przeprosiny

Nie przeproszę !!!

Z pozoru może się wydawać, że przeprosiny powinny być dla nas czymś zupełnie naturalnym, w końcu uczymy się ich od najmłodszych lat. Rodzice dbają o nasze dobre wychowanie, skłaniając nas do podania ręki „przeciwnikowi” po batalii stoczonej w przydomowej piaskownicy. Przeprosiny stanowią istotny element kulturowo przyjętej poprawności zachowania, są niejako symbolem zakopania wojennego topora. Umiejętność przepraszania ma ogromny wpływ na trwałość i jakoś nawiązywanych przez nas relacji, dlatego też jest tak bardzo ważna.

Choć słowo „Przepraszam” jest tak istotne, to mimo wszystko wydaje się jednym z najtrudniejszych do wypowiedzenia zwrotów. Zdarzają się wśród nas i takie gagatki, którym nie przejdzie ono nawet przez gardło.

Dlaczego tak jest, skąd bierze się ogólna niechęć do przepraszania?

Unikanie przeprosin

Zdaniem psychologów, unikanie przeprosin to często podświadoma próba ochrony zagrożonego „ja”. Większość ludzi, gdy wyrządzi komuś krzywdę lub sprawi przykrość, automatycznie zaczyna przepraszać, by jak najszybciej zdobyć przebaczenie i pozbyć się poczucia winy. Osoby mające problem z przepraszaniem nie reagują w ten sposób. Zamiast tego doświadczają nieuświadomionego lęku związanego z poczuciem zagrożenia, utratą autorytetu, władzy, statusu. Inicjowanie przeprosin uważają za oznakę słabości, a przepraszającego za przegranego.

W praktyce może wyglądać to, tak, że osoba ta wpadając na nas w tłumie, bez wahania bąknie krótkie „przepraszam”, jednak po kłótni z bliską osobą nie przyzna się do popełnionego błędu.

Dlaczego?

Jak się okazuje, słowa te niosą za sobą szereg psychologicznych konsekwencji, których niektórzy z nas chcą za wszelką cenę uniknąć…

O jakich konsekwencjach mowa?

Poczucie zagrożenia

Przyznanie się do nieodpowiedniego zachowania stanowi zagrożenie dla poczucia własnej wartości. Jest to szczególnie dotkliwe w przypadku osób, które nie potrafią oddzielić oceny swoich działań od oceny swojej osobowości. Błędnie utożsamiają jedno z drugim. Dlatego też w ich mniemaniu przepraszając - przyznają się do złego postępowania i tym samym do bycia złym człowiekiem. Unikając przeprosin, unikają przyznania się do błędu, chroniąc w ten sposób swoją samoocenę.

Poczucie wstydu

Dla większości z nas przeprosiny są związane z poczuciem winy. To ono skłania nas do wykonania kroku w kierunku wyjaśnienia sytuacji i zażegnania konfliktu. W przypadku osób niezdolnych do przepraszania silniejszym doznaniem jest wstyd, który jest znacznie bardziej destrukcyjny. O ile wina sprawia, że czujemy się źle z naszym działaniem, o tyle wstyd powoduje, że czujemy się źle z tym jacy jesteśmy.

Eskalacja konfliktu

Podczas gdy większość z nas uważa przeprosiny za możliwość rozwiązywania konfliktów interpersonalnych, tak dla osób mających z tym problem – owe przeprosiny – będą początkiem niekończącej się fali oskarżeń.  Wychodzą z założenie, że będzie to okazaniem słabości, którą druga osoba wykorzysta przeciwko nim. Obawiają się obarczenia wyłączną odpowiedzialnością za powstały spór oraz przypisania winy za wszystkie wcześniejsze nieporozumienia.

przeprosiny_konflikt

Regulacja emocji

Osoby stroniące od przeprosin, bardzo często w ten sposób starają się zarządzać swoimi emocjami. W jaki sposób? Po prostu czują się bardziej komfortowo i łatwiej sobie radzą z uczuciem gniewu, rozdrażnienia i dystansu emocjonalnego, a niżeli z bliskością i wrażliwością. Zatwardziałość w konflikcie pozwala im zachować dystans, stanowi swoisty mechanizm obronny. Podświadomie obawiają się, że każdy nawet najdrobniejszy gest w kierunku pojednania, sprawi, że wszystkie tak pieczołowicie budowane barykady runą i uwolnią smutek oraz rozpacz, z którymi ciężko jest sobie poradzić i względem których pozostaną bezsilni.

O ile prawdą jest, że regulacja takich emocji wymaga od nas wysiłku, o tyle błędnym przekonaniem jest, że głębokie doświadczanie trudnych emocji musi być traumatycznym i szkodliwym przeżyciem. Wręcz przeciwnie, skruszenie przysłowiowej, emocjonalnej skorupy jest niezwykle oczyszczające i może prowadzić do przeniesienia relacji na zupełnie inny, bardziej wartościowy poziom, oparty o emocjonalność i wzajemne zaufanie.

A u podstaw obaw…

Dlaczego niektóre osoby mają ewidentny problem z przepraszaniem? Skąd biorą się te obawy?

Za winowajcę poniekąd możemy przyjąć sposób, w jaki zostaliśmy wychowani oraz to, jakie są nasze dotychczasowe, przeprosinowe doświadczenia. To jeden z tych aspektów, który bagatelizowany na wczesnym etapie rozwoju dziecka, zbiera żniwa w przyszłości. Oczywiste jest, że każdy rodzic chce dla swojej latorośli tego, co najlepsze, dlatego też od najmłodszych lat wpaja dziecku, wszystko to, co potencjalnie ułatwi mu batalię z dorosłością.

 

I tak powinno być 😉, bo przecież naszą rodzicielską powinnością jest wspierać dziecię w rozwoju. Dobrze jednak pamiętać o czymś istotnym, mianowicie o tym, że prócz tego, CO przekazujemy naszym pociechom, ważne jest jeszcze, to w jaki sposób, to robimy. W tym właśnie tkwi cały szkopuł. Odwołując się do nauki „przepraszania”, często odbywa się ona poprzez nakaz wykonania, pozbawiony wyjaśnień tego, co tak naprawdę się wydarzyło i w czym tkwił problem. Dodatkowo całemu procesowi towarzyszy gniew, obwinianie, wpędzanie w poczucie wstydu i zmuszanie do posłuszeństwa. Gdy do tego dodamy brak pozytywnych wzorców, które dziecko mogłoby naśladować…recepta na niechęć do przepraszania gotowa. (O tym, jak nauczyć dziecko „przepraszać” przeczytacie tutaj =>klik). I jak tu ochoczo podejść do przepraszania?

Spójność wzorców

Najbardziej efektywnie i najszybciej uczymy się, obserwując zachowania innych osób.

Tak samo sprawa wygląda w przypadku nauki „przepraszania”.

Przyjrzyjmy się zatem przeciętnym, „przeprosinowym” doświadczeniom. Jakie zachowania mamy bądź mieliśmy szansę zaobserwować?

Niezależnie czy bohaterami są nasi rodzice, czy też bliscy lub dalsi znajomi, wszyscy uczestniczą w wyścigu z czasem, w boju o kolejny zrealizowany cel. Zatracając się w owej pogoni, usprawniają swoje funkcjonowanie, posługując się schematami, stereotypowym myśleniem i automatyzacją pewnych czynności. W efekcie wpadają w pułapkę, z której ciężko wybrnąć z twarzą. Przyjrzyjmy się temu bliżej.

Patrzymy, patrzymy i cóż takiego widzimy?

Przed nami zapracowany rodzic, starający się poskromić codzienność, który trzymając w garści cały dom, raczej stroni od przepraszania swej pociechy za błahostkę będącą przecież tylko „rodzicielskim niedopatrzeniem” ... Wszak nic wielkiego się nie stało, a już na pewno nie jest to przewinienie warte kompromitacji i płaszczenia się przed własnym dzieckiem.

Dobre usprawiedliwienie, ale czy na pewno to tylko błahostka i niedopatrzenie?

Kolejna przykładowa sytuacja dotyczy stereotypowego starcia płci.

Oto facet, taki sobie "Figo Fago", jak twierdzi, nie należy do gatunku pantoflarza pospolitego, a już na pewno nie jest z tych „miętkich” chłopaczków, którzy to przepraszając za byle pierdołę, okazują swoją słabość. Dlatego o przeprosinach w jego wykonaniu możemy zapomnieć. Po drugiej stronie barykady skrupulatnie okopała się „Ona”, „żona”, „matka”, „kobieta”. Przecież nie po to rozdrapuje i posypuje solą rany, wspominając wszystkie przewinienia swego „twardziela”, żeby teraz opuścić gardę i potulnie przyznać się do błędu. A nóż luby pomyśli, że to tylko jej wina, albo - co gorsza - poczuje, że ma ją w garści, bo za łatwo mu przyszło pojednanie. O nie! Chce dziadyga zgody, musi się postarać…

Tym sposobem przeprosiny stają się próbą sił. Kto pierwszy padnie na kolana? Kto pokaże, że mu bardziej zależy? Koniec końców, wcale nie chodzi o to, by rozwiązać dany konflikt i wyciągnąć wnioski z zaistniałej sytuacji. Ważniejsze jest zdobycie przewagi, argumentu będącego dowodem na to, kto, komu dyktuje warunki. Proste? Proste, sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie 😉.

Wiedząc, że mały człowiek dorasta, obserwując i uczestnicząc w takich i podobnych sytuacjach trudno się dziwić, że nabywa niemal wkodowanej niechęci do przepraszania i wszystkiego, co z nim związane. W ten oto sposób powstają negatywne skojarzenia, które wiernie towarzyszą nam w dorosłym życiu, gdzie „przepraszam” kojarzy się z poddaństwem, poczuciem niższości i pokazem sił.

Tymczasem…

Skoro mowa o pokazywaniu, to prawda jest taka, że przepraszając, pokazujemy swoją siłę, dojrzałość, wrażliwość, empatię i profesjonalizm. „Przepraszam” nie jest synonimem słabości, niższości, uległości, eskalacji konfliktu czy zagrożenia. To swoista praca nad samym sobą, która wymaga od nas autorefleksji i pokory. Aby przeprosiny były skuteczne, należy dokładnie przeanalizować konfliktową sytuację, uświadomić sobie i zaakceptować odpowiedzialność za niecne poczynania oraz postanowić poprawę 😉.
Więcej o formułowaniu skutecznych przeprosin przeczytacie już niebawem.

Jestem ciekawa jakie są Wasze doświadczenia w tym obszarze?
Podzielcie się nimi w komentarzu poniżej tekstu.

Ściskam,
Karola

 

 


dlaczego ludzie zdradzają

Dlaczego ludzie zdradzają? Anatomia niewierności

Czy choć raz zadaliście sobie pytanie, dlaczego ludzie zdradzają swoich partnerów? Jestem pewna, że tak. Zachodzimy w głowę co robić albo wręcz przeciwnie, czego nie robić, by zdrada była tylko zasłyszaną opowieścią, której nie będzie nam dane doświadczyć. W jaki sposób uniknąć tego nieprzyjemnego doświadczenia? Czy to w ogóle możliwe?
Niewierność jest jednym z tych zachowań, które niemal każdy z nas miał, ma bądź będzie miał szanse doświadczyć. Oczywiście nie jest powiedziane po której stronie przysłowiowego kija się znajdziemy, koniec końców niesie ona ze sobą mnóstwo burzliwych i skrajnych emocji. W związku z tym, że zdrada stanowi tak częsty dylemat, stała się również przedmiotem wielu różnorodnych badań. Do jakich wniosków doprowadziły one ekspertów? O tym przeczytacie poniżej 😉.

Społeczne przyzwolenie

W kontekście kultury i społecznego przyzwolenia na określone zachowania jedno jest pewne, że niczego nie możemy być pewni. Nie ma stałych zasad, które wraz z upływem czasu byłyby uniwersalne i niezmienne. Zwróćcie uwagę jak na przestrzeni lat zmienia się kulturowe podejście do wartości rodziny, znaczenia małżeństwa czy trwałości złożonego przyrzeczenia.

Żyjemy w czasach wszechobecnego ekshibicjonizmu, kultu szczęścia, samorealizacji i hedonistycznego sposobu na życie. Ma to niewątpliwie wpływ na stawiane priorytety i wyznawane wartości. W kontekście społeczeństwa i jego podejścia do relacji zmieniło się bardzo wiele. Istnieje społeczne przyzwolenie dla rozwodów, otwartych związków, a mimo to ludzie nadal zdradzają. To co najbardziej zaskakujące to, to, że bardzo często zdradzają, nawet będąc szczęśliwymi w swoich związkach. To trudne do wyobrażenia, ale tak się dzieje. Nie sposób nie zadać pytania, dlaczego tak jest i czym w związku z tym jest zdrada?

Zdrada, czyli co?

Definicja zdrady cały czas zmienia swoje brzmienie. Dla każdego z nas jest czymś innym, ale w większości przypadków bierzemy pod uwagę podobne argumenty. Wraz z rozwojem technologicznym, poszerzył się obszar niewierności. W ostatnich latach pojawiła się możliwość wirtualnej zdrady za pośrednictwem smsów, portali społecznościowych, sekretnych spotkań internetowych, oglądania pornografii. Mogłabym wymieniać w nieskończoność, bo ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia. W związku z tym, że nie ma jednoznacznej definicji zdrady szacunkowe dane dotyczące ilości zdradzających różnią się znacząco, bo wynoszą od 26% do 75%. Też mi widełki 😉

dlaczego ludzie zdradzają sms

Z mojej perspektywy zdrada to forma ukradkowego związku, którego elementem jest jakiś stopień więzi emocjonalnej, czemu towarzyszy alchemia seksualna. Przyznam, że owa alchemia jest kluczowym punktem tego opisu, gdyż dreszcz erotyczny wyimaginowanego pocałunku ma moc i czar wielu godzin fizycznych igraszek (potwierdzono to również wynikami badań). Wielu z Was zapewne zgodzi się z tym, że zdrada emocjonalna bywa bardziej dotkliwa niż ta fizyczna. Marcel Proust powiedział: „To nasza wyobraźnia odpowiada za miłość, a nie druga osoba.” – jest w tym sporo prawdy.

Dlaczego zdrada tak boli

Z jednej strony zdrada nigdy nie była łatwiejsza, z drugiej natomiast nigdy nie było trudniej utrzymać jej w tajemnicy. Jednocześnie niewierność nigdy nie zbierała takiego żniwa psychicznego.

Gdy porównamy to, jak było kiedyś z tym, jak jest dzisiaj dopatrzymy się dwóch kluczowych elementów. Dawniej, gdy małżeństwo było przedsięwzięciem ekonomicznym, niewierność zagrażała bezpieczeństwu ekonomicznemu jednej ze stron. Najczęściej dotyczyło to kobiety, która zajmowała się domem i dziećmi nie zarabiając realnych pieniędzy. Dziś, kiedy zawieramy związki z romantycznych pobudek niewierność zagraża naszemu emocjonalnemu bezpieczeństwu.

Wiecie, gdzie tkwi największa ironia? 

Kiedyś uciekano się do cudzołóstwa w poszukiwaniu prawdziwej miłości. Dziś, obecną w małżeństwie miłość, niszczy owe cudzołóstwo.

Dzisiejsza niewierność…

Nie ma wątpliwości, że zdrada rani dziś inaczej. Mamy romantyczny ideał związku i ukochanej osoby, od której oczekujemy zaspokojenia mnóstwa, różnorodnych potrzeb. Bycia najlepszym przyjacielem, najwspanialszym kochankiem, najlepszym rodzicem, zaufanym powiernikiem, partnerem intelektualnym, towarzyszem emocjonalnym i zabawnym kumplem. Związek zaspakaja również nasze oczekiwania względem poczucia wyjątkowości, niezastępowalności i bycia tą jedną jedyną. Czego natomiast dowiadujemy się w momencie zdrady? Tego, że wszystko to na czym opieraliśmy naszą relację, co stanowiło fundament naszego życia emocjonalnego pękło niczym bańska mydlana…

Choć zdrada zawsze bolała, dzisiaj bywa traumatycznym przeżyciem, ponieważ zagraża poczuciu naszej wartości, samoocenie i własnemu „ja”.

Zapewne nie zaskoczę Was stwierdzeniem, że nigdy wcześniej nie byliśmy bardziej skłonni do zdrady. Nie dlatego, że mamy dziś inne oczekiwania czy większą dostępność pokus, ale przede wszystkim przez społeczne przyzwolenie dla podążania za pragnieniami. Przez hedonistyczną kulturę, w której oczywistym jest, że przysługuje nam szczęście, bez względu na wszystko i wszystkich. Kiedyś kończyliśmy związki, bo byliśmy nieszczęśliwi, dziś rozwodzimy się, bo chcemy być bardziej szczęśliwi.

Dawniej rozwód był powodem do wstydu, swoistą porażką. Dzisiaj oznaką słabości i powodem w do wstydu jest pozostawanie w związku, który nie daje nam „pełni szczęścia” na które przecież zasługujemy.
Tylko, czy na pewno dobrym wyborem jest podążanie tylko za swoimi pragnieniami? Gdzie podział się kompromis, rozmowa i wartość rodziny?

Skoro rozstanie nigdy nie było tak proste, a rozwód nie stanowi problemu, to dlaczego nadal zdradzamy?

Gen niewierności

Dopuszczając się zdrady zazwyczaj zakładamy, że coś jest nie tak ze związkiem, w którym jesteśmy bądź z naszym partnerem. Czy jest tak rzeczywiście? Kto ponosi winę? Przecież miliony zdradzających ludzi nie może stanowić patologii… prawda?

Tu z pomocą przychodzą nam genetycy i neurobiolodzy. To oni zaczęli przyglądać się zdradzie w innym kontekście niż ten społeczny.

W poszukiwaniu genu niewierności przeprowadzono szereg badań. Profesor Larry Young z Emory University w Atlancie za idealny obiekt analiz uznał norniki, maleńkie gryzonie podobne do myszy. Wybór ten nie był przypadkowy. Te dwa gatunki norników: preriowe i górskie, wyglądają niemal identycznie, natomiast pod względem relacji damsko-męskich, różnią się diametralnie. Samce nornika górskiego to lekkoduchy, które przy najmniejszej sposobności zmieniają partnerki, jak rękawiczki. Z kolei norniki preriowe są monogamiczne. Całe życie spędzają u boku jednej samiczki, pozostając jej wiernym nawet po jej śmierci.

Co zatem decyduje o ich tak odmiennym podejściu do partnerstwa i wierności?

Okazało się, że winowajcą całego tego zdradliwego zamieszania jest Gen V1aR. Ma on wpływ na produkcję hormonu wierności małżeńskiej - wazopresyny. Hormon ten odpowiada za jakość relacji seksualnych oraz zdolność zapamiętywania wspólnie spędzonych, przyjemnych chwil. Zależność jest prosta im więcej wazopresyny, tym mniejsza tendencja do skoków w bok. Z tego wynika, że powinniśmy poszukiwać partnerów będących jak norniki preriowe, które są wierne, chętnie opiekują się partnerką i potomstwem. Strzeżmy się natomiast norników górskich. 😉

Poszukiwania odpowiedzi o przyczynę zdrady nie zakończyły się na nornikach. Kolejne badania, przeprowadzone przez Hasse Waluma ze sztokholmskiego Karolinska Institutet, udowodniły, że wazopresyna podobnie działa na mężczyzn.  Okazało się, że im więcej kopii tego genu posiada mężczyzna, tym słabszy wpływ wazopresyny na mózg, a tym samym większe ryzyko zdrady.

dlaczego ludzie zdradzają łóżko

Nie wszystko jednak stracone 😉

Oksytocynę poproszę

Jak się niedawno okazało nawet z zagorzałych „skoczków” można zrobić wiernych partnerów.

W jaki sposób? Z badań przeprowadzonych przez René Hurlemann z uniwersytetu w Bonn wynika, że wystarczy zaaplikować im oksytocynę, hormon przywiązania i czułości. Mężczyźni, którzy go dostawali, a byli w stałych związkach, nie byli zainteresowani innymi kobietami, nawet tymi bardzo atrakcyjnymi i kuszącymi.

Czy też po głowie kołacze Wam pytanie – skąd wziąć tę oksytocynę?  :-D

Dopamina - ona temu winna

Niestety na tym nie koniec wpływu genetyki na nasze zachowanie. O skłonności do zdrady decyduje jeszcze jeden gen – oznaczony symbolem DRD4. Wpływa on na produkcję dopaminy, hormonu, który sprawia, że podczas uprawiania seksu odczuwamy przyjemność podobną do tej, jakiej dostarczają nam używki np. narkotyki, alkohol itp. Nie mam dobrych wiadomości…gen ten jest dość powszechny, posiada go aż 50 % z nas. Zatem mamy tylko połowę szans na to, że natura nie będzie nas wiodła na pokuszenie.

Zagadka namiętności

Logika podpowiada, że jeśli w domu niczego nam nie brakuje, nie powinniśmy mieć potrzeby szukania wrażeń na zewnątrz. Gdyby tak właśnie było, to żylibyśmy w niemal idealnym świecie. Wiadomym jest, że z biegiem lat, sytuacja w związku wygląda różnie. Dochodzi do ostudzenia namiętności, dawny żar ulega wypaleniu. No właśnie, dlaczego tak się dzieje? O co chodzi z wspomnianą namiętnością? Czyży miała ograniczony okres przydatności? Skoro nawet szczęśliwi ludzie zdradzają, to gdzie tkwi przyczyna niewierności?

Wiemy o tym, że częściowo za niewierność odpowiedzialne są geny. Jednak to nie wszystko. Jest jeszcze – wspomniana wcześniej dopamina. To ona jest nieodłącznie związana z namiętnością. W jaki sposób? Otóż podczas pierwszego kontaktu fizycznego nasz mózg zalewa fala dopaminy, stąd uczucie rozkoszy, którą nazywamy namiętnością. Niestety szybko się przyzwyczajamy i wraz z każdym następnym zbliżeniem, w takich samych okolicznościach, z tą samą osobą wydzielanie tego hormonu słabnie. Stąd czerpiemy z seksu mniejszą przyjemność, organizm zapewnia nam mniejszą dawkę „hormonalnego haju”. Jednocześnie posiadając w pamięci wcześniejsze doświadczenia pojawia się niedosyt i przemożne pragnienie, by znowu wznieść się na wyżyny przyjemności. Dlatego te osoby, które mają ku temu genetyczne predyspozycje, częściej poszukują dodatkowych podniet. Szybkiego i intensywnego wydzielenia dopaminy dostarcza nam nowy partner. Dodatkowo z każdą dawką dopaminy osłabia się działanie oksytocyny (pamiętacie? Hormonu odpowiedzialnego za wierność), która niczym obrączka wiąże nas ze stałym partnerem. Wtedy to już prosta droga do zdrady, to ten moment, gdy przekroczenie granicy zachodzi niemal automatycznie.

dlaczego ludzie zdradzają związek małżeniski

Nie ma co się oszukiwać, monotonia w związku sprawia, że tracimy ochotę na figle w tym samym towarzystwie i zaczynamy rozglądać się za innym partnerem do zabawy. Zachowanie to ma nawet swoją nazwę - efekt Coolidge’a.

Romans – czyli co?

Nie ma wątpliwości, że romanse pozamałżeńskie są aktem zdrady. Jednocześnie bywają też wyrazem tęsknoty. Tęsknoty i pragnienia więzi emocjonalnej, nowości, wolności, autonomii, intensywnej seksualności. Pragnienia odzyskania utraconej części siebie albo próba przywrócenia witalności i podniesienia samooceny – stąd te kryzysy wieku średniego…

Wbrew pozorom w zdradzie chodzi nie tyle o seks, ile o wspomnianą wcześniej namiętność, pożądanie, pragnienie uwagi, potrzebę poczucia się kimś szczególnym, kimś ważnym i wyjątkowym. Sama struktura zdrady, nieosiągalność kochanka, wzmaga pragnienie. To właśnie mechanizm pożądania, bo niekompletność i dwuznaczność sprawiają, że pragniemy tego, czego nie możemy mieć.
To tak samo jak z trawą, która u sąsiada wydaje się bardziej zielona. Coś czego nie mamy, nie możemy mieć, nie jest nasze – jest lepsze…
Dziwne? Mniej niż moglibyśmy przypuszczać – to złudzenie, to zwyczajna reguła niedostępności.

Zdrada…i co dalej

Prawda jest taka, że niektóre romanse to dzwony pogrzebowe dla już nieistniejących związków – tzw. gwóźdź do trumny. Inne otwierają nowe możliwości. Koniec końców jednak większość par, które doświadczyły zdrady, zostaje razem.
Każda zdrada zmienia definicję związku i każda para zdecyduje, jak będzie wyglądało ich życie po przekroczeniu granicy niewierności. Niestety zdrada nie przestaje istnieć, gdy już raz do niej dojdzie na zawsze wyryje rysę w naszej historii.

Dyskusje i rozmyślenia dotyczące miłości, namiętności i pożądania nie pozwalają na odnalezienie jednoznacznych odpowiedzi. Nie jesteśmy w stanie określić sztywnych ram i kategorii jak: złe, dobre, białe, czarne, zdradzeni i zdrajcy. Zdrada w związku przybiera wiele postaci. Ta cielesna – seksualna to tylko jedna z nich. Pogarda, zaniedbanie, obojętność czy przemoc to kolejne jej oblicza. Innymi słowy, ofiara zdrady nie zawsze jest ofiarą małżeństwa. Może ona wystąpić w zupełnie odmiennej relacji dwojga ludzi.

Wbrew pozorom większość z nas będzie miała dwa albo trzy małżeństwa. Niemożliwe? Wręcz przeciwnie. Clou w partnerze. Niektórzy z nas doświadczą nowego związku z tą samą osobą, inni z nowym partnerem.

W trudnej, podbramkowej sytuacji pozostaje zadać sobie pytanie: „Czy po zakończeniu pierwszego związku, chcemy razem stworzyć drugi?" W miłości nie obowiązuje zasada: „Nie wchodź dwa razy do tej samej wody”.
To kwestia naszych pragnień, uczuć, przekonań i wiary, które nie dają jednoznacznej odpowiedzi…

Jakie są Wasze refleksje dotyczące ludzkiej niewierności? Podzielcie się nimi w komentarzu poniżej tekstu.

Może zainteresują Cię poniższe teksty:

8 kroków do wartościowego małżeństwa

5 sposobów, aby zniszczyć udany związek

 

Do następnego przeczytania,
Karola


kłótnia_w_związku

Doprowadzasz mnie do szału! O tym, co robić, by drobiazgi nie urastały do rangi wielkich problemów

To, że problemy dużego kalibru takie jak: niewiernośćprzemoc czy uzależnienie niszczą relacje międzyludzkie nie budzi żadnych wątpliwości.

Natomiast istnienie drobnych, z pozoru nieistotnych szczególików, które w ukryciu, podstępnie i skutecznie zatruwają nawet najpiękniejszą miłość – nie jest już takie oczywiste. Brudne skarpetki na podłodze, nieopuszczona deska sedesowa - dzień po dniu, niczym kropla w skale, drążą dziurę w naszej cierpliwości, wystawiając naszą relację na próbę. Zanim zdążymy się zorientować, obok podirytowania pojawia się poczucie niedocenienia, niewysłuchania i niekochania a intymność staje się wspomnieniem.

Myślisz sobie: 

„Co ma piernik do wiatraka? Przecież jedno z drugim nie ma żadnego związku.”

Otóż ma więcej wspólnego, niż może nam się wydawać i o tym właśnie jest niniejszy tekst.

Sprzeczki, spory, kłótnie to, że druga połówka działa nam danego dnia na puder, jest nieodłączną częścią związku. Tak zwyczajnie, po ludzku, nie jesteśmy w stanie znaleźć takiej istoty, z którą idealnie się dopasujemy pod każdym kontem.

Niezbędnymi narzędziami w rękach dwojga ludzi, podtrzymującymi bliską relację i budującymi trwałe więzi są: umiejętność komunikowania się a czasem nawet negocjowania. Wbrew pozorom, najczęstszymi przyczynami rozpadu związków nie są problemy wielkiej rangi, ale codzienne drobiazgi, w których rozwiązaniu mogłaby pomóc zwykła rozmowa.

Dlaczego tak się dzieje?

Każdy z nas ma odmienne wartości, potrzeby, oczekiwania i sposoby patrzenia na świat. Różnice te wynikają z genetycznie uwarunkowanego temperamentu, z przekonań, postaw i bagażu doświadczeń. Często myślimy: 

„Mój ojciec potrafił opuścić deskę sedesową, więc dlaczego on nie może?"
albo 
"Mój ojciec nigdy nie opuszczał deski sedesowej, więc ja też nie będę tego robił."

Bez względu na źródło przekonań, są one bardzo głęboko zakorzenione i trudne do zmienienia.

Czasami skarpetka na podłodze jest tylko skarpetą na podłodze. Jednak z biegiem czasu, szczególnie wśród par z długim stażem, drobiazgi mogą być przyczynkiem do sporego zamieszania. Wtedy „TYLKO” zmienia się w „AŻ”. To tak, jakby pojedyncze kostki lodu, składane jedna po drugiej, stały się górą lodową. Irytują Cię nogi wyłożone na stoliku kawowym? Takie zachowanie, mimo iż nieszkodliwe, może doprowadzać do szału ;-)

Ktoś tu płata figle

Wspomniane drobiazgi rosną w siłę, ponieważ w naszych umysłach nabierają innego znaczenia. Nadajemy im większą rangę, traktujemy jako potwierdzenie wady charakteru, albo negatywnych wartości.

Denerwujemy się, kiedy chcemy podzielić się czymś ważnym, a nasza połówka na fali podekscytowania, przerywa nam, by powiedzieć nam o swoich doświadczeniach. Biorąc pod uwagę tylko tę sytuację, wyłania się obraz osoby samolubnej i zawsze stawiającej siebie na pierwszym miejscu.

„Tak naprawdę nie mieszkasz z partnerem w swoim domu. Mieszkasz z partnerem w swojej głowie." - Van Epp

Gdy już nakręcimy się na coś, co nam przeszkadza, stopniowo zaczynamy szukać dowodów na potwierdzenie swojego założenia. Zaczynamy działać na zasadzie, samospełniającego się proroctwa. Oczywiście kto szuka, ten znajduje, więc nie zabraknie nam dowodów na potwierdzenie egoistycznego podejścia do życia.

Jeżeli chcemy zbudować wartościowy i trwały związek musimy popracować nad sobą i zmienić swoje podejście.

Co powinniśmy zrobić?

Każdy konflikt, podirytowanie jest niczym dwukierunkowa ulica. Zazwyczaj koncentrujemy się na tym, co otrzymujemy, a nie na tym, co sami dajemy.

Dlatego, niezależnie od tego, jak frustrujące jest zachowanie naszego partnera, to nasza interpretacja odgrywa w tym zamieszaniu największą rolę. Liczy się znaczenie, jakie mu nadajemy. Poniżej znajdziecie kilka najczęściej pojawiających się związkowych problemów.

Celowe działanie

Wyobraźmy sobie sytuację, w której dorastacie w domu, gdzie wasz tata chrapaniem jest w stanie obudzić połowę osiedla (ja nie muszę sobie tego wyobrażać ;-)). Zapytałam kiedyś moją mamę, jak udaje jej się to przetrwać (bo dla mnie to była kwestia przetrwania). Odpowiedziała z lekkim uśmiechem: 

„Kiedy słyszę jego chrapanie, nie mam wątpliwości, że jest w domu. Mam pewność, że żyje i ma się całkiem dobrze ;-).”

Sama uśmiecham się pod nosem podając ten przykład, pokazuje on jak duże znaczenie dla naszego funkcjonowania, ma sens, jaki nadajemy potencjalnemu problemowi.

Często dopatrujemy się tendencyjności w zachowaniach drugiej osoby, prawda jest jednak taka, że większość z nich przebiega bezwiednie, automatyczne i nawykowo.

Jak sobie z tym poradzić?

Jeśli bliska nam osoba posiada nawyk, który doprowadza nas do szału – pierwszym krokiem jest delikatna rozmowa na ten temat. Najprawdopodobniej jest tak, że nie miała pojęcia o tym, że nam to przeszkadza.

A co, jeśli prowadzone rozmowy nie przynoszą oczekiwanego rezultatu? Wygląda na to, że to odpowiedni moment, by podsumować sytuację, przeanalizować to, co posiadamy i co możemy stracić. Czy warto o to kruszyć kopię.

Często jest tak, że coś nam przeszkadza, lecz gdy tego zabraknie, zwyczajnie za tym tęsknimy.

Bałaganiarstwo

Porządek a raczej jego brak, to kolejny powód do sporów. Nie ma takiej relacji, w której każdy z partnerów byłby tak samo uporządkowany. Osiemdziesiąt procent par przyznaje, że różnice w podejściu do bałaganu i organizacji przestrzeni są ogniwem zapalnym w ich związku.

"Nigdy, nikt nie posprząta tak, jak sobie tego życzysz"

podział_obowiązków

Jeśli rozmowy nie przynoszą pożądanych efektów, pora przeanalizować swoje postrzeganie „niechlujstwa”.  Zamiast skupiać się na tym, jak bardzo niedokładnie partner sprząta łazienkę, warto docenić jego zaangażowanie w prace domowe. Zmiana perspektywy może nie tylko zmniejszyć drażniący problem, ale także poprawić relację.

Niedocenienie

Pozytywne nastawienie i życzliwość stanowią niezbędny budulec każdej relacji. Dzięki nim chętnie robimy rzeczy, które sprawiają przyjemność bliskim nam osobom. Jest nam szczególnie miło, gdy nasze wysiłki zostaną zauważone i docenione.

A co, jeśli tak się nie stanie? Jeśli nasz partner nie dość, że nie zauważa tego, co dla niego robimy, to jeszcze koncentruje się tylko na tym, czego NIE robimy?

Wówczas zniechęcamy się do bezinteresownych, miłych gestów, które wzmacniają związek. Zamiast docenienia, czujemy rozdrażnienie, rozczarowanie i niepewność.

Co zrobić w takiej sytuacji?

Wychodzę z założenia, że nie możemy oczekiwać i zakładać, że nasz luby będzie wiedział, jak powinien się zachować i co zrobić. Dlatego warto spróbować ocucić go ze stanu hibernacji i przedstawić jak sprawa wygląda z naszej perspektywy.

Zaraz, zaraz nie ma co, tak szybko otwierać szampana, bo pozostaje jeszcze druga strona medalu, w ramach której musimy popracować również nad sobą.

Warto wziąć pod uwagę fakt, że nasza percepcja działa wybiórczo. Często dostrzegamy rzeczy, które podświadomie nas dotykają, bo dotyczą sfer, w których czegoś nam brakuje. Być może nie czujemy się wystarczająco adorowani, zauważeni, dopieszczeni, wysłuchani?

Poczucie kontroli

Czas na kolejne, krótkie wprowadzenie. Dwoje ludzi postanowiło wspólnie zamieszkać. Dzień jak co dzień, On w salonie czytał gazetę, Ona w kuchni przygotowywała kolację. Wszystko było, jak należy, dopóki z kanapy nie padło zdanie: 

„Możesz mi podać szklankę wody?”

Riposta pojawiła się z prędkością światła: 

„Sam sobie przynieś"
– i w sumie tyle mogę powiedzieć o historii tego związku.

Myślicie sobie: 

„Jaki bezsens. Też mi powód” „Co w tym dziwnego, że ktoś prosi o wodę?”

No właśnie, dla większości z nas w tej prośbie nie ma nic dziwnego, a przyniesienie szklanki wody, nie stanowi żadnego problemu.

Tu po raz kolejny muszę się odwołać do naszych indywidualnych interpretacji, odbioru i reakcji na docierające do nas komunikaty. Wszystko zależy od naszych wcześniejszych doświadczeń, od znaczenia, jakie nadajemy temu, co usłyszeliśmy. No właśnie, temu, co usłyszeliśmy, a nie temu, co tak naprawdę zostało powiedziane.

Wspomniana wcześniej „Ona” odebrała zwykłą prośbę, jako rozkaz i próbę kontrolowania. Maiły na to wpływ wcześniejsze doświadczenia. Dorastała w wojskowej rodzinie, gdzie ojciec zawsze mówił domownikom, co i kiedy mają robić. Obiecała sobie, że nigdy, nikomu nie pozwoli się w taki sposób traktować. Rzecz jasna jej reakcja nie była adekwatna do sytuacji i gdyby „On” znał jej historie, rozmowa potoczyłaby się w inny sposób. Jednak emocje i niedopowiedzenia nie dały im szansy wyjaśnić tego, co tak naprawdę zaszło.

Z natury cenimy sobie niezależność, w związku z czym nie lubimy, gdy ktoś narzuca nam swoja wole lub mówi co mamy robić. Prawdziwym problemem w relacji może nie być zachowanie partnera, ale sposób, w jaki je etykietujemy. Może się zdarzyć, że to, co jedna osoba odbiera jako kontrolę, dla innej będzie wyrazem miłości i troski.

W takich sytuacjach z pomocą może przyjść nam zmiana nastawienia. Podjęcie próby przypisywania dobrych intencji działaniom naszej połówki.

Warto również zastanowić się co motywuje naszego partnera do pewnych zachowań. Może niechęć do naszych wyjść z przyjaciółmi, wynika z obawy przed porzuceniem?. Warto zadać sobie pytanie, czego potrzebuje bliska nam osoba, czego jej brakuje, że skłonna jest do takiego postępowania?

Brak sprawiedliwości

Jednym z najtrudniejszych aspektów w związku między dwojgiem ludzi jest negocjowanie sprzecznych interesów, które nieuchronnie się pojawiają.

Kto częściej sprząta mieszkanie? Z którymi rodzicami spędzimy tegoroczne święta?

Nie zaskoczę Was. Ponownie punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ironia losu polega na tym, że pary, które próbują sprowadzić wszystkie obowiązki do tych samych proporcji, są najmniej szczęśliwe. Mimo iż działają w imię sprawiedliwości i wspólnego dobra. Badania wskazują, że gubi je tracenie czasu na skrupulatne mierzenie, weryfikowanie, porównywanie i kłócenie się o to, w którym miejscu należy postawić linię sprawiedliwości.

kłótnie_o_sprzątanie

Co w takiej sytuacji zrobić?

Nie jesteśmy w stanie rozliczyć się ze wszystkiego, co do joty. Ważniejsze jest to, aby każdy z nas w pewnym zakresie zyskiwał i „poświęcał” jakieś obszary swojego życia. Wskazane jest wręcz, by te obszary były odmienne, by partnerzy wzajemnie się uzupełniali. Dlatego, warto wprowadzić podział odpowiedzialności według preferencji i umiejętności. Eliminuje on wystąpienie rywalizacji i nie daje możliwości wzajemnego porównywania się.

Dobrym rozwiązanie jest również metoda „na zmianę”. Jak się okazuję, sprawdza się ona nie tylko w przypadku dzieci, ale również dorosłych. Zamiast szukać złotego środka, warto przyjąć taktykę naprzemiennego wsparcia.

Krytyka

Sprawa jest prosta 

jeśli chcesz doprowadzić do powolnej śmierci związku – krytykuj swojego partnera.

Krytyka sprawia, że czujemy się atakowani, niewystarczająco dobrzy, niekochani. Najczęstszą reakcją krytykowanej osoby jest wycofanie , zamknięcie się w sobie i brak zaangażowania. Dla niektórych z nas krytyka staje się sposobem przekazywania informacji o pożądanych zmianach. Jednak takie podejście rzadko przynosi oczekiwany efekt. Gdy czujemy się atakowani, nie jesteśmy zdolni do racjonalnego myślenia, nasz organizm instynktownie przełącza się w trym „walki-ucieczki” i koncentruje się na obronie.

Dlatego, rozmowy rozpoczynające się od krytyki najprawdopodobniej zakończą się kłótnią. Nie tylko jest ona destrukcyjna dla relacji, ale często nie porusza sedna sprawy. Większość krytykowanych zachowań nigdy się nie zmienia.

W budowaniu wartościowej i trwałej relacji warto przerzucić część uwagi na samego siebie. Przyjrzeć się swoim zachowaniom, reakcjom, dokonywanym interpretacjom. Być może okaże się, że wystarczy mała zmiana w naszym podejściu, by związek nabrał innych barw. Oczywiście relację tworzy dwoje ludzi i to, jak wygląda zależy od obojga partnerów. Jednak zanim zaczniemy wymagać zmiany od kogoś, warto najpierw przyjrzeć się sobie.

Tekst ten powstał w ramach cyklu „Dbam, bo kocham”, zainicjowanego przez Magdę z savethemagicmoments.pl i Dagmarę z bloga socjopatka.pl . Wpisując w mediach społecznościowych hasztag #DBAMboKOCHAM znajdziecie więcej tekstów napisanych w ramach tej inicjatywy.

Być może zainteresują Was również

Ściskam,
K

 

 


udane małżeństwo

I ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że Cię nie opuszczę… 8 kroków do wartościowego małżeństwa

 
Sukces małżeński nie polega jedynie na znalezieniu odpowiedniej osoby, ale również na byciu w porządku względem siebie i swojego partnera."
Barnett R. Brickner

Przygotowując ten wpis prócz badań psychologicznych przewertowałam również różne grupy wsparcia i fora internetowe, żeby sprawdzić opinie na temat związku małżeńskiego. Najczęściej pojawiający się dylemat dotyczył tego, "Dlaczego z biegiem czasu ulega zmianie, nasze nastawienie do małżonka?” oraz „Jak sprostać złożonej przysiędze małżeńskiej?”

Spróbujmy zatem się rozprawić z tymi nurtującymi pytaniami.

Zdążyliście już trochę mnie poznać i wiecie, że lubię stosować różne porównania, które pozwalają mi lepiej przedstawić omawiane zagadnienie. Tym razem również się do takowego odwołam.

Przeprowadzkowa rewolucja

Zapewne, każdy przerabiał niejedną przeprowadzkę. Pamiętacie ten nieszczęsny moment, gdy pakujecie ten ogrom rzeczy i macie wrażenie, że końca nie widać? Dodatkowo zawsze napawa mnie zdumieniem, gdzie dotychczas te wszystkie bibeloty się pomieściły…? Podstawową zasadą podczas przeprowadzki jest porządkowanie rzeczy i pozbywanie się (oddawanie) tych, które są już nam niepotrzebne. (Nie, nie, nie dopatrujcie się tu analogii do wymiany małżonka na nowszy model – nic z tych rzeczy). Wracając do przeprowadzki, kwestie pakowania nie należą do zbyt przyjemnych, jednak wizja wprowadzenia się do nowego lokum zdecydowanie wpływa na nas motywująco.

Projekt bez tytułu (47)
udane małżeństwo
udane małżeństwo

Nie ma co się za długo męczyć z tymi kartonami, najwyższy czas przejść do przyjemności.

Zatem nadeszła wiekopomna chwila i wprowadzamy się do nowego, upragnionego mieszkanka. Kojarzycie to uczucie towarzyszące momentowi zasiedlania nowego lokum? Mam na myśli to symboliczne przeświadczenie, że rozpoczynamy zupełnie nowy etap w naszym życiu. Zatem zaczynamy poniekąd od nowa, uporządkowaliśmy stare rzeczy teraz starannie je układamy w wyznaczonych miejscach. Z przyjemnością spędzamy czas przy starannie nakrytym stole, spożywając równie starannie przygotowane posiłki. Ogólnie rzecz biorąc w naszym nowym domu jakoś wszystko się dzieje „staranniej” niż w poprzednim mieszkaniu.

Pytanie tylko jak długo będzie nam się chciało starać, ile czasu upłynie zanim zacznie nam go brakować na należytą staranność? Kiedy nowe przestanie być wystarczająco nowe, by zasługiwać na naszą uwagę? Jesteście w stanie przypomnieć sobie tę granicę? Ten moment, gdy wyjątkowość staje się zwyczajną codziennością?

Ja nie potrafię. Wszystko dzieje się tak płynnie i tak naturalnie, że nie sposób wyznaczyć końca nowego, ani początku starego.

Czy czytając powyższy opis, wiedząc, że służy on porównaniu z małżeństwem, mieliście je z tyłu głowy? Widzicie tę analogię?

Młode vs dojrzałe małżeństwo

Na początku, kiedy zaczynamy nowy, wspólny etap życia małżeńskiego jesteśmy dla siebie całym światem. W związku z tym, że zaczynamy z czystą kartą (niczym z przeprowadzką do nowego mieszkania), skupiamy się na najważniejszych dla nas elementach, na pielęgnowaniu relacji, dbałości o siebie nawzajem, wspólnie spędzonym czasie, rozmowach itp. Wraz z upływem czasu coraz więcej „rzeczy” zaczyna się gromadzić w naszej codzienności i odciągać naszą uwagę od tego co najbardziej istotne w dobrze funkcjonującym związku. Naturalną koleją rzeczy jest, że zanim się obejrzymy nasze głowy zaprzątają zmagania z codzienną rzeczywistością, w której brakuje czasu, chęci, a może możliwości na należytą staranność i dbałość o naszą relację. Wkrada się pośpiech, rutyna i wiele innych niekorzystnych dla związku zachowań (więcej o tym, jak zniszczyć związek przeczytasz tutaj).

Odpowiedzmy sobie szczerze na pytanie: co robimy częściej sprawdzamy kondycję naszego konta (bądź zaglądamy na FB), czy zastanawiamy się nad kondycją i dobrem naszego małżeństwa?

Byłabym zaskoczona, gdyby małżeństwo wygrało z FB w tym przetargu … niestety wszyscy wiemy jaka jest prawda.

W erze konsumpcjonizmu pogoń za dobrami powoduje, że zbytki zaczynają gromadzić się w naszych domach, życiu i niepostrzeżenie zarządzać naszymi pieniędzmi, energią i przede wszystkim cennym czasem. W rezultacie pozostaje go niewiele na zaspokojenie naszych podstawowych, emocjonalnych potrzeb będących podstawą utrzymania bliskich, małżeńskich relacji.

Klucz otwierający drzwi do małżeńskiej satysfakcji...?

Z badań poświęconych trwałym i udanym związkom małżeńskim wynika, że kluczem do sukcesu jest świadomość obojga małżonków dotycząca życiowych wartości. Tego, że rzeczy nabyte, jak ładny dom, samochód lub zasobne konto równie szybko się pojawiają jak znikają i oczywiście fajnie jest je posiadać, ale nie one tworzą udany związek (więcej o szczęściu przeczytasz tu).  Jako partnerzy powinniśmy zdawać sobie sprawę, że istnieją ważniejsze wartości niż pogoń za dobrami materialnymi. Oczywiście pieniądze są potrzebne do zaspakajania podstawowych potrzeb, ale nie dajmy się zwariować… W dbałości o relację nie chodzi o wielkie rzeczy wymagające wyrzeczeń, wręcz przeciwnie to właśnie małe, aczkolwiek codzienne sprawy mają największy wpływ na pielęgnację wartościowej relacji.

W rezultacie, chodzi o to by inwestować swoje pieniądze, energię i czas w 8 poniższych kroków zbliżających nas do zdrowego małżeństwa.

Droga do udanego małżeństwa

  1. Miłość / Zaangażowanie / Bliskość

Miłość jest zobowiązaniem względem drugiej osoby, niczym niewymuszonym byciem ze sobą, a nie obok siebie. Jest czymś więcej niż ulotną emocją odgrywaną na dużym ekranie czy opisywaną w romansach. Uczucia przychodzą i odchodzą, ewaluują wraz z naszym rozwojem, z rozwojem związku, ale decyzja o zaangażowaniu podejmowana jest na dobre i na złe, niezależnie od sytuacji, niezależnie od przydarzających się wzlotów i upadków. Kiedy wszystko układa się po naszej myśli, trwanie w związku jest z łatwe, jednak prawdziwa miłość i nasze zaangażowanie są wystawiane na próby przez życiowe zawirowania, co sprawia, że borykamy się z trudnościami. Bardzo istotne jest również okazywanie swoich uczuć, to owa bliskość jest narzędziem w naszych rękach. Pisząc bliskość mam na myśli nie tylko tę towarzyszącą dwojgu kochanków, ale również tę codzienną, mniej wymowną, a bardzo ważną: muśnięcie dłoni, przytulenie w tak zwanym międzyczasie, troska czy miłe słowo. Nic nas nie kosztują, a tak wiele znaczą.

  1. Wierność seksualna

Wierność seksualna w małżeństwie obejmuje znacznie więcej niż tylko ciało. Dotyczy również naszego wzroku, umysłu, serca i duszy. Gdy pozwalamy sobie na fantazje seksualne o innej osobie, naruszamy wierność zaprzysiężoną naszemu małżonkowi. Podobnie sprawa się ma, gdy proponujemy drugiej osobie chwile intymności emocjonalnej ponownie naruszamy partnerską wierność.

Zakochując się, nasze uczucie obejmuje zarówno fizyczność ukochanej osoby, jak i jej umysł (intelekt, osobowość). Kochamy nie tylko za to jak wygląda, ale przede wszystkim, dlatego jakim jest człowiekiem (o atrakcyjności przeczytasz tutaj). Stąd zdrada intelektualna bywa bardziej dotkliwa niż ta fizyczna. Wierność seksualna wymaga samodyscypliny i świadomości ewentualnych konsekwencji jej niedotrzymania. Wierność to umiejętność odmowy, powstrzymania swojego wzroku, ciała czy serca, które mogłyby zagrozić wartości małżeńskiej relacji.

udane małżeństwo

  1. Pokora

Wszyscy mamy słabości i nic tak dobrze ich nie ujawnia, jak relacje interpersonalne. Nasze błędy szybciej wychodzą na jaw niż moglibyśmy sobie tego życzyć. Istotnym elementem budowy zdrowego małżeństwa jest pokora – będącą umiejętnością przyznania się do popełnianych błędów oraz świadomością własnych niedociągnięć. Pokora w naturalny sposób ułatwia nam zdobycie umiejętności przebaczania, będącego tak bardzo potrzebnym w codziennych relacjach, bo jak wcześniej stwierdziliśmy nie ma ludzi idealnych. Tym czego powinniśmy unikać i co zdecydowanie stanowi źródło sporów jest postawa wyższości nad małżonkiem. Nie zbudujemy trwałej i wartościowej relacji wywyższając się nad bliskimi.

Mam propozycję będącą kołem ratunkowym, w sytuacji, gdy poczujemy, że z pokorą nam nie po drodze. W takiej chwili wypisz na kartce trzy rzeczy, które Twój partner robi lepiej od Ciebie.  To proste ćwiczenie powinno przywrócić nam nieco skromności.

  1. Cierpliwość / Przebaczenie

Ponieważ nikt nie jest doskonały (patrz pkt 3), cierpliwość i przebaczenie zawsze będą podstawową cnotą w każdym związku małżeńskim. Nie jest to proste, powiedziałabym, że baaardzo trudne, jednak podstawą udanego związku jest niekończąca się cierpliwość. Wcześniej mówiliśmy o umiejętności przyznawania się do własnych błędów, skoro my możemy to nasz partner również i o tym musimy pamiętać. Ważne byśmy nie oczekiwali nieomylności i doskonałości od naszego małżonka. W kontekście przebaczania pozostaje nam jedna kwestia do ustalenia nie rozpamiętujemy przeszłości i nie przywołujemy popełnionych błędów (mimo, że jesteśmy w stanie sypać nimi jak z rękawa). Kierujemy się zasadą było minęło, skoro już raz rozprawiliśmy się z nieporozumieniem, nie wracamy do niego, odcinamy grubą kreską i idziemy do przodu bez jeńców w osobie ukochanego.

Gdy dochodzi do partnerskiej inwentaryzacji w ramach, której wspomniane błędy małżonka ujrzą światło dzienne, nie możemy sobie pozwolić na zadośćuczynienie lub zemstę, które bez wątpienia przyniosłyby nam satysfakcję (wbrew wewnętrznemu głosowi podpowiadającemu nam, że byłaby to najlepsza nauczka). Przebaczenie jest najlepszym sposobem na uwolnienie związku od nieprzyjemnych zdarzeń z przeszłości.

  1. Czas

Nawiązanie trwałych i bliskich relacji wymaga czasu. Do zbudowania udanego związku niezbędne jest nasze zaangażowanie (patrz pkt 1) w wspólnie spędzone chwile. Istotą w kontekście czasu jest nie tylko jego ilość, ale przede wszystkim jakość. To w jaki sposób razem spędzamy czas ma ogromne znaczenie. Chyba widzicie różnice między rozmową dwojga bliskich sobie osób, a siedzeniem obok siebie ze wzrokiem wlepionym w telefon. Zbudowanie intymnej i głębokiej relacji wymaga od nas aktywnej i szczerej interakcji, a nie bierności i pasywności. Wieczorna randka, raz na jakiś czas na pewno nie zaszkodzi…

  1. Uczciwość i zaufanie

Uczciwość i zaufanie są bez wątpienia fundamentem wszystkich elementów, które składają się na udane małżeństwo. Musimy pamiętać, że wymaga ono czasu. Bezinteresowność, zaangażowanie czy cierpliwość powstają niemal w jednej chwili (można powiedzieć, że są albo ich nie ma), zaufanie natomiast zawsze wymaga czasu. Powstaje po tygodniach, miesiącach i latach bycia, tym kim mówimy, że jesteśmy i robienia tego, co mówimy, że zrobimy. Skoro zaufanie powstaje wraz z upływem czasu, najrozsądniej jest zacząć budować je już teraz... Jeżeli natomiast z różnych przyczyn chcemy odbudować nadszarpnięte zaufanie, musimy pracować nad nim jeszcze ciężej.

  1. Komunikacja

Zadowoleni ze swoich związków małżonkowie komunikują się ze sobą, tak często jak to tylko możliwe. Oczywistym jest, że omawiają kwestie związane z dziećmi, listy zakupów i opłacane rachunki, ale na tym nie koniec. Rozmawiają o swoich oczekiwaniach, nadziejach, obawach, marzeniach czy lękach. Ich dialogi nie ograniczają się tylko do omówienia zmian zachodzących w życiu dzieci, omawiają również zmiany zachodzące w nich samych, w ich własnych sercach i duszach. Brzmi to może banalnie, ale wyrażanie swoich emocji jest kluczem, którego nie można pominąć, ani zgubić. Uczciwa i szczera komunikacja jest podstawą funkcjonowania w społeczeństwie i budowania zdrowych relacji.

  1. Bezinteresowność

Statystycznym faktem jest, że najwięcej małżeństw rozpada się przez egoizm. Jako przyczyny rozwodów podawane są finanse, brak zaangażowania, niewierność, lub niezgodność małżonków, ale pierwotną przyczyną dla większości z wymienionych powodów jest właśnie egoizm. Egoistyczna osoba angażuje się jedynie w związek z samym sobą i w relacje, które przynoszą jej korzyści.

Na zakończenie słów kilka...

Warto traktować swoje małżeństwo z wielką starannością i inwestować w niecodziennie swój czas, uwagę, cierpliwość, zaangażowanie i zaufanie. Tak, potraktujmy nasz związek jako inwestycję na przyszłość. Przyszłość spędzoną z kochającą i oddaną nam osobą. Z kimś kto jest zarówno naszym przyjacielem, jak i kochankiem, komu ufamy i wiemy, że możemy na nim polegać niezależnie od sytuacji.

Życie w satysfakcjonującym związku, który oparty jest na powyższych elementach wymaga naszego pełnego zaangażowania i oddania kawałka siebie...jednak naprawdę warto. Udane małżeństwo to nie tylko spijanie sobie z dzióbków, to wręcz przeciwnie ścieranie się i nieustanne dochodzenie do kompromisu. To pielęgnowanie i rozwijanie wspólnie zbudowanego świata, ale również poszanowanie indywidualnej strefy swojego partnera.

udane małżeństwo

Wartościowe małżeństwo noszące miano udanego to wzajemne zrozumienie i szacunek, to zaufanie i miłość, to praca i inwestycja, która przynosi satysfakcję i procentuje w przyszłości. W przyszłości, która w cale nie jest tak odległa, w przyszłości, która jest każdym kolejnym dniem. Zapracuj na swoją przyszłość już dziś, a na pewno nie doświadczysz samotności.

Jak jest u Was? Macie sprawdzone sposoby na udane małżeństwo?

Być może w Waszym przypadku sprawdza się zupełnie coś innego?

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Informacje od Was są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi się rozwijać.

Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz, że może być przydatny, to udostępnij go swoim znajomym na Facebook'u.

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie  ;-) .


związek

5 sposobów, aby zniszczyć udany związek

Zapewne nie raz zastanawialiście się nad tym czy Wasz związek jest szczęśliwy

i w zależności od odpowiedzi (bo równie prawdopodobna co pozytywna jest negatywna odpowiedź) kontynuowaliście rozważania nad tym, dlaczego tak jest? Któż z nas tego nie robi? Skąd wiemy, że relacja, którą zbudowaliśmy jest satysfakcjonująca? Czy osoba nam bliska na pewno ma podobne odczucia do naszych? Czy jest równie zadowolona z łączącego nas uczucia? Może warto się zastanowić również nad sobą. W jakim stopniu nasz partner jest zadowolony z tego jacy jesteśmy w tej relacji?

Jaka jest rzeczywistość?

Chwilę refleksji mamy za sobą…ustaliliśmy fakty, wiemy już, że nasza relacja jest w pełni zadowalająca, jesteśmy usatysfakcjonowani, w końcu nie bez przyczyny już tyle lat jesteśmy razem. Skąd jednak pewność, że w rzeczywistości jest tak dobrze, jak się nam wydaje? Co, jeśli jednak w naszym zachowaniu jest coś co doprowadza najbliższą nam osobę do szewskiej pasji?

Już pewnie włączyła Wam się w głowie lampka aktywująca obronną postawę: „zaraz, zaraz, a co z podstawową zasadą w związku mówiącą, że

"najważniejsza jest wzajemna akceptacja i bycie ze sobą nie z powodu zalet, tylko wbrew wadom”?

Cóż mogę powiedzieć… to piękne poetyckie podejście, sama lubię ten cytat, ale czy poza romantycznym uniesieniem ma on odzwierciedlenie w relacjach międzyludzkich? Czy naprawdę sądzicie, że miłość, czy inne pozytywne uczucie ma aż taką moc, że daje nam tyle siły by zagłuszyć własne potrzeby, by przez cały czas stawiać tę bliską osobę ponad siebie? Szczerze mówiąc nie sądzę.

Zmiany w związku

Doskonale wiecie, że każdy związek przechodzi różne fazy, bo uczucie ewaluuje, zatem wraz z nim zmienia się też nasze nastawienie, gotowość do poświęceń, oczekiwania itp. O ile na pierwszym etapie romantycznej miłości świata nie widzimy poza ukochaną osobą, jesteśmy w stanie dla niej przenosić góry i stanąć w szranki z Goliatem w jej obronie, to na późniejszym etapie nie jestem pewna, czy równie ochoczo stanęlibyśmy do tego pojedynku.

Może pytaniem, które powinniśmy sobie zadać jest to na jakim etapie jest obecnie nasza relacja? Może nasz związek w cale nie jest tak bezpieczny, stabilny i trwały, jak nam się wydaje. Musimy pamiętać o tym, że w jakimś zakresie wszyscy jesteśmy ślepi na własne wady i dlatego często nie zdajemy sobie sprawy z ewentualnych niedociągnięć. To co dla nas niedostrzegalne, wcale takie nie jest dla naszych najbliższych – oni nie są niewidomi (w tym wypadku możemy pokusić się o stwierdzenie: niestety ;-) nie są).

Pojawia się sporo pytań i pewnie zasiałam ziarno niepokoju. Taka też jest moja intencja. Niepokój składnia do większej uważności, do refleksji, przemyśleń i w końcu do działania. To co powinniśmy, to wystrzegać się rutyny jak ognia. W związku nie ma czegoś takiego jak niezmienność. Wraz z upływem czasu uczucie ewaluuje, a my razem z nim.

Naukowy punkt widzenia

Tytuł tekstu mówi o sposobach, które sprawią, że skutecznie zniszczymy satysfakcjonującą relację, zanim je poznacie, najpierw przedstawię Wam wyniki najnowszych badań nad osobowością narcystyczną. Dlaczego akurat takie badanie przytoczę? Ponieważ osoby o tym typie osobowości najczęściej zgłaszają się (oczywiście nie z własnej woli) po pomoc do specjalisty z problemami związkowymi. Dodatkowo narcystyczna osobowość bardzo wyraźnie prezentuje swoje cechy, co ułatwi wychwycenie najczęściej stosowanych destrukcyjnych dla związku zachowań.

związek

Zatem do rzeczy. Wyniki najnowszych badań wskazują, że im więcej w nas cech narcystycznych tym bardziej nasze wyobrażenie o związku jest oddalone od rzeczywistości.

Według Albright College Gwendolyn Seidman (2016), większość z nas najbardziej ceni w związku ciepło (czułość) i lojalność, bardziej niż status społeczny, atrakcyjność fizyczną, czy pasję partnera. Czułość i lojalność to unikalne cechy, posiadane tylko przez niektóre osoby, cechy, które stanowią trwałą część osobowości, które są bardzo istotne z perspektywy związku, gdyż leżą u podstaw długofalowych relacji. Wspomniane wcześniej cechy zewnętrzne (status, atrakcyjność i pasja) po pierwsze zmieniają się w trakcie naszego życia, co może oznaczać, że po pewnym czasie ukochany nie jest już tak majętny, daje więcej cienia, bo się znacząco zaokrąglił, a i upodobanie do biegania zamienił na ćwiczenie kciuka na kanapie.

Właśnie w tym momencie pojawia się owe „po drugie”, które mówi o tym, że wspomniane cechy dają się z łatwością zastąpić – co w praktyce oznacza nic innego, jak to, że w każdej chwili możemy znaleźć nowszy model i zwyczajnie wymienić partnera, opcja ta funkcjonuje nawet po okresie gwarancji. Zatem jeśli w związku interesują nas bardziej walory zewnętrzne, z pewnością nie dostrzeżemy u swojego partnera, współpracownika, przyjaciela tych unikalnych cech, które on i tylko on posiada. Nie mnie oceniać jakość takiej relacji, ale jedno jest pewne, że ma ona raczej charakter krótkofalowy.

W pogoni za...?

Na co dzień nasze głowy zaprząta milion różnych bardziej lub mnie ważnych spraw. Naszą uwagę koncentrujemy na obowiązkach, rytuałach, zadaniach, nie mamy czasu na zastanawianie się nad wartością i jakością relacji z bliską osobą. Zakładamy, że nasz związek jest na tyle trwały, że nikt i nic nie jest w stanie go ruszyć. Myślę, że większość z nas nawet się nad tym nie zastanawia, po prostu takie przekonanie gdzieś tam jest w nas głęboko zakorzenione. I dobrze, bo jest ono objawem zdrowej relacji, w której gości poczucie bezpieczeństwa i zaufanie.

związek

Jesteśmy jednak tylko ludźmi, borykamy się z różnymi dylematami, toczymy wyścig z czasem by zrealizować wszystkie zobowiązania w wyznaczonych terminach. Nie ma innej możliwości jak ta, że w końcu przychodzi zmęczenie, frustracja, kryzys, bo ile można funkcjonować w takim napięciu. W toczącej się gonitwie nawet nie zauważamy zachodzących zmian, w nas, naszym partnerze, w relacji. Powyższe elementy sprawiają, że jesteśmy niezadowoleni z pracy, z życia osobistego, ze związku. Dopiero wtedy zaczynamy się zastanawiać po co ta pogoń, czy tego właśnie chcę? Wkradają się myśli dotyczące powierzchowności naszej relacji, tego czy partner jest wystarczająco atrakcyjny, zabawny, pomocny? Gdy towarzyszy nam negatywne nastawienie zapominamy o tym co istotne, o tym co tak naprawdę sprawiło, że jesteśmy z tą a nie inną osobą. A gdy na to wszystko wkradnie się „kryzys wieku średniego” kłopociki związkowe murowane…

Narcyzm, jako dyspozycja

Wyniki wspomnianych badań wskazują, że większe prawdopodobieństwo wystąpienia zachowań psujących udany związek dotyczy osób posiadających wysoki poziom cech narcystycznych. Patrząc na narcyzm jako na dyspozycję osobowości, która waha się od niskiego do wysokiego natężenia określonych cech i zakładając, że może ona dotyczyć każdego z nas. Pojawia się ważna informacja, że w zależności od poziomu posiadanych cech narcystycznych możemy podejmować bardziej lub mniej destrukcyjne dla związku działania.

Wysoki poziom owych cech oznacza, że widzimy siebie w zbyt idealistyczny sposób, w zanadto pozytywnym świetle. Dodatkowo towarzyszyć temu może wygórowana ambicja, wysoki poziom inteligencji i ekstrawersji. Bycie w centrum uwagi sprawia, że czujemy się jak ryba w wodzie (swoją drogą chodzą słuchy, że spora część blogerów przejawia owe cechy - nie mam pojęcia, dlaczego ;-)). Z ustaleń wynika, że osoby bogate w cechy narcystyczne przywiązują większą wagę do zewnętrznych cech swoich partnerów. Staje się to problematyczne z upływem czasu w kontekście utrzymania satysfakcjonującej relacji, której podstawą staje się odpowiedni wygląd. W związku z czym posiadając wyższy poziom narcyzmu, jesteśmy bardziej skłonni do popychania partnerów do zmian w wyglądzie zewnętrznym. Podejmowane próby zmiany mogą nie być zgodne z ich pragnieniami, motywacjami, oczekiwaniami co znacząco zmniejsza zadowolenie z naszej relacji.

Zabrzmiało fatalnie? Pewnie myślicie, że Was to nie dotyczy, bo absolutnie żadnych, ale to żadnych cech narcystycznych u Was nie uświadczę… Dobre sobie, pamiętacie co pisałam o zaślepieniu, czas zdjąć klapeczki i zrobić szczery rachunek sumienia. Żebyśmy też mieli jasność, nie ma nic złego w tym, że w związku dbamy o własne dobro, ważne jest jednak by jak we wszystkim zachować stosowny umiar. Posiadanie cech narcystycznych nie oznacza, że popadamy od razu w skrajności oraz, że posiadamy tendencję do wszystkich wymienionych zachowań.

Teraz, gdy wiemy, w jaki sposób osoby o wysokim poziomie narcyzmu potrafią zasiać ziarno niezadowolenia w swoich relacjach, przekonajmy się jak ten proces może przebiegać w naszych związkach.

Oto pięć sposobów, aby zniszczyć nawet najbliższą i najlepszą relację:

  1. Wymagaj, aby bliska osoba spełniała wyznaczone przez Ciebie normy, standardy, oczekiwania zamiast własnych czy wspólnych.

Ważne by poprzez naleganie na realizowanie zaplanowanego przez nas obrazu związku wywołać niechęć i niezadowolenie.

  1. Nie buduj zaufania i poczucia lojalności. 

Te dwa elementy są podstawą do nawiązania bliskich i trwałych relacji. Jeżeli skupimy się tylko na powierzchowności, nawiązane relacje nie będą trwałymi.

  1. Skupiaj się na zewnętrznych cechach partnera bardziej niż na tym, co naprawdę istotne.

Jeśli ciągle będziemy podkreślać istotę cech zewnętrznych i oczekiwać utrzymania wyglądu na określonym poziomie – skutecznie zniechęcimy do siebie bliską osobę, obniżymy jej poczucie wartości i chęć do przebywania w naszym towarzystwie.

  1. Naruszaj zaufanie, które dotychczas zbudowaliście.

Jeżeli swoim zachowaniem sprawimy, że nasz partner wyczuje, że przy stosownej okazji jesteśmy skłonni wbić mu szpilę i że nie może na nas polegać, to zdecydowanie osłabi zaufanie będące fundamentem dobrych relacji.

  1. Nie dostrzegaj własnych słabości.

Kolejnym sposobem jest wyznaczanie wysokich standardów dla innych, ale nie stosowanie ich w stosunku do siebie. Twoje wady, niedociągnięcia, przywary…czym on w ogóle są, to Ciebie absolutnie nie dotyczy? Tego typu zarzuty należy skrupulatnie bagatelizować, sprzeciwiać się im i wypierać niczym diabeł święconej wody. Brak autorefleksji i wygórowane oczekiwania względem innych to murowany patent na zrujnowanie nawet najtrwalszej relacji. Nie ma możliwości, żeby ktokolwiek pozostał obojętnym względem takiego postepowania.

Dodatkowych słów kilka...

Znalazłoby się i 50 sposobów na zrujnowanie wartościowej relacji, jednak tych 5 jest wystarczająco problematycznych by skutecznie skłonić bliską osobę do ochłodzenia bądź nawet zrezygnowania ze znajomości z nami. Sposoby te będą równie dobrze działały na romantyczne związki, jak i na przyjaźnie czy relacje zawodowe.

Unikając wymienionych zachowań bez wątpienia przyczynimy się do polepszenia jakości ważnych dla nas więzi. Pielęgnowanie związku to nie tylko nie zapominanie o stosownych wydarzeniach okolicznościowych, to dostrzeganie potrzeb partnera, dostosowanie swojego zachowania do zmieniającego się uczucia, ciągłe poszukiwanie wspólnych obszarów i bliskość. Bliskości, która wraz z upływem czasu i w zależności od dojrzałości relacji może mieć inną formę – od namiętnego spotkania, po wspólne milczenie w zaciszu naszego domostwa. Bo bycie razem to ciągłe uczenie się siebie nawzajem.

związek

Zatem obserwujmy, słuchajmy, działajmy.

Trochę więcej na temat szczęścia przeczytacie tutaj klik, a o atrakcyjności tutaj klik.

Dostrzegacie u siebie narcystyczne cechy? Jeśli tak to jakie? A może macie do czynienia z przejawami narcyzmu? Co dla Was jest ważne w związku z drugą osobą?

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Informacje od Was są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi się rozwijać.

Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz, że może być przydatny, to udostępnij go swoim znajomym na Facebook'u.

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie  ;-) .