kłótnia_rodziców

Wkurzeni rodzice! Czyli kłótnie i spory w obecności dzieci.

Wkurzeni rodzice. Poznaj sposoby na rozwiązywanie konfliktów w obecności dzieci.

 

„Wczoraj podczas obiadu pokłóciliśmy się przy dzieciach. Nawarstwiło się kilka spraw i nie zapanowaliśmy nad sobą. Ala, moja czteroletnia córeczka zatykała uszy i powtarzała: „Przestańcie, bądźcie już cicho!”. Dwuletni, zdezorientowany Staś, płakał. Gdy zorientowałam się, jak to wygląda w oczach dzieci, już zdążyliśmy sobie wykrzyczeć kilka niepotrzebnych słów. Poczułam się jak najgorsza matka… Nasza codzienność to życie w czwórkę, nie sposób zorganizować wsparcia za każdym razem, gdy chcemy porozmawiać o problemach, czy najzwyczajniej w świecie się pokłócić. Co powinniśmy zrobić, gdy mamy ochotę skoczyć sobie do oczu? Czy to nie jest dobre dla dzieci, gdy widzą, że rodzice nie zawsze się ze sobą zgadzają? To przecież normalne, że się różnimy…”

Wiadomości takie, jak ta stały się inspiracją do przygotowania tego wpisu. Wbrew pozorom cieszą mnie, bo świadcząca o coraz większej rodzicielskiej świadomości. Kto by pomyślał, jeszcze kilka lat wstecz, żeby zastanawiać się na tym, jaki wpływ ma kłótnia z mężem na dzieci…

Zakochana para

Konflikty, różnice zdań, nieporozumienia są częścią każdego związku, ze szczególnym podkreśleniem słowa każdego. Moment, kiedy stajemy się rodzicami, nie sprawia, że nagle, w magiczny sposób zaczynamy wieść sielankowe życie, że przełączamy swoją relację z trybu „zakochana para” na tryb „tylko rodzice”. Nadal jesteśmy w związku, w którym byliśmy przed pojawieniem się dzieci, z tym że nabiera on „dodatkowego wymiaru” – w pakiecie dostajemy zestaw dodatkowych odpowiedzialności.

Gdy rodzina się powiększa, codzienność stawia przed nami więcej wyzwań (no dobra dużo, duuużo więcej wyzwań) i wymaga od nas większych pokładów cierpliwości i skłonności do częstszych kompromisów. Dlatego, zupełnie naturalnym jest to, że małżeńskie „nieporozumienia” 😉 pojawiają się niezależnie od tego, czy dzieci są w zasięgu naszego wzroku, czy też nie.

Emocje są częścią nas i naszej codzienności, gdy w podbramkowych okolicznościach osiągają dużą intensywność, sytuacja potrafi wymknąć się spod kontroli. To właśnie wtedy przestajemy zwracać uwagę na to, czy jesteśmy sami, czy w towarzystwie osób trzecich, nawet tych najmłodszych.

Skoro już o emocjach mowa, to nie tylko nas one dotyczą…

Kłótnia rodziców, a emocje dziecka

No cóż, kłótnia w obecności dzieci, to nic innego, jak samo życie. Zdarzała się, nadal się zdarza i pewnie nie raz jeszcze będzie się zdarzać. Nie jest to jednak powód, by nie pracować nad sobą i związkiem, by bagatelizować wpływ naszego zachowania na zachowanie naszych dzieci i ich umiejętności społeczne.

Jeszcze do niedawna większość ekspertów przekonywała, że nie ma nic złego w tym, że dzieci widzą, kłócących się rodziców. Był jednak jeden warunek, po takiej sprzeczce, dzieci musiały być również świadkami, tego, jak rodzice się godzą.

Przeprowadzone ostatnio analizy badań neurologicznych podważają ten pogląd. Wynika z nich, że nie bez znaczenia jest przebieg wspomnianych sprzeczek. Dzieci będące świadkiem kłótni, którym towarzyszą wrzaski i krzyki, są narażone na gwałtowne i intensywne wydzielenie hormonów stresu do organizmu.

Poziom kortyzolu i adrenaliny, bo o nich mowa, jest dużo wyższy, niż ma to miejsce, podczas standardowych, dziecięcych doświadczeń. Badania wykazały, że nawet śpiące niemowlę rejestruje głośne, gniewne „rozmowy”, co również skutkuje podwyższonym poziomem stresu.

emocje_dziecka

Nie ma nic dziwnego w tak gwałtownej reakcji dziecięcego organizmu. Rodzice są dla maluchów całym światem i źródłem poczucia bezpieczeństwa. W sytuacji, gdy przestajemy nad sobą panować, dla naszych pociech świat staje się przerażającym miejscem.

W wyniku stresu mogą pojawić się nasilone obawy i lęki, mające swoje odzwierciedlenie w trudnościach z zasypianiem czy niewłaściwym zachowaniu dziecka.

W kontekście przekazywanych wzorców, maluch, obserwując krzyczących na siebie dorosłych, przyjmuje takie zachowanie, jako skuteczny i odpowiedni sposób rozwiązywania konfliktów i radzenia sobie z nieporozumieniami.

Czy istnieją korzyści z obserwowania nieporozumień między rodzicami?

Tak! Dzieci odnoszą korzyści z obserwowania zdrowych nieporozumień.

W relacjach międzyludzkich naturalnym jest to, że czasami nie zgadzamy się ze sobą. Mało tego, wcale nie musimy się we wszystkim zgadzać. Z perspektywy rozwoju małego człowieka, dużą wartością jest możliwość obserwowania, jak rodzice z szacunkiem rozwiązują spory, jak rozmawiają o różnicach bez atakowania i krzyku. W ten sposób pokazujemy im prawdę o otaczającym je świecie, o tym, że kochający się ludzie nie muszą być jednomyślni zgadzać, że każdy ma prawo do własnego zdania i to jest ok.

Krzyk, wrzask, dziki szał czy jakkolwiek inaczej nazwiemy takie zachowanie, niezależnie od tego, czy pojawia się u dorosłego, czy u dziecka, jest przejawem napadu złości. Żadna z tych form wyrażania tego, co chcemy powiedzieć czy uzyskać, nie ma nic wspólnego z konstruktywnym rozwiązywaniem konfliktów i budowaniem porozumienia. Niezależnie od tego, jak bardzo działa nam na puder nasz „szanowny eM” i jakie argumenty wysnujemy na swoje usprawiedliwienie 😉

Tak czy siak, jedno jest pewne, nie takie wzorce chcemy przekazać swoim dzieciom…

Opanuj się – łatwo powiedzieć

Wiem, że gdy tak sobie „na sucho” rozpatrujemy te nasze „małżeńskie pogawędki”, to argumenty typu „zachowaj spokój”, „nie podnoś głosu”, „nie krzycz”, brzmią całkiem rozsądnie, nawet wzorcowo, a przede wszystkim są realne do zastosowania…

Sprawy się nieco komplikują, gdy do gry wkracza rzeczywistość. I bądź tu człowieku spokojny, konstruktywny, zdystansowany i komunikatywny, kiedy naprzeciw Ciebie siedzi „ktoś”, kto po raz kolejny doprowadził Cię do szewskiej pasji, toż to graniczy z cudem ;D

panowanie_nad_emocjami

Nie jest to łatwe. Nie przychodzi samo z siebie, szczególnie gdy wcześniej nabawiliśmy się już innych nawyków. Tak naprawdę, to nasza praca nad samokontrolą i jakością relacji z partnerem. Zapewniam Was jednak, że warto podejmować próby, zarówno dla Was, jak i waszych pociech.

Poniżej podrzucam kilka wskazówek, które pomogą Wam zapanować nad konfliktem.

  1. Kiedy Ty lub Twój partner zaczynacie się denerwować

Gdy czujesz, że emocje zaczynają w Tobie wrzeć, zrób to, co chciałabyś, aby Twoje dziecko zrobiło, gdy zirytuje je rodzeństwo:

Zatrzymaj się i weź głęboki oddech. To tak, jakbyś włączyła „Pause”.

Chwila przerwy pozwala spojrzeć na sytuację z nieco innej perspektywy. A nawet jeżeli nie będziesz w stanie złapać dystansu, to zdołasz dostrzec, że rozmowa zaczyna wkraczać na nieodpowiedni tor i zaczynacie wchodzić w tryb „walki”, gdzie zamiast ukochanego męża 😉 widzisz przed sobą „wroga”(delikatnie rzecz ujmując), więcej na ten temat pisałam tutaj. 

  1. Jeśli potraficie zapanować nad emocjami i zachować równowagę, to spróbujcie omówić problem

  • Określcie problem:
    „Hmm … Jestem zestresowana, kiedy się spóźniamy, chciałabym móc wyjść z domu na czas.”
  • Wysłuchaj swojego partnera. Oddychaj, a jeśli to konieczne, ugryź się w język 😉 Za chwilę przyjdzie Twoja kolej, na przedstawienie swojej perspektywy.
  • Spróbuj zrozumieć perspektywę partnera. Powiedz, jak zrozumiałaś, jego wypowiedź:
    “To, co powiedziałeś, brzmi tak, jakbyś uważał, że to ja jestem odpowiedzialna za nasze spóźnienie. Domyślam się, że to czekanie w samochodzie na mnie i dzieci, musiało być frustrujące.”
  • Wyraź swój punkt widzenia bez obwiniania i atakowania.
    “Ja również się stresowałam i niecierpliwiłam, widząc, że jest już tak późno. Musiałam przygotować siebie i dzieci, pomóc im w zakładaniu butów oraz zabezpieczyć tort, który zabieraliśmy ze sobą na przyjęcie. Uporałabym się z tym dużo sprawniej, gdybym miała wsparcie, wtedy bylibyśmy gotowi dużo wcześniej.”
  • Pamiętaj, aby dostrzec swoje trzy grosze, które dorzuciłaś do tej sytuacji:
    „To prawda, że nie zdążyłam się przygotować na czas. Dzisiejsze popołudnie, w natłoku zadań, uciekło mi między palcami.”

  • Powstrzymaj się od podsycania konfliktu np.:
    „Codziennie, wszystkim zajmuję się sama… Gdybyś choć raz na jakiś czas zajął się częścią obowiązków, udałoby się sprawniej uporać z tym, co jest do zrobienia.” 

    Mów tylko o tym, co w tej chwili jest problemem.
  • Jeżeli jedno z Was zaczyna obwiniać drugie, to oznacza, że czuje się zagrożone. Warto wtedy się zatrzymać i przywróć bezpieczeństwo do dyskusji.
    „Ta sytuacja jest irytująca dla nas obojga, przecież zależy nam na sobie i możemy znaleźć rozwiązanie. Wzajemne obwinianie nie ma sensu.”
  • Propozycja rozwiązania na przyszłość.
    “Proponuję byśmy, przed wyjściem wspólnie się do niego przygotowywali. Możemy ustawić przypomnienie na 30 minut przed ustaloną godziną wyjścia. Może w ten sposób uda nam się wyjść na czas.”
  1. Gdy rozmowa zaczyna nabierać rumieńców i rozkręca się w niepożądanym kierunku, przerwij ją. 

Nie czekaj, aż wpadniecie w dziki szał ;-). W takiej sytuacji łatwiej jest zareagować osobie, która jest mniej zirytowana, może po prostu powiedzieć:

“Wiesz co, porozmawiajmy o tym trochę później, na spokojnie. Może wieczorem, jak położymy dzieci?”
  1. Co, jeśli macie problem ze znalezieniem rozwiązania problemu?

Zapisz to na kartce. Naprawdę!

„Problem do rozwiązania: Nie zgadzamy się, co do ilości czasu spędzonego przez dzieci przed telewizorem.” 

Umieść notatkę w wyznaczonym wcześniej miejscu, może to być dekoracyjna miska na półce, czy przygotowany słoiczek. Nie bez przyczyny mówi się, że emocje odbierają rozum. Ustalcie, kiedy wrócicie do rozmowy na ten temat.

  1. Co, jeśli nadal jesteś wkurzona? 

W zapanowaniu nad gniewem czy złością pomaga przypomnienie sobie, o tym, co dla Ciebie ważne. O tym, że chcesz dojść do porozumienia i znaleźć rozwiązanie, a te emocje Ci w tym nie pomagają. Postaraj się zrobić wszystko to, co pozwala Ci się uspokoić i poprawić nastrój. Może będzie to dziesięć głębokich oddechów, liczenie wstecz, zaciskanie rąk albo przypomnienie sobie tego, za co jesteś wdzięczna.

Na koniec, zaproponuję coś, co może być trudne do wykonania, ale jest bardzo skuteczne i pomocne w budowaniu więzi oraz regulowaniu emocji – przytulenie. Nie potrzeba wielkich słów, wystarczy podejść, objąć partnera mówiąc: „potrzebuję przytulenia” albo powiedzenie czegokolwiek, co rozładuje atmosferę. Jest to dokładnie to samo, czego uczymy nasze pociechy w radzeniu sobie z trudnymi emocjami.

  1. Przestań rozpamiętywać. 

Wspominanie wszystkich tych sytuacji, które wcześniej doprowadzały Cię do szału, to skuteczny sposób na podsycenie złości i spotęgowanie konfliktu. Wiem, że to niełatwe, bo, gdy jesteśmy w ferworze walki, chciałoby się wyrzucić z siebie wszystko, co leży nam na sercu. Jednak przynosi to krótkotrwałą ulgę i nie jest w tym momencie dobrym rozwiązaniem.

W tej, podbramkowej sytuacji, liczy się ten, konkretny problem i szukanie rozwiązania, a nie obwinianie siebie nawzajem. Jeśli czujesz potrzebę oczyszczenia atmosfery, zaproponuj rozmowę, kiedy będziecie mieli ku temu lepsze warunki.

  1. A wieczorem, gdy dzieci będą już spały… 

Wyraź swoje emocje, powiedz o tym, co czujesz i czego potrzebujesz, bez atakowania i obwiniania:

„Przyznaję, że stresuje mnie i przytłacza ograniczenie czasowe. Z dwójką naszych maluchów, czasami wydaje mi się to nierealne… Chciałbym, abyśmy wspólnie zastanowili się nad tym, jak możemy to usprawnić… teraz czuję się z tym osamotniona, tak jakby to wszystko zależało tylko ode mnie… Potrzebuję twojego wsparcia, byśmy razem się z tym uporali.”

Jeżeli jesteśmy sami, nasza rozmowa może wyglądać inaczej niż ta prowadzona w obecności dzieci. Możemy pozwolić sobie na większą ekspresję 😉 i upuszczenie emocji. Warto jednak pamiętać, że niezależnie od okoliczności słowa zawsze ranią tak samo i raz wypowiedziane nie zostaną cofnięte. Dlatego szacunek, to podstawa każdej rozmowy. 

  1. Oprzyj się chęci „zwycięstwa”. 

Pamiętaj, że „wyrażanie gniewu” poprzez atakowanie drugiej osoby odbiera poczucie komfortu i bezpieczeństwa podczas waszej rozmowy, a tym samym zmniejsza szanse na znalezienie rozwiązania. Powoduje eskalację konfliktu, odbijanie piłeczki z kolejnymi oskarżeniami i koło się zamyka. Zapanowanie nad chęcią ataku nie oznacza wcale, że jest się mniej „autentyczną”. Samokontrola jest bardzo ważną umiejętnością, która jest niezastąpionym atutem w budowaniu relacji i więzi. Pozwala zatrzymać eskalację złości i jednocześnie odkryć to, co pod nią ukryte.  Często jest to strach, bezradność, potrzeba bliskości, uwagi…

Badania pokazują, że receptą na wypracowanie rozwiązania jest odpowiednia rozmowa, której kluczowymi elementami jest słuchanie, mówienie o swoich potrzebach, uczuciach, obawach, bez krytykowania i atakowania partnera (więcej na ten temat przeczytacie tutaj).

  1. Następnego dnia, pamiętaj, aby powiedzieć dzieciom, że udało się Wam znaleźć rozwiązanie zaistniałej sytuacji.  

Gdy opadnie kurz i emocje…

“Pamiętasz jak wczoraj, zdenerwowałem się, że nie jemy już potraw, które lubię, bo mama teraz jest wegetarianką? Rozmawialiśmy o tym wieczorem i uzgodniliśmy, że dwa razy w tygodniu, ja będę gotował i przygotuję to, na co mam ochotę. Jeżeli mama nie będzie chciała tego jeść, to zrobi dla siebie coś innego. W pozostałe dni, gdy mama rządzi w kuchni, będę próbował nowych potraw i może przekonam się do nowych smaków. Chciałabyś pomóc mi przygotować niedzielny obiad? Będzie pieczeń 😉
  

Jeżeli dzieci są świadkami sprzeczki, którą przerwaliśmy, by dokończyć w bardziej sprzyjających warunkach, następnego dnia powinniśmy porozmawiać z nimi na ten temat.

Nie chodzi o wchodzenie w szczegóły, tylko o wyjaśnienie sytuacji i zapewnienie, że nieporozumienie zostało zażegnane. Z jednej strony wprowadza to spokój, z drugiej natomiast pokazuje dziecku, że zawsze można znaleźć wyjście z problemowych sytuacji.

  1. A co jeśli nie doszliście do porozumienia? 

Tak też się zdarza. Pozwól sobie na to i wyjaśnij sytuację swoim szkrabom następnego dnia.

“Wczoraj podczas kolacji, tata i ja nie zgadzaliśmy się co do konieczności zakupu nowego samochodu. Posprzeczaliśmy się, to prawda? Chcę jednak, żebyście wiedzieli, że szukamy rozwiązania, które będzie dobre dla nas wszystkich. Rozmawiamy na ten temat, ponieważ kochamy się, zależy nam na sobie i jesteśmy dla siebie ważniejsi niż jakakolwiek sprzeczka. Wiecie, że możecie być na kogoś źli i jednocześnie go kochać, prawda? Nadal nie podjęliśmy decyzji co do zakupu samochodu. Ja boję się, że nasz samochód psuje się zbyt często. Tata natomiast w chwili obecnej obawia się wydatku, z jakim wiąże się zakup nowego auta. To trudna decyzja. Będziemy na ten temat rozmawiać. Czasem trzeba długo się zastanawiać i wymieniać spostrzeżeniami, zanim podejmie się dobrą decyzję.”
  1. Zachowaj równowagę w waszej relacjami i zadbaj o to, by dzieci widziały Was w pozytywnych sytuacjach.

Jest pewna zasada, o której pisałam tutaj, mówiąca o tym, że każdy związek, aby zachować równowagę i zdrowie (dotyczy to zarówno dorosłych, jak i dzieci) potrzebuje, co najmniej pięciu pozytywnych interakcji przypadających, na każde negatywne zdarzenie.

problemy_małżeńskie

Dlatego, kiedy to tylko możliwe, inicjuj pozytywne sytuacje. Wystarczą drobne gesty, miłe słowo czy uścisk.

Warto zadbać również o to, by dzieci miały szansę zaobserwować łączące Was uczucie. Będzie to miało pozytywny wpływ zarówno na Wasze pociechy, jak i na Wasz związek.

Ciężka sprawa?

No cóż ;-), nikt nie powiedział, że budowanie wartościowej relacji i życie z drugim człowiekiem będzie łatwe, niczym na rozkładówce. Takie podejście wymaga od Was dużej dojrzałości, wytrwałości, zaangażowania i zaangażowania z dwóch stron. To rodzaj pracy zarówno nad sobą, swoimi słabościami, jak i nad waszą relacją. Świadome rozwiązywanie i kierowanie konfliktem w codziennych sytuacjach, jest dla dzieci najlepszą lekcją radzenia sobie z problemami i budowania szczęśliwej rodziny.

A jak Wy radzicie sobie z konfliktami? Udaj Wam się zachować zimną krew ;-)?

 

Być może zainteresują Was również


panowanie_nad_nerwami

Opanuj się mamo! Poznaj sposób na spokojniejsze macierzyństwo

Jeżeli jesteś mamą, to pewnie zdążyłaś już zweryfikować wiarygodność sielankowego macierzyństwa opisywanego w poradnikach dla rodziców.

Każda z nas miewa gorsze i lepsze dni. Mając na głowie ogrom obowiązków, za sobą wiele nieprzespanych nocy, a przed oczami wszechobecną presję perfekcyjnej pani domu – trudno jest nie popaść we frustrację i zachować zimną krew. Każdej z nas, mającej pod opieką co najmniej jednego niesfornego malucha, potrzebne jest morze cierpliwości.

Poznawanie świata, zdobywanie nowych umiejętności, rozwój dziecka nieodłącznie związane są z przekraczaniem granic, weryfikowaniem tego, co dotychczas było niedostępne, nieznane, nowe. Dziecięca ciekawość często stanowi jednocześnie test rodzicielskiej cierpliwości.

Gdy rozmawiamy o tym na chłodno, siedząc w fotelu i pijąc kubek ciepłej herbaty, powyższe zachowania są dla nas naturalną koleją rzeczy, a wspomnienie niektórych sytuacji wywołuje uśmiech na naszych twarzach.

Sprawa wygląda jednak inaczej, gdy jesteśmy w ferworze codziennych obowiązków i w pewnym momencie sytuacja wymyka się spod kontroli, tzn. bardziej nasz brzdąc się wymyka i narusza postawione granice, w związku z czym chwilowo rzeczywistość nas przerasta…   To ten moment, kiedy mamy wrażenie, że żeby zachować zimną krew musielibyśmy być z kamienia. To właśnie wtedy reagujemy nie tak, jak byśmy chciały.

 

Nie takie chcemy być…

Przecież każda z nas chce być jak najlepszą mamą, najlepszą wersją siebie, by przekazać swojej pociesze to, co najważniejsze, by wspierać ją w rozwoju i stworzyć ku temu jak najlepsze warunki.

W tym wpisie nie będziemy skupiać się na zmianie zachowania dziecka (o tym możecie przeczytać tu => klik, klik i klik), tym razem spróbujemy popracować nad sobą i jakością naszego rodzicielstwa.
W jaki sposób pracować nad sobą, nad budowaniem umiejętność samokontroli, nad tym, by poniższy cytat nie był tylko pustym frazesem?

„Rodzicielskim zadaniem  nie jest powstrzymanie dziecka przed napadem złości. Naszym zadaniem jest zachowanie spokoju.”

Łatwiej powiedzieć, trudniej zrealizować…

Jak pracować nad samokontrolą?

Ile razy zdarzyło się Wam postawić sobie jakiś cel – ćwiczyć więcej (bądź w ogóle zacząć ćwiczyć 😉 ), jeść zdrowiej, mniej  podjadać wieczorami, tylko po to, by po kilku dniach czy tygodniach powrócić do dawnych przyzwyczajeń?

Często?

No właśnie… siła nawyku jest ogromna, na tyle duża, że aby go przezwyciężyć, bądź wypracować nowy – pożądany, potrzebna jest systematyczność i konsekwencja w postępowaniu nawet przez 254 dni (więcej na temat kształtowania nawyków pisałam tutaj).

Nawyki sprawiają, że działamy automatycznie, nie musimy specjalnie się wysilać, aby coś zrobić. Po prostu pewne zachowanie przechodzi w rutynę i określony bodziec wywołuje naszą reakcję. Mycie zębów, poranna kawa, to przykłady czynności, które wykonujemy na autopilocie.

Podobnym nawykiem może być sposób, w jaki reagujemy na zachowanie naszych dzieci. Zaganiane, zaabsorbowane codziennymi sprawami, poirytowane, zmęczone często tracimy panowanie nad sobą i przechodzimy w automatyczny tryb rozzłoszczonej matki.

Reagujemy krzykiem i siłą przywracamy dziecko do porządku. Dopiero po czasie, gdy emocje opadną (o wpływie kortyzolu na nasze działanie przeczytacie tutaj), odzyskujemy zdolność logicznego myślenia i pojawiają się wyrzuty sumienia. Co prawda czasu cofnąć nie możemy, ale zmienić swoje zachowanie i przyzwyczajenia – tak.

Rodzicielska praca

Bycie rodzicem to codzienna praca nad sobą, pokonywanie swoich słabości i przezwyciężanie schematów zachowań przekazywanych z pokolenia na pokolenie.

Jest pewien bardzo prosty sposób, który może ułatwić wspomnianą pracę nad swoimi słabościami.

Podstawowym i jedynym narzędziem w naszych rękach będą gumki do włosów.

W jaki sposób je wykorzystamy? Już spieszę z wyjaśnieniem.

Pożegnaj rozgniewaną mamę

Jeżeli czujesz, że coraz częściej zdarza Ci się krzyczeć, warczeć, zachować nie tak, jakbyś chciała w stosunku do swojego dziecka, wykorzystaj poniższą metodę:

 

być_lepszą_mamą

1.Poszukaj 5 gumek do włosów, które będą na tyle wygodne, byś mogła nosić je na nadgarstku. Mogą to być również luźne bransoletki, tasiemki – wszystko jedno, ważna jest ich ilość i Twoja wygoda.

2. Każdego dnia rano, wraz z pobudką Twoich maluchów załóż 5 gumek na jeden z nadgarstków. W tej metodzie bardzo duże znaczenie ma czynnik wizualny, który będzie działał do czasu, gdy będziesz go dostrzegać, gdy się przyzwyczaisz do posiadania gumek – przestaną spełniać swoją funkcję. Dlatego, aby temu zapobiec:

  • Zakładaj gumki, dopiero, gdy Twoje dzieci się obudzą.
  • Zdejmuj je, za każdym razem, gdy będziesz z dala od swoich pociech (np. gdy wyjdziesz z domu do pracy, dziecko ma drzemkę lub jest w szkole czy przedszkolu).
  • Zakładaj gumki na nadgarstek, za każdym razem, gdy będziesz ze swoimi szkrabami

3. Za każdym razem, kiedy złapiesz się na tym, że zachowałaś się w stosunku do swojego malucha nie tak, jak chciałaś, nie tak, jak powinnaś – przełóż jedną gumkę na drugi nadgarstek.

Twoim celem jest, do końca dnia zachować wszystkie 5 gumek na tym samym nadgarstku – na tym na, który rano założyłaś je po raz pierwszy.

Jesteśmy tylko ludźmi, dlatego popełniamy błędy i nie ma nic dziwnego w tym, że te gumki będą wędrowały z jednej ręki na drugą. Jednak nie ma błędu, którego nie da się naprawić.

Co możemy zrobić, aby „odzyskać” gumkę przełożoną na drugi nadgarstek?

4. Możemy odzyskać przełożoną gumkę, wykonując 5 prostych czynności, podtrzymujących pozytywną relację z dzieckiem. Badania pokazują, że dla zbudowania zdrowej relacji, dla każdej negatywnej interakcji potrzeba 5 pozytywnych interakcji, aby to zrównoważyć.

Tych 5 pozytywnych interakcji to proste czynności od uścisku, gilgotanie, czy chwilę wspólnego tańca.

Po każdej negatywnej interakcji z dzieckiem postaraj się jak najszybciej sprowokować 5 pozytywnych interakcji – a tym samym przywrócić utraconą gumkę na właściwy nadgarstek 😉

Ale czy to naprawdę działa?

Z realizacją tego typu założeń jest podobnie, jak z każdym innym zobowiązaniem – efekt zależy od naszego podejścia i zaangażowania.

Połączenie bodźca wzrokowego i delikatnego ucisku na ręce działa przypominająco i motywuje nas do podjęcia konkretnej inicjatywy. To taka przypominajka  😉

Mamy, które za moją namową korzystają z tego sposobu, zapewniają, że ta „gumkowa” metoda przynosi rewelacyjne efekty, mimo, że początkowo były sceptycznie nastawione. Z czasem, metoda ta pozwoliła im zmniejszyć ilość nerwowych reakcji i poprawić relację z dziećmi.

Nowy sposób reagowania na dziecięce zachowanie staje się niczym nawyk, z każdym dniem samokontrola przychodzi nam łatwiej, a gumki okazują się zbytecznymi.

 

relacja_z_dzieckiem

Jakie jeszcze korzyści przynosi zmiana nerwowej mamy na spokojniejszą mamę

Metoda ta świetnie pokazuje, jak wiele dzieci uczą się od nas przez obserwację, towarzysząc nam w codziennych sytuacjach. Zmiana naszego zachowania, wpływa bezpośrednio na zmianę zachowania malucha. Zasada jest prosta, im więcej szacunku okazujemy dziecku, tym więcej ono okazuje go nam.

O tej metodzie i o kilku innych sposobach na kształtowanie rodzicielskich umiejętności będę mówiła podczas warsztatów dla rodziców „Jak poprawić relacje z dzieckiem”, których II edycja już w maju – jeżeli jesteście zainteresowani udziałem, zapraszam do kontaktu tutaj.

Serdecznie Was zachęcam do wypróbowania tej metody.

Podejmiesz próbę? Przyłączysz się do wyzwania? Bądź mamą na 5+  😉

Jeśli tak, to zrób proszę zdjęcie swojego nadgarstka i opublikuj je, dodając #MamaNa5


krzyczę_na_swoje_dziecko

Najważniejsza rzecz, którą powinnaś zrobić, gdy znów nakrzyczysz na swoje dziecko

Otworzyłam drzwi od łazienki i siadłam skulona na podłodze, przyciskając kolana do klatki piersiowej.

Jedynym, czego chciałam w tej chwili, było...

Ukryć się.

Tymczasem moje dwu i czteroletnie szkraby, prowadziły skrupulatne poszukiwania. No właśnie, Moje dzieci. Moje dwa słodkie brzdące, które potrzebowały mojego wsparcia, szukały mnie, a ja ukrywałam się przed nimi niczym tchórz.

Z każdą chwilą coraz bardziej się kuliłam, chowałam głowę, wciskając ją mocniej i mocniej między kolana. Jednocześnie wyobrażałem sobie ich niepokój, gdy szukając mnie, zastanawiały się, co  stało się z ich mamą. Czułam, że to, co teraz robię, nie przystoi matce, nie tak powinnam postąpić i nie taki świat chciałam im pokazać.

Zanim zdążyłam zebrać myśli, usłyszałam cichy szmer uchylających się drzwi, podniosłam głowę... Mój syn stał tuż obok, spoglądał na mnie zatroskanym wzrokiem i powiedział: 

„Jesteś znowu zła mamusiu?”

Proste zdanie, kilka słów, jeden wyraz a moje serce rozpadło się na kawałki.

Taka była prawda

Byłam zła. By się upewnić, ponownie wsłuchałam się w siebie i potwierdziłam przed samą sobą to uczucie. Tak, to, co czułam to zdecydowanie była złość. Frustracja, zmęczenie i rozczarowanie również. Rozczarowanie sobą...i swoim zachowaniem, bo mimo iż złość jest taką samą emocją jak każda inna, to w oczach moich dzieci pojawiała się często, za często, pojawia się ZNOWU.

zmęczona_matka

Czy ten krótki wstęp wydał Wam się znajomy? Czy choć w niewielkim stopniu jesteście w stanie zrozumieć tę mamę, poczuć emocje, przywołać obrazy?  Jeśli tak, to koniecznie przeczytajcie ten tekst do końca.

Rodzicielska misja

Rodzicielstwo... czasami może przytłaczać. Z jednej strony zalewając nas falą pozytywnych, niepowtarzalnych uczuć i doświadczeń,  których wcześniej nie byliśmy sobie w stanie nawet wyobrazić. Z drugiej zaś strony, zakłada na nasze barki ciężki plecak, wypełniony chaosem, odpowiedzialnością, nieprzewidywalnością, obowiązkiem i zmęczeniem.

Szybko okazuje się, że rzeczywistość wygląda nieco inaczej niż ta opisywana w cudownych poradnikach i prezentowana na wyretuszowanych, instagramowych zdjęciach. Prędzej niż później nasze baterie ulegają totalnemu wyczerpaniu, a ładowarkę szlag trafia. Zastanawiamy się, co się stało z naszym życiem. Spoglądamy dookoła i jedyne, co widzimy, to obraz niczym po wybuch bomby atomowej. Zewsząd dobiega hałas, a my zwyczajnie próbujemy przetrwać do końca dnia. Spoglądamy na zegarek, z utęsknieniem wypatrując 19, by przystąpić do wieczornych rytuałów, kolacji, kąpieli... aż wreszcie odpocząć.

Z jednej strony czekamy na ten błogi stan, kiedy bezczynnie siądziemy w zaciszu swojego fotela, a z drugiej strony, gdy już oczekiwane stanie się faktem, dopada nas poczucie winy. Analizujemy miniony dzień i wyliczmy swoje potknięcia, zbyt gwałtowne reakcje na widok soku rozlanego na dywanie, czy spaghetti wtartego w kanapę.

Mechanizm obronny organizmu

Stan permanentnego zmęczenia, stres i frustracja sprawiają, że nasz organizm włącza tryb „walki bądź ucieczki

To jedna z głównych przyczyn, przez którą rodzice krzyczą na swoje dzieci („walka”) lub chowają się w najciemniejszym zakamarku w domu („ucieczka”).

Pojawia się i znika

Wielokrotne uruchamianie reakcji „walki lub ucieczki” daje naszemu mózgowi sygnał, że środowisko, w którym przebywamy  nie jest bezpieczne.

W ten oto sposób napędzamy błędne koło – krzyku, wtedy też w naszej relacji z dziećmi może zacząć dominować tryb „walka-ucieczka”. Mechanizm ten sprawia, że z czasem nawet najmniejsza rzecz wyprowadza nas z równowagi i komunikując się z dzieckiem, przyjmujemy postawę, jakbyśmy prowadzili „bitwę o życie”.

Nasz mózg traktuje krzyk, jako broń. W takim rozumieniu im więcej siły użyjemy, by wydobyć z siebie głos, tym większa szansa na wygraną z zagrożeniem.

To również wpływa na nasze dzieci

Kiedy poziom stresu i zmęczenia wzrasta, zapala czerwoną lampkę sygnalizującą, że nasza samokontrola spada do minimum i uruchamia się wewnętrzny alarm. Jest to sygnał zarówno dla nas, jak i dla naszych dzieci. Podniesiony głos sprawia, że każdy organizm uruchamia stan gotowości do działania.

Wtedy właśnie zaczynamy dostrzegać u swoich pociech:

  • Częstsze szemranie pod nosem i brak szacunku.
  • Częstsze przepychanki będące „walką o władzę”.
  • Mniejszą gotowość do słuchania i współpracy.

Na tym nie koniec

W pierwszych latach życia intensywnie tworzą się połączenia między komórkami nerwowymi. Podczas każdej sekundy życia dziecka powstaje około 700 synaps. Proces gwałtownego przyrostu liczby synaps prowadzi do ich nadprodukcji.

Po okresie intensywnego rozwoju, między wczesnym dzieciństwem a dojrzewaniem, zachodzi proces odwrotny, który nazywany jest „przycinaniem”. Dochodzi do eliminowania nieaktywnych synaps. Mózg usuwa połączenia, których nie używa i nie potrzebuje.

O czym to świadczy? Mianowicie o tym, że im częściej dzieci używają spokojnych sposobów rozwiązywania problemów, tym większemu wzmocnieniu ulegają te połączenia nerwowe. Analogicznie sprawa wygląda z zachowaniami dotyczącymi walki i ucieczki, im rzadziej dzieci ich używają, tym więcej tych połączeń zostanie usuniętych.

Dobra wiadomość to...

Wszechobecna presja perfekcjonizmu i słodko-pierdzącego macierzyństwa sprawia, że stresuje nas każdy krok. Martwimy się, że jesteśmy niewystarczająco dobrymi rodzicami, córkami, siostrami, przyjaciółkami itd. Nie dajemy sobie prawa do popełniania błędów. Nie uznajemy i nie przyznajemy się do pomyłek. A przecież jesteśmy tylko ludźmi... Prawda?

Nie jestem zwolenniczką wrzasków, wręcz przeciwnie, staram się krzewić zasady rodzicielstwa bliskości i porozumienia bez przemocy.  Jestem natomiast realistką i mając świadomość pewnych mechanizmów kierujących ludzkim zachowaniem, wiem, że...

Bez względu na to, jak bardzo się staramy, w pewnym momencie może się zdarzyć, że ponownie będziemy krzyczeć. Nie żyjemy w idealnym świecie, tym samym, mózg, każdego z nas od czasu do czasu, zostanie wepchnięty w tryb walki lub ucieczki. Wtedy też instynktownie podejmiemy próbę walki.

Przejdźmy w końcu do pozytywów ;-)

Dobra wiadomość jest taka, że ​​po tym, jak puszczą nam nerwy i nasz głos wejdzie na wyższy poziom, możemy wykonać jeden ważny (i prosty) krok, który  wiele zmienia:

  • Poprawia relacje z dzieckiem.
  • Uczy dzieci, jak się zachować, gdy stracą panowanie nad sobą.
  • Wspiera rozwój inteligencji emocjonalnej.

Wypróbuj, to bardzo proste

Wróćmy jeszcze na chwilę do wcześniej opisywanej sytuacji. Sprawdźmy w praktyce, jak możemy postąpić.

Mój synek stał obok mnie i patrząc na mnie, powiedział zatroskany: 

„Znowu jesteś zła mamusiu?”
Próbowałam zebrać myśli, zastanawiałam się jaka odpowiedź będzie tą właściwą. Wtedy zdałam sobie sprawę, że zaprzeczając, udając, że jest inaczej, zakłamuję rzeczywistość. Odbieram swoim dzieciom szansę na praktyczną naukę trudnych emocji, na obserwację różnorodnych zachowań, na poznawanie świata takim, jakim jest.

Odpowiedziałam tak szczerze, jak to było możliwe: 

„Tak, jestem zła. Jednak sposób, w jaki zareagowałam... nie był właściwy.”

Zanim zdążyłam zaproponować chwilę przerwy, bo bez wątpienia była nam ona potrzebna, mój syn poklepał mnie po ramieniu i powiedział: 

„Nie przejmuj się mamo, przecież możesz po prostu spróbować jeszcze raz”.

komunikacja_z_dzieckiem

Dziecięca mądrość

Dzieci nieustannie zaskakują swoją naturalnością, instynktownymi reakcjami i wrodzoną mądrością. Potrafią przebaczyć, powiedzieć, że możemy popełniać błędy, że najzwyczajniej w świecie, możemy podjąć kolejną próbę. Budując szczerą i bliską relację ze swoją pociechą  – tworzymy więź, w której możemy być sobą, takimi, jacy jesteśmy, naturalni, omylni, ludzcy. Dzięki temu przekazujemy dzieciom to, co w życiu najważniejsze, wiedzę o prawdziwym świecie, o różnorodności emocji, o sposobach reagowania i radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Przygotowujemy ich do efektywnego funkcjonowania w społeczeństwie, gdzie relacja z drugim człowiekiem jest kluczową wartością dającą szczęście i spełnienie.

Zapamiętaj

Niezależnie od tego, jak zareagujesz, czy schowasz się w łazience, czy też staniesz w szranki do walki i nakrzyczysz na swoje dziecko, ta sytuacja nie może na tym się zakończyć.

To początek. 

Początek naprawiania tego, co w tamtej chwili się zachwiało. Początek rozmowy o złości, zdenerwowaniu, błędach. Początek budowania swoistego pomostu między Twoim sercem a sercem Twojego dziecka. To linia startu, podejmowania ponownej próby, nabierania pewności siebie, z przekonaniem, że rzeczą ludzką jest popełniać błędy i sztuką jest się do nich przyznać oraz wyciągać z nich wnioski.

Być może zainteresują Was również:

 


bądź_grzeczny_bo_nie_przyjdzie_do_ciebie_święty_mikołaj

Bądź grzeczny, bo nie przyjdzie do Ciebie Święty Mikołaj - 10 odpowiedzi na świąteczny szantaż

Sezon na „Bądź grzeczny, bo nie przyjdzie do Ciebie Święty Mikołaj” uważam za otwarty.

Choć mogłoby się wydawać, że to takie zabawne posłużyć się tym magicznym zdaniem, to nie wspominam, o nim w kontekście rodzicielskiej zabawy, a raczej nadużycia. Gdy już staniemy w obliczu mikołajkowej klątwy, aż ciśnie się na usta odbicie piłeczki w kierunku pytającego: „A Ty ciociu, babciu, sąsiadko – byłaś grzeczna? Zasłużyłaś na prezent? Przyszedł do Ciebie Święty Mikołaj?

To niemal społeczne przekleństwo. Tak często powtarzane, że stało się nieodłączną częścią przedświątecznego oczekiwania, niczym tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie.

Rodzicielska bezsilność

Jesteśmy idealnie zsynchronizowani z telewizyjnymi reklamami, kiedyś punktem granicznym dla zastosowania mikołajowego szantażu był grudzień, dziś już w listopadzie stosujemy tę broń. Skoro zaczynają otaczać nas świąteczne błyskotki, a w tle słychać „Last Christmas”, to czemu już dziś nie posłużyć się tym, zaklęciem?

Z boku wygląda to tak, jakby ten czas był ostatnią szansą wychowawczą – skoro „Na Mikołaja” nie uda się ujarzmić szkraba, to już nie ma dla nas nadziei 😉

Tym sposobem, rodzicielska bezsilność zyskuje sprzymierzeńca, przed którym drżą wszystkie dzieci, a dorośli z ulgą łapią i głośnym sapnięciem wypuszczają powietrze. Nie jestem przekonana czy prawdziwy święty pochwaliłby taką strategię…

Prezenty tylko dla grzecznych dzieci

Do pewnego momentu, nie ruszały mnie, tego typu pytania. Mój malec był przez nas utwierdzany w przekonaniu, że Mikołaj przychodzi do wszystkich dzieci niezależnie od zasług czy przewinień. Zaczęłam się jednak irytować, gdy ruszył do przedszkola i w sezonie świątecznym wracał z hasłem na ustach:

„Pani powiedziała, że jak nie będziemy grzeczni, to święty Mikołaj do nas nie przyjdzie.”

albo

 

„Piotrek, to jedynie rózgę dostanie, bo taki był dziś niegrzeczny.”

W sumie nie ma znaczenie, pod jakim hasłem ukryjemy manipulację, jakimi ozdobnikami ją zakamuflujemy:

Czy to będzie

 

„Wiesz, że Mikołaj przychodzi tylko do grzecznych dzieci, prawda?”

lub

 

„Święty Mikołaj nas obserwuje i wszystko widzi, dlatego lepiej bądź grzeczny.”

Jedno jest pewne, nie powinniśmy ich stosować.

Nie jest to czepianie się słówek czy wyolbrzymianie. Rzecz w tym, że słowa mają ogromną moc, wpływają oraz kształtują dziecięce podejście do siebie i do świata. Dlatego, warto zdawać sobie sprawę i przykładać wagę do tego, jak i co mówimy do naszych dzieci.

straszenie_mikołajem

Jak takie pytanie rozumie dziecko

„Byłeś grzeczny, niegrzeczny, dobry, zły…”
 to nic innego jak nadawanie etykiety. Określając brzdąca mianem niegrzecznego, przypisujemy mu stałą cechę, którą traktujemy jako zawsze towarzyszący pewnik.

Dziecko pochwalone: 

„brawo, byłeś grzeczny”
traktuje te słowa, jako nagrodę za to, że tym razem udało mu się dopasować do oczekiwań rodziców, dziadków czy wychowawczyni w przedszkolu. Ono nie rozumie, co dokładnie zrobiło dobrze, jakie zachowanie wywołało ten entuzjazm i aprobatę widoczną w reakcji opiekunów.

Biorąc pod uwagę więź, jaka łączy je z najbliższymi mu osobami, jest w stanie poświęcić swoją integralność, naturalność, spontaniczność, autentyczność przeżywania wszystkich emocji, by zyskać poczucie bycia kochanym i akceptowanym, by zasłużyć na miłość.

Halo, halo czy przypadkiem nasza miłość nie powinna być bezwarunkowa?

Zmień punkt widzenia

W najlepszym wypadku pytanie o to „Czy byłaś grzeczna?” możemy uznać za zbyteczne, w najgorszym natomiast, jest to manipulacja, utrwalająca społeczne przeświadczenie o tym, że ​​dzieci powinny być kontrolowane i zmuszane do bycia “dobrymi” ludźmi. Tylko po co to robić, skoro one już same w sobie są dobre? 🤷🏻‍♀️

Z drugiej strony natomiast, jakie są te dobre, grzeczne dzieci?

Czego od nich oczekujemy? Czy potrafimy to zdefiniować? Dlaczego o tym, do której z kategorii je zaliczymy ma decydować nasze widzimisie?

Czy grzeczne to: posłuszne, postępujące zgodnie z oczekiwaniami, ciche, nieabsorbujące, tłumiące emocje, niewidoczne, samodzielne, zgadzające się na wszystko, nieasertywne…

Co jeszcze dopisalibyście do tej listy?

W zrozumieniu absurdu może nam pomóc, spojrzenie na to z nieco innej perspektywy.

Jak byśmy się czuli, gdyby w okresie świątecznym, na każdym kroku, podważano jakość naszego zaangażowania w pracę?

Gdyby współpracownicy konspirowali przeciwko nam, po to, by podstępem skłonić nas do zrobienia tego, czego sobie życzą?

Posługiwali się groźbami, na temat tego, co złego się wydarzy, jeżeli nie spełnimy ich oczekiwań?

Co, gdyby bliscy traktowali nas tak, jakby naszą najważniejszą i najbardziej pożądaną cechą było posłuszeństwo?

Brzmi nieciekawie? No właśnie, moim zdaniem to jest słabe.

Mam nadzieję, że spojrzenie z innej strony, pozwoli Wam dostrzec, co jest nie tak jak powinno.

Skoro już wiemy czego NIE robić, może zastanowimy się, jak powinniśmy się zachować, kiedy tego typu pytania kieruje do naszego dziecka ktoś postronny, bliższy lub dalszy znajomy? W sumie nie ma znaczenia kim jest, tylko co mówi.

Co zrobić, by uniknąć niezręcznego milczenia i nie pozwolić na ocenianie naszego szkraba?

Mam kilka propozycji.

10 odpowiedzi na: „Bądź grzeczny, bo nie przyjdzie do Ciebie Święty Mikołaj.”

Dla naszych pociech jesteśmy uosobieniem bezpieczeństwa, wsparciem, ostoją i wzorem do naśladowania. Staramy się je wspierać w rozwoju i chronić, gdy tylko zajdzie taka potrzeba. Właśnie dlatego, nie powinniśmy przechodzić obojętnie wobec komunikatów, które etykietują, czy w jakikolwiek inny sposób naruszają ich dobro.

Tak wiem. Ludzie chcą być mili i nie mają złych intencji, a to zdanie jest przejawem braku świadomości. Pełna zgoda. Dlatego zróbmy coś dobrego również dla tych nieświadomych osób 😉 Powiedzmy im, że ich podejście nie jest ok. Może w ten sposób sprawimy, że w przyszłości zastanowią się nad tym, co mówią.

Poniżej podrzucam 10 odpowiedzi, na takie niefortunne stwierdzenia i pytania. Możesz je wykorzystać jako punkt wyjścia, do dalszej rozmowy bądź jako ripostę ucinającą pogawędkę. Odpowiedzi te nie są uniwersalne. Wybór powinien być zależny od sytuacji, w której jesteście oraz od celu, jaki chcecie osiągnąć. Do skutecznej reakcji nie są potrzebne wyszukane słowa i elaboraty, wystarczy prosty i konkretny komunikat, dzięki któremu zaznaczamy granice i określamy swoje stanowisko.

„Bądź grzeczny, bo nie przyjdzie do Ciebie Święty Mikołaj.”

„Czy byłeś grzecznym/dobrym dzieckiem w tym roku?”

bądź_grzeczny

Co jest lepsze od takiego komunikatu?

Prawie wszystko 😉

Tak, jak już wcześniej wspomniałam, ludzie zazwyczaj nie mają złych intencji, zwracając się do dziecka w ten sposób. Pytają, bo w okresie świątecznym sami rok rocznie słyszeli ten zwrot. To niemal intuicyjna, choć nieudolna próba nawiązania kontaktu z malcem.

Musimy jednak pamiętać, że nasze słowa mają ogromną moc, dlatego nie jest obojętnym, co mówimy do siebie nawzajem. Istnieje wiele, innych sposobów na podtrzymanie interakcji z dziećmi.

Jakich? Nic nadzwyczajnego, wystarczy zapytać: 

„Czy Ty również cieszysz się na nadchodzące święta?”
lub 
„Co w świętach Bożego Narodzenia lubisz najbardziej?”

Są to znacznie ciekawsze pytania, na które z entuzjazmem odpowie każdy brzdąc.

Nawet jeśli nie możemy bezpośrednio zareagować, to zawsze możemy przegadać tę sytuację, przypomnieć malcowi wartości, które na co dzień Wam przyświecają, uspokoić i wyjaśnić, to co budzi wątpliwości.

Odpowiednio reagując w takich sytuacjach, mamy wpływ nie tylko na wychowanie naszych pociech, ale również na zmianę kulturowo przyjętych norm kontroli i dominacji nad dziećmi. To wszystko to metoda małych kroczków, tak samo, jak kropla drąży skałę. Przecież, od czego trzeba zacząć zmieniać otoczenie ;-).

Szacunek – to po raz „enty” słowo klucz. Dzieci zasługują na takie samo podejście, jak my, dorośli.

 

Jakie są Wasze doświadczenia? Często spotykacie się z tego typu pytaniami? Jak reagujecie? Będzie mi miło, jeśli dacie znać w komentarzu poniżej tekstu.

A jeżeli spodobał Wam się ten wpis albo uznacie, że może kogoś zainspirować lub zainteresować, udostępnijcie go proszę. 

Zaglądajcie również na Facebook i Instagram. a także na Instagram Stories, bo tam codziennie możemy się spotkać.

Ściskam,
Karola

 

Być może zainteresują Was również:

Czy Święty Mikołaj może przysporzyć więcej szkody niż pożytku?

W jaki sposób powiedzieć dziecku prawdę o Świętym Mikołaju

Świąteczna depresja – skąd się bierze i na czym polega

Niewystarczająco dobrzy – dzieciństwo w cieniu niespełnionych aspiracji rodzica

Jak zmienić nawyki