aspiracji

Niewystarczająco dobrzy – dzieciństwo w cieniu niespełnionych aspiracji rodzica

Pozwalasz by Twoje rozczarowania wpływały na to, co robi Twoje dziecko? hm dziecko

Gdzie jest granica między rodzicielskim motywowaniem do rozwoju, a wywieraniem niezdrowej presji? hm dziecko ambicje rodziców

Oczywistym jest, że jako rodzice chcemy jak najlepiej dla naszych dzieci. Chcemy by były szczęśliwe, czuły się kochane i miały najlepsze warunki do rozwoju. Tak, jednym z rodzicielskich pragnień jest, by pociecha posiadła umiejętności niezbędne do osiągnięcia życiowego sukcesu. hm dziecko, ambicje rodziców

Istnieje bardzo cienka granica między naszym pragnieniem i motywowaniem do rozwoju, a wywieraniem niezdrowej presji. Wspomniane pragnienie w swej skrajnej postaci może doprowadzić do wywierania nacisku na dziecko, który, jak wykazały badania ma nienajlepszy wpływ na emocjonalny i psychiczny rozwój. ambicje rodziców

To przecież normalne i zupełnie naturalne, że priorytetem dla rodzica jest dobro dziecka, jak najlepsze przygotowanie go do funkcjonowania w dorosłym życiu. Wszystko rozgrywa się o jedno zasadnicze pytanie czy namawiamy dziecko do działań, które spełniają jego potrzeby, czy może chcemy za jego pośrednictwem zrealizować swoje niespełnione marzenia? hm dziecko

 Niespełnione aspiracje ambicje rodziców

Pogląd, że jako rodzice możemy starać się urzeczywistnić swoje marzenia poprzez nasze dzieci sięga Sigmunda Freuda i Carla Junga, obaj opublikowali teorię na temat tego zjawiska. Jednak dopiero niedawno podjęto badania sprawdzające w praktyce wspomnianą teorię. Zespół holenderskich naukowców z profesorem psychologii Brad Bushman’em na czele dowiedli, że wiele dzieci jest skłanianych (żeby nie powiedzieć zmuszanych) do zajęć i działań dodatkowych, przez swoich rodziców, którzy nie postrzegają ich jako odrębnej, niezależnej osoby…

Niektórzy rodzice uważają swoje dzieci jako przedłużenie siebie, a nie jako odrębne istoty z własnymi aspiracjami i potrzebami. W nieświadomy sposób posługują się dziećmi do realizacji własnych marzeń, których sami wcześniej nie zrealizowali.

aspiracji

Niepoukładana przeszłość

Zmuszanie dzieci do uczestniczenia w różnorodnych dodatkowych zajęciach jest dla niektórych rodziców sposobem na poradzenie sobie z rozczarowaniem i żalem. Zastanawiacie się w jaki sposób? Mianowicie wygrzewając się w odbiciu sukcesu swoich dzieci zmniejszają, bądź całkowicie pozbywają się wspomnianych uczuć. Niejako życie swojego dziecka traktują jako substytut własnego, nadając w ten sposób swojemu istnieniu większą wartość.

Zatem nie lada wyzwaniem jest – znalezienie sposobu na pozbycie się uciążliwego bagażu "niespełnionych ambicji" i nauczenie się rozpoznawania talentów i aspiracji swoich dzieci.

Świadomość własnych wewnętrznych motywacji, które napędzają nas do nadawania dzieciom określonego kierunku rozwoju to niesamowicie ważna zdolność. Istotne jest by w odpowiednim momencie zrobić krok wstecz i zadać sobie pytania typu: „Dlaczego tak mi zależy na…?" "Dlaczego tak się martwię?". W poszukiwaniu odpowiedzi możemy przywołać wspomnienia z dzieciństwa, a wraz z nimi uczucia, będące podstawą naszego działania. Nieprzepracowane emocje, ból, obawy mogą stanowić przeszkodę na drodze naszego świadomego rodzicielstwa. hm dziecko

Wystarczająco…czyli jak?

Przecież nie raz zadajemy sobie „dziwne” pytania: "Czy poświęcam wystarczająco dużo czasu i uwagi moim dzieciom?", "Czy mój synek wystarczającą ilość czasu bawi się zabawkami edukacyjno-sensorycznymi" (bo przecież zwykła piłka jest już za mało sensoryczna), "Czy umiejętności mojej córeczki są zgodne z kryteriami tabeli rozwojowej?" (dziecko sąsiadki w tym samym wieku już raczkuje, a moja ledwo siedzi…), "Czy Kamil powinien uczęszczać na zajęcia dodatkowe?" (bo syn Kowalskich, chodzi na chiński, uczy się gry na flecie poprzecznym i programowania systemowego…).

W naszym społeczeństwie istnieje przekonanie, że "więcej znaczy lepiej". U jego podstaw leży strach i obawa, że jest się niewystarczająco dobrym, bądź robi się coś niewystarczająco dobrze. Wbrew pozorom więcej nie oznacza lepiej. Takie podejście może powodować ogromną ilość stresu. Idąc tym torem, skłaniając dziecko do uczestniczenia w dużej ilości zajęć dodatkowych i ciągle podnosząc mu poprzeczkę, zdecydowanie przysporzymy więcej szkody niż pożytku. Wielokrotnie spotykamy się ze sloganami o niepokojącym wzroście tendencji „wyścigu szczurów” już wśród dzieci w wieku przedszkolnym…Któż inny, jak nie my – rodzice napędzamy tę machinę.

aspiracji

Nasze dziecięce, niezaspokojone potrzeby, trudne emocje, czy obawy, często mają odzwierciedlenie w zbyt wysokich wymaganiach i presji wywieranej na dziecko.

Znając źródła motywacji napędzających nasze działanie, będziemy w stanie zatrzymać się i dostrzec realne potrzeby naszej pociechy i na ich podstawie wybrać to co dla niej najlepsze.

W pogodni za akceptacją

Związek rodzic - dziecko jest jedną z podstawowych relacji w naszym życiu. To pierwsze doświadczenie bliskości społecznej stanowi podstawę i wzorzec do budowania każdej kolejnej relacji. Dziecko na każdym etapie swojego rozwoju pragnie być kochane i akceptowane. Jeżeli nie uzyskuje naszej aprobaty będąc sobą, postępując zgodnie ze swoimi potrzebami, może starać się nam przypodobać robiąc to, na czym nam zależy - co nam się podoba, byle tylko uzyskać naszą przychylność.

Będzie grało na skrzypcach, w tenisa i brało udział w innych nielubianych przez siebie zajęciach gdyż zrozumiało, że tylko wtedy rodzic będzie z niego dumny, otrzyma pochwałę i miłość, której tak potrzebuje i pragnie.

Kiedy dziecięce działanie uwarunkowane jest przez motywację zewnętrzną – skierowaną na podążanie za afirmacją i miłością, maluch nie rozwija umiejętności przypatrywania się sobie, odczytywania tego co mu się podoba, co jest jego pasją, nie wykorzystuje swoich wewnętrznych zasobów, by w przyszłości móc zadbać o siebie odważnie dążąc do samorealizacji.

W nie swojej skórze…

Odgrywanie roli, w której nie czujemy się dobrze, do której jesteśmy zmuszani może prowadzić do poczucia osamotnienia, przygnębienia i pustki. Funkcjonowanie pod presją konieczności wykonania niechcianej czynności może powodować frustracje i napięcie, które natomiast z czasem mogą zostać wyładowane w niepożądany sposób. Owszem dzieci potrzebują miłości i docenienia, ale nie za cenę robienia rzeczy, które nie odpowiadają ich potrzebom.

Pojawia się wewnętrzny dylemat…Czy muszę zrezygnować z tego co chcę, czego potrzebuję, by być kochanym? Czy miłość oznacza wyrzeczenie się siebie?

aspiracji

Rodzicielska powinność ambicje rodziców

Naszym zadaniem jest docenianie, dostrzeganie i darzenie uczuciem swoje dzieci za to kim są, a nie za to w jakim stopniu realizują nasze oczekiwania, w jakim stopniu są tym, kim chcemy by były.

Musimy zbudować zdrową, prawdziwą relację z naszym dzieckiem, pomóc mu w poszukiwaniach swoich pragnień, źródeł szczęścia, a następnie wspomóc w realizacji tych działań. ambicje rodziców

Jako rodzice możemy pracować nad tym by nie wywierać presji na dziecku, jest na to bardzo prosty sposób – rozwijanie i aktywne realizowanie własnych pasji. Stajemy się wtedy wzorem dla naszych dzieci, dowodem na możliwość robienia tego czego w danej chwili potrzebujemy i co w naszym mniemaniu jest dla nas najlepsze.

Konsekwencje zdrowotne ambicje rodziców

Nowe badania sugerują, że aby pomóc dzieciom odnieść sukces, nie wystarczy tylko popychać je do uczestniczenia wielu działaniach pozalekcyjnych, wręcz przeciwnie takie postepowanie może być szkodliwe, zwłaszcza jeśli wygórowane ambicje realizowane są kosztem umiejętności społecznych i życzliwości. Bo na sukces i powodzenie w życiu składają się zarówno posiadane, wyuczone umiejętności „twarde”, jak i te psychospołeczne - „miękkie”. hm dziecko

Zbyt duża presja wywierana na dzieci, jest na tyle przytłaczająca dla ich niedojrzałego układu nerwowego, że może powodować rozwijanie się zaburzeń lękowych, które mogą prowadzić do innych dysfunkcyjnych zachowań i problemów ze zdrowiem psychicznym. Wszystko jest kwestią indywidualną, zależną zarówno od czynników zewnętrznych, jak i predyspozycji dziecka. Może ono reagować w różny sposób – wyrzucając z siebie gniew i złość, przejawiając w zachowaniu obniżenie nastroju bądź skrywając negatywne emocje. Konsekwencją powyższego może być dziecięca depresja i konieczność skorzystania z wsparcia psychologicznego. ambicje rodziców

Wśród nastoletnich sportowców odnotowano wysoki stopień wypalenia sportowego, charakteryzującego się tymi samymi objawami co wypalenie zawodowe. Po aktywnym dzieciństwie przepełnionym mnóstwem sportowych zajęć i presją związaną z oczekiwaniami rodziców i trenerów, dzieci są zmęczone i gotowe całkowicie zrezygnować ze sportu. Nie zależy im na laurach i prestiżu, tym co jest dla nich naprawdę ważne jest czas spędzony z rodzicem, bez pośpiechu w serdecznej i ciepłej atmosferze.

aspiracji

Co zatem możemy zrobić

Istnieją elementy, które możemy wdrożyć, aby zmniejszyć bądź uniknąć presji i niezdrowego ciśnienia.

  • Po pierwsze, poprzez pracę nad sobą, za pośrednictwem naszych wspomnieniami powinniśmy zwiększyć swoją świadomość dotyczącą nieprzepracowanych obaw, strachu, kompleksów czy niezaspokojonych ambicji wywodzącego się z naszej przeszłości. Przecież już wiemy, że mogą być one przyczyną „rozwojowego ciśnienia” wywieranego na nasze dzieci.
  • Po drugie, powinniśmy pomóc swoim dzieciom w realizowaniu własnych upodobań i pasji, w odkryciu ich realnych talentów i mocnych stron.
  • Po trzecie, powinniśmy zrezygnować z obsesyjnego planowania życia swoim dzieciom i wykorzystać cześć wolnego czasu na wspólne aktywności scalające relację i pogłębiające rodzinne więzi.

Wprowadzając powyższe punkty wprowadzamy do naszego domu więcej równowagi, spokoju i zdecydowanie ograniczamy ilość niezdrowej presji w życiu naszych pociech.

Nie traktujmy dzieci jak pustych płócien, które trzeba pomalować ani jak brył gliny, które należy uformować. Dzieci są skrupulatnie zapakowanym darem, który trzeba rozpakować i pomóc im ujawnić drzemiący w nich potencjał, umiejętności, talenty i osobowość, które determinują to KIM JUŻ SĄ.
 ambicje rodziców

Na koniec zdanko od Alberta…

Nie próbuj oceniać umiejętności ryby przez jej zdolność do wspinania się na drzewo…”

Albert Einstein

Na siłę nie stworzymy z drugiego człowieka kogoś kim nie jest i kim nie chce być…

Pozwólmy dzieciom być sobą i po swojemu przeżyć własne życie.

aspiracji

O tym jak istotny wpływ mamy na nasze dzieci przeczytasz również tutaj (klik), tutaj (klik) oraz tutaj (klik).

Czy obserwujecie rosnące zainteresowanie rodziców zajęciami dodatkowymi? Czy sami popadliście w pułapkę pogoni za sukcesem? W jaki sposób udało Wam się nie ulec społecznemu trendowi?

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Informacje od Was są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi się rozwijać. hm dziecko

Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz, że może być przydatny, to udostępnij go swoim znajomym na Facebook'u.

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie  ;-) .

#tydzienporazki #weekforfailure


tolerancja

Ukryte za kropką na czole. Odmienność vs Tolerancja

W każdym dziecku istnieje nieskończona potrzeba kochania go takim jakie jest, z całą jego indywidualnością

Wpis ten pisałam już kilkukrotnie, to znaczy zaczynałam pisać, jednak po jakimś czasie dochodziłam do wniosku, że to jednak nie ten moment… tolerancja,rozszczep wargi i podniebienia

Dziś zaczynam po raz kolejny, przede mną pusta word’owska kartka, bo to co zapisałam niegdyś, dziś już nie jest aktualne. Może nie tyle nieaktualne co nie odzwierciedla dokładnie tego, co w tej chwili czuję i co chcę Wam przekazać. Pisząc pierwsze słowa tego wpisu, zastanawiam się, czy tym razem go zakończę? Czy tym razem będę gotowa by go opublikować…? tolerancja, rozszczep wargi i podniebienia

Skoro go czytasz to zapewne kliknęłam „publikuj” - odważyłam się. Zatem zapraszam Was na nieco inny wpis, bardziej osobisty i bardzo, bardzo ważny – nie tylko dla mnie, ale i dla wielu innych osób. Przekonajcie się, dlaczego…

Kampania społeczna rozszczep wargi i podniebienia

Wczoraj w mediach społecznościowych trafiłam na pewną kampanię, kampanię sprzed kilku lat, z 2012 roku...roku, w którym urodził się mój pierworodny, zdrowiusieńki Antoś. Wtedy nie miałam pojęcia o jej istnieniu, pewnie dlatego, że mnie nie dotyczyła…może była zbyt mało widoczna, a może standardowo zadziałała selektywność uwagi i owa kampania była poza jej zasięgiem? Dziś mogę tylko gdybać, ale nie zdziwię się, jeżeli Wy również o niej nie słyszeliście, dlatego postanowiłam Wam ją przybliżyć.

Można pomyśleć, że to jakaś stara inicjatywa…jednak nic bardziej mylnego…właśnie dlatego o niej wspominam, ponieważ dziś jest tak samo aktualna, jak wtedy – a dla mnie jest najaktualniejszą z wszystkich kampanii, jakie widziałam, to kampania mojego życia…rozszczep wargi i podniebienia

Operacja uśmiech - czyli o co chodzi?

Inicjatorem owego przedsięwzięcia była organizacja Operation Smile, działająca od 1982 roku w RPA, finansująca zabiegi usuwania wady rozszczepu wargi i podniebienia u dzieci. Głównym celem tej kampanii było rozpowszechnienie wiedzy o wadzie oraz zwiększenie świadomości tego, jak niewiele środków potrzeba by pomóc potrzebującemu dziecku, by diametralnie odmienić jego życie (to kwota 3000 randów, która w przybliżeniu wynosi 1250 złoty). W ten sposób miała również zachęcić darczyńców do wsparcia finansowego organizacji – do pomocy potrzebującym.

Chcę byście wiedzieli, że jednorazowy zabieg nie przywraca dziecku pełni zdrowia (o złożoności leczenia przeczytacie tutaj), natomiast dzięki efektowi, jakim jest nadanie ciągłości budowy anatomicznej twarzy, stanowi on kluczowy element w przywracaniu tożsamości społecznej małego człowieka. Dzięki temu jednemu, pierwszemu zabiegowi, jak za działaniem czarodziejskiej różdżki zdjęte zostaje piętno inności będącej przyczyną wykluczenia społecznego.

Do celów kampanii wykorzystano trzy kreacje, których bohaterami są dzieci.

Elvis chowa swoją buzię za bawełnianą pacynką. rozszczep wargi i podniebienia

tolerancja
źródło: www.operationsmile.org/

Charlie ma na czole wielką fioletową kropkę.

tolerancja
źródło: www.operationsmile.org/

Sally posadziła sobie na głowie małpkę.

tolerancja
źródło: www.operationsmile.org/

Magiczne kryjówki

Zgodnie z zamierzeniem ich twórców, uwaga odbiorcy koncentruje się początkowo na dodatkowych, barwnych elementach umieszczonych poza wizerunkiem dziecka. Dopiero po chwili nasz wzrok pada na zmienione przez wadę twarze Elvisa, Charliego i Sally. Pod każdym z wizerunków dzieci widnieją wierszyki-rymowanki. Opowiadają o tym co robią dzieci, aby odwrócić ciekawskie spojrzenia ludzi, i jak trudno jest im żyć w ciągłym poczuciu, że są oceniane, wyśmiewane, wypchnięte poza margines społeczny, gdyż nie mieszczą się w kanonach piękna. rozszczep wargi i podniebienia

Kampania ta jest dla mnie o tyle ważna, gdyż w moim odczuciu z niesamowitą precyzją pokazuje nasze obawy, pisząc nasze mam na myśli zarówno rodziców dzieci posiadających rozszczepową wadę, jak i tych z Was, których w jakikolwiek sposób dotyczy odmienność, mogąca być podstawą do ujawnienia braku tolerancji w społeczeństwie.

Siła - błogosławieństwo czy przekleństwo 

Jakiś czas temu duchowny powiedział mi, że

„każdy z nas otrzymuje tyle…, ile jest w stanie udźwignąć”

pomyślałam wtedy, że w takim razie muszę być cholernie silna…i że wcale nie chcę taka być…

Nie chcę patrzeć na cierpienie swojego dziecka, nie chcę borykać się z koniecznością ciągłego wystawiania go na bolesne leczenie, nie chcę by świat go oceniał, a już na pewno by go skrzywdził. Z resztą, czy którykolwiek z rodziców się ze mną nie zgodzi? Kto z nas nie zrobi wszystkiego, by ochronić bezbronne dziecko?

Wtedy byłam pełna żalu, lęku i gniewu.

Przez pierwsze dwa tygodnie od diagnozy nie byłam w stanie nawet czytać o wadzie, nie mówiąc o jakiejkolwiek rozmowie na ten temat.

Czułam się słaba, bezsilna i przede wszystkim winna – nie było mowy o sile. Codziennie zadawałam sobie pytanie, dlaczego? Co zrobiłam nie tak? Gdzie tkwi przyczyna? Dlaczego my?

Jak było na początu...

Może zabrzmi to niewłaściwie, a może ktoś z Was pomyśli, że to idiotyczne – nie ważne – od tego momentu, od momentu, gdy dowiedziałam się o rozszczepie wargi i podniebienia, którą miał Kubuś chciałam, aby moja ciąża nigdy się nie skończyła. Chciałam, żeby trwała wiecznie. To życzenie dawało mi poczucie bezpieczeństwa, niepisaną gwarancje, że wtedy moje maleństwo będzie bezpieczne, nienarażone na działania okrutnego świata (w domyśle ludzi). Obawy dotyczące naszej przyszłości – opieki, pielęgnacji, leczenia – były abstrakcyjne, nierealne, nie moje, tak nie moje - chciałam się ich pozbyć, zapomnieć, chciałam by to wszystko okazało się złym snem… Wtedy poznałam siebie z innej strony tej kruchej i bezsilnej, takiej z jakiej nigdy nie chciałam siebie poznać… przepraszam, gdzie ta wspomniana siła?

Dziś o tym co nas spotkało myślę nieco inaczej, ale o tym za chwilę…

Siła - skąd sie bierze?

Ilekroć ktoś ze znajomych dowiaduje się o naszej rozszczepowej drodze mówi, że jestem silną osobą i na moim miejscu nie wie, czy dałby sobie radę. Najbliżsi dodają do siły  wrażliwość. Kiedyś z wrodzonej skromności bym zaprzeczyła, a może dlatego, że nie miałam wcześniej szansy się o tym przekonać…

Dziś mogę powiedzieć, że to prawda taka jestem. Jestem silna, zdeterminowana, konsekwentna i wartościowa. Wszystkie te cechy z niesamowitą skutecznością obudził we mnie mój syn. Będę je w sobie pielęgnowała by być dla niego wsparciem, by był pewien, że nie ma dla nas, dla niego rzeczy niemożliwych. By wiedział, że niezależnie od tego co się wydarzy jestem przy nim i zawsze będę. Będę je w sobie pielęgnować by być dla niego wzorem, by móc je w nim zakrzewić.

Chcę by był silnym, pewnym swej wartości człowiekiem - to jedyna broń i tarcza chroniąca go przed ludzką bezwzględnością, jedyna, jaką mogę mu dać. Nie mogłabym postąpić inaczej mając przy sobie mojego małego bohatera, który tak dzielnie znosi wszystkie postawione trudności, który każdego dnia uczy mnie pokory i motywuje do działania. tolerancja, rozszczep wargi i podniebienia

Wszyscy ją mamy rozszczep wargi i podniebienia

Wiem, że nie jestem w tych odczuciach odosobniona, że każda z nas - matek czuje to samo. Rodząc Antosia - w pełni zdrowego maluszka, wspomniane cechy nie miały możliwości w pełni się uzewnętrznić, bo nie było takiej konieczności, ale jestem pewna, że gdyby cokolwiek wtedy zachwiało moją domową równowagę, byłabym w stanie przestawić góry, by tę równowagę przywrócić…

Wy również jesteście w stanie zrobić dla dziecka więcej niż same myślicie.

Pisałam wcześniej o obawach, które mi towarzyszyły w czasie ciąży, gdy oswoiłam się z informacją o rozszczepie (na tyle na ile to w ogóle było i jest możliwe), zaczęłam się przygotowywać do tego co miało się wydarzyć (życie i tak przyniosło swoje). Niesamowitą skarbnicą wiedzy i wsparcia okazała się być zamknięta grupa na FB zrzeszająca rozszczepowych rodziców. Oczywiście wiedza dotycząca sposobów karmienia i opieki nad dzieckiem zwiększa poczucie bezpieczeństwa, choć nie jest w stanie wyeliminować obaw, które towarzyszyły mi do samego rozwiązania. tolerancja, rozszczep wargi i podniebienia

Wiecie co jest niesamowite? To, że w momencie, gdy mi go pokazano, gdy przyniesiono Kubusia (choć na początku nie mogliśmy być razem) wiedziałam, że wszystko się ułoży i, że tylko ja wiem, jak się nim właściwie zająć. Obawy przed oceniającym wzrokiem innych osób całkowicie zniknęły. Nie interesowało mnie co ktoś inny myśli o jego wyglądzie. Jestem dowodem na to jak silne zmiany zachodzą w matce (nie będę się tu rozpisywała o zmianach w mózgu, możesz przeczytać o tym tu klik), nie dostrzegałam rozległości wady, a rozszczep był naprawdę bardzo szeroki, był on moim skarbem i nic innego nie miało znaczenia.

Piszę to dla tych z Was, którzy być może zastanawiają się, jak to będzie, którzy obawiają się rodzicielskiej przyszłości, którzy zadają sobie pytanie czy dam radę? tolerancja

Otóż dasz radę, poradzisz sobie! Tak samo jak poradziłam sobie ja i tysiące rodziców z podobnym „problemem”.

Wsparcie jest bezcenne tolerancja, rozszczep wargi i podniebienia

Nie twierdze, że będzie łatwo, że jest lekko. Nie raz bywały chwile załamania i zwątpienia, pewnie nie raz jeszcze nadejdą. Wtedy nieocenionym jest wsparcie najbliższych, bardzo ważne by w pobliżu była osoba, na której możecie polegać (więcej o tym pisałam tu klik). Moja rodzina stanęła na wysokości zadania. Bartek (mój mężu), który prócz tego, że przez cały czas był moją ostoją, za dnia zabawnym koleżką Antosia, to przez pierwsze miesiące (kiedy ja w nocy co 2h byłam na randce z laktatorem) był mięciutkim kangurem dla małego Kubusia. Nie jestem w stanie odwdzięczyć się mojej mamie za to co dla nas zrobiła…

Jeżeli będzie istniała potrzeba nie obawiajcie się skorzystać z pomocy specjalistów – psychologa czy psychiatry. To żadna ujma, lekarz taki sam, jak pediatra czy ortopeda z tym, że zajmuje się nieco inną częścią ciała. tolerancja

Dziś wiem, że dla dobra dzieci zrobię wszystko, że mimo iż czeka nas jeszcze dłuuuga i kręta droga (więcej na ten temat tu) to poradzimy sobie.

Razem możemy wiecej tolerancja

Jest jednak rzecz, na którą wiem, że nie mam wpływu, no może nie takiego jaki bym chciała. Mam na myśli ludzkie okrucieństwo, przed którym nie będę w stanie ochronić moich chłopców. To dlatego chcę ich na to przygotować.

Jednak jeżeli jest coś dzięki czemu choć w niewielkim stopniu mogę zmniejszyć zagrożenie – zrobię to.

Wy też możecie mi pomóc, wiecie w jaki sposób?

Uświadamiając Waszych bliskich, a przede wszystkim Wasze pociechy. Pielęgnując w nich wrażliwość na drugiego człowieka, pokazując, że „inne” nie znaczy gorsze. Ucząc, że piękno może być różnorodne, a to co najbardziej wartościowe w drugiej osobie jest tak na prawdę niewidoczne.

Tolerancja to ciągły i nieustający problem, z którym możemy walczyć waśnie tłumiąc go w zalążku.
Jestem psychologiem, jestem mamą Antosia i Kuby, rozszczep jest częścią naszej historii, którą codziennie staramy się okiełznać, by nie była naszym wrogiem, a nieodłącznym, oswojonym elementem. Nie jest to proste, ale możliwe, dlatego każdego dnia od nowa przemierzamy naszą drogę…

Informacje o tym, jak wspomóc organizację Operation Smile i ten wspaniały cel znajdziecie tutaj klikPrzelewając nawet niewielką kwotę pomagasz zmienić ludzkie życie.

Zapraszam Was również na naszą Polską stronę poświęconą rozszczepowym zagadnieniom klik.

A oto sprawca całego zamieszania rozszczep wargi i podniebienia

Projekt bez tytułu (19)
Projekt bez tytułu (20)
Projekt bez tytułu (21)

Słyszeliście wcześniej o wspomnianej kampanii?

Jeżeli macie jakiekolwiek pytania odnośnie rozszczepowej wady, możecie je zadać poniżej bądź podesłać mailowo.

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Informacje od Was są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi się rozwijać.

Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz, że może być przydatny, to udostępnij go swoim znajomym na Facebook'u, pozwoli to na zwiększenie ogólnej świadomości o tej wadzie.

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie  ;-) .

[FM_form id="3"]


Święty Mikołaj

Ho, Ho, Ho!!! Czyli kto? Jak to kto? Święty Mikołaj

Czy Święty Mikołaj może przysporzyć więcej szkód niż pożytku?

Czy podtrzymując mikołajową tradycję szkodzimy swoim dzieciom?

Istnieje wiele opinii na temat Świętego Mikołaja. To znaczy wszyscy wiemy, że jest wesołym, podstarzałym elfem, który lata po bezkresnym niebie w pojeździe na płozach, ciągniętym przez czterokopytne, rogate ssaki. Żeby tego było mało to ów rezolutny, jak na swoje lata staruszek, który zapewne powinien ograniczyć nieco ilość zjadanych ciasteczek (dziś powinnam pewnie napisać o ograniczeniu ilości glutenu) wchodzi do domów przez kominy przynosząc ludziom radość i niesamowitą ilość pozytywnych wrażeń. Wszystko to w przeciągu jednej nocy.

Brzmi co najmniej nieprawdopodobnie...jednak mit Świętego Mikołaja jest wielopokoleniową tradycją, głęboko zakorzenioną w niezliczonej ilości rodzin na całym świecie.

Media narobiły szumu

Niedawno rozpętała się w mediach dyskusja na temat ujawnienia dzieciom informacji odnośnie „istnienia” świątecznego elfa. Wszechobecna reklama zachęcająca rodziców do zakupu niesamowitej pamiątki w postaci spersonalizowanego filmu od świętego skierowanego do malucha narobiła sporo zamieszania (swoją drogą uważam to za rewelacyjny pomysł, sama z niego skorzystałam).

W ten oto sposób dzieciaki zaczęły się zastanawiać: „Zaraz, zaraz to, jak to jest, Mikołaj daje czy sprzedaje prezenty?"

Delikatnie rzecz ujmując trochę się rozjechała świąteczna opowieść. Całe szczęście, że mój Antoś samodzielnie nie korzysta z Internetu, dzięki czemu uchował się od tych przedświątecznych wątpliwości.

Jak jest z tym kłamstwem?

Oczywistym jest, że okłamywanie kogokolwiek jest złe... dzieci również, jak nie przede wszystkim ;-) . Jednak, czy kwestię dziecięcej wiary w postać przekazującą pozytywne wzorce (nie do końca przecież fikcyjną) można rozpatrywać w tych kategoriach??

Postanowiłam zrobić mały rekonesans i sprawdzić, co w tej kwestii mówią najnowsze wyniki badań. Kilka tygodni temu ukazał się artykuł, mówiący o tym, że przekazywanie dzieciom kłamstwa o istnieniu Świętego Mikołaja jest dla nich szkodliwe i ma negatywny wpływ na ich zaufanie do rodziców.

Przyznam szczerze, że gdy przeczytałam tę nowinę to myślałam, że spadnę z krzesła.

Jak się okazało nie byłam osamotniona w swoich odczuciach, gdyż na wieść o wspomnianym „newsie” rozgorzały w sieci gorące przedświąteczne dyskusje. Również wśród psychologów zdania są podzielone.

Wyniki bliższe mojemu sercu wskazują, że większość dzieci pytanych o moment zdekonspirowania mikołajowego mitu nie czuła się okłamywana przez rodziców i nie straciła do nich zaufania, co więcej nie poczuły się nawet rozczarowane.

Bicie piany...

Zastanawiam się czy to nie jest rozdmuchiwanie tematu na siłę…też przecież byłam dzieckiem i któregoś dnia poznałam tę niewygodną prawdę, ale nie było to dla mnie jakieś traumatyczne przeżycie. Było ono na tyle nieszkodliwe, że nawet nie pamiętam, kiedy miało miejsce. No chyba, że zadziałał mechanizm obronny i wyparłam to zdarzenie ;-).

Tym, co pamiętam natomiast jest fakt, że byłam podekscytowana i dumna, że jestem starszą siostrą i stoję po tej drugiej, dorosłej stronie świątecznej przypowieści. Stojąc przy oknie wraz z młodszym bratem wypatrywaliśmy na niebie reniferów ciągnących sanie magicznego elfa. Gdy byliśmy starsi natomiast prowadziliśmy poszukiwania tajnych kryjówek, w których rodzice przechowywali prezenty.

Święty Mikołaj

Idąc tym tokiem rozumowania, gdy się nad tym zastanawiam nie mam pewności kto kogo okłamywał bardziej, czy rodzice nas, że Santa istnieje, czy my, że nadal w niego wierzymy. W każdym razie to bardzo przyjemne wspomnienia, które wywołuje uśmiech na mojej twarzy.

Kiedy dzieci zaczynają się orientować...

Jako mama i psycholog z zainteresowaniem obserwuję, jak rozwijają się zdolności poznawcze i społeczne dzieci. W kontekście tego tematu zastanawiające jest co się dzieje, gdy uświadomią sobie prawdę o świątecznym micie?

Obserwacje społeczne wskazują, że do konfrontacji ze świąteczną rzeczywistością dochodzi około 7 roku życia. Nie jest to jednak nagły grom z jasnego nieba, którego efektem jest olśnienie, tylko stopniowe kumulowanie się informacji. Dzieciaki zbierają dowody z różnych źródeł takich jak rodzice (bo przyłapią tatę, w dziwnej pozycji układającego prezenty pod choinką), przyjaciele (którzy realizują swoją misję uświadamiania mniej świadomych kolegów), rodzeństwo (bo chce nam dokuczyć, bądź coś przypadkiem im się wymknie), nauczyciele (przedstawiający legendę z bardziej realnej strony) oraz media. To wszystko razem wzięte, w pewnym momencie nie pozostawia dzieciom złudzeń…

To co jeszcze jest interesujące, to to, że gdy dochodzi do stopniowego odkrycia prawdy o Świętym Mikołaju w pierwszej kolejności dzieci tracą wiarę w jego nadprzyrodzone umiejętności, a dopiero później w jego istnienie jako takie.

Święty Mikołaj to jedna z postaci, w które wierzą dzieci zaraz obok niego jest przecież wróżka zębuszka, zajączek wielkanocny i inne baśniowe stworzenia. Dzieci przez cały czas używają swojej wyobraźni nawet jeśli wiedzą o tym, że wspomniani ulubieńcy są wymyśleni. To naturalny etap ich rozwoju poznawczego. Gdy bawią się w policjantów i złodziei, wiedzą, że tak naprawdę nimi nie są. Powinniśmy się martwić o te dzieci, które nie korzystają ze swojej wyobraźni, nie potrafią opowiedzieć twórczej historyjki.

Wiara w Świętego Mikołaja to element bycia dzieckiem, dlaczego mielibyśmy pozbawiać je tej magii dzieciństwa.

Święty Mikołaj

Co zatem dobrego niesie ze sobą wiara w Świętego Mikołaja?

Rozwija wyobraźnię

Możliwość posługiwania się wyobraźnią z dziecięcą beztroską i nieograniczoną wiarą jest najlepszym co wspominam z dzieciństwa. Widzę jak ważne dla Antosia są wyobrażeniowe zabawy – nazywa je „ręcznymi zabawami” bo wcielając się w postaci korzystamy tylko z naszej wyobraźni. W jednej chwili jesteśmy avengersami – ja czarna wdową (nie wiem, dlaczego mnie nią mianuje), w kolejnej mężem i żoną, posiadającymi dziecko, którym jest Kubuś ;-).  Wiara w magiczne stworzenia, świat, gdzie wszystko jest możliwe, a zmartwienia znikają za sprawą czarodziejskiego pyłu daje nieograniczone możliwości do rozwoju. Te same możliwości daje pielęgnowanie świątecznej tradycji.

Uczy wiary w rzeczy bez naocznego dowodu ich istnienia

Dzieci mają możliwość rozwijania zdolności do wiary w coś abstrakcyjnego, czego nie mogą zobaczyć ani dotknąć. To bardzo trudne i jakże istotne w całym późniejszym życiu. Będą przecież musiały wierzyć w swoje talenty, w siebie, w przyjaciół, w rodzinę (nie mam tu na myśli fizycznej ich obecności, a cechy osobowości). W rzeczy, których nie można zmierzyć czy zamknąć w dłoni, jak miłość, dająca sens ludzkiemu istnieniu. Nie wspomnę już o bardziej przyziemnych kwestiach, jak pojęcie tlenu czy światła ;-).

 Możliwość krytycznego myślenia…

To o czym wspominałam wcześniej, na pewnym etapie rozwoju dzieci zaczynają analizować zbierane informacje, zestawiać ze sobą fakty i dochodzić do odkrywczych wniosków. To przełomowy moment w rozwoju poznawczym małego człowieka. A zdolność ta jest nieoceniona w dorosłym życiu.

Wspomnienia z dzieciństwa

To przecież rzeczy, do których wracamy pamięcią, które najpierw wspominamy i w nie szczerze wierzymy, z czasem wspominamy już nie wierząc w ich istnienie… Wspomnienia to nie tylko Mikołaj, ale wszystko to co dzieje się w tym szczególnym okresie w naszym domu. To zapachy świątecznych potraw, to zdobienie domu, ciepło lampek choinkowych, dźwięk kolęd i poczucie bezpieczeństwa, bliskości oraz jedności z pozostałymi domownikami. To nieodparta chęć podarowania tego samego moim dzieciom, czegoś co będzie im towarzyszyło przez całe życie.

Przekazywanie pozytywnych wartości

Postać jaką jest Święty Mikołaj jest wspaniałym wzorem do naśladowania, pokazuje, że można bezinteresownie czynić dobro. Dlatego ważne byśmy jako rodzice unikali posługiwania się Mikołajem jako straszakiem mającym wpływ na dziecięce zachowanie.

Mówiąc: „Nie zachowuj się w ten sposób, bo Święty Mikołaj wszystko widzi, przecież przynosi prezenty tylko grzecznym dzieciom…” cóż to oznacza? Nic innego, jak tylko:

  • „Powinieneś być grzeczny, bo chcesz dostać prezent, nie dlatego, że jesteś grzeczny z natury”
  • „Mikołaj jest mściwy i lekko przerażający, bo podgląda Cię na każdym kroku, zarówno w dzień jak i w nocy” ;-)

Czas szybko biegnie i magia Świętego Mikołaja przemija. Co w tym złego zatem, że podarujemy dziecku tę krótką chwilę magii, to zaledwie kilka lat? Zanim sie obejrzymy będziemy zastanawiać się, jak przekazać mu prawdę o istnieniu świetego (kliknij tu).

Święty Mikołaj jest częścią tradycji Bożego Narodzenia, nie zapomnijmy również o istocie wspomagania biednych i potrzebujących, o byciu razem – to uniwersalne wartości.

Nie dajmy się pochłonąć konsumpcjonizmowi, który żeruje na dziecięcych marzeniach…Budujmy świąteczne wspomnienia, których podstawą będzie rodzina, a dopiero potem upragnione prezenty ;-).

Święty Mikołaj

 

Co Wy myślicie o Świętym Mikołaju? Pielęgnujecie tę tradycję w Waszych domach? W jaki sposób celebrujecie ten wyjątkowy czas?

Dziękuję za odwiedziny. Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz, że może być przydatny, to udostępnij go swoim znajomym na Facebook'u. Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Informacje od Was są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi się rozwijać.

 


rodzeństwo

Rodzeństwo bez rywalizacji. Czyli jak wspierać swoje dzieci cz.2

We wcześniejszym wpisie stoczyłam batalię o swoją pozycje w rodzinie po pojawieniu się nowej żony mojego kochliwego męża…

Zabrzmiało nierealnie? Oj działo się, działo. Dzięki temu doświadczeniu udało nam się przyjąć perspektywę naszych pierworodnych. Wiemy już jak mogą się czuć w sytuacji, gdy w domu pojawia się nowy członek rodziny. Czas zatem zacząć kolejny etap rodzicielskich potyczek z dziecięcą rywalizacją. Ten wpis jest obiecaną kontynuacją wcześniejszego postu, dlatego jeśli nie czytaliście jeszcze pierwszej części, dobrze byłoby gdybyście się z nią zapoznali (klik tu). Przejdźmy do szczegółowego omówienia zaproponowanych sposobów na zmniejszenie rywalizacji między rodzeństwem.

Rodzeństwo bez rywalizacji. Zatem, jak wspierać swoje dzieci? 

Ucz dzieci umiejętności porozumiewania się ze sobą

Wszystkie relacje międzyludzkie ściśle związane są z wystąpieniem konfliktu. Nie jesteśmy w stanie go uniknąć. Kolejne czego jeszcze nie możemy to, oczekiwać od małego dziecka, że instynktownie i automatycznie będzie umiało rozwiązywać problemy w spokojny oraz zdystansowany sposób. Przecież mi samej w konfliktowej sytuacji trudno jest zachować spokój (małą próbkę macie tutaj), tym bardziej jeżeli chodzi o jakąś ważna dla mnie sprawę, coś osobistego.

Większość z nas w dzieciństwie nie doświadczyło odpowiednich wzorców, by móc rozwinąć umiejętności społecznego radzenia sobie z problemem, stąd nie wiemy w jaki sposób nauczyć tego nasze dzieci. Oczekujemy od nich, że zamiast siły będą używały słów, jednak kiedy są zdenerwowane zwyczajnie nie wiedzą jakich słów użyć. Poza tym, jak tu się bawić w czułe słówka, kiedy młodszy osobnik stosuje wobec nas metodę siłowego wyegzekwowania swoich oczekiwań? Nie ma czasu na poszukiwanie właściwych słów, trzeba przecież działać - bronić swego ;-) . Tu właśnie z odsieczą powinniśmy pojawić się my - wspaniali rodzice, posiadający wachlarz wskazówek – będących narracją tego, co się dzieję w zaistniałej  sytuacji.

Jedyne co nam pozostaje to cierpliwość, konsekwencja, wyznaczanie granic oraz wspomaganie dzieci w wyrażaniu potrzeb i w rozwiązywaniu problemów.

Wiadomo, że każdemu z nas ręce opadają i włos się jeży na sam dźwięk:

Mamoooo, a Piotrek nie pozwala mi wejść do pokoju!!!...

albo

 Ałaaaa, maaamooo – Kasia uderzyła mnie konikiem pony.

Przecież konflikty pojawiają się na każdym kroku, to syzyfowa praca polegająca na bezustannym gaszeniu pożarów. W chwili zwątpienia w sens naszych działań pamiętajmy o tym, że porozumiewanie się to umiejętność, którą nasze dzieci będą wykorzystywały w każdej relacji przez całe swoje życie.

Oto prosty, ale bardzo skuteczny trzyetapowy proces kształtowania umiejętności interakcji między naszymi szkrabami.

  • Przedstaw uczucia bądź potrzeby: "Chciałeś, żeby Michaś przestał ciągnąć Cię za włosy, dlatego go uszczypnąłeś?”
  • Określ granice - zasadę: "Nie szczypiemy oraz nie ciągniemy za włosy. Ponieważ to boli."
  • Naucz alternatywy: "Lepiej będzie, jeśli powiesz swojemu bratu: „Nie dotykaj mnie!”

Pomóż dzieciom wyładować wrogie uczucia w twórczy lub symboliczny sposób.

rodzeńśtwo
Ilustracja z książki "Rodzeństwo bez rywalizacji. Jak pomóc własnym dzieciom żyć w zgodzie by samemu żyć z godnością"

Powstrzymaj niebezpieczne zachowania. Pokaż, jak można bezpiecznie wyładować gniew.

Nie napadaj na dziecko, które jest prowodyrem.

rodzeństwo
Ilustracja z książki "Rodzeństwo bez rywalizacji. Jak pomóc własnym dzieciom żyć w zgodzie by samemu żyć z godnością"

Zamiast bezustannie upominać jedno z dzieci, by nie przeszkadzało rodzeństwu, naucz je stawać we własnej obronie

Yhyyyy…już to widzę, jak chłopcy się ścierają, a ja ze stoickim spokojem przyglądam się temu. Ciężkie to zadanie, przecież instynktownie chcemy stłumić konflikt najlepiej w zalążku, a nie czekać, aż posypią się ofiary i z delikatnego wietrzyku rozpęta się trąba powietrzna, która wprowadzi chaos w całym pokoju.

No dobrze, ale skoro badania wskazują, że konsekwencja w podejmowaniu pewnych działań przynosi pozytywne efekty, to może warto spróbować?

Rzeczywiście bardzo ważnym jest, by podczas konfliktu między dziećmi unikać stawania po którejś ze stron. Jeśli zawsze bronimy to samo (często młodsze) dziecko, to drugie otrzymuje komunikat, że jest mniej kochane, co zdecydowanie wzmaga napięcie między rodzeństwem. Zapewne Wasz wewnętrzny głos sprzeciwia się temu stwierdzeniu, bo przecież to nie prawda. O tym, że tak nie jest, wiemy tylko my, nasze dzieci interpretują komunikaty, tu i teraz, nie analizują tego co było wcześniej. Zachęcajmy zatem maluchy do wyrażania swoich potrzeb, a w razie konieczności bądźmy dla nich wsparciem.

Rodzic: 

Piotrusiu, wyglądasz na zdenerwowanego. Możesz powiedzieć swojej siostrze co Ci się nie podoba?

Piotruś: 

Nie lubię, gdy mnie ktoś popycha!

Rodzic:  

Kasiu Piotruś mówi, że nie lubi być popychany. Przestaniesz go popychać? Należy szanować uczucia innych.

Brzmi to nieco drętwo, ale chciałam Wam przedstawić schemat postępowania. Podczas rozmowy ze swoimi dziećmi przekazujemy im informację tak, by była dla nich jasna i czytelna.

To co jeszcze jest istotne w sytuacji, gdy doszło już do siłowej potyczki to, to by nie zwracać uwagi na małoletniego napastnika, tylko zająć się poszkodowanym.

Dwie podstawowe zasady

Ważne byśmy nie traktowali małego napastnika jak "prześladowcy", to co możemy zrobić to zapewnić go, że wiemy, że potrafi zachować się grzecznie.

rodzenstwo
Ilustracja z książki „Rodzeństwo bez rywalizacji. Jak pomóc własnym dzieciom żyć w zgodzie by samemu żyć z godnością”

Nie traktujmy również poszkodowanego brzdąca jak "ofiarę", podpowiedzmy mu natomiast jak należy się bronić.

rodzeństwo
Ilustracja z książki „Rodzeństwo bez rywalizacji. Jak pomóc własnym dzieciom żyć w zgodzie by samemu żyć z godnością”

Zamiast stosowania przymusu dzielenia się z rodzeństwem, dawaj dzieciom możliwość decydowania. Wspierasz w ten sposób rozwój hojności i zmniejszasz prawdopodobieństwo konfliktu.

Ogólnie wychodzę z założenia i stosuję tę zasadę w swoim domu, że nie zmuszam do niczego żadnego z dzieci, męża też nie zmuszam – zazwyczaj :mrgreen: . Nie oznacza to, że wszyscy chodzą sobie „luz pas” i robią co chcą. Powiedzmy, że poruszają się swobodnie w obrębie wyznaczonych granic.

Hmm swobodnie…pewnie myślicie sobie, że jestem fanatyczką bezstresowego wychowania…

Otóż rzeczywiście jestem jego zwolenniczką, ale bezstresowo nie oznacza bez zasad, bez norm, bez granic…Wszystko to obowiązuje moje dzieci.

W kwestii dzielenia się również – nie stosuję przymusu. Ilekroć mam ochotę powiedzieć do Antosia „daj Kubusiowi tę zabawkę” przypominam sobie wspomnianą sytuację z drugą żoną…, kiedy to hojny małżonek oddawał jej moje sukienki, czy nakazał pokazać „drugiej-chudej” mój, nowiutki, ukochany komputer. Od razu przechodzi mi chęć dysponowania zabawkami Antosia. Nawet nie wiecie, jak wygląda mój język, od ciągłego przygryzania. Pamiętacie, jak opisywałam swoje odczucia? Byłam gotowa wystawić babę za drzwi – a gdzie tu mowa o jakiejkolwiek życzliwości czy hojności?

Nie chcę serwować swoim dzieciom takiej dawki negatywnych emocji. Szczerze mówiąc to, nie wyobrażam sobie, żeby ktoś kazał mi oddać swój telefon komórkowy – niezależnie, jak krótka miałyby to być chwilka. A żeby tego było mało kojarzycie „motywujące” hasła typu:

Bądź mądrzejsza, jesteś dłużej moją żoną – ustąp młodszej stażem małżonce

 Chwile porozmawia z przyjaciółkami i odda Ci ten telefon

To wręcz jakaś abstrakcja, ale gdyby miała miejsce to powiedziałabym:

że co kur..? Ja Cię przepraszam, jakie oddaj telefon, jakie bądź mądrzejsza?…a co to niby, jakiś konkurs na mądrzejszą żonę bigamisty? Chyba śnisz!

To pokazuje, jak wiele wymagamy w takiej sytuacji od dziecka. Pomijając fakt, że nie jesteśmy spójni w jego oczach. Ustanawiane zasady powinny obowiązywać wszystkich domowników, również nas.

Skoro to takie proste i oczywiste, to dlaczego, gdy malec podchodzi do naszego komputera czy telefonu mówimy: 

Nie wolno, to jest mamusi. Jasiu masz swoje zabawki w pudełku, oooo tam.

Dziecko ma prawo mieć mętlik w głowie. Ja bym na pewno zgłupiała. Bo w końcu o co w tym wszystkim chodzi? 

Jak to jest? Ja nie mogę dotykać rzeczy mamy, ale Zuzia moje może?

Zdecydowanie wysyłamy sprzeczne sygnały.

To co możemy zrobić?

Ustalmy stałą regułę obowiązującą w domu. Każdy może bawić się wybraną przez siebie zabawką, tak długo jak chce, aż do następnego posiłku (jeżeli macie codzienne wydarzenia występujące systematycznie to mogą one wyznaczać koniec czasu na zabawę). Oczywiście, jeśli dziecko chce się tą zabawką podzielić wcześniej, to jego wybór – ono podejmuje decyzję. Gdy odkłada zabawkę, to rodzeństwo musi upewnić się, czy zakończyło już zabawę (dotyczy to oczywiście dzieci w wieku przedszkolnym, mój roczniak nie jest w stanie zrozumieć o co mamie chodzi ;-) ).

Czego dzieci uczą się, gdy stosujemy przymusowy podział:

  • Jeśli płaczę wystarczająco głośno, otrzymuję to czego chcę, nawet jeśli w tej samej chwili moje rodzeństwo to posiada.
  • Rodzice decydują o tym, kto, kiedy i co dostaję. Jest to zależne o tego które z nas bardziej dramatycznie błaga (jestem w tym coraz lepsza).
  • Mój brat i ja stale ze sobą konkurujemy, aby dostać to, czego chcemy. Nie lubię go.
  • Wygrałem! Ale wiem, że wkrótce znowu to stracę. Udało mi się, bo głośniej protestowałem i nawoływałem o swoją kolej na zabawę.

Czego dzieci uczą się, gdy samodzielnie podejmują decyzję:

  • Zawsze mogę poprosić o to, czego chcę. Czasami moja kolej przypada szybko, czasami jednak muszę trochę poczekać. Każdy prędzej czy później uzyskuje to na czym mu zależy.
  • Nie ma nic złego w tym, że płaczę, ale to nie znaczy, że dostanę zabawkę.
  • Nie zawsze rozumiem, dlaczego zachowuję się w określony sposób, ale mój rodzic zawsze mnie rozumie i pomaga mi.
  • Gdy popłaczę, czuję się lepiej.
  • Lubię to uczucie, kiedy mój brat daje mi zabawkę. Lubię go.
  • Kiedy skończę się bawić zabawką i daję ją mojej siostrze, czuję się dobrze.

Jestem realistką i oczami wyobraźni widzę, jak Kuba (14-mcy) pogrąża się w otchłani rozpaczy, bo musi czekać…Przecież wszystko musi być tu i teraz. Co to w ogóle jest czekanie?

Wiem, że na początku będzie więcej płaczu, ale patrzę na to jako na szansę, by pomóc dziecku wyrazić swoje uczucia. W takiej sytuacji wpierając malucha można powiedzieć „Chodź kochanie, razem poczekamy na zabawkę. Może pobawisz się inną?” Bardzo często jest tak, że na dzieci bardziej działa reguła niedostępności i sam fakt niemożności posiadania czegoś co ma rodzeństwo. Gdy tylko zainteresuje się inną zabawką zapomina o przyczynie wcześniejszej awantury.

W związku z tym, że rywalizacja, to temat rzeka, a wasza percepcja też ma swoje granice, z kolejnymi punktami rozprawimy się w następnym poście.

Tymczasem zachęcam Was to przeczytania pierwszej części wpisu (tutaj) oraz  z innymi tekstami, o zbliżonej tematyce. O tym w jaki sposób rozmawiać z dzieckiem i czego unikać w komunikacji przeczytacie tutaj oraz tutaj.

Dodatkowo po raz kolejny zachęcam do lektury książki, z której wywodzą się zamieszczone ilustarcje: „Rodzeństwo bez rywalizacji. Jak pomóc własnym dzieciom żyć w zgodzie, by samemu żyć z godnością” autorstwa Adele Faber i Elaine Mazlish.

Jakie są Wasze doświadczenia w rywalizacyjnych potyczkach między rodzeństwem? W jaki sposób radzicie sobie, jako rodzice? Jak radziliście sobie jako dzieci ;-)?

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Informacje od Was są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi się rozwijać.

[FM_form id="3"]


Rodzeństwo

Rodzeństwo bez rywalizacji. Czyli jak wspierać swoje dzieci. cz.1

[fb_button]

Zgodne rodzeństwo - jak wspomóc dzieci w budowaniu zdrowej relacji

Oczekując narodzin Kubusia, bez ustanku zastanawiałam się jak postępować by Antoś (nasz pierwszy synek) w minimalnym stopniu odczuł pojawienie się nowego członka rodziny. Przecież jest moim ukochanym synkiem i nie chciałam, żeby pomyślał, że coś w tej sferze się zmieniło, że mniej go kocham, bo pojawiło się drugie dziecko. Chciałam, żeby pokochał braciszka i wiedział, że nadal jest dla mnie całym światem. Zdawałam sobie jednak sprawę z tego, że posiadając więcej niż jedno dziecko skazana jestem na rywalizacyjne potyczki między rodzeństwem. Oczywiście dopóki rywalizacja ta zachowuje granice zdrowego rozsądku, nie ma powodów do obaw. Przecież poprzez wzajemne oddziaływanie dzieci stymulują się do rozwoju. Gdy natomiast rywalizacja rodzeństwa zaczyna wychodzić poza granice normy i wywoływać problemy wychowawcze, wówczas należy podjąć działania.

Chciałam jednak  zapobiec tak skrajnej sytuacji i spróbować zminimalizować prawdopodobieństwo wystąpienia niezdrowej rywalizacji między braćmi.

Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Jak tego dokonać, przecież dzielenie się rodzicem, którego miało się dotychczas na wyłączność musi być bardzo, bardzo trudne.

 Zmień perspektywę

W pierwszej kolejności chciałam dokładnie zrozumieć, co w tej nowej sytuacji czuje Antoś. Pomogło mi w tym wyobrażenie sobie poniższej sytuacji.

Może spróbujesz?

Wyobraź sobie, że Twój małżonek obejmuje Cię ramieniem i mówi:

Skarbie, tak bardzo Cię kocham i jesteś taka cudowna, że zdecydowałem się na drugą żonę, podobną do Ciebie.

Na samą myśl, aż mnie zmroziło. Pomyślałam sobie: po moim trupie, co to, to nie!

Dobra, to jeszcze nie koniec, sprawdźmy dalej naszą zdolność miłości do bliźniego ;-)

Kiedy w końcu pojawia się nowa żona, zauważasz, że jest bardzo młoda i niezwykle urocza. Gdy wychodzicie gdzieś razem, wszyscy uprzejmie się z Tobą witają, ale wychwalają nowo przybyłą:

Czyż nie jest zachwycająca? Witaj, kochanie! Jesteś nadzwyczajna.

Potem zwracają się do Ciebie z pytaniem:

Jak Ci się podoba nowa żona?

Pomyślałam sobie…jak mi się podoba? Co to za pytanie? Oczywiście, że wcale mi się nie podoba.

To nie wszystko, lecimy dalej...

Nowa żonka musi się w coś ubrać. Mąż nie konsultując tego z Tobą szpera w Twojej szafie, zabiera Twoje swetry, sukienki i daje tamtej. Kiedy się sprzeciwiasz bystrze zauważa, że te rzeczy są dla Ciebie za ciasne, ponieważ trochę przytyłaś, a na nową będą pasowały idealnie.

Przecież to jakiś koszmar, to nie może być prawda – oddawaj moje kiecki Ty za chuda babo – pomyślałam.

rodzeństwo

To co jesteście gotowi na więcej? No dobrze…

Nowa „za chuda” żona szybko nabiera pewności siebie. Z każdym dniem wydaje się być bardziej bystra i coraz lepiej znać się na wszystkim. Któregoś popołudnia, kiedy z wysiłkiem zgłębiasz instrukcje obsługi komputera, który dostałaś od męża, tamta wpada do pokoju i wyszarpuje Ci ja z rąk mówiąc: „Pokaż, pokaż, mogę spróbować? Wiem, jak to zrobić.”

Jeszcze tego brakowało…ale to nie koniec.

Oczywiście nie przystajesz na jej „prośbę”, więc biegnie z płaczem do Twojego męża. Po chwili wraca z nim, zapłakana. Szanowny zaślubiony obejmuje ją ramieniem i mówi do Ciebie:

Dlaczego nie pozwalasz jej spróbować? Co Ci szkodzi? Dlaczego nie potrafisz się dzielić?

No tak, oczywiście to ja jestem najgorsza i to moja wina. Omotała go, zabrała mi wszystko co miałam – nienawidzę jej. Tego typu myśli tętniły mi w głowie.

A na deserek ostatnia scenka.

Wchodzisz do pokoju, a tam Twój mąż i nowa żona leżą razem w łóżku (tak, w waszym łóżku). On ją łaskocze, ona chichocze – sielanka. Po chwili mąż mówi do Ciebie, że od dziś będziesz spała sama w pokoju obok, a on z „nową” tutaj – przecież sama będzie się bała spać. Dobiło Cię to, żeby tego było mało dzwoni telefon, mąż pilnie musi wyjść do pracy. Prosi, żebyś pod jego nieobecność zaopiekowała się nową, tak by dobrze się czuła w waszym domu.

Już ja się nią zajmę – pomyślałam. Gdyby tak było naprawdę trudno byłoby mi zachować spokój. Na samo wyobrażenie budzą się we mnie mordercze instynkty.

Zmiana nastawienia

Jak się czujecie po tym, krótkim ćwiczeniu? Czy łatwiej jest Wam teraz spojrzeć na sytuację z perspektywy dziecka?

Przyznam, że dla mnie ta przytoczona scenka nie jeden raz była wybawieniem. Za każdym razem, kiedy miałam ochotę upomnieć Antosia za jego zachowanie w stosunku do Kuby, na ratunek przychodziło mi wspomnienie powyższej sytuacji. Poziom irytacji opadał praktycznie do zera. Jego zachowanie nagle stawało się dla mnie zupełnie uzasadnione i naturalne.

Trudno się dziwić, że maluchy mogą nie być zadowolone z pojawienia się rodzeństwa. Tak mały człowiek, a z iloma różnymi emocjami musi się borykać. Pamiętajmy również o tym, że układ emocjonalny dziecka nie jest ukształtowany na tyle by efektywnie sobie radzić z emocjami (więcej na ten temat przeczytasz tutaj).

Również u nas, na początku nie było wielkiego zachwytu młodszym bratem. Jednak zastosowanie kilku zasad pozwoliło nam przejść przez ten trudny czas i zacząć pracować nad upragnionym statusem zdrowej rywalizacji.

Musimy pamiętać o tym, że relacja między dwójką dzieci, jest wyjątkowa i specyficzna. Wzajemna miłość nie spada na nie, jak grom z jasnego nieba, tylko rodzi się stopniowo, wraz z upływem czasu, co wydaje się całkiem oczywiste. Jako rodzicom zależy nam, żeby dzieci darzyły się uczuciem, żyły w zgodzie i szacunku.

rodzeństwo

O co rywalizują dzieci?

Tymczasem na początku, może być zupełnie inaczej. Dla starszego z dzieci, mały braciszek jest zupełnie obcą osobą (młodszy ma o tyle łatwiej, że nie zna świata bez obecności brata). Między rodzeństwem może dochodzić do starć na różnych płaszczyznach. Rywalizują przecież o uwagę rodziców, terytorium, zabawki. Po za tymi elementami konflikt może pojawić się, ze względu na różnice osobowościowe i temperamentalne. Mamy przecież do czynienia z dwiema niezależnymi osobami.

Wspomniane potyczki mogą wynikać również z różnicy wieku - dzieci mają odmienne potrzeby i chcą różnych rzeczy, nie chcą się wspólnie bawić. Oczywiście w przypadku dzieci równie prawdopodobne jest to, że zabawa nie będzie przebiegała harmonijnie bo maluchy są w podobnym wieku i chcą tych samych rzeczy w tym samym czasie ;-) itd. I bądź tu rodzicu mądry…

Poza wiekiem i odmiennością potrzeb, prozaicznym powodem rozróby może być zwyczajnie - gorszy dzień. Tak samo, jak u każdego z nas, mieszkającego pod jednym dachem z drugą osobą, niezależnie od miłości jaką ją darzymy, czasami musimy od siebie odpocząć.

Zatem w jaki sposób zminimalizować rywalizację między rodzeństwem bądź jej zapobiec?

Oto kilka wskazówek:

  • Ucz dzieci umiejętności porozumiewania się ze sobą.
  • Zamiast bezustannie upominać jedno z dzieci by nie przeszkadzało rodzeństwu, naucz je stawać we własnej obronie.
  • Nigdy nie porównuj swoich dzieci do siebie nawzajem, ani do żadnego innego dziecka.
  • Zamiast stosowania przymusu dzielenia się z rodzeństwem, dawaj im możliwość decydowania. Wspierasz w ten sposób rozwój hojności i zmniejszasz prawdopodobieństwo konfliktu.
  • Staraj się stworzyć w swoim domu atmosferę szacunku i życzliwości.
  • Pomóż dzieciom stać się zespołem.
  • Upewnij się, że każde z dzieci ma wystarczającą ilość własnej przestrzeni.
  • Kochaj każde z dzieci, tak mocno jak tylko potrafisz.

Zapewne powyższe zagadnienia brzmią tajemniczo. Opisałam je szczegółowo, stosując konkretne przykłady w drugiej części, którą znajdziecie tutaj.

Zachęcam Was również do zapoznania się z innymi tekstami, o zbliżonej tematyce. O tym w jaki sposób rozmawiać z dzieckiem i czego unikać w komunikacji przeczytacie tutajtutaj oraz tu.

Dodatkowo polecam Wam książkę, którą uważam za obowiązkową pozycję w rodzicielskiej biblioteczce.

"Rodzeństwo bez rywalizacji. Jak pomóc własnym dzieciom żyć w zgodzie, by samemu żyć z godnością" autorstwa Adele Faber i Elaine Mazlish.

Jakie są Wasze doświadczenia w tym obszarze? W jaki sposób radzicie sobie z rywalizacją między dziećmi?

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Wasze interakcje są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi w rozwoju. Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz, że może być przydatny, to udostępnij go swoim znajomym na Facebook'u. Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie  ;-) .

 


niemowlę nie chce spać

Gdy niemowlę nie chce spać – poznaj mity o treningu zasypiania (cz. 2)

Gdy niemowle nie chce spać - co wtedy?

Błogi i nieprzerwany sen niemowlęcia, to marzenie każdego rodzica. Z utęsknieniem wyczekujemy tej chwili, kiedy to obudzimy się o poranku stwierdzając, że nastała wiekopomna chwila i przespaliśmy cała noc. Niestety w wielu przypadkach wyczekiwanie przeciąga się w nieskończoność. Gdy zmęczenie już sięga zenitu, decydujemy się wziąć sprawę we własne ręce i poszukać sposobu na efektywny sen naszego maleństwa.

Jeżeli nie mieliście jeszcze okazji zachęcam do przeczytania pierwczej części artykułu (tutaj).

Zapewne brak doświadczenia i wiedzy oraz nawarstwiające się zmęczenie skłaniają nas - rodziców do poszukiwania "skutecznych" metod usypiania. No właśnie czy skutecznych?

Przejdźmy do omówienia klejnych mitów dotyczących treningu zasypiania niemowląt.

Mit 3: Dziecko nie potrzebuje bliskości rodzica w nocy

Badania dr James McKenn wskazują, że niemowlęta potrzebują obecności dorosłych również nocą. Jest ona niezbędna do nauki samoregulacji. Brak kontaktu z rodzicem może mieć negatywny wpływ na jego rozwój, zgodnie z tym, co już pisałam wcześniej. Jako ssaki - ludzkie dzieci, wymagają fizycznej obecności swoich opiekunów przez 24h, 7 dni w tygodniu, dopóki same nie zdecydują, że są gotowe się usamodzielnić i odejść. Konsekwencją izolacji jest paniczny lęk przyczyniający się do wielu konsekwencji fizjologicznych. Podczas silnego stresu wydziela się kortyzol-hormon (pisałam o tym również tutaj), który ma niszczący wpływ na struktury w mózgu.

 Mit 4: Dzieci muszą nauczyć się samodzielności i niezależności

Zanim rozwój mózgu niemowlęcia pozwoli mu zrozumieć zależność, że obiekt będący poza zasięgiem jego wzroku nadal istnieje (tzw. trwałość obiektu) musi upłynąć kilka miesięcy.

Dla maluszka zniknięcie rodzica z zasięgu wzroku oznacza nic innego, jak tylko to, że zniknął na zawsze. Nie posiada zdolności dedukcji "mimo iż nie widzę rodzica, to i tak jest w pobliżu."

W związku z tym, zupełnie zrozumiałym jest, że maluszek pozostawiony samemu sobie doświadcza silnego stresu, reakcji „walcz-uciekaj”. Jak walczyć, kiedy jest się tak bezbronnym? W jaki sposób uciec, skoro jeszcze nie posiada się umiejętności przemieszczania? Pozostaje tylko wołanie o pomoc – płacz jest jedyną formą informowania o zagrożeniu. Bo przecież gdyby niemowlę potrafiło, to w poszukiwaniu schronienia pobiegłoby do swojego opiekuna.

niemowlę nie chce spać

Jeżeli w obliczu zagrożenia mobilizacja organizmu potrwa zbyt długo, automatycznie redukuje swoją aktywność do trybu zachowawczego. „Zamraża” wszelkie dodatkowe reakcje, by w czasie zagrożenia (a tak odbiera osamotnienie) przetrwać jak najdłużej. Organizm spowalnia zużycie energii, wchodzi w stan katatonii. Pod żądnym względem nie jest to dobre dla dziecka zarówno teraz, jak i w przyszłości.

Mit 5: Dobre dzieci przesypiają całą noc

No to ktoś powiedział, co wiedział. Przecież nikt, nawet my - dorośli, nie śpimy przez całą noc. Często nie zdajemy sobie sprawy, że w nocy okresowo się budzimy. Z tym, że my zwyczajnie nie panikujemy z powodu przebudzenia, w przeciwieństwie do małego dziecka, które od razu poszukuje bliskości i wsparcia rodzica.

Dzieci rosną szybko, tysiące połączeń nerwowych powstaje w ciągu jednej sekundy, dlaczego chcemy ingerować w ten zaprogramowany i złożony rozwój?

Nasze pociechy wymagają wsparcia, ochrony i warunków zbliżonych do tych, jakie miały w czasie rozwoju płodowego. Przez jak długi okres? Chciałoby się powiedzieć, aż do osiągnięcia niezależności ;-). Czyli do kiedy? To kwestia indywidualna, do spowolnienia gwałtownego rozwoju dziecka, czyli pomiędzy 9 a 18 miesiącem życia. Dziecko po przebudzeniu musi czuć się bezpiecznie, wtedy rozwój przebiega bez zastrzeżeń. Gdy doświadczają paniki – silnego stresu rozwój ulega spowolnieniu. Ma to negatywny wpływ na inteligencję emocjonalną, czyli na umiejętność budowania trwałych relacji społecznych, czy zaufania do otoczenia w przyszłości.

Mit 6: Kiedy już dziecko przestanie płakać, to znaczy, że wszystko z nim w porządku.

Wendy Middlemiss wykazała, że to, iż dziecko przestało płakać nie jest równoznaczne z tym, że wszystko z nim „w porządku” (choć zapewne my rodzice czujemy ulgę i mamy lepsze samopoczucie). To co się dzieje, gdy dziecko zamilknie, to nic innego, jak tylko to, że uczy się, iż nie ma sensu sygnalizować swoich potrzeb, gdyż opiekunowie ignorują je i nie zareagują. Nie muszę przecież tłumaczyć, że brak reakcji na potrzeby bezbronnej osoby, o ograniczonych jeszcze umiejętnościach społecznych i niskiej samoświadomości, nie jest niczym dobrym.

...to, iż dziecko przestało płakać nie jest równoznaczne z tym, że wszystko z nim „w porządku”...

Mit 7: Długoterminowe wyniki badań nad treningami zasypiania informują nas o pozytywnym wpływie tej metody na dobre samopoczucie dziecka

Większość badań naukowych nad treningami zasypiania potwierdzają skuteczność w „wyłączeniu” dziecka, co jest równoznaczne z większą ilością snu jego rodziców. Badania te jednak nie weryfikują wpływu tej metody na rozwój dziecka oraz na jego samopoczucie. Nie monitorują wyników grupy porównawczej, nie można więc mówić o rzetelnej ocenie doświadczeń i kondycji dziecka. Dlatego też nawet jeśli powołują się na pozytywne skutki treningów, powinny one mieć ograniczoną wiarygodność. Interpretujmy wyniki badań ze zrozumieniem.

Przydałaby się jakaś puenta…

Niezależnie jak byśmy nie analizowali sytuacji niemowlęta co najmniej do 9 mca życia potrzebują naszej bliskości, stałej obecności oraz intensywnej opieki. Zarówno izolacja, jak i płacz mają negatywny wpływ na rozwój maluszka, na relację dziecko-rodzic. To, że ktoś zdecydował się na zastosowanie rygorystycznych metod nauki zasypiania nie oznacza, że jest złym rodzicem. Każdy ma prawo do podejmowania indywidualnych decyzji, dobrze natomiast jeżeli są one wynikiem wcześniejszej, gruntownej analizy zagadnienia…

Teraz już wiecie, dlaczego od 13 mcy nie przespałam jeszcze całej nocy.

Dokonałam świadomego wyboru. Dlatego się nie żalę, choć padam na twarz  ;-) .

Jakie są Twoje doświadczenia w tym obszarze? Przesypiasz noce ;-)? Czy stosowałaś/łeś jakieś metody usypiania dziecka?
Podziel się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Twoje interakcje są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi w rozwoju.
Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie mi miło, jeśli podzielisz się nim ze znajomymi, będzie mi jeszcze milej jeśli go polubisz i skomentujesz. ;-)
[FM_form id="3"]