kiedy_ktoś_krytykuje_twoje_rodzicielstwo

Kiedy ktoś krytykuje Twoje rodzicielstwo

Kiedy ktoś krytykuje Twoje rodzicielstwo

Czy poczuliście kiedyś na sobie oceniający wzrok innego rodzica? To wymowne spojrzenie będące dezaprobatą dla stosowanego przez Was podejścia do dziecka? To spojrzenie, które budzi w nas dziwne poczucie konieczności tłumaczenia się, dlaczego właśnie taką rodzicielską drogę wybraliśmy…

Kiedy decydujemy się postępować inaczej, niż zwykło się uważać za stosowne, możemy czuć się osaczeni. Szczególnie wrażliwym obszarem jest rodzicielstwo, gdzie stawka jest niezwykle wysoka 😉

Sytuacja staje się patowa, gdy staramy się wyjaśnić, że podchodząc do dziecka z empatią, zrozumieniem i uważnością, nie stosując kar i autorytarnych metod, podejmujemy próbę wychowania go „w emocjonalnym zdrowiu”…

Wyjaśniając swoje pobudki, jednocześnie dajemy informację zwrotną osobie, z którą toczymy polemiką, bo przecież skoro ona postępuje w przeciwny sposób…

Po krótkiej chwili czuć, jak atmosfera się zagęszcza i konflikt wisi w powietrzu 😉

 

Dyskusja na argumenty nie ma sensu. Dodatkowo polemika staje się to jeszcze trudniejsza, kiedy Wasz trzyletni brzdąc wdaje się z Wami w dyskusje, wykłóca się i marudzi 😉 A przecież to miało być takie „skuteczne rodzicielstwo”…

I możemy tłumaczyć, uzasadniać, że nie mamy czarodziejskiej różdżki, że prócz naszego wpływu, w grę wchodzą również emocje, fizjologiczne reakcje i możliwości rozwojowe dziecka. Możemy również odwołać się do inwestycji w przyszłość i odroczonego efektu, mówiąc, że to wszystko, co dziś robimy, pracuje na przyszłość naszych pociech i to one będą bardziej samodzielnymi nastolatkami.

Obawiam się jednak, że dla wątpiących to nie będzie wystarczający dowód w sprawie 😉

Wątpliwościom nie ma końca

Co gorsza, kiedy ktoś kwestionuje nasze rodzicielstwo, karmi tym samym nasze własne obawy. Przecież większość z nas nie była wychowywana w ten sposób. Pojawiają się zatem pytania: Czy uda nam się pokierować zachowaniem dziecka bez stosowania kary? A może osoby podważające nasze podejście mają racę i postępując w ten sposób, wyrządzamy mu krzywdę?

Gdy na to wszystko, jeszcze widzimy, że dzieci rodziców stosujących dyrektywne metody wychowawcze, niemal w ekspresowym tempie reagują na ich żądania– czujemy się NIECO zniechęceni.

Do głosu dopuść zdrowy rozsądek

Cztery dekady badań nie pozostawiają złudzeń: dzieci potrzebują granic i wzorców.

Szkraby są jednak bardziej skłonne do ich przyjmowania i przestrzegania, gdy czują się zrozumiane oraz bezpieczne. Natomiast budowanie poczucia bezpieczeństwa i zrozumienia jest możliwe poprzez akceptacje ich emocji i empatyczne podejście.

Badania potwierdzają również, że dzieci autorytarnych rodziców są bardziej podatne na gniew, bunt, depresję, lęk i wpływ rówieśników…

Co zatem powiedzieć komuś, kto daje nam do zrozumienia, że szkodzimy naszym dzieciom?

W tym przypadku najprostsze rozwiązanie jest tym najlepszym:

Nie wdawaj się w dyskusje, nie narzekaj i niczego nie wyjaśniaj.

Może lepiej z uśmiechem na ustach powiedz:

„Rodzicielstwo jest trudne, prawda?”

I jeżeli robisz to, co podpowiada Ci intuicja, jesteś na dobrej drodze, przecierając szlak świadomego rodzicielstwa. Przecież nikt nie powiedział, że bycie pionierem będzie łatwe 😉

Akcja – reakcja

Dzieci są spontaniczne, często reagują instynktownie, bez namysłu i przewidywania konsekwencji. Gdy dwójka szkrabów bawi się razem na placu zabaw, nie raz może zawrzeć między nimi. Ciach- prach, jedna łopatka piasku wysypanego na głowę za dużo i awantura gotowa.

Zdarza się, że w takich sytuacjach, inni rodzice oczekują naszej reakcji, rodzicielskiej interwencji przywołującej dziecko do porządku…

wsparcie_dla_dziecka

Co powinniśmy zrobić w takiej sytuacji? Jak się zachować?

Nie pozostaje nam nic innego, jak spróbować wdrożyć poniższe kroki:

  1. Pomóż swojemu dziecku naprawić sytuację. 

Jeśli Twój maluszek nie jest gotowy przeprosić, zrób to razem z nim (a nawet za niego), zadbaj jednocześnie o fizyczny kontakt ze swoją pociechą.

„Bardzo nam przykro, że zostałeś popchnięty… Wszystko w porządku? Kasia się zdenerwowała i zapomniała użyć słów, by wyrazić to, co czuje. Przepraszamy”
  1. Oprzyj się pokusie ukarania dziecka i postaraj, by nie usłyszał komentarzy innych osób. 

To moment na uruchomienie w sobie pokładów empatii. Postaraj się zrozumieć sytuację i poczuć, jakie emocje towarzyszą Twojemu dziecku.

Tak wiem, jest to trudne, i wiem, że emocje i poczucie wstydu utrudniają racjonalne myślenie, ale warto wziąć głęboki oddech i spróbować.

Jeżeli maluch jest w stanie i wykazuje chęć rozmowy, niech opowie o tym, co się wydarzyło, dzięki temu poczuje, że jego perspektywa jest dla Ciebie ważna. Przytul go.

A kiedy emocje opadną, zapytaj:

„Jak myślisz, co możesz zrobić, aby naprawić, to co się stało?”

Pokazanie, że błędy można naprawiać, stworzenie warunków, by mogło się to zdarzyć, jest skuteczniejsze niż zastosowanie kary i wywarcie presji przepraszania.

  1. Porozmawiaj ze swoimi dziećmi na temat oczekiwanego zachowania przed planowanym wyjściem czy spotkaniem. 

Zapytaj, jakie ich zdaniem zasady powinny Was dotyczyć i powiedz o tym, czego oczekujesz. Na przykład:

  • Zachowujemy się ostrożnie w obecności mniejszych dzieci.
  • Nie oddalamy się i bawimy się na terenie placu zabaw, pozostajemy w zasięgu wzroku.
  • Podczas korzystania z placu zabaw czekamy na swoją kolej i zmieniamy się z innymi dziećmi.
  • Możemy nie wyrazić na coś zgody, ale zawsze używamy do tego słów i mówimy z szacunkiem.
  1. Nie obawiaj się stawiania granic, ale rób to w życzliwy sposób.

Dzieci są bardziej skłonne do współpracy, kiedy właśnie w ten sposób podchodzimy do wyznaczanych granic i ustalanych zasad. Jednocześnie osoby czekające na Twoją reakcję, będą miały okazję przekonać się, że można stawiać granice z cierpliwością i życzliwością. Jeżeli jednak sytuacja należy do tych bardziej krytycznych, zerknij do tego wpisu, w którym wspominam o napadach złości (napady złości u dziecka).

  1. Jeśli twoje dziecko „zastygło”, zabierz je w odosobnione miejsce.

Kiedy dzieci są nadmiernie pobudzane, ich organizm włącza strategię obronną i wprowadza je w stan bezruchu (zamrożenia, zastygnięcia). Związane jest to z wysokim poziomem stresu i aktywnością układu przywspółczulnego. W takich chwilach, by pomóc dziecku odzyskać równowagę, musimy zatroszczyć się o to, by przywrócić mu poczucie bezpieczeństwa, by poczuło naszą troskę oraz miłości. Ostatnim, czego potrzebuje, jest osądzanie i umoralnianie.

W tej trudnej dla wszystkich sytuacji, pomimo skrępowania, postaw kawę na ławę i powiedz, że potrzebujecie chwili prywatności, by się wyciszyć i uspokoić i zabierz dziecko w odosobnione miejsce.

Uruchom swój wewnętrzny głos, który będzie powtarzał Ci, że nie jesteś pierwszą ani jedyną Matką, zapewne też nie ostatnią, która znalazła się w takiej sytuacji…

To powinno choć trochę zmniejszyć Twoje zakłopotanie i stres.

A jeśli czujesz potrzebę wyjaśnienia zasadności swojego podejścia do rodzicielstwa ;-):

  • Podkreśl i zwróć uwagę na fakt, że każda z Was kocha swoje dziecko i robi, co w jej mocy, by być dla niego jak najlepszą mamą.
  • Wyjaśnij, że najnowsze, naukowe badania dotyczące mózgu, przyniosły nam wiele nowych informacji na temat rozwoju dziecka.
    Więc tak samo, jak budując samoloty, nie stosujemy przestarzałych technik sprzed 30 lat, tak posiadając, aktualną wiedzę na temat funkcjonowania ludzkiego mózgu, możemy kształtować „lepszych, zdrowszych” ludzi. Badania pokazują, że stosowanie kar nie jest skuteczne, co nie oznacza, że nie powinniśmy stawiać granic czy ustanawiać zasad. To, czego wszyscy potrzebujemy, jest zrozumienie, szacunek i miłość.

I oczywiście możesz szybko zatrzymać dziecięce zachowanie, ale nie emocje. Łatwiej jest podnieść głos, ale czy wtedy modelujesz szacunek do drugiego człowieka? Sęk w tym, by podejmować próby bycia osobą, którą chcemy, aby nasze dziecko stało się w przyszłości.

Jeżeli te argumenty nadal nie będą przekonujące… powiedz, że dla Ciebie najważniejsza jest przyszłość i to jak Wasze nastoletnie dzieci będą funkcjonować w społeczeństwie. Dzieci wychowywane w duchu empatycznych zasad, posiadają wyższy poziom samodyscypliny, są bardziej rozważnymi i szczęśliwymi ludźmi. Czyż nie o to nam chodzi?

 

Jeżeli uznasz ten wpis za przydatny czy inspirujący, będzie mi miło, jeśli  go udostępnisz.

Ściskam,

K

 

Być może zainteresują Cię również


spacer z dzieckiem

8 powodów, dla których dzieci powinny spędzać czas na świeżym powietrzu

8 powodów, dla których dzieci powinny spędzać czas na świeżym powietrzu

Gdy pamięcią sięgam do czasów swojego dzieciństwa, większość przywoływanych wspomnień dotyczy czasu spędzonego wraz z innymi dziećmi przed blokiem, na podwórku. Do świetnej zabawy, nie potrzebowaliśmy stosu zabawek sensorycznych, czy animatora wymyślającego zajęcia. Wystarczało nam to, co w danej chwili mieliśmy pod ręką: trzepak, ławka, kije czy piłka. Z jednej strony tak niewiele, a przynosiło tak wiele korzyści.

Też to pamiętacie?

Dzieciństwo kiedyś vs dziś

Dziś widok grupy dzieci, bawiących się razem na podwórku należy do rzadkości…

Będąc mamą dwójki brzdąców, codziennie zastanawiam się, czy to, w jaki sposób spędzają czas, stwarza im odpowiednie warunki do rozwoju.

Dzieciństwo naszego pokolenia, tak bardzo różni się od dzieciństwa naszych dzieci. Różnice, które widać na pierwszy rzut oka dotyczą jakości relacji oraz ilości czasu spędzonego na świeżym powietrzu.

Dla wielu z nas to właśnie wątpliwa jakość wspomnianego powietrza (szczególnie w okresie zimowym), jest przyczyną ograniczenia aktywności dzieci. Jest to jednak jeden z wielu argumentów, które przytaczamy my – rodzice. Takich powodów jesteśmy w stanie znaleźć wiele, począwszy od postępu technologicznego i większej dostępności urządzeń elektronicznych (smartfonów, tabletów, konsoli…), po rosnącą presję społeczną, konieczność „wychowania geniusza” i udziału w wyścigu szczurów.

Szybko okazuje się, że po powrocie z zajęć dodatkowych i odrobieniu lekcji czasu na spacery pozostaje niewiele, albo wcale.

 

kurtka_wiosenna_dla_chłopca

Jesienno-zimowy czas nie sprzyja podwórkowym wojażom, zarówno pod względem zdrowotnym, jak i organizacyjnym. Często atakujące choroby oraz szybko zapadający zmrok, ziąb i plucha sprawiają, że spacery stają się rzadkością. Gdy do tego dodamy ciężki dzień w pracy i ilość domowych obowiązków, popołudnie w domowym zaciszu murowane. Nazwijmy rzeczy po imieniu – jest to równoznaczne z małą ilością czasu spędzanego poza domem i ograniczeniem aktywności fizycznej.

Myślę, że nie muszę Was przekonywać, że taki styl życia nie stanowi optymalnych warunków do funkcjonowania i rozwoju ani dla nas, ani dla naszych dzieci.

Pogoń za realizacją celów, obowiązki zawodowe i domowe, presja społeczna, ilość bodźców, na które jesteśmy narażeni każdego dnia, sprawiają, że jesteśmy przemęczeni.

Zmęczenie, apatia, niechęć, dają się we znaki do tego stopnia, że nie chce nam się robić niż co wymaga od nas choćby odrobiny wysiłku. Wysiłku = aktywności, która paradoksalnie poprawiłaby nasze samopoczucie i przysporzyła dodatkowej dawki energii.

Problem spędzania niewystarczającej ilości czasu na świeżym powietrzu dotyczy ogromnej części społeczeństwa.

Zrób to również dla siebie

Wzorce to podstawa. Jako rodzice jesteśmy wystawieni na ciągłą obserwację. Dzieci instynktownie naśladują nasze zachowanie i traktują, jako najwłaściwszy sposób postępowania. Dotyczy to każdego obszaru naszego życia również tego związanego z aktywnością fizyczną ;-). Dlatego, mimo wielu przeciwności i jeszcze większej ilości wymówek, warto zacisnąć zęby, przemóc w sobie niechęć i nawet późnym popołudniem po prostu wyjść na spacer – choćby na 30 minut.

Codzienna dawka ruchu na świeżym powietrzu to absolutna podstawa i świetny grunt pod rozwój fizyczny dziecka, które w ten sposób nauczy się, że ów ruch i przebywanie na zewnątrz to nie tyle niedzielny luksus, ale naturalny element ludzkiego życia, dobrego samopoczucia, a w konsekwencji zdrowia.

 spodnie_dresowe_dla_3_latka

 

Odpowiednie przygotowanie

Odpowiednie przygotowanie, czyli co?

Pod tym stwierdzeniem kryje się nic innego jak dobranie właściwego ubrania. Dobierając strój, warto uwzględnić zarówno pogodę, jak i sposób, w jaki planujemy spędzać czas.

Wybierając ubrania dla moich pędziwiatrów, kieruję się zarówno jakością tkanin, wygodą, jak i ich wyglądem. Lubię, kiedy rzeczy są praktyczne i uniwersalne, dzięki temu zestawiając ze sobą ubrania w kilku różnych kombinacjach, zyskujemy wiele stylizacji.

Dzieci szybko rosną, zdecydowanie za szybko, do tego sezonowo zmieniają się pory roku, dlatego, co jakiś czas nieuchronnym jest przegląd szaf. Za każdym razem, gdy się za to zabieram, zdumiewa mnie ilość za małych ubrań, które jakoś złośliwie się skurczyły 😉

Tym sposobem wraz z kolejną porą roku, okazuje się, że większość szafy mamy do wymiany. W tym roku wiosenną garderobę chłopców odświeżyłam, korzystając z najnowszej oferty sklepu 5. 10. 15.  gdzie udało mi się upolować zniżki nawet do 50%. Biorąc pod uwagę realną potrzebę, nie mogłam przecież nie skorzystać 😉 Do naszej szafy poszybowały zarówno wygodne, jak i modne t-shirty, spodnie dresowe, bluzy i kurtki. Udało mi się upolować ubrania dobrej jakości w bardzo przystępnych cenach. Was również zachęca, do korzystania z takich okazji, pozwala to znacząco ochronić domowy budżet ;-).

kurtka_wiosenna_dla_chłopca_128

kurtka_wioasenna_104_

Lekkie kurtki chłopców rodem z Formuły 1 znajdziecie tutaj.

spodnie_dresowe_51015

bluza_dla_przedszkolaka

Chłopcy wybrali również kolorowe bluzy ze stójką oraz szare spodnie dresowe z barwnym obszyciem.

 

Jak ubrać dziecko na spacer?

Przejdźmy do konkretów. Kojarzycie zasadę polegającą na ubieraniu dziecka, tak jak siebie, a w niektórych sytuacjach nawet lżej?

Znaczy to nic innego jak ocenianie potrzeb „ubraniowych” dziecka swoją miarą. Jeżeli nie macie rajstop pod spodniami, nie zakładacie ich też swojemu dziecku. Zawsze możecie sprawdzić, czy maluchowi jest, dotykając jego karku, a starszego brzdąca wystarczy przecież zapytać.

Warstwowe ubieranie (na cebulkę), to jeden z kluczowych sposobów, który powinien nam przyświecać. Mnie zdecydowanie łatwiej jest ubrać chłopców lżej i przygotować się na ewentualne założenie dodatkowej warstwy (np. bezrękawnika, kurtki), czy czapki (pamiętajcie, że przez głowę uchodzi ok. 40% ciepła z organizmu, więc po jej założeniu powinno być dużo cieplej – niech jednak czapka na głowie będzie tylko wtedy, kiedy być musi). W przypadku maluszków pomocne może się okazać otulenie ich kocykiem w wózku.

Aktywność a ubiór dziecka

Wspomniałam wcześniej, że powinniśmy uwzględnić sposób, w jaki planujemy spędzać czas.

To naturalne, że inaczej ubierzemy dzieci, bardzo aktywne, a inaczej te jeszcze siedzące w wózku.

W przypadku biegających dzieci warto pamiętać o zasadzie „o jedną warstwę mniej niż u siebie”.

bluza_dla_chłopca_104

ubrania_dla_dzieci_51015

Znacie przelicznik kroków, mówiący o tym, ile Wy ich wykonujecie, a ile Wasze dziecko?

No właśnie, samo chodzenie i dotrzymanie nam tempa kosztuje je dużo więcej wysiłku ;-).

Biegacz natomiast powinien ubierać się tak, jakby na zewnątrz było 10 stopni więcej.

A przecież nasze pociechy, to bez wątpienia mali sportowcy, wystarczy tylko, że im na to pozwolimy 😉

Warto pamiętać o tym, że dla dzieci najgorsze jest przegrzewanie, ubieranie nieadekwatnie do warunków pogodowych.

Skoro już wiemy, na co zwrócić uwagę przygotowując ubranie na spacer, w kilku zdaniach wspomnę jeszcze, dlaczego spędzanie czasu na świeżym powietrzu jest takie ważne.

Dlaczego warto spędzać czas na świeżym powietrzu?

Coraz więcej badań potwierdza korzyści, a nawet podkreśla konieczność spędzania czasu poza domem. Nie pozostawiają wątpliwości, że dzieci bawiące się na zewnątrz i obcujące z naturą są szczęśliwsze, bardziej uważne, mniej niespokojne, mądrzejsze niż ich rówieśnicy „zamknięci w czterech ścianach”.
Wiedza dotycząca funkcji poznawczych oraz poprawy nastroju ewaluuje i ciągle dowiadujemy się o nowych, dotychczas niezbadanych obszarach. Jest jednak kilka rzeczy, których jesteśmy pewni, a które potwierdzają pozytywny wpływ natury na umysł naszych pociech.

Wpływ obcowania z naturą i zabaw na świeżym powietrzu:

  • Buduje pewności siebie

Zabawa na świeżym powietrzu jest znacznie mniej ustrukturyzowana i zamknięta w ramy. Jej forma jest w mniejszym stopniu narzucona niż ta, która ma miejsce w pomieszczeniu. Bawiąc się na zewnątrz, mają nieskończenie wiele możliwości interakcji, dokonywania wyborów, znacznie częściej podejmują decyzje i kontrolują swoje zachowania, dzięki czemu mają szansę poczuć swój wpływ na otoczenie.

pewność_siebie_u_dziecka

  • Sprzyja socjalizacji

Jesteśmy istotami społecznymi i jako dzieci uczymy się nawiązywać przyjaźnie, dzielić się i współpracować z innymi. Nic tak nie przyspiesza nauki, jak praktyczne doświadczanie. Dlatego tak ważne jest wchodzenie w spontaniczne interakcje z innymi dziećmi spotkanymi na placu zabaw czy podczas spaceru. Wnosi to znacznie więcej wiedzy i umiejętności niż nawiązywanie relacji w uporządkowanych, przedszkolnych realiach.

  • Rozwija kreatywność i wyobraźnie

Ten nieustrukturalizowany sposób zabawy, pozostawia dzieciom większą dowolność podczas aktywności. Mogą myśleć swobodniej, podejmować próby różnych działań, podchodzić do otaczającej przyrody bez ograniczeń narzuconych przez określone zasady. Czas spędzony w taki sposób daje możliwość wymyślania własnych zabaw i podejmowania prób rozwiązywania problemów.

kreatywność_u_dzieci

  • Uczy odpowiedzialności

Żywe istoty umierają, jeśli są źle lub niewłaściwie traktowane. Powierzenie dziecku opieki nad otaczającymi go roślinami pozwala mu realnie doświadczyć i zrozumieć, że jego zachowanie ma wpływ na otoczenie i związane jest z określonymi konsekwencjami. Jeżeli zapomni podlać kwiat lub wyrwie go z korzeniem dostrzeże, jakie są skutki takiego postępowania.

  • Zapewnia wielopłaszczyznową stymulację

Może się wydawać, że gra na konsoli jest bardziej stymulująca, niż obcowanie z naturą. Nic bardziej mylnego, w rzeczywistości przebywanie na świeżym powietrzu, zwykły spacer pobudza więcej zmysłów. To właśnie na dworze dziecko może obserwować przyrodę, wąchać, dotykać i zdobywać nowe doświadczenia, a to wszystko dzieje się na wielu płaszczyznach.

zabawy_podczas_spaceru_z_dziećmi

  • Motywuje do aktywności

Nie ma wątpliwości, że każda forma spędzania czasu na świeżym powietrzu skłania dzieci do większej aktywności niż siedzenie na kanapie przed telewizorem. Twój brzdąc nie musi dołączać do lokalnej drużyny piłkarskiej, czy brać udział w wyścigach rowerowych, wystarczy zwykły spacer, by zapewnić mu dzienną dawkę ruchu. Ćwiczenia pozwalają nie tylko pozbyć się nadmiaru energii, wzmocnić kondycję i wydolność organizmu, sprawiają również, że dzieci są bardziej skoncentrowane na realizowanych zadaniach.

  • Skłania do myślenia

Zjawiska, które przebywając na świeżym powietrzu, dziecko ma możliwość zaobserwować, skłaniają brzdąca do zadawania pytań, doszukiwania się związków między zjawiskami, poszukiwania odpowiedzi. Pozwala mu zdobywać wiedzę o otaczającym go świecie.

podróże_z_dziećmi

wiosenna_kolekcja_51015

żółta_kurtka_dla_chłopca

  • Zmniejsza stres i zmęczenie

Zgodnie z teorią przywracania uwagi, życie w środowiskach miejskich, wymaga od nas umiejętności, którą nazywamy uwagą ukierunkowaną. Polega ona na ignorowaniu części bodźców, na które jesteśmy narażeni, a które mają negatywny wpływ na nasze samopoczucie. Przebywanie w otoczeniu przyrody, pozwala nam odpocząć od codziennego wysiłku związanego z selektywnością uwagi. Nie bez przyczyny relaksujemy się, słuchając szumu morza czy dźwięków lasu.

Dlatego, warto zawalczyć o dzieciństwo naszych dzieci, takie jak to, które sami wspominamy z sentymentem. Codzienne wypady wzbudzające i stymulujące zainteresowanie światem zaprocentują w przyszłości. To inwestycja nie tylko w zdrowie, ale również w charakter naszych dzieci. Na szczęście przed nami wiosna, która bez wątpienia pozbawi nas wielu zimowych wymówek i wyciągnie nas z domów.

mama_z_dziećmi_na_spacerze

wolny_czas_z_dziećmi

Jestem ciekawa, jak u Was wyglądają spacery z dziećmi?

Macie ulubione miejsca, a może wprowadzacie jakieś ciekawe zabawy na świeżym powietrzu?


łóżeczko_montessori

Twoje dziecko nie śpi w nocy? Powinnaś tego spróbować...

Sen,

niby krótkie słowo, zwykła potrzeba, a dla wykończonego rodzica brzmi niczym najpiękniejsze marzenie.

Swoją drogą to niesamowite, jak na przestrzeni lat, zmienia się nasze podejście do wielu spraw, jak bardzo zyskują bądź tracą na wartości. łóżeczko montessori

Kiedyś, sen traktowałam, jak stratę czasu – konieczność. Dziś, jest dla mnie na wagę złota, niczym towar deficytowy, to jeden z najbardziej pożądanych przeze mnie stanów 😉 łóżeczko montessori

A wszystko za sprawą małych istot, które mimo niepozornych rozmiarów wprowadzają ogromną rewolucję w rodzicielskim życiu. łóżeczko montessori

Podejmowanie decyzji

Tak… dziś już wiem, że wyspana mama może przenosić góry, a do tej będącej ofiarą permanentnego, bezsennego terroru, lepiej się nie zbliżać.

Dlatego, mając na uwadze dobro wszystkich domowników, warto, a nawet trzeba w swoim rodzinnym systemie stworzyć, takie warunki funkcjonowania, które pozwolą na wyciśnięcie z codzienności maksymalnej ilość snu, zarówno dla dziecka, jak i rodziców 😉

Internet naszpikowany jest złotymi radami, które szczególnie, gdy jest się na początku rodzicielskiej drogi, mogą przyprawić o zawrót głowy i totalną dezorientację.

Karm – „tak”, ubieraj – „w ten sposób”, „nie noś”, „lepiej kanguruj”, „odkładaj do łóżeczka”, „spij z dzieckiem”

i bądź tu mamo mądra…

Prawda jest taka, że każde dziecko jest inne i nie ma metody, która sprawdziłaby się u każdego malucha i w każdej rodzinie. Dlatego, naszym zadaniem jest wybranie z odpowiadającego nam podejścia tego, co w naszej sytuacji, dla nas i naszego dziecka będzie najlepsze.

Być może zastanawiacie się nad tym:

„skąd będę widziała, że coś jest dla nas najlepsze?”

Odpowiedź jest prostsza niż myślicie – intuicja. Nikt nie zna lepiej was i waszych pociech niż Wy sami. Nie powinniśmy zagłuszać i bagatelizować „przeczucia”, które towarzyszy nam, rodzicom.

Przydatnym kryterium, które mi ułatwia podjęcie decyzji, jest odpowiedź na pytanie:

„Czy i jakie korzyści, ten wybór przyniesie moim dzieciom w dłuższej perspektywie?”

„Czy i co mogę zrobić dzisiaj, aby pomóc im jutro?” 

W ten sposób zmieniam perspektywę z tego, co ważne tu i teraz, na to, co się wydarzy w przyszłości, jakie będą konsekwencji naszych dzisiejszych decyzji. To wiele wyjaśnia, a raczej rozjaśnia 😉

 Tych kilka pierwszych zdań, w których poruszam kwestię naszej różnorodności i konieczności dokonania wyboru z uwzględnieniem potrzeb dziecka oraz naszych możliwości, jest wprowadzeniem do rodzicielstwa, do podejmowania decyzji na każdym etapie naszej rodzicielskiej drogi.

Sen dziecka vs sen rodzica

Dostaje od Was bardzo wiele wiadomości typu:

„Już nie wiem, co mam zrobić, moje dziecko nie chce spać w swoim łóżeczku.”

„Każda próba odłożenia małego do łóżeczka kończy się płaczem.”

„Każdą pobudkę w łóżeczku zaczyna od krzyku i płaczu…”

Osobiście jestem zwolenniczką, a nawet miłośniczką rodzicielstwa bliskości. Po wypróbowaniu niezliczonej ilości metod, które miały zagwarantować nam spokojny sen, podjęłam decyzje o spaniu z dzieckiem w jednym łóżku.

rodzicielstwo_bliskości

Zanim do tego dojrzałam, przerobiłam wszelkie, możliwe sposoby bezszelestnego odkładania malucha do łóżeczka. Momentami wyglądało to, jak gimnastyka artystyczna albo bardzo, skomplikowana akcja szpiegowska, która kończyła się fiaskiem, bo od początku była to mission impossible. Owszem, mieliśmy łóżeczko szczebelkowe, ale jego podstawową funkcją było podtrzymywanie przewijaka i łapanie kurzu.

Dlatego, gdy już stanęłam pod ścianą, bo poziom zmęczenia i frustracji sięgnął zenitu, wybrałam dla nas rozwiązanie, najlepsze z możliwych. Biorąc pod uwagę fakt, że nasi chłopcy należą do HNBsą wysoko wrażliwymi dziećmi, to nie wyobrażam sobie tej niezliczonej ilości nocnych pielgrzymek, które musiałabym uskuteczniać.

No właśnie, dzieci w łóżku i co dalej?  Wbrew pozorom, nie oznaczało to wiecznej okupacji naszej sypialni przez maluchy.

W „teleportowaniu” brzdąca do własnego łóżka pomogło nam przygotowanie przestrzeni w jego pokoju, z wykorzystaniem elementów z nurtu Montessori…

I tu przechodzimy do meritum…

Co zrobić, żeby dzieci polubiły swoje łóżko i swój pokój?

Nie potrzeba wielkiej filozofii, pierwszym krokiem powinno być dostosowanie pokoju do potrzeb i możliwości dziecka. Wszystkie niezbędne meble, przybory, książki, zabawki zamieściliśmy tak, by były w zasięgu dziecięcej rączki, w sposób umożliwiający im samodzielnie z nich skorzystanie.

Dzięki temu maluch z większą ochotą i zainteresowaniem poznaje przestrzeń, w naturalny i swobodny sposób kształtując swoją niezależność i samodzielność.

Łóżko dla dziecka, czyli co?

Biorąc pod uwagę założenie, że wszystkie meble włącznie z łóżkiem powinny pozwalać dziecku na samodzielne z nich korzystanie, postanowiłam poszukać takiego, które znajdowałoby się przy samej podłodze.

łóżeczko_montessori_ma-mo

W poszukiwaniu łóżka dla dzieci, które byłoby łóżkiem podłogowym, przeszukałam niemal cały internet. Bardzo ważnym kryterium, prócz walorów estetycznych, była jakość i materiały, z jakich było wykonane łóżko. Niestety w tamtym czasie, a było to kilka lat temu, znalazłam tylko łóżeczka włoskiej produkcji, które były świetne jakościowo a jednoczenie szalenie drogie.
Dlatego, bardzo ucieszył mnie fakt, że od jakiegoś czasu, na naszym rodzimym rynku, można kupić łóżeczko Montessori, polskiego producenta Ma-Mo, wykonane z materiałów najwyższej jakości. Dobre łóżko to przede wszystkim porządny materac. Moją uwagę przykuł materac futon, który ze względu na ekologiczny – w 100% naturalny skład, nie wywołuje alergii i nie uczula (więcej na jego temat przeczytacie tutaj).

materac_futon

Korzyści wynikające z posiadania łóżeczka Montessori

 

  1. Bezpieczeństwo

    To pierwsza korzyść, która przychodzi mi do głowy.

Nie znam rodzica, który nie obawiałby się upadku malucha z łóżka podczas snu, czy też po przebudzeniu. W przypadku łóżeczka podłogowego takie zagrożenie nie istnieje. Nawet jeżeli dziecko „zsunie się” z materaca, to jest to całkowicie niegroźne. Dodatkowo można zabezpieczyć brzeg łóżka specjalnym wałkiem. Świetnie sprawdzają się też poduszki czy koc położony na brzegu łóżka. łóżeczko montessori

 

  1. Wspieranie rozwoju ruchowego i niezależności dziecka

Ten punkt wśród wielu z Was może budzić wątpliwości, bo oczami wyobraźni widzicie niekończącą się wędrówkę Waszych, wyzwolonych pociech ;-).

Prawda jest taka, że zachowanie dziecka wynika z wielu indywidualnych cech, z temperamentu, przyzwyczajeń czy etapu rozwoju psychoruchowego. Dlatego niektóre dzieci bez problemu przystosują się do swobodnego korzystania z łóżeczka, a innym dłuższą chwilę zajmie nasycenie się wolnością. To do Was i waszej intuicji należy ocena, na ile wasz maluch jest w stanie zapanować nad swoją ciekawością – samokontrola to kolejna umiejętność rozwijana dzięki temu podejściu. Wśród wielu rodziców sprawdziło się stosunkowo wczesne wprowadzeniu łóżeczka Montessori, dzięki czemu zasypianie w swobodnych warunkach było dla maluszka codziennością i nie stanowiło takiej pokusy.

 

  1. Niezależność – porannym wybawieniem

Wspomniane w poprzednim punkcie obawy czas przekuć w atuty 😉 wyobraźcie sobie ten moment, kiedy maluch po przebudzeniu, zamiast płakać i wołać, by wyjąć go z łóżka, będzie mógł samodzielnie z niego wyjść i zająć się zabawą. W prosty sposób eliminujemy niepotrzebny stres i zarazem nie uczymy maluszka, że aby zaznaczyć swoją obecność i potrzebę musi wzniecić awanturę. Myślę, że tak samo dla Was, jak i dla mnie, spokój i każde 10 minut snu szczególnie rano, jest na wagę złota. łóżeczko montessori

 

  1. Wygoda

Dzięki niemu, niemal z automatu rezygnujemy z wieczornej, mistrzowskiej akrobatyki, by odłożyć śpiącego malucha do łóżeczka. Po wieczornych rytuałach, możemy usypiać dziecko, leżąc tuż przy nim i odpoczywać jednocześnie.

montessori_łóżeczko

  1. Multizadaniowość

Łóżko staje się dla dziecka przyjemną przestrzenią, do której chętnie się udaje. Nie kojarzy się ze szczebelkowym, ograniczeniem swobody. Jest, nie tylko miejscem snu, ale również strefą relaksu i zabawy. łóżeczko montessori

 

  1. Oszczędność

Tego typu rozwiązanie, ze względu na okres, w jakim będziemy z niego korzystać, okazuje się bardzo opłacalnym wyborem. Rezygnując z zakupu różnych łóżek na poszczególnych etapach rozwoju, najpierw szczebelkowego, a potem większego, dostosowanego do potrzeb starszaka, zyskujemy czas i pieniądze.

 

Tak jak wspomniałam na początku, każdy z nas nie tylko ma prawo, ale powinien dokonywać wyboru według własnego uznania, potrzeb i oczekiwań. Ważne, by gdzieś z tyłu głowy przyświecały nam długofalowe korzyści, jakie wynikają z wybieranych przez nas metod, które zaprocentują w przyszłości.

A jakie są Wasze, nocne przygody? Co u Was poskutkowało i przyniosło upragniony sen? Będzie mi niezmiernie miło, jeśli dajcie znać w komentarzu poniżej.

Ściskam,
K


przeprosiny

Nie przeproszę !!!

Z pozoru może się wydawać, że przeprosiny powinny być dla nas czymś zupełnie naturalnym, w końcu uczymy się ich od najmłodszych lat. Rodzice dbają o nasze dobre wychowanie, skłaniając nas do podania ręki „przeciwnikowi” po batalii stoczonej w przydomowej piaskownicy. Przeprosiny stanowią istotny element kulturowo przyjętej poprawności zachowania, są niejako symbolem zakopania wojennego topora. Umiejętność przepraszania ma ogromny wpływ na trwałość i jakoś nawiązywanych przez nas relacji, dlatego też jest tak bardzo ważna.

Choć słowo „Przepraszam” jest tak istotne, to mimo wszystko wydaje się jednym z najtrudniejszych do wypowiedzenia zwrotów. Zdarzają się wśród nas i takie gagatki, którym nie przejdzie ono nawet przez gardło.

Dlaczego tak jest, skąd bierze się ogólna niechęć do przepraszania?

Unikanie przeprosin

Zdaniem psychologów, unikanie przeprosin to często podświadoma próba ochrony zagrożonego „ja”. Większość ludzi, gdy wyrządzi komuś krzywdę lub sprawi przykrość, automatycznie zaczyna przepraszać, by jak najszybciej zdobyć przebaczenie i pozbyć się poczucia winy. Osoby mające problem z przepraszaniem nie reagują w ten sposób. Zamiast tego doświadczają nieuświadomionego lęku związanego z poczuciem zagrożenia, utratą autorytetu, władzy, statusu. Inicjowanie przeprosin uważają za oznakę słabości, a przepraszającego za przegranego.

W praktyce może wyglądać to, tak, że osoba ta wpadając na nas w tłumie, bez wahania bąknie krótkie „przepraszam”, jednak po kłótni z bliską osobą nie przyzna się do popełnionego błędu.

Dlaczego?

Jak się okazuje, słowa te niosą za sobą szereg psychologicznych konsekwencji, których niektórzy z nas chcą za wszelką cenę uniknąć…

O jakich konsekwencjach mowa?

Poczucie zagrożenia

Przyznanie się do nieodpowiedniego zachowania stanowi zagrożenie dla poczucia własnej wartości. Jest to szczególnie dotkliwe w przypadku osób, które nie potrafią oddzielić oceny swoich działań od oceny swojej osobowości. Błędnie utożsamiają jedno z drugim. Dlatego też w ich mniemaniu przepraszając - przyznają się do złego postępowania i tym samym do bycia złym człowiekiem. Unikając przeprosin, unikają przyznania się do błędu, chroniąc w ten sposób swoją samoocenę.

Poczucie wstydu

Dla większości z nas przeprosiny są związane z poczuciem winy. To ono skłania nas do wykonania kroku w kierunku wyjaśnienia sytuacji i zażegnania konfliktu. W przypadku osób niezdolnych do przepraszania silniejszym doznaniem jest wstyd, który jest znacznie bardziej destrukcyjny. O ile wina sprawia, że czujemy się źle z naszym działaniem, o tyle wstyd powoduje, że czujemy się źle z tym jacy jesteśmy.

Eskalacja konfliktu

Podczas gdy większość z nas uważa przeprosiny za możliwość rozwiązywania konfliktów interpersonalnych, tak dla osób mających z tym problem – owe przeprosiny – będą początkiem niekończącej się fali oskarżeń.  Wychodzą z założenie, że będzie to okazaniem słabości, którą druga osoba wykorzysta przeciwko nim. Obawiają się obarczenia wyłączną odpowiedzialnością za powstały spór oraz przypisania winy za wszystkie wcześniejsze nieporozumienia.

przeprosiny_konflikt

Regulacja emocji

Osoby stroniące od przeprosin, bardzo często w ten sposób starają się zarządzać swoimi emocjami. W jaki sposób? Po prostu czują się bardziej komfortowo i łatwiej sobie radzą z uczuciem gniewu, rozdrażnienia i dystansu emocjonalnego, a niżeli z bliskością i wrażliwością. Zatwardziałość w konflikcie pozwala im zachować dystans, stanowi swoisty mechanizm obronny. Podświadomie obawiają się, że każdy nawet najdrobniejszy gest w kierunku pojednania, sprawi, że wszystkie tak pieczołowicie budowane barykady runą i uwolnią smutek oraz rozpacz, z którymi ciężko jest sobie poradzić i względem których pozostaną bezsilni.

O ile prawdą jest, że regulacja takich emocji wymaga od nas wysiłku, o tyle błędnym przekonaniem jest, że głębokie doświadczanie trudnych emocji musi być traumatycznym i szkodliwym przeżyciem. Wręcz przeciwnie, skruszenie przysłowiowej, emocjonalnej skorupy jest niezwykle oczyszczające i może prowadzić do przeniesienia relacji na zupełnie inny, bardziej wartościowy poziom, oparty o emocjonalność i wzajemne zaufanie.

A u podstaw obaw…

Dlaczego niektóre osoby mają ewidentny problem z przepraszaniem? Skąd biorą się te obawy?

Za winowajcę poniekąd możemy przyjąć sposób, w jaki zostaliśmy wychowani oraz to, jakie są nasze dotychczasowe, przeprosinowe doświadczenia. To jeden z tych aspektów, który bagatelizowany na wczesnym etapie rozwoju dziecka, zbiera żniwa w przyszłości. Oczywiste jest, że każdy rodzic chce dla swojej latorośli tego, co najlepsze, dlatego też od najmłodszych lat wpaja dziecku, wszystko to, co potencjalnie ułatwi mu batalię z dorosłością.

 

I tak powinno być 😉, bo przecież naszą rodzicielską powinnością jest wspierać dziecię w rozwoju. Dobrze jednak pamiętać o czymś istotnym, mianowicie o tym, że prócz tego, CO przekazujemy naszym pociechom, ważne jest jeszcze, to w jaki sposób, to robimy. W tym właśnie tkwi cały szkopuł. Odwołując się do nauki „przepraszania”, często odbywa się ona poprzez nakaz wykonania, pozbawiony wyjaśnień tego, co tak naprawdę się wydarzyło i w czym tkwił problem. Dodatkowo całemu procesowi towarzyszy gniew, obwinianie, wpędzanie w poczucie wstydu i zmuszanie do posłuszeństwa. Gdy do tego dodamy brak pozytywnych wzorców, które dziecko mogłoby naśladować…recepta na niechęć do przepraszania gotowa. (O tym, jak nauczyć dziecko „przepraszać” przeczytacie tutaj =>klik). I jak tu ochoczo podejść do przepraszania?

Spójność wzorców

Najbardziej efektywnie i najszybciej uczymy się, obserwując zachowania innych osób.

Tak samo sprawa wygląda w przypadku nauki „przepraszania”.

Przyjrzyjmy się zatem przeciętnym, „przeprosinowym” doświadczeniom. Jakie zachowania mamy bądź mieliśmy szansę zaobserwować?

Niezależnie czy bohaterami są nasi rodzice, czy też bliscy lub dalsi znajomi, wszyscy uczestniczą w wyścigu z czasem, w boju o kolejny zrealizowany cel. Zatracając się w owej pogoni, usprawniają swoje funkcjonowanie, posługując się schematami, stereotypowym myśleniem i automatyzacją pewnych czynności. W efekcie wpadają w pułapkę, z której ciężko wybrnąć z twarzą. Przyjrzyjmy się temu bliżej.

Patrzymy, patrzymy i cóż takiego widzimy?

Przed nami zapracowany rodzic, starający się poskromić codzienność, który trzymając w garści cały dom, raczej stroni od przepraszania swej pociechy za błahostkę będącą przecież tylko „rodzicielskim niedopatrzeniem” ... Wszak nic wielkiego się nie stało, a już na pewno nie jest to przewinienie warte kompromitacji i płaszczenia się przed własnym dzieckiem.

Dobre usprawiedliwienie, ale czy na pewno to tylko błahostka i niedopatrzenie?

Kolejna przykładowa sytuacja dotyczy stereotypowego starcia płci.

Oto facet, taki sobie "Figo Fago", jak twierdzi, nie należy do gatunku pantoflarza pospolitego, a już na pewno nie jest z tych „miętkich” chłopaczków, którzy to przepraszając za byle pierdołę, okazują swoją słabość. Dlatego o przeprosinach w jego wykonaniu możemy zapomnieć. Po drugiej stronie barykady skrupulatnie okopała się „Ona”, „żona”, „matka”, „kobieta”. Przecież nie po to rozdrapuje i posypuje solą rany, wspominając wszystkie przewinienia swego „twardziela”, żeby teraz opuścić gardę i potulnie przyznać się do błędu. A nóż luby pomyśli, że to tylko jej wina, albo - co gorsza - poczuje, że ma ją w garści, bo za łatwo mu przyszło pojednanie. O nie! Chce dziadyga zgody, musi się postarać…

Tym sposobem przeprosiny stają się próbą sił. Kto pierwszy padnie na kolana? Kto pokaże, że mu bardziej zależy? Koniec końców, wcale nie chodzi o to, by rozwiązać dany konflikt i wyciągnąć wnioski z zaistniałej sytuacji. Ważniejsze jest zdobycie przewagi, argumentu będącego dowodem na to, kto, komu dyktuje warunki. Proste? Proste, sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie 😉.

Wiedząc, że mały człowiek dorasta, obserwując i uczestnicząc w takich i podobnych sytuacjach trudno się dziwić, że nabywa niemal wkodowanej niechęci do przepraszania i wszystkiego, co z nim związane. W ten oto sposób powstają negatywne skojarzenia, które wiernie towarzyszą nam w dorosłym życiu, gdzie „przepraszam” kojarzy się z poddaństwem, poczuciem niższości i pokazem sił.

Tymczasem…

Skoro mowa o pokazywaniu, to prawda jest taka, że przepraszając, pokazujemy swoją siłę, dojrzałość, wrażliwość, empatię i profesjonalizm. „Przepraszam” nie jest synonimem słabości, niższości, uległości, eskalacji konfliktu czy zagrożenia. To swoista praca nad samym sobą, która wymaga od nas autorefleksji i pokory. Aby przeprosiny były skuteczne, należy dokładnie przeanalizować konfliktową sytuację, uświadomić sobie i zaakceptować odpowiedzialność za niecne poczynania oraz postanowić poprawę 😉.
Więcej o formułowaniu skutecznych przeprosin przeczytacie już niebawem.

Jestem ciekawa jakie są Wasze doświadczenia w tym obszarze?
Podzielcie się nimi w komentarzu poniżej tekstu.

Ściskam,
Karola

 

 


pierwsze_dni_w_przedszkolu

Nie zostawiaj mnie mamo! Czyli jak pomóc dziecku zmierzyć się z lękiem separacyjnym

Małe rączki oplatające szyję, łzy wielkości grochu spływające po policzkach i ten lament rozdzierający serce, z którego wybrzmiewa: 

„Nie zostawiaj mnie mamo…!”

To bardzo trudny etap zarówno dla dziecka, jak i dla rodzica. W takich chwilach wyobrażamy sobie moment, w którym spokojnym krokiem i z uśmiechem na twarzy odprowadzamy nasze dziecko do przedszkola czy oddajemy pod opiekę niani.

Tak będzie, jednak zanim to nastąpi, musi upłynąć trochę czasu.

Mam nadzieję, że wiecie o tym, że trudności związane z lękiem separacyjnym są normalną reakcją malucha, którego łączy bezpieczny sposób przywiązania do rodzica.

Absolutnie, nie jest to wyraz jego nieprzystosowania, czy „złego wychowania” (nie znoszę tego określenia). Wręcz przeciwnie, protestując, dziecko wyraża swoje obawy, a nawet lęk przed rozłąką z mamą lub tatą, którą postrzega jako zamach zagrażający życiu. Jego reakcja jest instynktowną walką o bezpieczeństwo i przetrwanie.

Z czasem pociecha nauczy się, że nasze odejście jest tylko chwilowe i że po kilku godzinach spędzonych w przedszkolu, razem wracamy do domu.

Jednak na początku swojej przedszkolnej drogi, nie jest w stanie tego zrozumieć, musi sama się o tym przekonać.

W obliczu nowych doświadczeń

Każdy z nas lepiej i pewniej czuje się w towarzystwie osób, które dobrze zna i którym ufa. Ta sama zasada dotyczy dzieci – czują się bezpiecznie i komfortowo przebywając z osobami, do których są przywiązane. Dotychczas byli to rodzice, starsze rodzeństwo, dziadkowie czy ciocie i wujkowie. A teraz ma to się gwałtownie zmienić?

Pojawienie się nowej osoby w życiu dziecka jest szalenie trudnym momentem. Często emocje i instynktowne reakcje biorą górę nad racjonalnym myśleniem, dlatego naszą rolą jest zrobić wszystko, by złagodzić przebieg tego etapu.

Dopiero gdy maluch zaufa swojemu nowemu opiekunowi, gdy zbuduje z nim więź, przekona się, że może na nim polegać i że jest on w stanie zaspokoić jego potrzeby – wtedy poczuje się całkowicie bezpieczny.

Tym samym, chcąc pomóc swojemu maluszkowi w łatwiejszej asymilacji do nowego etapu w życiu, musimy znaleźć sposoby, na ułatwienie budowania więzi z opiekunem.

Poniżej podrzucam 11 wskazówek, które złagodzą i ułatwią przejście przez lęk separacyjny:

1. Pomóż maluchowi w budowaniu więzi z opiekunem

Dla dziecka to całkowicie nowa sytuacja stanąć sam, na sam z nieznaną osobą. Przyzwyczajanie się i budowanie poczucia bezpieczeństwa w obecności nowej osoby jest bardzo trudne, szczególnie gdy jest się maluszkiem, któremu towarzyszą silne emocje związane z rozłąką i poczuciem zagrożenia.

Jedną z rzeczy, którą możemy zrobić, by pomóc naszemu szkrabowi, jest podtrzymanie kontaktu i zbudowanie pozytywnych relacji z jego opiekunem. Obserwowanie przyjaznych gestów i miłych rozmów, sprzyja przełamywaniu lodów.

„Przecież skoro mama lubi Panią Anię, to może i ja ją polubię?”

relacje_z_nauczycielem

Zapewne malec wciąż będzie protestował przeciwko naszemu odejściu, ale osoba, pod której opieką go zostawiamy, powinna być w stanie ukoić jego płacz. Protest nie powinien trwać długo i im większa więź między nimi, tym będzie krótszy.

W jaki jeszcze sposób możemy ułatwić powstawanie tej nowej relacji?

Tu naprzeciw wychodzą nam przedszkolne dni asymilacyjne, dzięki którym w naszej obecności, malec może zbierać dobre doświadczenia i budować pozytywne skojarzenia ze swoim opiekunem.

Nie od dziś wiadomo, że to, z czym mamy częstszy kontakt, co częściej widzimy czy słyszymy, bardziej się nam podoba, wydaje się nam bardziej przyjazne.

Tak jest na przykład z muzyką. Czy nie łapiecie się na tym, że z każdym kolejnym odtworzeniem utwór podoba Wam się coraz bardziej?

No właśnie, skoro włada nami taka reguła, to dlaczego nie wykorzystać jej, w przypadku budowania relacji?

To, co musimy zrobić, to zadbać, by postać „Pani Ani” pojawiała się w naszej codzienności jak najczęściej.

Jak tego dokonać?

Możecie wydrukować zdjęcie wychowawczyni i powiesić je np. na lodówce, przeglądać razem z malcem galerię z przedszkola i wypatrywać ulubioną Panią. Warto również często, serdecznie i z entuzjazmem o niej wspominać, tak by dziecko wyczuwało sympatię, którą ją darzymy np. „Pani Ania byłaby dumna, widząc jak sama myjesz rączki”.

2. Zacznij od krótkich separacji

Dobrze gdybyśmy pierwsze rozłąki planowali podczas najlepszych części dnia (po drzemce czy po posiłkach), kiedy dzieci są wypoczęte, najedzone i skore do zabawy. Gdy już upłynie okres asymilacji i maluszek poczuje się trochę pewniej w nowej sytuacji, możemy przejść do krótkich rozłąk. Wielu rodziców chwali metodę małych kroków, ja również jestem jej zwolenniczką. Warto zacząć od pożegnania, odejścia, a następnie powrotu, gdy tylko przestanie płakać.

Jeśli zaczniemy od krótkich nieobecności, maluch szybciej się nauczy, że nasza nieobecność jest tymczasowa i że zawsze do niego wrócimy. W ten sposób stopniowo przyzwyczajamy go do separacji, każdorazowo wydłużając swoją nieobecność.

Teraz trudna część – powinniśmy starać się nie wracać, póki malec płacze. Wszystko po to, by nie utrwalić w nim przekonania, że płacz jest strategią na sprowadzenie rodzica. Oczywiście wszystko w granicach rozsądku, jeżeli słyszycie, że dziecko zanosi się płacząc przez 15 minut – to nie ma mocnych, by to wytrzymać – sama poszłabym po szkraba, by przytulić i ukoić żal.

3. Opracuj rutynową procedurę

Dzieci czują się bezpiecznie i znacznie pewniej, gdy podczas ich codziennych aktywności pojawia się powtarzalność i przewidywalność.

Dlatego, również o ten element warto zadbać szczególnie teraz, kiedy pojawia się tyle zmian.

Tu macie pełną dowolność. Przed rozstaniem możecie na przykład opowiedzieć krótką historyjkę bądź przypomnieć co będziecie robić po powrocie do domu. Następnie mocno przytulacie pociechę i mówicie, jak bardzo jest dla Was ważna, przekazując ją opiekunce przypominacie: „Bardzo Cię Kocham! Życzę Wam cudownego dnia. Przyjadę po Ciebie po obiadku.” Deklarując moment odebrania malucha, warto posługiwać się charakterystycznymi wydarzeniami występującymi w ciągu dnia jak: spacer, zabawa na placu, zajęcia z rytmiki czy drzemka. Rzucone odruchowo „Przyjadę po Ciebie o 15, nic konkretnego dla dziecka nie znaczy.

Gdy opracujecie własną pożegnalną tradycję, trzymajcie się jej codzienne. Pomoże to maluchowi poczuć się pewniej, zdobędzie, choć namiastkę przewidywalności.

4.Daj coś miłego na pocieszenie

Ukochana maskotka, pieluszka, czy chociaż fragment kocyka (tak fragment ;-) możecie odciąć kawałek, który maluszek zawsze będzie miła przy sobie). Dzięki takiemu talizmanowi, za każdym razem, kiedy nasza pociecha poczuje się niepewnie, zatęskni czy zrobi jej się smutno, będzie mogła sięgnąć po małe pocieszenie.

maskotka_do_przedszkola

5.Pomóż maluchowi zrozumieć, co się dzieje

Być może umiejętności komunikacyjne Twojej pociechy są jeszcze niewystarczające, by w pełni wyrazić, co czuje i myśli, ale na pewno rozumie więcej niż się spodziewamy. Dlatego właśnie rozmowa i opowiadanie krok po kroku o tym, co danego dnia się wydarzy, pomoże mu poczuć się pewniej.

"Najpierw opowiem Ci historyjkę o kolejnej przygodzie Zygzaka. Potem znajdziemy Panią Anię, a ona cię przywita. Następnie powiem Ci, jak bardzo Cię kocham i pójdę do pracy, będę machała na pożegnanie, a Ty razem z Panią Anią pomachacie mi z okna. Wtedy przyjdzie kolej na taniec przy wesołych piosenkach, a następnie będzie przekąska. Po niej pójdziesz na plac zabaw, pobawisz się masą solną, przyjdzie czas na drzemkę, a ja przyjdę po Ciebie zaraz po obiedzie. Pamiętaj, że Mamusia zawsze wraca.”

6. Nie poddawaj się pokusie wymykania się

Wymykanie się i ukrywanie w dłuższej perspektywie sprawia, że lęk separacyjny dziecka pogłębia się. Spotkałam się z sytuacją, kiedy mama powiedziała synkowi, że wychodzi na chwile do toalety. Dziecko cały dzień spędziło pod drzwiami WC, wytrwale czekając aż mama wyjdzie – przecież powiedziała, że tam będzie…

Dlatego, kiedy rozstanie jest trudne i maluszek płacze, spróbujcie spokojnie powiedzieć:

"Wiem, że nie chcesz, żebym odeszła, jednak muszę iść do pracy i wrócę zaraz po obiedzie. Pomacham do Ciebie z dworu, a Pani Ania zabierze Cię do okna, żebyś mogła mi pomachać.”

Potem nie pozostaje nam nic innego, jak wykonać to, co zapowiedzieliśmy i wyjść z sali. Mimo piętrzących się w nas emocji i nieodpartej pokusy powrotu i zabrania ze sobą płaczącej pociechy – konsekwentnie wychodzimy z przedszkola.

Może minąć nawet kilka tygodni, zanim maluszek zacznie odwzajemniać pożegnanie i pomacha do nas. Jednak my odchodząc, niezmiennie, każdego dnia żegnamy się tak samo.

Zazwyczaj namawiam Was do okazywania i wyrażania emocji. Tym razem jest inaczej. W tej sytuacji, ukrywając swoje rozterki i cierpienie pomagamy maluszkowi przetrwać ten trudny czas.

7. Przedyskutuj z opiekunem, co może zrobić, aby pocieszyć i zaciekawić malucha

W tej sytuacji ważne jest, aby nasza pociecha poczuła się pocieszona i zrozumiana przez opiekuna. No cóż, to szalenie trudne i tak naprawdę nie wiem, czy jesteśmy w stanie dowiedzieć się, jak naprawdę wygląda uspakajanie naszego szkraba. Czy odbywa się ono z okazaniem empatii, czy polega raczej na uciszaniu i odwracaniu uwagi od emocji. Rozproszenie ma działanie tymczasowe i sprzyja tłumieniu emocji, które prędzej czy później muszą znaleźć gdzieś ujście. Jeżeli opiekun okazuje dziecku zrozumienie i empatię, to dużo szybciej zdobywa jego zaufanie i jest w stanie sprawić, że maluszek poczuje się bezpiecznie.

Z drugiej jednak strony musimy mieć świadomość, że w przedszkolu prócz naszego brzdąca jest jeszcze gromadka dzieci, które również potrzebują opieki. Dlatego właśnie, większość emocjonalnego wparcia i przetwarzania będzie spoczywała na naszych barkach i miało miejsce podczas wieczornych pogaduszek czy wspólnie spędzanego czasu.

8. Nie spóźnij się

Dane słowo jest świętością. Jeżeli nasza pociecha skończy jeść obiad, a nas jeszcze nie będzie, pomimo wcześniejszej obietnicy, to znaczy, że „daliśmy ciała”, sami przysporzyliśmy kolejne utrudnienie. Bo jakie znaczenie będą miały wszystkie powyższe starania? Pal licho te podpunkty, ważniejsze jest zaufanie, które właśnie nadwyrężyliśmy.

Możecie myśleć 

„Bez przesady, to tylko drobne spóźnienie”

Dla nas to tylko drobne spóźnienie. Natomiast dla naszego malucha, który mierzy się ze swoimi najsilniejszymi lękami, to kwestia poczucia bezpieczeństwa – nasze słowo jest podstawą dla więzi z naszym dzieckiem.

9. Pomóż swojemu dziecku przekonać się, że ważne dla niego osoby wracają

Dla nas to rzecz oczywista, że to, co schowamy, nie znika na zawsze, że może się ponownie pojawić. Dla dziecka utrata czegoś z zasięgu wzroku jest równoznaczna z bezpowrotną utratą. Rewelacyjnym sposobem na pokazanie malcowi tej zależności są różnorodne gry typu „A kuku” czy chowanie i szukanie ulubionych przedmiotów.

Warto również czytać książki poruszające temat przedszkolnych przygód, takie jak:

  • „Zuzia idzie do przedszkola” - Schneider Liane; wyd. Media Rodzina
  • „Tupcio Chrupcio. Przedszkolak na medal” - Eliza Piotrowska; wyd. Wilga
  • „Misia Marysia i wesoły dzień w przedszkolu” - Nadia Berkane; wyd. Debit
  • „Basia i przedszkole” - Zofia Stanecka; wyd. Egmont
  • „Ja nie chcę do przedszkola” Blake Stephanie; wyd. Dwie Siostry
  • „W przedszkolu” Wandrey Guido; wyd. Czarna Owieczka

10. Stwórz album "Wiele osób mnie kocha"

Warto przygotować wyjątkowy album, który będzie zawierał zdjęcia osób, które nasza pociecha darzy zaufaniem i miłością (rodzice, dziadkowie, ciocie i wujowie, kuzyni i przyjaciele). Znajdzie się tam również miejsce dla „Pani Ani”. Często przeglądajcie ten album, wspominając różne miłe zdarzenia związane z poszczególnymi osobami. Fajnym pomysłem jest pokazanie albumu „Pani Ani”, by mogła go przeglądać wspólnie z naszą pociechą.

11. Daj swojemu dziecku maksymalną ilość miłości i uwagi

Po ciężkim dniu w pracy i jeszcze cięższym poranku z przedszkolakiem w roli głównej zapewne jedyne o czym marzysz jest gorąca kąpiel i filiżanka herbaty… Mimo wszystko to jest właśnie ten czas, kiedy Twój maluch Cię potrzebuje. W tym trudnym dla niego momencie, po powrocie do domu, może być bardziej rozdrażniony, marudny, wymagający i przyklejony do Ciebie. To zupełnie normalne zachowanie, biorąc pod uwagę ogrom stresu, z którym się zmaga – potrzebuje Twojej obecności.

Najlepsze co możesz zrobić, to przygotuj najprostszą kolację i spędzaj jak najwięcej czasu ze swoją pociechą. Rewelacyjnym sposobem na rozładowanie napięcia są wszystkie gry, które wywołują salwy śmiechu. Przed snem natomiast konieczna jest ulubiona książka i porcja porządnych przytulasów.

Warto byście zaproponowane wskazówki potraktowali, jako podpowiedź, inspirację do działania. Oczywistym jest, że inaczej je wykorzystacie dla 2,5 letniego maluszka i inaczej dla 4 latka. Tu podpowiedzią niech będzie Wasza intuicja.

Koniec końców maluszek przezwycięży swój lęk separacyjny. A ja mam nadzieję, że tych jedenaście wskazówek sprawi, że ten trudny czas będzie krótszy i łatwiejszy dla Was obojga.

Ściskam,
Karola

Być może zainteresuje Was również:


awantura podczas ubierania dziecka

Czy dziecko powinno decydować w co się ubrać?

Czy mówi Wam coś obrazek prezentujący sytuację, gdzie trzylatka całymi daniami nosi strój Elzy z Krainy Lodu i za żadne skarby nie chce go zdjąć?

A może Twoja pociecha nie przebiera się za ulubioną postać z bajki, ale za to ma bardzo wiele do powiedzenia na temat ubrań, które zakłada każdego ranka? Dyskusja nabiera rozpędu i gwałtownego przebiegu, gdy Twoja poranna propozycja nie spełnia oczekiwań małej stylistki. Ponieważ nie jest szarą, wielowarstwową sukienką z tiulowymi falbanami i majestatycznie mieniącą się, cekinową gwiazdą na przedzie? Bo właśnie tylko tę konkretną i jedyną sukienkę jest w stanie dziś, jutro, pojutrze i pewnie popojutrze na siebie założyć?

No właśnie…

Jeżeli ostatnimi czasy twoje dziecko stara się przejąć pałeczkę podczas kompletowania porannej garderoby to… gratuluję, bo to oznacza, że dorasta i wkracza na kolejny etap rozwoju.

Myślisz sobie:

„Bardzo śmieszne, ale tak nie da się żyć!”.

Tak, to trudny czas dla nas rodziców, ale nie ma sytuacji bez wyjścia. Zanim jednak przejdziemy do konkretów, poznajmy kilka faktów z rozwoju małego smyka.

Jestem sobie przedszkolaczek

Przedszkolaki wkraczają w etap usamodzielniania się, próbują potwierdzić swoją niezależność i zaznaczać granice. To czas, w którym zaczynają sprawdzać swoją zaradność i starają się uzyskać niewielką kontrolę nad tym, co je otacza. Zaczynają pokazywać i podkreślać swoje zdolności.

Ubieranie się jest idealną okazją do testowania i wprowadzania swoich planów w życie.

Warto pamiętać, że jest to bezpieczna i zarazem urocza forma autoekspresji, która nie potrwa zbyt długo, dlatego mimo wszystko warto się nią cieszyć i zrobić wszystko, by złagodzić przebieg emocjonujących poranków…

Co zatem możemy zrobić?

Stwórz możliwość wyboru

Większość dzieci w wieku od 3 do 4 lat to mali dyktatorzy, którzy chcą przejąć kontrolę wszędzie tam, gdzie to tylko możliwe. Na pierwszy rzut oka może Wam się nie spodobać to, co teraz zaproponują, ale warto im na to pozwolić. Oczywiście wszystko powinno przebiegać w kontrolowany przez nas sposób, wystarczy, że damy dziecku wiele małych wyborów dotyczących rzeczy, które nie mają dla nas znaczenia. Mam na myśli na przykład pytanie typu: "Czy wolałbyś założyć dziś niebieską bluzę Spider-Man czy szarą Batman?". Taka sytuacja, kiedy mały buntownik dostaje możliwość podjęcia decyzji nieco pacyfikuje jego kierownicze zapędy.

niebieska_bluza_spider-men

Kolejnym sposobem na ujarzmienie kształtującego się charakteru małego człowieka jest zaangażowanie go w kompletowanie jego garderoby podczas zakupów. O tyle, o ile zakupy z dzieckiem w sklepie stacjonarnym mogą być „nieco” problematyczne, to już wspólne wybieranie rzeczy w sklepie internetowym brzmi bardziej obiecująco, prawda? No właśnie. Zaletą takich zakupów jest to, że wbrew pozorom mamy duży wpływ na wybór naszego malucha. Dzięki zastosowaniu różnorodnych filtrów i odpowiednich kategorii ograniczamy i zarazem sugerujemy mu preferowany wybór. Rewelacyjnie sprawdzają się zakupy w sklepie SMYK. Szeroki wachlarz produktów renomowanych marek o wysokiej jakości pozwala na zrobienie satysfakcjonujących zakupów. Dodatkowo dzięki temu, że jest to sklep zarówno stacjonarny, jak i internetowy, daje on również możliwość przymierzenia ubrania i zobaczenia go w rzeczywistości.

Pozwól na upodobania

Lubisz wełniane swetry? Takie z owczej wełny, której nie da się założyć na gołe ciało ;-) A może nie możesz znieść zbyt ciasnych rajstop?

No właśnie, każdy z nas ma inne upodobania, również nasze dzieci. Dlatego warto, w granicach rozsądku, starać się być elastycznym w stosunku do ich preferencji. Nie potrzeba tu wielkich kombinacji i wyrzeczeń. Wystarczy unikać rzeczy, których nasz szkrab nie lubi. W ten sposób dajemy mu sygnał, że szanujemy jego zdanie, znamy jego potrzeby i je rozumiemy.

Co to oznacza w praktyce? Być może wystarczy tylko założyć skarpetkę na lewą stronę, tak żeby nie kłuł go szew, albo odciąć z bluzki irytującą metkę. Jeśli natomiast punktem spornym jest ukochana sukienka z Elzą i Anną, którą mała kierowniczka chce nosić każdego dnia – to czemu jej na to nie pozwolić? Jeżeli obawiasz się, że zmarznie, to zawsze możesz założyć pod nią T-shirt i cieplejsze legginsy.

Trening czyni mistrza

Trzylatek jest w stanie poradzić sobie z zakładaniem podstawowych elementów swojego stroju, takich jak bielizna, spodnie z gumką czy wkładana przez głowę bluzka. Na trudniejsze elementy, jak zapinanie zamka błyskawicznego czy guzików przyjdzie czas nieco później. Prawda jest taka, że większość maluchów lubi samodzielnie się ubierać, to sprawia, że ​​czują się pewnie i kompetentnie. Więc nawet jeśli trwa to nieco dłużej, warto pozwolić dziecku ubierać się tak często, jak to tylko możliwe, szczególnie w weekendowe poranki, kiedy nie musimy się spieszyć. Im więcej energii brzdąc spożytkuje na przebieranie się, tym mniej jej pozostanie na spory i walkę.

nauka_ubierania

Zawody – rywalizacja sposób na spokój

Oczywiście nasze pociechy żyją jakby w innej czasoprzestrzeni, absolutnie nie podzielają naszego porannego pośpiechu i konieczności wyjścia z domu. Zamiast zajmować się sprawami tak przyziemnymi jak ubieranie się czy jedzenie śniadania wolą budować twierdzę z LEGO Minecraft albo uczesać wszystkie ogony kucykom My Little Pony. Dlatego, mając to na uwadze, warto zamienić dotychczas nudny i nieciekawy obowiązek w grę.

Powiedz: 

"Zamykam oczy i jestem ciekawa, ile czasu zajmie ci założenie koszulki i spodni. Ja zmieściłam się w 2 minutach."

Możesz również użyć stopera, ustalić z dzieckiem w jakim czasie powinno się zmieścić z przygotowaniami.

To co zaplanowane, lepiej zrealizowane

Dzieci w tym wieku uwielbiają oglądać swoje zdjęcia. Warto wykorzystać to na swoją korzyść, wykonując przewodnik, który krok po kroku przeprowadzi pociechę po porannych aktywnościach. Mogą to być zdjęcia pokazujące jak maluch budzi się ze snu, ubiera się, myje zęby i je śniadanie. Zawieś je w jego pokoju, dzięki czemu każdego dnia będzie mógł podążać za wskazówkami. Wtedy w magiczny sposób zdjęcia pokazujące rutynowe zadania stają się porannym dyrygentem zamiast ciebie.

Pozwól mu doświadczać, sprawdzać, testować

Zanim się obejrzymy znowu zrobi się zimno i ponownie zaczną się codzienne sprzeczki o zakładanie kurtki, czapki bądź rękawiczek (albo wszystkiego naraz). To prawda, sytuacja nie należy do najprzyjemniejszych, ale warto na nią spojrzeć z nieco innej perspektywy. Kiedy nasz niesforny brzdąc stoi w przedpokoju, nie odczuwa zimna, więc na jakiej podstawie miałby pałać entuzjazmem na widok ciepłej, puchowej kurtki?? Zdecydowanie zmięknie mu gumka, gdy wyjdzie na zewnątrz i poczuje różnicę temperatur. Chyba że jest naprawdę zimnolubny, wtedy po prostu weź jego kurtkę i pozwól mu wyjść tak, jak stoi. Jeżeli zrobi mu się zimno założy ją bez mrugnięcia okiem. Gdy sytuacja się powtórzy, możesz mu delikatnie przypomnieć, jak przemarzł minionego ranka. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że Twój maluch będzie witał swój zimowy zestaw na długo zanim stanie w drzwiach wyjściowych.

Warto pamiętać…

Jako rodzice chcemy dla naszych pociech jak najlepiej, kierują nami dobre intencje, które podpowiadają nam jak powinniśmy postępować, co robić, a czego unikać. W tej naszej rodzicielskiej misji warto jednak pamiętać o tym, że…

  • Nasze dzieci nie są projektem, który wykreujemy sobie i uformujemy według własnego uznania.
  • Nasze dzieci nie są trofeum, którym możemy się pochwalić, o ile spełnią nasze oczekiwania i normy społeczne.
  • Nasze dzieci nie są naszą własnością, są niezależną istotą mającą prawo do własnego zdania, emocji, potrzeb.
  • Nasze dzieci nie są i nie będą nami. Są i powinny być sobą, a naszą rolą jest je w tym wspierać, a przynajmniej im nie przeszkadzać.

Dlatego, nie ma sensu spalać się na powierzchownych rzeczach, to czy dane ubrania pasują do siebie czy też nie, koniec końców nie ma to większego znaczenia. Liczy się wygoda i dobre samopoczucie naszych pociech.

Jestem ciekawa, jakie są wasze doświadczenia z porannym ubieraniem się dzieci?

Ściskam,
K

Być może zainteresuje Was również: