przeprosiny

Nie przeproszę !!!

Z pozoru może się wydawać, że przeprosiny powinny być dla nas czymś zupełnie naturalnym, w końcu uczymy się ich od najmłodszych lat. Rodzice dbają o nasze dobre wychowanie, skłaniając nas do podania ręki „przeciwnikowi” po batalii stoczonej w przydomowej piaskownicy. Przeprosiny stanowią istotny element kulturowo przyjętej poprawności zachowania, są niejako symbolem zakopania wojennego topora. Umiejętność przepraszania ma ogromny wpływ na trwałość i jakoś nawiązywanych przez nas relacji, dlatego też jest tak bardzo ważna.

Choć słowo „Przepraszam” jest tak istotne, to mimo wszystko wydaje się jednym z najtrudniejszych do wypowiedzenia zwrotów. Zdarzają się wśród nas i takie gagatki, którym nie przejdzie ono nawet przez gardło.

Dlaczego tak jest, skąd bierze się ogólna niechęć do przepraszania?

Unikanie przeprosin

Zdaniem psychologów, unikanie przeprosin to często podświadoma próba ochrony zagrożonego „ja”. Większość ludzi, gdy wyrządzi komuś krzywdę lub sprawi przykrość, automatycznie zaczyna przepraszać, by jak najszybciej zdobyć przebaczenie i pozbyć się poczucia winy. Osoby mające problem z przepraszaniem nie reagują w ten sposób. Zamiast tego doświadczają nieuświadomionego lęku związanego z poczuciem zagrożenia, utratą autorytetu, władzy, statusu. Inicjowanie przeprosin uważają za oznakę słabości, a przepraszającego za przegranego.

W praktyce może wyglądać to, tak, że osoba ta wpadając na nas w tłumie, bez wahania bąknie krótkie „przepraszam”, jednak po kłótni z bliską osobą nie przyzna się do popełnionego błędu.

Dlaczego?

Jak się okazuje, słowa te niosą za sobą szereg psychologicznych konsekwencji, których niektórzy z nas chcą za wszelką cenę uniknąć…

O jakich konsekwencjach mowa?

Poczucie zagrożenia

Przyznanie się do nieodpowiedniego zachowania stanowi zagrożenie dla poczucia własnej wartości. Jest to szczególnie dotkliwe w przypadku osób, które nie potrafią oddzielić oceny swoich działań od oceny swojej osobowości. Błędnie utożsamiają jedno z drugim. Dlatego też w ich mniemaniu przepraszając - przyznają się do złego postępowania i tym samym do bycia złym człowiekiem. Unikając przeprosin, unikają przyznania się do błędu, chroniąc w ten sposób swoją samoocenę.

Poczucie wstydu

Dla większości z nas przeprosiny są związane z poczuciem winy. To ono skłania nas do wykonania kroku w kierunku wyjaśnienia sytuacji i zażegnania konfliktu. W przypadku osób niezdolnych do przepraszania silniejszym doznaniem jest wstyd, który jest znacznie bardziej destrukcyjny. O ile wina sprawia, że czujemy się źle z naszym działaniem, o tyle wstyd powoduje, że czujemy się źle z tym jacy jesteśmy.

Eskalacja konfliktu

Podczas gdy większość z nas uważa przeprosiny za możliwość rozwiązywania konfliktów interpersonalnych, tak dla osób mających z tym problem – owe przeprosiny – będą początkiem niekończącej się fali oskarżeń.  Wychodzą z założenie, że będzie to okazaniem słabości, którą druga osoba wykorzysta przeciwko nim. Obawiają się obarczenia wyłączną odpowiedzialnością za powstały spór oraz przypisania winy za wszystkie wcześniejsze nieporozumienia.

przeprosiny_konflikt

Regulacja emocji

Osoby stroniące od przeprosin, bardzo często w ten sposób starają się zarządzać swoimi emocjami. W jaki sposób? Po prostu czują się bardziej komfortowo i łatwiej sobie radzą z uczuciem gniewu, rozdrażnienia i dystansu emocjonalnego, a niżeli z bliskością i wrażliwością. Zatwardziałość w konflikcie pozwala im zachować dystans, stanowi swoisty mechanizm obronny. Podświadomie obawiają się, że każdy nawet najdrobniejszy gest w kierunku pojednania, sprawi, że wszystkie tak pieczołowicie budowane barykady runą i uwolnią smutek oraz rozpacz, z którymi ciężko jest sobie poradzić i względem których pozostaną bezsilni.

O ile prawdą jest, że regulacja takich emocji wymaga od nas wysiłku, o tyle błędnym przekonaniem jest, że głębokie doświadczanie trudnych emocji musi być traumatycznym i szkodliwym przeżyciem. Wręcz przeciwnie, skruszenie przysłowiowej, emocjonalnej skorupy jest niezwykle oczyszczające i może prowadzić do przeniesienia relacji na zupełnie inny, bardziej wartościowy poziom, oparty o emocjonalność i wzajemne zaufanie.

A u podstaw obaw…

Dlaczego niektóre osoby mają ewidentny problem z przepraszaniem? Skąd biorą się te obawy?

Za winowajcę poniekąd możemy przyjąć sposób, w jaki zostaliśmy wychowani oraz to, jakie są nasze dotychczasowe, przeprosinowe doświadczenia. To jeden z tych aspektów, który bagatelizowany na wczesnym etapie rozwoju dziecka, zbiera żniwa w przyszłości. Oczywiste jest, że każdy rodzic chce dla swojej latorośli tego, co najlepsze, dlatego też od najmłodszych lat wpaja dziecku, wszystko to, co potencjalnie ułatwi mu batalię z dorosłością.

 

I tak powinno być 😉, bo przecież naszą rodzicielską powinnością jest wspierać dziecię w rozwoju. Dobrze jednak pamiętać o czymś istotnym, mianowicie o tym, że prócz tego, CO przekazujemy naszym pociechom, ważne jest jeszcze, to w jaki sposób, to robimy. W tym właśnie tkwi cały szkopuł. Odwołując się do nauki „przepraszania”, często odbywa się ona poprzez nakaz wykonania, pozbawiony wyjaśnień tego, co tak naprawdę się wydarzyło i w czym tkwił problem. Dodatkowo całemu procesowi towarzyszy gniew, obwinianie, wpędzanie w poczucie wstydu i zmuszanie do posłuszeństwa. Gdy do tego dodamy brak pozytywnych wzorców, które dziecko mogłoby naśladować…recepta na niechęć do przepraszania gotowa. (O tym, jak nauczyć dziecko „przepraszać” przeczytacie tutaj =>klik). I jak tu ochoczo podejść do przepraszania?

Spójność wzorców

Najbardziej efektywnie i najszybciej uczymy się, obserwując zachowania innych osób.

Tak samo sprawa wygląda w przypadku nauki „przepraszania”.

Przyjrzyjmy się zatem przeciętnym, „przeprosinowym” doświadczeniom. Jakie zachowania mamy bądź mieliśmy szansę zaobserwować?

Niezależnie czy bohaterami są nasi rodzice, czy też bliscy lub dalsi znajomi, wszyscy uczestniczą w wyścigu z czasem, w boju o kolejny zrealizowany cel. Zatracając się w owej pogoni, usprawniają swoje funkcjonowanie, posługując się schematami, stereotypowym myśleniem i automatyzacją pewnych czynności. W efekcie wpadają w pułapkę, z której ciężko wybrnąć z twarzą. Przyjrzyjmy się temu bliżej.

Patrzymy, patrzymy i cóż takiego widzimy?

Przed nami zapracowany rodzic, starający się poskromić codzienność, który trzymając w garści cały dom, raczej stroni od przepraszania swej pociechy za błahostkę będącą przecież tylko „rodzicielskim niedopatrzeniem” ... Wszak nic wielkiego się nie stało, a już na pewno nie jest to przewinienie warte kompromitacji i płaszczenia się przed własnym dzieckiem.

Dobre usprawiedliwienie, ale czy na pewno to tylko błahostka i niedopatrzenie?

Kolejna przykładowa sytuacja dotyczy stereotypowego starcia płci.

Oto facet, taki sobie "Figo Fago", jak twierdzi, nie należy do gatunku pantoflarza pospolitego, a już na pewno nie jest z tych „miętkich” chłopaczków, którzy to przepraszając za byle pierdołę, okazują swoją słabość. Dlatego o przeprosinach w jego wykonaniu możemy zapomnieć. Po drugiej stronie barykady skrupulatnie okopała się „Ona”, „żona”, „matka”, „kobieta”. Przecież nie po to rozdrapuje i posypuje solą rany, wspominając wszystkie przewinienia swego „twardziela”, żeby teraz opuścić gardę i potulnie przyznać się do błędu. A nóż luby pomyśli, że to tylko jej wina, albo - co gorsza - poczuje, że ma ją w garści, bo za łatwo mu przyszło pojednanie. O nie! Chce dziadyga zgody, musi się postarać…

Tym sposobem przeprosiny stają się próbą sił. Kto pierwszy padnie na kolana? Kto pokaże, że mu bardziej zależy? Koniec końców, wcale nie chodzi o to, by rozwiązać dany konflikt i wyciągnąć wnioski z zaistniałej sytuacji. Ważniejsze jest zdobycie przewagi, argumentu będącego dowodem na to, kto, komu dyktuje warunki. Proste? Proste, sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie 😉.

Wiedząc, że mały człowiek dorasta, obserwując i uczestnicząc w takich i podobnych sytuacjach trudno się dziwić, że nabywa niemal wkodowanej niechęci do przepraszania i wszystkiego, co z nim związane. W ten oto sposób powstają negatywne skojarzenia, które wiernie towarzyszą nam w dorosłym życiu, gdzie „przepraszam” kojarzy się z poddaństwem, poczuciem niższości i pokazem sił.

Tymczasem…

Skoro mowa o pokazywaniu, to prawda jest taka, że przepraszając, pokazujemy swoją siłę, dojrzałość, wrażliwość, empatię i profesjonalizm. „Przepraszam” nie jest synonimem słabości, niższości, uległości, eskalacji konfliktu czy zagrożenia. To swoista praca nad samym sobą, która wymaga od nas autorefleksji i pokory. Aby przeprosiny były skuteczne, należy dokładnie przeanalizować konfliktową sytuację, uświadomić sobie i zaakceptować odpowiedzialność za niecne poczynania oraz postanowić poprawę 😉.
Więcej o formułowaniu skutecznych przeprosin przeczytacie już niebawem.

Jestem ciekawa jakie są Wasze doświadczenia w tym obszarze?
Podzielcie się nimi w komentarzu poniżej tekstu.

Ściskam,
Karola

 

 


Novakid_angielski_dla_dziecie

Język angielski dla przedszkolaka. Czyli jak wychować małego poliglotę

Wielu z nas żałuje, że nie rozpoczęło wcześniej nauki języka obcego lub że nie przyłożyło się dostatecznie mocno do edukacji językowej. Dziś będąc świadomymi rodzicami, chcemy wykorzystać potencjał drzemiący w naszych pociechach i od najmłodszych lat inwestujemy w ich rozwój. Wszystko po to, by język obcy był dla nich czymś zupełnie naturalnym, niewymuszonym, a komunikacja na polu międzynarodowym nie stanowiła żadnego problemu.

Chcąc dokonać najlepszego wyboru z tak szerokiego wachlarza ofert szkół językowych, nie wiemy, od czego zacząć. Zastanawiamy się, na co zwrócić uwagę, o co zapytać, czego wymagać?

Zanim przejdziemy do konkretów, zerknijmy na to, co mają do powiedzenia w tej kwestii naukowcy?

Współczesne badania dowodzą, że dzieci uczą się języków obcych w dwojaki sposób: symultaniczny i następczy. Pierwszy sposób dotyczy przede wszystkim dzieci dwujęzycznych. Nie jest prawdą, że dwujęzyczność występuje jedynie w rodzinach, gdzie rodzice pochodzą z dwóch różnych krajów. Brzdąc wołający zza stołu „Yumy it’s delicious” na widok pierogów z malinami, niekoniecznie musi być owocem mieszanki dwóch kultur. Warunkiem bilingwizmu jest wprowadzenie nauki drugiego języka przed 3 rokiem życia dziecka.

Drugi sposób, czyli tzw. następczy lub inaczej sekwencyjny, może dotyczyć dzieci w każdym wieku. Model ten polega na wprowadzeniu drugiego języka w momencie, kiedy nasz szkrab swobodnie komunikuje się w ojczystym języku.

Przyswoiliśmy trochę teorii, ale wciąż pozostaje najważniejsze pytanie: kiedy zacząć naukę?

Kiedy zacząć naukę języka obcego

Tu odpowiedź nie będzie jednoznaczna. Wszystko zależy od dziecka i jego chęci do nauki.

„Nie ta­kie ważne, żeby człowiek dużo wie­dział, ale żeby dob­rze wie­dział, nie żeby umiał na pa­mięć, a żeby ro­zumiał, nie żeby go wszys­tko troszkę ob­chodziło, a żeby go coś nap­rawdę zajmowało.” Janusz Korczak

Jeśli dziecko w pierwszych latach życia nie wykazuje większego zainteresowania językami obcymi, warto tę decyzję odłożyć na później. Naukowcy udowodnili, że nie istnieje coś takiego, jak „predyspozycje językowe”, więc fakt, iż dziecko w wieku 3 lat nie jest poliglotą, nie oznacza, że jego późniejsza edukacja językowa nie ma sensu.

Kiedy maluch rozpoczyna swoją przygodę z językiem obcym…

Jest kilka kwestii, o których warto pamiętać, gdy nasza pociecha rozpoczyna swoją przygodę z językiem obcym:

Pozwól dziecku obcować z językiem

Nawet jeśli dziecko rozpocznie naukę w wieku późno przedszkolnym, warto od samego początku przyzwyczajać je do dźwięków w obco dla niego brzmiących językach.

Myślicie: 

„Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić? Bo co, jeśli poziom przyswojenia przez Was języka obcego, daleki jest od zaawansowanego?”

W takiej sytuacji rzeczywiście lepiej odpuścić silenie się na poliglotę i zostawić nauczanie osobie odpowiednio do tego przygotowanej.

Warto pamiętać, że łatwiej jest uczyć od początku, niż korygować błędy.

Wtedy właśnie, dobrze jest skorzystać ze wsparcia wykwalifikowanych lektorów i zapisać dziecko do szkoły językowej.

novakid_angielski_dla_dzieci

Zadbaj o różnorodność form nauki 

Zajęcia w przedszkolu to nie wszystko. Warto pokazać dziecku, że języki obce to też świetna zabawa. Szalenie dużo możliwości daje nam Internet. Możemy znaleźć tam nieograniczoną ilość piosenek, bajek i gier, dzięki którym nasze pociechy nie tylko miło spędzą czas, ale również nauczą się nowych słówek.

Doceniaj nawet małe sukcesy językowe

Osiągnięcia w nauce języka obcego są tak samo ważne, jak wyczyny sportowe czy talenty artystyczne. Nie traktujmy znajomości języka jako obowiązku, lecz jako talent, który rozwija nasza pociecha.

Wybierz odpowiednią szkołę językową

Na co zwrócić uwagę podczas wyboru szkoły językowej?

Kieruj się indywidualnymi potrzebami i możliwościami

Pierwszym kryterium, którym warto się kierować, są Wasze indywidualne potrzeby i możliwości. Mam tu na myśli zarówno brzdąca, jego wiek i motywację do nauki, jak i rodzica oraz kwestie organizacyjno-logistyczne. Na nic się zda zapisanie malucha na zajęcia w renomowanej szkole językowej, znajdującej się po drugiej stronie miasta, kiedy w związku z utrudnionym dojazdem dziecko nie będzie systematycznie uczestniczyć w zajęciach. W takiej sytuacji powinniśmy wybrać szkołę znajdującą się w korzystnej dla nas lokalizacji bądź skorzystać z oferty szkoły posiadające kursy online.

angielski_przez_internet

Dowiedz się czegoś więcej o nauczycielach

Przede wszystkim ważne jest doświadczenie i umiejętności lektorów, którzy prowadzą zajęcia z dziećmi. To właśnie lektorzy sprawiają, że maluchy chętnie uczestniczą w lekcjach, chcą do szkoły wracać i cieszą się na samą myśl o tym, że mogą pobawić się z rówieśnikami. Dlatego, warto lepiej poznać przyszłego nauczyciela – jego kwalifikacjami, stażem pracy oraz metodą nauczania.

Zapytaj o formę prowadzenia zajęć

Przed wyborem szkoły powinniśmy przyjrzeć się metodom, jakimi dzieci są uczone. W wielu miejscach można wziąć udział w lekcji pokazowej, zobaczyć jak na zajęcia reagują maluchy i czy chętnie na nie wracają.

Dzieci najchętniej i jednocześnie najbardziej efektywnie uczą się przez praktyczne doświadczanie. Brzdące niezależnie od wieku chętniej uczestniczą w zajęciach i łatwiej przyswajają wiedzę, jeśli podczas nauki pojawiają się elementy ruchowe, gry i różnorodne zabawy językowe, a także materiały interaktywne. Zajęcia prowadzone w taki sposób są dla dziecka przyjemnością, relaksem i pozwalają w niebanalny sposób obcować z nowym językiem, czy nawet kulturą. Maluch nawet nie wie, że się uczy i nabiera pewności siebie.

Najlepszy wybór

W oparciu o powyższe kryteria, każdy z nas dokona wyboru, który będzie najlepszy dla swojego dziecka. Nauka języka obcego musi być swobodna i niewymuszona, a w dodatku dobrana do preferencji i charakteru brzdąca.

Dla nas idealnym wyborem okazała się opcja łączona – tak ją roboczo nazwałam.
Antoś uczęszcza na zajęciach stacjonarne, grupowe w szkole językowej, prowadzonej przez moją przyjaciółkę.

Jednak w związku z częstymi nieobecnościami mojego chorowitka, postanowiłam również skorzystać z oferty Szkoły Językowej NovaKid, która prowadzi zajęcia on-line. Dzięki takiemu rozwiązaniu przyszły poliglota ;-) ma nieprzerwany kontakt z językiem obcym. Indywidualne lekcje prowadzi David, który podobnie jak pozostali lektorzy tej szkoły, jest native speakerem języka angielskiego. Oznacza to, że podczas zajęć mówi do dziecka tylko po angielsku, co jest pomocne w przezwyciężaniu bariery językowej.

novakid_angielski_dla_dzieci

Zajęcia przepełnione są różnorodnymi metodami, angażującymi brzdąca w naukę. Pojawiają się pomoce wizualne, zadania wymagające od małego ucznia aktywności ruchowej, a także interaktywne gry edukacyjne oparte na dobrej zabawie i współpracy. Lekcje odbywają się za pośrednictwem platformy, gdzie do dyspozycji mamy bibliotekę z dodatkowymi materiałami i inspiracjami, z których możemy skorzystać w dowolnej chwili.

novakid_angielski_przez_internet

Warto pamiętać…

Przy wszystkich walorach, jakie niesie ze sobą nauka języków obcych, musimy jednak mieć na uwadze, że to komfort dziecka jest najważniejszy! Dlatego, pozwólmy naszym pociechom na świetną zabawę, dzięki, której nauka nie będzie przykrym obowiązkiem, tylko przyjemną częścią dzieciństwa. Takie podejście zaprocentuje w przyszłości niewymuszoną, swobodą językową - tak ważną w otaczającym nas świecie.

Jakie są Wasze doświadczenia? Co u Was przynosi dobre rezultaty?

 

 


zabawki_edukacyjne_janod

Jak wspierać i rozwijać w dziecku zamiłowanie do nauki

Mam wrażenie, że dopiero udzieliłam odpowiedzi na szereg pytań, a tu znowu słyszę:

Dlaczego banany nie mają nasion?
Dlaczego dorośli muszą tak dużo pracować? 
Dlaczego moje palce marszczą się podczas kąpieli w wannie?

Od kiedy jestem mamą nieustannie zdumiewają mnie kreatywne możliwości moich pociech ;-) Jestem pod wrażeniem ilości pytań, które potrafią wystrzelić w moim kierunku, niczym amunicja z kałasznikowa. Oj tak, dni spędzone z 2,5 i 6 latkiem na pokładzie zdecydowanie nie należą do cichych i spokojnych.

Jednak za każdym razem, kiedy po raz „enty” słyszę skierowane do mnie pytanie „Dlaczego…?” i kiedy zamiast szczegółowej odpowiedzi mam ochotę zdawkowo odburknąć „bo tak!”, przypominam sobie, że są one nieodłącznym etapem rozwoju każdego malucha i przejawem ciekawości oraz chęci poznania otaczającego je świata.

Wtedy, zamiast zastanawiać się nad tym, jak uciec spod ostrzału pytań, zaczynam kombinować, co zrobić by tę chęć rozwoju i zdobywania nowych informacji, podsycić i zachować jak najdłużej.

Domowe podboje…

Znając możliwości wokalno-foniczne moich szkrabów, zastygam za każdym razem, kiedy w ich pokoju robi się zbyt cicho. Tak było również tym razem, zaniepokojona błogą ciszą, pobiegłam na górę, by sprawdzić, cóż nowego zmajstrowali moi mali kombinatorzy.

To, co zobaczyłam, kiedy ukradkiem zerknąłem do ich pokoju, było zupełnym zaskoczeniem. Nie była to ciastolina Play-Doh sumiennie wtarta w dywan ani zupa z podrobionych biszkoptów degustowana, w każdym zakamarku pokoju, ale dwójka rozczochranych chłopców, pochylających się w skupieniu nad magnetyczną książką. Z zaciekawieniem przeglądali poszczególne elementy i rozmawiali o tym, co i gdzie ułożyć.

magnetibook_janod

Pomyślałam sobie „chwilo trwaj” i pośpiesznie pobiegłam zaparzyć świeżą kawę.

Wtedy też w głowie zaświtało: 

„Może tak będzie coraz częściej? Może to stosowane sposoby wspierania samodzielności i rozwoju moich dzieci, zaczynają przynosić wymierne efekty?”

Bez obaw nie zostawię ich tylko dla siebie, więcej na ten temat przeczytacie nieco niżej.

Wychodząc naprzeciw potrzebom

Nie byłabym sobą, gdybym poparcia dla swoich odczuć i spostrzeżeń nie poszukała w empirycznych badaniach. To, co znalazłam, potwierdziło, że zadowolenie i edukacyjny entuzjazm dziecka maleje wraz z rozpoczęciem nauki szkolnej.

Pojawia się pytanie:

„Czy, a jeśli tak, to co możemy zrobić, by jak najdłużej nasze dzieci czerpały satysfakcję z uczenia się, poznawania świata i zdobywania nowych umiejętności – aby ta ciekawość świata została w nich na całe życie?”

Jak wspierać i rozwijać w dziecku zamiłowanie do nauki

Bardzo wiele, a nawet większość zależy od naszego podejścia i od tego, co zakrzewimy w nich, zanim dopadnie je brutalny system naszej edukacji.

Jeżeli zaglądacie do mnie, chociaż od czasu do czasu, to wiecie, jak wiele waszej uwagi staram się zwrócić na zachowanie rodzica. To od niego bardzo wiele zależy. Nasze podejście to, jak podchodzimy do uczenia się, w jaki sposób zachęcamy dziecko do rozwoju, ma ogromne znaczenie. Szkopuł w tym, by nauka pozostała ekscytującą zabawą i wyzwaniem, a nie rutynowym obowiązkiem.

W jaki sposób tego dokonać?

Wbrew pozorom, nie jest to tak trudne, jak może się wydawać. Pierwsza zasada, której powinniśmy się trzymać, to „utrzymanie zabawnej formy zdobywania wiedzy” czyli nauka = zabawa.

Aby zauroczyć młody umysł zdobywaniem wiedzy, powinniśmy pozwolić dziecku robić to, co przychodzi mu naturalnie, czyli dobrze się bawić. Jedyne, o co musimy zadbać to, by w zasięgu jego ręki znajdowały się odpowiednie zabawki. Takie, które pozwolą mu eksperymentować na wszystkie możliwe sposoby, bez ograniczeń, usztywnień i długich instrukcji. To te, które sprawią, że będzie ono chętnie i aktywnie uczestniczyło w zabawie, a nie tylko odtwórczo i ślepo podążało za wyznaczoną zasadą.

Specjaliści od rozwoju dzieci twierdzą, że małe dzieci uczą się najlepiej, gdy są w pełni zaangażowane i mają poczuciem kontroli nad tym, czym się zajmują. Dlatego warto poszukiwać gier i zabawek, które dają dzieciom możliwość korzystania z nich według prostych zasad i zgodnie z własnym tempem.

Jeżeli sprawimy, że nauka będzie zabawna, to zdecydowanie nie znudzi się naszym małym eksploratorom.

Na dobry początek

To, na co warto zwrócić uwagę podczas doboru zabawy i zabawek, to forma, w jakiej są przedstawione i ich stopień trudności. Wielozadaniowe zabawki, takie jak klocki, kredki, farby, figurki, wykorzystują i pobudzają instynkt małego odkrywcy. Dlatego, najlepsze zabawki edukacyjne to te, które można wykorzystać na nieskończenie wiele sposobów.

Tu idealnie sprawdzą się proste, a zarazem ciekawe gry opierające się na umiejętności zapamiętywania. Naszym typem jest gra Coccimemo, która rozwija pamięć, ćwiczy koncentrację i spostrzegawczość. Ten rodzaj zabawy poprawia refleks, małą motorykę, koordynację ręka–oko. Dzięki temu, że gry memory nie mają wymagających skupienia zasad, nie trzeba też poznawać instrukcji, są idealną grą dla wszystkich grup wiekowych i na każdą sytuację.

gra_memo_biedronka

Kolejnym świetnym pomysłem na wspieranie rozwoju i dziecięcej ciekawości są różnorodne karty edukacyjne i fiszki. Mudpuppy to sprawdzony sposób na pobudzenie dziecięcego zapału do zdobywania nowej wiedzy czy umiejętności. Nieocenionym atutem tych kart jest ich treść i forma. Są kompaktowe i wielofunkcyjne, co sprawia, że można z nich korzystać nie tylko w domu, ale zabrać je również w podróż czy na spacer z dzieckiem. Podobne zastosowanie ma również seria kart i zabaw edukacyjnych Czu - Czu.

karty_mudpuppy
Literki, angielskie słowa - na szczęście mamy podręczną ściągę ;-)

Gry planszowe, to kolejny must have, każdego dziecięcego pokoju. Dzięki nim nasze pociechy są niemal „skazane” na rozwijanie umiejętności społecznych. Poznają podstawowe zasady komunikacji, doświadczają smaku zwycięstwa, ale uczą się również sztuki przegrywania.

Stosując odpowiednie kryterium podczas wybierania gry, możemy rozwijać różne umiejętności. Tym sposobem maluszki z zapałem bawią się w zgadywanki, a dzieci w wieku przedszkolnym chętniej uczestniczą w grach o charakterze strategicznym, takich jak „Zgadnij kim jestem”. Gra ta z jednej strony jest przykładem świetnej rozrywki dla całej rodziny, z drugiej natomiast rozbudza wyobraźnię, rozwija myślenie strategiczne, spostrzegawczość, koncentrację, umiejętność planowania i komunikację.

zgadnij_kim_jestem_gra

zgadnij_kim_jestem
To rewelacyjna zabawa
zgadnij_kim_jestem_gra_planszowa
Świetny sposób na rodzinne spędzanie czasu

gra_strategiczna_dla_dzieci

Warto pamiętać, że we współczesnym świecie to właśnie umiejętności społeczne stanowią większą wartość, niż „encyklopedyczna” wiedza, zarówno w procesie edukacji, jak i w późniejszej karierze zawodowej.

Rozwijaj bazując na zainteresowaniach dziecka

Badania przeprowadzone przez University of Chicago, którym poddano wyjątkowo utalentowanych sportowców i artystów wykazały, że wspólnym mianownikiem wszystkich, tych osób było posiadanie rodziców, którzy potrafili rozpoznać zainteresowania dziecka i wspierali je w rozwoju tych obszarów.

Nie pozostaje nam nic innego jak skorzystać z tej wiedzy i spróbować przełożyć ją na nasze, domowe poletko. Wiedząc, że najbardziej efektywną metodą uczenia się jest praktyczne doświadczanie: dotykanie, smakowanie, wąchanie, oglądanie - warto wprowadzać aktywności, które prowokują naszą pociechę do wykorzystania jak największej ilości zmysłów.

Dodatkowo warto obserwować swoje pociechy i organizować im zajęcia, które będą zgodne z ich zainteresowaniami. Jeśli maluch uwielbia rośliny, pasjami ogląda książki o tej tematyce, to na pewno zainteresuje go tworzenie przydomowego ogródka. Wystarczy paczka nasion oraz zestaw ogrodniczych przyborów dla dzieci i przepis na rewelacyjną zabawę gotowy. Dzieciaki są tak podekscytowane taką formą spędzania czasu, że nawet nie dostrzegają, kiedy zdobywają podstawową, przyrodniczą wiedzę.

Alternatywą dla małego ogrodnika, może być zabawa w konstruktora, szefa kuchni czy lekarza. Moim małym majsterkowiczom do gustu przypadł zestaw konstruktora marki JANOD. Dzięki któremu rozwijają zdolności manualne, cierpliwość, koncentrację, a także wyobraźnię przestrzenną i umiejętności społeczne.

konstruktor_janod

zestaw_konstruktora_janod
Koncentracja, skupienie i wyobraźnia przestrzenna - tak łatwo można rozwijać je poprzez odpowiednio dobraną zabawę

zestaw_mechanika

zabawka_zręcznościowa

Codzienne przemycanie naukowego bakcyla

Naukowcy z Harvard University odkryli, że swobodny dostęp do książek i edukacyjnych materiałów zwiększa motywację dziecka do rozwoju.

Tym samym, aby zwiększyć naukowy zapał dziecka, warto trzymać książki w zasięgu ręki - przy kuchennym stole, obok łóżka, w koszu obok kanapy czy w samochodzie. I nie tyle chodzi tu o samo przebywanie w otoczeniu książek, co o pozytywny wzorzec, który przekazujemy naszym pociechom. Widok czytającego rodzica staje się normalnością, a książka naturalnym sposobem na spędzanie wolnego czasu. Codzienną rutyną powinno stać się również wspólne czytanie książek i rozmowa o tym, co się w tej opowieści wydarzyło.

Aranżacja przestrzeni

Sprawdzonym sposobem na przemycenie wiedzy do dziecięcej codzienności jest odpowiednie zaaranżowanie jego pokoju. Tu nie trzeba robić wielkich i kosztownych remontów, wystarczy kilka pomysłowych rozwiązań. Jednym z nich może być ścienna mapa świata w formie naklejki z magnesami. Z jednej strony stanowi ona rewelacyjną dekorację, z drugiej natomiast jest edukacyjną zabawką niezabierającą dodatkowej przestrzeni. Dzięki niej niepostrzeżenie przemycamy wiedzę z dziedziny geografii czy przyrody.

mapa_ścienna_z_magnesami
Kto tym razem, jako pierwszy znajdzie dom dla zwierzaka?

mapa_ścienna_magnetistick

mapa_ścienna_janod

Kolejnym ciekawym pomysłem na urozmaicenie pokoju dziecka jest postawienie w nim stojącej tablicy. Tablica w wersji 3 w 1 daje zarówno możliwość pisania kredą, mazakami, jak i zabawy z wykorzystaniem papieru i magnesów. Rozwija wyobraźnię, zdolności manualne i artystyczne dziecka, pomaga również w nauce pisania i liczenia.

Skoro już o magnesach mowa, to właśnie magnetyczne puzzle i układanki, są kolejnym elementem, którego nie powinno zabraknąć w pokoju naszych pociech.

ksiazka_magnetyczna_janod
Pojęcie "czasu" nie stanowi żadnego problemu

Dzięki estetycznemu wykonaniu, ciekawym treściom i różnorodności bezproblemowo kradną serca każdego dziecka. Zakres trudności i tematykę książeczek Magnetibook można dostosować do wieku i zainteresowań pociechy. Pozwalają one w łatwy i przystępny sposób rozwijać umiejętności posługiwania się czasem, kalendarzem, znajomości alfabetu, gatunków zwierząt czy zawodów.

Dla starszaków natomiast świetnym sposobem na zgłębianie wiedzy anatomicznej, o ludzkim ciele jest magnetyczna układanka Ciało Człowieka. Od tego momentu części ciała, poszczególne organy, kości i mięśnie nie będą stanowiły żadnej tajemnicy.

zabawki_edukacyjne_janod1
A to tak wyglądamy w środku? Wow...

układanka_magnetyczna_ciało_czowieka

nauka_przez_zabawe

układanka_ciało_czowieka

Podziel się swoją pasją

Zawsze będę powtarzała, że rozmowa to klucz otwierający każde drzwi. Dlatego powinniśmy jak najczęściej rozmawiać ze swoim dzieckiem o swoich zainteresowaniach, o rzeczach, których się nauczyliśmy bądź o których ostatnio przeczytaliśmy. Niezależnie od tego, czy tematem wiodącym jest sport, nauka, sztuka, a może gotowanie, warto o tym mówić.

Dlaczego? Ponieważ to najprostszy sposób na pokazanie siebie w innym świetle, jako człowieka z pasją, różnorodnymi zainteresowaniami i pasjami. Dzieci wyczują naszą fascynację i pozytywne nastawienie, nawet jeśli nie będą w stanie, w pełni zrozumieć poruszanego zagadnienia. W ten prosty sposób wysyłamy im wiadomość, że nauka jest nieodłączną częścią naszego życia, że to sposób na poszukiwanie spełnienia, na czerpanie satysfakcji i dotyczy to każdego, niezależnie od wieku, w jakim jesteśmy.

Wycofaj się w odpowiednim momencie

Wynik badań wskazują, że najwytrwalsze i najbardziej zmotywowane do działania dzieci to te, których rodzice pozostawiali im wolną rękę podczas zabawy i realizacji zadań.

Dlatego, tak ważne jest byśmy potrafili w odpowiednim momencie się wycofać i pozwolić dziecku na dokończenie budowli z kloców na swój własny sposób. Bez kontrolowania, oceniania, informowania, że robi coś niezgodnie z instrukcją i przede wszystkim bez wyręczania.

Zamiast tego pozwólmy naszym pociechom samodzielnie wymyślać sposoby na dokończenie budowli, jednocześnie okazując entuzjazm i wparcie.

Dzięki samodzielnemu pokonywaniu wyzwań - niezależnie od tego, czy dotyczy ono układanki, czy zadania matematycznego – nasze dziecko zyskuje poczucie kompetencji, coś, co sprawia, że chętniej sięgają po kolejne doświadczenia. Bo czy nie przyjemnie jest czuć, że jest się w czymś dobrym? To właśnie ten „edukacyjny bakcyl”, który chcemy zakorzenić w naszych pociechach.

Jestem ciekawa, jakie są Wasze sposoby na rozwijanie dziecięcej ciekawości i zamiłowania do nauki?

Być może zainteresuje Was również:

 

 


książki dla dzieci o śmierci

Jeśli rozmowa jest zbyt trudna… Książki oswajające dzieci i dorosłych z tematem śmierci

Zapraszam Was do lektury tekstu, który jest kontynuacją wpisu pt. "Gdzie będę, gdy mnie nie będzie... czyli jak rozmawiać z dziećmi o śmierci". Artykuły te powstały w ramach cyklu „Ekspert radzi” i zostały przygotowane przez  Magdalenę Michalak neurologopedę, pedagoga, autorkę bloga Mowosfera i cudownej książki dla dzieci pt. „Szafa”.
Magda prócz tego, że jest merytorykiem i ekspertem w swojej dziedzinie, to osadza posiadaną wiedzę w praktyce, gdyż jako mama cudownej Lilci, przemierza wyboistą drogę rodzicielskich dylematów. Teraz dzieli się z nami swoimi doświadczeniami i sprawdzonymi sposobami na poruszanie trudnych życiowych prawd.

Jeśli rozmowa jest zbyt trudna… Książki oswajające dzieci i dorosłych z tematem śmierci

Naprawdę nie wiem, jak wyglądałoby moje życie bez książek. Wypełniają one regały w moim domu, znajdują miejsce także na parapecie, krześle lub stoliku. Książki dają mi poczucie bezpieczeństwa. Ich czytanie jest jedną z moich ulubionych form spędzania czasu z córką.

Dziś chciałabym wykorzystać swoją książkową pasję, aby podzielić się z Wami listą zebranych pozycji, w których porusza się temat śmierci. Zapewne jest to lista niekompletna i liczę tutaj na Was. Jeśli znacie jeszcze jakieś warte uwagi publikacje, które mogłyby pomóc oswoić dziecko z opisanym przeze mnie w poprzednim tekście tematem śmierci, z wielką chęcią je poznam.

Tymczasem bardzo zapraszam Was do mojej biblioteczki.

Książki podzieliłam na kilka grup tematycznych:

Publikacje opisujące rytm natury, cykliczne zjawiska, które możemy zaobserwować w przyrodzie

Pory roku

Pory roku (Wydawnictwo Olesiejuk) - to książka, na przykładzie której można wytłumaczyć dziecku, że wszystko ma swój czas, swoją kolej. Pory roku następują jedna po drugiej. Jest czas wzrostu, rozkwitu, dojrzałości, jak również czas więdnięcia, usychania liści, opadania ich z drzew.

pory_roku
fot. www.wydawnictwoolesiejuk.pl

Bardzo dobrze ten proces został pokazany w formie graficznej w dwóch kolejnych książkach:

Rok w lesie

Rok w lesie (Wydawnictwo Nasza Księgarnia) z cudnymi ilustracjami Emilii Dziubak. Ta duża, solidnie przygotowana książka ukazuje cykl życia zwierząt w ciągu całego roku. Można zobaczyć, jak zmienia się przyroda, jakie są zwyczaje bohaterów, rytm ich życia. Książka ta stanowi doskonały punkt wyjścia do rozmowy o przemijaniu i tzw. kole życia.

rok_w_lesie
fot. www.nk.com.pl

52 tygodnie

52 tygodnie (Wydawnictwo Widnokrąg), autorstwa Anne Crausaz -  ukazuje w formie ilustracji jak zmienia się ten sam fragment drzewa w przeciągu 52 tygodni czyli całego roku. Jak po zimie zaczynają kwitnąć pąki, rosnąć liście, kwiaty przeobrażają się w owoce w postaci jabłek. Następnie przychodzi jesień, czas w którym liście zmieniają kolor, usychają, a owoce powoli zaczynają dojrzewać, aż w końcu gnić i psuć się. W książce oprócz rozkwitu drzewa i jabłek możemy obserwować zwyczaje ptaków, które przysiadają od czasu do czasu na gałęziach.

52_tygodnie
fot. www.wydawnictwo-widnokrag.pl

Jabłonka Eli

Jabłonka Eli (Wydawnictwo Zakamarki), Autorka: Catarina Kruusval. W tej książce autorka przedstawia ukochane drzewo tytułowej bohaterki - jabłonkę, która dawała nie tylko pyszne owoce, ale także stanowiła wspaniałą kryjówkę podczas zabaw z kolegą. Pewnej nocy, podczas gwałtownego i silnego wiatru, jabłonka zostaje powalona przez wichurę.

jabłonka_eli
fot. www.zakamarki.pl

W trakcie lektury możemy wraz z Elą poczuć smutek, żal, tęsknotę za ukochanym drzewem. Możemy dowiedzieć się, jak ona i jej rodzice radzą sobie z tą stratą. Tak... za ukochanym drzewem również można tęsknić. Zdecydowanie warto zapoznać się z tą historią.

Książki opisujące temat śmierci na przykładzie świata zwierząt

Żegnaj Panie Muffinie!

Żegnaj, panie Muffinie! (Wydawnictwo Ene Due Rabe), Autor: Ulf Nilsson, Ana-Clara Tidholm. Przejmująca książka, ukazująca tytułowego bohatera - 7-letnią świnkę morską, która jest u schyłku swojego życia. Obserwujemy jak z dnia na dzień robi się coraz słabszy, zawsze jednak starcza mu sił na wyjmowanie listów ze skrzynki. Listy są zapowiedzią tego, co nieuchronne. Pan Muffin na kolejnych kartach książki robi podsumowanie swojego życia. Wspomina bliskich mu ludzi oraz moment, w którym był sprawny i silny. Wspomina tych, którzy umarli przed nim. Zastanawia się nad sensem niektórych zjawisk. Podczas czytania tej książki, towarzyszymy głównemu bohaterowi w ceremonii pogrzebowej i pożegnaniu zmarłego. Daje to możliwość późniejszych rozmów z dzieckiem na temat tego, jakie są obyczaje panujące w naszej wierze.

żegnaj_panie_muffinie
fot. www.eneduerabe.redcart.pl

Wciąż żywe są we mnie słowa, które pojawiają się w ostatnim liście do Pana Muffina, a których nie zdążył przeczytać:

"Teraz, panie Muffinie, wie pan więcej niż my. Teraz wie pan, co się dzieje, gdy umieramy. Na pewno jest tak, że albo śmierć to odpoczynek, a wtedy nie ma się czego bać, albo przenosimy się gdzieś do wiecznego życia i tam żyjemy w szczęściu. A wtedy śmierć to coś, za czym warto tęsknić! Dlaczego mielibyśmy bać się śmierci? Prawda, że tak właśnie jest, panie Muffinie, który już wszystko wiesz?"

Przyznam się Wam szczerze, że po pierwszym przeczytaniu tej książki, odłożyłam ją na półkę. Nie byłam gotowa, by wejrzeć głębiej w przesłanie tego tekstu, by zrozumieć. Dziś, kiedy oswoiłam się z tym tematem czuję, że to bardzo ważna, cenna i potrzebna książka.

Mysi Domek. Sam, i Julia w teatrze

Mysi Domek. Sam i Julia w teatrze. (Wydawnictwo Media Rodzina),  Autorka: Karina Schaapman. Bohaterami tej książki są mysi przyjaciele - Sam i Julia. Julia nie ma taty, rodzeństwa, babci ani dziadka. Mieszka z mamą.  Sam z kolei mieszka z rodzicami i rodzeństwem (braćmi i siostrami), ma dwie babcie, dwóch dziadków, kilka ciotek i jednego wujka.

mysi_domek_sam_i_julia_w_teatrze
fot. www.mediarodzina.pl

W części, w której Sam przygotowuje się do wystąpienia w teatrze pojawia się wątek śmierci. Umiera dziadek Sama. Pojawia się rozmowa pomiędzy bohaterami. Przeanalizowanie tej rozmowy pozwala w delikatny sposób poruszyć temat przemijania i okoliczności w jakich tracimy życie.

Pustka

Pustka (Centrala Mądre Komiksy), Autorka: Marianna Sztyma. Ta książka oswaja czytelnika z trudnymi uczuciami, towarzyszącymi żałobie. Dziewczynka zmaga się ze smutkiem, żalem i tęsknotą za zmarłym kotem. W jej domu pojawia się pustka, która przyjmuje łzy dziewczynki i gotowa jest jej wysłuchać za każdym razem , gdy odczuje ona potrzebę rozmowy. Pustka początkowo jest duża, jednak daje dziewczynce nadzieję, że przyjdzie czas, kiedy się zmniejszy. Dzięki tej pozycji, możemy poruszyć temat żałoby, radzenia sobie ze stratą, która jest sprawą bardzo indywidualną dla każdej osoby.

pustka
fot. www.centrala.org.uk

 Książki, w których pojawia się wątek śmierci, choroby, przemijania

Basia i dziadkowie

Basia i dziadkowie (Wydawnictwo Egmont), Autorka: Zofia Stanecka. Czy znacie Basię i jej wesołą rodzinę? Pani Zofia Stanecka powołała do książkowego życia bardzo wyrazistych bohaterów, których zilustrowała Pani Marianna Oklejak. Moja córka uwielbia czytać o przygodach Basi, a i ja w różnych momentach utożsamiam się z mamą głównej bohaterki.

basia_i_dziadkowie
fot. www.egmont.pl

W części "Basia i Dziadkowie" podczas wizyty w domu Basi, jej Dziadek (Tato jej Taty) gorzej się poczuł i został zawieziony do szpitala. Fakt ten wywołał w Basi lęk, poczucie winy (Basia obawiała się, że dziadek zachorował przez to, że poprzedniego dnia bawił się z nią zbyt intensywnie) oraz strach przed śmiercią dziadka. Zapis tej rozmowy jest poruszający i gorąco Was zachęcam do sięgnięcia po tę część (jeśli macie potrzebę porozmawiać z dzieckiem na ten temat).

Basia i kolega Haiti

Basia i kolega z Haiti (Wydawnictwo Egmont), Autorka: Zofia Stanecka. W tej części przygód Basi, do jej przedszkolnej grupy dołącza nowy chłopiec. Ma inny kolor skóry, stroni od dzieci i rysuje dużo obrazków, w których pojawiają się osoby zmarłe. Titi jest nieufny i wycofany w stosunku do dzieci. Basia nie rozumie tej sytuacji. Dopiero wieczorna rozmowa z mamą sprawia, że poznaje historię chłopca. Okazuje się, że w wyniku kataklizmu  (tsunami) Titi stracił rodziców. Ta informacja jest początkiem bardzo ważnej i poruszającej rozmowy  pomiędzy Basią i jej mamą na temat niesprawiedliwości związanej z utratą najbliższych. Opisany jest zarówno smutek, jak i lęk dziewczynki przed tym, iż ją również mogłoby spotkać coś podobnego. Zdecydowanie warto zaopatrzyć się w tę ważną książkę.

basia_i_kolega_z_haiti
fot. www.egmont.pl

Moje szczęśliwe życie

Moje szczęśliwe życie (Wydawnictwo Zakamarki), Rose Lagercrantz, Eva Eriksson. To książka, do której wracałam kilkukrotnie. Lila nie od razu była gotowa na informację, iż mama głównej bohaterki zmarła, gdy ta była jeszcze malutka. Początkowo bardzo smucił ją ten fakt i nie chciała słuchać dalszej opowieści. Z czasem sama zaczęła po nią sięgać i własnymi słowami opowiadać o tym, co przydarzyło się Duni, dziewczynce, która po śmierci mamy mieszkała z tatą. Jej życie wypełnia bogaty świat przeżyć, emocji, wzruszeń, radości, ale też smutków. Nakładem Wydawnictwa Zakamarki ukazało się 5 części przygód Duni. Każdą bardzo lubimy, ponieważ oswajają one czytelnika z trudnymi tematami, dlatego warto po nie sięgnąć.

moje_szczęśliwe_życie
fot. www.zakamarki.pl

Dom Babci

Dom Babci (Wydawnictwo CzyTam),  Ross Montgomery. To opowieść o stracie. O tęsknocie. O radzeniu sobie ze śmiercią bliskiej osoby. Chłopiec wspomina ukochaną babcię. Z lektury dowiadujemy się, kim była babcia, co robiła. Można poczuć silną więź, która łączyła ją z wnuczkiem i to, że nieuchronne nadeszło.

"Babcia się jednak zestarzała - tak bardzo, że nie mogła już budować domów. Po pewnym czasie nie mogła już ugotować obiadu, a potem nawet wspiąć się na schody. Pewnego dnia nie dała rady podnieść się i usiąść na łóżku, a kiedy chłopiec przyszedł do niej - babci nie było. Bez babci dom stał się pusty."
dom_babci
fot. www.czy-tam.pl

Ta książka pokazuje, w jaki sposób można pielęgnować w sobie pamięć o bliskiej osobie, jak można radzić sobie ze stratą i tęsknotą. Warto do niej sięgnąć.

Czy tata płacze?

Czy tata płacze?, Hilde Ringen Kommedal. Bardzo ważna książka, rozpoczynająca się od słów: "Olav ma pięć lat. A jego tatuś nie żyje". To niezwykle cenny przykład tego, jak można rozmawiać z dzieckiem o śmierci. Zostały w nim  przytoczone rozmowy mamy z chłopcem, który próbuje zrozumieć, co się wydarzyło i co czuje. Poruszająca, smutna, a jednocześnie tak potrzebna opowieść.

czy_tata_płacze
fot. www.empik.com

Ten drugi. Opowieść misia Fredka

Ten drugi. Opowieść misia Fredka (Wydawnictwo Impuls), Maria Szloser. To niezwykle wzruszająca opowieść , w której oczami misia możemy przyglądać się rodzinnej tragedii. Kobieta rodzi synka. Chłopiec rośnie w towarzystwie misia. Pewnego razu rodzice wychodzą z nim z domu i wracają bez niego. Okazuje się, że dziecko umarło. W trakcie lektury możemy zobaczyć, jak rodzice radzą sobie z tak ciężką stratą, bólem, żalem, smutkiem, tęsknotą. Niezwykle trudny a zarazem ważny temat.

ten_drugi_opowieść_misia_fredka
fot. www.impulsoficyna.com.pl

Życie co to takiego

Życie co to takiego (Wydawnictwo Zakamarki). To książka Oscara Brenifier'ego z ilustracjami Jerome Ruillier z serii Dzieci Filozofują, w której pojawia się 6 zagadnień: Szczęście, Ambicja, Nieszczęście, Istnienie, Sens Życia i Śmierć. W każdym dziale można znaleźć wiele skłaniających do refleksji pytań. Dział Śmierć na poszczególnych kartach podejmuje próbę odpowiedzi na pytanie: "Dlaczego umieramy?". Zdecydowanie warto sięgnąć po tę książkę.

życie_co_to_takiego
fot. www.zakamarki.pl

Niebo

Niebo (Wydawnictwo Wytwórnia), Bruno Gibert. To książka, która w prosty sposób, bez nadmiernych słów, w postaci pytań i ilustracji próbuje udzielić odpowiedzi na pytanie: "Czym jest niebo?" i "Czy wszyscy tam idą?". Znaki graficzne stanowią instrukcję, która ciekawie i pomysłowo obrazuje naszą podróż zwaną życiem. Daje to swobodę do interpretacji i czytania tej książki zgodnie z tym, co w nas żywe i obecne. Warto do niej sięgnąć, szczególnie wtedy, gdy mamy poczucie, że brakuje nam odpowiedzi...

niebo
fot. www.wytwornia.com

Motylek dla dzieci

Motylek dla dzieci (Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne), Elżbieta Zubrzycka. Opis książki jest w moim odczuciu wystarczająco zachęcający do sięgnięcia po tę publikację:

"Książka zawiera cztery pogodne i optymistyczne opowiadania mówiące o stracie, tęsknocie, chorobie i lękach. Czy dzieci nie są za małe, żeby takie tematy z nimi poruszać? Kiedy nic się nie dzieje, rzeczywiści nie trzeba. Jednak w codziennym życiu radości i smutki się przeplatają ze sobą. Dzieci zasmuca kolorowy motyl leżący bez ruchu na parapecie okna, rozstanie z zabawkami z dzieciństwa, strata znanych miejsc i przyjaciół w wyniku przeprowadzki do nowego mieszkania. Boją się chorób i zarazków, bo słyszą wiele błędnych informacji na ich temat. Tęsknią za członkami rodziny, którzy opuścili dom z różnych powodów. Dzieci ciągle stają przed zadaniem uporania się z nieznanymi sobie, przykrymi uczuciami."
motylek_dla_dzieci
fot. www.gwp.pl

Trudne tematy dla przedszkolaka i małego żaka. Śmierć i pogrzeb

Trudne tematy dla przedszkolaka i małego żaka. Śmierć i pogrzeb. (Wydawnictwo BEATA VITA), Bianca - Beata Kotoro. To jedna z lepszych książek dla dzieci poświęconych tematowi śmierci, pogrzebu, żałoby. Zawiera zapis rozmowy pomiędzy siostrą i starszym bratem, w której dziewczynka zadaje chłopcu pytania, na które on, w możliwie prosty i jasny sposób, jej odpowiada. Zdecydowanie warto mieć tę książkę w swojej biblioteczce.

trudne_tematy_śmierć_i_pogrzeb
fot. www.znak.com.pl

Na sam koniec...

Mam w swojej biblioteczce książkę szczególną.Wzruszającą i inspirującą jednocześnie. O jej kupienie poprosiłam swojego męża, który przebywał w delegacji za oceanem. Jej tytuł to: "What to do when I'm gone", czyli "Co możesz zrobić, gdy już mnie nie będzie". Jest to zbiór matczynych rad, wskazówek, przewodnictwa dla córki, której przyjdzie kiedyś pożegnać najważniejszą kobietę swojego życia.

We wstępnie córka pisze, że od kiedy pamięta, towarzyszy jej lęk przed utratą Mamy. Pewnego dnia, mając 22 lub 23 lata, postanawia zmierzyć ze swoim strachem i wyobraża sobie, co czuje w chwili, gdy jej mama umiera.Tym samym rozważa najtrudniejszy, życiowy scenariusz. Dziewczynka, chcąc się zatroszczyć o samą siebie, pewnego dnia prosi swoją mamę o napisanie książki ze spisem codziennych instrukcji, za którymi (prowadzona przez ukochaną kobietę) będzie mogła podążać każdego dnia.

what_to_do_when_im_gone
fot. www.bloomsbury.com/uk

Książka ta i mnie zainspirowała do stworzenia swojego dziennika, z miłości do córki. Takiego, w którym będę jej opowiadała o tym, co uznam za ważne i co chciałabym, aby zapamiętała. Kto wie... być może i Was opis tej publikacji również zainspiruje do stworzenia czegoś dla waszej pociechy tak, by mogła nosić te ważne zapiski w swoim portfelu, plecaku, torebce czy schować w tajemniczym pudełku. Dla dziecka może to być niezwykle wartościowy amulet na dalsze życie.

Wspólna biblioteczka

Kochani, czy macie jakieś godne polecenia książkowe pozycje, które można by było dołączyć do tej listy? Pozostawiam ją otwartą. Mam jednak nadzieję, że okaże się dla Was pomocna.

Jeśli chcielibyście sięgnąć po publikacje opisujące temat śmierci, żałoby, radzenia sobie ze stratą oraz zawierające rady odnośnie tego, jak można rozmawiać o tym z dzieckiem, poniżej lista wartych uwagi książek:

  • Anna Jankowska, "Jak wychowywać przedszkolaka"
  • Anna Jankowska, "Po co kotu wąsy, czyli jak odpowiadać dzieciom na trudne pytania"
  • Anna Jankowska, "Trudne tematy dla mamy i taty, czyli jak wychowywać dziecko na człowieka"
  • Justyna Korzeniewska, "Rozmowy z dzieckiem. Proste odpowiedzi na trudne pytania"
  • Eva Zoller, "A dlaczego? Jak odpowiadać na trudne pytania dzieci"
  • Elżbieta Zubrzycka, "Trudne pytania dla dorosłych. Jak rozmawiać o stracie, tęsknocie i dziecięcych lękach. Optymistycznie i pogodnie"

 

Pozdrawiam,
Magdalena Michalak

Być może zainteresuje Was również:


komputer_cyklu_Pearly

Czy nowoczesna, naturalna i jednocześnie skuteczna antykoncepcja jest możliwa? Sprawdź, co odkryłam!

Od dłuższego czasu uważnie przyglądam się tematowi świadomego planowania rodziny. Kocham te swoje dwa brzdące miłością bezgraniczną, jednak kwestię powiększania wesołej gromadki wolę mieć pod kontrolą. Wiedząc, jakie efekty uboczne, może nieść ze sobą stosowanie antykoncepcji hormonalnej, postanowiłam przyjrzeć się bliżej naturalnym i zdrowym rozwiązaniom.

Czy Wy również kierujecie się tym archaicznym przekonaniem, że naturalna antykoncepcja = „kalendarzyk małżeński”? Mam nadzieję, że nie. Oczywiste jest to, że wspomniany kalendarzyk jest starą i nieskuteczną metodą (wskaźnik Pearl’a wynosi od 15 do 35), której w rzeczywistości już nikt nie stosuje i w mojej ocenie stosować nie powinien.

Poszerzanie horyzontów

Przemierzając bezkresne pokłady, internetowej kopalni wiedzy, znalazłam szereg ciekawych informacji i badań będących potwierdzeniem wysokiej skuteczności innej, naturalnej metody pozwalającej kontrolować rodzinną liczebność.

W prawdzie polega ona również na obserwacji i znajomości własnego organizmu, ale dzięki możliwościom, jakie w dzisiejszy czasach przynosi postęp technologiczny, oparta jest na wsparciu inteligentnego urządzenia elektronicznego. Na szczęście epoka liczenia dni płodnych "na oko" minęła bezpowrotnie.

W związku z pozytywnymi wynikami badań klinicznych, potwierdzających wysoką skuteczność antykoncepcyjną tej metody, rekomendacją Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego oraz ogromem pozytywnych opinii zadowolonych użytkowniczek, postanowiłam bliżej przyjrzeć się jednemu ze wspomnianych komputerów cyklu – o nazwie Pearly.

pearly
Komputer cyklu Pearly

Zanim jednak przejdziemy do szczegółów dotyczących sposobu jego działania, zerknijmy na skuteczność różnych metod antykoncepcyjnych.

Skuteczność metod antykoncepcyjnych

Skuteczność metody antykoncepcyjnej najczęściej określa się za pomocą tak zwanego wskaźnika Pearl’a. Wskazuje on, ile ze 100 kobiet w przeciągu roku zaszło w ciążę, stosując określoną metodę antykoncepcyjną. Metoda jest skuteczniejsza, im wskaźnik ten jest niższy.

Tabletki hormonalne

Badania kliniczne rzeczywiście potwierdzają wysoką skuteczność pigułki – wskaźnik Pearl’a dla tabletek jednofazowych wynosi od 0,1 do 0,5, a dla dwufazowych 0,7. Brzmi bosko, jednak doskonale wiemy, że badania kliniczne to jedno, a nasza codzienność to zupełnie coś innego. Okazuje się, że pomijanie przynajmniej jednej tabletki w cyklu jest powszechne, a ogromna ilość kobiet nie zdaje sobie sprawy z inter reakcji tabletek antykoncepcyjnych z różnego rodzaju lekami czy antydepresantami, które obniżają skuteczność pigułki. Nie wspomnę już o szeregu skutków ubocznych, które współtowarzyszą ich stosowaniu.

Prezerwatywa

Prezerwatywa to jedna z najstarszych metod antykoncepcyjnych i oprócz wazektomii jedyna, którą może zastosować mężczyzna. Gdy spoglądam na wyniki potwierdzające skuteczność prezerwatywy i widzę rozstrzał pomiędzy 3 a 7 (wskaźnik Pearl’a), to mam świadomość, że na efekt antykoncepcyjny ma wpływ szereg czynników, takich jak np. umiejętność jej prawidłowego zakładania.

Wkładka wewnątrzmaciczna

Wskaźnik Pearl’a dla wkładek wynosi około 0,4 -2,6 w przeważającej mierze są to, spirale zawierające miedź. Mimo iż skuteczność wkładek domacicznych jest najwyższa ze wszystkich odwracalnych metod antykoncepcyjnych, to sporym zagrożeniem jest fakt, że mniej więcej 1/5 z nich wypada w ciągu 3 miesięcy od założenia i większość kobiet tego nie zauważa.

Naturalne metody antykoncepcji

Większość osób stosujących metody naturalne wybiera metodę termiczną, bądź objawowo-termiczną Rötzera – obydwie te metody wymagają przede wszystkim codziennych pomiarów podstawowej temperatury ciała, samoobserwacji oraz tworzenia tzw. kart cyklu, czyli wykresów zawierających wyniki obserwacji i dane dotyczące pomiarów temperatury.

Każda z tych metod wymaga sporej wiedzy, dyscypliny, stabilnego cyklu miesięcznego, dość regularnego trybu życia, a przede wszystkim – doświadczenia, dlatego też wybiera je niewielka grupa kobiet. Prawidłowo stosowana metoda Rötzera ma skuteczność wyższą niż prezerwatywa, ponieważ wskaźnik Pearl’a wynosi od 1 do 3.

Komputery cyklu

W przypadku stosowania komputerów cyklu wskaźnik Pearl’a wynosi 0,64 (w przeliczeniu na procenty oznacza to 99,3% skuteczności). Oznacza to, że niecałe 7 kobiet na 1000 może zajść w nieplanowaną ciążę przez rok prawidłowego stosowania komputera cyklu.

naturalna antykoncepcja

Po porównaniu i przeanalizowaniu wskaźników skuteczności poszczególnych metod antykoncepcyjnych zaczęłam baczniej przyglądać się wspomnianym komputerom cyklu, które na tle pozostałych metod, wypadły świetnie.

Nowocześnie i naturalnie o płodności

Wśród nowoczesnych rozwiązań jest w czym wybierać. Moim zdaniem na szczególną uwagę zasługują komputery cyklu – Pearly, Lady-Comp i Lady-Comp Baby, które z dokładnością 0,01° C mierzą temperaturę ciała kobiety i „samodzielnie” ją interpretują. Dzięki wprowadzonej do pamięci bazie danych o ponad 1 milionie cykli kobiet trafnie określają dni płodne i niepłodne, rzadko się mylą (wcześniej wspominałam o ich wysokiej skuteczności). Pomiaru temperatury dokonuje się raz dziennie i trwa on około 30-40 sekund.

naturalna_antykoncepcja_Pearly

Pearly – czyli planowanie na ekranie

Stosowanie komputera cyklu polega na codziennym mierzeniu temperatury. Pomiaru powinno się dokonywać rano, umieszczając sensor pod językiem. Po około 30 sekundach Pearly wyświetla informację, w jakiej fazie cyklu się znajdujemy, wskaże, czy są to dni płodne bądź niepłodne, a także poinformuje nas o momencie owulacji. Przez pierwsze 2-3 cykle komputer „uczy się” naszego organizmu, po tym czasie pojawia się coraz więcej zielonych światełek oznaczających dni niepłodne i większą precyzję pomiaru.

Pearly_sprawdzanie_wyniku

Pearly_wynik_pomiaru

Lady_Comp_pomiar

Planowanie dziecka

Analizując wszystkie możliwości, jakie daje komputer cyklu, taki jak Pearly, stwierdzam, że sprawdzi się on idealnie nie tylko, jako metoda zapobiegawcza, ale również jako wsparcie podczas planowania rodziny. Dzięki zapisanej bazie danych ponad 1 miliona cykli kobiet, precyzyjnemu wyznaczaniu dni płodnych i niepłodnych nadaje się do tego idealnie. Dodatkowym atutem jest również to, że Pearly może wskazać datę owulacji z wyprzedzeniem i obliczyć najlepszy czas na poczęcie maleństwa.

Bezpieczeństwo

Komputery cyklu Lady-Comp, Lady-Comp Baby i Pearly są produkowane i dystrybuowane na całym świecie od ponad 30 lat, w Polsce od ponad 10. Oznacza to, iż zostały sprawdzone nie tylko za pomocą badań klinicznych, ale również przez gro zadowolonych kobiet. Ponadto w 2010 roku uzyskały pozytywną opinię Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego.

Lady_Comp

Kosztowny gadżet

To fakt, że dla większości z nas, jednorazowy koszt zakupu takiego urządzenia, to spory wydatek, komputer cyklu Pearly możemy kupić w cenie około 1399 zł (więcej na jego temat przeczytacie tu => klik). Warto jednak spojrzeć na to z nieco innej perspektywy, jak na inwestycję, która przynosi zysk odroczony w czasie. Jak to możliwe? Wystarczy dokonać prostej kalkulacji – policzyć wydatki na stosowaną antykoncepcję na przestrzeni kilku lat. Czego się dowiemy? Zakładając, że stosując tabletki antykoncepcyjne, co miesiąc wydajemy około 30-35 złotych, Pearly zwróci się nam po niecałych 3 latach? Analizując wydatki w ten sposób, okazuje się, że koszt komputera cyklu nie jest tak wygórowany, jak z pozoru może się wydawać.

Dlaczego warto?

Przede wszystkim dlatego, że inteligentny komputer cyklu to doskonała alternatywa dla kobiet, które nie chcą lub nie mogą stosować środków hormonalnych, prezerwatyw lub innych metod zapobiegania ciąży.

Pearly jest w 100% ekologiczny. Jedyne, czego od nas wymaga, to codzienny pomiar temperatury, o którym dodatkowo przypomina. Dzięki prostej obsłudze nie wymaga szczegółowej znajomości metod obserwacji cyklu ani prowadzenia i analizowania notatek.

Stosowanie tego urządzenia nie powoduje występowania skutków ubocznych. Ważne jest również to, że w każdej chwili możemy zaprzestać jego używania, a dodatkowo zwiększa samoświadomość i naszą wiedzę na temat własnego ciała.

Autorem zdjęć jest Grzegorz Chełkowski, więcej jego pięknych zdjęć znajdziecie tutaj.

Czy słyszałyście wcześniej o tej naturalnej i zarazem skutecznej metodzie planowania rodziny?

 

 


jak_wybierać_kosmetyki_dla_dzieci

Na co zwrócić uwagę wybierając kosmetyki dla dzieci

Mam nieodparte wrażenie, że od kiedy zostałam mamą, dokonywanie wyborów stało się szczególnie trudne. Zanim podejmę jakąś decyzję trzy, cztery a czasem więcej razy analizuję każde za i przeciw. Stałam się bardziej dociekliwa, choć już wcześniej wydawało mi się, że dzielę włos na cztery. Staram się, by moja decyzja była świadomym wyborem, a nie impulsem wynikającym z panującej mody czy dobrze zrealizowanej kampanii marketingowej.

Wszystko przebiega zgodnie z moim, matczynym planem, dopóki posiadam wiedzę w określonej dziedzinie. Schody i kłopociki zaczynają się, gdy zalewa mnie fala informacji, których nie potrafię zweryfikować… I bądź tu matko mądra!

Szczególnie dla mnie ważnym tematem jest zdrowie i pielęgnacja dzieci. Nie wiem jak Wy, ale ja podczas zakupu kosmetyków, łapię się na tym, że już sama nie wiem, co jest dobre, a co lepsze, na co zwrócić uwagę, a czego wystrzegać się jak ognia.

Sprawą oczywistą jest fakt, że podstawowym kryterium wyboru, z resztą podobnie jak w przypadku zakupu produktów spożywczych, jest skład kosmetyku.

Ale, ale… skład to ja mogę sobie analizować, jednak czy zawsze będę wiedziała, co oznaczają występujące w nim skróty? Dlaczego określony składnik pojawił się w kosmetyku, jaka jest jego rola, działanie i czy jest tam niezbędny?

sprawdzone_udowodnione

Sprawdzone udowodnione

Takich i podobnych dylematów mam bez liku, dlatego też chcąc zasięgnąć wiedzy od ekspertów w tej dziedzinie, a nie kierować się „informacjami” zaczerpniętymi od wujka Google’a, z nieukrywanym zaciekawieniem wybrałam się na warsztaty „Sprawdzone-udowodnione” organizowane przez markę Johnson’s. Dodatkowym atutem takich wyjazdów jest możliwość spotkania niezwykle ciekawych osób. Miałam przyjemność uczestniczyć w nich wraz z Gośką z bloga CoverBaby, która nie dość, że była gwarancją świetnie spędzonego czasu, to na dodatek dowiozła mnie na miejsce warsztatów. Skoro o warsztatach mowa, to ich dodatkowym atutem, była część praktyczna, podczas której miałam możliwość własnoręcznie przygotować kosmetyk. Oczywiście to nie wszystko, bo poza praktycznym doświadczeniem zdobyłam wiele przydatnych informacji i rozwiałam sporo wątpliwości. I właśnie tą wiedzą chcę się z Wami podzielić. Będę powoływała się na wypowiedzi dr Magdaleny Sikory, pracownika naukowego Politechniki Łódzkiej, która jest ekspertem w zakresie surowców i półproduktów kosmetycznych. W tym wpisie znajdziecie tylko fakty i sporą dawkę konkretów, które pomogą Wam w dokonywaniu świadomych kosmetycznych wyborów.

sprawdzone_udowodnione_johnsons

Zanim jednak zajmiemy się kosmetykami, warto przyjrzeć się nieco bliżej zagadnieniu dziecięcej skóry.

Skóra małego dziecka

Skóra niemowlęcia i małego dziecka nie jest w pełni dojrzała i różni się od skóry ludzi dorosłych. Warto zwrócić uwagę na fakt, że jest nawet o 30% cieńsza, dodatkowo stosunek masy ciała maluszka do powierzchni jego skóry jest znacznie większy, dlatego małe dzieci tracą przez skórę 2 razy więcej wody niż osoby dorosłe. Są one również bardziej narażone na przegrzanie, wychłodzenie, a także większe wchłanianie substancji kontaktującej się ze skórą.

Skóra dziecka wyposażona jest w o wiele mniejszą ilość gruczołów potowych niż skóra osoby dorosłej. Nie wydziela ona wystarczająco dużo łoju, który stanowi naturalną barierę chroniącą przed nadmierną utratą wody i uszkodzeniami.

Podczas warsztatów Pani Magdalena Sikora podkreślała:

„Skóra niemowląt wymaga w zasadzie głównie ochrony. Pielęgnacja skóry małego dziecka polega na wzmocnieniu bariery naskórkowej, która ogranicza nadmierną utratę wody i rozwój mikroorganizmów, a także łagodzi podrażnienia i zmniejsza tarcie skóry o ubranie czy pieluszkę.”

PH skóry vs odczyn kosmetyków

Poruszając zagadnienie pielęgnacji skóry, nie sposób pominąć kwestię dotyczącą pH.

Nasza skóra w różnych miejscach ma różne pH, jednak zawsze jest ono lekko kwaśne, między 4,5 a 6. Wyjątek stanowi noworodek, którego skóra ma bardziej zasadowe pH, ulega ono zmianie dopiero po kilku tygodniach.

ph_skóry_dziecka

Kwaśne pH skóry ma korzystny wpływ na naturalną mikroflorę bakteryjną, dlatego tak bardzo istotny jest odczyn kosmetyków stosowanych przez nas do pielęgnacji, powinien być neutralny (lekko kwaśny). Kosmetyki o „charakterze” zasadowym, mogą wysuszać skórę, zakłócać jej pH, a przez co, powodować wzrost mikroorganizmów patogennych – czyli infekcje.

Kosmetyki dla dzieci, czyli co?

Co właściwie oznacza termin „kosmetyk dla dziecka”? Choć w przepisach prawnych nie istnieje odrębna grupa kosmetyków dla dzieci, przyjęło się, że są to najczęściej kosmetyki przeznaczone dla dzieci poniżej 3 roku życia. Powyższy akapit, w którym opisywałam różnice w budowie dziecięcej skóry oraz specyficznych jej potrzeb, jest świetnym uzasadnieniem dla konieczności stosowania kosmetyków dedykowanych maluchom. Powinny one posiadać odpowiednie atesty Państwowego Zakładu Higieny, Instytutu Matki i Dziecka lub Centrum Zdrowia Dziecka.

warsztat_johnsons_odnova

Czego nie powinny zawierać kosmetyki dla dzieci

Ten obszar posiada restrykcyjne zasady opisane w konkretnych ustawach, które jako zakazane surowce wymienia np.: formaldehydy, kwas salicylowy (z wyjątkiem szamponów), czwartorzędowy aminokwas borowy, fenol, etanol w wyższych stężeniach (30%), niektóre barwniki np. fluoresceina, tlenek chromu.

Dr Magdalena Sikora dodatkowo uczula na występowanie w kosmetykach ekstraktów z mało znanych, szczególnie egzotycznych roślin czy też olejków eterycznych np.: olejek drzewa herbacianego, drzewa różanego, olejek goździkowy, eukaliptusowy, ilangowy, manuka, kanuka.

Analiza składu

Tym, na co zwracano naszą uwagę podczas warsztatów w kontekście wyboru odpowiedniego kosmetyku, był skład, a właściwie jego długość. Oczywiście powinniśmy kierować się zasadą im krótszy, tym lepszy. Nie ukrywam jednak, że od kiedy tylko pamiętam kłopotliwym dla mnie elementem, podczas analizy składów było rozszyfrowanie pojawiających się skrótów, dziwnie brzmiących nazw i ich zasadności występowania w kosmetyku. Dlatego, z tym większym zainteresowaniem przysłuchiwałam się poświęconej temu prelekcji.

 Lista INCI

Do każdego kosmetyku musi być dołączona lista składników, z których produkt został wykonany. Jest to właśnie ta lista, którą staramy się rozszyfrować, analizując skład np. emulsji do kąpieli. Zazwyczaj poprzedzona jest słowem „Składniki”, „Ingredients” bądź skrótem INCI (International Nomenclature of Cosmetic Ingredients). Kolejność nazw składników w INCI nie jest przypadkowa. Na początku, zawsze znajdują się substancje, których w kosmetyku jest najwięcej. Dla składników, których stężenie nie przekracza 1% kolejność może być dowolna.

PAO

PAO to skrót od „Period-After-Opening”, co oznacza termin przydatności do użycia po otwarciu i rozpoczęciu użytkowania bez ryzyka narażenia naszego zdrowia. Graficznym odpowiednikiem PAO jest symbol otwartego słoiczka.

Konserwanty

Głównym składnikiem każdego kosmetyku, nie tylko tego dla dzieci, jest woda. Dobroczynna dla skóry, jest jednocześnie idealnym podłożem do rozwoju wszelkiego rodzaju grzybów, bakterii i innych drobnoustrojów. Z jednej strony służy skórze, z drugiej natomiast przyczynia się do obniżenia jakości kosmetyku. Nie zdajemy sobie nawet sprawy, kiedy kosmetyk, którego używamy, może zostać zainfekowany przez bakterie czy grzyby. Tym sposobem dochodzi do zmiany jego konsystencji, barwy, zapachu, a nawet utraty właściwości leczniczo-pielęgnacyjnych. I tu do gry wchodzą konserwanty, których celem jest zapewnienie czystości mikrobiologicznej produktu od momentu produkcji, aż do ostatniej kropli w opakowaniu.

konserwanty_w_kosmetykach_dla_dzieci_2

Zanieczyszczenie kosmetyków

Do zanieczyszczenia kosmetyku może dojść na kilka sposobów: poprzez przenikanie wody do produktu, przez wniknięcie mikroorganizmów występujących w powietrzu, czy też poprzez wkładanie palców do pojemnika podczas aplikacji. Dlatego, jeżeli mamy możliwość wyboru warto decydować się na kosmetyki zawierające dozownik w pompce. Nie uchroni to całkowicie przed rozwojem drobnoustrojów, ale znacznie zmniejsza możliwość zanieczyszczenia.

Konserwanty są potrzebne w kosmetykach, które w składzie zawierają wodę. Gdy natomiast kosmetyk powstał na bazie oleju, to nie ma konieczności stosowania takiego zabezpieczenia.

SLS oraz SLES

Wokół SLS oraz SLES krąży wiele kontrowersji, sama staram się od nich stronić, jednak jestem zwolenniczką zdrowego rozsądku i zanim o czymkolwiek zadecyduję, wolę dokładniej się temu przyjrzeć. Zatem do dzieła.

SLS oraz SLES to środki o właściwościach myjących i pianotwórczych, to one sprawiają, że dany kosmetyk się pieni. Można je znaleźć w szamponach, płynach kąpielowych, żelach pod prysznic, ale też paście do zębów. Ogólnie w produktach spłukiwanych. SLS może mieć działanie drażniące, gdy jest stosowane jako pojedyncza substancja w wysokich stężeniach i przy zbyt długim kontakcie ze skórą. Eksperci podkreślają jednak, że w kosmetykach nigdy nie stosuje się takich konfiguracji. SLS może również powodować uczucie szczypania oczu podczas mycia włosów i wysuszenie skóry, dlatego do składu produktu często dodawany jest inny składnik, który to działanie równoważy. Czym różni się SLS od SLES? SLES jest nieco łagodniejsze, zazwyczaj wykazuje mniejsze działanie drażniące.

Na etykietach kosmetyków SLS może pojawić się pod nazwami takimi jak:

  • Sodum Lauryl Sulfate
  • Sodium Dodecyl Sulfate
  • Lauryl Sodium Sulfate
  • SDS
  • Sulfuric Acid,
  • Monododecyl Ester,
  • Sodium Salt
  • Sodium N-dodecyl Sulf​ate
  • Lauryl Sulfate Sodium Salt

 SLS Free? 

Przyznam, że intrygują mnie kosmetyki, które na etykiecie zawierają dopisek „BEZ SLS”, bo byłoby idealnie, gdyby takimi były. Dlatego tym bardziej dociekałam czy to prawdziwa deklaracja. To, czego się dowiedziałam, to fakt, że posiadając taki kosmetyk, warto równie sumiennie zwrócić uwagę na jego skład. W INCI może znajdować się składnik, który zastępuje SLS i jest jego zamiennikiem np. Sodium Coco Sulfate, uznawany za „naturalny” odpowiednik SLS. Poniżej znajdziecie kilka detergentów uznawanych za delikatniejsze od SLS:

  • Lauryl Glucoside
  • Coco Glucoside,
  • Decyl Glucoside
  • Disodium Cocoyl Glutamate

emoliety

Emoliety

Kolejnym bardzo często przewijającym się terminem podczas wyboru kosmetyków dla niemowląt jest emoliet. Często rekomendowany dzieciom ze skórą wrażliwą bądź problemami skórnymi np. AZS.  Czym tak naprawdę jest? Emoliet to zarówno pojedynczy składnik, jak i gotowy kosmetyk, którego zadaniem jest natłuszczeniem, zmiękczenie i pośrednio nawilżenie skóry. Pośrednie nawilżenie polega na zatrzymaniu odparowywania wody ze skóry. Do emolietów należą między innymi oliwki, mleczka czy kremy, które w swoim składzie zawierają składniki natłuszczające. 

Czy olej może być zamiennikiem kosmetyku?

Od jakiegoś czasu internet zalewa fala informacji dotyczących korzyści płynących ze stosowania olei np. roślinnych zamiast standardowych kosmetyków. Jaka jest opinia specjalistów? Eksperci podkreślają jedną, bardzo istotną kwestię – olej nie jest kosmetykiem. Myślicie sobie: „I co z tego? Jest naturalny, eko i bio…”

Istotną różnicą pomiędzy olejami spożywczymi a kosmetykami jest fakt, że te drugie przechodzą ocenę bezpieczeństwa (Safety Assesor). Raport z niej stanowi kluczowy element dokumentacji produktu kosmetycznego. Natomiast stosowanie olejów spożywczych związane jest z wieloma „ALE” – kupujemy je z różnych miejsc, w których to miejscach są w różny sposób przechowywane, poza tym ich jakość może pozostawiać wiele do życzenia podobnie jak metody pozyskiwania. Warto również pamiętać, że oleje roślinne mają krótki czas przydatności i bardzo łatwo jełczeją.

Poza tym oleje roślinne mogą działać komedogennie, czyli zatykać pory – dotyczy to, m.in. oleju kokosowego, migdałowego czy masła kakaowego.

Wiele osób wierzy, że zrobienie „domowego kremu”, to najlepsza recepta na dobry kosmetyk. Warto jednak pamiętać o ogromnym znaczeniu kontroli jakości, czystości mikrobiologicznej czy ocenie toksykologicznej, które są gwarancją jakości i bezpieczeństwa.

Czym się kierować dokonując wyboru kosmetyków dla dzieci?

Zacytuję słowa Katarzyny Bosackiej, które według mnie powinny być pierwszym kryterium: „im mniej kosmetyków tym lepiej”. Kasia podczas swojej prelekcji podkreślała, że do właściwej pielęgnacji maluszka potrzebujemy tylko czegoś do mycia i nawilżenia skóry oraz filtru UV chroniącego przed promieniowaniem słonecznym.

Drugim kryterium natomiast jest prosty skład, im krótszy, tym lepszy.

katarzyna_bosacka_johnsons

Jedna rzecz, o której warto pamiętać?

Nie powinniśmy patrzeć na kosmetyk tylko pod kątem jednego składnika, ale na jego całościowy skład, bo to całość tworzy właściwości kosmetyku.

Każdy z nas dokonuje indywidualnych wyborów, takich, które są najlepsze dla nas i naszych bliskich. Warto jednak podejmować decyzje na podstawie wiedzy, doświadczenia, opracowań czy informacji pochodzących ze sprawdzonych źródeł. Poniżej zamieszczam kilka wiarygodnych stron, na których znajdziecie informacje dotyczące kosmetyków i ich składów:

Kosmopedia.pl

cosmeticsInfo.org

nlm.nih.gov

IFRAorg.org

Ncbi.nlm.nih.gov/pubmed

Jestem ciekawa, na co Wy zwracacie uwagę dokonując wyboru kosmetyków?