bądź_grzeczny_bo_nie_przyjdzie_do_ciebie_święty_mikołaj

Bądź grzeczny, bo nie przyjdzie do Ciebie Święty Mikołaj - 10 odpowiedzi na świąteczny szantaż

Sezon na „Bądź grzeczny, bo nie przyjdzie do Ciebie Święty Mikołaj” uważam za otwarty.

Choć mogłoby się wydawać, że to takie zabawne posłużyć się tym magicznym zdaniem, to nie wspominam, o nim w kontekście rodzicielskiej zabawy, a raczej nadużycia. Gdy już staniemy w obliczu mikołajkowej klątwy, aż ciśnie się na usta odbicie piłeczki w kierunku pytającego: „A Ty ciociu, babciu, sąsiadko – byłaś grzeczna? Zasłużyłaś na prezent? Przyszedł do Ciebie Święty Mikołaj?

To niemal społeczne przekleństwo. Tak często powtarzane, że stało się nieodłączną częścią przedświątecznego oczekiwania, niczym tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie.

Rodzicielska bezsilność

Jesteśmy idealnie zsynchronizowani z telewizyjnymi reklamami, kiedyś punktem granicznym dla zastosowania mikołajowego szantażu był grudzień, dziś już w listopadzie stosujemy tę broń. Skoro zaczynają otaczać nas świąteczne błyskotki, a w tle słychać „Last Christmas”, to czemu już dziś nie posłużyć się tym, zaklęciem?

Z boku wygląda to tak, jakby ten czas był ostatnią szansą wychowawczą – skoro „Na Mikołaja” nie uda się ujarzmić szkraba, to już nie ma dla nas nadziei 😉

Tym sposobem, rodzicielska bezsilność zyskuje sprzymierzeńca, przed którym drżą wszystkie dzieci, a dorośli z ulgą łapią i głośnym sapnięciem wypuszczają powietrze. Nie jestem przekonana czy prawdziwy święty pochwaliłby taką strategię…

Prezenty tylko dla grzecznych dzieci

Do pewnego momentu, nie ruszały mnie, tego typu pytania. Mój malec był przez nas utwierdzany w przekonaniu, że Mikołaj przychodzi do wszystkich dzieci niezależnie od zasług czy przewinień. Zaczęłam się jednak irytować, gdy ruszył do przedszkola i w sezonie świątecznym wracał z hasłem na ustach:

„Pani powiedziała, że jak nie będziemy grzeczni, to święty Mikołaj do nas nie przyjdzie.”

albo

 

„Piotrek, to jedynie rózgę dostanie, bo taki był dziś niegrzeczny.”

W sumie nie ma znaczenie, pod jakim hasłem ukryjemy manipulację, jakimi ozdobnikami ją zakamuflujemy:

Czy to będzie

 

„Wiesz, że Mikołaj przychodzi tylko do grzecznych dzieci, prawda?”

lub

 

„Święty Mikołaj nas obserwuje i wszystko widzi, dlatego lepiej bądź grzeczny.”

Jedno jest pewne, nie powinniśmy ich stosować.

Nie jest to czepianie się słówek czy wyolbrzymianie. Rzecz w tym, że słowa mają ogromną moc, wpływają oraz kształtują dziecięce podejście do siebie i do świata. Dlatego, warto zdawać sobie sprawę i przykładać wagę do tego, jak i co mówimy do naszych dzieci.

straszenie_mikołajem

Jak takie pytanie rozumie dziecko

„Byłeś grzeczny, niegrzeczny, dobry, zły…”
 to nic innego jak nadawanie etykiety. Określając brzdąca mianem niegrzecznego, przypisujemy mu stałą cechę, którą traktujemy jako zawsze towarzyszący pewnik.

Dziecko pochwalone: 

„brawo, byłeś grzeczny”
traktuje te słowa, jako nagrodę za to, że tym razem udało mu się dopasować do oczekiwań rodziców, dziadków czy wychowawczyni w przedszkolu. Ono nie rozumie, co dokładnie zrobiło dobrze, jakie zachowanie wywołało ten entuzjazm i aprobatę widoczną w reakcji opiekunów.

Biorąc pod uwagę więź, jaka łączy je z najbliższymi mu osobami, jest w stanie poświęcić swoją integralność, naturalność, spontaniczność, autentyczność przeżywania wszystkich emocji, by zyskać poczucie bycia kochanym i akceptowanym, by zasłużyć na miłość.

Halo, halo czy przypadkiem nasza miłość nie powinna być bezwarunkowa?

Zmień punkt widzenia

W najlepszym wypadku pytanie o to „Czy byłaś grzeczna?” możemy uznać za zbyteczne, w najgorszym natomiast, jest to manipulacja, utrwalająca społeczne przeświadczenie o tym, że ​​dzieci powinny być kontrolowane i zmuszane do bycia “dobrymi” ludźmi. Tylko po co to robić, skoro one już same w sobie są dobre? 🤷🏻‍♀️

Z drugiej strony natomiast, jakie są te dobre, grzeczne dzieci?

Czego od nich oczekujemy? Czy potrafimy to zdefiniować? Dlaczego o tym, do której z kategorii je zaliczymy ma decydować nasze widzimisie?

Czy grzeczne to: posłuszne, postępujące zgodnie z oczekiwaniami, ciche, nieabsorbujące, tłumiące emocje, niewidoczne, samodzielne, zgadzające się na wszystko, nieasertywne…

Co jeszcze dopisalibyście do tej listy?

W zrozumieniu absurdu może nam pomóc, spojrzenie na to z nieco innej perspektywy.

Jak byśmy się czuli, gdyby w okresie świątecznym, na każdym kroku, podważano jakość naszego zaangażowania w pracę?

Gdyby współpracownicy konspirowali przeciwko nam, po to, by podstępem skłonić nas do zrobienia tego, czego sobie życzą?

Posługiwali się groźbami, na temat tego, co złego się wydarzy, jeżeli nie spełnimy ich oczekiwań?

Co, gdyby bliscy traktowali nas tak, jakby naszą najważniejszą i najbardziej pożądaną cechą było posłuszeństwo?

Brzmi nieciekawie? No właśnie, moim zdaniem to jest słabe.

Mam nadzieję, że spojrzenie z innej strony, pozwoli Wam dostrzec, co jest nie tak jak powinno.

Skoro już wiemy czego NIE robić, może zastanowimy się, jak powinniśmy się zachować, kiedy tego typu pytania kieruje do naszego dziecka ktoś postronny, bliższy lub dalszy znajomy? W sumie nie ma znaczenia kim jest, tylko co mówi.

Co zrobić, by uniknąć niezręcznego milczenia i nie pozwolić na ocenianie naszego szkraba?

Mam kilka propozycji.

10 odpowiedzi na: „Bądź grzeczny, bo nie przyjdzie do Ciebie Święty Mikołaj.”

Dla naszych pociech jesteśmy uosobieniem bezpieczeństwa, wsparciem, ostoją i wzorem do naśladowania. Staramy się je wspierać w rozwoju i chronić, gdy tylko zajdzie taka potrzeba. Właśnie dlatego, nie powinniśmy przechodzić obojętnie wobec komunikatów, które etykietują, czy w jakikolwiek inny sposób naruszają ich dobro.

Tak wiem. Ludzie chcą być mili i nie mają złych intencji, a to zdanie jest przejawem braku świadomości. Pełna zgoda. Dlatego zróbmy coś dobrego również dla tych nieświadomych osób 😉 Powiedzmy im, że ich podejście nie jest ok. Może w ten sposób sprawimy, że w przyszłości zastanowią się nad tym, co mówią.

Poniżej podrzucam 10 odpowiedzi, na takie niefortunne stwierdzenia i pytania. Możesz je wykorzystać jako punkt wyjścia, do dalszej rozmowy bądź jako ripostę ucinającą pogawędkę. Odpowiedzi te nie są uniwersalne. Wybór powinien być zależny od sytuacji, w której jesteście oraz od celu, jaki chcecie osiągnąć. Do skutecznej reakcji nie są potrzebne wyszukane słowa i elaboraty, wystarczy prosty i konkretny komunikat, dzięki któremu zaznaczamy granice i określamy swoje stanowisko.

„Bądź grzeczny, bo nie przyjdzie do Ciebie Święty Mikołaj.”

„Czy byłeś grzecznym/dobrym dzieckiem w tym roku?”

bądź_grzeczny

Co jest lepsze od takiego komunikatu?

Prawie wszystko 😉

Tak, jak już wcześniej wspomniałam, ludzie zazwyczaj nie mają złych intencji, zwracając się do dziecka w ten sposób. Pytają, bo w okresie świątecznym sami rok rocznie słyszeli ten zwrot. To niemal intuicyjna, choć nieudolna próba nawiązania kontaktu z malcem.

Musimy jednak pamiętać, że nasze słowa mają ogromną moc, dlatego nie jest obojętnym, co mówimy do siebie nawzajem. Istnieje wiele, innych sposobów na podtrzymanie interakcji z dziećmi.

Jakich? Nic nadzwyczajnego, wystarczy zapytać: 

„Czy Ty również cieszysz się na nadchodzące święta?”
lub 
„Co w świętach Bożego Narodzenia lubisz najbardziej?”

Są to znacznie ciekawsze pytania, na które z entuzjazmem odpowie każdy brzdąc.

Nawet jeśli nie możemy bezpośrednio zareagować, to zawsze możemy przegadać tę sytuację, przypomnieć malcowi wartości, które na co dzień Wam przyświecają, uspokoić i wyjaśnić, to co budzi wątpliwości.

Odpowiednio reagując w takich sytuacjach, mamy wpływ nie tylko na wychowanie naszych pociech, ale również na zmianę kulturowo przyjętych norm kontroli i dominacji nad dziećmi. To wszystko to metoda małych kroczków, tak samo, jak kropla drąży skałę. Przecież, od czego trzeba zacząć zmieniać otoczenie ;-).

Szacunek – to po raz „enty” słowo klucz. Dzieci zasługują na takie samo podejście, jak my, dorośli.

 

Jakie są Wasze doświadczenia? Często spotykacie się z tego typu pytaniami? Jak reagujecie? Będzie mi miło, jeśli dacie znać w komentarzu poniżej tekstu.

A jeżeli spodobał Wam się ten wpis albo uznacie, że może kogoś zainspirować lub zainteresować, udostępnijcie go proszę. 

Zaglądajcie również na Facebook i Instagram. a także na Instagram Stories, bo tam codziennie możemy się spotkać.

Ściskam,
Karola

 

 

Być może zainteresują Was również:

Czy Święty Mikołaj może przysporzyć więcej szkody niż pożytku?

W jaki sposób powiedzieć dziecku prawdę o Świętym Mikołaju

Świąteczna depresja – skąd się bierze i na czym polega

Niewystarczająco dobrzy – dzieciństwo w cieniu niespełnionych aspiracji rodzica

Jak zmienić nawyki


Dlaczego warto włączać dzieci w obowiązki domowe i jak to zrobić!

Dlaczego warto włączać dzieci w obowiązki domowe i jak to zrobić!

Myślę, że to nie będzie nadużycie, gdy napiszę, że każdy rodzic chciałby nauczyć swoje dziecko wszystkiego, co niezbędne do osiągnięcia spełnienia, satysfakcji czy szczęścia w dorosłym życiu.

Możemy dwoić się i troić poszukując odpowiedniego sposobu czy metody wychowawczej, by jak najlepiej je do tego przygotować. Tymczasem jednym z najlepszych sposobów jest wykorzystanie tego, co mamy pod ręką i włączyć pociechy w codzienne czynności domowe. Istnieje wiele doskonałych powodów, aby dzieci uczestniczyły w wykonywaniu obowiązków domowych, dostosowanych do ich wieku i możliwości rozwojowych ze szczególnym naciskiem na to ostatnie.

ręczny odkurzacz mpm

Dlaczego obowiązki domowe są ważne dla rozwoju dziecka

Wnoszenie wkładu w codzienne funkcjonowanie rodzinny i posiadanie życiowego celu, znacząco wpływa na poprawę samopoczucia zarówno dorosłych, jak i dzieci. Jednym ze sposobów, które w naturalny sposób możemy wykorzystać, by stworzyć dziecku możliwość do doświadczenia posiadania celu, są właśnie obowiązki domowe.

Realizowanie zadań, które z jednej strony są dostosowane do możliwości rozwojowych dziecka, z drugiej natomiast pozostają dla nich wyzwaniem, wzmacniają w nim poczucie wartości, kompetentności, sprawstwa, niezależności czy przynależności do grupy.

Zaangażowanie w domową pomoc wspiera rozwój dzieci

Wiele badań naukowych dowodzi, że dzieci, które włączają się w wykonywanie prac domowych, bardziej utożsamiają się ze swoją rodziną i posiadają lepsze relacje z domownikami.

Wykazano również, że uczestniczenie w domowych pracach, pozytywnie koreluje ze zwiększonym zaangażowaniem w szkole, lepszymi wynikami w nauce, poczuciem zadowolenia z własnego życia w wieku dorosłym i sukcesem zawodowym.

Z długofalowych badań przeprowadzonych przez profesor Martę Rossman wynika, że włączenie dziecka, począwszy od 3 roku życia, w realizację obowiązków domowych, jest jednym z lepszych prognostyków sukcesu w dorosłym życiu. Sukces rozumiany był jako bliskie, silne i znaczące relacje z rodziną i przyjaciółmi, poczuciem samowystarczalności, ukończenie edukacji, zdobycie zatrudnienia, mniejsza skłonność do sięgania po używki.

obowiązki domowe dla 4 latka

Odpowiednie dla etapu rozwoju, czyli jakie?

To, o czym powinniśmy zawsze pamiętać, wyznaczając dziecku zadania (niezależnie czy będą one dotyczyły rozwoju umiejętności akademickich, czy życiowych), jest indywidualne podejście, uwzględniające jego możliwości rozwojowe. Każde dziecko rozwija się w swoim, indywidualnym tempie. Dlatego wszelkie tabele, schematy szeregujące umiejętności czy zadania ze względu na wiek, powinniśmy traktować jako wskazówkę, a nie „prawdę ostateczną”. Na końcu wpisu zamieściłam kilka grafik do pobrania, które mam nadzieje będą wsparciem podczas wprowadzania porządkowych zasad w waszym domu.

Żeby ułatwić Wam dostosowywanie i dobieranie obowiązków domowych do możliwości Waszych pociech, przygotowałam kilka wskazówek.

Nastawienie i możliwość wyboru

Jak się czujecie, kiedy ktoś, w autorytarny sposób Wam coś narzuca? Czy z przyjemnością podchodzicie do takiego zadania? Nie sądzę 😉

Wszystkie „musiki” i powinności działają tak samo na nasze pociechy. Zatem jeżeli sprawimy, że zadania będące przecież, naturalną częścią funkcjonowania w rodzinie, staną się tylko przymusowym obowiązkiem, to dziecko zacznie ich unikać niczym ognia.

Dzieci są niczym nasze lustrzane odbicia, biorąc pod uwagę, że bacznie obserwują nasz każdy krok, przejmują również nasze nastawienie i podejście do porządków domowych, dlatego już na starcie uważają je za nudę i stratę czasu.

Dlatego, warto zwrócić uwagę na to, jak my podchodzimy do prac wykonywanych w domu, w jaki sposób o nich mówimy. Nasze podejście, nastawienie i określanie poszczególnych czynności ma ogromny wpływ na późniejsze nastawienie naszych pociech.

sprzątanie z dzieckiem

Przyjemność

Gdy jesteśmy na początku przygody z wprowadzaniem obowiązków domowych, warto wziąć pod uwagę to, czy nasza pociecha lubi wykonywać daną czynność.

Każdy z nas z większą ochotą angażuje się w pracę, która sprawia mu przyjemność. Elementem, który może przyczynić się do tego, że dziecko nie lubi wykonywać danego zadania, może być fakt, że nie jest ono dostosowane do jego możliwości rozwojowych (jest zbyt trudne lub zbyt łatwe).

Obowiązki domowe, zdecydowanie zyskują na atrakcyjności w oczach małego pomocnika, kiedy do ich wykonania będzie mogło użyć pewnych atrybutów ;-).  Tym sposobem szczotka do wycierania kurzu, mokre chusteczki, dyfuzor z wodą z octem do wycierania blatów czy bezprzewodowy odkurzacz ze zmienianymi końcówkami, stają się nieodłącznym kompanem.

 

dziecko pomaga w domu
odkurzacz bezprzewodowy mpm
odkurzacz bezprzewodowy
obowiązki domowe dla dzieci
odkurzacz mpm green

 

Współpraca, uznanie i zabawa

Małe dzieci naprawdę nie rozumieją, dlaczego odkurzona podłoga jest taka ważna i z pewnością nie widzą w tym głębszego sensu. Jestem przekonana, że ich podejście zmieni się zasadniczo, gdy realizacja domowych obowiązków będzie kolejnym sposobem na wspólne spędzenie czasu. W ten sposób uruchomimy również ich motywację wewnętrzną. By wprowadzić zabawowy nastrój, włącz ulubioną muzykę, śpiewajcie piosenki, tańczcie. Pokaż dziecku wartość i satysfakcję ze współpracy, pokaż i powiedz mu, ile znaczy dla Ciebie jego pomoc:

„Tworzymy świetny zespół… Zaangażowanie wielu rąk sprawia, że praca jest lżejsza i przyjemniejsza. Dzięki temu będziemy mieć więcej czasu na wspólną zabawę!”

Dostrzegaj jego zaangażowanie i wysiłek, mów o nich. Zadbaj o to, by dziecko wiedziało, że swoim zaangażowaniem pomaga w funkcjonowaniu wszystkich domowników. Dzięki temu kształtujesz w nim prospołeczną postawę. Pamiętaj, że mycie zębów, czy posprzątanie kloców po zabawie, jest naturalną konsekwencją, a nie obowiązkiem.

Czasochłonność

Dobierając zadania, do możliwości dziecka, warto zwrócić uwagę na jego czasochłonność.

Zaangażowanie w pomoc i realizację czynności zależy również od czasu, w jakim dziecko jest w stanie utrzymać koncentrację. Możecie skorzystać z prostego przelicznika czasu koncentracji, który polega na pomnożeniu wieku dziecka przez 3, 4 lub 5.

Czterolatek najprawdopodobniej utrzyma uwagę na zadaniu przez 12-20 minut. Dlatego lepiej sprawdzą się 3 krótkie zadania o łącznym czasie 15 minut jak pomoc przy opróżnieniu zmywarki, podlewanie kwiatów, pozbieranie zabawek z podłogi. Choć przyznam, że jeżeli jakieś zadanie przypadnie dziecku do gustu, to jest w stanie wykonywać je dużo, dużo dłużej. Takim hitem jest u nas odkurzanie z zastosowaniem ręcznego odkurzacza MPM. Chłopcy wymieniają nakładki, by móc korzystać z niego, podczas wykonywania różnych czynności.

 

jak nauczyć dziecko samodzielności
sprzątanie z dzieckiem (1)

 Odpuść pośpiech

Biorąc pod uwagę ilość codziennych zadań, które mamy do zrealizowania, chcemy uporać się z nimi jak najszybciej. Wsparcie i nadzorowanie dziecka w wykonywaniu zadania wymaga od nas znacznie więcej czasu, dlatego wolimy wykonać je samodzielnie.

Warto jednak zmienić podejście i myślenie o tym, dlaczego powinniśmy angażować dziecko w wykonywanie obowiązków domowych. Przecież tak naprawdę nie robi tego, by zaoszczędzić nasz czas (przynajmniej nie na początku). Dzięki temu zdobywa podstawowe umiejętności życiowe i doświadcza korzyści w wnoszenia wkładu w rodzinne życie. Prawda jest taka, że im wcześniej włączymy malucha do aktywności domowych, tym lepiej. Dla małych dzieci pomaganie jest frajdą. Od początku wprowadzaj jasne zasady w waszym domu:

„W naszym domu wzajemnie sobie pomagamy.”

„Sprzątamy po sobie.”

Takie podejście pozwoli dzieciom poczuć, że wnoszą coś wartościowego do Waszej rodziny.

Nie poprawiaj po dziecku

Nie możemy oczekiwać, by dziecko wykonało zadanie, tak samo dobrze, jak my. Mogłoby to świadczyć albo o jego wybitnych zdolnościach, albo o naszym niskim poziomie ;-).

Pokazując dziecku, na czym polega wykonywana przez nie czynność, podziel ją na mniejsze kroki i pomóż opanować każdy z nich.

Gdy zdecyduje, że wykonać je samodzielnie, postaraj się zminimalizować zapędy kontrolera jakości.  Pomyśl o tym, co czujesz i jak reagujesz, gdy ktoś stoi nad Tobą, śledzi, krytykuje i poprawia Twój każdy krok? Dlatego też, nawet jeśli w szufladzie ze skarpetkami panuje bałagan, doceń fakt, że dziecko samo je posegregowało. Smugi na lustrze w łazience potraktuj, jako przypomnienie, że sama nie musiałaś tego robić 😉

Nie wynagradzaj za obowiązki

Nie wynagradzaj za obowiązki. Mam tu na myśli zarówno pieniądze, jak i słodycze czy inne przywileje. Dotychczasowe doświadczenie psychologiczne oraz wyniki badań dowodzą, że w ujęciu długofalowym, takie postępowanie skutecznie demotywuje dziecko w niesieniu bezinteresownej pomocy, tłumi motywację wewnętrzną, kształtuje natomiast roszczeniową postawę małego człowieka. Popatrz na to zdrowo rozsądkowo. Czy płacisz mężowi za opróżnienie zmywarki? To, dlaczego miałabyś, tak postępować względem dziecka?

obowiązki domowe dla dzieci w różnym wieku

To zaprocentuje w przyszłości

Bez wątpienia, początki nie są łatwe i potrzeba więcej Twojego zaangażowania, czasu i cierpliwości, aby Twoje dziecko nauczyło się pewnych czynności. Pamiętaj, że poprzez systematyczność, wysiłek, praktykę i powtarzanie zadań zdobywa ono nowe umiejętności i kształtuje swój charakter. Pewnego dnia, ten mały człowiek przybiegnie do Ciebie z samodzielnie wykonaną kanapką, a Ty zdasz sobie sprawę, że droga, którą wybrałaś była tą właściwą, bo u twego boku dorasta ktoś, kto potrafi zadbać nie tylko o siebie, ale i o swoich najbliższych. Dlatego nie zwlekaj! Modeluj pozytywne nastawienie, doceniaj zaangażowanie, kształtuj nawyki i pozwól mu je posiadać – nie wyręczaj.

Robisz to nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla niego.

Poniżej zamieszczam dwa typy grafik w różnych wersjach do wydruku, które możecie wykorzystać do wspólnego (razem z dzieckiem) planowania tygodniowych zadań. Mogą to być czynności osobiste oraz te dla wspólnego dobra. Pamiętajcie o powyższych wskazówkach.

 

Tygodniowa lista zadań
Tygodniowa lista zadań1
Tygodniowa lista zadań2
Tygodniowa lista zadań3
Tygodniowa lista zadań4

POBIERZ “Tygodniowa lista zadań”

 

Moje zadania
Moje zadania2

POBIERZ Moje zadania / odpowiedzialności

 

Mam nadzieję, że wskazówki, które zawarłam we wpisie lub grafiki, a może jedno i drugie 😉 Ci się przydadzą. Będzie mi bardzo miło, jeżeli podzielisz się swoimi wrażeniami w komentarzu.


przyjęcie_urodzinowe_dla_dziecka

6 powodów, dla których świętowanie urodzin jest tak ważne dla Twojego dziecka

6 powodów, dla których świętowanie urodzin jest tak ważne dla Twojego dziecka

Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, dlaczego celebrowanie dnia naszych urodzin jest tak ważne? Przyznam, że od kiedy zostałam mamą, podchodzę do tego z większą uwagą i starannością. Chcę, by ten dzień stał się nie tylko wyjątkowym wspomnieniem, ale również wyrazem mojej wdzięczności za obecność tych dwóch szkrabów w moim życiu.

Gdy sięgam pamięcią do czasów dzieciństwa, to przypominam sobie, ile radości sprawiał mi sam fakt, że najbliżsi o mnie pamiętali. Czułam się wtedy ważna i wyjątkowa. W sumie nie wiem, dlaczego piszę o tym w czasie przeszłym, przecież do dziś mam takie same odczucia 😉

Świat z perspektywy dziecka wygląda zupełnie inaczej. Wiele rzeczy ma inne znaczenie i wartość dla naszych pociech niż dla nas samych. Warto czasami zmienić punkt widzenia, na ten dziecinny i zastanowić się, dlaczego jeszcze, warto pamiętać o urodzinowej tradycji. Bo, co do tego, że warto, nie mam najmniejszych wątpliwości.

Oto kilka propozycji…

Zrozumienie upływu czasu

Tradycje urodzinowe stanowią specjalną, a nawet konieczną część dzieciństwa każdego dziecka. Dzięki pewnej cykliczności i przewidywalności pozwalają uporządkować codzienność i budują poczucie bezpieczeństwa. Tego typu uroczystości zapewniają dzieciom również wyjątkowe, poznawczo-społeczne korzyści. Pomagają zachować spójność i ciągłość wydarzeń, dostrzec i zrozumieć zmiany zachodzące w życiu. Coroczne obchodzenie urodzin pozwala im uchwycić proces starzenia się, nadać rytm i sens cyklicznym zmianom zachodzącym w świecie (wiek ludzi, zmiany rozwojowe, zmiany w fizyczności, pory roku itd.).

O tym, jak ważne jest symboliczne domknięcie pewnych wydarzeń, przekonałam się w zeszłym roku. W związku z chorobą, Antoś nie był obecny w przedszkolu w dniu swoich urodzin, dlatego też nie odbyło się wspólne świętowanie. Przez cały, następny rok opowiadał o tym, jak dzieci w jego grupie nie wierzą w to, ile ma lat, że mówią, że jest młodszy, bo przecież nie było tradycyjnego śpiewania „100 lat”, składania życzeń, a on nie siedział na urodzinowym tronie…

lody_kuleczkowe_na_urodziny

Tym sposobem, w tym roku Antoś, w okresie około urodzinowym, z 10 razy upewniał się, czy tradycji przedszkolnej stanie się zadość.

Budowanie relacji z dzieckiem

Podchodzenie do urodzin w sposób wyjątkowy i szczególny jest dowodem na to, jak duże znaczenie ma dla nas osoba, której to święto dotyczy. Nie ma znaczenia, ile mamy lat i jak bardzo unikamy podkreślania upływającego czasu – wszyscy lubimy i potrzebujemy czuć, że jesteśmy dla kogoś ważni. Skoro dla nas dorosłych to ma znaczenie, to co dopiero dla takiego malucha?

Świętowanie urodzin dziecka pozwala nam wyrazić radość i miłość, które czujemy. To idealny moment, by docenić swoją pociechę i wyrazić, jak bardzo jesteśmy z niej dumni oraz wdzięczni za to, że możemy być jej rodzicami.

Dzielenie się wyjątkowymi doświadczeniami, pozytywnymi emocjami i tworzenie wyjątkowej atmosfery, z jednej strony sprzyja powstawaniu niezapomnianych wspomnień, z drugiej natomiast wzmacnia więź i buduje bezpieczną relację między rodzicem a dzieckiem.

Jakość, a nie ilość

Z czym Wam się kojarzy słowo „urodziny”?

Impreza, atrakcje, koszty…

No właśnie, marketing dźwignią handlu i również w tym obszarze znalazł swoje zastosowanie. Często popadamy w pułapkę narzucaną przez „trendy” na organizowanie przyjęć urodzinowych w parkach zabaw, z całym zestawem dodatkowych rozrywek. Po takiej imprezie nasz portfel rzeczywiście świeci pustką ;-).

Bez wątpienia, dodatkowe atrakcje sprawiają, że dzieci bawią się świetnie, ale nie oznacza, to, że bez nich brzdące nie mogą bawić się równie dobrze. Wyjątkowe przyjęcie raz na jakiś czas? Super pomysł! Nie oznacza to jednak, że musimy co roku organizować urodziny z takim samym rozmachem.

przyjęcie_urodzinowe_dla_dziecka
Naszą, domową uroczystość urozmaiciły lody kuleczkowe.

Najważniejsze byśmy pamiętali, co, a raczej kto, w tym świętowaniu jest najważniejszy. Przecież nie liczy się impreza sama w sobie, ważne są natomiast indywidualne potrzeby, zainteresowania małego solenizanta i nasza obecność, taka na 100%, bez telefonów, emaili, pośpiechu.

Wyjątkowe urozmaicenie wyjątkowego dnia

By uczynić ten dzień wyjątkowym, potrzeba naprawdę niewiele. Czasami wystarczy znać zainteresowania brzdąca, zorganizować wspólny wypad albo zrobić coś nietypowego i zaskakującego, tak by codzienność stała się wyjątkowa.  Jako inspirację podrzucę Wam naszą tegoroczną atrakcję, którą okazały się lody kuleczkowe Mini Melts.

pomysł_na_urodziny_dziecka

przyjęcie urodzinowe dla dziecka

lody_kulkowe_mini_melts

Szczerze mówiąc, zamawiając je, miałam nadzieje, że przypadną dzieciakom do gustu, ale nie spodziewałam się tak entuzjastycznej reakcji. Jak się okazało, te małe, wielokolorowe i różno-smakowe lody, mrożone ciekłym azotem w temperaturze -197 oC i zaserwowane w oryginalnych czapeczkach, skradły ich serca i były rewelacyjnym uzupełnieniem domowego przyjęcia.

Dzięki możliwości zamówienia w dowolnie wybrane miejsce, staje się wyjątkowym i prostym do zorganizowania urozmaiceniem, każdej imprezy.  Najlepszym dowodem na to, że ten lodowy deser był strzałem w dziesiątkę, są niekończące się pytania o, to kiedy znów zamówimy lodowe kuleczki ;-). Tym sposobem, Mini Melts okazały się smacznym i prostym pomysłem na podkreślenie wyjątkowości tego dnia, a ja zostałam bohaterem w naszym domu ;-D.

Wzmocnienie poczucia własnej wartości

Jako rodzice wkładamy wiele wysiłku w to, by przekazać swoim dzieciom najważniejsze wartości, by nauczyć je empatycznego i opiekuńczego podejścia do innych. Gdy przyjrzymy się temu z boku, dostrzeżemy, jak wiele uwagi poświęcamy kształtowaniu zachowań prospołecznych, aprobowanych kulturowo, przystosowujących do życia w grupie. Zdecydowanie mniej czasu, uwagi czy okazji mamy do nauczania uważności na własne potrzeby.

Urodziny są doskonałym pretekstem, by dziecko poczuło się najważniejsze i wyjątkowe. By zauważyło, że jego potrzeby, uczucia mają znaczenie i że nie ma nic złego w tym, by znajdować czas dla siebie. Sytuacja, w której wszystkie oczy skierowane są na nie, kiedy bliskie osoby składają życzenia, wręczają upominki, uśmiechają się, gdy otacza je lawina pozytywnych emocji, sprawia, że czuje się kochane i ważne. Takie doświadczenia, to dla małego człowieczka, istotny element wspierający kształtowanie się poczucia własnej wartości, tworzenia tożsamości społecznej i poczucia przynależności go grupy.

Modelowanie rodzinnych wartości

Celebrowanie urodzin, to korzyść nie tylko dla solenizanta, ale również dla jego najbliższych. Uwzględnienie rodzeństwa w planowaniu i obchodzeniu urodzin wzmacnia rodzinne więzi, uczy empatii i otwartości na potrzeby innych osób oraz pozwala uniknąć poczucia, że zostały pominięte. Uczestniczenie w przygotowaniach do uroczystości to dla rodzeństwa okazja do rozwijania kreatywności i umiejętności przywódczych.

Ważnym i trudnym zadaniem jest zakrzewienie w dzieciach zdolności doceniania, okazywania uczuć i czerpania radości ze sprawiania przyjemności innym osobom. Jeśli rodzice doceniają bliskich i potrafią celebrować ważne wydarzenia, dzieci przeniosą te same wartości i wzorce w swoje dorosłe życie. Zyskają dodatkowy punkt do umiejętności budowania i pielęgnowania relacji społecznych.

Jak się okazuje urodziny, to nie tylko przyjęcie, to świetna okazja do rozwijania zdolności na wielu płaszczyznach.

Rodzeństwo uczy się czerpania radości i satysfakcji ze świętowania oraz doceniania bliskich osób. Jeżeli jednym z elementów urodzinowego spotkania jest wręczanie upominków, to solenizant uczy się okazywania i wyrażania wdzięczności. Etap planowania i przygotowywania uroczystości to również dobre wprowadzenie do rozmowy o finansach – kosztach i materializmie.

Urodziny są ważną i wartą pielęgnowania tradycją. Nasze dzieci zasługują, na to, by w wartościowy sposób celebrować ten wyjątkowy dzień.

Pamiętajmy jednak, że w tym wszystkim najważniejsza jest jakość wspólnie spędzonego czasu, robienie czegoś, co wzbudza radość i poczucie spełnienia, a nie ilość balonów i serpentyn. Te dekoracje i dodatki, choć piękne, nie mają najmniejszego znaczenia, gdy w tym wszystkim nie ma nas. Twórzmy wartościowe wspomnienia, których już zawsze będziemy częścią.

Czy przykładacie uwagę do świętowania urodzin Waszych najbliższych? Stawiacie na przyjęcia w jakimś lokalu, domowe imprezy, a może macie jeszcze jakiś inny pomysł? Dajcie znać w komentarzu 😉

 

Ściskam,
K


kłótnia_rodziców

Wkurzeni rodzice! Czyli kłótnie i spory w obecności dzieci.

Wkurzeni rodzice. Poznaj sposoby na rozwiązywanie konfliktów w obecności dzieci.

 

„Wczoraj podczas obiadu pokłóciliśmy się przy dzieciach. Nawarstwiło się kilka spraw i nie zapanowaliśmy nad sobą. Ala, moja czteroletnia córeczka zatykała uszy i powtarzała: „Przestańcie, bądźcie już cicho!”. Dwuletni, zdezorientowany Staś, płakał. Gdy zorientowałam się, jak to wygląda w oczach dzieci, już zdążyliśmy sobie wykrzyczeć kilka niepotrzebnych słów. Poczułam się jak najgorsza matka… Nasza codzienność to życie w czwórkę, nie sposób zorganizować wsparcia za każdym razem, gdy chcemy porozmawiać o problemach, czy najzwyczajniej w świecie się pokłócić. Co powinniśmy zrobić, gdy mamy ochotę skoczyć sobie do oczu? Czy to nie jest dobre dla dzieci, gdy widzą, że rodzice nie zawsze się ze sobą zgadzają? To przecież normalne, że się różnimy…”

Wiadomości takie, jak ta stały się inspiracją do przygotowania tego wpisu. Wbrew pozorom cieszą mnie, bo świadczą o coraz większej rodzicielskiej świadomości. Kto by pomyślał, jeszcze kilka lat wstecz, żeby zastanawiać się na tym, jaki wpływ ma kłótnia z mężem na dzieci…

Zakochana para

Konflikty, różnice zdań, nieporozumienia są częścią każdego związku, ze szczególnym podkreśleniem słowa każdego. Moment, kiedy stajemy się rodzicami, nie sprawia, że nagle, w magiczny sposób zaczynamy wieść sielankowe życie, że przełączamy swoją relację z trybu „zakochana para” na tryb „tylko rodzice”. Nadal jesteśmy w związku, w którym byliśmy przed pojawieniem się dzieci, z tym że nabiera on „dodatkowego wymiaru” – w pakiecie dostajemy zestaw dodatkowych odpowiedzialności.

Gdy rodzina się powiększa, codzienność stawia przed nami więcej wyzwań (no dobra dużo, duuużo więcej wyzwań) i wymaga od nas większych pokładów cierpliwości i skłonności do częstszych kompromisów. Dlatego, zupełnie naturalne jest to, że małżeńskie „nieporozumienia” 😉 pojawiają się niezależnie od tego, czy dzieci są w zasięgu naszego wzroku, czy też nie.

Emocje są częścią nas i naszej codzienności, gdy w podbramkowych okolicznościach osiągają dużą intensywność, sytuacja potrafi wymknąć się spod kontroli. To właśnie wtedy przestajemy zwracać uwagę na to, czy jesteśmy sami, czy w towarzystwie osób trzecich, nawet tych najmłodszych.

Skoro już o emocjach mowa, to nie tylko nas one dotyczą…

Kłótnia rodziców, a emocje dziecka

No cóż, kłótnia w obecności dzieci, to nic innego, jak samo życie. Zdarzała się, nadal się zdarza i pewnie nie raz jeszcze będzie się zdarzać. Nie jest to jednak powód, by nie pracować nad sobą i związkiem, by bagatelizować wpływ naszego zachowania na zachowanie naszych dzieci i ich umiejętności społeczne.

Jeszcze do niedawna większość ekspertów przekonywała, że nie ma nic złego w tym, że dzieci widzą, kłócących się rodziców. Był jednak jeden warunek, po takiej sprzeczce, dzieci musiały być również świadkami tego, jak rodzice się godzą.

Przeprowadzone ostatnio analizy badań neurologicznych podważają ten pogląd. Wynika z nich, że nie bez znaczenia jest przebieg wspomnianych sprzeczek. Dzieci będące świadkiem kłótni, którym towarzyszą wrzaski i krzyki, są narażone na gwałtowne i intensywne wydzielenie do organizmu hormonów stresu.

Poziom kortyzolu i adrenaliny, bo o nich mowa, jest dużo wyższy, niż ma to miejsce, podczas standardowych, dziecięcych doświadczeń. Badania wykazały, że nawet śpiące niemowlę rejestruje głośne, gniewne „rozmowy”, co również skutkuje podwyższonym poziomem stresu.

emocje_dziecka

Nie ma nic dziwnego w tak gwałtownej reakcji dziecięcego organizmu. Rodzice są dla maluchów całym światem i źródłem poczucia bezpieczeństwa. W sytuacji, gdy przestajemy nad sobą panować, dla naszych pociech świat staje się przerażającym miejscem.

W wyniku stresu mogą pojawić się nasilone obawy i lęki, mające swoje odzwierciedlenie w trudnościach z zasypianiem czy niewłaściwym zachowaniu dziecka.

W kontekście przekazywanych wzorców, maluch, obserwując krzyczących na siebie dorosłych, przyjmuje takie zachowanie, jako skuteczny i odpowiedni sposób rozwiązywania konfliktów i radzenia sobie z nieporozumieniami.

Czy istnieją korzyści z obserwowania nieporozumień między rodzicami?

Tak! Dzieci odnoszą korzyści z obserwowania zdrowych nieporozumień.

W relacjach międzyludzkich naturalnym jest to, że czasami nie zgadzamy się ze sobą. Mało tego, wcale nie musimy się we wszystkim zgadzać. Z perspektywy rozwoju małego człowieka, dużą wartością jest możliwość obserwowania, jak rodzice z szacunkiem rozwiązują spory, jak rozmawiają o różnicach bez atakowania i krzyku. W ten sposób pokazujemy im prawdę o otaczającym je świecie, o tym, że kochający się ludzie nie muszą być jednomyślni zgadzać, że każdy ma prawo do własnego zdania i to jest ok.

Krzyk, wrzask, dziki szał czy jakkolwiek inaczej nazwiemy takie zachowanie, niezależnie od tego, czy pojawia się u dorosłego, czy u dziecka, jest przejawem napadu złości. Żadna z tych form wyrażania tego, co chcemy powiedzieć czy uzyskać, nie ma nic wspólnego z konstruktywnym rozwiązywaniem konfliktów i budowaniem porozumienia. Niezależnie od tego, jak bardzo działa nam na puder nasz „szanowny eM” i jakie argumenty wysnujemy na swoje usprawiedliwienie 😉

Tak czy siak, jedno jest pewne, nie takie wzorce chcemy przekazać swoim dzieciom…

Opanuj się – łatwo powiedzieć

Wiem, że gdy tak sobie „na sucho” rozpatrujemy te nasze „małżeńskie pogawędki”, to argumenty typu „zachowaj spokój”, „nie podnoś głosu”, „nie krzycz”, brzmią całkiem rozsądnie, nawet wzorcowo, a przede wszystkim są realne do zastosowania…

Sprawy się nieco komplikują, gdy do gry wkracza rzeczywistość. I bądź tu człowieku spokojny, konstruktywny, zdystansowany i komunikatywny, kiedy naprzeciw Ciebie siedzi „ktoś”, kto po raz kolejny doprowadził Cię do szewskiej pasji, toż to graniczy z cudem ;D

panowanie_nad_emocjami

Nie jest to łatwe. Nie przychodzi samo z siebie, szczególnie, gdy wcześniej nabawiliśmy się już innych nawyków. Tak naprawdę, to nasza praca nad samokontrolą i jakością relacji z partnerem. Zapewniam Was jednak, że warto podejmować próby, zarówno dla Was, jak i waszych pociech.

Poniżej podrzucam kilka wskazówek, które pomogą Wam zapanować nad konfliktem.

  1. Kiedy Ty lub Twój partner zaczynacie się denerwować

Gdy czujesz, że emocje zaczynają w Tobie wrzeć, zrób to, co chciałabyś, aby Twoje dziecko zrobiło, gdy zirytuje je rodzeństwo:

Zatrzymaj się i weź głęboki oddech. To tak, jakbyś włączyła „Pause”.

Chwila przerwy pozwala spojrzeć na sytuację z nieco innej perspektywy. A nawet jeżeli nie będziesz w stanie złapać dystansu, to zdołasz dostrzec, że rozmowa zaczyna wkraczać na nieodpowiedni tor i zaczynacie wchodzić w tryb „walki”, gdzie zamiast ukochanego męża 😉 widzisz przed sobą „wroga”(delikatnie rzecz ujmując), więcej na ten temat pisałam tutaj. 

  1. Jeśli potraficie zapanować nad emocjami i zachować równowagę, to spróbujcie omówić problem

  • Określcie problem:
    „Hmm … Jestem zestresowana, kiedy się spóźniamy, chciałabym móc wyjść z domu na czas.”
  • Wysłuchaj swojego partnera. Oddychaj, a jeśli to konieczne, ugryź się w język 😉 Za chwilę przyjdzie Twoja kolej, na przedstawienie swojej perspektywy.
  • Spróbuj zrozumieć perspektywę partnera. Powiedz, jak zrozumiałaś, jego wypowiedź:
    “To, co powiedziałeś, brzmi tak, jakbyś uważał, że to ja jestem odpowiedzialna za nasze spóźnienie. Domyślam się, że to czekanie w samochodzie na mnie i dzieci, musiało być frustrujące.”
  • Wyraź swój punkt widzenia bez obwiniania i atakowania.
    “Ja również się stresowałam i niecierpliwiłam, widząc, że jest już tak późno. Musiałam przygotować siebie i dzieci, pomóc im w zakładaniu butów oraz zabezpieczyć tort, który zabieraliśmy ze sobą na przyjęcie. Uporałabym się z tym dużo sprawniej, gdybym miała wsparcie, wtedy bylibyśmy gotowi dużo wcześniej.”
  • Pamiętaj, aby dostrzec swoje trzy grosze, które dorzuciłaś do tej sytuacji:
    „To prawda, że nie zdążyłam się przygotować na czas. Dzisiejsze popołudnie, w natłoku zadań, uciekło mi między palcami.”

  • Powstrzymaj się od podsycania konfliktu np.:
    „Codziennie, wszystkim zajmuję się sama… Gdybyś choć raz na jakiś czas zajął się częścią obowiązków, udałoby się sprawniej uporać z tym, co jest do zrobienia.” 

    Mów tylko o tym, co w tej chwili jest problemem.
  • Jeżeli jedno z Was zaczyna obwiniać drugie, to oznacza, że czuje się zagrożone. Warto wtedy się zatrzymać i przywróć bezpieczeństwo do dyskusji.
    „Ta sytuacja jest irytująca dla nas obojga, przecież zależy nam na sobie i możemy znaleźć rozwiązanie. Wzajemne obwinianie nie ma sensu.”
  • Propozycja rozwiązania na przyszłość.
    “Proponuję byśmy, przed wyjściem wspólnie się do niego przygotowywali. Możemy ustawić przypomnienie na 30 minut przed ustaloną godziną wyjścia. Może w ten sposób uda nam się wyjść na czas.”
  1. Gdy rozmowa zaczyna nabierać rumieńców i rozkręca się w niepożądanym kierunku, przerwij ją. 

Nie czekaj, aż wpadniecie w dziki szał ;-). W takiej sytuacji łatwiej jest zareagować osobie, która jest mniej zirytowana, może po prostu powiedzieć:

“Wiesz co, porozmawiajmy o tym trochę później, na spokojnie. Może wieczorem, jak położymy dzieci?”
  1. Co, jeśli macie problem ze znalezieniem rozwiązania problemu?

Zapisz to na kartce. Naprawdę!

„Problem do rozwiązania: Nie zgadzamy się, co do ilości czasu spędzonego przez dzieci przed telewizorem.” 

Umieść notatkę w wyznaczonym wcześniej miejscu, może to być dekoracyjna miska na półce, czy przygotowany słoiczek. Nie bez przyczyny mówi się, że emocje odbierają rozum. Ustalcie, kiedy wrócicie do rozmowy na ten temat.

  1. Co, jeśli nadal jesteś wkurzona? 

W zapanowaniu nad gniewem czy złością pomaga przypomnienie sobie, o tym, co dla Ciebie ważne. O tym, że chcesz dojść do porozumienia i znaleźć rozwiązanie, a te emocje Ci w tym nie pomagają. Postaraj się zrobić wszystko to, co pozwala Ci się uspokoić i poprawić nastrój. Może będzie to dziesięć głębokich oddechów, liczenie wstecz, zaciskanie rąk albo przypomnienie sobie tego, za co jesteś wdzięczna.

Na koniec, zaproponuję coś, co może być trudne do wykonania, ale jest bardzo skuteczne i pomocne w budowaniu więzi oraz regulowaniu emocji – przytulenie. Nie potrzeba wielkich słów, wystarczy podejść, objąć partnera mówiąc: „potrzebuję przytulenia” albo powiedzenie czegokolwiek, co rozładuje atmosferę. Jest to dokładnie to samo, czego uczymy nasze pociechy w radzeniu sobie z trudnymi emocjami.

  1. Przestań rozpamiętywać. 

Wspominanie wszystkich tych sytuacji, które wcześniej doprowadzały Cię do szału, to skuteczny sposób na podsycenie złości i spotęgowanie konfliktu. Wiem, że to niełatwe, bo, gdy jesteśmy w ferworze walki, chciałoby się wyrzucić z siebie wszystko, co leży nam na sercu. Jednak przynosi to krótkotrwałą ulgę i nie jest w tym momencie dobrym rozwiązaniem.

W tej, podbramkowej sytuacji, liczy się ten, konkretny problem i szukanie rozwiązania, a nie obwinianie siebie nawzajem. Jeśli czujesz potrzebę oczyszczenia atmosfery, zaproponuj rozmowę, kiedy będziecie mieli ku temu lepsze warunki.

  1. A wieczorem, gdy dzieci będą już spały… 

Wyraź swoje emocje, powiedz o tym, co czujesz i czego potrzebujesz, bez atakowania i obwiniania:

„Przyznaję, że stresuje mnie i przytłacza ograniczenie czasowe. Z dwójką naszych maluchów, czasami wydaje mi się to nierealne… Chciałbym, abyśmy wspólnie zastanowili się nad tym, jak możemy to usprawnić… teraz czuję się z tym osamotniona, tak jakby to wszystko zależało tylko ode mnie… Potrzebuję twojego wsparcia, byśmy razem się z tym uporali.”

Jeżeli jesteśmy sami, nasza rozmowa może wyglądać inaczej niż ta prowadzona w obecności dzieci. Możemy pozwolić sobie na większą ekspresję 😉 i upuszczenie emocji. Warto jednak pamiętać, że niezależnie od okoliczności słowa zawsze ranią tak samo i raz wypowiedziane nie zostaną cofnięte. Dlatego szacunek, to podstawa każdej rozmowy. 

  1. Oprzyj się chęci „zwycięstwa”. 

Pamiętaj, że „wyrażanie gniewu” poprzez atakowanie drugiej osoby odbiera poczucie komfortu i bezpieczeństwa podczas waszej rozmowy, a tym samym zmniejsza szanse na znalezienie rozwiązania. Powoduje eskalację konfliktu, odbijanie piłeczki z kolejnymi oskarżeniami i koło się zamyka. Zapanowanie nad chęcią ataku nie oznacza wcale, że jest się mniej „autentyczną”. Samokontrola jest bardzo ważną umiejętnością, która jest niezastąpionym atutem w budowaniu relacji i więzi. Pozwala zatrzymać eskalację złości i jednocześnie odkryć to, co pod nią ukryte.  Często jest to strach, bezradność, potrzeba bliskości, uwagi…

Badania pokazują, że receptą na wypracowanie rozwiązania jest odpowiednia rozmowa, której kluczowymi elementami jest słuchanie, mówienie o swoich potrzebach, uczuciach, obawach, bez krytykowania i atakowania partnera (więcej na ten temat przeczytacie tutaj).

  1. Następnego dnia, pamiętaj, aby powiedzieć dzieciom, że udało się Wam znaleźć rozwiązanie zaistniałej sytuacji.  

Gdy opadnie kurz i emocje…

“Pamiętasz jak wczoraj, zdenerwowałem się, że nie jemy już potraw, które lubię, bo mama teraz jest wegetarianką? Rozmawialiśmy o tym wieczorem i uzgodniliśmy, że dwa razy w tygodniu, ja będę gotował i przygotuję to, na co mam ochotę. Jeżeli mama nie będzie chciała tego jeść, to zrobi dla siebie coś innego. W pozostałe dni, gdy mama rządzi w kuchni, będę próbował nowych potraw i może przekonam się do nowych smaków. Chciałabyś pomóc mi przygotować niedzielny obiad? Będzie pieczeń 😉
  

Jeżeli dzieci są świadkami sprzeczki, którą przerwaliśmy, by dokończyć w bardziej sprzyjających warunkach, następnego dnia powinniśmy porozmawiać z nimi na ten temat.

Nie chodzi o wchodzenie w szczegóły, tylko o wyjaśnienie sytuacji i zapewnienie, że nieporozumienie zostało zażegnane. Z jednej strony wprowadza to spokój, z drugiej natomiast pokazuje dziecku, że zawsze można znaleźć wyjście z problemowych sytuacji.

  1. A co jeśli nie doszliście do porozumienia? 

Tak też się zdarza. Pozwól sobie na to i wyjaśnij sytuację swoim szkrabom następnego dnia.

“Wczoraj podczas kolacji, tata i ja nie zgadzaliśmy się co do konieczności zakupu nowego samochodu. Posprzeczaliśmy się, to prawda? Chcę jednak, żebyście wiedzieli, że szukamy rozwiązania, które będzie dobre dla nas wszystkich. Rozmawiamy na ten temat, ponieważ kochamy się, zależy nam na sobie i jesteśmy dla siebie ważniejsi niż jakakolwiek sprzeczka. Wiecie, że możecie być na kogoś źli i jednocześnie go kochać, prawda? Nadal nie podjęliśmy decyzji co do zakupu samochodu. Ja boję się, że nasz samochód psuje się zbyt często. Tata natomiast w chwili obecnej obawia się wydatku, z jakim wiąże się zakup nowego auta. To trudna decyzja. Będziemy na ten temat rozmawiać. Czasem trzeba długo się zastanawiać i wymieniać spostrzeżeniami, zanim podejmie się dobrą decyzję.”
  1. Zachowaj równowagę w waszej relacjami i zadbaj o to, by dzieci widziały Was w pozytywnych sytuacjach.

Jest pewna zasada, o której pisałam tutaj, mówiąca o tym, że każdy związek, aby zachować równowagę i zdrowie (dotyczy to zarówno dorosłych, jak i dzieci) potrzebuje, co najmniej pięciu pozytywnych interakcji przypadających, na każde negatywne zdarzenie.

problemy_małżeńskie

Dlatego, kiedy to tylko możliwe, inicjuj pozytywne sytuacje. Wystarczą drobne gesty, miłe słowo czy uścisk.

Warto zadbać również o to, by dzieci miały szansę zaobserwować łączące Was uczucie. Będzie to miało pozytywny wpływ zarówno na Wasze pociechy, jak i na Wasz związek.

Ciężka sprawa?

No cóż ;-), nikt nie powiedział, że budowanie wartościowej relacji i życie z drugim człowiekiem będzie łatwe, niczym na rozkładówce. Takie podejście wymaga od Was dużej dojrzałości, wytrwałości, zaangażowania i zaangażowania z dwóch stron. To rodzaj pracy zarówno nad sobą, swoimi słabościami, jak i nad waszą relacją. Świadome rozwiązywanie i kierowanie konfliktem w codziennych sytuacjach, jest dla dzieci najlepszą lekcją radzenia sobie z problemami i budowania szczęśliwej rodziny.

A jak Wy radzicie sobie z konfliktami? Udaj Wam się zachować zimną krew ;-)?

Być może zainteresują Was również


łóżeczko_montessori

Twoje dziecko nie śpi w nocy? Powinnaś tego spróbować...

Sen,

niby krótkie słowo, zwykła potrzeba, a dla wykończonego rodzica brzmi niczym najpiękniejsze marzenie.

Swoją drogą to niesamowite, jak na przestrzeni lat, zmienia się nasze podejście do wielu spraw, jak bardzo zyskują bądź tracą na wartości. łóżeczko montessori

Kiedyś, sen traktowałam, jak stratę czasu – konieczność. Dziś, jest dla mnie na wagę złota, niczym towar deficytowy, to jeden z najbardziej pożądanych przeze mnie stanów 😉 łóżeczko montessori

A wszystko za sprawą małych istot, które mimo niepozornych rozmiarów wprowadzają ogromną rewolucję w rodzicielskim życiu. łóżeczko montessori

Podejmowanie decyzji

Tak… dziś już wiem, że wyspana mama może przenosić góry, a do tej będącej ofiarą permanentnego, bezsennego terroru, lepiej się nie zbliżać.

Dlatego, mając na uwadze dobro wszystkich domowników, warto, a nawet trzeba w swoim rodzinnym systemie stworzyć, takie warunki funkcjonowania, które pozwolą na wyciśnięcie z codzienności maksymalnej ilość snu, zarówno dla dziecka, jak i rodziców 😉

Internet naszpikowany jest złotymi radami, które szczególnie, gdy jest się na początku rodzicielskiej drogi, mogą przyprawić o zawrót głowy i totalną dezorientację.

Karm – „tak”, ubieraj – „w ten sposób”, „nie noś”, „lepiej kanguruj”, „odkładaj do łóżeczka”, „spij z dzieckiem”

i bądź tu mamo mądra…

Prawda jest taka, że każde dziecko jest inne i nie ma metody, która sprawdziłaby się u każdego malucha i w każdej rodzinie. Dlatego, naszym zadaniem jest wybranie z odpowiadającego nam podejścia tego, co w naszej sytuacji, dla nas i naszego dziecka będzie najlepsze.

Być może zastanawiacie się nad tym:

„skąd będę widziała, że coś jest dla nas najlepsze?”

Odpowiedź jest prostsza niż myślicie – intuicja. Nikt nie zna lepiej was i waszych pociech niż Wy sami. Nie powinniśmy zagłuszać i bagatelizować „przeczucia”, które towarzyszy nam, rodzicom.

Przydatnym kryterium, które mi ułatwia podjęcie decyzji, jest odpowiedź na pytanie:

„Czy i jakie korzyści, ten wybór przyniesie moim dzieciom w dłuższej perspektywie?”

„Czy i co mogę zrobić dzisiaj, aby pomóc im jutro?” 

W ten sposób zmieniam perspektywę z tego, co ważne tu i teraz, na to, co się wydarzy w przyszłości, jakie będą konsekwencji naszych dzisiejszych decyzji. To wiele wyjaśnia, a raczej rozjaśnia 😉

 Tych kilka pierwszych zdań, w których poruszam kwestię naszej różnorodności i konieczności dokonania wyboru z uwzględnieniem potrzeb dziecka oraz naszych możliwości, jest wprowadzeniem do rodzicielstwa, do podejmowania decyzji na każdym etapie naszej rodzicielskiej drogi.

Sen dziecka vs sen rodzica

Dostaje od Was bardzo wiele wiadomości typu:

„Już nie wiem, co mam zrobić, moje dziecko nie chce spać w swoim łóżeczku.”

„Każda próba odłożenia małego do łóżeczka kończy się płaczem.”

„Każdą pobudkę w łóżeczku zaczyna od krzyku i płaczu…”

Osobiście jestem zwolenniczką, a nawet miłośniczką rodzicielstwa bliskości. Po wypróbowaniu niezliczonej ilości metod, które miały zagwarantować nam spokojny sen, podjęłam decyzje o spaniu z dzieckiem w jednym łóżku.

rodzicielstwo_bliskości

Zanim do tego dojrzałam, przerobiłam wszelkie, możliwe sposoby bezszelestnego odkładania malucha do łóżeczka. Momentami wyglądało to, jak gimnastyka artystyczna albo bardzo, skomplikowana akcja szpiegowska, która kończyła się fiaskiem, bo od początku była to mission impossible. Owszem, mieliśmy łóżeczko szczebelkowe, ale jego podstawową funkcją było podtrzymywanie przewijaka i łapanie kurzu.

Dlatego, gdy już stanęłam pod ścianą, bo poziom zmęczenia i frustracji sięgnął zenitu, wybrałam dla nas rozwiązanie, najlepsze z możliwych. Biorąc pod uwagę fakt, że nasi chłopcy należą do HNBsą wysoko wrażliwymi dziećmi, to nie wyobrażam sobie tej niezliczonej ilości nocnych pielgrzymek, które musiałabym uskuteczniać.

No właśnie, dzieci w łóżku i co dalej?  Wbrew pozorom, nie oznaczało to wiecznej okupacji naszej sypialni przez maluchy.

W „teleportowaniu” brzdąca do własnego łóżka pomogło nam przygotowanie przestrzeni w jego pokoju, z wykorzystaniem elementów z nurtu Montessori…

I tu przechodzimy do meritum…

Co zrobić, żeby dzieci polubiły swoje łóżko i swój pokój?

Nie potrzeba wielkiej filozofii, pierwszym krokiem powinno być dostosowanie pokoju do potrzeb i możliwości dziecka. Wszystkie niezbędne meble, przybory, książki, zabawki zamieściliśmy tak, by były w zasięgu dziecięcej rączki, w sposób umożliwiający im samodzielnie z nich skorzystanie.

Dzięki temu maluch z większą ochotą i zainteresowaniem poznaje przestrzeń, w naturalny i swobodny sposób kształtując swoją niezależność i samodzielność.

Łóżko dla dziecka, czyli co?

Biorąc pod uwagę założenie, że wszystkie meble włącznie z łóżkiem powinny pozwalać dziecku na samodzielne z nich korzystanie, postanowiłam poszukać takiego, które znajdowałoby się przy samej podłodze.

łóżeczko_montessori_ma-mo

W poszukiwaniu łóżka dla dzieci, które byłoby łóżkiem podłogowym, przeszukałam niemal cały internet. Bardzo ważnym kryterium, prócz walorów estetycznych, była jakość i materiały, z jakich było wykonane łóżko. Niestety w tamtym czasie, a było to kilka lat temu, znalazłam tylko łóżeczka włoskiej produkcji, które były świetne jakościowo a jednoczenie szalenie drogie.
Dlatego, bardzo ucieszył mnie fakt, że od jakiegoś czasu, na naszym rodzimym rynku, można kupić łóżeczko Montessori, polskiego producenta Ma-Mo, wykonane z materiałów najwyższej jakości. Dobre łóżko to przede wszystkim porządny materac. Moją uwagę przykuł materac futon, który ze względu na ekologiczny – w 100% naturalny skład, nie wywołuje alergii i nie uczula (więcej na jego temat przeczytacie tutaj).

materac_futon

Korzyści wynikające z posiadania łóżeczka Montessori

 

  1. Bezpieczeństwo

    To pierwsza korzyść, która przychodzi mi do głowy.

Nie znam rodzica, który nie obawiałby się upadku malucha z łóżka podczas snu, czy też po przebudzeniu. W przypadku łóżeczka podłogowego takie zagrożenie nie istnieje. Nawet jeżeli dziecko „zsunie się” z materaca, to jest to całkowicie niegroźne. Dodatkowo można zabezpieczyć brzeg łóżka specjalnym wałkiem. Świetnie sprawdzają się też poduszki czy koc położony na brzegu łóżka. łóżeczko montessori

 

  1. Wspieranie rozwoju ruchowego i niezależności dziecka

Ten punkt wśród wielu z Was może budzić wątpliwości, bo oczami wyobraźni widzicie niekończącą się wędrówkę Waszych, wyzwolonych pociech ;-).

Prawda jest taka, że zachowanie dziecka wynika z wielu indywidualnych cech, z temperamentu, przyzwyczajeń czy etapu rozwoju psychoruchowego. Dlatego niektóre dzieci bez problemu przystosują się do swobodnego korzystania z łóżeczka, a innym dłuższą chwilę zajmie nasycenie się wolnością. To do Was i waszej intuicji należy ocena, na ile wasz maluch jest w stanie zapanować nad swoją ciekawością – samokontrola to kolejna umiejętność rozwijana dzięki temu podejściu. Wśród wielu rodziców sprawdziło się stosunkowo wczesne wprowadzeniu łóżeczka Montessori, dzięki czemu zasypianie w swobodnych warunkach było dla maluszka codziennością i nie stanowiło takiej pokusy.

 

  1. Niezależność – porannym wybawieniem

Wspomniane w poprzednim punkcie obawy czas przekuć w atuty 😉 wyobraźcie sobie ten moment, kiedy maluch po przebudzeniu, zamiast płakać i wołać, by wyjąć go z łóżka, będzie mógł samodzielnie z niego wyjść i zająć się zabawą. W prosty sposób eliminujemy niepotrzebny stres i zarazem nie uczymy maluszka, że aby zaznaczyć swoją obecność i potrzebę musi wzniecić awanturę. Myślę, że tak samo dla Was, jak i dla mnie, spokój i każde 10 minut snu szczególnie rano, jest na wagę złota. łóżeczko montessori

 

  1. Wygoda

Dzięki niemu, niemal z automatu rezygnujemy z wieczornej, mistrzowskiej akrobatyki, by odłożyć śpiącego malucha do łóżeczka. Po wieczornych rytuałach, możemy usypiać dziecko, leżąc tuż przy nim i odpoczywać jednocześnie.

montessori_łóżeczko

  1. Multizadaniowość

Łóżko staje się dla dziecka przyjemną przestrzenią, do której chętnie się udaje. Nie kojarzy się ze szczebelkowym, ograniczeniem swobody. Jest, nie tylko miejscem snu, ale również strefą relaksu i zabawy. łóżeczko montessori

 

  1. Oszczędność

Tego typu rozwiązanie, ze względu na okres, w jakim będziemy z niego korzystać, okazuje się bardzo opłacalnym wyborem. Rezygnując z zakupu różnych łóżek na poszczególnych etapach rozwoju, najpierw szczebelkowego, a potem większego, dostosowanego do potrzeb starszaka, zyskujemy czas i pieniądze.

 

Tak jak wspomniałam na początku, każdy z nas nie tylko ma prawo, ale powinien dokonywać wyboru według własnego uznania, potrzeb i oczekiwań. Ważne, by gdzieś z tyłu głowy przyświecały nam długofalowe korzyści, jakie wynikają z wybieranych przez nas metod, które zaprocentują w przyszłości.

A jakie są Wasze, nocne przygody? Co u Was poskutkowało i przyniosło upragniony sen? Będzie mi niezmiernie miło, jeśli dajcie znać w komentarzu poniżej.

Ściskam,
K


przeprosiny

Nie przeproszę !!!

Z pozoru może się wydawać, że przeprosiny powinny być dla nas czymś zupełnie naturalnym, w końcu uczymy się ich od najmłodszych lat. Rodzice dbają o nasze dobre wychowanie, skłaniając nas do podania ręki „przeciwnikowi” po batalii stoczonej w przydomowej piaskownicy. Przeprosiny stanowią istotny element kulturowo przyjętej poprawności zachowania, są niejako symbolem zakopania wojennego topora. Umiejętność przepraszania ma ogromny wpływ na trwałość i jakoś nawiązywanych przez nas relacji, dlatego też jest tak bardzo ważna.

Choć słowo „Przepraszam” jest tak istotne, to mimo wszystko wydaje się jednym z najtrudniejszych do wypowiedzenia zwrotów. Zdarzają się wśród nas i takie gagatki, którym nie przejdzie ono nawet przez gardło.

Dlaczego tak jest, skąd bierze się ogólna niechęć do przepraszania?

Unikanie przeprosin

Zdaniem psychologów, unikanie przeprosin to często podświadoma próba ochrony zagrożonego „ja”. Większość ludzi, gdy wyrządzi komuś krzywdę lub sprawi przykrość, automatycznie zaczyna przepraszać, by jak najszybciej zdobyć przebaczenie i pozbyć się poczucia winy. Osoby mające problem z przepraszaniem nie reagują w ten sposób. Zamiast tego doświadczają nieuświadomionego lęku związanego z poczuciem zagrożenia, utratą autorytetu, władzy, statusu. Inicjowanie przeprosin uważają za oznakę słabości, a przepraszającego za przegranego.

W praktyce może wyglądać to, tak, że osoba ta wpadając na nas w tłumie, bez wahania bąknie krótkie „przepraszam”, jednak po kłótni z bliską osobą nie przyzna się do popełnionego błędu.

Dlaczego?

Jak się okazuje, słowa te niosą za sobą szereg psychologicznych konsekwencji, których niektórzy z nas chcą za wszelką cenę uniknąć…

O jakich konsekwencjach mowa?

Poczucie zagrożenia

Przyznanie się do nieodpowiedniego zachowania stanowi zagrożenie dla poczucia własnej wartości. Jest to szczególnie dotkliwe w przypadku osób, które nie potrafią oddzielić oceny swoich działań od oceny swojej osobowości. Błędnie utożsamiają jedno z drugim. Dlatego też w ich mniemaniu przepraszając – przyznają się do złego postępowania i tym samym do bycia złym człowiekiem. Unikając przeprosin, unikają przyznania się do błędu, chroniąc w ten sposób swoją samoocenę.

Poczucie wstydu

Dla większości z nas przeprosiny są związane z poczuciem winy. To ono skłania nas do wykonania kroku w kierunku wyjaśnienia sytuacji i zażegnania konfliktu. W przypadku osób niezdolnych do przepraszania silniejszym doznaniem jest wstyd, który jest znacznie bardziej destrukcyjny. O ile wina sprawia, że czujemy się źle z naszym działaniem, o tyle wstyd powoduje, że czujemy się źle z tym jacy jesteśmy.

Eskalacja konfliktu

Podczas gdy większość z nas uważa przeprosiny za możliwość rozwiązywania konfliktów interpersonalnych, tak dla osób mających z tym problem – owe przeprosiny – będą początkiem niekończącej się fali oskarżeń.  Wychodzą z założenie, że będzie to okazaniem słabości, którą druga osoba wykorzysta przeciwko nim. Obawiają się obarczenia wyłączną odpowiedzialnością za powstały spór oraz przypisania winy za wszystkie wcześniejsze nieporozumienia.

przeprosiny_konflikt

Regulacja emocji

Osoby stroniące od przeprosin, bardzo często w ten sposób starają się zarządzać swoimi emocjami. W jaki sposób? Po prostu czują się bardziej komfortowo i łatwiej sobie radzą z uczuciem gniewu, rozdrażnienia i dystansu emocjonalnego, a niżeli z bliskością i wrażliwością. Zatwardziałość w konflikcie pozwala im zachować dystans, stanowi swoisty mechanizm obronny. Podświadomie obawiają się, że każdy nawet najdrobniejszy gest w kierunku pojednania, sprawi, że wszystkie tak pieczołowicie budowane barykady runą i uwolnią smutek oraz rozpacz, z którymi ciężko jest sobie poradzić i względem których pozostaną bezsilni.

O ile prawdą jest, że regulacja takich emocji wymaga od nas wysiłku, o tyle błędnym przekonaniem jest, że głębokie doświadczanie trudnych emocji musi być traumatycznym i szkodliwym przeżyciem. Wręcz przeciwnie, skruszenie przysłowiowej, emocjonalnej skorupy jest niezwykle oczyszczające i może prowadzić do przeniesienia relacji na zupełnie inny, bardziej wartościowy poziom, oparty o emocjonalność i wzajemne zaufanie.

A u podstaw obaw…

Dlaczego niektóre osoby mają ewidentny problem z przepraszaniem? Skąd biorą się te obawy?

Za winowajcę poniekąd możemy przyjąć sposób, w jaki zostaliśmy wychowani oraz to, jakie są nasze dotychczasowe, przeprosinowe doświadczenia. To jeden z tych aspektów, który bagatelizowany na wczesnym etapie rozwoju dziecka, zbiera żniwa w przyszłości. Oczywiste jest, że każdy rodzic chce dla swojej latorośli tego, co najlepsze, dlatego też od najmłodszych lat wpaja dziecku, wszystko to, co potencjalnie ułatwi mu batalię z dorosłością.

 

I tak powinno być 😉, bo przecież naszą rodzicielską powinnością jest wspierać dziecię w rozwoju. Dobrze jednak pamiętać o czymś istotnym, mianowicie o tym, że prócz tego, CO przekazujemy naszym pociechom, ważne jest jeszcze, to w jaki sposób, to robimy. W tym właśnie tkwi cały szkopuł. Odwołując się do nauki „przepraszania”, często odbywa się ona poprzez nakaz wykonania, pozbawiony wyjaśnień tego, co tak naprawdę się wydarzyło i w czym tkwił problem. Dodatkowo całemu procesowi towarzyszy gniew, obwinianie, wpędzanie w poczucie wstydu i zmuszanie do posłuszeństwa. Gdy do tego dodamy brak pozytywnych wzorców, które dziecko mogłoby naśladować…recepta na niechęć do przepraszania gotowa. (O tym, jak nauczyć dziecko „przepraszać” przeczytacie tutaj =>klik). I jak tu ochoczo podejść do przepraszania?

Spójność wzorców

Najbardziej efektywnie i najszybciej uczymy się, obserwując zachowania innych osób.

Tak samo sprawa wygląda w przypadku nauki „przepraszania”.

Przyjrzyjmy się zatem przeciętnym, „przeprosinowym” doświadczeniom. Jakie zachowania mamy bądź mieliśmy szansę zaobserwować?

Niezależnie czy bohaterami są nasi rodzice, czy też bliscy lub dalsi znajomi, wszyscy uczestniczą w wyścigu z czasem, w boju o kolejny zrealizowany cel. Zatracając się w owej pogoni, usprawniają swoje funkcjonowanie, posługując się schematami, stereotypowym myśleniem i automatyzacją pewnych czynności. W efekcie wpadają w pułapkę, z której ciężko wybrnąć z twarzą. Przyjrzyjmy się temu bliżej.

Patrzymy, patrzymy i cóż takiego widzimy?

Przed nami zapracowany rodzic, starający się poskromić codzienność, który trzymając w garści cały dom, raczej stroni od przepraszania swej pociechy za błahostkę będącą przecież tylko „rodzicielskim niedopatrzeniem” … Wszak nic wielkiego się nie stało, a już na pewno nie jest to przewinienie warte kompromitacji i płaszczenia się przed własnym dzieckiem.

Dobre usprawiedliwienie, ale czy na pewno to tylko błahostka i niedopatrzenie?

Kolejna przykładowa sytuacja dotyczy stereotypowego starcia płci.

Oto facet, taki sobie “Figo Fago”, jak twierdzi, nie należy do gatunku pantoflarza pospolitego, a już na pewno nie jest z tych „miętkich” chłopaczków, którzy to przepraszając za byle pierdołę, okazują swoją słabość. Dlatego o przeprosinach w jego wykonaniu możemy zapomnieć. Po drugiej stronie barykady skrupulatnie okopała się „Ona”, „żona”, „matka”, „kobieta”. Przecież nie po to rozdrapuje i posypuje solą rany, wspominając wszystkie przewinienia swego „twardziela”, żeby teraz opuścić gardę i potulnie przyznać się do błędu. A nóż luby pomyśli, że to tylko jej wina, albo – co gorsza – poczuje, że ma ją w garści, bo za łatwo mu przyszło pojednanie. O nie! Chce dziadyga zgody, musi się postarać…

Tym sposobem przeprosiny stają się próbą sił. Kto pierwszy padnie na kolana? Kto pokaże, że mu bardziej zależy? Koniec końców, wcale nie chodzi o to, by rozwiązać dany konflikt i wyciągnąć wnioski z zaistniałej sytuacji. Ważniejsze jest zdobycie przewagi, argumentu będącego dowodem na to, kto, komu dyktuje warunki. Proste? Proste, sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie 😉.

Wiedząc, że mały człowiek dorasta, obserwując i uczestnicząc w takich i podobnych sytuacjach trudno się dziwić, że nabywa niemal wkodowanej niechęci do przepraszania i wszystkiego, co z nim związane. W ten oto sposób powstają negatywne skojarzenia, które wiernie towarzyszą nam w dorosłym życiu, gdzie „przepraszam” kojarzy się z poddaństwem, poczuciem niższości i pokazem sił.

Tymczasem…

Skoro mowa o pokazywaniu, to prawda jest taka, że przepraszając, pokazujemy swoją siłę, dojrzałość, wrażliwość, empatię i profesjonalizm. „Przepraszam” nie jest synonimem słabości, niższości, uległości, eskalacji konfliktu czy zagrożenia. To swoista praca nad samym sobą, która wymaga od nas autorefleksji i pokory. Aby przeprosiny były skuteczne, należy dokładnie przeanalizować konfliktową sytuację, uświadomić sobie i zaakceptować odpowiedzialność za niecne poczynania oraz postanowić poprawę 😉.
Więcej o formułowaniu skutecznych przeprosin przeczytacie już niebawem.

Jestem ciekawa jakie są Wasze doświadczenia?
Będzie mi miło, jeżeli podzielcie się nimi w komentarzu poniżej.

Ściskam,
Karola