pierwsze buty, stopa dziecka, bobux, attipas

Pierwsze buty – o tym co tak naprawdę jest ważne dla zdrowego rozwoju stopy dziecka

Dzisiejszy wpis jest odpowiedzią na kierowane przez Was pytania dotyczące dziecięcych stópek. Ci z Was, którzy znają mnie już trochę lepiej, wiedzą, że jestem nie tylko psychologiem, ale również fizjoterapeutą. To pewnie ta świadoma część Was poprosiła mnie o kilka zdań w tym temacie, co niniejszym czynię z ogromną przyjemnością.
Nie zamierzam się mądrzyć, dołożę jedynie wszelkich starań by zwrócić Waszą uwagę na kilka bardzo istotnych faktów z zakresu rozwoju dziecięcej stópki i pokaże Wam nasze „stopelkowe” wybory.

Zdrowy rozwój stopy - czyli jaki?

Ciężko jest się odnaleźć w takim natłoku różnorodnych informacji dotyczących pielęgnacji, profilaktyki i leczenia stóp, która z nich jest prawdziwa, a która to zwyczajny marketingowy chwyt. Dodatkowym utrudnieniem jest "bałagan" panujący wśród kadry medycznej, polegający na braku jednoznacznego stanowiska, kiedy coś mieści się w normie, a kiedy już nie. Na domiar złego powielane są ciągle żywe, średniowieczne pomysły, żeby zakładać prawy but na lewą stopę i odwrotnie…

Przecież można sobie "strzelić w łeb", a stopy jak były koślawe, tak koślawe zostaną 😉.

To co w takich sytuacjach nam pozostaje to zdrowy rozsądek i uważna analiza dynamiki, charakterystyki rozwoju i dojrzewania naszych pociech.

Na co zatem powinniśmy zwrócić uwagę?

Dzieci, kiedy uczą się stawać i chodzić mają prawo układać swoje stopy w najbardziej wymyślny sposób. Nasza rola natomiast to obserwowanie stopniowej poprawy zarówno w zakresie ilości zdobywanych umiejętności, jak i ich jakości.

Tylko spokój i cierpliwość są naszymi najlepszymi doradcami. W jakim sensie?

Tak naprawdę w każdym 😉.

pierwsze buty, stopa dziecka, bobux, attipas

Jako rodzice wyczekujemy: kiedy maluszek będzie się obracał z pleców na brzuszek, kolejnym kamieniem milowym jest siedzenie, czworakowanie itd. Porównujemy naszego malca z rówieśnikami. Sami narzucamy niezdrowy pośpiech i ulegamy chęci pionizowania, sadzania, stawiania, prowadzenia za ręce zanim aparat ruchu maluchów wystarczająco się przygotuje do takich aktywności. Mam na myśli reakcje równoważne i możliwości adaptowania się do zmiany pozycji.

Jaki jest efekt naszego pośpiechu?

Niewłaściwe ustawianie stóp na przyśrodkowej stronie (np. z podwiniętymi paluszkami), na palcach, jedna stopa na palcach, druga na stronie przyśrodkowej itp.

Na szczęście w większości są to naturalne procesy adaptacyjne, które mijają samoistnie i są elementem dojrzewania aparatu ruchu.

To właśnie ten moment, kiedy my – rodzice nie powinniśmy ograniczać małym stopom możliwości kształtowania swych umiejętności w "polowych warunkach" zakładając z uporem maniaka niewłaściwe, choć bardzo często piękne, "pseudo buty do nauki chodzenia"…

Gdy tak na chłodno się nad tym zastanowimy, to w jaki sposób dzieci mają nauczyć się odpowiedniego obciążania stopy, przenoszenia ciężaru ciała, czucia podłoża i reakcji równoważnych, kiedy mają na nodze betonowe, sztywne buciory, pozbawiające możliwości zdobywania niezbędnych doświadczeń sensomotorycznych – w wolnym tłumaczeniu 😉 – metody prób i błędów.

pierwsze buty, stopa dziecka, bobux, attipas

To o czym powinniśmy pamiętać to niepodważalna zasada, że uczymy się chodzić na boso, kiedy i gdzie to tylko możliwe. Jeżeli warunki domowe wydają się być niesprzyjające, ponieważ podłoga jest chłodna i śliska, to jedyne co powinniśmy zakładać na stopę to przylegające do niej skarpety z systemem antypoślizgowym, albo bez niego. Niech nasza pociecha uczy się koordynacji w warunkach zbliżonych do naturalnych. Najlepiej zamiast skupiać się na stopie, zadbajmy o podłoże – antypoślizgową matą itp.

Czy można przygotować stopy do prawidłowej pracy?

Oczywiście. Pierwszym krokiem jest przygotowanie odpowiednich warunków, gdy maluszek trenuje obracanie, pełzanie, przemieszczanie się…

W jaki sposób? Nieśliskie, dość twarde podłoże i…gołe stopy, a najlepiej odsłonięte do kolan nóżki, tak by maluszek mógł stopami zapierać się o podłoże i przygotowywać do pozycji podporowej. Doświadczać oporu, tarcia, pchania, doskonalić czucie każdej części swego ciała – to ta percepcja o której wspominałam wcześniej.

Drugim krokiem jest stymulacja czuciowa, czyli dotyk w różnej postaci od głaskania, drapania, gilgotania po masowanie, pielęgnację i dłuuugie kąpiele.

pierwsze buty, stopa dziecka, bobux, attipas

Tymczasem jak wyglądają realia?

Dziecko ubrane od stóp do głów niczym kosmonauta: zabudowany pajac, konkretne skarpety, nakolanniki antypoślizgowe…

A śliskie podłoże? W pełni przygotowane dzięki profesjonalnej i skrupulatnej strategii „anty-poślizgo-zmarzlino-uderzeniowej”. Na panelach puchowa kołdra i zestaw poduszek, na dywanie koc, co by pociecha nie namarzła od podłogi i wygodnie miała. Nie zapomnijmy o uporczywym sadzaniu na podłodze, gdzie poduszki sprawdzają się idealnie jako materiał podporowy. Przyśpieszanie zdobywania kolejnych umiejętności to nasza domena, przecież inne dzieci już, a moje jeszcze nie...

„Dlaczego” i „kiedy” to najczęściej zadawane przez nas pytania.

Prawda jest taka, że powinniśmy wystrzegać się wspaniałomyślnych doradców, którzy przecież wychowali czworo dzieci i jakoś nic im nie jest, a Ty jesteś przewrażliwionym, ogłupionym przez media rodzicem.

Dajmy dzieciom czas, nie przeszkadzajmy im w naturalnym rozwoju.

Pamiętajmy, że niewłaściwie dobrane buty mogą przysporzyć bardzo wiele szkód, które często pojawiają się w odroczonym czasie.

Ciągle pokutującą zmorą są błędne przeświadczenia dotyczące właściwej budowy buta.

Wysoka cholewka, sztywny zapiętek, czy twarda podeszwa, a najlepszy jest dodatkowy obcas.

W takich warunkach dzieciaki noszą buty, a już na pewno w nich nie chodzą…

To tak, jakbyśmy założyli buty narciarskie i mieli sobie w nich swobodnie spacerować…Wyobrażacie sobie tę swobodę i komfort?

Zatem co powinny uwzględniać zdrowe i właściwie zaprojektowane buty?

Zapiętek nie powinien usztywniać pięty, po pierwsze dlatego, że anatomicznie nie są to odpowiednie warunki do pracy stopy. Po drugie natomiast rolą obuwia nie jest bycie dodatkowym balastem i obciążeniem, tylko wsparciem w przemieszczaniu się w niesprzyjających dla bosego chodzenia, warunkach.

A gdy już przyjdzie czas na wybór bucików najlepiej kierować się poniższymi zasadami:

  • Nie kupujemy butów „na oko” albo „na patyczek”. Dziecko powinno przymierzyć oba buciki, stanąć w nich i przejść kilkanaście kroków. Ważne jest dopasowanie nie tylko długości (odległość od końca najdłuższego palca do końca obuwia powinna wynosić nie więcej niż 1 cm). Stopa dziecka szybko rośnie (nawet 2 lub 3 rozmiary na rok), dlatego warto mierzyć je regularnie, tak aby mieć pewność, że mają one dostatecznie dużo przestrzeni.
  • Zdarza się, że jedna stopa dziecka jest dłuższa od drugiej - zawsze wybieramy właściwy rozmiar względem dłuższej stopy.
  • Dobrze, gdy but umożliwia jego łatwe wkładanie i zdejmowanie ze stopy. W przypadku najmłodszych dzieci zapobiega to kontuzjom przy zakładaniu butów przez rodziców, natomiast dla starszych dzieci umiejętność samodzielnego zakładania butów dostarcza sporo satysfakcji i zachęca to wychodzenia na dwór.
  • Cholewka buta nie powinna być za wysoka. Zgodnie z zasadą: nie krępujemy stopy. Wysoka i sztywna cholewka uniemożliwia swobodne ruchy w kostce.
  • Zwracamy uwagę na wnętrze buta. Nie powinno nigdzie uciskać, uwierać i ocierać. Wkładka powinna być przymocowana, co zapobiega jej przemieszczaniu.
  • Miękka, elastyczna, giętka, antypoślizgowa podeszwa. Powinna się zginać w 1/3 długości buta (wówczas chodzenie odbywać się będzie w motorycznie prawidłowy sposób - z pięty w kierunku palców). Cienka - zapewni dobre czucie podłoża.
  • Czubek buta powinien być szeroki i wysoki – tak by nie krępować ruchów palców.
  • Materiał powinien być oddychający, najlepiej z naturalnego tworzywa (stopa dziecka poci się bardziej niż dorosłego).
  • Zapiętek o którym wspominałam wcześniej (jak sama nazwa wskazuje znajduje się ZA piętą). Powinien poruszać się razem ze stopą. Jeśli się wyciera w trakcie noszenia to oznacza, że jest za twardy.

Nasze wybory

Będąc świadomą wszystkich opisanych powyżej aspektów bardzo uważnie dokonywałam wyboru butów dla moich chłopców. Do dziś naszymi nieodłącznymi, pieszymi towarzyszami są buciki marki Bobux i Attipas.

Attipas towarzyszyły nam od początku naszej pieszej drogi.

Są to skarpetko-paputki, które zakładaliśmy na zewnątrz, gdy chodzenie na boso, bądź w zwykłych skarpetkach było utrudnione. Miękka i gietka podeszwa, wygoda w użytkowaniu i łatwość w utrzymaniu czystości to tylko niektóre z atutów tych pierszych dziecięcych bucików.

pierwsze buty, stopa dziecka, bobux, attipas
Zdjęcie pochodzi ze strony https://www.attipas.pl/

Bobux to marka, która sama w sobie jest dowodem wysokiej jakości.

Mam wrażenie, że te buciki są nie do zdarcia. Zaprojektowane z uwzględnieniem aktualnej wiedzy na temat budowy, rozwoju oraz ruchomości stopy malucha na poszczególnych etapach jego rozwoju.

W praktyce oznacza to, że buty te możliwie dokładnie odwzorowują warunki jakie ma bosa stopa, pozwalając jej na naturalną pracę i właściwe kształtowanie mięśni, ścięgien i układu kostnego.

Wybrane przez nas buty spełniają wszystkie wcześniej opisane kryteria. Są projektowane, testowane i opiniowane przez ekspertów z dziedziny ortopedii i fizjoterapii. Zdecydowanie należą do naszych ulubieńców i szczerze możemy je polecić, każdej małej stópce.

A Wy jakimi kryteriami kierujecie się podczas wyboru butów dla dzieci? Jest coś szczególnie ważnego?

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej wpisu.

Informacje od Was są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi się rozwijać i działają motywująco.

Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz, że może być przydatny, to udostępnij go swoim znajomym na Facebook'u.

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie  ;-) .

 

 

 

 

 


aspiracji

Niewystarczająco dobrzy – dzieciństwo w cieniu niespełnionych aspiracji rodzica

Pozwalasz by Twoje rozczarowania wpływały na to, co robi Twoje dziecko? hm dziecko

Gdzie jest granica między rodzicielskim motywowaniem do rozwoju, a wywieraniem niezdrowej presji? hm dziecko ambicje rodziców

Oczywistym jest, że jako rodzice chcemy jak najlepiej dla naszych dzieci. Chcemy by były szczęśliwe, czuły się kochane i miały najlepsze warunki do rozwoju. Tak, jednym z rodzicielskich pragnień jest, by pociecha posiadła umiejętności niezbędne do osiągnięcia życiowego sukcesu. hm dziecko, ambicje rodziców

Istnieje bardzo cienka granica między naszym pragnieniem i motywowaniem do rozwoju, a wywieraniem niezdrowej presji. Wspomniane pragnienie w swej skrajnej postaci może doprowadzić do wywierania nacisku na dziecko, który, jak wykazały badania ma nienajlepszy wpływ na emocjonalny i psychiczny rozwój. ambicje rodziców

To przecież normalne i zupełnie naturalne, że priorytetem dla rodzica jest dobro dziecka, jak najlepsze przygotowanie go do funkcjonowania w dorosłym życiu. Wszystko rozgrywa się o jedno zasadnicze pytanie czy namawiamy dziecko do działań, które spełniają jego potrzeby, czy może chcemy za jego pośrednictwem zrealizować swoje niespełnione marzenia? hm dziecko

 Niespełnione aspiracje ambicje rodziców

Pogląd, że jako rodzice możemy starać się urzeczywistnić swoje marzenia poprzez nasze dzieci sięga Sigmunda Freuda i Carla Junga, obaj opublikowali teorię na temat tego zjawiska. Jednak dopiero niedawno podjęto badania sprawdzające w praktyce wspomnianą teorię. Zespół holenderskich naukowców z profesorem psychologii Brad Bushman’em na czele dowiedli, że wiele dzieci jest skłanianych (żeby nie powiedzieć zmuszanych) do zajęć i działań dodatkowych, przez swoich rodziców, którzy nie postrzegają ich jako odrębnej, niezależnej osoby…

Niektórzy rodzice uważają swoje dzieci jako przedłużenie siebie, a nie jako odrębne istoty z własnymi aspiracjami i potrzebami. W nieświadomy sposób posługują się dziećmi do realizacji własnych marzeń, których sami wcześniej nie zrealizowali.

aspiracji

Niepoukładana przeszłość

Zmuszanie dzieci do uczestniczenia w różnorodnych dodatkowych zajęciach jest dla niektórych rodziców sposobem na poradzenie sobie z rozczarowaniem i żalem. Zastanawiacie się w jaki sposób? Mianowicie wygrzewając się w odbiciu sukcesu swoich dzieci zmniejszają, bądź całkowicie pozbywają się wspomnianych uczuć. Niejako życie swojego dziecka traktują jako substytut własnego, nadając w ten sposób swojemu istnieniu większą wartość.

Zatem nie lada wyzwaniem jest – znalezienie sposobu na pozbycie się uciążliwego bagażu "niespełnionych ambicji" i nauczenie się rozpoznawania talentów i aspiracji swoich dzieci.

Świadomość własnych wewnętrznych motywacji, które napędzają nas do nadawania dzieciom określonego kierunku rozwoju to niesamowicie ważna zdolność. Istotne jest by w odpowiednim momencie zrobić krok wstecz i zadać sobie pytania typu: „Dlaczego tak mi zależy na…?" "Dlaczego tak się martwię?". W poszukiwaniu odpowiedzi możemy przywołać wspomnienia z dzieciństwa, a wraz z nimi uczucia, będące podstawą naszego działania. Nieprzepracowane emocje, ból, obawy mogą stanowić przeszkodę na drodze naszego świadomego rodzicielstwa. hm dziecko

Wystarczająco…czyli jak?

Przecież nie raz zadajemy sobie „dziwne” pytania: "Czy poświęcam wystarczająco dużo czasu i uwagi moim dzieciom?", "Czy mój synek wystarczającą ilość czasu bawi się zabawkami edukacyjno-sensorycznymi" (bo przecież zwykła piłka jest już za mało sensoryczna), "Czy umiejętności mojej córeczki są zgodne z kryteriami tabeli rozwojowej?" (dziecko sąsiadki w tym samym wieku już raczkuje, a moja ledwo siedzi…), "Czy Kamil powinien uczęszczać na zajęcia dodatkowe?" (bo syn Kowalskich, chodzi na chiński, uczy się gry na flecie poprzecznym i programowania systemowego…).

W naszym społeczeństwie istnieje przekonanie, że "więcej znaczy lepiej". U jego podstaw leży strach i obawa, że jest się niewystarczająco dobrym, bądź robi się coś niewystarczająco dobrze. Wbrew pozorom więcej nie oznacza lepiej. Takie podejście może powodować ogromną ilość stresu. Idąc tym torem, skłaniając dziecko do uczestniczenia w dużej ilości zajęć dodatkowych i ciągle podnosząc mu poprzeczkę, zdecydowanie przysporzymy więcej szkody niż pożytku. Wielokrotnie spotykamy się ze sloganami o niepokojącym wzroście tendencji „wyścigu szczurów” już wśród dzieci w wieku przedszkolnym…Któż inny, jak nie my – rodzice napędzamy tę machinę.

aspiracji

Nasze dziecięce, niezaspokojone potrzeby, trudne emocje, czy obawy, często mają odzwierciedlenie w zbyt wysokich wymaganiach i presji wywieranej na dziecko.

Znając źródła motywacji napędzających nasze działanie, będziemy w stanie zatrzymać się i dostrzec realne potrzeby naszej pociechy i na ich podstawie wybrać to co dla niej najlepsze.

W pogodni za akceptacją

Związek rodzic - dziecko jest jedną z podstawowych relacji w naszym życiu. To pierwsze doświadczenie bliskości społecznej stanowi podstawę i wzorzec do budowania każdej kolejnej relacji. Dziecko na każdym etapie swojego rozwoju pragnie być kochane i akceptowane. Jeżeli nie uzyskuje naszej aprobaty będąc sobą, postępując zgodnie ze swoimi potrzebami, może starać się nam przypodobać robiąc to, na czym nam zależy - co nam się podoba, byle tylko uzyskać naszą przychylność.

Będzie grało na skrzypcach, w tenisa i brało udział w innych nielubianych przez siebie zajęciach gdyż zrozumiało, że tylko wtedy rodzic będzie z niego dumny, otrzyma pochwałę i miłość, której tak potrzebuje i pragnie.

Kiedy dziecięce działanie uwarunkowane jest przez motywację zewnętrzną – skierowaną na podążanie za afirmacją i miłością, maluch nie rozwija umiejętności przypatrywania się sobie, odczytywania tego co mu się podoba, co jest jego pasją, nie wykorzystuje swoich wewnętrznych zasobów, by w przyszłości móc zadbać o siebie odważnie dążąc do samorealizacji.

W nie swojej skórze…

Odgrywanie roli, w której nie czujemy się dobrze, do której jesteśmy zmuszani może prowadzić do poczucia osamotnienia, przygnębienia i pustki. Funkcjonowanie pod presją konieczności wykonania niechcianej czynności może powodować frustracje i napięcie, które natomiast z czasem mogą zostać wyładowane w niepożądany sposób. Owszem dzieci potrzebują miłości i docenienia, ale nie za cenę robienia rzeczy, które nie odpowiadają ich potrzebom.

Pojawia się wewnętrzny dylemat…Czy muszę zrezygnować z tego co chcę, czego potrzebuję, by być kochanym? Czy miłość oznacza wyrzeczenie się siebie?

aspiracji

Rodzicielska powinność ambicje rodziców

Naszym zadaniem jest docenianie, dostrzeganie i darzenie uczuciem swoje dzieci za to kim są, a nie za to w jakim stopniu realizują nasze oczekiwania, w jakim stopniu są tym, kim chcemy by były.

Musimy zbudować zdrową, prawdziwą relację z naszym dzieckiem, pomóc mu w poszukiwaniach swoich pragnień, źródeł szczęścia, a następnie wspomóc w realizacji tych działań. ambicje rodziców

Jako rodzice możemy pracować nad tym by nie wywierać presji na dziecku, jest na to bardzo prosty sposób – rozwijanie i aktywne realizowanie własnych pasji. Stajemy się wtedy wzorem dla naszych dzieci, dowodem na możliwość robienia tego czego w danej chwili potrzebujemy i co w naszym mniemaniu jest dla nas najlepsze.

Konsekwencje zdrowotne ambicje rodziców

Nowe badania sugerują, że aby pomóc dzieciom odnieść sukces, nie wystarczy tylko popychać je do uczestniczenia wielu działaniach pozalekcyjnych, wręcz przeciwnie takie postepowanie może być szkodliwe, zwłaszcza jeśli wygórowane ambicje realizowane są kosztem umiejętności społecznych i życzliwości. Bo na sukces i powodzenie w życiu składają się zarówno posiadane, wyuczone umiejętności „twarde”, jak i te psychospołeczne - „miękkie”. hm dziecko

Zbyt duża presja wywierana na dzieci, jest na tyle przytłaczająca dla ich niedojrzałego układu nerwowego, że może powodować rozwijanie się zaburzeń lękowych, które mogą prowadzić do innych dysfunkcyjnych zachowań i problemów ze zdrowiem psychicznym. Wszystko jest kwestią indywidualną, zależną zarówno od czynników zewnętrznych, jak i predyspozycji dziecka. Może ono reagować w różny sposób – wyrzucając z siebie gniew i złość, przejawiając w zachowaniu obniżenie nastroju bądź skrywając negatywne emocje. Konsekwencją powyższego może być dziecięca depresja i konieczność skorzystania z wsparcia psychologicznego. ambicje rodziców

Wśród nastoletnich sportowców odnotowano wysoki stopień wypalenia sportowego, charakteryzującego się tymi samymi objawami co wypalenie zawodowe. Po aktywnym dzieciństwie przepełnionym mnóstwem sportowych zajęć i presją związaną z oczekiwaniami rodziców i trenerów, dzieci są zmęczone i gotowe całkowicie zrezygnować ze sportu. Nie zależy im na laurach i prestiżu, tym co jest dla nich naprawdę ważne jest czas spędzony z rodzicem, bez pośpiechu w serdecznej i ciepłej atmosferze.

aspiracji

Co zatem możemy zrobić

Istnieją elementy, które możemy wdrożyć, aby zmniejszyć bądź uniknąć presji i niezdrowego ciśnienia.

  • Po pierwsze, poprzez pracę nad sobą, za pośrednictwem naszych wspomnieniami powinniśmy zwiększyć swoją świadomość dotyczącą nieprzepracowanych obaw, strachu, kompleksów czy niezaspokojonych ambicji wywodzącego się z naszej przeszłości. Przecież już wiemy, że mogą być one przyczyną „rozwojowego ciśnienia” wywieranego na nasze dzieci.
  • Po drugie, powinniśmy pomóc swoim dzieciom w realizowaniu własnych upodobań i pasji, w odkryciu ich realnych talentów i mocnych stron.
  • Po trzecie, powinniśmy zrezygnować z obsesyjnego planowania życia swoim dzieciom i wykorzystać cześć wolnego czasu na wspólne aktywności scalające relację i pogłębiające rodzinne więzi.

Wprowadzając powyższe punkty wprowadzamy do naszego domu więcej równowagi, spokoju i zdecydowanie ograniczamy ilość niezdrowej presji w życiu naszych pociech.

Nie traktujmy dzieci jak pustych płócien, które trzeba pomalować ani jak brył gliny, które należy uformować. Dzieci są skrupulatnie zapakowanym darem, który trzeba rozpakować i pomóc im ujawnić drzemiący w nich potencjał, umiejętności, talenty i osobowość, które determinują to KIM JUŻ SĄ.
 ambicje rodziców

Na koniec zdanko od Alberta…

Nie próbuj oceniać umiejętności ryby przez jej zdolność do wspinania się na drzewo…”

Albert Einstein

Na siłę nie stworzymy z drugiego człowieka kogoś kim nie jest i kim nie chce być…

Pozwólmy dzieciom być sobą i po swojemu przeżyć własne życie.

aspiracji

O tym jak istotny wpływ mamy na nasze dzieci przeczytasz również tutaj (klik), tutaj (klik) oraz tutaj (klik).

Czy obserwujecie rosnące zainteresowanie rodziców zajęciami dodatkowymi? Czy sami popadliście w pułapkę pogoni za sukcesem? W jaki sposób udało Wam się nie ulec społecznemu trendowi?

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Informacje od Was są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi się rozwijać. hm dziecko

Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz, że może być przydatny, to udostępnij go swoim znajomym na Facebook'u.

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie  ;-) .

#tydzienporazki #weekforfailure


tolerancja

Ukryte za kropką na czole. Odmienność vs Tolerancja

W każdym dziecku istnieje nieskończona potrzeba kochania go takim jakie jest, z całą jego indywidualnością

Wpis ten pisałam już kilkukrotnie, to znaczy zaczynałam pisać, jednak po jakimś czasie dochodziłam do wniosku, że to jednak nie ten moment… tolerancja,rozszczep wargi i podniebienia

Dziś zaczynam po raz kolejny, przede mną pusta word’owska kartka, bo to co zapisałam niegdyś, dziś już nie jest aktualne. Może nie tyle nieaktualne co nie odzwierciedla dokładnie tego, co w tej chwili czuję i co chcę Wam przekazać. Pisząc pierwsze słowa tego wpisu, zastanawiam się, czy tym razem go zakończę? Czy tym razem będę gotowa by go opublikować…? tolerancja, rozszczep wargi i podniebienia

Skoro go czytasz to zapewne kliknęłam „publikuj” - odważyłam się. Zatem zapraszam Was na nieco inny wpis, bardziej osobisty i bardzo, bardzo ważny – nie tylko dla mnie, ale i dla wielu innych osób. Przekonajcie się, dlaczego…

Kampania społeczna rozszczep wargi i podniebienia

Wczoraj w mediach społecznościowych trafiłam na pewną kampanię, kampanię sprzed kilku lat, z 2012 roku...roku, w którym urodził się mój pierworodny, zdrowiusieńki Antoś. Wtedy nie miałam pojęcia o jej istnieniu, pewnie dlatego, że mnie nie dotyczyła…może była zbyt mało widoczna, a może standardowo zadziałała selektywność uwagi i owa kampania była poza jej zasięgiem? Dziś mogę tylko gdybać, ale nie zdziwię się, jeżeli Wy również o niej nie słyszeliście, dlatego postanowiłam Wam ją przybliżyć.

Można pomyśleć, że to jakaś stara inicjatywa…jednak nic bardziej mylnego…właśnie dlatego o niej wspominam, ponieważ dziś jest tak samo aktualna, jak wtedy – a dla mnie jest najaktualniejszą z wszystkich kampanii, jakie widziałam, to kampania mojego życia…rozszczep wargi i podniebienia

Operacja uśmiech - czyli o co chodzi?

Inicjatorem owego przedsięwzięcia była organizacja Operation Smile, działająca od 1982 roku w RPA, finansująca zabiegi usuwania wady rozszczepu wargi i podniebienia u dzieci. Głównym celem tej kampanii było rozpowszechnienie wiedzy o wadzie oraz zwiększenie świadomości tego, jak niewiele środków potrzeba by pomóc potrzebującemu dziecku, by diametralnie odmienić jego życie (to kwota 3000 randów, która w przybliżeniu wynosi 1250 złoty). W ten sposób miała również zachęcić darczyńców do wsparcia finansowego organizacji – do pomocy potrzebującym.

Chcę byście wiedzieli, że jednorazowy zabieg nie przywraca dziecku pełni zdrowia (o złożoności leczenia przeczytacie tutaj), natomiast dzięki efektowi, jakim jest nadanie ciągłości budowy anatomicznej twarzy, stanowi on kluczowy element w przywracaniu tożsamości społecznej małego człowieka. Dzięki temu jednemu, pierwszemu zabiegowi, jak za działaniem czarodziejskiej różdżki zdjęte zostaje piętno inności będącej przyczyną wykluczenia społecznego.

Do celów kampanii wykorzystano trzy kreacje, których bohaterami są dzieci.

Elvis chowa swoją buzię za bawełnianą pacynką. rozszczep wargi i podniebienia

tolerancja
źródło: www.operationsmile.org/

Charlie ma na czole wielką fioletową kropkę.

tolerancja
źródło: www.operationsmile.org/

Sally posadziła sobie na głowie małpkę.

tolerancja
źródło: www.operationsmile.org/

Magiczne kryjówki

Zgodnie z zamierzeniem ich twórców, uwaga odbiorcy koncentruje się początkowo na dodatkowych, barwnych elementach umieszczonych poza wizerunkiem dziecka. Dopiero po chwili nasz wzrok pada na zmienione przez wadę twarze Elvisa, Charliego i Sally. Pod każdym z wizerunków dzieci widnieją wierszyki-rymowanki. Opowiadają o tym co robią dzieci, aby odwrócić ciekawskie spojrzenia ludzi, i jak trudno jest im żyć w ciągłym poczuciu, że są oceniane, wyśmiewane, wypchnięte poza margines społeczny, gdyż nie mieszczą się w kanonach piękna. rozszczep wargi i podniebienia

Kampania ta jest dla mnie o tyle ważna, gdyż w moim odczuciu z niesamowitą precyzją pokazuje nasze obawy, pisząc nasze mam na myśli zarówno rodziców dzieci posiadających rozszczepową wadę, jak i tych z Was, których w jakikolwiek sposób dotyczy odmienność, mogąca być podstawą do ujawnienia braku tolerancji w społeczeństwie.

Siła - błogosławieństwo czy przekleństwo 

Jakiś czas temu duchowny powiedział mi, że

„każdy z nas otrzymuje tyle…, ile jest w stanie udźwignąć”

pomyślałam wtedy, że w takim razie muszę być cholernie silna…i że wcale nie chcę taka być…

Nie chcę patrzeć na cierpienie swojego dziecka, nie chcę borykać się z koniecznością ciągłego wystawiania go na bolesne leczenie, nie chcę by świat go oceniał, a już na pewno by go skrzywdził. Z resztą, czy którykolwiek z rodziców się ze mną nie zgodzi? Kto z nas nie zrobi wszystkiego, by ochronić bezbronne dziecko?

Wtedy byłam pełna żalu, lęku i gniewu.

Przez pierwsze dwa tygodnie od diagnozy nie byłam w stanie nawet czytać o wadzie, nie mówiąc o jakiejkolwiek rozmowie na ten temat.

Czułam się słaba, bezsilna i przede wszystkim winna – nie było mowy o sile. Codziennie zadawałam sobie pytanie, dlaczego? Co zrobiłam nie tak? Gdzie tkwi przyczyna? Dlaczego my?

Jak było na początu...

Może zabrzmi to niewłaściwie, a może ktoś z Was pomyśli, że to idiotyczne – nie ważne – od tego momentu, od momentu, gdy dowiedziałam się o rozszczepie wargi i podniebienia, którą miał Kubuś chciałam, aby moja ciąża nigdy się nie skończyła. Chciałam, żeby trwała wiecznie. To życzenie dawało mi poczucie bezpieczeństwa, niepisaną gwarancje, że wtedy moje maleństwo będzie bezpieczne, nienarażone na działania okrutnego świata (w domyśle ludzi). Obawy dotyczące naszej przyszłości – opieki, pielęgnacji, leczenia – były abstrakcyjne, nierealne, nie moje, tak nie moje - chciałam się ich pozbyć, zapomnieć, chciałam by to wszystko okazało się złym snem… Wtedy poznałam siebie z innej strony tej kruchej i bezsilnej, takiej z jakiej nigdy nie chciałam siebie poznać… przepraszam, gdzie ta wspomniana siła?

Dziś o tym co nas spotkało myślę nieco inaczej, ale o tym za chwilę…

Siła - skąd sie bierze?

Ilekroć ktoś ze znajomych dowiaduje się o naszej rozszczepowej drodze mówi, że jestem silną osobą i na moim miejscu nie wie, czy dałby sobie radę. Najbliżsi dodają do siły  wrażliwość. Kiedyś z wrodzonej skromności bym zaprzeczyła, a może dlatego, że nie miałam wcześniej szansy się o tym przekonać…

Dziś mogę powiedzieć, że to prawda taka jestem. Jestem silna, zdeterminowana, konsekwentna i wartościowa. Wszystkie te cechy z niesamowitą skutecznością obudził we mnie mój syn. Będę je w sobie pielęgnowała by być dla niego wsparciem, by był pewien, że nie ma dla nas, dla niego rzeczy niemożliwych. By wiedział, że niezależnie od tego co się wydarzy jestem przy nim i zawsze będę. Będę je w sobie pielęgnować by być dla niego wzorem, by móc je w nim zakrzewić.

Chcę by był silnym, pewnym swej wartości człowiekiem - to jedyna broń i tarcza chroniąca go przed ludzką bezwzględnością, jedyna, jaką mogę mu dać. Nie mogłabym postąpić inaczej mając przy sobie mojego małego bohatera, który tak dzielnie znosi wszystkie postawione trudności, który każdego dnia uczy mnie pokory i motywuje do działania. tolerancja, rozszczep wargi i podniebienia

Wszyscy ją mamy rozszczep wargi i podniebienia

Wiem, że nie jestem w tych odczuciach odosobniona, że każda z nas - matek czuje to samo. Rodząc Antosia - w pełni zdrowego maluszka, wspomniane cechy nie miały możliwości w pełni się uzewnętrznić, bo nie było takiej konieczności, ale jestem pewna, że gdyby cokolwiek wtedy zachwiało moją domową równowagę, byłabym w stanie przestawić góry, by tę równowagę przywrócić…

Wy również jesteście w stanie zrobić dla dziecka więcej niż same myślicie.

Pisałam wcześniej o obawach, które mi towarzyszyły w czasie ciąży, gdy oswoiłam się z informacją o rozszczepie (na tyle na ile to w ogóle było i jest możliwe), zaczęłam się przygotowywać do tego co miało się wydarzyć (życie i tak przyniosło swoje). Niesamowitą skarbnicą wiedzy i wsparcia okazała się być zamknięta grupa na FB zrzeszająca rozszczepowych rodziców. Oczywiście wiedza dotycząca sposobów karmienia i opieki nad dzieckiem zwiększa poczucie bezpieczeństwa, choć nie jest w stanie wyeliminować obaw, które towarzyszyły mi do samego rozwiązania. tolerancja, rozszczep wargi i podniebienia

Wiecie co jest niesamowite? To, że w momencie, gdy mi go pokazano, gdy przyniesiono Kubusia (choć na początku nie mogliśmy być razem) wiedziałam, że wszystko się ułoży i, że tylko ja wiem, jak się nim właściwie zająć. Obawy przed oceniającym wzrokiem innych osób całkowicie zniknęły. Nie interesowało mnie co ktoś inny myśli o jego wyglądzie. Jestem dowodem na to jak silne zmiany zachodzą w matce (nie będę się tu rozpisywała o zmianach w mózgu, możesz przeczytać o tym tu klik), nie dostrzegałam rozległości wady, a rozszczep był naprawdę bardzo szeroki, był on moim skarbem i nic innego nie miało znaczenia.

Piszę to dla tych z Was, którzy być może zastanawiają się, jak to będzie, którzy obawiają się rodzicielskiej przyszłości, którzy zadają sobie pytanie czy dam radę? tolerancja

Otóż dasz radę, poradzisz sobie! Tak samo jak poradziłam sobie ja i tysiące rodziców z podobnym „problemem”.

Wsparcie jest bezcenne tolerancja, rozszczep wargi i podniebienia

Nie twierdze, że będzie łatwo, że jest lekko. Nie raz bywały chwile załamania i zwątpienia, pewnie nie raz jeszcze nadejdą. Wtedy nieocenionym jest wsparcie najbliższych, bardzo ważne by w pobliżu była osoba, na której możecie polegać (więcej o tym pisałam tu klik). Moja rodzina stanęła na wysokości zadania. Bartek (mój mężu), który prócz tego, że przez cały czas był moją ostoją, za dnia zabawnym koleżką Antosia, to przez pierwsze miesiące (kiedy ja w nocy co 2h byłam na randce z laktatorem) był mięciutkim kangurem dla małego Kubusia. Nie jestem w stanie odwdzięczyć się mojej mamie za to co dla nas zrobiła…

Jeżeli będzie istniała potrzeba nie obawiajcie się skorzystać z pomocy specjalistów – psychologa czy psychiatry. To żadna ujma, lekarz taki sam, jak pediatra czy ortopeda z tym, że zajmuje się nieco inną częścią ciała. tolerancja

Dziś wiem, że dla dobra dzieci zrobię wszystko, że mimo iż czeka nas jeszcze dłuuuga i kręta droga (więcej na ten temat tu) to poradzimy sobie.

Razem możemy wiecej tolerancja

Jest jednak rzecz, na którą wiem, że nie mam wpływu, no może nie takiego jaki bym chciała. Mam na myśli ludzkie okrucieństwo, przed którym nie będę w stanie ochronić moich chłopców. To dlatego chcę ich na to przygotować.

Jednak jeżeli jest coś dzięki czemu choć w niewielkim stopniu mogę zmniejszyć zagrożenie – zrobię to.

Wy też możecie mi pomóc, wiecie w jaki sposób?

Uświadamiając Waszych bliskich, a przede wszystkim Wasze pociechy. Pielęgnując w nich wrażliwość na drugiego człowieka, pokazując, że „inne” nie znaczy gorsze. Ucząc, że piękno może być różnorodne, a to co najbardziej wartościowe w drugiej osobie jest tak na prawdę niewidoczne.

Tolerancja to ciągły i nieustający problem, z którym możemy walczyć waśnie tłumiąc go w zalążku.
Jestem psychologiem, jestem mamą Antosia i Kuby, rozszczep jest częścią naszej historii, którą codziennie staramy się okiełznać, by nie była naszym wrogiem, a nieodłącznym, oswojonym elementem. Nie jest to proste, ale możliwe, dlatego każdego dnia od nowa przemierzamy naszą drogę…

Informacje o tym, jak wspomóc organizację Operation Smile i ten wspaniały cel znajdziecie tutaj klikPrzelewając nawet niewielką kwotę pomagasz zmienić ludzkie życie.

Zapraszam Was również na naszą Polską stronę poświęconą rozszczepowym zagadnieniom klik.

A oto sprawca całego zamieszania rozszczep wargi i podniebienia

Projekt bez tytułu (19)
Projekt bez tytułu (20)
Projekt bez tytułu (21)

Słyszeliście wcześniej o wspomnianej kampanii?

Jeżeli macie jakiekolwiek pytania odnośnie rozszczepowej wady, możecie je zadać poniżej bądź podesłać mailowo.

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Informacje od Was są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi się rozwijać.

Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz, że może być przydatny, to udostępnij go swoim znajomym na Facebook'u, pozwoli to na zwiększenie ogólnej świadomości o tej wadzie.

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie  ;-) .

[FM_form id="3"]


Rodzeństwo

Rodzeństwo bez rywalizacji. Czyli jak wspierać swoje dzieci. cz.1

[fb_button]

Zgodne rodzeństwo - jak wspomóc dzieci w budowaniu zdrowej relacji

Oczekując narodzin Kubusia, bez ustanku zastanawiałam się jak postępować by Antoś (nasz pierwszy synek) w minimalnym stopniu odczuł pojawienie się nowego członka rodziny. Przecież jest moim ukochanym synkiem i nie chciałam, żeby pomyślał, że coś w tej sferze się zmieniło, że mniej go kocham, bo pojawiło się drugie dziecko. Chciałam, żeby pokochał braciszka i wiedział, że nadal jest dla mnie całym światem. Zdawałam sobie jednak sprawę z tego, że posiadając więcej niż jedno dziecko skazana jestem na rywalizacyjne potyczki między rodzeństwem. Oczywiście dopóki rywalizacja ta zachowuje granice zdrowego rozsądku, nie ma powodów do obaw. Przecież poprzez wzajemne oddziaływanie dzieci stymulują się do rozwoju. Gdy natomiast rywalizacja rodzeństwa zaczyna wychodzić poza granice normy i wywoływać problemy wychowawcze, wówczas należy podjąć działania.

Chciałam jednak  zapobiec tak skrajnej sytuacji i spróbować zminimalizować prawdopodobieństwo wystąpienia niezdrowej rywalizacji między braćmi.

Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Jak tego dokonać, przecież dzielenie się rodzicem, którego miało się dotychczas na wyłączność musi być bardzo, bardzo trudne.

 Zmień perspektywę

W pierwszej kolejności chciałam dokładnie zrozumieć, co w tej nowej sytuacji czuje Antoś. Pomogło mi w tym wyobrażenie sobie poniższej sytuacji.

Może spróbujesz?

Wyobraź sobie, że Twój małżonek obejmuje Cię ramieniem i mówi:

Skarbie, tak bardzo Cię kocham i jesteś taka cudowna, że zdecydowałem się na drugą żonę, podobną do Ciebie.

Na samą myśl, aż mnie zmroziło. Pomyślałam sobie: po moim trupie, co to, to nie!

Dobra, to jeszcze nie koniec, sprawdźmy dalej naszą zdolność miłości do bliźniego ;-)

Kiedy w końcu pojawia się nowa żona, zauważasz, że jest bardzo młoda i niezwykle urocza. Gdy wychodzicie gdzieś razem, wszyscy uprzejmie się z Tobą witają, ale wychwalają nowo przybyłą:

Czyż nie jest zachwycająca? Witaj, kochanie! Jesteś nadzwyczajna.

Potem zwracają się do Ciebie z pytaniem:

Jak Ci się podoba nowa żona?

Pomyślałam sobie…jak mi się podoba? Co to za pytanie? Oczywiście, że wcale mi się nie podoba.

To nie wszystko, lecimy dalej...

Nowa żonka musi się w coś ubrać. Mąż nie konsultując tego z Tobą szpera w Twojej szafie, zabiera Twoje swetry, sukienki i daje tamtej. Kiedy się sprzeciwiasz bystrze zauważa, że te rzeczy są dla Ciebie za ciasne, ponieważ trochę przytyłaś, a na nową będą pasowały idealnie.

Przecież to jakiś koszmar, to nie może być prawda – oddawaj moje kiecki Ty za chuda babo – pomyślałam.

rodzeństwo

To co jesteście gotowi na więcej? No dobrze…

Nowa „za chuda” żona szybko nabiera pewności siebie. Z każdym dniem wydaje się być bardziej bystra i coraz lepiej znać się na wszystkim. Któregoś popołudnia, kiedy z wysiłkiem zgłębiasz instrukcje obsługi komputera, który dostałaś od męża, tamta wpada do pokoju i wyszarpuje Ci ja z rąk mówiąc: „Pokaż, pokaż, mogę spróbować? Wiem, jak to zrobić.”

Jeszcze tego brakowało…ale to nie koniec.

Oczywiście nie przystajesz na jej „prośbę”, więc biegnie z płaczem do Twojego męża. Po chwili wraca z nim, zapłakana. Szanowny zaślubiony obejmuje ją ramieniem i mówi do Ciebie:

Dlaczego nie pozwalasz jej spróbować? Co Ci szkodzi? Dlaczego nie potrafisz się dzielić?

No tak, oczywiście to ja jestem najgorsza i to moja wina. Omotała go, zabrała mi wszystko co miałam – nienawidzę jej. Tego typu myśli tętniły mi w głowie.

A na deserek ostatnia scenka.

Wchodzisz do pokoju, a tam Twój mąż i nowa żona leżą razem w łóżku (tak, w waszym łóżku). On ją łaskocze, ona chichocze – sielanka. Po chwili mąż mówi do Ciebie, że od dziś będziesz spała sama w pokoju obok, a on z „nową” tutaj – przecież sama będzie się bała spać. Dobiło Cię to, żeby tego było mało dzwoni telefon, mąż pilnie musi wyjść do pracy. Prosi, żebyś pod jego nieobecność zaopiekowała się nową, tak by dobrze się czuła w waszym domu.

Już ja się nią zajmę – pomyślałam. Gdyby tak było naprawdę trudno byłoby mi zachować spokój. Na samo wyobrażenie budzą się we mnie mordercze instynkty.

Zmiana nastawienia

Jak się czujecie po tym, krótkim ćwiczeniu? Czy łatwiej jest Wam teraz spojrzeć na sytuację z perspektywy dziecka?

Przyznam, że dla mnie ta przytoczona scenka nie jeden raz była wybawieniem. Za każdym razem, kiedy miałam ochotę upomnieć Antosia za jego zachowanie w stosunku do Kuby, na ratunek przychodziło mi wspomnienie powyższej sytuacji. Poziom irytacji opadał praktycznie do zera. Jego zachowanie nagle stawało się dla mnie zupełnie uzasadnione i naturalne.

Trudno się dziwić, że maluchy mogą nie być zadowolone z pojawienia się rodzeństwa. Tak mały człowiek, a z iloma różnymi emocjami musi się borykać. Pamiętajmy również o tym, że układ emocjonalny dziecka nie jest ukształtowany na tyle by efektywnie sobie radzić z emocjami (więcej na ten temat przeczytasz tutaj).

Również u nas, na początku nie było wielkiego zachwytu młodszym bratem. Jednak zastosowanie kilku zasad pozwoliło nam przejść przez ten trudny czas i zacząć pracować nad upragnionym statusem zdrowej rywalizacji.

Musimy pamiętać o tym, że relacja między dwójką dzieci, jest wyjątkowa i specyficzna. Wzajemna miłość nie spada na nie, jak grom z jasnego nieba, tylko rodzi się stopniowo, wraz z upływem czasu, co wydaje się całkiem oczywiste. Jako rodzicom zależy nam, żeby dzieci darzyły się uczuciem, żyły w zgodzie i szacunku.

rodzeństwo

O co rywalizują dzieci?

Tymczasem na początku, może być zupełnie inaczej. Dla starszego z dzieci, mały braciszek jest zupełnie obcą osobą (młodszy ma o tyle łatwiej, że nie zna świata bez obecności brata). Między rodzeństwem może dochodzić do starć na różnych płaszczyznach. Rywalizują przecież o uwagę rodziców, terytorium, zabawki. Po za tymi elementami konflikt może pojawić się, ze względu na różnice osobowościowe i temperamentalne. Mamy przecież do czynienia z dwiema niezależnymi osobami.

Wspomniane potyczki mogą wynikać również z różnicy wieku - dzieci mają odmienne potrzeby i chcą różnych rzeczy, nie chcą się wspólnie bawić. Oczywiście w przypadku dzieci równie prawdopodobne jest to, że zabawa nie będzie przebiegała harmonijnie bo maluchy są w podobnym wieku i chcą tych samych rzeczy w tym samym czasie ;-) itd. I bądź tu rodzicu mądry…

Poza wiekiem i odmiennością potrzeb, prozaicznym powodem rozróby może być zwyczajnie - gorszy dzień. Tak samo, jak u każdego z nas, mieszkającego pod jednym dachem z drugą osobą, niezależnie od miłości jaką ją darzymy, czasami musimy od siebie odpocząć.

Zatem w jaki sposób zminimalizować rywalizację między rodzeństwem bądź jej zapobiec?

Oto kilka wskazówek:

  • Ucz dzieci umiejętności porozumiewania się ze sobą.
  • Zamiast bezustannie upominać jedno z dzieci by nie przeszkadzało rodzeństwu, naucz je stawać we własnej obronie.
  • Nigdy nie porównuj swoich dzieci do siebie nawzajem, ani do żadnego innego dziecka.
  • Zamiast stosowania przymusu dzielenia się z rodzeństwem, dawaj im możliwość decydowania. Wspierasz w ten sposób rozwój hojności i zmniejszasz prawdopodobieństwo konfliktu.
  • Staraj się stworzyć w swoim domu atmosferę szacunku i życzliwości.
  • Pomóż dzieciom stać się zespołem.
  • Upewnij się, że każde z dzieci ma wystarczającą ilość własnej przestrzeni.
  • Kochaj każde z dzieci, tak mocno jak tylko potrafisz.

Zapewne powyższe zagadnienia brzmią tajemniczo. Opisałam je szczegółowo, stosując konkretne przykłady w drugiej części, którą znajdziecie tutaj.

Zachęcam Was również do zapoznania się z innymi tekstami, o zbliżonej tematyce. O tym w jaki sposób rozmawiać z dzieckiem i czego unikać w komunikacji przeczytacie tutajtutaj oraz tu.

Dodatkowo polecam Wam książkę, którą uważam za obowiązkową pozycję w rodzicielskiej biblioteczce.

"Rodzeństwo bez rywalizacji. Jak pomóc własnym dzieciom żyć w zgodzie, by samemu żyć z godnością" autorstwa Adele Faber i Elaine Mazlish.

Jakie są Wasze doświadczenia w tym obszarze? W jaki sposób radzicie sobie z rywalizacją między dziećmi?

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Wasze interakcje są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi w rozwoju. Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz, że może być przydatny, to udostępnij go swoim znajomym na Facebook'u. Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie  ;-) .