krzyczę_na_swoje_dziecko

5 mitów o krzyczeniu na dzieci, o których każdy rodzic powinien wiedzieć

Dostrzegam wiele pozytywnych zmian w podejściu do rodzicielstwa, które mnie bardzo cieszą. Dzięki większej świadomości i autorefleksji poszukujemy informacji, które wesprą nas w lepszym wypełnianiu roli rodzica. Coraz więcej mówimy o wzajemnym szacunku, empatii, regulacji emocji i komunikacji, bez nich prawdziwa i wartościowa relacja nie istnieje.

W rodzicielstwie, tak samo, jak w innych dziedzinach życia, możemy spotkać skrajne i idealistyczne podejście. Przeczytacie w sieci hasła, motywujące do natychmiastowej zmiany zachowania, stawiające zagadnienie emocjonalności i wybuchów złości w zero-jedynkowym świetle.

„Zachowaj spokój, zapanuj nad sobą… to takie proste.”

I nie ma wątpliwości, że zachowanie opanowania, jest najlepszym, co powinniśmy zrobić w „trudnych”, rodzicielskich potyczkach, jednak wbrew temu, co możemy przeczytać, nie jest to wcale takie łatwe, wymaga naszego zaangażowania, wysiłku i często wiąże się z niejedną porażką.

Oczywiście informacje, które do nas docierają, możemy odpowiednio zinterpretować, wyciągnąć z nich to, co dla nas najważniejsze i zastosować na tyle, na ile pozwalają nam nasze umiejętności i życie. Jednak dla niektórych z nas, taki przekaz na temat stawania się dobrym rodzicem jest jak wyrocznia i, mimo że normalnym jest popełnianie błędów, stopniowe udoskonalanie wprowadzanych metod, to każde niepowodzenie traktują jak osobistą porażkę, czują się winni i sfrustrowani, bo mimo prób nie udaje im się nie krzyknąć na swoje dziecko.

Zanim przejdę do tytułowych mitów, muszę jeszcze podkreślić kilka ważnych kwestii:

TAK – krzyk jest formą przemocy psychicznej.

TAK – zaprzestanie krzyczenia na dziecko w chwili uniesienia jest cholernie trudne.

TAK – to jest nasza praca.

TAK – po pewnym czasie jest coraz łatwiej i możesz krzyczeć mniej.

A jak jest z Wami? Czy kiedykolwiek czuliście się w ten sposób?

Pozwólcie, że nieco Was uspokoję, poniżej znajdziecie 5 mitów, w które wierzymy, które są nieprawdziwe i z którymi warto zrobić porządek.

5 mitów o krzyczeniu na dzieci, o których każdy rodzic powinien wiedzieć

Jestem złym rodzicem, ponieważ krzyczę

Krzyk nie świadczy o jakości rodzicielstwa. Jest raczej przejawem naszej słabości, niedostatecznej regulacji emocji…

Paradoksalnie, w większości przypadków krzyczymy, bo jesteśmy dobrymi rodzicami.

I absolutnie nie jest to usprawiedliwienie dla takiego zachowania, w dalszej części tekstu wyjaśniam, co dokładnie mam na myśli.

Bycie „Dobrym rodzicem” to trochę wyświechtany slogan, często powtarzany i jednocześnie niejednoznaczny. Przyjmijmy, że chodzi nam o stanie się najlepszym opiekunem dla swojego dziecka, czyli takim, jakim w danym momencie możemy być. Zdecydowanie wolę określenie wystarczająco dobrym rodzicem.

Więc jacy są wystarczająco dobrzy rodzice?

Wystarczająco dobrzy rodzice podejmują próby. Chcą się rozwijać, lepiej wywiązywać się z powierzonej im roli, starają się najlepiej, jak potrafią. Mają pewne oczekiwania zarówno w stosunku do siebie, jak i do swoich pociech. I schody zaczynają się właśnie tutaj, w miejscu, gdzie do gry wkradają się oczekiwania, a właściwie ich niespełnianie.

Frustracja i rozczarowanie pojawiają się, gdy „oczekujący” rodzice sami nie dosięgają postawionej poprzeczki albo gdy ich dzieci nie stają na wysokości zadania. Oczekiwania to temat na osobny wpis, jednak warto zdawać sobie sprawę z pułapki, w jaką nas wpuszczają.

Wystarczająco dobrym rodzicom towarzyszy również zmęczenie i stres wynikający z pracy zawodowej oraz obowiązków domowych, które codziennie wypełniają, by zapewnić swoim najbliższym wszystko, czego potrzebują.

To rodzice, którzy wieczorem, po całodniowej batalii, zasiądą w fotelu i wsłuchując się w ciszę śpiącego domu, czują wyrzuty sumienia, bo przypominają sobie sytuację, w której zachowali się nieodpowiednio, w swojej ocenienie byli niewystarczająco dobrzy dla swoich dzieci.

To, co zaraz napiszę, jest warte zapamiętania:

Źli rodzice nie czują w ten sposób.

Źli rodzice nie są skłonni do refleksji.

Źli rodzice nie próbują.

Źli rodzice nie odczuwają winy.

Źli rodzice nie starają się, każdego dnia zrobić wszystkiego, co w ich mocy, by zadbać o rodzinę.

To właśnie dlatego, że jesteśmy dobrymi rodzicami, zastanawiamy się nad swoim zachowaniem, jesteśmy skłoni do refleksji, chcemy coś zmienić, by kolejnego dnia naszej rodzinie żyło się lepiej. I przekornie, to właśnie te rzeczy, które są świadectwem dobrego rodzicielstwa, sprawiają, że jesteśmy sfrustrowani, czujemy się winni, bo jesteśmy świadomi.

poczucie_winy

Jestem złym rodzicem, bo krzycząc szkodzę mojemu dziecku

Świadomość konsekwencji i refleksja to one sprawiają, że łapiemy się na tym, co poszło nie tak. Badania dowodzą, jak wiele szkody w rozwój naszych dzieci niesie krzyk i stres, który się z nim wiąże. Dlatego powinniśmy zrobić wszystko, co w naszej mocy, by pracować nad sposobem wyrażania emocji i samokontrolą. No właśnie pracować, bo to nie jest coś, co pojawi się zaraz po tym, jak podejmiemy takie postanowienie.

Powinniśmy jednak pamiętać, że nauka i zmiana nawyków wymaga czasu i jest nierozerwalnie związana z popełnianiem błędów. Dlatego, jeżeli nie udało Ci się zapanować nad sobą, to nie powód do obwiniania się, tylko moment, by zrobić wszystko, aby naprawić to, co spiep… popsuliśmy 😉

Podrzucę Wam jeden ze sposób, który pozwoli zneutralizować negatywne skutki krzyku.

Nie ma nic odkrywczego w stwierdzeniu, że w każdym zdrowym związku istnieje równowaga pomiędzy pozytywnymi i negatywnymi chwilami. Przeprowadzono badania, które pokazują, że dla każdego negatywnego doświadczenia potrzebnych nam jest pięć pozytywnych interakcji, a wszystko po to, aby utrzymać zdrowe i zrównoważone relacje. Badania te zostały przeprowadzone z udziałem osób dorosłych, będących w związkach, ale zostały sprawdzone i zaadaptowane dla relacji rodzic-dziecko.

Wspomniane pozytywne interakcje nie muszą być niczym wielkim. Wystarczy uśmiech, dotyk, małe gesty, okazanie wsparcia, coś, co was rozśmieszy. Jestem pewna, że w ciągu całego dnia znalazłabym u Was wiele takich małych, ale ważnych gestów. I tak jak zazwyczaj pojawiają się intuicyjnie i spontanicznie, tak po kryzysowej sytuacji warto byśmy je zainicjowali i zrównoważyli całodzienny bilans pozytywnych emocji. To sposób, który pomoże zarówno skrzyczanemu dziecku, jak i rodzicowi.

Więcej na temat metody opartej na współczynniku 5:1 napisałam tutaj oraz tutaj, a o tym, co zrobić, gdy nakrzyczysz na swoje dziecko tu.

Jestem jedynym rodzicem, jakiego znam, który krzyczy na swoje dzieci

Pamiętajcie, nigdy nie wiemy i nie mamy pewności, co się dzieje w czterech ścianach, za zamkniętymi drzwiami. Nie mam zamiaru przytaczać tu konkretnych przykładów na to, jak bardzo pozory potrafią mylić.

 

To, co jest pewne, to to, że każdy rodzic wpada w gniew, ponieważ jesteśmy tylko ludźmi, a gniew, złość, frustracja – emocje – są częścią ludzkiej natury.

Dlatego zapewniam Cię, że nie jesteś jedynym rodzicem, któremu zdarza się nakrzyczeć na swoją pociechę.

Niektórzy rodzice przestają krzyczeć i nigdy nie krzyczą ponownie

Przeświadczenie, że jesteśmy w stanie przestać krzyczeć i nigdy tego nie powtórzyć, jest pułapką, w którą bardzo często wpadamy.

Prawda jest taka, że gdy w naszym życiu większość spraw układa się po naszej myśli, towarzyszy nam tak zwana dobra passa, czujemy się spełnieni i szczęśliwi, to rzeczywiście jesteśmy w stanie nie krzyczeć przez dłuższy czas.

Jednak doskonale wiecie, jak wygląda rzeczywistość… potrafi irytować, przytłaczać, zaskakiwać.

To, co teraz napiszę zabrzmi trochę jak patos, jednak zaryzykuję 😉

Życie może stać się trudne i często takie jest, wtedy również rodzicielstwo nas przygniata i staje się trudniejsze niż kiedykolwiek. Gdy dopada nas ten moment i nie jest tak, jak byśmy chcieli, nasza umiejętność samokontroli jest znacznie osłabiona, wtedy znacznie trudniej (wiem, wiem to słowo pojawia się w tym akapicie za często, ale co zrobić skoro pasuje) jest nad sobą zapanować i łatwiej o podniesiony głos czy krzyk.

Gdy już tak się stanie – przebacz sobie, odpuść winę i zacznij od nowa pracę nad sobą. Zastosuj metodę 5:1.

To, jak reagujemy jako rodzice, jest związane z naszym stanem emocjonalnym, z tym, jak się czujemy ze sobą i otaczającą nas rzeczywistością. Popełnianie błędów jest rzeczą ludzką, ale nie zwalnia nas z “obowiązku” pracy nad swoimi słabościami, tak byśmy mogli stworzyć naszym dzieciom spokojny i bezpieczny dom.

Niemożliwe jest, aby mniej krzyczeć

Można krzyczeć mniej.

Mówię to z takim przekonaniem, ze względu na pracę, którą wykonuję codziennie, sama nad sobą jako mama, ale również, a może przede wszystkim w oparciu o doświadczenie wynikające z pracy z rodzicami. To bardzo budujące móc obserwować zmiany i zacieśnianie relacji w rodzinach, czy czytać komentarze i wiadomości będące dowodem na skuteczność waszych starań:

 

„Dorastałam w domu, gdzie krzyk był na porządku dziennym. To była jedyna forma wyrażania emocji i chyba jedyne emocje, które tak często i tak chętnie wyrażaliśmy. Zakładając własną rodzinę, nie potrafiłam mówić o uczuciach w pozytywny sposób, to ciągle jest moja ogromna praca. Najlepszą motywacją są dla mnie mój mąż i dwuletni synek, którzy już widzą różnicę, sama ją czuję. Codziennie pracuję nad tym, by nie krzyczeć.” – Kasia

jestem_złą_matką

Nie wierz w te mity

JESTEŚ dobrym rodzicem – jesteś wystarczająco dobrym rodzicem.

Nie jesteś jedynym, któremu zdarza się krzyczeć.

Możesz zmniejszyć skutki tej przykrej sytuacji, angażując się w relację ze swoim dzieckiem.

Możesz krzyczeć mniej. Przy sprzyjających warunkach i zaangażowaniu możesz nawet przestać krzyczeć, ale jeśli się nie uda Ci się dotrzymać postanowienia, to nie jest powód, by umniejszać swojej wartości – już przecież wiesz co z tym zrobić i jak się zachować.

To, że raz czy drugi, a nawet dziesiąty Ci się nie uda, nie znaczy, że masz przestać próbować, bo każde starania przynoszą pozytywną zmianę w Tobie i w twojej rodzinie.

Warto się starać dla momentu, w którym uda Ci się zapanować nad sobą, kiedy spojrzysz na swojego szkraba i będziesz niesamowicie dumny z siebie i szczęśliwy, że wypracowałeś w sobie tę umiejętność, znalazłeś siłę i nie „rozładowałeś” na nim skumulowanych emocji.

A wszystko dlatego, że próbujesz, że się nie poddajesz, bo jest rewelacyjnym rodzicem.


Jestem ciekawa Waszych doświadczeń? Jak się czujecie, gdy zdarzy Wam się krzyknąć na swojego szkraba?

Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielcie się tym ze mną w komentarzu. Dla osób komentujących mam niespodziankę 😉 Jednej z Was podaruję książkę “Kiedy Twoja złość krzywdzi dziecko”, którą znajdziecie wśród polecanych przeze mnie pozycji. 

Ściskam,

Karola 

Serdecznie polecam Wam również książki, które wspomogą Was w rodzicielskiej drodze:

Być może zainteresują Was również inne artykuły:

5_mitów_o_krzyczeniu_na_dzieci_o_których_każdy_rodzic_powinien_wiedzieć


kłótnia_w_związku

Doprowadzasz mnie do szału! O tym, co robić, by drobiazgi nie urastały do rangi wielkich problemów

To, że problemy dużego kalibru takie jak: niewiernośćprzemoc czy uzależnienie niszczą relacje międzyludzkie nie budzi żadnych wątpliwości.

Natomiast istnienie drobnych, z pozoru nieistotnych szczególików, które w ukryciu, podstępnie i skutecznie zatruwają nawet najpiękniejszą miłość – nie jest już takie oczywiste. Brudne skarpetki na podłodze, nieopuszczona deska sedesowa - dzień po dniu, niczym kropla w skale, drążą dziurę w naszej cierpliwości, wystawiając naszą relację na próbę. Zanim zdążymy się zorientować, obok podirytowania pojawia się poczucie niedocenienia, niewysłuchania i niekochania a intymność staje się wspomnieniem.

Myślisz sobie: 

„Co ma piernik do wiatraka? Przecież jedno z drugim nie ma żadnego związku.”

Otóż ma więcej wspólnego, niż może nam się wydawać i o tym właśnie jest niniejszy tekst.

Sprzeczki, spory, kłótnie to, że druga połówka działa nam danego dnia na puder, jest nieodłączną częścią związku. Tak zwyczajnie, po ludzku, nie jesteśmy w stanie znaleźć takiej istoty, z którą idealnie się dopasujemy pod każdym kontem.

Niezbędnymi narzędziami w rękach dwojga ludzi, podtrzymującymi bliską relację i budującymi trwałe więzi są: umiejętność komunikowania się a czasem nawet negocjowania. Wbrew pozorom, najczęstszymi przyczynami rozpadu związków nie są problemy wielkiej rangi, ale codzienne drobiazgi, w których rozwiązaniu mogłaby pomóc zwykła rozmowa.

Dlaczego tak się dzieje?

Każdy z nas ma odmienne wartości, potrzeby, oczekiwania i sposoby patrzenia na świat. Różnice te wynikają z genetycznie uwarunkowanego temperamentu, z przekonań, postaw i bagażu doświadczeń. Często myślimy: 

„Mój ojciec potrafił opuścić deskę sedesową, więc dlaczego on nie może?"
albo 
"Mój ojciec nigdy nie opuszczał deski sedesowej, więc ja też nie będę tego robił."

Bez względu na źródło przekonań, są one bardzo głęboko zakorzenione i trudne do zmienienia.

Czasami skarpetka na podłodze jest tylko skarpetą na podłodze. Jednak z biegiem czasu, szczególnie wśród par z długim stażem, drobiazgi mogą być przyczynkiem do sporego zamieszania. Wtedy „TYLKO” zmienia się w „AŻ”. To tak, jakby pojedyncze kostki lodu, składane jedna po drugiej, stały się górą lodową. Irytują Cię nogi wyłożone na stoliku kawowym? Takie zachowanie, mimo iż nieszkodliwe, może doprowadzać do szału ;-)

Ktoś tu płata figle

Wspomniane drobiazgi rosną w siłę, ponieważ w naszych umysłach nabierają innego znaczenia. Nadajemy im większą rangę, traktujemy jako potwierdzenie wady charakteru, albo negatywnych wartości.

Denerwujemy się, kiedy chcemy podzielić się czymś ważnym, a nasza połówka na fali podekscytowania, przerywa nam, by powiedzieć nam o swoich doświadczeniach. Biorąc pod uwagę tylko tę sytuację, wyłania się obraz osoby samolubnej i zawsze stawiającej siebie na pierwszym miejscu.

„Tak naprawdę nie mieszkasz z partnerem w swoim domu. Mieszkasz z partnerem w swojej głowie." - Van Epp

Gdy już nakręcimy się na coś, co nam przeszkadza, stopniowo zaczynamy szukać dowodów na potwierdzenie swojego założenia. Zaczynamy działać na zasadzie, samospełniającego się proroctwa. Oczywiście kto szuka, ten znajduje, więc nie zabraknie nam dowodów na potwierdzenie egoistycznego podejścia do życia.

Jeżeli chcemy zbudować wartościowy i trwały związek musimy popracować nad sobą i zmienić swoje podejście.

Co powinniśmy zrobić?

Każdy konflikt, podirytowanie jest niczym dwukierunkowa ulica. Zazwyczaj koncentrujemy się na tym, co otrzymujemy, a nie na tym, co sami dajemy.

Dlatego, niezależnie od tego, jak frustrujące jest zachowanie naszego partnera, to nasza interpretacja odgrywa w tym zamieszaniu największą rolę. Liczy się znaczenie, jakie mu nadajemy. Poniżej znajdziecie kilka najczęściej pojawiających się związkowych problemów.

Celowe działanie

Wyobraźmy sobie sytuację, w której dorastacie w domu, gdzie wasz tata chrapaniem jest w stanie obudzić połowę osiedla (ja nie muszę sobie tego wyobrażać ;-)). Zapytałam kiedyś moją mamę, jak udaje jej się to przetrwać (bo dla mnie to była kwestia przetrwania). Odpowiedziała z lekkim uśmiechem: 

„Kiedy słyszę jego chrapanie, nie mam wątpliwości, że jest w domu. Mam pewność, że żyje i ma się całkiem dobrze ;-).”

Sama uśmiecham się pod nosem podając ten przykład, pokazuje on jak duże znaczenie dla naszego funkcjonowania, ma sens, jaki nadajemy potencjalnemu problemowi.

Często dopatrujemy się tendencyjności w zachowaniach drugiej osoby, prawda jest jednak taka, że większość z nich przebiega bezwiednie, automatyczne i nawykowo.

Jak sobie z tym poradzić?

Jeśli bliska nam osoba posiada nawyk, który doprowadza nas do szału – pierwszym krokiem jest delikatna rozmowa na ten temat. Najprawdopodobniej jest tak, że nie miała pojęcia o tym, że nam to przeszkadza.

A co, jeśli prowadzone rozmowy nie przynoszą oczekiwanego rezultatu? Wygląda na to, że to odpowiedni moment, by podsumować sytuację, przeanalizować to, co posiadamy i co możemy stracić. Czy warto o to kruszyć kopię.

Często jest tak, że coś nam przeszkadza, lecz gdy tego zabraknie, zwyczajnie za tym tęsknimy.

Bałaganiarstwo

Porządek a raczej jego brak, to kolejny powód do sporów. Nie ma takiej relacji, w której każdy z partnerów byłby tak samo uporządkowany. Osiemdziesiąt procent par przyznaje, że różnice w podejściu do bałaganu i organizacji przestrzeni są ogniwem zapalnym w ich związku.

"Nigdy, nikt nie posprząta tak, jak sobie tego życzysz"

podział_obowiązków

Jeśli rozmowy nie przynoszą pożądanych efektów, pora przeanalizować swoje postrzeganie „niechlujstwa”.  Zamiast skupiać się na tym, jak bardzo niedokładnie partner sprząta łazienkę, warto docenić jego zaangażowanie w prace domowe. Zmiana perspektywy może nie tylko zmniejszyć drażniący problem, ale także poprawić relację.

Niedocenienie

Pozytywne nastawienie i życzliwość stanowią niezbędny budulec każdej relacji. Dzięki nim chętnie robimy rzeczy, które sprawiają przyjemność bliskim nam osobom. Jest nam szczególnie miło, gdy nasze wysiłki zostaną zauważone i docenione.

A co, jeśli tak się nie stanie? Jeśli nasz partner nie dość, że nie zauważa tego, co dla niego robimy, to jeszcze koncentruje się tylko na tym, czego NIE robimy?

Wówczas zniechęcamy się do bezinteresownych, miłych gestów, które wzmacniają związek. Zamiast docenienia, czujemy rozdrażnienie, rozczarowanie i niepewność.

Co zrobić w takiej sytuacji?

Wychodzę z założenia, że nie możemy oczekiwać i zakładać, że nasz luby będzie wiedział, jak powinien się zachować i co zrobić. Dlatego warto spróbować ocucić go ze stanu hibernacji i przedstawić jak sprawa wygląda z naszej perspektywy.

Zaraz, zaraz nie ma co, tak szybko otwierać szampana, bo pozostaje jeszcze druga strona medalu, w ramach której musimy popracować również nad sobą.

Warto wziąć pod uwagę fakt, że nasza percepcja działa wybiórczo. Często dostrzegamy rzeczy, które podświadomie nas dotykają, bo dotyczą sfer, w których czegoś nam brakuje. Być może nie czujemy się wystarczająco adorowani, zauważeni, dopieszczeni, wysłuchani?

Poczucie kontroli

Czas na kolejne, krótkie wprowadzenie. Dwoje ludzi postanowiło wspólnie zamieszkać. Dzień jak co dzień, On w salonie czytał gazetę, Ona w kuchni przygotowywała kolację. Wszystko było, jak należy, dopóki z kanapy nie padło zdanie: 

„Możesz mi podać szklankę wody?”

Riposta pojawiła się z prędkością światła: 

„Sam sobie przynieś"
– i w sumie tyle mogę powiedzieć o historii tego związku.

Myślicie sobie: 

„Jaki bezsens. Też mi powód” „Co w tym dziwnego, że ktoś prosi o wodę?”

No właśnie, dla większości z nas w tej prośbie nie ma nic dziwnego, a przyniesienie szklanki wody, nie stanowi żadnego problemu.

Tu po raz kolejny muszę się odwołać do naszych indywidualnych interpretacji, odbioru i reakcji na docierające do nas komunikaty. Wszystko zależy od naszych wcześniejszych doświadczeń, od znaczenia, jakie nadajemy temu, co usłyszeliśmy. No właśnie, temu, co usłyszeliśmy, a nie temu, co tak naprawdę zostało powiedziane.

Wspomniana wcześniej „Ona” odebrała zwykłą prośbę, jako rozkaz i próbę kontrolowania. Maiły na to wpływ wcześniejsze doświadczenia. Dorastała w wojskowej rodzinie, gdzie ojciec zawsze mówił domownikom, co i kiedy mają robić. Obiecała sobie, że nigdy, nikomu nie pozwoli się w taki sposób traktować. Rzecz jasna jej reakcja nie była adekwatna do sytuacji i gdyby „On” znał jej historie, rozmowa potoczyłaby się w inny sposób. Jednak emocje i niedopowiedzenia nie dały im szansy wyjaśnić tego, co tak naprawdę zaszło.

Z natury cenimy sobie niezależność, w związku z czym nie lubimy, gdy ktoś narzuca nam swoja wole lub mówi co mamy robić. Prawdziwym problemem w relacji może nie być zachowanie partnera, ale sposób, w jaki je etykietujemy. Może się zdarzyć, że to, co jedna osoba odbiera jako kontrolę, dla innej będzie wyrazem miłości i troski.

W takich sytuacjach z pomocą może przyjść nam zmiana nastawienia. Podjęcie próby przypisywania dobrych intencji działaniom naszej połówki.

Warto również zastanowić się co motywuje naszego partnera do pewnych zachowań. Może niechęć do naszych wyjść z przyjaciółmi, wynika z obawy przed porzuceniem?. Warto zadać sobie pytanie, czego potrzebuje bliska nam osoba, czego jej brakuje, że skłonna jest do takiego postępowania?

Brak sprawiedliwości

Jednym z najtrudniejszych aspektów w związku między dwojgiem ludzi jest negocjowanie sprzecznych interesów, które nieuchronnie się pojawiają.

Kto częściej sprząta mieszkanie? Z którymi rodzicami spędzimy tegoroczne święta?

Nie zaskoczę Was. Ponownie punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ironia losu polega na tym, że pary, które próbują sprowadzić wszystkie obowiązki do tych samych proporcji, są najmniej szczęśliwe. Mimo iż działają w imię sprawiedliwości i wspólnego dobra. Badania wskazują, że gubi je tracenie czasu na skrupulatne mierzenie, weryfikowanie, porównywanie i kłócenie się o to, w którym miejscu należy postawić linię sprawiedliwości.

kłótnie_o_sprzątanie

Co w takiej sytuacji zrobić?

Nie jesteśmy w stanie rozliczyć się ze wszystkiego, co do joty. Ważniejsze jest to, aby każdy z nas w pewnym zakresie zyskiwał i „poświęcał” jakieś obszary swojego życia. Wskazane jest wręcz, by te obszary były odmienne, by partnerzy wzajemnie się uzupełniali. Dlatego, warto wprowadzić podział odpowiedzialności według preferencji i umiejętności. Eliminuje on wystąpienie rywalizacji i nie daje możliwości wzajemnego porównywania się.

Dobrym rozwiązanie jest również metoda „na zmianę”. Jak się okazuję, sprawdza się ona nie tylko w przypadku dzieci, ale również dorosłych. Zamiast szukać złotego środka, warto przyjąć taktykę naprzemiennego wsparcia.

Krytyka

Sprawa jest prosta 

jeśli chcesz doprowadzić do powolnej śmierci związku – krytykuj swojego partnera.

Krytyka sprawia, że czujemy się atakowani, niewystarczająco dobrzy, niekochani. Najczęstszą reakcją krytykowanej osoby jest wycofanie , zamknięcie się w sobie i brak zaangażowania. Dla niektórych z nas krytyka staje się sposobem przekazywania informacji o pożądanych zmianach. Jednak takie podejście rzadko przynosi oczekiwany efekt. Gdy czujemy się atakowani, nie jesteśmy zdolni do racjonalnego myślenia, nasz organizm instynktownie przełącza się w trym „walki-ucieczki” i koncentruje się na obronie.

Dlatego, rozmowy rozpoczynające się od krytyki najprawdopodobniej zakończą się kłótnią. Nie tylko jest ona destrukcyjna dla relacji, ale często nie porusza sedna sprawy. Większość krytykowanych zachowań nigdy się nie zmienia.

W budowaniu wartościowej i trwałej relacji warto przerzucić część uwagi na samego siebie. Przyjrzeć się swoim zachowaniom, reakcjom, dokonywanym interpretacjom. Być może okaże się, że wystarczy mała zmiana w naszym podejściu, by związek nabrał innych barw. Oczywiście relację tworzy dwoje ludzi i to, jak wygląda zależy od obojga partnerów. Jednak zanim zaczniemy wymagać zmiany od kogoś, warto najpierw przyjrzeć się sobie.

Tekst ten powstał w ramach cyklu „Dbam, bo kocham”, zainicjowanego przez Magdę z savethemagicmoments.pl i Dagmarę z bloga socjopatka.pl . Wpisując w mediach społecznościowych hasztag #DBAMboKOCHAM znajdziecie więcej tekstów napisanych w ramach tej inicjatywy.

Być może zainteresują Was również

Ściskam,
K

 

 


udane małżeństwo

I ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że Cię nie opuszczę… 8 kroków do wartościowego małżeństwa

 
Sukces małżeński nie polega jedynie na znalezieniu odpowiedniej osoby, ale również na byciu w porządku względem siebie i swojego partnera."
Barnett R. Brickner

Przygotowując ten wpis prócz badań psychologicznych przewertowałam również różne grupy wsparcia i fora internetowe, żeby sprawdzić opinie na temat związku małżeńskiego. Najczęściej pojawiający się dylemat dotyczył tego, "Dlaczego z biegiem czasu ulega zmianie, nasze nastawienie do małżonka?” oraz „Jak sprostać złożonej przysiędze małżeńskiej?”

Spróbujmy zatem się rozprawić z tymi nurtującymi pytaniami.

Zdążyliście już trochę mnie poznać i wiecie, że lubię stosować różne porównania, które pozwalają mi lepiej przedstawić omawiane zagadnienie. Tym razem również się do takowego odwołam.

Przeprowadzkowa rewolucja

Zapewne, każdy przerabiał niejedną przeprowadzkę. Pamiętacie ten nieszczęsny moment, gdy pakujecie ten ogrom rzeczy i macie wrażenie, że końca nie widać? Dodatkowo zawsze napawa mnie zdumieniem, gdzie dotychczas te wszystkie bibeloty się pomieściły…? Podstawową zasadą podczas przeprowadzki jest porządkowanie rzeczy i pozbywanie się (oddawanie) tych, które są już nam niepotrzebne. (Nie, nie, nie dopatrujcie się tu analogii do wymiany małżonka na nowszy model – nic z tych rzeczy). Wracając do przeprowadzki, kwestie pakowania nie należą do zbyt przyjemnych, jednak wizja wprowadzenia się do nowego lokum zdecydowanie wpływa na nas motywująco.

Projekt bez tytułu (47)
udane małżeństwo
udane małżeństwo

Nie ma co się za długo męczyć z tymi kartonami, najwyższy czas przejść do przyjemności.

Zatem nadeszła wiekopomna chwila i wprowadzamy się do nowego, upragnionego mieszkanka. Kojarzycie to uczucie towarzyszące momentowi zasiedlania nowego lokum? Mam na myśli to symboliczne przeświadczenie, że rozpoczynamy zupełnie nowy etap w naszym życiu. Zatem zaczynamy poniekąd od nowa, uporządkowaliśmy stare rzeczy teraz starannie je układamy w wyznaczonych miejscach. Z przyjemnością spędzamy czas przy starannie nakrytym stole, spożywając równie starannie przygotowane posiłki. Ogólnie rzecz biorąc w naszym nowym domu jakoś wszystko się dzieje „staranniej” niż w poprzednim mieszkaniu.

Pytanie tylko jak długo będzie nam się chciało starać, ile czasu upłynie zanim zacznie nam go brakować na należytą staranność? Kiedy nowe przestanie być wystarczająco nowe, by zasługiwać na naszą uwagę? Jesteście w stanie przypomnieć sobie tę granicę? Ten moment, gdy wyjątkowość staje się zwyczajną codziennością?

Ja nie potrafię. Wszystko dzieje się tak płynnie i tak naturalnie, że nie sposób wyznaczyć końca nowego, ani początku starego.

Czy czytając powyższy opis, wiedząc, że służy on porównaniu z małżeństwem, mieliście je z tyłu głowy? Widzicie tę analogię?

Młode vs dojrzałe małżeństwo

Na początku, kiedy zaczynamy nowy, wspólny etap życia małżeńskiego jesteśmy dla siebie całym światem. W związku z tym, że zaczynamy z czystą kartą (niczym z przeprowadzką do nowego mieszkania), skupiamy się na najważniejszych dla nas elementach, na pielęgnowaniu relacji, dbałości o siebie nawzajem, wspólnie spędzonym czasie, rozmowach itp. Wraz z upływem czasu coraz więcej „rzeczy” zaczyna się gromadzić w naszej codzienności i odciągać naszą uwagę od tego co najbardziej istotne w dobrze funkcjonującym związku. Naturalną koleją rzeczy jest, że zanim się obejrzymy nasze głowy zaprzątają zmagania z codzienną rzeczywistością, w której brakuje czasu, chęci, a może możliwości na należytą staranność i dbałość o naszą relację. Wkrada się pośpiech, rutyna i wiele innych niekorzystnych dla związku zachowań (więcej o tym, jak zniszczyć związek przeczytasz tutaj).

Odpowiedzmy sobie szczerze na pytanie: co robimy częściej sprawdzamy kondycję naszego konta (bądź zaglądamy na FB), czy zastanawiamy się nad kondycją i dobrem naszego małżeństwa?

Byłabym zaskoczona, gdyby małżeństwo wygrało z FB w tym przetargu … niestety wszyscy wiemy jaka jest prawda.

W erze konsumpcjonizmu pogoń za dobrami powoduje, że zbytki zaczynają gromadzić się w naszych domach, życiu i niepostrzeżenie zarządzać naszymi pieniędzmi, energią i przede wszystkim cennym czasem. W rezultacie pozostaje go niewiele na zaspokojenie naszych podstawowych, emocjonalnych potrzeb będących podstawą utrzymania bliskich, małżeńskich relacji.

Klucz otwierający drzwi do małżeńskiej satysfakcji...?

Z badań poświęconych trwałym i udanym związkom małżeńskim wynika, że kluczem do sukcesu jest świadomość obojga małżonków dotycząca życiowych wartości. Tego, że rzeczy nabyte, jak ładny dom, samochód lub zasobne konto równie szybko się pojawiają jak znikają i oczywiście fajnie jest je posiadać, ale nie one tworzą udany związek (więcej o szczęściu przeczytasz tu).  Jako partnerzy powinniśmy zdawać sobie sprawę, że istnieją ważniejsze wartości niż pogoń za dobrami materialnymi. Oczywiście pieniądze są potrzebne do zaspakajania podstawowych potrzeb, ale nie dajmy się zwariować… W dbałości o relację nie chodzi o wielkie rzeczy wymagające wyrzeczeń, wręcz przeciwnie to właśnie małe, aczkolwiek codzienne sprawy mają największy wpływ na pielęgnację wartościowej relacji.

W rezultacie, chodzi o to by inwestować swoje pieniądze, energię i czas w 8 poniższych kroków zbliżających nas do zdrowego małżeństwa.

Droga do udanego małżeństwa

  1. Miłość / Zaangażowanie / Bliskość

Miłość jest zobowiązaniem względem drugiej osoby, niczym niewymuszonym byciem ze sobą, a nie obok siebie. Jest czymś więcej niż ulotną emocją odgrywaną na dużym ekranie czy opisywaną w romansach. Uczucia przychodzą i odchodzą, ewaluują wraz z naszym rozwojem, z rozwojem związku, ale decyzja o zaangażowaniu podejmowana jest na dobre i na złe, niezależnie od sytuacji, niezależnie od przydarzających się wzlotów i upadków. Kiedy wszystko układa się po naszej myśli, trwanie w związku jest z łatwe, jednak prawdziwa miłość i nasze zaangażowanie są wystawiane na próby przez życiowe zawirowania, co sprawia, że borykamy się z trudnościami. Bardzo istotne jest również okazywanie swoich uczuć, to owa bliskość jest narzędziem w naszych rękach. Pisząc bliskość mam na myśli nie tylko tę towarzyszącą dwojgu kochanków, ale również tę codzienną, mniej wymowną, a bardzo ważną: muśnięcie dłoni, przytulenie w tak zwanym międzyczasie, troska czy miłe słowo. Nic nas nie kosztują, a tak wiele znaczą.

  1. Wierność seksualna

Wierność seksualna w małżeństwie obejmuje znacznie więcej niż tylko ciało. Dotyczy również naszego wzroku, umysłu, serca i duszy. Gdy pozwalamy sobie na fantazje seksualne o innej osobie, naruszamy wierność zaprzysiężoną naszemu małżonkowi. Podobnie sprawa się ma, gdy proponujemy drugiej osobie chwile intymności emocjonalnej ponownie naruszamy partnerską wierność.

Zakochując się, nasze uczucie obejmuje zarówno fizyczność ukochanej osoby, jak i jej umysł (intelekt, osobowość). Kochamy nie tylko za to jak wygląda, ale przede wszystkim, dlatego jakim jest człowiekiem (o atrakcyjności przeczytasz tutaj). Stąd zdrada intelektualna bywa bardziej dotkliwa niż ta fizyczna. Wierność seksualna wymaga samodyscypliny i świadomości ewentualnych konsekwencji jej niedotrzymania. Wierność to umiejętność odmowy, powstrzymania swojego wzroku, ciała czy serca, które mogłyby zagrozić wartości małżeńskiej relacji.

udane małżeństwo

  1. Pokora

Wszyscy mamy słabości i nic tak dobrze ich nie ujawnia, jak relacje interpersonalne. Nasze błędy szybciej wychodzą na jaw niż moglibyśmy sobie tego życzyć. Istotnym elementem budowy zdrowego małżeństwa jest pokora – będącą umiejętnością przyznania się do popełnianych błędów oraz świadomością własnych niedociągnięć. Pokora w naturalny sposób ułatwia nam zdobycie umiejętności przebaczania, będącego tak bardzo potrzebnym w codziennych relacjach, bo jak wcześniej stwierdziliśmy nie ma ludzi idealnych. Tym czego powinniśmy unikać i co zdecydowanie stanowi źródło sporów jest postawa wyższości nad małżonkiem. Nie zbudujemy trwałej i wartościowej relacji wywyższając się nad bliskimi.

Mam propozycję będącą kołem ratunkowym, w sytuacji, gdy poczujemy, że z pokorą nam nie po drodze. W takiej chwili wypisz na kartce trzy rzeczy, które Twój partner robi lepiej od Ciebie.  To proste ćwiczenie powinno przywrócić nam nieco skromności.

  1. Cierpliwość / Przebaczenie

Ponieważ nikt nie jest doskonały (patrz pkt 3), cierpliwość i przebaczenie zawsze będą podstawową cnotą w każdym związku małżeńskim. Nie jest to proste, powiedziałabym, że baaardzo trudne, jednak podstawą udanego związku jest niekończąca się cierpliwość. Wcześniej mówiliśmy o umiejętności przyznawania się do własnych błędów, skoro my możemy to nasz partner również i o tym musimy pamiętać. Ważne byśmy nie oczekiwali nieomylności i doskonałości od naszego małżonka. W kontekście przebaczania pozostaje nam jedna kwestia do ustalenia nie rozpamiętujemy przeszłości i nie przywołujemy popełnionych błędów (mimo, że jesteśmy w stanie sypać nimi jak z rękawa). Kierujemy się zasadą było minęło, skoro już raz rozprawiliśmy się z nieporozumieniem, nie wracamy do niego, odcinamy grubą kreską i idziemy do przodu bez jeńców w osobie ukochanego.

Gdy dochodzi do partnerskiej inwentaryzacji w ramach, której wspomniane błędy małżonka ujrzą światło dzienne, nie możemy sobie pozwolić na zadośćuczynienie lub zemstę, które bez wątpienia przyniosłyby nam satysfakcję (wbrew wewnętrznemu głosowi podpowiadającemu nam, że byłaby to najlepsza nauczka). Przebaczenie jest najlepszym sposobem na uwolnienie związku od nieprzyjemnych zdarzeń z przeszłości.

  1. Czas

Nawiązanie trwałych i bliskich relacji wymaga czasu. Do zbudowania udanego związku niezbędne jest nasze zaangażowanie (patrz pkt 1) w wspólnie spędzone chwile. Istotą w kontekście czasu jest nie tylko jego ilość, ale przede wszystkim jakość. To w jaki sposób razem spędzamy czas ma ogromne znaczenie. Chyba widzicie różnice między rozmową dwojga bliskich sobie osób, a siedzeniem obok siebie ze wzrokiem wlepionym w telefon. Zbudowanie intymnej i głębokiej relacji wymaga od nas aktywnej i szczerej interakcji, a nie bierności i pasywności. Wieczorna randka, raz na jakiś czas na pewno nie zaszkodzi…

  1. Uczciwość i zaufanie

Uczciwość i zaufanie są bez wątpienia fundamentem wszystkich elementów, które składają się na udane małżeństwo. Musimy pamiętać, że wymaga ono czasu. Bezinteresowność, zaangażowanie czy cierpliwość powstają niemal w jednej chwili (można powiedzieć, że są albo ich nie ma), zaufanie natomiast zawsze wymaga czasu. Powstaje po tygodniach, miesiącach i latach bycia, tym kim mówimy, że jesteśmy i robienia tego, co mówimy, że zrobimy. Skoro zaufanie powstaje wraz z upływem czasu, najrozsądniej jest zacząć budować je już teraz... Jeżeli natomiast z różnych przyczyn chcemy odbudować nadszarpnięte zaufanie, musimy pracować nad nim jeszcze ciężej.

  1. Komunikacja

Zadowoleni ze swoich związków małżonkowie komunikują się ze sobą, tak często jak to tylko możliwe. Oczywistym jest, że omawiają kwestie związane z dziećmi, listy zakupów i opłacane rachunki, ale na tym nie koniec. Rozmawiają o swoich oczekiwaniach, nadziejach, obawach, marzeniach czy lękach. Ich dialogi nie ograniczają się tylko do omówienia zmian zachodzących w życiu dzieci, omawiają również zmiany zachodzące w nich samych, w ich własnych sercach i duszach. Brzmi to może banalnie, ale wyrażanie swoich emocji jest kluczem, którego nie można pominąć, ani zgubić. Uczciwa i szczera komunikacja jest podstawą funkcjonowania w społeczeństwie i budowania zdrowych relacji.

  1. Bezinteresowność

Statystycznym faktem jest, że najwięcej małżeństw rozpada się przez egoizm. Jako przyczyny rozwodów podawane są finanse, brak zaangażowania, niewierność, lub niezgodność małżonków, ale pierwotną przyczyną dla większości z wymienionych powodów jest właśnie egoizm. Egoistyczna osoba angażuje się jedynie w związek z samym sobą i w relacje, które przynoszą jej korzyści.

Na zakończenie słów kilka...

Warto traktować swoje małżeństwo z wielką starannością i inwestować w niecodziennie swój czas, uwagę, cierpliwość, zaangażowanie i zaufanie. Tak, potraktujmy nasz związek jako inwestycję na przyszłość. Przyszłość spędzoną z kochającą i oddaną nam osobą. Z kimś kto jest zarówno naszym przyjacielem, jak i kochankiem, komu ufamy i wiemy, że możemy na nim polegać niezależnie od sytuacji.

Życie w satysfakcjonującym związku, który oparty jest na powyższych elementach wymaga naszego pełnego zaangażowania i oddania kawałka siebie...jednak naprawdę warto. Udane małżeństwo to nie tylko spijanie sobie z dzióbków, to wręcz przeciwnie ścieranie się i nieustanne dochodzenie do kompromisu. To pielęgnowanie i rozwijanie wspólnie zbudowanego świata, ale również poszanowanie indywidualnej strefy swojego partnera.

udane małżeństwo

Wartościowe małżeństwo noszące miano udanego to wzajemne zrozumienie i szacunek, to zaufanie i miłość, to praca i inwestycja, która przynosi satysfakcję i procentuje w przyszłości. W przyszłości, która w cale nie jest tak odległa, w przyszłości, która jest każdym kolejnym dniem. Zapracuj na swoją przyszłość już dziś, a na pewno nie doświadczysz samotności.

Jak jest u Was? Macie sprawdzone sposoby na udane małżeństwo?

Być może w Waszym przypadku sprawdza się zupełnie coś innego?

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Informacje od Was są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi się rozwijać.

Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz, że może być przydatny, to udostępnij go swoim znajomym na Facebook'u.

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie  ;-) .


związek

5 sposobów, aby zniszczyć udany związek

Zapewne nie raz zastanawialiście się nad tym czy Wasz związek jest szczęśliwy

i w zależności od odpowiedzi (bo równie prawdopodobna co pozytywna jest negatywna odpowiedź) kontynuowaliście rozważania nad tym, dlaczego tak jest? Któż z nas tego nie robi? Skąd wiemy, że relacja, którą zbudowaliśmy jest satysfakcjonująca? Czy osoba nam bliska na pewno ma podobne odczucia do naszych? Czy jest równie zadowolona z łączącego nas uczucia? Może warto się zastanowić również nad sobą. W jakim stopniu nasz partner jest zadowolony z tego jacy jesteśmy w tej relacji?

Jaka jest rzeczywistość?

Chwilę refleksji mamy za sobą…ustaliliśmy fakty, wiemy już, że nasza relacja jest w pełni zadowalająca, jesteśmy usatysfakcjonowani, w końcu nie bez przyczyny już tyle lat jesteśmy razem. Skąd jednak pewność, że w rzeczywistości jest tak dobrze, jak się nam wydaje? Co, jeśli jednak w naszym zachowaniu jest coś co doprowadza najbliższą nam osobę do szewskiej pasji?

Już pewnie włączyła Wam się w głowie lampka aktywująca obronną postawę: „zaraz, zaraz, a co z podstawową zasadą w związku mówiącą, że

"najważniejsza jest wzajemna akceptacja i bycie ze sobą nie z powodu zalet, tylko wbrew wadom”?

Cóż mogę powiedzieć… to piękne poetyckie podejście, sama lubię ten cytat, ale czy poza romantycznym uniesieniem ma on odzwierciedlenie w relacjach międzyludzkich? Czy naprawdę sądzicie, że miłość, czy inne pozytywne uczucie ma aż taką moc, że daje nam tyle siły by zagłuszyć własne potrzeby, by przez cały czas stawiać tę bliską osobę ponad siebie? Szczerze mówiąc nie sądzę.

Zmiany w związku

Doskonale wiecie, że każdy związek przechodzi różne fazy, bo uczucie ewaluuje, zatem wraz z nim zmienia się też nasze nastawienie, gotowość do poświęceń, oczekiwania itp. O ile na pierwszym etapie romantycznej miłości świata nie widzimy poza ukochaną osobą, jesteśmy w stanie dla niej przenosić góry i stanąć w szranki z Goliatem w jej obronie, to na późniejszym etapie nie jestem pewna, czy równie ochoczo stanęlibyśmy do tego pojedynku.

Może pytaniem, które powinniśmy sobie zadać jest to na jakim etapie jest obecnie nasza relacja? Może nasz związek w cale nie jest tak bezpieczny, stabilny i trwały, jak nam się wydaje. Musimy pamiętać o tym, że w jakimś zakresie wszyscy jesteśmy ślepi na własne wady i dlatego często nie zdajemy sobie sprawy z ewentualnych niedociągnięć. To co dla nas niedostrzegalne, wcale takie nie jest dla naszych najbliższych – oni nie są niewidomi (w tym wypadku możemy pokusić się o stwierdzenie: niestety ;-) nie są).

Pojawia się sporo pytań i pewnie zasiałam ziarno niepokoju. Taka też jest moja intencja. Niepokój składnia do większej uważności, do refleksji, przemyśleń i w końcu do działania. To co powinniśmy, to wystrzegać się rutyny jak ognia. W związku nie ma czegoś takiego jak niezmienność. Wraz z upływem czasu uczucie ewaluuje, a my razem z nim.

Naukowy punkt widzenia

Tytuł tekstu mówi o sposobach, które sprawią, że skutecznie zniszczymy satysfakcjonującą relację, zanim je poznacie, najpierw przedstawię Wam wyniki najnowszych badań nad osobowością narcystyczną. Dlaczego akurat takie badanie przytoczę? Ponieważ osoby o tym typie osobowości najczęściej zgłaszają się (oczywiście nie z własnej woli) po pomoc do specjalisty z problemami związkowymi. Dodatkowo narcystyczna osobowość bardzo wyraźnie prezentuje swoje cechy, co ułatwi wychwycenie najczęściej stosowanych destrukcyjnych dla związku zachowań.

związek

Zatem do rzeczy. Wyniki najnowszych badań wskazują, że im więcej w nas cech narcystycznych tym bardziej nasze wyobrażenie o związku jest oddalone od rzeczywistości.

Według Albright College Gwendolyn Seidman (2016), większość z nas najbardziej ceni w związku ciepło (czułość) i lojalność, bardziej niż status społeczny, atrakcyjność fizyczną, czy pasję partnera. Czułość i lojalność to unikalne cechy, posiadane tylko przez niektóre osoby, cechy, które stanowią trwałą część osobowości, które są bardzo istotne z perspektywy związku, gdyż leżą u podstaw długofalowych relacji. Wspomniane wcześniej cechy zewnętrzne (status, atrakcyjność i pasja) po pierwsze zmieniają się w trakcie naszego życia, co może oznaczać, że po pewnym czasie ukochany nie jest już tak majętny, daje więcej cienia, bo się znacząco zaokrąglił, a i upodobanie do biegania zamienił na ćwiczenie kciuka na kanapie.

Właśnie w tym momencie pojawia się owe „po drugie”, które mówi o tym, że wspomniane cechy dają się z łatwością zastąpić – co w praktyce oznacza nic innego, jak to, że w każdej chwili możemy znaleźć nowszy model i zwyczajnie wymienić partnera, opcja ta funkcjonuje nawet po okresie gwarancji. Zatem jeśli w związku interesują nas bardziej walory zewnętrzne, z pewnością nie dostrzeżemy u swojego partnera, współpracownika, przyjaciela tych unikalnych cech, które on i tylko on posiada. Nie mnie oceniać jakość takiej relacji, ale jedno jest pewne, że ma ona raczej charakter krótkofalowy.

W pogoni za...?

Na co dzień nasze głowy zaprząta milion różnych bardziej lub mnie ważnych spraw. Naszą uwagę koncentrujemy na obowiązkach, rytuałach, zadaniach, nie mamy czasu na zastanawianie się nad wartością i jakością relacji z bliską osobą. Zakładamy, że nasz związek jest na tyle trwały, że nikt i nic nie jest w stanie go ruszyć. Myślę, że większość z nas nawet się nad tym nie zastanawia, po prostu takie przekonanie gdzieś tam jest w nas głęboko zakorzenione. I dobrze, bo jest ono objawem zdrowej relacji, w której gości poczucie bezpieczeństwa i zaufanie.

związek

Jesteśmy jednak tylko ludźmi, borykamy się z różnymi dylematami, toczymy wyścig z czasem by zrealizować wszystkie zobowiązania w wyznaczonych terminach. Nie ma innej możliwości jak ta, że w końcu przychodzi zmęczenie, frustracja, kryzys, bo ile można funkcjonować w takim napięciu. W toczącej się gonitwie nawet nie zauważamy zachodzących zmian, w nas, naszym partnerze, w relacji. Powyższe elementy sprawiają, że jesteśmy niezadowoleni z pracy, z życia osobistego, ze związku. Dopiero wtedy zaczynamy się zastanawiać po co ta pogoń, czy tego właśnie chcę? Wkradają się myśli dotyczące powierzchowności naszej relacji, tego czy partner jest wystarczająco atrakcyjny, zabawny, pomocny? Gdy towarzyszy nam negatywne nastawienie zapominamy o tym co istotne, o tym co tak naprawdę sprawiło, że jesteśmy z tą a nie inną osobą. A gdy na to wszystko wkradnie się „kryzys wieku średniego” kłopociki związkowe murowane…

Narcyzm, jako dyspozycja

Wyniki wspomnianych badań wskazują, że większe prawdopodobieństwo wystąpienia zachowań psujących udany związek dotyczy osób posiadających wysoki poziom cech narcystycznych. Patrząc na narcyzm jako na dyspozycję osobowości, która waha się od niskiego do wysokiego natężenia określonych cech i zakładając, że może ona dotyczyć każdego z nas. Pojawia się ważna informacja, że w zależności od poziomu posiadanych cech narcystycznych możemy podejmować bardziej lub mniej destrukcyjne dla związku działania.

Wysoki poziom owych cech oznacza, że widzimy siebie w zbyt idealistyczny sposób, w zanadto pozytywnym świetle. Dodatkowo towarzyszyć temu może wygórowana ambicja, wysoki poziom inteligencji i ekstrawersji. Bycie w centrum uwagi sprawia, że czujemy się jak ryba w wodzie (swoją drogą chodzą słuchy, że spora część blogerów przejawia owe cechy - nie mam pojęcia, dlaczego ;-)). Z ustaleń wynika, że osoby bogate w cechy narcystyczne przywiązują większą wagę do zewnętrznych cech swoich partnerów. Staje się to problematyczne z upływem czasu w kontekście utrzymania satysfakcjonującej relacji, której podstawą staje się odpowiedni wygląd. W związku z czym posiadając wyższy poziom narcyzmu, jesteśmy bardziej skłonni do popychania partnerów do zmian w wyglądzie zewnętrznym. Podejmowane próby zmiany mogą nie być zgodne z ich pragnieniami, motywacjami, oczekiwaniami co znacząco zmniejsza zadowolenie z naszej relacji.

Zabrzmiało fatalnie? Pewnie myślicie, że Was to nie dotyczy, bo absolutnie żadnych, ale to żadnych cech narcystycznych u Was nie uświadczę… Dobre sobie, pamiętacie co pisałam o zaślepieniu, czas zdjąć klapeczki i zrobić szczery rachunek sumienia. Żebyśmy też mieli jasność, nie ma nic złego w tym, że w związku dbamy o własne dobro, ważne jest jednak by jak we wszystkim zachować stosowny umiar. Posiadanie cech narcystycznych nie oznacza, że popadamy od razu w skrajności oraz, że posiadamy tendencję do wszystkich wymienionych zachowań.

Teraz, gdy wiemy, w jaki sposób osoby o wysokim poziomie narcyzmu potrafią zasiać ziarno niezadowolenia w swoich relacjach, przekonajmy się jak ten proces może przebiegać w naszych związkach.

Oto pięć sposobów, aby zniszczyć nawet najbliższą i najlepszą relację:

  1. Wymagaj, aby bliska osoba spełniała wyznaczone przez Ciebie normy, standardy, oczekiwania zamiast własnych czy wspólnych.

Ważne by poprzez naleganie na realizowanie zaplanowanego przez nas obrazu związku wywołać niechęć i niezadowolenie.

  1. Nie buduj zaufania i poczucia lojalności. 

Te dwa elementy są podstawą do nawiązania bliskich i trwałych relacji. Jeżeli skupimy się tylko na powierzchowności, nawiązane relacje nie będą trwałymi.

  1. Skupiaj się na zewnętrznych cechach partnera bardziej niż na tym, co naprawdę istotne.

Jeśli ciągle będziemy podkreślać istotę cech zewnętrznych i oczekiwać utrzymania wyglądu na określonym poziomie – skutecznie zniechęcimy do siebie bliską osobę, obniżymy jej poczucie wartości i chęć do przebywania w naszym towarzystwie.

  1. Naruszaj zaufanie, które dotychczas zbudowaliście.

Jeżeli swoim zachowaniem sprawimy, że nasz partner wyczuje, że przy stosownej okazji jesteśmy skłonni wbić mu szpilę i że nie może na nas polegać, to zdecydowanie osłabi zaufanie będące fundamentem dobrych relacji.

  1. Nie dostrzegaj własnych słabości.

Kolejnym sposobem jest wyznaczanie wysokich standardów dla innych, ale nie stosowanie ich w stosunku do siebie. Twoje wady, niedociągnięcia, przywary…czym on w ogóle są, to Ciebie absolutnie nie dotyczy? Tego typu zarzuty należy skrupulatnie bagatelizować, sprzeciwiać się im i wypierać niczym diabeł święconej wody. Brak autorefleksji i wygórowane oczekiwania względem innych to murowany patent na zrujnowanie nawet najtrwalszej relacji. Nie ma możliwości, żeby ktokolwiek pozostał obojętnym względem takiego postepowania.

Dodatkowych słów kilka...

Znalazłoby się i 50 sposobów na zrujnowanie wartościowej relacji, jednak tych 5 jest wystarczająco problematycznych by skutecznie skłonić bliską osobę do ochłodzenia bądź nawet zrezygnowania ze znajomości z nami. Sposoby te będą równie dobrze działały na romantyczne związki, jak i na przyjaźnie czy relacje zawodowe.

Unikając wymienionych zachowań bez wątpienia przyczynimy się do polepszenia jakości ważnych dla nas więzi. Pielęgnowanie związku to nie tylko nie zapominanie o stosownych wydarzeniach okolicznościowych, to dostrzeganie potrzeb partnera, dostosowanie swojego zachowania do zmieniającego się uczucia, ciągłe poszukiwanie wspólnych obszarów i bliskość. Bliskości, która wraz z upływem czasu i w zależności od dojrzałości relacji może mieć inną formę – od namiętnego spotkania, po wspólne milczenie w zaciszu naszego domostwa. Bo bycie razem to ciągłe uczenie się siebie nawzajem.

związek

Zatem obserwujmy, słuchajmy, działajmy.

Trochę więcej na temat szczęścia przeczytacie tutaj klik, a o atrakcyjności tutaj klik.

Dostrzegacie u siebie narcystyczne cechy? Jeśli tak to jakie? A może macie do czynienia z przejawami narcyzmu? Co dla Was jest ważne w związku z drugą osobą?

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Informacje od Was są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi się rozwijać.

Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz, że może być przydatny, to udostępnij go swoim znajomym na Facebook'u.

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie  ;-) .

 


Rodzeństwo

Rodzeństwo bez rywalizacji. Czyli jak wspierać swoje dzieci. cz.1

[fb_button]

Zgodne rodzeństwo - jak wspomóc dzieci w budowaniu zdrowej relacji

Oczekując narodzin Kubusia, bez ustanku zastanawiałam się jak postępować by Antoś (nasz pierwszy synek) w minimalnym stopniu odczuł pojawienie się nowego członka rodziny. Przecież jest moim ukochanym synkiem i nie chciałam, żeby pomyślał, że coś w tej sferze się zmieniło, że mniej go kocham, bo pojawiło się drugie dziecko. Chciałam, żeby pokochał braciszka i wiedział, że nadal jest dla mnie całym światem. Zdawałam sobie jednak sprawę z tego, że posiadając więcej niż jedno dziecko skazana jestem na rywalizacyjne potyczki między rodzeństwem. Oczywiście dopóki rywalizacja ta zachowuje granice zdrowego rozsądku, nie ma powodów do obaw. Przecież poprzez wzajemne oddziaływanie dzieci stymulują się do rozwoju. Gdy natomiast rywalizacja rodzeństwa zaczyna wychodzić poza granice normy i wywoływać problemy wychowawcze, wówczas należy podjąć działania.

Chciałam jednak  zapobiec tak skrajnej sytuacji i spróbować zminimalizować prawdopodobieństwo wystąpienia niezdrowej rywalizacji między braćmi.

Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Jak tego dokonać, przecież dzielenie się rodzicem, którego miało się dotychczas na wyłączność musi być bardzo, bardzo trudne.

 Zmień perspektywę

W pierwszej kolejności chciałam dokładnie zrozumieć, co w tej nowej sytuacji czuje Antoś. Pomogło mi w tym wyobrażenie sobie poniższej sytuacji.

Może spróbujesz?

Wyobraź sobie, że Twój małżonek obejmuje Cię ramieniem i mówi:

Skarbie, tak bardzo Cię kocham i jesteś taka cudowna, że zdecydowałem się na drugą żonę, podobną do Ciebie.

Na samą myśl, aż mnie zmroziło. Pomyślałam sobie: po moim trupie, co to, to nie!

Dobra, to jeszcze nie koniec, sprawdźmy dalej naszą zdolność miłości do bliźniego ;-)

Kiedy w końcu pojawia się nowa żona, zauważasz, że jest bardzo młoda i niezwykle urocza. Gdy wychodzicie gdzieś razem, wszyscy uprzejmie się z Tobą witają, ale wychwalają nowo przybyłą:

Czyż nie jest zachwycająca? Witaj, kochanie! Jesteś nadzwyczajna.

Potem zwracają się do Ciebie z pytaniem:

Jak Ci się podoba nowa żona?

Pomyślałam sobie…jak mi się podoba? Co to za pytanie? Oczywiście, że wcale mi się nie podoba.

To nie wszystko, lecimy dalej...

Nowa żonka musi się w coś ubrać. Mąż nie konsultując tego z Tobą szpera w Twojej szafie, zabiera Twoje swetry, sukienki i daje tamtej. Kiedy się sprzeciwiasz bystrze zauważa, że te rzeczy są dla Ciebie za ciasne, ponieważ trochę przytyłaś, a na nową będą pasowały idealnie.

Przecież to jakiś koszmar, to nie może być prawda – oddawaj moje kiecki Ty za chuda babo – pomyślałam.

rodzeństwo

To co jesteście gotowi na więcej? No dobrze…

Nowa „za chuda” żona szybko nabiera pewności siebie. Z każdym dniem wydaje się być bardziej bystra i coraz lepiej znać się na wszystkim. Któregoś popołudnia, kiedy z wysiłkiem zgłębiasz instrukcje obsługi komputera, który dostałaś od męża, tamta wpada do pokoju i wyszarpuje Ci ja z rąk mówiąc: „Pokaż, pokaż, mogę spróbować? Wiem, jak to zrobić.”

Jeszcze tego brakowało…ale to nie koniec.

Oczywiście nie przystajesz na jej „prośbę”, więc biegnie z płaczem do Twojego męża. Po chwili wraca z nim, zapłakana. Szanowny zaślubiony obejmuje ją ramieniem i mówi do Ciebie:

Dlaczego nie pozwalasz jej spróbować? Co Ci szkodzi? Dlaczego nie potrafisz się dzielić?

No tak, oczywiście to ja jestem najgorsza i to moja wina. Omotała go, zabrała mi wszystko co miałam – nienawidzę jej. Tego typu myśli tętniły mi w głowie.

A na deserek ostatnia scenka.

Wchodzisz do pokoju, a tam Twój mąż i nowa żona leżą razem w łóżku (tak, w waszym łóżku). On ją łaskocze, ona chichocze – sielanka. Po chwili mąż mówi do Ciebie, że od dziś będziesz spała sama w pokoju obok, a on z „nową” tutaj – przecież sama będzie się bała spać. Dobiło Cię to, żeby tego było mało dzwoni telefon, mąż pilnie musi wyjść do pracy. Prosi, żebyś pod jego nieobecność zaopiekowała się nową, tak by dobrze się czuła w waszym domu.

Już ja się nią zajmę – pomyślałam. Gdyby tak było naprawdę trudno byłoby mi zachować spokój. Na samo wyobrażenie budzą się we mnie mordercze instynkty.

Zmiana nastawienia

Jak się czujecie po tym, krótkim ćwiczeniu? Czy łatwiej jest Wam teraz spojrzeć na sytuację z perspektywy dziecka?

Przyznam, że dla mnie ta przytoczona scenka nie jeden raz była wybawieniem. Za każdym razem, kiedy miałam ochotę upomnieć Antosia za jego zachowanie w stosunku do Kuby, na ratunek przychodziło mi wspomnienie powyższej sytuacji. Poziom irytacji opadał praktycznie do zera. Jego zachowanie nagle stawało się dla mnie zupełnie uzasadnione i naturalne.

Trudno się dziwić, że maluchy mogą nie być zadowolone z pojawienia się rodzeństwa. Tak mały człowiek, a z iloma różnymi emocjami musi się borykać. Pamiętajmy również o tym, że układ emocjonalny dziecka nie jest ukształtowany na tyle by efektywnie sobie radzić z emocjami (więcej na ten temat przeczytasz tutaj).

Również u nas, na początku nie było wielkiego zachwytu młodszym bratem. Jednak zastosowanie kilku zasad pozwoliło nam przejść przez ten trudny czas i zacząć pracować nad upragnionym statusem zdrowej rywalizacji.

Musimy pamiętać o tym, że relacja między dwójką dzieci, jest wyjątkowa i specyficzna. Wzajemna miłość nie spada na nie, jak grom z jasnego nieba, tylko rodzi się stopniowo, wraz z upływem czasu, co wydaje się całkiem oczywiste. Jako rodzicom zależy nam, żeby dzieci darzyły się uczuciem, żyły w zgodzie i szacunku.

rodzeństwo

O co rywalizują dzieci?

Tymczasem na początku, może być zupełnie inaczej. Dla starszego z dzieci, mały braciszek jest zupełnie obcą osobą (młodszy ma o tyle łatwiej, że nie zna świata bez obecności brata). Między rodzeństwem może dochodzić do starć na różnych płaszczyznach. Rywalizują przecież o uwagę rodziców, terytorium, zabawki. Po za tymi elementami konflikt może pojawić się, ze względu na różnice osobowościowe i temperamentalne. Mamy przecież do czynienia z dwiema niezależnymi osobami.

Wspomniane potyczki mogą wynikać również z różnicy wieku - dzieci mają odmienne potrzeby i chcą różnych rzeczy, nie chcą się wspólnie bawić. Oczywiście w przypadku dzieci równie prawdopodobne jest to, że zabawa nie będzie przebiegała harmonijnie bo maluchy są w podobnym wieku i chcą tych samych rzeczy w tym samym czasie ;-) itd. I bądź tu rodzicu mądry…

Poza wiekiem i odmiennością potrzeb, prozaicznym powodem rozróby może być zwyczajnie - gorszy dzień. Tak samo, jak u każdego z nas, mieszkającego pod jednym dachem z drugą osobą, niezależnie od miłości jaką ją darzymy, czasami musimy od siebie odpocząć.

Zatem w jaki sposób zminimalizować rywalizację między rodzeństwem bądź jej zapobiec?

Oto kilka wskazówek:

  • Ucz dzieci umiejętności porozumiewania się ze sobą.
  • Zamiast bezustannie upominać jedno z dzieci by nie przeszkadzało rodzeństwu, naucz je stawać we własnej obronie.
  • Nigdy nie porównuj swoich dzieci do siebie nawzajem, ani do żadnego innego dziecka.
  • Zamiast stosowania przymusu dzielenia się z rodzeństwem, dawaj im możliwość decydowania. Wspierasz w ten sposób rozwój hojności i zmniejszasz prawdopodobieństwo konfliktu.
  • Staraj się stworzyć w swoim domu atmosferę szacunku i życzliwości.
  • Pomóż dzieciom stać się zespołem.
  • Upewnij się, że każde z dzieci ma wystarczającą ilość własnej przestrzeni.
  • Kochaj każde z dzieci, tak mocno jak tylko potrafisz.

Zapewne powyższe zagadnienia brzmią tajemniczo. Opisałam je szczegółowo, stosując konkretne przykłady w drugiej części, którą znajdziecie tutaj.

Zachęcam Was również do zapoznania się z innymi tekstami, o zbliżonej tematyce. O tym w jaki sposób rozmawiać z dzieckiem i czego unikać w komunikacji przeczytacie tutajtutaj oraz tu.

Dodatkowo polecam Wam książkę, którą uważam za obowiązkową pozycję w rodzicielskiej biblioteczce.

"Rodzeństwo bez rywalizacji. Jak pomóc własnym dzieciom żyć w zgodzie, by samemu żyć z godnością" autorstwa Adele Faber i Elaine Mazlish.

Jakie są Wasze doświadczenia w tym obszarze? W jaki sposób radzicie sobie z rywalizacją między dziećmi?

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Wasze interakcje są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi w rozwoju. Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz, że może być przydatny, to udostępnij go swoim znajomym na Facebook'u. Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie  ;-) .