krzyczę_na_swoje_dziecko

5 mitów o krzyczeniu na dzieci, o których każdy rodzic powinien wiedzieć

Dostrzegam wiele pozytywnych zmian w podejściu do rodzicielstwa, które mnie bardzo cieszą. Dzięki większej świadomości i autorefleksji poszukujemy informacji, które wesprą nas w lepszym wypełnianiu roli rodzica. Coraz więcej mówimy o wzajemnym szacunku, empatii, regulacji emocji i komunikacji, bez nich prawdziwa i wartościowa relacja nie istnieje.

W rodzicielstwie, tak samo, jak w innych dziedzinach życia, możemy spotkać skrajne i idealistyczne podejście. Przeczytacie w sieci hasła, motywujące do natychmiastowej zmiany zachowania, stawiające zagadnienie emocjonalności i wybuchów złości w zero-jedynkowym świetle.

„Zachowaj spokój, zapanuj nad sobą… to takie proste.”

I nie ma wątpliwości, że zachowanie opanowania, jest najlepszym, co powinniśmy zrobić w „trudnych”, rodzicielskich potyczkach, jednak wbrew temu, co możemy przeczytać, nie jest to wcale takie łatwe, wymaga naszego zaangażowania, wysiłku i często wiąże się z niejedną porażką.

Oczywiście informacje, które do nas docierają, możemy odpowiednio zinterpretować, wyciągnąć z nich to, co dla nas najważniejsze i zastosować na tyle, na ile pozwalają nam nasze umiejętności i życie. Jednak dla niektórych z nas, taki przekaz na temat stawania się dobrym rodzicem jest jak wyrocznia i, mimo że normalnym jest popełnianie błędów, stopniowe udoskonalanie wprowadzanych metod, to każde niepowodzenie traktują jak osobistą porażkę, czują się winni i sfrustrowani, bo mimo prób nie udaje im się nie krzyknąć na swoje dziecko.

Zanim przejdę do tytułowych mitów, muszę jeszcze podkreślić kilka ważnych kwestii:

TAK – krzyk jest formą przemocy psychicznej.

TAK – zaprzestanie krzyczenia na dziecko w chwili uniesienia jest cholernie trudne.

TAK – to jest nasza praca.

TAK – po pewnym czasie jest coraz łatwiej i możesz krzyczeć mniej.

A jak jest z Wami? Czy kiedykolwiek czuliście się w ten sposób?

Pozwólcie, że nieco Was uspokoję, poniżej znajdziecie 5 mitów, w które wierzymy, które są nieprawdziwe i z którymi warto zrobić porządek.

5 mitów o krzyczeniu na dzieci, o których każdy rodzic powinien wiedzieć

Jestem złym rodzicem, ponieważ krzyczę

Krzyk nie świadczy o jakości rodzicielstwa. Jest raczej przejawem naszej słabości, niedostatecznej regulacji emocji…

Paradoksalnie, w większości przypadków krzyczymy, bo jesteśmy dobrymi rodzicami.

I absolutnie nie jest to usprawiedliwienie dla takiego zachowania, w dalszej części tekstu wyjaśniam, co dokładnie mam na myśli.

Bycie „Dobrym rodzicem” to trochę wyświechtany slogan, często powtarzany i jednocześnie niejednoznaczny. Przyjmijmy, że chodzi nam o stanie się najlepszym opiekunem dla swojego dziecka, czyli takim, jakim w danym momencie możemy być. Zdecydowanie wolę określenie wystarczająco dobrym rodzicem.

Więc jacy są wystarczająco dobrzy rodzice?

Wystarczająco dobrzy rodzice podejmują próby. Chcą się rozwijać, lepiej wywiązywać się z powierzonej im roli, starają się najlepiej, jak potrafią. Mają pewne oczekiwania zarówno w stosunku do siebie, jak i do swoich pociech. I schody zaczynają się właśnie tutaj, w miejscu, gdzie do gry wkradają się oczekiwania, a właściwie ich niespełnianie.

Frustracja i rozczarowanie pojawiają się, gdy „oczekujący” rodzice sami nie dosięgają postawionej poprzeczki albo gdy ich dzieci nie stają na wysokości zadania. Oczekiwania to temat na osobny wpis, jednak warto zdawać sobie sprawę z pułapki, w jaką nas wpuszczają.

Wystarczająco dobrym rodzicom towarzyszy również zmęczenie i stres wynikający z pracy zawodowej oraz obowiązków domowych, które codziennie wypełniają, by zapewnić swoim najbliższym wszystko, czego potrzebują.

To rodzice, którzy wieczorem, po całodniowej batalii, zasiądą w fotelu i wsłuchując się w ciszę śpiącego domu, czują wyrzuty sumienia, bo przypominają sobie sytuację, w której zachowali się nieodpowiednio, w swojej ocenienie byli niewystarczająco dobrzy dla swoich dzieci.

To, co zaraz napiszę, jest warte zapamiętania:

Źli rodzice nie czują w ten sposób.

Źli rodzice nie są skłonni do refleksji.

Źli rodzice nie próbują.

Źli rodzice nie odczuwają winy.

Źli rodzice nie starają się, każdego dnia zrobić wszystkiego, co w ich mocy, by zadbać o rodzinę.

To właśnie dlatego, że jesteśmy dobrymi rodzicami, zastanawiamy się nad swoim zachowaniem, jesteśmy skłoni do refleksji, chcemy coś zmienić, by kolejnego dnia naszej rodzinie żyło się lepiej. I przekornie, to właśnie te rzeczy, które są świadectwem dobrego rodzicielstwa, sprawiają, że jesteśmy sfrustrowani, czujemy się winni, bo jesteśmy świadomi.

poczucie_winy

Jestem złym rodzicem, bo krzycząc szkodzę mojemu dziecku

Świadomość konsekwencji i refleksja to one sprawiają, że łapiemy się na tym, co poszło nie tak. Badania dowodzą, jak wiele szkody w rozwój naszych dzieci niesie krzyk i stres, który się z nim wiąże. Dlatego powinniśmy zrobić wszystko, co w naszej mocy, by pracować nad sposobem wyrażania emocji i samokontrolą. No właśnie pracować, bo to nie jest coś, co pojawi się zaraz po tym, jak podejmiemy takie postanowienie.

Powinniśmy jednak pamiętać, że nauka i zmiana nawyków wymaga czasu i jest nierozerwalnie związana z popełnianiem błędów. Dlatego, jeżeli nie udało Ci się zapanować nad sobą, to nie powód do obwiniania się, tylko moment, by zrobić wszystko, aby naprawić to, co spiep… popsuliśmy 😉

Podrzucę Wam jeden ze sposób, który pozwoli zneutralizować negatywne skutki krzyku.

Nie ma nic odkrywczego w stwierdzeniu, że w każdym zdrowym związku istnieje równowaga pomiędzy pozytywnymi i negatywnymi chwilami. Przeprowadzono badania, które pokazują, że dla każdego negatywnego doświadczenia potrzebnych nam jest pięć pozytywnych interakcji, a wszystko po to, aby utrzymać zdrowe i zrównoważone relacje. Badania te zostały przeprowadzone z udziałem osób dorosłych, będących w związkach, ale zostały sprawdzone i zaadaptowane dla relacji rodzic-dziecko.

Wspomniane pozytywne interakcje nie muszą być niczym wielkim. Wystarczy uśmiech, dotyk, małe gesty, okazanie wsparcia, coś, co was rozśmieszy. Jestem pewna, że w ciągu całego dnia znalazłabym u Was wiele takich małych, ale ważnych gestów. I tak jak zazwyczaj pojawiają się intuicyjnie i spontanicznie, tak po kryzysowej sytuacji warto byśmy je zainicjowali i zrównoważyli całodzienny bilans pozytywnych emocji. To sposób, który pomoże zarówno skrzyczanemu dziecku, jak i rodzicowi.

Więcej na temat metody opartej na współczynniku 5:1 napisałam tutaj oraz tutaj, a o tym, co zrobić, gdy nakrzyczysz na swoje dziecko tu.

Jestem jedynym rodzicem, jakiego znam, który krzyczy na swoje dzieci

Pamiętajcie, nigdy nie wiemy i nie mamy pewności, co się dzieje w czterech ścianach, za zamkniętymi drzwiami. Nie mam zamiaru przytaczać tu konkretnych przykładów na to, jak bardzo pozory potrafią mylić.

 

To, co jest pewne, to to, że każdy rodzic wpada w gniew, ponieważ jesteśmy tylko ludźmi, a gniew, złość, frustracja – emocje – są częścią ludzkiej natury.

Dlatego zapewniam Cię, że nie jesteś jedynym rodzicem, któremu zdarza się nakrzyczeć na swoją pociechę.

Niektórzy rodzice przestają krzyczeć i nigdy nie krzyczą ponownie

Przeświadczenie, że jesteśmy w stanie przestać krzyczeć i nigdy tego nie powtórzyć, jest pułapką, w którą bardzo często wpadamy.

Prawda jest taka, że gdy w naszym życiu większość spraw układa się po naszej myśli, towarzyszy nam tak zwana dobra passa, czujemy się spełnieni i szczęśliwi, to rzeczywiście jesteśmy w stanie nie krzyczeć przez dłuższy czas.

Jednak doskonale wiecie, jak wygląda rzeczywistość… potrafi irytować, przytłaczać, zaskakiwać.

To, co teraz napiszę zabrzmi trochę jak patos, jednak zaryzykuję 😉

Życie może stać się trudne i często takie jest, wtedy również rodzicielstwo nas przygniata i staje się trudniejsze niż kiedykolwiek. Gdy dopada nas ten moment i nie jest tak, jak byśmy chcieli, nasza umiejętność samokontroli jest znacznie osłabiona, wtedy znacznie trudniej (wiem, wiem to słowo pojawia się w tym akapicie za często, ale co zrobić skoro pasuje) jest nad sobą zapanować i łatwiej o podniesiony głos czy krzyk.

Gdy już tak się stanie – przebacz sobie, odpuść winę i zacznij od nowa pracę nad sobą. Zastosuj metodę 5:1.

To, jak reagujemy jako rodzice, jest związane z naszym stanem emocjonalnym, z tym, jak się czujemy ze sobą i otaczającą nas rzeczywistością. Popełnianie błędów jest rzeczą ludzką, ale nie zwalnia nas z “obowiązku” pracy nad swoimi słabościami, tak byśmy mogli stworzyć naszym dzieciom spokojny i bezpieczny dom.

Niemożliwe jest, aby mniej krzyczeć

Można krzyczeć mniej.

Mówię to z takim przekonaniem, ze względu na pracę, którą wykonuję codziennie, sama nad sobą jako mama, ale również, a może przede wszystkim w oparciu o doświadczenie wynikające z pracy z rodzicami. To bardzo budujące móc obserwować zmiany i zacieśnianie relacji w rodzinach, czy czytać komentarze i wiadomości będące dowodem na skuteczność waszych starań:

 

„Dorastałam w domu, gdzie krzyk był na porządku dziennym. To była jedyna forma wyrażania emocji i chyba jedyne emocje, które tak często i tak chętnie wyrażaliśmy. Zakładając własną rodzinę, nie potrafiłam mówić o uczuciach w pozytywny sposób, to ciągle jest moja ogromna praca. Najlepszą motywacją są dla mnie mój mąż i dwuletni synek, którzy już widzą różnicę, sama ją czuję. Codziennie pracuję nad tym, by nie krzyczeć.” – Kasia

jestem_złą_matką

Nie wierz w te mity

JESTEŚ dobrym rodzicem – jesteś wystarczająco dobrym rodzicem.

Nie jesteś jedynym, któremu zdarza się krzyczeć.

Możesz zmniejszyć skutki tej przykrej sytuacji, angażując się w relację ze swoim dzieckiem.

Możesz krzyczeć mniej. Przy sprzyjających warunkach i zaangażowaniu możesz nawet przestać krzyczeć, ale jeśli się nie uda Ci się dotrzymać postanowienia, to nie jest powód, by umniejszać swojej wartości – już przecież wiesz co z tym zrobić i jak się zachować.

To, że raz czy drugi, a nawet dziesiąty Ci się nie uda, nie znaczy, że masz przestać próbować, bo każde starania przynoszą pozytywną zmianę w Tobie i w twojej rodzinie.

Warto się starać dla momentu, w którym uda Ci się zapanować nad sobą, kiedy spojrzysz na swojego szkraba i będziesz niesamowicie dumny z siebie i szczęśliwy, że wypracowałeś w sobie tę umiejętność, znalazłeś siłę i nie „rozładowałeś” na nim skumulowanych emocji.

A wszystko dlatego, że próbujesz, że się nie poddajesz, bo jest rewelacyjnym rodzicem.


Jestem ciekawa Waszych doświadczeń? Jak się czujecie, gdy zdarzy Wam się krzyknąć na swojego szkraba?

Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielcie się tym ze mną w komentarzu. Dla osób komentujących mam niespodziankę 😉 Jednej z Was podaruję książkę “Kiedy Twoja złość krzywdzi dziecko”, którą znajdziecie wśród polecanych przeze mnie pozycji. 

Ściskam,

Karola 

Serdecznie polecam Wam również książki, które wspomogą Was w rodzicielskiej drodze:

Być może zainteresują Was również inne artykuły:

5_mitów_o_krzyczeniu_na_dzieci_o_których_każdy_rodzic_powinien_wiedzieć


budowanie_relacji_z_dzieckiem

Budowanie relacji z dzieckiem. Dlaczego, każdy rodzic powinien wiedzieć o współczynniku 5:1

Niby zwykłe popołudnie, wróciłaś z pracy, pobieżnie ogarnęłaś domowy chaos, chwyciłaś w locie coś do jedzenia, a teraz starasz się doładować akumulator, popijając kawę. Pewnie znasz ten moment, kiedy filiżanka kawy zatrzymuje się w połowie drogi do Twoich ust, gdy zza ściany dobiega...

Nie, to jest moje!  ja miałem to PIERWSZY!  To niesprawiedliwe!  Mamooo! On mi nie chce oddać mojego auta!!

Po raz „en-ty” próbujesz interweniować wołając z fotela:

Czy ja naprawdę nie mogę wypić tej kawy w spokoju? Musicie się ciągle o coś sprzeczać? Ostatni raz Was proszę o zgodną zabawę!

Zapada głucha cisza i nagle do salonu wpada z impetem Franek (4 lata) a za nim Staś (6 lat). Ślizgiem pokonują zakręt i kończą gonitwę na stoliku kawowym w centrum pokoju. Twoja kawa wraz z filiżanką ląduje na dywanie, a Ty zrywasz się na baczność niczym żołnierz na warcie. Dzieci płacząc przekrzykują się jeden przez drugiego, że to wina tego pierwszego jegomościa, że nie chciały, że to przez przypadek i w ogóle, że już nie będą... Słowem chaos jak na jarmarku.

Co możesz czuć?

Jesteś zdenerwowana, czujesz, jak narasta w Tobie złość – zaraz eksplodujesz. I chociaż technicznie nie krzyczysz, to ton i sposób, w jakim informujesz ich o tym, że takie zachowanie jest niedopuszczalne, nie pozostawia złudzeń – jesteś wściekła.

Spoglądasz na skruszone miny chłopców i bez mrugnięcia okiem odsyłasz ich do pokoju:

„Nie potraficie się porozumieć i bawić w zgodzie, to nie będziecie się bawić w ogóle! Marsz do siebie! Możecie wrócić, jak przemyślicie swoje zachowanie! A teraz zejdźcie mi z oczu!

konflikt_z_dzieckiem

Gdy padnie za dużo słów

Mija chwila, emocje opadają i …przychodzi refleksja, zdajesz sobie sprawę, że ta sytuacja mogła wyglądać inaczej, że odreagowałaś na dzieciach frustracje po przedpołudniowym starciu z szefem, a maluchy stały się kozłem ofiarnym. Rozumiesz, że Twoje okrzyki z drugiego pokoju nie docierają do walczących za ścianą dzieci, że krzyk i odesłanie ich bez rozmowy, to nie jest odpowiedni sposób komunikacji, że nawet w złości nie powinnaś zwracać się tak do swoich dzieci.

Rodzicielstwo to trudne zadanie, a utrata panowania nad sobą raz na jakiś czas nie czyni z Ciebie złego rodzica. Wbrew pozorom, jako ludzie jesteśmy doskonale niedoskonali, a kontrolowanie emocji jest czymś, wymagającym od nas samoświadomości, zaangażowania i ogromnej ilości pracy.

3 rzeczy, które powinniśmy zrobić po utracie panowania nad sobą

Bez względu na to, ile artykułów przeczytasz o tym „jak być szczęśliwym rodzicem” lub „jak nauczyć się kontrolować emocje”, frustracje i przykrości będą spotykać Cię codziennie.

Nie ma idealnych ludzi, rodziców, dzieci i nikt z nas nie wiedzie idealnego życia. Dlatego skoro już mleko się wylało, a Ty jesteś świadoma tego, co poszło nie tak, i wiesz że chcesz postępować inaczej, daj sobie prawo do popełniania błędów, przebacz sobie i jednocześnie zacznij działać, by poprawić relacje z dzieckiem.

Oto co powinnaś zrobić:

  1. Wybacz sobie.
  2. Przeproś swojego brzdąca.
  3. Podejmij wyzwanie - pięciu dobrych uczynków.

Pierwsze dwa punkty są szalenie ważne, ale jak się zaraz przekonasz, trzeci może być najważniejszy.

Tajemnica wartościowych relacji

Nauka pokazuje, że w szczęśliwych związkach między dorosłymi ludźmi, występuje szczególna zależność pomiędzy pozytywnymi, a negatywnymi interakcjami.

Wygląda ona następująco: na każdą jedną negatywną interakcję przypada 5 pozytywnych.

Podczas, gdy badania koncentrują się na dorosłych, my rodzice doskonale wiemy, że na naszą relację z dzieckiem negatywne wydarzenia mają równie istotny wpływ. Dlatego wspomniany stosunek 5:1 może pomóc nam w budowaniu relacji i odbudowaniu mostu porozumienia z naszymi pociechami.

relacja_z_dzieckiem

Wzmacnianie relacji z dzieckiem: współczynnik 5:1

Kierując się analogicznym podejściem do tego, które opisałam wyżej możemy przyjąć zasadę, że, by naprawić relację z dzieckiem, po nieprzyjemnym wydarzeniu, musimy sprowokować, stworzyć, wywołać 5 pozytywnych interakcji, w których razem z maluchem weźmiemy udział.

Jedynym ograniczeniem jest Twoja wyobraźnia, któż lepiej zna Twoją pociechę, wie co sprawi jej przyjemność, w którym miejscu ma największe gilgotki, albo jaką książkę lubi najbardziej?

Gdyby jednak w kryzysowej sytuacji zabrakło Ci pomysłów, poniżej zamieszczam listę 19 prostych propozycji, które będą pomocne podczas odbudowywania kontaktu z dzieckiem – osiągania współczynnika 5:1 (o tym, w jaki sposób jeszcze możecie wykorzystać współczynnik 5:1 przeczytacie tutaj => klik).

19 prostych pomysłów na wzmocnienie więzi z dzieckiem

  1. Przytulas dobry na wszystko. Nic tak nie koi, jak uścisk ukochanej osoby, dlatego przytul swojego szkraba i upewnij się, że jest to uścisk o odpowiedniej jakości, trwający ponad 6 sekund. Jeżeli jednak zamiast aprobaty, usłyszysz od swojego malucha sprzeciw – zaproponuj symboliczne przybicie piątki.
  2. Powiedz „Kocham Cię”.Dla dziecka nie ma nic ważniejszego niż bezwarunkowa miłość rodzica. Nic też, nie jest na to lepszym dowodem niż wyznanie, które pada w tak trudnej chwili. Warto podkreślać, że kochamy JE za to, że JEST, a nie za to jakie jest.
  3. Zaproponuj wspólne czytanie książki. Twoje dziecko nigdy nie jest na to za duże.
  4. Zostaw notatkę lub rysunek niespodziankę – na kartce papieru w szkolnym pudełku śniadaniowym, karteczkę Post-It na lustrze w łazience, kartę na półce z zabawkami itp. Może to być żart, Wasze ulubione powiedzenie, to, co w nim podziwiasz albo po prostu „Kocham Cię”.
  5. Wyraź za co je doceniasz: „Doceniam, kiedy…”
  6. Opowiedz śmieszną, pozytywną historię z przeszłości np., gdy dziecko było młodsze, bądź, kiedy Ty byłaś w jego wieku.
  7. Przygotuj pozytywny posiłek. Do następnego, jedzonego przez Was dania, dodaj uśmiechniętą buźkę np.: miseczka płatków owsianych, gdzie plasterki banana są oczami, borówka nosem, a truskawkowy mus uśmiechem.
  8. Zatrzymaj się chwilę, usiądź i po prostu zagraj z dzieckiem w coś przez kilka minut - bez smartfona, telewizora i bez wielozadaniowości. Zagraj w to, na co maluch ma ochotę (planszówka, karty, memo).
  9. Rozpocznij zabawę ruchową w „berka”, „chowanego” albo „ciuciubabkę”.
  10. Opowiedz żart – spróbuj rozbawić malucha.
  11. Zaproponuj wspólny spacer lub zabawę przed domem.
  12. Wspólnie obejrzyjcie album z rodzinnymi zdjęciami.
  13. Włącz wesołą muzykę i zaproś do tańca małego partnera.Badania pokazują, że wspólne słuchanie muzyki buduje więzi rodzinne i tworzy pozytywne wspomnienia.
  14. Zaproponuj wspólne przygotowanie rysunku albo kolorowanie obrazka.
  15. Zabawcie się w kalambury – przygotujcie wspólnie listę haseł np. postaci z bajek i następnie naprzemiennie losujcie tematy do pokazywania.
  16. Stwórzcie wspólną konstrukcję z klocków, może to być zagroda dla zwierząt bądź wysoka wieża.
  17. Zapytaj o samopoczucie okazując troskę i zainteresowanie: „Powiedz kochanie, jak się czujesz?”
  18. Uśmiechnij się do malca, jednocześnie utrzymując kontakt wzrokowy.
  19. Stwórzcie wspólnie opowieść, może to być forma zapisywana bądź rysowana na kartce, naprzemiennie dodajecie poszczególne fragmenty historii.

czytanie_z_dzieckiem

Nasze rodzicielskie zadanie

Każdy ma prawo do popełniania błędów i nie ma w tym nic złego. Ważne jest natomiast, byśmy potrafili podjąć pracę nad tym, by ich nie powielać albo zminimalizować negatywne skutki.

Zachowanie dziecka, nawet to najbardziej nieodpowiednie, nie jest usprawiedliwieniem dla naszej nerwowej, krzykliwej reakcji. Nie możemy zapominać, że w relacji rodzic-dziecko, to my jesteśmy dorosłymi, to my pokazujemy świat, to my uczymy zasad i jesteśmy autorytetem, a dziecko niczym lustro odzwierciedla w swoim zachowaniu, to, co zaobserwuje w swoim otoczeniu.

Jako osoby w pełni dojrzałe, jesteśmy w stanie zapanować nad nerwami, nauczyć się samokontroli – takiej (fizycznej i anatomicznej) możliwości nie posiadają dzieci.

Dlatego warto pracować nad sobą, swoimi nawykami, zmieniać je i wywierać świadomy wpływ na jakość rodzinnych relacji. Pamiętając, że jako rodzice, prostymi, codziennymi gestami kształtujemy osobowość małego człowieka.

Tekst powstał w ramach wydarzenia „Najlepsze prezenty od mamy dla dzieci?”, zainicjowanej przez AsertywnaMama.pl we współpracy z Mama na całego, Ja Zwykła MatkaaKatarzyna Płuska Miękko o kompetencjach.

Być może zainteresują Was również:

 

 


relacja_z_dzieckiem

5 wskazówek, jak utrzymać bliską relację z dorosłymi dziećmi

Czytając tytuł, myślisz sobie „eee Majka ma dopiero 2 lata, mam jeszcze dużo czasu... to mnie nie dotyczy.”

Wcale mnie to nie dziwi, bo sama mam poczucie, że moi chłopcy są jeszcze mali, że przed nami mnóstwo pięknych chwil, że na wszystko mamy jeszcze czas. Bez wątpienia tak, jest – to zaledwie początek naszych rodzinnych perypetii i wspólnego poznawania świata. Jednak warto pamiętać o tym, że trwałe więzi i bliska relacja z dzieckiem tworzą się każdego dnia, to efekt na, który „pracujemy” na przestrzeni wszystkich, wspólnie spędzonych lat. Dlatego już dziś warto zadbać nie tylko o ilość, ale i jakość spędzanych razem chwil.

Coraz częściej otrzymuję od Was wiadomości z pytaniami nie tylko o to, „jak zbudować więź z maluszkiem”, ale również o to, „w jaki sposób utrzymać bliską relację z dorastającymi lub dorosłymi dziećmi”. Pytań było na tyle dużo, że zamiast odpisywać, każdej z Was z osobna, postanowiłam opublikować kilka wskazówek w formie tekstu.

Czas biegnie tak szybko... nie do pomyślenia, że jeszcze niedawno zmieniałam Antosiowi pieluchy, borykałam się z kolkami, przeżywałam pierwsze kroki i słowa, a już zaczynam zastanawiać się nad szkolnymi wyzwaniami. Na samą myśl o sercowych dylematach, planowaniu prezentu na 18. urodziny czy wyjeździe na studia czuję się niczym bohaterka filmu science fiction.

relacja_z_dzieckiem_dorosłość

A jednak dzieci rosną bardzo szybko i w mgnieniu oka ze słodkich, nieporadnych maluchów stają się niezależnymi, samodzielnymi osobami (no, przynajmniej chcemy, by takimi się stali ;-)).

Fakt faktem w oczach rodziców, pociechy zawsze będą „dziećmi” bez względu na to, czy w danym momencie uczą się raczkować, wyjeżdżają na studia, czy zmieniają pieluchy swojemu, własnemu szkrabowi.

Teoretycznie, gdy dzieci stają się dorosłymi ludźmi, spada z nas część rodzicielskiej odpowiedzialności, nie musimy zastanawiać się nad każdą podjętą w ich imieniu decyzją, wyznaczoną granicą, czy zapewnieniem bezpieczeństwa 24h/dobę.

Oczywiście, to wszystko sprawdza się w teorii, w praktyce natomiast raz stając się rodzicem, jesteś nim przez całe życie. Oznacza to, że niezależnie jak bardzo dojrzałe, samodzielne czy odpowiedzialne jest nasze dziecko, my i tak nie przestajemy się o nie troszczyć i martwić.

Jest jednak jedna istotna kwestia, o której powinniśmy pamiętać, z upływem czasu zachodzi wiele zmian, zarówno w naszym otoczeniu, w nas samych, jak i w relacji z dorastającymi dziećmi. Skoro wszystko i wszyscy się zmieniają, to nasza relacja rodzic-dziecko również powinna dojrzeć.

Oto kilka wskazówek dotyczących pielęgnowania relacji z dorosłym dzieckiem:

Mowa jest srebrem, a milczenie złotem

Powściągliwość jest cnotą, która na tym etapie relacji rodzic-dziecko jest naszym „must have”. Właśnie teraz powinniśmy powstrzymać się od nieproszonych, złotych rad i zadawania zbyt wielu, wścibskich pytań (wiem, wiem, to będzie trudne, ale...) ;-).

Po latach pełnej gotowości 24h/na dobę i wyostrzonej czujności, zapewne nie raz koniecznym będzie ugryzienie się w język, na wieść o podejmowanej przez naszą pociechę decyzji.

Kiedy dziecko staje się dorosłą, niezależną, samodzielną osobą tym, czego od nas potrzebuje, jest wsparcie emocjonalne, a nie cudowne mądrości, pojawiające się po fakcie i kończące pamiętnym zdaniem: „a nie mówiłem...”

Okazanie odpowiedniego wsparcia swojemu dziecku jest możliwe, tylko wtedy, gdy wiemy, jaka jest jego realna potrzeba. By się tego dowiedzieć, nie wystarczy słuchać, trzeba usłyszeć, co ono do nas mówi.

Obustronny szacunek

To naturalne, że mimo usamodzielnienia się dziecka chcemy nadal, aktywnie uczestniczyć w jego życiu. Zresztą nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej. Pocieszający jest fakt, że jeśli dotychczasowe relacje z dzieckiem oparte były na szacunku i bliskości, to zbudowana więź jest bardzo silna i trwała niezależnie od tego, w jakim wieku jest nasze dziecko.

Czy jest ktoś, kto nie lubi mieć racji? Kto nie chciałby, by jego zdanie było tym najwłaściwszym i ostatecznym? No właśnie... Szybko przyzwyczajamy się do takiego stanu rzeczy i trudno nam jest wyjść z roli wszechwiedzącego, doświadczonego rodzica.

teściowa

Z biegiem czasu „dysproporcja” między rodzicem a dzieckiem ulega zatarciu, wszyscy są już dorośli i mają takie samo prawo do niezależnych decyzji. To właśnie ten moment, kiedy ważniejsze niż kiedykolwiek jest uszanowanie punktu widzenia i decyzji dziecka, nawet jeśli się z nimi nie zgadzamy.

Zaakceptuj drugą połówkę

To może być jedna z najtrudniejszych elementów rodzicielskiej powinności. Nie ma ważniejszej rzeczy niż zdrowie i szczęście własnego dziecka. W pewnym momencie przychodzi czas, gdy to druga połówka przejmuje pierwsze skrzypce w jego życiu. To z nią pierwszą podzieli swoje smutki i radości, to prawdopodobnie do niej zwróci się z prośbą o wsparcie w podejmowaniu ważnej decyzji. Trudno jest przesiąść się z fotela głównego pilota na siedzenie pasażera, ale taka jest kolej rzeczy. Oczywiście, możemy mieć swoje oczekiwania, marzenia o tym, jaki powinien być partner naszego dziecka. Oczami wyobraźni widzimy, że ma lepszą pracę, mniej kolczyków i tatuaży, oraz że gotuje gorszy rosół od naszego. Jednak koniec, końców teraz nasze aspiracje nie mają znaczenia, rodzicielskim obowiązkiem jest zachować opinie dla siebie i będąc ponad swoimi przekonaniami zaakceptować wybór dorosłego dziecka.

Powiedzmy sobie jednak szczerze, że tolerancja ma również swoje granice, nie możemy być głusi i ślepi na ewidentne zagrożenia. W akceptacji i poszanowaniu niezależności dziecka nie chodzi o nabieranie wody w usta w niebezpiecznych sytuacjach. Wiadomo, że jeśli dzieje się coś niepokojącego, zagrażającego zdrowiu czy życiu – powinniśmy, a nawet musimy interweniować, niezależnie czy się to naszej dorosłej pociesze spodoba, czy też nie.

Zachowaj swoje opinie dla siebie

Dla niejednej z nas to będzie największe wyzwanie. Dla mnie na pewno ;-)

Główna różnica między byciem rodzicem małych dzieci a rodzicem dzieci dorosłych polega na tym, że tym drugim nie powinniśmy narzucać swojego zdania, mówić, co, gdzie, kiedy i jak powinni zrobić.

Ostatnią rzeczą, jaką dorosłe dziecko chce usłyszeć od swojego rodzica, jest nieproszona, „dobra” rada. Takimi wskazówkami jest piekło wybrukowane i jeśli nie chcemy, na własne życzenie mieć takowego w rodzinnych pieleszach, lepiej zawczasu ugryźć się w język.

Wspólne chwile

Kiedy nasze dzieci są małe, mamy pełną kontrolę nad rodzinnymi aktywnościami. Gdy dorosną ważnym ogniwem w pielęgnowaniu relacji, jest znalezienie nowych sposobów komunikowania się i spędzania wspólnego czasu. Nie chodzi tu o to, byśmy udawali, że nagle naszą pasją jest pole dance, słuchanie heavy metal’u czy jedzenie sushi. Tak naprawdę nie musi być to nic wyszukanego, wystarczą wspólne obiady w ulubionej restauracji, niedzielny spacer, czy gra w scrabble. Jeżeli natomiast nasza inicjatywa wyjścia na zajęcia tańca na rurze, wynika z chęci spróbowania czegoś nowego i wydostania się ze swojej strefy komfortu, to rewelacyjnie, tak trzymaj! Ważne byśmy czuli się dobrze z tym, co robimy i czerpali przyjemność ze wspólnych chwil.

W jaki sposób Wy dbacie o relację z Waszymi dziećmi? Swoimi doświadczeniami podzielcie się w komentarzu poniżej tekstu.

Może zainteresują Cię również:

Ściskam Was mocno,

Karola


czego_dorosli_ucza_sie_z_bajek

Czego dorośli uczą się z bajek dla dzieci?

Któż z nas nie lubi bajek czy ciekawych opowieści? Mam przekonanie graniczące niemal z pewnością, że każdy posiada co najmniej jedną ulubioną bajkę, do której z przyjemnością wraca. Przyznam, że moje dzieci nie muszą mnie długo namawiać (a nawet wcale tego nie robią) byśmy wspólnie przeczytali którąś z bajkowych historii i przenieśli się do świata fantazji. Równie chętnie zasiadam do ulubionych kreskówek z dzieciństwa, czy nowych, animowanych produkcji.

Nie bez powodu baśnie czy bajki od dawna nazywano literaturą pocieszenia, która ułatwia radzenie sobie z nieprzyjemnymi emocjami, działa uspokajająco i tłumaczy wiele społecznych zjawisk. Dla dzieci to skarbnica wiedzy o otaczającym je świecie. Bajki pomagają w zrozumieniu siebie i ludzi. Rozwijają wrażliwość, wyobraźnię i wzbogacają słownictwo malucha. By wszystkie te walory mogły wystąpić niezbędne są dwa elementy: treści muszą być odpowiednio dobrane do wieku naszej pociechy oraz każdorazowo po przeczytaniu tekstu powinniśmy z dzieckiem o nim porozmawiać. Dzięki temu damy maluchowi możliwość zadania pytań, uzyskania wyjaśnień i wyciągnięcia tego co najlepsze z magicznej opowieści.

A o czym nam, dorosłym przypominają bajki? Czego nas uczą?

Nie odkryję Ameryki stwierdzeniem, że autorzy bajek czy twórcy kreskówek i filmów animowanych pod płaszczykiem mniej lub bardziej sympatycznych postaci, przemycają wiele wartościowych prawd. Któż z nas czytając bądź oglądając „Kubusia Puchatka”, „Małego Księcia”, „Shreka” nie uśmiał się do łez czy autentycznie nie wzruszył?

Jest wiele prawd, które są „przemycane” w bajecznych utworach, poznajmy kilka z nich.

Pielęgnuj miłość, przyjaźń i relacje z innymi

Nawiązywanie relacji międzyludzkich to nieodzowna potrzeba i część naszego życia. To również najważniejsza praktyczna umiejętność społeczna, która pozwala nam funkcjonować w grupie. W sieci powiązań interpersonalnych istnieje wiele różnych relacji: między małżonkami, między rodzeństwem, między dziećmi a rodzicami, między przyjaciółmi, między współpracownikami itd. Właśnie tak różnorodne relacyjne powiązania możemy zaobserwować w czytanych czy oglądanych bajkach. To dzięki nim również my – dorośli mamy szansę przypomnieć sobie, jak ważną rolę w naszym życiu pełnią bliskie nam osoby, że relacje należy pielęgnować i warto o nie dbać. Biorąc pod uwagę codzienny pęd w jakim funkcjonujemy, zdarza się, że te ważne aspekty nam umykają.

 „Miłość nie polega na tym, aby wzajemnie sobie się przyglądać, lecz aby patrzeć razem w tym samym kierunku.” Mały Książę
„Dla całego świata możesz być nikim, dla kogoś możesz być całym światem.” Mały Książę
„Piękną twarz możesz pamiętać przez wiele dni, ale piękną duszę zapamiętasz na całe życie” Dzwonnik z Notre Dame
„A oto mój sekret. Jest bardzo prosty: dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu…” Mały Książę
 „Nawet nie wiem co to miłość. - Ej to łatwe. Ja wiem. Miłość to... jak bardziej się martwisz o kogoś niż o siebie.” Kraina Lodu

relacje

„A jeśli pewnego dnia będę musiał odejść? Spytał Krzyś, ściskając Misiową łapkę. Co wtedy? Nic wielkiego? Zapewnił go Puchatek. Posiedzę tu sobie i na ciebie poczekam. Kiedy się kogoś kocha, to ten drugi ktoś nigdy nie znika.” Kubuś Puchatek
 „Przyjacielu, jeśli będzie ci dane żyć sto lat, to ja chciałby żyć sto lat minus jeden dzień, abym nie musiał żyć ani jednego dnia bez ciebie.” Kubuś Puchatek
 „Kocham cię tak bardzo, jak szeroko rozkładam ramiona i od ziemi, aż po czubeczki moich stóp, i kocham cię jak stąd do księżyca” Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham

Wyznaczaj cele i konsekwentnie je realizuj

Z niejednego źródła wiemy, że wyznaczanie celów jest bardzo ważne i daje wiele korzyści. Współczesny model życia związany jest z nagłymi zmianami. Wyznaczanie celów pozwala nam utrzymać zamierzony kierunek i wpływ na to co się dzieje w naszym życiu, lepiej zarządzać czasem. Dzięki nim nie musimy zmagać się z przekonaniem, że nasze życie zależy od innych ludzi czy od przypadku. Ponadto cele nadają sens naszemu funkcjonowaniu. Osiąganie ich sprawia, że czujemy się szczęśliwsi i bardziej pozytywnie nastawieni, mamy wyższe poczucie własnej wartości. Dlatego też w wielu bajkach przewija się ten ważny wątek.

„Wyznacz sobie cel, a na pewno się uda. Po tym poznaje się mistrza.” Na fali
 „…Czy nie mógłby pan mnie poinformować, którędy powinnam pójść? mówiła dalej. To zależy w dużej mierze od tego, dokąd pragnęłabyś zajść - odparł Kot-Dziwak. Właściwie wszystko mi jedno. W takim razie również wszystko jedno, którędy pójdziesz. Chciałabym tylko dostać się dokądś – dodała Alicja w formie wyjaśnienia – Ach, na pewno tam się dostaniesz, jeśli tylko będziesz szła dość długo.” Alicja w Krainie Czarów
„Bo kiedy ktoś podąża za głosem serca to dochodzi, dokąd chce. Osiąga to co chce, Pod warunkiem, że spróbuje” Madagaskar 3

cele

„A teraz chciałabym Wam coś pokazać. Kręgi na wodzie. Na początku są małe, a potem patrzcie, jak się powiększają. Ale musi być ktoś kto je zacznie” Pocahontas
„Ciągle myśląc o tym co było, stracisz z oczu to co może być” Ratatuj

Bierz sprawy w swoje ręce

Przejęcie kontroli nad tym co dzieje się w naszym życiu jest ściśle związane z wspomnianymi wcześniej celami. By móc w pełni świadomie podejmować decyzje musimy zadbać by nie ograniczały nas błędne przekonania. Największą satysfakcję przynosi działanie, realizacja marzeń, postanowień z pełną odpowiedzialnością za swoje życie. Wśród bohaterów bajkowych opowieści bywają też tacy, którzy dzielą się swoimi przemyśleniami również w tym obszarze.

„Życie to nie sport dla widzów, jak będziesz się przyglądał, to ani się obejrzysz, jak przejdzie Ci koło nosa.” Dzwonnik z Notre dame
„Niektórzy mówią, że nad losem nie da się zapanować, że przeznaczenia nic nie zmieni, ale ja wiem swoje. Los jest częścią naszego życia. Trzeba tylko trochę odwagi, by to zrozumieć.” Merida Waleczna
„Dla przeszłości nie można zrobić nic, dla teraźniejszości prawie nic, ale dla przyszłości wszystko” Odlot

Uwierz w swoje możliwości i bądź sobą

Wiara w siebie to główna siła napędzająca nas do działania, bez niej nie jesteśmy w stanie nie tyle dokończyć, co nawet zacząć realizować zadanie. Chcąc odnieść sukces, zakończyć jakiekolwiek przedsięwzięcie musimy wierzyć, że jesteśmy w stanie to zrobić, że posiadamy zasoby i kompetencje, by osiągnąć zamierzony cel. Dlatego bardzo ważnym elementem jest praca nad poczuciem własnej wartości.

„Odwaga jest na wyciągnięcie ręki: nie trzeba jej kupować za pieniądze. Nie trzeba się jej uczyć w szkole! Odwaga to jest coś, no nie? Jeśli masz odwagę, to wszystko musi się udać! Piotruś Pan
 „Miarą prawdziwego bohatera nie jest siła mięśni, ale siła serca.” Herkules
 „Pokaż, że jesteś odważny, szczery i bezinteresowny, a pewnego dnia będziesz prawdziwym chłopcem” Pinokio
„Przestań na siłę być tym kim nie jesteś” Jak wytresować smoka

Ciesz się z małych rzeczy

O tym, że żyjemy w pośpiechu i nie mamy na nic czasu wspominałam już wcześniej. Czasem mamy nawet wrażenie, że życie ucieka nam między palcami. Realizujemy swoje plany, ustalamy nowe cele, pniemy się po drabinie kariery. Zapominamy o tym, co jest naprawdę istotne. Wypoczynek czy drobne przyjemności to nieustannie odwlekane w czasie marzenie, a gdy już dojdzie do jego realizacji okazuje się, że nie potrafimy z tego w pełni skorzystać, cieszyć się tym co mamy i docenić czas bez zobowiązań. Zwiększanie uważności, przekierowanie uwagi na codzienne, małe rzeczy, które mogą poprawić nam humor, czy sprawić radość, to dobry sposób na zapobieganie życiowemu pędowi. Umiejętność cieszenia się drobiazgami  to dar, który nas uszczęśliwia, nadaje sens naszemu działaniu i uwrażliwia nas na to, co niewidoczne, ale bardzo ważne w naszym życiu.

„Ludzie z Twojej planety hodują pięć tysięcy róż w jednym ogrodzie… i nie znajdują w nich tego, czego szukają… A tymczasem to, czego szukają, może być ukryte w jednej róży.” Mały Książę

radość

„Zawsze się wydaje, że w innym miejscu będzie lepiej.” Mały Książę
„Dzisiejsze wyjątkowe chwile są tylko jutrzejszymi wspomnieniami” Alladyn

Ucz się na błędach i nie przejmuj się przeciwnościami losu

Wiadomym jest, że tylko ten, kto nic nie robi, nie popełnia błędów. Najważniejsze, byśmy nie załamywali się upadkiem, tylko wbrew przeciwnościom podnieśli się i dalej dążyli do obranego celu. Bajkowi bohaterowie również nam o tym przypominają.

 

„Przeszłość często boli. Można od niej uciekać albo wyciągnąć z niej jakieś wnioski.” Król Lew

„Czasami właściwa droga nie jest wcale łatwiejsza.” Pocahontas
"Wiesz co się robi jak życie dołuje? Mówi się trudno i płynie się dalej." Gdzie jest Nemo

 Powyższe przykłady to tylko kropla w morzu wartości, które możemy czerpać z bajek. Oczywiście wątki te przewijają się w całej fabule utworu i przeplatane są w różnych kontekstach sytuacyjnych. Dla nas, osób dorosłych są niczym muzyka, która porusza wrażliwe struny naszej duszy i przypomina o najważniejszych, życiowych wartościach. Dla dzieci bajki są niczym elementarz napisany językiem obrazów, który pobudza wyobraźnię, kształtuje ich postawy moralne, rozwija pamięć i koncentrację oraz dostarcza mnóstwa informacji o świecie. Odpowiednio dobrane bajki mogą służyć nadrzędnemu celowi, jakim jest rozwój i edukacja. Bawią, koją, uczą, dlatego tak chętnie do nich wracamy, niezależnie od tego w jakim jesteśmy wieku.

Reasumując bajki to skarbnica wiedzy, z której mogą korzystać nie tylko dzieci. Przenoszą nas - dorosłych  w czasy dzieciństwa, przypominają niezwykłe chwile, zapachy, marzenia… Dzięki nim pamiętamy o tym, co o dla nas ważne i odnajdujemy w sobie dziecko, które wierzy, że wszystko jest możliwe wystarczy tylko chcieć…

Jakie są Wasze ulubione cytaty z bajek? Podzielcie się nimi w komentarzu ;-)


jak nauczyć dziecko asertywności, asertywność

Empatyczna asertywność. Jak nauczyć dziecko asertywności

W ostatnich latach pojawia się coraz więcej artykułów na temat istoty wykształcenia w dzieciach empatii oraz asertywności. W wielu z nas budzi to nieco mieszane odczucia, bo przecież, jak to możliwe, że empatia i asertywność mogą iść ze sobą w parze? Cenimy empatię i staramy się ją pielęgnować, tak często, jak to możliwe. Wydaje nam się oczywistym jak postępować, by ją rozwijać i, że posiadając tę umiejętność dziecko będzie szczęśliwsze w spełnionych i wartościowych relacjach.

Jednak czy na pewno tak jest?

Empatia vs Asertywność

W swojej pracy z ludźmi obserwuję osoby, które działają z empatią, jednak bardzo często kosztem siebie, nie potrafią otwarcie powiedzieć o swoich potrzebach w obawie by komuś nie sprawić przykrości, nie zranić czyichś uczuć. Przystają na prośby czy naciski poświęcając swoje potrzeby, oczekiwania, pragnienia dla dobra i szczęścia innej osoby. W efekcie nie są szczęśliwi, a wręcz przeciwnie sfrustrowani i niezadowoleni.

Czy to jest właśnie to czego chcemy dla naszych pociech?

Oczywiście, że nie. To jest właśnie moment, w którym powstaje wspomniana synergia między empatią i asertywnością. Wprowadza ona swoistą równowagę. Sprawia, że szanujemy innych, potrafimy spoglądać na sytuację z ich perspektywy, dostrzegamy uczucia towarzyszące drugiej osobie, ale jednocześnie jesteśmy zgodni z własnymi potrzebami, postawionymi granicami i samym sobą.

Mieszanka tych dwóch, kluczowych umiejętności mogłaby nosić miano „empatycznej asertywności” i właśnie taką jej odsłonę dziś Wam przedstawię.

Codzienne potyczki…

Kojarzycie przestarzałe stwierdzenie, że „dobroć jest słabością”? Gdy zastanawiam się nad nim w kontekście empatii, nie jestem już pewna, że tak nie jest.

Któż z nas nie obawia się sytuacji, w której nasze dziecko zostaje skrzywdzone przez kogoś, kto bez skrupułów wykorzystuje jego wrażliwość, przekracza granice by osiągnąć własne korzyści. Co mam na myśli? Otóż przykładowej sytuacji nie musimy daleko szukać, zajrzyjmy do piaskownicy.

Wyobraźcie sobie sytuacje, w której obserwujecie jak Wasze dziecko bawi się w piaskownicy, buduje zamek, kopie dziurę, tunel, po prostu robi to, co sprawia mu przyjemność, radość, wywołuje uśmiech na jego twarzy. Aż miło popatrzeć prawda?

Jednak w pewnym momencie sielanka zostaje przerwana, gdy do zabawy wkracza rówieśnik i postanawia zabrać maluchowi ulubioną zabawkę. Brzdąc nie reaguje, nie płacze, nie wścieka się, nie jest nawet zdenerwowany, tylko spogląda ze smutkiem na utracony skarb. Jako rodzice doskonale wiemy co w tej sytuacji czuje nasze dziecko, sami czujemy się źle z tym co je spotkało. Co o tym myślicie? Co Waszym zdaniem było nie tak?

jak_nauczyć_dziecko_asertywności, asertywność

W moim mniemaniu najgorsza w tym wszystkim nie jest sama strata, to, że ktoś podszedł i odebrał dziecku jego własność, ale brak reakcji ze strony malucha, jego pasywna postawa, bierność…bezsilność...

To jest właśnie ten moment, kiedy powinniśmy zadać sobie pytanie: co zrobić by nasza pociecha potrafiła sobie poradzić właśnie w takich sytuacjach? W jaki sposób postępować, by w przyszłości potrafiła zawalczyć o siebie? Była pewna siebie, nie dała sobie zrobić krzywdy i co najważniejsze, wierzyła w swoje możliwości.

Co zrobić, by dobroć nie była słabością?

Wiadomym jest, że nie ma złotego środka, nie da się zaplanować każdego kroku i wytrenować asertywność tak, by dziecko posługiwało się nią automatycznie. To co można natomiast, to zakrzewić w nim sposoby postępowania, reakcji niczym „styl życia i bycia”, które jako nawyk będą wyskakiwały, jak zając z cylindra w konkretnych sytuacjach.

Jak to zrobić? Najlepiej jest zacząć od siebie, od wprowadzenia pewnych zmian w Waszym domu, bo to od relacji z najbliższymi zaczyna się poczucie własnej wartości, bez której pewność siebie nie może istnieć, a która jest tak potrzebna w wyznaczaniu własnych granic.

Poniżej znajdziecie kilka punktów będących wskazówkami na drodze do empatycznej asertywności.

Asertywni rodzice, czyli zacznijmy od siebie

Dzieci uczą się przez modelowanie, obserwując najbliższych w codziennych zmaganiach, wychwytują wzorce, którymi się posługują w przyszłości. To, czego nauczą się jako maluchy, zostaje na całe życie. Jeżeli w rodzinnych relacjach, każdy może swobodnie wyrażać swoje uczucia i potrzeby, staje się to dla dziecka, tak naturalne i oczywiste, że z ogromnym prawdopodobieństwem będzie w ten sam sposób postępowało w kontakcie z rówieśnikami.

Dajmy dziecku możliwość do wypowiadania swojego zdania

Bardzo duży wpływ na budowanie postawy naszego dziecka ma szacunek, który odzwierciedla zasada mówiąca o tym, że głos każdego domownika, nawet ten pochodzący od najmłodszego członka rodziny jest ważny i ma znaczenie. Wyrzućmy z naszego słownika popularne przysłowie: „Dzieci i ryby głosu nie mają”, które być może zdarzyło się nam słyszeć w dzieciństwie.

Miejmy realne oczekiwania, bo przecież dyskryminując czy „gasząc” nasze pociechy na co dzień, nie wykształcimy w nich asertywnych zachowań. Pozwólmy dziecku uczestniczyć w drobnych wyborach, w podejmowaniu decyzji dotyczącej np. tego co zje w restauracji czy refleksji na temat planowanego, wspólnego wyjazdu. Wyjdźmy z inicjatywą zadając pytanie: „Co zjadłabyś na obiad – zupę pomidorową, czy ryż z warzywami? To małe rzeczy, a wiele wnoszą do dziecięcego, asertywnego świata.

Konstruktywna informacja zwrotna

Brzmi złowrogo i poważnie? Nic bardziej mylnego 😉. Po prostu bardzo istotne jest, to w jaki sposób reagujemy na zachowanie naszych pociech. Gdy podczas codziennej zabawy dziecko uderzy nas zabawką, zamiast powiedzieć „przestań, jesteś nieznośny”, odnieś się do swoich uczuć oraz do konkretnego zachowania malucha. Powiedz: „Nie wolno uderzać, ponieważ to boli”, taka forma jest o wiele skuteczniejsza – nie kategoryzujemy dziecka, nie oceniamy go, tylko odnosimy się do jego zachowania, które zawsze można zmienić. Dziecko w praktyce uczy się w jaki sposób reagować nie raniąc uczuć.

Jasność reguł drogowskazem

Kilka podstawowych elementów: tłumaczenie, argumentowanie, przekonywanie, rozumienie, negocjowanie. Na pewnym etapie rozwoju ulubionym słowem dzieci jest „dlacego”, „cemu”, „po cio”, „cio to” itd. Gdy maluchy zaczynają się z nami komunikować słownie, zadają pytania, gdyż w ten sposób (dotąd niedościgniony i upragniony) poznają świat. Dlatego tak ważne jest byśmy cierpliwie, z uporem maniaka odpowiadali na pytania naszych pociech.

W sytuacji, gdy chcemy, aby brzdąc wykonał jakąś czynność, a ten pyta „dlacego”, pod żadnym pozorem nie odpowiadamy: „bo tak”, „bo ja tak mówię”, „bo tak trzeba”, „bo tak ma być”. Tego typu zwroty wyrzucamy z naszego słownika. Chcielibyście, aby ktoś się do Was w ten sposób zwracał? Wystarczy zwykłe uargumentowanie i wyjaśnienie np.: „powinieneś zjeść obiad, bo wtedy będziesz miał więcej siły do jazdy na rowerze”. Doprecyzowanie wypowiedzi tak niewiele kosztuje, a ma ogromne znaczenie i robi różnicę. (Po więcej szczegółów zajrzyjcie  tu, tu i tutaj)

Stawianie granic

Bardzo ważnym elementem jest „wyrobienie” w dziecku umiejętności mówienia „nie” bez poczucia winy. Umiejętność ta pozwoli w przyszłości chronić szkraba zarówno w sytuacjach takich, jak ta przytoczona na początku tego wpisu, jak i w poważniejszych kwestiach dotyczących zdrowia bądź bezpieczeństwa (zastraszanie, oferowanie narkotyków – tzw. dylematy nastolatków). W jaki sposób to wypracować? Dajmy dziecku prawo do zaznaczania swoich granic, w prostych codziennych sytuacjach.

jak_nauczyć_dziecko_asertywności, asertywność

Jeżeli nie ma ochoty na pocałunki odwiedzającej Was cioci, niech tego nie robi. Jeżeli nie chce oddać dziecku swojej zabawki, niech nie oddaje. Postawmy się w jego sytuacji, czy sprawia nam przyjemność całowanie „obcej” osoby, albo czy oddajemy przechodzącemu znajomemu swój telefon, tylko dlatego, że chce pograć?

Nie robimy tego, bo nie mamy ochoty, bo nie taka jest nasza potrzeba, bo nie chcemy - i w porządku, mamy do tego prawo. Pozwólmy zatem na to samo małemu człowiekowi, szanujmy i dajmy mu owe prawo do powiedzenia „nie”, takiego bez poczucia winy i wyrzutów sumienia. Oczywiście możemy zachęcać dziecko do dzielenia się swoimi dobrami, ale nie zmuszajmy go do tego (Więcej na ten temat przeczytasz tutaj). Uczmy wzajemności - tłumacząc („jeśli ty pożyczysz Amelce to autko, ona pożyczy Tobie swoje”) – pozwólmy jednak na nienaruszalną własność i … samodzielne podejmowanie decyzji. Jednocześnie chwalmy za każdy przejaw uspołeczniania i wskazujmy dobre strony podwórkowej współpracy.

Szacunek i poczucie bezpieczeństwa

Umiejętność wyrażania swoich uczuć i przekonanie, że można bez obaw o nich mówić to bardzo ważny element nauki empatycznej asertywności. Nie wymaga on stosowania wymyślnych technik, wystarczy, że okażemy szacunek maluchowi. Kiedy i jak? Zwyczajnie, nie używając np. podczas płaczu dziecka zwrotów: „przestań się mazać”, „nie płacz chłopaki nie płaczą”, twierdząc, że „już nie boli” czy, że „nic się nie stało”, gdy dziecko się uderzyło i rośnie mu siniec, jak malowany. Proste sytuacje, a jakże istotne, bowiem dziecko, kiedy przeżywa smutek i złość, potrzebuje naszego wsparcia i zrozumienia, nie bagatelizowania i lekceważenia. Nie wpajajmy dziecku, że to, co "wypada" i co widzą inni jest ważniejsze niż jego uczucia – bo przecież to nieprawda (więcej na te temat przeczytasz tutaj).

Ostatnimi czasy coraz więcej mówi się o asertywności, to dlatego, że to właśnie od niej zależy jakość wszystkich budowanych relacji. Pewność siebie sprawia, że łatwiej radzimy sobie z porażkami, jesteśmy odporni na różnorodne reakcje otoczenia. Asertywna osoba samą postawą jest w stanie zahamować agresję innych i wie, jak odpowiedzieć, by emocje nie wzięły góry. Dziecko o silnym poczuciu własnej wartości, pewniej idzie przez świat zgodnie ze samym sobą.

jak_nauczyć_dziecko_asertywności, asertywność

Ważne byśmy pamiętali, że nieśmiałość to nie brak asertywności. Nawet ciche i zamknięte w sobie dzieci mogą zdobyć umiejętność odmowy, protestu czy pewności w wyrażaniu własnych opinii, zasad i potrzeb. Jako rodzice od samego początku jesteśmy wsparciem dla naszych pociech. Dzięki częstym rozmowom i wyrażaniu własnych uczuć, właściwemu zachowaniu pokazujemy dzieciom, w jaki sposób „smakować świat”. Jednocześnie potwierdzamy, że niezależnie od tego, co lubią i myślą, są i zawsze będą najważniejsze.

W jaki sposób Wy uczycie swoje pociechy asertywności? Jakie są Wasze doświadczenia w tym obszarze?

Podzielcie się ze mną nimi w komentarzach pod postem.

 

Ten tekst powstał w ramach wydarzenia „Mamo a skąd się biorą (asertywne) dzieci?”, zainicjowanego przez AsertywnaMama.pl we współpracy z Mama Balbinka, Pozytywne wychowanie, Z błyskiem w oku oraz Odnova ;-).

Do przeczytania ;-),

Karola

 


ADHD

ADHD to nie tragedia. 6 rzeczy, które powinniśmy o nim wiedzieć

Nie taki diabeł straszny? ADHD 

To właśnie ten moment, kiedy przekazano Ci informacje dotyczącą Twojego dziecka: „Pani Kasiu, podejrzewamy u Mateusza nadpobudliwość psychoruchową (ADHD)..."

Czujesz, jakby ktoś zdzielił Cię obuchem…w głowie tysiąc myśli i jeszcze więcej pytań o to, jak to możliwe, na jakiej podstawie takie podejrzenia, co dalej? Przecież do tej pory nic nie wskazywało na jakiekolwiek nieprawidłowości w rozwoju.
Taka wiadomość może być przytłaczająca dla Ciebie i Twojej rodziny. Może ją usłyszeć, każdy z nas, gdyż ADHD przejawia kilka postaci i nie każda z nich jest związana z nadpobudliwością. Nie każdą udaje się od razu  wychwycić.

Oto kilka elementów, które będą pomocne podczas podróży w świat ADHD.

ADHD to nie wyrok, to nauka życia w inny sposób, nie gorszy, wręcz przeciwnie, bo w bardziej wrażliwy i uważny."
  1. ADHD nie jest wynikiem niewłaściwego rodzicielstwa czy braku dyscypliny

ADHD jest neurobiologicznym stanem, wywoływanym przez wiele czynników ryzyka. W szczególności dotyczy dzieci, które posiadają genetyczne predyspozycje i dotyka około 5 do 8 procent dzieci w wieku szkolnym. Z badań wynika, że ma silne podłoże genetyczne i związane jest z różnicami w rozwoju mózgu. Nie oznacza to, że mózg nie jest w pełni wykształcony, a jedynie, że różni się nieco budową, czego efektem może być niedobór pewnych substancji chemicznych (zwłaszcza, neuroprzekaźników dopaminy i noradrenaliny), które regulują efektywność, z jaką przebiega hamowanie zachowania, utrzymywanie uwagi i kontrolowanie nastroju.

To na co chciałabym zwrócić Waszą uwagę, to fakt, że ADHD nie jest wynikiem niewłaściwego rodzicielstwa czy braku dyscypliny w domu. Nie jest również spowodowane zbyt dużą ilością spożywanego cukru lub nadmiarem czasu spędzonego przez telewizorem. Ważne byśmy zrozumieli, że podłożem ADHD są czynniki neurobiologiczne.

Dlaczego to tak istotne?

Dzięki zmianie myślenia o tym schorzeniu i jego przyczynach zdejmiemy z rodziców dzieci dotkniętych ADHD ogromny ciężar. Ciężar związany z odpowiedzialnością, poczuciem winy i wstydem, które towarzyszą im każdego dnia.

ADHD

  1. ADHD = czas potrzebny na zdobycie wiedzy i umiejętności funkcjonowania

ADHD jest złożonym i przewlekłym stanem, który u każdego dziecko może przebiegać w zupełnie inny sposób, z innym nasileniem. Wraz z wiekiem i kolejnymi wyzwaniami pojawiają się nowe zachowania, reakcje, które dotychczas nie występowały.

To zupełnie naturalne, że dziecko w zależności od etapu swojego rozwoju czy edukacji (szkoła podstawowa, liceum) aż do dorosłości (praca, małżeństwo i rodzicielstwo) przyjmuje różne schematy zachowania. Dotyczy to również dzieci dotkniętych ADHD. Dlatego tak ważne jest permanentne zdobywanie wiedzy z tego obszaru, o metodach i sposobach pracy z osobami z ADHD.

To co możesz już zrobić, to aktywnie działaj. Zdobywaj wiedzę o ADHD, rozwijaj siebie, swoje dziecko i rodzinę również w tym obszarze. Upewnij się, że Twoje dziecko jest aktywnym uczestnikiem podejmowanych przez nie zajęć zarówno szkolnych, jak i terapeutycznych.  Mów otwarcie o ADHD. Kieruj się nastawieniem ukierunkowanym na rozwiązania. Nie wstydź się. Nie jesteś z tym „problemem sam”, wystarczy, że o tym powiesz. Im wcześniej rozpoczniesz kompleksowe leczenie dziecka, tym szybciej wasze życie ustabilizuje swój rytm.

  1. Bądź wsparciem dla swojego dziecka, naucz je dbania o własne dobro

Jako rodzice kochamy nasze pociechy bezwarunkowo i chcemy je chronić przynajmniej przed tym na co mamy wpływ. To do czego teraz będę Was zachęcała, jest wbrew pozorom również formą ochrony dziecka, sposobem na wypracowanie pewnych mechanizmów zaradczych. Dla rodziców  ich dziecko jest najlepsze i najwspanialsze, nie zamierzam tego negować, jednak w tym przypadku musimy pokusić się o nutkę obiektywizmu i dostrzec słabości naszej pociechy. Bardzo istotnym jest, aby dziecko wiedziało jakie obszary wymagają pracy i wsparcia, właśnie po to, by w razie potrzeby mogło wprowadzić strategie wspomagające przezwyciężanie trudności.

Tu zaczyna się nasza rola – rola rodzica. Od początku powinniśmy uczyć dziecko, że jest w stanie lepiej wykonać określone zadanie, jeżeli będzie poszukiwało najlepszych dla siebie sposobów rozwiązania oraz gdy bez skrępowania poprosi kogoś o pomoc, kiedy tylko będzie tego potrzebowało. Nie powinno również obawiać się wyrażania własnej opinii, dopóki robi to z szacunkiem dla współrozmówcy.

Dzięki samoświadomości, będzie ono w stanie lepiej radzić sobie ze spotykającymi je trudnościami, będzie bardziej asertywne i aktywne w poszukiwaniu rozwiązań oraz przystosowywaniu się do otoczenia. Łatwiej pozbędzie się słabości oraz rozwinie swoje silne strony.

Czasami można się zapędzić w pogoni za informacjami dotyczącymi leczenia zaburzeń, w poszukiwaniu nowych metod postepowania, lepszych rozwiązań. Jednak należy pamiętać, że równie ważne dla Waszej przyszłości jest wsparcie dziecka w zidentyfikowaniu i zrozumieniu swoich silnych stron oraz stworzenie warunków do osiągnięcia sukcesu.

  1. Najbardziej skuteczną metodą leczenia ADHD jest podejście zespołowe, dostosowane do indywidualnych potrzeb dziecka

Zespół wsparcia powinien składać się z osób, które są bezpośrednio zaangażowane w codzienną opiekę nad dzieckiem: rodzice, nauczyciele, pediatrzy oraz każdy kto regularnie bierze udział w jego życiu i edukacji.

Członkowie zespołu powinni się ze sobą konsultować i ujednolicić sposób postępowania, wsparcia, monitorowania postępów w zakresie konkretnych celów i efektów edukacji oraz wdrożenia dostosowanych strategii leczenia. Takie zespołowe podejście pomaga dziecku poukładać jego świat i pokonywać trudności związane z ADHD.

Strategiami, które mogą być pomocne są: wprowadzone rytuały, konkretne procedury, jasna struktura, wsparcie w działaniu, sprecyzowane oczekiwania i konsekwencje, nagradzanie, które jest pomocne w kształtowaniu pożądanych zachowań i uczeniu pozytywnych umiejętności radzenia sobie ze stresem. Dla wielu dzieci integralną częścią leczenia będą również leki.

Nie ma "szybkiego sposobu na poprawę" lub "lekarstwa" na ADHD. Dla większości osób zmaganie z ADHD jest procesem trwającym całe życie. Jednak stosowanie wypracowanych strategii przy odpowiednim wsparciu pozwala na prowadzenie normalnego życia.

  1. Staraj się oddzielić dziecko od jego zachowania

Trudności w kontrolowaniu impulsów lub regulowaniu aktywności, mogą być bardzo frustrujące zarówno dla dziecka, jak i dla jego otoczenia. Chociaż dzieci te są bardzo otwarte i pogodne to w związku z zaburzeniami wnoszonymi przez ADHD mogą mieć problem z komunikowaniem swoich potrzeb i oczekiwań dotyczących określonego zachowania.

Musimy pamiętać, że ich zachowania mogą być gwałtowne i często prowadzą do negatywnych reakcji ze strony równieśników i nauczycieli. Wspomniane reakcje natomiast bez wątpienia mają niekorzystny wpływ na rozwój dziecka.

Świadomość złożoności ADHD wynikająca z zaburzeń w neuroprzekaźnictwie oraz ograniczenia pewnych funkcji kontrolnych może pomóc rodzicom i nauczycielom zmienić perspektywę postrzegania tego problemu. Dodatkowo wiedza na ten temat pozwoli skorygować wzorce myślenia i stereotypy na temat dzieci z ADHD.

Pamiętajmy, że choć zachowanie jest złe i niewłaściwe, to dziecko absolutnie takie nie jest.

Kiedy jesteś w trudnej sytuacji, gdzie pierwszoplanowym bohaterem jest dziecko, a raczej jego karygodne zachowanie pozostawiające wiele do życzenia, najlepiej jest odnaleźć w sobie siłę by przemilczeć to co chciałoby się powiedzieć. Cisza oraz głęboki oddech (lub dwa lub trzy oddechy) pomogą w zachowaniu spokoju oraz dadzą czas na wybór najbardziej efektywnego i korzystnego sposobu działania.

ADHD

  1. Rodzicielstwo dziecka z ADHD jest wyzwaniem

Wychowywanie dziecka jest wymagającym, emocjonalnym, satysfakcjonującym, ale często energetycznie wyczerpującym zadaniem. Kiedy dziecko ma ADHD, uczucia takie jak: potrzeba nadzorowania, monitorowania, weryfikowania efektów nauczania, tworzenie struktury, organizacja, ochrona i pielęgnacja są często pomnożone dziesięciokrotnie!

Dlatego tak ważna jest dbałość również o własne dobro. Każdego dnia wygospodaruj czas dla siebie. Otaczaj się pozytywnymi ludźmi. Dołącz do grupy wsparcia dla rodziców dzieci z ADHD . Rozwijaj i pielęgnuj swój związek, upewnij się, ty i Twój współmałżonek / partner macie te same oczekiwania, plany w stosunku do rodzicielstwa i przede wszystkim do siebie. Wysypiaj się, regularnie ćwicz i jedz zdrowo. Gdy ciało i umysł są zdrowe i silne, pojawia się więcej cierpliwości, energii i entuzjazmu do rozwiązywania pojawiających się trudności. Twoje dziecko natomiast skorzysta na tym najbardziej.

Jakie są Wasze doświadczenia w kontekście ADHD?

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej wpisu.

Informacje od Was są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi się rozwijać i działają motywująco.

Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz, że może być przydatny, to udostępnij go swoim znajomym na Facebook'u.

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie  ;-) .