panowanie_nad_nerwami

Opanuj się mamo! Poznaj sposób na spokojniejsze macierzyństwo

Jeżeli jesteś mamą, to pewnie zdążyłaś już zweryfikować wiarygodność sielankowego macierzyństwa opisywanego w poradnikach dla rodziców.

Każda z nas miewa gorsze i lepsze dni. Mając na głowie ogrom obowiązków, za sobą wiele nieprzespanych nocy, a przed oczami wszechobecną presję perfekcyjnej pani domu – trudno jest nie popaść we frustrację i zachować zimną krew. Każdej z nas, mającej pod opieką co najmniej jednego niesfornego malucha, potrzebne jest morze cierpliwości.

Poznawanie świata, zdobywanie nowych umiejętności, rozwój dziecka nieodłącznie związane są z przekraczaniem granic, weryfikowaniem tego, co dotychczas było niedostępne, nieznane, nowe. Dziecięca ciekawość często stanowi jednocześnie test rodzicielskiej cierpliwości.

Gdy rozmawiamy o tym na chłodno, siedząc w fotelu i pijąc kubek ciepłej herbaty, powyższe zachowania są dla nas naturalną koleją rzeczy, a wspomnienie niektórych sytuacji wywołuje uśmiech na naszych twarzach.

Sprawa wygląda jednak inaczej, gdy jesteśmy w ferworze codziennych obowiązków i w pewnym momencie sytuacja wymyka się spod kontroli, tzn. bardziej nasz brzdąc się wymyka i narusza postawione granice, w związku z czym chwilowo rzeczywistość nas przerasta…   To ten moment, kiedy mamy wrażenie, że żeby zachować zimną krew musielibyśmy być z kamienia. To właśnie wtedy reagujemy nie tak, jak byśmy chciały.

 

Nie takie chcemy być…

Przecież każda z nas chce być jak najlepszą mamą, najlepszą wersją siebie, by przekazać swojej pociesze to, co najważniejsze, by wspierać ją w rozwoju i stworzyć ku temu jak najlepsze warunki.

W tym wpisie nie będziemy skupiać się na zmianie zachowania dziecka (o tym możecie przeczytać tu => klik, klik i klik), tym razem spróbujemy popracować nad sobą i jakością naszego rodzicielstwa.
W jaki sposób pracować nad sobą, nad budowaniem umiejętność samokontroli, nad tym, by poniższy cytat nie był tylko pustym frazesem?

„Rodzicielskim zadaniem  nie jest powstrzymanie dziecka przed napadem złości. Naszym zadaniem jest zachowanie spokoju.”

Łatwiej powiedzieć, trudniej zrealizować…

Jak pracować nad samokontrolą?

Ile razy zdarzyło się Wam postawić sobie jakiś cel – ćwiczyć więcej (bądź w ogóle zacząć ćwiczyć 😉 ), jeść zdrowiej, mniej  podjadać wieczorami, tylko po to, by po kilku dniach czy tygodniach powrócić do dawnych przyzwyczajeń?

Często?

No właśnie… siła nawyku jest ogromna, na tyle duża, że aby go przezwyciężyć, bądź wypracować nowy – pożądany, potrzebna jest systematyczność i konsekwencja w postępowaniu nawet przez 254 dni (więcej na temat kształtowania nawyków pisałam tutaj).

Nawyki sprawiają, że działamy automatycznie, nie musimy specjalnie się wysilać, aby coś zrobić. Po prostu pewne zachowanie przechodzi w rutynę i określony bodziec wywołuje naszą reakcję. Mycie zębów, poranna kawa, to przykłady czynności, które wykonujemy na autopilocie.

Podobnym nawykiem może być sposób, w jaki reagujemy na zachowanie naszych dzieci. Zaganiane, zaabsorbowane codziennymi sprawami, poirytowane, zmęczone często tracimy panowanie nad sobą i przechodzimy w automatyczny tryb rozzłoszczonej matki.

Reagujemy krzykiem i siłą przywracamy dziecko do porządku. Dopiero po czasie, gdy emocje opadną (o wpływie kortyzolu na nasze działanie przeczytacie tutaj), odzyskujemy zdolność logicznego myślenia i pojawiają się wyrzuty sumienia. Co prawda czasu cofnąć nie możemy, ale zmienić swoje zachowanie i przyzwyczajenia – tak.

Rodzicielska praca

Bycie rodzicem to codzienna praca nad sobą, pokonywanie swoich słabości i przezwyciężanie schematów zachowań przekazywanych z pokolenia na pokolenie.

Jest pewien bardzo prosty sposób, który może ułatwić wspomnianą pracę nad swoimi słabościami.

Podstawowym i jedynym narzędziem w naszych rękach będą gumki do włosów.

W jaki sposób je wykorzystamy? Już spieszę z wyjaśnieniem.

Pożegnaj rozgniewaną mamę

Jeżeli czujesz, że coraz częściej zdarza Ci się krzyczeć, warczeć, zachować nie tak, jakbyś chciała w stosunku do swojego dziecka, wykorzystaj poniższą metodę:

 

być_lepszą_mamą

1.Poszukaj 5 gumek do włosów, które będą na tyle wygodne, byś mogła nosić je na nadgarstku. Mogą to być również luźne bransoletki, tasiemki – wszystko jedno, ważna jest ich ilość i Twoja wygoda.

2. Każdego dnia rano, wraz z pobudką Twoich maluchów załóż 5 gumek na jeden z nadgarstków. W tej metodzie bardzo duże znaczenie ma czynnik wizualny, który będzie działał do czasu, gdy będziesz go dostrzegać, gdy się przyzwyczaisz do posiadania gumek – przestaną spełniać swoją funkcję. Dlatego, aby temu zapobiec:

  • Zakładaj gumki, dopiero, gdy Twoje dzieci się obudzą.
  • Zdejmuj je, za każdym razem, gdy będziesz z dala od swoich pociech (np. gdy wyjdziesz z domu do pracy, dziecko ma drzemkę lub jest w szkole czy przedszkolu).
  • Zakładaj gumki na nadgarstek, za każdym razem, gdy będziesz ze swoimi szkrabami

3. Za każdym razem, kiedy złapiesz się na tym, że zachowałaś się w stosunku do swojego malucha nie tak, jak chciałaś, nie tak, jak powinnaś – przełóż jedną gumkę na drugi nadgarstek.

Twoim celem jest, do końca dnia zachować wszystkie 5 gumek na tym samym nadgarstku – na tym na, który rano założyłaś je po raz pierwszy.

Jesteśmy tylko ludźmi, dlatego popełniamy błędy i nie ma nic dziwnego w tym, że te gumki będą wędrowały z jednej ręki na drugą. Jednak nie ma błędu, którego nie da się naprawić.

Co możemy zrobić, aby „odzyskać” gumkę przełożoną na drugi nadgarstek?

4. Możemy odzyskać przełożoną gumkę, wykonując 5 prostych czynności, podtrzymujących pozytywną relację z dzieckiem. Badania pokazują, że dla zbudowania zdrowej relacji, dla każdej negatywnej interakcji potrzeba 5 pozytywnych interakcji, aby to zrównoważyć.

Tych 5 pozytywnych interakcji to proste czynności od uścisku, gilgotanie, czy chwilę wspólnego tańca.

Po każdej negatywnej interakcji z dzieckiem postaraj się jak najszybciej sprowokować 5 pozytywnych interakcji – a tym samym przywrócić utraconą gumkę na właściwy nadgarstek 😉

Ale czy to naprawdę działa?

Z realizacją tego typu założeń jest podobnie, jak z każdym innym zobowiązaniem – efekt zależy od naszego podejścia i zaangażowania.

Połączenie bodźca wzrokowego i delikatnego ucisku na ręce działa przypominająco i motywuje nas do podjęcia konkretnej inicjatywy. To taka przypominajka  😉

Mamy, które za moją namową korzystają z tego sposobu, zapewniają, że ta „gumkowa” metoda przynosi rewelacyjne efekty, mimo, że początkowo były sceptycznie nastawione. Z czasem, metoda ta pozwoliła im zmniejszyć ilość nerwowych reakcji i poprawić relację z dziećmi.

Nowy sposób reagowania na dziecięce zachowanie staje się niczym nawyk, z każdym dniem samokontrola przychodzi nam łatwiej, a gumki okazują się zbytecznymi.

 

relacja_z_dzieckiem

Jakie jeszcze korzyści przynosi zmiana nerwowej mamy na spokojniejszą mamę

Metoda ta świetnie pokazuje, jak wiele dzieci uczą się od nas przez obserwację, towarzysząc nam w codziennych sytuacjach. Zmiana naszego zachowania, wpływa bezpośrednio na zmianę zachowania malucha. Zasada jest prosta, im więcej szacunku okazujemy dziecku, tym więcej ono okazuje go nam.

O tej metodzie i o kilku innych sposobach na kształtowanie rodzicielskich umiejętności będę mówiła podczas warsztatów dla rodziców „Jak poprawić relacje z dzieckiem”, których II edycja już w maju – jeżeli jesteście zainteresowani udziałem, zapraszam do kontaktu tutaj.

Serdecznie Was zachęcam do wypróbowania tej metody.

Podejmiesz próbę? Przyłączysz się do wyzwania? Bądź mamą na 5+  😉

Jeśli tak, to zrób proszę zdjęcie swojego nadgarstka i opublikuj je, dodając #MamaNa5


krzyczę_na_swoje_dziecko

Najważniejsza rzecz, którą powinnaś zrobić, gdy znów nakrzyczysz na swoje dziecko

Otworzyłam drzwi od łazienki i siadłam skulona na podłodze, przyciskając kolana do klatki piersiowej.

Jedynym, czego chciałam w tej chwili, było...

Ukryć się.

Tymczasem moje dwu i czteroletnie szkraby, prowadziły skrupulatne poszukiwania. No właśnie, Moje dzieci. Moje dwa słodkie brzdące, które potrzebowały mojego wsparcia, szukały mnie, a ja ukrywałam się przed nimi niczym tchórz.

Z każdą chwilą coraz bardziej się kuliłam, chowałam głowę, wciskając ją mocniej i mocniej między kolana. Jednocześnie wyobrażałem sobie ich niepokój, gdy szukając mnie, zastanawiały się, co  stało się z ich mamą. Czułam, że to, co teraz robię, nie przystoi matce, nie tak powinnam postąpić i nie taki świat chciałam im pokazać.

Zanim zdążyłam zebrać myśli, usłyszałam cichy szmer uchylających się drzwi, podniosłam głowę... Mój syn stał tuż obok, spoglądał na mnie zatroskanym wzrokiem i powiedział: 

„Jesteś znowu zła mamusiu?”

Proste zdanie, kilka słów, jeden wyraz a moje serce rozpadło się na kawałki.

Taka była prawda

Byłam zła. By się upewnić, ponownie wsłuchałam się w siebie i potwierdziłam przed samą sobą to uczucie. Tak, to, co czułam to zdecydowanie była złość. Frustracja, zmęczenie i rozczarowanie również. Rozczarowanie sobą...i swoim zachowaniem, bo mimo iż złość jest taką samą emocją jak każda inna, to w oczach moich dzieci pojawiała się często, za często, pojawia się ZNOWU.

zmęczona_matka

Czy ten krótki wstęp wydał Wam się znajomy? Czy choć w niewielkim stopniu jesteście w stanie zrozumieć tę mamę, poczuć emocje, przywołać obrazy?  Jeśli tak, to koniecznie przeczytajcie ten tekst do końca.

Rodzicielska misja

Rodzicielstwo... czasami może przytłaczać. Z jednej strony zalewając nas falą pozytywnych, niepowtarzalnych uczuć i doświadczeń,  których wcześniej nie byliśmy sobie w stanie nawet wyobrazić. Z drugiej zaś strony, zakłada na nasze barki ciężki plecak, wypełniony chaosem, odpowiedzialnością, nieprzewidywalnością, obowiązkiem i zmęczeniem.

Szybko okazuje się, że rzeczywistość wygląda nieco inaczej niż ta opisywana w cudownych poradnikach i prezentowana na wyretuszowanych, instagramowych zdjęciach. Prędzej niż później nasze baterie ulegają totalnemu wyczerpaniu, a ładowarkę szlag trafia. Zastanawiamy się, co się stało z naszym życiem. Spoglądamy dookoła i jedyne, co widzimy, to obraz niczym po wybuch bomby atomowej. Zewsząd dobiega hałas, a my zwyczajnie próbujemy przetrwać do końca dnia. Spoglądamy na zegarek, z utęsknieniem wypatrując 19, by przystąpić do wieczornych rytuałów, kolacji, kąpieli... aż wreszcie odpocząć.

Z jednej strony czekamy na ten błogi stan, kiedy bezczynnie siądziemy w zaciszu swojego fotela, a z drugiej strony, gdy już oczekiwane stanie się faktem, dopada nas poczucie winy. Analizujemy miniony dzień i wyliczmy swoje potknięcia, zbyt gwałtowne reakcje na widok soku rozlanego na dywanie, czy spaghetti wtartego w kanapę.

Mechanizm obronny organizmu

Stan permanentnego zmęczenia, stres i frustracja sprawiają, że nasz organizm włącza tryb „walki bądź ucieczki

To jedna z głównych przyczyn, przez którą rodzice krzyczą na swoje dzieci („walka”) lub chowają się w najciemniejszym zakamarku w domu („ucieczka”).

Pojawia się i znika

Wielokrotne uruchamianie reakcji „walki lub ucieczki” daje naszemu mózgowi sygnał, że środowisko, w którym przebywamy  nie jest bezpieczne.

W ten oto sposób napędzamy błędne koło – krzyku, wtedy też w naszej relacji z dziećmi może zacząć dominować tryb „walka-ucieczka”. Mechanizm ten sprawia, że z czasem nawet najmniejsza rzecz wyprowadza nas z równowagi i komunikując się z dzieckiem, przyjmujemy postawę, jakbyśmy prowadzili „bitwę o życie”.

Nasz mózg traktuje krzyk, jako broń. W takim rozumieniu im więcej siły użyjemy, by wydobyć z siebie głos, tym większa szansa na wygraną z zagrożeniem.

To również wpływa na nasze dzieci

Kiedy poziom stresu i zmęczenia wzrasta, zapala czerwoną lampkę sygnalizującą, że nasza samokontrola spada do minimum i uruchamia się wewnętrzny alarm. Jest to sygnał zarówno dla nas, jak i dla naszych dzieci. Podniesiony głos sprawia, że każdy organizm uruchamia stan gotowości do działania.

Wtedy właśnie zaczynamy dostrzegać u swoich pociech:

  • Częstsze szemranie pod nosem i brak szacunku.
  • Częstsze przepychanki będące „walką o władzę”.
  • Mniejszą gotowość do słuchania i współpracy.

Na tym nie koniec

W pierwszych latach życia intensywnie tworzą się połączenia między komórkami nerwowymi. Podczas każdej sekundy życia dziecka powstaje około 700 synaps. Proces gwałtownego przyrostu liczby synaps prowadzi do ich nadprodukcji.

Po okresie intensywnego rozwoju, między wczesnym dzieciństwem a dojrzewaniem, zachodzi proces odwrotny, który nazywany jest „przycinaniem”. Dochodzi do eliminowania nieaktywnych synaps. Mózg usuwa połączenia, których nie używa i nie potrzebuje.

O czym to świadczy? Mianowicie o tym, że im częściej dzieci używają spokojnych sposobów rozwiązywania problemów, tym większemu wzmocnieniu ulegają te połączenia nerwowe. Analogicznie sprawa wygląda z zachowaniami dotyczącymi walki i ucieczki, im rzadziej dzieci ich używają, tym więcej tych połączeń zostanie usuniętych.

Dobra wiadomość to...

Wszechobecna presja perfekcjonizmu i słodko-pierdzącego macierzyństwa sprawia, że stresuje nas każdy krok. Martwimy się, że jesteśmy niewystarczająco dobrymi rodzicami, córkami, siostrami, przyjaciółkami itd. Nie dajemy sobie prawa do popełniania błędów. Nie uznajemy i nie przyznajemy się do pomyłek. A przecież jesteśmy tylko ludźmi... Prawda?

Nie jestem zwolenniczką wrzasków, wręcz przeciwnie, staram się krzewić zasady rodzicielstwa bliskości i porozumienia bez przemocy.  Jestem natomiast realistką i mając świadomość pewnych mechanizmów kierujących ludzkim zachowaniem, wiem, że...

Bez względu na to, jak bardzo się staramy, w pewnym momencie może się zdarzyć, że ponownie będziemy krzyczeć. Nie żyjemy w idealnym świecie, tym samym, mózg, każdego z nas od czasu do czasu, zostanie wepchnięty w tryb walki lub ucieczki. Wtedy też instynktownie podejmiemy próbę walki.

Przejdźmy w końcu do pozytywów ;-)

Dobra wiadomość jest taka, że ​​po tym, jak puszczą nam nerwy i nasz głos wejdzie na wyższy poziom, możemy wykonać jeden ważny (i prosty) krok, który  wiele zmienia:

  • Poprawia relacje z dzieckiem.
  • Uczy dzieci, jak się zachować, gdy stracą panowanie nad sobą.
  • Wspiera rozwój inteligencji emocjonalnej.

Wypróbuj, to bardzo proste

Wróćmy jeszcze na chwilę do wcześniej opisywanej sytuacji. Sprawdźmy w praktyce, jak możemy postąpić.

Mój synek stał obok mnie i patrząc na mnie, powiedział zatroskany: 

„Znowu jesteś zła mamusiu?”
Próbowałam zebrać myśli, zastanawiałam się jaka odpowiedź będzie tą właściwą. Wtedy zdałam sobie sprawę, że zaprzeczając, udając, że jest inaczej, zakłamuję rzeczywistość. Odbieram swoim dzieciom szansę na praktyczną naukę trudnych emocji, na obserwację różnorodnych zachowań, na poznawanie świata takim, jakim jest.

Odpowiedziałam tak szczerze, jak to było możliwe: 

„Tak, jestem zła. Jednak sposób, w jaki zareagowałam... nie był właściwy.”

Zanim zdążyłam zaproponować chwilę przerwy, bo bez wątpienia była nam ona potrzebna, mój syn poklepał mnie po ramieniu i powiedział: 

„Nie przejmuj się mamo, przecież możesz po prostu spróbować jeszcze raz”.

komunikacja_z_dzieckiem

Dziecięca mądrość

Dzieci nieustannie zaskakują swoją naturalnością, instynktownymi reakcjami i wrodzoną mądrością. Potrafią przebaczyć, powiedzieć, że możemy popełniać błędy, że najzwyczajniej w świecie, możemy podjąć kolejną próbę. Budując szczerą i bliską relację ze swoją pociechą  – tworzymy więź, w której możemy być sobą, takimi, jacy jesteśmy, naturalni, omylni, ludzcy. Dzięki temu przekazujemy dzieciom to, co w życiu najważniejsze, wiedzę o prawdziwym świecie, o różnorodności emocji, o sposobach reagowania i radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Przygotowujemy ich do efektywnego funkcjonowania w społeczeństwie, gdzie relacja z drugim człowiekiem jest kluczową wartością dającą szczęście i spełnienie.

Zapamiętaj

Niezależnie od tego, jak zareagujesz, czy schowasz się w łazience, czy też staniesz w szranki do walki i nakrzyczysz na swoje dziecko, ta sytuacja nie może na tym się zakończyć.

To początek. 

Początek naprawiania tego, co w tamtej chwili się zachwiało. Początek rozmowy o złości, zdenerwowaniu, błędach. Początek budowania swoistego pomostu między Twoim sercem a sercem Twojego dziecka. To linia startu, podejmowania ponownej próby, nabierania pewności siebie, z przekonaniem, że rzeczą ludzką jest popełniać błędy i sztuką jest się do nich przyznać oraz wyciągać z nich wnioski.

Być może zainteresują Was również:

 


przeprosiny

Nie przeproszę !!!

Z pozoru może się wydawać, że przeprosiny powinny być dla nas czymś zupełnie naturalnym, w końcu uczymy się ich od najmłodszych lat. Rodzice dbają o nasze dobre wychowanie, skłaniając nas do podania ręki „przeciwnikowi” po batalii stoczonej w przydomowej piaskownicy. Przeprosiny stanowią istotny element kulturowo przyjętej poprawności zachowania, są niejako symbolem zakopania wojennego topora. Umiejętność przepraszania ma ogromny wpływ na trwałość i jakoś nawiązywanych przez nas relacji, dlatego też jest tak bardzo ważna.

Choć słowo „Przepraszam” jest tak istotne, to mimo wszystko wydaje się jednym z najtrudniejszych do wypowiedzenia zwrotów. Zdarzają się wśród nas i takie gagatki, którym nie przejdzie ono nawet przez gardło.

Dlaczego tak jest, skąd bierze się ogólna niechęć do przepraszania?

Unikanie przeprosin

Zdaniem psychologów, unikanie przeprosin to często podświadoma próba ochrony zagrożonego „ja”. Większość ludzi, gdy wyrządzi komuś krzywdę lub sprawi przykrość, automatycznie zaczyna przepraszać, by jak najszybciej zdobyć przebaczenie i pozbyć się poczucia winy. Osoby mające problem z przepraszaniem nie reagują w ten sposób. Zamiast tego doświadczają nieuświadomionego lęku związanego z poczuciem zagrożenia, utratą autorytetu, władzy, statusu. Inicjowanie przeprosin uważają za oznakę słabości, a przepraszającego za przegranego.

W praktyce może wyglądać to, tak, że osoba ta wpadając na nas w tłumie, bez wahania bąknie krótkie „przepraszam”, jednak po kłótni z bliską osobą nie przyzna się do popełnionego błędu.

Dlaczego?

Jak się okazuje, słowa te niosą za sobą szereg psychologicznych konsekwencji, których niektórzy z nas chcą za wszelką cenę uniknąć…

O jakich konsekwencjach mowa?

Poczucie zagrożenia

Przyznanie się do nieodpowiedniego zachowania stanowi zagrożenie dla poczucia własnej wartości. Jest to szczególnie dotkliwe w przypadku osób, które nie potrafią oddzielić oceny swoich działań od oceny swojej osobowości. Błędnie utożsamiają jedno z drugim. Dlatego też w ich mniemaniu przepraszając – przyznają się do złego postępowania i tym samym do bycia złym człowiekiem. Unikając przeprosin, unikają przyznania się do błędu, chroniąc w ten sposób swoją samoocenę.

Poczucie wstydu

Dla większości z nas przeprosiny są związane z poczuciem winy. To ono skłania nas do wykonania kroku w kierunku wyjaśnienia sytuacji i zażegnania konfliktu. W przypadku osób niezdolnych do przepraszania silniejszym doznaniem jest wstyd, który jest znacznie bardziej destrukcyjny. O ile wina sprawia, że czujemy się źle z naszym działaniem, o tyle wstyd powoduje, że czujemy się źle z tym jacy jesteśmy.

Eskalacja konfliktu

Podczas gdy większość z nas uważa przeprosiny za możliwość rozwiązywania konfliktów interpersonalnych, tak dla osób mających z tym problem – owe przeprosiny – będą początkiem niekończącej się fali oskarżeń.  Wychodzą z założenie, że będzie to okazaniem słabości, którą druga osoba wykorzysta przeciwko nim. Obawiają się obarczenia wyłączną odpowiedzialnością za powstały spór oraz przypisania winy za wszystkie wcześniejsze nieporozumienia.

przeprosiny_konflikt

Regulacja emocji

Osoby stroniące od przeprosin, bardzo często w ten sposób starają się zarządzać swoimi emocjami. W jaki sposób? Po prostu czują się bardziej komfortowo i łatwiej sobie radzą z uczuciem gniewu, rozdrażnienia i dystansu emocjonalnego, a niżeli z bliskością i wrażliwością. Zatwardziałość w konflikcie pozwala im zachować dystans, stanowi swoisty mechanizm obronny. Podświadomie obawiają się, że każdy nawet najdrobniejszy gest w kierunku pojednania, sprawi, że wszystkie tak pieczołowicie budowane barykady runą i uwolnią smutek oraz rozpacz, z którymi ciężko jest sobie poradzić i względem których pozostaną bezsilni.

O ile prawdą jest, że regulacja takich emocji wymaga od nas wysiłku, o tyle błędnym przekonaniem jest, że głębokie doświadczanie trudnych emocji musi być traumatycznym i szkodliwym przeżyciem. Wręcz przeciwnie, skruszenie przysłowiowej, emocjonalnej skorupy jest niezwykle oczyszczające i może prowadzić do przeniesienia relacji na zupełnie inny, bardziej wartościowy poziom, oparty o emocjonalność i wzajemne zaufanie.

A u podstaw obaw…

Dlaczego niektóre osoby mają ewidentny problem z przepraszaniem? Skąd biorą się te obawy?

Za winowajcę poniekąd możemy przyjąć sposób, w jaki zostaliśmy wychowani oraz to, jakie są nasze dotychczasowe, przeprosinowe doświadczenia. To jeden z tych aspektów, który bagatelizowany na wczesnym etapie rozwoju dziecka, zbiera żniwa w przyszłości. Oczywiste jest, że każdy rodzic chce dla swojej latorośli tego, co najlepsze, dlatego też od najmłodszych lat wpaja dziecku, wszystko to, co potencjalnie ułatwi mu batalię z dorosłością.

 

I tak powinno być 😉, bo przecież naszą rodzicielską powinnością jest wspierać dziecię w rozwoju. Dobrze jednak pamiętać o czymś istotnym, mianowicie o tym, że prócz tego, CO przekazujemy naszym pociechom, ważne jest jeszcze, to w jaki sposób, to robimy. W tym właśnie tkwi cały szkopuł. Odwołując się do nauki „przepraszania”, często odbywa się ona poprzez nakaz wykonania, pozbawiony wyjaśnień tego, co tak naprawdę się wydarzyło i w czym tkwił problem. Dodatkowo całemu procesowi towarzyszy gniew, obwinianie, wpędzanie w poczucie wstydu i zmuszanie do posłuszeństwa. Gdy do tego dodamy brak pozytywnych wzorców, które dziecko mogłoby naśladować…recepta na niechęć do przepraszania gotowa. (O tym, jak nauczyć dziecko „przepraszać” przeczytacie tutaj =>klik). I jak tu ochoczo podejść do przepraszania?

Spójność wzorców

Najbardziej efektywnie i najszybciej uczymy się, obserwując zachowania innych osób.

Tak samo sprawa wygląda w przypadku nauki „przepraszania”.

Przyjrzyjmy się zatem przeciętnym, „przeprosinowym” doświadczeniom. Jakie zachowania mamy bądź mieliśmy szansę zaobserwować?

Niezależnie czy bohaterami są nasi rodzice, czy też bliscy lub dalsi znajomi, wszyscy uczestniczą w wyścigu z czasem, w boju o kolejny zrealizowany cel. Zatracając się w owej pogoni, usprawniają swoje funkcjonowanie, posługując się schematami, stereotypowym myśleniem i automatyzacją pewnych czynności. W efekcie wpadają w pułapkę, z której ciężko wybrnąć z twarzą. Przyjrzyjmy się temu bliżej.

Patrzymy, patrzymy i cóż takiego widzimy?

Przed nami zapracowany rodzic, starający się poskromić codzienność, który trzymając w garści cały dom, raczej stroni od przepraszania swej pociechy za błahostkę będącą przecież tylko „rodzicielskim niedopatrzeniem” … Wszak nic wielkiego się nie stało, a już na pewno nie jest to przewinienie warte kompromitacji i płaszczenia się przed własnym dzieckiem.

Dobre usprawiedliwienie, ale czy na pewno to tylko błahostka i niedopatrzenie?

Kolejna przykładowa sytuacja dotyczy stereotypowego starcia płci.

Oto facet, taki sobie “Figo Fago”, jak twierdzi, nie należy do gatunku pantoflarza pospolitego, a już na pewno nie jest z tych „miętkich” chłopaczków, którzy to przepraszając za byle pierdołę, okazują swoją słabość. Dlatego o przeprosinach w jego wykonaniu możemy zapomnieć. Po drugiej stronie barykady skrupulatnie okopała się „Ona”, „żona”, „matka”, „kobieta”. Przecież nie po to rozdrapuje i posypuje solą rany, wspominając wszystkie przewinienia swego „twardziela”, żeby teraz opuścić gardę i potulnie przyznać się do błędu. A nóż luby pomyśli, że to tylko jej wina, albo – co gorsza – poczuje, że ma ją w garści, bo za łatwo mu przyszło pojednanie. O nie! Chce dziadyga zgody, musi się postarać…

Tym sposobem przeprosiny stają się próbą sił. Kto pierwszy padnie na kolana? Kto pokaże, że mu bardziej zależy? Koniec końców, wcale nie chodzi o to, by rozwiązać dany konflikt i wyciągnąć wnioski z zaistniałej sytuacji. Ważniejsze jest zdobycie przewagi, argumentu będącego dowodem na to, kto, komu dyktuje warunki. Proste? Proste, sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie 😉.

Wiedząc, że mały człowiek dorasta, obserwując i uczestnicząc w takich i podobnych sytuacjach trudno się dziwić, że nabywa niemal wkodowanej niechęci do przepraszania i wszystkiego, co z nim związane. W ten oto sposób powstają negatywne skojarzenia, które wiernie towarzyszą nam w dorosłym życiu, gdzie „przepraszam” kojarzy się z poddaństwem, poczuciem niższości i pokazem sił.

Tymczasem…

Skoro mowa o pokazywaniu, to prawda jest taka, że przepraszając, pokazujemy swoją siłę, dojrzałość, wrażliwość, empatię i profesjonalizm. „Przepraszam” nie jest synonimem słabości, niższości, uległości, eskalacji konfliktu czy zagrożenia. To swoista praca nad samym sobą, która wymaga od nas autorefleksji i pokory. Aby przeprosiny były skuteczne, należy dokładnie przeanalizować konfliktową sytuację, uświadomić sobie i zaakceptować odpowiedzialność za niecne poczynania oraz postanowić poprawę 😉.
Więcej o formułowaniu skutecznych przeprosin przeczytacie już niebawem.

Jestem ciekawa jakie są Wasze doświadczenia?
Będzie mi miło, jeżeli podzielcie się nimi w komentarzu poniżej.

Ściskam,
Karola


kłótnie_w_związku

Doprowadzasz mnie do szału! O tym, co robić, by drobiazgi nie urastały do rangi wielkich problemów

To, że problemy dużego kalibru takie jak: niewiernośćprzemoc czy uzależnienie niszczą relacje międzyludzkie, nie budzi żadnych wątpliwości.

Natomiast istnienie drobnych, z pozoru nieistotnych szczególików, które w ukryciu, podstępnie i skutecznie zatruwają nawet najpiękniejszą miłość – nie jest już takie oczywiste. Brudne skarpetki na podłodze, nieopuszczona deska sedesowa – dzień po dniu, niczym kropla w skale, drążą dziurę w naszej cierpliwości, wystawiając naszą relację na próbę. Zanim zdążymy się zorientować, obok podirytowania pojawia się poczucie niedocenienia, niewysłuchania i niekochania a intymność staje się wspomnieniem.

Myślisz sobie: 

„Co ma piernik do wiatraka? Przecież jedno z drugim nie ma żadnego związku.”

Otóż ma więcej wspólnego, niż może nam się wydawać i o tym właśnie jest niniejszy tekst.

Sprzeczki, spory, kłótnie to, że druga połówka działa nam danego dnia na puder, jest nieodłączną częścią związku. Tak zwyczajnie, po ludzku, nie jesteśmy w stanie znaleźć takiej istoty, z którą idealnie się dopasujemy pod każdym kontem.

Niezbędnymi narzędziami w rękach dwojga ludzi, podtrzymującymi bliską relację i budującymi trwałe więzi są: umiejętność komunikowania się a czasem nawet negocjowania. Wbrew pozorom, najczęstszymi przyczynami rozpadu związków nie są problemy wielkiej rangi, ale codzienne drobiazgi, w których rozwiązaniu mogłaby pomóc zwykła rozmowa.

Dlaczego tak się dzieje?

Każdy z nas ma odmienne wartości, potrzeby, oczekiwania i sposoby patrzenia na świat. Różnice te wynikają z genetycznie uwarunkowanego temperamentu, z przekonań, postaw i bagażu doświadczeń. Często myślimy: 

„Mój ojciec potrafił opuścić deskę sedesową, więc dlaczego on nie może?”
albo 
“Mój ojciec nigdy nie opuszczał deski sedesowej, więc ja też nie będę tego robił.”

Bez względu na źródło przekonań, są one bardzo głęboko zakorzenione i trudne do zmienienia.

Czasami skarpetka na podłodze jest tylko skarpetą na podłodze. Jednak z biegiem czasu, szczególnie wśród par z długim stażem, drobiazgi mogą być przyczynkiem do sporego zamieszania. Wtedy „TYLKO” zmienia się w „AŻ”. To tak, jakby pojedyncze kostki lodu, składane jedna po drugiej, stały się górą lodową. Irytują Cię nogi wyłożone na stoliku kawowym? Takie zachowanie, mimo iż nieszkodliwe, może doprowadzać do szału 😉

Ktoś tu płata figle

Wspomniane drobiazgi rosną w siłę, ponieważ w naszych umysłach nabierają innego znaczenia. Nadajemy im większą rangę, traktujemy jako potwierdzenie wady charakteru, albo negatywnych wartości.

Denerwujemy się, kiedy chcemy podzielić się czymś ważnym, a nasza połówka na fali podekscytowania, przerywa nam, by powiedzieć nam o swoich doświadczeniach. Biorąc pod uwagę tylko tę sytuację, wyłania się obraz osoby samolubnej i zawsze stawiającej siebie na pierwszym miejscu.

„Tak naprawdę nie mieszkasz z partnerem w swoim domu. Mieszkasz z partnerem w swojej głowie.” – Van Epp

Gdy już nakręcimy się na coś, co nam przeszkadza, stopniowo zaczynamy szukać dowodów na potwierdzenie swojego założenia. Zaczynamy działać na zasadzie, samospełniającego się proroctwa. Oczywiście kto szuka, ten znajduje, więc nie zabraknie nam dowodów na potwierdzenie egoistycznego podejścia do życia.

Jeżeli chcemy zbudować wartościowy i trwały związek musimy popracować nad sobą i zmienić swoje podejście.

Co powinniśmy zrobić?

Każdy konflikt, podirytowanie jest niczym dwukierunkowa ulica. Zazwyczaj koncentrujemy się na tym, co otrzymujemy, a nie na tym, co sami dajemy.

Dlatego, niezależnie od tego, jak frustrujące jest zachowanie naszego partnera, to nasza interpretacja odgrywa w tym zamieszaniu największą rolę. Liczy się znaczenie, jakie mu nadajemy. Poniżej znajdziecie kilka najczęściej pojawiających się związkowych problemów.

Celowe działanie

Wyobraźmy sobie sytuację, w której dorastacie w domu, gdzie wasz tata chrapaniem jest w stanie obudzić połowę osiedla (ja nie muszę sobie tego wyobrażać ;-)). Zapytałam kiedyś moją mamę, jak udaje jej się to przetrwać (bo dla mnie to była kwestia przetrwania). Odpowiedziała z lekkim uśmiechem: 

„Kiedy słyszę jego chrapanie, nie mam wątpliwości, że jest w domu. Mam pewność, że żyje i ma się całkiem dobrze ;-).”

Sama uśmiecham się pod nosem, podając ten przykład, pokazuje on jak duże znaczenie dla naszego funkcjonowania, ma sens, jaki nadajemy potencjalnemu problemowi.

Często dopatrujemy się tendencyjności w zachowaniach drugiej osoby, prawda jest jednak taka, że większość z nich przebiega bezwiednie, automatyczne i nawykowo.

Jak sobie z tym poradzić?

Jeśli bliska nam osoba posiada nawyk, który doprowadza nas do szału – pierwszym krokiem jest delikatna rozmowa na ten temat. Najprawdopodobniej jest tak, że nie miała pojęcia o tym, że nam to przeszkadza.

A co, jeśli prowadzone rozmowy nie przynoszą oczekiwanego rezultatu? Wygląda na to, że to odpowiedni moment, by podsumować sytuację, przeanalizować to, co posiadamy i co możemy stracić. Czy warto o to kruszyć kopię.

Często jest tak, że coś nam przeszkadza, lecz gdy tego zabraknie, zwyczajnie za tym tęsknimy.

Bałaganiarstwo

Porządek, a raczej jego brak, to kolejny powód do sporów. Nie ma takiej relacji, w której każdy z partnerów byłby tak samo uporządkowany. Osiemdziesiąt procent par przyznaje, że różnice w podejściu do bałaganu i organizacji przestrzeni są ogniwem zapalnym w ich związku.

“Nigdy, nikt nie posprząta tak, jak sobie tego życzysz”

 

Jeśli rozmowy nie przynoszą pożądanych efektów, pora przeanalizować swoje postrzeganie „niechlujstwa”.  Zamiast skupiać się na tym, jak bardzo niedokładnie partner sprząta łazienkę, warto docenić jego zaangażowanie w prace domowe. Zmiana perspektywy może nie tylko zmniejszyć drażniący problem, ale także poprawić relację.

Niedocenienie

Pozytywne nastawienie i życzliwość stanowią niezbędny budulec każdej relacji. Dzięki nim chętnie robimy rzeczy, które sprawiają przyjemność bliskim nam osobom. Jest nam szczególnie miło, gdy nasze wysiłki zostaną zauważone i docenione.

A co, jeśli tak się nie stanie? Jeśli nasz partner nie dość, że nie zauważa tego, co dla niego robimy, to jeszcze koncentruje się tylko na tym, czego NIE robimy?

Wówczas zniechęcamy się do bezinteresownych, miłych gestów, które wzmacniają związek. Zamiast docenienia, czujemy rozdrażnienie, rozczarowanie i niepewność.

Co zrobić w takiej sytuacji?

Wychodzę z założenia, że nie możemy oczekiwać i zakładać, że nasz luby będzie wiedział, jak powinien się zachować i co zrobić. Dlatego warto spróbować ocucić go ze stanu hibernacji i przedstawić jak sprawa wygląda z naszej perspektywy.

Zaraz, zaraz nie ma co, tak szybko otwierać szampana, bo pozostaje jeszcze druga strona medalu, w ramach której musimy popracować również nad sobą.

Warto wziąć pod uwagę fakt, że nasza percepcja działa wybiórczo. Często dostrzegamy rzeczy, które podświadomie nas dotykają, bo dotyczą sfer, w których czegoś nam brakuje. Być może nie czujemy się wystarczająco adorowani, zauważeni, dopieszczeni, wysłuchani?

Poczucie kontroli

Czas na kolejne, krótkie wprowadzenie. Dwoje ludzi postanowiło wspólnie zamieszkać. Dzień jak co dzień, On w salonie czytał gazetę, Ona w kuchni przygotowywała kolację. Wszystko było, jak należy, dopóki z kanapy nie padło zdanie: 

„Możesz mi podać szklankę wody?”

Riposta pojawiła się z prędkością światła: 

„Sam sobie przynieś”
– i w sumie tyle mogę powiedzieć o historii tego związku.

Myślicie sobie: 

„Jaki bezsens. Też mi powód” „Co w tym dziwnego, że ktoś prosi o wodę?”

No właśnie, dla większości z nas w tej prośbie nie ma nic dziwnego, a przyniesienie szklanki wody, nie stanowi żadnego problemu.

Tu po raz kolejny muszę się odwołać do naszych indywidualnych interpretacji, odbioru i reakcji na docierające do nas komunikaty. Wszystko zależy od naszych wcześniejszych doświadczeń, od znaczenia, jakie nadajemy temu, co usłyszeliśmy. No właśnie, temu, co usłyszeliśmy, a nie temu, co tak naprawdę zostało powiedziane.

Wspomniana wcześniej „Ona” odebrała zwykłą prośbę, jako rozkaz i próbę kontrolowania. Maiły na to wpływ wcześniejsze doświadczenia. Dorastała w wojskowej rodzinie, gdzie ojciec zawsze mówił domownikom, co i kiedy mają robić. Obiecała sobie, że nigdy, nikomu nie pozwoli się w taki sposób traktować. Rzecz jasna jej reakcja nie była adekwatna do sytuacji i gdyby „On” znał jej historie, rozmowa potoczyłaby się w inny sposób. Jednak emocje i niedopowiedzenia nie dały im szansy wyjaśnić tego, co tak naprawdę zaszło.

Z natury cenimy sobie niezależność, w związku z czym nie lubimy, gdy ktoś narzuca nam swoja wole lub mówi co mamy robić. Prawdziwym problemem w relacji może nie być zachowanie partnera, ale sposób, w jaki je etykietujemy. Może się zdarzyć, że to, co jedna osoba odbiera jako kontrolę, dla innej będzie wyrazem miłości i troski.

W takich sytuacjach z pomocą może przyjść nam zmiana nastawienia. Podjęcie próby przypisywania dobrych intencji działaniom naszej połówki.

Warto również zastanowić się co motywuje naszego partnera do pewnych zachowań. Może niechęć do naszych wyjść z przyjaciółmi, wynika z obawy przed porzuceniem?. Warto zadać sobie pytanie, czego potrzebuje bliska nam osoba, czego jej brakuje, że skłonna jest do takiego postępowania?

Brak sprawiedliwości

Jednym z najtrudniejszych aspektów w związku między dwojgiem ludzi jest negocjowanie sprzecznych interesów, które nieuchronnie się pojawiają.

Kto częściej sprząta mieszkanie? Z którymi rodzicami spędzimy tegoroczne święta?

Nie zaskoczę Was. Ponownie punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ironia losu polega na tym, że pary, które próbują sprowadzić wszystkie obowiązki do tych samych proporcji, są najmniej szczęśliwe. Mimo iż działają w imię sprawiedliwości i wspólnego dobra. Badania wskazują, że gubi je tracenie czasu na skrupulatne mierzenie, weryfikowanie, porównywanie i kłócenie się o to, w którym miejscu należy postawić linię sprawiedliwości.

 

Co w takiej sytuacji zrobić?

Nie jesteśmy w stanie rozliczyć się ze wszystkiego, co do joty. Ważniejsze jest to, aby każdy z nas w pewnym zakresie zyskiwał i „poświęcał” jakieś obszary swojego życia. Wskazane jest wręcz, by te obszary były odmienne, by partnerzy wzajemnie się uzupełniali. Dlatego, warto wprowadzić podział odpowiedzialności według preferencji i umiejętności. Eliminuje on wystąpienie rywalizacji i nie daje możliwości wzajemnego porównywania się.

Dobrym rozwiązanie jest również metoda „na zmianę”. Jak się okazuję, sprawdza się ona nie tylko w przypadku dzieci, ale również dorosłych. Zamiast szukać złotego środka, warto przyjąć taktykę naprzemiennego wsparcia.

Krytyka

Sprawa jest prosta 

jeśli chcesz doprowadzić do powolnej śmierci związku – krytykuj swojego partnera.

Krytyka sprawia, że czujemy się atakowani, niewystarczająco dobrzy, niekochani. Najczęstszą reakcją krytykowanej osoby jest wycofanie , zamknięcie się w sobie i brak zaangażowania. Dla niektórych z nas krytyka staje się sposobem przekazywania informacji o pożądanych zmianach. Jednak takie podejście rzadko przynosi oczekiwany efekt. Gdy czujemy się atakowani, nie jesteśmy zdolni do racjonalnego myślenia, nasz organizm instynktownie przełącza się w trym „walki-ucieczki” i koncentruje się na obronie.

Dlatego, rozmowy rozpoczynające się od krytyki najprawdopodobniej zakończą się kłótnią. Nie tylko jest ona destrukcyjna dla relacji, ale często nie porusza sedna sprawy. Większość krytykowanych zachowań nigdy się nie zmienia.

W budowaniu wartościowej i trwałej relacji warto przerzucić część uwagi na samego siebie. Przyjrzeć się swoim zachowaniom, reakcjom, dokonywanym interpretacjom. Być może okaże się, że wystarczy mała zmiana w naszym podejściu, by związek nabrał innych barw. Oczywiście relację tworzy dwoje ludzi i to, jak wygląda, zależy od obojga partnerów. Jednak zanim zaczniemy wymagać zmiany od kogoś, warto najpierw przyjrzeć się sobie.

 

 

Być może zainteresują Was również

Ściskam,
K


udane małżeństwo

I ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że Cię nie opuszczę… 8 kroków do wartościowego małżeństwa

 
Sukces małżeński nie polega jedynie na znalezieniu odpowiedniej osoby, ale również na byciu w porządku względem siebie i swojego partnera.”
Barnett R. Brickner

Przygotowując ten wpis prócz badań psychologicznych, przewertowałam również różne grupy wsparcia i fora internetowe, żeby sprawdzić opinie na temat związku małżeńskiego. Najczęściej pojawiający się dylemat dotyczył tego, “Dlaczego z biegiem czasu ulega zmianie, nasze nastawienie do małżonka?” oraz „Jak sprostać złożonej przysiędze małżeńskiej?”

Spróbujmy zatem się rozprawić z tymi nurtującymi pytaniami.

Zdążyliście już trochę mnie poznać i wiecie, że lubię stosować różne porównania, które pozwalają mi lepiej przedstawić omawiane zagadnienie. Tym razem również się do takowego odwołam.

Przeprowadzkowa rewolucja

Zapewne, każdy przerabiał niejedną przeprowadzkę. Pamiętacie ten nieszczęsny moment, gdy pakujecie ten ogrom rzeczy i macie wrażenie, że końca nie widać? Dodatkowo zawsze napawa mnie zdumieniem, gdzie dotychczas te wszystkie bibeloty się pomieściły…? Podstawową zasadą podczas przeprowadzki jest porządkowanie rzeczy i pozbywanie się (oddawanie) tych, które są już nam niepotrzebne. (Nie, nie, nie dopatrujcie się tu analogii do wymiany małżonka na nowszy model – nic z tych rzeczy). Wracając do przeprowadzki, kwestie pakowania nie należą do zbyt przyjemnych, jednak wizja wprowadzenia się do nowego lokum zdecydowanie wpływa na nas motywująco.

Projekt bez tytułu (47)
udane małżeństwo
udane małżeństwo

Nie ma co się za długo męczyć z tymi kartonami, najwyższy czas przejść do przyjemności.

Zatem nadeszła wiekopomna chwila i wprowadzamy się do nowego, upragnionego mieszkanka. Kojarzycie to uczucie towarzyszące momentowi zasiedlania nowego lokum? Mam na myśli to symboliczne przeświadczenie, że rozpoczynamy zupełnie nowy etap w naszym życiu. Zatem zaczynamy poniekąd od nowa, uporządkowaliśmy stare rzeczy, teraz starannie je układamy w wyznaczonych miejscach. Z przyjemnością spędzamy czas przy starannie nakrytym stole, spożywając równie starannie przygotowane posiłki. Ogólnie rzecz biorąc, w naszym nowym domu jakoś wszystko się dzieje „staranniej” niż w poprzednim mieszkaniu.

Pytanie tylko jak długo będzie nam się chciało starać, ile czasu upłynie, zanim zacznie nam go brakować na należytą staranność? Kiedy nowe przestanie być wystarczająco nowe, by zasługiwać na naszą uwagę? Jesteście w stanie przypomnieć sobie tę granicę? Ten moment, gdy wyjątkowość staje się zwyczajną codziennością?

Ja nie potrafię. Wszystko dzieje się tak płynnie i tak naturalnie, że nie sposób wyznaczyć końca nowego, ani początku starego.

Czy czytając powyższy opis, wiedząc, że służy on porównaniu z małżeństwem, mieliście je z tyłu głowy? Widzicie tę analogię?

Młode vs dojrzałe małżeństwo

Na początku, kiedy zaczynamy nowy, wspólny etap życia małżeńskiego jesteśmy dla siebie całym światem. W związku z tym, że zaczynamy z czystą kartą (niczym z przeprowadzką do nowego mieszkania), skupiamy się na najważniejszych dla nas elementach, na pielęgnowaniu relacji, dbałości o siebie nawzajem, wspólnie spędzonym czasie, rozmowach itp. Wraz z upływem czasu coraz więcej „rzeczy” zaczyna się gromadzić w naszej codzienności i odciągać naszą uwagę od tego, co najbardziej istotne w dobrze funkcjonującym związku. Naturalną koleją rzeczy jest, że zanim się obejrzymy, nasze głowy zaprzątają zmagania z codzienną rzeczywistością, w której brakuje czasu, chęci, a może możliwości na należytą staranność i dbałość o naszą relację. Wkrada się pośpiech, rutyna i wiele innych niekorzystnych dla związku zachowań (więcej o tym, jak zniszczyć związek przeczytasz tutaj).

Odpowiedzmy sobie szczerze na pytanie: co robimy częściej, sprawdzamy kondycję naszego konta (bądź zaglądamy na FB), czy zastanawiamy się nad kondycją i dobrem naszego małżeństwa?

Byłabym zaskoczona, gdyby małżeństwo wygrało z FB w tym przetargu … niestety wszyscy wiemy, jaka jest prawda.

W erze konsumpcjonizmu pogoń za dobrami powoduje, że zbytki zaczynają gromadzić się w naszych domach, życiu i niepostrzeżenie zarządzać naszymi pieniędzmi, energią i przede wszystkim cennym czasem. W rezultacie pozostaje go niewiele na zaspokojenie naszych podstawowych, emocjonalnych potrzeb będących podstawą utrzymania bliskich, małżeńskich relacji.

Klucz otwierający drzwi do małżeńskiej satysfakcji…?

Z badań poświęconych trwałym i udanym związkom małżeńskim wynika, że kluczem do sukcesu jest świadomość obojga małżonków dotycząca życiowych wartości. Tego, że rzeczy nabyte, jak ładny dom, samochód lub zasobne konto równie szybko się pojawiają, jak znikają i oczywiście fajnie jest je posiadać, ale nie one tworzą udany związek (więcej o szczęściu przeczytasz tu).  Jako partnerzy powinniśmy zdawać sobie sprawę, że istnieją ważniejsze wartości niż pogoń za dobrami materialnymi. Oczywiście pieniądze są potrzebne do zaspakajania podstawowych potrzeb, ale nie dajmy się zwariować… W dbałości o relację nie chodzi o wielkie rzeczy wymagające wyrzeczeń, wręcz przeciwnie to właśnie małe, aczkolwiek codzienne sprawy mają największy wpływ na pielęgnację wartościowej relacji.

W rezultacie chodzi o to, by inwestować swoje pieniądze, energię i czas w 8 poniższych kroków zbliżających nas do zdrowego małżeństwa.

Droga do udanego małżeństwa

  1. Miłość / Zaangażowanie / Bliskość

Miłość jest zobowiązaniem względem drugiej osoby niczym niewymuszonym byciem ze sobą, a nie obok siebie. Jest czymś więcej niż ulotną emocją odgrywaną na dużym ekranie czy opisywaną w romansach. Uczucia przychodzą i odchodzą, ewaluują wraz z naszym rozwojem, z rozwojem związku, ale decyzja o zaangażowaniu podejmowana jest na dobre i na złe, niezależnie od sytuacji, niezależnie od przydarzających się wzlotów i upadków. Kiedy wszystko układa się po naszej myśli, trwanie w związku jest z łatwe, jednak prawdziwa miłość i nasze zaangażowanie są wystawiane na próby przez życiowe zawirowania, co sprawia, że borykamy się z trudnościami. Bardzo istotne jest również okazywanie swoich uczuć, to owa bliskość jest narzędziem w naszych rękach. Pisząc bliskość, mam na myśli nie tylko tę towarzyszącą dwojgu kochanków, ale również tę codzienną, mniej wymowną, a bardzo ważną: muśnięcie dłoni, przytulenie w tak zwanym międzyczasie, troska czy miłe słowo. Nic nas nie kosztują, a tak wiele znaczą.

  1. Wierność seksualna

Wierność seksualna w małżeństwie obejmuje znacznie więcej, niż tylko ciało. Dotyczy również naszego wzroku, umysłu, serca i duszy. Gdy pozwalamy sobie na fantazje seksualne o innej osobie, naruszamy wierność zaprzysiężoną naszemu małżonkowi. Podobnie sprawa się ma, gdy proponujemy drugiej osobie chwile intymności emocjonalnej, ponownie naruszamy partnerską wierność.

Zakochując się, nasze uczucie obejmuje zarówno fizyczność ukochanej osoby, jak i jej umysł (intelekt, osobowość). Kochamy nie tylko za to, jak wygląda, ale przede wszystkim, dlatego jakim jest człowiekiem (o atrakcyjności przeczytasz tutaj). Stąd zdrada intelektualna bywa bardziej dotkliwa niż ta fizyczna. Wierność seksualna wymaga samodyscypliny i świadomości ewentualnych konsekwencji jej niedotrzymania. Wierność to umiejętność odmowy, powstrzymania swojego wzroku, ciała czy serca, które mogłyby zagrozić wartości małżeńskiej relacji.

udane małżeństwo

  1. Pokora

Wszyscy mamy słabości i nic tak dobrze ich nie ujawnia, jak relacje interpersonalne. Nasze błędy szybciej wychodzą na jaw, niż moglibyśmy sobie tego życzyć. Istotnym elementem budowy zdrowego małżeństwa jest pokora – będącą umiejętnością przyznania się do popełnianych błędów oraz świadomością własnych niedociągnięć. Pokora w naturalny sposób ułatwia nam zdobycie umiejętności przebaczania, będącego tak bardzo potrzebnym w codziennych relacjach, bo, jak wcześniej stwierdziliśmy nie ma ludzi idealnych. Tym, czego powinniśmy unikać i co zdecydowanie stanowi źródło sporów, jest postawa wyższości nad małżonkiem. Nie zbudujemy trwałej i wartościowej relacji, wywyższając się nad bliskimi.

Mam propozycję będącą kołem ratunkowym, w sytuacji, gdy poczujemy, że z pokorą nam nie po drodze. W takiej chwili wypisz na kartce trzy rzeczy, które Twój partner robi lepiej od Ciebie. To proste ćwiczenie powinno przywrócić nam nieco skromności.

  1. Cierpliwość / Przebaczenie

Ponieważ nikt nie jest doskonały (patrz pkt 3), cierpliwość i przebaczenie zawsze będą podstawową cnotą, w każdym związku małżeńskim. Nie jest to proste, powiedziałabym, że baaardzo trudne, jednak podstawą udanego związku jest niekończąca się cierpliwość. Wcześniej mówiliśmy o umiejętności przyznawania się do własnych błędów, skoro my możemy to nasz partner również i o tym musimy pamiętać. Ważne byśmy nie oczekiwali nieomylności i doskonałości od naszego małżonka. W kontekście przebaczania pozostaje nam jedna kwestia do ustalenia, nie rozpamiętujemy przeszłości i nie przywołujemy popełnionych błędów (mimo że jesteśmy w stanie sypać nimi jak z rękawa). Kierujemy się zasadą, było minęło, skoro już raz rozprawiliśmy się z nieporozumieniem, nie wracamy do niego, odcinamy grubą kreską i idziemy do przodu bez jeńców w osobie ukochanego.

Gdy dochodzi do partnerskiej inwentaryzacji, w ramach, której wspomniane błędy małżonka ujrzą światło dzienne, nie możemy sobie pozwolić na zadośćuczynienie lub zemstę, które bez wątpienia przyniosłyby nam satysfakcję (wbrew wewnętrznemu głosowi podpowiadającemu nam, że byłaby to najlepsza nauczka). Przebaczenie jest najlepszym sposobem na uwolnienie związku od nieprzyjemnych zdarzeń z przeszłości.

  1. Czas

Nawiązanie trwałych i bliskich relacji wymaga czasu. Do zbudowania udanego związku niezbędne jest nasze zaangażowanie (patrz pkt 1) we wspólnie spędzone chwile. Istotą w kontekście czasu jest nie tylko jego ilość, ale przede wszystkim jakość. To w jaki sposób razem spędzamy czas ma ogromne znaczenie. Chyba widzicie różnice między rozmową dwojga bliskich sobie osób, a siedzeniem obok siebie ze wzrokiem wlepionym w telefon. Zbudowanie intymnej i głębokiej relacji wymaga od nas aktywnej i szczerej interakcji, a nie bierności i pasywności. Wieczorna randka, raz na jakiś czas na pewno nie zaszkodzi…

  1. Uczciwość i zaufanie

Uczciwość i zaufanie są bez wątpienia fundamentem wszystkich elementów, które składają się na udane małżeństwo. Bezinteresowność, zaangażowanie czy cierpliwość powstają niemal w jednej chwili (można powiedzieć, że są albo ich nie ma), zaufanie natomiast zawsze wymaga czasu. Powstaje po tygodniach, miesiącach i latach bycia, tym kim mówimy, że jesteśmy i robienia tego, co mówimy, że zrobimy. Skoro zaufanie powstaje wraz z upływem czasu, najrozsądniej jest zacząć budować je już teraz… Jeżeli natomiast z różnych przyczyn chcemy odbudować nadszarpnięte zaufanie, musimy pracować nad nim jeszcze ciężej.

  1. Komunikacja

Zadowoleni ze swoich związków małżonkowie komunikują się ze sobą, tak często, jak to tylko możliwe. Oczywiste jest, że omawiają kwestie związane z dziećmi, listy zakupów i opłacane rachunki, ale na tym nie koniec. Rozmawiają o swoich oczekiwaniach, nadziejach, obawach, marzeniach czy lękach. Ich dialogi nie ograniczają się tylko do omówienia zmian zachodzących w życiu dzieci, omawiają również zmiany zachodzące w nich samych, w ich własnych sercach i duszach. Brzmi to może banalnie, ale wyrażanie swoich emocji jest kluczem, którego nie można pominąć, ani zgubić. Uczciwa i szczera komunikacja jest podstawą funkcjonowania w społeczeństwie i budowania zdrowych relacji.

  1. Bezinteresowność

Statystycznym faktem jest, że najwięcej małżeństw rozpada się przez egoizm. Jako przyczyny rozwodów podawane są finanse, brak zaangażowania, niewierność, lub niezgodność małżonków, ale pierwotną przyczyną dla większości z wymienionych powodów, jest właśnie egoizm. Egoistyczna osoba angażuje się jedynie w związek z samym sobą i w relacje, które przynoszą jej korzyści.

Na zakończenie słów kilka…

Warto traktować swoje małżeństwo z wielką starannością i inwestować w niecodziennie swój czas, uwagę, cierpliwość, zaangażowanie i zaufanie. Tak, potraktujmy nasz związek jako inwestycję na przyszłość. Przyszłość spędzoną z kochającą i oddaną nam osobą. Z kimś, kto jest zarówno naszym przyjacielem, jak i kochankiem, komu ufamy i wiemy, że możemy na nim polegać niezależnie od sytuacji.

Życie w satysfakcjonującym związku, który oparty jest na powyższych elementach, wymaga naszego pełnego zaangażowania i oddania kawałka siebie…jednak naprawdę warto. Udane małżeństwo to nie tylko spijanie sobie z dzióbków to wręcz przeciwnie ścieranie się i nieustanne dochodzenie do kompromisu. To pielęgnowanie i rozwijanie wspólnie zbudowanego świata, ale również poszanowanie indywidualnej strefy swojego partnera.

udane małżeństwo

Wartościowe małżeństwo noszące miano udanego to wzajemne zrozumienie i szacunek, to zaufanie i miłość, to praca i inwestycja, która przynosi satysfakcję i procentuje w przyszłości. W przyszłości, która wcale nie jest tak odległa, w przyszłości, która jest każdym kolejnym dniem. Zapracuj na swoją przyszłość już dziś, a na pewno nie doświadczysz samotności.

Jak jest u Was? Macie sprawdzone sposoby na udaną relacje?

Być może w Waszym przypadku sprawdza się zupełnie coś innego?

Będzie mi miło, jeżeli podzielcie się swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu.

Ściskam,
K

Być może zainteresują Was również


związek

5 sposobów, aby zniszczyć udany związek

Zapewne nie raz zastanawialiście się nad tym czy Wasz związek jest szczęśliwy.
Kto z nas tego nie robi? Skąd wiemy, że relacja, którą zbudowaliśmy jest satysfakcjonująca? Czy osoba nam bliska ma podobne odczucia do naszych? Jakie emocje jej towarzyszą? Czy jest spełniona w naszej relacji?

Zmiany w związku

Doskonale wiecie, że każdy związek przechodzi różne fazy, uczucie ewaluuje, a wraz z nim zmienia się też nasze nastawienie, gotowość do poświęceń, oczekiwania itp. O ile na etapie romantycznej miłości, poza ukochaną osobą nie widzimy świata i dla niej możemy przenosić góry bądź stanąć w szranki z Goliatem, to w późniejszych fazach związku, już bardziej roztropnie podejmujemy decyzje 😉

Może pytaniem, które powinniśmy sobie zadać jest to, na jakim etapie jest obecnie nasz związek?

Chciałabym Was skłonić do refleksji, przemyśleń i  może do wdrożenia zmian.

Naukowy punkt widzenia

Tytuł tekstu mówi o sposobach, które sprawią, że skutecznie zniszczymy satysfakcjonującą relację. Zanim jednak je poznacie, przedstawię Wam wyniki najnowszych badań nad osobowością narcystyczną. Dlaczego akurat takie badanie wzięłam pod uwagę? Między innymi dlatego, że to osoby, będące w związku z kimś, o tym typie osobowości, najczęściej zgłaszają się po specjalistyczną pomoc (i chwała im za to, że są tak świadome).

Wyniki najnowszych badań wskazują, że im więcej ktoś posiada cech narcystycznych, tym bardziej jego wyobrażenie o związku jest oddalone od rzeczywistości. 

Na czym, to wyobrażenie może polegać? Może być idealistyczne, narzucające wysokie wymagania, przerzucające odpowiedzialność za jakość relacji i wszelkie niepowodzenia na partnera.

Według Albright College Gwendolyn Seidman (2016), większość z nas najbardziej ceni w związku ciepło (czułość) i lojalność, bardziej niż status społeczny, atrakcyjność fizyczną, czy pasję partnera. Czułość i lojalność to unikalne cechy, które stanowią trwałą część osobowości i są bardzo istotne z perspektywy związku, gdyż leżą u podstaw długofalowych relacji.

W pogoni za…?

Na co dzień nasze głowy zaprząta milion różnych bardziej lub mnie ważnych spraw. Swoją uwagę koncentrujemy na obowiązkach, rytuałach, zadaniach, nie mamy czasu na zastanawianie się nad wartością i jakością relacji z bliską osobą. Zakładamy optymistycznie, że nasz związek jest na tyle trwały, że nikt i nic nie jest w stanie go zakłócić. Myślę, że większość z nas, zbyt często się nad tym nie zastanawia, gdyż to przekonanie jest w nas głęboko zakorzenione i sprzyja pojawieniu się rutyny.

Nie chciałabym też demonizować wspomnianego spokoju, gdyż jest on objawem zdrowej relacji, w której gości poczucie bezpieczeństwa i zaufanie.

Nie zmienia to faktu, że jesteśmy tylko ludźmi i każdego dnia borykamy się z różnymi dylematami, toczymy wyścig z czasem, by zrealizować wszystkie zobowiązania w wyznaczonych terminach. To nieuniknione, że przy takim tempie, po pewnym czasie przychodzi zmęczenie, frustracja, kryzys. Każdy ma swoje granice i nie da się w nieskończoność  funkcjonować w stresie i napięciu. W toczonej gonitwie, zapominamy o tym, co ważne, odkładamy związek na później. Myślimy, że jeszcze zdążymy spędzić razem czas, szczerze porozmawiać, potrzymać się za rękę, pośmiać się, po prostu pobyć.

Jednak czas niezmiennie płynie, a wraz z nim przychodzą zmiany. Zmiany w nas, w naszym partnerze i w uczuciu, które nas łączy. Zmiany, które póki niewielkie, w tym pędzie, zostają przez nas niezauważone. Ważne byśmy w porę się zorientowali i razem podążali ku nieuniknionej zmianie.

Oto pięć sposobów, aby zniszczyć nawet najbliższą i najlepszą relację:

  1. Wymagaj, aby bliska osoba spełniała wyznaczone przez Ciebie normy, standardy, oczekiwania zamiast własnych czy wspólnych.

Ważne, by nalegając, na tworzenie Twojej wizji związku, wywołać niechęć i niezadowolenie partnera.

  1. Nie buduj zaufania i poczucia lojalności. 

Te dwa elementy są podstawą do nawiązania bliskich i trwałych relacji. Jeżeli skupisz się tylko na powierzchowności, nawiązane relacje będą łatwiejsze do zburzenia.

  1. Skupiaj się na zewnętrznych cechach partnera bardziej, niż na tym, co naprawdę istotne.

Możesz być pewna, że jeśli swoją uwagę skoncentrujesz na wyglądzie partnera i  nieustannie będziesz informować go o swoich oczekiwaniach, skutecznie go do siebie zniechęcisz. Obniżysz jej poczucie wartości i chęć do przebywania w Twoim towarzystwie.

  1. Naruszaj zaufanie, które dotychczas zbudowaliście.

Jeżeli swoim zachowaniem sprawisz, że partner zauważy, że przy każdej, nawet najmniejszej okazji jesteś gotowa “wbić mu szpilę” i co ważne, że nie może na Tobie polegać, to sukces jest bliżej niż myślisz. Takie działanie osłabi zaufanie, będące fundamentem trwałego związku.

  1. Nie dostrzegaj własnych słabości.

Kolejnym sposobem jest wyznaczanie wysokich standardów dla innych, ale nie stosowanie ich w stosunku do siebie.

Twoje wady, niedociągnięcia, przywary…czym one w ogóle są? Przecież, to Ciebie absolutnie nie dotyczy?

Tego typu zarzuty należy skrupulatnie bagatelizować, zaprzeczać im i wypierać się ich, niczym diabeł święconej wody.

Brak autorefleksji i wygórowane oczekiwania względem innych, to murowany patent na zrujnowanie nawet najtrwalszej relacji. Nie ma możliwości, żeby to działanie skończyło się niepowodzeniem.

Dodatkowych słów kilka…

Znalazłoby się i 50 sposobów na zrujnowanie wartościowej relacji, jednak tych 5 jest wystarczająco “problematycznych”, by skutecznie skłonić partnera do ochłodzenia bądź nawet zrezygnowania z relacji. Sposoby te, są równie skuteczne w przypadku związków romantycznych, przyjaźni czy relacji zawodowych.

Unikając wymienionych zachowań bez wątpienia przyczynimy się do polepszenia jakości ważnych dla nas więzi. Pielęgnowanie związku, to nie tylko nie zapominanie o ważnych wydarzeniach okolicznościowych. To bycie każdego dnia, dostrzeganie potrzeb partnera, poszukiwanie wspólnych obszarów, intymność i pielęgnowanie bliskości. Bliskości, która wraz z upływem czasu i w zależności od dojrzałości relacji, może przybierać różne oblicza – od namiętnego spotkania, po wspólne milczenie w zaciszu naszego domu. Bo bycie razem to ciągłe uczenie się siebie nawzajem.

związek

Zatem obserwujmy, słuchajmy, bądźmy.

Co dla Was jest ważne w związku z drugą osobą?

Będzie mi miło, jeżeli podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu.

Ściskam,
K

Być może zainteresują Was również