krzyczę_na_swoje_dziecko

5 mitów o krzyczeniu na dzieci, o których każdy rodzic powinien wiedzieć

Dostrzegam wiele pozytywnych zmian w podejściu do rodzicielstwa, które mnie bardzo cieszą. Dzięki większej świadomości i autorefleksji poszukujemy informacji, które wesprą nas w lepszym wypełnianiu roli rodzica. Coraz więcej mówimy o wzajemnym szacunku, empatii, regulacji emocji i komunikacji, bez nich prawdziwa i wartościowa relacja nie istnieje.

W rodzicielstwie, tak samo, jak w innych dziedzinach życia, możemy spotkać skrajne i idealistyczne podejście. Przeczytacie w sieci hasła, motywujące do natychmiastowej zmiany zachowania, stawiające zagadnienie emocjonalności i wybuchów złości w zero-jedynkowym świetle.

„Zachowaj spokój, zapanuj nad sobą… to takie proste.”

I nie ma wątpliwości, że zachowanie opanowania, jest najlepszym, co powinniśmy zrobić w „trudnych”, rodzicielskich potyczkach, jednak wbrew temu, co możemy przeczytać, nie jest to wcale takie łatwe, wymaga naszego zaangażowania, wysiłku i często wiąże się z niejedną porażką.

Oczywiście informacje, które do nas docierają, możemy odpowiednio zinterpretować, wyciągnąć z nich to, co dla nas najważniejsze i zastosować na tyle, na ile pozwalają nam nasze umiejętności i życie. Jednak dla niektórych z nas, taki przekaz na temat stawania się dobrym rodzicem jest jak wyrocznia i, mimo że normalnym jest popełnianie błędów, stopniowe udoskonalanie wprowadzanych metod, to każde niepowodzenie traktują jak osobistą porażkę, czują się winni i sfrustrowani, bo mimo prób nie udaje im się nie krzyknąć na swoje dziecko.

Zanim przejdę do tytułowych mitów, muszę jeszcze podkreślić kilka ważnych kwestii:

TAK – krzyk jest formą przemocy psychicznej.

TAK – zaprzestanie krzyczenia na dziecko w chwili uniesienia jest cholernie trudne.

TAK – to jest nasza praca.

TAK – po pewnym czasie jest coraz łatwiej i możesz krzyczeć mniej.

A jak jest z Wami? Czy kiedykolwiek czuliście się w ten sposób?

Pozwólcie, że nieco Was uspokoję, poniżej znajdziecie 5 mitów, w które wierzymy, które są nieprawdziwe i z którymi warto zrobić porządek.

5 mitów o krzyczeniu na dzieci, o których każdy rodzic powinien wiedzieć

Jestem złym rodzicem, ponieważ krzyczę

Krzyk nie świadczy o jakości rodzicielstwa. Jest raczej przejawem naszej słabości, niedostatecznej regulacji emocji…

Paradoksalnie, w większości przypadków krzyczymy, bo jesteśmy dobrymi rodzicami.

I absolutnie nie jest to usprawiedliwienie dla takiego zachowania, w dalszej części tekstu wyjaśniam, co dokładnie mam na myśli.

Bycie „Dobrym rodzicem” to trochę wyświechtany slogan, często powtarzany i jednocześnie niejednoznaczny. Przyjmijmy, że chodzi nam o stanie się najlepszym opiekunem dla swojego dziecka, czyli takim, jakim w danym momencie możemy być. Zdecydowanie wolę określenie wystarczająco dobrym rodzicem.

Więc jacy są wystarczająco dobrzy rodzice?

Wystarczająco dobrzy rodzice podejmują próby. Chcą się rozwijać, lepiej wywiązywać się z powierzonej im roli, starają się najlepiej, jak potrafią. Mają pewne oczekiwania zarówno w stosunku do siebie, jak i do swoich pociech. I schody zaczynają się właśnie tutaj, w miejscu, gdzie do gry wkradają się oczekiwania, a właściwie ich niespełnianie.

Frustracja i rozczarowanie pojawiają się, gdy „oczekujący” rodzice sami nie dosięgają postawionej poprzeczki albo gdy ich dzieci nie stają na wysokości zadania. Oczekiwania to temat na osobny wpis, jednak warto zdawać sobie sprawę z pułapki, w jaką nas wpuszczają.

Wystarczająco dobrym rodzicom towarzyszy również zmęczenie i stres wynikający z pracy zawodowej oraz obowiązków domowych, które codziennie wypełniają, by zapewnić swoim najbliższym wszystko, czego potrzebują.

To rodzice, którzy wieczorem, po całodniowej batalii, zasiądą w fotelu i wsłuchując się w ciszę śpiącego domu, czują wyrzuty sumienia, bo przypominają sobie sytuację, w której zachowali się nieodpowiednio, w swojej ocenienie byli niewystarczająco dobrzy dla swoich dzieci.

To, co zaraz napiszę, jest warte zapamiętania:

Źli rodzice nie czują w ten sposób.

Źli rodzice nie są skłonni do refleksji.

Źli rodzice nie próbują.

Źli rodzice nie odczuwają winy.

Źli rodzice nie starają się, każdego dnia zrobić wszystkiego, co w ich mocy, by zadbać o rodzinę.

To właśnie dlatego, że jesteśmy dobrymi rodzicami, zastanawiamy się nad swoim zachowaniem, jesteśmy skłoni do refleksji, chcemy coś zmienić, by kolejnego dnia naszej rodzinie żyło się lepiej. I przekornie, to właśnie te rzeczy, które są świadectwem dobrego rodzicielstwa, sprawiają, że jesteśmy sfrustrowani, czujemy się winni, bo jesteśmy świadomi.

poczucie_winy

Jestem złym rodzicem, bo krzycząc szkodzę mojemu dziecku

Świadomość konsekwencji i refleksja to one sprawiają, że łapiemy się na tym, co poszło nie tak. Badania dowodzą, jak wiele szkody w rozwój naszych dzieci niesie krzyk i stres, który się z nim wiąże. Dlatego powinniśmy zrobić wszystko, co w naszej mocy, by pracować nad sposobem wyrażania emocji i samokontrolą. No właśnie pracować, bo to nie jest coś, co pojawi się zaraz po tym, jak podejmiemy takie postanowienie.

Powinniśmy jednak pamiętać, że nauka i zmiana nawyków wymaga czasu i jest nierozerwalnie związana z popełnianiem błędów. Dlatego, jeżeli nie udało Ci się zapanować nad sobą, to nie powód do obwiniania się, tylko moment, by zrobić wszystko, aby naprawić to, co spiep… popsuliśmy 😉

Podrzucę Wam jeden ze sposób, który pozwoli zneutralizować negatywne skutki krzyku.

Nie ma nic odkrywczego w stwierdzeniu, że w każdym zdrowym związku istnieje równowaga pomiędzy pozytywnymi i negatywnymi chwilami. Przeprowadzono badania, które pokazują, że dla każdego negatywnego doświadczenia potrzebnych nam jest pięć pozytywnych interakcji, a wszystko po to, aby utrzymać zdrowe i zrównoważone relacje. Badania te zostały przeprowadzone z udziałem osób dorosłych, będących w związkach, ale zostały sprawdzone i zaadaptowane dla relacji rodzic-dziecko.

Wspomniane pozytywne interakcje nie muszą być niczym wielkim. Wystarczy uśmiech, dotyk, małe gesty, okazanie wsparcia, coś, co was rozśmieszy. Jestem pewna, że w ciągu całego dnia znalazłabym u Was wiele takich małych, ale ważnych gestów. I tak jak zazwyczaj pojawiają się intuicyjnie i spontanicznie, tak po kryzysowej sytuacji warto byśmy je zainicjowali i zrównoważyli całodzienny bilans pozytywnych emocji. To sposób, który pomoże zarówno skrzyczanemu dziecku, jak i rodzicowi.

Więcej na temat metody opartej na współczynniku 5:1 napisałam tutaj oraz tutaj, a o tym, co zrobić, gdy nakrzyczysz na swoje dziecko tu.

Jestem jedynym rodzicem, jakiego znam, który krzyczy na swoje dzieci

Pamiętajcie, nigdy nie wiemy i nie mamy pewności, co się dzieje w czterech ścianach, za zamkniętymi drzwiami. Nie mam zamiaru przytaczać tu konkretnych przykładów na to, jak bardzo pozory potrafią mylić.

 

To, co jest pewne, to to, że każdy rodzic wpada w gniew, ponieważ jesteśmy tylko ludźmi, a gniew, złość, frustracja – emocje – są częścią ludzkiej natury.

Dlatego zapewniam Cię, że nie jesteś jedynym rodzicem, któremu zdarza się nakrzyczeć na swoją pociechę.

Niektórzy rodzice przestają krzyczeć i nigdy nie krzyczą ponownie

Przeświadczenie, że jesteśmy w stanie przestać krzyczeć i nigdy tego nie powtórzyć, jest pułapką, w którą bardzo często wpadamy.

Prawda jest taka, że gdy w naszym życiu większość spraw układa się po naszej myśli, towarzyszy nam tak zwana dobra passa, czujemy się spełnieni i szczęśliwi, to rzeczywiście jesteśmy w stanie nie krzyczeć przez dłuższy czas.

Jednak doskonale wiecie, jak wygląda rzeczywistość… potrafi irytować, przytłaczać, zaskakiwać.

To, co teraz napiszę zabrzmi trochę jak patos, jednak zaryzykuję 😉

Życie może stać się trudne i często takie jest, wtedy również rodzicielstwo nas przygniata i staje się trudniejsze niż kiedykolwiek. Gdy dopada nas ten moment i nie jest tak, jak byśmy chcieli, nasza umiejętność samokontroli jest znacznie osłabiona, wtedy znacznie trudniej (wiem, wiem to słowo pojawia się w tym akapicie za często, ale co zrobić skoro pasuje) jest nad sobą zapanować i łatwiej o podniesiony głos czy krzyk.

Gdy już tak się stanie – przebacz sobie, odpuść winę i zacznij od nowa pracę nad sobą. Zastosuj metodę 5:1.

To, jak reagujemy jako rodzice, jest związane z naszym stanem emocjonalnym, z tym, jak się czujemy ze sobą i otaczającą nas rzeczywistością. Popełnianie błędów jest rzeczą ludzką, ale nie zwalnia nas z “obowiązku” pracy nad swoimi słabościami, tak byśmy mogli stworzyć naszym dzieciom spokojny i bezpieczny dom.

Niemożliwe jest, aby mniej krzyczeć

Można krzyczeć mniej.

Mówię to z takim przekonaniem, ze względu na pracę, którą wykonuję codziennie, sama nad sobą jako mama, ale również, a może przede wszystkim w oparciu o doświadczenie wynikające z pracy z rodzicami. To bardzo budujące móc obserwować zmiany i zacieśnianie relacji w rodzinach, czy czytać komentarze i wiadomości będące dowodem na skuteczność waszych starań:

 

„Dorastałam w domu, gdzie krzyk był na porządku dziennym. To była jedyna forma wyrażania emocji i chyba jedyne emocje, które tak często i tak chętnie wyrażaliśmy. Zakładając własną rodzinę, nie potrafiłam mówić o uczuciach w pozytywny sposób, to ciągle jest moja ogromna praca. Najlepszą motywacją są dla mnie mój mąż i dwuletni synek, którzy już widzą różnicę, sama ją czuję. Codziennie pracuję nad tym, by nie krzyczeć.” – Kasia

jestem_złą_matką

Nie wierz w te mity

JESTEŚ dobrym rodzicem – jesteś wystarczająco dobrym rodzicem.

Nie jesteś jedynym, któremu zdarza się krzyczeć.

Możesz zmniejszyć skutki tej przykrej sytuacji, angażując się w relację ze swoim dzieckiem.

Możesz krzyczeć mniej. Przy sprzyjających warunkach i zaangażowaniu możesz nawet przestać krzyczeć, ale jeśli się nie uda Ci się dotrzymać postanowienia, to nie jest powód, by umniejszać swojej wartości – już przecież wiesz co z tym zrobić i jak się zachować.

To, że raz czy drugi, a nawet dziesiąty Ci się nie uda, nie znaczy, że masz przestać próbować, bo każde starania przynoszą pozytywną zmianę w Tobie i w twojej rodzinie.

Warto się starać dla momentu, w którym uda Ci się zapanować nad sobą, kiedy spojrzysz na swojego szkraba i będziesz niesamowicie dumny z siebie i szczęśliwy, że wypracowałeś w sobie tę umiejętność, znalazłeś siłę i nie „rozładowałeś” na nim skumulowanych emocji.

A wszystko dlatego, że próbujesz, że się nie poddajesz, bo jest rewelacyjnym rodzicem.


Jestem ciekawa Waszych doświadczeń? Jak się czujecie, gdy zdarzy Wam się krzyknąć na swojego szkraba?

Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielcie się tym ze mną w komentarzu. Dla osób komentujących mam niespodziankę 😉 Jednej z Was podaruję książkę “Kiedy Twoja złość krzywdzi dziecko”, którą znajdziecie wśród polecanych przeze mnie pozycji. 

Ściskam,

Karola 

Serdecznie polecam Wam również książki, które wspomogą Was w rodzicielskiej drodze:

Być może zainteresują Was również inne artykuły:

5_mitów_o_krzyczeniu_na_dzieci_o_których_każdy_rodzic_powinien_wiedzieć


jak bezpiecznie korzystać z trampoliny, trampolina

Trampolinowe szaleństwo – jak bezpiecznie korzystać z trampoliny?

Wraz z poprawą pogody w przydomowych ogródkach coraz częściej możemy zaobserwować trampolinowe szaleństwo. Skakanie na trampolinie daje dzieciom mnóstwo radości. Dodatkowym atutem jest fakt, że jest to aktywny sposób na spędzanie wolnego czasu na świeżym powietrzu, w towarzystwie bliskich osób, zamiast siedzenia w domu, przed telewizorem. Nieco mniej entuzjastyczni są niektórzy rodzice, którzy obawiają się o urazy i złamania, jakim dziecko może ulec skacząc na trampolinie. Przyjrzyjmy się zatem jak jest naprawdę, czy skakanie na trampolinie jest bardziej urazowe niż inne sporty? Co zrobić, aby zabezpieczyć dziecko przed wypadkiem? Jakie korzyści przynosi ta forma rekreacji?

Trampolinowe korzyści

Jest kilka zdrowotnych korzyści, o których zweryfikowanie pokusili się naukowcy z NASA. Prowadzili oni badania nad wpływem skakania na trampolinie na ludzkie ciało oto do jakich wniosków doszli:

  • Odbijanie się w górę i w dół, związane z ciągłym pokonywaniem siły grawitacji, stymuluje krwiobieg i cyrkulację limfy.
  • Podskoki na trampolinie mogą być regularnym treningiem spalającym więcej kalorii niż bieganie (ponad 700 kalorii podczas godziny skakania).
  • Podskoki zwiększają wydolność oddechową, usprawniają pracę serca.
  • Przyspieszają metabolizm.
  • Poprawiają koordynację ruchową, percepcję głęboką i równowagę.
  • Wzmacniają mięśnie oraz ścięgna…

Wszystko to jest prawdą, o ile podczas korzystania z trampolinowego dobrodziejstwa przestrzegane są określane zasady, które pozwolą zmniejszyć prawdopodobieństwo wystąpienia urazów i kontuzji.

Trampolinowe zagrożenia

Nie chcę snuć katastroficznych wizji, gdyż, wychodzę z założenia, że we wszystkim należy zachować umiar i zdrowy rozsądek. Zgadzam się z opinią, że skoki na trampolinie nie są bardziej niebezpieczne od jazdy na rowerze, rolkach czy desce. Ordynator oddziału chirurgii dziecięcej Szpitala Wojewódzkiego w Zielonej Górze dr Jan Nowak mówi, że jeśli po kilku dniach niepogody zaświeci słońce, na oddział przywożonych jest dwa razy więcej dzieci z wszystkimi możliwymi urazami.

 „Ostatnio leczyliśmy kilku pacjentów z pęknięciem trzustki spowodowanym uderzeniem w kierownicę roweru. To bardzo poważny uraz zagrażający życiu dziecka” - mówi dr Nowak.

Chirurdzy dziecięcy uważają, że części tych wypadków trudno jest zapobiec, jednak w wielu przypadkach przyczyną jest brak nadzoru rodziców, z którym tak często mamy do czynienia w przypadku zabawy na trampolinie.

jak bezpiecznie korzystać z trampoliny, trampolina
Należy unikać tego typu akrobacji.

To fakt, że podczas skakania na trampolinie może dojść do różnorodnych urazów: naciągnięć mięśni, zwichnięć, złamań kończyn, urazów głowy i zranień. Dzieci są na to szczególnie narażone ze względu na niedostatecznie rozwinięty układ mięśniowo-kostny: łatwo jest doprowadzić do złamań, a proces zrastania się kości u dzieci jest znacznie bardziej skomplikowany niż u dorosłych.  Zdarzają się również poważniejsze urazy.

Nie dajmy się jednak zwariować i spróbujmy odpowiedzieć sobie na pytanie: czy w dzieciństwie wchodząc na trzepak, czy jeżdżąc na rowerze bez kasku zastanawialiśmy się nad tym jakie zagrożenia na nas czyhają za rogiem? Jestem pewna, że większość z Was odpowiedziała "nie". No właśnie, beztrosko czerpaliśmy przyjemność z zabawy, dziś natomiast dzięki temu, mamy niesamowite wspomnienia z dzieciństwa, do których często wracamy.

Jeżeli korzystanie z trampoliny będzie odbywało się w rozsądnych dawkach i przy zastosowaniu odpowiednich zabezpieczeń, szybko okaże się, że jest to sprzęt przynoszący wiele dobrego dla rozwoju dzieci. Lekarze i fizjoterapeuci są zgodni:

regularne skakanie na trampolinie może przyczyniać się do szybkiego skorygowania wad postawy, a także zapobiega rozwojowi płaskostopia czy koślawości kolan."

Trampolina jest również doskonałym miejscem dla hiperaktywnych dzieci, gdyż daje możliwość rozładowywania energii.

Oczywiście mając świadomość ewentualnych niebezpieczeństw możemy zastosować pewne zasady i zabezpieczenia by im zapobiec bądź je zminimalizować.

Oto co powinniśmy zrobić i o czym każdy rodzić kupujący trampolinę powinien wiedzieć.

Jak bezpiecznie korzystać trampoliny

  1. Dobry i sprawdzony sprzęt

Wybór wśród trampolin jest naprawdę duży, a ich ceny zróżnicowane. Pamiętajmy jednak, że wysoka cena nie musi odzwierciedlać jakości.

Kupując trampolinę zwróć uwagę na następujące elementy:

  • grubość i wykonanie ramy zewnętrznej,
  • jakość tworzywa z jakiego wykonana jest mata,
  • liczbę i grubość nóg,
  • grubość osłony na ramę i sprężyny,
  • obecność wysokiej siatki ochronnej (zewnętrznej bądź wewnętrznej).

Dodatkowo warto również zainwestować w takie elementy jak:

  • drabinka umożliwiająca wchodzenie lub schodzenie z trampoliny,
  • osłona spodu trampoliny (zabezpieczająca przed wejściem dziecka bądź zwierzęcia pod trampolinę podczas jej użytkowania).

Bardzo istotnym jest byśmy zawsze pamiętali o sprawdzeniu stanu technicznego trampoliny przed jej użyciem.

  1. Zasady bezpieczeństwa

Nie bagatelizujmy korzystania z trampoliny, zanim dziecko zacznie skakać przestawmy mu zasady bezpiecznej zabawy. Kupienie dziecku trampoliny nie jest równoznaczne z czasem wolnym dla rodzica, podczas którego w spokoju popija sobie kawkę, a maluch beztrosko sobie hyca na trampolinie. Podstawowa zasada to nie zostawianie dzieci samych, skoki powinny być nadzorowane przez osobę dorosłą, gdyż pomysłowość dziecięca nie zna granic.

jak bezpiecznie korzystać z trampoliny, trampolina
Wiele urazów jest spowodowanych brakiem siatki zabezpieczającej.

Pamiętajmy również o tym, że:

  • Najbezpieczniej jest, gdy na trampolinie bawi się jedno dziecko. Zminimalizujemy wtedy ryzyko wpadnięcia na siebie kilku skaczących i niekontrolujących tego dzieci. Szczególnie dzieci do lat 6 powinny skakać na trampolinie pojedynczo, gdyż nie mają one do końca rozwiniętego zmysłu równowagi i trudniej im kontrolować skoki.
  • Przed wejściem na trampolinę należy zdjąć buty i śliskie skarpety.
  • Nie powinno się jeść i pić na trampolinie, dotyczy to również gumy do żucia.
  • Dziecko powinno skakać jak najbliżej centralnej części maty.
  • Zabronione jest wykonywanie wszelkich akrobacji jak skoki na główkę, salta, specjalne upadki na plecy.
  • Nie należy zeskakiwać z innych przedmiotów na trampolinę bądź z trampoliny na inne przedmioty (a nawet bezpośrednio na ziemię – w przypadku trampolin bez siatki).
  • Dzieci nie powinny rzucać się bezpośrednio na siatkę zabezpieczającą.
  • Na trampolinie lub pod nią nie powinny znajdować się żadne zbędne przedmioty.
  • Należy zdjąć wszelkie ozdoby typu biżuteria, które podczas zabawy mogą kogoś zranić.
  • Ważną umiejętnością jest bezpieczne kończenie skoków przez lądowanie na lekko ugiętych nogach, co pozwoli na większe kontrolowanie swojego ciała.
  • Po zakończonej zabawnie nie należy zeskakiwać z trampoliny, lecz schodzić tyłem najlepiej po drabince.

Trampolina powinna stać stabilnie na podłożu, nie stawiajmy jej jednak na betonie. Zdecydowanie lepiej sprawdzi się trawa lub piasek (o ile trampolina będzie mogła na nim równo stać).

Kto powinien unikać tej formy rekreacji?

Skoków na trampolinie powinny unikać osoby posiadające problemy z kręgosłupem – ogólnie rzecz ujmując z układem kostnym oraz z zaburzeniami równowagi i koordynacji. Dotyczy to również dzieci dotkniętych zaburzeniami hormonalnymi i gospodarki mineralnej (wapń, fosfor), mającymi wpływ na strukturę kości i stawów. Wszystkie te schorzenia predysponują do wystąpienia urazów, dlatego też korzystanie z trampolin nie jest wskazane. Do trampolinowego szaleństwa również ostrożnie powinny podchodzić te z pań, które stosunkowo niedawno urodziły dziecko. Chodzi tutaj głównie o mięśnie dna miednicy, które podczas skakania, muszą znosić ogromne obciążenie, w momencie, gdy jeszcze nie doszły do siebie po ciąży oraz porodzie. Takie ćwiczenia mogą prowadzić do  niewydolności dna miednicy i nietrzymania moczu.

W przypadku trampolin sytuacja nie wygląda inaczej niż podczas jazdy na rowerze, czy na rolkach. Podstawą jest odpowiednio zorganizowana zabawa pod bacznym okiem rodzica z zastosowaniem wysokiej jakości urządzeń. Nieocenioną jest ilość radości i korzyści dla zdrowia, które przynosi wspólnie i aktywnie spędzony czas.

Dopełnijmy zatem wszelkich starań by mogło tak właśnie być. Dokonujmy wyboru sprzętu najwyższej jakości, posiadającego odpowiednie atesty. Trampolinę taką, jak nasza znajdziecie w sklepie dmuchane.pl
Dodatkowo powołując się na kod „odnowa” otrzymacie 5% zniżki na asortyment sklepu.

Stosujmy zasady bezpieczeństwa i nie pozostawiajmy dzieci bez odpowiedniej opieki.


Jak powiedzieć „NIE” mówiąc „TAK”

Jak powiedzieć „NIE” mówiąc „TAK”. 9 faktów, które każdy rodzić powinien znać.

Poszukajmy zatem odpowiedzi na tytułowe pytanie:

jak powiedzieć "NIE" mówiąc "TAK"?

Jako rodzic staram się dać swoim dzieciom to czego potrzebują. Dotyczy to przede wszystkim sfery psychologicznej. Gdy spodziewałam się pierwszego dziecka wręcz przerażała mnie świadomość, jak ogromna odpowiedzialność na mnie spocznie. Zastanawiałam się, jak będzie przebiegał, każdy kolejny dzień, w którym to będzie kształtowała się nowa, niezależna osobowość małego człowieka. Nie brałam wtedy pod uwagę tego, że tak naprawdę to ta osóbka, każdego dnia od nova będzie mnie uczyła, jak być lepszym rodzicem. By właśnie tak mogło się stać, zaczęłam baczniej przyglądać się sobie, swoim reakcjom, przyzwyczajeniom, nawykom i zachowaniom. Jedną z rzeczy, na której złapałam siebie i swoich najbliższych było nadużywanie słowa „NIE” w stosunku do naszego synka. Zaczęłam zastanawiać się w jaki sposób kierunkować zachowanie dziecka, jak wyegzekwować stosowane „NIE” by nie uciekać się do gróźb oraz ograniczyć ilość wypowiadanego słowa.

No tak jest to pytanie, które zapewne zadaje sobie niejeden rodzic. Wszyscy chcemy, aby nasze pociechy współpracowały z nami, gdy je o coś prosimy oraz przystawały na postawiony przed nimi zakaz. Poniżej omówimy kilka sprawdzonych elementów, które wspomogą dziecko w ujawnianiu współpracującej postawy. Spróbujmy kształtować pożądane zachowania bez uciekania się do krzyków, gróźb czy szorstkości.

Dzieci słuchają nas wyłącznie ze względu na to kim dla nich jesteśmy

  • To, jaki wpływ mamy na nasze dziecko zależy od ich przywiązania do nas, od relacji jaką z nim stworzyliśmy. Jeśli mały człowiek nie chce nas słuchać, pierwsze co powinniśmy zrobić to przyjrzeć się naszym relacjom, a następnie w świadomy sposób je wzmocnić.

Widzę, że świetnie się bawisz…uwielbiasz jeździć swoim autem wyścigowym dookoła domu. Obawiam się, że autko może się porysować o ścianę i uszkodzić. Musimy więc znaleźć bezpieczniejsze miejsce do zabawy.

W powyższym przykładzie, ani razu nie użyłam słowa „NIE” mimo, że moją intencją była zmiana miejsca zabawy. Mogłam przecież powiedzieć „Synku nie jeździj samochodem po ścianie, bo ją porysujesz. Pobaw się na trawniku…”

  • Zobowiążmy się do minimum 15 minut dziennie poświęconych wyłącznie jednemu dziecku. Niech to będzie czas zarezerwowany wyłącznie dla Was.
  • Prowokujmy sytuacje wywołujące uśmiech na twarzy naszych pociech.
  • Akceptujmy łzy, pozwólmy dziecku płakać, gdy tego potrzebuje, nawet jeśli jest to spowodowane postawioną przez nas granicą.
  • Bądźmy spójni - sami przestrzegajmy zasad, które wyznaczamy w trosce o nasze dzieci. Jeżeli mówimy, żeby dziecko napiło się z kubka, zamiast bezpośrednio z butelki, to nie może być tak, że sami z doskoku łapiemy za butelkę i pijemy z „gwinta”. Pamiętajmy, że dzieci odzwierciedlają w zachowaniach to, co same obserwują. Ważne jest, by określona zasada dotyczyła wszystkich domowników – nie ma równych i równiejszych.

U nas po tygodniu od zastosowania powyższych zasad, zauważyłam większą chęć do współpracy ze strony Antosia.

Dzieci zaakceptują naszą wskazówkę, gdy będzie ona częścią codziennej rutyny…

..., bo tak po prostu zawsze się postępuje.

Zawsze należy posprzątać zabawki przed obiadem. Taka jest zasada. Chodź, zrobimy to razem, pójdzie nam sprawniej.

Jeśli nasz maluch nie wykazuje zainteresowania wyznaczonym zadaniem, rozpocznijmy podając mu jedną zabawkę ze wskazówką, na którą półkę powinien ją odłożyć. Zapewne jest to ten fragment zabawy, który nie należy do lubianych. Nawet jeśli dziecko nie jest zadowolone z obowiązujących zasad, to jeśli będziemy je przekazywać z poczuciem humoru i dystansem, bez zbędnego napięcia i rozkazującego tonu (któż z nas lubi, gdy stawia się go pod ścianą bez możliwości wyboru?), to staną się one rutyną i nawykiem, podobnie jak mycie rąk po skorzystaniu z toalety lub odrabianie lekcji przed zabawą.

pozytywna_komunikacja

Dzieci zaakceptują nasze prośby, kiedy przekonają się, że postawiona im granica jest nie do ruszenia…

Jeśli dziecko zorientuje się, że postawiona mu granica jest elastyczna i może ją naginać stosownie do swoich potrzeb, to bez wątpienia będzie to robiło za każdym razem.

Bycie konsekwentnym, bo tak można nazwać to w jaki sposób powinniśmy postępować, nie oznacza, że nie mamy słuchać argumentów małego, niezadowolonego z przebiegu sytuacji, człowieka. Chodzi przecież również o to, by obie strony były zadowolone (win/win). Podczas rozmowy z dzieckiem powinniśmy być mili, ale równocześnie stanowczy. Bądź blisko, najlepiej na wyciągnięcie ręki, nawoływanie z innego pomieszczenia to nie jest dobry pomysł na komunikację. Zwróć się do malucha w przyjemny, może nawet zabawny sposób nawiązując do tematu zabawy, jednocześnie tak, żeby zignorowanie Ciebie było niemożliwe.

Halo, tu ziemia czy mnie słychać? Ogłaszam, że nadszedł czas by zmyć z siebie gwiezdny pył. Rakieta musi wrócić do bazy (pudełko z zabawkami) – wanna przygotowana.

Dzieci łatwiej zaakceptują wyznaczone przez nas granice, gdy z szacunkiem przyjmiemy ich pragnienia, złość, smutek czy rozczarowanie

W większości przypadków nasza granica nie przypadnie do gustu dziecku, jest to zupełnie naturalne, bo kto z nas lubi ograniczenia? Wyznaczone zasady nie muszą się podobać dzieciom, muszą natomiast być przez nie przestrzegane. Gdy pozwolimy im wyrazić swoje niezadowolenie, określane nawet jako nieszczęście, pomożemy im nazwać to, co w danym momencie czują, przyczynimy się do łatwiejszego zaakceptowania obowiązującej reguły.

Chciałbyś się bawić przez kolejne 5 godzin prawda? Domyślam się, że chciałbyś się bawić przez całą noc. Wiem, że trudno jest przerwać w trakcie dobrej zabawy i zacząć sprzątać pokój. Chcesz poburczeć sobie podczas układania zabawek, żeby pokazać mi, jak bardzo jesteś niezadowolony? Zróbmy burczący konkurs podczas układania zwierzątek z powrotem na półkę. Mój miś burczy głośno podczas wdrapywania się na swoje miejsce.

Dzieci wypełnią naszą prośbę, jeśli nie będą czuły się zmuszane

Spróbuj unikać walki o władzę. Znajdź sposób, aby dać wybór oraz pewną autonomię.

 

Nadszedł czas kąpieli. Chcesz jechać samochodem po torze wyścigowym do pudełka, czy wolisz, żeby wzbił się w powietrze i poleciał na pudełkowe lotnisko?

Nie poddajemy dyskusji kąpieli – to niekwestionowany fakt. Przenosimy uwagę dziecka dając mu możliwość wyboru formy sprzątania po zabawie.

Jak powiedzieć „NIE” mówiąc „TAK”

Dzieci chętniej wypełnią naszą prośbę, gdy przedstawimy ją jako coś zabawnego – zachęcającego

Każde zagadnienie możemy przekształcić w grę, a dziecko nie będzie potrafiło oprzeć się zaproszeniu do zabawy. Niech ciężarówka pokona trasę do pudełka z zabawkami. Używajmy zabawnych głosów, wcielajmy się w ulubione postaci. Zróbmy konkurs, kto szybciej pozbiera klocki.

Dobra, dobra, to wszystko brzmi pięknie, ale czy należy tak postępować każdego wieczoru?

Oczywiście - nie, no chyba, że jesteś nadczłowiekiem ;-). Każdy z nas ma lepsze i gorsze dni. Bywają też takie, kiedy jesteśmy wyczerpani i zwyczajnie brak nam sił na zabawę. Jednak jeśli zbierzemy w sobie na tyle energii, by to jednak zrobić, zyskamy satysfakcję z bezkonfliktowo zrealizowanego zadania.

Dzieci wypełnią naszą prośbę (nakaz), gdy będzie ona dostosowana do ich możliwości

Większość pięciolatków nie jest w stanie samodzielnie posprzątać w pokoju. Nawet jeśli wydaje się nam, że powinny wiedzieć, jak to zrobić, one i tak potrzebują naszej obecności podczas realizacji zadania. Kiedy wspólnie posprzątamy przestrzeń i dodatkowo czynność ta będzie miała zabawny charakter, dziecko w końcu nauczy się czerpać satysfakcję z porządkowania swojego otoczenia. Nie będzie to przykrym obowiązkiem. Dla maluszków największą przyjemnością jest sam fakt wykonywania zadania razem z rodzicem, cieszy się wspólnie spędzanym czasem.

Dzieci zaakceptują postawione granice, jeśli będą widziały, że dbamy o ich szczęście i dobre samopoczucie

Wiem, że nie chcesz zburzyć tej wieży, widziałam jak bardzo się starałeś podczas budowania. Zazwyczaj sprzątamy wszystko wieczorem, ale zostawmy Twoją wieżę byśmy mogli się nią nacieszyć. Za to jeśli pospieszymy się z porządkowaniem pozostałych zabawek, zyskamy więcej czasu na dodatkowe opowiadanie przed snem.

W tak skonstruowanej wypowiedzi zawarliśmy informację, że doceniamy zaangażowanie naszego malca, że ważne jest dla nas jego dobro. Poniekąd poszliśmy na ustępstwo, ale przedstawiliśmy również korzyść z wykonania „polecenia”.

Dzieci zaakceptują wyznaczony przez nas kierunek, jeśli zrozumieją, że określamy zasady, ponieważ dbamy o ich dobro

Na jakość zaufania, którym darzy nas dziecko ma wpływ nasz codzienny sposób interakcji z nimi. To o czym pisałam wcześniej, czy jesteśmy spójni, czy dotrzymujemy danego słowa, czy również przestrzegamy ustanowionych zasad.

Musimy posprzątać zabawki, żeby nie potknąć się o nie i ich nie połamać. Dodatkowo zyskamy więcej przestrzeni na jutrzejsze zabawy.

Jak powiedzieć „NIE” mówiąc „TAK”

Dzieci wykonają niemal wszystko, o co je poprosimy, jeśli tylko wypowiemy to w odpowiedni sposób – spokojnie, z szacunkiem i troską. Znajdź sposób by powiedzieć „tak”, zamiast „nie” nawet podczas ustanawiania granic.

„TAK to jest pora by posprzątać, i TAK pomogę Ci w tym, TAK możemy zostawić zbudowaną przez Ciebie wieżę, TAK możemy poburczeć wyrażając niezadowolenie, TAK jeśli się pospieszymy zyskamy czas na przeczytanie dodatkowej bajki, i TAK możemy zrobić to w zabawny sposób, i TAK uwielbiam Cię, i TAK, jak to możliwe, że mam tyle szczęścia, że jestem Twoim rodzicem, TAK, TAK, TAK – kocham Cię synku”

Zatem może największym sekretem w tym jak powiedzieć „NIE” jest to, że można je wyrazić stosując „energię - Tak”. Kiedy jesteśmy w stanie powiedzieć „NIE” – wyraźnie, ale z ciepłem i czułością, które czujemy do swojego dziecka, wtedy jest to największe TAK, jakie kiedykolwiek wypowiedzieliśmy. Tak dla naszego dziecka, dla jego rozwoju, poczucia bezpieczeństwa, tak dla szczęśliwego dzieciństwa, w świecie okalanym przez jasne granice.

Jeśli jesteście zaiteresowani wpływem naszego postępowania na rozwój dziecka zajrzycjcie tutaj oraz tutaj.

Jakie są Wasze doświadczenia w tym obszarze? W jaki sposób wprowadzacie zasady w Waszym domu?

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Twoje interakcje są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi w rozwoju. Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz, że może być przydatny, to udostępnij go swoim znajomym na Facebook'u. Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie  ;-) .

 


rozszczep podniebienia

Wsparcie społczne i psychologiczne dla rodziców dzieci z rozszczepem wargi i/lub podniebienia

Kompleksowa opieka dla dziecka oraz rodzica - dlaczego?

Każdy rodzic oczekując narodzin dziecka jest pełen nadziei, że będzie ono zdrowe. Jako mama Kubusia, który urodził się z jedną z najczęstszych wad okolicy szczękowo-twarzowej wiem, że niestety nieprawidłowości rozwojowe się zdarzają. Wady rozszczepowe (wargi i/lub podniebienia, sekwencja Pierre-Robin), mimo, iż nie stanowią bezpośredniego zagrożenia dla życia, to funkcjonowanie oraz długotrwały proces leczenia są obciążające zarówno dla dziecka, jak i jego rodziny. (Szczegółowe dane dotyczące form i etapów leczenia oraz opis poszczególnych rodzajów rozszczepów znajdziesz tutaj). Każda informacja dotycząca kłopotów ze zdrowiem dziecka jest negatywnym przeżyciem dla rodzica. W przypadku wad rozszczepowych zniekształceniem objęta zostaje twarz, stąd pojawia się lęk i niepokój związany z wyglądem, wymową, czy słuchem dziecka. Wymienione elementy bez wątpienia mają wpływ na skuteczność nawiązywania przyszłych relacji społecznych, budowania więzi, akceptacji przez grono rówieśników, co stanowi o jakości życia naszego dziecka. Zasięg wady, wieloetapowość oraz długofalowość jej leczenia sprawiają, iż jako rodzice jesteśmy narażeni na permanentny stres. Dlatego od samego początku tak istotna jest kompleksowa opieka, którą powinno zostać objęte zarówno dziecko, jak i my sami. Czynnikiem, który zdecydowanie jest w stanie poprawić samopoczucie zaniepokojonego rodzica są informacje o możliwościach leczenia (chirurgicznego, logopedycznego, foniatrycznego, ortodontycznego, psychologicznego itd.), które prowadzone we właściwy sposób zapewni dziecku całkowicie normalne funkcjonowanie. Dziecko otoczone odpowiednią, holistyczną opieką rozwija się prawidłowo. Tego typu informacje obniżają poziom stresu towarzyszący rodzicom na początku „rozszczepowej drogi”. Kompleksową opiekę powinny zapewnić regionalne ośrodki specjalistyczne, najczęściej jednak rodzice biorą sprawy we własne ręce i samodzielnie poszukują możliwości leczenia. Mimo iż początkowo leczenie oparte jest na chirurgicznym przywróceniu ciągłości tkanek to, jego ogólnym i ostatecznym celem jest zapewnienie dobrego psychicznego oraz społecznego samopoczucia dziecka i jego rodziny.

Skąd czerpać wiedzę...

Polska literatura w niewielkim stopniu porusza kwestie psychospołecznej sytuacji rodziców dzieci z rozszczepem wargi i/lub podniebienia, dlatego też kluczowym źródłem wiedzy są informacje uzyskane od rodziców będących członkami grupy wsparcia istniejącej na portalu społecznościowym Facebook (Rozszczepowe mamy, tatusiowie i ich dzieci). Zagraniczne piśmiennictwo poświęcone wadom twarzoczaszki wskazuje na wyniki badań mówiące, iż istotnym czynnikiem mającym wpływ na funkcjonowanie rodziny jest poziom społecznego wsparcia i efektywność strategii radzenia sobie ze stresem.

Towarzyszące emocje

W zależności od naszych predyspozycji osobowościowych oraz od sytuacji, w której dowiadujemy się o posiadanej przez dziecko wadzie mogą pojawić się różne ujemne stany emocjonalne: smutek, gniew, żal, rozpacz, przerażenie, zaprzeczenie, poczucie winy, czy też pytania: ”dlaczego nas to spotkało”, „dlaczego moje dziecko?”, „co zrobiłam nie tak?”. Jest to jednak naturalna reakcja, której nie powinniśmy się wstydzić, czy obawiać. Jednocześnie wymienione odczucia konfrontują się z miłością, troską, chęcią wyleczenia i ochrony dziecka. W literaturze pojawia się określenie „kryzysu emocjonalnego” u rodziców tuż po narodzinach dziecka obarczonego wadą. Wyróżnione zostały kolejne etapy wychodzenia z kryzysu: faza szoku, faza rozpaczy, faza przystosowania pozornego oraz faza konstruktywnego przystosowania się.

Na poniższym schemacie pokrótce przybliżę, na czym polegają kolejne fazy.

wsparcie psychologiczne

Warunkiem całkowitego wyjścia z kryzysu jest przejście do ostatniego stadium. Dlatego już od samego początku tak istotne jest uzyskanie w tym newralgicznym i trudnym okresie odpowiedniego wsparcia emocjonalnego oraz edukacyjnego. Stresującym czasem dla rodziców są nie tylko narodziny dziecka, ale również późniejsza nauka karmienia, czas hospitalizacji podczas poszczególnych operacji i zabiegów, czy kolejne etapy wkraczania w życie społeczne – rówieśnicze dzieca. Jesteśmy narażeni na funkcjonowanie w permanentnym stresie, poczucie bezsilności związane z oczekiwaniem na postępy leczenia, bądź w związku z mogącymi pojawić się powikłaniami (np. przetoka, nawracający płyn w uszach).

Wsparcie - gdzie go szukać?

Chciałabym napisać o wsparciu emocjonalnym i edukacyjnym ze strony zespołu leczącego rozszczepy, położnej, pielęgniarki bądź lekarza prowadzącego ciążę, jednak jak wynika z informacji uzyskanych od rodziców ma to miejsce niezwykle rzadko. Mówiąc o kontakcie z personelem posiadającym pełną wiedzę o potrzebach pacjenta można pokusić się o kolokwializm i ująć go w kategorii szczęścia. Dlatego jeżeli będąc w takiej sytuacji nie otrzymasz propozycji wsparcia, a czujesz, że jest Ci ono potrzebne to zarówno ten blog, jak i strona rozszczepy.pl są właściwym miejscem. Tu znajdziesz zbiór informacji wynikający nie tylko z teorii, ale przede wszystkim z doświadczenia rodziców dzieci z wadą rozszczepową.

Prowadząc rozmowy i czytając wpisy kontaktujących się ze sobą członków „rozszczepowej grupy wsparcia”, mogę wskazać pewne charakterystyczne cechy wspólne jak: wrażliwość na potrzeby innych, zdolność pomagania, umiejętność nawiązywania relacji z innymi rodzicami, wyrażania uznania dla zasług innych osób, doceniania dobrych intencji, poczucie wspólnoty, wysoka determinacja w dążeniu do celu, czy niezwykła siła w przezwyciężaniu trudności.

Świadomość, że istnieją osoby, z którymi – poprzez wielokrotne kontakty – czujemy się w jakiś sposób związani, wymieniamy z nimi poglądy, dzielimy się doświadczeniami, darzymy się wzajemnym zainteresowaniem, ciepłymi uczuciami, wyświadczamy różne przysługi, stwarza poczucie bezpieczeństwa, bycia akceptowanym, pozwala lepiej orientować się w otaczającym nas świecie.
 Katarzyna Popiołek

Poczucie bezpieczeństwa - czy ono jest możliwe?

Możliwość przynależność do zbiorowości, do grupy charakteryzującej się wspólną cechą jest istotna w budowaniu poczucia bezpieczeństwa, w radzeniu sobie z trudnymi, często traumatycznymi sytuacjami. Któż inny nas tak zrozumie, jak nie osoba mająca podobne doświadczenia, borykająca się z tymi samymi trudnościami, czy ciesząca się z podobnych sukcesów. Członkowie dzielą się między sobą wspólnymi doświadczeniami i sprawdzonymi już sposobami na rozwiązywanie problemów. Mądrość zbiorowa pozwala na lepsze zrozumienie i poszerzenie wiedzy z danego tematu. Co więcej, sukcesy odnoszone przez niektórych z nas, budują motywację i nadzieję u pozostałych osób. Jest to o tyle istotne, gdyż informacje przekazywane przez osoby, które doznały podobnych sytuacji i podejmują działania zaradcze są lepiej przyjmowane przez osoby potrzebujące wsparcia, od tych przekazywanych przez profesjonalistów. Mimo ogromnej wagi wsparcia od personelu medycznego i od najbliższych osób, często zbawiennym wydaje się być kontakt z innymi rodzicami dzieci z podobną wadą.

Poniżej pokrótce przybliżę rodzaje otrzymywanego i zarazem udzielanego wsparcia:

 wsparcie psychologiczne rodziców

Oprócz wymienionych powyżej głównych grup wsparcia społecznego, wyodrębnić można dla niektórych sytuacji wsparcie duchowe. Dotyczy ono zwłaszcza opieki hospicyjnej, w której pomoc w cierpieniu i bólu związanym z sensem życia i śmierci wymaga odniesienia się właśnie do sfery sensu i ducha. Pamiętajmy, że wyszczególnione powyżej rodzaje wsparcia mają tylko charakter rozważań teoretycznych. W praktyce, bowiem przeplatają się wzajemnie tworząc nasycony pozytywnymi emocjami motywator do działania.

Wsparcie podejmowane przez instytucje, stowarzyszenia, które w ramach swoich założeń statutowych przyjęły za cel pomaganie, wspieranie określonych osób czy grup społecznych możemy określić – wsparciem formalnym. Przykładem takiego wsparcia może być pomoc społeczna, poradnie psychologiczno-pedagogiczne, fundacje („Fundacja Rozszczepowe marzenia”, „Fundacja Zdążyć z pomocą”). Możemy również poszukać profesjonalnego wsparcia udzielanego przez specjalistów w określonej dziedzinie, takich jak lekarze o pożądanej specjalizacji, psycholodzy, terapeuci, psychiatrzy, pedagodzy czy prawnicy.

Sytuacja każdego z nas jest wyjątkowa i niepowtarzalna, zatem wsparcie udzielane ze strony najbliższych, specjalistów, czy też instytucji powinno być dostosowane do naszych indywidualnych potrzeb. Wsparcia powinny udzielać wyspecjalizowane osoby, jednak wiedza posiadana przez ginekologów, położne, pielęgniarki, lekarzy pierwszego kontaktu w dalszym ciągu jest niewystarczająca. Badania przeprowadzone przez M. Białas wskazują na potrzebę wzrostu wiedzy personelu medycznego w zakresie rozszczepu wargi i/lub podniebienia i zwrócenie szczególnej uwagi na aspekt psychospołeczny wady. Jako rodzice mamy wpływ na zwiększenie świadomości społecznej, możemy pomagać sobie nawzajem, organizować lokalne grupy wsparcia, a poprzez coraz częstsze kampanie informacyjne możemy doprowadzić do tego, by teoretyczne założenia stały się realnie prowadzonym wsparciem o charakterze interdyscyplinarnym.

Jakie są Twoje doświadczenia w tym obszarze?
Podziel się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Twoje interakcje są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi w rozwoju.
Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie mi miło, jeśli podzielisz się nim ze znajomymi, będzie mi jeszcze milej jeśli go polubisz i skomentujesz. ;-)
[FM_form id="3"]