przeprosiny

Nie przeproszę !!!

Z pozoru może się wydawać, że przeprosiny powinny być dla nas czymś zupełnie naturalnym, w końcu uczymy się ich od najmłodszych lat. Rodzice dbają o nasze dobre wychowanie, skłaniając nas do podania ręki „przeciwnikowi” po batalii stoczonej w przydomowej piaskownicy. Przeprosiny stanowią istotny element kulturowo przyjętej poprawności zachowania, są niejako symbolem zakopania wojennego topora. Umiejętność przepraszania ma ogromny wpływ na trwałość i jakoś nawiązywanych przez nas relacji, dlatego też jest tak bardzo ważna.

Choć słowo „Przepraszam” jest tak istotne, to mimo wszystko wydaje się jednym z najtrudniejszych do wypowiedzenia zwrotów. Zdarzają się wśród nas i takie gagatki, którym nie przejdzie ono nawet przez gardło.

Dlaczego tak jest, skąd bierze się ogólna niechęć do przepraszania?

Unikanie przeprosin

Zdaniem psychologów, unikanie przeprosin to często podświadoma próba ochrony zagrożonego „ja”. Większość ludzi, gdy wyrządzi komuś krzywdę lub sprawi przykrość, automatycznie zaczyna przepraszać, by jak najszybciej zdobyć przebaczenie i pozbyć się poczucia winy. Osoby mające problem z przepraszaniem nie reagują w ten sposób. Zamiast tego doświadczają nieuświadomionego lęku związanego z poczuciem zagrożenia, utratą autorytetu, władzy, statusu. Inicjowanie przeprosin uważają za oznakę słabości, a przepraszającego za przegranego.

W praktyce może wyglądać to, tak, że osoba ta wpadając na nas w tłumie, bez wahania bąknie krótkie „przepraszam”, jednak po kłótni z bliską osobą nie przyzna się do popełnionego błędu.

Dlaczego?

Jak się okazuje, słowa te niosą za sobą szereg psychologicznych konsekwencji, których niektórzy z nas chcą za wszelką cenę uniknąć…

O jakich konsekwencjach mowa?

Poczucie zagrożenia

Przyznanie się do nieodpowiedniego zachowania stanowi zagrożenie dla poczucia własnej wartości. Jest to szczególnie dotkliwe w przypadku osób, które nie potrafią oddzielić oceny swoich działań od oceny swojej osobowości. Błędnie utożsamiają jedno z drugim. Dlatego też w ich mniemaniu przepraszając - przyznają się do złego postępowania i tym samym do bycia złym człowiekiem. Unikając przeprosin, unikają przyznania się do błędu, chroniąc w ten sposób swoją samoocenę.

Poczucie wstydu

Dla większości z nas przeprosiny są związane z poczuciem winy. To ono skłania nas do wykonania kroku w kierunku wyjaśnienia sytuacji i zażegnania konfliktu. W przypadku osób niezdolnych do przepraszania silniejszym doznaniem jest wstyd, który jest znacznie bardziej destrukcyjny. O ile wina sprawia, że czujemy się źle z naszym działaniem, o tyle wstyd powoduje, że czujemy się źle z tym jacy jesteśmy.

Eskalacja konfliktu

Podczas gdy większość z nas uważa przeprosiny za możliwość rozwiązywania konfliktów interpersonalnych, tak dla osób mających z tym problem – owe przeprosiny – będą początkiem niekończącej się fali oskarżeń.  Wychodzą z założenie, że będzie to okazaniem słabości, którą druga osoba wykorzysta przeciwko nim. Obawiają się obarczenia wyłączną odpowiedzialnością za powstały spór oraz przypisania winy za wszystkie wcześniejsze nieporozumienia.

przeprosiny_konflikt

Regulacja emocji

Osoby stroniące od przeprosin, bardzo często w ten sposób starają się zarządzać swoimi emocjami. W jaki sposób? Po prostu czują się bardziej komfortowo i łatwiej sobie radzą z uczuciem gniewu, rozdrażnienia i dystansu emocjonalnego, a niżeli z bliskością i wrażliwością. Zatwardziałość w konflikcie pozwala im zachować dystans, stanowi swoisty mechanizm obronny. Podświadomie obawiają się, że każdy nawet najdrobniejszy gest w kierunku pojednania, sprawi, że wszystkie tak pieczołowicie budowane barykady runą i uwolnią smutek oraz rozpacz, z którymi ciężko jest sobie poradzić i względem których pozostaną bezsilni.

O ile prawdą jest, że regulacja takich emocji wymaga od nas wysiłku, o tyle błędnym przekonaniem jest, że głębokie doświadczanie trudnych emocji musi być traumatycznym i szkodliwym przeżyciem. Wręcz przeciwnie, skruszenie przysłowiowej, emocjonalnej skorupy jest niezwykle oczyszczające i może prowadzić do przeniesienia relacji na zupełnie inny, bardziej wartościowy poziom, oparty o emocjonalność i wzajemne zaufanie.

A u podstaw obaw…

Dlaczego niektóre osoby mają ewidentny problem z przepraszaniem? Skąd biorą się te obawy?

Za winowajcę poniekąd możemy przyjąć sposób, w jaki zostaliśmy wychowani oraz to, jakie są nasze dotychczasowe, przeprosinowe doświadczenia. To jeden z tych aspektów, który bagatelizowany na wczesnym etapie rozwoju dziecka, zbiera żniwa w przyszłości. Oczywiste jest, że każdy rodzic chce dla swojej latorośli tego, co najlepsze, dlatego też od najmłodszych lat wpaja dziecku, wszystko to, co potencjalnie ułatwi mu batalię z dorosłością.

 

I tak powinno być 😉, bo przecież naszą rodzicielską powinnością jest wspierać dziecię w rozwoju. Dobrze jednak pamiętać o czymś istotnym, mianowicie o tym, że prócz tego, CO przekazujemy naszym pociechom, ważne jest jeszcze, to w jaki sposób, to robimy. W tym właśnie tkwi cały szkopuł. Odwołując się do nauki „przepraszania”, często odbywa się ona poprzez nakaz wykonania, pozbawiony wyjaśnień tego, co tak naprawdę się wydarzyło i w czym tkwił problem. Dodatkowo całemu procesowi towarzyszy gniew, obwinianie, wpędzanie w poczucie wstydu i zmuszanie do posłuszeństwa. Gdy do tego dodamy brak pozytywnych wzorców, które dziecko mogłoby naśladować…recepta na niechęć do przepraszania gotowa. (O tym, jak nauczyć dziecko „przepraszać” przeczytacie tutaj =>klik). I jak tu ochoczo podejść do przepraszania?

Spójność wzorców

Najbardziej efektywnie i najszybciej uczymy się, obserwując zachowania innych osób.

Tak samo sprawa wygląda w przypadku nauki „przepraszania”.

Przyjrzyjmy się zatem przeciętnym, „przeprosinowym” doświadczeniom. Jakie zachowania mamy bądź mieliśmy szansę zaobserwować?

Niezależnie czy bohaterami są nasi rodzice, czy też bliscy lub dalsi znajomi, wszyscy uczestniczą w wyścigu z czasem, w boju o kolejny zrealizowany cel. Zatracając się w owej pogoni, usprawniają swoje funkcjonowanie, posługując się schematami, stereotypowym myśleniem i automatyzacją pewnych czynności. W efekcie wpadają w pułapkę, z której ciężko wybrnąć z twarzą. Przyjrzyjmy się temu bliżej.

Patrzymy, patrzymy i cóż takiego widzimy?

Przed nami zapracowany rodzic, starający się poskromić codzienność, który trzymając w garści cały dom, raczej stroni od przepraszania swej pociechy za błahostkę będącą przecież tylko „rodzicielskim niedopatrzeniem” ... Wszak nic wielkiego się nie stało, a już na pewno nie jest to przewinienie warte kompromitacji i płaszczenia się przed własnym dzieckiem.

Dobre usprawiedliwienie, ale czy na pewno to tylko błahostka i niedopatrzenie?

Kolejna przykładowa sytuacja dotyczy stereotypowego starcia płci.

Oto facet, taki sobie "Figo Fago", jak twierdzi, nie należy do gatunku pantoflarza pospolitego, a już na pewno nie jest z tych „miętkich” chłopaczków, którzy to przepraszając za byle pierdołę, okazują swoją słabość. Dlatego o przeprosinach w jego wykonaniu możemy zapomnieć. Po drugiej stronie barykady skrupulatnie okopała się „Ona”, „żona”, „matka”, „kobieta”. Przecież nie po to rozdrapuje i posypuje solą rany, wspominając wszystkie przewinienia swego „twardziela”, żeby teraz opuścić gardę i potulnie przyznać się do błędu. A nóż luby pomyśli, że to tylko jej wina, albo - co gorsza - poczuje, że ma ją w garści, bo za łatwo mu przyszło pojednanie. O nie! Chce dziadyga zgody, musi się postarać…

Tym sposobem przeprosiny stają się próbą sił. Kto pierwszy padnie na kolana? Kto pokaże, że mu bardziej zależy? Koniec końców, wcale nie chodzi o to, by rozwiązać dany konflikt i wyciągnąć wnioski z zaistniałej sytuacji. Ważniejsze jest zdobycie przewagi, argumentu będącego dowodem na to, kto, komu dyktuje warunki. Proste? Proste, sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie 😉.

Wiedząc, że mały człowiek dorasta, obserwując i uczestnicząc w takich i podobnych sytuacjach trudno się dziwić, że nabywa niemal wkodowanej niechęci do przepraszania i wszystkiego, co z nim związane. W ten oto sposób powstają negatywne skojarzenia, które wiernie towarzyszą nam w dorosłym życiu, gdzie „przepraszam” kojarzy się z poddaństwem, poczuciem niższości i pokazem sił.

Tymczasem…

Skoro mowa o pokazywaniu, to prawda jest taka, że przepraszając, pokazujemy swoją siłę, dojrzałość, wrażliwość, empatię i profesjonalizm. „Przepraszam” nie jest synonimem słabości, niższości, uległości, eskalacji konfliktu czy zagrożenia. To swoista praca nad samym sobą, która wymaga od nas autorefleksji i pokory. Aby przeprosiny były skuteczne, należy dokładnie przeanalizować konfliktową sytuację, uświadomić sobie i zaakceptować odpowiedzialność za niecne poczynania oraz postanowić poprawę 😉.
Więcej o formułowaniu skutecznych przeprosin przeczytacie już niebawem.

Jestem ciekawa jakie są Wasze doświadczenia w tym obszarze?
Podzielcie się nimi w komentarzu poniżej tekstu.

Ściskam,
Karola

 

 


jak_wspomagac_rozwoj_emocjonalny_dziecka

Jak wspomagać rozwój emocjonalny dziecka

Czy wiecie, że Eskimosi, których świat, jak okiem sięgnąć jest niekończącym się pasmem białego puchu, mają co najmniej 50 słów określających odmiany śniegu? Eskimoskie dzieci uczą się rozpoznawać i nazywać owe śnieżynki, po prostu wychwytując różnice z kontekstu codziennych sytuacji.

Podobnie, jest z nauką, a właściwie z rozpoznawaniem emocji przez nasze pociechy. Dzieci obserwując nas – rodziców uczą się emocjonalnego świata, rozumienia własnych emocji i reakcji innych osób. Dostrzeżenie, zrozumienie i zaakceptowanie emocji jest pierwszym krokiem w nauce ich regulacji.

Emocje jak eskimoski śnieg

Jakiś czas temu trafiam na Koło uczuć autorstwa Glorii Willcox, które barwnie ilustruje różnorodność emocji i zachowań przez nie wywoływanych. Jest ono świetną analogią dla 50 odmian eskimoskiego śniegu ;-).

Na jego podstawie przygotowałam poniższą grafikę, może Wam się przydać podczas „emocjonalnych pogawędek” z dziećmi.

rozwijac_emocjonalnosc_dziecka

Gdy 50 to za dużo…

Jeżeli natomiast dojdziecie do wniosku, że przytłacza Was ilość zawartych w niej stanów emocjonalnych, spokojnie możecie „obracać się” w kategoriach tylko czterech podstawowych emocji.

Radość

Nie muszę wiele tłumaczyć i opisywać, ile korzyści niesie ze sobą odczuwanie radości. Nie dość, że emocja ta ma pozytywny wpływ na osobę jej doświadczającą, to jeszcze zasięgiem poprawia samopoczucie osób będących w pobliżu (nie bez przyczyny tak często mówi się o zaraźliwości uśmiechu). Odczuwając radość, odprężamy się, jesteśmy niemal „lżejsi” oraz bardziej wyrozumiali wobec innych. Oczywiście na tym nie koniec wpływu tego pozytywnego stanu, nasze dziania są bardziej impulsywne, spontaniczne oraz żywiołowe. Gdy uskrzydleni optymizmem latamy pod sufitem, musimy uważać, by z hukiem nie gruchnąć na ziemię. Ewentualny upadek może być spowodowany obniżoną czujnością, zmniejszonym poziomem krytycyzmu, zbytnią skłonnością do ryzyka i zmniejszoną umiejętnością analitycznego myślenia.

Strach

Strach – jest reakcją na zagrożenie. Pojawienie się tej emocji jest dla nas sygnałem ostrzegawczym, wzmagającym czujność, motywującym do działania.  Zazwyczaj boimy się kogoś lub czegoś, źródło naszych obaw ma realny wymiar. Może się jednak zdarzyć, że przybiera on formę „irracjonalnych lęków”. Reakcją na strach może być ucieczka, walka, prośba o pomoc, przyjmowanie pozycji zamkniętej. Wszystko zależy od okoliczności, naszych wcześniejszych doświadczeń oraz wzorców zachowań, które zostały nam społecznie przekazane. Mimo jego mobilizującej funkcji strach nie jest pożądaną i lubianą emocją.

Smutek

Czy jest ktoś, kto lubi się smucić? No właśnie… to na ch…rę nam taka emocja?

Wbrew pozorom i naszemu nastawieniu jest bardzo potrzebna. To jedna z emocji, która pomaga nam w przystosować się do zmieniających się okoliczności, przygotowuje do zaakceptowania nowej rzeczywistości. Smutek wiąże się rozczarowaniem, stratą, porażką, poczuciem odrzucenia, brakiem miłości. Bardzo często jest wyrazem żałoby czy żalu. Każda emocja również ta o ujemnym zabarwieniu jest nam bardzo potrzebna, informuje nas o tym, ile określone doświadczenie dla nas znaczy, pozwala powściągnąć odpowiednie działanie, sprawia, że potrafimy zrozumieć otaczający nas świat. Oczywiście również w przypadku smutku potrzebny jest umiar, gdy zbyt długo go przeżywamy, może wpędzić nas w stany depresyjne.

Gniew

To najczęstsza reakcja na zagrożenie, krzywdę, frustrację czy atak. To on mobilizuje nas do odmowy, protestu czy zaznaczenia swojej granicy. Pojawia się, gdy czujemy, że ktoś narusza nasze wartości. Niekontrolowany gniew prowadzi do agresji, nadmiernie kontrolowany natomiast do powstawania urazy.

Emocjonalna paleta barw

Świat emocji nie jest monochromatycznym płótnem, wręcz przeciwnie jest niczym wielobarwny pejzaż, w którym można dostrzec każdą z dostępnych barw. Oczywiście, jako rodzice wolelibyśmy obserwować u naszych pociech obrazki pomalowane tylko „pozytywnymi” emocjami, tymi łatwiejszymi do zaakceptowania. Kierując się dobrymi intencjami, chcielibyśmy chronić nasze pociechy przed rozczarowaniem, niepokojem, smutkiem czy złością, mając nadzieje, że w ten sposób zapewnimy im szczęśliwe i dobre dzieciństwo. Prawda jest jednak taka, że świat tak nie wygląda, a mały człowiek powinien poznać i zrozumieć każdą emocję. Tylko w ten sposób przygotujemy go do funkcjonowania prawdziwym świecie. Akceptacja i przyzwolenie na odczuwanie, każdej emocji jest kolejnym ważnym elementem w kształtowaniu dziecięcej emocjonalności. Każda emocja jest istotna, każda z nich pełni ważną funkcję i zupełnie normalne jest, że je odczuwamy.

Jak rozwijać dziecięcą emocjonalność?

Nie ma bardziej efektywnego sposobu nauki niż praktyczne doświadczanie. Nasza codzienność stwarza idealne warunki dla wspierania rozwoju emocjonalności naszych pociech. Jak do tego podejść? To nic skomplikowanego, wystarczy, byśmy po prostu zaczęli mówić o uczuciach. Zarówno o tych, które sami odczuwamy, jak i o tych, które dostrzegamy u naszych dzieci oraz innych ludzi. Mówiąc o emocjach w nieoceniający, akceptujący sposób, uczymy dzieci ich rozpoznawania takimi, jakie są.

rozmowa_o_emocjach

Poniżej podrzucam kilka przykładów na to, jak wpleść w codzienną komunikację rozmowy o emocjach:

  • „Wyglądasz na zdenerwowanego. Co się stało?”
  • „Widzę, że żywiołowo podskakujesz. Musisz być podekscytowany, prawda?"
  • "Czy dobrze rozumiem, że jesteś spokojniejsza i czujesz się bezpieczniej, gdy wiesz dokładnie, co się wydarzy?"

Kiedy rozmawiamy z dzieckiem o emocjach, warto byśmy powstrzymali się od wydawania ocen i sądów na temat tego, co naszym zdaniem powinno czuć. Najlepiej jest odnosić swoje spostrzeżenia do konkretnych zachowań, reakcji, do tego, co realnie jesteśmy w stanie zaobserwować. Taka forma rozmowy pozwoli naszej pociesze połączyć element zachowania, z tym, co wewnętrznie odczuwa. Dobrym sposobem na skłonienie dziecka do refleksji jest zadawanie mu pytań na przykład takich jak te:

  • Po czym poznajesz, że jesteś zdenerwowana?
  • Skąd wiesz, kiedy się złoszczę?
  • Kiedy jesteś zły na swojego przyjaciela, co możesz zrobić, by poczuć się lepiej?
  • Jak sądzisz, kiedy podejmujesz lepszą decyzję, gdy jesteś zdenerwowany czy spokojny?
  • Co pomaga ci się uspokoić, kiedy jesteś zły?

Dobrym ćwiczeniem jest wspólne obserwowanie zachowania innych osób np. podczas spaceru, wtedy podczas rozmowy można dopytywać:

  • "Ta dziewczynka wygląda na niezadowoloną. Zastanawiam się, dlaczego jest smutna?
  • "Jak myślisz, czego chce/potrzebuje?"
  • "Czy jest coś, co możemy zrobić, aby pomóc?"

Stosując tego typu pytania, wspomagamy rozwój empatii naszych pociech.

Niczym odbicie w lustrze

Bardzo dobre efekty przynoszą zwykłe rozmowy toczące się między rodzicami w obecności jednego z dzieci, na temat potrzeb i odczuć drugiego malucha. W ten prosty sposób kształtujemy wzajemną empatię między rodzeństwem i budujemy pozytywną relację między dziećmi. Do wieczornych rytuałów warto dołączyć jeden, stały element – pogadankę. Rozmawiać można o wszystkim, o wydarzeniach, które miały miejsce w przedszkolu, o bohaterach przeczytanego opowiadania, ważne jednak, by nie pominąć tematu uczuć, emocji i zachowań. W ten sposób kształtujemy prospołeczne (pozytywne) zachowania naszych pociech, które zwiększają ich wrażliwość oraz zmniejszają agresję wobec rówieśników.

Z rozwojem emocjonalnym jest tak samo, jak ze zdobywaniem każdej innej umiejętności. Nasze dzieci uczą się przez obserwację, naśladowanie i doświadczanie. Dlatego tak istotne jest nasze nastawienie, poglądy oraz zachowanie. Jeżeli na co dzień mówimy o emocjach, nazywamy je i okazujemy, w naturalny sposób kształtujemy dziecięcą emocjonalność. Nawet małe dzieci mogą nauczyć się rozpoznawać i wyrażać emocje, a to ogromny krok w kierunku nauki zarządzania nimi.

Jakie są Wasze sposoby na wspieranie rozwoju dziecięcej emocjonalności?

Być może zainteresują Was jeszcze artykuły:

 


czego_dorosli_ucza_sie_z_bajek

Czego dorośli uczą się z bajek dla dzieci?

Któż z nas nie lubi bajek czy ciekawych opowieści? Mam przekonanie graniczące niemal z pewnością, że każdy posiada co najmniej jedną ulubioną bajkę, do której z przyjemnością wraca. Przyznam, że moje dzieci nie muszą mnie długo namawiać (a nawet wcale tego nie robią) byśmy wspólnie przeczytali którąś z bajkowych historii i przenieśli się do świata fantazji. Równie chętnie zasiadam do ulubionych kreskówek z dzieciństwa, czy nowych, animowanych produkcji.

Nie bez powodu baśnie czy bajki od dawna nazywano literaturą pocieszenia, która ułatwia radzenie sobie z nieprzyjemnymi emocjami, działa uspokajająco i tłumaczy wiele społecznych zjawisk. Dla dzieci to skarbnica wiedzy o otaczającym je świecie. Bajki pomagają w zrozumieniu siebie i ludzi. Rozwijają wrażliwość, wyobraźnię i wzbogacają słownictwo malucha. By wszystkie te walory mogły wystąpić niezbędne są dwa elementy: treści muszą być odpowiednio dobrane do wieku naszej pociechy oraz każdorazowo po przeczytaniu tekstu powinniśmy z dzieckiem o nim porozmawiać. Dzięki temu damy maluchowi możliwość zadania pytań, uzyskania wyjaśnień i wyciągnięcia tego co najlepsze z magicznej opowieści.

A o czym nam, dorosłym przypominają bajki? Czego nas uczą?

Nie odkryję Ameryki stwierdzeniem, że autorzy bajek czy twórcy kreskówek i filmów animowanych pod płaszczykiem mniej lub bardziej sympatycznych postaci, przemycają wiele wartościowych prawd. Któż z nas czytając bądź oglądając „Kubusia Puchatka”, „Małego Księcia”, „Shreka” nie uśmiał się do łez czy autentycznie nie wzruszył?

Jest wiele prawd, które są „przemycane” w bajecznych utworach, poznajmy kilka z nich.

Pielęgnuj miłość, przyjaźń i relacje z innymi

Nawiązywanie relacji międzyludzkich to nieodzowna potrzeba i część naszego życia. To również najważniejsza praktyczna umiejętność społeczna, która pozwala nam funkcjonować w grupie. W sieci powiązań interpersonalnych istnieje wiele różnych relacji: między małżonkami, między rodzeństwem, między dziećmi a rodzicami, między przyjaciółmi, między współpracownikami itd. Właśnie tak różnorodne relacyjne powiązania możemy zaobserwować w czytanych czy oglądanych bajkach. To dzięki nim również my – dorośli mamy szansę przypomnieć sobie, jak ważną rolę w naszym życiu pełnią bliskie nam osoby, że relacje należy pielęgnować i warto o nie dbać. Biorąc pod uwagę codzienny pęd w jakim funkcjonujemy, zdarza się, że te ważne aspekty nam umykają.

 „Miłość nie polega na tym, aby wzajemnie sobie się przyglądać, lecz aby patrzeć razem w tym samym kierunku.” Mały Książę
„Dla całego świata możesz być nikim, dla kogoś możesz być całym światem.” Mały Książę
„Piękną twarz możesz pamiętać przez wiele dni, ale piękną duszę zapamiętasz na całe życie” Dzwonnik z Notre Dame
„A oto mój sekret. Jest bardzo prosty: dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu…” Mały Książę
 „Nawet nie wiem co to miłość. - Ej to łatwe. Ja wiem. Miłość to... jak bardziej się martwisz o kogoś niż o siebie.” Kraina Lodu

relacje

„A jeśli pewnego dnia będę musiał odejść? Spytał Krzyś, ściskając Misiową łapkę. Co wtedy? Nic wielkiego? Zapewnił go Puchatek. Posiedzę tu sobie i na ciebie poczekam. Kiedy się kogoś kocha, to ten drugi ktoś nigdy nie znika.” Kubuś Puchatek
 „Przyjacielu, jeśli będzie ci dane żyć sto lat, to ja chciałby żyć sto lat minus jeden dzień, abym nie musiał żyć ani jednego dnia bez ciebie.” Kubuś Puchatek
 „Kocham cię tak bardzo, jak szeroko rozkładam ramiona i od ziemi, aż po czubeczki moich stóp, i kocham cię jak stąd do księżyca” Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham

Wyznaczaj cele i konsekwentnie je realizuj

Z niejednego źródła wiemy, że wyznaczanie celów jest bardzo ważne i daje wiele korzyści. Współczesny model życia związany jest z nagłymi zmianami. Wyznaczanie celów pozwala nam utrzymać zamierzony kierunek i wpływ na to co się dzieje w naszym życiu, lepiej zarządzać czasem. Dzięki nim nie musimy zmagać się z przekonaniem, że nasze życie zależy od innych ludzi czy od przypadku. Ponadto cele nadają sens naszemu funkcjonowaniu. Osiąganie ich sprawia, że czujemy się szczęśliwsi i bardziej pozytywnie nastawieni, mamy wyższe poczucie własnej wartości. Dlatego też w wielu bajkach przewija się ten ważny wątek.

„Wyznacz sobie cel, a na pewno się uda. Po tym poznaje się mistrza.” Na fali
 „…Czy nie mógłby pan mnie poinformować, którędy powinnam pójść? mówiła dalej. To zależy w dużej mierze od tego, dokąd pragnęłabyś zajść - odparł Kot-Dziwak. Właściwie wszystko mi jedno. W takim razie również wszystko jedno, którędy pójdziesz. Chciałabym tylko dostać się dokądś – dodała Alicja w formie wyjaśnienia – Ach, na pewno tam się dostaniesz, jeśli tylko będziesz szła dość długo.” Alicja w Krainie Czarów
„Bo kiedy ktoś podąża za głosem serca to dochodzi, dokąd chce. Osiąga to co chce, Pod warunkiem, że spróbuje” Madagaskar 3

cele

„A teraz chciałabym Wam coś pokazać. Kręgi na wodzie. Na początku są małe, a potem patrzcie, jak się powiększają. Ale musi być ktoś kto je zacznie” Pocahontas
„Ciągle myśląc o tym co było, stracisz z oczu to co może być” Ratatuj

Bierz sprawy w swoje ręce

Przejęcie kontroli nad tym co dzieje się w naszym życiu jest ściśle związane z wspomnianymi wcześniej celami. By móc w pełni świadomie podejmować decyzje musimy zadbać by nie ograniczały nas błędne przekonania. Największą satysfakcję przynosi działanie, realizacja marzeń, postanowień z pełną odpowiedzialnością za swoje życie. Wśród bohaterów bajkowych opowieści bywają też tacy, którzy dzielą się swoimi przemyśleniami również w tym obszarze.

„Życie to nie sport dla widzów, jak będziesz się przyglądał, to ani się obejrzysz, jak przejdzie Ci koło nosa.” Dzwonnik z Notre dame
„Niektórzy mówią, że nad losem nie da się zapanować, że przeznaczenia nic nie zmieni, ale ja wiem swoje. Los jest częścią naszego życia. Trzeba tylko trochę odwagi, by to zrozumieć.” Merida Waleczna
„Dla przeszłości nie można zrobić nic, dla teraźniejszości prawie nic, ale dla przyszłości wszystko” Odlot

Uwierz w swoje możliwości i bądź sobą

Wiara w siebie to główna siła napędzająca nas do działania, bez niej nie jesteśmy w stanie nie tyle dokończyć, co nawet zacząć realizować zadanie. Chcąc odnieść sukces, zakończyć jakiekolwiek przedsięwzięcie musimy wierzyć, że jesteśmy w stanie to zrobić, że posiadamy zasoby i kompetencje, by osiągnąć zamierzony cel. Dlatego bardzo ważnym elementem jest praca nad poczuciem własnej wartości.

„Odwaga jest na wyciągnięcie ręki: nie trzeba jej kupować za pieniądze. Nie trzeba się jej uczyć w szkole! Odwaga to jest coś, no nie? Jeśli masz odwagę, to wszystko musi się udać! Piotruś Pan
 „Miarą prawdziwego bohatera nie jest siła mięśni, ale siła serca.” Herkules
 „Pokaż, że jesteś odważny, szczery i bezinteresowny, a pewnego dnia będziesz prawdziwym chłopcem” Pinokio
„Przestań na siłę być tym kim nie jesteś” Jak wytresować smoka

Ciesz się z małych rzeczy

O tym, że żyjemy w pośpiechu i nie mamy na nic czasu wspominałam już wcześniej. Czasem mamy nawet wrażenie, że życie ucieka nam między palcami. Realizujemy swoje plany, ustalamy nowe cele, pniemy się po drabinie kariery. Zapominamy o tym, co jest naprawdę istotne. Wypoczynek czy drobne przyjemności to nieustannie odwlekane w czasie marzenie, a gdy już dojdzie do jego realizacji okazuje się, że nie potrafimy z tego w pełni skorzystać, cieszyć się tym co mamy i docenić czas bez zobowiązań. Zwiększanie uważności, przekierowanie uwagi na codzienne, małe rzeczy, które mogą poprawić nam humor, czy sprawić radość, to dobry sposób na zapobieganie życiowemu pędowi. Umiejętność cieszenia się drobiazgami  to dar, który nas uszczęśliwia, nadaje sens naszemu działaniu i uwrażliwia nas na to, co niewidoczne, ale bardzo ważne w naszym życiu.

„Ludzie z Twojej planety hodują pięć tysięcy róż w jednym ogrodzie… i nie znajdują w nich tego, czego szukają… A tymczasem to, czego szukają, może być ukryte w jednej róży.” Mały Książę

radość

„Zawsze się wydaje, że w innym miejscu będzie lepiej.” Mały Książę
„Dzisiejsze wyjątkowe chwile są tylko jutrzejszymi wspomnieniami” Alladyn

Ucz się na błędach i nie przejmuj się przeciwnościami losu

Wiadomym jest, że tylko ten, kto nic nie robi, nie popełnia błędów. Najważniejsze, byśmy nie załamywali się upadkiem, tylko wbrew przeciwnościom podnieśli się i dalej dążyli do obranego celu. Bajkowi bohaterowie również nam o tym przypominają.

 

„Przeszłość często boli. Można od niej uciekać albo wyciągnąć z niej jakieś wnioski.” Król Lew

„Czasami właściwa droga nie jest wcale łatwiejsza.” Pocahontas
"Wiesz co się robi jak życie dołuje? Mówi się trudno i płynie się dalej." Gdzie jest Nemo

 Powyższe przykłady to tylko kropla w morzu wartości, które możemy czerpać z bajek. Oczywiście wątki te przewijają się w całej fabule utworu i przeplatane są w różnych kontekstach sytuacyjnych. Dla nas, osób dorosłych są niczym muzyka, która porusza wrażliwe struny naszej duszy i przypomina o najważniejszych, życiowych wartościach. Dla dzieci bajki są niczym elementarz napisany językiem obrazów, który pobudza wyobraźnię, kształtuje ich postawy moralne, rozwija pamięć i koncentrację oraz dostarcza mnóstwa informacji o świecie. Odpowiednio dobrane bajki mogą służyć nadrzędnemu celowi, jakim jest rozwój i edukacja. Bawią, koją, uczą, dlatego tak chętnie do nich wracamy, niezależnie od tego w jakim jesteśmy wieku.

Reasumując bajki to skarbnica wiedzy, z której mogą korzystać nie tylko dzieci. Przenoszą nas - dorosłych  w czasy dzieciństwa, przypominają niezwykłe chwile, zapachy, marzenia… Dzięki nim pamiętamy o tym, co o dla nas ważne i odnajdujemy w sobie dziecko, które wierzy, że wszystko jest możliwe wystarczy tylko chcieć…

Jakie są Wasze ulubione cytaty z bajek? Podzielcie się nimi w komentarzu ;-)


pozytywny_wpływ_zwierzat

Pozytywny wpływ zwierząt na nasze zdrowie

Od dawien dawna zwierzęta są naszymi towarzyszami. Jednak na przestrzeni lat zmienia się ich rola w naszym życiu. Kiedyś były wsparciem w przydomowych pracach, dziś strzegą domowego ogniska, jako członkowie naszych rodzin. Każdy kto posiada bądź posiadał zwierzęcego przyjaciela wie, jak wiele dobrego wnosi on w nasze życie. By nie pozostawić tego stwierdzenia tylko intuicji i odczuciom przyjrzyjmy się naukowym dowodom potwierdzającym pozytywny wpływ zwierząt na ludzkie zdrowie. Co zatem zyskujemy posiadając czworonożnego pupila?

Działanie terapeutyczne

Znakomitym przykładem pozytywnego  wpływu zwierząt na człowieka jest stosowanie zooterapii. Wykorzystuje się w niej leczniczy wpływ dotyku. Powoduje on wydzielanie endorfin, hormonów szczęścia. Obecność zwierząt odblokowuje wiele ludzkich reakcji, pewnie dlatego, że przyjmują nas one takimi, jakimi jesteśmy, nie oceniają, nie traktują inaczej osób zdrowych i niepełnosprawnych. W jednej chwili potrafią wywołać uśmiech na strapionej twarzy swojego kompana. Badania przeprowadzane na całym świecie potwierdzają dobroczynne działanie zwierząt na ludzki organizm, stan fizyczny, a przede wszystkim psychiczny. Dlatego coraz częściej stosowane są terapie dla chorych z udziałem zwierząt. W Polsce najpopularniejsza jest dogoterapia (kontakt z psem), hipoterapia (kontakt z koniem) i felinoterapia (kontakt z kotem). Na świecie znane są również onoterapia (kontakt z osłami i mułami) oraz delfinoterapia (kontakt z delfinami).

pozytywny_wpływ_zwierzat_kon

Przyjrzyjmy się zatem dokładniej poszczególnym zmianom zachodzącym w naszym życiu i w naszych organizmach za sprawą naszych milusińskich.

Nie taki nerwowy, jak go malują…

Niesamowite jest to, że efekty redukcji stresu są widoczne nawet podczas przebywania w jednym pomieszczeniu z ulubieńcem. Spoglądanie na pupila cieszącego się na nasz widok, czy też przytulanie się do niego, aktywuje w naszym organizmie wydzielanie oksytocyny. Hormon ten wpływa na budowanie więzi i budzi opiekuńcze instynkty. W dodatku zwiększenie wydzielania oksytocyny wpływa na obniżenie poziomu kortyzolu, nazywanego hormonem stresu. Metodę obcowania ze zwierzętami stosuje się m.in.  w leczeniu stresu pourazowego u weteranów wojennych.

Samo towarzystwo psa czy kota sprawia, że łatwiej radzimy sobie z trudnymi sytuacjami. Towarzyszą nam wówczas mniejsze obawy, napięcie i zdenerwowanie.

Zwierz kontra zawał

Nie ma wątpliwości, że codzienne spacerowanie z czworonożnym przyjacielem  pomaga utrzymać poziom złego cholesterolu w ryzach. Opinię tę potwierdzają badania australijskiej Narodowej Fundacji Kardiologicznej. Eksperci zauważyli, że ludzie posiadający psa, zwłaszcza mężczyźni, mają mniejsze skłonności do nadciśnienia, nadwagi i podwyższonego cholesterolu niż osoby, które nie mieszkają z pupilami.

Pocałuj żabkę w łapkę

Tu istotną rolę odgrywa wspomniane wcześnie głaskanie zwierząt futerkowych. Badania naukowców ze Stanowego Uniwersytetu Nowego Jorku w Buffalo dowiodły, że na ludzi z nadciśnieniem głaskanie kota czy psa działa tak, jak gdyby przyjmowali połowę zalecanej przez lekarzy dawki leku na obniżenie ciśnienia.

Także zabawa z psem obniża za wysokie ciśnienie krwi, nawet sama obecność zwierzęcia w jednym pomieszczeniu powoduje obniżenie niepokoju. Zwierzęta nie muszą mieć czterech łap i futra, by wywierać na nas pozytywny wpływ. Mowa o rybkach, które odgrywają też istotną rolę i nie jest to za sprawą spełnionego życzenia. Obserwowanie rybek pływających w akwarium działa uspokajająco. Natomiast ptaki, papugi i kanarki rozweselają swoich kompanów.

Pieski małe dwa...

O wpływie spacerowania na obniżenie poziomu cholesterolu już wspominałam, czas na kolejny atut wspólnej aktywności. Okazuje się, że pies jest lepszym kompanem na szwendanie się po mieście niż jakikolwiek kumpel. Dlaczego? Otóż badania wskazują, że ludzie, którzy wychodzą na spacer z czworonogiem, cieszą się lepszą kondycją niż ci, którzy preferują przechadzki w towarzystwie znajomych czy rodziny. Kolejne wyniki pokazały, że posiadacze psów spacerują średnio 300 minut tygodniowo, podczas gdy ludzie bez zwierzęcia chodzą średnio, niemal o połowę mniej, bo zaledwie 168 minut. Ponadto psiarze mają o 54 proc. większą szansę na osiągnięcie zaleconej przez lekarzy „dawki” codziennego ruchu.

Pozytywny wpływ zwierząt na nasze zdrowie

Niższy cholesterol, ciśnienie krwi, zredukowany stres i lepsza kondycja – ten zespół korzyści wynikający z posiadania zwierzęcia wpływa na zmniejszenie ryzyka chorób sercowo-naczyniowych. Potwierdzają to wnioski z badań z 2013 r. Amerykańskiego Towarzystwa Kardiologicznego, które podkreśla, że zwierzęta futerkowe (zwłaszcza psy) zwiększają szansę pacjenta na dłuższe życie w zdrowiu i dobrej kondycji.  Inne badania z kolei wykazały, iż w ciągu 10 miesięcy od kupienia zwierzęcia jego właściciele rzadziej cierpieli na drobne dolegliwości somatyczne, takie jak katar, kaszel, bóle pleców, głowy czy też bezsenność. Zweryfikowano również częstotliwość wizyt lekarskich i okazało się, że osoby, które mieszkają z czworonogiem, rzadziej chodzą do lekarzy niż osoby nie posiadające zwierząt. Właściciele psów odwiedzali lekarzy o 8% rzadziej niż osoby nie posiadające zwierząt, a właściciele kotów o 12%.

pozytywny_wpływ_zwierzat_spacer

Antyalergiczny przyjaciel

Wbrew bardzo częstym rodzicielskim obawom badania dowiodły, że dzieci, które do szóstego miesiąca życia miały kontakt ze zwierzętami, rzadziej cierpią na alergię, uczulenia, wypryski i astmę w późniejszych latach. Maluchy wychowane na wsi, otoczone kotami, psami, krowami czy nawet sporadycznie myszami, mają lepiej ukształtowany system immunologiczny.

 Najlepszy antydepresant

Czas na aspekt psychologiczny posiadania zwierzęcego przyjaciela. Bliska relacja z pupilem łagodzi przebieg depresji, a nawet pomaga ją wyleczyć. Szczególny wpływ na polepszenie samopoczucia mają psy, które redukują napięcie, poprawiają samoocenę i utwierdzają w poczuciu autonomii i byciu kompetentnym . Pupile dają coś, na czym człowiek z depresją może się skoncentrować, dzięki czemu może oderwać się od myślenia o problemach i chorobie. Duże znaczenie odgrywają tu również pozytywne emocje, zarówno te odczuwane przez nas do zwierzaka, jak i te, które pupil nam okazuje. To bezgraniczna akceptacja i przyjaźń.

Zastrzyk przeciwbólowy

Wszystko dzięki odwróceniu uwagi od fizycznego cierpienia.  Obserwacje pacjentów w szpitalach dowiodły, że osoby, które miały kontakt z ukochanymi zwierzętami, w cyklicznie prowadzonych ankietach deklarowały niższy poziom bólu. Zaobserwowano, że pacjenci, którzy poddali się operacji wymiany stawu biodrowego, po zastosowaniu „zwierzęcej terapii” przyjmowali mniej leków przeciwbólowych.

Niczym zwierzęta stadne

Zwierzęta uczą nas empatii, okazywania uczuć i budowania trwalszych relacji z innymi osobami. Bez wątpienia kształtują w nas poczucie odpowiedzialności oraz troski o innych. Nie możemy również pominąć może prozaicznej kwestii, ale jakże istotnej jaką jest zwiększenie możliwości kontaktów interpersonalnych podczas codziennych spacerów z pupilami. Zyskujemy okazję do wyjścia z czterech ścian i rozmowy z innymi „spacerowiczami”.

Domowy monitoring zdrowia

Zwierzęta są bardzo wrażliwe na wszelkie zmiany zachowania właściciela. Okazuje się, że czuły nos niektórych psów potrafi wyczuć chociażby poziom cukru u diabetyków, zanim jeszcze zauważy to sam właściciel. Gdy chorym na cukrzycę spada poziom glukozy, dochodzi w ich organizmie do kwasicy ketonowej, czyli stanu, w którym zamiast cukru spalany jest tłuszcz. Zmienia się wówczas zamach oddechu, co wyszkolone psy znakomicie wyczuwają.

 Z czworonogiem nam do twarzy

Zwierzęta nie oceniają i akceptują właściciela takim, jaki jest, bez względu na wygląd czy zachowanie, kochają bezwarunkowo. To wszystko wpływa na podwyższenie naszej samooceny. Oczywiście postawa ta nie dotyczy tylko psów, ale też kotów, które również przywiązują się do swojego pana. Eksperci dowodzą, że właściciele zwierząt w większym stopniu akceptują siebie niż osoby, które nie mają kota czy psa.

 W kupie raźniej

No cóż chcąc dowiedzieć się jak najwięcej o nas samych, poznać podstawy naszego funkcjonowania stajemy się obiektem ciągłych obserwacji i badań ;-) w różnorodnych dziedzinach również tych międzyludzkich.  Nie potrzeba wielkich badań by wiedzieć, że spędzamy wspólnie czas np. karmiąc pupila, czy wychodząc z nim na spacer zacieśniają się również więzi między nami. Zwierzęta są również wdzięcznym tematem do rozmowy z dzieckiem czy partnerem. Co więcej, dzieci uczą się odpowiedzialności i troski o innych. Ponadto to właśnie w związku z ulubionym zwierzęciem przeżywają swoje pierwsze doświadczenia ze śmiercią, co jest dla nich trudnym, ale bardzo ważnym i edukacyjnym przeżyciem.

Na dobre i na złe

Domowy zwierzak może dać to czego często nie mogą zaoferować inni ludzie: miłość i towarzystwo. A przy tym nie marudzi, nie zdradza, a może nawet… ogrzać. Jest wiec doskonałym antidotum na samotność. Badania przeprowadzone przez naukowców Saint Louis University wykazały, że mieszkańcy domów opieki czuli się mniej samotni, gdy przebywali z psem niż wówczas gdy przebywali z innymi ludźmi! W interwencjach przeprowadzanych przez inspektorów Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami często spotykają oni samotne osoby, dla których pies czy kot to jedyne towarzystwo i często także jedyna motywacja do życia. W więzieniach, w których zezwolono na wizyty zwierząt lub trzymanie własnych zanotowano znaczne zmniejszenie częstotliwości aktów przemocy, prób samobójczych i zażywania narkotyków.

Dajmy im coś w zamian

Decydując się na posiadanie zwierzęcego przyjaciela nie możemy zapomnieć również o jego potrzebach zarówno tych związanych ze spacerowaniem, przytulaniem i zabawą, jak i o tych dotyczących pielęgnacji i żywienia. Ważne by zaopatrzyć się w produkty najlepszej jakości, dostosowane do potrzeb konkretnego zwierzaka. Jeżeli nie mamy czasu na dojazd do stacjonarnego sklepu zoologicznego, możemy zrobić zakupy w sklepie on line - takim jak ten ->(klik). W nim robimy zakupy dla naszej Kathii.

pozytywny_wpływ_zwierzat_kathia

Współcześni psycholodzy, terapeuci, a także lekarze różnych specjalności są zgodni co do tego, iż obecność zwierząt w życiu człowieka, a także podczas terapii zarówno małych, jak i dużych pacjentów przyśpiesza ich powrót do zdrowia. W wielu przypadkach zamiast leków na receptę zalecają kontakt ze zwierzętami. Dowiedziono bowiem, że miłośnicy psów, kotów a nawet kanarków są zdrowsi i odporniejsi na choroby niż osoby nie mające dłuższego kontaktu ze zwierzętami. Lekarze na całym świecie coraz częściej wprowadzają zwierzęta do poradni psychologicznych i szpitali. Amerykańskie przepisy sanitarne zezwalają nawet na przebywanie zwierząt w salach chorych, na szpitalnych łóżkach, obok swoich właścicieli.

Zwierzęta poprawiają nasze samopoczucie, relaksują, obniżają ciśnienie, a przede wszystkim są zawsze wierne i oddane.  Nie mam żadnych wątpliwości, że nieocenionym terapeutą zarówno na dolegliwości naszej duszy, jak i ciała może być nasz ukochany zwierzak.

Czy Wy jesteście szczęśliwymi posiadaczami zwierzęcych przyjaciół?

Do następnego przeczytania,
Karola

 


III-Wrocławskie-Spotkanie-Blogrek

III Wrocławskie Spotkanie Blogerek

Prowadzenie bloga to nie tylko (albo to aż) pisanie tekstów, dzielenie się posiadaną wiedza czy przemyśleniami, ale również rozwój i zdobywanie ciekawych doświadczeń. Właśnie takim nowym doświadczeniem chcę się z Wami podzielić. W maju miałam przyjemność uczestniczyć i współorganizować Wrocławskie Spotkanie Blogerek. W roli gospodyni 😉 wspierałam Elwirę z bloga Zabiegana Mama, która już po raz trzeci podjęła to wyzwanie. Spotkanie tego typu samo się nie organizuje, także włożyłyśmy sporo pracy, aby wszystko dopiąć na ostatni guzik i tu szczególny ukłon w stronę Elwiry. Chciałyśmy, aby uczestniczki miały, jak najlepsze warunki do wymiany doświadczeń, integracji oraz przede wszystkim do zdobywania nowej wiedzy.

Spotkanie miało miejsce w sobotę, jednak dla mnie rozpoczęło się już w piątek, bo właśnie tego dnia wraz z Izą rozgościłyśmy się u Elwiry. Zostałyśmy przyjęte niczym królowe i spędzając czas w tak doborowym towarzystwie nawet się nie obejrzałyśmy, gdy wybiła druga w nocy. Ciężko było się rozstać, ale wiedząc, że jeszcze sporo pracy czeka nas o poranku, grzecznie rozpierzchłyśmy się do swoich komnat 😉.

Z samego rana uwijałyśmy się jak mrówki, by ze wszystkim zdążyć na czas i przed wyznaczoną godziną „zero” stawić się na miejscu spotkania. No właśnie, skoro o miejscu naszego spotkania mowa, to czas najwyższy bym wspomniała o najlepszej włoskiej restauracji we Wrocławiu – a mianowicie o Restauracji Novocaina.

novocaina

Słynie ona z prawdziwie włoskich dań, przygotowywanych według rodzimych przepisów z wykorzystaniem sprowadzanych z Włoch produktów. To właśnie Novocaina, jako pierwsza we Wrocławiu miała piec do pizzy opalany drewnem. Gdy do tych wszystkich atutów dodamy jeszcze niebanalny, klimatyczny wystrój, który tworzą obrazy, dodatki, gra świateł oraz położenie w sercu wrocławskiego rynku – mamy miejsce, obok którego nie sposób przejść obojętnie.

novocaina

novocaina

novocaina

Niebo w gębie, czyli na co w Novocainie trzeba się skusić

Nie mogłaby nie podzielić się z Wami swoimi kulinarnymi wrażeniami po degustacji dań, które nam zaserwowano. Miałyśmy możliwość spróbowania letniego menu, które było dopracowane w każdym detalu, niczym dzieło sztuki. Wśród dań pojawiły się:

Krem z kopru włoskiego i białych szparagów z pieczonym fenkułem i pomarańczą

III-Wrocławskie-Spotkanie-Blogerek

Cukinia faszerowana komosą i warzywami

III-Wrocławskie-Spotkanie-Blogerek

Dorsz na salsie pomidorowej

III-Wrocławskie-Spotkanie-Blogerek

Sałatka z tuńczykiem

III-Wrocławskie-Spotkanie-Blogerek

Perliczki na fasoli szparagowej

III-Wrocławskie-Spotkanie-Blogerek-4

Panna cotta z truskawkami,

III-Wrocławskie-Spotkanie-Blogerek-5

która zachwyciła każdego kto jej skosztował.

Wiecie już czym zostałyśmy kulinarnie uraczone, czas bym przybliżyła Wam kto zadbał o naszą intelektualną sferę i podzielił się z nami posiadaną wiedzą.

O prelekcjach, III Wrocławskiego Spotkania Blogerek, słów kilka…

Miałyśmy okazję wysłuchać trzech prelekcji. Pierwszą z nich poprowadziła Joanna Arciszewska ze Świata Dietetyki.

joanna-arciszewska

Joasia jest ekspertem w swojej dziedzinie, dlatego bez mrugnięcia odpowiadała na wszystkie nasze pytania. Rozmawiałyśmy o podstawowych zasadach żywienia, o tym, że wbrew pozorom najlepsze wyniki w odchudzaniu przynosi nie tyle eliminacja glutenu (na celiakie cierpi tylko 1% społeczeństwa), co pszenicy. Dowiedziałyśmy się również sporo o alergiach, nietolerancji pokarmowej, o ich objawach i możliwościach przeprowadzenia testów diagnostycznych. Można je zakupić w aptece (koszt ok. 350 zł), jednak ich interpretacją powinniśmy oddać specjalistom. Bardzo często doskwiera nam wiele objawów, których możemy się pozbyć weryfikując nasz jadłospis – efekty są rewelacyjne. Jeżeli jesteście z Wrocławia serdecznie polecam Joasię, gdyż jest skarbnicą dietetycznej wiedzy. Zajrzyjcie na jej stronę, po sporą dawkę przydatnych informacji.

Drugą prelegentką była Agnieszka Kowal, która podzieliła się z nami wiedzą z zakresu Mediów Społecznościowych, gdyż obok fotografii to jej kolejny konik.

agnieszka-kowal

Skoro wspomniałam fotografię to muszę doprecyzować, że to właśnie Agnieszka uwieczniła nasze spotkanie na pięknych zdjęciach i nagraniu video. Dzięki niej mogłyśmy w spokoju skupić się na budujących relacje rozmowach, słuchaniu wystąpień i degustacji, bez pogoni za fotografowaniem, każdego najmniejszego detalu trwającego spotkania.  Wracając do wystąpienia, to Agnieszka swoją praktyczną wiedzą dzieli się nie tylko z blogerami, ale również z współpracującymi z nią firmami, dzięki czemu w pełni wykorzystują one możliwości marketingowe, jakie dają im ciągle rozwijające się narzędzia on-line.

Ostatnie wystąpienie - równie interesujące jak dwa poprzednie, poprowadziła Elwira Rogoda, autorka bloga Jak Ona To Robi.

elwira-rogoda

Elwira podzieliła się z nami swoim blogowym doświadczeniem, udzieliła wskazówek dotyczących promocji, dobrych, blogowych praktyk oraz nawiązywania współprac z firmami. Pokazała również kilka przydatnych narzędzi, z których korzysta w swojej blogowej pracy.

Muszę wspomnieć również o Paulinie, która zadbała o to byśmy nie miały kłopotów z rozpoznawaniem siebie nawzajem. Przygotowała dla nas piękne identyfikatory, po więcej jej prac wskakujcie na jej stronę:  Paula Tworzy.

paula-tworzy-identyfikatory

Bez wsparcia ani rusz…

Wspomniałam już wcześniej, że jednym ze sponsorów naszego spotkania była Restauracja Novocaina, prócz niej wydarzenie wsparły jeszcze trzy firmy: Katalog Marzeń, Poki i Patatoy.

[ezcol_1third]katalog-marzen[/ezcol_1third]

[ezcol_1third]poki[/ezcol_1third]

[ezcol_1third_end]patatoy[/ezcol_1third_end]

Organizując spotkanie, miałyśmy pewne wyobrażenie i oczekiwania dotyczące całości wydarzenia. Chciałyśmy by upominki, które trafią w ręce uczestniczek były niebanalne, wyjątkowe i praktyczne. Muszę przyznać, że się udało i to właśnie dzięki wspomnianym firmom, które obdarzyły nas zaufaniem - za co serdecznie dziękuję.

Od Katalogu Marzeń, każda z nas otrzymała voucher na lot samolotem ultralight. W swojej ofercie posiadają wiele ciekawych, równie interesujących i oryginalnych pomysłów na spełnianie marzeń: Weekendy dla dwojga, kursy i skoki spadochronowe czy loty w tunelu aerodynamicznym. To co niezwykle istotne, to to, że istnieje możliwość skorzystania z oferty aż w 29 lokalizacjach w całym kraju. Forma przekazania nam upominku była doprecyzowana w najmniejszym szczególe, robiąc wrażenie na każdej z uczestniczek.

katalog-marzen

katalog-marzen

katalog-marzen

Od firmy Poki, oferującej bezpłatne gry on-line, otrzymałyśmy termoizolacyjne torby piknikowe. Uniwersalne, składane, lekkie i co najważniejsze utrzymujące temperaturę. Pogoda sprzyja czasowi spędzonemu na świeżym powietrzu, więc dziewczyny już podczas spotkania wymieniały się pomysłami na wykorzystanie upominku. Począwszy od pikników, wycieczek po codzienne zakupy. Jeszcze raz dziękuję.

poki

poki

poki

Sklep z zabawkami Patatoy – zatroszczył się o najmłodszych, piknikowych miłośników, obdarowując nasze dzieci mini koszykami piknikowymi. Te wiklinowe cudeńka zawierają 16-sto elementową, ceramiczno-metalową zastawę kawową. Moi mali odkrywcy, całe popołudnie raczyli mnie parzoną przez siebie kawą, podawaną w miniaturowej filiżance, w towarzystwie talerzyka, łyżeczki i dzbanka.

patatoy

patatoy

Na tym kończę wspomnienia z III Wrocławskiego Spotkania Blogerek, nadmienię jeszcze, że kolejne, wstępnie planujemy na październik.

Jeśli jesteście nim zainteresowane to zapraszam do polubienia fanpage wydarzenia: Wrocławskie Spotkania Blogerek, dzięki temu będziecie informowane na bieżąco o wrocławskich planach.

 


leworęczność

Leworęczność – błogosławieństwo czy przekleństwo?

IJakiś czas temu brałam udział w przedsięwzięciu dotyczącym propagowania wiedzy na temat leworęczności. Przy tej okazji ponownie zaczęłam zwracać uwagę na to jak my – dorośli podchodzimy do tego zagadnienia. Jako osoba leworęczna, psycholog i fizjoterapeuta często otrzymuję gro pytań dotyczących wpływu leworęczności na rozwój dzieci. Niewiarygodne jest to, jak niewiele się zmieniło w społecznej świadomości, że od czasów mojego dzieciństwa, mimo ogólnodostępnej wiedzy na ten temat. Jakiś czas temu jedna z pacjentek widząc, że podpisuję dokument lewą ręką powiedziała ze szczerym współczuciem w głosie:

Jeny, pani jest taka fajna, a upośledzona…”

Na początku myślałam, że to średnio udany żart, ale gdy podniosła wzrok zorientowałam się, że mówi poważnie.

Może Wam się to wyda niemożliwe, ale nadal spotykam się z przekonaniem, że leworęczność jest defektem, wynaturzeniem, czy dziecięcym kaprysem, który należy ukryć i wyeliminować. Tak zwane przestawianie dzieci z lewej ręki na prawą budzi wiele kontrowersji – i słusznie, bo jak się zaraz przekonacie, nic dobrego z tego nie wynika. Zaprzestano niedopuszczalnych praktyk polegających na przywiązywaniu lewej ręki do krzesła, bądź biciu dziecka. Jednak wielu z nas nadal zastanawia się nad tym, z czym wiąże się owa leworęczność?

Najwyraźniej historia kołem się toczy, bo przecież w starożytności leworęczność była darem bogów. A dziś? Czym dziś ona jest? Czy rzeczywiście jest to „defekt”? Czy słusznie postrzegamy osoby leworęczne jako „inne” bądź „gorsze”? Jak reagują rodzice, gdy odkrywają, że ich dziecko jest leworęczne? Co na ten temat mówią wyniki najnowszych badań?

leworęczność

Mam nadzieję, że ten tekst pomoże Wam w znalezieniu odpowiedzi na te pytania i sprawi, że spojrzycie na leworęczność tak, jak nasi starożytni przodkowie. 😉

Co o leworęczności mówi nauka?

Marilyn Monroe, Robert de Niro, Leonardo da Vinci, Albert Einstein, Napoleon Bonaparte, Bill Clinton, Ludwig van Beethoven – tak wiele różnych osobowości, wybitnych osiągnięć, a łączy ich jedno – właśnie leworęczność. Od dawna przypuszczano, że nie przypadkiem bardzo wielu artystów, muzyków, pisarzy, polityków, to „mańkuci”. Naukowcy są pewni, że preferencja lewej czy prawej ręki to cecha uwarunkowana genetycznie, udało się nawet zidentyfikować niektóre z tych genów (m.in. gen PCSK6).

Prowadzone badania wskazują również, że geny odpowiadające za lateralizację wpływają na budowę i funkcje mózgu. Wspomniana lateralizacja jest postępującym procesem, podczas, którego kształtuje się przewaga jednej strony ciała nad drugą.

 Leworęczny mózg – czyli jaki?

Od lat psychologów i neurologów zastanawia fakt, dlaczego tak niewiele osób sprawnie posługuje się lewą ręką. Okazuje się, że za skłonnością do leworęczności może kryć się jakaś anomalia rozwojowa czy genetyczna, która sprawia, że nagle to jedna strona ciała zaczyna dominować. Należy pamiętać, że "ręczność" jest związana z ogólnie lepszym posługiwaniem się określoną połową ciała i preferowaniem poszczególnych jego części: uszu, nóg, stóp, oczu, strun głosowych, języka, skrętności czy dotyku.

Badania genetyczne

Badania potwierdzają, że za całe zamieszanie odpowiada wspomniany gen PCKS6. Sprawia on, że jako ludzie „mamy” prawą i lewą stronę, dwie symetrycznie położone ręce i nogi oraz parzyste organy wewnętrzne. Jak sądzą naukowcy, to właśnie uszkodzenie czy zmiana w budowie tego genu mogą leżeć u podłoża preferencji prawej strony ciała.

Tak, tak, wcale się nie pomyliłam, badania potwierdzają, że to nie osoby leworęczne noszą w genach jakąś wyjątkową mutację, ale te uważane za „normalne”, czyli praworęczne.

Najprawdopodobniej w toku ewolucji u człowieka musiał się pojawić wariant genu kodujący prawostronność i sprawniejsze posługiwanie się jedną ręką. Osoby leworęczne natomiast najwyraźniej są pozbawione ludzkiego genu „prawostronności”, dlatego asymetria jest u nich mniejsza.

Brzmi zawile? Może gdy ujmę to innymi słowy będzie nieco prościej.

Zatem można powiedzieć, że osoby praworęczne silniej preferują posługiwanie się ręką prawą, niż osoby leworęczne posługiwanie się ręką lewą. Właśnie dlatego większość osób leworęcznych można zakwalifikować do kategorii oburęcznych, bo z podobną sprawnością posługują się obiema rękami.

Dominacja jednej z półkul

Oburęczność ma również swoje odzwierciedlenie w budowie mózgu, który u osób leworęcznych jest bardziej symetryczny. U osób praworęcznych natomiast obie półkule wyraźnie różnią się od siebie budową, a przede wszystkim funkcjami. Widać to doskonale w umiejscowieniu struktur zawiadujących mową. Jak tłumaczy profesor Grabowska, wybitna badaczka, u 96% osób praworęcznych ośrodek mowy zlokalizowany jest w dominującej, lewej półkuli, a u osób leworęcznych ośrodek mowy może być położony zarówno w jednej, jak i w drugiej.

leworęczność 3
https://newtimes.pl

Kolejna różnica jest widoczna w budowie „spoidła wielkiego” – części mózgu łączącej obie półkule i pozwalającej na ich wzajemną komunikację. U osób leworęcznych jest ono nieco większe, ponieważ obie półkule mózgu są niemal równorzędne i zachodzi między nimi bardziej intensywna komunikacja niż u osób praworęcznych.

Lewe źródło twórczości…

Ta nietypowa budowa mózgu sprawia, że osoby leworęczne są wyjątkowo kreatywne i pomysłowe.

Paradoksalnie, prawdopodobnie jest to związane z mniejszym uporządkowaniem funkcji mózgu, co pozwala na wykonywanie mniej szablonowych procesów myślenia.

Stąd właśnie wśród artystów, naukowców, polityków, osób wykonujących zawody wymagające dużej kreatywności jest tak wiele osób leworęcznych. Tym bardziej, że to właśnie prawa półkula naszego mózgu, będąca tą bardziej aktywną u leworęcznych osób, odpowiada za twórcze myślenie, wyobraźnię przestrzenną, rozpoznawanie kształtów, wrażliwość na muzykę. W przeciwieństwie do półkuli lewej, odpowiadającej między innymi za uzdolnienia techniczne i logiczne myślenie.

Lateralizacja a inteligencja…

Badania psychologiczne przeprowadzone przez dr Alan Searleman ze St. Lawrence University w Nowym Jorku, wskazują na fakt, że osoby leworęczne posługują się bogatszym słownictwem i chociaż ich średni iloraz inteligencji nie jest znacząco wyższy niż praworęcznych, to jest wśród nich proporcjonalnie więcej osób o inteligencji wybitnej, z ilorazem powyżej 140.

Z innego badania przeprowadzonego po I wojnie światowej wśród żołnierzy, którzy stracili prawą rękę, wynika, że na przestrzeni kilku lat od przejęcia funkcji ręki prawej przez lewą, wzrastał współczynnik ich inteligencji. Wszystko za przyczyną aktywowania dodatkowych regionów mózgu, które usprawniały ich zdolność myślenia i kojarzenia.

Bardzo często osoby leworęczne, zanim ustali się u nich lewostronna preferencja, są oburęczne. Część z nich pozostaje oburęczna przez całe życie. Posługując się w równym stopniu obiema półkulami mózgu, zwiększają jego efektywność.

Praworęczny świat

Wbrew potocznym, a wręcz powszechnym przekonaniom leworęczność niesie ze sobą wiele korzyści, a na dodatek, jak się okazuje, to nie ona jest „anormalną” preferencją 😉.

Czy w związku z tym osobom leworęcznym funkcjonuje się lepiej, łatwiej? Rzeczywistość nie jest tak różowa, jak się może wydawać. Otaczający nas świat to przestrzeń stworzona dla praworęcznych. Na pozór mogłoby się zdawać, że to tylko drobne niedogodności – leworęcznym trudniej posługiwać się nożyczkami, myszką komputerową, dźwignią zmiany biegów w samochodzie. Jednak to właśnie ze wspomnianych drobnych niewygód powstaje całkiem poważne zagrożenie. Wiadomym jest bowiem, że osoby leworęczne żyją statystycznie krócej.

„The New England Journal of Medicine” podaje, że średnia długość życia osoby leworęcznej wynosi 66 lat, podczas gdy osoby praworęcznej – aż 75. Główną przyczyną krótszego życia jest zwiększona liczba wypadków, jakim ulegają osoby leworęczne. Przystosowanie się do funkcjonowania w świecie stworzonym dla osób praworęcznych wbrew pozorom to nie lada wysiłek. Czasami wystarczy wydłużony, zaledwie o ułamek sekundy, czas reakcji, aby doszło do nieszczęścia.

Czyżby zbiegiem okoliczności były statystyki pokazujące, że osoby leworęczne aż pięciokrotnie częściej mają wypadki samochodowe?

leworęczność 4

Po zdrowie na prawo…

Dopatrzono się również związku leworęczności ze zwiększonym ryzykiem zachorowalności. Profesor Norman Geschwind i dr Peter Behan z Harvard Medical School, pionierzy badań nad leworęcznością, dowiedli, że osoby leworęczne często mają zaburzenia pracy układu immunologicznego, chorują na alergie, choroby tarczycy, czy choroby jelit o podłożu autoimmunologicznym. Może być to spowodowane faktem, że wśród czynników determinujących leworęczność wymienia się podwyższony poziom hormonów płciowych, zwłaszcza testosteronu, który może prowadzić do nieprawidłowego rozwoju grasicy, gruczołu niezbędnego do prawidłowego funkcjonowania układu odpornościowego.

Tyle o ciele, a umysł?

Rzeczywiście badania potwierdzają, że wśród osób leworęcznych częściej pojawiają się choroby psychiczne (co napawa mnie lekką obawą 😉). Naukowcy z Merrimack College w Massachusetts stwierdzili, że niemal każdy mańkut to wielki wrażliwiec.

O co tak naprawdę chodzi? Mianowicie o to, że (póki co z nieznanych przyczyn) osoby te są bardziej podatne na doświadczanie silnego lęku, co sprawia, że częściej cierpią np. na zespół stresu pourazowego. Wspomniana wrażliwość dotyczy również poziomu odczuwalności innych emocji, przez co emocjonalny świat osoby leworęcznej jest bardzo dynamiczny, intensywny i może wydawać się przytłaczający.

Z przeprowadzonych testów psychologicznych wynika, że osoby leworęczne wykazują wyższy poziom agresji i złości niż praworęczne. Bez wątpienia trudniej im jest zapanować nad nerwami. Być może jest to spowodowane większą interakcją pomiędzy lewą półkulą mózgu, odpowiadającą za logiczne myślenie, a prawą półkulą, odpowiedzialną za uczucia i emocje. U osób leworęcznych, u których obie te półkule współpracują nieco bardziej intensywnie niż u praworęcznych, częściej dochodzi do zdominowania logicznego myślenia przez emocje.

W ostatecznym rozrachunku to właśnie reakcje emocjonalne biorą górę…

Na prawo, czy na lewo?

Na podstawie dotychczas przeprowadzonych wyników badań ciężko jest jednoznacznie rozstrzygnąć, czy lepiej jest być prawo- czy leworęcznym. Jednoczenie nie wydaje mi się zasadnym, ani koniecznym dokonywanie takich wyborów, gdyż i tak nie mamy na to większego wpływu. Z genami nie wygramy.

Zdarzają się jednak sytuacje niejednoznaczne, kiedy to np. dziecko w wieku przedszkolnym nie może się zdecydować, którą ręką rysować czy jeść. Co zrobić w takiej sytuacji? Którą "ręczność" wybrać?

Ze wskazówek kierowanych przez ekspertów wynika, że dziecko, które posługuje się raz jedną, raz drugą ręką, można delikatnie ukierunkowywać na praworęczność, jednak w głównej mierze ostateczną decyzję należy pozostawić dziecku. Ono samo wybierze to, co dla niego jest najwłaściwsze. Więcej o tym w jaki sposób wspierać rozwój leworęcznego dziecka, jak określić lateralizację oraz jakie ćwiczenia wykonywać przeczytacie w kolejnym wpisie (o tutaj -> klik).

Wyjątkowość każdego z nas, czy to prawo czy leworęcznego oraz różnice miedzy nami, sprawiają, że otaczający nas świat i nasze życie są ciekawe i intrygujące. Pozostawiając bez odpowiedzi pytanie zawarte w tytule pozostaje nam jedynie rzec:

Dzięki Panie za Einsteina! ;-)

leworęczność 5

Czy Was dotyczy temat leworęczności? Jakie są Wasze doświadczenia i odczucia?

Podzielcie się ze mną nimi w komentarzach pod postem.

Pozdrawiam Was serdecznie,

Karola