Prosty przepis na śniadanie

Poznaj prosty i sprawdzony przepis na budowanie rodzinnych więzi

Czego dotyczą Wasze najprzyjemniejsze wspomnienia z dzieciństwa? Dokąd przeniesiecie się w sentymentalnej podróży w przeszłość? W jakie miejsce zabierze Was wasza pamięć?

No właśnie wspomnienia…dla mnie i zapewne dla Was również, to nie tylko obrazy, ale również dźwięki i cudowne zapachy. Oczyma wyobraźni widzę rodzinny dom, wchodzę do kuchni i czuję woń gotujących się potraw. No i oczywiście stół, przy którym siedzą najbliższe osoby i rozmawiają ze sobą o rzeczach ważnych i tych mniej istotnych. Tak po prostu, są dla siebie i ze sobą – tu i teraz.

Czy też macie wrażenie, że to właśnie przy stole odbywają się najciekawsze rozmowy?

To przy nim tworzą się rodzinne więzi, atmosfera wzajemnego zaufania, odpoczynku i spokoju.

rodzinne_sniadanie
emocje_przy_stole

Yhy…, ale czy tak jest zawsze?

Zapewne, dla niejednej z Was ten wspólnie spędzony czas przy stole, nie należy do przyjemnych…

Przy stołowe potyczki

Kuchnia, stół i wreszcie samo spożywanie posiłków nabierają zupełnie innego wymiaru, gdy pojawiają się kłopoty z dziecięcym „niejedzeniem”. Wtedy, ten czas spędzony przy stole trudno jest nazwać rodzinną sielanką.
Rodzice doszukują się różnorodnych przyczyn dziecięcej niechęci do jedzenia i stosują różne sposoby, nawet te w teorii zakazane, by dziecko się w końcu najadło. Tym sposobem włączony telewizor, tablet czy telefon staje się nieodłącznym towarzyszem podczas spożywania posiłków.

Gdzie jest początek?

Dzieciństwo… na jego temat można pisać elaboraty, nie da się jednak zaprzeczyć, że jest ono kluczowym etapem naszego rozwoju. To właśnie ten czas w dużym stopniu determinuje nasze zachowania w dorosłym życiu. Do pewnego momentu rodzice pełnią główną rolę w kształtowaniu dziecięcych postaw, nawyków, czy pielęgnowaniu wartości.

Nie wchodząc zanadto w szczegóły wspomnę tylko, że najskuteczniejszą formą nauki i przekazywania wiedzy jest modelowanie. Jest ono niczym innym, jak nauką na podstawie obserwacji. Tak właśnie, najszybciej i najefektywniej uczą się zarówno nasze dzieci, jak i my dorośli.

mama_i_dziecko

Przyglądają się rodzicielskim zachowaniom, dokładnie zapamiętują, niemal każdym zmysłem, obserwowaną sytuację. Dla małych odkrywców (do pewnego momentu oczywiście) najważniejszym autorytetem w każdej dziecinie jesteśmy – my – rodzice.

Mając świadomość siły naszego, rodzicielskiego wpływu (ciesząc się tą krótkotrwałą i ulotną mocą) powinniśmy zrobić wszystko, by ją wykorzystać podczas kształtowania prawidłowych zachowań i nawyków również tych żywieniowych.

Z naszej strony jest to zdrowotna inwestycja w przyszłość naszych pociech.

Przedszkolna metamorfoza

Jakież jest nasze zdziwienie, kiedy okazuje się, że nasza dotychczas niejedząca pociecha w przedszkolu ze smakiem spożywa wszystkie posiłki. Zachodzimy w głowę, co jest powodem tej zmiany? Odpowiedź jest oczywista i każdy z nas ją zna.

Jedzenie w atmosferze zabawy, przyjaźni i rozluźnienia smakuje lepiej.

No właśnie, skoro w przedszkolu warunki są sprzyjające, to jakie są te domowe?

W domu natomiast bardzo często wszyscy się spieszymy, wzajemnie się poganiamy, jesteśmy zestresowani, spięci i ponurzy. Nierzadko, każdy z domowników jada osobno, w pośpiechu, przy komputerze, telewizji czy z telefonem w ręku. W takiej atmosferze, dziecko nie ma ochoty nawet na najsmaczniejszy posiłek, marudząc zaczyna odzwierciedlać nasze zachowania.

Dlatego tak ważne jest byśmy spożywali choć jeden wspólny posiłek w ciągu dnia z pełnym zaangażowaniem i oddaniem tylko tej czynności.

Jak to zmienić?

Od samego początku warto zadbać nawet o najmniejsze i z pozoru nieistotne szczegóły związane z rodzinnymi posiłkami.

Dla kształtowania prawidłowych nawyków żywieniowych znaczenie ma nie tylko, to co jemy, ale również to, w jaki sposób spożywamy posiłki, oprawa jedzenia, komponowanie posiłków i atmosfera przy stole.

zdrowe_sniadanie

Najznamienitsi szefowie kuchni mawiają, że posiłek to forma wyrażania uczuć, okazywania troski i miłości – komunikowania się.

Poprzez dbałość, z jaką przygotowujemy potrawy, dobór składników, przypraw i ich proporcji – możemy odzwierciedlać nasze uczucia.

Dlatego właśnie już na etapie przygotowywania posiłków, warto zaprosić do pichcenia najmłodszych pomocników. To rewelacyjna okazja do zacieśniania relacji, budowania pozytywnych skojarzeń z jedzeniem i tworzenia niezapomnianych wspomnień.

Zastanawiacie się, w jaki sposób, to zrobić, przecież kuchnia to nie miejsce do zabawy…

Metoda małych kroków wraz z rodzicielską asystą sprawdzają się u nas rewelacyjnie.

Naszą kuchenną przygodę rozpoczęliśmy od wspólnego przygotowywania prostych posiłków. Tym sposobem, już samo przygotowanie śniadania jest świetnym wprowadzeniem do późniejszego jedzenia. W wymyślaniu i przygotowaniu śniadaniowych wariantów z pomocą przychodzą nam sprawdzeni pomocnicy marki Breville, dzięki którym warzywne przekąski w towarzystwie tostów nabierają niemal innego wymiaru i znikają w oka mgnieniu. Chłopcy z nieukrywaną przyjemnością i ogromnym zaangażowaniem układają składniki do porannych sandwich’y, a później z niecierpliwością wyczekują efektów.

dziecko_gotuje
breville_sandwich
dzieci_pomagają
breville_toster
śniadanie_dla_mamy

Dzieci uwielbiają pomagać nam - dorosłym, czują się wtedy ważne, potrzebne i uczą się samodzielności. Warto wykorzystywać drzemiący w nich potencjał. W tak prosty sposób zakrzewiamy w nich wartości takie jak dbałość i troska o innych, szacunek do jedzenia i czyjejś pracy.

Emocje przy stole

Wspólne spędzone chwile podczas posiłków niosą ze sobą wiele korzyści. Przede wszystkim mają pozytywny wpływ na nasze samopoczucie, budują relacje z najbliższymi i wspierają właściwy rozwój naszych dzieci. Wspólny posiłek, to ten czas, dzięki któremu wszyscy domownicy mają możliwość zatrzymania się i poczucia domowego ciepła, odłączenia się od codziennego zgiełku, zatrzymania się, zrelaksowania i skupienia nie tylko na swoich potrzebach, ale również tych dotyczących najbliższych osób. Ten krótki, ale jakże wartościowy czas, daje możliwość zacieśniania relacji nie tylko między dziećmi a rodzicami, ale również między dwojgiem dorosłych, co stanowi wspaniały przykład dla najmłodszych.

Poczucie bezpieczeństwa, zaufanie i bliskość to elementy niezbędne dla prawidłowego rozwoju każdego dziecka. Wspólne posiłki, podczas których panuje rodzinna atmosfera sprzyjają budowaniu „bezpiecznego domu”. Pozytywny nastrój, luźna rozmowa i żarty sprawiają, że nasze pociechy z niecierpliwością wyczekują kolejnego wspólnego posiłku.

atmosfera_przy_stole

Apetyczna rozmowa

Wyrzućmy z naszego słownika sformułowania typu „to niekulturalne rozmawiać podczas jedzenia”. Niech wspólne śniadanie lub kolacja będą czasem rozmów, wymiany poglądów, dzielenia się planami czy wrażeniami z minionego dnia. Dzięki temu, każdy domownik z przyjemnością zasiądzie przy rodzinnym stole. Często to jedyny moment, kiedy wszyscy są w tym samym miejscu, w jednym czasie. Wtedy dzieci mają okazję, by opowiedzieć o swoich radościach, przeżyciach, ale również o problemach czy przykrościach. To także czas dla nas - rodziców, kiedy niejako przy okazji, możemy przekazać dzieciom rodzinne anegdoty, ważne wartości i istotne społeczne zachowania.

Bądźmy inspiracją i przykładem dla naszych pociech. Zmieniając swoje podejście i wdrażając rodzinne tradycje, kształtujemy postawy i nawyki naszych dzieci jednocześnie tworząc piękne wspomnienia. Nasze pomógł nam uchwycić w tych wyjątkowych zdjęciach Grzegorz Chełkowski, więcej jego zdjęć obejrzycie tutaj.

Jestem bardzo ciekawa, jakie są Wasze wspomnienia z dzieciństwa i w jaki sposób dbacie o budowanie relacji z bliskimi?

Dajcie znać w komentarzu.

Tymczasem ściskam Was mocno i do przeczytania niebawem,

Karola

Być może zainteresują Was również:

 


rytuały_przed_snem

3 pytania, które powinnaś zadać swojemu dziecku przed snem

Już jakiś czas temu obiecałam, że napiszę kilka słów o naszych, wieczornych rytuałach. Ostatnio, ponownie dostałam od Was wiadomości z zapytaniami na ten temat, dlatego też nie zwlekając ani chwili postanowiłam przygotować niniejszy wpis ;-) .

W tym tekście nie będę dzieliła się z Wami przepełnionymi treścią teoriami, opiszę to, co sprawdzone i warte zastosowania.

W rozwoju naszych pociech ogromną rolę odgrywa poczucie bliskości i bezpieczeństwa, a wieczór, to wyjątkowy czas, będący jednocześnie okazją do podsumowań i wzmacniania więzi.

Przedstawione poniżej propozycje pozwalają zarówno je budować, jak i pielęgnować.

Rytuały, rytuały, rytuały

Rzeczywiście zauważyłam u swoich brzdąców, jak istotną rolę w poczuciu bezpieczeństwa odgrywa powtarzalność i przewidywalność pewnych zdarzeń.

Tym samym i my mamy wieczorny schemat, w którym żaden z elementów nie może zostać pominięty.

Poniżej nasze wieczorne „must be”.

Wieczorne ważne sprawy

Czytanie książek i rozkładanie poszczególnych opowieści na czynniki to pierwszy, nie licząc kąpieli, z kilku wieczornych rytuałów. Nie bez przyczyny wspomniałam o analizowaniu tego, co przeczytaliśmy. Z perspektywy rozwoju zdolności komunikacyjnych, rozumienia czytanego tekstu, czy też kształtowania umiejętności społecznych, to właśnie rozmowa odgrywa szalenie istotną rolę.

Kto pyta, nie błądzi

Nasza pogadanka przy książce to wstęp, do kolejnego etapu wieczornego wyciszenia.

I tu pierwsze skrzypce grają 3 pytania, które oprócz tego, że pozwalają nam poruszyć tematy, na które podczas codziennej krzątaniny nie ma ani czasu, ani sprzyjających warunków, to stanowią wartościowy fundament, będący podstawą wzajemnego zaufania i przyszłej komunikacji.

3 wartościowe pytania

  • Co sprawiło, że się dziś uśmiechnąłeś?
  • Co sprawiło Ci dziś przykrość?
  • Czego się dziś nauczyłeś?

To właśnie te trzy pytania dają nam możliwość podsumowania kończącego się dnia, porozmawiania o nowych doświadczeniach, o tych bardziej i mniej przyjemnych emocjach. To dzięki nim mój przedszkolak dzieli się ze mną zarówno tym, co go zasmuciło, jak i tym, co sprawiło mu radość i spowodowało, że jest z siebie dumny.

Ukryty cel

Chociaż jest to bardzo prosta rozmowa, służy kilku celom:

Pomaga dziecku nauczyć się komunikować

To niesamowite, jak wiele informacji o otaczającym świecie, dzieci chłoną, obserwując zachowania pozostałych członków rodziny. Mój młodszy 2,5 letni brzdąc, zaczyna włączać się w naszą dyskusję i niepostrzeżenie uczy się także elementów wartościowej komunikacji. Dzięki wieczornym rozmowom, w maluchach kształtuje się naturalna i niewymuszona skłonność do dzielenia się codziennymi zmaganiami. Dzięki tego typu pogadankom nasze dzieci w przyszłości będą czuły się bardziej komfortowo podczas rozmów z nami – z rodzicami – ze „starymi” (choć przyznam szczerze, że łudzę się, że moi synowie nie będą o nas mówili w ten sposób ;-) ). Naiwna jestem???

komunikacja_z_dzieckiem

Z większą łatwością będą skłonne zwrócić się do nas z prośbą o pomoc czy wsparcie w trudnej sytuacji lub po prostu z przyjemnością podzielą się swoim sukcesem. Ta nieoceniona łatwość porozumiewania się, wyrażania emocji i dzielenia się swoimi przeżyciami, nie bierze się znikąd. „Tworząc” odpowiednie warunki, nic wielkiego, zwyczajne chwile, by dzieci mogły doświadczyć i praktykować tego typu rozmowy. W ten prosty sposób budujemy w ich oczach obraz rodzica i rodziny będącej wsparciem, ostoją, z którym i w której czują się dobrze i bezpiecznie, a zbudowane zaufanie zaprocentuje w przyszłości.

Daje mi – rodzicowi wiele wartościowych informacji na temat aktualnych doświadczeń mojego dziecka

Dzięki naszym wieczornym rozmowom zdarza się, że Antoś porusza tematy, które szczerze mnie zaskakują, których bym się nawet nie spodziewała. Opowiada o swoich uczuciach w sposób, który mnie totalnie zadziwia i rozbraja.

Dzięki temu, jako rodzic, lepiej go poznaję, jestem bliżej i mogę przeżywać razem z nim nawet te momenty, w których nie mogłam uczestniczyć. Tego typu rozmowy, są również informacją zwrotną na temat moich zachowań, tego, co powiedziałam czy zrobiłam w ciągu dnia i jak to zostało odebrane i zinterpretowane przez moje dzieci.

Mogłoby się wydawać, że przed snem, zbędne jest poruszanie tematów dotyczących trudnych doświadczeń. To przecież ponownie rozdrażni dziecko i utrudni zasypianie…

Tymczasem, dzięki tej rozmowie, dajemy maluchowi szansę skorzystania z naszego wsparcia, pocieszenia, zrozumienia zaistniałej sytuacji. Sobie natomiast otwieramy drogę do przekazania elementarnej wiedzy, o tym, że nawet "negatywne doświadczenia" (rzeczy, które sprawiły mu przykrość) mogą mieć pozytywne zakończenie i warto z nich wyciągać wnioski na przyszłość. To moment, kiedy możemy pokazać, że popełnianie błędów jest czymś zupełnie naturalnym, a najważniejsze i najcenniejsze jest to, czego się z nich nauczymy. To właśnie tutaj możemy podzielić się z brzdącem swoim doświadczeniem i sprawdzonymi strategiami radzenia sobie w takich sytuacjach. Zadając pytania doprecyzowujące (np. Co mógłbyś zrobić, żeby było inaczej, lepiej?) pobudzamy dziecko do refleksji, poszukiwania innych, nowych rozwiązań.

Dodatkowo, rozmawiając z pociechą o uczuciach, pokazujemy mu, że każda z nich jest potrzebna, że każda czemuś służy i nie ma dobrych czy złych emocji. Warto wyjaśnić, że to normalne, że czujemy złość (ona dba o przestrzeganie naszych granic), strach (który chroni nas przed zagrożeniami), smutek (przynosi refleksje, pozwala dostrzec, to co naprawdę ważne i cenne), podobnie, jak radość, która daje motywację do działania.

Wbrew pozorom, po „przepracowaniu” trudności w towarzystwie rodzica, szkrab będzie zasypiał znacznie spokojniej, a z naszej rozmowy wyniesie ogromną, emocjonalną i życiową lekcję.

A na zakończenie…

Każdorazowo nasze pogaduchy kończymy tym, co oboje uwielbiamy – przytulaniem. Bliskość i dotyk najbliższych są szalenie ważne dla rozwoju psychoruchowego każdego dziecka. Podczas przytulania warto zwrócić uwagę na jakość uścisków, by przynosiły one wymierny efekt, powinny trwać co najmniej 7 sekund (więcej na ten temat napiszę już niebawem).

 Przez wiele lat, nasze wieczory przebiegały właśnie w taki sposób, jak opisałam powyżej. Od dwóch tygodni natomiast Antoś wprowadził małą modyfikację, po udzieleniu odpowiedzi na pytania i rozmowie na ich temat, spojrzał na mnie i powiedział: "Twoja kolej, mamo! Co Cię dziś uszczęśliwiło?".

Teraz rundka pytań działa w obie strony ;-) Możecie sobie wyobrazić moją minę, gdy to pytanie padło po raz pierwszy. Pokazuje mi to jednocześnie, jak ważne dla mojego brzdąca są te nasze wieczorne pogaduchy.

Jeżeli do tej pory nie mieliście podobnych rytuałów, serdecznie zachęcam do włączenie tych pytań do Waszych, wieczornych przygotowań do snu.

Ten czas, poświęcony na rozmowę z dziećmi jest jedną z moich ulubionych chwil w ciągu dnia, pozwala nam naprawdę POBYĆ RAZEM i pomaga moim małym skrzatom spokojnie zasnąć.

Jestem bardzo ciekawa, jakie są Wasze wieczorne rytuały? Co się u Was sprawdza? Dajcie znać w komentarzu.

Tymczasem ściskam Was mocno i do przeczytania niebawem,

Karola

Być może zainteresują Was również:

 

 


szczęśliwa_mama

Mamo, dbaj o siebie!

Bycie mamą to niewątpliwie niezwykła przygoda i jednocześnie ogromne wyzwanie. Tych kilka pierwszych lat, jest niczym jazda na Roller Coaster, zbudowanym z różnorodnych odczuć i skrajnych emocji. Z jednej strony rozpiera nas miłość, radość, satysfakcja i duma, z drugiej natomiast pojawia się zmęczenie, frustracja i tęsknota za niezależnością. I gdy ta trudniejsza strona macierzyństwa zaczyna dominować, dużo ciężej jest pełnić tę najważniejszą, życiową rolę. Co zatem zrobić, by temu zapobiec, a jeśli nie zapobiec, to w jaki sposób wyciągnąć się z chwilowego dołka?

Kilka wskazówek znajdziecie w poniższym tekście.

Jeden etat to za mało

Każdy z nas wie, że macierzyństwo, to coś więcej niż praca na pełen etat. To wypełnianie obowiązków dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu.
Która z nas, pomiędzy niekończącym się prasowaniem, zakupami, codziennym monitorowaniem planu zajęć, przygotowywaniem posiłków a gaszeniem rodzinnych pożarów, nie wyczekuje końca dnia, by bez wyrzutów sumienia „ukraść” trochę czasu dla siebie?

No właśnie ukraść... Jak to jest, że mimo iż jesteśmy głównym dowodzącym domowego sztabu kryzysowego, nadającym tempo i rytm, w jakim funkcjonują pozostali domownicy, dbającym o wszystkich razem i każdego z osobna, pamiętającym o najmniejszym szczególe, tak często zapominamy o sobie?

Mimo że nie startujemy w zawodach, polegających na odhaczeniu wszystkich punktów na długiej liście zadań, nie otrzymamy też nagrody za to, że wieczorem ostatkiem sił doczołgamy się do łóżka, stojącego w wypucowanej sypialni, która graniczy z lśniącym salonem i wymuskaną kuchnią – robimy wszystko, by sprostać wygórowanym wymaganiom.

Często każdą, poświęconą sobie chwilę traktujemy, jak ostateczność. Robimy coś dla siebie z poczuciem winy i wyrzutami sumienia, bo przecież w ten sposób zaniedbujemy malucha, tak jakby tata nie potrafił się nim odpowiednio zaopiekować.

Nic bardziej mylnego

Dbanie i troska o samą siebie, to nie przywilej, czy stan wyjątkowy, to nasz obowiązek

Tak... nie jesteśmy w stanie czegoś dać, jeżeli same tego nie posiadamy.

W naszej „domowej umowie o pracę” nie znajdziemy zapisu z wyznaczonymi dniami wolnymi, z urlopem wypoczynkowym czy chorobowym. Opis stanowiska „Mama” nie zawiera sprecyzowanego zakresu obowiązków, ograniczenia odpowiedzialności, czy wytyczonych granic. W związku z tym, na usta ciśnie się jedno: skoro nikt za nas tego nie zrobi, musimy to zrobić same, musimy nauczyć się dbać o siebie.

Matczyny paradoks

Troszcząc się o domowe ognisko, często - zbyt często, ofiarnie i bezinteresownie pracujemy ponad siły. Gdy dopada nas nieuniknione zmęczenie, stajemy się porywcze, osądzające, pretensjonalne, a nawet zazdrosne o to, że niektórzy mają więcej wolności w swoim stylu życia niż my. Słowem stajemy się takie, jakie być nie chcemy.

Odczuwamy zniechęcenie codziennymi, niekończącymi się obowiązkami. Zaczynamy kwestionować wartość tego, co i jak robimy oraz odczuwamy obniżenie samooceny. Paradoksalnie zapracowując się w imię rodzinnego dobra, osiągamy odwrotny skutek do oczekiwanego.

Dlatego też tak ważne jest otoczenie samej siebie troską, czułością i opieką.

Mamo – maskę włóż

Czy podczas podróży samolotem, bezpośrednio przed startem, słyszałyście instrukcję postępowania w sytuacji zagrożenia życia?  Jest w niej fragment poświęcony działaniom rodzica względem dziecka. Wytyczne mówią, że w pierwszej kolejności należy założyć maskę tlenową sobie, a następnie swojemu dziecku. Te wskazówki wydają się być sprzeczne z naszą naturą. Naszym pierwszym odruchem jest zadbanie o bezpieczeństwo dziecka, niezależnie od konsekwencji. Jeśli spojrzymy na to perspektywicznie, dostrzeżemy zasadność sugerowanego postępowania. Przecież, jeżeli nie zajmiemy się sobą, możemy nie być w stanie pomóc naszej pociesze.

Tę samą zasadę powinnyśmy wprowadzić w swoim domu. Najpierw musimy zadbać o siebie, aby właściwie dbać o innych. Dzięki temu zyskamy cierpliwość, spokój i dystans niezbędne, podczas codziennej troski o najbliższych.

Co zatem możesz dla siebie zrobić?

Zadbaj o swoje ciało

Regeneracja, odpoczynek, sen

Nasz organizm regeneruje się podczas snu, to z jednej strony oczywiste, a z drugiej tak trudne do spełnienia. Wiedząc jednak, jak ogromny wpływ ma sen na nasze funkcjonowanie, warto pozwolić sobie na odpoczynek, kosztem niewyprasowanej sterty rzeczy.

Pozytywny wpływ na nasze samopoczucie ma również aktywność fizyczna, dzięki której zapewniamy sobie dawkę hormonów szczęścia - endorfin, poprawiających nasz nastrój. Ćwiczenia podnoszą także ilość niektórych neurotransmiterów. Jednym z neuroprzekaźników reagujących na wysiłek jest serotonina, substancja odpowiedzialna za ogólne zadowolenie i dobre samopoczucie, a także apetyt i koncentrację.   

zmęczona_mama

Odpowiednie odżywianie

Czy zastanawiałyście się nas swoimi nawykami żywieniowymi? Spożywacie różnorodne i pełnowartościowe posiłki, czy raczej w locie dojadacie nieskończony obiad waszego malucha?

Do właściwego funkcjonowania potrzebujemy odpowiednio zbilansowanej diety, bogatej w określone minerały i witaminy. W sytuacji wzmożonego wysiłku i zmęczenia nasz organizm wymaga szczególnej dbałości. Prócz wartościowych posiłków, warto rozważyć uzupełnienie diety w składniki odżywcze zawarte w preparatach takich jak Doppelherz aktiv Mama.

Nie zapominajcie również o piciu odpowiedniej ilości wody, ma ona ogromny wpływ na nasze zdrowie. Skoro o zdrowiu mowa, to o nie również powinnyśmy zadbać.

Dbaj o zdrowie

W dzisiejszych czasach medycyna daje tak ogromne możliwości diagnostyki i profilaktyki zdrowotnej, a mimo to zdumiewające jest, jak wiele kobiet od lat nie poddała się badaniom piersi czy cytologii. Dbając o swoje zdrowie, jednocześnie dbamy o swoich bliskich. To najwspanialszy prezent, jaki możemy im dać – dając im siebie, wspólne chwile. Tylko w taki sposób możemy się o nich zatroszczyć.

Dbaj o wygląd

Schludny, zadbany wygląd, to nie jest kwestia egocentrycznej koncentracji na sobie czy powierzchowne podejście do życia. W tym przypadku powinniśmy rozpatrywać to w kontekście szacunku do samego siebie. Brak makijażu, rozczochrane włosy i wczorajszy dres, to schemat, w który często wpadamy, spędzając wiele czasu w domu. Badania potwierdzają istotny związek między zadbanym wyglądem, a samopoczuciem i motywacją do działania.  Dlatego, warto poświęcić kilka minut na ułożenie włosów, delikatny makijaż i założenie bluzki, w której poczujemy się lepiej.

Nie zapomnij o umyśle

Kiedy nasz najwierniejszy słuchacz nie przekracza metra wysokości a wszystko, z czym mamy do czynienia, to pieluchy, brudne naczynia, pranie i książeczki z różową świnką, możemy mieć poczucie, że się uwsteczniamy. Mimo ogromu obowiązków warto wygospodarować przestrzeń dla intelektualnego rozwoju. To nie muszą być rzeczy wymagające dużej ilości czasu i pracy. Wystarczy lektura ciekawej książki, gazety, czy realizacja kursu on-line, na który dotychczas nie starczało czasu. Wyjście do kina, teatru czy spotkanie z przyjaciółmi, to także aktywności, które pozytywnie wpływają  na nasz rozwój.

zadbaj_o_siebie

Posłuchaj siebie

Dla każdej z nas zadbanie o siebie znaczy zupełnie coś innego. Dla jednych to jest powrót do pracy zawodowej i umiejętność połączenia jej z opieką nad bliskimi. Inne potrzebują czasu dla samej siebie, bez myślenia o obowiązkach zawodowych i rodzinnych, bądź krótkiego wyjazdu dla naładowania pozytywną energią i zatęsknienia za swoją codziennością.

Dziecko potrzebuje mamy, która ma pomysły, chęci i siły na wspólne zabawy, która ma cierpliwość, by stale czytać tę samą książeczkę i ciekawie odpowiadać na uporczywe pytania. Mama uśmiechnięta, zadowolona ze swojego życia to wielki dar dla dziecka. Warto zawalczyć o satysfakcję ze swojego życia, o otwartość i empatię, o chęć i siłę, by uczestniczyć w przedszkolnych doświadczeniach lub przetrwać „niekończący się bunt maluszka”. Gdy jesteśmy pozytywnie nastawione, radosne, napełnione życiem – mamy czym się dzielić z naszymi pociechami. Jeśli odczuwamy głównie frustracje i tęsknoty, wtedy również je przekazujemy naszym bliskim.

Być może zainteresują Was również:

Jakie są Wasze sposoby na odprężenie? Udaje się Wam wygospodarować choć chwilę dla siebie?

Ściskam,

Karolina

 


Dziecko dziecku wilkiem. Jak pomóc własnemu dziecku radzić sobie z agresją rówieśników

Temat przemocy i agresji wśród dzieci to problem, z którym jako rodzice coraz częściej musimy się zmagać. Każdy z nas chciałby uchronić swą pociechę przed tak nieprzyjemnymi doświadczeniami. Szkoda, że to niemożliwe…
Niestety nie jesteśmy w stanie chronić naszego malucha nieustannie trzymając go pod rodzicielskim kloszem. Nie mamy również wpływu na zachowanie innych dzieci, które potrafią zachowywać się okrutnie. Co zatem możemy zrobić, by bezczynnie nie czekać na rozwój sytuacji, łudząc się, że akurat naszego szkraba nie dotknie problem agresji ze strony rówieśników?

Mam dla Was kilka propozycji. Zanim jednak do nich przejdziemy, spróbujcie wyobrazić sobie pewną sytuację…

„Jesteście z Waszą trzyletnią pociechą na spacerze. Jest piękny, jesienny poranek. Świetnie się bawicie, skacząc beztrosko po okolicznych kałużach. W tym samym czasie przechodzą obok Was dwie dziewczynki z rodzicami. Jedna z nich podbiega do Waszego dziecka i mówi charakterystycznie wrednym głosem: „Nananana nienawidzimy Cię – i załatwimy Cię”.

Generalnie we mnie, jako w matce w jednej sekundzie gotuje się i na samą myśl trudno jest mi zapanować nad emocjami. W pierwszym momencie niewiele się zastanawiając, miałabym ochotę, tak zwyczajnie po ludzku zareagować, komentując takie zachowanie w niecenzuralny sposób 😉

Jesteśmy jednak dorośli i właśnie w takich sytuacjach dobrze byłoby, gdybyśmy wykazali się przypisywaną nam dojrzałością. Wyrozumiałość i empatia, to nimi powinniśmy się kierować…

Powiedziała co wiedziała… Brzmi nieco jak sience fiction?

Jak często macie wrażenie, że pewne rzeczy nie dzieją się naprawdę, że rodzicielstwo jest niczym tragikomedia? No właśnie, to jeden z tych momentów, kiedy podejmujemy próbę, z której to my mamy wyjść cało 😉

Powyższy przykład stanowi lightową wersję tego, co potrafi zaserwować dziecko dziecku.

Zatem skoro nie możemy uchronić naszego szkraba przed konfrontacją, to co możemy zrobić, by go zabezpieczyć?

Agresywna kolej rzeczy?

Najpopularniejszą formą rozwiązywania konfliktów wśród dzieci jest agresja. W większości przypadków nie jest ona zaplanowanym działaniem…wynika z niedojrzałości układu emocjonalnego, braku możliwości i umiejętności zapanowania nad emocjami (więcej na ten temat przeczytacie tutaj). Niezależnie jednak od przyczyny agresywnego zachowania nic nie usprawiedliwia i nie daje przyzwolenia do poniżania i krzywdzenia ani naszego, ani żadnego innego dziecka.

Wracając pamięcią do przytoczonej sytuacji i biorąc pod uwagę powyższe, możemy się domyślać, że owa trzylatka miała słabszy dzień, a skumulowane emocje wyładowała na postronnym dziecku. Widok świetnej zabawy, w jej ulubionej kałuży był nie do przełknięcia.

Rodzicielskie wsparcie

Idealnie byłoby, gdyby nasz malec potrafił sam poradzić sobie w takiej sytuacji. Tu właśnie pojawia się zadanie dla nas. Każdy bez wyjątku powinien nauczyć się stawać we własnej obronie, wyznaczać granice i podejmować odpowiednie działanie.

Oto kilka wskazówek, jak pomóc w tym swojemu dziecku.

Modeluj odpowiednią reakcję Twojego dziecka 

Dzieci najszybciej uczą się przez obserwację i naśladowanie, dlatego naszym zadaniem jest zaprezentować im, jak powinny się zachować w określonej sytuacji. Nawet wtedy, gdy nie jest to proste i wymaga od nas sporego zaangażowania. Nie ma lepszej okazji niż nasza codzienność. Dlatego podczas spaceru zwrócimy się do małej napastniczki w następujący sposób:

"Wydaje mi się, że jesteś zdenerwowana. Czy to, co mówisz oznacza, że nie chcesz, żeby inne dzieci bawiły się w kałużach?" 

Oczywiście nie będziemy angażować się w rozmowę z każdym rozwścieczonym nieznajomym. Warto jednak byśmy w trudnych sytuacjach mieli z tyłu głowy fakt, że często człowiek „niegrzecznie, wkurzająco czy wrednie” się zachowuje, chcąc zaznaczyć swoją pozycję społeczną, miejsce w grupie czy obejmowane terytorium.

Jest to niemal instynktowny mechanizm obronny, który włącza się w sytuacji potencjalnego zagrożenia lub przeciążenia, bo wtedy nie posiadamy odpowiednich zasobów, by utrzymać samokontrolę.

Warto więc zapanować nad sobą i nie reagować w ten sam sposób, co agresor.

Zagłaskać kotka...

Okazując atakującemu zrozumienie dla jego obaw sprawiamy, że czuje się mniej zagrożony, a tym samym mniej skłonny do walki i mniej groźny. Zatem najlepszym sposobem jest odkrycie kart, nazwanie spraw po imieniu i okazanie wyrozumiałości.

agresja wśród dzieci kałuże

Prowadząc w ten sposób rozmowę z dzieckiem, które rzecz jasna 😉 ma powody, by czuć się nieszczęśliwym, możemy rozbroić je niczym saper tykającą bombę. Używając parafrazy, czyli opowiadając swoimi słowami o tym, co widzimy i słyszymy, pomagamy maluchowi zrozumieć zaistniałą sytuację i poznać towarzyszące jej emocje.

"Wydaje mi się, że trudno jest dzielić się, szczególnie jeśli dotyczy to tak głębokiej kałuży, prawda? Skakanie po niej, to taka fajna zabawa. Nie martw się, jest mnóstwo kałuż, abyśmy wszyscy mogli się w nich bawić."

Im milsi i bardziej empatyczni jesteśmy, tym łagodniejszą reakcję przybiera dziecko. Być może taka forma rozmowy wywoła uśmiech na jego twarzy i zachęci do wspólnego skakania po kałużach? Jeżeli swoim spokojem wprawimy w osłupienie małego agresora, to przynajmniej zmniejszymy panujące napięcie i wykorzystamy szansę na zademonstrowanie naszemu malcowi jednego ze sposobów nieagresywnej reakcji.

To nie jest łatwe doświadczenie, dla żadnej ze stron. Jednak dzięki spokojnemu podejściu, dla naszego dziecka, ta sytuacja przyjmie łatwiejszą do „przetrawienia” formę.

Zapewnij swoje dziecko, że jest bezpieczne

To, co konieczne w takiej sytuacji, to zapewnienie naszego malucha o tym, że nic mu nie grozi:

„Ta dziewczynka denerwuje się, ponieważ bawimy się w tej kałuży… Nie martw się… Jestem tu z Tobą i nikomu nic się nie stanie. Kałuż jest mnóstwo i dla każdego znajdzie się miejsce.”

Nie ma nic złego w tym, a nawet dobrze, jeśli to drugie dziecko usłyszy naszą rozmowę. Po prostu nazwaliśmy rzeczy po imieniu, co również pomaga uporządkować wydarzenia atakującemu dziecku.

 Jeśli mały napastnik nadal reaguje agresywnie…

Jeżeli dziecko w dalszym ciągu mówi coś niewłaściwego, np.

"Nie, nie zgadzam się, to są NASZE kałuże!"
 lub stanowczym krokiem porusza się w kierunku naszego maluchamusimy go chronić - stając między nimi. W takiej sytuacji dodatkowo warto jest wzmocnić postawioną granicę, mówiąc stanowczym głosem:

"Wiem, że trudno jest się podzielić miejscem do zabawy, ale kałuże są dla KAŻDEGO… Zrobimy tu miejsce dla Ciebie, żebyś również mogła po nich skakać.” 

Wspieraj dziecko w podróży do obrony swoich granic…

W sytuacji, gdy inne dziecko narusza granice naszego malucha przez popychanie lub zabieranie mu czegoś z rąk, powinniśmy jasno i otwarcie dać swojemu szkrabowi pozwolenie na samodzielne postawienie granicy. Łagodnym głosem mówiąc:

"Wszystko w porządku, możesz śmiało powiedzieć, co czujesz, czego chcesz bądź czego sobie nie życzysz: "Nie popychaj mnie” lub "Teraz ja się tym bawię, więc nie możesz jej mieć, gdy skończę dam tę zabawkę Tobie.”

Oficjalnie tego nie napiszę, ale w takich sytuacjach chciałoby się odwdzięczyć "małej wredocie" tym samym…

Jeśli to konieczne, odwołaj się do osoby dorosłej towarzyszącej małemu agresorowi 

Oczywiście nie jest naszą intencją wchodzenie w spór z innym dorosłym bądź podważanie efektów jego kompetencji rodzicielskich. Dlatego też najlepiej jest powiedzieć wprost o swoich oczekiwaniach oraz obserwacjach mówiąc:

"Widzę, że Twoja córka uwielbia tę kałużę i chciałaby ją mieć na wyłączność. W tej chwili my w niej urzędujemy i jak tylko skończymy, będzie mogła bawić się w niej sama.”

Jak sądzicie, jaka będzie reakcja opiekuna napastniczki? W tym samym momencie większość rodziców wraz ze swoją pociechą przechodzą popluskać się w innej, okolicznej kałuży 😉

Pomóż dziecku przepracować swoje uczucia 

Przerażające dla dziecka jest doświadczenie agresji ze strony drugiego człowieka, niezależnie czy jest nim osoba dorosła czy też jego rówieśnik.

agresja u dzieci wsparcie

Dlatego, gdy tylko napotkana rodzina się oddali, powinniśmy podjąć rozmowę na temat tego, co się wydarzyło:

"To było trudne, prawda? ... Myślę, że ta dziewczynka musiała mieć niemiły poranek… A co Ty o tym sądzisz?" 
 Jeżeli malec wydaje się być zdenerwowany i podczas konfrontacji widoczne było, że nie wiedział, jak się zachować, warto zachęcić go do zabawy w scenki. Odegrać role dzięki czemu smyk zyska doświadczenie mówienia o swoich potrzebach i wyznaczania granic. Pamiętajmy, że ważna jest również modulacja głosu przez naszego szkraba.

Nadopiekuńcza matka...

Część z Was być może pomyśli sobie, że tego typu rodzicielskie zaangażowanie jest przejawem nadopiekuńczości. Inni skwitują, że 

„nie ma co przesadzać. Nas też nikt za rączkę nie prowadził i jakoś wyszliśmy na ludzi.”

Owszem, nie twierdzę, że gdy zostawimy dziecko samemu sobie, to ono sobie nie poradzi. Intryguje mnie natomiast jedno, dlaczego oczekujemy od dzieci, że będą automatycznie wiedziały, jak radzić sobie z trudnymi sytuacjami? Przecież większość z nas-dorosłych tego nie wie, to skąd taki malec ma uzyskać owe olśnienie? Dlaczego mielibyśmy zostawić nasze dzieci bez wzorców, wskazówek dotyczących tego najważniejszego obszaru rozwoju? Osobiście uważam, że w kształtowanie umiejętności społecznych naszych dzieci powinniśmy być tak samo zaangażowani, jak w naukę korzystania z nocnika czy pisania. Na początku powinniśmy nieustannie być zwarci i gotowi do działania, z czasem stopniowo wycofamy się, aż przejdziemy w tryb spoczynku 😉

A następnie…?

Następnie zróbmy wszystko, by dostarczyć naszemu maluchowi jak największą dawkę dobrej zabawy i śmiechu. Wszystko po to, by rozproszyć negatywne emocje i obawy związane z aferą „kałuża gate”.

To, co możemy zrobić dla naszych dzieci, to uwierzyć w nie, chwalić, wspierać, być przy nich – jednym słowem sprawić, by nabrały pewności siebie. Asertywność to nie tylko stosowanie wyuczonych zwrotów, to przede wszystkim odpowiednia postawa, która kształtuje się na przestrzeni wielu lat, jest w nas niemal wyryta. Dlatego nie tłummy w dzieciach potrzeby zgłaszania sprzeciwu, wyrażenia swojego zdania, mówienia o swoich potrzebach, pozwólmy im być sobą. Bo skoro kontakt ze sprawcą agresji jest nieunikniony, a my nie zawsze będziemy w pobliżu, by ochronić naszą pociechę, to ona będzie musiała samodzielnie stawić mu czoła.  Odpowiednia reakcja, będąca wyraźnym sprzeciwem i pokazaniem oprawcy, że nie jest się ofiarą, stanowi bardzo skuteczną broń w ręku dziecka, którą możemy mu podarować…

 

 


dlaczego ludzie zdradzają

Dlaczego ludzie zdradzają? Anatomia niewierności

Czy choć raz zadaliście sobie pytanie, dlaczego ludzie zdradzają swoich partnerów? Jestem pewna, że tak. Zachodzimy w głowę co robić albo wręcz przeciwnie, czego nie robić, by zdrada była tylko zasłyszaną opowieścią, której nie będzie nam dane doświadczyć. W jaki sposób uniknąć tego nieprzyjemnego doświadczenia? Czy to w ogóle możliwe?
Niewierność jest jednym z tych zachowań, które niemal każdy z nas miał, ma bądź będzie miał szanse doświadczyć. Oczywiście nie jest powiedziane po której stronie przysłowiowego kija się znajdziemy, koniec końców niesie ona ze sobą mnóstwo burzliwych i skrajnych emocji. W związku z tym, że zdrada stanowi tak częsty dylemat, stała się również przedmiotem wielu różnorodnych badań. Do jakich wniosków doprowadziły one ekspertów? O tym przeczytacie poniżej 😉.

Społeczne przyzwolenie

W kontekście kultury i społecznego przyzwolenia na określone zachowania jedno jest pewne, że niczego nie możemy być pewni. Nie ma stałych zasad, które wraz z upływem czasu byłyby uniwersalne i niezmienne. Zwróćcie uwagę jak na przestrzeni lat zmienia się kulturowe podejście do wartości rodziny, znaczenia małżeństwa czy trwałości złożonego przyrzeczenia.

Żyjemy w czasach wszechobecnego ekshibicjonizmu, kultu szczęścia, samorealizacji i hedonistycznego sposobu na życie. Ma to niewątpliwie wpływ na stawiane priorytety i wyznawane wartości. W kontekście społeczeństwa i jego podejścia do relacji zmieniło się bardzo wiele. Istnieje społeczne przyzwolenie dla rozwodów, otwartych związków, a mimo to ludzie nadal zdradzają. To co najbardziej zaskakujące to, to, że bardzo często zdradzają, nawet będąc szczęśliwymi w swoich związkach. To trudne do wyobrażenia, ale tak się dzieje. Nie sposób nie zadać pytania, dlaczego tak jest i czym w związku z tym jest zdrada?

Zdrada, czyli co?

Definicja zdrady cały czas zmienia swoje brzmienie. Dla każdego z nas jest czymś innym, ale w większości przypadków bierzemy pod uwagę podobne argumenty. Wraz z rozwojem technologicznym, poszerzył się obszar niewierności. W ostatnich latach pojawiła się możliwość wirtualnej zdrady za pośrednictwem smsów, portali społecznościowych, sekretnych spotkań internetowych, oglądania pornografii. Mogłabym wymieniać w nieskończoność, bo ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia. W związku z tym, że nie ma jednoznacznej definicji zdrady szacunkowe dane dotyczące ilości zdradzających różnią się znacząco, bo wynoszą od 26% do 75%. Też mi widełki 😉

dlaczego ludzie zdradzają sms

Z mojej perspektywy zdrada to forma ukradkowego związku, którego elementem jest jakiś stopień więzi emocjonalnej, czemu towarzyszy alchemia seksualna. Przyznam, że owa alchemia jest kluczowym punktem tego opisu, gdyż dreszcz erotyczny wyimaginowanego pocałunku ma moc i czar wielu godzin fizycznych igraszek (potwierdzono to również wynikami badań). Wielu z Was zapewne zgodzi się z tym, że zdrada emocjonalna bywa bardziej dotkliwa niż ta fizyczna. Marcel Proust powiedział: „To nasza wyobraźnia odpowiada za miłość, a nie druga osoba.” – jest w tym sporo prawdy.

Dlaczego zdrada tak boli

Z jednej strony zdrada nigdy nie była łatwiejsza, z drugiej natomiast nigdy nie było trudniej utrzymać jej w tajemnicy. Jednocześnie niewierność nigdy nie zbierała takiego żniwa psychicznego.

Gdy porównamy to, jak było kiedyś z tym, jak jest dzisiaj dopatrzymy się dwóch kluczowych elementów. Dawniej, gdy małżeństwo było przedsięwzięciem ekonomicznym, niewierność zagrażała bezpieczeństwu ekonomicznemu jednej ze stron. Najczęściej dotyczyło to kobiety, która zajmowała się domem i dziećmi nie zarabiając realnych pieniędzy. Dziś, kiedy zawieramy związki z romantycznych pobudek niewierność zagraża naszemu emocjonalnemu bezpieczeństwu.

Wiecie, gdzie tkwi największa ironia? 

Kiedyś uciekano się do cudzołóstwa w poszukiwaniu prawdziwej miłości. Dziś, obecną w małżeństwie miłość, niszczy owe cudzołóstwo.

Dzisiejsza niewierność…

Nie ma wątpliwości, że zdrada rani dziś inaczej. Mamy romantyczny ideał związku i ukochanej osoby, od której oczekujemy zaspokojenia mnóstwa, różnorodnych potrzeb. Bycia najlepszym przyjacielem, najwspanialszym kochankiem, najlepszym rodzicem, zaufanym powiernikiem, partnerem intelektualnym, towarzyszem emocjonalnym i zabawnym kumplem. Związek zaspakaja również nasze oczekiwania względem poczucia wyjątkowości, niezastępowalności i bycia tą jedną jedyną. Czego natomiast dowiadujemy się w momencie zdrady? Tego, że wszystko to na czym opieraliśmy naszą relację, co stanowiło fundament naszego życia emocjonalnego pękło niczym bańska mydlana…

Choć zdrada zawsze bolała, dzisiaj bywa traumatycznym przeżyciem, ponieważ zagraża poczuciu naszej wartości, samoocenie i własnemu „ja”.

Zapewne nie zaskoczę Was stwierdzeniem, że nigdy wcześniej nie byliśmy bardziej skłonni do zdrady. Nie dlatego, że mamy dziś inne oczekiwania czy większą dostępność pokus, ale przede wszystkim przez społeczne przyzwolenie dla podążania za pragnieniami. Przez hedonistyczną kulturę, w której oczywistym jest, że przysługuje nam szczęście, bez względu na wszystko i wszystkich. Kiedyś kończyliśmy związki, bo byliśmy nieszczęśliwi, dziś rozwodzimy się, bo chcemy być bardziej szczęśliwi.

Dawniej rozwód był powodem do wstydu, swoistą porażką. Dzisiaj oznaką słabości i powodem w do wstydu jest pozostawanie w związku, który nie daje nam „pełni szczęścia” na które przecież zasługujemy.
Tylko, czy na pewno dobrym wyborem jest podążanie tylko za swoimi pragnieniami? Gdzie podział się kompromis, rozmowa i wartość rodziny?

Skoro rozstanie nigdy nie było tak proste, a rozwód nie stanowi problemu, to dlaczego nadal zdradzamy?

Gen niewierności

Dopuszczając się zdrady zazwyczaj zakładamy, że coś jest nie tak ze związkiem, w którym jesteśmy bądź z naszym partnerem. Czy jest tak rzeczywiście? Kto ponosi winę? Przecież miliony zdradzających ludzi nie może stanowić patologii… prawda?

Tu z pomocą przychodzą nam genetycy i neurobiolodzy. To oni zaczęli przyglądać się zdradzie w innym kontekście niż ten społeczny.

W poszukiwaniu genu niewierności przeprowadzono szereg badań. Profesor Larry Young z Emory University w Atlancie za idealny obiekt analiz uznał norniki, maleńkie gryzonie podobne do myszy. Wybór ten nie był przypadkowy. Te dwa gatunki norników: preriowe i górskie, wyglądają niemal identycznie, natomiast pod względem relacji damsko-męskich, różnią się diametralnie. Samce nornika górskiego to lekkoduchy, które przy najmniejszej sposobności zmieniają partnerki, jak rękawiczki. Z kolei norniki preriowe są monogamiczne. Całe życie spędzają u boku jednej samiczki, pozostając jej wiernym nawet po jej śmierci.

Co zatem decyduje o ich tak odmiennym podejściu do partnerstwa i wierności?

Okazało się, że winowajcą całego tego zdradliwego zamieszania jest Gen V1aR. Ma on wpływ na produkcję hormonu wierności małżeńskiej - wazopresyny. Hormon ten odpowiada za jakość relacji seksualnych oraz zdolność zapamiętywania wspólnie spędzonych, przyjemnych chwil. Zależność jest prosta im więcej wazopresyny, tym mniejsza tendencja do skoków w bok. Z tego wynika, że powinniśmy poszukiwać partnerów będących jak norniki preriowe, które są wierne, chętnie opiekują się partnerką i potomstwem. Strzeżmy się natomiast norników górskich. 😉

Poszukiwania odpowiedzi o przyczynę zdrady nie zakończyły się na nornikach. Kolejne badania, przeprowadzone przez Hasse Waluma ze sztokholmskiego Karolinska Institutet, udowodniły, że wazopresyna podobnie działa na mężczyzn.  Okazało się, że im więcej kopii tego genu posiada mężczyzna, tym słabszy wpływ wazopresyny na mózg, a tym samym większe ryzyko zdrady.

dlaczego ludzie zdradzają łóżko

Nie wszystko jednak stracone 😉

Oksytocynę poproszę

Jak się niedawno okazało nawet z zagorzałych „skoczków” można zrobić wiernych partnerów.

W jaki sposób? Z badań przeprowadzonych przez René Hurlemann z uniwersytetu w Bonn wynika, że wystarczy zaaplikować im oksytocynę, hormon przywiązania i czułości. Mężczyźni, którzy go dostawali, a byli w stałych związkach, nie byli zainteresowani innymi kobietami, nawet tymi bardzo atrakcyjnymi i kuszącymi.

Czy też po głowie kołacze Wam pytanie – skąd wziąć tę oksytocynę?  :-D

Dopamina - ona temu winna

Niestety na tym nie koniec wpływu genetyki na nasze zachowanie. O skłonności do zdrady decyduje jeszcze jeden gen – oznaczony symbolem DRD4. Wpływa on na produkcję dopaminy, hormonu, który sprawia, że podczas uprawiania seksu odczuwamy przyjemność podobną do tej, jakiej dostarczają nam używki np. narkotyki, alkohol itp. Nie mam dobrych wiadomości…gen ten jest dość powszechny, posiada go aż 50 % z nas. Zatem mamy tylko połowę szans na to, że natura nie będzie nas wiodła na pokuszenie.

Zagadka namiętności

Logika podpowiada, że jeśli w domu niczego nam nie brakuje, nie powinniśmy mieć potrzeby szukania wrażeń na zewnątrz. Gdyby tak właśnie było, to żylibyśmy w niemal idealnym świecie. Wiadomym jest, że z biegiem lat, sytuacja w związku wygląda różnie. Dochodzi do ostudzenia namiętności, dawny żar ulega wypaleniu. No właśnie, dlaczego tak się dzieje? O co chodzi z wspomnianą namiętnością? Czyży miała ograniczony okres przydatności? Skoro nawet szczęśliwi ludzie zdradzają, to gdzie tkwi przyczyna niewierności?

Wiemy o tym, że częściowo za niewierność odpowiedzialne są geny. Jednak to nie wszystko. Jest jeszcze – wspomniana wcześniej dopamina. To ona jest nieodłącznie związana z namiętnością. W jaki sposób? Otóż podczas pierwszego kontaktu fizycznego nasz mózg zalewa fala dopaminy, stąd uczucie rozkoszy, którą nazywamy namiętnością. Niestety szybko się przyzwyczajamy i wraz z każdym następnym zbliżeniem, w takich samych okolicznościach, z tą samą osobą wydzielanie tego hormonu słabnie. Stąd czerpiemy z seksu mniejszą przyjemność, organizm zapewnia nam mniejszą dawkę „hormonalnego haju”. Jednocześnie posiadając w pamięci wcześniejsze doświadczenia pojawia się niedosyt i przemożne pragnienie, by znowu wznieść się na wyżyny przyjemności. Dlatego te osoby, które mają ku temu genetyczne predyspozycje, częściej poszukują dodatkowych podniet. Szybkiego i intensywnego wydzielenia dopaminy dostarcza nam nowy partner. Dodatkowo z każdą dawką dopaminy osłabia się działanie oksytocyny (pamiętacie? Hormonu odpowiedzialnego za wierność), która niczym obrączka wiąże nas ze stałym partnerem. Wtedy to już prosta droga do zdrady, to ten moment, gdy przekroczenie granicy zachodzi niemal automatycznie.

dlaczego ludzie zdradzają związek małżeniski

Nie ma co się oszukiwać, monotonia w związku sprawia, że tracimy ochotę na figle w tym samym towarzystwie i zaczynamy rozglądać się za innym partnerem do zabawy. Zachowanie to ma nawet swoją nazwę - efekt Coolidge’a.

Romans – czyli co?

Nie ma wątpliwości, że romanse pozamałżeńskie są aktem zdrady. Jednocześnie bywają też wyrazem tęsknoty. Tęsknoty i pragnienia więzi emocjonalnej, nowości, wolności, autonomii, intensywnej seksualności. Pragnienia odzyskania utraconej części siebie albo próba przywrócenia witalności i podniesienia samooceny – stąd te kryzysy wieku średniego…

Wbrew pozorom w zdradzie chodzi nie tyle o seks, ile o wspomnianą wcześniej namiętność, pożądanie, pragnienie uwagi, potrzebę poczucia się kimś szczególnym, kimś ważnym i wyjątkowym. Sama struktura zdrady, nieosiągalność kochanka, wzmaga pragnienie. To właśnie mechanizm pożądania, bo niekompletność i dwuznaczność sprawiają, że pragniemy tego, czego nie możemy mieć.
To tak samo jak z trawą, która u sąsiada wydaje się bardziej zielona. Coś czego nie mamy, nie możemy mieć, nie jest nasze – jest lepsze…
Dziwne? Mniej niż moglibyśmy przypuszczać – to złudzenie, to zwyczajna reguła niedostępności.

Zdrada…i co dalej

Prawda jest taka, że niektóre romanse to dzwony pogrzebowe dla już nieistniejących związków – tzw. gwóźdź do trumny. Inne otwierają nowe możliwości. Koniec końców jednak większość par, które doświadczyły zdrady, zostaje razem.
Każda zdrada zmienia definicję związku i każda para zdecyduje, jak będzie wyglądało ich życie po przekroczeniu granicy niewierności. Niestety zdrada nie przestaje istnieć, gdy już raz do niej dojdzie na zawsze wyryje rysę w naszej historii.

Dyskusje i rozmyślenia dotyczące miłości, namiętności i pożądania nie pozwalają na odnalezienie jednoznacznych odpowiedzi. Nie jesteśmy w stanie określić sztywnych ram i kategorii jak: złe, dobre, białe, czarne, zdradzeni i zdrajcy. Zdrada w związku przybiera wiele postaci. Ta cielesna – seksualna to tylko jedna z nich. Pogarda, zaniedbanie, obojętność czy przemoc to kolejne jej oblicza. Innymi słowy, ofiara zdrady nie zawsze jest ofiarą małżeństwa. Może ona wystąpić w zupełnie odmiennej relacji dwojga ludzi.

Wbrew pozorom większość z nas będzie miała dwa albo trzy małżeństwa. Niemożliwe? Wręcz przeciwnie. Clou w partnerze. Niektórzy z nas doświadczą nowego związku z tą samą osobą, inni z nowym partnerem.

W trudnej, podbramkowej sytuacji pozostaje zadać sobie pytanie: „Czy po zakończeniu pierwszego związku, chcemy razem stworzyć drugi?" W miłości nie obowiązuje zasada: „Nie wchodź dwa razy do tej samej wody”.
To kwestia naszych pragnień, uczuć, przekonań i wiary, które nie dają jednoznacznej odpowiedzi…

Jakie są Wasze refleksje dotyczące ludzkiej niewierności? Podzielcie się nimi w komentarzu poniżej tekstu.

Może zainteresują Cię poniższe teksty:

8 kroków do wartościowego małżeństwa

5 sposobów, aby zniszczyć udany związek

 

Do następnego przeczytania,
Karola


bunt_trzylatka

10 zwrotów, które pomogą Ci nawiązać kontakt z dzieckiem podczas kłótni

Każdemu zdarzają się takie dni, kiedy przytłacza nas rodzicielska rzeczywistość. Znacie ten stan, gdy maluch śpi tylko na naszych rękach, a każda próba odłożenia śpiącego leniwca kończy się przebudzeniem. Trzylatek natomiast średnio, co pięć minut wpada w furię, rzucając zabawkami gdzie popadnie, a każde słowo wypowiedziane do 8-latki sprawia, że oddala się ona od nas jeszcze bardziej?

Wiadome jest, że nocne igraszki niemowlęcia nie mogą trwać wiecznie, a napady złości, to jedna z faz rozwoju, która w mniejszym lub większym stopniu dotyka każdego dziecka. Jednak, gdy dochodzi do kumulacji zmęczenia, lepsze jutro wydaje się być niedoścignionym marzeniem, a utrzymanie nerwów na wodzy nierealnym osiągnięciem.

Niczym na bezludnej wyspie, na której wcale nie chcesz być

Czy nie masz wrażenia, że gdy po raz kolejny nie możesz dojść do porozumienia ze swoim dzieckiem, to tak, jakby ono znajdowało się na wyspie, a ty na stałym lądzie i dzieliły was fale wzburzonego oceanu? Mając do wyboru stały ląd bądź wyspę, zazwyczaj bardziej komfortowo czujemy się, gdy mamy pewny grunt pod nogami.
Tymczasem w chwilach, którym towarzyszą gwałtowne emocje, nasza pociecha stąpa samotnie, po niepewnych piaskach, nieznanej wyspy. Każdy nasz uszczypliwy komentarz czy kategoryczne polecenie, są niczym przypływ zalewający ostatnie fragmenty suchego lądu.

Podczas awantury, naszego brzdąca zalewana fala emocji, w związku z tym desperacko łapie się, każdego z sobie znanych zachowań, reakcji, byle tylko wyrzucić je z siebie i utrzymać się na powierzchni.
W takich chwilach gniew, frustracja, złość dopadają również nas – dorosłych. Szczególnie w sytuacji, gdy dziecko w ataku furii niewłaściwie się do nas odzywa, a zachowaniem przypomina diabła tasmańskiego.

„O nie! Nie możemy sobie na to pozwolić, na brak szacunku, nie tak go przecież wychowujemy...”

Tkwiąc w tej trudnej sytuacji, nie jesteśmy w stanie złapać dystansu i spojrzeć na nasze dziecko jak na małego człowieka stojącego, pośrodku wyspy, gdzie wzburzone fale, coraz mocniej uderzają w jego stopy. W takich chwilach jest on bezradny, samotny, nie potrafi zapanować nad tym, co się z nim dzieje. Hormony stresu zalewają jego mózg. Dlatego też nie potrafi logicznie myśleć. Nie dostrzega, że z każdym agresywnym zachowaniem buduje mur i odsuwa się od nas.

Z drugiej strony, nawet my, dorośli, doświadczeni, dojrzali, będąc w oku cyklonu, często nie potrafimy zachować zimnej krwi, złapać dystansu, zmienić perspektywy, opanować się. To dlaczego, oczekujemy od naszych dzieci, że to osiągną.

Czego Twoje dziecko potrzebuje od Ciebie

Gdy dziecko wpada w furie, a jego zachowanie stanowczo przekracza postawione przez nas granice, trudno jest znaleźć w sobie na tyle siły, by z jednej strony zapanować nad emocjami, a z drugiej być dla niego wsparciem.

Tymczasem, w tym momencie, właśnie tego potrzebuje nasz mały, kipiący emocjami wulkan. Potrzebuje naszej pomocy, aby przejść tę trudną emocjonalną drogę, by pozbyć się nieprzyjemnych hormonów stresu, ponieważ dopóki poziom kortyzolu jest wysoki, nie jest zdolny do racjonalnego myślenia.

emocje_dziecka

W chwilach takich jak ta, nasze dziecko nie potrzebuje niczego więcej prócz naszej empatii.

Tak wiem, że to bardzo trudne, ale niesamowicie skuteczne.

To nie takie proste

Skoro o hormonach stresu mowa, to w sytuacjach takich jak ta, nie ma możliwości, by również w nas one nie uderzyły. Czujemy się sfrustrowani, zirytowani, rozgniewani czy rozzłoszczeni. Nawet jeśli jesteśmy świadomi, że powinniśmy coś zrobić, aby dotrzeć do naszego dziecka, to emocje spowalniają zdolność jasnego myślenia. Wtedy nie potrafimy znaleźć odpowiednich słów czy gestów.

Nawet jeżeli przed samym sobą zaprzeczamy odczuwanej frustracji, to prędzej czy później tłumiona emocja powraca w bardziej intensywnej formie.

Poniżej znajdziecie listę zwrotów, które sprawdzają się w naszych potyczkach i które możecie wykorzystać w trudnych, rodzicielskich chwilach.

Zwroty, które pozwolą Wam nawiązać kontakt z dzieckiem podczas kłótni

Tych kilka propozycji możecie użyć, by wyrwać siebie i dziecko ze spirali negatywnych emocji, słów i zachowań.

Poniższe zwroty, nie są ładnie brzmiącymi zdaniami, które kiedyś, gdzieś usłyszałam. To propozycje przygotowane w oparciu o wiedzę dotyczącą funkcjonowania mózgu w chwilach emocjonalnego wzburzenia oraz psychologicznych strategii łagodzenia stresu.

Dlatego, następnym razem, gdy nie będziecie mogli porozumieć się ze swoją pociechą, oraz gdy będziecie mieli pustkę w głowie – wypróbujcie jedno, bądź kilka z poniższych zdań.

1. Powiedz mi, jak się czujesz.

Nakłonienie dziecka do opisania emocji, które odczuwa - nawet jeśli to tylko słowo lub dwa - odbiera moc, siłę, intensywność tej emocji. W ten sposób angażujemy przedczołową korę mózgową, która działa jak strażnik i pomaga nam zachowywać się, jak na dorosłego przystało, gdyż odpowiada za panowanie nad sobą.

2.Chcę zrozumieć, jak się czujesz.

Ponownie, prowokujemy naszego szkraba, do znalezienia słów opisujących, targające nim emocje. Bez wątpienia pomoże to załagodzić reakcję i przejść przez gwałtowne emocje. Jednocześnie tym zwrotem pokazujemy empatię, którą go darzymy. Empatia pozwala zbudować most między lądem, na którym stoimy, a wyspą, na której jest nasza pociecha.

Podczas komunikacji z dzieckiem bardzo ważna jest pozycja naszego ciała – powinniśmy zniżyć się do jego wysokości, patrzeć dziecku w oczy i naprawdę słuchać tego, co ci mówi.

3. Kocham Cię, nawet gdy czujesz złość...

Jestem pewna, że już wiesz, dlaczego to wyrażenie działa. Dzieci potrzebują naszej bezwarunkowej miłości, aby móc w pełni rozwijać się fizycznie i emocjonalnie. Ten zwrot pokazuje maluszkowi, że, nawet kiedy się nie dogadujecie, wciąż go kochasz.

Zamień „złość” – na tę emocję, którą dostrzegasz u dziecka, bądź o jakiej ono mówi podczas waszej rozmowy.  

4. Nie ma nic złego w tym, że czujesz wściekłość.

Jeśli nasze dziecko próbuje stłumić to, co czuje, to najprawdopodobniej w przyszłości, to uczucie się nasili i uderzy w jeszcze bardziej nieprzyjemny sposób. Emocje są naturalną częścią człowieczeństwa, nawet te niezbyt przyjemne. Każda z nich czemuś służy (więcej na ten temat przeczytacie tu => klik). Otwarcie dając przyzwolenie na okazywanie nawet tych niekomfortowych emocji, przekazujemy dziecku, kształtujemy w nim akceptację dla uczuć, a to pierwszy krok w stronę regulacji emocjonalnej.
Analogicznie, podczas rozmowy zmieniamy „wściekłość" na emocje, których doświadcza nasza pociecha.

5. Czy mogę Cię przytulić?

W trudnych, emocjonujących sytuacjach, w mózgu dziecka zachodzi wiele zmian, szczególnie uaktywnia się ciało migdałowate. Kiedy odczuwamy negatywną emocję, ciało migdałowate zaczyna działać jak nadreaktywny alarm samochodowy. Wtedy mózg zamyka się na logikę i interpretuje każdą drobnostkę jako zagrożenie. To dlatego, umoralniająca rozmowa z dzieckiem, gdy jest zdenerwowane, nie ma najmniejszego sensu, bo nie przyniesie żadnego pożytku.

przytulanie_dziecka

Dobra wiadomość jest taka, że przytulając malucha, zarówno on, jak i my otrzymujemy dawkę uszczęśliwiających związków chemicznych: oksytocyny i serotoniny. Oksytocyna zmniejsza reaktywność ciała migdałowatego. Pamiętaj jednak, by uścisk był czuły i trwał minimum 6 sekund (o tym, dlaczego, tak jest, napiszę już niebawem).

6. Weźmy razem głęboki oddech.

Głębokie i odpowiednie oddychanie pomaga zatrzymać reakcję stresową naszego organizmu i obniżyć częstość akcji serca. To jedna ze strategii, którą zarówno my, jak i nasze dzieci możemy wykorzystać w chwilach wzmożonego napięcia.

7. Jak mogę Ci pomóc?

Zadanie tego pytania sprawia, że ​​dziecko zaczyna się zastanawiać nad rozwiązaniami tej trudnej sytuacji, zamiast skupiać się na negatywnych emocjach. Żeby efektywnie myśleć, maluch musi zaangażować swoją korę przedczołową. Jeśli nawet nie jest w stanie się skupić, to sam fakt, że oferujemy mu pomoc, sprawia, że się nieco uspokoi.

8. Czy możemy zacząć od nowa?

To pytanie działa jak przycisk resetowania. Może się jednak zdarzyć, że przy pierwszych kilku podejściach spotka się z odmową. Warto jednak wytrwale próbować, gdyż to sformułowanie może okazać się kołem ratunkowym wybawiającym Was z nie jednej, rodzinnej opresji.

9. Przepraszam za ...

Każdy z nas jest tylko człowiekiem. Mamy prawo do popełniania błędów oraz do ich naprawiania. Nie ma lepszego sposobu na wykształcenie w dziecku takiej umiejętności jak pokazywanie mu tego na co dzień.

Zastanawiasz się "Jak to? Dlaczego? Przecież, to on zachował się niewłaściwie."

Warto jednak pamiętać, że to my jesteśmy rodzicami i to naszą rolą jest wprowadzić dziecko w emocjonalny świat. Być może sytuacja nie była tak jednoznaczna, jak nam się wydaje. Zastanówmy się, czy nie użyliśmy nieodpowiednich słów bądź tonu, czy nie przenieśliśmy frustracji z pracy do domu. A może puściły nam nerwy, ponieważ przez ostatnie trzy lata nie spaliśmy dłużej niż trzy godziny i zmęczenie wzięło górę?

Pamiętajcie jednak, że przeprosiny, które w swej konstrukcji zawierają słowo „ale” nie są skuteczne:

"Przykro mi, że straciłem panowanie nad sobą, ale powinieneś zachowywać się lepiej."
 Taka forma nie zadziała. Więcej na temat przeprosin przeczytacie tutaj => klik

10. Następnym razem będę...

Istotną częścią przeprosin jest obietnica zmiany na lepsze. Dlatego podczas przepraszania warto powiedzieć: 

„Przykro mi, że straciłem panowanie nad sobą, następnym razem postaram się zachować spokój".

Jak_nawiązać_kontakt_z_dzieckiem

Być może zainteresują Cię również:

Jakie są wasze sposoby na nawiązanie kontaktu z Waszymi pociechami?