kiedy_ktoś_krytykuje_twoje_rodzicielstwo

Kiedy ktoś krytykuje Twoje rodzicielstwo

Kiedy ktoś krytykuje Twoje rodzicielstwo

Czy poczuliście kiedyś na sobie oceniający wzrok innego rodzica? To wymowne spojrzenie będące dezaprobatą dla stosowanego przez Was podejścia do dziecka? To spojrzenie, które budzi w nas dziwne poczucie konieczności tłumaczenia się, dlaczego właśnie taką rodzicielską drogę wybraliśmy…

Kiedy decydujemy się postępować inaczej, niż zwykło się uważać za stosowne, możemy czuć się osaczeni. Szczególnie wrażliwym obszarem jest rodzicielstwo, gdzie stawka jest niezwykle wysoka 😉

Sytuacja staje się patowa, gdy staramy się wyjaśnić, że podchodząc do dziecka z empatią, zrozumieniem i uważnością, nie stosując kar i autorytarnych metod, podejmujemy próbę wychowania go „w emocjonalnym zdrowiu”…

Wyjaśniając swoje pobudki, jednocześnie dajemy informację zwrotną osobie, z którą toczymy polemiką, bo przecież skoro ona postępuje w przeciwny sposób…

Po krótkiej chwili czuć, jak atmosfera się zagęszcza i konflikt wisi w powietrzu 😉

 

Dyskusja na argumenty nie ma sensu. Dodatkowo polemika staje się to jeszcze trudniejsza, kiedy Wasz trzyletni brzdąc wdaje się z Wami w dyskusje, wykłóca się i marudzi 😉 A przecież to miało być takie „skuteczne rodzicielstwo”…

I możemy tłumaczyć, uzasadniać, że nie mamy czarodziejskiej różdżki, że prócz naszego wpływu, w grę wchodzą również emocje, fizjologiczne reakcje i możliwości rozwojowe dziecka. Możemy również odwołać się do inwestycji w przyszłość i odroczonego efektu, mówiąc, że to wszystko, co dziś robimy, pracuje na przyszłość naszych pociech i to one będą bardziej samodzielnymi nastolatkami.

Obawiam się jednak, że dla wątpiących to nie będzie wystarczający dowód w sprawie 😉

Wątpliwościom nie ma końca

Co gorsza, kiedy ktoś kwestionuje nasze rodzicielstwo, karmi tym samym nasze własne obawy. Przecież większość z nas nie była wychowywana w ten sposób. Pojawiają się zatem pytania: Czy uda nam się pokierować zachowaniem dziecka bez stosowania kary? A może osoby podważające nasze podejście mają racę i postępując w ten sposób, wyrządzamy mu krzywdę?

Gdy na to wszystko, jeszcze widzimy, że dzieci rodziców stosujących dyrektywne metody wychowawcze, niemal w ekspresowym tempie reagują na ich żądania– czujemy się NIECO zniechęceni.

Do głosu dopuść zdrowy rozsądek

Cztery dekady badań nie pozostawiają złudzeń: dzieci potrzebują granic i wzorców.

Szkraby są jednak bardziej skłonne do ich przyjmowania i przestrzegania, gdy czują się zrozumiane oraz bezpieczne. Natomiast budowanie poczucia bezpieczeństwa i zrozumienia jest możliwe poprzez akceptacje ich emocji i empatyczne podejście.

Badania potwierdzają również, że dzieci autorytarnych rodziców są bardziej podatne na gniew, bunt, depresję, lęk i wpływ rówieśników…

Co zatem powiedzieć komuś, kto daje nam do zrozumienia, że szkodzimy naszym dzieciom?

W tym przypadku najprostsze rozwiązanie jest tym najlepszym:

Nie wdawaj się w dyskusje, nie narzekaj i niczego nie wyjaśniaj.

Może lepiej z uśmiechem na ustach powiedz:

„Rodzicielstwo jest trudne, prawda?”

I jeżeli robisz to, co podpowiada Ci intuicja, jesteś na dobrej drodze, przecierając szlak świadomego rodzicielstwa. Przecież nikt nie powiedział, że bycie pionierem będzie łatwe 😉

Akcja – reakcja

Dzieci są spontaniczne, często reagują instynktownie, bez namysłu i przewidywania konsekwencji. Gdy dwójka szkrabów bawi się razem na placu zabaw, nie raz może zawrzeć między nimi. Ciach- prach, jedna łopatka piasku wysypanego na głowę za dużo i awantura gotowa.

Zdarza się, że w takich sytuacjach, inni rodzice oczekują naszej reakcji, rodzicielskiej interwencji przywołującej dziecko do porządku…

wsparcie_dla_dziecka

Co powinniśmy zrobić w takiej sytuacji? Jak się zachować?

Nie pozostaje nam nic innego, jak spróbować wdrożyć poniższe kroki:

  1. Pomóż swojemu dziecku naprawić sytuację. 

Jeśli Twój maluszek nie jest gotowy przeprosić, zrób to razem z nim (a nawet za niego), zadbaj jednocześnie o fizyczny kontakt ze swoją pociechą.

„Bardzo nam przykro, że zostałeś popchnięty… Wszystko w porządku? Kasia się zdenerwowała i zapomniała użyć słów, by wyrazić to, co czuje. Przepraszamy”
  1. Oprzyj się pokusie ukarania dziecka i postaraj, by nie usłyszał komentarzy innych osób. 

To moment na uruchomienie w sobie pokładów empatii. Postaraj się zrozumieć sytuację i poczuć, jakie emocje towarzyszą Twojemu dziecku.

Tak wiem, jest to trudne, i wiem, że emocje i poczucie wstydu utrudniają racjonalne myślenie, ale warto wziąć głęboki oddech i spróbować.

Jeżeli maluch jest w stanie i wykazuje chęć rozmowy, niech opowie o tym, co się wydarzyło, dzięki temu poczuje, że jego perspektywa jest dla Ciebie ważna. Przytul go.

A kiedy emocje opadną, zapytaj:

„Jak myślisz, co możesz zrobić, aby naprawić, to co się stało?”

Pokazanie, że błędy można naprawiać, stworzenie warunków, by mogło się to zdarzyć, jest skuteczniejsze niż zastosowanie kary i wywarcie presji przepraszania.

  1. Porozmawiaj ze swoimi dziećmi na temat oczekiwanego zachowania przed planowanym wyjściem czy spotkaniem. 

Zapytaj, jakie ich zdaniem zasady powinny Was dotyczyć i powiedz o tym, czego oczekujesz. Na przykład:

  • Zachowujemy się ostrożnie w obecności mniejszych dzieci.
  • Nie oddalamy się i bawimy się na terenie placu zabaw, pozostajemy w zasięgu wzroku.
  • Podczas korzystania z placu zabaw czekamy na swoją kolej i zmieniamy się z innymi dziećmi.
  • Możemy nie wyrazić na coś zgody, ale zawsze używamy do tego słów i mówimy z szacunkiem.
  1. Nie obawiaj się stawiania granic, ale rób to w życzliwy sposób.

Dzieci są bardziej skłonne do współpracy, kiedy właśnie w ten sposób podchodzimy do wyznaczanych granic i ustalanych zasad. Jednocześnie osoby czekające na Twoją reakcję, będą miały okazję przekonać się, że można stawiać granice z cierpliwością i życzliwością. Jeżeli jednak sytuacja należy do tych bardziej krytycznych, zerknij do tego wpisu, w którym wspominam o napadach złości (napady złości u dziecka).

  1. Jeśli twoje dziecko „zastygło”, zabierz je w odosobnione miejsce.

Kiedy dzieci są nadmiernie pobudzane, ich organizm włącza strategię obronną i wprowadza je w stan bezruchu (zamrożenia, zastygnięcia). Związane jest to z wysokim poziomem stresu i aktywnością układu przywspółczulnego. W takich chwilach, by pomóc dziecku odzyskać równowagę, musimy zatroszczyć się o to, by przywrócić mu poczucie bezpieczeństwa, by poczuło naszą troskę oraz miłości. Ostatnim, czego potrzebuje, jest osądzanie i umoralnianie.

W tej trudnej dla wszystkich sytuacji, pomimo skrępowania, postaw kawę na ławę i powiedz, że potrzebujecie chwili prywatności, by się wyciszyć i uspokoić i zabierz dziecko w odosobnione miejsce.

Uruchom swój wewnętrzny głos, który będzie powtarzał Ci, że nie jesteś pierwszą ani jedyną Matką, zapewne też nie ostatnią, która znalazła się w takiej sytuacji…

To powinno choć trochę zmniejszyć Twoje zakłopotanie i stres.

A jeśli czujesz potrzebę wyjaśnienia zasadności swojego podejścia do rodzicielstwa ;-):

  • Podkreśl i zwróć uwagę na fakt, że każda z Was kocha swoje dziecko i robi, co w jej mocy, by być dla niego jak najlepszą mamą.
  • Wyjaśnij, że najnowsze, naukowe badania dotyczące mózgu, przyniosły nam wiele nowych informacji na temat rozwoju dziecka.
    Więc tak samo, jak budując samoloty, nie stosujemy przestarzałych technik sprzed 30 lat, tak posiadając, aktualną wiedzę na temat funkcjonowania ludzkiego mózgu, możemy kształtować „lepszych, zdrowszych” ludzi. Badania pokazują, że stosowanie kar nie jest skuteczne, co nie oznacza, że nie powinniśmy stawiać granic czy ustanawiać zasad. To, czego wszyscy potrzebujemy, jest zrozumienie, szacunek i miłość.

I oczywiście możesz szybko zatrzymać dziecięce zachowanie, ale nie emocje. Łatwiej jest podnieść głos, ale czy wtedy modelujesz szacunek do drugiego człowieka? Sęk w tym, by podejmować próby bycia osobą, którą chcemy, aby nasze dziecko stało się w przyszłości.

Jeżeli te argumenty nadal nie będą przekonujące… powiedz, że dla Ciebie najważniejsza jest przyszłość i to jak Wasze nastoletnie dzieci będą funkcjonować w społeczeństwie. Dzieci wychowywane w duchu empatycznych zasad, posiadają wyższy poziom samodyscypliny, są bardziej rozważnymi i szczęśliwymi ludźmi. Czyż nie o to nam chodzi?

 

Jeżeli uznasz ten wpis za przydatny czy inspirujący, będzie mi miło, jeśli  go udostępnisz.

Ściskam,

K

 

Być może zainteresują Cię również


panowanie_nad_nerwami

Opanuj się mamo! Poznaj sposób na spokojniejsze macierzyństwo

Jeżeli jesteś mamą, to pewnie zdążyłaś już zweryfikować wiarygodność sielankowego macierzyństwa opisywanego w poradnikach dla rodziców.

Każda z nas miewa gorsze i lepsze dni. Mając na głowie ogrom obowiązków, za sobą wiele nieprzespanych nocy, a przed oczami wszechobecną presję perfekcyjnej pani domu – trudno jest nie popaść we frustrację i zachować zimną krew. Każdej z nas, mającej pod opieką co najmniej jednego niesfornego malucha, potrzebne jest morze cierpliwości.

Poznawanie świata, zdobywanie nowych umiejętności, rozwój dziecka nieodłącznie związane są z przekraczaniem granic, weryfikowaniem tego, co dotychczas było niedostępne, nieznane, nowe. Dziecięca ciekawość często stanowi jednocześnie test rodzicielskiej cierpliwości.

Gdy rozmawiamy o tym na chłodno, siedząc w fotelu i pijąc kubek ciepłej herbaty, powyższe zachowania są dla nas naturalną koleją rzeczy, a wspomnienie niektórych sytuacji wywołuje uśmiech na naszych twarzach.

Sprawa wygląda jednak inaczej, gdy jesteśmy w ferworze codziennych obowiązków i w pewnym momencie sytuacja wymyka się spod kontroli, tzn. bardziej nasz brzdąc się wymyka i narusza postawione granice, w związku z czym chwilowo rzeczywistość nas przerasta…   To ten moment, kiedy mamy wrażenie, że żeby zachować zimną krew musielibyśmy być z kamienia. To właśnie wtedy reagujemy nie tak, jak byśmy chciały.

 

Nie takie chcemy być…

Przecież każda z nas chce być jak najlepszą mamą, najlepszą wersją siebie, by przekazać swojej pociesze to, co najważniejsze, by wspierać ją w rozwoju i stworzyć ku temu jak najlepsze warunki.

W tym wpisie nie będziemy skupiać się na zmianie zachowania dziecka (o tym możecie przeczytać tu => klik, klik i klik), tym razem spróbujemy popracować nad sobą i jakością naszego rodzicielstwa.
W jaki sposób pracować nad sobą, nad budowaniem umiejętność samokontroli, nad tym, by poniższy cytat nie był tylko pustym frazesem?

„Rodzicielskim zadaniem  nie jest powstrzymanie dziecka przed napadem złości. Naszym zadaniem jest zachowanie spokoju.”

Łatwiej powiedzieć, trudniej zrealizować…

Jak pracować nad samokontrolą?

Ile razy zdarzyło się Wam postawić sobie jakiś cel – ćwiczyć więcej (bądź w ogóle zacząć ćwiczyć 😉 ), jeść zdrowiej, mniej  podjadać wieczorami, tylko po to, by po kilku dniach czy tygodniach powrócić do dawnych przyzwyczajeń?

Często?

No właśnie… siła nawyku jest ogromna, na tyle duża, że aby go przezwyciężyć, bądź wypracować nowy – pożądany, potrzebna jest systematyczność i konsekwencja w postępowaniu nawet przez 254 dni (więcej na temat kształtowania nawyków pisałam tutaj).

Nawyki sprawiają, że działamy automatycznie, nie musimy specjalnie się wysilać, aby coś zrobić. Po prostu pewne zachowanie przechodzi w rutynę i określony bodziec wywołuje naszą reakcję. Mycie zębów, poranna kawa, to przykłady czynności, które wykonujemy na autopilocie.

Podobnym nawykiem może być sposób, w jaki reagujemy na zachowanie naszych dzieci. Zaganiane, zaabsorbowane codziennymi sprawami, poirytowane, zmęczone często tracimy panowanie nad sobą i przechodzimy w automatyczny tryb rozzłoszczonej matki.

Reagujemy krzykiem i siłą przywracamy dziecko do porządku. Dopiero po czasie, gdy emocje opadną (o wpływie kortyzolu na nasze działanie przeczytacie tutaj), odzyskujemy zdolność logicznego myślenia i pojawiają się wyrzuty sumienia. Co prawda czasu cofnąć nie możemy, ale zmienić swoje zachowanie i przyzwyczajenia – tak.

Rodzicielska praca

Bycie rodzicem to codzienna praca nad sobą, pokonywanie swoich słabości i przezwyciężanie schematów zachowań przekazywanych z pokolenia na pokolenie.

Jest pewien bardzo prosty sposób, który może ułatwić wspomnianą pracę nad swoimi słabościami.

Podstawowym i jedynym narzędziem w naszych rękach będą gumki do włosów.

W jaki sposób je wykorzystamy? Już spieszę z wyjaśnieniem.

Pożegnaj rozgniewaną mamę

Jeżeli czujesz, że coraz częściej zdarza Ci się krzyczeć, warczeć, zachować nie tak, jakbyś chciała w stosunku do swojego dziecka, wykorzystaj poniższą metodę:

 

być_lepszą_mamą

1.Poszukaj 5 gumek do włosów, które będą na tyle wygodne, byś mogła nosić je na nadgarstku. Mogą to być również luźne bransoletki, tasiemki – wszystko jedno, ważna jest ich ilość i Twoja wygoda.

2. Każdego dnia rano, wraz z pobudką Twoich maluchów załóż 5 gumek na jeden z nadgarstków. W tej metodzie bardzo duże znaczenie ma czynnik wizualny, który będzie działał do czasu, gdy będziesz go dostrzegać, gdy się przyzwyczaisz do posiadania gumek – przestaną spełniać swoją funkcję. Dlatego, aby temu zapobiec:

  • Zakładaj gumki, dopiero, gdy Twoje dzieci się obudzą.
  • Zdejmuj je, za każdym razem, gdy będziesz z dala od swoich pociech (np. gdy wyjdziesz z domu do pracy, dziecko ma drzemkę lub jest w szkole czy przedszkolu).
  • Zakładaj gumki na nadgarstek, za każdym razem, gdy będziesz ze swoimi szkrabami

3. Za każdym razem, kiedy złapiesz się na tym, że zachowałaś się w stosunku do swojego malucha nie tak, jak chciałaś, nie tak, jak powinnaś – przełóż jedną gumkę na drugi nadgarstek.

Twoim celem jest, do końca dnia zachować wszystkie 5 gumek na tym samym nadgarstku – na tym na, który rano założyłaś je po raz pierwszy.

Jesteśmy tylko ludźmi, dlatego popełniamy błędy i nie ma nic dziwnego w tym, że te gumki będą wędrowały z jednej ręki na drugą. Jednak nie ma błędu, którego nie da się naprawić.

Co możemy zrobić, aby „odzyskać” gumkę przełożoną na drugi nadgarstek?

4. Możemy odzyskać przełożoną gumkę, wykonując 5 prostych czynności, podtrzymujących pozytywną relację z dzieckiem. Badania pokazują, że dla zbudowania zdrowej relacji, dla każdej negatywnej interakcji potrzeba 5 pozytywnych interakcji, aby to zrównoważyć.

Tych 5 pozytywnych interakcji to proste czynności od uścisku, gilgotanie, czy chwilę wspólnego tańca.

Po każdej negatywnej interakcji z dzieckiem postaraj się jak najszybciej sprowokować 5 pozytywnych interakcji – a tym samym przywrócić utraconą gumkę na właściwy nadgarstek 😉

Ale czy to naprawdę działa?

Z realizacją tego typu założeń jest podobnie, jak z każdym innym zobowiązaniem – efekt zależy od naszego podejścia i zaangażowania.

Połączenie bodźca wzrokowego i delikatnego ucisku na ręce działa przypominająco i motywuje nas do podjęcia konkretnej inicjatywy. To taka przypominajka  😉

Mamy, które za moją namową korzystają z tego sposobu, zapewniają, że ta „gumkowa” metoda przynosi rewelacyjne efekty, mimo, że początkowo były sceptycznie nastawione. Z czasem, metoda ta pozwoliła im zmniejszyć ilość nerwowych reakcji i poprawić relację z dziećmi.

Nowy sposób reagowania na dziecięce zachowanie staje się niczym nawyk, z każdym dniem samokontrola przychodzi nam łatwiej, a gumki okazują się zbytecznymi.

 

relacja_z_dzieckiem

Jakie jeszcze korzyści przynosi zmiana nerwowej mamy na spokojniejszą mamę

Metoda ta świetnie pokazuje, jak wiele dzieci uczą się od nas przez obserwację, towarzysząc nam w codziennych sytuacjach. Zmiana naszego zachowania, wpływa bezpośrednio na zmianę zachowania malucha. Zasada jest prosta, im więcej szacunku okazujemy dziecku, tym więcej ono okazuje go nam.

O tej metodzie i o kilku innych sposobach na kształtowanie rodzicielskich umiejętności będę mówiła podczas warsztatów dla rodziców „Jak poprawić relacje z dzieckiem”, których II edycja już w maju – jeżeli jesteście zainteresowani udziałem, zapraszam do kontaktu tutaj.

Serdecznie Was zachęcam do wypróbowania tej metody.

Podejmiesz próbę? Przyłączysz się do wyzwania? Bądź mamą na 5+  😉

Jeśli tak, to zrób proszę zdjęcie swojego nadgarstka i opublikuj je, dodając #MamaNa5


krzyczę_na_swoje_dziecko

Najważniejsza rzecz, którą powinnaś zrobić, gdy znów nakrzyczysz na swoje dziecko

Otworzyłam drzwi od łazienki i siadłam skulona na podłodze, przyciskając kolana do klatki piersiowej.

Jedynym, czego chciałam w tej chwili, było...

Ukryć się.

Tymczasem moje dwu i czteroletnie szkraby, prowadziły skrupulatne poszukiwania. No właśnie, Moje dzieci. Moje dwa słodkie brzdące, które potrzebowały mojego wsparcia, szukały mnie, a ja ukrywałam się przed nimi niczym tchórz.

Z każdą chwilą coraz bardziej się kuliłam, chowałam głowę, wciskając ją mocniej i mocniej między kolana. Jednocześnie wyobrażałem sobie ich niepokój, gdy szukając mnie, zastanawiały się, co  stało się z ich mamą. Czułam, że to, co teraz robię, nie przystoi matce, nie tak powinnam postąpić i nie taki świat chciałam im pokazać.

Zanim zdążyłam zebrać myśli, usłyszałam cichy szmer uchylających się drzwi, podniosłam głowę... Mój syn stał tuż obok, spoglądał na mnie zatroskanym wzrokiem i powiedział: 

„Jesteś znowu zła mamusiu?”

Proste zdanie, kilka słów, jeden wyraz a moje serce rozpadło się na kawałki.

Taka była prawda

Byłam zła. By się upewnić, ponownie wsłuchałam się w siebie i potwierdziłam przed samą sobą to uczucie. Tak, to, co czułam to zdecydowanie była złość. Frustracja, zmęczenie i rozczarowanie również. Rozczarowanie sobą...i swoim zachowaniem, bo mimo iż złość jest taką samą emocją jak każda inna, to w oczach moich dzieci pojawiała się często, za często, pojawia się ZNOWU.

zmęczona_matka

Czy ten krótki wstęp wydał Wam się znajomy? Czy choć w niewielkim stopniu jesteście w stanie zrozumieć tę mamę, poczuć emocje, przywołać obrazy?  Jeśli tak, to koniecznie przeczytajcie ten tekst do końca.

Rodzicielska misja

Rodzicielstwo... czasami może przytłaczać. Z jednej strony zalewając nas falą pozytywnych, niepowtarzalnych uczuć i doświadczeń,  których wcześniej nie byliśmy sobie w stanie nawet wyobrazić. Z drugiej zaś strony, zakłada na nasze barki ciężki plecak, wypełniony chaosem, odpowiedzialnością, nieprzewidywalnością, obowiązkiem i zmęczeniem.

Szybko okazuje się, że rzeczywistość wygląda nieco inaczej niż ta opisywana w cudownych poradnikach i prezentowana na wyretuszowanych, instagramowych zdjęciach. Prędzej niż później nasze baterie ulegają totalnemu wyczerpaniu, a ładowarkę szlag trafia. Zastanawiamy się, co się stało z naszym życiem. Spoglądamy dookoła i jedyne, co widzimy, to obraz niczym po wybuch bomby atomowej. Zewsząd dobiega hałas, a my zwyczajnie próbujemy przetrwać do końca dnia. Spoglądamy na zegarek, z utęsknieniem wypatrując 19, by przystąpić do wieczornych rytuałów, kolacji, kąpieli... aż wreszcie odpocząć.

Z jednej strony czekamy na ten błogi stan, kiedy bezczynnie siądziemy w zaciszu swojego fotela, a z drugiej strony, gdy już oczekiwane stanie się faktem, dopada nas poczucie winy. Analizujemy miniony dzień i wyliczmy swoje potknięcia, zbyt gwałtowne reakcje na widok soku rozlanego na dywanie, czy spaghetti wtartego w kanapę.

Mechanizm obronny organizmu

Stan permanentnego zmęczenia, stres i frustracja sprawiają, że nasz organizm włącza tryb „walki bądź ucieczki

To jedna z głównych przyczyn, przez którą rodzice krzyczą na swoje dzieci („walka”) lub chowają się w najciemniejszym zakamarku w domu („ucieczka”).

Pojawia się i znika

Wielokrotne uruchamianie reakcji „walki lub ucieczki” daje naszemu mózgowi sygnał, że środowisko, w którym przebywamy  nie jest bezpieczne.

W ten oto sposób napędzamy błędne koło – krzyku, wtedy też w naszej relacji z dziećmi może zacząć dominować tryb „walka-ucieczka”. Mechanizm ten sprawia, że z czasem nawet najmniejsza rzecz wyprowadza nas z równowagi i komunikując się z dzieckiem, przyjmujemy postawę, jakbyśmy prowadzili „bitwę o życie”.

Nasz mózg traktuje krzyk, jako broń. W takim rozumieniu im więcej siły użyjemy, by wydobyć z siebie głos, tym większa szansa na wygraną z zagrożeniem.

To również wpływa na nasze dzieci

Kiedy poziom stresu i zmęczenia wzrasta, zapala czerwoną lampkę sygnalizującą, że nasza samokontrola spada do minimum i uruchamia się wewnętrzny alarm. Jest to sygnał zarówno dla nas, jak i dla naszych dzieci. Podniesiony głos sprawia, że każdy organizm uruchamia stan gotowości do działania.

Wtedy właśnie zaczynamy dostrzegać u swoich pociech:

  • Częstsze szemranie pod nosem i brak szacunku.
  • Częstsze przepychanki będące „walką o władzę”.
  • Mniejszą gotowość do słuchania i współpracy.

Na tym nie koniec

W pierwszych latach życia intensywnie tworzą się połączenia między komórkami nerwowymi. Podczas każdej sekundy życia dziecka powstaje około 700 synaps. Proces gwałtownego przyrostu liczby synaps prowadzi do ich nadprodukcji.

Po okresie intensywnego rozwoju, między wczesnym dzieciństwem a dojrzewaniem, zachodzi proces odwrotny, który nazywany jest „przycinaniem”. Dochodzi do eliminowania nieaktywnych synaps. Mózg usuwa połączenia, których nie używa i nie potrzebuje.

O czym to świadczy? Mianowicie o tym, że im częściej dzieci używają spokojnych sposobów rozwiązywania problemów, tym większemu wzmocnieniu ulegają te połączenia nerwowe. Analogicznie sprawa wygląda z zachowaniami dotyczącymi walki i ucieczki, im rzadziej dzieci ich używają, tym więcej tych połączeń zostanie usuniętych.

Dobra wiadomość to...

Wszechobecna presja perfekcjonizmu i słodko-pierdzącego macierzyństwa sprawia, że stresuje nas każdy krok. Martwimy się, że jesteśmy niewystarczająco dobrymi rodzicami, córkami, siostrami, przyjaciółkami itd. Nie dajemy sobie prawa do popełniania błędów. Nie uznajemy i nie przyznajemy się do pomyłek. A przecież jesteśmy tylko ludźmi... Prawda?

Nie jestem zwolenniczką wrzasków, wręcz przeciwnie, staram się krzewić zasady rodzicielstwa bliskości i porozumienia bez przemocy.  Jestem natomiast realistką i mając świadomość pewnych mechanizmów kierujących ludzkim zachowaniem, wiem, że...

Bez względu na to, jak bardzo się staramy, w pewnym momencie może się zdarzyć, że ponownie będziemy krzyczeć. Nie żyjemy w idealnym świecie, tym samym, mózg, każdego z nas od czasu do czasu, zostanie wepchnięty w tryb walki lub ucieczki. Wtedy też instynktownie podejmiemy próbę walki.

Przejdźmy w końcu do pozytywów ;-)

Dobra wiadomość jest taka, że ​​po tym, jak puszczą nam nerwy i nasz głos wejdzie na wyższy poziom, możemy wykonać jeden ważny (i prosty) krok, który  wiele zmienia:

  • Poprawia relacje z dzieckiem.
  • Uczy dzieci, jak się zachować, gdy stracą panowanie nad sobą.
  • Wspiera rozwój inteligencji emocjonalnej.

Wypróbuj, to bardzo proste

Wróćmy jeszcze na chwilę do wcześniej opisywanej sytuacji. Sprawdźmy w praktyce, jak możemy postąpić.

Mój synek stał obok mnie i patrząc na mnie, powiedział zatroskany: 

„Znowu jesteś zła mamusiu?”
Próbowałam zebrać myśli, zastanawiałam się jaka odpowiedź będzie tą właściwą. Wtedy zdałam sobie sprawę, że zaprzeczając, udając, że jest inaczej, zakłamuję rzeczywistość. Odbieram swoim dzieciom szansę na praktyczną naukę trudnych emocji, na obserwację różnorodnych zachowań, na poznawanie świata takim, jakim jest.

Odpowiedziałam tak szczerze, jak to było możliwe: 

„Tak, jestem zła. Jednak sposób, w jaki zareagowałam... nie był właściwy.”

Zanim zdążyłam zaproponować chwilę przerwy, bo bez wątpienia była nam ona potrzebna, mój syn poklepał mnie po ramieniu i powiedział: 

„Nie przejmuj się mamo, przecież możesz po prostu spróbować jeszcze raz”.

komunikacja_z_dzieckiem

Dziecięca mądrość

Dzieci nieustannie zaskakują swoją naturalnością, instynktownymi reakcjami i wrodzoną mądrością. Potrafią przebaczyć, powiedzieć, że możemy popełniać błędy, że najzwyczajniej w świecie, możemy podjąć kolejną próbę. Budując szczerą i bliską relację ze swoją pociechą  – tworzymy więź, w której możemy być sobą, takimi, jacy jesteśmy, naturalni, omylni, ludzcy. Dzięki temu przekazujemy dzieciom to, co w życiu najważniejsze, wiedzę o prawdziwym świecie, o różnorodności emocji, o sposobach reagowania i radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Przygotowujemy ich do efektywnego funkcjonowania w społeczeństwie, gdzie relacja z drugim człowiekiem jest kluczową wartością dającą szczęście i spełnienie.

Zapamiętaj

Niezależnie od tego, jak zareagujesz, czy schowasz się w łazience, czy też staniesz w szranki do walki i nakrzyczysz na swoje dziecko, ta sytuacja nie może na tym się zakończyć.

To początek. 

Początek naprawiania tego, co w tamtej chwili się zachwiało. Początek rozmowy o złości, zdenerwowaniu, błędach. Początek budowania swoistego pomostu między Twoim sercem a sercem Twojego dziecka. To linia startu, podejmowania ponownej próby, nabierania pewności siebie, z przekonaniem, że rzeczą ludzką jest popełniać błędy i sztuką jest się do nich przyznać oraz wyciągać z nich wnioski.

Być może zainteresują Was również:

 


wpływ kary na zachowanie, odpowiedzialność za postępowanie, rodzicielstwo bliskości

Dlaczego kara nie uczy Twojego dziecka odpowiedzialności? 8 kroków prowadzących do zmiany zachowania bez zastosowania kary

Po publikacji artykułów "Klaps, klapsik, klapsiczek – co się dzieje kiedy bijesz swoje dziecko", "Jak powiedzieć „NIE” mówiąc „TAK”. 9 faktów, które każdy rodzić powinien znać", "Jak rozmawiać z dzieckiem oraz jak z nim nie rozmawiać", otrzymałam od Was mnóstwo pytań dotyczących tego:

Jak uczyć dziecko odpowiedzialności za swoje zachowanie bez stosowania kar?

Myślę, że w pierwszej kolejności powinniśmy zastanowić się czym jest odpowiedzialność za swoje postępowanie?

Odpowiedzialność za swoje postępowanie

W moim rozumieniu jest to, przyjęcie konsekwencji za swoje zachowanie, w tym zadośćuczynienie z jednoczesnym unikaniem powtórek, niezależnie od tego czy my jako autorytet jesteśmy w pobliżu czy też nie.

Tak naprawdę mówimy o wychowaniu „moralnego dziecka”, które będzie chciało właściwie postępować i czynić dobre uczynki. No właśnie kluczowym wydaje się słowo „chciało” – bo w podejściu, które opisuję nie chodzi o to by dziecko robiło coś ze strachu, tylko świadomie podejmowało dobre decyzje.

Spora część rodziców zakłada, że ​​kara jest tym, co pomaga ludziom w podjęciu decyzji o wykonaniu czegoś dobrego. Idąc tym tokiem myślenia, można przypuszczać, że jeśli nie karzemy naszych dzieci, to będą one dorastały robiąc złe rzeczy...

Niestety, takie rozumowanie stanowi ponurą stronę naszej, ludzkiej natury, duża rola w tym stereotypów i wpojonych na przestrzeni lat pokoleniowych przekonań wychowawczych…

wpływ kary na zachowanie, odpowiedzialność za postępowanie, rodzicielstwo bliskości

Na szczęście przekonanie to jest błędne.

Zastanawiam się nad tym, skąd w ogóle wziął się ten szalony pomysł, że aby zmienić zachowanie dziecka na lepsze, musimy najpierw sprawić by poczuło się gorzej?

Przypomnijmy sobie sytuację, w której czuliśmy się upokorzeni bądź niesprawiedliwie potraktowani. Czy sytuacja ta sprawiła, że byliśmy skłonni do współpracy i chętni do lepszych zachowań?

Kwestia ta jest na tyle istotna i interesująca, że podjęto wiele badań wskazujących na to, że ​

karane ​dzieci są mniej skłonne do dokonywania pozytywnych wyborów moralnych.

Żeby nie pozostać gołosłowną przyjrzyjmy się teraz wpływowi kary na dziecięce zachowanie.

Do czego prowadzi stosowanie kar

  • Kara sprawia, że dziecko koncentruje się na „konsekwencjach” i własnym, negatywnym samopoczuciu, które bez wątpienia odczuwa po jej zastosowaniu. Maluch ignoruje natomiast ważne następstwa swojego negatywnego zachowania, dotyczące innych osób. W efekcie kara sprawia, że dziecko skupia uwagę na sobie, staje się bardziej egocentryczne i mniej empatyczne.
  • Kara sprawia, że ​​dziecko wchodzi w rolę złej osoby, a wszystko nabiera znaczenia samospełniającego się proroctwa, więc prawdopodobieństwo powtórzenia złego zachowania jest większe.
  • To do czego kara prowadzi w najbardziej wyrazisty sposób jest, zwiększenie chęci do jej unikania. W jaki sposób? Otóż nie poprzez zmianę zachowania na lepsze, a poprzez przechytrzenie osoby karzącej. Wniosek nasuwa się sam - kara sprzyja nieuczciwości. 
  • Z perspektywy dziecka kara wiąże się z niesprawiedliwością, której otwarcie maluch się sprzeciwia. W związku z tym, że mimo złożonego wniosku, sprzeciw został oddalony i kara się odbyła, dziecko otrzymuje informację, że prawo i władza leżą w ręku silniejszego. Jak sądzicie, jaki ma to wpływ na prawdopodobieństwo dokonywania moralnie słusznych wyborów?
  • Kara - nawet „czas na wyciszenie - timeout” - osłabia naszą relację z dzieckiem. Pamiętajmy, że nasza więź z maluchem powstaje z codziennych niuansów, drobiazgów, nawet najmniej dostrzegalnych zdarzeń. Zasada jest taka, że im dziecko jest mniej z nami związane, im słabsza więź, tym gorsze będzie jego zachowanie.

wpływ kary na zachowanie, odpowiedzialność za postępowanie, rodzicielstwo bliskości

  • Kara nie pomaga dziecku w uporaniu się z emocjami, które doprowadziły do niewłaściwego zachowania. Są one tylko „spychane” na dalszy plan, po to by gdy tylko pojawi się możliwość pojawić się ponownie i spowodować niepożądane zachowanie.
  • Kara sprawia, że ​​maluch koncentruje się tylko na sobie i obwinia innych za to co go spotkało. Absolutnie nie analizuje i nie myśli o tym, jak jego zachowanie wpłynęło na innych.
  • Kara tworzy zewnętrzne umiejscowienie kontroli - z udziałem autorytetu. Dziecko rzeczywiście przychodzi do rodzica przyznając się do niewłaściwego zachowania – co wygląda jak przyjęcie odpowiedzialności. Postępowanie to wynika bardziej z obawy przed autorytetem=karą, niżeli ze świadomego brania odpowiedzialności za swoje zachowanie, któremu towarzyszy wolny wybór.

Przeprowadzone badania sugerują, że

dzieci, które są karane, wykazują więcej złych, niepożądanych zachowań, - a nie mniej.

Nie jest tak, ponieważ dzieci, które się źle zachowują są częściej karane, a dlatego, że dzieci, które są karane częściej wykazują tendencję do złego zachowania.

Karanie niszczy relację rodzic-dziecko, sprawia, że ​​dziecko przyjmuję defensywną postawę. Egzekwowanie kary i stres z tym związany sprawia, że malucha „zalewa” fala adrenaliny i innych hormonów mobilizujących organizm do walki lub ucieczki, przez co automatycznie organizm wyłącza możliwości rozumowania. Przecież każdy z nas, jak jest zdenerwowany nie jest w stanie racjonalnie myśleć, kierują nami impulsy, a żeby podjąć decyzję, czy odpowiednio zareagować musimy najpierw ochłonąć. Z dziećmi jest analogicznie. Maluchy szybko zapominają o „złym” zachowaniu, które doprowadziło do ​​otrzymanej kary. Są bowiem zbyt zajęte obroną – ucieczką, instynktową „walką o przetrwanie”.

Zatem skoro kara uczy dzieci wyciągania błędnych wniosków, co zmotywuje nasze niepokorne maluchy do właściwego postępowania?

Dobre zachowanie – jak to działa?

Dzieci najwięcej uczą się w praktyce. Najbardziej skutecznym sposobem nauki jest modelowanie i traktowanie ich tak, jak chcemy, żeby one traktowały innych: ze współczuciem i zrozumieniem.

Nasze zachowanie ma proste przełożenie na zachowanie dzieci, jeżeli „częstujemy” je klapsem, karzemy czy krzyczymy uczymy ich niepożądanych, agresywnych metod postępowania z innymi.

„Przecież skoro mama mnie kocha i postępuje w ten sposób w stosunku do mnie, to nie może to być nic złego. Takie zachowanie jest skutecznym sposobem egzekwowania swoich oczekiwań.”

Nawet wspomniany wcześniej „time-out” – tzw. symboliczne porzucenie – to nic innego jak pozostawienie malucha samego ze swoimi wielkimi, przerażającymi uczuciami. Pomyśleć, że postępujemy tak, właśnie wtedy, kiedy potrzebuje nas najbardziej, kiedy sam nie rozumie, dlaczego targają nim takie emocje, czym one są i czy przeminą.

Zamiast tego, jestem zwolenniczką i polecam „Time-In”. To ten moment, podczas którego w niekomfortowej sytuacji, staramy się stworzyć poczucie bezpieczeństwa, zrozumienia i ciepła. Tak, aby pomóc dziecku uporać się i zrozumieć uczucia, które przyczyniły się do jego niewłaściwego zachowania.

Nie jest to proste, przecież tak samo, jak dzieckiem, tak i nami targają gwałtowne emocje. Dajmy sobie chwilę na ochłonięcie, nie traktujmy dziecka jako idealnego obiektu do rozładowania negatywnych emocji. To, że powinniśmy wspierać małego człowieka w doświadczaniu i uczeniu się emocji, nie oznacza, że nie wprowadzamy go w świat norm i społecznych zasad.

wpływ kary na zachowanie, odpowiedzialność za postępowanie, rodzicielstwo bliskości

Jedno drugiego nie wyklucza możemy i powinniśmy jednocześnie zaznaczać i podkreślać granice. Mówiąc o tym czego nie należy robić. „Nie wybiegamy na ulicę, nie bijemy innych dzieci, nie sikamy na dywan, nie zrywamy tulipanów z ogródka sąsiadów, nie dokuczamy psu”, oraz wskazując na to co robić powinniśmy, prezentując prawidłowe wzorce zachowania.
Nie musimy posuwać się do wymierzania kar, by ustanowić granice i nauczyć właściwego postępowania.

Zapewne zwolennicy kar zastanawiają się nad tym w jaki sposób dziecko nauczy się postępowania zgodnie z wyznaczonymi zasadami, bez „dyscyplinowania” go, gdy je złamie?

Przecież przywykliśmy do tego, że należy dać odpowiednią „nauczkę” temu kto nie stosuje się do ustanowionych reguł. Przecież lekki wstrząsik nikomu nie zaszkodził…?

Co zatem zyskujemy hartując spokojnego ducha? Jeśli postępujemy w sposób opanowany (co zdecydowanie nie jest łatwe), bez stwarzania dramatycznych sytuacji, zyskujemy większą akceptację malucha dla postawionych przez nas granic i większą gotowość do wzięcia odpowiedzialności za swoje zachowanie.

Dlaczego? Ponieważ mali obserwatorzy w tak niekomfortowej sytuacji widzą nas, rodziców, jako osoby panujące nad sobą, korzystające z umiejętności samoregulacji. Przez modelowanie uczą się zarządzać swoimi emocjami patrząc w nas, jak w lustro i naśladując.

8 kroków prowadzących do zmiany zachowania bez zastosowania kary

1. Ochłoń - reguluj własne emocje

W ten sposób dzieci uczą się jak zarządzać emocjami. Jesteśmy wzorem do naśladowania. Nie należy działać, gdy jesteśmy zdenerwowani. Głęboki oddech i chwila zwłoki pomogą się uspokoić. Będąc zdenerwowanym ciężko jest oprzeć się impulsowi wymierzenia kary i wpojonemu przez pokolenia wychowawczemu stereotypowi.

2. Wczuj się w uczucia – uruchom empatię

Gdy dziecko jest poddane działaniu adrenaliny i innych hormonów walki lub ucieczki, niczego się nie nauczy.

Zapamiętaj to, zapisz na kartce i powieś na lodówce. Zatem zamiast wykładów, wystarczy, że pobędziesz z nim w tym samym pokoju, do czasu aż emocje opadną, postarasz się zrozumieć co w tej chwili odczuwa mały człowiek. Jeżeli maluch rzuca się i miota, nie próbuj przemówić mu do rozsądku. Wystarczy, że będziesz obok stwarzając bezpieczne warunki sprzyjające rozmowie. Odczujesz, stopniowe rozładowanie emocji i zauważysz większą zdolność „złośnika” do wysłuchania Twoich wskazówek.

3. Daj wsparcie będące nauką

Myślę, że najlepszym sposobem na wyjaśnienie tego „co autor ma myśli” jest odwołanie się do analogii do nauki korzystania z nocnika. Na samym początku nocnikowej przygody jesteśmy bardzo zaangażowani w ten proces. Obserwujemy jak stopniowo maluch bierze coraz większą odpowiedzialność za działanie, aż w końcu jest całkowicie samowystarczalny 😉.

wpływ kary na zachowanie, odpowiedzialność za postępowanie, rodzicielstwo bliskości

Tę samą zasadę stosujemy podczas nauki mówienia „dziękuję”, odrabiania lekcji i wielu, wielu innych rzeczy. Procedury są nieocenione i niezastąpione, ponieważ stanowią fundament do nauki podstawowych umiejętności. Możemy być wściekli, że po raz kolejny dziecko zapomniało rękawiczek, czapki czy książki, jednak pamiętajmy, że krzyki nie pomogą dziecku w zapamiętaniu i nie powielaniu tego błędu.

4. Bądź blisko zanim skorygujesz

Nasze zdanie, zachowanie, zasady mają największy wpływ na małego szkraba wtedy, gdy jesteśmy mu bliscy.

Bliscy, co to oznacza?

Przecież, każdy rodzic jest całym światem dla swojego dziecka… Oczywiście, że tak, jesteśmy dla malucha najważniejszą istotą na ziemi. Jednak mogą nas łączyć z dzieckiem różne rodzaje więzi (na ten temat przeczytasz w innym poście). Dziś wiemy, że tak długo, jak dziecko jest w stanie stworzyć bezpieczną i trwałą więź z rodzicem, będzie w stanie tworzyć zdrowe relacje z innymi ludźmi.

Zatem mając bliską - bezpieczną więź z dzieckiem, jesteśmy dla niego wzorem, który chce naśladować, przy którym chce się rozwijać i od którego chce się uczyć. Najważniejsze byśmy pamiętali, że bardzo często przyczyną złego zachowania dziecka, jest jego negatywne mniemanie o sobie oraz słaba relacja z rodzicem.

Utrzymaj kontakt wzrokowy – nazwij uczucie: „Jesteś teraz bardzo zdenerwowany.”
Połóż rękę na ramieniu – odkryj obawy: „Boisz się powiedzieć mi o ciastkach?”.
Pochyl się do poziomu dziecka i otwórz przestrzeń do rozmowy: „Widzę, że jesteś rozgniewany… Spróbuj mi opowiedzieć czego potrzebujesz.
Weź dziecko na ręce i przytul: „Dziś masz trudniejszy dzień, prawda?”

5. Ustaw granice - z empatią

Tak, jak wspomniałam wcześniej, powinniśmy ustanawiać zasady. Jednak możemy to zrobić z uwzględnieniem perspektywy malucha. Kiedy dzieci czują się zrozumiane, są bardziej skłonne zaakceptować postawione im granice (z resztą któż z nas nie jest 😉). Daj możliwość wyboru bądź wskazówki, co może zrobić, aby zaspokoić swoje potrzeby zgodnie z ustalonymi zasadami.

„Chciałeś, żeby Kasia się przesunęła, dlatego ją popchnąłeś. Nie popychamy. Popychanie boli. Powiedz do niej: Przesuń się proszę.”

 „Nie gryziemy! Jesteś bardzo, bardzo zła, ale musisz powiedzieć swojemu bratu o co Ci chodzi, bez używania zębów.”

„Rozumiem, że chciałabyś dłużej się bawić... trudno jest przestać grać i zacząć się przygotowywać do kąpieli. Przyszła jednak pora, więc chodźmy ...”

„Nie rzucamy piłką w domu. Możesz grać w piłkę na zewnątrz bądź rzucać w domu pluszakami.”

6. Naucz dzieci naprawiania popełnionych błędów

Możemy rozpocząć od najprostszych kwestii, prezentowania dziecku, że każdy sprząta zrobiony przez siebie bałagan. Podając dziecku papierowy ręcznik i pomagając mu zetrzeć rozlane mleko, bez zbędnej dyskusji na ten temat, poniżania, wywoływania poczucia wstydu i winy. Gdy dziecko jest nieco starsze, zasugeruj, że gdy się uspokoi po wcześniejszej kłótni z siostrą, samo może znaleźć sposób na pojednanie: przytulenie, rysunek, propozycja wspólnej gry.

To co chcemy uzyskać, czego nauczyć naszego malucha to wartości płynącej z umiejętności przepraszania i proszenia o wybaczenie. Po raz kolejny najłatwiej i najskuteczniej jest być wzorem, który w konkretnych domowych sytuacjach, odpowiednio się zachowuje.

7. Powiedz - tak.

Dzieci poproszone w odpowiedni sposób, są w stanie dla nas zrobić niemal wszystko. Naszą rolą jest znaleźć formę, która do nich przemówi. Osobiście polecam pracę nad umiejętnością mówienia „tak” zamiast „nie” (pisałam o tym tutaj).

„Tak, to jest pora, by się wykąpać, i TAK pomogę Ci, i TAK możemy zostawić zbudowaną wieżę, i TAK przeczytamy dodatkową bajkę, jeśli się pospieszymy i TAK uwielbiam Cię, i Tak jestem bardzo szczęśliwa, że jestem Twoim rodzicem. TAK, TAK, TAK”

8. Buduj więź każdego dnia

Pamiętaj, że każda interakcja jest okazją zarówno do zbudowania więzi, jak i do jej stopniowego niszczenia. Przynajmniej raz dziennie, odłóż telefon, wyłącz komputer i powiedz dziecku:

„Jestem cała Twoja przez następne 20 minut. Co będziemy robić? Na co masz ochotę?”

wpływ kary na zachowanie, odpowiedzialność za postępowanie, rodzicielstwo bliskości

Wykorzystaj ten czas na wygłupy, przytulanie, rozmowę – bądź rodzicem obecnym w 100%. Po raz kolejny ważna jest jakość spędzonego wspólnie czasu, a nie jego ilość – choć w przypadku dzieci tego czasu nigdy za wiele. Nie mniej jednak zdecydowanie liczy się to jak wykorzystujemy wspólne chwile – twórzmy wartościowe wspomnienia.

Pamiętajmy, że chcąc być częścią dziecięcych wspomnień jutro – musimy być obecni w życiu naszych pociech już dziś.

Warto pamiętać, że do każdego małego człowieka, do każdej rodziny powinniśmy podchodzić indywidualnie. Przeglądając metody wychowawcze wybierajmy te najbardziej odpowiednie dla nas, mające szanse zadziałać w naszej rodzinie i przynieść pożądany efekt.

Podejmując decyzję zachowujmy rozwagę, zróbmy wszystko by był to mądry i odpowiedzialny wybór. Kierując się troską o dziecko, miłością do niego, a nie chęcią odreagowania własnej złości czy frustracji. Stosowane metody powinny być dostosowane do wieku dziecka, stopnia przewinienia. W żadnym razie nie powinny odbierać dziecku godności i poczucia własnej wartości. Uczmy pokazując np. konsekwencje czynów (zniszczysz zabawkę, nie będziesz jej miał).

Wiem, że trudno jest to czytać, jeszcze trudniej wprowadzić w życie, jednak zapewniam Was, że warto zwiększać swoją świadomość, rozwijać w sobie umiejętność widzenia rzeczywistości z perspektywy dziecka oraz zdobywać wiedzę o jego rozwoju.

 

Dodatkowo może Cię zainteresować:

 

W jaki sposób Wy kształtujecie poczucie odpowiedzialności Waszych pociech?

Czy udaje Wam się unikać stosowania kar?

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej wpisu.

Informacje od Was są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi się rozwijać i działają motywująco.

 

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie  😉 .

 

 


3 proste kroki, które pozwolą Ci w pełni cieszyć się macierzyństwem

Wprowadzenie do tego wpisu i zarazem jego pierwszą część znajdziecie tutaj => klik

Zachęcam Was do zapoznania się z tamtym tekstem ;-)

A teraz do rzeczy...

Większość z nas chce żyć świadomie i spędzać więcej aktywnego czasu będąc tu i teraz, a mniej w trybie automatycznej zadaniowości. Chcemy cieszyć się chwilami spędzanymi z dziećmi, a nie traktować niczym kolejne zadanie do odhaczenia. Brzmi słabo? To brutalne, ale bardzo prawdziwe.

Dobre wieści są takie, że nauka znalazła odpowiedź na potrzeby współczesnych MAM - klucz do włączenia trybu slow i cieszenia się czasem spędzonym ze swoim dzieckiem. Jest to coś, co każdy z nas w dowolnym momencie jest w stanie wykonać.

Uważność

Już wiem, co pomyślałaś, że to modny w dzisiejszych czasach trend.

Rzeczywiście, uważność cieszy się ogromną popularnością, jednak wynika ona z efektów potwierdzonych wynikami badań.

Na czym polega bycie uważnym? Nieco upraszczając, możemy przyjąć, że uważność, to po prostu bycie świadomym bieżącego momentu w uprzejmy i bezstronny sposób (więcej o tym, co to naprawdę znaczy, napiszę nieco niżej).

Kiedy udaje nam się zatrzymać i dostroić do tego, co jest, tu i teraz kiedy zwracamy uwagę na swoje myśli, emocje i odczucia cielesne, wtedy angażujemy ważny obszar mózgu zwany korą przedczołową.

Obszar ten odpowiada za regulację naszego zachowania i kontrolę emocji. Innymi słowy, ta część mózgu pozwala nam być spokojnymi, wrażliwymi i kochającymi mamami, którymi chcemy przecież być.

Kiedy natomiast działamy z automatu niczym kombajn wielofunkcyjny, nasza kora przedczołowa nie jest zaangażowana, więc bardziej prawdopodobne jest, że zareagujemy impulsywnie i nerwowo.

3 proste kroki ku uważności

Oto trzy szybkie i łatwe „uważnościowe sztuczki”, które nawet bardzo zajęta mama może regularnie praktykować w ciągu dnia.

Dodatkowa korzyść jest taka, że za każdym razem, gdy poświęcamy chwilę na skorzystanie z jednej z tych sztuczek, przyczyniamy się do powstawania nowych - pozytywnych nawyków.

Z biegiem czasu, wzmocnienie umysłu w ten sposób przekłada się na codzienność, spędzamy więcej pozytywnych chwil ze swoimi dziećmi.

1. Obserwuj siebie jak przyjaciel

Czy wiesz, że około 80 procent z naszych myśli jest negatywnych. Najczęściej pochodzą one z wcześniejszych doświadczeń, są podświadome i całkowicie niepomocne. Najlepszym sposobem na zatrzymanie ich wpływu na nasze funkcjonowanie jest obserwowanie siebie z odpowiedniej, zewnętrznej perspektywy. Pomocne jest mówienie do siebie, tak jakby się rozmawiało ze swoim najlepszym przyjacielem.

Na przykład: "Właśnie rzuciłam dzieciom coś na odczepne, byle tylko mieć jeszcze chwilę na efektywne działanie. Myślę, że to przez ten bałagan w salonie, podłoga przypomina plac zabaw, gdzie nie spojrzę, widzę zabawki, nie sposób zrobić kroku. Ten bałagan mnie stresuje i czuję się sfrustrowana. Mogę przecież poprosić dzieci, aby pomogły mi uporządkować salon, wtedy zyskamy czas na wspólną grę w pytania.”

W tym, krótkim przykładzie ważny jest moment zauważenia niepożądanego zachowania, znalezienia jego przyczyny, a następnie zaproponowanie alternatywy, która jest lepszym rozwiązaniem dla nas i dla dzieci.

uważność

2. Zapomnij o niedźwiedziach

Pamiętasz, że ludzki mózg jest zaprogramowany na przetrwanie? Oznacza to, że znacznie szybciej wyłapujemy z otoczenia negatywy niż pozytywy, jesteśmy wyczuleni na ewentualne zagrożenie. Dzięki tej skłonności nasz mózg powstrzymuje nas od beztroskiego napawania się pięknem kwiatów, w sytuacji, gdy goni nas niedźwiedź ;-).

Jednak nietrudno zauważyć, że epokę kamienia łupanego mamy za sobą i dziwnym trafem, za rogiem nie czeka na nas dziki zwierz. Dlatego, powinnyśmy starać się pohamować nasz instynkt samozachowawczy i przejąć kontrolę nad zachowaniem.

Jak tego dokonać?

Prostym sposobem jest przekierowanie naszej uwagi na przyjemne doświadczenia. W tym celu musimy starać się zauważać, a następnie szczegółowo opisać wspomniane przyjemności.

Czy Wasze serca nie przepełnia błogie ciepło na widok zgodnie bawiącego się rodzeństwa? Warto opisać to, co właśnie w tej chwili czujemy: "Czuję spokój, odprężenie, wzruszenie i wdzięczność".

3. Pomyśl o etykiecie

W trakcie pracowitego, rodzicielskiego dnia nie sposób nie doświadczyć nieprzyjemnych uczuć. To normalne, że chcemy ich uniknąć, i żeby sobie pomóc sięgamy po przekąski, tracimy czas skrolując tablicę na Facebooku, czy sięgamy po używki.

Odczuwanie emocji o ujemnym zabarwieniu może być i jest niewygodne, dlatego często tworzymy własne strategie zaradcze, które w tym momencie wydają się być skuteczne. Na dłuższą metę natomiast nie są ani korzystne, ani tym bardziej pomocne.

Co zatem powinniśmy zrobić?

Następnym razem, gdy poczujesz silne emocje, nazwij je i daj sobie chwilę na złapanie dystansu i wzięcie głębokiego oddechu. Użyj tylko słowa lub dwóch, aby opisać, jak się czujesz, zaczynając od zwrotu: „Czuję ..."

Badania pokazują, że prosta czynność oznaczania, nazwania silnej emocji i uznania jej wystąpienia, ułatwia i usprawnia uzyskanie spokoju. Zaprzeczenie pojawienia się emocji pokutuje negatywnymi skutkami przez resztę dnia. To, co wyparte i stłumione prędzej czy później, się ujawni.

Zwróć uwagę na to co mówisz

Ważne jest również to, w jaki sposób mówimy o emocjach. Istnieje różnica pomiędzy stwierdzeniem „czuję złość", a „jestem zły”. Użycie słowa „czuję” pomaga oddzielić emocje, których doświadczamy od naszej samooceny. Dużo łatwiej jest przezwyciężyć trudne emocje, oznaczając je jako uczucie, coś, co się pojawia i znika, niż traktować je, jako nieodłączną część osobowości (jestem zła), jako to, jacy jesteśmy.

Zanim przejdziecie do uważności

Musimy pamiętać jednak o tym, że uważność nie jest natychmiastowym sposobem na nasze bolączki.  Nie wystarczy raz na jakiś czas wykonać jedną z tych propozycji, by nagle w cudowny sposób poczuć radość z każdej chwili macierzyństwa. Tak samo, jak wszystko, co jest warte naszego zachodu, również uważne rodzicielstwo wymaga naszej intencji i zaangażowania w czerpanie satysfakcji i radości z macierzyństwa.

Warto jednak wprowadzić te małe i proste praktyki, by w znaczący sposób spowolnić naszą codzienną pogoń, byśmy mogli doceniać i zauważać, to co ważne z perspektywy rodzica.

Jon Kabat Zinn słusznie zauważył:

"Najlepszym sposobem na uchwycenie chwil jest zwrócenie uwagi. W ten sposób kultywujemy uważność. Uważność oznacza bycie przytomnym. To znaczy wiedzieć, co robisz."

Uważność daje nam kotwicę, dzięki której możemy zwolnić, zatrzymać się i zacumować, mimo szybko płynącego czasu i ogromnej fali obowiązków.

Jest to nieoceniona wartość, którą daje nam nauka. Dzięki niej w tak zestresowanym i dynamicznie zmieniającym się świecie możemy czerpać radość z bycia mamą, odczuwać spełnienie poprzez zauważanie i świadome uczestniczenie w naprawdę istotnych chwilach. A to wszystko zamiast poczucia winy i żalu.

A Ty masz jakieś sposoby, które pomagają Ci być bardziej świadomą mamą?

 

Być może zainteresują Was również:


Dziecko dziecku wilkiem. Jak pomóc własnemu dziecku radzić sobie z agresją rówieśników

Temat przemocy i agresji wśród dzieci to problem, z którym jako rodzice coraz częściej musimy się zmagać. Każdy z nas chciałby uchronić swą pociechę przed tak nieprzyjemnymi doświadczeniami. Szkoda, że to niemożliwe…
Niestety nie jesteśmy w stanie chronić naszego malucha nieustannie trzymając go pod rodzicielskim kloszem. Nie mamy również wpływu na zachowanie innych dzieci, które potrafią zachowywać się okrutnie. Co zatem możemy zrobić, by bezczynnie nie czekać na rozwój sytuacji, łudząc się, że akurat naszego szkraba nie dotknie problem agresji ze strony rówieśników?

Mam dla Was kilka propozycji. Zanim jednak do nich przejdziemy, spróbujcie wyobrazić sobie pewną sytuację…

„Jesteście z Waszą trzyletnią pociechą na spacerze. Jest piękny, jesienny poranek. Świetnie się bawicie, skacząc beztrosko po okolicznych kałużach. W tym samym czasie przechodzą obok Was dwie dziewczynki z rodzicami. Jedna z nich podbiega do Waszego dziecka i mówi charakterystycznie wrednym głosem: „Nananana nienawidzimy Cię – i załatwimy Cię”.

Generalnie we mnie, jako w matce w jednej sekundzie gotuje się i na samą myśl trudno jest mi zapanować nad emocjami. W pierwszym momencie niewiele się zastanawiając, miałabym ochotę, tak zwyczajnie po ludzku zareagować, komentując takie zachowanie w niecenzuralny sposób 😉

Jesteśmy jednak dorośli i właśnie w takich sytuacjach dobrze byłoby, gdybyśmy wykazali się przypisywaną nam dojrzałością. Wyrozumiałość i empatia, to nimi powinniśmy się kierować…

Powiedziała co wiedziała… Brzmi nieco jak sience fiction?

Jak często macie wrażenie, że pewne rzeczy nie dzieją się naprawdę, że rodzicielstwo jest niczym tragikomedia? No właśnie, to jeden z tych momentów, kiedy podejmujemy próbę, z której to my mamy wyjść cało 😉

Powyższy przykład stanowi lightową wersję tego, co potrafi zaserwować dziecko dziecku.

Zatem skoro nie możemy uchronić naszego szkraba przed konfrontacją, to co możemy zrobić, by go zabezpieczyć?

Agresywna kolej rzeczy?

Najpopularniejszą formą rozwiązywania konfliktów wśród dzieci jest agresja. W większości przypadków nie jest ona zaplanowanym działaniem…wynika z niedojrzałości układu emocjonalnego, braku możliwości i umiejętności zapanowania nad emocjami (więcej na ten temat przeczytacie tutaj). Niezależnie jednak od przyczyny agresywnego zachowania nic nie usprawiedliwia i nie daje przyzwolenia do poniżania i krzywdzenia ani naszego, ani żadnego innego dziecka.

Wracając pamięcią do przytoczonej sytuacji i biorąc pod uwagę powyższe, możemy się domyślać, że owa trzylatka miała słabszy dzień, a skumulowane emocje wyładowała na postronnym dziecku. Widok świetnej zabawy, w jej ulubionej kałuży był nie do przełknięcia.

Rodzicielskie wsparcie

Idealnie byłoby, gdyby nasz malec potrafił sam poradzić sobie w takiej sytuacji. Tu właśnie pojawia się zadanie dla nas. Każdy bez wyjątku powinien nauczyć się stawać we własnej obronie, wyznaczać granice i podejmować odpowiednie działanie.

Oto kilka wskazówek, jak pomóc w tym swojemu dziecku.

Modeluj odpowiednią reakcję Twojego dziecka 

Dzieci najszybciej uczą się przez obserwację i naśladowanie, dlatego naszym zadaniem jest zaprezentować im, jak powinny się zachować w określonej sytuacji. Nawet wtedy, gdy nie jest to proste i wymaga od nas sporego zaangażowania. Nie ma lepszej okazji niż nasza codzienność. Dlatego podczas spaceru zwrócimy się do małej napastniczki w następujący sposób:

"Wydaje mi się, że jesteś zdenerwowana. Czy to, co mówisz oznacza, że nie chcesz, żeby inne dzieci bawiły się w kałużach?" 

Oczywiście nie będziemy angażować się w rozmowę z każdym rozwścieczonym nieznajomym. Warto jednak byśmy w trudnych sytuacjach mieli z tyłu głowy fakt, że często człowiek „niegrzecznie, wkurzająco czy wrednie” się zachowuje, chcąc zaznaczyć swoją pozycję społeczną, miejsce w grupie czy obejmowane terytorium.

Jest to niemal instynktowny mechanizm obronny, który włącza się w sytuacji potencjalnego zagrożenia lub przeciążenia, bo wtedy nie posiadamy odpowiednich zasobów, by utrzymać samokontrolę.

Warto więc zapanować nad sobą i nie reagować w ten sam sposób, co agresor.

Zagłaskać kotka...

Okazując atakującemu zrozumienie dla jego obaw sprawiamy, że czuje się mniej zagrożony, a tym samym mniej skłonny do walki i mniej groźny. Zatem najlepszym sposobem jest odkrycie kart, nazwanie spraw po imieniu i okazanie wyrozumiałości.

agresja wśród dzieci kałuże

Prowadząc w ten sposób rozmowę z dzieckiem, które rzecz jasna 😉 ma powody, by czuć się nieszczęśliwym, możemy rozbroić je niczym saper tykającą bombę. Używając parafrazy, czyli opowiadając swoimi słowami o tym, co widzimy i słyszymy, pomagamy maluchowi zrozumieć zaistniałą sytuację i poznać towarzyszące jej emocje.

"Wydaje mi się, że trudno jest dzielić się, szczególnie jeśli dotyczy to tak głębokiej kałuży, prawda? Skakanie po niej, to taka fajna zabawa. Nie martw się, jest mnóstwo kałuż, abyśmy wszyscy mogli się w nich bawić."

Im milsi i bardziej empatyczni jesteśmy, tym łagodniejszą reakcję przybiera dziecko. Być może taka forma rozmowy wywoła uśmiech na jego twarzy i zachęci do wspólnego skakania po kałużach? Jeżeli swoim spokojem wprawimy w osłupienie małego agresora, to przynajmniej zmniejszymy panujące napięcie i wykorzystamy szansę na zademonstrowanie naszemu malcowi jednego ze sposobów nieagresywnej reakcji.

To nie jest łatwe doświadczenie, dla żadnej ze stron. Jednak dzięki spokojnemu podejściu, dla naszego dziecka, ta sytuacja przyjmie łatwiejszą do „przetrawienia” formę.

Zapewnij swoje dziecko, że jest bezpieczne

To, co konieczne w takiej sytuacji, to zapewnienie naszego malucha o tym, że nic mu nie grozi:

„Ta dziewczynka denerwuje się, ponieważ bawimy się w tej kałuży… Nie martw się… Jestem tu z Tobą i nikomu nic się nie stanie. Kałuż jest mnóstwo i dla każdego znajdzie się miejsce.”

Nie ma nic złego w tym, a nawet dobrze, jeśli to drugie dziecko usłyszy naszą rozmowę. Po prostu nazwaliśmy rzeczy po imieniu, co również pomaga uporządkować wydarzenia atakującemu dziecku.

 Jeśli mały napastnik nadal reaguje agresywnie…

Jeżeli dziecko w dalszym ciągu mówi coś niewłaściwego, np.

"Nie, nie zgadzam się, to są NASZE kałuże!"
 lub stanowczym krokiem porusza się w kierunku naszego maluchamusimy go chronić - stając między nimi. W takiej sytuacji dodatkowo warto jest wzmocnić postawioną granicę, mówiąc stanowczym głosem:

"Wiem, że trudno jest się podzielić miejscem do zabawy, ale kałuże są dla KAŻDEGO… Zrobimy tu miejsce dla Ciebie, żebyś również mogła po nich skakać.” 

Wspieraj dziecko w podróży do obrony swoich granic…

W sytuacji, gdy inne dziecko narusza granice naszego malucha przez popychanie lub zabieranie mu czegoś z rąk, powinniśmy jasno i otwarcie dać swojemu szkrabowi pozwolenie na samodzielne postawienie granicy. Łagodnym głosem mówiąc:

"Wszystko w porządku, możesz śmiało powiedzieć, co czujesz, czego chcesz bądź czego sobie nie życzysz: "Nie popychaj mnie” lub "Teraz ja się tym bawię, więc nie możesz jej mieć, gdy skończę dam tę zabawkę Tobie.”

Oficjalnie tego nie napiszę, ale w takich sytuacjach chciałoby się odwdzięczyć "małej wredocie" tym samym…

Jeśli to konieczne, odwołaj się do osoby dorosłej towarzyszącej małemu agresorowi 

Oczywiście nie jest naszą intencją wchodzenie w spór z innym dorosłym bądź podważanie efektów jego kompetencji rodzicielskich. Dlatego też najlepiej jest powiedzieć wprost o swoich oczekiwaniach oraz obserwacjach mówiąc:

"Widzę, że Twoja córka uwielbia tę kałużę i chciałaby ją mieć na wyłączność. W tej chwili my w niej urzędujemy i jak tylko skończymy, będzie mogła bawić się w niej sama.”

Jak sądzicie, jaka będzie reakcja opiekuna napastniczki? W tym samym momencie większość rodziców wraz ze swoją pociechą przechodzą popluskać się w innej, okolicznej kałuży 😉

Pomóż dziecku przepracować swoje uczucia 

Przerażające dla dziecka jest doświadczenie agresji ze strony drugiego człowieka, niezależnie czy jest nim osoba dorosła czy też jego rówieśnik.

agresja u dzieci wsparcie

Dlatego, gdy tylko napotkana rodzina się oddali, powinniśmy podjąć rozmowę na temat tego, co się wydarzyło:

"To było trudne, prawda? ... Myślę, że ta dziewczynka musiała mieć niemiły poranek… A co Ty o tym sądzisz?" 
 Jeżeli malec wydaje się być zdenerwowany i podczas konfrontacji widoczne było, że nie wiedział, jak się zachować, warto zachęcić go do zabawy w scenki. Odegrać role dzięki czemu smyk zyska doświadczenie mówienia o swoich potrzebach i wyznaczania granic. Pamiętajmy, że ważna jest również modulacja głosu przez naszego szkraba.

Nadopiekuńcza matka...

Część z Was być może pomyśli sobie, że tego typu rodzicielskie zaangażowanie jest przejawem nadopiekuńczości. Inni skwitują, że 

„nie ma co przesadzać. Nas też nikt za rączkę nie prowadził i jakoś wyszliśmy na ludzi.”

Owszem, nie twierdzę, że gdy zostawimy dziecko samemu sobie, to ono sobie nie poradzi. Intryguje mnie natomiast jedno, dlaczego oczekujemy od dzieci, że będą automatycznie wiedziały, jak radzić sobie z trudnymi sytuacjami? Przecież większość z nas-dorosłych tego nie wie, to skąd taki malec ma uzyskać owe olśnienie? Dlaczego mielibyśmy zostawić nasze dzieci bez wzorców, wskazówek dotyczących tego najważniejszego obszaru rozwoju? Osobiście uważam, że w kształtowanie umiejętności społecznych naszych dzieci powinniśmy być tak samo zaangażowani, jak w naukę korzystania z nocnika czy pisania. Na początku powinniśmy nieustannie być zwarci i gotowi do działania, z czasem stopniowo wycofamy się, aż przejdziemy w tryb spoczynku 😉

A następnie…?

Następnie zróbmy wszystko, by dostarczyć naszemu maluchowi jak największą dawkę dobrej zabawy i śmiechu. Wszystko po to, by rozproszyć negatywne emocje i obawy związane z aferą „kałuża gate”.

To, co możemy zrobić dla naszych dzieci, to uwierzyć w nie, chwalić, wspierać, być przy nich – jednym słowem sprawić, by nabrały pewności siebie. Asertywność to nie tylko stosowanie wyuczonych zwrotów, to przede wszystkim odpowiednia postawa, która kształtuje się na przestrzeni wielu lat, jest w nas niemal wyryta. Dlatego nie tłummy w dzieciach potrzeby zgłaszania sprzeciwu, wyrażenia swojego zdania, mówienia o swoich potrzebach, pozwólmy im być sobą. Bo skoro kontakt ze sprawcą agresji jest nieunikniony, a my nie zawsze będziemy w pobliżu, by ochronić naszą pociechę, to ona będzie musiała samodzielnie stawić mu czoła.  Odpowiednia reakcja, będąca wyraźnym sprzeciwem i pokazaniem oprawcy, że nie jest się ofiarą, stanowi bardzo skuteczną broń w ręku dziecka, którą możemy mu podarować…