niemowlę nie chce spać

Gdy niemowlę nie chce spać – poznaj mity o treningu zasypiania (cz. 1)

Co zrobić, gdy niemowlę nie chce spać? Czy szukaliście kiedyś odpowiedzi na to pytanie?

Myślę, że nie będzie przesadą, gdy nazwę szczęściarzami tych z Was, którzy nie doświadczyli nocnych wędrówek i tańców przy dziecięcym łóżeczku (nawet nie wiecie, jak Wam zazdroszczę). Natomiast z osobami, które poszukiwały skutecznych sposobów na „wypracowanie” spokojnego, nieprzerwanego snu swojego malucha - przybijam piątkę – witajcie w klubie Mombie rodziców ;-).

W niniejszym wpisie skonfrontujemy najczęstsze mity dotyczące „treningu zasypiania niemowląt”.

Niewiedza rodziców z zakresu konieczności zaspakajania potrzeb dziecka (tak, tak konieczności – użyłam tego słowa celowo, zaraz przekonacie się, dlaczego), prowadzi do zaniechań, których konsekwencje dla zdrowia, samopoczucia, zdolności społecznych i moralnych dziecka można porównać z konsekwencjami stosowania "przemocy".

Konsekwencje zdrowotne wynikające z niezaspakajania potrzeb dziecka można porównać do konsekwencji stosowania przemocy.

Niewiedza ta prowadzi do powstawania mitów, w które rodzice wierzą i stosują, pewnie po części dlatego, że nie posiadają jeszcze doświadczenia, decydują się niestety na niepodążanie za tym co podpowiada im instynkt.

Oczywiście nie oceniam podejmowanych decyzji, nie krytykuję ich. Wręcz przeciwnie rozumiem je, gdyż sama będąc na granicy wyczerpania byłam skłonna zastosować każde proponowane rozwiązanie dające cień nadziei na przespaną noc. Od wdrożenia tych drastycznych metod odwiodło mnie moje wewnętrzne przekonanie oraz wiedza, którą chcę się z Wami podzielić.

Ignorowanie potrzeb dziecka przyczynia się do niewłaściwego rozwoju układu emocjonalnego, przez co staje się ono dorosłym, który nie potrafi właściwie kierować swoim zachowaniem. Cykl jakby się powiela, gdyż nie potrafią podążać za instynktem, posiłkują się wsparciem „wszechwiedzących ekspertów”- tak jak wcześniej ich rodzice. Gdzie bardzo często wiedza nie idzie w parze ze zdrowym rozsądkiem, wręcz przeciwnie wprowadza w błąd w związku z niewłaściwą interpretacją wyników badań.

Ignorowanie potrzeb dziecka przyczynia się do niewłaściwego rozwoju układu emocjonalnego, przez co staje się ono dorosłym, który nie potrafi właściwie kierować swoim zachowaniem

Przejdźmy zatem do konkretów...

Mit 1: Izolowanie niemowląt nie jest dla nich szkodliwe

Jak słyszę tego typu stwierdzenia, to przyznam, że zalewa mnie krew. Jest to pogląd, który mogłabym porównać do stereotypu związanego z paleniem papierosów, skoro od razu nie widać negatywnych efektów, to znaczy, że nie szkodzą. Doskonale wiemy, jak jest…

Podobnie jest z izolacją dzieci, przeciwnie do tego co sugeruje rozpowszechniany mit. Potomstwo ssaków, w tym ludzkie dzieci, wymaga fizycznej obecności swoich opiekunów przez 24h, 7 dni w tygodniu, dopóki same nie zdecydują, że są gotowe się usamodzielnić i odejść.

niemowlę nie chce spać

To może jakieś badanko potwierdzające tę tezę…

Istnieje wiele badań i obserwacji przeprowadzanych (niestety) na zwierzętach, dotyczących potrzeby obecności rodziców u dzieci ssaków. Pamiętajmy, że ludzkie niemowlę potrzebuje znacznie więcej uwagi i opieki niż szczury czy myszy.

To czego konkretnie dotyczyły wyniki badań?

Hofer (1987, 1994) badał regulację układu fizjologicznego u „niemowląt” szczurów (które są znacznie mniej społeczne niż ludzie) i wykazał, że oddzielenie od matki powoduje rozregulowanie systemu fizjologicznego, takich funkcji jak oddychanie, bicie serca, poziom hormonów (o wpływie kortyzolu wspominałam też tutaj).

Schanberg (1994) wykazał, że szczurzątka oddzielone od matki znaczenie wolniej się rozwijały, został spowolniony ich wzrost. Nie możemy robić eksperymentów na ludziach, jednak gdy przyjrzymy się społecznym skutkom skrajnego zaniedbania dziecka, dopatrzymy się spowolnienia rozwoju układu nerwowego w tym mózgu przejawiające się np. w opóźnionym rozwoju mowy, zaburzeniach percepcji czy budowania relacji społecznych.

Po narodzinach nasz mózg jest rozwinięty zaledwie w 75% (90 procent rozwoju osiąga, gdy mamy 5 lat!). Nasz układ nerwowy jest znacznie mniej dojrzały niż ten szczurzy.

Miejmy świadomość, że badania na zwierzętach dają nam tylko wskazówkę, w jaki sposób wczesne doświadczenia mogą wpływać na nasz rozwój. To w jaki sposób ludzkie niemowlęta są traktowane przez rodziców ma jeszcze większy na nie wpływ niż na jakiekolwiek zwierzę – tak bardzo niedojrzali i bezbronni przychodzimy na świat.

Nie da się ukryć, że przypadłością naszych czasów jest ogromna skala narastających problemów psychicznych. W krajach rozwiniętych, takich jak np. Stany Zjednoczone, gdzie dzieci rutynowo są izolowane, notuje się wysoki współczynnik depresji dziecięcych – powstają nawet specjalizacje leczenia depresji dziecięcej. Oczywiście, możliwe jest, że te dzieci odziedziczyły skłonności po swoich rodzicach, jednak bardziej prawdopodobne jest, że to ich własne, negatywne doświadczenia przyczyniły się do wystąpienia choroby.

Badania pokazują nam, że regularne oddzielenie dziecka od matki zmienia mózg (pierwsze 10 dni życia szczurów jest porównywalne z pierwszymi 6 miesiącami życia niemowląt ludzkich).

Mit 2: Narażanie dzieci na stresujące sytuacje nie jest dla nich szkodliwe

Permanentny i silny stres powoduje wydzielanie kortyzolu, którego nadmiar niszczy tkanki w organiźmie ssaków, powoduje pogorszenie funkcji narządów oraz zdrowia. Silna reakcja emocjonalna wywołana stresem przyczynia się do dezorganizacji systemu regulacji stresu i kontroli lęku. Pozostawianie płaczącego dziecka bez wsparcia, pocieszenia i pomocy ma negatywny wpływ na jego zdrowie fizyczne i psychiczne.

Zobrazujmy sobie taką sytuację. Wyobraź sobie, że w sytuacji panicznego strachu, bliska Ci osoba – taka najbliższa, zamyka Cię w pokoju mówiąc: „Nie płacz, wszystko będzie dobrze”. Jaki wpływ będzie miało to wydarzenie na Twoje zaufanie do niej? Czy Wasza relacja będzie wyglądała tak samo? Dzieci nie rozumieją naszych intencji, czują paniczny strach, a gdy stres jest zbyt silny „wyłączają się”, ucząc się, że mogą polegać tylko na sobie, że nie uzyskają wsparcia od bliskiej osoby. Czy to chcemy osiągnąć stosując drastyczne metody usypiania?

Każdy z nas chce tego co najlepsze dla swojego dziecka, przecież najważniejsze co możemy im dać to możliwość dorastania w warunkach sprzyjających ich rozwojowi, w poczuciu bezpieczeństwa, miłości i szacunku...

 Jakie są Twoje doświadczenia w tym obszarze? Przesypiasz noce ;-)? Czy stosowałaś/łeś jakieś metody usypiania dziecka?
Podziel się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Twoje interakcje są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi w rozwoju.
Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie mi miło, jeśli podzielisz się nim ze znajomymi, będzie mi jeszcze milej jeśli go polubisz i skomentujesz. ;-)
[FM_form id="3"]


jak rozmawiać z dzieckiem

Jak rozmawiać z dzieckiem oraz jak z nim nie rozmawiać

Jak rozmawiać z dzieckiem, oto jest pytanie...

Zapewne na ten temat przeczytaliście już niejeden artykuł. Zastanawiałam się w jaki sposób ugryźć to zagadnienie, żeby tekst był praktyczny i obrazowo je przedstawiał, żeby nie był suchą teorią. Skoro nie o samą teorię nam chodzi, przeanalizujemy zatem ten temat w oparciu o konkretne przykłady. Omawiamy komunikację pod kątem naszych pociech, ale poniższe zasady są uniwersalne i dotyczą każdego z kim prowadzimy rozmowę.

Po krótce, jak być powinno

Mam wrażenie, że ostatnimi czasy prowadzę permanentną pracę nad sobą. Mając w domu czterolatka, który na każdym kroku sprawdza, jak bardzo elastyczne są wyznaczone mu granice, niezliczoną ilość razy gryzę się w język.

Rodzicielstwo jest jedną z najtrudniejszych i zarazem najważniejszych podejmowanych przez nas ról. Niestety stosowanie popularnych, teoretycznych mądrości i wyobrażeń o tym, jak wychowywać dzieci, może przynieść więcej szkody niż pożytku. Niektórzy z nas stosują autorytarne strategie wychowawcze, które nie dają dziecku prawa głosu i szansy na sprawdzenie własnej skuteczności. Inni natomiast stosują zbyt liberalne rodzicielstwo, przez co dziecko nie uczy się funkcjonowania w świecie, w którym obowiązują granice, zasady i wymagana jest samokontrola.

Wyniki badań wskazują, że zarówno jedno, jak i drugie podejście może zakłócić kształtowanie się zdolności do regulowania emocji oraz zaburzyć tworzenie się zdrowych relacji w dorosłym życiu.

Co zatem powinniśmy zrobić?

Oczywiście to, co sprawdzone i skuteczne. Czyli bez wątpienia powinniśmy wprowadzić do naszego rodzicielstwa sprawiedliwość, elastyczność oraz szacunek. Istotnym jest również założenie, że przez cały czas razem z dzieckiem uczymy się siebie nawzajem, bez ślepego podążania za wyznaczonym, często nierealnym celem.

Zdrowym bilansem, do którego powinniśmy dążyć jest rozwijanie w sobie umiejętności słuchania i poszanowania uczuć drugiej osoby. Umożliwiając dziecku dokonywania wyboru z jednoczesnym ustanawianiem sprawiedliwych i wyraźnych granic.

Wiemy jakie są zdrowe proporcje w rodzicielstwie. Sprawdźmy teraz jakie elementy w naszym postepowaniu oddalają nas od oczekiwanej metody wychowawczej.

Zwróć uwagę, czy nie mówisz za dużo…

Gdy wpadamy w słowotok, a nasza wypowiedź nie ma końca – dzieci nie nadążają za tym co chcemy im przekazać. Wyniki badań wskazują, że ludzki mózg może utrzymać w pamięci krótkoterminowej tylko cztery "fragmenty" informacji w jednym czasie.  Stanowi to około 30 sekund naszej wypowiedzi – czyli jedno lub dwa zdania.

jak rozmawiać z dzieckiem

Jak brzmi nieskuteczna wypowiedź

Nie jestem pewna, co powinniśmy zrobić z treningami z piłki nożnej oraz z zajęciami z tańca nowoczesnego w tym półroczu.  Wiesz, tak naprawdę chyba nie jesteś wstanie uczęszczać na jedne i drugie zajęcia. Trening jest w środy, czwartki i piątki o 16.30, a taniec w czwartek i piątek o 18.00, będziemy mieć za mało czasu na powrót do domu i przepakowanie torby. Chyba, że spakujemy wszystkie rzeczy wieczorem przed dzień zajęć.

Ten komunikat jest bardzo złożony, istnieje w nim tak wiele pomysłów i zagrożeń, że dziecko nie będzie w stanie przeanalizować i zrozumieć tego co usłyszało. Zauważcie również, że wypowiedź ta ma ogólnie negatywne zabarwienie, z tonem wyrażającym obawy. Elementy te mogą wzbudzić w dziecku wątpliwości i niepokój. Przecież nie ma potrzeby przedstawiania dziecku wszystkich zmiennych na raz. Wręcz przeciwnie lepiej jest podzielić wypowiedź na krótsze fragmenty, by były lepiej przyswajalne dla małego odbiorcy. Najważniejsze by dziecko wyraziło swoje preferencje, zanim przedstawimy mu wszystkie przeszkody.

 Spróbujmy zatem zbudować skuteczny komunikat

Jeżeli w tym półroczu będziesz chodził zarówno na treningi z piłki nożnej, jak i na taniec, to będziemy musieli dojechać bezpośrednio z jednego do drugiego. Usiądźmy i zastanówmy się wspólnie, czy to rozwiązanie będzie dobre dla nas obu.

W powyższym przykładzie ograniczyłam wypowiedź do dwóch zdań, co sprawia, że przekazywane informacje będą łatwiej przyswajane przez dziecko. Zdanie jest zarówno jasne, posiada ogólny cel (wspólne przeanalizowanie sprawy) oraz wytyczone pierwsze kroki działania (rozmowa tu i teraz).  Przekaz ten zawiera w treści również informację o chęci współpracy i rozpatrzenia potrzeb dziecka i rodzica.

Nagminne i wielokrotne ostrzeganie

Poranny pośpiech nikomu nie jest obcy (mam nadzieję, że nie tylko ja jestem w wiecznym niedoczasie). Domowy jogging, aby ze wszystkim zdążyć na czas: przygotowanie śniadania, ubrań dla dzieci, rzeczy na zmianę na zajęcia dodatkowe, instrumenty muzyczne i jeszcze wiele, wiele więcej. W natłoku zajęć największym wyzwaniem jest nasze zaspane i zdemotywowane dzieciątko, przerzucające się leniwie w łóżku z boku na bok. Wielu z nas desperacko próbuje zapanować nad sytuacją bezustannie powtarzając, jak modlitwę, słowa mające zmobilizować śpiocha do powstania.

No dobrze więc w czym tkwi problem? Przecież jako rodzić budzę dziecko do szkoły, co w tym złego? Otóż nie ma nic niewłaściwego w tym, że budzimy dziecko, rzecz w tym, w jaki sposób to robimy. Wielokrotne powtarzanie sprawia, że nasza pociecha uczy się ignorować nasze gadanie, gdyż wie, przecież, że na jednym ostrzeżeniu się nie skończy. Oczywiście małe dzieci potrzebują więcej naszego wsparcia i instrukcji, natomiast im starsze dziecko tym więcej odpowiedzialności za swoje zachowanie powinniśmy mu przekazać. Przejdźmy do praktyki. Przeanalizujmy najpierw nieskuteczny komunikat kierowany do 11-latka.

jak rozmawiać z dzieckiem

Przykład nieskutecznej komunikacji

Janek wstawaj, za godzinę wychodzimy. Budzę Cię wcześniej, ponieważ zawsze się spóźniasz. Idź do łazienki i się ubierz. Przynieś mi pracę domową do podpisania.

Dziesięć minut później...

Janek, ile razy mam powtarzać?  Czas wstawać, a Ty ciągle się wylegujesz. Przez Ciebie wszyscy się spóźnimy. Umyj zęby i się ubierz.

Po kolejnych dziesięciu minutach...

Gdzie jest twoje zadanie domowe? Prosiłam Cię abyś mi je przyniósł. Nadal jesteś nieubrany. Spóźnimy się.

I tak dalej, niekończąca się opowieść…

Co możemy zaobserwować? Mianowicie to, że rodzic zbyt dużo odpowiedzialności bierze na siebie, jednocześnie komunikuje dziecku, że mu nie ufa, w związku z czym wielokrotnie powtarza instrukcję postępowania. Dodatkowo wyraża negatywną ocenę i obwinia dziecko za ewentualne niepowodzenie pozostałych domowników. Taka rodzicielska postawa może spowodować nadmierne uzależnienie dziecka od rodzica, pozbawić możliwości samoorganizacji oraz doprowadzić do pasywno-agresywnej postawy.

Zerknijmy teraz w prawidłowy komunikat

Janek za 45 minut wyjeżdżamy do szkoły. Jeżeli nie zdążysz się właściwie przygotować i się spóźnisz, to Ty będziesz się tłumaczył swoim nauczycielom.

Zastosowana instrukcja jest krótka i zawiera jasne oczekiwania wraz z konsekwencjami. Wypowiedź nie ocenia dziecka, nie jest podszyta obawą i nie kontroluje. W naturalny sposób daje dziecku możliwość zapoznania się z konsekwencjami własnego postepowania.

Obwinianie i zawstydzanie dla spełnienia własnych oczekiwań

Jedna z najważniejszych kwestii, którą, jako rodzice powinniśmy przyswoić jest fakt, że małe dzieci nie mają wykształconej umiejętności empatii, wynika to z niedojrzałości układu nerwowego (o tym piszę również tutaj). Jest to zupełnie naturalne i w związku z tym dzieci nie są zdolne do interpretacji oraz przewidywania naszych potrzeb. Empatia natomiast, kształtuje się poprzez doświadczanie jej na własnej skórze, czyli w momencie, gdy my- rodzice przejawiamy empatyczne zachowania. Dlatego też nieuzasadnionym jest oczekiwanie, by malec postawił się w naszej sytuacji i zrozumiał nasz punkt widzenia. Taka dziecięca postawa wcale nie oznacza, że dziecko jest złośliwe (powinnam powiedzieć „zachowuje się złośliwie”), tylko tyle, że taka jest naturalna kolej rzeczy. Jako dziecko uwagę skupia na zabawie, sprawdzaniu na ile elastyczne są postawione mu granice.

Któż z nas nie jest zestresowany? Biorąc pod uwagę, że w każdej sferze naszego życia (zawodowego czy prywatnego) wymagana jest od nas wielozadaniowość ciężko jest wygospodarować choć trochę czasu dla siebie (o tym, jak bardzo jest to istotne pisałam tutaj). Może to prowadzić do frustracji i nieadekwatnych zachowań, w trudnych sytuacjach jak np. brak współpracy ze strony dziecka. Ważne, aby w takiej chwili wziąć kilka głębokich oddechów, policzyć w myślach do 10, a nawet do 100, po to by emocje nieco opadły i nie miały wpływu na naszą postawę oraz komunikację z dzieckiem.

Przejdźmy do przykładu niewłaściwej reakcji

Tyle razy prosiłam Cię, abyś posprzątał swoje zabawki, ale jak grochem o ścianę. Nadal są rozrzucone po całej podłodze. Czy jest jeszcze coś, co Cię w ogóle obchodzi prócz zabawy? Nie widzisz, że od samego rana jestem na nogach i dbam o potrzeby wszystkich dookoła?  Teraz na dodatek jeszcze potykam się o Twoje zabawki i tracę czas na ich porządkowanie. Co się z Tobą dzieje? Dlaczego jesteś taki samolubny?

jak rozmawiać z dzieckiem

Chciałoby się rzec – ulala…nieco z francuska. Ileż negatywnej energii udało się przemycić w tym, mogłoby się zdawać, pouczającym komunikacie.

Oczywiście wszyscy potrafimy zrozumieć frustrację mamy, jednak nie możemy zaprzeczyć, że ta wypowiedź przepełniona jest obarczeniem winą i lekceważeniem w stosunku do dziecka.

Chciałabym Wam zwrócić uwagę na bardzo ważną kwestię, choć niestety bagatelizowaną i nagminnie nadużywaną. Mam na myśli to, w jaki sposób wypowiadamy się o zachowaniu dziecka…no właśnie mówmy o jego zachowaniu, a nie o nim samym, o tym jaki jest. Nie wydawajmy oceny o osobie. Widzicie różnice w zastosowaniu zwrotu „jesteś samolubny”, a „zachowujesz się w samolubny sposób”? Dlaczego to takie istotne?

Otóż wypowiadając się na temat zachowania (to prawda uniwersalna więc nie ma znaczenia czy mówimy o dziecku, czy też o innym domowniku), zwracamy rozmówcy uwagę na element, na który ma realny wpływ i jeżeli tylko będzie chciał to w każdej chwili może je zmienić (zachowanie podlega zmianie). W przypadku osądu wydanego o osobie (jesteś niegrzeczna, jesteś niemiła…) sprawa nie wygląda tak różowo. Na to jacy jesteśmy składa się wiele elementów: od wpływu otoczenia i środowiska w jakim się wychowujemy, po geny i temperament na które nie mamy żadnego wpływu. Więc jaki ma sens mówienie o czymś czego i tak nie jesteśmy w stanie zmienić? Jedyne co możemy, to na zasadzie samo spełniającego się proroctwa możemy wmówić dziecku, że rzeczywiście jest niegrzeczne i niemiłe - po prostu niewystarczająco dobre (więcej na ten temat pisałam tu).

Znałam tę zasadę, gdy jeszcze nie miałam dzieci, natomiast dopiero gdy się pojawiły zdałam sobie sprawę, jak dużą moc mają słowa i jak istotna jest opisywana różnica w formułowaniu oceny zachowania. Mój Antoś wrócił kiedyś z przedszkola z płaczem na końcu nosa, gdyż pani powiedziała mu, że jest niegrzeczny. Niby nic nadzwyczajnego, a jednak z perspektywy dziecka, bardzo ważnego. Argumentował to, mówiąc, że pani tak powiedziała, a on przecież jest grzeczny tylko raz się zdarzyło, że nie posłuchał…Dzieci podświadomie czują różnice…

Podkreślajmy zatem, że pewne zachowania są niedopuszczalne, ale nie zmienia to faktu, że nadal kochamy nasze pociechy.

   Jak zatem powinna wyglądać właściwa reakcja?

Widzę, że zabawki nadal nie zostały uporządkowane – to sprawia, że się denerwuje. Fajnie jest mieszkać w domu, w którym panuje porządek – prawda? Zatem wszystkie rozrzucone zabawki zaniosę dziś do garażu. Odzyskasz je, gdy jutro po zabawie pozostałe zabawki ułożysz we właściwym miejscu.

Przykład ten pokazuje w jaki sposób można jasno powiedzieć o swoich uczuciach (jestem zdenerwowana) oraz potrzebach (fajnie jest mieć porządek) bez wzbudzania poczucia winy, oceny i gniewu. Ponadto dajemy dziecku możliwość poprawienia swojego zachowania w kolejnym dniu, jednocześnie wskazując, jak powinno postąpić. Nie przypisujemy żadnej negatywnej etykietki osobowości dziecka. Pozwalamy na zmianę zachowania.

Mów, mów ja Cię słucham...

Każdy z nas chcę by nasze dziecko szanowało innych ludzi. Nic prostszego – najlepszym sposobem jest modelowanie szacunku i troskliwości poprzez zastosowanie ich w naszych interakcjach domowych. Pozwala to dziecku nauczyć się czym jest szacunek i empatia w praktyce, a dodatkowo przyswaja zasady efektywnej komunikacji.

Co zatem musimy zrobić? Jednym z podstawowych elementów skutecznej komunikacji jest umiejętność aktywnego słuchania.

Aktywnego?? Czyli jakiego?

Już wyjaśniam. Uważne słuchanie jest bardzo trudne, tym bardziej, gdy jako rodzice mamy do wykonania tak wiele różnorodnych czynności w jednym czasie (wspominałam o wielozadaniowości). W takiej sytuacji lepiej jest jasno powiedzieć dziecku "W tej chwili trudno jest mi się skupić na naszej rozmowie, bo jestem zajęta gotowaniem, ale za 10 minut skończę i przyjdę do Ciebie porozmawiać”. Zdecydowanie lepsze jest określenie czasu, kiedy będziecie mogli powrócić do rozmowy niż słuchanie na pół gwizdka luz z niechęcią odburkiwanie czegoś pod nosem. Pamiętajmy jednak, by unikać nieprecyzyjnych określeń czasowych typu „zaraz”, „za chwilę”, gdyż nie mają one realnego wymiaru, więc tak naprawdę nie mają żadnego znaczenia. Dzieci natomiast szybko się niecierpliwią, dlatego też czas ich oczekiwania powinien być możliwie najkrótszy.

Przejdźmy do niewłaściwej odpowiedzi…,

która pada na wieść, że dziecko strzeliło gola podczas treningu piłki nożnej.

(Bez kontaktu wzrokowego) "Super kochanie. Teraz idź pobawić się z bratem (mruczymy pod nosem) Muszę sprawdzić, w jakiej temperaturze piec to ciasto…”

No tak, to sobie pomruczeliśmy, dziecko spławiliśmy, a ciasto niech rośnie i rośnie…

Czas mruczenie schować gdzieś głęboko. Efektywne słuchanie obejmuje wszystkie niewerbalne elementy, takie jak: utrzymywanie kontaktu wzrokowego, nasza mimika, tembr i modulacja głosu wszystko to odzwierciedla nasze zaangażowanie w rozmowę i potwierdza zrozumiałość przekazanych nam informacji. Zachowaniem zawartym w przykładzie uczymy naszego smyka jednie, tego, żeby nam nie przeszkadzał oraz że rzeczy ważne dla niego, nie są ważne dla nas.  Może to również przyczynić się do poczucia osamotnienia u dziecka oraz obniżenia jego samooceny.

No to koniec tego złego, czas na dobrą nowinę…

Kontekst mamy taki sam jak w powyższej scence:

Naprawdę, zdobyłeś gola. Fantastycznie! Jestem z Ciebie dumna. Widzę, że jesteś podekscytowany tym meczem. Opowiedz mi o tym, jak Ci poszło dzisiaj.

To co daje się zauważyć to wyrażone zainteresowanie tematem rozmowy oraz odzwierciedlony entuzjazm – dostosowany do emocji dziecka. Mama podziela ekspresję synka, odzwierciedla jego uczucia dzięki czemu pomaga mu zrozumieć swoje uczucia (jesteś podekscytowany), zyskać świadomość własnych zachowań. Taka forma komunikacji sprawia, że w dziecko czuje się ważne, docenione, godne uwagi i troski. Empatyczny sposób rozmowy pozwala wykształcić w mózgu większą ilość połączeń nerwowych nadających znaczenie emocjom, umożliwiając w ten sposób bardziej adekwatne reakcje emocjonalne.

Rodzicielstwo to moim zdaniem najtrudniejsze zadanie, jakiego się podejmujemy w naszym życiu. Realizując je kształtujemy osobowość kolejnego niezależnego człowieka i to od nas po części zależy, w jaki sposób będzie sobie radził w życiu. To jedno z tych zadań, w których wszyscy popełniamy błędy. Sęk jednak w tym, by umieć się do błędu przyznać i jak najszybciej go naprawić.  Skuteczna komunikacja z naszymi dziećmi wymaga czasu i energii. Nasza praca nad sobą powinna polegać na tym, by zdać sobie sprawę z własnych uczuć i próbować ujarzmić reakcje nawykowe (po części automatyczne), spowolnić je na tyle, byśmy mogli wybrać te bardziej adekwatne do sytuacji. Żeby tego było mało to po drodze jeszcze powinniśmy wyznaczać im granice, dać szanse na zapoznanie się z konsekwencjami, uczyć odpowiedzialności i szacunku.

No, no, no… sporo tego, ale czego się nie robi dla swoich pociech?

Na pewno nie robi się tego, co powinno się zrobić dla siebie ;-).

Pamiętajmy, żeby w tym wszystkim się nie zatracić i nie zapomnieć o sobie. Nie będziemy wstanie dać dzieciom tego co najlepsze, jeżeli nie zadbamy również o siebie. Dzieciaki, które w dzieciństwie mają szanse doświadczyć na własnej skórze szacunku oraz zaangażowania ze strony rodziców, są w stanie skuteczniej regulować własne emocje, lepiej się czują, a w dorosłym życiu budują zdrowe relacje partnerskie.

Jakie są Twoje doświadczenia w tym obszarze? Który rodzaj rodzicielstwa preferujesz?
Podziel się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Twoje interakcje są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi w rozwoju.
Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie mi miło, jeśli podzielisz się nim ze znajomymi, będzie mi jeszcze milej jeśli go polubisz i skomentujesz. ;-)
[FM_form id="3"]


klaps

Klaps, klapsik, klapsiczek – co się dzieje kiedy bijesz swoje dziecko

Nareszcie doczekałam się porządnego dowodu naukowego, potwierdzającego tezę, że klaps to też forma przemocy fizycznej, to też bicie.

Dzięki wynikom uzyskanym w badaniu nazwijmy je "niewinny klaps", powyższe stwierdzenie, nie będzie postrzegane (taką mam nadzieję), jako idealistyczne paplanie nawiedzonej psycholożki ;).

Do sedna...

Co dokładnie było przedmiotem badania i do jakich wniosków to doprowadziło?

W kwietniu w The Journal of Family Psychology (źródło) opublikowano wyniki badań prezentujące, jakie konsekwencje niesie ze sobą wymierzony dziecku klaps. Polegało ono na przeprowadzeniu meta-analizy badań z ostatnich 50 lat, gdzie łączna liczba przebadanych dzieci wyniosła 160 tysięcy !!! Dzieciom tym wymierzano tylko klapsy, nie były bite w żaden inny sposób.

Wyniki pokazały jednoznacznie, że klapsy (zdefiniowane jak uderzenie otwartą dłonią w pupę) miały istotny wpływ na wystąpienie negatywnych konsekwencji u dzieci, takich samych jak permanentnie stosowana przemoc fizyczna, tylko z mniejszym nasileniem.

Nieaktualne postawy wobec dzieci – usprawiedliwianie…

Zapewne, niektórzy z Was właśnie wyszukują powodów potwierdzających, dlaczego mały, „niewinny klapsik” nie jest taki zły, tym bardziej, że często wymierzany z amortyzacją pampersa. Niektórzy twierdzą, że to jedyny sposób na pokazanie dziecku różnicy pomiędzy dobrem, a złem.

Większej bzdury nie słyszałam, tym bardziej, że (pomijając zdrowy rozsądek) wyniki wyraźnie wskazują na istotny wpływ bicia na niższą zdolność percepcji moralnej.

Kolejny argument, który mogłabym usłyszeć, to stwierdzenie, że rodzice powinni mieć prawo dyscyplinowania swoich dzieci według własnego uznania, bez ingerencji osób trzecich oraz państwa. Zdumiewające jest, jak bardzo zakorzenione jest w nas poczucie własności, które swym zasięgiem obejmuje nawet dziecko – będące przecież niezależnym, wolnym człowiekiem. W tym ujęciu pozbawia się je prawa do godności i szacunku należących się każdej osobie.

A co ze stwierdzeniem: „Ja dostawałem lanie i mi nie zaszkodziło, wyrosłem na ludzi”?

No pewnie, bo bez klapsa w tyłek to na ludzi się nie wyrasta…tylko przepraszam na kogo?

Wyjaśnijmy sobie jedną kwestię, otóż szacunek  do swoich rodziców, nie jest równoznaczny z robieniem dokładnie tego co oni robili. Sięgając pamięcią nie tak całkiem daleko doszukamy się czasów, kiedy akceptowano wiele dziś niewyobrażalnych rzeczy. Kiedy to mężowie rościli sobie prawa do dyscyplinowania i kontrolowania żon, nauczyciele nie potrafili zapanować nad uczniami bez użycia siły i władzy (linijka, groch, pasek).

Skoro funkcjonujemy w społeczeństwie uchodzącym za cywilizowane, które stopniowo ewaluuje ku lepszemu. W którym stosowanie przemocy wobec partnera, przez przedszkolankę, czy nianię nie jest tolerowane.

Dlaczego więc wyeliminowanie z codziennego życia wymierzania klapsów jest tak „ciężkim do wdrożenia kamieniem milowym”? Dlaczego małe, niewinne i wrażliwe dzieci są, jako jedyne wyłączone poza nawias, z przyzwoleniem do naruszania ich nietykalności cielesnej.

Może, gdy poznacie konsekwencje stosowania klapsa, będziecie bardziej przekonani…

Negatywne konsekwencje, czyli jakie?

W ramach badania, kontrolowano kilka wskaźników zdrowia psychicznego oraz zachowań. Cóż takiego wywnioskowano?

Na podstawie porównania wyników dzieci bitych z tymi, które nie otrzymywały kar cielesnych stwierdzono: większy poziom agresji, więcej aspołecznych zachowań, wycofanie emocjonalne, przesadną ekspresję emocji, problemy ze zdrowiem psychicznym, niższa samoocena, bardziej negatywne relacje z rodzicami. Dzieci te częściej sprzeciwiały się rodzicom, podważały ich autorytet oraz były skłonne do postępowania wbrew ustalonym zasadom. Zdecydowanie stosowanie tej metody wychowawczej negatywnie odbiło się na relacjach rodziców z dziećmi, czyli klaps w pupę, doprowadził do strzału w kolano ;-) .

Na podstawie porównania wyników dzieci bitych z tymi, które nie otrzymywały kar cielesnych stwierdzono: większy poziom agresji, więcej aspołecznych zachowań, wycofanie emocjonalne, przesadną ekspresję emocji, problemy ze zdrowiem psychicznym, niższa samoocena, bardziej negatywne relacje z rodzicami.

Niższy poziom zdolności poznawczych u dzieci to kolejny efekt bicia. Wyniki te uzyskano na podstawie testów inteligencji wykonywanych przez wspomnianą grupę dzieci. Przyczyną niższego poziomu IQ jest mniejsza ilość istoty szarej w niektórych obszarach kory przedczołowej. Udowodniono, że przeżycia w sposób fizyczny mogą zmienić strukturę mózgu. Doświadczenie przemocy domowej odciska piętno w umyśle dziecka, jako silny czynnik stresowy, wyzwala kaskadę zmian neurobiologicznych, prowadzących do trwałych zmian w strukturze mózgu. Ma to wpływ na pogorszenie pamięci, koncentracji i uwagi u dzieci.

Tracy Vaillancourt, psycholog z Uniwersytetu w Ottawie w Kanadzie, w 2007 r. (Źródło) odkryła, że stosowanie kar cielesnych powoduje wzrost poziomu kortyzolu, hormonu stresu. Podwyższony przez dłuższy czas poziom kortyzolu jest zabójczy dla komórek nerwowych w hipokampie, strukturze mózgu, odpowiadającej za pamięć. Pozwala to na uzasadnienie gorszych wyników w nauce i testach pamięciowych dzieci, które były ofiarami kary fizycznej – niezależnie, kto wymierzał sprawiedliwość.

klaps

Osłabienie zdolności radzenia sobie z wyzwaniami życia codziennego u dorosłych już osób, to następny niepożądany skutek kar cielesnych. Bardzo często osoby te są wycofane społecznie oraz mają obniżoną samoocenę.  Nasz mózg najintensywniej rozwija się do 12. roku życia.. Tworzą się wówczas modele zachowań, powstają przekonania, które będą potem nami zarządzać. Powstaje model więzi – skrypt odpowiedzialny za bliskość i sposób regulacji emocji. Ma to znaczenie dla naszych przyszłych umiejętności ukojenia swojego bólu, niepokoju, lęku, w przeciwnym wypadku  nie potrafiąc sobie z nimi poradzić będziemy od nich uciekać, możemy również przejawiać autodestrukcyjne zachowania – np. tendencja do popadania w uzależnienia. W tym czasie buduje się również zaufanie do świata i ludzi, kształtuje się nasza samoocena.

Nasz mózg najintensywniej rozwija się do 12. roku życia.. Tworzą się wówczas modele zachowań, powstają przekonania, które będą potem nami zarządzać. Powstaje model więzi – skrypt odpowiedzialny za bliskość i sposób regulacji emocji.

Czego tak naprawdę uczymy dziecko stosując kary fizyczne:

Mianowicie tego, że racja stoi po stronie silniejszego.

Jako rodzice jesteśmy fizycznie więksi i silniejsi niż dzieci. Posiadamy również (w większości przypadków ;)) dojrzałość psychiczną dzięki czemu mamy większą zdolność do samokontroli. Gdy wymierzając „klapsa”(w naszym mniemaniu) korygujemy zachowanie dziecka, tak naprawdę przekazujemy mu tylko komunikat, że jest ono od nas słabsze i mniejsze. Dodatkowo demonstrujemy, że siła to skuteczny sposób perswazji - egzekwowania swoich zachcianek. Nic dziwnego zatem, że dziecko przejawia tendencje do zachowań agresywnych, przecież naśladuje tylko nasze postępowanie będące w jego oczach skutecznym sposobem na osiągnięcie celu.

Przełammy mit…

Pamiętajmy, że dopóki nie przełamiemy funkcjonującego mitu dotyczącego „niewinnego klapsa”, będziemy w dalszym ciągu pozbawiać dzieci ich praw do „nietykalności”. Jednocześnie będziemy zaszczepiać w nich niewłaściwe wzorce zachowania, podszyte strachem i gniewem. Bo cóż innego czuje skarcone fizycznie dziecko?? Klaps to nie jest jasny komunikat…to ekspozycja siły fizycznej, której efektem jest strach i ból. Czy chodzi o to by nasze dziecko nas się bało? Czy raczej żeby zrozumiało dlaczego jego zachowanie było niewłaściwe?

Klaps to nie jest jasny komunikat…to ekspozycja siły fizycznej, której efektem jest strach i ból.

Tym razem jesteśmy w posiadaniu niepodważalnego dowodu na to, że klaps szkodzi i nie przynosi zamierzonego efektu. Przypomnę, że mowa o największym badaniu dotyczącym wyłącznie klapsów, żadnej innej kary cielesnej – obejmującym ponad 160 tysięcy dzieci i trwającym 50 lat.

Nie oceniajmy rodziców mających odmienne poglądy na ten temat. Pamiętajmy, że przekonania te mogą wynikać z rodzinnych wzorców, o których pisałam wcześniej. Możemy natomiast poprzez rozmowę i argumentację podyskutować na ten temat.

Zdrowy rozsądek górą…

Oczywiście nie możemy popadać w skrajności. Dziecko do prawidłowego rozwoju i budowania poczucia bezpieczeństwa potrzebuje m.in. wytyczonych granic, określenia obowiązujących zasad. Zasad, które nawet jeśli są przez nie łamane, to nie dlatego że jest nieposłuszne. Małe dziecko jest ciekawe i w ten sposób poznaje świat, taka jego natura. Poza tym nie panuje jeszcze nad własnymi emocjami ze względu na niedojrzałość niektórych stref  mózgu.

Zatem karanie dziecka, za coś na co nie ma wpływu jest absurdem. To tak jakby dawać klapsy ząbkującemu dziecku, żeby mu zęby szybciej wyrosły…

Użycie siły przeciwko bezbronnej osobie, jest tylko i wyłącznie okazaniem bezsilności rodzica. Brakiem umiejętności radzenia sobie z emocjami.

klaps

Warto pracować nad sobą, zmienić swoje dotychczasowe postępowanie, a nawet głęboko zakorzenioną postawę, po to, by stać się dla dziecka wzorem godnym naśladowania, by stać się lepszym rodzicem. By przez obserwację dziecko miało szanse nauczyć się co jest dobre, a co złe. By nie bało się najbliższych, tylko odważnie poznawało otaczający je świat.

Nie jest to łatwe, bo wymaga od nas – rodziców ciągłej samokontroli i pracy nad sobą. Podejście to również nie zmniejsza naszego zmęczenia czy frustracji, gdyż nie jest to lekarstwo na całe zło. Jednak z czasem nasze zaangażowanie procentuje i wraca do nas z nawiązką.

 Nidy nie jest za późno na zmianę. Każdego dnia możesz zacząć od nova… 

O tym, w jaki sposób rozmawiać z dzieckiem, by nas słuchało piszę tutaj. Jeśli interesuje Cię, jakie inne zagrożenia możesz świadomie wyeliminować, zajrzyj tutaj.

Jakie są Twoje doświadczenia w tym obszarze?
Podziel się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Twoje interakcje są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi w rozwoju.
Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie mi miło, jeśli podzielisz się nim ze znajomymi, będzie mi jeszcze milej jeśli go polubisz i skomentujesz. ;-)
[FM_form id="3"]


zmęczenie

Mombie - znacie to zmęczenie?

W życiu każdej kobiety nadchodzi czas, kiedy wspomniane zmęczenie jest permanentnym zjawiskiem ;-)

W poście, który znajdziecie tutaj bardziej rozwinęłam ten temat ;-)

Jak jest/było u Was?
Znacie ten stan?
Jak sobie z nim radziłyście/ radziliście? Opiszcie swoje doświadczenia w komentarzu.


Cyber przestrzeń i Twoje dziecko, prywatność dziecka w sieci, udostępnianie zdjęć dzieci

Cyberprzestrzeń i Twoje dziecko

Jakiś czas temu, w związku z tworzeniem rozszczepowej strony internetowej uczestniczyłam w dyskusji, której tematem było „naruszanie prywatności dziecka” poprzez udostępnianie jego zdjęć w sieci. Zdania były podzielone, a wymiana opinii burzliwa, niemniej jednak konstruktywna.

Jako rodzic robię mnóstwo zdjęć swoim maluchom. Jako rodzic umieszczam w mediach społecznościowych tylko te zdjęcia, które uważam za stosowne. Jako blogerka poruszająca tematy związane z rodzicielstwem prawdopodobnie zamieszczę ich więcej, niż inni rodzice…

Co zatem zrobić mając świadomość, że większość osób oglądających publikowane treści to obcy ludzie? Czy powinnam zaprzestać udostępniania fotografii?

 Postanowiłam zgłębić to zagadnienie i sprawdzić, co na ten temat sądzi szersze grono zainteresowanych rodziców. 

 W artykule opublikowanym na NPR.org omówiono niebezpieczeństwa wynikające z udostępniania treści dotyczących dzieci w Internecie. Zauważono również znaczący wzrost roli dzieci w podejmowaniu decyzji przez rodziców.

Dzieci zgłaszały potrzebę zachowania większej dyskrecji i przydatności swoistego rodzinnego kodeksu. Wyrażały również obawę w związku z udostępnianymi informacjami na ich temat...

Na spotkaniu American Academy of Pediatrics zaprezentowano wyniki badania, w ramach którego 249 par rodziców oraz ich dzieci proszono o opinię dotyczącą "family technology rules". Dzieci zgłaszały potrzebę zachowania większej dyskrecji i przydatności swoistego rodzinnego kodeksu. Wyrażały również obawę w związku z udostępnianymi informacjami na ich temat. Rodzicie natomiast twierdzili, że nie potrzebują wytyczania zasad, gdyż postępują zgodnie z własnymi przekonaniami. Nie jest zatem tak różowo, jakby się mogło wydawać. Temat ten nie jest obojętny małym ludziom, pozostają oni w opozycji do postaw swoich rodziców.

 Z jednej strony może się wydawać absurdalnym fakt, że dziecko ma nam, dorosłym dyktować w jakim zakresie możemy posługiwać się „rodzinnymi pamiątkami”.  Jednak gdy spojrzymy na to z innej perspektywy dostrzeżemy małego człowieka, który tak samo jak my ma prawo do decydowania o własnej prywatności, do wyrażania opinii. Dochodzi do konfrontacji pomiędzy prawem rodziców do dzielenia się swoimi doświadczeniami, a prawem dzieci do stanowienia o sobie. [ezcol_1third]prywatność dziecka[/ezcol_1third] [ezcol_2third_end] Nasze dzieci dorastają w świecie nieustannej autopromocji i braku szacunku dla prywatności. Zanim się obejrzymy będą wiedziały lepiej od nas w jaki sposób wykorzystać technologię (o ile już tego nie wiedzą) oraz jakie to niesie za sobą konsekwencje. Dla nich życie w świecie, w którym zaciera się granica między rzeczywistością, a wirtualną sferą to norma – my natomiast staramy się w tym odnaleźć, dopiero się do tego przyzwyczajamy.[/ezcol_2third_end]

 Mimo, że tak świetnie sobie radzą (będą radzić) pamiętajmy, iż wciąż potrzebują naszych wskazówek.

Kształtujmy ich postawy zarówno przez rozmowę, jak i przez swoje zachowanie. Dzieci mają prawo do wejścia w dorosłość z czystą kartą, gdzie własnoręcznie zostawią ślad w cyberprzestrzeni.

Większość dzieci najprawdopodobniej nigdy nie doświadczy problemów związanych z tym co publikują ich rodzice (i całe szczęście), jednak mimo to powinniśmy być ostrożni.

Zanim opublikujesz jakieś informacje dotyczące Twojej rodziny zastanów się dwukrotnie nad ewentualnymi konsekwencjami. Zadbaj o komfort psychiczny i fizyczny dziecka, o jego dobre samopoczucie w przyszłości.  W wirtualnym świecie (i nie tylko) nie brakuje „popieprzonych” ludzi. Warto również przeczytać co na ten temat napisała na swoim blogu Nishka, która nie publikuje zdjęć swoich pociech, gdyż nie wyraziły na to zgody.

 Zastanawiasz się co zrobić

  • Upewnij się, że zapoznałeś się z polityką prywatności swoich portali społecznościowych
  • Ustaw powiadomienia, alarmujące o tym, że imię i nazwisko dziecka pojawiło się w wyszukiwarkach internetowych, za pomocą Google Alerts i Talkwalker
  • Jeżeli zdecydujesz się na publikację niewłaściwych-śmiesznych zachowań swojego dziecka- rozważ anonimowe udostępnienie
  • Unikaj publikowania adresów, rzeczywistych lokalizacji, w których przebywa Twoje dziecko
  • Nie zamieszczaj nagich zdjęć – niezależnie jak słodkie jest Twoje maleństwo
  • Szanuj opinię swojego dziecka, daj mu prawo do sprzeciwu

 Najważniejsza jest nasza świadomość ewentualnych zagrożeń oraz wdrożenie działań minimalizujących szanse ich wystąpienia. Nie popadajmy jednocześnie w czarnowidztwo, gdyż ciągłe gdybanie o tym co może się złego wydarzyć, sprawia, że nie jesteśmy w stanie cieszyć się wyjątkowymi chwilami, uwiecznianymi na pamiątkowych zdjęciach. Dzielmy się swoim szczęściem w mądry sposób oddający szacunek drugiej osobie.

Jakie są Twoje doświadczenia w tym obszarze? Posiadasz jakiś sprawdzony sposób na bezpieczną publikację zdjęć?
Podziel się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Twoje interakcje są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi w rozwoju.
Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie mi miło, jeśli podzielisz się nim ze znajomymi, będzie mi jeszcze milej jeśli go polubisz i skomentujesz. ;-)
[FM_form id="3"]


mama

Nadciąga matka frustratka

Niepodważalnym faktem jest, że bycie rodzicem to wymagająca rola, a tak naprawdę ciężka praca.

Nie mniej jednak badania wskazują, że to jedno z rodziców - mama - jest bardziej narażona na stres i niezadowolenie z wypełnianych obowiązków. Dotyczy to w szczególności osób na których barki spada większość rodzicielskich zadań.

Jakie wnioski przyniosły wyniki badań...

W badaniu opublikowanym w American Sociological Review, przeprowadzonym z udziałem 12 163 osób w przedziale czasowym od 2010 do 2013 roku, obserwowano aktywność rodziców zarówno w sferze obowiązków rodzinnych, jak i zajęć indywidualnych.

  • O dziwo  ;-) dopatrzono się istotnej rozbieżności w wynikach.

Z analizy zebranych danych wynika, że matki opiekują się dziećmi bez jakiejkolwiek pomocy. Ojcowie natomiast podczas sprawowania pieczy nad pociechami zazwyczaj posiłkują się wsparciem osób trzecich. To jeden z powodów niższego poziomu stresu i zmęczenia tatusiów spędzających czas ze swoimi dziećmi.

...Matki opiekują się dziećmi bez jakiejkolwiek pomocy, ojcowie natomiast podczas sprawowania pieczy nad pociechami zazwyczaj posiłkują się wsparciem osób trzecich...

Naukowcy jednocześnie podkreślają, że zarówno mamy, jak i tatowie czerpią satysfakcję z przebywania z dziećmi. W związku z większą ilością wypełnianych obowiązków rodzicielskich polegających na wychowywaniu dzieci niż na zabawie z nimi, matki są mniej zadowolone z realizowanych zadań. Dodatkowo, gdy dołączymy do tego permanentny brak snu – frustracja murowana.

Matczyne obowiązki...

W wielu związkach – rodzinach, kobiety nie otrzymują takiego wsparcia, jakie otrzymywać powinny. Odpoczynek jest rzadkością, a sen niedoścignionym luksusem, mamy pełnią dyżur "na wezwanie" 24/7.

Któż inny wstaje w środku nocy podczas choroby dziecka? Kto pilnuje terminarza szczepień i wizyt kontrolnych u lekarza? Kto dba o posiłki oraz zaopatrzenie lodówki? Wymieniać można w nieskończoność, tylko po co, skoro każdy może sobie dopowiedzieć co uważa za stosowne.

Podejmowane przez matki próby poświęcenia czasu tylko sobie, bardzo często kończą się fiaskiem, gdyż są przerywane przez dzieci bądź przez „konieczność” wykonania obowiązków domowych. Nie można tego samego powiedzieć o wolnym czasie spędzanym przez ojców.

...stereotypowe podejście do ról rodzicielskich pełnionych przez kobiety i mężczyzn, ulega powolnemu zatarciu...

A jednak światełko nadziei...

Na szczęście najnowsze wyniki badań opublikowanych w 2016 roku przez Pew Center wykazały, że stereotypowe podejście do ról rodzicielskich pełnionych przez kobiety i mężczyzn, ulega powolnemu zatarciu.  Coraz częściej ojcowie pomagają w wypełnianiu obowiązków domowych. Mamy natomiast uczą się efektywnego spędzania wolnego czasu, poświęcania go tylko sobie, z dala od dzieci, po to by móc w spokoju zregenerować siły. Pozbycie się poczucia winy i stresu o dobrobyt najbliższych to też umiejętność, którą mama musi w sobie wykształcić. W końcu tata też rodzic bez problemu sobie poradzi, a zmiana „punktu siedzenia” pomoże mu docenić szanowną małżonkę :-D .

W prawdzie powyższe wyniki nie są zaskakującym, ani przełomowym odkryciem, ale czyż nie dobrze jest wiedzieć, że niniejsze doświadczenia dotykają nie tylko nas, a szerszego grona osób? Pokrzepiającym jest, że obserwowane tendencje społeczne zmierzają ku lepszemu. Jednak by zmiana miała szansę się wydarzyć same musimy o nią zawalczyć.

 Każdy ma prawo czuć się zmęczonym, niezadowolonym, wkurzonym, a nawet do tego, żeby mieć wszystkiego dosyć. Nie oznacza to, że jesteśmy złymi mamami, nie musimy obwiniać siebie z powodu chęci pozostawienia całego dobrobytku i pójścia przed siebie byle jak najdalej. Tak niewiele potrzeba by to zmienić – zaledwie współpracującego i wspierającego partnera.

Jak Ty radzisz sobie ze stresem wynikającym z bycia rodzicem, kiedy obowiązki i zadania stają się przytłaczające?

Jakie są Twoje doświadczenia w tym obszarze?
Podziel się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Twoje interakcje są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi w rozwoju.
Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie mi miło, jeśli podzielisz się nim ze znajomymi, będzie mi jeszcze milej jeśli go polubisz i skomentujesz. ;-)
[FM_form id="3"]