moje_dziecko_mnie_denerwuje

Moje dziecko mnie denerwuje. Poznaj sposoby na zatrzymanie gniewu pod kontrolą

To kolejna taka scena w dniu dzisiejszym: mały płacze nieustannie, marudzi, nie chce zasnąć, wykłóca się o każdą najmniejszą kwestię...

Ty natomiast masz tyle rzeczy na głowie, obowiązki domowe, dodatkowe zlecenie, które liczyłaś, że wykonasz podczas popołudniowej drzemki dziecka. Zmęczenie nie pomaga w utrzymaniu nerwów na wodzy. Czujesz, że jeszcze chwila i eksplodujesz, że stracisz panowanie nad sobą. Podnosisz ton głosu, masz nawet ochotę nakrzyczeć na sporo niższego człowieka albo, co gorsza, złapać go za ramiona i mocno potrząsnąć...
Znacie ten stan? Jestem pewna, że dotyczy on niemal każdego rodzica.

Przyjrzymy się zatem bliżej rodzicielskiej złości, bo przecież, by móc sobie z czymś poradzić, najpierw powinniśmy to poznać.
Na szczęście, nad gniewem można zapanować, dlatego też podrzucę wam kilka sposobów na okiełznanie gwałtownych emocji.

Nie taka złość straszna jak ją malują

Warto spojrzeć na tę emocję z nieco innej niż zwykle perspektywy. Często kierując się stereotypowym myśleniem, traktujemy złość czy gniew jako złe emocje. Tymczasem, każda emocja czemuś służy, jest nam potrzebna, a dokonywanie podziału na lepsze czy gorsze nie ma sensu. Na co dzień odczuwamy całą gamę emocji – i bez względu na to, czy są one przyjemne, czy nie, są niezwykle cenne.

Emocje możemy porównać do sygnalizacji świetlnej. Każda z nich stanowi sygnał informujący nas o stanie, w jakim jesteśmy. Złość albo gniew są niczym czerwone światło i lampka ostrzegawcza w samochodzie. Co robimy, gdy zapali się któreś z nich? Czerwone światło nakazuje nam się zatrzymać, a włączona lampka sygnalizująca rezerwę paliwa- zatankować na najbliższej stacji benzynowej. Analogicznie jest z gniewem: jego pojawienie się informuje nas o niezaspokojeniu jakiejś potrzeby oraz o konieczności zatrzymania się, ochłonięcia i odnalezienia źródła owego zdenerwowania.

Poszukiwanie niezaspokojonych potrzeb...

Mimo iż ten nagłówek zabrzmiał niczym z poradnika, jest w nim sporo prawdy. Ciągły wyścig z czasem, pełnienie wielu ról społecznych, niekończąca się lista zadań, brak snu i czasu dla siebie do tego problemy finansowe czy zdrowotne - to nasza codzienność. Narzucone tempo nie pomaga w prowadzeniu higienicznego trybu życia. Zapętleni w codzienności bardzo często zapominamy, a raczej nie mamy czasu na spełnianie własnych, podstawowych potrzeb.

Zastanawiacie się jakie potrzeby mam na myśli? Na to pytanie, każdy z nas musi sam sobie odpowiedzieć.

Podczas poszukiwań odpowiedzi warto zwrócić uwagę na myśli, które pojawiają się w tym samym czasie co gniew, bo to one stanowią podpowiedź o prawdziwych przyczynach naszej złości. Jak się za to zabrać?

Przykładowa sytuacja może wyglądać następująco:

moje_dziecko_mnie_denerwuje_skoki

Gdy widzimy niewłaściwe zachowanie naszego dziecka, w głowie kumulują się różnorodne myśli:

"O nie, po raz kolejny ją uderzył!", "Już nie mam na niego sposobu", "Co powinnam z tym zrobić?".

Po serii opisów charakteryzujących zaistniałą sytuację pojawiają się kolejne myśli tym razem dotyczące naszej samooceny:

"jestem beznadziejną matką", "nie potrafię na niego wpłynąć", "gdzie popełniłam błąd".

Ta kaskada myśli wywołuje wiele emocji takich jak strach, poczucie winy, bezradność, złość. Jest to dla nas nieprzyjemne doświadczenie, nie chcemy się tak czuć, chcemy jak najszybciej rozwiązać kłopotliwą sytuację. Mimo iż wszystko trwa zaledwie kilka sekund, powoduje duży dyskomfort i silne emocje.

Gdy ze złością pojawia się wstyd

Kolejnym przykładem może być wizyta z dzieckiem w sklepie. Maluch płacze, rzuca się na podłogę, a ty podejmujesz nieskuteczne próby uspokojenia nasilającego się krzyku. W tej sytuacji trudno jest zebrać myśli, podjąć racjonalne działanie (o tym, jak postępować takiej sytuacji przeczytasz tu klik).
Najchętniej zapadlibyśmy się pod ziemię, by uciec od oceniającego wzroku klientów sklepu. Dopada nas złość, a nawet wściekłość na naszego buntownika. Przecież to jego zachowanie sprawia, że czujemy się zażenowani tą sytuacją. No właśnie zawstydzeni, ale skąd ten wstyd? Dlaczego się pojawia? Przecież to nie tylko nasze dziecko uskutecznia takie szopki podczas zakupów. Nie ono pierwsze i nie ostatnie. Być może, gdy przyjrzymy się dokładniej własnym odczuciom, dojdziemy do zaskakujących spostrzeżeń. Jakich? A no takich, że to nie zachowanie dziecka jest przyczyną naszej złości, tylko coś zupełnie innego. Może to obawa przed oceną innych osób? Zastanawiamy się, co pomyślą i powiedzą inni, do jakich matek nas zakwalifikują - tych dobry, czy złych?

Dlaczego zależy nam na opinii obcych osób? Jak po nitce do kłębka jesteśmy w stanie dojść do wniosku, że podstawą naszej złości jest niezaspokojona potrzeba akceptacji nas, jako rodziców, często jako matek. Jest więcej niż pewne, że postronne osoby nam tej akceptacji nie dadzą, ale warto, byśmy sami sobie dali przyzwolenie do popełniania błędów, uczenia się na nich, a przede wszystkim do bycia sobą. Dobrze jest wziąć głęboki oddech i powiedzieć: „To, że moje dziecko płacze, nie świadczy o mnie źle”.

Zauważcie jeszcze jedną zależność. Często zdarza się, że puszczają nam nerwy, gdy jesteśmy zmęczeni, mamy wiele obowiązków na głowie bądź śpieszymy się z realizacją zadania. Swoją złość na niedoczas, niemożność terminowej realizacji zlecenia wylewamy na sprzeczające się w pokoju obok dzieci. Faktem jest, że gdy jesteśmy zmęczeni, niewiele trzeba, by nerwy wymknęły się spod kontroli.

moje_dziecko_mnie_denerwuje_krzyk

Jak zatem rozpoznać zbliżające się emocjonalne tornado?

Może nam się wydawać, że gniew przychodzi nagle, że po prostu bach coś się dzieje i dochodzi do eksplozji, bez większego ostrzeżenia. Tymczasem nasze ciało wysyła wczesne oznaki złości. Kiedy nauczymy się je dostrzegać i rozpoznawać możemy podjąć odpowiednie kroki w celu powstrzymania emocjonalnego wybuchu.

  • szybsze bicie serca
  • skurcz żołądka
  • pobudzenie
  • odczuwalne większe napięcie mięśni - np. w barkach
  • przyspieszony oddech
  • zaciskanie szczęki i/bądź rąk w pięści
  • negatywne myśli

Gdy gniew wkracza do gry, nasz organizm zaczyna się przygotowywać do walki, kumuluje siły, stąd pojawiają tak gwałtowne reakcje.

A gdy złość w nas narasta?

 Najważniejszą, a zarazem najtrudniejszą kwestią do zrealizowania jest to by nie działać pod wpływem gniewu. Nie reagować, nie wychowywać, nie umoralniać, nie wchodzić w interakcję z potencjalnym źródłem naszej złości - źródłem, czyli dzieckiem ;-).

Skoro nie reagować, to co zrobić tą emocją? Tu kolejna niełatwa kwestia, która dotyczy sposobów odreagowania i uspokojenia się tak, by nie tłumić gniewu.  Stłumiona złość nie znika, pozostaje w nas i z czasem uderza ze zdwojoną siłą, obracając się przeciwko nam i naszym najbliższym.

Odreagowanie powinno mieć neutralną formę, nie powinniśmy pozwalać, by złość znalazła ujście w krzyku, potrząsaniu albo biciu dziecka (o konsekwencjach takiego postępowania przeczytacie tutaj


).

Gdy pojawią się pierwsze oznaki nadciągającego wkurzenia, warto podjąć próbę uspokojenia się:

  • głębokie, coraz wolniejsze oddychanie
  • powolne odliczanie wstecz
  • oderwanie się od absorbującej czynności i zrobienie czegoś, co nas uspokaja - przesłuchanie ulubionego kawałka, czy po prostu patrzenie przez okno
  • wyjście na spacer bądź bieg
  • ciepła kąpiel, prysznic
  • zanurzenie twarzy w umywalce z wodą (wtedy sobie pokrzycz)
  • zwyczajne oddalenie się na kilka chwil

moje_dziecko_mnie_denerwuje_ochłoń

To na co się zdecydujemy, zależy od naszych możliwości, a właściwie od tego, na co pozwala nam sytuacja.
Zapewne słyszeliście o tych prostych sposobach. Warto natomiast rzeczywiście z nich korzystać. A co jeśli przegapimy pierwsze symptomy nadchodzącej furii bądź emocje bardzo szybko urosną w siłę?

Gdy dochodzi do eskalacji i wybuchu...

Często w takim ataku złości albo gniewu tracimy kontrolę nad sobą. Myślę, że nawet trafniejszym stwierdzeniem będzie, że tracimy kontakt ze sobą. W normalnym stanie nie powiedzielibyśmy tego, co mówimy w gniewie, nie zachowalibyśmy się w taki sposób. Tracimy kontrolę np. nad naszym głosem i możemy krzyczeć, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Nie panujemy nad własną siłą, więc możemy niechcący ścisnąć ramię dziecka mocniej, niż zamierzaliśmy. Dlatego, kiedy czujemy, że nie możemy już zapanować nad sobą, to jest właśnie moment, żeby podjąć alarmowe środki zaradcze.

Jakie? Po pierwsze, powinniśmy odsunąć się od dziecka, bo możemy niechcący zrobić mu krzywdę.
Nawet jeśli płacze zarówno dla niego, jak i dla nas lepiej będzie, gdy je odłożymy w bezpiecznym miejscu (łóżeczko, kojec, dywan) i damy sobie chwilę na zaczerpnięcie oddechu.

Porozumienie bez przemocy

Spróbujmy poszukać kontaktu z samą sobą. Zastanówmy się, co czujemy. Można policzyć do dziesięciu, jeśli to komuś pomaga, skupić się na swoich uczuciach i potrzebach. Taką metodę pracy ze sobą i innymi rozpropagował Marshall S. Rosenberg i nazwał Porozumieniem bez Przemocy.

W nurcie Porozumienia bez Przemocy nacisk kładzie się właśnie na wspomniane już wcześniej budowanie kontaktu – z innymi i z samym sobą. To na początku może być trudne, jednak częsta praktyka przynosi świetne efekty.

Praktyka praktyką, tylko skąd brać na to siły?

To prawda, nie zawsze jest to proste. Mogę nawet powiedzieć, że nigdy proste nie jest. Jednak jako rodzice mamy wybór: pójść w instynktowne zachowania i działać impulsywnie, zgodnie z tym, co podpowiada nam złość, bądź przekierować energię na aktywne poszukiwanie rozwiązań.

Oczywiście możemy marnować swoje siły na wściekanie się albo wykorzystać je do zrobienia czegoś konstruktywnego. To wszystko może wydawać się zagmatwane, trudne i nierealne. Proste nie jest, ale realne jak najbardziej. Zamiast krzyczeć na dziecko, można zająć się polepszaniem swojego życia. Myślisz sobie "pierdolonto"... masz do tego prawo. Jednak faktem jest, że nasze funkcjonowanie oparte jest na wielu skomplikowanych zależnościach, żeby choć trochę poznać samych siebie, musimy poświęcić czas i uwagę na samoobserwację.

Myślenie vs wściekłość

Gdy już dopadnie nas dziki szał, nie jesteśmy w sanie zastanawiać się nad jego źródłem, a już tym bardziej nad swoimi potrzebami i ich zaspokajaniem. Co wtedy?

Od tego mamy wieczór. Warto wrócić myślami do tej sytuacji, kiedy dziecko pójdzie spać. To zdecydowanie spokojniejszy czas, kiedy naprawdę możemy pobyć ze sobą i przemyśleć wszystko gruntownie. Taka praca nad sobą zaowocuje w chwilach kryzysu. Będzie do czego wrócić: do przemyśleń, do wniosków, które się wysnuje. To moment, w którym możemy zastanowić się nad naszymi potrzebami, jakie i dlaczego nie są spełnione. Często bywa tak, że sami sobie jesteśmy wrogami. Wpadamy w pułapkę poświęcania całego swojego czasu dziecku. Wpędzamy się w poczucie winy, gdy robimy coś dla siebie, czujemy się jak złodzieje, kradnący czas, który powinien być przeznaczony dla malucha. Tymczasem jest zupełnie inaczej: kiedy robimy coś dla siebie, robimy to również dla dziecka.

Długoterminowa strategia uspokajająca

Jeśli chodzi o długoterminowe praktyki uspokajające, to warto włączyć ćwiczenia fizyczne jako cotygodniową rutynę. Jednym z najlepszych sposobów bycia dobrym rodzicem jest bycie dobrym dla siebie. Wspomniana aktywność może przybrać formę jogi, medytacji, biegania, jazdy na rowerze lub po prostu chodzenia. Ważne by to był czas, który poświęcasz tylko sobie.

Bądźmy dobrym przykładem

Nasze pociechy najlepiej i najwięcej uczą się przez obserwację. Dlatego, jeśli wychowywanie małego człowieka zaczniemy od siebie, jeśli będziemy umieli zapanować nad swoimi emocjami, on również się wkrótce tego nauczy (więcej na ten temat znajdziecie tutaj). To tak jak w samolocie z maską tlenową – instrukcja mówi, że najpierw zakładamy ją sobie, a potem dziecku. Podobnie na co dzień, najpierw warto uporać się ze swoimi emocjami, aby potem skutecznie pomóc w tym maluchowi.

Pamiętajmy również o tym...

Nie tylko klaps, ale też szarpanie malucha, potrząsanie albo krzyk są uznawane za przemoc wobec dziecka. Jeśli zatem czujesz, że już za chwilę stracisz panowanie nad sobą, odłóż dziecko, oddychaj głęboko i spróbuj ochłonąć. O konsekwencjach takiego postępowania przeczytasz tu (klik), a o tym, dlaczego kara nie przynosi pożądanego efektu tutaj (klik).

moje_dziecko_mnie_denerwuje_klaps

Nie ma kogoś takiego, jak "idealny rodzic", który nie popełnia błędów i zawsze postępuje tak, jak powinien postąpić. Ogromnym sukcesem będzie, jeśli przez cały dzień uda nam się być "wystarczająco dobrymi" rodzicami. Niezależnie od tego, czy raz lub dwadzieścia razy stracimy panowanie nad sobą, najważniejsze byśmy potrafili przyznać się do popełnionego błędu oraz podjęli zobowiązanie do zmiany na lepsze.

Jakie są Wasze sposoby na okiełznanie emocji?

 

 


pozytywny_wpływ_zwierzat

Pozytywny wpływ zwierząt na nasze zdrowie

Od dawien dawna zwierzęta są naszymi towarzyszami. Jednak na przestrzeni lat zmienia się ich rola w naszym życiu. Kiedyś były wsparciem w przydomowych pracach, dziś strzegą domowego ogniska, jako członkowie naszych rodzin. Każdy kto posiada bądź posiadał zwierzęcego przyjaciela wie, jak wiele dobrego wnosi on w nasze życie. By nie pozostawić tego stwierdzenia tylko intuicji i odczuciom przyjrzyjmy się naukowym dowodom potwierdzającym pozytywny wpływ zwierząt na ludzkie zdrowie. Co zatem zyskujemy posiadając czworonożnego pupila?

Działanie terapeutyczne

Znakomitym przykładem pozytywnego  wpływu zwierząt na człowieka jest stosowanie zooterapii. Wykorzystuje się w niej leczniczy wpływ dotyku. Powoduje on wydzielanie endorfin, hormonów szczęścia. Obecność zwierząt odblokowuje wiele ludzkich reakcji, pewnie dlatego, że przyjmują nas one takimi, jakimi jesteśmy, nie oceniają, nie traktują inaczej osób zdrowych i niepełnosprawnych. W jednej chwili potrafią wywołać uśmiech na strapionej twarzy swojego kompana. Badania przeprowadzane na całym świecie potwierdzają dobroczynne działanie zwierząt na ludzki organizm, stan fizyczny, a przede wszystkim psychiczny. Dlatego coraz częściej stosowane są terapie dla chorych z udziałem zwierząt. W Polsce najpopularniejsza jest dogoterapia (kontakt z psem), hipoterapia (kontakt z koniem) i felinoterapia (kontakt z kotem). Na świecie znane są również onoterapia (kontakt z osłami i mułami) oraz delfinoterapia (kontakt z delfinami).

pozytywny_wpływ_zwierzat_kon

Przyjrzyjmy się zatem dokładniej poszczególnym zmianom zachodzącym w naszym życiu i w naszych organizmach za sprawą naszych milusińskich.

Nie taki nerwowy, jak go malują…

Niesamowite jest to, że efekty redukcji stresu są widoczne nawet podczas przebywania w jednym pomieszczeniu z ulubieńcem. Spoglądanie na pupila cieszącego się na nasz widok, czy też przytulanie się do niego, aktywuje w naszym organizmie wydzielanie oksytocyny. Hormon ten wpływa na budowanie więzi i budzi opiekuńcze instynkty. W dodatku zwiększenie wydzielania oksytocyny wpływa na obniżenie poziomu kortyzolu, nazywanego hormonem stresu. Metodę obcowania ze zwierzętami stosuje się m.in.  w leczeniu stresu pourazowego u weteranów wojennych.

Samo towarzystwo psa czy kota sprawia, że łatwiej radzimy sobie z trudnymi sytuacjami. Towarzyszą nam wówczas mniejsze obawy, napięcie i zdenerwowanie.

Zwierz kontra zawał

Nie ma wątpliwości, że codzienne spacerowanie z czworonożnym przyjacielem  pomaga utrzymać poziom złego cholesterolu w ryzach. Opinię tę potwierdzają badania australijskiej Narodowej Fundacji Kardiologicznej. Eksperci zauważyli, że ludzie posiadający psa, zwłaszcza mężczyźni, mają mniejsze skłonności do nadciśnienia, nadwagi i podwyższonego cholesterolu niż osoby, które nie mieszkają z pupilami.

Pocałuj żabkę w łapkę

Tu istotną rolę odgrywa wspomniane wcześnie głaskanie zwierząt futerkowych. Badania naukowców ze Stanowego Uniwersytetu Nowego Jorku w Buffalo dowiodły, że na ludzi z nadciśnieniem głaskanie kota czy psa działa tak, jak gdyby przyjmowali połowę zalecanej przez lekarzy dawki leku na obniżenie ciśnienia.

Także zabawa z psem obniża za wysokie ciśnienie krwi, nawet sama obecność zwierzęcia w jednym pomieszczeniu powoduje obniżenie niepokoju. Zwierzęta nie muszą mieć czterech łap i futra, by wywierać na nas pozytywny wpływ. Mowa o rybkach, które odgrywają też istotną rolę i nie jest to za sprawą spełnionego życzenia. Obserwowanie rybek pływających w akwarium działa uspokajająco. Natomiast ptaki, papugi i kanarki rozweselają swoich kompanów.

Pieski małe dwa...

O wpływie spacerowania na obniżenie poziomu cholesterolu już wspominałam, czas na kolejny atut wspólnej aktywności. Okazuje się, że pies jest lepszym kompanem na szwendanie się po mieście niż jakikolwiek kumpel. Dlaczego? Otóż badania wskazują, że ludzie, którzy wychodzą na spacer z czworonogiem, cieszą się lepszą kondycją niż ci, którzy preferują przechadzki w towarzystwie znajomych czy rodziny. Kolejne wyniki pokazały, że posiadacze psów spacerują średnio 300 minut tygodniowo, podczas gdy ludzie bez zwierzęcia chodzą średnio, niemal o połowę mniej, bo zaledwie 168 minut. Ponadto psiarze mają o 54 proc. większą szansę na osiągnięcie zaleconej przez lekarzy „dawki” codziennego ruchu.

Pozytywny wpływ zwierząt na nasze zdrowie

Niższy cholesterol, ciśnienie krwi, zredukowany stres i lepsza kondycja – ten zespół korzyści wynikający z posiadania zwierzęcia wpływa na zmniejszenie ryzyka chorób sercowo-naczyniowych. Potwierdzają to wnioski z badań z 2013 r. Amerykańskiego Towarzystwa Kardiologicznego, które podkreśla, że zwierzęta futerkowe (zwłaszcza psy) zwiększają szansę pacjenta na dłuższe życie w zdrowiu i dobrej kondycji.  Inne badania z kolei wykazały, iż w ciągu 10 miesięcy od kupienia zwierzęcia jego właściciele rzadziej cierpieli na drobne dolegliwości somatyczne, takie jak katar, kaszel, bóle pleców, głowy czy też bezsenność. Zweryfikowano również częstotliwość wizyt lekarskich i okazało się, że osoby, które mieszkają z czworonogiem, rzadziej chodzą do lekarzy niż osoby nie posiadające zwierząt. Właściciele psów odwiedzali lekarzy o 8% rzadziej niż osoby nie posiadające zwierząt, a właściciele kotów o 12%.

pozytywny_wpływ_zwierzat_spacer

Antyalergiczny przyjaciel

Wbrew bardzo częstym rodzicielskim obawom badania dowiodły, że dzieci, które do szóstego miesiąca życia miały kontakt ze zwierzętami, rzadziej cierpią na alergię, uczulenia, wypryski i astmę w późniejszych latach. Maluchy wychowane na wsi, otoczone kotami, psami, krowami czy nawet sporadycznie myszami, mają lepiej ukształtowany system immunologiczny.

 Najlepszy antydepresant

Czas na aspekt psychologiczny posiadania zwierzęcego przyjaciela. Bliska relacja z pupilem łagodzi przebieg depresji, a nawet pomaga ją wyleczyć. Szczególny wpływ na polepszenie samopoczucia mają psy, które redukują napięcie, poprawiają samoocenę i utwierdzają w poczuciu autonomii i byciu kompetentnym . Pupile dają coś, na czym człowiek z depresją może się skoncentrować, dzięki czemu może oderwać się od myślenia o problemach i chorobie. Duże znaczenie odgrywają tu również pozytywne emocje, zarówno te odczuwane przez nas do zwierzaka, jak i te, które pupil nam okazuje. To bezgraniczna akceptacja i przyjaźń.

Zastrzyk przeciwbólowy

Wszystko dzięki odwróceniu uwagi od fizycznego cierpienia.  Obserwacje pacjentów w szpitalach dowiodły, że osoby, które miały kontakt z ukochanymi zwierzętami, w cyklicznie prowadzonych ankietach deklarowały niższy poziom bólu. Zaobserwowano, że pacjenci, którzy poddali się operacji wymiany stawu biodrowego, po zastosowaniu „zwierzęcej terapii” przyjmowali mniej leków przeciwbólowych.

Niczym zwierzęta stadne

Zwierzęta uczą nas empatii, okazywania uczuć i budowania trwalszych relacji z innymi osobami. Bez wątpienia kształtują w nas poczucie odpowiedzialności oraz troski o innych. Nie możemy również pominąć może prozaicznej kwestii, ale jakże istotnej jaką jest zwiększenie możliwości kontaktów interpersonalnych podczas codziennych spacerów z pupilami. Zyskujemy okazję do wyjścia z czterech ścian i rozmowy z innymi „spacerowiczami”.

Domowy monitoring zdrowia

Zwierzęta są bardzo wrażliwe na wszelkie zmiany zachowania właściciela. Okazuje się, że czuły nos niektórych psów potrafi wyczuć chociażby poziom cukru u diabetyków, zanim jeszcze zauważy to sam właściciel. Gdy chorym na cukrzycę spada poziom glukozy, dochodzi w ich organizmie do kwasicy ketonowej, czyli stanu, w którym zamiast cukru spalany jest tłuszcz. Zmienia się wówczas zamach oddechu, co wyszkolone psy znakomicie wyczuwają.

 Z czworonogiem nam do twarzy

Zwierzęta nie oceniają i akceptują właściciela takim, jaki jest, bez względu na wygląd czy zachowanie, kochają bezwarunkowo. To wszystko wpływa na podwyższenie naszej samooceny. Oczywiście postawa ta nie dotyczy tylko psów, ale też kotów, które również przywiązują się do swojego pana. Eksperci dowodzą, że właściciele zwierząt w większym stopniu akceptują siebie niż osoby, które nie mają kota czy psa.

 W kupie raźniej

No cóż chcąc dowiedzieć się jak najwięcej o nas samych, poznać podstawy naszego funkcjonowania stajemy się obiektem ciągłych obserwacji i badań ;-) w różnorodnych dziedzinach również tych międzyludzkich.  Nie potrzeba wielkich badań by wiedzieć, że spędzamy wspólnie czas np. karmiąc pupila, czy wychodząc z nim na spacer zacieśniają się również więzi między nami. Zwierzęta są również wdzięcznym tematem do rozmowy z dzieckiem czy partnerem. Co więcej, dzieci uczą się odpowiedzialności i troski o innych. Ponadto to właśnie w związku z ulubionym zwierzęciem przeżywają swoje pierwsze doświadczenia ze śmiercią, co jest dla nich trudnym, ale bardzo ważnym i edukacyjnym przeżyciem.

Na dobre i na złe

Domowy zwierzak może dać to czego często nie mogą zaoferować inni ludzie: miłość i towarzystwo. A przy tym nie marudzi, nie zdradza, a może nawet… ogrzać. Jest wiec doskonałym antidotum na samotność. Badania przeprowadzone przez naukowców Saint Louis University wykazały, że mieszkańcy domów opieki czuli się mniej samotni, gdy przebywali z psem niż wówczas gdy przebywali z innymi ludźmi! W interwencjach przeprowadzanych przez inspektorów Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami często spotykają oni samotne osoby, dla których pies czy kot to jedyne towarzystwo i często także jedyna motywacja do życia. W więzieniach, w których zezwolono na wizyty zwierząt lub trzymanie własnych zanotowano znaczne zmniejszenie częstotliwości aktów przemocy, prób samobójczych i zażywania narkotyków.

Dajmy im coś w zamian

Decydując się na posiadanie zwierzęcego przyjaciela nie możemy zapomnieć również o jego potrzebach zarówno tych związanych ze spacerowaniem, przytulaniem i zabawą, jak i o tych dotyczących pielęgnacji i żywienia. Ważne by zaopatrzyć się w produkty najlepszej jakości, dostosowane do potrzeb konkretnego zwierzaka. Jeżeli nie mamy czasu na dojazd do stacjonarnego sklepu zoologicznego, możemy zrobić zakupy w sklepie on line - takim jak ten ->(klik). W nim robimy zakupy dla naszej Kathii.

pozytywny_wpływ_zwierzat_kathia

Współcześni psycholodzy, terapeuci, a także lekarze różnych specjalności są zgodni co do tego, iż obecność zwierząt w życiu człowieka, a także podczas terapii zarówno małych, jak i dużych pacjentów przyśpiesza ich powrót do zdrowia. W wielu przypadkach zamiast leków na receptę zalecają kontakt ze zwierzętami. Dowiedziono bowiem, że miłośnicy psów, kotów a nawet kanarków są zdrowsi i odporniejsi na choroby niż osoby nie mające dłuższego kontaktu ze zwierzętami. Lekarze na całym świecie coraz częściej wprowadzają zwierzęta do poradni psychologicznych i szpitali. Amerykańskie przepisy sanitarne zezwalają nawet na przebywanie zwierząt w salach chorych, na szpitalnych łóżkach, obok swoich właścicieli.

Zwierzęta poprawiają nasze samopoczucie, relaksują, obniżają ciśnienie, a przede wszystkim są zawsze wierne i oddane.  Nie mam żadnych wątpliwości, że nieocenionym terapeutą zarówno na dolegliwości naszej duszy, jak i ciała może być nasz ukochany zwierzak.

Czy Wy jesteście szczęśliwymi posiadaczami zwierzęcych przyjaciół?

Do następnego przeczytania,
Karola

 


edukacja finansowa dziecka

Edukacja finansowa dziecka

 

Pokolenie młodych Polaków mimo sprzyjających okoliczności pozostaje niezaradne finansowo. Posiada niewielką wiedzę finansową, nie potrafi zarządzać budżetem i zadłuża się na potęgę. Powody takiego stanu rzeczy bywają różne, jednak niewątpliwie jednym z najważniejszych jest zaniedbanie przez rodziców edukacji finansowej. Jak uniknąć takich problemów i zapewnić potomstwu bezpieczny start w dorosłe życie? Jak edukować dzieci w dziedzinie finansów?

Dlaczego warto zająć się finansową edukacją dziecka?

Jak pokazują liczne badania, młodzi Polacy nie wiedzą zbyt wiele na temat zarządzania budżetem, mają problemy z bieżącym regulowaniem swoich zobowiązań, a mimo to niezwykle chętnie sięgają po kredyty i karty kredytowe. Winę za taki stan rzeczy ponoszą przede wszystkim rodzice.

Szkoła nie zapewnia gruntownej socjalizacji finansowej, a jeśli już oferuje lekcje przedsiębiorczości to dopiero na etapie edukacji w liceum czyli zdecydowanie zbyt późno. Zainteresowanie światem finansów pojawia się u najmłodszych w wieku zaledwie kilku lat, dlatego już od maleńkości warto wprowadzać dziecko w temat zarządzania pieniędzmi - liczenie w tej kwestii na szkołę nie będzie zbyt rozsądne. Ciężar finansowej edukacji spoczywa, i nawet w przypadku ewentualnych zmian w szkolnictwie spoczywać będzie, na barkach rodziców. To właśnie postawy rodziców wobec pieniędzy są niezwykle chętnie naśladowane przez maluchy, a popełniane błędy równie często powielane.

edukacja finansowa dziecka chłopiec

Chcąc chronić dziecko przed nadmiernym zadłużaniem się, problemami z płynnością finansową oraz życiem od pierwszego do pierwszego, będącymi wynikiem niewiedzy, warto o socjalizacji finansowej pomyśleć z odpowiednim wyprzedzeniem. Edukacja finansowa to ponadto doskonały sposób na naukę przedsiębiorczości, rozwijanie kreatywności oraz umiejętności dostrzegania okazji i ich wykorzystywania. Który rodzic nie chciałby, by jego dziecko posiadało takie cechy charakteru?

Kiedy należy zacząć?

Socjalizację finansową warto rozpocząć możliwie najwcześniej. Ważne jest jednak, by jej intensywność i stopień zaawansowania dostosować do możliwości malucha oraz jego zainteresowań. Nie każdy czterolatek znajduje się na takim samym poziomie rozwoju, stąd też nie można w jednoznaczny sposób odpowiedzieć na pytanie dotyczące optymalnego momentu na rozpoczęcie finansowej edukacji dziecka.

Należy mieć jednak świadomość, iż edukacja finansowa to nie tylko czas wspólnie spędzony z maluchem na rozmowach o pracy i pieniądzach, ale także dawanie dobrego przykładu na co dzień. Dzieci niezwykle bacznie obserwują otaczającą je rzeczywistość i chętnie naśladują postawy i zachowania rodziców. Mając to na uwadze, warto przeprowadzić gruntowną analizę swojego zachowania i spróbować wykluczyć z niego te elementy, które nie mają zbyt pedagogicznego charakteru. Co więcej, rozsądnie będzie wyrobić w sobie pewne nawyki, które z czasem będą powielane przez dziecko – np. oszczędzanie.

Jak edukować finansowo dzieci? 

Dawanie dziecku dobrego przykładu to jedno, jednak nie należy zapominać o innych działaniach edukacyjnych, które pozwolą mu zrozumieć jakimi prawami rządzi się świat finansów i jakie niesie za sobą zagrożenia.

Finansową socjalizację dziecka warto rozpocząć od nauki odróżniania pieniędzy od innych przedmiotów. Doskonale do tego posłuży skarbonka, do której maluch będzie wrzucał wszystkie otrzymane, bądź znalezione w domu monety i banknoty. Kiedy już nauczy się liczyć, warto zatroszczyć się o naukę odróżniania nominałów oraz liczenia wartości zgromadzonych w skarbonce pieniędzy.

Wartość pieniądza

Kolejnym etapem finansowej edukacji malucha powinno być uświadomienie mu wartości pieniądza. Lekcję taką najlepiej przeprowadzić w sklepie i zaangażować dziecko chociażby w poszukiwanie produktów z listy zakupów, porównywanie cen różnych produktów oraz liczenie wysokości rachunku. Lekcja taka powinna uświadomić maluchowi, że posiadanie niewielkiej kwoty pieniędzy nie pozwala na spełnienie wszystkich zachcianek. Dalszym krokiem jest nauka oszczędzania i gromadzenia środków przeznaczonych na realizację większych marzeń.

Do skarbonki grosik wrzuć

Wraz z rosnącą świadomością i wiekiem, warto pomyśleć o kieszonkowym dla dziecka. Posiadanie własnych pieniędzy to z jednej strony satysfakcja, zaś z drugiej liczne pokusy i swoisty egzamin dojrzałości. By uniknąć niepotrzebnych nieporozumień, warto już na początku ustalić z dzieckiem optymalną kwotę kieszonkowego oraz jej przeznaczenie. I najważniejsze - trzymać się ustalonych zasad! Jakiekolwiek dodatkowe wspieranie budżetu dziecka zniweczy wielomiesięczne starania i uzmysłowi mu, że pojawiające się problemy natury finansowej rozwiązywać będą za niego rodzice. Jak radzić sobie w takich sytuacjach? Zamiast zwiększać kwotę kieszonkowego co kwartał, rozsądniej będzie zaoferować dziecku oprocentowaną pożyczkę. Zrozumie dzięki temu, że natychmiastowe spełnianie większych zachcianek wiąże się z dodatkowymi kosztami. Rozwiązaniem, które może wprowadzić do nauki element zabawy może być posłużenie się finansowymi grami edukacyjnymi, uczącymi przedsiębiorczości i planowania.

edukacja finansowa dziecka pieniądze

W celu promowania oszczędzania, dobrze będzie również zaproponować procentowaną lokatę (oczywiście, jest to propozycja skierowana do starszych dzieci, kilkunastoletnich). Taka praktyczna lekcja o produktach bankowych z pewnością przyniesie znacznie trwalsze efekty aniżeli godziny spędzone na wspólnych rozmowach o korzyściach i zagrożeniach lokat oraz kredytów. Możliwość popełniania błędów i ponoszenia ich konsekwencji, to niewątpliwie najlepsza lekcja o finansach dla młodego człowieka.

Autorem wpisu gościnnego jest Jakub Górecki - ekonomista z pasji i zamiłowania, redaktor bloga MySaver o rozsądnym oszczędzaniu i inwestowaniu.

Jakie są Wasze doświadczenia w obszarze edukacji finansowej Waszych pociech? W komentarzach pod postem podzielcie się ze mną swoimi sposobami na wprowadzenie maluchów w finansowy świat.

Ściskam,
Karola


dlaczego masz ochotę zjeść swoje dziecko

Masz ochotę schrupać swoje dziecko? Sprawdź dlaczego

Jestem pewna, że nie tylko mnie dotyczy ta dziwna „przypadłość” powtarzającej się chęci „schrupania”, któregoś z moich synów. Któż z nas potrafi oprzeć się nieodpartej chęci uściskania malucha, mając w zasięgu wzroku pulchniutkie stópki, małe paluszki, pyzate policzki, czy skręcone niczym sprężynki włoski? No ja nie jestem w stanie usiedzieć na miejscu i tylko napawać się tym cudnym widokiem. Nawet teraz na samą myśl doznaję szczękościsku 😉.

Też tak macie?
Wiedziałam, że tak.

Na szczęście nie jesteśmy odosobnieni. Odczucia te towarzyszą większości rodziców i mają swoje biologiczne uzasadnienie - sprawiają, że stajemy się „lepszymi” rodzicami.

schrupać - dlaczego masz ochotę schrupać swoje dziecko

Zjawisko to otrzymało miano „słodkiej agresji” i stało się tematem kilku badań naukowych.

Zobaczmy zatem, dlaczego chcemy zjeść słodkiego malucha.

Zaraz Cię zjem

Zapewne niejednokrotnie słyszeliście sformułowanie padające z ust babci, cioci czy ekspedientki w sklepie: „on jest tak słodki, że mam ochotę go schrupać”. Wszystko fajnie, jeżeli to odczucie dotyczy nas i naszego, własnego dziecka, ale dlaczego „postronne” osoby doświadczają podobnych odczuć?

Z jednej strony to dziwne, ale jednocześnie naturalne – głównym winowajcą jest matka natura - i dziecięcy zapach.

Biologia zadbała o bezpieczeństwo maluszka, nie bez przyczyny rozczula nas on swoim wyglądem. Zwróćcie uwagę na cechy postaci z ukochanych bajek Disneya - wysokie, zaokrąglone czoło, mały, zadarty nosek, duże oczka, pucułowate policzki, zaokrąglone rączki – autorzy wiedzą w jaki sposób zadziałać na widza, by bohaterowie zostali obdarzeni sympatią. Wymienione cechy to, to co nas rozbraja i rozczula w małych dzieciach, to, to co sprawia, że nie potrafimy się im oprzeć i jesteśmy skłonni wybaczyć im wszystko.

Według ekspertów instynktowne zachowania dorosłych są wsparciem w procesie budowania więzi, zapewnieniu bezpieczeństwa maluchowi i rodzicielskiej regulacji emocjonalnej.

Skąd oni to wiedzą?

Potwierdzenie powyższego znajduje się w wynikach badań opublikowanych na łamach czasopisma Frontiers in Psychology wskazują one, że zapach niemowlęcia wywołuje w mózgu młodych matek silną reakcję podobną do chęci zaspokojenia głodu pojawiającej się na widok apetycznej, aromatycznej, ulubionej potrawy.

Widzicie to oczami wyobraźni? Trudno się opanować prawda?

Nie będę przytaczała szczegółów wspomnianego eksperymentu, które znajdziecie tutaj, przejdę natomiast do konkretów. W badaniu uczestniczyło 30 kobiet, które przydzielono do dwóch 15 osobowych grup. W pierwszej były młode matki, w drugiej natomiast bezdzietne kobiety. Wszystkim podawano do wąchania zapach pobrany z piżamek 18 dniowych noworodków. I następnie prowadzono obserwację. Czego? Tym razem nie zachowania, choć może i na jego podstawie można byłoby wysnuć jakieś wnioski. 😉 Obserwowano natomiast aktywność ich mózgu, wykorzystano do tego obraz rezonansu magnetycznego.

Mózg prawdę Ci powie…

I czego się dowiedziano? Po przeanalizowaniu wyników skanów okazało się, że u młodych matek zapach wywoływał zauważalnie silniejszą reakcję niż u kobiet bezdzietnych. Zmiany widoczne były w obszarze mózgu związanym z układem nagrody, odpowiadającym za odczuwanie przyjemności. Aktywność tego rejonu, związana jest z wydzielaniem dopaminy, ta natomiast ma istotne znaczenie dla utrwalania zachowań prowadzących do odczuwania satysfakcji i przyjemności np. z zaspokajania apetytu, uzależnienia od nikotyny, alkoholu czy narkotyków.

Wąchaj, wąchaj a wywąchasz…

Zapach wydaje się odgrywać ważną rolę w budowaniu więzi pomiędzy matką a dzieckiem. Po spędzeniu zaledwie godziny z noworodkiem, 90% matek jest w stanie rozpoznać swoje dziecko na podstawie zapachu. Nawet kupa naszego malucha wydaje się mniej… intensywnie „pachnieć”.

Można rzec, że matczyna miłość unosi się w powietrzu 😉

Na tym jednak nie koniec… Wspomniałam wcześniej o zjawisku tzw. „słodkiej agresji”, to właśnie jemu poświęcone było kolejne badanie…

zapach dziecka - dlaczego masz ochotę schrupać swoje dziecko

Przytulać do utraty tchu

The Association of Psychology Science opublikowało badanie dotyczące fali uczuć zalewających nas podczas kontaktu z małych dzieckiem.

Kojarzycie ten moment, kiedy macie ochotę tak mocno przytulić malucha, że niemal byście go zgnietli? Oczywiście tego nie robicie. Jednak bez wątpienia takie odczucia się pojawiają i nie są wam obce.

Dlaczego tak się dzieje i czemu to służy?

Zjawisko to wspomaga regulację emocji i jest tożsame z tym, co dzieje się z naszym organizmem, gdy płaczemy z radości. Wtedy to pozornie negatywna odpowiedź pojawia się w związku z bardzo pozytywnymi doświadczeniami. Co ciekawe, efekt ten widoczny jest również w przeciwnym kontekście, gdzie w sytuacjach silnego stresu czy złości reagujemy śmiechem.

Odpowiedź jest następująca, „słodka agresja” pomogła nam zrównoważyć emocje, które w dłuższej perspektywie byłyby dla nas przytłaczające. Jak mówi znane nam przysłowie: „co za dużo to niezdrowo” tak, też jest w tym przypadku nadmiar szkodzi nawet jeśli dotyczy „emocjonalnego haju”.

Masz ochotę schrupać swoje dziecko – to normalne

Celem obu badań było lepsze zrozumienie międzyludzkich relacji i stanów emocjonalnych, towarzyszących młodym matkom.

Pozornie może się wydawać, że naukowcy mają za dużo wolnego czasu, że zajmują się takimi „pierdołami”. Powinniśmy jednak posłużyć się stwierdzeniem, że „nie ma głupich pytań”, a spostrzeżenia uzyskane w efekcie tych badań są niezwykle cenne, gdyż pozwalają przyjrzeć się ludzkiej emocjonalności, temu, w jaki sposób wyrażamy i regulujemy swoje emocje. Ma to istotny wpływ na nasze zdrowie psychiczne, fizyczne, a w konsekwencji na budowanie relacji z innymi, współprace i inne społeczne umiejętności.

Zarówno chęć zjedzenia dziecka, jak i „słodka agresja” są powszechne, normalne i zdrowe. Stanowią jeden z mechanizmów przystosowawczych, pozwalających nam wrócić do emocjonalnej równowagi. Dodatkowo przyczyniają się do budowania bliskości między rodzicem a dzieckiem będącej fundamentem rozwoju małego człowieka. Umiłowanie do zapachu maleństwa pozwala młodej mamie szybciej odnaleźć się w nowej, życiowej roli.

Badania wskazują jednoznacznie, że rodzice odczuwający wspomniane wcześniej - skrajne emocje w stosunku do swoich dzieci, dokonują autoregulacji, dzięki czemu zachowują większe opanowanie i łatwiej rozpoznają potrzeby swoich pociech.

Ciekawa jestem czy w taki sam sposób reagowaliby tatusiowie. Obserwując mojego męża, brata czy tatę mogłabym stwierdzić, że tak – jednak to trochę zbyt mała próba 😉.

Jak jest waszym zdaniem?
Czy Wy również macie ochotę schrupać swojego maluszka?
Podzielcie się ze mną swoimi doświadczeniami w komentarzach pod wpisem.

Może zainteresuje Was również:

Leworęczność – błogosławieństwo czy przekleństwo?

Leworęczność u dzieci. Jak rozpoznać rodzaj lateralizacji i efektywnie wspierać dziecko w rozwoju? Przykłady ćwiczeń.

Czym są napady złości u małego dziecka? 11 wskazówek na zapobieganie i zminimalizowanie agresji u malucha

Nie, Twoja inteligencja nie pochodzi wyłącznie od mamy

 

Do napisania,

Karola


relacja_z_dzieckiem

Rodzicu przeproś swoje dziecko! Czyli o nauce przepraszania słów kilka

Istnieją pewne zwroty i słowa odgrywające bardzo ważną rolę w każdej z naszych relacji:

„Kocham Cię”, „Słyszę Cię”, „Proszę wybacz mi" 

Istota przepraszania

Wydaje się, że przeprosiny są dla nas czymś zupełnie naturalnym. Jaki jest pierwszy odruch każdego rodzica, gdy dochodzi do bardziej lub mniej burzliwej sprzeczki między rodzeństwem? Oczywiście doprowadzenie do pojednania między dziećmi - czytaj wymuszenie „oczyszczających sytuacje” – przeprosin.

„A teraz podajcie sobie rączki i się przeproście”
 – rączka, rączka, buźka, buźka i po temacie… Przeprosiny są bardzo istotnym elementem w kontekście kulturowo przyjętej poprawności zachowania, pewnej symboliki związanej z zakopaniem wojennego topora. Nie powinniśmy jednak zapominać, że najważniejszym etapem w „rytuale przeprosin” nie jest sam fakt przyznania się do błędu, ale to, co następuje po nim, czyli umiejętność naprawiania szkód, zmiany tego co było niewłaściwe, odbudowywania relacji po konflikcie. A tu samo (często wymuszone) podanie ręki nie wystarczy. jak nauczyc dziecko przepraszac rozmowa Właśnie na ten etap, następujący „po” symbolicznym uścisku, powinniśmy przekierować naszą uwagę i główny edukacyjny nacisk. Choć „nacisk” nie jest zbyt trafnym określeniem, bo któż z nas lubi być zmuszany do czegokolwiek? No właśnie - nikt… Z przeprosinami jest podobnie jak z komplementami, aby przyniosły pożądany efekt muszą być szczere i wynikać z własnej woli, a nie z zewnętrznego nacisku wywieranego przez np. rodzicielski palec wskazujący 😉. Zatem w jaki sposób naturalnie, wpleść w naszą codzienność tę potrzebną umiejętność? Jak to zrobić, by bez nacisku, zmuszania, czy zbędnej publiczności rozwinąć w dziecku potrzebę przepraszania? Ha, tu odpowiedź nie będzie zaskoczeniem, bo i tym razem najlepiej jest zacząć od samego siebie – od naszego zachowania i naszej relacji z dzieckiem. Oczywiście nie jest to sprawą łatwą. Przepraszanie dziecka przez rodzica czy opiekuna wiąże się z poczuciem wstydu. Z tego właśnie powodu tak wielu rodziców unika jak ognia przyznawania się do błędu przed swoją pociechą.

Dlaczego czujemy się niezręcznie przepraszając dziecko?

Przecież ucząc przeprosin naszego malucha tłumaczymy mu, jak ważnym i pomocnym elementem jest ta umiejętność. I co? Sami mamy z tym problem? Czy jesteśmy autentyczni wymagając czegoś od dziecka, a sami tego nie praktykując? No właśnie. Przyczyn wspomnianego dyskomfortu możemy szukać w błędnych przekonaniach, w stereotypach i w tym w jaki sposób nasi rodzice „uczyli” nas przepraszać innych. Wśród usprawiedliwień dotyczących unikania przeprosin najczęściej pojawia się obawa przed zmniejszeniem się szacunku dziecka do przepraszającego rodzica. Boimy się również niewłaściwej interpretacji, że przyznanie się do błędu zostanie odebrane przez malca, jako słabość i zdobędzie on przekonanie, że ma nad nami przewagę… Na serio? Tego właśnie się obawiamy? Otóż moi drodzy, nie ma nic bardziej mylnego niż powyższy akapit. Zastanówmy się jeszcze raz, jak jest w rzeczywistości. Czy nie jest tak, że mamy większy szacunek dla osób, które potrafią się przyznać do swoich błędów i starają się je naprawić? No właśnie niby wszystko jest jasne, jesteśmy świadomi pewnych zależności, a dyskomfort, jak był, tak nadal nam towarzyszy. Smutna prawda jest taka, że ​​większość z nas czuje się nieswojo prosząc o przebaczenie.  Nie tylko dlatego, że musimy przyznać się do popełnionego błędu, ale dlatego, że wywołuje to w nas również uczucie wstydu. Tego samego wstydu, który odczuwaliśmy w dzieciństwie, gdy po sprzeczce w piaskownicy, rodzice kazali nam przeprosić koleżankę, (bo tak wypada). Uczucie to było tym większe, im większa publika przyglądała się temu przedstawieniu, w którym graliśmy główną rolę. Czy tego samego chcemy dla naszych dzieci...

Jak zatem nauczyć dziecko przepraszać?

Dużo bardziej efektywną metodą edukacji jest modelowanie. Mówimy o nim wtedy, gdy dziecko uczy się przez obserwację konkretnych zachowań. Najlepiej, kiedy są to nasze zachowania 😉 Skoro mowa o nas, jako wzorach do naśladowania, przyjrzyjmy się najpierw czego nasze dzieci uczą się od nas, gdy ich NIE przepraszamy

Czego uczymy nasze pociechy unikając przeprosin?

  • „Przepraszanie oznacza, że ​​zrobiłeś coś złego, bądź że jesteś zły.” W pakiecie do tego dziecko dostaje poczucie wstydu.
  • Nie ma nic złego w tym, że naszym postępowaniem niszczymy relację z drugą osobą i nie próbujemy tego naprawić.
  • Jeżeli przepraszasz, tracisz swoją pozycję, okazujesz słabość.
  • Przeprosiny mają rację bytu tylko w sytuacji, gdy jesteś do tego zmuszony – nie ma sensu przepraszać z własnej woli.

Czego uczą się nasze dzieci, gdy „przeprosiny” goszczą w naszej relacji na co dzień?

  • Wszyscy mają prawo do popełniania błędów i zawsze można starać się je naprawić.
  • Każdemu zdarza się zranić drugą osobę. Ważne jest, aby to dostrzec, zmienić swoje zachowanie i wyjaśnić sytuację.
  • Przeprosiny sprawiają, że druga osoba ma bardziej pozytywne zdanie na temat naszego zachowania.

Kiedy powinniśmy przeprosić nasze dziecko i co powinniśmy powiedzieć

1. Łatwe i częste przeprosiny

Uwzględniając małe przewinienia tzw. „ups”, które potencjalnie nie mają wielkiego znaczenia, ale są po prostu częścią naszej codzienności.

„Ups…Przepraszam przerwałem Ci, dokończ proszę to o czym mówiłeś.”
Rozważ przeprosiny za każdym razem, kiedy zachowasz się w sposób, w który nie chciałbyś, by zachował się Twój maluch. Oczywiście, jak ze wszystkim należy zachować umiar i nie należy przepraszać np. za to, że wyznaczamy granice i określamy zasady. Natomiast oczywistym jest, że naszym rodzicielskim zadaniem, jest panować nad własnymi emocjami, bez względu na to, jak zachowuje się nasze dziecko. Dlatego też koniecznym są przeprosiny, gdy zwyczajnie puszczą nam nerwy. Uczymy w ten sposób, jak zachować się w podobnych sytuacjach. jak nauczyc dziecko przepraszac przeprosiny

2. Jeśli dziecko uważa, że to problem, mówi, że coś je uraziło. Nawet jeśli Twoim zdaniem wyolbrzymia 

„Tak, obiecałem, że jak będę w księgarni to kupię Ci tę książkę, jednak kiedy wszedłem do sklepu, całkowicie zapomniałem. Tak mi przykro. Wiem, że liczyłeś na to, że Ci ją przywiozę. Przepraszam. Następnym razem zapiszę na kartce, by nie zapomnieć”.
Pamiętajmy, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i to co dla nas nieistotne, dla dziecka może być „końcem świata”.

3. Opisuj, wyjaśniaj, mów o tym co się wydarzyło

„Wszyscy byliśmy bardzo zdenerwowani, prawda? Ty krzyczałeś, ja również podniosłem głos i przez to wszystko się popłakałeś. Przepraszam, jeśli Cię przestraszyłem.  Byłem bardzo zdenerwowany, ale powinienem panować nad emocjami. Krzyki i wrzaski nie są dobrym sposobem na rozmowę.”
Powinniśmy się upewnić, że nasze przeprosiny wywarły zamierzony wpływ na małego odbiorę. Przytulas na potwierdzenie rozejmu jest jak najbardziej wskazany. Jednak bez pośpiechu i nacisku.

4. Nie przerzucaj winy na dziecko

Wielu z nas zaczyna przepraszać, a następnie usprawiedliwiając się przerzuca odpowiedzialność za zaistniałą sytuację na dziecko.

„To prawda, krzyknęłam – ale to, ty mnie sprowokowałeś.”
Każąc dziecko podwójnie, nie zmienimy sytuacji. Poza tym, to my jesteśmy dorośli i naszym zadaniem jest panować nad sobą i być wzorem do naśladowania. Jeśli natomiast coś pójdzie nie tak, co jest z resztą zupełnie naturalne, to miejmy „jaja”, weźmy to na klatę i naprawmy to bez przepychanek i wycieczek personalnych.

5. Tłumaczenie, tłumaczeniem, ale usprawiedliwianie nie jest potrzebne

 „Miałem taki ciężki dzień i kolejna sprawa sprawiła, że nie zapanowałem nad nerwami. Dlatego krzyknąłem na Ciebie.”
Stosując takie wyjaśnienie koniecznym jest byśmy dodali  
To jednak nie usprawiedliwia takiego zachowania. Nikt nie zasługuje na to by do niego mówić w taki sposób. Przepraszam”.

6. Bierz odpowiedzialność

 „Tak mi przykro, że nie byłam na czas, aby pomóc Ci to naprawić.”
W wypowiedzi nie obwiniasz siebie. Mówisz o swoich uczuciach, podkreślasz, że wiesz, iż było to dla dziecka ważne.

7. Staraj się poprawiać błędy na bieżąco

 „Przepraszam, nie miałem tego na myśli. Może na spokojnie, jeszcze raz spróbuję i powiem, to co rzeczywiście chciałem powiedzieć?”

8. Przygotuj plan naprawczy

„Może zrobimy tak: zatrzymamy się przy sklepie w drodze powrotnej z przedszkola i zakupimy tę książkę? Naprawienie błędu, zadośćuczynienie.
 😉 to kluczowy element przeprosin. Powinniśmy sobie zakodować pytanie: „Co mogę zrobić, aby to naprawić?”

9. Sporządź plan na następny raz

Dziecko najwięcej się nauczy podczas spokojnej rozmowy, kiedy wspólnie przedyskutujecie, co następnym razem można zrobić inaczej, lepiej, a czego nie robić w ogóle. Dobrze jest sporządzić wspólny kontrakt – umowę, w której zawrzecie zasady: „Następnym razem się zatrzymam, odpuszczę, będę oddychał, aby się uspokoić”. Następnym razem, gdy nadejdzie taka potrzeba, zastosujecie ten kontrakt. Ważne by być konsekwentnym i przestrzegać ustaleń, gdyż jeśli ktoś kogo kochamy wielokrotnie nas rani i nie dotrzymuje danego słowa – przestajemy wierzyć w to co mówi.

10. Rozejm i przebaczenie – tylko po dobroci

Przebaczenie może być tak proste, jak wyrażenie „Mam nadzieję, że mi wybaczysz.” Element ten pomaga dziecku poukładać swoje emocje, odpuścić urazy i ponownie zaangażować się emocjonalnie w relację. Nie musi to jednak nastąpić tu i teraz. Nie powinniśmy zmuszać malucha do przyznania, że urazy zostały pogrzebane. Dziecko nie powinno czuć się zmuszone do „wybaczenia”, zanim same nie poczuje, że jest gotowe.

Nic co ludzkie nie jest nam obce…

Nikt z nas nie jest idealny. Jesteśmy tylko (albo aż) ludźmi. Do dnia dzisiejszego, popełniliśmy już zapewne niezliczoną ilość błędów, a to jeszcze nie koniec. Nie ma nic w tym złego czy dziwnego, to naturalna kolej rzeczy. Pamiętajmy jednak, że w tym wszystkim największe znaczenie mają nie tyle nasze błędy, ale to, co z nimi zrobimy. Jak się zachowamy, gdy się pojawią? Czy stawimy im czoła, a może schowamy głowę w piasek wciągając brzuch i udając nieomylnych? Nasze dzieci również mają prawo do popełniania błędów, z którego bez wątpienia skorzystają. Pozwólmy im na to, pokażmy swoją prawdziwą twarz, przekażmy im narzędzie do radzenia sobie z takimi sytuacjami, nauczmy budowania i pielęgnowania relacji. Traktujmy dziecko z szacunkiem, takim jakiego sami chcielibyśmy doświadczać. Przepraszając nasze pociechy, nie okazujemy swojej słabości. Wręcz przeciwnie. Pokazujemy odwagę, przyznając się do błędu i prosząc o przebaczenie. To czyni nas lepszymi rodzicami, gdyż swoim postępowaniem zakorzeniamy w naszych dzieciach zdrowe podejście do siebie i drugiego człowieka. To my kształtujemy ich system wartości, pokazujemy co jest naprawdę ważne w życiu i jakie ono jest. jak nauczyc dziecko przepraszac mama i corka Nie jest to jednak wiedza, którą można przekazać uruchamiając palec wskazujący i mówiąc „Idź przeproś kolegę”. Do tego potrzeba czegoś więcej – potrzeba NAS.

Być może zainteresują Cię również:

Dlaczego kara nie uczy Twojego dziecka odpowiedzialności? 8 kroków prowadzących do zmiany zachowania bez zastosowania kary

Klaps, klapsik, klapsiczek – co się dzieje kiedy bijesz swoje dziecko

Jak powiedzieć „NIE” mówiąc „TAK”. 9 faktów, które każdy rodzić powinien znać.

Czym są napady złości u małego dziecka? 11 wskazówek na zapobieganie i zminimalizowanie agresji u malucha

  Pozdrawiam ciepło, Karola


jak nauczyć dziecko asertywności, asertywność

Empatyczna asertywność. Jak nauczyć dziecko asertywności

W ostatnich latach pojawia się coraz więcej artykułów na temat istoty wykształcenia w dzieciach empatii oraz asertywności. W wielu z nas budzi to nieco mieszane odczucia, bo przecież, jak to możliwe, że empatia i asertywność mogą iść ze sobą w parze? Cenimy empatię i staramy się ją pielęgnować, tak często, jak to możliwe. Wydaje nam się oczywistym jak postępować, by ją rozwijać i, że posiadając tę umiejętność dziecko będzie szczęśliwsze w spełnionych i wartościowych relacjach.

Jednak czy na pewno tak jest?

Empatia vs Asertywność

W swojej pracy z ludźmi obserwuję osoby, które działają z empatią, jednak bardzo często kosztem siebie, nie potrafią otwarcie powiedzieć o swoich potrzebach w obawie by komuś nie sprawić przykrości, nie zranić czyichś uczuć. Przystają na prośby czy naciski poświęcając swoje potrzeby, oczekiwania, pragnienia dla dobra i szczęścia innej osoby. W efekcie nie są szczęśliwi, a wręcz przeciwnie sfrustrowani i niezadowoleni.

Czy to jest właśnie to czego chcemy dla naszych pociech?

Oczywiście, że nie. To jest właśnie moment, w którym powstaje wspomniana synergia między empatią i asertywnością. Wprowadza ona swoistą równowagę. Sprawia, że szanujemy innych, potrafimy spoglądać na sytuację z ich perspektywy, dostrzegamy uczucia towarzyszące drugiej osobie, ale jednocześnie jesteśmy zgodni z własnymi potrzebami, postawionymi granicami i samym sobą.

Mieszanka tych dwóch, kluczowych umiejętności mogłaby nosić miano „empatycznej asertywności” i właśnie taką jej odsłonę dziś Wam przedstawię.

Codzienne potyczki…

Kojarzycie przestarzałe stwierdzenie, że „dobroć jest słabością”? Gdy zastanawiam się nad nim w kontekście empatii, nie jestem już pewna, że tak nie jest.

Któż z nas nie obawia się sytuacji, w której nasze dziecko zostaje skrzywdzone przez kogoś, kto bez skrupułów wykorzystuje jego wrażliwość, przekracza granice by osiągnąć własne korzyści. Co mam na myśli? Otóż przykładowej sytuacji nie musimy daleko szukać, zajrzyjmy do piaskownicy.

Wyobraźcie sobie sytuacje, w której obserwujecie jak Wasze dziecko bawi się w piaskownicy, buduje zamek, kopie dziurę, tunel, po prostu robi to, co sprawia mu przyjemność, radość, wywołuje uśmiech na jego twarzy. Aż miło popatrzeć prawda?

Jednak w pewnym momencie sielanka zostaje przerwana, gdy do zabawy wkracza rówieśnik i postanawia zabrać maluchowi ulubioną zabawkę. Brzdąc nie reaguje, nie płacze, nie wścieka się, nie jest nawet zdenerwowany, tylko spogląda ze smutkiem na utracony skarb. Jako rodzice doskonale wiemy co w tej sytuacji czuje nasze dziecko, sami czujemy się źle z tym co je spotkało. Co o tym myślicie? Co Waszym zdaniem było nie tak?

jak_nauczyć_dziecko_asertywności, asertywność

W moim mniemaniu najgorsza w tym wszystkim nie jest sama strata, to, że ktoś podszedł i odebrał dziecku jego własność, ale brak reakcji ze strony malucha, jego pasywna postawa, bierność…bezsilność...

To jest właśnie ten moment, kiedy powinniśmy zadać sobie pytanie: co zrobić by nasza pociecha potrafiła sobie poradzić właśnie w takich sytuacjach? W jaki sposób postępować, by w przyszłości potrafiła zawalczyć o siebie? Była pewna siebie, nie dała sobie zrobić krzywdy i co najważniejsze, wierzyła w swoje możliwości.

Co zrobić, by dobroć nie była słabością?

Wiadomym jest, że nie ma złotego środka, nie da się zaplanować każdego kroku i wytrenować asertywność tak, by dziecko posługiwało się nią automatycznie. To co można natomiast, to zakrzewić w nim sposoby postępowania, reakcji niczym „styl życia i bycia”, które jako nawyk będą wyskakiwały, jak zając z cylindra w konkretnych sytuacjach.

Jak to zrobić? Najlepiej jest zacząć od siebie, od wprowadzenia pewnych zmian w Waszym domu, bo to od relacji z najbliższymi zaczyna się poczucie własnej wartości, bez której pewność siebie nie może istnieć, a która jest tak potrzebna w wyznaczaniu własnych granic.

Poniżej znajdziecie kilka punktów będących wskazówkami na drodze do empatycznej asertywności.

Asertywni rodzice, czyli zacznijmy od siebie

Dzieci uczą się przez modelowanie, obserwując najbliższych w codziennych zmaganiach, wychwytują wzorce, którymi się posługują w przyszłości. To, czego nauczą się jako maluchy, zostaje na całe życie. Jeżeli w rodzinnych relacjach, każdy może swobodnie wyrażać swoje uczucia i potrzeby, staje się to dla dziecka, tak naturalne i oczywiste, że z ogromnym prawdopodobieństwem będzie w ten sam sposób postępowało w kontakcie z rówieśnikami.

Dajmy dziecku możliwość do wypowiadania swojego zdania

Bardzo duży wpływ na budowanie postawy naszego dziecka ma szacunek, który odzwierciedla zasada mówiąca o tym, że głos każdego domownika, nawet ten pochodzący od najmłodszego członka rodziny jest ważny i ma znaczenie. Wyrzućmy z naszego słownika popularne przysłowie: „Dzieci i ryby głosu nie mają”, które być może zdarzyło się nam słyszeć w dzieciństwie.

Miejmy realne oczekiwania, bo przecież dyskryminując czy „gasząc” nasze pociechy na co dzień, nie wykształcimy w nich asertywnych zachowań. Pozwólmy dziecku uczestniczyć w drobnych wyborach, w podejmowaniu decyzji dotyczącej np. tego co zje w restauracji czy refleksji na temat planowanego, wspólnego wyjazdu. Wyjdźmy z inicjatywą zadając pytanie: „Co zjadłabyś na obiad – zupę pomidorową, czy ryż z warzywami? To małe rzeczy, a wiele wnoszą do dziecięcego, asertywnego świata.

Konstruktywna informacja zwrotna

Brzmi złowrogo i poważnie? Nic bardziej mylnego 😉. Po prostu bardzo istotne jest, to w jaki sposób reagujemy na zachowanie naszych pociech. Gdy podczas codziennej zabawy dziecko uderzy nas zabawką, zamiast powiedzieć „przestań, jesteś nieznośny”, odnieś się do swoich uczuć oraz do konkretnego zachowania malucha. Powiedz: „Nie wolno uderzać, ponieważ to boli”, taka forma jest o wiele skuteczniejsza – nie kategoryzujemy dziecka, nie oceniamy go, tylko odnosimy się do jego zachowania, które zawsze można zmienić. Dziecko w praktyce uczy się w jaki sposób reagować nie raniąc uczuć.

Jasność reguł drogowskazem

Kilka podstawowych elementów: tłumaczenie, argumentowanie, przekonywanie, rozumienie, negocjowanie. Na pewnym etapie rozwoju ulubionym słowem dzieci jest „dlacego”, „cemu”, „po cio”, „cio to” itd. Gdy maluchy zaczynają się z nami komunikować słownie, zadają pytania, gdyż w ten sposób (dotąd niedościgniony i upragniony) poznają świat. Dlatego tak ważne jest byśmy cierpliwie, z uporem maniaka odpowiadali na pytania naszych pociech.

W sytuacji, gdy chcemy, aby brzdąc wykonał jakąś czynność, a ten pyta „dlacego”, pod żadnym pozorem nie odpowiadamy: „bo tak”, „bo ja tak mówię”, „bo tak trzeba”, „bo tak ma być”. Tego typu zwroty wyrzucamy z naszego słownika. Chcielibyście, aby ktoś się do Was w ten sposób zwracał? Wystarczy zwykłe uargumentowanie i wyjaśnienie np.: „powinieneś zjeść obiad, bo wtedy będziesz miał więcej siły do jazdy na rowerze”. Doprecyzowanie wypowiedzi tak niewiele kosztuje, a ma ogromne znaczenie i robi różnicę. (Po więcej szczegółów zajrzyjcie  tu, tu i tutaj)

Stawianie granic

Bardzo ważnym elementem jest „wyrobienie” w dziecku umiejętności mówienia „nie” bez poczucia winy. Umiejętność ta pozwoli w przyszłości chronić szkraba zarówno w sytuacjach takich, jak ta przytoczona na początku tego wpisu, jak i w poważniejszych kwestiach dotyczących zdrowia bądź bezpieczeństwa (zastraszanie, oferowanie narkotyków – tzw. dylematy nastolatków). W jaki sposób to wypracować? Dajmy dziecku prawo do zaznaczania swoich granic, w prostych codziennych sytuacjach.

jak_nauczyć_dziecko_asertywności, asertywność

Jeżeli nie ma ochoty na pocałunki odwiedzającej Was cioci, niech tego nie robi. Jeżeli nie chce oddać dziecku swojej zabawki, niech nie oddaje. Postawmy się w jego sytuacji, czy sprawia nam przyjemność całowanie „obcej” osoby, albo czy oddajemy przechodzącemu znajomemu swój telefon, tylko dlatego, że chce pograć?

Nie robimy tego, bo nie mamy ochoty, bo nie taka jest nasza potrzeba, bo nie chcemy - i w porządku, mamy do tego prawo. Pozwólmy zatem na to samo małemu człowiekowi, szanujmy i dajmy mu owe prawo do powiedzenia „nie”, takiego bez poczucia winy i wyrzutów sumienia. Oczywiście możemy zachęcać dziecko do dzielenia się swoimi dobrami, ale nie zmuszajmy go do tego (Więcej na ten temat przeczytasz tutaj). Uczmy wzajemności - tłumacząc („jeśli ty pożyczysz Amelce to autko, ona pożyczy Tobie swoje”) – pozwólmy jednak na nienaruszalną własność i … samodzielne podejmowanie decyzji. Jednocześnie chwalmy za każdy przejaw uspołeczniania i wskazujmy dobre strony podwórkowej współpracy.

Szacunek i poczucie bezpieczeństwa

Umiejętność wyrażania swoich uczuć i przekonanie, że można bez obaw o nich mówić to bardzo ważny element nauki empatycznej asertywności. Nie wymaga on stosowania wymyślnych technik, wystarczy, że okażemy szacunek maluchowi. Kiedy i jak? Zwyczajnie, nie używając np. podczas płaczu dziecka zwrotów: „przestań się mazać”, „nie płacz chłopaki nie płaczą”, twierdząc, że „już nie boli” czy, że „nic się nie stało”, gdy dziecko się uderzyło i rośnie mu siniec, jak malowany. Proste sytuacje, a jakże istotne, bowiem dziecko, kiedy przeżywa smutek i złość, potrzebuje naszego wsparcia i zrozumienia, nie bagatelizowania i lekceważenia. Nie wpajajmy dziecku, że to, co "wypada" i co widzą inni jest ważniejsze niż jego uczucia – bo przecież to nieprawda (więcej na te temat przeczytasz tutaj).

Ostatnimi czasy coraz więcej mówi się o asertywności, to dlatego, że to właśnie od niej zależy jakość wszystkich budowanych relacji. Pewność siebie sprawia, że łatwiej radzimy sobie z porażkami, jesteśmy odporni na różnorodne reakcje otoczenia. Asertywna osoba samą postawą jest w stanie zahamować agresję innych i wie, jak odpowiedzieć, by emocje nie wzięły góry. Dziecko o silnym poczuciu własnej wartości, pewniej idzie przez świat zgodnie ze samym sobą.

jak_nauczyć_dziecko_asertywności, asertywność

Ważne byśmy pamiętali, że nieśmiałość to nie brak asertywności. Nawet ciche i zamknięte w sobie dzieci mogą zdobyć umiejętność odmowy, protestu czy pewności w wyrażaniu własnych opinii, zasad i potrzeb. Jako rodzice od samego początku jesteśmy wsparciem dla naszych pociech. Dzięki częstym rozmowom i wyrażaniu własnych uczuć, właściwemu zachowaniu pokazujemy dzieciom, w jaki sposób „smakować świat”. Jednocześnie potwierdzamy, że niezależnie od tego, co lubią i myślą, są i zawsze będą najważniejsze.

W jaki sposób Wy uczycie swoje pociechy asertywności? Jakie są Wasze doświadczenia w tym obszarze?

Podzielcie się ze mną nimi w komentarzach pod postem.

 

Ten tekst powstał w ramach wydarzenia „Mamo a skąd się biorą (asertywne) dzieci?”, zainicjowanego przez AsertywnaMama.pl we współpracy z Mama Balbinka, Pozytywne wychowanie, Z błyskiem w oku oraz Odnova ;-).

Do przeczytania ;-),

Karola