jak nauczyć dziecko asertywności, asertywność

Empatyczna asertywność. Jak nauczyć dziecko asertywności

W ostatnich latach pojawia się coraz więcej artykułów na temat istoty wykształcenia w dzieciach empatii oraz asertywności. W wielu z nas budzi to nieco mieszane odczucia, bo przecież, jak to możliwe, że empatia i asertywność mogą iść ze sobą w parze? Cenimy empatię i staramy się ją pielęgnować, tak często, jak to możliwe. Wydaje nam się oczywistym jak postępować, by ją rozwijać i, że posiadając tę umiejętność dziecko będzie szczęśliwsze w spełnionych i wartościowych relacjach.

Jednak czy na pewno tak jest?

Empatia vs Asertywność

W swojej pracy z ludźmi obserwuję osoby, które działają z empatią, jednak bardzo często kosztem siebie, nie potrafią otwarcie powiedzieć o swoich potrzebach w obawie by komuś nie sprawić przykrości, nie zranić czyichś uczuć. Przystają na prośby czy naciski poświęcając swoje potrzeby, oczekiwania, pragnienia dla dobra i szczęścia innej osoby. W efekcie nie są szczęśliwi, a wręcz przeciwnie sfrustrowani i niezadowoleni.

Czy to jest właśnie to czego chcemy dla naszych pociech?

Oczywiście, że nie. To jest właśnie moment, w którym powstaje wspomniana synergia między empatią i asertywnością. Wprowadza ona swoistą równowagę. Sprawia, że szanujemy innych, potrafimy spoglądać na sytuację z ich perspektywy, dostrzegamy uczucia towarzyszące drugiej osobie, ale jednocześnie jesteśmy zgodni z własnymi potrzebami, postawionymi granicami i samym sobą.

Mieszanka tych dwóch, kluczowych umiejętności mogłaby nosić miano „empatycznej asertywności” i właśnie taką jej odsłonę dziś Wam przedstawię.

Codzienne potyczki…

Kojarzycie przestarzałe stwierdzenie, że „dobroć jest słabością”? Gdy zastanawiam się nad nim w kontekście empatii, nie jestem już pewna, że tak nie jest.

Któż z nas nie obawia się sytuacji, w której nasze dziecko zostaje skrzywdzone przez kogoś, kto bez skrupułów wykorzystuje jego wrażliwość, przekracza granice by osiągnąć własne korzyści. Co mam na myśli? Otóż przykładowej sytuacji nie musimy daleko szukać, zajrzyjmy do piaskownicy.

Wyobraźcie sobie sytuacje, w której obserwujecie jak Wasze dziecko bawi się w piaskownicy, buduje zamek, kopie dziurę, tunel, po prostu robi to, co sprawia mu przyjemność, radość, wywołuje uśmiech na jego twarzy. Aż miło popatrzeć prawda?

Jednak w pewnym momencie sielanka zostaje przerwana, gdy do zabawy wkracza rówieśnik i postanawia zabrać maluchowi ulubioną zabawkę. Brzdąc nie reaguje, nie płacze, nie wścieka się, nie jest nawet zdenerwowany, tylko spogląda ze smutkiem na utracony skarb. Jako rodzice doskonale wiemy co w tej sytuacji czuje nasze dziecko, sami czujemy się źle z tym co je spotkało. Co o tym myślicie? Co Waszym zdaniem było nie tak?

jak_nauczyć_dziecko_asertywności, asertywność

W moim mniemaniu najgorsza w tym wszystkim nie jest sama strata, to, że ktoś podszedł i odebrał dziecku jego własność, ale brak reakcji ze strony malucha, jego pasywna postawa, bierność…bezsilność...

To jest właśnie ten moment, kiedy powinniśmy zadać sobie pytanie: co zrobić by nasza pociecha potrafiła sobie poradzić właśnie w takich sytuacjach? W jaki sposób postępować, by w przyszłości potrafiła zawalczyć o siebie? Była pewna siebie, nie dała sobie zrobić krzywdy i co najważniejsze, wierzyła w swoje możliwości.

Co zrobić, by dobroć nie była słabością?

Wiadomym jest, że nie ma złotego środka, nie da się zaplanować każdego kroku i wytrenować asertywność tak, by dziecko posługiwało się nią automatycznie. To co można natomiast, to zakrzewić w nim sposoby postępowania, reakcji niczym „styl życia i bycia”, które jako nawyk będą wyskakiwały, jak zając z cylindra w konkretnych sytuacjach.

Jak to zrobić? Najlepiej jest zacząć od siebie, od wprowadzenia pewnych zmian w Waszym domu, bo to od relacji z najbliższymi zaczyna się poczucie własnej wartości, bez której pewność siebie nie może istnieć, a która jest tak potrzebna w wyznaczaniu własnych granic.

Poniżej znajdziecie kilka punktów będących wskazówkami na drodze do empatycznej asertywności.

Asertywni rodzice, czyli zacznijmy od siebie

Dzieci uczą się przez modelowanie, obserwując najbliższych w codziennych zmaganiach, wychwytują wzorce, którymi się posługują w przyszłości. To, czego nauczą się jako maluchy, zostaje na całe życie. Jeżeli w rodzinnych relacjach, każdy może swobodnie wyrażać swoje uczucia i potrzeby, staje się to dla dziecka, tak naturalne i oczywiste, że z ogromnym prawdopodobieństwem będzie w ten sam sposób postępowało w kontakcie z rówieśnikami.

Dajmy dziecku możliwość do wypowiadania swojego zdania

Bardzo duży wpływ na budowanie postawy naszego dziecka ma szacunek, który odzwierciedla zasada mówiąca o tym, że głos każdego domownika, nawet ten pochodzący od najmłodszego członka rodziny jest ważny i ma znaczenie. Wyrzućmy z naszego słownika popularne przysłowie: „Dzieci i ryby głosu nie mają”, które być może zdarzyło się nam słyszeć w dzieciństwie.

Miejmy realne oczekiwania, bo przecież dyskryminując czy „gasząc” nasze pociechy na co dzień, nie wykształcimy w nich asertywnych zachowań. Pozwólmy dziecku uczestniczyć w drobnych wyborach, w podejmowaniu decyzji dotyczącej np. tego co zje w restauracji czy refleksji na temat planowanego, wspólnego wyjazdu. Wyjdźmy z inicjatywą zadając pytanie: „Co zjadłabyś na obiad – zupę pomidorową, czy ryż z warzywami? To małe rzeczy, a wiele wnoszą do dziecięcego, asertywnego świata.

Konstruktywna informacja zwrotna

Brzmi złowrogo i poważnie? Nic bardziej mylnego 😉. Po prostu bardzo istotne jest, to w jaki sposób reagujemy na zachowanie naszych pociech. Gdy podczas codziennej zabawy dziecko uderzy nas zabawką, zamiast powiedzieć „przestań, jesteś nieznośny”, odnieś się do swoich uczuć oraz do konkretnego zachowania malucha. Powiedz: „Nie wolno uderzać, ponieważ to boli”, taka forma jest o wiele skuteczniejsza – nie kategoryzujemy dziecka, nie oceniamy go, tylko odnosimy się do jego zachowania, które zawsze można zmienić. Dziecko w praktyce uczy się w jaki sposób reagować nie raniąc uczuć.

Jasność reguł drogowskazem

Kilka podstawowych elementów: tłumaczenie, argumentowanie, przekonywanie, rozumienie, negocjowanie. Na pewnym etapie rozwoju ulubionym słowem dzieci jest „dlacego”, „cemu”, „po cio”, „cio to” itd. Gdy maluchy zaczynają się z nami komunikować słownie, zadają pytania, gdyż w ten sposób (dotąd niedościgniony i upragniony) poznają świat. Dlatego tak ważne jest byśmy cierpliwie, z uporem maniaka odpowiadali na pytania naszych pociech.

W sytuacji, gdy chcemy, aby brzdąc wykonał jakąś czynność, a ten pyta „dlacego”, pod żadnym pozorem nie odpowiadamy: „bo tak”, „bo ja tak mówię”, „bo tak trzeba”, „bo tak ma być”. Tego typu zwroty wyrzucamy z naszego słownika. Chcielibyście, aby ktoś się do Was w ten sposób zwracał? Wystarczy zwykłe uargumentowanie i wyjaśnienie np.: „powinieneś zjeść obiad, bo wtedy będziesz miał więcej siły do jazdy na rowerze”. Doprecyzowanie wypowiedzi tak niewiele kosztuje, a ma ogromne znaczenie i robi różnicę. (Po więcej szczegółów zajrzyjcie  tu, tu i tutaj)

Stawianie granic

Bardzo ważnym elementem jest „wyrobienie” w dziecku umiejętności mówienia „nie” bez poczucia winy. Umiejętność ta pozwoli w przyszłości chronić szkraba zarówno w sytuacjach takich, jak ta przytoczona na początku tego wpisu, jak i w poważniejszych kwestiach dotyczących zdrowia bądź bezpieczeństwa (zastraszanie, oferowanie narkotyków – tzw. dylematy nastolatków). W jaki sposób to wypracować? Dajmy dziecku prawo do zaznaczania swoich granic, w prostych codziennych sytuacjach.

jak_nauczyć_dziecko_asertywności, asertywność

Jeżeli nie ma ochoty na pocałunki odwiedzającej Was cioci, niech tego nie robi. Jeżeli nie chce oddać dziecku swojej zabawki, niech nie oddaje. Postawmy się w jego sytuacji, czy sprawia nam przyjemność całowanie „obcej” osoby, albo czy oddajemy przechodzącemu znajomemu swój telefon, tylko dlatego, że chce pograć?

Nie robimy tego, bo nie mamy ochoty, bo nie taka jest nasza potrzeba, bo nie chcemy - i w porządku, mamy do tego prawo. Pozwólmy zatem na to samo małemu człowiekowi, szanujmy i dajmy mu owe prawo do powiedzenia „nie”, takiego bez poczucia winy i wyrzutów sumienia. Oczywiście możemy zachęcać dziecko do dzielenia się swoimi dobrami, ale nie zmuszajmy go do tego (Więcej na ten temat przeczytasz tutaj). Uczmy wzajemności - tłumacząc („jeśli ty pożyczysz Amelce to autko, ona pożyczy Tobie swoje”) – pozwólmy jednak na nienaruszalną własność i … samodzielne podejmowanie decyzji. Jednocześnie chwalmy za każdy przejaw uspołeczniania i wskazujmy dobre strony podwórkowej współpracy.

Szacunek i poczucie bezpieczeństwa

Umiejętność wyrażania swoich uczuć i przekonanie, że można bez obaw o nich mówić to bardzo ważny element nauki empatycznej asertywności. Nie wymaga on stosowania wymyślnych technik, wystarczy, że okażemy szacunek maluchowi. Kiedy i jak? Zwyczajnie, nie używając np. podczas płaczu dziecka zwrotów: „przestań się mazać”, „nie płacz chłopaki nie płaczą”, twierdząc, że „już nie boli” czy, że „nic się nie stało”, gdy dziecko się uderzyło i rośnie mu siniec, jak malowany. Proste sytuacje, a jakże istotne, bowiem dziecko, kiedy przeżywa smutek i złość, potrzebuje naszego wsparcia i zrozumienia, nie bagatelizowania i lekceważenia. Nie wpajajmy dziecku, że to, co "wypada" i co widzą inni jest ważniejsze niż jego uczucia – bo przecież to nieprawda (więcej na te temat przeczytasz tutaj).

Ostatnimi czasy coraz więcej mówi się o asertywności, to dlatego, że to właśnie od niej zależy jakość wszystkich budowanych relacji. Pewność siebie sprawia, że łatwiej radzimy sobie z porażkami, jesteśmy odporni na różnorodne reakcje otoczenia. Asertywna osoba samą postawą jest w stanie zahamować agresję innych i wie, jak odpowiedzieć, by emocje nie wzięły góry. Dziecko o silnym poczuciu własnej wartości, pewniej idzie przez świat zgodnie ze samym sobą.

jak_nauczyć_dziecko_asertywności, asertywność

Ważne byśmy pamiętali, że nieśmiałość to nie brak asertywności. Nawet ciche i zamknięte w sobie dzieci mogą zdobyć umiejętność odmowy, protestu czy pewności w wyrażaniu własnych opinii, zasad i potrzeb. Jako rodzice od samego początku jesteśmy wsparciem dla naszych pociech. Dzięki częstym rozmowom i wyrażaniu własnych uczuć, właściwemu zachowaniu pokazujemy dzieciom, w jaki sposób „smakować świat”. Jednocześnie potwierdzamy, że niezależnie od tego, co lubią i myślą, są i zawsze będą najważniejsze.

W jaki sposób Wy uczycie swoje pociechy asertywności? Jakie są Wasze doświadczenia w tym obszarze?

Podzielcie się ze mną nimi w komentarzach pod postem.

 

Ten tekst powstał w ramach wydarzenia „Mamo a skąd się biorą (asertywne) dzieci?”, zainicjowanego przez AsertywnaMama.pl we współpracy z Mama Balbinka, Pozytywne wychowanie, Z błyskiem w oku oraz Odnova ;-).

Do przeczytania ;-),

Karola

 


Tickless

Pajęczaki atakują. Jak uchronić dzieci i siebie przed kleszczami?

Majówka za nami, mimo, że pogoda była nieszczególna to, już wkrótce zrobi się na tyle ciepło, że więcej wolnego czasu będziemy mogli spędzać na świeżym powietrzu. Na to przecież czekamy z utęsknieniem po zimowym okresie izolacji. Musimy być jednak świadomi, że prócz przyjemności w postaci piękna przyrody i upragnionego słońca czyhają na nas również zagrożenia – jednym z nich są kleszcze i choroby przez nie przenoszone. Na samą myśl o tych małych pajęczakach włos mi się jeży. Mimo mikroskopijnych rozmiarów nie powinniśmy bagatelizować tych małych krwiopijców, posiadając odpowiednią wiedzę jesteśmy w stanie skutecznie im przeciwdziałać.

Niestety zmiany klimatyczne - głównie ciepłe zimy - przyczyniają się do zwiększenia liczebności kleszczy. Jest to w głównej mierze spowodowane ich większą przeżywalnością oraz wydłużeniem aktywności w sezonie, dzięki czemu mają większą szansę na znalezienie żywicieli i reprodukcję.

Dlatego musimy dołożyć wszelkich starań by przed nimi zabezpieczyć siebie, nasze dzieci i naszych domowych ulubieńców.

Przyjrzyjmy się zatem bliżej tym przebiegłym stawonogom i zastanówmy się jak uchronić dzieci i siebie przed kleszczami?

Kleszcze, czyli co?

Kleszcze należą do gromady pajęczaków, pasożytów zewnętrznych wielu gatunków ssaków, ptaków, a także gadów. Jest ich ponad 850 gatunków, ale spośród 21 gatunków żyjących w Polsce najczęściej mamy do czynienia z trzema rodzajami kleszczy: pospolitym, łąkowym i obrzeżkiem gołębim. Niestety należą one do tych najbardziej niebezpiecznych.

Gdzie i kiedy żerują?

Na atak kleszcza jesteśmy narażeni nie tylko podczas spaceru w lesie czy na łące, ale też w parkach i ogrodach miejskich. Żyją one przede wszystkim na wilgotnych i ciepłych obszarach porośniętych roślinnością do 1.5 m wysokości.

Jak uchronić dzieci i siebie przed kleszczami, kleszcze

W Polsce kleszcze wykazują dwa szczyty aktywności: pierwszy – późną wiosną i wczesnym latem (od maja do początku sierpnia), drugi – we wrześniu. Choć ich aktywność zależy od gatunku, bo bywają i takie, które zaczynają żerować, gdy temperatura powietrza wynosi powyżej 7-10°C (czyli od połowy marca do końca listopada).
Kleszcze pospolite i łąkowe najbardziej aktywne są w ciągu dnia (są rano, ok. 8 i po południu – od 15 do północy), natomiast obrzeżek tylko nocą, dlatego na spacer wybieraj godziny okołopołudniowe. Chociaż jak tak analizuję ulubione godziny grasowania, to dochodzę do wniosku, że gdyby się na nas uparły to są w stanie nas dopaść niezależnie od pory dnia 😉.

Skuteczna ochrona, czyli jaka?

Możemy wyróżnić dwie podstawowe metody ochrony przed kleszczami: nieswoiste i swoiste. Do metod nieswoistych zaliczamy te działania, które mają na celu ochronę naszej skóry przed ukąszeniem przez kleszcza. Swoistą metodą zapobiegania jest szczepienie. Niestety, póki co istnieje szczepionka przeciwko tylko jednej chorobie przenoszonej przez kleszcze – odkleszczowemu zapaleniu mózgu.

Swoiste metody zapobiegania

Odpowiedni ubiór

Kolejnym ze sposobów zapobiegania kleszczowemu atakowi jest odpowiednie okrycie ciała. Wybierając się na spacer należy pamiętać o długich spodniach, bluzce z długim rękawem, skarpetkach, czapce czy kapeluszu na głowie. Najlepiej, aby ubranie było jasne. Nie dlatego, że kleszcze nie lubią jasnych kolorów, ale żebyśmy mogli łatwiej je zauważyć.

Preparaty odstraszające

Głównym związkiem chemicznym stosowanym do odstraszania pajęczaków jest DEET oraz permetryna. Preparaty zawierające DEET (dietylotoluamid) rozpyla się na ubranie i odsłoniętą skórę, z wyjątkiem skóry twarzy. Permetryną natomiast należy spryskiwać tylko i wyłącznie ubranie.

Jeżeli chodzi o dzieci to zawsze obawiam się stosować preparaty chemiczne, dlatego nie byłabym sobą gdybym nie znalazła dla nich alternatywy bądź uzupełnienia.

Odstraszające ultradźwięki

Nowością, która już od jakiegoś czasu jest dostępna na Polskim rynku jest Tickless. Mały breloczek, który emituje impulsy ultradźwiękowe o częstotliwości 40 kHz o 1,5 m zasięgu działania.

Jak uchronić dzieci i siebie przed kleszczami, kleszcze

Impulsy te są całkowicie nieszkodliwe dla ludzi oraz zwierząt domowych, blokują one jednak narząd Hallera u kleszczy, który odpowiedzialny jest za namierzanie „ofiary”, gdy jest on zablokowany, nie są w stanie skutecznie polować – jesteśmy dla kleszcza niewidoczni.

Sposób zastosowania jest dziecinnie prosty, wystarczy zawiesić urządzenie przy dziecku w taki sposób by kratka w obudowie, przez którą rozchodzą się ultradźwięki nie była zasłonięta (ultradźwięki powinny móc się swobodnie rozchodzić). TickLess posiada diodę wskazującą, że urządzenie działa. Zaopatrzone jest w jednorazową baterię, która zapewnia mu około 12 miesięczny okres przydatności.

Posiadamy również to samo urządzenie (Titless Pet) dla naszej suczki Katii, działa ono na tej samej zasadzie. Warto pamiętać, że nasze zwierzęta domowe, potrafią przynieść kleszcze na sierści do mieszkania. Dlatego też powinniśmy regularnie kontrolować ich skórę i mechanicznie usuwać pasożyty.

Urządzenia te możecie kupić w tym sklepie Tick-less.pl

Obowiązkowa kontrola

Mimo tych środków ostrożności po powrocie do domu powinniśmy dokładnie obejrzeć całe ciało. Miejscami najbardziej narażonymi na ukąszenie są pachy, pachwiny, skóra za małżowinami usznymi, fałdy skórne, ale kleszcze mogą także żerować w innych częściach ciała. Dziecięca skóra jest w każdej części ciała cienka i delikatna.

Co zrobić, gdy nas paskudztwo dopadnie?

Jeśli znajdziesz kleszcza, który już zdążył się wkłuć, uchwyć go tuż przy skórze lub tzw. kleszczołapką i zdecydowanym ruchem wyciągnąć, nie wykręcając w jedną lub drugą stronę, by go nie uszkodzić. Kleszcza nie powinno się stresować, np. smarując tłuszczem czy przypalając, bo wtedy może zwymiotować i przekazać nam do krwi różne patogeny, które ma w śliniankach czy jelitach. Upewnij się, że nic nie pozostało w ciele. Rankę starannie zdezynfekuj i obserwuj. Jeżeli nie potrafisz umiejętnie go wyciągnąć jak najszybciej udaj się do przychodni lub na pogotowie, tam udzielą Ci profesjonalnej pomocy.

Jeżeli po ukąszeniu

  • w czasie 2–3 tygodni wystąpią objawy przypominające grypę (gorączka do 38°C, bóle mięśni, głowy, stawów, żołądka) udaj się lekarza, gdyż mogą one świadczyć o zakażeniu kleszczowym zapaleniem mózgu,
  • w ciągu 1–5 tygodni pojawi się okrągłe zaczerwienienie, które się rozszerza, tzw. rumień wędrujący, należy natychmiast udać się do lekarza, bo może to być oznaka boreliozy. Ponieważ rumień nie występuje u wszystkich osób zakażonych krętkami warto też zwracać uwagę na takie objawy, jak ogólne rozbicie, bóle mięśni, głowy, gorączka lub stan podgorączkowy czy senność. Przeciw boreliozie nie ma szczepionki. Można ją jednak skutecznie leczyć antybiotykami.
  • w ciągu pół roku od ukąszenia zachorujesz, musisz powiedzieć o tym lekarzowi, który rozpocznie procedury eliminujące ewentualne zakażenie.

 

Wiadomym jest, że zdarzają się przypadki poważnych zachorowań, jednak dzięki coraz większej społecznej świadomości jest ich coraz mniej. Stosowanie odpowiednich środków zapobiegających oraz szybka reakcja w sytuacji ukąszenia pozwalają skutecznie walczyć z małymi pasożytami.

Dlatego warto znać odpowiedź na pytanie dotyczące tego jak uchronić dzieci i siebie przed kleszczami.

A wy jakie metody zapobiegania kleszczom stosujecie?

Podzielcie się swoimi doświadczeniami w komentarzu poniżej wpisu.

 

 

 


jak-odróżnić-dobro-od-zła

W jaki sposób dziecko uczy się odróżniać dobro od zła?

Po publikacji tekstu mówiącego o tym, dlaczego kara nie uczy dzieci odpowiedzialności otrzymałam od Was sporo pytań dotyczących tego „w jaki sposób dziecko uczy się odróżniać dobro od zła, skoro nie otrzymuje „nauczki”, gdy postąpi nieodpowiednio?”.

We wspomnianym wpisie starałam się zwrócić Waszą uwagę na fakt, że wiele badań wskazuje, iż kara w rzeczywistości nie uczy dzieci odróżniać dobra od zła, to czego natomiast uczy, to tego jak postępować by nie dać się złapać 😉.

Przyjrzyjmy się zatem temu w jaki sposób dzieci uczą się odróżniać dobro od zła

Przyglądając się rozwijającemu się maluszkowi często określamy go mianem przysłowiowej „Zosi samosi”. Jest to zasadne, gdyż dziecko cieszy się z każdej nowej umiejętności i uwielbia być samowystarczalne. To na ile brzdąc będzie w stanie rozwijać swoją zaradność zależy po pierwsze od nas, rodziców i naszej dbałości o ich dobro, po drugie od dzieci i ich dziecięcej wiary w to, że naszym rodzicielskim postępowaniem kieruje troska o ich wspomniane dobro.

Brzmi nieco zawile? Może tak, ale w cale zawiłe nie jest. Zasada jest prosta. Jeżeli w naszej relacji z maluchem spełnione są powyższe dwa warunki to może nie zawsze brzdąc zrobi to, o co go prosimy (bo przekora to drugie imię poznających świat maluchów), ale na pewno zrobi to, co my sami robimy.

Po raz kolejny sprawdza się reguła bycia wzorem do naśladowania. Idąc tym torem nasuwa się prosty wniosek:

Dzieci uczą się właściwego zachowania, rozpoznawania tego co dobre, a co złe przez modelowanie – obserwując i naśladując najbliższych, otaczający je świat.

jak-odróżnić-dobro-od-zła

To o czym warto pamiętać, to fakt, że my, ludzie, bo dotyczy to nie tylko dzieci, najwięcej uczymy się przez doświadczanie, uczestnicząc w określonych sytuacjach i obserwując sposoby radzenia sobie z problemami.

Dobry  przykład, czyli jaki?

Oto kilka propozycji, które mogą okazać się pomocne w zamienieniu teorii w praktykę:

  • Kiedy pomagamy posprzątać rozlane mleko, dziecko uczy się, że nie jest to tragedia z powodu, której należy popadać w histerię, płakać, lamentować i czuć się winnym. Dowiaduje się natomiast, że jest to problem, który w łatwy sposób można naprawić, bez zbędnych emocji.
  • Kiedy oferujemy zrozumienie pozwalając mu wypowiedzieć swoje zdanie, nawet wtedy, gdy jest ono odmienne od naszego, bo nie jest zgodne z wcześniejszymi ustaleniami (powiedziałabym, że szczególnie wtedy), uczą się, że nie zawsze otrzymują to czego chcą, ale jednocześnie dostają coś ważniejszego – pewność, że zawsze mogą otwarcie porozmawiać ze swoim rodzicem, który go wysłucha i zrozumie.
  • Kiedy jesteśmy przy dziecku w sytuacji, gdy nas potrzebuje, gotowi do aktywnego słuchania i rozmowy, budujemy w maluchu przekonanie, że w życiu pojawiają się trudności, jednak przy wsparciu innych osób i własnym zaangażowaniu istnieją sposoby na ich pokonanie.
  • Kiedy okazujemy swoje zainteresowanie, wyrażamy podziw i uznanie dla jego osiągnięć, „rozkoszujemy” się jego rozwojem, budujemy w dziecku poczucie własnej wartości.
  • Kiedy wybaczamy maluchowi błędy, uczymy go, że nikt nie jest bezbłędny, a on jest dla nas idealny taki, jaki jest. Nie musi nikogo udawać, wystarczy, że jest sobą i rozwija się zgodnie ze swoimi predyspozycjami (o tendencji do wychowywania dzieci w poczuciu winy z powodu niespełnionych, rodzicielskich ambicji przeczytacie tutaj).

jak-odróżnić-dobro-od-zła

  • Kiedy przepraszamy i rekompensujemy błędy, dzieci uczą się naprawiać popełniane szkody.
  • Kiedy staramy się dostrzegać ich perspektywę, one uczą się dostrzegać nasz punkt widzenia – starają się nas nie zawieść.
  • Kiedy okazujemy szacunek i zrozumienie wobec ich negatywnych emocji, uczą się, że każda emocja jest potrzeba i w sytuacjach podbramkowych powinniśmy odpowiednio nimi zarządzać (regulować je).
  • Kiedy dzielimy się z nimi, naszymi spostrzeżeniami i obawami dotyczącymi konkretnej sytuacji np. że pies jest głodny, bo zapomniały go nakarmić, dowiadują się, jakie konsekwencje może przynieść ich postępowanie i nabierają przekonania, że w przyszłości nie postąpią w sposób mogący skrzywdzić ich pupila.
  • Kiedy pomożemy im wymyślić sposób na rozwiązanie problemu np., przypomnienie o nakarmieniu psa, nauczą się szukać potrzebnych im w określonej sytuacji rozwiązań.

Co się dzieje, kiedy postępujemy w przeciwny sposób?

  • Kiedy dziecko otrzyma karę za to, że zapomniało nakarmić psa, jedyne co w nim wywołujemy to złość na nas i na psa, która nie zachęca go do opieki nad pupilem w przyszłości.
  • Kiedy krzyczymy na nie, dowiaduje się, że krzyk jest dopuszczalną i skuteczną formą wyrażania swoich emocji i, że napady złości są w porządku (agresywne zachowanie) – w konsekwencji w trudnych sytuacjach dziecko krzyczy na nas i na inne osoby.
  • Kiedy maluch otrzyma karę, uczy się, że to formą rozwiązywania „konfliktów i problemów jest bezkompromisowość oraz że osoby z większą siłą przebicia (silniejsi) mogą używać karania (narzucania swojej woli) wobec słabszych.
  • Kiedy podczas jazdy samochodem wykrzykujemy, ubliżamy drugiemu kierowcy, uczymy malucha nieuprzejmości, nie wspominając o kilku „kłopotliwych” zwrotach 😉.

jak-odróżnić-dobro-od-zła

  • Kiedy okłamujemy drugą osobę np. podczas rozmowy telefonicznej, której dziecko jest świadkiem, uczymy je, że kłamstwo jest dopuszczalne i swobodnie mogą się nim posługiwać.
  • Kiedy mówimy nieprawdę np. odnośnie jego wieku, po to by mogło wejść do wesołego miasteczka, uczymy je, że oszukiwanie dla osiągnięcia korzyści jest w porządku.
  • Kiedy przekraczamy prędkość, nie zapinamy pasów podczas jazdy samochodem, dzieci dowiadują się, że nie ma nic złego w łamaniu prawa.
  • Kiedy obiecujemy, że zagramy w piłkę, następnie nie dotrzymujemy słowa, uczą się, że obietnice nie mają znaczenia i że mogą zostać złamane.
  • Kiedy ignorujemy trudne i intensywne uczucia, które kierowały ich gwałtownym zachowaniem, uczą się, że nie ma nikogo, kto może im pomóc zrozumieć i poradzić sobie z pojawiającymi się nowymi i przerażającymi uczuciami.
  • Kiedy je uderzymy, uczymy je, że obowiązującym jest prawo silniejszego, a przewagę uzyskuje ten kto wywoła strach u drugiej osoby.
  • Kiedy karzemy dzieci dowiadują się, że są złymi ludźmi – złymi, ponieważ postąpiły niewłaściwe, złymi, ponieważ odczuwają negatywne uczucia, które prowokują je do złych zachowań (napad złości), złymi, ponieważ są rozgniewane na nas, bo ich ukaraliśmy, i w końcu złymi, ponieważ nie będą w stanie powstrzymać się przez zrobieniem tego po raz kolejny.

Żółty, niebieski, czy czerwony?

Dzieci nie uczą się odróżniać dobra od zła poprzez otrzymaną karę. Kara nie uczy ich dobra bardziej, a niżeli odróżnienia koloru żółtego od niebieskiego, bo co to da, że postawimy dziecko w kącie i powiemy mu, że to nie był kolor żółty tylko zielony? Czy to cokolwiek wniesie do postrzeganej przez nie gamy barw? Dzieci zdobywają wiedzę o świecie i regułach je otaczających poprzez doświadczanie ich na własnej skórze. Oczywistym jest, że aby nauczyło się rozpoznawać żółty kolor musimy mu go najpierw pokazać. Podobnie jest z moralnością oraz postrzeganiem dobra i zła.

Pokażmy dziecku życzliwość, odpowiedzialność, uczciwość, dobroć, współczucie i wszystkie inne ważne elementy, które chcemy by potrafiło rozpoznać i zastosować na co dzień.

Najlepszą formą przekazywania i zdobywania wiedzy jest nauka w oparciu o kontekst sytuacyjny.

Dodatkowo, gdy dzieci czują bliską relację ze swoimi rodzicami stają się oni dla nich najważniejszym autorytetem (przynajmniej do pewnego momentu jego rozwoju), który chcą naśladować. Odczuwają naturalną integralność, spójność i lojalność, dlatego też bez najmniejszego problemu postępują zgodnie z przekazywanymi im wartościami, nie postąpią wbrew najważniejszym im osobom.  Dlatego bliskość i silna relacja są kluczem do udanego rodzicielstwa.

jak-odróżnić-dobro-od-zła

Pamiętajmy również o tym, że kora przedczołowa, która odpowiedzialna jest za utrzymanie silnych emocji na wodzy, umożliwiając odpowiednie zachowanie, rozwija się aż do 25 roku życia, istnieje więc ryzyko, że dziecko nie zawsze będzie dokonywać właściwego wyboru. Jednak jeśli otrzyma wskazówki od rodziców, których darzy zaufaniem i silnym uczuciem, jest bardziej prawdopodobne, że w przyszłości wykorzysta je do podjęcia odpowiedniej decyzji.

Z niedoskonałością nam do twarzy

Nie jesteśmy nieomylni i doskonali, mało tego nie musimy tacy być. Dlatego warto o tym również pamiętać spoglądając krytycznym, rodzicielskim okiem na nasze pociechy. Od nich również nie możemy oczekiwać doskonałości, pozwólmy im popełniać błędy, wspólnie wyciągajmy wnioski i naukę na przyszłość.

Kształtowanie w dziecku umiejętności samo-przebaczania i naprawiania błędów jest częścią przygotowującą je do funkcjonowania w niedoskonałym świecie, do budowania wartościowych relacji z innymi ludźmi. Relacji w których zdarzają się potknięcia nawet jeśli dotyczą kochających się osób, a które z powodzeniem można naprawiać i kontynuować. Modelowanie to właśnie jeden z elementów, które pozwalają naszym pociechom zrozumieć co w otaczającym je świecie jest „dobre”.

A Co, jeśli dziecko potrafi odróżnić dobro od zła i mimo to dokonuje „złego” wyboru?

O tym przeczytacie w następnym poście.

Tymczasem, biegnij przytulić swojego malucha, niezależnie czy ma on 3 czy 18 lat 😉.

Dodatkowo może Cię zainteresować:

W jaki sposób Wy uczycie Wasze pociechy odróżniania dobra od zła?
Macie jakieś sprawdzone sposoby? Podzielcie się ze mną nimi w komentarzach pod postem.

Pozdrawiam Was serdecznie,

Karola

 


agresja, napady złości, agresywne dziecko

Czym są napady złości u małego dziecka? 11 wskazówek na zapobieganie i zminimalizowanie agresji u malucha

 

To znowu ten dzień, kiedy Twój maluch wpada w furię i nic nie wskazuje na to, żeby kiedykolwiek miała się skończyć. Krzyki o ponad dźwiękowych częstotliwościach, małe rączki robiące wszystko, żeby Cię trafić, dobrze, że tym razem nie było rzutu na podłogę – słowem dziki szał. To ten moment, kiedy masz wrażenie, że wyjdziesz z siebie, że wyczerpały Ci się wszystkie pomysły na opanowanie tej sytuacji? Musi istnieć jakiś sposób…

Zanim przejdziemy do działania, najpierw postarajmy się zrozumieć, dlaczego nasze dziecko tak się zachowuje.

Rozwój dziecka vs napady złości

Napady złości i agresywne zachowania są stresujące zarówno dla dorosłych, jak i dzieci. Musimy pamiętać o tym, że są one naturalną częścią wczesnego rozwoju malucha. To jak często się pojawiają, z jaką intensywnością występują oraz jak długo trwają jest indywidualne dla każdego dziecka.  Małe dzieci i przedszkolaki są w początkowej fazie nauki komunikowania się ze światem, w drugim roku życia rozwijają swoje umiejętności językowe. Ponieważ nie potrafią jeszcze wyrazić, co czują, czego chcą lub potrzebują zaczynają się denerwować – frustruje je to do tego stopnia, że wpadają w furię.

Dodajmy do tego jeszcze fakt niedojrzałości układu emocjonalnego oraz brak umiejętności społecznych i przepis na instynktowną reakcję fizyczną gotowy (czyli bicie, kopanie, gryzienie, ciągnięcie za włosy, rzucanie przedmiotami, wstrzymywanie oddechu, rzucanie się na podłogę, tupanie, uderzanie pięściami w podłogę oraz krzyczenie…o czymś zapomniałam?). Te niechciane zachowania pojawiają się w sytuacjach, w których dzieci są sfrustrowane, złe, głodne, przestraszone, lub po prostu zmęczone (więcej na temat dziecięcej emocjonalności pisałam tutaj).

Tego robić nie powinniśmy…

Najgorszą rzeczą, którą możemy zrobić w takiej sytuacji to ukarać dziecko, wymierzanie „klapsa” jest absolutnie niedopuszczalne. Zauważyliście jak bardzo jest to absurdalne? Jak można wygaszać agresywne zachowanie u dziecka – samemu zachowując się agresywnie? Powiedzmy sobie wprost, przemocą fizyczną agresji nie stłumimy.

agresja, napady złości, agresywne dziecko

Koncepcja stosowania kary fizycznej, czy wyciągania jakichkolwiek konsekwencji w celu zwalczenia agresywnych zachowań u dziecka jest oparta na błędnym założeniu. Co mam na myśli? Mianowicie to, że karząc dziecko zakładamy, iż ma ono zdolność do namysłu, działania z premedytacją, do analizy sytuacji i przewidywania konsekwencji: „jeśli uderzę, będę miał kłopoty, dlatego nie zrobię tego”.

Prawda jest taka, że kora przedczołowa, odpowiedzialna za rozumowanie, logikę i przezorność u niemowląt oraz dzieci w wieku przedszkolnym nie jest jeszcze w pełni rozwinięta – nastąpi to dopiero około 20 roku życia. Małe dzieci działają instynktownie i impulsywnie, nawet jeśli nie są zestresowane, zwyczajnie nie są przygotowane do samokontroli.

Jedyną odpowiedzią na napad złości malucha powinna być łagodna reakcja, która nie będzie potęgowała agresywnych zachowań. Wiem, że to brzmi nierealnie, bo będąc w trudnej sytuacji ciężko jest zapanować nad własnymi emocjami, ale warto podjąć ten wysiłek dla zdrowotności całej rodzinnej społeczności (o konsekwencjach bicia dzieci przeczytasz tu).

Zatem w jaki sposób zapobiegać agresji?
Wdrażając poniższe sugestie.

11 wskazówek prowadzących do pokojowego funkcjonowania z maluchem

  1. Poświęć dziecku całą swoją uwagę. O ile to możliwe, nie używaj urządzeń elektronicznych, gdy jesteś ze swoim maluchem. Słuchaj uważnie, kiedy się do Ciebie zwraca i reaguj na jego prośby. Dzięki temu nie będzie musiało posuwać się do złości i agresji by zwrócić Twoją uwagę.
  2. Tul swoje dziecko tak często, jak to możliwe. Zapewnij ciepło, bliskość w ciągu całego dnia – okazuj swoje uczucia.
  3. Utrzymuj stały rytm dnia – harmonogram poszczególnych działań - zabawa, drzemka i jedzenie. Niezawodny terminarz pomaga dziecku poczuć, że świat jest bezpieczny i przewidywalny. Dzięki temu maluch będzie spokojniejszy.
  4. Pozwalaj na dokonywanie drobnych wyborów. Stwórz sytuacje w których dziecko będzie miało kontrole nad tym co robicie. Np "Nadszedł czas, aby odstawić swoje buty na miejsce. Zrobisz to sam, czy mam Ci pomóc?", „Wybierz książkę, którą będziemy czytać”.
  5. Zapewnij różne rodzaje stymulacji. Czasami dziecięca agresja jest odzwierciedleniem nudy. Upewnij się, że mały ma dostęp do różnorodnych bodźców: dźwiękowych (muzycznych), fizycznych (dotyk, przytulanie), intelektualnych, społecznych…
  6. Zorganizuj aktywne zabawy. Dwulatek dziennie potrzebuje trzech godzin aktywnego wysiłku fizycznego. Najlepiej, gdyby spora część miała miejsce na zewnątrz. Agresywne zachowanie czasem odzwierciedla potrzebę większej aktywności fizycznej.
  7. Stwórz harmonijne otoczenie. Dzieci naśladują to, co dzieje się wokół nich. Zastanów się, jak wygląda jego otoczenie. Czy jest świadkiem agresywnego zachowania innych dzieci, które w ten sposób egzekwują to czego chcą? Jaka jest sytuacja w domu? Czy maluch ma podstawy do obaw i napięcia na, które reaguje napadami złości?
  8. Zabawa w role – pokazuj alternatywne zachowania. W wolnej chwili, w spokojny i łagodny sposób ponownie przedyskutujcie niedawny incydent. Zastanówcie się razem nad innymi zachowaniami niż przemoc, agresja, lub napady złości. Zastąpcie je odpowiednim słowem o pisującym tamto uczucie czy potrzebę.

    komunikacja z dzieckiem

  9. Stwórz listę kontrolną - dobrych alternatywnych sposobów radzenia sobie z agresją np.:
  • Mówimy o swoich uczuciach. (Pomóż dziecku nauczyć się używać słów zamiast siły)
  • Odchodzimy na chwilę by ochłonąć. (Naucz dziecko, że zawsze może odejść, kiedy poczuje, że ktoś je źle traktuje.)
  • Gdy tego potrzebujemy przechodzimy do swojej zacisznej kryjówki. (Zorganizuj specjalne miejsce, gdzie dziecko będzie mogło przejść, kiedy poczuje, że chce kogoś z domowników uderzyć. Niech to będzie schronienie z ulubionymi książkami, zabawkami, maskotkami czy kocykiem. Kiedy spostrzeżesz, że jest agresywne możesz zapytać, czy chce przejść do kryjówki, ale nigdy nie wysyłaj go tam za karę. To ma być miejsce kojarzone z pozytywnymi emocjami, gdzie można zebrać swoje myśli i zyskać kontrole nad swoimi emocjami).
  • Ruszamy się. (Niektóre maluchy korzystają z alternatywy wobec agresji fizycznej. Niech aktywność stanie się Waszą rutyną. Obejmować może ona również uderzenia w poduszkę, tupanie nogami naśladujące słonia lub żołnierzy, szalony taniec).
  • Spokojnie oddychamy. (Głębokie oddechy pozwalają się uspokoić. Oddychanie może przyjąć formę zabawy, gdzie smok wraz z wydechem zieje ogniem. Można powiedzieć dziecku, że w ten sposób pozbywamy się złości).
  • Gdy tego potrzebujemy prosimy o pomoc. (Wprowadź w domu zasadę, że zawsze, gdy pojawi się chęć „przyłożenia komuś” prosimy o wsparcie. Prośba ta może być wyrażona w formie tajnego hasła „czas na misie tulisie”, bądź poproszenie wprost „przytul mnie”, „pomocy nie mogę się uspokoić” – może to być cokolwiek, co dla Was obojga będzie miało to samo znaczenie. Jako rodzice musimy uważnie słuchać tego, co się dzieje i reagować na potrzeby malucha.
  1. Dbajmy o siebie. Najlepszym sposobem, aby nauczyć dziecko regulowania własnych emocji i zachowań jest stworzenie wzoru do naśladowania. Bądźmy dla niego odzwierciedleniem właściwych zachowań, pokazujmy i nazywajmy poszczególne emocje. Znajdźmy sposoby zarządzania własnymi emocjami, dzięki czemu zachowamy spokój, dystans i odpowiednie reakcje. Gniew i krzyk są również formą agresji – równoznaczną z zastraszaniem małego człowieka, dlatego wystrzegajmy się ich, jak ognia.
  2. Skorzystaj z pomocy. Niektóre dzieci mające problemy z gniewem i agresywnym zachowaniem potrzebują profesjonalnej pomocy. Nie należy obawiać się konsultacji ze specjalistą, który sprawdzi podłoże napadów złości, wykluczy inne problemy zdrowotne.

„Szał, dziki szał” - jak reagować w sytuacji kryzysowej

Gdy dziecko staje się gwałtowne, to jeden z tych momentów, kiedy mamy wrażenie, że przechodzimy jakiś skomplikowany test z rodzicielstwa. To co musimy zrobić, to pomóc maluchowi zrozumieć i wyrazić uczucia i myśli (to trochę, jak zabawa w wróżkę, ale od czego mamy nasz instynkt rodzicielski?).

Cztery kroki do zatrzymywania dziecięcej agresji

  1. Stop klatka - zatrzymaj agresywne zachowanie.

W delikatny i zarazem stanowczy sposób zatrzymaj agresywne zachowanie dziecka.  Jeśli jesteś w sytuacji, w której dostajesz „bęcki” bądź maluch stara się Ciebie trafić – obejmij go na tyle mocno by uniemożliwić uderzanie. Pamiętaj, że dziecko jest w takim stanie emocjonalnym, że gdyby było w posiadaniu naładowanego pistoletu to nie zawahałoby się go użyć ;-).  Bicie, drapanie, kopanie, gryzienie niczym się nie różnią od wystrzału z pistoletu. Ręce, paznokcie, zęby i stopy są dostępną dla niego bronią. Naszym zadaniem, niczym negocjatorów jest rozbroić małego terrorystę. To nie będzie przysłowiowa bułka z masłem, a na efekty będziemy musieli poczekać. Jednak to zadanie, z którym większość z nas - rodziców musi się zmierzyć. Musimy nauczyć małego człowieka zachowań, którymi zastąpi wspomniane strzelanie z pistoletu.

agresja, napady złości, agresywne dziecko

  1. Bezpieczna przystań - zapewnij prywatność.

Jeżeli cała akcja pt. „wściekły maluch w natarciu” dzieje się w towarzystwie innych osób zabierz dziecko w ustronne miejsce (tak, to może oznaczać, że zabierasz je krzyczące i szamoczące się). Znajdź cichy zakątek w sklepie, na parkingu lub osobne pomieszczenie w domu – mogłabym wymieniać w nieskończoność, bo przecież dziecięca emocjonalność nie zna pojęcia „niestosownego miejsca” bądź „nieodpowiedniego momentu” dlatego nie znamy dnia ni godziny…

To służy trzem celom. Daje dziecku szansę uspokojenia się w odosobnieniu od „niemiłej” sytuacji. Tobie daje możliwość poradzenia sobie z tą sytuacją z dala od oceniającego wzroku innych osób (których dziecko zapewne nigdy by się w TAKI sposób nie zachowało…). Pozwala także dziecku na zachowanie godności, ponieważ nawet dla niego ta sytuacja jest zawstydzająca.

  1. Wspólna komunikacja - pomóż dziecku używać słów (zamiast rąk, paznokci, stóp czy zębów).

No dobrze zatem publiczne wstępy mamy za sobą, jesteśmy w odpowiednim miejscu…co dalej? W dalszym ciągu obejmując dziecko (stanowczo i zarazem delikatnie), powstrzymując je przed biciem, szarpaniem, drapaniem itd. Utrzymując kontakt wzrokowy mówimy pewnie i spokojnie, bez gniewu, zniecierpliwienia czy rozdrażnienia w głosie (to dopiero nazywa się praca nad samym sobą): "W naszej rodzinie nie bijemy siebie nawzajem", „Używanie siły niczemu dobremu nie służy”, „Bicie boli” mówimy, jak do dorosłej osoby.  Oznacza to, że bez względu na to co czujesz: złość, wstyd, zmartwienie, cokolwiek… to jest ten czas, kiedy musisz działać jak dobry rodzic – miły, spokojny i silny – dający poczucie bezpieczeństwa i ukojenie dla skołatanych, dziecięcych nerwów (kilka wskazówek dotyczących sposobów rozmowy z dzieckiem znajdziesz tutajtutaj i tu)

  1. Na zakończenie – rodzinny rachunek sumienia

Gdy dziecko się uspokoiło, a od wydarzenia nie minęło zbyt dużo czasu (w ciągu pierwszych 30 minut – o ile jest to możliwe) przeprowadzamy krótką pogadankę o tym, co się wydarzyło. Podczas rozmowy mówimy co myślimy o zaistniałej sytuacji, że "bicie nie jest w porządku”, „bijąc wyrządzasz krzywdę” itd. Musimy powiedzieć, dziecku o swoich uczuciach. Gdy posiadamy ślad po uderzeniu czy zadrapaniu pokażmy je maluchowi. Zademonstrujmy rozwiązanie –  możliwości właściwego postępowania: „Kochanie staraj się używać słów, aby powiedzieć, jak się czujesz. Zamiast bicia, możesz powiedzieć "Jestem zmęczony mamo." albo "Mamo burczy mi w brzuszku" lub "Mamusiu, koniecznie musisz mnie wysłuchać właśnie teraz".

agresja, napady złości, agresywne dziecko

Pamiętajmy jednak, że napady złości i agresywne zachowania to naturalny etap rozwoju dziecka, zwykle nie powinny być powodem do niepokoju. Dzieci wraz z wiekiem nabywają umiejętność samokontroli, uczą się współpracy z innymi, komunikowania się i radzenia sobie z frustracjami. Mniej frustracji i większa kontrola to mniej napadów złości – i tym samym spokój i szczęście rodziców.

Jakiś czas temu podobny tekst napisałam gościnnie dla portalu rodzicielskiego Mądrzy Rodzice znajdziecie go o tu 😉.

Jakie są Wasze sposoby na agresywne zachowanie dziecka? Czy Wasze maluchy miewały napady złości?

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej wpisu.

Informacje od Was są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi się rozwijać i działają motywująco.

Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz, że może być przydatny, to udostępnij go swoim znajomym na Facebook'u.

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie  ;-) .

 

 

 


fit mama

Nie, nie jesteś zbyt zajęta, aby ćwiczyć. 14 sposobów na bycie fit mamą

Wyglądam przez okno i z utęsknieniem wypatruję wiosny. Śnieg stopniał więc rosną szanse na bardziej korzystne warunki pogodowe. Wiosna to bardzo dobry czas na wprowadzenie zmian, wszystko budzi się do życia, my również chcemy pożegnać zimową stagnację i aktywnie wkroczyć w bardziej pozytywną porę roku. No właśnie chcemy, ale czy to robimy?

Po publikacji wpisu o uzależnieniu od sportu otrzymałam od Was wiele wiadomości z prośbą o tekst dotyczą sposobów na zorganizowanie i zmotywowanie siebie do systematycznych ćwiczeń.

Wypracowanie nawyku aktywności fizycznej jest trudne dla każdego niezależnie od płci czy roli społecznej.

Nie da się jednak ukryć, że dla MAM jest to szczególne wyzwanie, któremu można nadać miano „mission impossible”.

Mission impossible?

No bo realnie rzecz ujmując w jaki sposób znaleźć czas na ćwiczenia, kiedy luksusem jest samotna wyprawa do łazienki? Skąd wziąć siły na dodatkową aktywność fizyczną, kiedy za nami nieprzespana nocka, dzień pełen obowiązków zawodowych i domowych?

Szczerze mówiąc zanim zostałam mamą byłam święcie przekonana, że jestem super zorganizowaną i wielozadaniową kobietą. Manewrowałam między zadaniami związanymi z prowadzeniem firmy, realizacją szkoleń, rozwojem osobistym i domem. Później na świat przyszedł mój ukochany, niesamowity synek, który w krótkim czasie pokazał mi, że moje przekonanie o posiadanej umiejętności zarządzania swoim czasem jest żartem ;-).

Między opieką nad dziećmi, wywiązywaniem się z obowiązków zawodowych, wykonywaniem oczywistych prac domowych, prowadzeniem terminarza konsultacji lekarskich i szczepień, zajęć przedszkolnych, szkolnych oraz wszystkich innych kwestii pozostaje bardzo niewiele czasu i ochoty by się jeszcze konkretnie spocić… Powiedziałabym, że dla niektórych z nas właśnie to pocenie jest kwestią odstraszającą, czyż nie? ;-)

W czasach, kiedy modne i społecznie pożądane jest bycie fit, ciężko jest oprzeć się presji otoczenia. No właśnie presji… podstawową kwestią jest zmiana naszego nastawienia. Musimy przeprogramować myślenie o sporcie i odnaleźć wewnętrzną motywację by wprowadzić jego elementy do swojej codzienności. Aktywność fizyczna musi nam sprawiać przyjemność, a żeby tak się stało musimy ją podejmować dla siebie, a nie dla naszych znajomych.

Zatem zerknijcie w poniższe propozycje.

14 sposobów, które ułatwią Ci bycie aktywną mamą

  1. Na dobry początek dnia

Dobry sposobem na lenia ćwiczeniowego jest rozprawienie się z nim na samym początku dnia. Założenie, że poćwiczymy po południu, po pracy czy wieczorem gdy dzieci zasną jest bardzo ryzykowne i realnie dojdzie do skutku u osób naprawdę zdeterminowanych. Prawda jest taka, że po całym dniu wykonywania tak wielu zadań i obowiązków (kojarzycie ten stan po wyjściu z pokoju po przeczytaniu 3 książeczek na dobranoc…normalnie odpalam silnik i pędzę na siłkę), najzwyczajniej w świecie opadamy z sił i jedyne na co mamy ochotę to po prostu odpocząć w pozycji horyzontalnej. Dlatego dobrą praktyką jest wykonanie porannych ćwiczeń. Oczywistym jest, że jeżeli mamy w domu ząbkującego maluszka, który przez większą część nocy nie spał, nie potrzebujemy dodatkowo porannej przebieżki. Bądźmy realistkami, dostosowujmy swoją aktywność do możliwości i sił – nie dajmy się zwariować. Nocne balety z małym ukochanym są wystarczająco wyczerpujące (o tym, jak postępować gdy dziecko nie chce spać przeczytacie tutaj i tutaj).

  1. Zarezerwowane - zrealizowane

Kolejną przydatną zasadą jest zarezerwowanie / wyznaczenie konkretnego czasu dla siebie i zapisanie go w planerze, kalendarzu czy domowym grafiku. Istnieje większe prawdopodobieństwo realizacji zadania, jeśli jest ono zaplanowane i zapisane. Jeżeli z określonym wyprzedzeniem planujecie domowy harmonogram na dany tydzień – zawrzyjcie w nim również swoje ćwiczenia. Dzięki temu również partner widzi czarno na białym, że w tym konkretnym momencie to on przejmuje stery na Waszym domowym okręcie. Ważnym jest, by zaplanowany dla siebie czas traktować tak samo poważnie, jak spotkanie biznesowe, które jest i nie podlega negocjacjom.

fit mama

3. Miej plan co będziesz robić

Gdy już etap zamieszczenia terminów ćwiczeń w kalendarzu mamy za sobą, nie możemy przeoczyć planowania tego, co faktycznie będziemy robić podczas naszego mini treningu. Zastanawianie się nad tym jak będą przebiegały nasze ćwiczenia, to kolejny motywacyjny element. Wyobrażanie sobie siebie podczas aktywności zdecydowanie umacnia nas w postanowieniu realizacji założonego planu. Dodatkowo wcześniejsze przygotowanie (choćby obejrzenie filmiku na YT) zwiększa efektywność wykonywanych przez nas ćwiczeń. Zwyczajnie jesteśmy lepiej do nich przygotowane, co za tym idzie lepiej wykorzystujemy nasz czas.

4. Nie martw się o swój strój

Obcisła podkoszulka czy luźny T-shirt? Spodnie dresowe czy legginsy? Nie marnuj już i tak małej ilości swojego, cennego czasu na odzieżowe debaty. Oczywiście nie oznacza to, że masz biegać ubrana jak „uciekinierka, po stoczonej bitwie z obcymi”, wręcz przeciwnie bardzo ważnym i motywującym elementem jest ładny, kobiecy strój. Przygotuj zatem ubranie wieczorem przed snem, tak żeby po przebudzeniu czekał na Ciebie i zachęcająco machał nogawką. Im mniej elementów rozpraszających przed wyjściem na „trening” tym większe prawdopodobieństwo, że dojdzie on do skutku ;-).

5. Włącz w aktywność swoje dzieci

Będąc rodzicem naprawdę trudno jest znaleźć czas dedykowany tylko dla siebie. Jednak, czy ćwiczyć możemy tylko w odosobnieniu? Wiem, wiem, co myślicie, że tu chodzi o nabranie oddechu, dystansu do domowego życia, o tę chwile tylko dla siebie. No pewnie, bycie sama ze sobą jest ważne i bez wątpienia potrzebne. Jednak doskonale wiemy, jak jest w rzeczywistości, nie pozwólmy by brak możliwości wyjścia bez dziecięcej obstawy stał się wymówką do nic nierobienia. To co na pewno musimy porzucić to myślenie „albo – albo”. Dzieci uwielbiają aktywność, zawsze możemy wykorzystać wspólny czas do zabaw ruchowych. Z perspektywy rozwoju dzieci bardzo istotne są właściwe wzorce, najwięcej i najszybciej uczą się przez modelowanie – obserwując swoich najbliższych. Zatem niech widzą aktywną mamę, która czerpie przyjemność z wspólnych zabaw ruchowych.

6. Plac zabaw to świetna siłownia

Czy ktokolwiek powiedział, że sportem uprawianym na świeżym powietrzu jest tylko bieganie, jazda na rowerze czy rolkach? Doskonałym miejscem do wykonania ćwiczeń jest plac zabaw. W czasie, gdy dzieci świetnie się bawią, możemy poćwiczyć triceps robiąc przysiady tyłem do ławki, kilka pompek, podskoków czy wypadów do przodu. Małe rzeczy, a dużo znaczą. Bycie aktywną to nie tylko wyciskanie siódmych potów na siłowni, czy przebiegnięcie wielokilometrowych odcinków, to również korzystanie z różnych możliwości do wykonania nawet drobnych ćwiczeń.

7. Biegaj z dzidzią

Powtórzę to o czym pisałam już wcześniej, nieosiągalnym jest wczesne, poranne ćwiczenie, jeśli masz za sobą nocne igraszki z dzieckiem. Najgorszym co możemy zrobić w takiej sytuacji jest obwinianie siebie lub maluszka o to, że zaburzył nasz plan. Dlatego możemy pokombinować, by w rutynowe, codzienne obowiązki wpleść swoje przyjemności (bo po pewnym czasie, tak będziemy myśleć o ćwiczeniu). Alternatywą dla tradycyjnego biegu jest jogging razem z dzieckiem. Mając malca w wózku bez problemu możemy przyspieszyć nieco tempa. By iść szybciej niż podczas standardowego spaceru. Oczywiście najlepiej, kiedy mamy do dyspozycji specjalny wózek biegowy. Jeżeli nie lubicie biegać, wystarczy szybszy marsz czy jazda na rolkach.

fit mama

8. Bądź jak Ninja

W byciu aktywną nie chodzi o to by robić coś z przymusu czy z konieczności. Wręcz przeciwnie powinno być to zajęcie, z którego czerpiemy siłę do dalszego działania i satysfakcję, które stanowi odskocznie i jest źródłem przyjemność. Dlatego nie należy katować się ciężkimi ćwiczeniami i stresować brakiem czasu na systematyczne treningi.

To czego powinniśmy się nauczyć to korzystać z okazji, które dają możliwość realizacji drobnych aktywności. Może to oznaczać, że czasami będą to np. 10-15 minutowe treningi, podczas posiłków dzieci, innym razem, gdy oglądają ulubiony program telewizyjny. Wykorzystuj okazje i dostępne w domu elementy, jak np. krzesło i poćwicz przy nim.

9. Pieszo po codzienność

Jeżeli brakuje nam czasu i powiedzmy sobie szczerze ochoty na dodatkowe treningi, możemy wprowadzić do swojej codzienności inny rodzaj aktywności. Przy sprzyjającej pogodzie przejdźmy szybkim marszem do przedszkola po dzieci, zawsze to większa korzyść dla kondycji i zdrowia niż jazda samochodem. Nie mam oczywiście na myśli heroicznej wyprawy z torbami pełnymi zakupów, tylko zwyczajną mini przebieżkę stanowiącą Twoją dzienną dawkę aktywności.

10. Kontrola harmonogramu

Osoby regularnie ćwiczące nie „znajdują” czasu na trening, one ten czas „biorą” z pełną premedytacją. Każdy z nas posiada niewykorzystane luki czasowe w ciągu dnia, mam na myśli 30 minutową rundkę na przeczytanie aktualności na Facebooku czy obejrzenie zdjęć na Instagramie. Te 10 minutowe momenty, gdy nawykowo sprawdzamy lub porządkujemy pocztę, stanowią czas, po który możemy sięgnąć. To co na pewno będzie sprzyjało naszej aktywności i jest zagospodarowaniem owego czasu, to zweryfikowanie działań podejmowanych w czasie dnia i poukładanie ich tak, by wykorzystać jak najefektywniej swój dzień. Jeśli to możliwe pozbieraj wszystkie pochłaniacze czasu w jeden przedział i sprawdź, czy jesteś w stanie go wykorzystać właśnie na swoją aktywność. Oczywiście usłyszę, że FB lubicie przeglądać, to forma relaksu, a porządkowanie poczty to bardzo potrzebna czynność. Jest tak, jak mówicie i tu nie chodzi o to by zrezygnować z tych czynności, naszym zadaniem jest przeniesienie ich w inną część dnia np. na wieczór, kiedy już nie mamy sił na uprawianie zajęć sportowych.

11. Zabawa w klubiku dla dziecka – zabawa na siłowni dla Ciebie

Wiele z naszych dzieci uczęszcza na zajęcia dodatkowe – z piłki nożnej, baletu, gry na flecie… (więcej na temat obowiązków dodatkowych dzieci przeczytasz tu) Coraz częściej mam wrażenie, że dzieci są bardziej zajęte niż rodzice. Kolejną propozycją jest wykorzystanie czasu, który spędzamy w poczekalni czekając aż nasze pociechy skończą wspomniane zajęcia. W tym samym czasie możesz zarezerwować wejście na siłownię lub wykonać jakąkolwiek aktywność sportową. Podobnie jest z drzemkami maluszków, w czasie ich snu możemy zrobić coś dla siebie. Tak dla siebie, nie dla domu czy sąsiadki, tylko dla siebie, bo w takich kategoriach powinnyśmy traktować podejmowaną aktywność fizyczną.

Jestem psychologiem i już słyszę wasze myśli ;-):

"Tak dziecko śpi, to ja beztrosko będę ćwiczyć na orbitreku albo jeszcze innym cudzie techniki zamiast ogarnąć dom, wyprasować stertę rzeczy, czy ugotować obiad, który sam się przecież nie zrobi.

Pamiętacie co pisałam w punkcie 8 o tym, że mamy być jak Ninja, no właśnie to jest ten moment. Kto powiedział, że podczas prasowania nie możesz wykonać naprzemiennego wypadu w przód, bądź przysiadów czy podskoków. Wykonywanie obowiązków domowych to znakomita okazja do poruszania się. Pamiętajcie zawsze możecie wybrać, pełnowartościowy trening, jednak gdy w rodzicielskich realiach zwyczajnie bark na niego czasu, taka alternatywa jest całkiem dobrym rozwiązaniem.

12. Nie czuj się winną

Spójrzmy prawdzie w oczy, możemy sobie skrupulatnie zaplanować cały dzień, ale życie ma w nosie nasze plany i pisze własny scenariusz, który najczęściej odbiega od tego, w którym chciałybyśmy zagrać. Dlatego najważniejsze jest zdrowe podejście do ćwiczeń. Niejednokrotnie trafi się dzień, a nawet tydzień, gdzie nie będziemy w stanie kiwnąć nawet palcem. A wspomniana sterta prania będzie sobie sukcesywnie rosła w oczekiwaniu na „Prasowaczkę”, która w końcu podejmie się tego wyzwania, już bez przysiadów, podskoków i tańca wokół deski. To o czym musimy pamiętać, to, to, że niezrealizowanie postanowienia, nie powinno być powodem do stresu, poczucia winy czy złości. Nie powinnyśmy również porównywać siebie z innymi mamami. Mimo, iż niemal bez słów rozumiemy swoje codzienne zmagania, to koniec końców każda z nas ma inną sytuację, inne możliwości i predyspozycje. Dlatego działaj we własnym tempie, zgodnie ze swoimi potrzebami.  

13. Zorganizuj wsparcie

Manewrowanie między obowiązkami rodzinnymi, zawodowymi mogą być i są przytłaczające, w takich chwilach nieocenionym jest poczucie, że nie jesteśmy same. Grupa rodziców o podobnych priorytetach, pomysłach i wartościach to świetny rodzaj wsparcia. Może ono funkcjonować na różnych płaszczyznach od codziennych zmagań, po sportową motywację. Jest to o tyle ważne, że rodzic rodzica jest w sanie zrozumieć i wskazać realną alternatywę działania, albo rozwiązania problemu – bo sam znajduje się na co dzień w podobnych sytuacjach. Nie możemy wymagać od bezdzietnej przyjaciółki, by zrozumiała, iż nie wstaniemy na poranny skalpel Ewy po nieprzespanej nocy. Niezależnie od tego jak kochaną i oddaną jest osobą, dopóki nie doświadczy rodzicielskich wyzwań nie przyjmie naszej perspektywy.

14. Spraw by było warto

Należy zdać sobie sprawę, że nie ma nic złego i dziwnego w tym, że prosimy o pomoc."

Po ciężkim dniu, zawsze priorytetem jest spędzanie jak największej ilości czasu z rodziną. Przecież praca w pełnym wymiarze czasu, podróże, prowadzenie bloga, ogarnianie obowiązków domowych to wszystko oznacza mniej czasu spędzonego z naszymi dziećmi. W takiej sytuacji większość z nas powie, że jeśli ma wybierać pomiędzy: uruchomieniem bieżni, a czasem spędzonym z dziećmi, zdecydowanie wybierze rodzinę. Nasi najbliżsi, rodzina, dzieci to są najważniejsze wartości, które nie mają żadnej konkurencji. Dlatego nie ma sensu stawianie na szali dwóch niedających się porównać aspektów: miłość do bliskich vs aktywność fizyczna. To nie jest kwestia wyboru między jednym a drugim, to kwestia pogodzenia tych elementów i stworzenia z nich zdrowej całości.  

Pamiętajmy, że uprawianie sportu, to wbrew pozorom inwestycja w siebie, w rodzinę, w Waszą przyszłość. W przyszłość, która będzie wyglądała znacznie ciekawiej zarówno dla nas, jak i naszych najbliższych, gdy będziemy cieszyć się zdrowiem i kondycją. Nie myślmy o sobie i o swoim zdrowiu, jak o czymś nieistotnym, o czymś będącym drugorzędnym priorytetem. Nie bez przyczyny podczas awarii samolotu w pierwszej kolejności matka zakłada sobie maskę, by mogła uratować swoje dziecko. Tę instrukcję analogicznie przenieśmy na nasze codzienne życie, dajmy sobie szansę, zadbajmy o siebie, byśmy mogły w pełni sił zadbać o swoich najbliższych. Szczęśliwa i zdrowa mama to szczęśliwa rodzina.  

fit mama

Mam zatem dla Was wyzwanie, mimo braku chęci i czasu, spróbujcie zastosować poniższe wskazówki, niekoniecznie wszystkie, może kilka z nich.

Po miesiącu dajcie mi znać o efektach podjętej próby. Dacie radę?

Jestem ciekawa jakich sposobów używacie, aby znaleźć czas na aktywność fizyczną.

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu.

Informacje od Was są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi się rozwijać i działają motywująco.

Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz, że może być przydatny, to udostępnij go swoim znajomym na Facebook'u.

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie  ;-) .

 


komunikacja z dzieckiem

9 grzechów rodzica w komunikacji z dzieckiem

Słowa, których rodzic nie powinien powiedzieć do swojego dziecka oraz sposoby efektywnej komunikacji z maluchem.

 

Bycie rodzicem to najbardziej odpowiedzialna rola w życiu każdego z nas. Rola, którą niezależnie od naszej kondycji, zajętości czy chęci pełnimy 24h/7. To jedna z wielu ról społecznych, które realizujemy i w żaden sposób nie daje nam taryfy ulgowej. Kochamy nasze pociechy, chcemy spędzać z nimi jak najwięcej czasu, czerpiemy niesamowitą satysfakcję obserwując ich rozwój…jednak codzienność nie ma skrupułów, domowe obowiązki same się nie zrobią (a szkoda), również zawodowe zadania czyhają na nas w ukryciu i wyskakują niczym królik z cylindra.

Wiadomo, należy stawiać sobie priorytety, czasami odpuścić, nie wpadać w frustracje, a odwiedzającym nas znajomym serwować od progu zdanie „przepraszam za bałagan, ale my tu mieszkamy” ;-). Jednak to wspomniane „czasami” kiedyś się kończy i prędzej czy później (a raczej prędzej niż później) trzeba będzie zrobić to co do nas należy.

Tak więc gdy już dopadnie nas ten czas i staramy się uporać z wszystkimi zadaniami, chcąc zwiększyć swoją efektywność (o ironio) staramy się robić kilka rzeczy na raz. Przemieszczając się z kuchni, w której „gotuje się” obiad (że niby sam się gotuje ;-) ), do salonu, w którym staramy się rozszyfrować podesłane dokumenty biurowe, po drodze zahaczając o łazienkę, z której kokieteryjnie mruga do nas światełko czekającej na „opróżnienie” pralki - działamy na podkręconych obrotach chcąc ze wszystkim zdążyć na czas.

No to tak sobie biegamy po tych domowych pomieszczeniach, ale nie myślcie, że snuję tu sielankową wizję rodzicielskiej przedsiębiorczości, czy przesadnej dbałości o kondycje - żeby nie było zbyt łatwo w tak zwanym międzyczasie naście bądź dzieścia razy z rozmaitych, arcy ważnych powodów, zostajemy wywołani do odpowiedzi przez najmłodszego członka rodziny. Powodów nawoływań może być niezliczona ilość: nagły i niewyobrażalny głód, nieodparta chęć zaspokojenia pragnienia, zagubienie jednego z kluczowych, drewnianych klocków, czy rozlanie wody po farbach plakatowych. Do tego niekończący się wachlarz pytań, na które tu i teraz musimy udzielić odpowiedzi.

Sytuacja dość napięta, zapewne dobrze znana niejednemu z Was. Przy zmęczeniu i towarzyszącej presji czasu czasami ciężko jest zachować spokój i zapanować nad emocjami…

Poznajcie zatem najbardziej powszechne zwroty, które wypowiadamy w takich sytuacjach, a które nie powinny paść z ust rodzica. Zwroty, które wywołują u dziecka lawinę negatywnych emocji jak: złość, smutek, żal, zawstydzenie itp.

Przedstawię również łagodniejszą, alternatywną formę komunikacji z maluchem. 

Zatem zaczynamy:

"Zostaw mnie w spokoju!"

Dzieci to bardzo chłonna „materia” i kiedy rutynowo stosujemy w ich kierunku zwroty: "nie przeszkadzaj mi" czy "nie teraz, jestem przecież zajęty", z czasem zaczynają te słowa traktować bardzo poważnie. „Dochodzi do wniosku”, że nie ma sensu rozmawiać z rodzicem, skoro i tak zawsze nie ma dla niego czasu. Najczęściej dzieje się to poza świadomością malucha, jeżeli to przeświadczenie stanie się trwałym wzorcem może mieć wpływ na otwartość i komunikacje w przyszłości. Za kilka lat role mogą się odwrócić i usłyszymy od nastolatka: „Sorry, ale do rozmowy to ja mam znajomych na fejsie, nie mam czasu mamuśka”.

Co zatem zrobić, jak się zachować?

Dzieci od początku powinny obserwować i wiedzieć o zwyczaju, w którym rodzic potrzebuje i przeznacza trochę czasu wyłącznie dla siebie. W tym czasie opiekę nad maluchem przejmuje partner, babcia, przyjaciółka czy niania, a my zyskujemy dodatkowy bufor bezpieczeństwa, czas na odreagowanie, chwilę dla siebie.

W sytuacji, gdy wiemy, że przez najbliższy czas będziemy pochłonięci pilnymi zajęciami dobrze jest przygotować i uprzedzić dziecko „Kochanie muszę pilnie zakończyć tę jedną rzecz, więc przez kilka minut pokoloruj sam ten obrazek. Jak skończę razem obejrzymy Twoje dzieło, a później pójdziemy na spacer”.

Musimy jednak podejść do tego realistycznie i pamiętać, że maluch i przedszkolak nie może bawić się sam przez godzinę. Mówimy tu o kilku – kilkunastu minutach.

"Jesteś tak..."

"Tomku, dlaczego jesteś tak niemiły dla Kasi?" albo "Jak możesz być takim niechlujem?" stosowanie zwrotów o takiej i podobnej konstrukcji jest niczym innym, jak etykietowaniem. Cóż to takiego? Otóż etykietowanie to nadawanie ogólnych cech, skrótów myślowych - etykiet sobie i/lub innym ludziom. W uproszczeniu można powiedzieć, że etykietowanie stanowi jeden z elementów definiowania siebie i otaczającego świata. Często zdarza się, że nawykiem jest formułowanie tego typu ocen, nawet jeśli nie mamy nic złego na myśli, to przecież takie naturalne i wręcz automatyczne. Przychodzi to z łatwością, a może przysporzyć sporo kłopotów.

Małe dzieci wierzą w to co słyszą, bez pytania o doprecyzowanie, o przyczyny, czy o zasadność. Zatem nadawane im negatywne etykiety mogą stać się samospełniającą się przepowiednią. Tomek otrzymuje od nas wiadomość, że bycie niemiłym i bałaganienie jest jego naturą. Zaczyna myśleć o sobie w ten sposób, nadane etykiety zaburzają jego poczucie wartości. Nawet te, które wydają się neutralne lub pozytywne jak "nieśmiały" lub "inteligentny" – powodują pojawienie się niewłaściwych oczekiwań względem siebie i presję by potwierdzić wypowiedzianą pochlebną opinię.

Możemy to bagatelizować i mówić, że to „gadanie” na wyrost, ale prawda jest taka, że ma to na tyle istotny wpływ, że ten z nas kto słyszał kiedyś od swojego rodzica, że „jest jakiś…”, „beznadziejny, „leniwy”, „głupi” – pamięta to do dziś.

Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest odniesienie się do konkretnego zachowania dziecka „zachowałeś się niegrzecznie” (a nie „jesteś niegrzeczny”) i pozostawienie osobowości dziecka bez oceny (więcej na temat form komunikacji z maluchem znajdziesz tu klik).

"Nie płacz"

Równie dobrze możemy powiedzieć: „nie smuć się”, „nie bądź dzieckiem”, „no już dobrze, dobrze nie ma powodu by płakać", „nie płacz, już nie boli”. Jako rodzic i dorosły nie możemy wiedzieć, czy jest, czy nie ma powodu do płaczu. Dziecko, szczególnie przedszkolak, jest wystarczająco zdenerwowany by płakać – zwłaszcza kiedy nie zawsze potrafi wyrazić słowami swoje uczucia.  Może być smutny, przestraszony i to naturalne, że chcemy chronić naszego malucha przed takimi uczuciami i dlatego niczym za sprawą czarodziejskiej różdżki zaklinamy rzeczywistość.

Musimy jednak zdawać sobie sprawę, że mówiąc „nie płacz…” nie poprawiamy samopoczucia dziecka, mało tego poniekąd wysyłamy mu informacje, że jego uczucia nie są ważne, że odczuwanie innych emocji niż radość jest czymś niewłaściwym, że należy je ukrywać i tłumić.

Zamiast zaprzeczać, temu co dziecko czuje, lepiej jest okazać zrozumienie i pomóc nazwać to co w danej chwili się dzieje. „Musiało być Ci smutno, kiedy Jaś powiedział, że nie chce już być twoim przyjacielem.” „Tak, to prawda podpływające fale mogą być przerażające, kiedy nie jesteśmy do nich przyzwyczajeni, ale będziemy tak stać razem i niech łechtają nasze stopy. Zobacz jak przyjemnie. Obiecuję, że nie puszczę Twojej ręki.”

komunikacja z dzieckiem

Nazywając prawdziwe uczucia odczuwane przez dziecko, uczysz go nowych słów, aby w przyszłości potrafił wyrazić siebie – pokażesz co oznacza bycie empatycznym. W ten sposób dziecko będzie potrafiło opisać swoje emocje i zmniejszy się ilość płaczu wynikająca z „niemocy”.

"Dlaczego nie możesz być jak Twój brat?"

Wydaje się być uzasadnionym i pomocnym podawać za przykład rodzeństwo bądź przyjaciela: „Zobacz, Kubuś już zjadł swój obiadek, a ty?” albo „Michał już dawno korzysta z nocnika, dlaczego Ty nie możesz spróbować?”. Jednak porównania są niczym rykoszet i odbijają się podwójną czkawką. Nasze dziecko jest sobą, a nie Kubusiem czy Michałem.

To dla nas naturalne, że aby dokonać porównania szukamy punktu odniesienia i najlepiej jak ten punkt jest nieco wyżej, niż standardowa poprzeczka… Nie powinniśmy doprowadzać do sytuacji, żeby dziecko czuło niezdrową presję z tytułu posiadania, czy nie posiadania jakiejś umiejętności. Każde dziecko rozwija się we własnym tempie, mając swoje indywidualne predyspozycje, temperament i osobowość. Porównując dziecko do kogoś innego wysyłamy sygnał, że nie satysfakcjonuje nas to jakie jest, że jest niewystarczająco dobre, że chcemy by było inne niż jest w rzeczywistości (więcej na ten temat przeczytasz tu klik). Dodatkowo rzucamy negatywne światło na relację między rodzeństwem (i tu klik).

Dokonywanie porównań nie wspiera, nie przyspiesza zmiany postępowania, nie motywuje do rozwoju. Zmuszanie do zrobienia czegoś, na co nie jest jeszcze gotowe (lub czego nie chce zrobić) może być mylące dla małego dziecka i może osłabić jego pewność siebie. Istnieje również prawdopodobieństwo, że brzdąc nie będzie chciał zrobić tego co my chcemy – taki mały teścik silnej woli.

Zamiast porównań, lepiej jest doceniać dotychczasowe osiągnięcia: "Wow, samodzielnie zjadłeś ten kawałek kotlecika?” lub "Dziękuje, że powiedziałeś mi o tym, że czas zmienić Twoją pieluszkę”.

"Widzisz, bo Ty zawsze wiesz lepiej!"

Takie kpiące sformułowanie żądli niczym pszczoła, mocniej i boleśniej niż możemy sobie wyobrazić. Po pierwsze, dziecko rzeczywiście nie posiada doświadczenia i wiedzy w określonych dziedzinach, zdolności przewidywania, więc robiąc coś nie może wiedzieć jakie będą konsekwencje jego postepowania. Uczenie się jest procesem polegającym na podejmowaniu prób i popełnianiu błędów. Czy dziecko naprawdę może przewidzieć, że z ciężkiego dzbanka trudno mu będzie nalać sobie wody? Dzbanek wydawał się taki sam, jak ten w przedszkolu, z którego sam z powodzeniem korzystał.

Jeżeli nawet maluch dziś popełnił ten sam błąd co wczoraj, taki komentarz jest ani pouczający, ani wspierający. Powinniśmy powiedzieć i zademonstrować jak dana czynność powinna być wykonanaByłoby fajniej gdybyś zrobił to w ten sposób, zobacz – dziękuję.”

Starajmy się nie wysyłać komunikatu: „Niezależnie czego się nie podejmiesz i tak nie zrobisz tego dobrze”.

Brutalne?? Ale prawdziwe.

 "Przestań albo zrobię z Tobą porządek!"

Groźby wyrażane przez nas zazwyczaj w wyniku frustracji rodzicielskiej, rzadko są skuteczne. To tak, jakbyśmy mówili "Spróbuj to zobaczysz...!" albo „Jeśli zrobisz to jeszcze raz, to dostaniesz na tyłek!". Problem polega na tym, że prędzej czy później trzeba wprowadzić w życie zapowiadaną groźbę, albo traci ona swoją moc. Badania potwierdziły, że groźby oraz klapsy są całkowicie nieskutecznym sposobem na zmianę zachowania (więcej na ten temat przeczytasz tu ).

Prawda jest taka, że im młodsze dziecko, tym dłużej trwa zmiana jego zachowania. Szanse na powtórzenie występku przez dwulatka jeszcze tego samego dnia wynoszą 80% bez względu jakiego rodzaju „dyscypliny” użyjemy.

Nawet w przypadku starszych dzieci, żadna dyscyplinująca strategia wychowawcza nie daje oczekiwanych wyników – wręcz przeciwnie, przynosi wiele niepożądanych konsekwencji.

Jak powiedzieć „NIE” mówiąc „TAK”

Zatem pozostaje nam opracowanie repertuaru konstruktywnych taktyk, takich jak przekierowanie uwagi, usunięcie dziecka z „przestępczej” sytuacji, czy limity czasowe.

"Poczekaj, aż tata wróci do domu!"

To banalne sformułowanie zna każdy z nas, to z pozoru nieszkodliwe zdanko jest swoistym rodzajem wprowadzania zagrożenia oraz formą dyscyplinowania. Abstrahując od tego, że absolutnie nie zgadzam się i nie pochwalam takiego postępowania, to jeżeli chcielibyśmy w taki sposób wyciągnąć konsekwencje to należy od razu zadziałać bezpośrednio po wystąpieniu określonej sytuacji. W przeciwnym razie konsekwencje nie zostaną połączone z nieodpowiednim zachowaniem dziecka. Do momentu powrotu szanownego małżonka do domu, jest wysoce prawdopodobne, że mały szkodnik faktycznie zapomniał już o niewłaściwym zachowaniu.

Pomijając nieskuteczność tej formy naprowadzania dziecka na właściwą drogę, to przekazując pałeczkę komuś innemu podważamy swój autorytet w oczach malucha. Dlaczego miałby nas słuchać, skoro i tak w określonej sytuacji niczego nie zrobimy. Dodatkowo stawiamy w partnera w niekorzystnej roli „złego policjanta” wycierając sobie nim ręce ;-).

"Pośpiesz się!"

Któż z nas żyjących w świecie zdefiniowanym przez naglące terminy, przepełnione harmonogramy, deficyt snu i ciągle zbyt małą ilość czasu na realizacje wszystkich powyższych elementów nie wypowiedział tych nieśmiertelnych słów, magicznego „pośpiesz się”?

Z pewnością każdy rodzic, którego maluch przed wyjściem nie może znaleźć swoje buta lub ukochanego kocyka – doskonale zna ten jakże „skuteczny” zwrot. Zastanówmy się jednak, co i jak często tak naprawdę mówimy pospieszając nasze dziecko.

Lepiej wystrzegać się codziennego wzdychania, ostentacyjnego stania z rękami na biodrach z nerwowo przytupującą stopą. Zdecydowanie nasze postępowanie nie przyspiesza działań dziecka, mimo naszych mentalnych starań (nie posiadamy umiejętności paranormalnych by wzrokiem przyspieszyć zakładanie buta). To do czego nasza wroga postawa się przyczynia to wzbudzenie poczucia winy i złego samopoczucia malucha.

Przecież ostatnim obrazem przed pójściem do przedszkola czy szkoły będzie nasza zachmurzona mina. Czy tego chcemy? W tej sytuacji musimy zawrzeć pakt z samym sobą, że niezależnie co będzie się działo, nawet jeśli w zimowy poranek, w pełnym ekwipunku dziecku zachce się do toalety, nie będziemy przewracać gałek na drugą stronę, tupać nogą mruczeć znacząco słowem wprowadzać nerwowej atmosfery. To nie będzie łatwe, bywają sytuacje, że wydaje mi się wręcz niemożliwe, ale warto się postarać.

"Dobra robota!" lub Super chłopiec!"

Co może być nie tak w docenianiu? Pozytywne wzmocnienie, mimo wszystko, jest jednym z najbardziej skutecznych narzędzi w naszych rodzicielskich rękach. Pochwały stają się kłopotliwe, gdy są niejasne i występują lawinowo. Rzucając od tak „Świetna robota!" za każdy drobiazg wykonany przez dziecko sprawiamy, że pochwała traci swoje znaczenie.

Co rozbić, żeby pozbyć się przesadnej wylewności:

  • Doceniajmy te realizacje, które wymagają wysiłku od dziecka.
  • Doprecyzujmy: Zamiast określenia "Piękna praca", powiedzmy: "Podobają mi się te kolorowe paski, w które ozdobiłeś ten balonik” albo "widzę, że narysowałeś obrazek przedstawiający czytaną przez nas historyjkę.”
  • Chwalmy zachowanie dziecka. Zamiast: „Byłaś taka grzeczna podczas układania puzzli, dzięki czemu dokończyłam sortowanie dokumentów”. Lepiej: „Układanie puzzli wyszło Ci znakomicie, zobacz udało Ci się dokończyć obrazek”.

Wierzę, że te wskazówki znajdą zastosowanie w Waszych rodzicielskich kodeksach, wystrzelicie w kosmos powyższe zwroty i tym samym zmniejszycie negatywne oddziaływanie na swoje pociechy. Każde dziecko ma inne potrzeby, to odrębny mały człowiek do którego powiniśmy podchodzic indywidualnie i z należytym szacunkiem, takim samy jak w stosunku do osoby dorosłej. Sama wielokrotnie gryzę się w język chcąc użyć, któregoś z zakazanych zdań. To nie łatwe zadanie, a dlaczego? Ponieważ sami wielokrotnie jako dzieci słyszeliśmy owe zwroty pod swoim adresem nie tylko w domu, ale i w przedszkolu czy szkole, dlatego są tak głęboko zakorzenione niczym chwast i potrzeba wielu prób zanim znikną na zawsze.

Trzymam za Was kciuki.

Czy macie propozycję jakichś zdań stosowania, których powinno się zaniechać? Czy stosujecie powyższe zwroty, a może w stosunku do Was były one stosowane? Jak sie wtedy czuliście?

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Informacje od Was są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi się rozwijać.

Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz, że może być przydatny, to udostępnij go swoim znajomym na Facebook'u.

Pozdrawiam gorąco  ;-) .