krzyczę_na_swoje_dziecko

5 mitów o krzyczeniu na dzieci, o których każdy rodzic powinien wiedzieć

Dostrzegam wiele pozytywnych zmian w podejściu do rodzicielstwa, które mnie bardzo cieszą. Dzięki większej świadomości i autorefleksji poszukujemy informacji, które wesprą nas w lepszym wypełnianiu roli rodzica. Coraz więcej mówimy o wzajemnym szacunku, empatii, regulacji emocji i komunikacji, bez nich prawdziwa i wartościowa relacja nie istnieje.

W rodzicielstwie, tak samo, jak w innych dziedzinach życia, możemy spotkać skrajne i idealistyczne podejście. Przeczytacie w sieci hasła, motywujące do natychmiastowej zmiany zachowania, stawiające zagadnienie emocjonalności i wybuchów złości w zero-jedynkowym świetle.

„Zachowaj spokój, zapanuj nad sobą… to takie proste.”

I nie ma wątpliwości, że zachowanie opanowania, jest najlepszym, co powinniśmy zrobić w „trudnych”, rodzicielskich potyczkach, jednak wbrew temu, co możemy przeczytać, nie jest to wcale takie łatwe, wymaga naszego zaangażowania, wysiłku i często wiąże się z niejedną porażką.

Oczywiście informacje, które do nas docierają, możemy odpowiednio zinterpretować, wyciągnąć z nich to, co dla nas najważniejsze i zastosować na tyle, na ile pozwalają nam nasze umiejętności i życie. Jednak dla niektórych z nas, taki przekaz na temat stawania się dobrym rodzicem jest jak wyrocznia i, mimo że normalnym jest popełnianie błędów, stopniowe udoskonalanie wprowadzanych metod, to każde niepowodzenie traktują jak osobistą porażkę, czują się winni i sfrustrowani, bo mimo prób nie udaje im się nie krzyknąć na swoje dziecko.

Zanim przejdę do tytułowych mitów, muszę jeszcze podkreślić kilka ważnych kwestii:

TAK – krzyk jest formą przemocy psychicznej.

TAK – zaprzestanie krzyczenia na dziecko w chwili uniesienia jest cholernie trudne.

TAK – to jest nasza praca.

TAK – po pewnym czasie jest coraz łatwiej i możesz krzyczeć mniej.

A jak jest z Wami? Czy kiedykolwiek czuliście się w ten sposób?

Pozwólcie, że nieco Was uspokoję, poniżej znajdziecie 5 mitów, w które wierzymy, które są nieprawdziwe i z którymi warto zrobić porządek.

5 mitów o krzyczeniu na dzieci, o których każdy rodzic powinien wiedzieć

Jestem złym rodzicem, ponieważ krzyczę

Krzyk nie świadczy o jakości rodzicielstwa. Jest raczej przejawem naszej słabości, niedostatecznej regulacji emocji…

Paradoksalnie, w większości przypadków krzyczymy, bo jesteśmy dobrymi rodzicami.

I absolutnie nie jest to usprawiedliwienie dla takiego zachowania, w dalszej części tekstu wyjaśniam, co dokładnie mam na myśli.

Bycie „Dobrym rodzicem” to trochę wyświechtany slogan, często powtarzany i jednocześnie niejednoznaczny. Przyjmijmy, że chodzi nam o stanie się najlepszym opiekunem dla swojego dziecka, czyli takim, jakim w danym momencie możemy być. Zdecydowanie wolę określenie wystarczająco dobrym rodzicem.

Więc jacy są wystarczająco dobrzy rodzice?

Wystarczająco dobrzy rodzice podejmują próby. Chcą się rozwijać, lepiej wywiązywać się z powierzonej im roli, starają się najlepiej, jak potrafią. Mają pewne oczekiwania zarówno w stosunku do siebie, jak i do swoich pociech. I schody zaczynają się właśnie tutaj, w miejscu, gdzie do gry wkradają się oczekiwania, a właściwie ich niespełnianie.

Frustracja i rozczarowanie pojawiają się, gdy „oczekujący” rodzice sami nie dosięgają postawionej poprzeczki albo gdy ich dzieci nie stają na wysokości zadania. Oczekiwania to temat na osobny wpis, jednak warto zdawać sobie sprawę z pułapki, w jaką nas wpuszczają.

Wystarczająco dobrym rodzicom towarzyszy również zmęczenie i stres wynikający z pracy zawodowej oraz obowiązków domowych, które codziennie wypełniają, by zapewnić swoim najbliższym wszystko, czego potrzebują.

To rodzice, którzy wieczorem, po całodniowej batalii, zasiądą w fotelu i wsłuchując się w ciszę śpiącego domu, czują wyrzuty sumienia, bo przypominają sobie sytuację, w której zachowali się nieodpowiednio, w swojej ocenienie byli niewystarczająco dobrzy dla swoich dzieci.

To, co zaraz napiszę, jest warte zapamiętania:

Źli rodzice nie czują w ten sposób.

Źli rodzice nie są skłonni do refleksji.

Źli rodzice nie próbują.

Źli rodzice nie odczuwają winy.

Źli rodzice nie starają się, każdego dnia zrobić wszystkiego, co w ich mocy, by zadbać o rodzinę.

To właśnie dlatego, że jesteśmy dobrymi rodzicami, zastanawiamy się nad swoim zachowaniem, jesteśmy skłoni do refleksji, chcemy coś zmienić, by kolejnego dnia naszej rodzinie żyło się lepiej. I przekornie, to właśnie te rzeczy, które są świadectwem dobrego rodzicielstwa, sprawiają, że jesteśmy sfrustrowani, czujemy się winni, bo jesteśmy świadomi.

poczucie_winy

Jestem złym rodzicem, bo krzycząc szkodzę mojemu dziecku

Świadomość konsekwencji i refleksja to one sprawiają, że łapiemy się na tym, co poszło nie tak. Badania dowodzą, jak wiele szkody w rozwój naszych dzieci niesie krzyk i stres, który się z nim wiąże. Dlatego powinniśmy zrobić wszystko, co w naszej mocy, by pracować nad sposobem wyrażania emocji i samokontrolą. No właśnie pracować, bo to nie jest coś, co pojawi się zaraz po tym, jak podejmiemy takie postanowienie.

Powinniśmy jednak pamiętać, że nauka i zmiana nawyków wymaga czasu i jest nierozerwalnie związana z popełnianiem błędów. Dlatego, jeżeli nie udało Ci się zapanować nad sobą, to nie powód do obwiniania się, tylko moment, by zrobić wszystko, aby naprawić to, co spiep… popsuliśmy 😉

Podrzucę Wam jeden ze sposób, który pozwoli zneutralizować negatywne skutki krzyku.

Nie ma nic odkrywczego w stwierdzeniu, że w każdym zdrowym związku istnieje równowaga pomiędzy pozytywnymi i negatywnymi chwilami. Przeprowadzono badania, które pokazują, że dla każdego negatywnego doświadczenia potrzebnych nam jest pięć pozytywnych interakcji, a wszystko po to, aby utrzymać zdrowe i zrównoważone relacje. Badania te zostały przeprowadzone z udziałem osób dorosłych, będących w związkach, ale zostały sprawdzone i zaadaptowane dla relacji rodzic-dziecko.

Wspomniane pozytywne interakcje nie muszą być niczym wielkim. Wystarczy uśmiech, dotyk, małe gesty, okazanie wsparcia, coś, co was rozśmieszy. Jestem pewna, że w ciągu całego dnia znalazłabym u Was wiele takich małych, ale ważnych gestów. I tak jak zazwyczaj pojawiają się intuicyjnie i spontanicznie, tak po kryzysowej sytuacji warto byśmy je zainicjowali i zrównoważyli całodzienny bilans pozytywnych emocji. To sposób, który pomoże zarówno skrzyczanemu dziecku, jak i rodzicowi.

Więcej na temat metody opartej na współczynniku 5:1 napisałam tutaj oraz tutaj, a o tym, co zrobić, gdy nakrzyczysz na swoje dziecko tu.

Jestem jedynym rodzicem, jakiego znam, który krzyczy na swoje dzieci

Pamiętajcie, nigdy nie wiemy i nie mamy pewności, co się dzieje w czterech ścianach, za zamkniętymi drzwiami. Nie mam zamiaru przytaczać tu konkretnych przykładów na to, jak bardzo pozory potrafią mylić.

 

To, co jest pewne, to to, że każdy rodzic wpada w gniew, ponieważ jesteśmy tylko ludźmi, a gniew, złość, frustracja – emocje – są częścią ludzkiej natury.

Dlatego zapewniam Cię, że nie jesteś jedynym rodzicem, któremu zdarza się nakrzyczeć na swoją pociechę.

Niektórzy rodzice przestają krzyczeć i nigdy nie krzyczą ponownie

Przeświadczenie, że jesteśmy w stanie przestać krzyczeć i nigdy tego nie powtórzyć, jest pułapką, w którą bardzo często wpadamy.

Prawda jest taka, że gdy w naszym życiu większość spraw układa się po naszej myśli, towarzyszy nam tak zwana dobra passa, czujemy się spełnieni i szczęśliwi, to rzeczywiście jesteśmy w stanie nie krzyczeć przez dłuższy czas.

Jednak doskonale wiecie, jak wygląda rzeczywistość… potrafi irytować, przytłaczać, zaskakiwać.

To, co teraz napiszę zabrzmi trochę jak patos, jednak zaryzykuję 😉

Życie może stać się trudne i często takie jest, wtedy również rodzicielstwo nas przygniata i staje się trudniejsze niż kiedykolwiek. Gdy dopada nas ten moment i nie jest tak, jak byśmy chcieli, nasza umiejętność samokontroli jest znacznie osłabiona, wtedy znacznie trudniej (wiem, wiem to słowo pojawia się w tym akapicie za często, ale co zrobić skoro pasuje) jest nad sobą zapanować i łatwiej o podniesiony głos czy krzyk.

Gdy już tak się stanie – przebacz sobie, odpuść winę i zacznij od nowa pracę nad sobą. Zastosuj metodę 5:1.

To, jak reagujemy jako rodzice, jest związane z naszym stanem emocjonalnym, z tym, jak się czujemy ze sobą i otaczającą nas rzeczywistością. Popełnianie błędów jest rzeczą ludzką, ale nie zwalnia nas z “obowiązku” pracy nad swoimi słabościami, tak byśmy mogli stworzyć naszym dzieciom spokojny i bezpieczny dom.

Niemożliwe jest, aby mniej krzyczeć

Można krzyczeć mniej.

Mówię to z takim przekonaniem, ze względu na pracę, którą wykonuję codziennie, sama nad sobą jako mama, ale również, a może przede wszystkim w oparciu o doświadczenie wynikające z pracy z rodzicami. To bardzo budujące móc obserwować zmiany i zacieśnianie relacji w rodzinach, czy czytać komentarze i wiadomości będące dowodem na skuteczność waszych starań:

 

„Dorastałam w domu, gdzie krzyk był na porządku dziennym. To była jedyna forma wyrażania emocji i chyba jedyne emocje, które tak często i tak chętnie wyrażaliśmy. Zakładając własną rodzinę, nie potrafiłam mówić o uczuciach w pozytywny sposób, to ciągle jest moja ogromna praca. Najlepszą motywacją są dla mnie mój mąż i dwuletni synek, którzy już widzą różnicę, sama ją czuję. Codziennie pracuję nad tym, by nie krzyczeć.” – Kasia

jestem_złą_matką

Nie wierz w te mity

JESTEŚ dobrym rodzicem – jesteś wystarczająco dobrym rodzicem.

Nie jesteś jedynym, któremu zdarza się krzyczeć.

Możesz zmniejszyć skutki tej przykrej sytuacji, angażując się w relację ze swoim dzieckiem.

Możesz krzyczeć mniej. Przy sprzyjających warunkach i zaangażowaniu możesz nawet przestać krzyczeć, ale jeśli się nie uda Ci się dotrzymać postanowienia, to nie jest powód, by umniejszać swojej wartości – już przecież wiesz co z tym zrobić i jak się zachować.

To, że raz czy drugi, a nawet dziesiąty Ci się nie uda, nie znaczy, że masz przestać próbować, bo każde starania przynoszą pozytywną zmianę w Tobie i w twojej rodzinie.

Warto się starać dla momentu, w którym uda Ci się zapanować nad sobą, kiedy spojrzysz na swojego szkraba i będziesz niesamowicie dumny z siebie i szczęśliwy, że wypracowałeś w sobie tę umiejętność, znalazłeś siłę i nie „rozładowałeś” na nim skumulowanych emocji.

A wszystko dlatego, że próbujesz, że się nie poddajesz, bo jest rewelacyjnym rodzicem.


Jestem ciekawa Waszych doświadczeń? Jak się czujecie, gdy zdarzy Wam się krzyknąć na swojego szkraba?

Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielcie się tym ze mną w komentarzu. Dla osób komentujących mam niespodziankę 😉 Jednej z Was podaruję książkę “Kiedy Twoja złość krzywdzi dziecko”, którą znajdziecie wśród polecanych przeze mnie pozycji. 

Ściskam,

Karola 

Serdecznie polecam Wam również książki, które wspomogą Was w rodzicielskiej drodze:

Być może zainteresują Was również inne artykuły:

5_mitów_o_krzyczeniu_na_dzieci_o_których_każdy_rodzic_powinien_wiedzieć


budowanie_relacji_z_dzieckiem

Budowanie relacji z dzieckiem. Dlaczego, każdy rodzic powinien wiedzieć o współczynniku 5:1

Niby zwykłe popołudnie, wróciłaś z pracy, pobieżnie ogarnęłaś domowy chaos, chwyciłaś w locie coś do jedzenia, a teraz starasz się doładować akumulator, popijając kawę. Pewnie znasz ten moment, kiedy filiżanka kawy zatrzymuje się w połowie drogi do Twoich ust, gdy zza ściany dobiega...

Nie, to jest moje!  ja miałem to PIERWSZY!  To niesprawiedliwe!  Mamooo! On mi nie chce oddać mojego auta!!

Po raz „en-ty” próbujesz interweniować wołając z fotela:

Czy ja naprawdę nie mogę wypić tej kawy w spokoju? Musicie się ciągle o coś sprzeczać? Ostatni raz Was proszę o zgodną zabawę!

Zapada głucha cisza i nagle do salonu wpada z impetem Franek (4 lata) a za nim Staś (6 lat). Ślizgiem pokonują zakręt i kończą gonitwę na stoliku kawowym w centrum pokoju. Twoja kawa wraz z filiżanką ląduje na dywanie, a Ty zrywasz się na baczność niczym żołnierz na warcie. Dzieci płacząc przekrzykują się jeden przez drugiego, że to wina tego pierwszego jegomościa, że nie chciały, że to przez przypadek i w ogóle, że już nie będą... Słowem chaos jak na jarmarku.

Co możesz czuć?

Jesteś zdenerwowana, czujesz, jak narasta w Tobie złość – zaraz eksplodujesz. I chociaż technicznie nie krzyczysz, to ton i sposób, w jakim informujesz ich o tym, że takie zachowanie jest niedopuszczalne, nie pozostawia złudzeń – jesteś wściekła.

Spoglądasz na skruszone miny chłopców i bez mrugnięcia okiem odsyłasz ich do pokoju:

„Nie potraficie się porozumieć i bawić w zgodzie, to nie będziecie się bawić w ogóle! Marsz do siebie! Możecie wrócić, jak przemyślicie swoje zachowanie! A teraz zejdźcie mi z oczu!

konflikt_z_dzieckiem

Gdy padnie za dużo słów

Mija chwila, emocje opadają i …przychodzi refleksja, zdajesz sobie sprawę, że ta sytuacja mogła wyglądać inaczej, że odreagowałaś na dzieciach frustracje po przedpołudniowym starciu z szefem, a maluchy stały się kozłem ofiarnym. Rozumiesz, że Twoje okrzyki z drugiego pokoju nie docierają do walczących za ścianą dzieci, że krzyk i odesłanie ich bez rozmowy, to nie jest odpowiedni sposób komunikacji, że nawet w złości nie powinnaś zwracać się tak do swoich dzieci.

Rodzicielstwo to trudne zadanie, a utrata panowania nad sobą raz na jakiś czas nie czyni z Ciebie złego rodzica. Wbrew pozorom, jako ludzie jesteśmy doskonale niedoskonali, a kontrolowanie emocji jest czymś, wymagającym od nas samoświadomości, zaangażowania i ogromnej ilości pracy.

3 rzeczy, które powinniśmy zrobić po utracie panowania nad sobą

Bez względu na to, ile artykułów przeczytasz o tym „jak być szczęśliwym rodzicem” lub „jak nauczyć się kontrolować emocje”, frustracje i przykrości będą spotykać Cię codziennie.

Nie ma idealnych ludzi, rodziców, dzieci i nikt z nas nie wiedzie idealnego życia. Dlatego skoro już mleko się wylało, a Ty jesteś świadoma tego, co poszło nie tak, i wiesz że chcesz postępować inaczej, daj sobie prawo do popełniania błędów, przebacz sobie i jednocześnie zacznij działać, by poprawić relacje z dzieckiem.

Oto co powinnaś zrobić:

  1. Wybacz sobie.
  2. Przeproś swojego brzdąca.
  3. Podejmij wyzwanie - pięciu dobrych uczynków.

Pierwsze dwa punkty są szalenie ważne, ale jak się zaraz przekonasz, trzeci może być najważniejszy.

Tajemnica wartościowych relacji

Nauka pokazuje, że w szczęśliwych związkach między dorosłymi ludźmi, występuje szczególna zależność pomiędzy pozytywnymi, a negatywnymi interakcjami.

Wygląda ona następująco: na każdą jedną negatywną interakcję przypada 5 pozytywnych.

Podczas, gdy badania koncentrują się na dorosłych, my rodzice doskonale wiemy, że na naszą relację z dzieckiem negatywne wydarzenia mają równie istotny wpływ. Dlatego wspomniany stosunek 5:1 może pomóc nam w budowaniu relacji i odbudowaniu mostu porozumienia z naszymi pociechami.

relacja_z_dzieckiem

Wzmacnianie relacji z dzieckiem: współczynnik 5:1

Kierując się analogicznym podejściem do tego, które opisałam wyżej możemy przyjąć zasadę, że, by naprawić relację z dzieckiem, po nieprzyjemnym wydarzeniu, musimy sprowokować, stworzyć, wywołać 5 pozytywnych interakcji, w których razem z maluchem weźmiemy udział.

Jedynym ograniczeniem jest Twoja wyobraźnia, któż lepiej zna Twoją pociechę, wie co sprawi jej przyjemność, w którym miejscu ma największe gilgotki, albo jaką książkę lubi najbardziej?

Gdyby jednak w kryzysowej sytuacji zabrakło Ci pomysłów, poniżej zamieszczam listę 19 prostych propozycji, które będą pomocne podczas odbudowywania kontaktu z dzieckiem – osiągania współczynnika 5:1 (o tym, w jaki sposób jeszcze możecie wykorzystać współczynnik 5:1 przeczytacie tutaj => klik).

19 prostych pomysłów na wzmocnienie więzi z dzieckiem

  1. Przytulas dobry na wszystko. Nic tak nie koi, jak uścisk ukochanej osoby, dlatego przytul swojego szkraba i upewnij się, że jest to uścisk o odpowiedniej jakości, trwający ponad 6 sekund. Jeżeli jednak zamiast aprobaty, usłyszysz od swojego malucha sprzeciw – zaproponuj symboliczne przybicie piątki.
  2. Powiedz „Kocham Cię”.Dla dziecka nie ma nic ważniejszego niż bezwarunkowa miłość rodzica. Nic też, nie jest na to lepszym dowodem niż wyznanie, które pada w tak trudnej chwili. Warto podkreślać, że kochamy JE za to, że JEST, a nie za to jakie jest.
  3. Zaproponuj wspólne czytanie książki. Twoje dziecko nigdy nie jest na to za duże.
  4. Zostaw notatkę lub rysunek niespodziankę – na kartce papieru w szkolnym pudełku śniadaniowym, karteczkę Post-It na lustrze w łazience, kartę na półce z zabawkami itp. Może to być żart, Wasze ulubione powiedzenie, to, co w nim podziwiasz albo po prostu „Kocham Cię”.
  5. Wyraź za co je doceniasz: „Doceniam, kiedy…”
  6. Opowiedz śmieszną, pozytywną historię z przeszłości np., gdy dziecko było młodsze, bądź, kiedy Ty byłaś w jego wieku.
  7. Przygotuj pozytywny posiłek. Do następnego, jedzonego przez Was dania, dodaj uśmiechniętą buźkę np.: miseczka płatków owsianych, gdzie plasterki banana są oczami, borówka nosem, a truskawkowy mus uśmiechem.
  8. Zatrzymaj się chwilę, usiądź i po prostu zagraj z dzieckiem w coś przez kilka minut - bez smartfona, telewizora i bez wielozadaniowości. Zagraj w to, na co maluch ma ochotę (planszówka, karty, memo).
  9. Rozpocznij zabawę ruchową w „berka”, „chowanego” albo „ciuciubabkę”.
  10. Opowiedz żart – spróbuj rozbawić malucha.
  11. Zaproponuj wspólny spacer lub zabawę przed domem.
  12. Wspólnie obejrzyjcie album z rodzinnymi zdjęciami.
  13. Włącz wesołą muzykę i zaproś do tańca małego partnera.Badania pokazują, że wspólne słuchanie muzyki buduje więzi rodzinne i tworzy pozytywne wspomnienia.
  14. Zaproponuj wspólne przygotowanie rysunku albo kolorowanie obrazka.
  15. Zabawcie się w kalambury – przygotujcie wspólnie listę haseł np. postaci z bajek i następnie naprzemiennie losujcie tematy do pokazywania.
  16. Stwórzcie wspólną konstrukcję z klocków, może to być zagroda dla zwierząt bądź wysoka wieża.
  17. Zapytaj o samopoczucie okazując troskę i zainteresowanie: „Powiedz kochanie, jak się czujesz?”
  18. Uśmiechnij się do malca, jednocześnie utrzymując kontakt wzrokowy.
  19. Stwórzcie wspólnie opowieść, może to być forma zapisywana bądź rysowana na kartce, naprzemiennie dodajecie poszczególne fragmenty historii.

czytanie_z_dzieckiem

Nasze rodzicielskie zadanie

Każdy ma prawo do popełniania błędów i nie ma w tym nic złego. Ważne jest natomiast, byśmy potrafili podjąć pracę nad tym, by ich nie powielać albo zminimalizować negatywne skutki.

Zachowanie dziecka, nawet to najbardziej nieodpowiednie, nie jest usprawiedliwieniem dla naszej nerwowej, krzykliwej reakcji. Nie możemy zapominać, że w relacji rodzic-dziecko, to my jesteśmy dorosłymi, to my pokazujemy świat, to my uczymy zasad i jesteśmy autorytetem, a dziecko niczym lustro odzwierciedla w swoim zachowaniu, to, co zaobserwuje w swoim otoczeniu.

Jako osoby w pełni dojrzałe, jesteśmy w stanie zapanować nad nerwami, nauczyć się samokontroli – takiej (fizycznej i anatomicznej) możliwości nie posiadają dzieci.

Dlatego warto pracować nad sobą, swoimi nawykami, zmieniać je i wywierać świadomy wpływ na jakość rodzinnych relacji. Pamiętając, że jako rodzice, prostymi, codziennymi gestami kształtujemy osobowość małego człowieka.

Tekst powstał w ramach wydarzenia „Najlepsze prezenty od mamy dla dzieci?”, zainicjowanej przez AsertywnaMama.pl we współpracy z Mama na całego, Ja Zwykła MatkaaKatarzyna Płuska Miękko o kompetencjach.

Być może zainteresują Was również:

 

 


prezent_na_dzień_matki

O tym powinnaś wiedzieć przed nadchodzącym Dniem Matki

Twój największy wkład w jakość wszechświata może nie być czymś, co robisz, ale kimś, kogo wychowujesz."

Mamo, która czytasz ten wpis

Przyjaciółko, koleżanko, kompanko mego matczynego żywota, to do Ciebie kieruję tych kilka słów…

Macierzyństwo to ciężka praca. Powiedzmy sobie szczerze, to nie żaden urlop, relaks, wypoczynek, to permanentne bycie na „standbay’u”.

Jakaż musi w nas drzemać nadprzyrodzona siła, że niezależnie od sytuacji, każdego dnia, 24h/dobę dajemy naszym dzieciom wszystko to, co najlepsze, to czego potrzebują, dajemy im „siebie”. Dzieje się tak bez względu na poziom zmęczenia, stan zdrowia czy ducha.

Czy Ty też, tak samo jak ja, masz czasami ochotę bezczynnie zasiąść na kanapie, bez pytań, dodatkowych zadań, obowiązków, tak po prostu usiąść i obejrzeć kolejny sezon „The Siuts”? A właściwie, co tam jeden sezon… cały dzień oglądać ulubiony serial, zajadając coś pysznego, chrupiącego i jednocześnie niezdrowego? No właśnie, a jednak…

Jednak zamiast tego wycieramy noski, czytamy koleją "tylko jeszcze jedną bajkę", pomagamy w odrabianiu lekcji, które poziomem trudności pozwalają domniemać, że to zadanie dla nas, nie dla dzieci. Martwimy się i kombinujemy, jak przemycić w jadłospisie choć jedną porcję warzyw. Przytulamy, całujemy, dmuchamy i opatrujemy stłuczone kolana, przyklejając kolejny plasterek posiadający cudowne właściwości. Udzielamy odpowiedzi na: „po co?”, „czemu?”, "dlaczego?" „gabazylion” razy dziennie. Śpiewamy w samochodzie „crazy frog” lub „mam tę moc” i wstajemy w nocy nieskończoną ilość razy…

I nie chodzi o to, by się żalić czy wyliczać – tylko o to, by stwierdzić fakt.

na_dzień_mamy

Tak to my Mamy, robimy to wszystko i wiele, wiele więcej.

A w zamian? W zamian nie potrzebujemy wiele, nawet niczego nie oczekujemy. Napędzają nas proste gesty, uściski, pocałunki, uśmiechy – ach… ten dziecięcy, szczery wręcz grzechoczący jak grzechotka śmiech, będący wyrazem radości i zadowolenia naszej pociechy. No i to cicho wyszeptane przed snem „Kocham Cię mamusiu”. To wystarczy, działa niczym dopalacz, energetyk czy sesja motywacyjna z najlepszym coachem.

Wiem o tym

Wiem, że robisz wszystko, co w twojej mocy.

Nawet jeśli raz na jakiś czas puszczają Ci nerwy i krzykniesz na niesfornego brzdąca.

Nawet jeśli nie zawsze możesz znaleźć czas na zabawę z dziećmi.

Nawet jeśli kładziesz się spać, a zlew w kuchni pełen jest brudnych naczyń. To nie ma znaczenia, bo…

Próbujesz wychować swoje dzieci na wartościowych i odpowiedzialnych ludzi, którzy będą szczęśliwymi i spełnionymi dorosłymi.

Być może w tym dniu - „Dniu Matki”, nie dostaniesz idealnego, instagramowego prezentu. Może nikt nie przyniesie Ci śniadania do łóżka. Może nawet nie odpoczniesz od niezliczonych, rodzinnych obowiązków, które wykonujesz na co dzień.

Dlatego chciałabym…

Chciałabym móc wpaść do Ciebie z miską spaghetti, aby podarować Ci choć jeden wolny wieczór. A może lepsze byłyby muffinki czekoladowe, byśmy wspólnie osłodziły sobie kończący się dzień?

Usiadłabym na krześle przy kuchennym stole i mogłybyśmy powymieniać się historiami o napadach złości i wielogodzinnym usypianiu „nieodkładalnych” do łóżeczka dzieci, bądź o sprzeczkach i bójkach między rodzeństwem.

A w tym naszym idealnym świecie piłybyśmy ciepłą, nawet gorącą kawę, a nasze dzieci bawiłyby się ze sobą bez krzyków i awantur, tak byśmy mogły w spokoju porozmawiać o pierdołach.

kawa_z_przyjaciolka

I choć realnie nie mogę tego zrobić, to mogę Ci coś tu napisać…

Tkwiąc w codziennych obowiązkach niczym w trybikach macierzyństwa, łatwo jest przestać dostrzegać, zapomnieć, jak wiele ważnego i dobrego robisz dla Twojej rodziny. Może to teraz brzmi banalnie bądź śmiesznie albo jedno i drugie, ale niezależnie od tego, czy to się komuś podoba, czy nie, tak właśnie jest – robisz rzeczy ważne.

Poświęcasz wszystko, co masz – czas, uwagę, uczucia, siebie, by wychować dzieci, które w przyszłości będą dobrymi ludźmi, którzy dostrzegą w tym szalonym świecie, to co wartościowe i ważne.

Nawet jeśli tego dnia nikt nie powie: "Dziękuję Ci Mamo", chcę teraz powiedzieć…

Dziękuję Ci za wszystko, co robisz

Dziękuję za spokój, który starasz się zachować podczas napadu złości - i za to, że wybaczasz sobie, gdy emocję wezmą górę.

Dziękuję za wsparcie podczas odrabiania prac domowych - nawet wtedy, gdy masz już szczerze dość kolejnych próśb o pomoc.

Dziękuję za pomoc w rozwiązywaniu zadań z matematyki - nawet jeśli sama nie masz pewności, jak je zrobić.

Dziękuję za wytrwałość w tłumaczeniu rodzeństwu, jak rozmawiać bez walki i awantur - nawet wtedy, gdy masz tego serdecznie dość.

Dziękuję za każde powiedziane "nie", gdy dzieciaki proszą o telefon czy tablet – nawet, gdy błagają i wygrażają się utratą miłości.

Dziękuję za zejście do parteru, za zabawę na podłodze, budowanie wieży z kloców, zabawę w dom czy sklep - nawet jeśli masz kilometrową listę zadań do zrobienia.

Dziękuję za przytulenie ich i powiedzenie "Kocham Cię bez względu na wszystko" – nawet, gdy jesteś smutny, sfrustrowany lub zły.

W sobotę, pamiętaj o tym

We wszystkich tych momentach i wielu, wielu innych sytuacjach, wykonujesz kawał dobrej roboty sprawiając, że Twój dom jest fajnym miejscem na ziemi.

Więc jeśli Twoje dzieci w sobotę rano dostarczą Ci "śniadanie do łóżka", które składało się będzie z przypalonego tosta i letniej kawy…

Możesz się uśmiechnąć, wiedząc, że one tak jak Ty i ja, robią wszystko, co w ich mocy, by sprawić Ci przyjemność, choć nie zawsze wychodzi im to idealne.

Wierzę w to, że Ty o tym wiesz, jednak, by nie pozostawiać niedomówień napiszę to czarno na białym -  ten gest ze strony Twoich pociech, bez względu na to, jak mały i jak niedoskonały, jest niezaprzeczalnym wyrazem miłości, wdzięczności i uznania dla tego, co robisz na co dzień.

śniadanie_dla_mamy

I niezależnie od tego, jak przebiegnie to nasze, matczyne święto – w niedzielę, każda z nas, kierując się bezwarunkową miłością, dzielnie przystąpi do ogarniania tego swojego domowego chaosu. Nie dlatego, że musimy, a dlatego, że takie jesteśmy: kochające, czułe, troskliwe, opiekuńcze, współczujące, dbające, zorganizowanei

Twój największy wkład w jakość wszechświata może nie być czymś, co robisz, ale kimś, kogo wychowujesz."

Pamiętaj, jesteś rewelacyjną MAMĄ i dziękuję Ci za to!

Ściskam,
Karola

Być może zainteresują Was również:


relacja_z_dzieckiem

5 wskazówek, jak utrzymać bliską relację z dorosłymi dziećmi

Czytając tytuł, myślisz sobie „eee Majka ma dopiero 2 lata, mam jeszcze dużo czasu... to mnie nie dotyczy.”

Wcale mnie to nie dziwi, bo sama mam poczucie, że moi chłopcy są jeszcze mali, że przed nami mnóstwo pięknych chwil, że na wszystko mamy jeszcze czas. Bez wątpienia tak, jest – to zaledwie początek naszych rodzinnych perypetii i wspólnego poznawania świata. Jednak warto pamiętać o tym, że trwałe więzi i bliska relacja z dzieckiem tworzą się każdego dnia, to efekt na, który „pracujemy” na przestrzeni wszystkich, wspólnie spędzonych lat. Dlatego już dziś warto zadbać nie tylko o ilość, ale i jakość spędzanych razem chwil.

Coraz częściej otrzymuję od Was wiadomości z pytaniami nie tylko o to, „jak zbudować więź z maluszkiem”, ale również o to, „w jaki sposób utrzymać bliską relację z dorastającymi lub dorosłymi dziećmi”. Pytań było na tyle dużo, że zamiast odpisywać, każdej z Was z osobna, postanowiłam opublikować kilka wskazówek w formie tekstu.

Czas biegnie tak szybko... nie do pomyślenia, że jeszcze niedawno zmieniałam Antosiowi pieluchy, borykałam się z kolkami, przeżywałam pierwsze kroki i słowa, a już zaczynam zastanawiać się nad szkolnymi wyzwaniami. Na samą myśl o sercowych dylematach, planowaniu prezentu na 18. urodziny czy wyjeździe na studia czuję się niczym bohaterka filmu science fiction.

relacja_z_dzieckiem_dorosłość

A jednak dzieci rosną bardzo szybko i w mgnieniu oka ze słodkich, nieporadnych maluchów stają się niezależnymi, samodzielnymi osobami (no, przynajmniej chcemy, by takimi się stali ;-)).

Fakt faktem w oczach rodziców, pociechy zawsze będą „dziećmi” bez względu na to, czy w danym momencie uczą się raczkować, wyjeżdżają na studia, czy zmieniają pieluchy swojemu, własnemu szkrabowi.

Teoretycznie, gdy dzieci stają się dorosłymi ludźmi, spada z nas część rodzicielskiej odpowiedzialności, nie musimy zastanawiać się nad każdą podjętą w ich imieniu decyzją, wyznaczoną granicą, czy zapewnieniem bezpieczeństwa 24h/dobę.

Oczywiście, to wszystko sprawdza się w teorii, w praktyce natomiast raz stając się rodzicem, jesteś nim przez całe życie. Oznacza to, że niezależnie jak bardzo dojrzałe, samodzielne czy odpowiedzialne jest nasze dziecko, my i tak nie przestajemy się o nie troszczyć i martwić.

Jest jednak jedna istotna kwestia, o której powinniśmy pamiętać, z upływem czasu zachodzi wiele zmian, zarówno w naszym otoczeniu, w nas samych, jak i w relacji z dorastającymi dziećmi. Skoro wszystko i wszyscy się zmieniają, to nasza relacja rodzic-dziecko również powinna dojrzeć.

Oto kilka wskazówek dotyczących pielęgnowania relacji z dorosłym dzieckiem:

Mowa jest srebrem, a milczenie złotem

Powściągliwość jest cnotą, która na tym etapie relacji rodzic-dziecko jest naszym „must have”. Właśnie teraz powinniśmy powstrzymać się od nieproszonych, złotych rad i zadawania zbyt wielu, wścibskich pytań (wiem, wiem, to będzie trudne, ale...) ;-).

Po latach pełnej gotowości 24h/na dobę i wyostrzonej czujności, zapewne nie raz koniecznym będzie ugryzienie się w język, na wieść o podejmowanej przez naszą pociechę decyzji.

Kiedy dziecko staje się dorosłą, niezależną, samodzielną osobą tym, czego od nas potrzebuje, jest wsparcie emocjonalne, a nie cudowne mądrości, pojawiające się po fakcie i kończące pamiętnym zdaniem: „a nie mówiłem...”

Okazanie odpowiedniego wsparcia swojemu dziecku jest możliwe, tylko wtedy, gdy wiemy, jaka jest jego realna potrzeba. By się tego dowiedzieć, nie wystarczy słuchać, trzeba usłyszeć, co ono do nas mówi.

Obustronny szacunek

To naturalne, że mimo usamodzielnienia się dziecka chcemy nadal, aktywnie uczestniczyć w jego życiu. Zresztą nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej. Pocieszający jest fakt, że jeśli dotychczasowe relacje z dzieckiem oparte były na szacunku i bliskości, to zbudowana więź jest bardzo silna i trwała niezależnie od tego, w jakim wieku jest nasze dziecko.

Czy jest ktoś, kto nie lubi mieć racji? Kto nie chciałby, by jego zdanie było tym najwłaściwszym i ostatecznym? No właśnie... Szybko przyzwyczajamy się do takiego stanu rzeczy i trudno nam jest wyjść z roli wszechwiedzącego, doświadczonego rodzica.

teściowa

Z biegiem czasu „dysproporcja” między rodzicem a dzieckiem ulega zatarciu, wszyscy są już dorośli i mają takie samo prawo do niezależnych decyzji. To właśnie ten moment, kiedy ważniejsze niż kiedykolwiek jest uszanowanie punktu widzenia i decyzji dziecka, nawet jeśli się z nimi nie zgadzamy.

Zaakceptuj drugą połówkę

To może być jedna z najtrudniejszych elementów rodzicielskiej powinności. Nie ma ważniejszej rzeczy niż zdrowie i szczęście własnego dziecka. W pewnym momencie przychodzi czas, gdy to druga połówka przejmuje pierwsze skrzypce w jego życiu. To z nią pierwszą podzieli swoje smutki i radości, to prawdopodobnie do niej zwróci się z prośbą o wsparcie w podejmowaniu ważnej decyzji. Trudno jest przesiąść się z fotela głównego pilota na siedzenie pasażera, ale taka jest kolej rzeczy. Oczywiście, możemy mieć swoje oczekiwania, marzenia o tym, jaki powinien być partner naszego dziecka. Oczami wyobraźni widzimy, że ma lepszą pracę, mniej kolczyków i tatuaży, oraz że gotuje gorszy rosół od naszego. Jednak koniec, końców teraz nasze aspiracje nie mają znaczenia, rodzicielskim obowiązkiem jest zachować opinie dla siebie i będąc ponad swoimi przekonaniami zaakceptować wybór dorosłego dziecka.

Powiedzmy sobie jednak szczerze, że tolerancja ma również swoje granice, nie możemy być głusi i ślepi na ewidentne zagrożenia. W akceptacji i poszanowaniu niezależności dziecka nie chodzi o nabieranie wody w usta w niebezpiecznych sytuacjach. Wiadomo, że jeśli dzieje się coś niepokojącego, zagrażającego zdrowiu czy życiu – powinniśmy, a nawet musimy interweniować, niezależnie czy się to naszej dorosłej pociesze spodoba, czy też nie.

Zachowaj swoje opinie dla siebie

Dla niejednej z nas to będzie największe wyzwanie. Dla mnie na pewno ;-)

Główna różnica między byciem rodzicem małych dzieci a rodzicem dzieci dorosłych polega na tym, że tym drugim nie powinniśmy narzucać swojego zdania, mówić, co, gdzie, kiedy i jak powinni zrobić.

Ostatnią rzeczą, jaką dorosłe dziecko chce usłyszeć od swojego rodzica, jest nieproszona, „dobra” rada. Takimi wskazówkami jest piekło wybrukowane i jeśli nie chcemy, na własne życzenie mieć takowego w rodzinnych pieleszach, lepiej zawczasu ugryźć się w język.

Wspólne chwile

Kiedy nasze dzieci są małe, mamy pełną kontrolę nad rodzinnymi aktywnościami. Gdy dorosną ważnym ogniwem w pielęgnowaniu relacji, jest znalezienie nowych sposobów komunikowania się i spędzania wspólnego czasu. Nie chodzi tu o to, byśmy udawali, że nagle naszą pasją jest pole dance, słuchanie heavy metal’u czy jedzenie sushi. Tak naprawdę nie musi być to nic wyszukanego, wystarczą wspólne obiady w ulubionej restauracji, niedzielny spacer, czy gra w scrabble. Jeżeli natomiast nasza inicjatywa wyjścia na zajęcia tańca na rurze, wynika z chęci spróbowania czegoś nowego i wydostania się ze swojej strefy komfortu, to rewelacyjnie, tak trzymaj! Ważne byśmy czuli się dobrze z tym, co robimy i czerpali przyjemność ze wspólnych chwil.

W jaki sposób Wy dbacie o relację z Waszymi dziećmi? Swoimi doświadczeniami podzielcie się w komentarzu poniżej tekstu.

Może zainteresują Cię również:

Ściskam Was mocno,

Karola