krzyczę_na_swoje_dziecko

5 mitów o krzyczeniu na dzieci, o których każdy rodzic powinien wiedzieć

Dostrzegam wiele pozytywnych zmian w podejściu do rodzicielstwa, które mnie bardzo cieszą. Dzięki większej świadomości i autorefleksji poszukujemy informacji, które wesprą nas w lepszym wypełnianiu roli rodzica. Coraz więcej mówimy o wzajemnym szacunku, empatii, regulacji emocji i komunikacji, bez nich prawdziwa i wartościowa relacja nie istnieje.

W rodzicielstwie, tak samo, jak w innych dziedzinach życia, możemy spotkać skrajne i idealistyczne podejście. Przeczytacie w sieci hasła, motywujące do natychmiastowej zmiany zachowania, stawiające zagadnienie emocjonalności i wybuchów złości w zero-jedynkowym świetle.

„Zachowaj spokój, zapanuj nad sobą… to takie proste.”

I nie ma wątpliwości, że zachowanie opanowania, jest najlepszym, co powinniśmy zrobić w „trudnych”, rodzicielskich potyczkach, jednak wbrew temu, co możemy przeczytać, nie jest to wcale takie łatwe, wymaga naszego zaangażowania, wysiłku i często wiąże się z niejedną porażką.

Oczywiście informacje, które do nas docierają, możemy odpowiednio zinterpretować, wyciągnąć z nich to, co dla nas najważniejsze i zastosować na tyle, na ile pozwalają nam nasze umiejętności i życie. Jednak dla niektórych z nas, taki przekaz na temat stawania się dobrym rodzicem jest jak wyrocznia i, mimo że normalnym jest popełnianie błędów, stopniowe udoskonalanie wprowadzanych metod, to każde niepowodzenie traktują jak osobistą porażkę, czują się winni i sfrustrowani, bo mimo prób nie udaje im się nie krzyknąć na swoje dziecko.

Zanim przejdę do tytułowych mitów, muszę jeszcze podkreślić kilka ważnych kwestii:

TAK – krzyk jest formą przemocy psychicznej.

TAK – zaprzestanie krzyczenia na dziecko w chwili uniesienia jest cholernie trudne.

TAK – to jest nasza praca.

TAK – po pewnym czasie jest coraz łatwiej i możesz krzyczeć mniej.

A jak jest z Wami? Czy kiedykolwiek czuliście się w ten sposób?

Pozwólcie, że nieco Was uspokoję, poniżej znajdziecie 5 mitów, w które wierzymy, które są nieprawdziwe i z którymi warto zrobić porządek.

5 mitów o krzyczeniu na dzieci, o których każdy rodzic powinien wiedzieć

Jestem złym rodzicem, ponieważ krzyczę

Krzyk nie świadczy o jakości rodzicielstwa. Jest raczej przejawem naszej słabości, niedostatecznej regulacji emocji…

Paradoksalnie, w większości przypadków krzyczymy, bo jesteśmy dobrymi rodzicami.

I absolutnie nie jest to usprawiedliwienie dla takiego zachowania, w dalszej części tekstu wyjaśniam, co dokładnie mam na myśli.

Bycie „Dobrym rodzicem” to trochę wyświechtany slogan, często powtarzany i jednocześnie niejednoznaczny. Przyjmijmy, że chodzi nam o stanie się najlepszym opiekunem dla swojego dziecka, czyli takim, jakim w danym momencie możemy być. Zdecydowanie wolę określenie wystarczająco dobrym rodzicem.

Więc jacy są wystarczająco dobrzy rodzice?

Wystarczająco dobrzy rodzice podejmują próby. Chcą się rozwijać, lepiej wywiązywać się z powierzonej im roli, starają się najlepiej, jak potrafią. Mają pewne oczekiwania zarówno w stosunku do siebie, jak i do swoich pociech. I schody zaczynają się właśnie tutaj, w miejscu, gdzie do gry wkradają się oczekiwania, a właściwie ich niespełnianie.

Frustracja i rozczarowanie pojawiają się, gdy „oczekujący” rodzice sami nie dosięgają postawionej poprzeczki albo gdy ich dzieci nie stają na wysokości zadania. Oczekiwania to temat na osobny wpis, jednak warto zdawać sobie sprawę z pułapki, w jaką nas wpuszczają.

Wystarczająco dobrym rodzicom towarzyszy również zmęczenie i stres wynikający z pracy zawodowej oraz obowiązków domowych, które codziennie wypełniają, by zapewnić swoim najbliższym wszystko, czego potrzebują.

To rodzice, którzy wieczorem, po całodniowej batalii, zasiądą w fotelu i wsłuchując się w ciszę śpiącego domu, czują wyrzuty sumienia, bo przypominają sobie sytuację, w której zachowali się nieodpowiednio, w swojej ocenienie byli niewystarczająco dobrzy dla swoich dzieci.

To, co zaraz napiszę, jest warte zapamiętania:

Źli rodzice nie czują w ten sposób.

Źli rodzice nie są skłonni do refleksji.

Źli rodzice nie próbują.

Źli rodzice nie odczuwają winy.

Źli rodzice nie starają się, każdego dnia zrobić wszystkiego, co w ich mocy, by zadbać o rodzinę.

To właśnie dlatego, że jesteśmy dobrymi rodzicami, zastanawiamy się nad swoim zachowaniem, jesteśmy skłoni do refleksji, chcemy coś zmienić, by kolejnego dnia naszej rodzinie żyło się lepiej. I przekornie, to właśnie te rzeczy, które są świadectwem dobrego rodzicielstwa, sprawiają, że jesteśmy sfrustrowani, czujemy się winni, bo jesteśmy świadomi.

poczucie_winy

Jestem złym rodzicem, bo krzycząc szkodzę mojemu dziecku

Świadomość konsekwencji i refleksja to one sprawiają, że łapiemy się na tym, co poszło nie tak. Badania dowodzą, jak wiele szkody w rozwój naszych dzieci niesie krzyk i stres, który się z nim wiąże. Dlatego powinniśmy zrobić wszystko, co w naszej mocy, by pracować nad sposobem wyrażania emocji i samokontrolą. No właśnie pracować, bo to nie jest coś, co pojawi się zaraz po tym, jak podejmiemy takie postanowienie.

Powinniśmy jednak pamiętać, że nauka i zmiana nawyków wymaga czasu i jest nierozerwalnie związana z popełnianiem błędów. Dlatego, jeżeli nie udało Ci się zapanować nad sobą, to nie powód do obwiniania się, tylko moment, by zrobić wszystko, aby naprawić to, co spiep… popsuliśmy 😉

Podrzucę Wam jeden ze sposób, który pozwoli zneutralizować negatywne skutki krzyku.

Nie ma nic odkrywczego w stwierdzeniu, że w każdym zdrowym związku istnieje równowaga pomiędzy pozytywnymi i negatywnymi chwilami. Przeprowadzono badania, które pokazują, że dla każdego negatywnego doświadczenia potrzebnych nam jest pięć pozytywnych interakcji, a wszystko po to, aby utrzymać zdrowe i zrównoważone relacje. Badania te zostały przeprowadzone z udziałem osób dorosłych, będących w związkach, ale zostały sprawdzone i zaadaptowane dla relacji rodzic-dziecko.

Wspomniane pozytywne interakcje nie muszą być niczym wielkim. Wystarczy uśmiech, dotyk, małe gesty, okazanie wsparcia, coś, co was rozśmieszy. Jestem pewna, że w ciągu całego dnia znalazłabym u Was wiele takich małych, ale ważnych gestów. I tak jak zazwyczaj pojawiają się intuicyjnie i spontanicznie, tak po kryzysowej sytuacji warto byśmy je zainicjowali i zrównoważyli całodzienny bilans pozytywnych emocji. To sposób, który pomoże zarówno skrzyczanemu dziecku, jak i rodzicowi.

Więcej na temat metody opartej na współczynniku 5:1 napisałam tutaj oraz tutaj, a o tym, co zrobić, gdy nakrzyczysz na swoje dziecko tu.

Jestem jedynym rodzicem, jakiego znam, który krzyczy na swoje dzieci

Pamiętajcie, nigdy nie wiemy i nie mamy pewności, co się dzieje w czterech ścianach, za zamkniętymi drzwiami. Nie mam zamiaru przytaczać tu konkretnych przykładów na to, jak bardzo pozory potrafią mylić.

 

To, co jest pewne, to to, że każdy rodzic wpada w gniew, ponieważ jesteśmy tylko ludźmi, a gniew, złość, frustracja – emocje – są częścią ludzkiej natury.

Dlatego zapewniam Cię, że nie jesteś jedynym rodzicem, któremu zdarza się nakrzyczeć na swoją pociechę.

Niektórzy rodzice przestają krzyczeć i nigdy nie krzyczą ponownie

Przeświadczenie, że jesteśmy w stanie przestać krzyczeć i nigdy tego nie powtórzyć, jest pułapką, w którą bardzo często wpadamy.

Prawda jest taka, że gdy w naszym życiu większość spraw układa się po naszej myśli, towarzyszy nam tak zwana dobra passa, czujemy się spełnieni i szczęśliwi, to rzeczywiście jesteśmy w stanie nie krzyczeć przez dłuższy czas.

Jednak doskonale wiecie, jak wygląda rzeczywistość… potrafi irytować, przytłaczać, zaskakiwać.

To, co teraz napiszę zabrzmi trochę jak patos, jednak zaryzykuję 😉

Życie może stać się trudne i często takie jest, wtedy również rodzicielstwo nas przygniata i staje się trudniejsze niż kiedykolwiek. Gdy dopada nas ten moment i nie jest tak, jak byśmy chcieli, nasza umiejętność samokontroli jest znacznie osłabiona, wtedy znacznie trudniej (wiem, wiem to słowo pojawia się w tym akapicie za często, ale co zrobić skoro pasuje) jest nad sobą zapanować i łatwiej o podniesiony głos czy krzyk.

Gdy już tak się stanie – przebacz sobie, odpuść winę i zacznij od nowa pracę nad sobą. Zastosuj metodę 5:1.

To, jak reagujemy jako rodzice, jest związane z naszym stanem emocjonalnym, z tym, jak się czujemy ze sobą i otaczającą nas rzeczywistością. Popełnianie błędów jest rzeczą ludzką, ale nie zwalnia nas z “obowiązku” pracy nad swoimi słabościami, tak byśmy mogli stworzyć naszym dzieciom spokojny i bezpieczny dom.

Niemożliwe jest, aby mniej krzyczeć

Można krzyczeć mniej.

Mówię to z takim przekonaniem, ze względu na pracę, którą wykonuję codziennie, sama nad sobą jako mama, ale również, a może przede wszystkim w oparciu o doświadczenie wynikające z pracy z rodzicami. To bardzo budujące móc obserwować zmiany i zacieśnianie relacji w rodzinach, czy czytać komentarze i wiadomości będące dowodem na skuteczność waszych starań:

 

„Dorastałam w domu, gdzie krzyk był na porządku dziennym. To była jedyna forma wyrażania emocji i chyba jedyne emocje, które tak często i tak chętnie wyrażaliśmy. Zakładając własną rodzinę, nie potrafiłam mówić o uczuciach w pozytywny sposób, to ciągle jest moja ogromna praca. Najlepszą motywacją są dla mnie mój mąż i dwuletni synek, którzy już widzą różnicę, sama ją czuję. Codziennie pracuję nad tym, by nie krzyczeć.” – Kasia

jestem_złą_matką

Nie wierz w te mity

JESTEŚ dobrym rodzicem – jesteś wystarczająco dobrym rodzicem.

Nie jesteś jedynym, któremu zdarza się krzyczeć.

Możesz zmniejszyć skutki tej przykrej sytuacji, angażując się w relację ze swoim dzieckiem.

Możesz krzyczeć mniej. Przy sprzyjających warunkach i zaangażowaniu możesz nawet przestać krzyczeć, ale jeśli się nie uda Ci się dotrzymać postanowienia, to nie jest powód, by umniejszać swojej wartości – już przecież wiesz co z tym zrobić i jak się zachować.

To, że raz czy drugi, a nawet dziesiąty Ci się nie uda, nie znaczy, że masz przestać próbować, bo każde starania przynoszą pozytywną zmianę w Tobie i w twojej rodzinie.

Warto się starać dla momentu, w którym uda Ci się zapanować nad sobą, kiedy spojrzysz na swojego szkraba i będziesz niesamowicie dumny z siebie i szczęśliwy, że wypracowałeś w sobie tę umiejętność, znalazłeś siłę i nie „rozładowałeś” na nim skumulowanych emocji.

A wszystko dlatego, że próbujesz, że się nie poddajesz, bo jest rewelacyjnym rodzicem.


Jestem ciekawa Waszych doświadczeń? Jak się czujecie, gdy zdarzy Wam się krzyknąć na swojego szkraba?

Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielcie się tym ze mną w komentarzu. Dla osób komentujących mam niespodziankę 😉 Jednej z Was podaruję książkę “Kiedy Twoja złość krzywdzi dziecko”, którą znajdziecie wśród polecanych przeze mnie pozycji. 

Ściskam,

Karola 

Serdecznie polecam Wam również książki, które wspomogą Was w rodzicielskiej drodze:

Być może zainteresują Was również inne artykuły:

5_mitów_o_krzyczeniu_na_dzieci_o_których_każdy_rodzic_powinien_wiedzieć


przeprosiny

Nie przeproszę !!!

Z pozoru może się wydawać, że przeprosiny powinny być dla nas czymś zupełnie naturalnym, w końcu uczymy się ich od najmłodszych lat. Rodzice dbają o nasze dobre wychowanie, skłaniając nas do podania ręki „przeciwnikowi” po batalii stoczonej w przydomowej piaskownicy. Przeprosiny stanowią istotny element kulturowo przyjętej poprawności zachowania, są niejako symbolem zakopania wojennego topora. Umiejętność przepraszania ma ogromny wpływ na trwałość i jakoś nawiązywanych przez nas relacji, dlatego też jest tak bardzo ważna.

Choć słowo „Przepraszam” jest tak istotne, to mimo wszystko wydaje się jednym z najtrudniejszych do wypowiedzenia zwrotów. Zdarzają się wśród nas i takie gagatki, którym nie przejdzie ono nawet przez gardło.

Dlaczego tak jest, skąd bierze się ogólna niechęć do przepraszania?

Unikanie przeprosin

Zdaniem psychologów, unikanie przeprosin to często podświadoma próba ochrony zagrożonego „ja”. Większość ludzi, gdy wyrządzi komuś krzywdę lub sprawi przykrość, automatycznie zaczyna przepraszać, by jak najszybciej zdobyć przebaczenie i pozbyć się poczucia winy. Osoby mające problem z przepraszaniem nie reagują w ten sposób. Zamiast tego doświadczają nieuświadomionego lęku związanego z poczuciem zagrożenia, utratą autorytetu, władzy, statusu. Inicjowanie przeprosin uważają za oznakę słabości, a przepraszającego za przegranego.

W praktyce może wyglądać to, tak, że osoba ta wpadając na nas w tłumie, bez wahania bąknie krótkie „przepraszam”, jednak po kłótni z bliską osobą nie przyzna się do popełnionego błędu.

Dlaczego?

Jak się okazuje, słowa te niosą za sobą szereg psychologicznych konsekwencji, których niektórzy z nas chcą za wszelką cenę uniknąć…

O jakich konsekwencjach mowa?

Poczucie zagrożenia

Przyznanie się do nieodpowiedniego zachowania stanowi zagrożenie dla poczucia własnej wartości. Jest to szczególnie dotkliwe w przypadku osób, które nie potrafią oddzielić oceny swoich działań od oceny swojej osobowości. Błędnie utożsamiają jedno z drugim. Dlatego też w ich mniemaniu przepraszając - przyznają się do złego postępowania i tym samym do bycia złym człowiekiem. Unikając przeprosin, unikają przyznania się do błędu, chroniąc w ten sposób swoją samoocenę.

Poczucie wstydu

Dla większości z nas przeprosiny są związane z poczuciem winy. To ono skłania nas do wykonania kroku w kierunku wyjaśnienia sytuacji i zażegnania konfliktu. W przypadku osób niezdolnych do przepraszania silniejszym doznaniem jest wstyd, który jest znacznie bardziej destrukcyjny. O ile wina sprawia, że czujemy się źle z naszym działaniem, o tyle wstyd powoduje, że czujemy się źle z tym jacy jesteśmy.

Eskalacja konfliktu

Podczas gdy większość z nas uważa przeprosiny za możliwość rozwiązywania konfliktów interpersonalnych, tak dla osób mających z tym problem – owe przeprosiny – będą początkiem niekończącej się fali oskarżeń.  Wychodzą z założenie, że będzie to okazaniem słabości, którą druga osoba wykorzysta przeciwko nim. Obawiają się obarczenia wyłączną odpowiedzialnością za powstały spór oraz przypisania winy za wszystkie wcześniejsze nieporozumienia.

przeprosiny_konflikt

Regulacja emocji

Osoby stroniące od przeprosin, bardzo często w ten sposób starają się zarządzać swoimi emocjami. W jaki sposób? Po prostu czują się bardziej komfortowo i łatwiej sobie radzą z uczuciem gniewu, rozdrażnienia i dystansu emocjonalnego, a niżeli z bliskością i wrażliwością. Zatwardziałość w konflikcie pozwala im zachować dystans, stanowi swoisty mechanizm obronny. Podświadomie obawiają się, że każdy nawet najdrobniejszy gest w kierunku pojednania, sprawi, że wszystkie tak pieczołowicie budowane barykady runą i uwolnią smutek oraz rozpacz, z którymi ciężko jest sobie poradzić i względem których pozostaną bezsilni.

O ile prawdą jest, że regulacja takich emocji wymaga od nas wysiłku, o tyle błędnym przekonaniem jest, że głębokie doświadczanie trudnych emocji musi być traumatycznym i szkodliwym przeżyciem. Wręcz przeciwnie, skruszenie przysłowiowej, emocjonalnej skorupy jest niezwykle oczyszczające i może prowadzić do przeniesienia relacji na zupełnie inny, bardziej wartościowy poziom, oparty o emocjonalność i wzajemne zaufanie.

A u podstaw obaw…

Dlaczego niektóre osoby mają ewidentny problem z przepraszaniem? Skąd biorą się te obawy?

Za winowajcę poniekąd możemy przyjąć sposób, w jaki zostaliśmy wychowani oraz to, jakie są nasze dotychczasowe, przeprosinowe doświadczenia. To jeden z tych aspektów, który bagatelizowany na wczesnym etapie rozwoju dziecka, zbiera żniwa w przyszłości. Oczywiste jest, że każdy rodzic chce dla swojej latorośli tego, co najlepsze, dlatego też od najmłodszych lat wpaja dziecku, wszystko to, co potencjalnie ułatwi mu batalię z dorosłością.

 

I tak powinno być 😉, bo przecież naszą rodzicielską powinnością jest wspierać dziecię w rozwoju. Dobrze jednak pamiętać o czymś istotnym, mianowicie o tym, że prócz tego, CO przekazujemy naszym pociechom, ważne jest jeszcze, to w jaki sposób, to robimy. W tym właśnie tkwi cały szkopuł. Odwołując się do nauki „przepraszania”, często odbywa się ona poprzez nakaz wykonania, pozbawiony wyjaśnień tego, co tak naprawdę się wydarzyło i w czym tkwił problem. Dodatkowo całemu procesowi towarzyszy gniew, obwinianie, wpędzanie w poczucie wstydu i zmuszanie do posłuszeństwa. Gdy do tego dodamy brak pozytywnych wzorców, które dziecko mogłoby naśladować…recepta na niechęć do przepraszania gotowa. (O tym, jak nauczyć dziecko „przepraszać” przeczytacie tutaj =>klik). I jak tu ochoczo podejść do przepraszania?

Spójność wzorców

Najbardziej efektywnie i najszybciej uczymy się, obserwując zachowania innych osób.

Tak samo sprawa wygląda w przypadku nauki „przepraszania”.

Przyjrzyjmy się zatem przeciętnym, „przeprosinowym” doświadczeniom. Jakie zachowania mamy bądź mieliśmy szansę zaobserwować?

Niezależnie czy bohaterami są nasi rodzice, czy też bliscy lub dalsi znajomi, wszyscy uczestniczą w wyścigu z czasem, w boju o kolejny zrealizowany cel. Zatracając się w owej pogoni, usprawniają swoje funkcjonowanie, posługując się schematami, stereotypowym myśleniem i automatyzacją pewnych czynności. W efekcie wpadają w pułapkę, z której ciężko wybrnąć z twarzą. Przyjrzyjmy się temu bliżej.

Patrzymy, patrzymy i cóż takiego widzimy?

Przed nami zapracowany rodzic, starający się poskromić codzienność, który trzymając w garści cały dom, raczej stroni od przepraszania swej pociechy za błahostkę będącą przecież tylko „rodzicielskim niedopatrzeniem” ... Wszak nic wielkiego się nie stało, a już na pewno nie jest to przewinienie warte kompromitacji i płaszczenia się przed własnym dzieckiem.

Dobre usprawiedliwienie, ale czy na pewno to tylko błahostka i niedopatrzenie?

Kolejna przykładowa sytuacja dotyczy stereotypowego starcia płci.

Oto facet, taki sobie "Figo Fago", jak twierdzi, nie należy do gatunku pantoflarza pospolitego, a już na pewno nie jest z tych „miętkich” chłopaczków, którzy to przepraszając za byle pierdołę, okazują swoją słabość. Dlatego o przeprosinach w jego wykonaniu możemy zapomnieć. Po drugiej stronie barykady skrupulatnie okopała się „Ona”, „żona”, „matka”, „kobieta”. Przecież nie po to rozdrapuje i posypuje solą rany, wspominając wszystkie przewinienia swego „twardziela”, żeby teraz opuścić gardę i potulnie przyznać się do błędu. A nóż luby pomyśli, że to tylko jej wina, albo - co gorsza - poczuje, że ma ją w garści, bo za łatwo mu przyszło pojednanie. O nie! Chce dziadyga zgody, musi się postarać…

Tym sposobem przeprosiny stają się próbą sił. Kto pierwszy padnie na kolana? Kto pokaże, że mu bardziej zależy? Koniec końców, wcale nie chodzi o to, by rozwiązać dany konflikt i wyciągnąć wnioski z zaistniałej sytuacji. Ważniejsze jest zdobycie przewagi, argumentu będącego dowodem na to, kto, komu dyktuje warunki. Proste? Proste, sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie 😉.

Wiedząc, że mały człowiek dorasta, obserwując i uczestnicząc w takich i podobnych sytuacjach trudno się dziwić, że nabywa niemal wkodowanej niechęci do przepraszania i wszystkiego, co z nim związane. W ten oto sposób powstają negatywne skojarzenia, które wiernie towarzyszą nam w dorosłym życiu, gdzie „przepraszam” kojarzy się z poddaństwem, poczuciem niższości i pokazem sił.

Tymczasem…

Skoro mowa o pokazywaniu, to prawda jest taka, że przepraszając, pokazujemy swoją siłę, dojrzałość, wrażliwość, empatię i profesjonalizm. „Przepraszam” nie jest synonimem słabości, niższości, uległości, eskalacji konfliktu czy zagrożenia. To swoista praca nad samym sobą, która wymaga od nas autorefleksji i pokory. Aby przeprosiny były skuteczne, należy dokładnie przeanalizować konfliktową sytuację, uświadomić sobie i zaakceptować odpowiedzialność za niecne poczynania oraz postanowić poprawę 😉.
Więcej o formułowaniu skutecznych przeprosin przeczytacie już niebawem.

Jestem ciekawa jakie są Wasze doświadczenia w tym obszarze?
Podzielcie się nimi w komentarzu poniżej tekstu.

Ściskam,
Karola

 

 


aktywne_dziecko_zabawy_na_świezym_powietrzu

Aktywne dziecko. Korzyści i przykłady zabaw na świeżym powietrzu

 

Dzieciństwo to magiczny czas, który powinien upływać pod znakiem niekończących się, beztroskich zabaw. Harce, hulanki, swawole na świeżym powietrzu to najlepsza forma aktywności ruchowej dla dzieci. Gdy do tego dorzucimy wspierające rozwój, odpowiednio dobrane zabawki zyskujemy zestaw doskonały.

Zabawy ruchowe na świeżym powietrzu to źródło wielu zdrowotnych korzyści. Niestety, współcześnie coraz częściej spędzanie wolnego czasu na podwórku, placu zabaw czy na spacerze zastępowane jest graniem w gry komputerowe i oglądaniem telewizji. Tymczasem rodzicielska inicjatywa w połączeniu z propozycją ciekawych zabaw mogą skutecznie zachęcić malucha do aktywnego spędzenia czasu.

Dlaczego przebywanie na świeżym powietrzu jest ważne?

Powietrze to jeden z naturalnych czynników, mających bardzo pozytywny wpływ na rozwój dziecka. Jako rodzice i opiekunowie powinniśmy stwarzać jak najwięcej okazji do przebywania na świeżym powietrzu bez względu na porę roku.
Korzystanie ze świeżego powietrza i słońca to podstawowy warunek higieny układu oddechowego i układu krążenia, które jednocześnie mają wpływ na rozwój układu nerwowego i ruchowego.
Dzieci pozbawione możliwości obcowania z naturą, nie mogą się prawidłowo rozwijać. Jedynie silny deszcz, porywisty wiatr i mróz poniżej –10 st.C uniemożliwiają przebywanie dzieci na dworze.

Korzyści z zabaw na świeżym powietrzu

Zabawy ruchowe mają pozytywny wpływ na ogólny rozwój dziecka. Dotlenianie, słońce, światło i ruch polepszają ogólne funkcjonowanie naszych pociech. Codzienne spacery są świetną nauką radzenia sobie ze zmiennymi temperaturami, co bez wątpienia ma wpływ na wzmocnienie odporności organizmu i zapobieganie przeziębieniom. Ponadto częste przebywanie na dworze, szczególnie w słoneczne dni, pobudza wytwarzanie witaminy D w organizmie, a to z kolei ma pozytywny wpływ na kości i zęby naszych pociech. Badacze z Australii dowodzą, że samo przebywanie na świeżym powietrzu zmniejsza ryzyko krótkowzroczności u dzieci. W obecnych czasach większość z nas cierpi na deficyt witaminy D.

Zapewne nie muszę Wam wspominać o tym, że przebywanie na świeżym powietrzu zaostrza apetyt, jest to jeden z najlepszy sposobów na małego niejadka.

Kolejnym ważnym aspektem aktywności fizycznej jest jej skuteczność w walce z otyłością, cukrzycą i wieloma innymi chorobami. Aktywne spędzanie czasu na świeżym powietrzu pozwala dotlenić i oczyścić organizm z toksyn, spalić nadmiar tkanki tłuszczowej.

Oprócz korzyści zdrowotnych, zabawy na świeżym powietrzu oddziałują zbawiennie na rozwój psychofizyczny. Dzięki dużej liczbie bodźców i doznań nawet zwykły spacer może stać się pożyteczną atrakcją dla dziecka i okazją do poznawania świata. W efekcie dziecko zdobywa wiedzę, doświadczenia i umiejętności. U malucha, który spędza aktywnie czas na dworze, wyostrza się zmysł poznawczy, poprawia się koordynacja ruchowa i kondycja, rozwija się wyobraźnia, a podczas zabaw zespołowych, dzieci uczą się zdrowej rywalizacji. Nie mogę nie wspomnieć o istotnym wpływie aktywności ruchowej na obniżenie poziomu stresu i rozładowanie energii. Sport i każdy rodzaj ruchu sprzyja wydzielaniu endorfin, czyli hormonu szczęścia. Brytyjscy naukowcy stwierdzili, że u osób, które często przebywają na łonie natury, obniża się poziom kortyzolu, ponadto osoby te wykazują większą umiejętność radzenia sobie ze stresem. Stwierdzili także, że już 5 minut aktywności na świeżym powietrzu wystarczy, aby poprawić samopoczucie psychofizyczne zarówno dziecka, jak i osoby dorosłej.

Dla każdego coś dobrego – ciekawe zabawy na świeżym powietrzu

O tym, że zdrowa rodzina to szczęśliwa rodzina, z pewnością nie muszę Was przekonywać. O tym, że ruch to zdrowie, a szczególnie ruch na świeżym powietrzu również. Często jednak bywa tak, że inicjatywa spędzenia czasu na świeżym powietrzu musi wyjść od nas – dorosłych. Któż inny, jak nie my jesteśmy w stanie zaproponować maluchom atrakcyjną zabawę? Na szczęście posiadamy w zanadrzu gry z naszego dzieciństwa, które mimo upływu czasu, dziś są tak samo interesujące, jak przed laty. Co zatem możemy zaproponować? Oto kilka propozycji:

  • zabawa w chowanego,
  • berek
  • raz, dwa, trzy, baba Jaga patrzy
  • ciuciubabka
  • tor przeszkód, np. na placu zabaw
  • zabawa w ciepło – zimno
  • zabawy z piłką, kręglami, szarfami
  • skakanki i gumy do skakania
  • gra w klasy
  • zabawy w piaskownicy
  • jazda na rowerze
  • jazda na jeździkach, hulajnogach, rolkach.

To tylko te najbardziej popularne, a jestem pewna, że znacie ich wiele, wiele więcej.

Praktyka czyni mistrza, a różnorodność poszerza horyzonty

Bardzo ważną kwestią jest stworzenie możliwości, by dziecko miało szansę spróbować, jak największej ilości różnorodnych zabaw, sportów czy gier ruchowych. Jako rodzice nie powinniśmy dzielić zabaw na chłopięce i dziewczęce. Chcąc, jak najlepiej kierować rozwojem swojej pociechy pozwólmy jej próbować i dokonywać wyborów na podstawie własnych preferencji i doświadczeń.

Dzieci powinny uczyć się zdrowej rywalizacji, ponieważ dzięki temu łatwiej im będzie funkcjonować w grupie rówieśniczej. W tym celu warto organizować różnorodne gry zespołowe, np. kręgle, zabawy z piłką, wyścigi i wiele innych. Istnieje mnóstwo zabawek, które są przydatne do tego rodzaju aktywności: worki wyścigowe do skakania, akcesoria do krykieta i golfa, tarcze do rzucania do celu, frisbee, bumerang czy badminton.

zabawy_na_świezym_powietrzu_dzieci
rsz_zabawy_na_świezym_powietrzu
rsz_zabawy_na_świeżym_powietrzu_-_kuba

Dla nas ostatnimi czasy nie ma lepszej zabawy niż gra w piłkę. Gramy w nią na trawie, na plaży, gdzie tylko mamy ochotę. Wykorzystujemy różne formy gry od rzucania i łapania rękoma po tradycyjne kopanie piłki. Zabawa ta pozwala rozwijać zmysł obserwacji, refleksu, a także umiejętność przewidywania i współpracy w zespole. Prócz tego, mali zawodnicy ćwiczą wytrzymałość oraz szybkość. To tylko niektóre umiejętności, które rozwija się dzięki zabawie z piłką. Na pewno dodatkową zachętą do gry i urozmaiceniem będą bramki. Niezależnie czy wykonami jest sami, czy zakupimy w zestawie.

Skakanka, gumy do skakania, czy skoczek, to świetny pomysł na zabawę zarówno dla dziewczynek, jak i chłopców, bez względu na wiek. Aktywność ruchowa przy użyciu tych zabawek rozwija wszystkie grupy mięśniowe, poprawia kondycję, zwinność i skoczność. Gumy do skakania to także doskonały pomysł na zabawę w grupie.

Rzucanie do celu. Tego typu gry zręcznościowe wspomagają rozwój koncentracji i koordynacji ruchowej. Naszą ulubioną grą tego typu jest rzucanie do celu sznurkową obręczą. Niełatwym zadaniem jest rzucenie sznurkowego pierścienia tak, aby zaczepił się na drewnianych bolcach. To nie lada wyzwanie – dla dużych i małych graczy.

zabawy_na_świezym_powietrzu_rzut_3
zabawy_na_świezym_powietrzu_rzuty_2
zabawy_na_świezym_powietrzu_rzut
zabawy_na_świezym_powietrzu_rzut_4

Przemieszczanie się na różnych pojazdach jeno i dwuśladowych. Tu mam na myśli wspomniane wcześniej rowery, jeździki, hulajnogi, deskorolki czy rolki. Od niedawna serce mojego przedszkolaka skradł Rotini, niepozorny pojazd czterokołowy. Dziecko jeżdżąc na nim, uczy się utrzymywania równowagi, koordynacji ruchowej i zręczności. Poprawia ogólne umiejętności motoryczne.

aktywne_dziecko_zabawy_na_świezym_powietrzu_rotini
rotini

Zabawa w piasku to ulubione zajęcie każdego malucha. Kolorowe łopatki, grabki, wiaderka i foremki to podstawa udanej zabawy. W ten sposób można spędzać czas samodzielnie lub w grupie z przyjaciółmi. Stawianie babek z piasku, budowanie zamków, kopanie tuneli to tylko niektóre z możliwości, jakie dają zabawki do piaskownicy. Dzięki nim dziecko doskonale rozwija swoją wyobraźnię oraz zdolności manualne. Różnorodne akcesoria do zabawy w piasku świetnie sprawdzą się nie tylko w przydomowej piaskownicy, ale także na plaży.

zabawy_na_świezym_powietrzu_w_piasku_1
rsz_zabawy_na_świezym_powietrzu_w_piasku
zabawy_na_świezym_powietrzu_w_piasku_3
zabawy_na_świezym_powietrzu_w_piasku_2
rsz_zabawy_na_świezym_powietrzu_w_piasku_4

Hamaki, huśtawki i trampoliny to doskonałe propozycje dla żywiołowych dzieci. Podczas bujania się i skakania mogą spożytkować nadmiar energii, ale też poprawić swoją kondycję i koordynację ruchową.

Możliwości zabaw na świeżym powietrzu jest mnóstwo, ograniczeniem może być tylko wyobraźnia.

Aktywny rodzic – aktywne dziecko

Nie ma nic przyjemniejszego niż bycie wzorem dla własnego dziecka. Dzieci uczą się głównie przez modelowanie, czyli przez obserwowanie otaczającego je świata. Zatem najlepszym sposobem na zakrzewienie w dziecku upodobania do aktywnego spędzania czasu jest wspólny, rodzinny udział w proponowanych zabawach. Zachowanie rodziców jest dla dzieci inspiracją do podejmowania własnych działań. Jak wiadomo, aktywni rodzice wychowują aktywne dzieci. Wyniki badań wskazują, że zainteresowanie aktywnością dziecka, wspieranie jego naturalnej potrzeby ruchu i zabawy, wiara w jego umiejętności sprawiają, że dziecko odczuwa większą przyjemność ze swojej aktywności, ma poczucie sprawstwa i siły. Dzieci z rodzin aktywnych fizycznie mają 10-krotnie mniejsze ryzyko, aby zachorować na cukrzycę, choroby układu krwionośnego, nowotwory czy inne choroby cywilizacyjne. Dzieci, które aktywnie spędzają czas wolny, mają większą szansę na osiąganie lepszych wyników w nauce, a co za tym idzie – łatwiej im będzie w przyszłości znaleźć satysfakcjonującą pracę.

Bezsprzecznym atutem aktywności na świeżym powietrzu jest pogłębianie relacji rodzic-dziecko, wzmacnianie więzi rodzinnych. Spędzając razem czas, a nie „obok siebie”, bez zbędnej technologii, mamy wreszcie czas na rozmowy i słuchanie siebie nawzajem. Niepokojącymi są wyniki badań mówiące o tym, że jeżeli dziecko ma od 3 do 16 lat, to z 76% prawdopodobieństwem można przyjąć, że właśnie siedzi przed ekranem telewizora lub komputera. Wspólne spędzanie czasu wolnego, aktywnie i na świeżym powietrzu, buduje relacje rodzinne, sprawia, że wzrasta w nas poczucie bezpieczeństwa i przynależności do rodziny oraz identyfikacji z nią. Może być także świetnym sposobem na oswajanie różnych, nowych emocji, budowanie pewności siebie. Spędzając czas razem, dzielimy się doświadczeniami i kolekcjonujemy wspólne przeżycia.

Mam dla Was niespodziankę  ;-)  10% rabatu  na zakupy w sklepie Hoplik. Jedyne co musicie zrobić, to przy zakupach wpisać kod:  HoplikOdnova . Rabat jest ważny do 25.08 ;-)

 

W jaki sposób Wy spędzacie czas na świeżym powietrzu? W komentarzu pod tekstem podzielcie się Waszymi ulubionymi zabawami.


uzależnienie od sportu

Od pasji do obsesji. Kiedy fascynacja sportem zmienia się w uzależnienie

Nie zamierzam polemizować z bezsprzecznym faktem, że ćwiczenia są potrzebne, powiedziałabym nawet niezbędne w naszym „kanapowym” życiu.

Mają pozytywny wpływ zarówno na nasze ciało, jak i duszę. Poprawiają nasz nastrój, kondycję, wpływają na poczucie własnej wartości i pewność siebie.  Są integralną częścią zdrowego stylu życia. Jednak dla niektórych, bardziej predysponowanych osób fascynacja sportem prowadzi do niebezpiecznej obsesji, która z kolei zakłóca i niszczy relacje z bliskimi oraz prowadzi do wielu innych konsekwencji.

Nawet nektar spijany w nadmiarze staje się trucizną

Moda na bycie FIT dotarła również do nas, to nie tylko sposób jedzenia, czy aktywność fizyczna, to sposób na życie. Cieszy mnie to, że nasza, społeczna mentalność się zmienia, jesteśmy bardziej świadomi, przywiązujemy większą uwagę to tego w jaki sposób żyjemy, jaka jest jego jakość. Wszystko jest dobrze, dopóki zachowujemy umiar, bo gdy przekraczamy pewną granicę wtedy paradoksalnie nawet to co zdrowe może stać się dla nas zagrożeniem.

Badania wykazały, że zaledwie dziesięć minut aktywności fizycznej zmniejsza niepokój, obniża poziom gniewu i głębokość depresji. Pomaga w leczeniu przewlekłych chorób, takich jak zapalenie stawów, choroby serca, cukrzyca, wysokie ciśnienie krwi lub trudności z chodzeniem i koordynacją ruchową. Potwierdzono również hipotezę dotyczącą długowieczności – tak sport przedłuża nasze życie.

uzależnienie od sportu

Jednak co za dużo, to niezdrowo – i ćwiczenia są znakomitym tego przykładem. Skoro wystarczy nam 10 minut, no nawet godzina aktywności, to po jaki gwint katować się kilkugodzinnymi treningami? No chyba, że jest się zawodowym sportowcem, wtedy intensywny wysiłek, często nawet ponad siły jest uzasadniony. W tym przypadku nie znajdzie potwierdzenia przysłowie „od przybytku głowa nie boli”, otóż boli, boli i to nie tylko głowa, ale całe ciało i dusza. Ujmując sprawę nieco przewrotnie

w nadmiarze nawet to co zdrowe może być niezdrowe.”

Czym jest uzależnienie od ćwiczeń?

To nic innego, jak obsesja dotycząca mniemania o sprawności fizycznej oraz częstotliwości wykonywania ćwiczeń. Bardzo często jest wynikiem zaburzeń obrazu własnego ciała i zaburzeń odżywiania (w 50% przypadków). W chwili obecnej obsesyjna dbałość o kondycje i spalanie kalorii dotyczy od 03% do 05% naszej populacji (to naprawdę dużo). Osoby uzależnione od uprawiania sportu wykazują podobne zachowania do osób cierpiących na uzależnienia innego typu.

Zdrowo ćwiczący dostosowują możliwość ćwiczenia do swojego życia, podczas gdy uzależnieni organizują swoje życie by móc jak najwięcej ćwiczyć.”

Co jest przyczyną uzależnienia od ćwiczeń?

Uzależnienie od ćwiczeń, podobnie jak pozostałe uzależnienia, wynika z obniżonego poczucia własnej wartości, z obsesyjnego poczucia konieczności osiągnięcia czegoś ważnego, namacalnego, zauważalnego przez otoczenie, z potrzeby realizacji jakiegoś celu. Mimo podobieństwa do innych uzależnień to, to dotyczące aktywności fizycznej jest jednak pod pewnym względem wyjątkowe…

Dlaczego? Z powodu jednej zasadniczej równicy. W momencie, gdy uzależnienie od substancji (narkotyków, leków…) jest postrzegane jako niezgodne z prawem, naganne i nadal stanowi temat tabu, to uzależnienie od ćwiczeń jest realnie napędzane przez chęć spełnienia oczekiwań społeczeństwa. Oczekiwań dotyczących nienagannego wyglądu i ponadprzeciętnej kondycji.

Nie mogłaby pominąć udziału social mediów w rozprzestrzenianiu owego problemu. Kultura fitness staje się coraz bardziej powszechna, publikowanie swoich osiągnieć zarejestrowanych przez dedykowaną aplikację, wrzucanie zdjęć prezentujących efekty wielogodzinnego wyciskania siódmych potów…to wszystko podsyca obsesję dążenia do wymarzonego, powszechnie pożądanego „JA”.

uzależnienie od sportu

Z fizjologicznej strony natomiast aktywność fizyczna przyczynia się do uwolnienia endorfin, serotoniny i dopaminy, podobnie, jak to ma miejsce w przypadku zażywania narkotyków. Substancje te odpowiedzialne są za poczucie przyjemności, satysfakcję, zadowolenie, pewność siebie, zmniejszają również poczucie zmęczenia dzięki czemu pozwalają działać dłużej.

W związku ze zwiększonym wydzielaniem hormonów szczęścia uzależniony otrzymuje „nagrodę” od organizmu w postaci odczuwania większej ilości pozytywnych emocji, znaczącej poprawy nastroju (więcej na temat szczęścia przeczytacie tutaj klik). Problem pojawia się, kiedy przestaje ćwiczyć, wtedy zatrzymaniu ulega również uwalnianie neuroprzekaźników, co ma bezpośredni wpływ na pogorszenie samopoczucia. Wraz z upływem czasu dochodzi do uodpornienia organizmu, tak samo z resztą, jak w przypadku stosowania używek. Dlatego też by osiągnąć stan „zadowolenia” ćwiczący musi zwiększyć częstotliwość bądź długości podejmowanej aktywności fizycznej.

Doskonale wiecie, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, w tym przypadku w miarę ćwiczenia… Uprawiając sport np. biegając po pewnym czasie przestaje nas satysfakcjonować pokonanie 10km dystansu. Okazuje się, że bieganie samo w sobie nie jest już tak atrakcyjne jak wcześniej bądź osiągnęliśmy postawiony CEL. Przychodzi zatem czas na podniesienie poprzeczki i wyznaczenie nowego, bardzie wymagającego celu, to może jakieś roczne przygotowanko do triathlonu? Nie bez przyczyny powstało nowe zjawisko noszące miano "Rozwodu przez triathlon".

Wśród przyczyn sportowego uzależnienia wymieniane są również zaburzenia odżywiania, takie jak anoreksja lub bulimia, zaburzenia obrazu ciała – dysmorfofobia, ekstremalny spadek wagi czy przesadnie zdrowy styl życia, którego efektem jest również zmiana masy ciała (więcej o znaczeniu wyglądu oraz atrakcyjności fizycznej przeczytacie tu klik)

uzależnienie od sportu

Poniższa wypowiedź trafnie wskazuje na konsekwencje wynikające z obsesyjnego sportowego zaangażowania:

Z powodu obsesyjnej potrzeby uczęszczania na siłownię straciłam ważne dla mnie relacje, ominęło mnie wiele interesujących podróży, wesel i innych uroczystości rodzinnych. To co w tej chwili mogę o sobie powiedzieć to, to, że mam 167cm i 51 kg, osteoporozę w kręgosłupie i zwyrodnienie w stawach biodrowych. To czego nie miałam w ciągu ostatnich 6 miesięcy to miesiączka. Każdy aspekt mojego życia był podporządkowany ćwiczeniom, żywności oraz potrzebie kontrolowania tego wszystkiego. Tak ciężko pracowałam, aby być zdrową, ale nie jestem. I sama to sobie zrobiłam... "

 Kto jest w grupie ryzyka?

Tendencję do podejmowania ekstremalnej ilości ćwiczeń przejawiają osoby, które czują potrzebę kontroli tego co się dzieje w ich życiu. Chociaż czynniki ryzyka mają więcej wspólnego z cechami osobowości, niż zawodem, to ofiarami uzależnienia często padają osoby zajmujące prestiżowe i wysokie stanowiska, wykwalifikowani specjaliści. Jest to ściśle związane z dużą potrzebą odczuwania satysfakcji z własnych osiągnięć i odnoszenia sukcesu – co oczywiście gwarantuje im sport.

Na rozwój „ćwiczeniowego” uzależnienia są podatne również osoby, które odczuwają silną zewnętrzną presję utrzymania wysokiej formy. Dotyczy to również ludzi z nadwagą, którzy decydują się na ekstremalny spadek masy ciała w bardzo krótkim czasie.

Naukowcy z University of Southern California spekulują, że 15 % osób uzależnionych od ćwiczeń jest również uzależniony od papierosów, alkoholu lub narkotyków. Szacuje się, że 25% może mieć inne nałogi, takie jak uzależnienia od seksu lub uzależnienia od zakupów.

W niektórych przypadkach, byli narkomani i alkoholicy ćwiczeniami wypełniają pustkę pozostawioną przez wcześniejsze uzależnienie. Podobnie palacz może się uzależnić od kofeiny po rzuceniu palenia papierosów.

Znaki ostrzegawcze

Najczęstsze objawy uzależnienia behawioralnego obejmują:

  • CISZA - Ćwiczenia stają się najważniejszą aktywnością w życiu, całkowicie dominują myślenie, emocje i zachowanie.
  • ZMIANY NASTROJU - Ćwiczenie powoduje zmiany nastroju, takie jak zasmucenie, złość, nerwowość lub pozytywne flow.
  • TOLERANCJA - Uzależnienie wymaga zwiększenia ilości działania w celu osiągnięcia pożądanych efektów.
  • OBJAWY ODSTAWIENIA - Zmniejszenie lub zatrzymanie wyników ćwiczeń powoduje dyskomfort, drażliwość, drżenie i inne klasyczne objawy odstawienia.
  • KONFLIKT - obsesja jest przyczyną konfliktów relacyjnych na różnych płaszczyznach życia zawodowego i osobistego.
  • NAWRÓT - Uzależniony od ćwiczeń jest podatny na pokusy tzw. wyzwalacze skłaniające ich do podjęcia tych samych wzorców aktywności, nawet po długim okresie normalności.

uzależnienie od sportu

Jak rozpoznać uzależnienie od sportu?

Uzależnienie od aktywności fizycznej jest trudne do wykrycia zarówno u siebie, ja i u bliskiej osoby. Powoduje ono zmiany chemiczne w mózgu, które wymagają leczenia psychologicznego i są trudne do przeprowadzenia na własną rękę.  Większość osób uzależnionych od ćwiczeń nie widzi niczego złego w swoim zachowaniu, wręcz przeciwnie sygnały wysyłane przez najbliższych traktują, jako zwykłą czepliwość, a nawet złośliwość, zazdrość czy zaborczość. Brakuje również diagnozowania rozpoznawanego przez American Psychiatric Association (APA), co oznacza, że ​​nie ma określonych kryteriów diagnostycznych.

Obsesja dotycząca zwiększonej aktywności fizycznej wraz ze zmniejszoną aktywnością społeczną często wskazują na uzależnienie. Dobrym sposobem, jest prowadzenie dziennika swoich treningów oraz działalności społecznej, aby sprawdzić, czy występuje naruszenie proporcji między nimi.

Jakie są możliwości leczenia?

Pierwszym i podstawowym krokiem efektywnego leczenia jest przyznanie się do posiadanego problemu i podjęcie działania polegającego na ograniczeniu aktywności fizycznej - konieczna jest samoświadomość i samokontrola.  Często kolejnym etapem jest stopniowa zmiana rodzajów ćwiczeń lub zredukowanie swoich obecnych treningów. Czasami koniecznym może być całkowite zaprzestanie aktywności fizycznej, by odzyskać umiejętność kontroli nad obsesyjnym pożądaniem do uprawiania sportu.

 Jak możemy zapobiec?

To co radziłabym na pierwszym miejscu to obserwować siebie i słuchać bliskich. To zapewne od nich będą pochodziły pierwsze sygnały o ewentualnym zagrożeniu. Na pewno warto swój trening skonsultować z profesjonalistą i w rozsądny sposób rozplanować harmonogram nie tylko ten dotyczący ćwiczeń, ale również ten domowy, by uniknąć zbyt częstych wycieczek na siłownię. To co możemy zrobić to również weryfikować czas treningu oraz ilość codziennych ćwiczeń, by nie zapędzić się w sportową pułapkę. Przerwa w treningu w ciągu tygodnia, to również dobry sposób na to by nabrać dystansu i zwyczajnie pozwolić odpocząć organizmowi. Musimy obserwować siebie i swoje zachowania, po to by w odpowiednim momencie zareagować.

uzależnienie od sportu

Jaka jest perspektywa długoterminowa?

Osoby uzależnione od aktywności fizycznej powinny unikać używek: narkotyków, alkoholu, kofeiny i innych uzależniających substancji. Ilość czasu potrzebnego, aby przezwyciężyć uzależnienie jest zależne od stopnia nasilenia choroby. Niestety prawdopodobieństwo nawrotu jest takie samo, jak w przypadku innych uzależnień. Dlatego też należy unikać pokus i kontrolować swoje słabości.

Podsumowując…

Większość z nas potrafi zachować zdrowy rozsądek i umiar. Korzystamy ze wsparcia trenerów personalnych, fizjoterapeutów czy dietetyków – osób, które w profesjonalny sposób potrafią zaplanować zbilansowany plan rozwoju i treningu. Ćwiczenie to świetny sposób, aby wyrazić naszą fizyczność, odreagować i znaleźć chwilę dla siebie, wszystko jest dobrze, dopóki zachowamy zdrowy rozsądek.

Zgubną drogą jest pójście w stronę escapizmu, czyli w ucieczkę od problemów związanych z życiem społecznym, codziennością i rzeczywistością w nierealny świat zwycięstwa i sukcesu sportowego (czy koncentracji na wyglądzie zewnętrznym). Doskonale wiecie, że to niestety iluzja i pułapka, gdyż niezależnie od tego jak się wyrzeźbimy i ile kilogramową sztangę podniesiemy nasze problemy oraz obawy nadal będą czekały tam, gdzie je zostawiliśmy. Ucieczka przed nimi nie stanowi rozwiązania, musimy stawić im czoła i pozbyć się ich raz na zawsze.

Wspaniale jest mieć pasję, a jeżeli mamy to szczęście i jest ona naszą pracą to posiadamy nieocenioną wartość, dzięki, której sukces jest na wyciągnięcie ręki. Jeżeli natomiast nasza pasja jest przyczyną utraty przyjaciół, pogorszenia relacji społecznych oznacza to, że powinniśmy wziąć głęboki oddech i przeanalizować swoje priorytety.

Niektórzy z Was zapewne pomyślą:

Czyli co, mam zaprzestać ćwiczeń i prowadzić niezdrowy tryb życia? Teraz to powiedziałaś co wiedziałaś. Ładna mi rada…”.

Zdaje sobie sprawę, jak to brzmi, jednak zwróćcie uwagę, że nie chodzi o to, by nie ćwiczyć, lecz by dostrzec subtelną różnicę między pasją, a obsesją.

Aktywność fizyczna w ROZSĄDNEJ ilości jest wskazana. Tylko ile to jest rozsądnie i co oznacza „zdrowie”?

Czy „zdrowie” to forsowanie się na siłowni, mimo przeziębienia, zmęczenia czy kontuzji?  Czy „zdrowie” to wymykanie się z domu, kosztem czasu spędzonego ze swoimi dziećmi lub przyjaciółmi, bo przypada właśnie kolejny dzień Twojego godzinnego treningu i musisz ćwiczyć dokładnie 1h w przeciwnym razie trening nie ma sensu?

Ćwiczenia oraz ilość powtórzeń nie stanowią synonimu zdrowia. Wiele innych zmiennych wpływa na nasz stan i kondycję, począwszy od odżywiania na życiu rodzinnym skończywszy.

Pamiętajmy o tym, że

Nie jesteśmy w stanie wyprzedzić swojego cienia…”

Proponuję zatem nieco szersze spojrzenie na to co dla naszego zdrowia istotne. Zarówno jako psycholog, jak i fizjoterapeuta wychodzę z założenia, że znalezienie spokoju i równowagi psychicznej (niezależnie jakby to nie zabrzmiało ;-)) w naturalny sposób prowadzi do zdrowia fizycznego. Poczucie naszej wartości oraz szczęście w większej mierze powinno zależeć od naszej świadomości i samorealizacji, a nie sześciopaku czy ilości pokonanych kilometrów.

W momencie przeprogramowania myślenia o aktywności fizycznej i nieutożsamiania jej z katorżniczą pracą, z łatwością można odnaleźć satysfakcje w długich spacerach z dziećmi (bez poczucia winy, że zbyt mało się przy tym spociliśmy, by nadać mu miano treningu). Przyjemne i odstresowujące mogą być zajęcia z Jogi lub Zumby. Równocześnie warto jest czasami nalać sobie kieliszek wina (to nie jest promocja innego uzależnienia ;-)) i poczytać książkę na kanapie, napawać się nic nie robieniem…

szczęście

Jakie są Wasze sportowe doświadczenia? Czy mieliście do czynienia ze sporotową obsesją? A może ktoś bliski boryka się z takim problemem?

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Informacje od Was są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi się rozwijać.

Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz, że może być przydatny, to udostępnij go swoim znajomym na Facebook'u.

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie  ;-) .

 


związek

5 sposobów, aby zniszczyć udany związek

Zapewne nie raz zastanawialiście się nad tym czy Wasz związek jest szczęśliwy

i w zależności od odpowiedzi (bo równie prawdopodobna co pozytywna jest negatywna odpowiedź) kontynuowaliście rozważania nad tym, dlaczego tak jest? Któż z nas tego nie robi? Skąd wiemy, że relacja, którą zbudowaliśmy jest satysfakcjonująca? Czy osoba nam bliska na pewno ma podobne odczucia do naszych? Czy jest równie zadowolona z łączącego nas uczucia? Może warto się zastanowić również nad sobą. W jakim stopniu nasz partner jest zadowolony z tego jacy jesteśmy w tej relacji?

Jaka jest rzeczywistość?

Chwilę refleksji mamy za sobą…ustaliliśmy fakty, wiemy już, że nasza relacja jest w pełni zadowalająca, jesteśmy usatysfakcjonowani, w końcu nie bez przyczyny już tyle lat jesteśmy razem. Skąd jednak pewność, że w rzeczywistości jest tak dobrze, jak się nam wydaje? Co, jeśli jednak w naszym zachowaniu jest coś co doprowadza najbliższą nam osobę do szewskiej pasji?

Już pewnie włączyła Wam się w głowie lampka aktywująca obronną postawę: „zaraz, zaraz, a co z podstawową zasadą w związku mówiącą, że

"najważniejsza jest wzajemna akceptacja i bycie ze sobą nie z powodu zalet, tylko wbrew wadom”?

Cóż mogę powiedzieć… to piękne poetyckie podejście, sama lubię ten cytat, ale czy poza romantycznym uniesieniem ma on odzwierciedlenie w relacjach międzyludzkich? Czy naprawdę sądzicie, że miłość, czy inne pozytywne uczucie ma aż taką moc, że daje nam tyle siły by zagłuszyć własne potrzeby, by przez cały czas stawiać tę bliską osobę ponad siebie? Szczerze mówiąc nie sądzę.

Zmiany w związku

Doskonale wiecie, że każdy związek przechodzi różne fazy, bo uczucie ewaluuje, zatem wraz z nim zmienia się też nasze nastawienie, gotowość do poświęceń, oczekiwania itp. O ile na pierwszym etapie romantycznej miłości świata nie widzimy poza ukochaną osobą, jesteśmy w stanie dla niej przenosić góry i stanąć w szranki z Goliatem w jej obronie, to na późniejszym etapie nie jestem pewna, czy równie ochoczo stanęlibyśmy do tego pojedynku.

Może pytaniem, które powinniśmy sobie zadać jest to na jakim etapie jest obecnie nasza relacja? Może nasz związek w cale nie jest tak bezpieczny, stabilny i trwały, jak nam się wydaje. Musimy pamiętać o tym, że w jakimś zakresie wszyscy jesteśmy ślepi na własne wady i dlatego często nie zdajemy sobie sprawy z ewentualnych niedociągnięć. To co dla nas niedostrzegalne, wcale takie nie jest dla naszych najbliższych – oni nie są niewidomi (w tym wypadku możemy pokusić się o stwierdzenie: niestety ;-) nie są).

Pojawia się sporo pytań i pewnie zasiałam ziarno niepokoju. Taka też jest moja intencja. Niepokój składnia do większej uważności, do refleksji, przemyśleń i w końcu do działania. To co powinniśmy, to wystrzegać się rutyny jak ognia. W związku nie ma czegoś takiego jak niezmienność. Wraz z upływem czasu uczucie ewaluuje, a my razem z nim.

Naukowy punkt widzenia

Tytuł tekstu mówi o sposobach, które sprawią, że skutecznie zniszczymy satysfakcjonującą relację, zanim je poznacie, najpierw przedstawię Wam wyniki najnowszych badań nad osobowością narcystyczną. Dlaczego akurat takie badanie przytoczę? Ponieważ osoby o tym typie osobowości najczęściej zgłaszają się (oczywiście nie z własnej woli) po pomoc do specjalisty z problemami związkowymi. Dodatkowo narcystyczna osobowość bardzo wyraźnie prezentuje swoje cechy, co ułatwi wychwycenie najczęściej stosowanych destrukcyjnych dla związku zachowań.

związek

Zatem do rzeczy. Wyniki najnowszych badań wskazują, że im więcej w nas cech narcystycznych tym bardziej nasze wyobrażenie o związku jest oddalone od rzeczywistości.

Według Albright College Gwendolyn Seidman (2016), większość z nas najbardziej ceni w związku ciepło (czułość) i lojalność, bardziej niż status społeczny, atrakcyjność fizyczną, czy pasję partnera. Czułość i lojalność to unikalne cechy, posiadane tylko przez niektóre osoby, cechy, które stanowią trwałą część osobowości, które są bardzo istotne z perspektywy związku, gdyż leżą u podstaw długofalowych relacji. Wspomniane wcześniej cechy zewnętrzne (status, atrakcyjność i pasja) po pierwsze zmieniają się w trakcie naszego życia, co może oznaczać, że po pewnym czasie ukochany nie jest już tak majętny, daje więcej cienia, bo się znacząco zaokrąglił, a i upodobanie do biegania zamienił na ćwiczenie kciuka na kanapie.

Właśnie w tym momencie pojawia się owe „po drugie”, które mówi o tym, że wspomniane cechy dają się z łatwością zastąpić – co w praktyce oznacza nic innego, jak to, że w każdej chwili możemy znaleźć nowszy model i zwyczajnie wymienić partnera, opcja ta funkcjonuje nawet po okresie gwarancji. Zatem jeśli w związku interesują nas bardziej walory zewnętrzne, z pewnością nie dostrzeżemy u swojego partnera, współpracownika, przyjaciela tych unikalnych cech, które on i tylko on posiada. Nie mnie oceniać jakość takiej relacji, ale jedno jest pewne, że ma ona raczej charakter krótkofalowy.

W pogoni za...?

Na co dzień nasze głowy zaprząta milion różnych bardziej lub mnie ważnych spraw. Naszą uwagę koncentrujemy na obowiązkach, rytuałach, zadaniach, nie mamy czasu na zastanawianie się nad wartością i jakością relacji z bliską osobą. Zakładamy, że nasz związek jest na tyle trwały, że nikt i nic nie jest w stanie go ruszyć. Myślę, że większość z nas nawet się nad tym nie zastanawia, po prostu takie przekonanie gdzieś tam jest w nas głęboko zakorzenione. I dobrze, bo jest ono objawem zdrowej relacji, w której gości poczucie bezpieczeństwa i zaufanie.

związek

Jesteśmy jednak tylko ludźmi, borykamy się z różnymi dylematami, toczymy wyścig z czasem by zrealizować wszystkie zobowiązania w wyznaczonych terminach. Nie ma innej możliwości jak ta, że w końcu przychodzi zmęczenie, frustracja, kryzys, bo ile można funkcjonować w takim napięciu. W toczącej się gonitwie nawet nie zauważamy zachodzących zmian, w nas, naszym partnerze, w relacji. Powyższe elementy sprawiają, że jesteśmy niezadowoleni z pracy, z życia osobistego, ze związku. Dopiero wtedy zaczynamy się zastanawiać po co ta pogoń, czy tego właśnie chcę? Wkradają się myśli dotyczące powierzchowności naszej relacji, tego czy partner jest wystarczająco atrakcyjny, zabawny, pomocny? Gdy towarzyszy nam negatywne nastawienie zapominamy o tym co istotne, o tym co tak naprawdę sprawiło, że jesteśmy z tą a nie inną osobą. A gdy na to wszystko wkradnie się „kryzys wieku średniego” kłopociki związkowe murowane…

Narcyzm, jako dyspozycja

Wyniki wspomnianych badań wskazują, że większe prawdopodobieństwo wystąpienia zachowań psujących udany związek dotyczy osób posiadających wysoki poziom cech narcystycznych. Patrząc na narcyzm jako na dyspozycję osobowości, która waha się od niskiego do wysokiego natężenia określonych cech i zakładając, że może ona dotyczyć każdego z nas. Pojawia się ważna informacja, że w zależności od poziomu posiadanych cech narcystycznych możemy podejmować bardziej lub mniej destrukcyjne dla związku działania.

Wysoki poziom owych cech oznacza, że widzimy siebie w zbyt idealistyczny sposób, w zanadto pozytywnym świetle. Dodatkowo towarzyszyć temu może wygórowana ambicja, wysoki poziom inteligencji i ekstrawersji. Bycie w centrum uwagi sprawia, że czujemy się jak ryba w wodzie (swoją drogą chodzą słuchy, że spora część blogerów przejawia owe cechy - nie mam pojęcia, dlaczego ;-)). Z ustaleń wynika, że osoby bogate w cechy narcystyczne przywiązują większą wagę do zewnętrznych cech swoich partnerów. Staje się to problematyczne z upływem czasu w kontekście utrzymania satysfakcjonującej relacji, której podstawą staje się odpowiedni wygląd. W związku z czym posiadając wyższy poziom narcyzmu, jesteśmy bardziej skłonni do popychania partnerów do zmian w wyglądzie zewnętrznym. Podejmowane próby zmiany mogą nie być zgodne z ich pragnieniami, motywacjami, oczekiwaniami co znacząco zmniejsza zadowolenie z naszej relacji.

Zabrzmiało fatalnie? Pewnie myślicie, że Was to nie dotyczy, bo absolutnie żadnych, ale to żadnych cech narcystycznych u Was nie uświadczę… Dobre sobie, pamiętacie co pisałam o zaślepieniu, czas zdjąć klapeczki i zrobić szczery rachunek sumienia. Żebyśmy też mieli jasność, nie ma nic złego w tym, że w związku dbamy o własne dobro, ważne jest jednak by jak we wszystkim zachować stosowny umiar. Posiadanie cech narcystycznych nie oznacza, że popadamy od razu w skrajności oraz, że posiadamy tendencję do wszystkich wymienionych zachowań.

Teraz, gdy wiemy, w jaki sposób osoby o wysokim poziomie narcyzmu potrafią zasiać ziarno niezadowolenia w swoich relacjach, przekonajmy się jak ten proces może przebiegać w naszych związkach.

Oto pięć sposobów, aby zniszczyć nawet najbliższą i najlepszą relację:

  1. Wymagaj, aby bliska osoba spełniała wyznaczone przez Ciebie normy, standardy, oczekiwania zamiast własnych czy wspólnych.

Ważne by poprzez naleganie na realizowanie zaplanowanego przez nas obrazu związku wywołać niechęć i niezadowolenie.

  1. Nie buduj zaufania i poczucia lojalności. 

Te dwa elementy są podstawą do nawiązania bliskich i trwałych relacji. Jeżeli skupimy się tylko na powierzchowności, nawiązane relacje nie będą trwałymi.

  1. Skupiaj się na zewnętrznych cechach partnera bardziej niż na tym, co naprawdę istotne.

Jeśli ciągle będziemy podkreślać istotę cech zewnętrznych i oczekiwać utrzymania wyglądu na określonym poziomie – skutecznie zniechęcimy do siebie bliską osobę, obniżymy jej poczucie wartości i chęć do przebywania w naszym towarzystwie.

  1. Naruszaj zaufanie, które dotychczas zbudowaliście.

Jeżeli swoim zachowaniem sprawimy, że nasz partner wyczuje, że przy stosownej okazji jesteśmy skłonni wbić mu szpilę i że nie może na nas polegać, to zdecydowanie osłabi zaufanie będące fundamentem dobrych relacji.

  1. Nie dostrzegaj własnych słabości.

Kolejnym sposobem jest wyznaczanie wysokich standardów dla innych, ale nie stosowanie ich w stosunku do siebie. Twoje wady, niedociągnięcia, przywary…czym on w ogóle są, to Ciebie absolutnie nie dotyczy? Tego typu zarzuty należy skrupulatnie bagatelizować, sprzeciwiać się im i wypierać niczym diabeł święconej wody. Brak autorefleksji i wygórowane oczekiwania względem innych to murowany patent na zrujnowanie nawet najtrwalszej relacji. Nie ma możliwości, żeby ktokolwiek pozostał obojętnym względem takiego postepowania.

Dodatkowych słów kilka...

Znalazłoby się i 50 sposobów na zrujnowanie wartościowej relacji, jednak tych 5 jest wystarczająco problematycznych by skutecznie skłonić bliską osobę do ochłodzenia bądź nawet zrezygnowania ze znajomości z nami. Sposoby te będą równie dobrze działały na romantyczne związki, jak i na przyjaźnie czy relacje zawodowe.

Unikając wymienionych zachowań bez wątpienia przyczynimy się do polepszenia jakości ważnych dla nas więzi. Pielęgnowanie związku to nie tylko nie zapominanie o stosownych wydarzeniach okolicznościowych, to dostrzeganie potrzeb partnera, dostosowanie swojego zachowania do zmieniającego się uczucia, ciągłe poszukiwanie wspólnych obszarów i bliskość. Bliskości, która wraz z upływem czasu i w zależności od dojrzałości relacji może mieć inną formę – od namiętnego spotkania, po wspólne milczenie w zaciszu naszego domostwa. Bo bycie razem to ciągłe uczenie się siebie nawzajem.

związek

Zatem obserwujmy, słuchajmy, działajmy.

Trochę więcej na temat szczęścia przeczytacie tutaj klik, a o atrakcyjności tutaj klik.

Dostrzegacie u siebie narcystyczne cechy? Jeśli tak to jakie? A może macie do czynienia z przejawami narcyzmu? Co dla Was jest ważne w związku z drugą osobą?

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Informacje od Was są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi się rozwijać.

Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz, że może być przydatny, to udostępnij go swoim znajomym na Facebook'u.

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie  ;-) .