mózg, wpływ rodzicielstwa na zachowanie

Rodzicu pomieszało Ci się w głowie. Czyli o tym jak rodzicielstwo zmienia nasz mózg

Pojawienie się maleństwa w domu wywraca nasze dotychczasowe życie do góry nogami…

Jak się okazuje ta niesamowita zmiana dotyczy nie tylko rytmu naszego funkcjonowania, ale przenika głębiej, obejmując nasz mózg.

Bycie rodzicem jest jak odkrywanie nowego pomieszczenia w domu, w którym od dawna już mieszkamy.

Od radości i przywiązania do niepokoju i opiekuńczości nasze rodzicielskie zachowanie zapoczątkowują biochemiczne reakcje.

Wielokrotnie sami sobie zadajemy pytanie skąd bierzemy siły do funkcjonowania mimo dziesiątek nieprzespanych nocy?  Zamieniamy się w Mombie. Skąd jako matka wiem, czego potrzebuje moje dziecko? Jak to się dzieje, że jestem w stanie zareagować w odpowiednim czasie mimo skrajnego wyczerpania (klik tutaj)? Jako najczęstsze uzasadnienie pada „instynkt macierzyński” bądź „tacierzyński”. Czym tak naprawdę jest ów instynkt, czy to on odpowiada za te nasze nadludzkie umiejętności?

Wyniki najnowszych badań pozwalają doprecyzować odpowiedzi na te pytania. Po wiekach obserwacji zmian zachowania świeżo upieczonych matek, naukowcy dopiero niedawno zaczęli je łączyć z tym, co się dzieje w korze przedczołowej, śródmózgowia, płat ciemieniowy i innych częściach matczynego mózgu. Te obszary odpowiadają za emocje, myślenie przyczynowo - skutkowe, uczucia wyższe, planowanie i odczuwanie przyjemności. To dzięki nim możemy odczuwać ukojenie i satysfakcję, gdy zaspokoimy jakąś potrzebę. Odkrycie to wyjaśnia stan lekkiego haju w okresie poporodowym, nasze oderwanie od rzeczywistości i graniczącą z uzależnieniem potrzebę ciągłej bliskości z dzieckiem.

Tatusiowie mają podobnie...

Nauka dopiero niedawno sięgnęła również do neuronalnych i hormonalnych mechanizmów ojcowskiej opieki. Dotychczasowe dowody sugerują, że przy opiece nad dziećmi mózgi matek i ojców używają podobnych obwodów neuronowych. Przechodzimy również podobne zmiany hormonalne, które mają wpływ na zmianę naszego zachowania.

mózg

Wszystko zaczyna się jeszcze w ciąży

Jak dowiedziono aktywność naszego mózgu znacznie wzrasta w regionach, które odpowiadają za uczucie empatii, niepokoju i interakcje społeczne. Na najbardziej podstawowym poziomie, te zmiany, wymuszane są przez powódź hormonów już w czasie ciąży (ten etap nie dotyczy tatusiów, choć jak się mawia oni również bywają w ciąży – może nieco urojonej…) pomagają nam w przetrwaniu dyskomfortu pojawiającego się pod koniec ciąży, kiedy to chodzimy jak słonice – wielkie i zapuchnięte, a każda pozycja wydaje się katorgą, zmniejszają również poziom obaw związanych zarówno z nową, życiową rolą, jak i nieodraczalnym bólem porodowy.

Estrogeny, oksytocyna, prolaktyna, dopamina mają również kolosalne znaczenie w okresie poporodowym, to one przyciągają nas do maleństwa. Innymi słowy ta pierwsza fala przytłaczającej matczynej miłości, opiekuńczości i silnego niepokoju o dobrobyt dziecka zapoczątkowana jest przez reakcje w naszym mózgu.

Niepokój i depresja

Obserwacja świeżo upieczonych mam pozwoliła również na odkrycie jeszcze jednej ważnej kwestii dotyczącej występowania skrajnie silnego niepokoju oraz depresji u tak wielu młodych matek.  Szacuje się, że jedna na sześć kobiet cierpi na depresję poporodową, i wiele innych zachowań, takich jak obsesyjna dbałość o higienę dziecka (stosowanie płynów dezynfekujących do mycia rączek, zabawek), kompulsywne mycie rąk oraz nieustanne sprawdzenie, czy śpiące dziecko oddycha.

Która z nas w okresie pierwszych kilku miesięcy od narodzin maleństwa nie myśli niemal tylko o nim: Czy jest najedzone, a może głodne czy ma suchą pieluchę, a może już za mokrą czy jest zdrowe, a może coś mu dolega? Wachlarz rodzicielskich obaw jest bardzo szeroki, mogłabym wymieniać w nieskończoność…

Rodzicielska mobilizacja

Istnieje kilka połączonych ze sobą obszarów mózgu, które stymulują nasze rodzicielskie zachowania, motywują do działania i podnoszą – poprawiają nasz nastrój. Mowa o ciele migdałowatym, to ono odpowiada za to w jaki sposób zwracamy się do naszego malucha, jak jesteśmy uprzejmi, delikatni, czuli oraz jak bardzo czujemy się przywiązani do naszego dziecka. Poziom oksytocyny bardzo wzrasta w ciąży i po porodzie – dodatkowo jest tym wyższy im więcej czasu poświęcamy na opiekę nad dzieckiem.

Rodzicielstwo jak romantyczne zakochanie

mózg
Korelacja matczynej miłości oraz romantycznej , 2003 (University College London)

Naukowcy zaobserwowali również, że stan rodzicielstwa jest bardzo podobny do efektu zakochania się. Wyniki badań potwierdziły aktywność tych samych obszarów odpowiedzialnych za zawieranie więzi społecznych. Podczas rodzicielstwa zachodzą te same reakcje w mózgu co w pierwszych miesiącach romantycznego zakochania partnerów. Pamiętacie to zauroczenie, a wręcz zaślepienie, kiedy to ukochany nie posiada żadnej skazy ;-). Dopiero z czasem ujawniają się ukryte wady. To samo dotyczy maleństwa – to dlatego nasze maluszki są dla nas najwspanialsze, najpiękniejsze i uwielbiamy ich zapach. Sięgnijcie do albumy rodzinnego, poszukajcie zdjęcia Waszego malucha – świeżo po urodzeniu, czy dziś wydaje się Wam tak samo piękny, jak w momencie, gdy robiliście to zdjęcie??? ;-)

Tatusiom również przestawia się w głowach

Mężczyźni wykazują podobne zmiany w mózgu, gdy są głęboko zaangażowani w sprawowanie opieki nad dzieckiem. Struktura mózgu taty przekształca się w trosce o dziecko. Wsparciem w odzwierciedleniu tego samego co u matek emocjonalnego zachowania jest system poznawczo – społeczny. Rozwija się on u obu płci w późniejszym okresie życia, stąd niejednokrotnie młodzi ojcowie nie potrafią odnaleźć się w tej roli, gdyż sami nie posiadają odpowiednio wykształconych systemów społecznych. Podczas gdy my – kobiety jesteśmy niejako automatycznie zaprogramowane do macierzyństwa. Zmiany w naszych mózgach zachodzą zanim jeszcze zostaniemy matkami.

Ciąża, poród i karmienie piersią wszystko to powoduje zmiany hormonalne u kobiet. Jednak najnowsze badania potwierdzają, że mężczyźni również ulegają zmianom hormonalnym, gdy zostają ojcami – posiadają wyszczy poziom oksytocyny.

Nowe neurony w mózgu taty

Ojcostwo ma odzwierciedlenie również u mężczyzn na poziomie neurologicznym. Urodzenie dziecka wpływa na wzrost ilości nowych neuronów w mózgu – wnioski te przynoszą badania na zwierzętach. Neurony mogą rozwijać się w odpowiedzi na nowy wymiar, zmianę jaką wnosi dziecko w życie taty.

Mózg po tuningu 

Wszystkie te zmiany, które niesie z sobą pojawienie się w życiu maleństwa – zwiększają możliwości naszego mózgu. Kobiety będące mamami – w porównaniu z bezdzietnymi kobietami – wykazują wyższe umiejętności rozwiązywania problemów, szybciej kojarzą fakty, mają lepszą orientację przestrzenną. To dzięki większej liczbie połączeń nerwowych - neurony matek lepiej komunikują się ze sobą, sprawniej przekazują sobie informacje, szybciej się uczą. Posiadanie dziecka wpływa również na usprawnienie pamięci. Może dlatego, że nie mamy zbyt wiele czasu by godzinami roztrząsać jakiś problem, szukać bezskutecznie zaginionych zabawek czy smoczków. Nasze mózgi działają lepiej niż najczulszy gps. Poszukiwaną rzecz bez problemu namierzam po wątłych śladach czy poszlakach. W końcu nie darmo mówi się, że możemy uznać rzecz za zaginioną, dopiero wtedy, kiedy mama nie może jej znaleźć. mózg

U matek lepiej także działa pamięć retrospektywna (zdarzeń, które już się wydarzyły), ale i prospektywna – odpowiedzialna za przewidywanie i planowanie przyszłych zdarzeń. Zapewne doskonale wiecie, ile czasu upływa od podjęcia decyzji o spacerze do samego wyjścia ;-). Przygotowując się przewidujemy dziesiątki scenariuszy i staramy się być na nie przygotowane. Co prawda, wskutek tego zwykłe wyjście na spacer staje się skomplikowaną logistycznie wyprawą, ale trudno – w końcu teraz tak działa nasz mózg. Bez zapasowych bodziaków, spodenek, butelki, maskotki, ulubionej zabawki…ani rusz.

Kolejną cenną umiejętnością jest zdolność przystosowania się do nowych sytuacji - dzięki czemu przeżywamy mniejszy stres. Dodatkowo jako rodzice stajemy się bardziej wyczuleni na rozpoznawanie emocji, zwłaszcza tych zagrażających jak: strach, wstręt, złość, wrogość. Jesteśmy czujni by nic nie umknęło naszej uwadze i byśmy zawsze, gdy to będzie konieczne mogli zainterweniować. Być może to właśnie na skutek całego tego rodzicielskiego przewrotu w naszych głowach – umysł matki wolniej ulega procesowi starzenia oraz szybciej dochodzi do siebie po uszkodzeniach takich jak udar. Tkanka szybciej się regeneruje, mózg jest bardziej plastyczny – inne obszary w większym stopniu przejmują funkcje tych uszkodzonych. Może więcej bodźców, które dostarcza macierzyństwo, jest dla szarych komórek dobrą gimnastyką działającą neuroprotekcyjnie.

Zapraszam do rodzicielskiego grona

Żyjemy w czasach, kiedy nauka przynosi coraz więcej odpowiedzi na nurtujące nas pytania, odkrywa coraz więcej zagadek naszego funkcjonowania, pozwala na lepsze zrozumienie ludzkich zachowań. Sprawia to, że łatwiej jest nam zrozumieć innych, ale również nas samych. Być może niebawem uda nam się zrozumieć mechanizm depresji poporodowej czy sytuacji, w których rodzice odrzucają swoje dzieci. Co w ich mózgach nie zadziałało? Jak to naprawić? Być może uda się posiąść wiedzę w jaki sposób pomagać osobom, które doznały uszkodzeń mózgu?

To czego możemy być pewni, to tego, że jako rodzice nie tylko poświęcamy się podczas pierwszych lat sprawowania opieki nad maleństwem, ale otrzymujemy namacalny, niesamowity dar. To nam można pozazdrościć radzenia sobie z organizacją pracy, dobrego funkcjonowania w systemie wielozadaniowym i odporności na stres, wytrwałości, wrażliwości i empatii. Najlepsze szkolenia czy warsztaty nie zastąpią treningu, jaki naszym szarym komórkom funduje przyjęcie roli rodzica.

Jak się mają Wasze szare komórki? Dostrzegliście u siebie jakieś nadprzyrodzone moce ;-)  ?

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Informacje od Was są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi się rozwijać. Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz, że może być przydatny, to udostępnij go swoim znajomym na Facebook'u. Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie  ;-) .

[FM_form id="3"]


zachowanie

8 powodów przez które robimy głupie rzeczy. Czyli skąd się bierze nasze irracjonalne zachowanie

Skąd się bierze irracjonalne, bezmyślne, głupie, nieuzasadnione zachowanie?

Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego ludzie czasami zachowują się w irracjonalny sposób, w sposób, który wydaje się być niezgodny z ich naturą? Dlaczego dobrzy ludzie czynią zło? Dlaczego inteligentne osoby czasem robią głupie i niewytłumaczalne rzeczy?

Ja zastanawiam się nad tym bardzo często. Ilekroć śledzę newsy dotyczące wydarzeń z Polski i ze świata. Wzrost ilości zamachów terrorystycznych, cierpienie związane z toczącymi się wojnami, czy nasze krajowe rozgrywki polityczne…To tylko kilka globalnych przykładów, temat ten dotyczy przecież naszej codzienności i naszych zachowań, a tu dowodów społecznej głupoty możemy wymieniać nieskończoną ilość. Własne nie do końca rozsądne zachowania przeszkadzają nam w mniejszym stopniu niż te dotyczące innej osoby.

Wtedy bardzo często pukamy się w głowę, myśląc „What the fuck?”…

No właśnie, dlaczego tak często głupota dominuje nad ludzkim rozsądkiem?

Przyjrzyjmy się 8 powodom irracjonalnego zachowania

Podstawą poszukiwania przyczyn naszego zachowania są najbardziej wpływowe eksperymenty psychologii społecznej.

Każdy z nich rzuca nowe światło na źródło ludzkiego zachowania.

  1. Kiedy nasz umysł pozostaje tajemnicą - Efekt aureoli:

Czym jest?

Efekt aureoli nazywany też efektem halo – to pierwsza z przyczyn, którą chciałabym Wam przybliżyć. Jest to tendencja do automatycznego przypisywania cech osobowości na podstawie pierwszego (pozytywnego bądź negatywnego wrażenia). Przykładem na zobrazowanie tego efektu mogą być aktorzy, którzy bardzo często są atrakcyjni i sympatyczni, dlatego często zakładamy, że są również inteligentni, przyjaźni, kierują się zdrowym rozsądkiem. Zjawisko to jest wykorzystywane w marketingu (do zwykłych jeansów wystarczy dodać metkę znanego projektanta by zwielokrotnić ich cenę), czy w polityce (politycy budują swój przyjazny i otwarty wizerunek, a ludzie wierzą, że ich program wyborczy jest dobry, bo politycy wydają się tacy być – mimo, że w większości przypadków zachowują się jakby byli pod wpływem jakichś środków odurzających).

Jak radzić sobie z tym błędem poznawczym?

Podczas precyzowania swojej opinii o danej osobie powinniśmy poszukiwać również innych jej cech. Warto posiłkować się innymi kryteriami niż tylko pierwsze wrażenie, takimi jak cechy osobowości czy umiejętności i kompetencje.

  1. Jak i dlaczego okłamujemy samych siebie: dysonans poznawczy

Co to takiego?

Rzeczywistość stawia nas przed koniecznością dokonywania wyborów. Podejmując decyzję w różnych ważnych dla nas kwestiach konfrontujemy się z własnymi przekonaniami co do ich słuszności. Kiedy nie jesteśmy stu procentowo przekonani, czy decyzja, w sprawie którą podjęliśmy jest właściwa, rodzi się w nas nieprzyjemne uczucie napięcia, określane jako dysonans poznawczy. W związku z tym wykonujemy różne zabiegi by je zminimalizować. To ten moment, kiedy okłamujemy samych siebie, by poczuć się lepiej. Gdy podjęliśmy ową decyzję, chcemy uzasadnić swój wybór. Poszukujemy zatem informacji i argumentów, które nam w tym pomogą.

Co możemy zrobić?

Dokonywanie wyborów wiąże się z umiejętnością zebrania argumentów i informacji, które stanowią podstawę dla naszych decyzji. Jeżeli będą one spójne i przejrzyste tym mniejsza szansa na pojawienie się dysonansu.

  1. Podział na My i ONI – uprzedzenia i konflikty

Polega on na…

Skłonność do popierania grupy, którą traktujemy jako „swoją jest jednym z najbardziej uniwersalnych społeczno-psychologicznych mechanizmów. Tendencja ta jest związana z automatycznym wywyższaniem własnej grupy kosztem innych grup, z chęcią pokazania, że „my” (nasza grupa, nasza rodzina itp.) jesteśmy lepsi pod jakimiś ważnymi względami (lub tak w ogóle), niż „oni” należący do innej grupy. Towarzyszy temu tendencja do uprzywilejowywania „swoich” i dyskryminowania „obcych”. Tak więc sam fakt, że należymy do różnych obozów, różnych drużyn, różnych grup etnicznych może pobudzać niechęć, nieufność, gotowość do rywalizacji itp. Przychodzi Wam do głowy jakiś przykład? Najprostszym przykładem wręcz z podwórka są walki między kibicami różnych drużyn, będące naszą plagą, choć nie tylko naszą…

zachowanie

  1. Nasze mroczne serca – wpływ ról społecznych

Dlaczego dobry człowiek dopuszcza się złych czynów? Co sprawia, że ludzie przekraczają granicę? Czy są jakieś warunki, sytuacje, które determinują nasze zachowanie?

Nikt z nas nie może powiedzieć, że jest bezwarunkowo dobry lub zły. To kontekst zdarzeń, system i społeczeństwo mogą wyzwolić w nas diabła lub anioła oraz sprawić, że wykonamy rzeczy, których nigdy wcześniej nie spodziewalibyśmy się zrobić. To właśnie od nich, a nie od naszej osobowości zależy to, jak zachowamy się w nietypowych lub kryzysowych sytuacjach.

W eksperymencie więziennym Zimbardo, poszukiwano odpowiedzi na te ponadczasowe pytania dotyczące natury ludzkiej. Pokazał on, że to nie tylko cechy naszej osobowości, ani wrodzone predyspozycje decydują o tym, jak się zachowujemy, ale kontekst, role, jakie przychodzi nam pełnić i sytuacje, z którymi musimy się mierzyć. Dlatego zanim dokonamy oceny, pamiętajmy, że nigdy nie mamy pewności co do własnego zachowania w określonych warunkach…

Co możemy zrobić?

Ważne byśmy przyjrzeli się sobie i pełnionym rolom. Nie zawsze wysoka samoocena, znajomość swoich reakcji, czy pewne wyuczone schematy, uchronią nas od niesprzyjających okoliczności. Poszukujmy takich sytuacji, które będą miały na nas pozytywny wpływ, które nie zagrażają naszym wartościom.

zachowanie

  1. Granice posłuszeństwa wobec autorytetu

Jak to - Pan każe sługa robi…?

Cennych informacji na temat czynników, które zwiększają posłuszeństwo wobec autorytetów dostarczył eksperyment Milgrama. Pokazano w nim, że czasami to sytuacja ma znacznie większy wpływ na nasze zachowanie, niż cechy wewnętrzne – osobowość, pragnienia, motywy, postawy i wartości. Na co dzień obserwujemy przejaw ślepego posłuszeństwa, którego efektem jest okrucieństwo wyrządzane drugiemu człowiekowi. Niestety jak się okazuje odpowiednich warunkach zło może czynić każdy. Zapewne, gdy lepiej się sobie przyjrzymy będziemy w stanie przytoczyć sytuację, gdy bez zastanowienia podążamy za autorytetem – ważną osobą, grupą społeczną. Nie bez przyczyny marketingowcy wykorzystują wizerunki lekarzy, farmaceutów czy autorytetów z różnych dziecin…

  1. Wpływ grupy na nasze zachowanie oraz na formułowanie się uprzedzeń

To w jaki sposób zachowujemy się będąc w grupie jest zarazem fascynujące, jak i niepokojące. Gdy tylko znajdziemy się w towarzystwie innych osób prawdopodobieństwo, że zrobimy coś dziwnego wzrasta. Naśladowanie członków w swojej grupie, faworyzowanie ich kosztem innych, poszukiwanie lidera, aż w końcu zwalczanie innych grup to tylko kilka z pojawiających się tendencji. Grupa wywiera na nas tym większy wpływ im bardziej się z nią utożsamiamy, im większym znaczeniem na dla nas jej opinią. Chcąc się lepiej zaprezentować, uzyskać przychylność jej członków jesteśmy w stanie zrobić więcej irracjonalnych rzeczy niż moglibyśmy się spodziewać.

zachowanie

  1. Dlaczego nie pomagamy innym: obojętność społeczna

Efekt sąsiedztwa to zaskakujące odkrycie mówiące o tym, że sama obecność innych ludzi hamuje nasze zaangażowanie i chęć niesienia pomocy innym w kryzysowych sytuacjach. Czynnikiem wzmagającym naszą bierność jest liczebność grupy oraz nasza anonimowość. Im więcej osób, tym dłuższy czas naszej reakcji.

Co możemy zrobić?

Sposobem na przerwanie obojętności jest personalne wskazanie osób mających wykonać konkretną czynność (niech pan zadzwoni po karetkę, panią proszę o podanie ręcznika…). Stosowanie bezosobowych zwrotów nie przyniesie żądnego skutku.

  1. Zgodność z normą: konformizm społeczny

Wszyscy przejawiamy zachowania konformistyczne będące skłonnością do przyjmowania zachowań, postaw i wartości innych członków grupy odniesienia. Szczególnie nasilają się one, gdy nie wiemy, jak się zachować, bo sytuacja wydaje nam się nowa lub zaskakująca. Łatwiej jest wziąć bezrefleksyjnie przykład z innych osób, przecież większość nie może się mylić, a sprzeciwienie się jej opinii może spotkać się z ośmieszeniem lub inną przykrą konsekwencją, aż do bycia odrzuconym przez grupę. Konformizmowi sprzyja również wielkość grupy, siła wywieranego nacisku, rodzaj relacji oraz nasze indywidualne predyspozycje. Jak się przeciwstawić konformizmowi? Zwracać większą uwagę na to co robimy, umocnić swoją pozycje w grupie, wtedy zmniejszymy siłę nacisku w obliczu naszego odmiennego zachowania.

Jesteśmy istotami społecznymi, żyjemy w grupie, wzajemnie na siebie oddziałując. Nasze działanie niejednokrotnie okazuje się efektem wpływu innych osób. Posiadanie wokół siebie innych ludzi jest bardzo ważne, ponieważ przez kontakty z nimi możemy zaspokoić podstawowe potrzeby, takie jak potrzeba przynależności, pozytywnej samooceny, kontroli zaufania i miłości. To zachowania i reakcje innych decydują o tym co uważamy za istotę naszej tożsamości. Mimo, że mamy świadomość istnienia różnych mechanizmów wpływu, to często nie mamy pojęcia, kiedy do niego rzeczywiście dochodzi…

Myślę, że warto byśmy pamiętali, że nie wszystkie zachowania są w pełni intencjonalne, że niejednokrotnie ich przyczyną są nieświadome mechanizmy. Wiedza ta przyda nam się w kontekście wielu ról jakie pełnimy – rodziców, małżonków, przyjaciół, dzieci, współpracowników itd.

Spotkanie dwóch osobowości przypomina kontakt dwóch substancji chemicznych: jeżeli nastąpi jakakolwiek reakcja, obie ulegają zmianie.
(C.G. Jung)

Jakie są Wasze spostrzeżenia? Zaobserwowaliście efekty wpływu społecznego na ludzkie działanie? Jakie może mieć wpływ środowisko na zachowanie naszych dzieci?

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Informacje od Was są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi się rozwijać. Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz, że może być przydatny, to udostępnij go swoim znajomym na Facebook'u. Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie  ;-) .

[FM_form id="3"]

 


atrakcyjna kobieta

Atrakcyjna kobieta, a ilość tkanki tłuszczowej

Jaka powinna być atrakcyjna kobieta? 

Idą święta i to właśnie świąteczna atmosfera skłoniła mnie do pewnych refleksji odnośnie kobiecej cielesności…

No to zacznijmy od początku…

W mojej głowie brzmiała rano zasłyszana, świąteczna piosenka „we wish you a merry christmas, we wish you a merry christmas…, na kartce przygotowana lista świątecznych potraw, prezenty zamówione, choinka niemal ubrana…nic tylko napawać się świąteczną atmosferą…

Wszystko było, jak należy, dopóki coś, a raczej ktoś, po raz kolejny tego dnia, nie przerwał mojej przedświątecznej sielanki…To była ona… seksowna pani mikołajowa (w tej roli Irina Shayk) atrakcyjna kobieta wyginała się przede mną, odziana w skąpą bieliznę. Powiedzcie, jak tu rozkoszować się marzeniami o pysznościach, wyczekiwać na te smakołyki, kiedy na ekranie widzisz takie cudo. Autorzy kampanii mogliby okazać trochę miłosierdzia dla przeciętnych kobiet i odziać ją w coś bardziej przyzwoitego. Przecież jak na nią patrzę to mi się fałda na brzuchu prostuje…

Zatem jakie merry christmas…, a tym bardziej jaki happy New Year…, skoro po ostatniej ciąży został mi jeszcze co najmniej rozmiar zapasu, do Nowego Roku nawet skalpel Ewy mi nie pomoże, jedynie może mnie zabić…

Żeby normalnie (apetycznie) spędzić święta trzeba coś przedsięwziąć

Mam dwie możliwości:

  • Pozbyć się telewizora na okres przedświąteczny, co by nie zadręczać się widokiem miss perfect i innych idealnie wyprofilowanych ciał.
  • Znaleźć dowód na to, że Pani perfekt nie do końca jest taka perfekt, jak się wydaje.

Nie byłabym sobą gdybym nie podjęła tego wyzwania. Pewnie myślicie, że punkt drugi nie ma szans na powodzenie? Jakie nie ma szans…? Musimy znaleźć dowody, bo punktu pierwszego nie mogę zrealizować, gdyż mój pierworodny by mi tego nie wybaczył.

Zatem do dzieła…poprawmy sobie humor.

Czy mężczyźni naprawdę uważają szczupłe kobiety za bardziej atrakcyjne?

Otóż ku pokrzepieniu mojego serca wyniki badań wskazują, że tak nie jest. Mężczyźni nie uważają bardzo szczupłych kobiet za atrakcyjne (no umówmy się, że Irina nie jest baaardzo szczupła - jest szczupła w sam raz "Wrrr"). Jak się dobrze zastanowić to rzeczywiście, nie widziałam heteroseksualnego faceta z magazynem Vogue w ręce, który zachwycałby się tymi ultra cienkimi modelkami, prezentującymi najnowsze kolekcje na paryskich wybiegach. Nie są one podobne od tych kobiet, które zamiast po wybiegach chodzą po dziurawych chodnikach.

Oki, modelka z Vogue może nie, ale ta z Playboya, albo z Mens Helth?

Rzeczywiście to już inna waga nie piórkowa, ale już kogucia. Te damy z rozkładówek są rzeczywiście postrzegane jako atrakcyjne, mężczyźni chętnie zawieszają na nich oko. Jednocześnie owe panie nieco przypominają swą posturą normalne istoty płci żeńskiej. Analiza BMI wykazała nawet, że u modelek (po odjęciu wagi sylikonów) średnio BMI wynosi 18-19, natomiast młode Europejki mają BMI poniżej 20.

No tak, ale to mnie jakoś nie pociesza, bo ja nie jestem już najmłodszą Europejką, a moje BMI poniżej 20 raczej już nie spadnie...

Rozumiem, że wychudzona kobieta przechodzi do lamusa…i co dalej?

atrakcyjna kobieta

Badania wykazały, że dla facetów nie liczy się nasz rozmiar, to co istotne z ich punktu widzenia, to proporcje między talią a biodrami = około 0,7. Najbardziej pożądana jest figura klepsydry i kobiece krągłości. Dowiedziono również, że faceci w zależności od swoich zamierzeń stosują różne kryteria oceny kobiecej atrakcyjności. Dla romansu czy przelotnego związku wybierają kobiety przypominające silikonowe lalki barbie. Wybierając partnerki życiowe oceniają intelekt, osobowość również urodę, ale ta ma drugorzędne znaczenie.

Zaczyna brzmieć kobieco?

Jak się okazuje, to my – kobiety robimy więcej szumu niż to wszystko warte. Niestety, wiele z nas twierdzi, że mężczyźni za bardziej atrakcyjne uważają szczupłe babki. Co jak widzicie nie jest prawdą.

Dodatkowo, nie dowierzamy, że nasz tłuszczyk może być dla nich atrakcyjny. Oczywiście wolimy myśleć, że szczuplejsza = piękniejsza.

Skoro ten tłuszcz jest dla nich taki fajny, to zastanówmy się, dlaczego…?

Ewolucja nie pozostawia złudzeń – mężczyzna oceniając atrakcyjność swojej partnerki życiowej bierze pod uwagę jej predyspozycje do bycia matką i zdrową opiekunką jego potomstwa – chce przekazać swoje geny w dobre Hmm…ręce. (hahaha, jeszcze maczuga w rękę, kość w nos i niech mnie za włosy do jaskini zaciągnie).

Tłuszczu się uczepiłam, bo mi go nie brakuję i chcę mieć argument, dlaczego jest tam, gdzie jest w obecnej chwili, no i pozostanie tam przynajmniej do Nowego Roku.

Znalazłam również badania, których wyniki wskazują na ilość preferowanego tłuszczu. Cóż takiego wywnioskowano? Mianowicie to, że mężczyźni zdecydowanie wolą kobiety, które mają sporo tłuszczu w organizmie (około 30 procent ich masy ciała). Jednak to nie tak, że skumuluje się on na ramieniu i wszystko będzie fajnie… musi on być rozprowadzany w sposób „szczególny”: bardzo mało w talii (no maści los – a może być tam mało??), o wiele więcej w biodrach, pośladkach i udach – tworząc w ten sposób figurę klepsydry.

atrakcyjna kobieta

No to tłuszczu możemy mieć tyle co niedźwiedzie zapadające w stan hibernacji bądź wieloryby pływające w lodowatych wodach… byle tylko rozłożony w odpowiednim miejscu…

Skąd się bierze obsesja bycia fit

Wiadomym jest, że to media kreują określony wizerunek kobiety - perfekcyjnej. Spełniającej się zarówno w domu, w pracy no i w łóżku… W prasie lansowane jest hedonistyczne podejście do życia – idealne mieszkanie, idealny kot, idealna praca, przyjaciele i oczywiście idealne ciało wbite w idealnie skrojoną sukienkę, a wszystko to uwieńczone idealnym selfie na Instagramie.

Każdy ma wolny wybór, oczywiście o ile ten wybór jest naprawdę wolny – a nie z góry narzucony przez określone medialnie standardy.

Branża modowa powoli zmienia podejście do kanonu kobiecości. Dotychczas były to bardzo smukłe, wychudzone dziewczyny. Dlaczego takie? Ponieważ jest to łatwiejsze i tańsze w produkcji odzieży, na szczupłych, chłopięcych sylwetkach łatwiej jest zaprezentować ubranie, nic się nie marszczy, wisi jak na wieszaku. Poza tym przyczyna może leżeć również w orientacji seksualnej projektantów, którzy wolą chłopięce figury więc je promują.

Warto wsponieć, że postrzeganie kobiecej atrakcyjności uwarunkowane jest również kulturalnie. W różnych częściach świata, różne aspekty kobiecego ciała pojmowane są jako piękne. O tym napiszę niebawem.

Na koniec jeszcze jedno pocieszające spostrzeżenie...

W jednym z badań nad atrakcyjnością, mężczyźni częściej zatrzymywali się by zabrać na stopa kobietę o naturalnym wyglądzie i naturalnym biuście. Pocieszające prawda?? Niezależnie od pobudek, którymi kierowali się panowie…

Trochę bardziej serio...

Abstrahując od panów i ich preferencji, najważniejsze, żebyśmy my czuły się dobrze we własnej skórze. Najważniejsze jest dobre samopoczucie, zdrowie i umiar we wszystkim. Nie dajmy się zwariować. Przecież my w odróżnieniu od zawodowych modelek nie pracujemy całymi dniami nad swoim wyglądem, nie prowadzimy zbilansowanej diety i nie traktujemy swojego ciała, jako narzędzia do zarabiania pieniędzy. Całe szczęście, że tak jest. Przecież to nie wygląd nas definiuje, nie decyduje o tym jakie jesteśmy oraz nie wpływa na naszą przyszłość. Nasz wygląd natomiast świadczy o naszej przeszłości – o naszych doświadczeniach, o tym, że jesteśmy mamami, że dokonałyśmy już czegoś niesamowitego i że jeszcze wiele osiągnięć przed nami.  

To teraz z czystym sumieniem możemy zasiadać do świątecznych stołów i kumulować ilość tłuszczu do tych 30% :-P  tylko zgodnie z ww. zasadami….

A po Nowym Roku będziemy redukować. Jak to mówią „najpierw masa, potem rzeźba”.

Smacznego ;-)

Polecam również Waszej uwadze podobny tekst, poświęcony wpływowi porównań społecznych na poczucie szczęścia (klik tu).

Jak się ma Wasza tkanka tłuszczowa? Jakie są Wasze spostrzeżenia?

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Informacje od Was są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi się rozwijać. Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz, że może być przydatny, to udostępnij go swoim znajomym na Facebook'u. Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie  ;-) .

[FM_form id="3"]


Święty Mikołaj

Ho, Ho, Ho!!! Czyli kto? Jak to kto? Święty Mikołaj

Czy Święty Mikołaj może przysporzyć więcej szkód niż pożytku?

Czy podtrzymując mikołajową tradycję szkodzimy swoim dzieciom?

Istnieje wiele opinii na temat Świętego Mikołaja. To znaczy wszyscy wiemy, że jest wesołym, podstarzałym elfem, który lata po bezkresnym niebie w pojeździe na płozach, ciągniętym przez czterokopytne, rogate ssaki. Żeby tego było mało to ów rezolutny, jak na swoje lata staruszek, który zapewne powinien ograniczyć nieco ilość zjadanych ciasteczek (dziś powinnam pewnie napisać o ograniczeniu ilości glutenu) wchodzi do domów przez kominy przynosząc ludziom radość i niesamowitą ilość pozytywnych wrażeń. Wszystko to w przeciągu jednej nocy.

Brzmi co najmniej nieprawdopodobnie...jednak mit Świętego Mikołaja jest wielopokoleniową tradycją, głęboko zakorzenioną w niezliczonej ilości rodzin na całym świecie.

Media narobiły szumu

Niedawno rozpętała się w mediach dyskusja na temat ujawnienia dzieciom informacji odnośnie „istnienia” świątecznego elfa. Wszechobecna reklama zachęcająca rodziców do zakupu niesamowitej pamiątki w postaci spersonalizowanego filmu od świętego skierowanego do malucha narobiła sporo zamieszania (swoją drogą uważam to za rewelacyjny pomysł, sama z niego skorzystałam).

W ten oto sposób dzieciaki zaczęły się zastanawiać: „Zaraz, zaraz to, jak to jest, Mikołaj daje czy sprzedaje prezenty?"

Delikatnie rzecz ujmując trochę się rozjechała świąteczna opowieść. Całe szczęście, że mój Antoś samodzielnie nie korzysta z Internetu, dzięki czemu uchował się od tych przedświątecznych wątpliwości.

Jak jest z tym kłamstwem?

Oczywistym jest, że okłamywanie kogokolwiek jest złe... dzieci również, jak nie przede wszystkim ;-) . Jednak, czy kwestię dziecięcej wiary w postać przekazującą pozytywne wzorce (nie do końca przecież fikcyjną) można rozpatrywać w tych kategoriach??

Postanowiłam zrobić mały rekonesans i sprawdzić, co w tej kwestii mówią najnowsze wyniki badań. Kilka tygodni temu ukazał się artykuł, mówiący o tym, że przekazywanie dzieciom kłamstwa o istnieniu Świętego Mikołaja jest dla nich szkodliwe i ma negatywny wpływ na ich zaufanie do rodziców.

Przyznam szczerze, że gdy przeczytałam tę nowinę to myślałam, że spadnę z krzesła.

Jak się okazało nie byłam osamotniona w swoich odczuciach, gdyż na wieść o wspomnianym „newsie” rozgorzały w sieci gorące przedświąteczne dyskusje. Również wśród psychologów zdania są podzielone.

Wyniki bliższe mojemu sercu wskazują, że większość dzieci pytanych o moment zdekonspirowania mikołajowego mitu nie czuła się okłamywana przez rodziców i nie straciła do nich zaufania, co więcej nie poczuły się nawet rozczarowane.

Bicie piany...

Zastanawiam się czy to nie jest rozdmuchiwanie tematu na siłę…też przecież byłam dzieckiem i któregoś dnia poznałam tę niewygodną prawdę, ale nie było to dla mnie jakieś traumatyczne przeżycie. Było ono na tyle nieszkodliwe, że nawet nie pamiętam, kiedy miało miejsce. No chyba, że zadziałał mechanizm obronny i wyparłam to zdarzenie ;-).

Tym, co pamiętam natomiast jest fakt, że byłam podekscytowana i dumna, że jestem starszą siostrą i stoję po tej drugiej, dorosłej stronie świątecznej przypowieści. Stojąc przy oknie wraz z młodszym bratem wypatrywaliśmy na niebie reniferów ciągnących sanie magicznego elfa. Gdy byliśmy starsi natomiast prowadziliśmy poszukiwania tajnych kryjówek, w których rodzice przechowywali prezenty.

Święty Mikołaj

Idąc tym tokiem rozumowania, gdy się nad tym zastanawiam nie mam pewności kto kogo okłamywał bardziej, czy rodzice nas, że Santa istnieje, czy my, że nadal w niego wierzymy. W każdym razie to bardzo przyjemne wspomnienia, które wywołuje uśmiech na mojej twarzy.

Kiedy dzieci zaczynają się orientować...

Jako mama i psycholog z zainteresowaniem obserwuję, jak rozwijają się zdolności poznawcze i społeczne dzieci. W kontekście tego tematu zastanawiające jest co się dzieje, gdy uświadomią sobie prawdę o świątecznym micie?

Obserwacje społeczne wskazują, że do konfrontacji ze świąteczną rzeczywistością dochodzi około 7 roku życia. Nie jest to jednak nagły grom z jasnego nieba, którego efektem jest olśnienie, tylko stopniowe kumulowanie się informacji. Dzieciaki zbierają dowody z różnych źródeł takich jak rodzice (bo przyłapią tatę, w dziwnej pozycji układającego prezenty pod choinką), przyjaciele (którzy realizują swoją misję uświadamiania mniej świadomych kolegów), rodzeństwo (bo chce nam dokuczyć, bądź coś przypadkiem im się wymknie), nauczyciele (przedstawiający legendę z bardziej realnej strony) oraz media. To wszystko razem wzięte, w pewnym momencie nie pozostawia dzieciom złudzeń…

To co jeszcze jest interesujące, to to, że gdy dochodzi do stopniowego odkrycia prawdy o Świętym Mikołaju w pierwszej kolejności dzieci tracą wiarę w jego nadprzyrodzone umiejętności, a dopiero później w jego istnienie jako takie.

Święty Mikołaj to jedna z postaci, w które wierzą dzieci zaraz obok niego jest przecież wróżka zębuszka, zajączek wielkanocny i inne baśniowe stworzenia. Dzieci przez cały czas używają swojej wyobraźni nawet jeśli wiedzą o tym, że wspomniani ulubieńcy są wymyśleni. To naturalny etap ich rozwoju poznawczego. Gdy bawią się w policjantów i złodziei, wiedzą, że tak naprawdę nimi nie są. Powinniśmy się martwić o te dzieci, które nie korzystają ze swojej wyobraźni, nie potrafią opowiedzieć twórczej historyjki.

Wiara w Świętego Mikołaja to element bycia dzieckiem, dlaczego mielibyśmy pozbawiać je tej magii dzieciństwa.

Święty Mikołaj

Co zatem dobrego niesie ze sobą wiara w Świętego Mikołaja?

Rozwija wyobraźnię

Możliwość posługiwania się wyobraźnią z dziecięcą beztroską i nieograniczoną wiarą jest najlepszym co wspominam z dzieciństwa. Widzę jak ważne dla Antosia są wyobrażeniowe zabawy – nazywa je „ręcznymi zabawami” bo wcielając się w postaci korzystamy tylko z naszej wyobraźni. W jednej chwili jesteśmy avengersami – ja czarna wdową (nie wiem, dlaczego mnie nią mianuje), w kolejnej mężem i żoną, posiadającymi dziecko, którym jest Kubuś ;-).  Wiara w magiczne stworzenia, świat, gdzie wszystko jest możliwe, a zmartwienia znikają za sprawą czarodziejskiego pyłu daje nieograniczone możliwości do rozwoju. Te same możliwości daje pielęgnowanie świątecznej tradycji.

Uczy wiary w rzeczy bez naocznego dowodu ich istnienia

Dzieci mają możliwość rozwijania zdolności do wiary w coś abstrakcyjnego, czego nie mogą zobaczyć ani dotknąć. To bardzo trudne i jakże istotne w całym późniejszym życiu. Będą przecież musiały wierzyć w swoje talenty, w siebie, w przyjaciół, w rodzinę (nie mam tu na myśli fizycznej ich obecności, a cechy osobowości). W rzeczy, których nie można zmierzyć czy zamknąć w dłoni, jak miłość, dająca sens ludzkiemu istnieniu. Nie wspomnę już o bardziej przyziemnych kwestiach, jak pojęcie tlenu czy światła ;-).

 Możliwość krytycznego myślenia…

To o czym wspominałam wcześniej, na pewnym etapie rozwoju dzieci zaczynają analizować zbierane informacje, zestawiać ze sobą fakty i dochodzić do odkrywczych wniosków. To przełomowy moment w rozwoju poznawczym małego człowieka. A zdolność ta jest nieoceniona w dorosłym życiu.

Wspomnienia z dzieciństwa

To przecież rzeczy, do których wracamy pamięcią, które najpierw wspominamy i w nie szczerze wierzymy, z czasem wspominamy już nie wierząc w ich istnienie… Wspomnienia to nie tylko Mikołaj, ale wszystko to co dzieje się w tym szczególnym okresie w naszym domu. To zapachy świątecznych potraw, to zdobienie domu, ciepło lampek choinkowych, dźwięk kolęd i poczucie bezpieczeństwa, bliskości oraz jedności z pozostałymi domownikami. To nieodparta chęć podarowania tego samego moim dzieciom, czegoś co będzie im towarzyszyło przez całe życie.

Przekazywanie pozytywnych wartości

Postać jaką jest Święty Mikołaj jest wspaniałym wzorem do naśladowania, pokazuje, że można bezinteresownie czynić dobro. Dlatego ważne byśmy jako rodzice unikali posługiwania się Mikołajem jako straszakiem mającym wpływ na dziecięce zachowanie.

Mówiąc: „Nie zachowuj się w ten sposób, bo Święty Mikołaj wszystko widzi, przecież przynosi prezenty tylko grzecznym dzieciom…” cóż to oznacza? Nic innego, jak tylko:

  • „Powinieneś być grzeczny, bo chcesz dostać prezent, nie dlatego, że jesteś grzeczny z natury”
  • „Mikołaj jest mściwy i lekko przerażający, bo podgląda Cię na każdym kroku, zarówno w dzień jak i w nocy” ;-)

Czas szybko biegnie i magia Świętego Mikołaja przemija. Co w tym złego zatem, że podarujemy dziecku tę krótką chwilę magii, to zaledwie kilka lat? Zanim sie obejrzymy będziemy zastanawiać się, jak przekazać mu prawdę o istnieniu świetego (kliknij tu).

Święty Mikołaj jest częścią tradycji Bożego Narodzenia, nie zapomnijmy również o istocie wspomagania biednych i potrzebujących, o byciu razem – to uniwersalne wartości.

Nie dajmy się pochłonąć konsumpcjonizmowi, który żeruje na dziecięcych marzeniach…Budujmy świąteczne wspomnienia, których podstawą będzie rodzina, a dopiero potem upragnione prezenty ;-).

Święty Mikołaj

 

Co Wy myślicie o Świętym Mikołaju? Pielęgnujecie tę tradycję w Waszych domach? W jaki sposób celebrujecie ten wyjątkowy czas?

Dziękuję za odwiedziny. Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz, że może być przydatny, to udostępnij go swoim znajomym na Facebook'u. Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Informacje od Was są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi się rozwijać.