samoocena_u_dziecka

Jedno zdanie, które pomoże Ci zainspirować dziecko mówiące "Nie dam rady tego zrobić!"

Uwielbiam ten charakterystyczny widok, kiedy dzieci zdobywają nowe umiejętności i działając w całkowitym skupieniu, wysuwają język na bok. W takich chwilach nie ma mowy o przyjęciu przez nie żadnego wsparcia, z zapałem, samodzielnie zdobywają nowe doświadczenia. Któż z nas, nie cieszy się widząc motywację, optymizm i chęć do działania u swojej pociechy?

W rozwoju każdego dziecka przychodzi taki moment, kiedy pojawia się zniechęcenie, niezadowolenie i brak wiary we własne możliwości. To nieodłączny etap budowania dziecięcej niezależności, który jako rodzice powinniśmy wspierać.

W jaki sposób? Poniżej znajdziecie podpowiedź ;-)

W zobrazowaniu sytuacji pomocny będzie opis pewnej sytuacji.

Pierwsze przeszkody...

Wiedziałam, że coś jest nie tak, gdy tylko zobaczyłam Antosia stojącego w drzwiach swojej przedszkolnej sali. Jego markotna mina nie pozostawiała złudzeń – to był ciężki dzień i coś poszło nie tak. Wsiedliśmy do samochodu, zanim ruszyłam z parkingu, odwróciłam się do niego i starając się okazać empatię, zapytałam:

"Wygląda na to, że miałeś zły dzień. Może podjedziemy do parku, nim wrócimy do domu?”

Antula, odpowiedział zwięźle: 

"Nie, jestem zmęczony i po prostu chcę wrócić do domu."

Po powrocie Mały zrzucił buty i pobiegł do salonu, gdzie na stole czekał na niego arkusz kolorowego papieru.
Nie czekając długo, zapytał: 

„Czy mogę go wykorzystać mamo?”

Miałam cichą nadzieję, że to go rozweseli, powiedziałam: 

„Oczywiście, to przecież dla Ciebie.”

Natychmiast sięgnął po kredki i zaczął rysować na papierze.

Przez chwilę myślałam, że gradowa chmura jest już za nami, jednak jakże się myliłam. Nie musiałam długo czekać, żeby usłyszeć wypowiedziane pod nosem: 

„Nie dam rady tego zrobić. Znowu się nie udało, poddaje się!”.
Antoś rzucił kredką i gwałtownie wstał od stołu.

Negatywna samoocena u dzieci

To rzucone pod nosem „Nie dam rady tego zrobić. Znowu się nie udało, poddaje się!” jest negatywną opinią dziecka na temat swoich umiejętności i szans na zrealizowanie zadania. Gdy słyszymy nieprzychylne słowa skierowane do naszej pociechy, odruchowo chcemy im zaprzeczyć, zapewnić o posiadanych przez dziecię zdolnościach, popchnąć do przodu, wyręczyć. Wszystko to po to, by zaoszczędzić mu przechodzenia przez trudne emocje związane z brakiem wiary w siebie.

Większość z nas zdaje sobie sprawę, jak wielkie znaczenie dla dziecka ma opinia rodzica. Biorąc pod uwagę, że w pierwszym okresie rozwoju nasze pociechy odzwierciedlają nasze zachowanie niczym zwierciadło, musimy dołożyć wszelkich starań, by postępować rozsądnie. Ma to również znaczenie podczas przekazywania informacji zwrotnej małemu brzdącowi.  Wbrew pozorom to, co i w jaki sposób mówimy, może mieć wpływ na jego samoocenę, wyobrażenie o samym sobie, o swoich umiejętnościach i możliwościach zrealizowania nowych wyzwań. Jak się okazuję, tak silny wpływ ma nie tylko opinia bliskich osób, ale również wypowiadanie negatywnych opinii o samym sobie.

niska_samoocena_u_dziecka

Przyjrzyjmy się temu hipotetycznie. Przypuśćmy, że wróciliśmy do licealnych czasów i stresujemy się, nadchodzącym testem z chemii. Z góry zakładamy, że: „I tak prawdopodobnie nie uda nam się go zaliczyć, więc nie ma sensu zakuwać."

Gdy rozłożymy takie podejście na czynniki pierwsze, widzimy, że zanim cokolwiek miało szanse się wydarzyć, zdążyliśmy już zrezygnować z przystąpienia do sprawdzianu. Wyobraziliśmy sobie przyszłość, w której pomijamy naukę, zakładając, że jest ona stratą czasu. Jeżeli rzeczywiście się nie przygotujemy, to realnie zwiększamy prawdopodobieństwo niezaliczenia.

Zabawmy się jeszcze w co by było gdyby i wyobraźmy sobie, że nasz wewnętrzny głos podpowiedział nam: „Denerwuje się, ale jak przysiądę i się pouczę to poczuję się pewniej.”

Bardziej prawdopodobne jest, że takie nastawienie zmotywuje nas do nauki i tym samym szanse na pozytywny wynik testu będą większe.

To działa niczym zaklinanie przyszłości i ma nawet swoją nazwę samospełniającej się przepowiedni.

Innymi słowy, jeśli zakładamy, że pewne wydarzenie ma mieć określony przebieg, to nasze oczekiwania mają na tyle istotny wpływ na nasze zachowanie, że postępujemy w sposób, który zbliża nas do założonego rezultatu.

Nie trzeba być prorokiem, żeby wiedzieć, że jeżeli się nie nauczymy, to nie posiadając wiedzy z określonego zakresu – nie ma bata, żebyśmy zdobyli zaliczenie. No, chyba że wiemy obok kogo usiąść, mamy zestaw materiałów pomocniczych i nauczyciel pozwoli nam ściągać ;-)

Najczęstsza reakcja rodzica jest nieskuteczna

Negatywne, dziecięce komunikaty mogą brzmieć następująco:

Nie jestem w tym dobry. 
Nie mogę tego zrobić, to zbyt trudne. 
Nigdy nie nauczę się czytać.

Wspominałam już wcześniej, że kierując się rodzicielską troskliwością, odruchowo chcemy przekonać dziecko, że to, co mówi, nie jest prawdą:

Jesteś w tym dobry! 
Na pewno dasz radę to zrobić! 
Nauczysz się czytać. Wierzę w Ciebie!

Zwróćcie uwagę, że postępując w ten sposób, z reguły nie udaje nam się przekonać malucha. Osiągamy efekt odwrotny od oczekiwanego.

Kierując tak wiele pozytywnych afirmacji, nieświadomie zamieniamy dziecięcą frustrację w walkę o władzę, o to, kto wie lepiej, jak jest naprawdę.

Po pierwsze walka, to ostatnie czego potrzebujemy, a po drugie, kto inny może mieć racje w oczach malucha, jak nie on sam?

Niewypowiedziane komunikaty

Bardzo prawdopodobne, że kiedy nasza pociecha mówi źle o sobie, to tak naprawdę chce powiedzieć:

Jestem sfrustrowany. 
Czuję się źle z tym że popełniam błąd. 
Boję się, że nigdy się tego nie nauczę.

Co natomiast słyszy dziecko, gdy w tej sytuacji odpowiadamy pozytywnymi afirmacjami:

Nie denerwuj się! 
Nie czuj się źle! 
Nie bój się!

Nie wiem jak wy, ale kiedy ja jestem wkurzona, gdy czuję, jak we mnie buzują emocje i w tej samej chwili, ktoś próbuje mi wmówić, że wcale nie czuję tego, co czuję ;-), to nie reaguje zbyt pokojowo. Raczej działa to na mnie jak płachta na byka.

Od razu przypomina mi się sytuacja, gdy jako dziecko uderzyłam o coś piszczelem, a babcia, chcąc mnie uspokoić, powtarzała „już dobrze, nie płacz, nic się nie stało, już nie boli”. No jak nie boli, kiedy czułam, że bolało jak chole..?

Ostateczny rezultat jest taki, że mimo naszych szczerych i dobrych intencji tak naprawdę nie wspieramy naszego malucha w konfrontacji z wielkimi i przerażającymi emocjami. Nasza sfrustrowana i niepewna siebie pociecha nie czuje się słyszana.

Co zatem możemy zrobić, gdy słyszymy, że nasze słodkie dziecko mówi średnio przyjemne rzeczy o sobie i do siebie?

Jedno zdanie, które zmieni sposób myślenia dziecka

Gdy zdarzają się tak trudne, emocjonalne sytuacje wyobrażam sobie przerażający las. Las, który jest tak ciemny i gęsty, że nie jestem w stanie zobaczyć tego, co jest przede mną. W tym lesie wyobrażam sobie swojego syna, w chwili, gdy nie jest w stanie czegoś zrobić, gdy się poddaje. Wtedy wiem, że muszę być przewodnikiem, który przeprowadzi go przez ten ciemny las, dzięki któremu mój maluch znajdzie własne rozwiązanie.

wspieranie_rozwoju_dziecka

Wróćmy do wcześniej opisywanej sytuacji toczącej się w domu.

Podeszłam do Antosia, usiadłam obok niego, tak by nasze twarze były na tej samej wysokości i powiedziałam:

„Pokaż, co sprawia Ci trudność."

Wskazał na część obrazka, gdzie pisał swoje imię i powiedział: 

„tutaj!"

Kiedy już wiedziałem, w czym tkwi problem, zaczęłam opisywać to, co widzę metodą bez nadawania subiektywnej oceny:

„Widzę, że pisałeś swoje imię. Ukończyłeś A, N, T, O, a kiedy dotarłeś do ostatniej literki, zatrzymałeś się. Chyba chcesz, żeby „Ś" wyglądało ładnie? Widzę, że je wygumkowałeś i ponownie napisałeś."

Skinął potwierdzając: 

„Tak, nie potrafię tego zrobić. Nie umiem napisać Ś".

Kontynuowałam: 

„Napisałeś pierwszą część „Ś”, pozostała tylko druga część. Musi być jakiś sposób, żeby nauczyć się ją pisać tak, jak tego chcesz. Prawda?"

Przez chwile milczał, przeczekałam ciszę i pozwoliłam mu pomyśleć.

W końcu powiedział rzeczowo: 

„Myślę, że muszę częściej ćwiczyć pisanie „Ś”.

Dlaczego to działa?

Mówiąc „Pokaż, proszę, co sprawia Ci trudność", zyskujemy wiele użytecznych informacji.

Na starcie dowiadujemy się, co dla brzdąca jest bułką z masłem, a co sprawia mu trudność. Sposób ten pomaga również dziecku rozpoznać, który element wykonywanego zadania stanowi dla niego największe wyzwanie.

Zastosowanie tej prostej techniki „powiedz, co widzisz” sprawia, że rozmowa z dzieckiem schodzi na neutralną płaszczyznę, gdzie każdy może dostrzec co dzieje się tu i teraz.

Dzięki temu dzieci są mniej skłonne do przyjmowania postawy obronnej, nie czują potrzeby udowadniania, że „naprawdę nie mogą / nie potrafią tego zrobić". Często uruchamiamy takie zachowanie, gdy mówimy do malucha „no coś ty, potrafisz” lub „spróbuj ponownie”.

W chwilach zwątpienia zawsze przypominam sobie słowa Edisona, który mówił, że zanim wynalazł żarówkę, znalazł tysiąc sposobów, by jej nie wymyślić.

Pocieszające, prawda? ;-)

Być może zainteresują Cię również:

 

Jak Wy radzicie sobie z dziecięcym barkiem wiary w siebie?

 

 

 

 

 


niepokój_u_dziecka

Niespokojny maluch. Przyczyny i sposoby na niepokój u dziecka

Moi chłopcy, to chodzące wulkany energii, które doładowują swoje akumulatory za pomocą dotąd nieodgadnionych przeze mnie technik. Nie potrzebują snu, są zawsze skorzy do zabawy, no i uwielbiają się przytulać. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że mają tak fabrycznie, bo ja również należę do gatunku osobników łaknących społecznego kontaktu.

Są jednak momenty, kiedy mam wrażenie, że miłość ma swoje granice ;-). Tego typu myśli nachodzą mnie, gdy kolejny dzień z rzędu, niczym leniwiec wisi na mnie dziecię i nic nie jest w stanie go pocieszyć...

We wczesnych etapach rozwoju przerobiliśmy wszystkie „hardkory”, które mogły doskwierać maluchom od gazów, zaparć przez kolki, na bolesnym ząbkowaniu skończywszy. Z młodszym Kubusiem, ze względu na rozszczepową wadę, z jaką się urodził, tych dolegliwości i powodów do dziecięcego niepokoju było i jest znacznie więcej.

Musimy jednak pamiętać, że przyczyn dziecięcego niepokoju jest bardzo wiele i są one naturalnym, nieodłącznym elementem rozwoju. Ich występowanie i nasilenie uzależnione jest od etapu rozwoju psychoruchowego i stanu zdrowia naszego malucha.

Co i kiedy niepokoi nasze dziecko

Poniżej znajdziecie zestawienie źródeł niepokoju pojawiających się w różnym okresie rozwoju:

Od urodzenia do 1,5 roku

  • Kolka
  • Ząbkowanie
  • Zaparcia
  • Alergia i nietolerancja pokarmowa
  • Odczyn poszczepienny
  • Infekcje
  • Zakończenie karmienia piersią
  • Rozszerzanie diety
  • Lęki separacyjne
  • Choroby alergiczne, np. AZS

Niepokoje dwulatka

  • Rozszerzanie i zmiana diety
  • Rozłąka z bliską osobą
  • Lęki separacyjne
  • Przyzwyczajenia
  • Koszmary nocne

Dwu i pół latek niczym tajfun

  • Wyobrażenia
  • Lęki i strachy
  • Brak umiejętności dokonywania wyboru
  • Odpieluchowywanie
  • Choroby zakaźne (np. różyczka, świnka, ospa wietrzna)

Niesforny trzylatek

  • Wyobrażenia i fobie
  • Infekcje
  • Nocne lunatykowanie

Trzy i pół latek – Pan na włościach

  • Moczenie nocne
  • Tiki i jąkanie
  • Szereg różnorodnych emocji

Czterolatek – Emocjonalny przedszkolak

  • Wulkan emocji
  • Koszmary nocne
  • Bujna wyobraźnia

Nie sposób w jednym tekście omówić wszystkie, powyższe przyczyny dziecięcych niepokojów.
Jako mama dwóch szkrabów, które nie należą do kategorii dzieci „bezobsługowych”, podrzucę Wam kilka wskazówek dotyczących łagodzenia niepokojów z wczesnego okresu rozwoju maluszka. Dodatkowo matczyne doświadczenie podeprę swoją psychologiczną i fizjoterapeutyczną wiedzą.

Niemowlęca komunikacja

Gdy do głosu prócz rozsądku dochodzą emocje i zmęczenie trudno jest nam – rodzicom pamiętać o tym, że nasze niemowlę jest niespokojne z jakiegoś powodu, że płacz choć uciążliwy, jest jedyną formą komunikowania się i informowania nas o swoich potrzebach.

Powodów do wyrażania swego niezadowolenia maluch może mieć tysiące i nie łatwo jest dociec, czego w danej chwili potrzebuje. Jedno czego możemy być pewni, to fakt, że niemowlę nie marudzi, bo chce nam zrobić na złość, bo nami manipuluje czy chce coś wymusić. Jego zachowanie wynika z niezaspokojonej potrzeby, a naszym zadaniem jest ją odgadnąć.

Czasami powód marudzenia maluszka jest błahy – dopadł go głód, jest mu niewygodnie, uwiera go źle zapięta albo przepełniona pieluszka, znudził się bądź zwyczajnie stęsknił za bliskością mamy. W takim przypadku wystarczy szybka interwencja i wszystko wraca do normy. Zdarza się jednak, że przyczyna rozdrażnienia naszej pociechy jest inna, związana z mniej lub bardziej poważną dolegliwością. Zaniepokojeni chcąc pomóc swojemu dziecku, często próbujemy wszystkich możliwych sposobów, poleconych przez rodzinę i znajomych. Jednak stosowanie kilku metod naraz nie przyniesie lepszego efektu, a czasem może nawet pogorszyć sytuację.

Pamiętajcie, że żadne informacje znalezione w Internecie nie zastąpią konsultacji z pediatrą.

Infekcja w natarciu

Niemowlęta narażone są na choroby częściej niż dorośli, ponieważ ich system immunologiczny nie jest jeszcze w pełni wykształcony. W związku z tym każda nawet drobna infekcja, może być dla niego niebezpieczna. Oczywiście nie ma co popadać w panikę, ale konsultacja z pediatrą, szczególnie u takiego maluszka jest podstawą.
Każdy rodzic jest zauważy odstępstwa od standardowych zachowań swojej pociechy – natura wiedziała jak nas zaprogramować ;-). Pamiętajcie, że nie każda infekcja zaczyna się wysoką gorączką. Czasami dziecko nie ma apetytu, jest marudne i płaczliwe.

Jak możemy pomóc?

Powinniśmy przede wszystkim zadbać o odpowiednie warunki – ciszę i spokój oraz bliskość. W takich chwilach nasza obecność przy dziecku jest niemal obowiązkowa. Jeżeli maluszek będzie nienaturalnie ospały, zacznie lać się przez ręce, będzie gorączkował – nie zwlekaj, jak najszybciej udaj się do pediatry.

Niedrożny nosek

Nasze maleństwo oddycha tylko przez nos, dlatego, jeśli cokolwiek mu to utrudnia, stara się nam to zasygnalizować.
Najczęstszym powodem zablokowanego noska jest katar. Zdarza się również, że nosek jest „zakorkowany” przez naturalną wydzielinę połączoną z kurzem pochodzącym z powietrza.

katar_u_dziecka

Jak rozpoznać trudności z oddychaniem spowodowane przez zablokowany nos?

Ameryki nie odkryje, pisząc, że musimy wytężyć słuch i jeśli niemowlęciu coś furczy w nosku, marudzi podczas jedzenia, z trudem zasypia, to przyczyny możemy szukać właśnie tam.

Oczywiście zatkany nosek musimy oczyścić. Najlepiej do tego użyć wody morskiej bądź roztworu soli fizjologicznej. Miękką wydzielinę należy usunąć z noska, co przy tak niewielkich dziureczkach i ogólnym rozdrażnieniu maleństwa, jest nie lada wyzwaniem. W przypadku kataru zbawienne mogą okazać się inhalacje, odpowiednie nawilżenie powietrza, użycie Fridy bądź innego aspiratora oraz odpowiednie ułożenie maluszka z nieco uniesiona główką.

Zaparcia

Nie od dziś wiadomo, że naczelnym tematem każdego rodzica jest dziecięca kupa bądź jej brak. Nie ma w tym nic dziwnego, bo wbrew pozorom na podstawie jej konsystencji, koloru, zapachu i częstotliwości można wnioskować o stanie zdrowia malucha. U dzieci do 4. miesiąca życia jednym z najważniejszych czynników wpływających na konsystencję i częstość oddawania stolca jest sposób karmienia.  Maluszek do 6 tygodnia życia powinien wypróżniać się w określonych ilościach nie rzadziej niż 3-4 razy dziennie, a nawet do 12 razy. Niemowlę, któremu dokuczają zaparcia, ma twardy, napięty brzuszek, nie ma apetytu, słabo przybiera na wadze, jest drażliwe, a każdej próbie wypróżnienia towarzyszy płacz.

Jak możemy pomóc?

Sposoby na zaparcia u dzieci są różne. Jedni rodzice szukają domowych sposobów na zatwardzenie u dzieci, zaś pozostali sięgają po metody farmakologiczne. Przed podjęciem jakiejkolwiek formy leczenia weź po uwagę, że odpowiednie żywienie jest najlepszym sposobem na zapobieganie zaparciom. Wraz z mlekiem matki dziecko otrzymuje aktywne kultury bakterii L.reuteri, które chronią dziecko. W okresie odstawiania malucha od piersi i karmienia butelką powinniśmy podawać wodę, by odpowiednio nawadniać jego organizm. Jeśli maluszek nie jest karmiony piersią warto skonsultować z lekarzem stosowanie probiotyków, które usprawniają pracę jelit, pomagają zmniejszać częstość występowania biegunek i zaparć. Często pediatrzy zmieniają mleko modyfikowane na takie zawierające Bifidobakterie.

Ząbkowanie

Ząbkowanie jest naturalnym etapem w rozwoju każdego dziecka. Niestety to proces długotrwały i dokuczliwy dla malca oraz stresujący i ciężki okres dla rodziców. Pierwsze zęby najczęściej pojawiają się między 4. a 8. miesiącem życia. Ząbkowaniu towarzyszą różne objawy. Oprócz miejscowych oznak, takich jak rozpulchnienie dziąseł i wzmożone ślinienie, mogą pojawić się również objawy ogólnoustrojowe, m.in. drażliwość, nerwowość, niepokój, płaczliwość, pogorszenie apetytu czy luźna kupka. Skutkuje to zarówno dyskomfortem fizycznym maluszka, jak i zaniepokojeniem rodziców.

Jak możemy pomóc?

Świetną metodą łagodzącą dolegliwości związane z ząbkowaniem jest delikatny masaż dziąseł. Dziecko instynktownie stara się przynieść sobie ulgę, wkładając co popadnie do buzi. Póki nasz malec nie ma większe ilości zębów, masaż możemy wykonać palcem wskazującym, pamiętając, by wcześniej dokładnie umyć dłonie. Ogólnie dostępne są również silikonowe nakładki na palec, z delikatnymi wypustkami ułatwiającymi masowanie.

Kolejnym, doskonale sprawdzającym się sposobem są schłodzone w lodówce gryzaki (nie w zamrażarce).

Jeżeli jesteście na etapie rozszerzania diety maluszka, możecie podać mu również schłodzonego banana – mamy dwa w jednym: przyjemne z pożytecznym. Na ząbkowe dolegliwości z pomocą również przychodzi zwykła tetrowa pieluszka, którą maluszek swobodnie może przeżuwać.

Prócz domowych sposobów wsparcia możemy również szukać w aptece. Tam można znaleźć odpowiednie środki wspomagające zarówno maluszka, jak i rodzica ;-). Możemy posiłkować się różnorodnymi maściami, żelami chłodzącymi, czopkami i kropelkami, które łagodzą dokuczliwość objawów, dzięki czemu działają wyciszająco i ułatwiają zasypianie.

Tam, gdzie to tylko możliwe staram się stosować środki o jak najlepszym składzie, naszą perełką są czopki Viburcol, które dodatkowo zachwycają swoją skutecznością. Sprawdziły się u nas zarówno w czasie ząbkowania, infekcji czy kolek, jak i trudniejszych pooperacyjnych dolegliwości. Za każdym razem niezawodnie niweluje dolegliwości. Z czystym sumieniem mogę Wam polecić również żel na ząbkowanie Viburgel, który łagodzi podrażnienia i tkliwość dziąseł. Warto zwrócić uwagę, że nie zawiera lidokainy . A właściwości znieczulające miejscowo zapewnia mu zawartość oleju z goździka, składnika, który stosowały chyba nawet nasze Babcie. Od kiedy wśród domowników są małe dzieci, Viburcol traktuję, jako „must have” naszej domowej apteczki. To godne polecenia wsparcie w walce z dziecięcym niepokojem.

spokojny_sen_viburcol
viburcol

Zawsze przestrzegam przed pochopnym faszerowaniem dziecka wszelkimi środkami przeciwbólowymi (paracetamol lub ibuprofen). Stosujmy je w ostateczności, jednocześnie uwzględniając dawkę dopasowaną do wieku i wagi maluszka.
Jeżeli natomiast Wasza pociecha gorączkuje powyżej 38,5 oC powinniście niezwłocznie udać się do pediatry, gdyż, bo może to świadczyć o rozwijającej się infekcji.

Kolka niemowlęca

Kolka niemowlęca występuje u niemal 40% maluszków i przysparza im sporo nieprzyjemnych dolegliwości. Może pojawić się między 2 a 4 tygodniem życia i trwać nawet do 6 miesiąca.

Przyczyny jej występowania do dnia dzisiejszego nie są jednoznaczne. Wbrew powszechnym przekonaniom pojawia się ona niezależnie od sposobu karmienie (pierś vs butelka), czy płci. Wśród lekarzy nie ma jednolitego stanowiska dotyczącego przyczyn kolkowych dolegliwości. Niektórzy wskazują na zaburzenia żołądkowo-jelitowe, nadmierną perystaltyką czy uszkodzeniu błony śluzowej jelita, inni doszukują się przyczyn w nadwrażliwości na mleko krowie, niewłaściwym karmieniu i niedojrzałości układu nerwowego niemowlęcia.

Jak możemy pomóc?

W przypadku kolki przyjmujemy działanie objawowe, staramy się przynieść ulgę w występujących dolegliwościach.

Ważne byśmy podczas ataku kolki zachowali spokój. Niemowlę niczym gąbka chłonie nasze emocje, które mu się udzielają i potęgują dolegliwości. To, co możemy zrobić, to ułatwić wydostawanie się skumulowanego w brzuszku  powietrza.

Bardzo pomaga noszenie i odpowiednie ułożenie maluszka. U nas sprawdzała się pozycja „na tygryska” – nosiliśmy Antosia położonego na przedramieniu.

Kolejnym sposobem jest delikatne masowanie brzuszka okrężnymi ruchami, zgodnie z kierunkiem zegara.

Ciepło przynosi ulgę, dlatego warto stosować okłady z termoforu, czy podgrzanej pieluszki. Nie jest tajemnicą, że kołysanie, noszenie na rękach, przejażdżka samochodem, czy biały szum działają uspokajająco. W trudnościach z zasypianiem i w zwiększonej drażliwości maluszka, pomocny może okazać się właśnie wspomniany wyżej Viburcol. Dla wygody można spróbować wersji w kropelkach.

Pomocne również bywają środki farmakologiczne, na przykład preparaty o działaniu wiatropędnym i rozkurczowym na bazie kopru włoskiego i rumianku. Niektóre zawierają również simetikon albo dimetikon – związki ułatwiające odprowadzanie z jelit pęcherzyków gazu.

Pamiętajcie, że stosowanie wszelkich aptecznych preparatów powinniśmy skonsultować z lekarzem.

Na koniec słów kilka... 

Gdy ponownie zerkniecie w rozpiskę znajdującą się na początku tekstu, zdacie sobie sprawę, że tak naprawdę nie ma nic dziwnego i złego w tym, że nasz maluch jest płaczliwy, marudny czy niespokojny. W ciągu pierwszych 24 miesięcy życia większość swoich doświadczeń przeżywa po raz pierwszy. Jest to okres, kiedy jego organizm rozwija się najbardziej dynamicznie i zachodzi w nim najwięcej zmian. Prócz tych fizjologicznych, dochodzą jeszcze aspekty poznawcze i emocjonalne, które również dają się we znaki małemu odkrywcy.

niespokojne_niemowle

Wczesne dzieciństwo to jedna niekończąca się zmiana. Dziecko ledwo pozna, nauczy się i przyzwyczai do określonych bodźców, a tu przychodzi kolejna dawka informacji, która odwraca jego świat do góry nogami.

Pierwsze lata życia to również kształtowanie się odporności – układ immunologiczny swą dojrzałość osiągnie około 12 roku życia.  Zanim ostatecznie maluszek jej nabierze, przechodzi przez szereg mniejszych lub większych infekcji. Niewykluczone, że mogą się one zbiegać z ząbkowaniem, kolkami, skokiem rozwojowym czy zmianami organizacyjnymi w życiu dziecka, co sprawia, że dziecięcy niepokój jest jeszcze silniejszy.

To, co jako rodzice możemy zrobić dla naszych pociech i dla siebie oczywiście, to uzbroić się w morze cierpliwości i tonę wyrozumiałości oraz niekończące się pokłady ciepła.

Może zainteresują Cię również:

Ściskam,
Karola


jak_wspomagac_rozwoj_emocjonalny_dziecka

Jak wspomagać rozwój emocjonalny dziecka

Czy wiecie, że Eskimosi, których świat, jak okiem sięgnąć jest niekończącym się pasmem białego puchu, mają co najmniej 50 słów określających odmiany śniegu? Eskimoskie dzieci uczą się rozpoznawać i nazywać owe śnieżynki, po prostu wychwytując różnice z kontekstu codziennych sytuacji.

Podobnie, jest z nauką, a właściwie z rozpoznawaniem emocji przez nasze pociechy. Dzieci obserwując nas – rodziców uczą się emocjonalnego świata, rozumienia własnych emocji i reakcji innych osób. Dostrzeżenie, zrozumienie i zaakceptowanie emocji jest pierwszym krokiem w nauce ich regulacji.

Emocje jak eskimoski śnieg

Jakiś czas temu trafiam na Koło uczuć autorstwa Glorii Willcox, które barwnie ilustruje różnorodność emocji i zachowań przez nie wywoływanych. Jest ono świetną analogią dla 50 odmian eskimoskiego śniegu ;-).

Na jego podstawie przygotowałam poniższą grafikę, może Wam się przydać podczas „emocjonalnych pogawędek” z dziećmi.

rozwijac_emocjonalnosc_dziecka

Gdy 50 to za dużo…

Jeżeli natomiast dojdziecie do wniosku, że przytłacza Was ilość zawartych w niej stanów emocjonalnych, spokojnie możecie „obracać się” w kategoriach tylko czterech podstawowych emocji.

Radość

Nie muszę wiele tłumaczyć i opisywać, ile korzyści niesie ze sobą odczuwanie radości. Nie dość, że emocja ta ma pozytywny wpływ na osobę jej doświadczającą, to jeszcze zasięgiem poprawia samopoczucie osób będących w pobliżu (nie bez przyczyny tak często mówi się o zaraźliwości uśmiechu). Odczuwając radość, odprężamy się, jesteśmy niemal „lżejsi” oraz bardziej wyrozumiali wobec innych. Oczywiście na tym nie koniec wpływu tego pozytywnego stanu, nasze dziania są bardziej impulsywne, spontaniczne oraz żywiołowe. Gdy uskrzydleni optymizmem latamy pod sufitem, musimy uważać, by z hukiem nie gruchnąć na ziemię. Ewentualny upadek może być spowodowany obniżoną czujnością, zmniejszonym poziomem krytycyzmu, zbytnią skłonnością do ryzyka i zmniejszoną umiejętnością analitycznego myślenia.

Strach

Strach – jest reakcją na zagrożenie. Pojawienie się tej emocji jest dla nas sygnałem ostrzegawczym, wzmagającym czujność, motywującym do działania.  Zazwyczaj boimy się kogoś lub czegoś, źródło naszych obaw ma realny wymiar. Może się jednak zdarzyć, że przybiera on formę „irracjonalnych lęków”. Reakcją na strach może być ucieczka, walka, prośba o pomoc, przyjmowanie pozycji zamkniętej. Wszystko zależy od okoliczności, naszych wcześniejszych doświadczeń oraz wzorców zachowań, które zostały nam społecznie przekazane. Mimo jego mobilizującej funkcji strach nie jest pożądaną i lubianą emocją.

Smutek

Czy jest ktoś, kto lubi się smucić? No właśnie… to na ch…rę nam taka emocja?

Wbrew pozorom i naszemu nastawieniu jest bardzo potrzebna. To jedna z emocji, która pomaga nam w przystosować się do zmieniających się okoliczności, przygotowuje do zaakceptowania nowej rzeczywistości. Smutek wiąże się rozczarowaniem, stratą, porażką, poczuciem odrzucenia, brakiem miłości. Bardzo często jest wyrazem żałoby czy żalu. Każda emocja również ta o ujemnym zabarwieniu jest nam bardzo potrzebna, informuje nas o tym, ile określone doświadczenie dla nas znaczy, pozwala powściągnąć odpowiednie działanie, sprawia, że potrafimy zrozumieć otaczający nas świat. Oczywiście również w przypadku smutku potrzebny jest umiar, gdy zbyt długo go przeżywamy, może wpędzić nas w stany depresyjne.

Gniew

To najczęstsza reakcja na zagrożenie, krzywdę, frustrację czy atak. To on mobilizuje nas do odmowy, protestu czy zaznaczenia swojej granicy. Pojawia się, gdy czujemy, że ktoś narusza nasze wartości. Niekontrolowany gniew prowadzi do agresji, nadmiernie kontrolowany natomiast do powstawania urazy.

Emocjonalna paleta barw

Świat emocji nie jest monochromatycznym płótnem, wręcz przeciwnie jest niczym wielobarwny pejzaż, w którym można dostrzec każdą z dostępnych barw. Oczywiście, jako rodzice wolelibyśmy obserwować u naszych pociech obrazki pomalowane tylko „pozytywnymi” emocjami, tymi łatwiejszymi do zaakceptowania. Kierując się dobrymi intencjami, chcielibyśmy chronić nasze pociechy przed rozczarowaniem, niepokojem, smutkiem czy złością, mając nadzieje, że w ten sposób zapewnimy im szczęśliwe i dobre dzieciństwo. Prawda jest jednak taka, że świat tak nie wygląda, a mały człowiek powinien poznać i zrozumieć każdą emocję. Tylko w ten sposób przygotujemy go do funkcjonowania prawdziwym świecie. Akceptacja i przyzwolenie na odczuwanie, każdej emocji jest kolejnym ważnym elementem w kształtowaniu dziecięcej emocjonalności. Każda emocja jest istotna, każda z nich pełni ważną funkcję i zupełnie normalne jest, że je odczuwamy.

Jak rozwijać dziecięcą emocjonalność?

Nie ma bardziej efektywnego sposobu nauki niż praktyczne doświadczanie. Nasza codzienność stwarza idealne warunki dla wspierania rozwoju emocjonalności naszych pociech. Jak do tego podejść? To nic skomplikowanego, wystarczy, byśmy po prostu zaczęli mówić o uczuciach. Zarówno o tych, które sami odczuwamy, jak i o tych, które dostrzegamy u naszych dzieci oraz innych ludzi. Mówiąc o emocjach w nieoceniający, akceptujący sposób, uczymy dzieci ich rozpoznawania takimi, jakie są.

rozmowa_o_emocjach

Poniżej podrzucam kilka przykładów na to, jak wpleść w codzienną komunikację rozmowy o emocjach:

  • „Wyglądasz na zdenerwowanego. Co się stało?”
  • „Widzę, że żywiołowo podskakujesz. Musisz być podekscytowany, prawda?"
  • "Czy dobrze rozumiem, że jesteś spokojniejsza i czujesz się bezpieczniej, gdy wiesz dokładnie, co się wydarzy?"

Kiedy rozmawiamy z dzieckiem o emocjach, warto byśmy powstrzymali się od wydawania ocen i sądów na temat tego, co naszym zdaniem powinno czuć. Najlepiej jest odnosić swoje spostrzeżenia do konkretnych zachowań, reakcji, do tego, co realnie jesteśmy w stanie zaobserwować. Taka forma rozmowy pozwoli naszej pociesze połączyć element zachowania, z tym, co wewnętrznie odczuwa. Dobrym sposobem na skłonienie dziecka do refleksji jest zadawanie mu pytań na przykład takich jak te:

  • Po czym poznajesz, że jesteś zdenerwowana?
  • Skąd wiesz, kiedy się złoszczę?
  • Kiedy jesteś zły na swojego przyjaciela, co możesz zrobić, by poczuć się lepiej?
  • Jak sądzisz, kiedy podejmujesz lepszą decyzję, gdy jesteś zdenerwowany czy spokojny?
  • Co pomaga ci się uspokoić, kiedy jesteś zły?

Dobrym ćwiczeniem jest wspólne obserwowanie zachowania innych osób np. podczas spaceru, wtedy podczas rozmowy można dopytywać:

  • "Ta dziewczynka wygląda na niezadowoloną. Zastanawiam się, dlaczego jest smutna?
  • "Jak myślisz, czego chce/potrzebuje?"
  • "Czy jest coś, co możemy zrobić, aby pomóc?"

Stosując tego typu pytania, wspomagamy rozwój empatii naszych pociech.

Niczym odbicie w lustrze

Bardzo dobre efekty przynoszą zwykłe rozmowy toczące się między rodzicami w obecności jednego z dzieci, na temat potrzeb i odczuć drugiego malucha. W ten prosty sposób kształtujemy wzajemną empatię między rodzeństwem i budujemy pozytywną relację między dziećmi. Do wieczornych rytuałów warto dołączyć jeden, stały element – pogadankę. Rozmawiać można o wszystkim, o wydarzeniach, które miały miejsce w przedszkolu, o bohaterach przeczytanego opowiadania, ważne jednak, by nie pominąć tematu uczuć, emocji i zachowań. W ten sposób kształtujemy prospołeczne (pozytywne) zachowania naszych pociech, które zwiększają ich wrażliwość oraz zmniejszają agresję wobec rówieśników.

Z rozwojem emocjonalnym jest tak samo, jak ze zdobywaniem każdej innej umiejętności. Nasze dzieci uczą się przez obserwację, naśladowanie i doświadczanie. Dlatego tak istotne jest nasze nastawienie, poglądy oraz zachowanie. Jeżeli na co dzień mówimy o emocjach, nazywamy je i okazujemy, w naturalny sposób kształtujemy dziecięcą emocjonalność. Nawet małe dzieci mogą nauczyć się rozpoznawać i wyrażać emocje, a to ogromny krok w kierunku nauki zarządzania nimi.

Jakie są Wasze sposoby na wspieranie rozwoju dziecięcej emocjonalności?

Być może zainteresują Was jeszcze artykuły:

 


jak_wzmocnić_odporność

Czym jest odporność i jak ją wzmocnić

Temat wzmacniania odporności u dzieci budzi wiele emocji i kontrowersji. Z jednej bowiem strony chcemy wierzyć w skuteczność „domowych sposobów” (czyli miód, czosnek, olejki eteryczne, bańki, hartowanie), z drugiej natomiast postęp cywilizacyjny skłania nas do sięgania po dostępne środki farmakologiczne. W moim przekonaniu, zanim podejmiemy jakiekolwiek kroki w kierunku serwowania specyfików wspomagających odporność, powinniśmy skonsultować stan zdrowia z lekarzem, szczególnie jeśli dotyczy to dzieci. Dodatkowo garść informacji o tym, jak powstaje odporność i czym jest, pozwoli nam bardziej świadomie podejmować decyzje i dobierać odpowiedni sposób działania.

Czym jest odporność

W dużym uproszczeniu odporność to zdolność organizmu do obrony przed niebezpiecznymi dla niego substancjami i czynnikami np.: pasożytami, bakteriami czy wirusami.

Nabywanie odporności jest procesem systematycznym i trwającym nieustannie przez całe życie. Prowadzone w tym obszarze badania wskazują, że układ immunologiczny osiąga pełne zdolności obronne dopiero między 12 a 15 rokiem życia. Dlatego też odporność dziecka jest dużo słabsza od odporności osoby dorosłej.

Zastanawiacie się, gdzie znajduje się obronne centrum dowodzenia?

Układ odpornościowy

Komórki układu odpornościowego zlokalizowane są w wielu miejscach naszego organizmu: w grasicy, śledzionie, szpiku kostnym oraz układzie oddechowym. Ważną informacją jest to, że aż 80% układu immunologicznego znajduje się w przewodzie pokarmowym, gdzie wytwarzane są przeciwciała. Tu pojawia się pierwsza wskazówka dotycząca wzmacniania odporności – warto zwrócić uwagę na jakość spożywanych pokarmów, tym jednak zajmiemy się nieco później.

Skoro odporność nabywamy z wiekiem, zatem jaki jest jej poziom u noworodka?

Odporność dziecka

W chwili narodzin układ immunologiczny maluszka jest niedojrzały. Nie mając wcześniej kontaktu z drobnoustrojami, nie umie z nimi walczyć. Każde dziecko przychodzi na świat z pakietem ochronnym nazywanym odpornością wrodzoną. Odporność wrodzona to nieswoiste przeciwciała, które maleństwo otrzymało od mamy w czasie życia płodowego. Są one jeszcze przez pewien czas przekazywane wraz z pokarmem podczas karmienia piersią. Poziom owych przeciwciał jest wystarczający do około 6 tygodnia życia dziecka, później jest ich za mało. Wtedy zaczyna się okres spadku odporności, nazywany przez lekarzy dołkiem immunologicznym, który trwa do około 6 miesiąca życia.

Odporność powoli wzrasta dopiero u półrocznego niemowlęcia, gdy zaczyna ono produkować więcej własnych przeciwciał.

Realne nabywanie odporności następuje w momencie, gdy dziecko idzie do przedszkola. W tym czasie maluch ma kontakt z dużą liczbą patogenów. Jest to okres pobudzania układu immunologicznego do wytwarzania swoistej tarczy ochronnej. Każdy z nas wie, jak to wygląda w praktyce… katar pogania katar, przeplatając się z bólem gardła i innymi, poważniejszymi infekcjami. Niestety tak wygląda naturalny sposób uodporniania się organizmu.

infekcja_odporność

Spadek odporności jest charakterystyczną zmorą pojawiającą się również w późniejszym etapie rozwoju dziecka np. po niektórych infekcjach (ospa albo trzydniówka). Powrót do pełnej formy następuje dopiero po kilku tygodniach, dlatego warto w tym okresie zadbać o wzmocnienie nadszarpniętego zdrowia.

Wzmacnianie odporności u dzieci

Kto z nas nie głowi się nad tym, w jaki sposób wzmocnić odporność swoją i swojego malucha. Możemy wesprzeć układ immunologiczny w naturalny sposób, stosując kilka prostych zasad:

Odpowiednie żywienie

Podstawą w budowaniu odporności u dziecka jest zdrowa, zbilansowana dieta. Powinniśmy wprowadzić odpowiednie menu, bogate w antyoksydanty oraz witaminy - owoce, warzywa, ryby, chude mięso, nabiał, produkty zbożowe, a do picia wodę, mleko oraz wyciskane soki. To na nas – rodzicach spoczywa odpowiedzialność za zdrowe odżywianie naszych pociech.

Wsparcie dla układu odpornościowego stanowią probiotyki, w które bogate są fermentowane napoje mleczne, np. jogurty i kefiry. Dlatego warto o nich pamiętać.

Spacer to podstawa

Aktywność fizyczna i odpowiednia ilość czasu spędzonego na świeżym powietrzu to kolejny element, o który powinniśmy zadbać. Na spacer warto chodzić codziennie, niezależnie od pogody (jedynie temperatura poniżej -10 C i silne wiatry stanowią przeciwskazanie). Odpowiednio ubrany maluch z przyjemnością poskacze po kałużach i pobiega w deszczu.

odporność

Nie przegrzewaj

Odpowiednio ubrane dziecko to nie tylko takie, które nie zmarznie, ale również to, które nie ulega przegrzaniu. Przegrzewanie dzieci to jeden z najczęstszych powodów pojawiających się przeziębień. Najlepiej zakładaj dziecku kilka warstw ubrań, bawełnianych lub wełnianych, które w zależności od warunków pogodowych można zdjąć.

Dodatkowe wspomaganie

W okresie osłabionej odporności i wzmożonego występowania infekcji, po uprzedniej konsultacji z lekarzem, warto wspomóc układ immunologiczny preparatami witaminowymi oraz tymi zawierającymi kwasy Omega 3 (Tran – olej z wątroby dorsza), alkiloglicerole czy skwalen (Olej z wątroby rekina). Alkiloglicerole występują m.in. w mleku matki i to one stymulują układ odpornościowy noworodków i niemowlaków. Zwiększają proces wytwarzania elementów morfotycznych krwi - a to oznacza wyższą obronę organizmu przed wirusami, bakteriami, lepsze odżywienie i dotlenienie komórek. Skwalen natomiast posiada właściwości antybakteryjne, dlatego może pełnić funkcję naturalnego antybiotyku (więcej na ten temat przeczytacie tutaj >>tu).

Hydroterapia

Bardzo dobrym sposobem wspierającym odporność jest stosowanie hydroterapii. Polega ona na naprzemiennym prysznicu ciepłą i zimną wodą. Ta forma hartowania przyzwyczaja organizm do zmiany temperatury, bo pod wpływem zmiennych bodźców (wyższej i niższej temperatury) naczynia krwionośne na zmianę kurczą się i rozkurczają, dzięki czemu pracują sprawniej.

Sen i odpoczynek

Odpowiednia ilość snu to ważny element mający wpływ na odporność. Niemowlę śpi zazwyczaj dokładnie tyle, ile potrzebuje. Ale dziecko w wieku przedszkolnym – już niekoniecznie. Często do późnej nocy chce się bawić, a potem rano wstaje zmęczone. Musimy pamiętać, że sen jest mu bardzo potrzebny – to czas odpoczynku i regeneracji całego organizmu. Potrzebuje go również układ odpornościowy dziecka.

sen_dziecka

Stres

Staraj się nie narażać dziecka na przewlekły stres. Czynnikiem istotnie wpływającym na odporność organizmu jest przewlekły stres. Dowiedziono, że pod wpływem długotrwałego działania stresorów powiększa się kora nadnerczy (gdzie produkowane są hormony stresu), ulega zaś zanikowi grasica. Ponadto pod wpływem stresu zmniejsza się w krwi ogólna liczba komórek odpornościowych.

Odpowiednie warunki w domu

Dbaj o to, by w domu nie było zbyt gorąco. Idealna temperatura to 19–20°C. Zadbaj o jakość powietrza, nawilżaj je, zwłaszcza w okresie sezonu grzewczego oraz regularnie wietrz pomieszczenia. Wspomnę o tym dla spokoju sumienia, choć przyznam, że nie mieści mi się to w głowie: "nie narażaj dziecka na bierne palenie."

A jakie są Wasze sposoby na poprawę odporności?
Będzie mi miło, jeśli podzielicie się ze mną swoimi doświadczeniami w komentarzu poniżej.

Ściskam,
Karola

 


zaangażowany_tata

Rola taty. Dlaczego dzieci potrzebują zaangażowanych ojców?

Od jakiegoś czasu zmieniało się podejście do zagadnienia ojcostwa i wpływu zaangażowania taty na rozwój dziecka. Przestajemy spoglądać na ojców tylko przez pryzmat tego, co wiemy o mamach. Cztery dekady badań i setki analiz stanowią nieoceniony dowód na to, że miłość i zaangażowanie taty mają ogromny wpływ na rozwój poznawczy, społeczny i emocjonalny dziecka.

Zaangażowany tata = Dziecko sukcesu

 Zaangażowany tata, czyli jaki?

Byśmy mogli wspólnie przedyskutować istotę zaangażowania taty dla rozwoju dzieci najpierw spróbujmy ustalić czym owe zaangażowanie jest. Każdy z nas ma inne oczekiwania, doświadczenia, możliwości i potrzeby. Zatem dla każdego z nas ojcowskie zaangażowanie będzie miało nieco inny wymiar. Dlatego naukowcy Lamb, Pleck, Chernov i Levine, chcąc ujednolicić to zagadnienie, wprowadzili trzy aspekty kluczowe dla zaangażowania. Są to elementy stanowiące podstawę pozytywnej, pielęgnującej relacji ojciec-dziecko:

  1. Aktywne uczestnictwo: czyli bezpośredni kontakt ojca i wspólne interakcje z dziećmi
  2. Dostępność: obecność ojca i reagowanie na potrzeby dziecka
  3. Odpowiedzialność: zapewnienie zasobów niezbędnych dziecku do odpowiedniego rozwoju (w tym uwaga, czas, miłość)

Niektórzy badacze utożsamiają ojcowski udział w rodzicielstwie tylko z aktywną zabawą. Mamom natomiast głównie przypisywane są zadania pielęgnacyjne. O tyle, o ile zabawy przebiegające z udziałem tatusiów mają ogromny wpływ na rozwój dziecka (więcej na ten temat nieco niżej), o tyle krzywdzące jest ograniczanie funkcji ojca tylko do gier i zabaw.

W swoim kompleksowym raporcie "Skutki zaangażowania ojca: zaktualizowane podsumowanie dowodów", dr Sarah Allen i dr Kerry Daly, definiują zaangażowanego ojca jako "wrażliwego, ciepłego, bliskiego, przyjaznego, wspierającego, wychowującego, serdecznego, zachęcającego, pocieszającego i akceptującego." Badacze podkreślają również istotę uczestniczenia obojga rodziców we wszystkich obszarach życia dziecka.

Dlaczego niektórzy ojcowie są bardziej zaangażowani niż inni? 

Wiele czynników może decydować o ojcowskim sukcesie, wśród tych najważniejszych warto wyróżnić:

  • Wzorce, w jakich został wychowany (w tym jakość relacji z rodzicami)
  • Normy społeczne i kulturowe, z którymi się utożsamia
  • Stan zdrowia i kondycja intelektualna (mówiąc wprost, czy jest zdrowy na umyśle i ciele)
  • Jego cechy charakterystyczne (status społeczny, wiek, osobowość itp.)
  • Wiele również zależy od charakteru dziecka.

Niezależnie jednak od możliwości czy przeszkód, przy odpowiednim wsparciu, każdy tata może mieć pozytywny wpływ na życie swoich dzieci.

Niezbędne wsparcie

Mimo rosnącej świadomości w dalszym ciągu borykamy się z brakiem kultury promującej odpowiedzialne i zaangażowane ojcostwo. Wizerunek medialny taty oraz proponowane przez kulturę masową wzorce rodziny są niejednoznaczne i często przeszkadzają w efektywnym pełnieniu roli ojca. Sami zainteresowani aktywnym ojcostwem zwracają uwagę na brak dostępności materiałów edukacyjno-inspirujących, które pomogłyby lepiej zrozumieć istotę roli ojca. Dlatego bardzo ważną inicjatywą jest ogólnopolska kampania społeczna Tato.Net mająca na celu propagowanie wiedzy na temat istoty roli aktywnego taty w życiu dzieci.

https://www.youtube.com/watch?v=_cjFuGK7OLo

Bardzo ważnym aspektem jest również, a może przede wszystkim, wsparcie okazywane tacie przez najbliższych. Kiedy żony wspierają rodzicielstwo swoich mężów i postrzegają ich jako zdolnych oraz kompetentnych ojców, panowie częściej podejmują inicjatywę i angażują się w opiekę nad dziećmi. Dzięki sprzyjającej aurze i akceptacji w nowej, ojcowskiej roli czują się bardziej komfortowo, kompetentnie – zmniejsza to poziom obaw, a przede wszystkim zwiększa satysfakcję i zadowolenie z czasu spędzonego razem z maluchami.

Wpływ zaangażowanego taty na rozwój poznawczy dziecka

Wiele badań potwierdziło, że zaangażowanie taty nie tylko w elementy zabawy, ale również czynności opiekuńcze, ma wpływ na rozwój poznawczy malucha. Bliska relacja z ojcem ma ogromne znaczenie na przestrzeni całego dzieciństwa. Roczne dzieci mają lepsze umiejętności rozwiązywania problemów, 3-latki natomiast mają wyższy iloraz inteligencji. Gdy dzieci osiągną wiek szkolny, korzyści wynikające z zaangażowanego ojcostwa są jeszcze większe. Uzyskują lepsze wyniki w nauce, są bardziej zmotywowane i chętnie podejmują nowe wyzwania.

Dzięki tacie mówię lepiej…

To fakt, tatusiowie mają istotny wpływ na rozwój umiejętności komunikacyjnych swoich dzieci.  Jednym z powodów może być sposób, w jaki ojcowie rozmawiają z malcami. Panowie zazwyczaj nie są skłonni do modyfikowania swojego języka i dostosowywania go do wieku dziecka, co bez wątpienia rozwija jego umiejętności językowe, wzbogaca słownictwo, ale również wywołuje sporo gwałtownych emocji. Mamy natomiast komunikują się w sposób jasny i prosty tak, by natychmiast dojść do porozumienia z brzdącem.

Wierzę w siebie

Kolejnym obszarem, w jakim ojcowie pomagają rozwijać się swoim dzieciom, jest kształtowanie ich poczucia własnej wartości. Tatusiowie mają tendencję do rzucania wyzwań swoim dzieciom, motywują je do próbowania nowych rzeczy. Kiedy dzieci stają przed tymi wyzwaniami i odnoszą sukcesy (nawet po nieudanej próbie i chwilowej frustracji), zaczynają wierzyć w siebie, w soje umiejętności, nabierają ochoty na więcej, pomaga im to uwierzyć, że podejmując próby, rozwijają się i mogą pokonać pojawiające się przeszkody.

Rozwój emocjonalny i społeczny

Wiele publikacji opisuje i podkreśla istotę niemal natychmiastowej więź mamy z dzieckiem. Tatusiowie natomiast często muszą swoje odczekać, dopóki miłość dziecka nie stanie się bardziej odwzajemniona. Wiele jednak zależy od nastawienia taty i możliwości, jakie daje mu otoczenie (żona, babcie, ciotki). Badania dowiodły, że jeżeli tylko pozwoli się ojcu na bezpośredni kontakt z maleństwem, dopuści się go do podstawowych czynności opiekuńczych, to znacząco wzrośnie jego zaangażowanie w ojcowską rolę oraz zmieni się jakość relacji z dzieckiem. Natura to szczwana bestia, dlatego nic nie pozostawia przypadkowi. W organizmie taty podobnie jak u mamy, zachodzi wiele reakcji, które ułatwiają przyjęcie nowych, ojcowskich obowiązków. Wzrasta poziom oksytocyny oraz spada wydzielanie testosteronu – to dlatego tatusiowie już nie są tacy macho jak wcześniej.

zaangażowany_tata_niemowle

Kiedy dziecko doświadcza przewidywalnych, konsekwentnych i troskliwych reakcji na swoje potrzeby, czuje się bezpieczniej. To zabezpieczenie pozwala mu ufać ludziom, którzy się nim opiekują. Stworzenie bezpiecznej i przywiązanej więzi z niemowlęciem jest niczym samonapędzająca się maszyna: im więcej czasu tata poświęca dziecku, tym lepiej odczytuje jego wskazówki i rozumie potrzeby. Natomiast im lepiej rozumie sygnały, tym silniejszą relację buduje.

Budowanie więzi z niemowlęciem

Chcąc zwiększyć swoje zaangażowanie w opiekę nad maleństwem i zbudować wartościową, bezpieczną relację warto zwrócić uwagę na następujące elementy:

  • Staraj się reagować na potrzeby dziecka, analizuj wysyłane przez nie sygnały.
  • Zachowuj jak najczęstszy kontakt z maluchem, fizyczną bliskość – przytulaj, noś, bujaj.
  • Rozmawiaj, czytaj i śpiewaj dziecku. Nawet jeśli wydaje Ci się, że jest za małe, żeby zrozumieć, co mówisz.
  • Baw się z dzieckiem w dostosowany do wieku i zainteresowań sposób.

 Zabawa niczym okno na świat

W rozwoju każdego dziecka ważna jest różnorodność i dobrze, jeżeli może ono doświadczyć jej na różnych płaszczyznach. Ta zasada ma również odzwierciedlenie podczas zabawy - rodzice mają różne formy i style interakcji z dziećmi. Mamy podczas zabaw używają łagodniejszych głosów i powtarzających się rytmów, zachęcają do równości, bezpieczeństwa oraz współpracy. Ojcowie z kolei są bardziej stymulujący - zachęcają do rywalizacji, niezależności i nowych osiągnięć. Wspólna zabawa służy nie tylko rozrywce. Pozwala również odkrywać świat, zrozumieć konieczność określania i przestrzegania zasad. Daje także możliwość doświadczania wielu emocji, takich jak szczęście, frustracja czy podekscytowanie. Pozwala praktykować uczucia i regulować emocje w kontekście bezpiecznej, zaufanej i przywiązanej relacji.

Aktywne ojcostwo to korzyść dla taty

Zaangażowanie emocjonalne w wartościową relację z drugą osobą przynosi nam wiele korzyści. Podobnie sprawa się ma w przypadku więzi między tatą a dzieckiem.

Tatusiowie, którzy są związani emocjonalnie i zaangażowani w opiekę nad swoimi dziećmi osiągają lepsze wyniki na różnych płaszczyznach swojego życia, również zawodowego. Panowie są bardziej pewni siebie, skuteczniejsi i bardziej zadowoleni ze swojego życia rodzinnego niż ojcowie, którzy aktywnie nie uczestniczą w wychowywaniu pociech.

Korzyści wynikające z aktywnej formy rodzicielstwa wybiegają poza relacje rodzinne i są również zauważalne w innych kontaktach społecznych. Dzieci w naturalny sposób zachęcają, motywują rodziców do poszerzania swoich horyzontów. Ojcowie, którzy spędzają dużo czasu ze swoimi pociechami, są bardziej skłonni do podejmowania i budowania relacji interpersonalnych, są bardziej komunikatywni, otwarci, towarzyscy i częściej zajmują kierownicze stanowiska w swojej społeczności.

Bliska relacja z dziećmi wnosi nieocenione wartości do rodzicielskiego życia, wartości, które trudno jest zdefiniować i jednoznacznie określić. Paradoksalnie, wypełniając równolegle wiele ról w tym tę ojcowską, rodzice w cudowny sposób zyskują motywację i siły do działania. Świadomość, że jest ktoś, dla kogo warto się starać, kto darzy nas bezgranicznym zaufaniem i bezwarunkową miłością, sprawia, że jako rodzice jesteśmy w stanie przenosić góry.

Czas spędzony z dziećmi przynosi również korzyści zdrowotne. Pozwala oderwać się od zmartwień i problemów związanych z pracą czy innymi obszarami naszego życia – chroniąc nas przed konsekwencjami, jakie niesie stres.

 Obecność taty

Dzieci odczuwają ojcowską miłość, podczas wspólnie spędzanego czasu. Ważna jest nie tyle obecność ciałem z telefonem w ręku, ile uważność przejawiająca się w aktywnej interakcji. Według raportu Departamentu Zdrowia i Opieki Społecznej Stanów Zjednoczonych, istnieją trzy główne powody, dla których czas spędzany przez ojca ze swoimi dziećmi jest niezwykle ważny: "Po pierwsze, uważne przebywanie z pociechą pozwala ojcu poznać swoje dziecko, jego wady i zalety, marzenia, plany, ambicje, obawy, ideały… Po drugie, tata, który spędza więcej czasu ze swoim dzieckiem, zdobywa doświadczenie i wprawę, co sprawia, że lepiej sprawuję opiekę nad nim. Wspólnie spędzony czas pozwala zbudować bliższą relację, większe zaufanie, a to zwiększa wzajemną otwartość, większą wrażliwość na potrzeby swojej pociechy. Po trzecie dla malucha ilość i jakość spędzonego wspólnie czasu jest wskaźnikiem rodzicielskiej miłości.”

tatonet

Tato jesteś ważny

Badania nad ojcostwem nie pozostawiają wątpliwości: ojcowie odgrywają kluczową rolę w rozwoju poznawczym, społecznym i emocjonalnym swoich dzieci.

Zaangażowany tata to ten, który aktywnie uczestniczy w życiu swojego dziecka. Wśród cech pojawiających się w różnorodnych definicjach występuje: wrażliwość, serdeczność, gotowość do udzielania wsparcia i pocieszenia, podejmowanie czynności pielęgnacyjnych oraz akceptacja. Tę listę moglibyśmy formułować w nieskończoność, bo dla każdego z nas, dla każdego dziecka inne działanie będzie miało większą wartość. Ważne jednak, byśmy potrafili dostrzec potrzeby naszych pociech i je zaspakajali.

Ci tatusiowie, którzy są zaangażowani w relacje ze swoimi dziećmi, wspierają ich rozwój poznawczy, począwszy od wczesnego dzieciństwa, przez okres dorastania i nastoletniego buntu, aż po dorosłość. Dzięki ojcowskiemu wsparciu dzieci efektywniej uczą się krytycznego myślenia, są bardziej zmotywowane do działania i bardziej samodzielne, posiadają również wyższy poziom umiejętności komunikacyjnych, co procentuje przez całe życie.

Dzieci wspierane przez ojców są znacznie bardziej rozwinięte społecznie i emocjonalnie. Wykazują się większą empatią, nawiązują bliższe relacje z rówieśnikami, lepiej również radzą sobie z frustracją i rozczarowaniem. Jako dorosłe osoby częściej budują zdrowe i trwałe związki.

Ojcowskie zaangażowanie ma niesamowite znaczenie w sferze zapobiegania negatywnym zachowaniom w okresie dorastania nastolatków. Dzięki wartościowej relacji z tatą, odpowiednim wzorcom, dzieci są mniej podatne na negatywny wpływ rówieśników, rzadziej popadają w konflikt z prawem, uzależnienia czy zachodzą w nastoletnią ciążę.

Dlatego…

W rodzicielstwie liczy się nasze podejście do codziennych spraw, czułość, troska, uwaga i czas, który poświęcamy naszym dzieciom. Jesteśmy niczym lustro, w którym każdego dnia przegląda się nasze dziecko i obserwując odbicie, powtarza każdy ruch. Dajmy mu szansę uczyć się od obojga rodziców, bo każdy z nas odgrywa ważną rolę w kształtowaniu się małego człowieka.

 


porozumienie_bez_przemocy

Porozumienie bez przemocy. Czyli o empatycznym wyznaczaniu granic słów kilka...

Bycie rodzicem to niekończący się egzamin, a jeśli nie egzamin, to na pewno nieustanna nauka. Każdy z nas biorąc odpowiedzialność za wychowanie małego człowieka, chciałby wywiązać się z podjętej roli najlepiej, jak tylko potrafi. Sprawa nabiera jeszcze większej wagi, jeżeli dotyczy osób najbliższych naszemu sercu. Dlatego tak wiele emocji i kontrowersji budzą zagadnienia dotyczące metod wychowywania dzieci. Dokonując wyboru bijemy się z myślami, zastanawiamy się czy na pewno postępujemy właściwie. Analizujemy wszystkie za i przeciw.

Cieszy mnie fakt coraz większej, rodzicielskiej świadomości dotyczącej tego tematu. Wraz z ciekawością i chęcią rozwoju - podnoszenia rodzicielskich kompetencji, pojawia się coraz więcej pytań i wątpliwości. Dochodzimy do słusznego wniosku, że nie wszystko da się jednoznacznie zakwalifikować, a kategoryczność i niemal boska wszechwiedza rodzica, to nieskuteczny i przestarzały mit.

Jako psycholog, trener umiejętności psychospołecznych, a przede wszystkim mama, bardzo często spotykam się z pytaniami rodziców dotyczącymi obaw w kontekście podjętych decyzji, czy słuszności postępowania względem dziecka. Spora część rodziców zakłada, że ​​NIE stosowanie kar jest równoznaczne z pobłażliwością w stosunku do pociechy i tak naprawdę nie jest sposobem na „wychowanie dobrze ułożonego człowieka” . Czy rzeczywiście tak jest? Czy dziecko trzeba układać, musztrować i karcić?

Skuteczność autorytarnych metod wychowawczych

Niechęć do karania oraz nie stosowanie przemocy zarówno cielesnej jak i werbalnej nie oznacza, ​​nie wyznaczania granic, braku konsekwencji i wszechobecnej pobłażliwości.

Wręcz przeciwnie, badania dowodzą, jak nieskuteczne jest karanie dzieci oraz o braku wpływu autorytarnego modelu rodzicielstwa na wykształcenie w dziecku zdolności do samodyscypliny (o tym dlaczego karanie dzieci nie jest skuteczne przeczytacie tu => klik).

Wyniki badań mówią natomiast, że dzieci o wysokim poziomie samodyscypliny, umiejętności przystosowawczych oraz inteligencji emocjonalnej są wychowywane z zastosowaniem jasnych i empatycznych granic.

Rodzicielskie kompetencje 

Tu wiele, a tak naprawdę większość zależy od nas, rodziców i od naszych umiejętności odpowiedniego sformułowania granicy. Właściwie postawiona powinna pozwoli­­­­­­­ć dziecku na samodzielne dokonanie wyboru, pomiędzy tym czego chce, a tym czego chce jeszcze bardziej 😉. Nie ma co ukrywać, że clue polega na tym, byśmy tak poprowadzili rozmowę, by dziecko postąpiło zgodnie postawionymi granicami, a jednocześnie akceptowało ten wybór. Dzięki temu sposobowi dzieci zdobywają praktyczne umiejętności współpracy i postępowania zgodnie z ustalonymi zasadami, przy jednoczesnym poczuciu zrozumienia i chęcią zaakceptowania zmiany.

Brzmi jak mrzonka?

Z pewnością nią nie jest. Nie jest to nic prostego i nie przychodzi z dnia na dzień. Wymaga od nas morza cierpliwości, niesamowitego zaangażowania i niekończących się pokładów spokoju. Jednak warto podjąć tę pracę nad sobą i dzieckiem, by zebrać profity w przyszłości.

Na czym polega to ustalanie granic?

Empatyczne ustalanie granic

Ustawienie  granic z empatią oznacza, że:

  • Jesteśmy w kontakcie z dzieckiem podczas ustalania granic (nie mówimy do niego z innego pokoju, czy przeglądając aktualności na facebooku)
  • Ustalając granice z dostrzeżeniem, nazwaniem i uwzględnieniem uczuć dziecka pomagamy mu przejść i przepracować emocje, a nam udzielić mu odpowiedniego, emocjonalnego wsparcia.
  • Staramy się zminimalizować intensywność przeżyć naszego malucha, pojawiających się w związku z postawionymi granicami.

Teoria teorią, ale sprawdźmy jak to może wyglądać w praktyce. Przykładowa sytuacja podczas zabawy na placu zabaw.

porozumienie_bez_przemocy_huśtawka

Mama:

"Asiu, nadszedł czas, aby wrócić do domu i zjeść jakąś pyszną zupkę na obiad. Chcesz iść pieszo, czy wolisz jechać w wózku?”

Asia:

 "Nie mamusiu, siądę tu, na huśtawce- będę się bujać…buju, buju…"

Mama: [Stara się dostrzec i nazwać uczucia towarzyszące córce]

 "Huśtanie sprawia Ci wiele radości. Wiem jak bardzo to lubisz. Chciałabyś zostać i huśtać się jeszcze przez długi czas.
 [Ustawia granice]

Musimy jednak wypełnić nasze głodne brzuchy! Dlatego czas iść do domu!"

Asia:

"Nie mamusiu, jeszcze trochę posiedzę tu na huśtawce."

Yhy… skąd my to znamy, wszyscy wiemy, że taka sytuacja i dyskusja może trwać w nieskończoność. Jeśli potrwa zbyt długo nasza dwu i pół latka zgłodnieje (nie muszę chyba wspominać co oznacza głodne dziecko 😉), a mama będzie coraz bardziej sfrustrowana. Zatem co zrobić, by przerwać przysłowiowe przeciąganie liny?

Przychodzi czas na zastosowanie humoru. To moment by ograniczyć możliwości polemiki, okazać empatię i zrozumienie dla uczuć dziecka.

Mama:

"Asiu, uwielbiasz się kołysać, prawda?" 

Asia: 

"TAK!"

Mama [Życzenie spełnienia]

"Pomimo tego, że przyszła pora obiadowa i powinnyśmy wracać do domu, chcesz się dalej huśtać, prawda?"

Asia:

"TAK!"

Mama: 

"Też chciałabym by było to możliwe, bo to super zabawa." 

[Poszukiwanie punktu porozumienia]

"Jednak, teraz jest pora obiadu, dlatego nadszedł czas, aby wrócić do domu. Możesz wybrać i zeskoczyć w dół, jak kangurek, wskoczyć do wózka, a ja Cię zawiozę do domu. Możesz też pobiec w podskokach obok wózka jak zajączek. Co wolisz?”

[Mama dała Asi wybór, który może być dla niej interesujący. W ten sposób pozwala dziecku „zachować twarz” i daje trochę kontroli nad zmieniającą się sytuacją].

Wszystko ładnie, pięknie, jeśli dialog przebiega zgodnie z planem, a co jeśli dziecko nie wybierze żadnej z propozycji? (a wiemy przecież, że jest to bardziej niż prawdopodobne 😉 )

Zatem… Asia nie wybiera jednej z podanych propozycji wtedy:

Mama: [mówiąc ciepło, ale zdecydowanie]

"Asiu, widzę, że trudno Ci zostawić huśtawkę, dlatego pomogę Ci zejść z niej i przejść do wózka.”

Warto byśmy zwrócili uwagę na fakt, że mama swoją wypowiedzią nie wzbudziła w Asi poczucia, że jest „złą, słabą osobą”, nie obciążyła jej odpowiedzialnością za nie zrealizowanie prośby. Mama tylko zauważyła fakt, że zrezygnowanie z rewelacyjnej zabawy było dla dziewczynki zbyt trudne.

Co dzieję się dalej? Oczywiście nie powinniśmy spodziewać się sielanki, podczas której zabierane z huśtawki dziecko z uśmiechem na ustach maszeruje w kierunku domu.

Sprawa wygląda „nieco” inaczej…

Asia krzyczy w niebogłosy i płacze, gdy mama ją zabiera z huśtawki. Delikatnie rzecz ujmując mało przyjemna sytuacja. Konwencjonalna wiedza radziłaby nam, byśmy nie ustępowali w postanowieniu, wsadzili dziecko do wózka i zignorowali histerię, przecież nie wynagrodzimy tego ryku naszą uwagą?

Jak, takie postępowanie ma się do budowania wspomnianego wcześniej kontaktu z dzieckiem?

No właśnie nijak. Co gorsza, wysyłamy naszej pociesze informacje, że jej emocje są złe, a nas jedynie stać na bierne przyglądanie się sytuacji. Jesteśmy przy niej i dla niej, tylko wtedy, gdy podoba nam się to, co czuje i wyraża - innymi słowy, nasza miłość jest uwarunkowana, a nie bezwarunkowa. Dziecko zostaje samo, z trudnymi dla niego uczuciami.

Co zatem zrobić? Czy powinniśmy próbować odwrócić uwagę naszego malucha od odczuwanego zdenerwowania?

Zbagatelizowane emocje

"O jaki śliczny kotek siedzi na schodach, zobacz Asiu”

Wszystko zależy od poziomu zdenerwowania dziecka. Im jest bardziej wzburzone, tym mniej prawdopodobne, że uda nam się odwrócić jego uwagę. Dodatkowo warto zastanowić się nad tym jaką informację przekazujemy dziecku ignorując jego uczucia…

To tak, jakbyśmy mówili: 

„Twoje uczucia nie są ważne. Są natomiast niebezpieczne, więc lepiej udajmy, że nie istnieją.

Możemy również nieco zmienić perspektywę i postawić siebie w podobnej sytuacji. Czy czulibyśmy się kochani i rozumiani, jeśli po okazaniu smutku nasz partner lub przyjaciel próbowałby odwrócić naszą uwagę od sedna rozmowy?

Powinniśmy słuchać naszego dziecka, nie sugerując, że jego emocje są nieistotne lub zbyt przerażające, abyśmy mogli sobie z nimi poradzić.

Huśtawka emocjonalna

Zatem wracamy do punktu, w którym Asia zaczyna płakać, gdy mama zabiera ją z huśtawki:

Mama:

"Płaczesz, ponieważ nie chcesz zakończyć zabawy na huśtawce. Jesteś smutna i zła, ponieważ musimy już iść. Przykro mi, że nie możesz się bujać tak długo jakbyś chciała, ale nadszedł czas, powrotu do domu i zjedzenia obiadu. Usiądźmy na chwilę na tej ławce, a ja przytulę Cię dopóki się nie uspokoisz.”

Taka sytuacja budzi wiele emocji, zarówno u dziecka, jak i u nas - rodziców. Jakiego rodzaju są to emocje i dlaczego tak silnie je odczuwamy? Przyczyna jest prosta, z jednej strony przykro nam, że nasza pociecha przeżywa trudne chwile (bo dla niej są one trudne), z drugiej natomiast obawiamy się oceny dokonywanej przez inne osoby i wstydzimy się zachowania dziecka.

Bez wątpienia wzrok pozostałych rodziców, obecnych na placu zabaw jest skierowany na nas. To naturalne, któż z nas nie spojrzałby w kierunku z którego dobiegają okrzyki pogrążonego w „otchłani rozpaczy” dziecka 😉? Co z tego, że płacze i krzyczy, nie ono pierwsze i nie ostatnie (o tym czym są napady złości u dzieci i jak sobie z nimi radzić pisałam tu => klik). Ważne natomiast byśmy to my zmienili swoje myślenie na ten temat. Płacz dziecka nie jest rodzicielską porażką. Tak naprawdę płacz jest dobry, pomaga dwulatce uporać się z wielką dawką różnorodnych emocji. Córka musi je wyrazić i pokazać NAM, nie „komuś innemu”.

Płacz ma niejedno oblicze…

Jeśli możemy przytulić pociechę i pomóc jej poczuć się bezpiecznie (zamiast przypiąć do wózka i zawieźć na sygnale do domu), zróbmy to. Często dziecko będąc pod wpływem tak silnych emocji, zmienia powód wylewanych hektolitrów łez. Nagle przyczyną płaczu jest ten wielki pies, który rano je wystraszył, albo ból kolana, które stłukło podczas wczorajszego upadku, wtedy jednak nie płakało, bo było z dziadkiem, który powiedział, że „dzielne dzieci nie płaczą” (Swoją drogą, to jedna z najczęściej powtarzanych z pokolenia na pokolenie bzdur, zaraz obok stwierdzenia "to nic nie boli", które rzucamy na widok płaczącego z bólu malucha).

Cóż za wspaniała okazja, aby właśnie teraz wyrzucić to wszystko z siebie.

Bardzo często dzieci podświadomie opierają się postawionym przez nas granicom (tak jak Asia), właśnie po to, aby móc się wypłakać i wyżalić. Patrząc na tę kwestię w ten sposób możemy dostrzec, że to, iż nasza pociecha płacze i żali się w naszej obecności, to ogromne wyróżnienie, bo to my jesteśmy jej ostoją przy której czują się bezpiecznie.

porozumienie_bez_przemocy_przytulanie

Przytul mnie mocno mamo

Podczas płaczu, przytrzymujemy dziecko – pozostając blisko niego. Staramy się odzwierciedlać i nazywać uczucia, empatycznie mówiąc, że jest bezpieczne.

Jeśli nadal unosi się gniewem i odwraca, zostajemy z nim w kontakcie i co jakiś czas przypominamy:

"Jestem tu, nie zostawię Cię samej, jesteś bezpieczna i niebawem, gdy emocje opadną poczujesz się lepiej". 

Mimo kotłujących się w nas emocji staramy się nad nimi zapanować, wykonujemy pogłębione oddechy i liczymy wstecz (o tym jak zachować spokój, gdy dziecko wyprowadza nas z równowagi przeczytacie tu => klik), jednocześnie ignorujemy ciekawskie spojrzenia przechodniów.

Nie ma innej możliwości, po pewnym czasie, tak samo jak po burzy wychodzi słońce – po kryzysie emocje opadają i dziecko się uspokaja.

Możemy zwrócić się do niego: 

„Chodź do domku, czeka tam na nas pyszny obiad. Czy chcesz napić się wody, zanim wejdziesz do wózka?"

Emocje po burzy

Po takim ataku płaczu, który miał miejsce w naszej obecności i z naszym wsparciem, maluch będzie czuł się swobodnie i chętnie podejmie współpracę.

Pamiętajmy, że płacz nigdy nie jest zły, wręcz przeciwnie jest niejako formą oczyszczenia, uwolnienia i wyrażenia stłumionych emocji.

Empatycznie czyli jak?

Oczywiście, empatyczne podejście do dziecięcych uczuć nie oznacza rezygnacji ze stawiania granic i określania zasad. Wręcz przeciwnie, te granice są określane jasno i konsekwentnie przestrzegane. To, co istotne w tym podejściu, to szacunek ,zrozumienie i przyzwolenie na przeżywanie pojawiających się, dziecięcych emocji.

Ustalanie wspomnianych granic warto zacząć w domu, kiedy rzeczywiście mamy czas i energię, aby przetrwać kryzys. Nie jest to łatwe, ale z każdą postawioną granicą, opór i stopień emocjonalności dziecięcych reakcji będą malały. Systematyczność i empatyczna konsekwencja popłacają.

Dzięki empatycznemu ustalaniu granic dziecko uczy się, że:

  • Określone granice są trwałe i mimo, że ich nie lubi, to rodzic jest po jego stronie, dlatego zaczyna je akceptować. Początek samodyscypliny.
  • Nad uczuciami można zapanować. Początek regulacji emocjonalnej.
  • Rodzic jest dla niego wsparciem i troszczy się o jego dobro. Pomaga mu to wierzyć w rodzicielskie wskazówki i pozwala udzielić sobie wsparcia. Fundament zaufania i poczucia bezpieczeństwa.

Może nie jest to najprzyjemniejsza forma przekazywania wiedzy o życiu i emocjach. Na pewno jest to trudna i wyboista droga, wymagająca od nas - rodziców zaangażowania i samokontroli. Każdy z nas dobiera metody wychowawcze pasujące do domowych realiów i swoich przekonań. Warto jednak pamiętać, że negatywne konsekwencje wynikające ze stosowania konserwatywnych metod wychowawczych, są widoczne nie tylko w chwili ich wprowadzania, ale również w dalekiej przyszłości (więcej na temat konsekwencji bicia dzieci przeczytacie tu => klik). Odbijają się one na dorosłym życiu naszych pociech, wpływają na ich umiejętność budowania trwałych relacji międzyludzkich, efektywność regulacji emocji i poziom samooceny.

Pozbądźmy się zatem myślenia „mnie tak wychowywano i jakoś mi to nie zaszkodziło…”, bo w rzeczywiści nie mamy pewności, czy tak nie było. Pomyślcie jak mogłoby wyglądać nasze, życie gdyby wychowywano nas inaczej… 😉

Jakie są Wasze doświadczenia w stawianiu dzieciom granic? Posiadacie jakieś sprawdzone sposoby?