczym królik z cylindra.

Wiadomo, należy stawiać sobie priorytety, czasami odpuścić, nie wpadać w frustracje, a odwiedzającym nas znajomym serwować od progu zdanie „przepraszam za bałagan, ale my tu mieszkamy” ;-). Jednak to wspomniane „czasami” kiedyś się kończy i prędzej czy później (a raczej prędzej niż później) trzeba będzie zrobić to co do nas należy.

Tak więc gdy już dopadnie nas ten czas i staramy się uporać z wszystkimi zadaniami, chcąc zwiększyć swoją efektywność (o ironio) staramy się robić kilka rzeczy na raz. Przemieszczając się z kuchni, w której „gotuje się” obiad (że niby sam się gotuje 😉 ), do salonu, w którym staramy się rozszyfrować podesłane dokumenty biurowe, po drodze zahaczając o łazienkę, z której kokieteryjnie mruga do nas światełko czekającej na „opróżnienie” pralki – działamy na podkręconych obrotach chcąc ze wszystkim zdążyć na czas.

No to tak sobie biegamy po tych domowych pomieszczeniach, ale nie myślcie, że snuję tu sielankową wizję rodzicielskiej przedsiębiorczości, czy przesadnej dbałości o kondycje – żeby nie było zbyt łatwo w tak zwanym międzyczasie naście bądź dzieścia razy z rozmaitych, arcy ważnych powodów, zostajemy wywołani do odpowiedzi przez najmłodszego członka rodziny. Powodów nawoływań może być niezliczona ilość: nagły i niewyobrażalny głód, nieodparta chęć zaspokojenia pragnienia, zagubienie jednego z kluczowych, drewnianych klocków, czy rozlanie wody po farbach plakatowych. Do tego niekończący się wachlarz pytań, na które tu i teraz musimy udzielić odpowiedzi.

Sytuacja dość napięta, zapewne dobrze znana niejednemu z Was. Przy zmęczeniu i towarzyszącej presji czasu czasami ciężko jest zachować spokój i zapanować nad emocjami…

Poznajcie zatem najbardziej powszechne zwroty, które wypowiadamy w takich sytuacjach, a które nie powinny paść z ust rodzica. Zwroty, które wywołują u dziecka lawinę negatywnych emocji jak: złość, smutek, żal, zawstydzenie itp.

Przedstawię również łagodniejszą, alternatywną formę komunikacji z maluchem. 

Zatem zaczynamy:

„Zostaw mnie w spokoju!”

Dzieci to bardzo chłonna „materia” i kiedy rutynowo stosujemy w ich kierunku zwroty: „nie przeszkadzaj mi” czy „nie teraz, jestem przecież zajęty”, z czasem zaczynają te słowa traktować bardzo poważnie. „Dochodzi do wniosku”, że nie ma sensu rozmawiać z rodzicem, skoro i tak zawsze nie ma dla niego czasu. Najczęściej dzieje się to poza świadomością malucha, jeżeli to przeświadczenie stanie się trwałym wzorcem może mieć wpływ na otwartość i komunikacje w przyszłości. Za kilka lat role mogą się odwrócić i usłyszymy od nastolatka: „Sorry, ale do rozmowy to ja mam znajomych na fejsie, nie mam czasu mamuśka”.

Co zatem zrobić, jak się zachować?

Dzieci od początku powinny obserwować i wiedzieć o zwyczaju, w którym rodzic potrzebuje i przeznacza trochę czasu wyłącznie dla siebie. W tym czasie opiekę nad maluchem przejmuje partner, babcia, przyjaciółka czy niania, a my zyskujemy dodatkowy bufor bezpieczeństwa, czas na odreagowanie, chwilę dla siebie.

W sytuacji, gdy wiemy, że przez najbliższy czas będziemy pochłonięci pilnymi zajęciami dobrze jest przygotować i uprzedzić dziecko „Kochanie muszę pilnie zakończyć tę jedną rzecz, więc przez kilka minut pokoloruj sam ten obrazek. Jak skończę razem obejrzymy Twoje dzieło, a później pójdziemy na spacer”.

Musimy jednak podejść do tego realistycznie i pamiętać, że maluch i przedszkolak nie może bawić się sam przez godzinę. Mówimy tu o kilku – kilkunastu minutach.

„Jesteś tak…”

„Tomku, dlaczego jesteś tak niemiły dla Kasi?” albo „Jak możesz być takim niechlujem?” stosowanie zwrotów o takiej i podobnej konstrukcji jest niczym innym, jak etykietowaniem. Cóż to takiego? Otóż etykietowanie to nadawanie ogólnych cech, skrótów myślowych – etykiet sobie i/lub innym ludziom. W uproszczeniu można powiedzieć, że etykietowanie stanowi jeden z elementów definiowania siebie i otaczającego świata. Często zdarza się, że nawykiem jest formułowanie tego typu ocen, nawet jeśli nie mamy nic złego na myśli, to przecież takie naturalne i wręcz automatyczne. Przychodzi to z łatwością, a może przysporzyć sporo kłopotów.

Małe dzieci wierzą w to co słyszą, bez pytania o doprecyzowanie, o przyczyny, czy o zasadność. Zatem nadawane im negatywne etykiety mogą stać się samospełniającą się przepowiednią. Tomek otrzymuje od nas wiadomość, że bycie niemiłym i bałaganienie jest jego naturą. Zaczyna myśleć o sobie w ten sposób, nadane etykiety zaburzają jego poczucie wartości. Nawet te, które wydają się neutralne lub pozytywne jak „nieśmiały” lub „inteligentny” – powodują pojawienie się niewłaściwych oczekiwań względem siebie i presję by potwierdzić wypowiedzianą pochlebną opinię.

Możemy to bagatelizować i mówić, że to „gadanie” na wyrost, ale prawda jest taka, że ma to na tyle istotny wpływ, że ten z nas kto słyszał kiedyś od swojego rodzica, że „jest jakiś…”, „beznadziejny, „leniwy”, „głupi” – pamięta to do dziś.

Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest odniesienie się do konkretnego zachowania dziecka „zachowałeś się niegrzecznie” (a nie „jesteś niegrzeczny”) i pozostawienie osobowości dziecka bez oceny (więcej na temat form komunikacji z maluchem znajdziesz tu klik).

„Nie płacz”

Równie dobrze możemy powiedzieć: „nie smuć się”, „nie bądź dzieckiem”, „no już dobrze, dobrze nie ma powodu by płakać”, „nie płacz, już nie boli”. Jako rodzic i dorosły nie możemy wiedzieć, czy jest, czy nie ma powodu do płaczu. Dziecko, szczególnie przedszkolak, jest wystarczająco zdenerwowany by płakać – zwłaszcza kiedy nie zawsze potrafi wyrazić słowami swoje uczucia.  Może być smutny, przestraszony i to naturalne, że chcemy chronić naszego malucha przed takimi uczuciami i dlatego niczym za sprawą czarodziejskiej różdżki zaklinamy rzeczywistość.

Musimy jednak zdawać sobie sprawę, że mówiąc „nie płacz…” nie poprawiamy samopoczucia dziecka, mało tego poniekąd wysyłamy mu informacje, że jego uczucia nie są ważne, że odczuwanie innych emocji niż radość jest czymś niewłaściwym, że należy je ukrywać i tłumić.

Zamiast zaprzeczać, temu co dziecko czuje, lepiej jest okazać zrozumienie i pomóc nazwać to co w danej chwili się dzieje. „Musiało być Ci smutno, kiedy Jaś powiedział, że nie chce już być twoim przyjacielem.” „Tak, to prawda podpływające fale mogą być przerażające, kiedy nie jesteśmy do nich przyzwyczajeni, ale będziemy tak stać razem i niech łechtają nasze stopy. Zobacz jak przyjemnie. Obiecuję, że nie puszczę Twojej ręki.”

komunikacja z dzieckiem

Nazywając prawdziwe uczucia odczuwane przez dziecko, uczysz go nowych słów, aby w przyszłości potrafił wyrazić siebie – pokażesz co oznacza bycie empatycznym. W ten sposób dziecko będzie potrafiło opisać swoje emocje i zmniejszy się ilość płaczu wynikająca z „niemocy”.

„Dlaczego nie możesz być jak Twój brat?”

Wydaje się być uzasadnionym i pomocnym podawać za przykład rodzeństwo bądź przyjaciela: „Zobacz, Kubuś już zjadł swój obiadek, a ty?” albo „Michał już dawno korzysta z nocnika, dlaczego Ty nie możesz spróbować?”. Jednak porównania są niczym rykoszet i odbijają się podwójną czkawką. Nasze dziecko jest sobą, a nie Kubusiem czy Michałem.

To dla nas naturalne, że aby dokonać porównania szukamy punktu odniesienia i najlepiej jak ten punkt jest nieco wyżej, niż standardowa poprzeczka… Nie powinniśmy doprowadzać do sytuacji, żeby dziecko czuło niezdrową presję z tytułu posiadania, czy nie posiadania jakiejś umiejętności. Każde dziecko rozwija się we własnym tempie, mając swoje indywidualne predyspozycje, temperament i osobowość. Porównując dziecko do kogoś innego wysyłamy sygnał, że nie satysfakcjonuje nas to jakie jest, że jest niewystarczająco dobre, że chcemy by było inne niż jest w rzeczywistości (więcej na ten temat przeczytasz tu klik). Dodatkowo rzucamy negatywne światło na relację między rodzeństwem (i tu klik).

Dokonywanie porównań nie wspiera, nie przyspiesza zmiany postępowania, nie motywuje do rozwoju. Zmuszanie do zrobienia czegoś, na co nie jest jeszcze gotowe (lub czego nie chce zrobić) może być mylące dla małego dziecka i może osłabić jego pewność siebie. Istnieje również prawdopodobieństwo, że brzdąc nie będzie chciał zrobić tego co my chcemy – taki mały teścik silnej woli.

Zamiast porównań, lepiej jest doceniać dotychczasowe osiągnięcia: „Wow, samodzielnie zjadłeś ten kawałek kotlecika?” lub „Dziękuje, że powiedziałeś mi o tym, że czas zmienić Twoją pieluszkę”.

„Widzisz, bo Ty zawsze wiesz lepiej!”

Takie kpiące sformułowanie żądli niczym pszczoła, mocniej i boleśniej niż możemy sobie wyobrazić. Po pierwsze, dziecko rzeczywiście nie posiada doświadczenia i wiedzy w określonych dziedzinach, zdolności przewidywania, więc robiąc coś nie może wiedzieć jakie będą konsekwencje jego postepowania. Uczenie się jest procesem polegającym na podejmowaniu prób i popełnianiu błędów. Czy dziecko naprawdę może przewidzieć, że z ciężkiego dzbanka trudno mu będzie nalać sobie wody? Dzbanek wydawał się taki sam, jak ten w przedszkolu, z którego sam z powodzeniem korzystał.

Jeżeli nawet maluch dziś popełnił ten sam błąd co wczoraj, taki komentarz jest ani pouczający, ani wspierający. Powinniśmy powiedzieć i zademonstrować jak dana czynność powinna być wykonanaByłoby fajniej gdybyś zrobił to w ten sposób, zobacz – dziękuję.”

Starajmy się nie wysyłać komunikatu: „Niezależnie czego się nie podejmiesz i tak nie zrobisz tego dobrze”.

Brutalne?? Ale prawdziwe.

 „Przestań albo zrobię z Tobą porządek!”

Groźby wyrażane przez nas zazwyczaj w wyniku frustracji rodzicielskiej, rzadko są skuteczne. To tak, jakbyśmy mówili „Spróbuj to zobaczysz…!” albo „Jeśli zrobisz to jeszcze raz, to dostaniesz na tyłek!”. Problem polega na tym, że prędzej czy później trzeba wprowadzić w życie zapowiadaną groźbę, albo traci ona swoją moc. Badania potwierdziły, że groźby oraz klapsy są całkowicie nieskutecznym sposobem na zmianę zachowania (więcej na ten temat przeczytasz tu ).

Prawda jest taka, że im młodsze dziecko, tym dłużej trwa zmiana jego zachowania. Szanse na powtórzenie występku przez dwulatka jeszcze tego samego dnia wynoszą 80% bez względu jakiego rodzaju „dyscypliny” użyjemy.

Nawet w przypadku starszych dzieci, żadna dyscyplinująca strategia wychowawcza nie daje oczekiwanych wyników – wręcz przeciwnie, przynosi wiele niepożądanych konsekwencji.

Jak powiedzieć „NIE” mówiąc „TAK”

Zatem pozostaje nam opracowanie repertuaru konstruktywnych taktyk, takich jak przekierowanie uwagi, usunięcie dziecka z „przestępczej” sytuacji, czy limity czasowe.

„Poczekaj, aż tata wróci do domu!”

To banalne sformułowanie zna każdy z nas, to z pozoru nieszkodliwe zdanko jest swoistym rodzajem wprowadzania zagrożenia oraz formą dyscyplinowania. Abstrahując od tego, że absolutnie nie zgadzam się i nie pochwalam takiego postępowania, to jeżeli chcielibyśmy w taki sposób wyciągnąć konsekwencje to należy od razu zadziałać bezpośrednio po wystąpieniu określonej sytuacji. W przeciwnym razie konsekwencje nie zostaną połączone z nieodpowiednim zachowaniem dziecka. Do momentu powrotu szanownego małżonka do domu, jest wysoce prawdopodobne, że mały szkodnik faktycznie zapomniał już o niewłaściwym zachowaniu.

Pomijając nieskuteczność tej formy naprowadzania dziecka na właściwą drogę, to przekazując pałeczkę komuś innemu podważamy swój autorytet w oczach malucha. Dlaczego miałby nas słuchać, skoro i tak w określonej sytuacji niczego nie zrobimy. Dodatkowo stawiamy w partnera w niekorzystnej roli „złego policjanta” wycierając sobie nim ręce ;-).

„Pośpiesz się!”

Któż z nas żyjących w świecie zdefiniowanym przez naglące terminy, przepełnione harmonogramy, deficyt snu i ciągle zbyt małą ilość czasu na realizacje wszystkich powyższych elementów nie wypowiedział tych nieśmiertelnych słów, magicznego „pośpiesz się”?

Z pewnością każdy rodzic, którego maluch przed wyjściem nie może znaleźć swoje buta lub ukochanego kocyka – doskonale zna ten jakże „skuteczny” zwrot. Zastanówmy się jednak, co i jak często tak naprawdę mówimy pospieszając nasze dziecko.

Lepiej wystrzegać się codziennego wzdychania, ostentacyjnego stania z rękami na biodrach z nerwowo przytupującą stopą. Zdecydowanie nasze postępowanie nie przyspiesza działań dziecka, mimo naszych mentalnych starań (nie posiadamy umiejętności paranormalnych by wzrokiem przyspieszyć zakładanie buta). To do czego nasza wroga postawa się przyczynia to wzbudzenie poczucia winy i złego samopoczucia malucha.

Przecież ostatnim obrazem przed pójściem do przedszkola czy szkoły będzie nasza zachmurzona mina. Czy tego chcemy? W tej sytuacji musimy zawrzeć pakt z samym sobą, że niezależnie co będzie się działo, nawet jeśli w zimowy poranek, w pełnym ekwipunku dziecku zachce się do toalety, nie będziemy przewracać gałek na drugą stronę, tupać nogą mruczeć znacząco słowem wprowadzać nerwowej atmosfery. To nie będzie łatwe, bywają sytuacje, że wydaje mi się wręcz niemożliwe, ale warto się postarać.

„Dobra robota!” lub Super chłopiec!”

Co może być nie tak w docenianiu? Pozytywne wzmocnienie, mimo wszystko, jest jednym z najbardziej skutecznych narzędzi w naszych rodzicielskich rękach. Pochwały stają się kłopotliwe, gdy są niejasne i występują lawinowo. Rzucając od tak „Świetna robota!” za każdy drobiazg wykonany przez dziecko sprawiamy, że pochwała traci swoje znaczenie.

Co rozbić, żeby pozbyć się przesadnej wylewności:

  • Doceniajmy te realizacje, które wymagają wysiłku od dziecka.
  • Doprecyzujmy: Zamiast określenia „Piękna praca”, powiedzmy: „Podobają mi się te kolorowe paski, w które ozdobiłeś ten balonik” albo „widzę, że narysowałeś obrazek przedstawiający czytaną przez nas historyjkę.”
  • Chwalmy zachowanie dziecka. Zamiast: „Byłaś taka grzeczna podczas układania puzzli, dzięki czemu dokończyłam sortowanie dokumentów”. Lepiej: „Układanie puzzli wyszło Ci znakomicie, zobacz udało Ci się dokończyć obrazek”.

Wierzę, że te wskazówki znajdą zastosowanie w Waszych rodzicielskich kodeksach, wystrzelicie w kosmos powyższe zwroty i tym samym zmniejszycie negatywne oddziaływanie na swoje pociechy. Każde dziecko ma inne potrzeby, to odrębny mały człowiek do którego powiniśmy podchodzic indywidualnie i z należytym szacunkiem, takim samy jak w stosunku do osoby dorosłej. Sama wielokrotnie gryzę się w język chcąc użyć, któregoś z zakazanych zdań. To nie łatwe zadanie, a dlaczego? Ponieważ sami wielokrotnie jako dzieci słyszeliśmy owe zwroty pod swoim adresem nie tylko w domu, ale i w przedszkolu czy szkole, dlatego są tak głęboko zakorzenione niczym chwast i potrzeba wielu prób zanim znikną na zawsze.

Trzymam za Was kciuki.

Czy macie propozycję jakichś zdań stosowania, których powinno się zaniechać? Czy stosujecie powyższe zwroty, a może w stosunku do Was były one stosowane? Jak sie wtedy czuliście?

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Informacje od Was są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi się rozwijać.

Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz, że może być przydatny, to udostępnij go swoim znajomym na Facebook’u.

Pozdrawiam gorąco  😉 .

 

  • Dodałbym słynne „jesteś niegrzeczny/a”. To mnie strasznie denerwuje i próbuje tego oduczyć męża..

    • Dokładnie. Ogólnie odwoływanie sie do osoby, a nie do jego zachowania jest błędem. Zamiast „jesteś niegrzeczny” lepiej „zachowujesz się niegrzecznie”.

      • Tylko czytałam że dziecko nie ma definicji słowa grzeczny/niegrzeczny, więc tak jakby niewiele to wnosi 😉

        • Dokładnie tak. Ogólnie dzieci mają kłopot z przetwarzaniem słowa „nie”.

          • ooo tak, jak tylko powie się „nie rób”, to można być pewnym że właśnie to zrobi 😀

          • można powiedzieć – przestań robić x 😉 a najlepiej dodać co ma robić zamiast tego. (no i zależy oczywiście ile młodociany ma lat 😉 )

  • gość

    W pełni się zgadzam. I dorzuciłabym jeszcze 2 punkty do listy:
    ” Kiedy ja byłam w twoim wieku”…- przecież czasy się zmieniają i zastosowanie tego zwrotu powinno wyjść z mody, bo często to wygląda tak ” ja miałam ciężej. Nie narzekaj”.
    A drugi to spełnianie własnych ambicji. Wepchnijmy dziecko na studia medyczne, chociaż ma inne plany.. Albo ” graj na tym pianinie”- chociaż np. dziecko woli malować.

  • Nie mam siły walczyć ze wszystkimi: pięknie jesz, ślicznie chodzisz, cokolwiek to znaczy 😉 na szczęście dziadków widzimy dwa, trzy razy w roku, więc chyba duzej szkody z tego nie będzie;). Kiedyś za to na jakimś „rodzinnym” pikniku usłyszałam jak mama powiedziała do córki, która podbiegla do niej do stolika: ” zejdź mi z oczu”. To mi do dziś mrozi krew w żyłach

  • AnetaNieZajac

    Niby wszyscy to wiedzą, ale tak trudno czasem zachować spokój w sytuacji, która nas rozwściecza. Nie można swoich negatywnych emocji przenosić na dziecko i tego chyba najtrudniej nauczyć mamy.

  • To bardzo ważne, żeby traktować dziecko jak niezależną jednostkę. I nie naruszać jego autonomii przez złą komunikację.

  • Najgorsze z możliwych: „daj mi spokój”. Raz usłyszałam i poczułam się jakbym nic nie znaczyła… Mam nadzieję, że będąc mamą będę pamiętała Twój wpis, jest świetny.

  • Paulina

    Każdy rodzic powinien to przeczytać 🙂

  • He, święta racja – co te emocje robią z nami, matkami…

  • Sasanki

    Bardzo dobry tekst! Jestem na etapie oduczania rodziny, że spokojny, posłuszny = grzeczny. Język ma moc i powinniśmy zawsze zastanawiać się nad tym jakie przesłanie wysyłamy, zwłaszcza mówiąc do dzieci.

  • bardzo ważny tekst! i w dodatku dobrze się czyta 🙂

  • uff, pozbyłam się tego „pośpiesz się”

  • Wszystko to prawda, tylko zapewne wiekszości z nas te błędy wyrywają się np. w nerwach, a tu pasuje po prostu myśleć, o tym co i do kogo się mówi….

    • Dokładnie. Takie wyrywajàce się zwroty nie mają większego znaczenia. Gorzej jezeli ktos tak komunikuje się z dzieckiem każdego dnia.

  • Ta, wymyślasz 😛

  • Właśnie z tym chceniem jest najgorzej. Wiesz, to jest pokolenie, które wie najlepiej, a Ty jesteś smarkula! Swoje dzieci wychowali, wiedzą lepiej 🙁

  • Ilona Wróblewska

    Bardzo pomocny wpis. Niby człowiek jest świadomy, że nie powinien tak mówić do dziecka, ale jednak co jakiś czas trzeba przypominać sobie o tym jak należy rozmawiać z dzieckiem. Pozdrawiam!

  • „Nie płacz” moje ulubione 🙂

  • Artur Baranowski

    Swoje dzieci traktowałem od początku na serio zdając sobie sprawę, że kształtuję człowieka, który kiedyś będzie samodzielny. Myslę, patrząc dziś na moje dorosłe dzieci, ze ta sztuka mi się udała. Jestem dumny.

    • Pięknie napisane i serdecznie gratuluję.
      Odniosłeś niesamowity sukces.

  • Jednak największą krzywdę jaką można wyrządzić dziecku słowami, to powiedzenie mu: Już Cię nie kocham!

    • Oczywiście to taka krzywda wyrządzona z premedytacja i pełną świadomością.

  • Kolejny bardzo dobry tekst. Tylko, że ja to wiem – powiedz to dziadkom, którzy do znudzenia powtarzają Ale marudzisz, MAruda! zamiast zapytać czemu dziecko ma taki zły dzień. A już za porównania jestem w stanie oczy wydrapać 😛

  • Na szczęście nie używam tych zwrotów – no może tylko czasami za bardzo chwalę za drobnostki, ale masz rację, że zbyt częste pochwały też nie są zbyt dobre. Artykuł bardzo fajny i przydatny.

  • Świetny tekst i jak najbardziej słuszne rady 🙂

  • IKTOTUJESTJOHNY

    Nie jestem rodzicem ale jestem wujkiem oraz instruktorem deskorolki dla dzieci. Na co dzień spotykam się z róznymi zachowaniami dzieci. trzeba mieć stalowe nerwy czasami 🙂

    • No pewnie. Dobrze, że do własnych dzieci ma się więcej cierpliwości. Ktoś mądrze to wszystko poukładał.

  • Wprawdzie nie jestem rodzicem, ale wydaje mi się, że te porady można odnieść ogólnie do komunikacji międzyludzkiej.

    Dajmy na to pierwszy przykład: „Zostaw mnie w spokoju”. Za każdym razem, kiedy ktoś do nas przychodzi, to oznacza, że chce porozmawiać. Polecam każdemu zrobienie sobie takiego ćwiczenia: Kiedy np. inny członek rodziny wchodzi do Twojego pokoju, zamknij laptopa, odłóż telefon, czy inną czynność, którą się aktualnie zajmujesz. Odwróć się w kierunku tej osoby i jej wysłuchaj. Zobaczysz, jak to pozytywnie wpływa na relacje.

    • Kamil jest dokładnie tak jak piszesz. Mały człowiek zasługuje na taki sam szacunek, jak dorosły, a ignorowanie kogoś, czy kontynuowanie czynności gdy ktoś się do nas zwraca jest wyrazem jego braku.
      Pozdrawiam serdecznie

  • Ważne uwagi 😀 To wsystko jak na razie przede mną, ale postaram się jednak zapamiętać 🙂

  • Lektura obowiązkowa dla każdego rodzica i kandydata na rodzica również. A te zdania zacytowane to chyba słyszy niestety każde dziecko…

    • Niestety Małgosiu to prawda. Większość dzieci słyszy to zdanie, nawet jezeli nie w domu to w szkole czy przedszkolu…

    • Małgosiu, zdecydowanie każdy rodzic powinien być świadom ewentualnych konsekwencji swojego postępowania względem dziecka. W wychowywaniu jest tyle kwestii na, które nie mamy wpływu, dlatego warto próbować pozytywnie reagować tam gdzie mamy taką możliwość.
      Pozdrawiam

  • Żaneta Bomba

    „Każde dziecko rozwija się we własnym tempie, mając swoje indywidualne predyspozycje, temperament i osobowość. ” -> Moje to rozwija się nad wyraz książkowo 😉

  • Chciałabym umieć zastosować te porady jak już bede miala dziecko, ale wiem jak to w praktyce bywa różnie. Życie niestety często weryfikuje chęci…

  • Ania Ślebioda

    Mi najbardziej do myślenia dał ostatni punkt. Nigdy wcześniej tak o tym nie myślałam. Dzięki za olśnienie 🙂

  • Zgadzam się z każdym słowem. Choć mam problem z tym „zostaw mnie” – jak wracam do domu zajechana jak koń po orce, marzę o kawie wypitej w spokoju. A towarzystwo urządza Armagedon. Mam ochotę wysłać ich na księżyc!

  • Bardzo cenne uwagi 🙂

  • Inspiracje dla szkoły

    Bardzo wartościowy artykuł! Zasady bliskie mojemu sercu, jednak nie zawsze potrafię się do nich zastosować 🙁 Będę tu zaglądać jeszcze częściej! A tak na marginesie, jestem zachwycona lekkością Twojego pióra!!! Pozdrawiam 🙂

    • Dziękuję za tak miłe słowa i serdecznie zapraszam.

  • Macierzynstwo-raz!

    Ciekawy wpis i prawdziwy. Myślę, że trzeba popełnić czasem parę grzechów jako rodzic, żeby zobaczyć która droga jest właściwa.

    • Dokładnie tak, na tym polega nauka- na popełnianiu błędów .

  • Bardzo mądry wpis. Pamiętam, że sporo takich zwrotów usłyszałam w dzieciństwie. Mamą jeszcze nie jestem, ale będę zwracać uwagę na to jak mówić do dziecka, choć wiem, że to ciężka praca i wyzwanie.

    • Kinga dziękuję za Twoje słowa, bardzo się cieszę, że uznałas wpis za pomocny. Co do macierzyństwa to rzeczywiście najtrudniejsza rola ze wszystkich, ktore przyjdzie nam pełnić.

  • Wiola Skawinska

    Niestety mimo iż pamiętamy, jak należy rozmawiać z naszymi dziećmi, często emocje biorą górę i padają takie kwiatki… Przydatny wpis pozdrawiam

    • Dokładnie, emocje są zawsze złym doradzcą.
      Pozdrawiam serdecznie

  • „Pospiesz się”, „Dobra robota” ,”jestem z ciebie dumna”, „nie płacza” – to owszem, pada z mych ust 🙂 Nigdy natomiast nie straszę córki powrotem taty do domu 🙂 Czeka na niego jakby go tydzien nie widziała za każdym razem 🙂

  • Iwona Kosińska

    Hmmm… tak jak umiem i bardzo lubię mówić dzieciom : umiecie sami, tylko spróbujcie, tak mam wielkie „braki” w całej reszcie komunikacji ale bardzo nad sobą pracuję. Zwłaszcza nad etykietowaniem i nad tym właśnie „nie płacz”. Nie należę do najbardziej cierpliwych a jednak nigdy dzieci nie pospieszam. Nie mogę powiedzieć, że u nas w domu nie panuje dyscyplina. ale boję się zapędzić z nią za daleko. Rodzicielstwo to szkoła najtrudniejsza jaką można zacząć.

  • Proponowane w tekście zmiany to elementy efektywnej komunikacji, ktore rownież stosuje się w rozmowie z dorosłymi osobami. Oczywiście można je zastosować rownież jako element metod wychowawczych jednak nie jest to tożsame z wspomnianym bezstresowym wychowaniem. Z resztą metoda wychowania nie zawierając kar i radykalnych nakazów nie misi być od razu liberalną, dopiszczającą wszystko taktyką. Podstawą w zdrowej relacji jest wzajemny szacunek i na tym należy opierać wychowanie, konkretne zasady i konsekwentnie przestrzegane granice- to sprawdza się w kształtowaniu relacji rodzic – dziecko.
    Pozdrawiam serdecznie

  • www.swiattomskiego.blogspot.co

    Ja mam ostatnio największy problem z etykietowaniem… Walczę, ale trudne to bardzo. Generalnie trudny czas u moich dzieci, dużo chorób i nerwów. Jednak każdego dnia staramy siê by było lepiej….

  • No niestety wychowanie dziecka, to najtrudniejsze zadanie.

  • Właśnie ostatnio natrafiłam na artykuł o tym by nie mówić dziecku „nie płacz” bo nie może przez to wyrzucić swoich emocji. No cóż ja niestety tak mówię bardzo często 🙁
    No i to „pośpiesz się” chociaż zawsze dajemy synowi więcej czasu na przygotowanie to i tak trzeba na niego czekać.

  • Sylwia Kuba

    Skąd je to znam Kochana? 🙂
    Ja staram się właśnie staram się tłumaczyć dziecku dlaczego jestem zajęta i wynagradza mu to właśnie czymś innym w późniejszym czasie. Staram się być zawsze do dyspozycji, ale to wiąże się z większym zmęczeniem i my mamy właśnie to wiemy. Tatuś jak przychodzi z pracy właśnie wypowiada najwięcej zdań tych niedobry co zawsze staram się mu wytłumaczyć dlaczego tak nie wolno, ale jak to chłopy nie mają już takiego dystansu do wszystkiego i szybko się denerwują i popadają w irytacje.
    Pięknie to opisałas. Jasno i rzeczowo.
    Zgadzam się w zupełności z całym artykułem.
    Buziaki Kochana.

  • Isia Wyłącznie

    Ja często używam „nie płacz”

  • Ciekawy tekst, ale chyba nie znam rodzica, który choć raz nie użył któregoś z tych tekstów. Jest to smutne, ale jednak prawdziwe. Staram się rozmawiać z moją Karoliną tłumacząc jej pewne zachowania moje czy męża, ale poziom frustracji czasem jest tak wysoki, że mówię o kilka słów za dużo, a później przepraszam. To jest naprawdę straszne.

  • To takie przykre słowa… szczególnie to straszenie tatem. Nie ma chyba nic gorszego od straszenia malucha osobą, która powinna mu się kojarzyc z cieplem i bezpieczeństwem…

  • Agn

    jak zwykle przeczytałam z uwagą i skłoniło mnie do refleksji. Mysze trochę zmienić w sojej komunikacji z maluchem, ale cóz człwoiek uczy się całe życie

  • Patrycja Sobolewska

    Oj jesteśmy matkami często nam zdarzają sie błedy ale powinnismy sie na nich uczyć ile razy mi sie zdażyło powiedziec do mojego synka zeby mnie zostawił w spokoju bo bylam taka zmeczona teraz się tego wstydzę ale nie jestesmy idealne eh 🙁

  • Ewelina Ewa Kraszyńska

    Do tej pory uważałam, że nie robię takich błędów i ciągle pouczałam innych, ale widzę, że jednak i ja robię coś czego nie zauważam muszę stanowczo przemyśleć moje niektóre słowa ;/

  • Marina Abramava

    Kilka z tych skrótów (zdań), które przedstawiła często słyszałam w dzieciństwie…i choć trudno mi powiedzieć, jakie towarzyszyły mi wtedy emocje, to z pewnością się były one pozytywne. Nawet teraz, gdy mam już 26 lat tego typu zdania dają mi do myślenia, a co dopiero dziecko ma powiedzieć.

  • Każdy z nas choć raz wypowiedział te słowa. Nie wiem, czy jesteśmy w stanie uniknąć ich w 100%. Najważniejsze jednak to być świadomym ich znaczenia i wpływu na nasze dziecko. A przede wszystkim traktować dzieci tak jak sami byśmy chcieli być traktowani.

  • Gabriela

    Oj jak ja nie na widziałam tych słów nie płacz. Niestety każdy z nas popełnia błędy i to jest nieuniknione 🙂
    Mój blog

  • Super dzieciaczki

    Na pewno popełniam któreś z tych błędów, aczkolwiek staram się stosować dużo pozytywnych zwrotów.

  • Coś czuje, że za nim będę mieć dziecko, to będę wiedzieć wszystko o jego wychowaniu – dzięki Tobie :* 🙂

  • Niestety każdy z nas popełnia błędy i wiem, że kilka z nich popełniłam z pierwszą córką. Nieświadomie, ale jednak, z drugą już nauczyłam się na tych błędach i staram się je egzekwować, nie ma ludzi nieomylnych. Nasi rodzice także co dzień się z tym zmagali. Niestety. Najważniejsze by te błędy zauważyć i je likwidować. 🙂
    Uwielbiam te Twoje wpisy, serio!

  • Nie wiem dlaczego, ale większość powyżej kojarzy mi się z bezstresowym wychowaniem. Tylko, że ja potem mam z takimi uczniami największy problem w pracy nauczyciela, na każdą opinię o ich zachowaniu która się im nie spodoba reagują fochem – i to jest bardzo delikatne określenie stanu, w który wpadają.

    • Wojtku skojarzenia bywają mylne. Efektywna komunikacja to nie to samo co bezstresowe wychowywania choć absolutnie się nie wykliczają, a wręcz dobrze z sobą współgrają.
      Pozdrawiam serdecznie

  • KrasnaLove Myśli

    Pierwszą kwestią to powinno być indywidualne podejście do każdego dziecka nie zależnie czy mamy 2,3, czy 5 dzieci, każde z nich jest inne i takiego traktowania wymaga i oczywiście trzeba dostosować język i zasób słownictwa do wieku dziecka, by zwracać się do niego w odpowiedni sposób tak by w pełni zrozumiało nasz przekaz.

    • Dokładnie tak powinno być. Każde dziecko ma inne potrzeby, a najważniejsze byśmy uważnie im się przypatrywali i umiejętnie je zaspakajali. Nie zapominając o szacunku, który powinnismy okazać małemu człowiekowi rowniez w sposobie komunikowania się z nim.

  • Katarzyna Wójcik Respendowicz

    Ja również zgadzam się ,że każde dziecko wymaga innego podejścia.

    • Dokładnie tak. Zawsze należy do każdego podchodzić indywidualnie

  • Wypowiadanie do dziecka komunikatów w odpowiedni sposób jest bardzo ważne. Myślę, że jeszcze wielu rodziców nie widzi różnicy. Często mówimy tak, jak słyszeliśmy od swoich rodziców w domu. Warto jednak popracować nad zmianą.

  • Melduję Gotowość

    Moim zdaniem każde dziecko jest inne. Dla jednego dziecka te sformułowania naprawdę nie będą korzystne, ale inne nie weźmie ich do siebie.

    • Zdecydowanie zgadzam się z tym, że każde dziecko jest inne i każde należy traktować indywidualnie. Co do tego czy któreś i co weźmie sobie do siebie nie mogę się zgodzić. Odbior komunikatów bardzo czesto odbywa się poza naszą świadomością i bezpośrednio po ich usłyszeniu nie musi dojsc do reakcji, a konsekwencje są raczej długofalowe.
      Dziękuję za Twój komentarz
      Pozdrawiam

  • Wyrażanie uczuć rzeczywiście nie jest wcale prosta jak i rola rodzica. Jak dla mnie najważniejszy jest szacunek do siebie nawzajem i umiejętność słuchania. Każdy ma nim problemu dla nas może to być płachostka a dla kogoś bardzo ważne. Nie zapomnijmy o tym
    Pozdrawiam Iga

  • Wiele w tym racji!

  • Tak, u nas też czasem padają takie zwroty, nie wszystkie ale parę z nich tak. Szczególnie „pośpiesz się”, dość często pada… Nie płacz też mówię ale potem wysłuchuję i pocieszam, jeśli sytuacja tego wymaga. Niektóre zwroty rzeczywiście są niepotrzebne, ale trzeba też pamiętać, że każde dziecko jest inne i moim zdaniem nie każde dziecko odbierze dane słowa w ten sam sposób.

  • Przeczytałam dziś kilka podobnych notek, a mimo to każda zawierała zupełnie inne „prawdy oczywiste”… To zabawne, że my dorośli wymyślamy skomplikowane sposoby dotarcia do dziecka, a jest tyle prostych „zagrywek” w których popełniamy gafy….. 🙂

    matkowaciniezwariowac.blog.pl

  • Co prawda sama jeszcze dzieci nie mam, ale wielokrotnie słyszałam powyższe zwroty rodziców kierowane do dzieci. Poczekaj aż tata wróci to już chyba klasyk, który robi z taty kogoś na kształt potwora. Przydatna wiedza dla wszystkich rodziców oraz, tych którzy zamierzają dopiero nimi zostać.

  • Bardzo fajny wpis. Czasem niuanse, które wypowiadamy, mogą mieć ogromne znaczenie dla naszych dzieci. Zastanawiam się jak reagować, gdy dziecko próbuje coś zrobić, ale mu nie wychodzi. Mam na to sposób i mówię wtedy – Nic się nie stało, na pewno uda się jak będziesz próbował dalej- albo coś w stylu – Kochanie, następnym razem się uda – czy to jest ok komunikat? Zauważyłam, że mój 3-latek to załapał i czasem sam mówi – nic się nie stało, uda się następnym razem.

    • To bardzo dobra forma- przede wszystkim prawdziwa. Bo jezeli konsekwentnie cos robimy, ćwiczymy to jesteśmy w tym coraz lepsi.

      • To super 🙂 brakuje mi natomiast kompletnie pomysłów na zachętę do próbowania nowych smaków. Tłumaczę, że chodzi tylko o próbowanie, jeden mały gryz, a nie jedzenie czegoś w całości. Nawet sama pokazuję o jak maleńki kęs mi chodzi i nic to nie daje. Nie zmuszam i odpuszczam, ale zastanawiam się czy jest jakiś fajny i skuteczny sposób.

  • Oj, nie nazwałabym tego teorią. To praktyczne wskazówki, które już u nie jednego rodzica przyniosły super efekty. A, że nie jest łatwo zmienić swoje przyzwyczajenia, które są wręcz społeczną klątwą to już inna sprawa.
    Pozdrawiam

  • Poszukująca Alla

    Wszystko wiem, a jednak nie ma dnia, żebym nie popełniła przynajmniej 3 z tych 9 grzechów…

  • Ajć, jak ja w bardzo wielu punktach pasuję 🙁

  • Bardzo ciekawy wpis. Co prawda nie mam własnych dzieci, ale bardzo często widuję się z dzieciakami mojego rodzeństwa i na pewno kilka rzeczy z tego wpisu przyda mi się podczas tych spotkań! 🙂

  • Iwona Siekierska

    Super materiał. Te zwroty są chyba najbardziej raniące, kolejne – chyba większość z nas nieświadomie ich używa.

    • Dokładnie tak, używamy ich wręcz mimo woli…

  • janielka

    Bardzo ciekawy wpis. pouczający dla nas rodziów i myślę, że bardzo przydatny

  • Uwielbiam takie porady, naprawdę można się wiele nauczyć <3 Czasem nieświadomie popełniamy błędy, które rzutują na całe przyszłe życie naszych dzieci. Dobrze jest mieć świadomość, co można zrobić inaczej 🙂
    P.S. W moim przypadku straszenie tatą i tak nic nie daje, bo tata jest tym, który zrobi dla Zosi wszystko, nawet mimo moich zakazów 😀

  • Sylwia Antkowicz

    Ja w ogóle nie lubię określeń „niegrzeczny”, „zły| – to tak szerokie pojęcia, że nawet nie wiadomo, o co dokładnie chodzi osobie wypowiadającej je

    • Nie dość, że są szerokie to dodatkowo odwołując się do osobowości zakładają o stałych negatywnych cechach dziecka. Osobowości nie możemy zmienić, wiec dziecko słysząc taką informacje jest w pułapce bez wyjscia. Jezeli natomiast zmienimy sposób wypowiadania się na to dotyczące zachowania – sytuacja jest prosta- zachowanie zawsze można zmienić i to, że raza chowaliśmy się w jakiś sposób nie świadczy o tym jacy jesteśmy.
      Pozdrawiam

  • Rodzice przeważnie tak się do mnie zwracali. Teraz rozumiem, że oni nie byli wszystkowiedzący inie potrafili inaczej. Czy to bardzo mi zaszkodziło? Kiedyś myślałam, że tak. Teraz uważam, ze jednak czegoś mnie to uczyło. Jeszcze nie wiem czego, ale już im wybaczyłam.
    Niestety nie potrafimy być idealni. Dobrze jest zauważać swoje błędy i je zmieniać.
    Tekst bardzo dobry.

    • Wiedza jaką posiadamy my w stosunku do tej którą posiadali nasi rodzice jest nieporównywalna. Dlatego nie powinniśmy mieć do nich pretensji o to, że byli pewnych kwestii nieświadomi. Niektórzy z rodziców postępują w instynktowny sposób całkowicie zgodny z dzisiejszymi zaleceniami. Inni nie będąc tak wyczuleni na dziecięce potrzeby postępowali w odmienny sposob. Czy w jakimś stopniu mogło zaszkodzić? Tego czy i w jakim stopniu nie jesteśmy w stanie stwierdzić, zapewne jakiś wpływ na Ciebie miało. Podobnie jak inne nasze doswiadczenia.
      Pozdrawiam serdecznie