dlaczego ludzie zdradzają

Dlaczego ludzie zdradzają? Anatomia niewierności

Czy choć raz zadaliście sobie pytanie, dlaczego ludzie zdradzają swoich partnerów? Jestem pewna, że tak. Zachodzimy w głowę co robić albo wręcz przeciwnie, czego nie robić, by zdrada była tylko zasłyszaną opowieścią, której nie będzie nam dane doświadczyć. W jaki sposób uniknąć tego nieprzyjemnego doświadczenia? Czy to w ogóle możliwe?
Niewierność jest jednym z tych zachowań, które niemal każdy z nas miał, ma bądź będzie miał szanse doświadczyć. Oczywiście nie jest powiedziane po której stronie przysłowiowego kija się znajdziemy, koniec końców niesie ona ze sobą mnóstwo burzliwych i skrajnych emocji. W związku z tym, że zdrada stanowi tak częsty dylemat, stała się również przedmiotem wielu różnorodnych badań. Do jakich wniosków doprowadziły one ekspertów? O tym przeczytacie poniżej 😉.

Społeczne przyzwolenie

W kontekście kultury i społecznego przyzwolenia na określone zachowania jedno jest pewne, że niczego nie możemy być pewni. Nie ma stałych zasad, które wraz z upływem czasu byłyby uniwersalne i niezmienne. Zwróćcie uwagę jak na przestrzeni lat zmienia się kulturowe podejście do wartości rodziny, znaczenia małżeństwa czy trwałości złożonego przyrzeczenia.

Żyjemy w czasach wszechobecnego ekshibicjonizmu, kultu szczęścia, samorealizacji i hedonistycznego sposobu na życie. Ma to niewątpliwie wpływ na stawiane priorytety i wyznawane wartości. W kontekście społeczeństwa i jego podejścia do relacji zmieniło się bardzo wiele. Istnieje społeczne przyzwolenie dla rozwodów, otwartych związków, a mimo to ludzie nadal zdradzają. To co najbardziej zaskakujące to, to, że bardzo często zdradzają, nawet będąc szczęśliwymi w swoich związkach. To trudne do wyobrażenia, ale tak się dzieje. Nie sposób nie zadać pytania, dlaczego tak jest i czym w związku z tym jest zdrada?

Zdrada, czyli co?

Definicja zdrady cały czas zmienia swoje brzmienie. Dla każdego z nas jest czymś innym, ale w większości przypadków bierzemy pod uwagę podobne argumenty. Wraz z rozwojem technologicznym, poszerzył się obszar niewierności. W ostatnich latach pojawiła się możliwość wirtualnej zdrady za pośrednictwem smsów, portali społecznościowych, sekretnych spotkań internetowych, oglądania pornografii. Mogłabym wymieniać w nieskończoność, bo ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia. W związku z tym, że nie ma jednoznacznej definicji zdrady szacunkowe dane dotyczące ilości zdradzających różnią się znacząco, bo wynoszą od 26% do 75%. Też mi widełki 😉

dlaczego ludzie zdradzają sms

Z mojej perspektywy zdrada to forma ukradkowego związku, którego elementem jest jakiś stopień więzi emocjonalnej, czemu towarzyszy alchemia seksualna. Przyznam, że owa alchemia jest kluczowym punktem tego opisu, gdyż dreszcz erotyczny wyimaginowanego pocałunku ma moc i czar wielu godzin fizycznych igraszek (potwierdzono to również wynikami badań). Wielu z Was zapewne zgodzi się z tym, że zdrada emocjonalna bywa bardziej dotkliwa niż ta fizyczna. Marcel Proust powiedział: „To nasza wyobraźnia odpowiada za miłość, a nie druga osoba.” – jest w tym sporo prawdy.

Dlaczego zdrada tak boli

Z jednej strony zdrada nigdy nie była łatwiejsza, z drugiej natomiast nigdy nie było trudniej utrzymać jej w tajemnicy. Jednocześnie niewierność nigdy nie zbierała takiego żniwa psychicznego.

Gdy porównamy to, jak było kiedyś z tym, jak jest dzisiaj dopatrzymy się dwóch kluczowych elementów. Dawniej, gdy małżeństwo było przedsięwzięciem ekonomicznym, niewierność zagrażała bezpieczeństwu ekonomicznemu jednej ze stron. Najczęściej dotyczyło to kobiety, która zajmowała się domem i dziećmi nie zarabiając realnych pieniędzy. Dziś, kiedy zawieramy związki z romantycznych pobudek niewierność zagraża naszemu emocjonalnemu bezpieczeństwu.

Wiecie, gdzie tkwi największa ironia? 

Kiedyś uciekano się do cudzołóstwa w poszukiwaniu prawdziwej miłości. Dziś, obecną w małżeństwie miłość, niszczy owe cudzołóstwo.

Dzisiejsza niewierność…

Nie ma wątpliwości, że zdrada rani dziś inaczej. Mamy romantyczny ideał związku i ukochanej osoby, od której oczekujemy zaspokojenia mnóstwa, różnorodnych potrzeb. Bycia najlepszym przyjacielem, najwspanialszym kochankiem, najlepszym rodzicem, zaufanym powiernikiem, partnerem intelektualnym, towarzyszem emocjonalnym i zabawnym kumplem. Związek zaspakaja również nasze oczekiwania względem poczucia wyjątkowości, niezastępowalności i bycia tą jedną jedyną. Czego natomiast dowiadujemy się w momencie zdrady? Tego, że wszystko to na czym opieraliśmy naszą relację, co stanowiło fundament naszego życia emocjonalnego pękło niczym bańska mydlana…

Choć zdrada zawsze bolała, dzisiaj bywa traumatycznym przeżyciem, ponieważ zagraża poczuciu naszej wartości, samoocenie i własnemu „ja”.

Zapewne nie zaskoczę Was stwierdzeniem, że nigdy wcześniej nie byliśmy bardziej skłonni do zdrady. Nie dlatego, że mamy dziś inne oczekiwania czy większą dostępność pokus, ale przede wszystkim przez społeczne przyzwolenie dla podążania za pragnieniami. Przez hedonistyczną kulturę, w której oczywistym jest, że przysługuje nam szczęście, bez względu na wszystko i wszystkich. Kiedyś kończyliśmy związki, bo byliśmy nieszczęśliwi, dziś rozwodzimy się, bo chcemy być bardziej szczęśliwi.

Dawniej rozwód był powodem do wstydu, swoistą porażką. Dzisiaj oznaką słabości i powodem w do wstydu jest pozostawanie w związku, który nie daje nam „pełni szczęścia” na które przecież zasługujemy.
Tylko, czy na pewno dobrym wyborem jest podążanie tylko za swoimi pragnieniami? Gdzie podział się kompromis, rozmowa i wartość rodziny?

Skoro rozstanie nigdy nie było tak proste, a rozwód nie stanowi problemu, to dlaczego nadal zdradzamy?

Gen niewierności

Dopuszczając się zdrady zazwyczaj zakładamy, że coś jest nie tak ze związkiem, w którym jesteśmy bądź z naszym partnerem. Czy jest tak rzeczywiście? Kto ponosi winę? Przecież miliony zdradzających ludzi nie może stanowić patologii… prawda?

Tu z pomocą przychodzą nam genetycy i neurobiolodzy. To oni zaczęli przyglądać się zdradzie w innym kontekście niż ten społeczny.

W poszukiwaniu genu niewierności przeprowadzono szereg badań. Profesor Larry Young z Emory University w Atlancie za idealny obiekt analiz uznał norniki, maleńkie gryzonie podobne do myszy. Wybór ten nie był przypadkowy. Te dwa gatunki norników: preriowe i górskie, wyglądają niemal identycznie, natomiast pod względem relacji damsko-męskich, różnią się diametralnie. Samce nornika górskiego to lekkoduchy, które przy najmniejszej sposobności zmieniają partnerki, jak rękawiczki. Z kolei norniki preriowe są monogamiczne. Całe życie spędzają u boku jednej samiczki, pozostając jej wiernym nawet po jej śmierci.

Co zatem decyduje o ich tak odmiennym podejściu do partnerstwa i wierności?

Okazało się, że winowajcą całego tego zdradliwego zamieszania jest Gen V1aR. Ma on wpływ na produkcję hormonu wierności małżeńskiej - wazopresyny. Hormon ten odpowiada za jakość relacji seksualnych oraz zdolność zapamiętywania wspólnie spędzonych, przyjemnych chwil. Zależność jest prosta im więcej wazopresyny, tym mniejsza tendencja do skoków w bok. Z tego wynika, że powinniśmy poszukiwać partnerów będących jak norniki preriowe, które są wierne, chętnie opiekują się partnerką i potomstwem. Strzeżmy się natomiast norników górskich. 😉

Poszukiwania odpowiedzi o przyczynę zdrady nie zakończyły się na nornikach. Kolejne badania, przeprowadzone przez Hasse Waluma ze sztokholmskiego Karolinska Institutet, udowodniły, że wazopresyna podobnie działa na mężczyzn.  Okazało się, że im więcej kopii tego genu posiada mężczyzna, tym słabszy wpływ wazopresyny na mózg, a tym samym większe ryzyko zdrady.

dlaczego ludzie zdradzają łóżko

Nie wszystko jednak stracone 😉

Oksytocynę poproszę

Jak się niedawno okazało nawet z zagorzałych „skoczków” można zrobić wiernych partnerów.

W jaki sposób? Z badań przeprowadzonych przez René Hurlemann z uniwersytetu w Bonn wynika, że wystarczy zaaplikować im oksytocynę, hormon przywiązania i czułości. Mężczyźni, którzy go dostawali, a byli w stałych związkach, nie byli zainteresowani innymi kobietami, nawet tymi bardzo atrakcyjnymi i kuszącymi.

Czy też po głowie kołacze Wam pytanie – skąd wziąć tę oksytocynę?  :-D

Dopamina - ona temu winna

Niestety na tym nie koniec wpływu genetyki na nasze zachowanie. O skłonności do zdrady decyduje jeszcze jeden gen – oznaczony symbolem DRD4. Wpływa on na produkcję dopaminy, hormonu, który sprawia, że podczas uprawiania seksu odczuwamy przyjemność podobną do tej, jakiej dostarczają nam używki np. narkotyki, alkohol itp. Nie mam dobrych wiadomości…gen ten jest dość powszechny, posiada go aż 50 % z nas. Zatem mamy tylko połowę szans na to, że natura nie będzie nas wiodła na pokuszenie.

Zagadka namiętności

Logika podpowiada, że jeśli w domu niczego nam nie brakuje, nie powinniśmy mieć potrzeby szukania wrażeń na zewnątrz. Gdyby tak właśnie było, to żylibyśmy w niemal idealnym świecie. Wiadomym jest, że z biegiem lat, sytuacja w związku wygląda różnie. Dochodzi do ostudzenia namiętności, dawny żar ulega wypaleniu. No właśnie, dlaczego tak się dzieje? O co chodzi z wspomnianą namiętnością? Czyży miała ograniczony okres przydatności? Skoro nawet szczęśliwi ludzie zdradzają, to gdzie tkwi przyczyna niewierności?

Wiemy o tym, że częściowo za niewierność odpowiedzialne są geny. Jednak to nie wszystko. Jest jeszcze – wspomniana wcześniej dopamina. To ona jest nieodłącznie związana z namiętnością. W jaki sposób? Otóż podczas pierwszego kontaktu fizycznego nasz mózg zalewa fala dopaminy, stąd uczucie rozkoszy, którą nazywamy namiętnością. Niestety szybko się przyzwyczajamy i wraz z każdym następnym zbliżeniem, w takich samych okolicznościach, z tą samą osobą wydzielanie tego hormonu słabnie. Stąd czerpiemy z seksu mniejszą przyjemność, organizm zapewnia nam mniejszą dawkę „hormonalnego haju”. Jednocześnie posiadając w pamięci wcześniejsze doświadczenia pojawia się niedosyt i przemożne pragnienie, by znowu wznieść się na wyżyny przyjemności. Dlatego te osoby, które mają ku temu genetyczne predyspozycje, częściej poszukują dodatkowych podniet. Szybkiego i intensywnego wydzielenia dopaminy dostarcza nam nowy partner. Dodatkowo z każdą dawką dopaminy osłabia się działanie oksytocyny (pamiętacie? Hormonu odpowiedzialnego za wierność), która niczym obrączka wiąże nas ze stałym partnerem. Wtedy to już prosta droga do zdrady, to ten moment, gdy przekroczenie granicy zachodzi niemal automatycznie.

dlaczego ludzie zdradzają związek małżeniski

Nie ma co się oszukiwać, monotonia w związku sprawia, że tracimy ochotę na figle w tym samym towarzystwie i zaczynamy rozglądać się za innym partnerem do zabawy. Zachowanie to ma nawet swoją nazwę - efekt Coolidge’a.

Romans – czyli co?

Nie ma wątpliwości, że romanse pozamałżeńskie są aktem zdrady. Jednocześnie bywają też wyrazem tęsknoty. Tęsknoty i pragnienia więzi emocjonalnej, nowości, wolności, autonomii, intensywnej seksualności. Pragnienia odzyskania utraconej części siebie albo próba przywrócenia witalności i podniesienia samooceny – stąd te kryzysy wieku średniego…

Wbrew pozorom w zdradzie chodzi nie tyle o seks, ile o wspomnianą wcześniej namiętność, pożądanie, pragnienie uwagi, potrzebę poczucia się kimś szczególnym, kimś ważnym i wyjątkowym. Sama struktura zdrady, nieosiągalność kochanka, wzmaga pragnienie. To właśnie mechanizm pożądania, bo niekompletność i dwuznaczność sprawiają, że pragniemy tego, czego nie możemy mieć.
To tak samo jak z trawą, która u sąsiada wydaje się bardziej zielona. Coś czego nie mamy, nie możemy mieć, nie jest nasze – jest lepsze…
Dziwne? Mniej niż moglibyśmy przypuszczać – to złudzenie, to zwyczajna reguła niedostępności.

Zdrada…i co dalej

Prawda jest taka, że niektóre romanse to dzwony pogrzebowe dla już nieistniejących związków – tzw. gwóźdź do trumny. Inne otwierają nowe możliwości. Koniec końców jednak większość par, które doświadczyły zdrady, zostaje razem.
Każda zdrada zmienia definicję związku i każda para zdecyduje, jak będzie wyglądało ich życie po przekroczeniu granicy niewierności. Niestety zdrada nie przestaje istnieć, gdy już raz do niej dojdzie na zawsze wyryje rysę w naszej historii.

Dyskusje i rozmyślenia dotyczące miłości, namiętności i pożądania nie pozwalają na odnalezienie jednoznacznych odpowiedzi. Nie jesteśmy w stanie określić sztywnych ram i kategorii jak: złe, dobre, białe, czarne, zdradzeni i zdrajcy. Zdrada w związku przybiera wiele postaci. Ta cielesna – seksualna to tylko jedna z nich. Pogarda, zaniedbanie, obojętność czy przemoc to kolejne jej oblicza. Innymi słowy, ofiara zdrady nie zawsze jest ofiarą małżeństwa. Może ona wystąpić w zupełnie odmiennej relacji dwojga ludzi.

Wbrew pozorom większość z nas będzie miała dwa albo trzy małżeństwa. Niemożliwe? Wręcz przeciwnie. Clou w partnerze. Niektórzy z nas doświadczą nowego związku z tą samą osobą, inni z nowym partnerem.

W trudnej, podbramkowej sytuacji pozostaje zadać sobie pytanie: „Czy po zakończeniu pierwszego związku, chcemy razem stworzyć drugi?" W miłości nie obowiązuje zasada: „Nie wchodź dwa razy do tej samej wody”.
To kwestia naszych pragnień, uczuć, przekonań i wiary, które nie dają jednoznacznej odpowiedzi…

Jakie są Wasze refleksje dotyczące ludzkiej niewierności? Podzielcie się nimi w komentarzu poniżej tekstu.

Może zainteresują Cię poniższe teksty:

8 kroków do wartościowego małżeństwa

5 sposobów, aby zniszczyć udany związek

 

Do następnego przeczytania,
Karola


panowanie_nad_nerwami

Opanuj się mamo! Poznaj sposób na spokojniejsze macierzyństwo

Jeżeli jesteś mamą, to pewnie zdążyłaś już zweryfikować wiarygodność sielankowego macierzyństwa opisywanego w poradnikach dla rodziców.

Każda z nas miewa gorsze i lepsze dni. Mając na głowie ogrom obowiązków, za sobą wiele nieprzespanych nocy, a przed oczami wszechobecną presję perfekcyjnej pani domu - trudno jest nie popaść we frustrację i zachować zimną krew. Każdej z nas, mającej pod opieką co najmniej jednego niesfornego malucha, potrzebne jest morze cierpliwości.

Poznawanie świata, zdobywanie nowych umiejętności, rozwój dziecka nieodłącznie związane są z przekraczaniem granic, weryfikowaniem tego, co dotychczas było niedostępne, nieznane, nowe. Dziecięca ciekawość często stanowi jednocześnie test rodzicielskiej cierpliwości.

Gdy rozmawiamy o tym na chłodno, siedząc w fotelu i pijąc kubek ciepłej herbaty, powyższe zachowania są dla nas naturalną koleją rzeczy, a wspomnienie niektórych sytuacji wywołuje uśmiech na naszych twarzach.

Sprawa wygląda jednak inaczej, gdy jesteśmy w ferworze codziennych obowiązków i w pewnym momencie sytuacja wymyka się spod kontroli, tzn. bardziej nasz brzdąc się wymyka i narusza postawione granice, w związku z czym chwilowo rzeczywistość nas przerasta...   To ten moment, kiedy mamy wrażenie, że żeby zachować zimną krew musielibyśmy być z kamienia. To właśnie wtedy reagujemy nie tak, jak byśmy chciały.

samokontrola

Nie takie chcemy być...

Przecież każda z nas chce być jak najlepszą mamą, najlepszą wersją siebie, by przekazać swojej pociesze to, co najważniejsze, by wspierać ją w rozwoju i stworzyć ku temu jak najlepsze warunki.

W tym wpisie nie będziemy skupiać się na zmianie zachowania dziecka (o tym możecie przeczytać tu => klik, klik i klik), tym razem spróbujemy popracować nad sobą i jakością naszego rodzicielstwa.
W jaki sposób pracować nad sobą, nad budowaniem umiejętność samokontroli, nad tym, by poniższy cytat nie był tylko pustym frazesem?

„Rodzicielskim zadaniem  nie jest powstrzymanie dziecka przed napadem złości. Naszym zadaniem jest zachowanie spokoju.”

Łatwiej powiedzieć, trudniej zrealizować...

Jak pracować nad samokontrolą?

Ile razy zdarzyło się Wam postawić sobie jakiś cel - ćwiczyć więcej (bądź w ogóle zacząć ćwiczyć ;-) ), jeść zdrowiej, mniej  podjadać wieczorami, tylko po to, by po kilku dniach czy tygodniach powrócić do dawnych przyzwyczajeń?

Często?

No właśnie... siła nawyku jest ogromna, na tyle duża, że aby go przezwyciężyć, bądź wypracować nowy – pożądany, potrzebna jest systematyczność i konsekwencja w postępowaniu nawet przez 254 dni (więcej na temat kształtowania nawyków pisałam tutaj).

Nawyki sprawiają, że działamy automatycznie, nie musimy specjalnie się wysilać, aby coś zrobić. Po prostu pewne zachowanie przechodzi w rutynę i określony bodziec wywołuje naszą reakcję. Mycie zębów, poranna kawa, to przykłady czynności, które wykonujemy na autopilocie.

Podobnym nawykiem może być sposób, w jaki reagujemy na zachowanie naszych dzieci. Zaganiane, zaabsorbowane codziennymi sprawami, poirytowane, zmęczone często tracimy panowanie nad sobą i przechodzimy w automatyczny tryb rozzłoszczonej matki. Reagujemy krzykiem i siłą przywracamy dziecko do porządku. Dopiero po czasie, gdy emocje opadną (o wpływie kortyzolu na nasze działanie przeczytacie tutaj), odzyskujemy zdolność logicznego myślenia i pojawiają się wyrzuty sumienia. Co prawda czasu cofnąć nie możemy, ale zmienić swoje zachowanie i przyzwyczajenia – tak.

Rodzicielska praca

Bycie rodzicem to codzienna praca nad sobą, pokonywanie swoich słabości i przezwyciężanie schematów zachowań przekazywanych z pokolenia na pokolenie.

Jest pewien bardzo prosty sposób, który może ułatwić wspomnianą pracę nad swoimi słabościami.

Podstawowym i jedynym narzędziem w naszych rękach będą gumki do włosów.

W jaki sposób je wykorzystamy? Już spieszę z wyjaśnieniem.

Pożegnaj rozgniewaną mamę

Jeżeli czujesz, że coraz częściej zdarza Ci się krzyczeć, warczeć, zachować nie tak, jakbyś chciała w stosunku do swojego dziecka, wykorzystaj poniższą metodę:

sposób_na_złość

1.Poszukaj 5 gumek do włosów, które będą na tyle wygodne, byś mogła nosić je na nadgarstku. Mogą to być również luźne bransoletki, tasiemki – wszystko jedno, ważna jest ich ilość i Twoja wygoda.

2. Każdego dnia rano, wraz z pobudką Twoich maluchów załóż 5 gumek na jeden z nadgarstków. W tej metodzie bardzo duże znaczenie ma czynnik wizualny, który będzie działał do czasu, gdy będziesz go dostrzegać, gdy się przyzwyczaisz do posiadania gumek – przestaną spełniać swoją funkcję. Dlatego, aby temu zapobiec:

  • Zakładaj gumki, dopiero, gdy Twoje dzieci się obudzą.
  • Zdejmuj je, za każdym razem, gdy będziesz z dala od swoich pociech (np. gdy wyjdziesz z domu do pracy, dziecko ma drzemkę lub jest w szkole czy przedszkolu).
  • Zakładaj gumki na nadgarstek, za każdym razem, gdy będziesz ze swoimi szkrabami

3. Za każdym razem, kiedy złapiesz się na tym, że zachowałaś się w stosunku do swojego malucha nie tak, jak chciałaś, nie tak, jak powinnaś – przełóż jedną gumkę na drugi nadgarstek.

Twoim celem jest, do końca dnia zachować wszystkie 5 gumek na tym samym nadgarstku – na tym na, który rano założyłaś je po raz pierwszy.

Jesteśmy tylko ludźmi, dlatego popełniamy błędy i nie ma nic dziwnego w tym, że te gumki będą wędrowały z jednej ręki na drugą. Jednak nie ma błędu, którego nie da się naprawić.

Co możemy zrobić, aby „odzyskać” gumkę przełożoną na drugi nadgarstek?

4. Możemy odzyskać przełożoną gumkę, wykonując 5 prostych czynności, podtrzymujących pozytywną relację z dzieckiem. Badania pokazują, że dla zbudowania zdrowej relacji, dla każdej negatywnej interakcji potrzeba 5 pozytywnych interakcji, aby to zrównoważyć.

Tych 5 pozytywnych interakcji to proste czynności od uścisku, gilgotanie, czy chwilę wspólnego tańca.

Po każdej negatywnej interakcji z dzieckiem postaraj się jak najszybciej sprowokować 5 pozytywnych interakcji – a tym samym przywrócić utraconą gumkę na właściwy nadgarstek ;-)

Ale czy to naprawdę działa?

Z realizacją tego typu założeń jest podobnie, jak z każdym innym zobowiązaniem – efekt zależy od naszego podejścia i zaangażowania.

Połączenie bodźca wzrokowego i delikatnego ucisku na ręce działa przypominająco i motywuje nas do podjęcia konkretnej inicjatywy. To taka przypominajka  ;-)

Mamy, które za moją namową korzystają z tego sposobu, zapewniają, że ta „gumkowa” metoda przynosi rewelacyjne efekty, mimo, że początkowo były sceptycznie nastawione. Z czasem, metoda ta pozwoliła im zmniejszyć ilość nerwowych reakcji i poprawić relację z dziećmi.

Nowy sposób reagowania na dziecięce zachowanie staje się niczym nawyk, z każdym dniem samokontrola przychodzi nam łatwiej, a gumki okazują się zbytecznymi.

 

relacja_z_dzieckiem

Jakie jeszcze korzyści przynosi zmiana nerwowej mamy na spokojniejszą mamę

Metoda ta świetnie pokazuje, jak wiele dzieci uczą się od nas przez obserwację, towarzysząc nam w codziennych sytuacjach. Zmiana naszego zachowania, wpływa bezpośrednio na zmianę zachowania malucha. Zasada jest prosta, im więcej szacunku okazujemy dziecku, tym więcej ono okazuje go nam.

O tej metodzie i o kilku innych sposobach na kształtowanie rodzicielskich umiejętności będę mówiła podczas warsztatów dla rodziców „Jak poprawić relacje z dzieckiem”, których II edycja już w maju - jeżeli jesteście zainteresowani udziałem, zapraszam do kontaktu tutaj.

Serdecznie Was zachęcam do wypróbowania tej metody.

Podejmiesz próbę? Przyłączysz się do wyzwania? Bądź mamą na 5+  ;-)

Jeśli tak, to zrób proszę zdjęcie swojego nadgarstka i opublikuj je, dodając #MamaNa5


Witamina_D_dla_dzieci

Słoneczna witamina. Dlaczego warto suplementować witaminę D

„Określana jest jako witamina D, ale wielu biochemików uważa ją właściwie za hormon. W każdym razie witamina ta różni się w interesujący sposób od wszystkich innych” – Klaus Oberbeil

Najbardziej interesujący jest fakt, że nasz organizm potrafi ją sam wytworzyć. Do produkcji witaminy D dochodzi w skórze, a nie w jelitach, jak to ma miejsce w przypadku innych witamin. Wystarczy około 15-20 minut na słońcu, by pokryć 90% dziennego zapotrzebowania na witaminę D - pod warunkiem wyeksponowania na promienie słoneczne około 20% powierzchni ciała, niezabezpieczonego kremem z filtrem z faktorem SPF 15. Kremy przeciwsłoneczne zmniejszają zdolność skóry do syntezy witaminy D o ponad 95%.

W okresie zimowym światło słoneczne w naszej szerokości geograficznej często nie wystarcza do produkcji odpowiedniej ilości witaminy D. Promienie ultrafioletowe zatrzymywane są również przez smog, zanieczyszczone powietrze i szyby okienne. Zapas, który magazynujemy w tkance tłuszczowej, w okresie od kwietnia do września, starcza jedynie na około 2-3 miesiące. W związku z tym po lecie powinniśmy szukać innych źródeł witaminy D.

Źródła witaminy D

Witamina D w pożywieniu występuje niezmiernie rzadko. Zapotrzebowanie na nią można próbować zaspokoić takimi produktami jak:

Artykuł spożywczy Mikrogramy
Tran (2 łyżeczki) 242
Śledź (100g) 25
Makrela (100g) 24
Łosoś (100g) 12
Sardynki (100g) 9
Tuńczyk (100g) 6
Mleko (1 szklanka) 3
Mąka pełnoziarnista (100g) 3
Jajko (1 żółtko) 1
Wątroba (100g) 1

Prof. Paweł Płudowski z Zakładu Biochemii, Radioimmunologii i Medycyny Doświadczalnej, Instytutu „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka” w Warszawie podkreśla, że uzupełnienie niedoborów za pomocą diety jest niemożliwe.

„Aby pozyskać dwa tysiące jednostek witaminy D na dobę, należałoby zjeść codziennie tłuste ryby czy żółtka jaj w ilościach przekraczających dozwoloną normę. Takie postępowanie nie dość, że jest niemożliwe, to może być wręcz niezdrowe.”

Dlatego, wsparciem w zapewnieniu odpowiedniej ilości witaminy D jest jej suplementacja.

Na co zwrócić uwagę wybierając suplement?

Popularne suplementy dostępne na rynku bardzo często zawierają niepożądane składniki takie jak: żelatyna, olej palmowy, wosk, stearynian magnezu, talk, sorbitol, mannitol, dwutlenek tytanu, kwas winowy, szelak (żywicę z wydzielin owadów) czy gumę celulozową (czasami tę substancję to aż do 50% składu suplementów). Wybierając suplement dla siebie i swoich najbliższych warto zwrócić uwagę na jego skład. Czytanie etykiet powinno być podstawą dokonania świadomego i dobrego wyboru. Przekopałam, chyba cały Internet w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego dla mojej rodziny, czegoś, co nie zawierałoby powyższych substancji (cukrów, barwników wypełniaczy czy substancji wiążących i przeciwzbrylających). Idealnym rozwiązaniem okazała się Viridikid Witamina D w kropelkach dla dzieci, która w składzie posiada olej z nasion słonecznika, olejek pomarańczowy oraz witaminę D3. Poręczny kroplomierz pozwala szybko i łatwo odmierzyć odpowiednią ilość witaminy. Dzięki przyjemnemu i delikatnemu smakowi, pochodzącemu z olejku pomarańczowego, moi chłopcy przyjmują ją bez mrugnięcia okiem.

Viridikid_Witamina_D_w_kropelkach_dla_dzieci
Witamina_D_w_kropelkach_dla_dzieci
Viridikid_Witamina_D

Zapotrzebowanie na witaminę D

Zapotrzebowanie i zalecana dawka zależy od wieku i masy ciała. Dzieci, młodzież i dorośli potrzebują od 5 do 10 mikrogramów dziennie. Normy te dotyczą jednak osób, które praktycznie nie mają kontaktu z promieniowaniem słonecznym, dlatego muszą pokryć zapotrzebowanie, dostarczając witaminę D z zewnątrz. Osoby, które przebywają na słońcu codziennie przez około 20 minut, będą potrzebowały znacznie mniejszej jej dawki.

Atrakcyjna opalenizna oznacza pobranie przez skórę do 75% więcej witaminy D niż przedtem, kiedy jeszcze byliśmy bladzi.

 Normy spożycia witaminy D 

Poniższe normy spożycia witaminy D dla Europy Środkowej w 2013 roku zostały opublikowane w "Endokrynologia Polska"

  • Noworodki i niemowlęta do końca 6. miesiąca życia - 400 IU/dobę (10,0 µg/dobę)
  • Dzieci od 7. miesiąca do 12. miesiąca życia - 400-600 IU/dobę (10,0-15,0 µg/ dobę)
  • Dzieci od 1 roku życia i młodzież do 18 lat - 600-1000 IU/dobę (15,0-25,0 µg/dobę)
  • Osoby dorosłe - 800-2000 IU/dobę (20,0-50,0 µg/dobę)
  • Osoby starsze powyżej 65 roku życia - 800-2000 IU/dobę (20,050,0 µg/dobę)
    Seniorzy powinni otrzymywać witaminę D przez cały rok, ze względu na jej obniżoną syntezę skórną.
  • Kobiety planujące ciążę, kobiety w ciąży i karmiące 1500-2000 IU/dobę (37,5-50,0 µg/dobę)
  • Osoby z otyłością – 1600-4000 IU/dobę

Znaki ostrzegawcze mogące świadczyć o niedoborze witaminy D

Krótkowzroczność
Wypadanie zębów
Osłabienie mięśni
Powiększone stawy kolanowe, skokowe, nadgarstkowe
Stany poirytowania
Dolegliwości nerwicowe
Bezsenność
Pesymizm
Obniżony poziom nastroju

Eksperci szacują, że 90 % Polaków ma jej niedobór. Powodem tego powszechnego deficytu jest przede wszystkim położenie geograficzne Polski i styl życia. Na co dzień żyjemy inaczej niż nasi przodkowie, znacznie mniej czasu spędzamy na świeżym powietrzu. Coraz częściej, z resztą słusznie, używamy kremów z filtrem UV (które chronią przed groźnymi nowotworami skóry, ale jednocześnie blokują syntezę witaminy D). Jako społeczeństwo zmieniamy też poziom BMI, który systematycznie rośnie. Stajemy się coraz bardziej otyli, a to jeden z czynników, które wpływają na niższy poziom witaminy D.

Dawkowanie_witaminy_D

Wpływ witaminy D

Odpowiedni poziom witaminy D niesie za sobą wiele korzyści. Dotyczą one nie tylko mocnych kości i zębów, ale również obniżenia ryzyka wystąpienia wielu chorób (zakaźnych takich jak: grypa czy gruźlica, ale także chorób autoimmunologicznych – cukrzycy typu 1, stwardnienia rozsianego, reumatoidalnego zapalenia stawów, choroby Crohna oraz chorób układu sercowo-naczyniowego m.in.: nadciśnienia, miażdżycy, zawału, udaru).

Profesor Płudowski podkreśla, że 

„Większość narządów, tkanek i komórek organizmu ludzkiego posiada receptor dla witaminy D. Gdy witamina D przejdzie przez szlaki metaboliczne, powstaje bardzo silny hormon. On reguluje pracę od 200 do 500 genów odpowiedzialnych za funkcjonowanie tysięcy szlaków metabolicznych związanych ze zdrowiem człowieka.”

Przez długi czas znaczenie witaminy D dla naszego zdrowia pozostawało niedoceniane. Tymczasem ma ona ogromny wpływ na stan naszych kości i zębów, na przemianę wapnia, równowagę układu nerwowego, na funkcjonowanie mięśni, silne serce, system immunologiczny (o 49% mniej infekcji zaobserwowano u dzieci i dorosłych), wydzielanie hormonów, krążenie krwi, oczyszczanie organizmu z ołowiu, na poziom naszego optymizmu i odprężenia.

Jakie są Wasze sposoby na dostarczenie sobie i najbliższym odpowiedniej dawki witaminy D?

Źródła:
Oberbeil K., „Witaminy”. Wydawnictwo Świat Książki. 1997.
Pitchford P., „Odżywianie dla zdrowia”. Wydawnictwo Galaktyka. 2008.
Płudowski P., Witamina D witaminą życia. Lepiej (i taniej) zapobiegać niż leczyć - materiały z konferencji „Witamina D – fakty i mity”

Żukowska-Szczechowska E., Kiszka B., Niedobór witaminy D — rozpoznawanie i postępowanie w celu redukcji ryzyka sercowo-naczyniowego u chorych na cukrzycę, "Via Medica" 2011.


jak_przestać_krzyczeć

Najważniejsza rzecz, którą powinnaś zrobić, gdy znów nakrzyczysz na swoje dziecko

Otworzyłam drzwi od łazienki i siadłam skulona na podłodze, przyciskając kolana do klatki piersiowej.

Jedynym, czego chciałam w tej chwili, było...

Ukryć się.

Tymczasem moje dwu i czteroletnie szkraby, prowadziły skrupulatne poszukiwania. No właśnie, Moje dzieci. Moje dwa słodkie brzdące, które potrzebowały mojego wsparcia, szukały mnie, a ja ukrywałam się przed nimi niczym tchórz.

Z każdą chwilą coraz bardziej się kuliłam, chowałam głowę, wciskając ją mocniej i mocniej między kolana. Jednocześnie wyobrażałem sobie ich niepokój, gdy szukając mnie, zastanawiały się, co  stało się z ich mamą. Czułam, że to, co teraz robię, nie przystoi matce, nie tak powinnam postąpić i nie taki świat chciałam im pokazać.

Zanim zdążyłam zebrać myśli, usłyszałam cichy szmer uchylających się drzwi, podniosłam głowę... Mój syn stał tuż obok, spoglądał na mnie zatroskanym wzrokiem i powiedział: 

„Jesteś znowu zła mamusiu?”

Proste zdanie, kilka słów, jeden wyraz a moje serce rozpadło się na kawałki.

Taka była prawda

Byłam zła. By się upewnić, ponownie wsłuchałam się w siebie i potwierdziłam przed samą sobą to uczucie. Tak, to, co czułam to zdecydowanie była złość. Frustracja, zmęczenie i rozczarowanie również. Rozczarowanie sobą...i swoim zachowaniem, bo mimo iż złość jest taką samą emocją jak każda inna, to w oczach moich dzieci pojawiała się często, za często, pojawia się ZNOWU.

zmęczona_matka

Czy ten krótki wstęp wydał Wam się znajomy? Czy choć w niewielkim stopniu jesteście w stanie zrozumieć tę mamę, poczuć emocje, przywołać obrazy?  Jeśli tak, to koniecznie przeczytajcie ten tekst do końca.

Rodzicielska misja

Rodzicielstwo... czasami może przytłaczać. Z jednej strony zalewając nas falą pozytywnych, niepowtarzalnych uczuć i doświadczeń,  których wcześniej nie byliśmy sobie w stanie nawet wyobrazić. Z drugiej zaś strony, zakłada na nasze barki ciężki plecak, wypełniony chaosem, odpowiedzialnością, nieprzewidywalnością, obowiązkiem i zmęczeniem.

Szybko okazuje się, że rzeczywistość wygląda nieco inaczej niż ta opisywana w cudownych poradnikach i prezentowana na wyretuszowanych, instagramowych zdjęciach. Prędzej niż później nasze baterie ulegają totalnemu wyczerpaniu, a ładowarkę szlag trafia. Zastanawiamy się, co się stało z naszym życiem. Spoglądamy dookoła i jedyne, co widzimy, to obraz niczym po wybuch bomby atomowej. Zewsząd dobiega hałas, a my zwyczajnie próbujemy przetrwać do końca dnia. Spoglądamy na zegarek, z utęsknieniem wypatrując 19, by przystąpić do wieczornych rytuałów, kolacji, kąpieli... aż wreszcie odpocząć.

Z jednej strony czekamy na ten błogi stan, kiedy bezczynnie siądziemy w zaciszu swojego fotela, a z drugiej strony, gdy już oczekiwane stanie się faktem, dopada nas poczucie winy. Analizujemy miniony dzień i wyliczmy swoje potknięcia, zbyt gwałtowne reakcje na widok soku rozlanego na dywanie, czy spaghetti wtartego w kanapę.

Mechanizm obronny organizmu

Stan permanentnego zmęczenia, stres i frustracja sprawiają, że nasz organizm włącza tryb „walki bądź ucieczki

To jedna z głównych przyczyn, przez którą rodzice krzyczą na swoje dzieci („walka”) lub chowają się w najciemniejszym zakamarku w domu („ucieczka”).

Pojawia się i znika

Wielokrotne uruchamianie reakcji „walki lub ucieczki” daje naszemu mózgowi sygnał, że środowisko, w którym przebywamy  nie jest bezpieczne.

W ten oto sposób napędzamy błędne koło – krzyku, wtedy też w naszej relacji z dziećmi może zacząć dominować tryb „walka-ucieczka”. Mechanizm ten sprawia, że z czasem nawet najmniejsza rzecz wyprowadza nas z równowagi i komunikując się z dzieckiem, przyjmujemy postawę, jakbyśmy prowadzili „bitwę o życie”.

Nasz mózg traktuje krzyk, jako broń. W takim rozumieniu im więcej siły użyjemy, by wydobyć z siebie głos, tym większa szansa na wygraną z zagrożeniem.

To również wpływa na nasze dzieci

Kiedy poziom stresu i zmęczenia wzrasta, zapala czerwoną lampkę sygnalizującą, że nasza samokontrola spada do minimum i uruchamia się wewnętrzny alarm. Jest to sygnał zarówno dla nas, jak i dla naszych dzieci. Podniesiony głos sprawia, że każdy organizm uruchamia stan gotowości do działania.

Wtedy właśnie zaczynamy dostrzegać u swoich pociech:

  • Częstsze szemranie pod nosem i brak szacunku.
  • Częstsze przepychanki będące „walką o władzę”.
  • Mniejszą gotowość do słuchania i współpracy.

Na tym nie koniec

W pierwszych latach życia intensywnie tworzą się połączenia między komórkami nerwowymi. Podczas każdej sekundy życia dziecka powstaje około 700 synaps. Proces gwałtownego przyrostu liczby synaps prowadzi do ich nadprodukcji.

Po okresie intensywnego rozwoju, między wczesnym dzieciństwem a dojrzewaniem, zachodzi proces odwrotny, który nazywany jest „przycinaniem”. Dochodzi do eliminowania nieaktywnych synaps. Mózg usuwa połączenia, których nie używa i nie potrzebuje.

O czym to świadczy? Mianowicie o tym, że im częściej dzieci używają spokojnych sposobów rozwiązywania problemów, tym większemu wzmocnieniu ulegają te połączenia nerwowe. Analogicznie sprawa wygląda z zachowaniami dotyczącymi walki i ucieczki, im rzadziej dzieci ich używają, tym więcej tych połączeń zostanie usuniętych.

Dobra wiadomość to...

Wszechobecna presja perfekcjonizmu i słodko-pierdzącego macierzyństwa sprawia, że stresuje nas każdy krok. Martwimy się, że jesteśmy niewystarczająco dobrymi rodzicami, córkami, siostrami, przyjaciółkami itd. Nie dajemy sobie prawa do popełniania błędów. Nie uznajemy i nie przyznajemy się do pomyłek. A przecież jesteśmy tylko ludźmi... Prawda?

Nie jestem zwolenniczką wrzasków, wręcz przeciwnie, staram się krzewić zasady rodzicielstwa bliskości i porozumienia bez przemocy.  Jestem natomiast realistką i mając świadomość pewnych mechanizmów kierujących ludzkim zachowaniem, wiem, że...

Bez względu na to, jak bardzo się staramy, w pewnym momencie może się zdarzyć, że ponownie będziemy krzyczeć. Nie żyjemy w idealnym świecie, tym samym, mózg, każdego z nas od czasu do czasu, zostanie wepchnięty w tryb walki lub ucieczki. Wtedy też instynktownie podejmiemy próbę walki.

Przejdźmy w końcu do pozytywów ;-)

Dobra wiadomość jest taka, że ​​po tym, jak puszczą nam nerwy i nasz głos wejdzie na wyższy poziom, możemy wykonać jeden ważny (i prosty) krok, który  wiele zmienia:

  • Poprawia relacje z dzieckiem.
  • Uczy dzieci, jak się zachować, gdy stracą panowanie nad sobą.
  • Wspiera rozwój inteligencji emocjonalnej.

Wypróbuj, to bardzo proste

Wróćmy jeszcze na chwilę do wcześniej opisywanej sytuacji. Sprawdźmy w praktyce, jak możemy postąpić.

Mój synek stał obok mnie i patrząc na mnie, powiedział zatroskany: 

„Znowu jesteś zła mamusiu?”
Próbowałam zebrać myśli, zastanawiałam się jaka odpowiedź będzie tą właściwą. Wtedy zdałam sobie sprawę, że zaprzeczając, udając, że jest inaczej, zakłamuję rzeczywistość. Odbieram swoim dzieciom szansę na praktyczną naukę trudnych emocji, na obserwację różnorodnych zachowań, na poznawanie świata takim, jakim jest.

Odpowiedziałam tak szczerze, jak to było możliwe: 

„Tak, jestem zła. Jednak sposób, w jaki zareagowałam... nie był właściwy.”

Zanim zdążyłam zaproponować chwilę przerwy, bo bez wątpienia była nam ona potrzebna, mój syn poklepał mnie po ramieniu i powiedział: 

„Nie przejmuj się mamo, przecież możesz po prostu spróbować jeszcze raz”.

komunikacja_z_dzieckiem

Dziecięca mądrość

Dzieci nieustannie zaskakują swoją naturalnością, instynktownymi reakcjami i wrodzoną mądrością. Potrafią przebaczyć, powiedzieć, że możemy popełniać błędy, że najzwyczajniej w świecie, możemy podjąć kolejną próbę. Budując szczerą i bliską relację ze swoją pociechą  – tworzymy więź, w której możemy być sobą, takimi, jacy jesteśmy, naturalni, omylni, ludzcy. Dzięki temu przekazujemy dzieciom to, co w życiu najważniejsze, wiedzę o prawdziwym świecie, o różnorodności emocji, o sposobach reagowania i radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Przygotowujemy ich do efektywnego funkcjonowania w społeczeństwie, gdzie relacja z drugim człowiekiem jest kluczową wartością dającą szczęście i spełnienie.

Zapamiętaj

Niezależnie od tego, jak zareagujesz, czy schowasz się w łazience, czy też staniesz w szranki do walki i nakrzyczysz na swoje dziecko, ta sytuacja nie może na tym się zakończyć.

To początek. 

Początek naprawiania tego, co w tamtej chwili się zachwiało. Początek rozmowy o złości, zdenerwowaniu, błędach. Początek budowania swoistego pomostu między Twoim sercem a sercem Twojego dziecka. To linia startu, podejmowania ponownej próby, nabierania pewności siebie, z przekonaniem, że rzeczą ludzką jest popełniać błędy i sztuką jest się do nich przyznać oraz wyciągać z nich wnioski.

Być może zainteresują Was również:

 


Czy Twoje dziecko często budzi się w nocy? Zobacz jak możesz mu pomóc

Zapraszam Was na kolejny post, który powstał w ramach cyklu „Ekspert radzi". O sprawdzonych sposobach na spokojny sen naszych pociech, opowie nam Anna Bundz, ekspert i propagatorka zdrowego stylu życia a przede wszystkim pysznego jedzenia. Autorka bloga jakzdrowojesc.pl, właścicielka sklepu Bebelin, prywatnie mama cudownej Ingi.

Czy Twoje dziecko często budzi się w nocy? Zobacz jak możesz mu pomóc

Jeśli jesteś rodzicem malucha, które często budzi się w nocy, płacze, przez co wybudza się jeszcze bardziej i nie może zasnąć ponownie. Jeśli od urodzenia swojego dziecka przespane w całości noce możesz policzyć na palcach jednej ręki, a sama wyglądasz jak zombie. A gdy czasem przyjdzie taki cud, że Twoje maleństwo śpi, Ty cierpisz na bezsenność albo co chwilę do niego zaglądasz, żeby sprawdzić czy oddycha, bo to aż niemożliwe, że śpi. Ten wpis jest dla Ciebie!

Jestem mamą 3,5 letniej Ingi. Moja córka od urodzenia szkoliła mnie w funkcjonowaniu przy minimalnej ilości snu. Oczywiście nikt nie rozumiał o czym mówię, bo wszystkie dzieci znajomych, czy w rodzinie pięknie spały. Wciąż słyszałam, że tak nauczyłam, że nie powinnyśmy spać razem, że powinnam odstawić od piersi i jeszcze kilka „złotych rad”. Ale sprawdzalnych konkretów zero. Dlatego na własną rękę zaczęłam szukać sposobów na to, żeby pomóc mojemu dziecku spać dłużej w nocy bez pobudek co 20 minut.

Poniżej opiszę co się u mnie sprawdziło.

Właściwa dieta

Może nie konkretnie dieta jako taka, ale jeden składnik ma przeogromne znaczenie. A mianowicie podaż kwasów DHA. Otóż zbadano, że odpowiednia ilość kwasów DHA w diecie ma znaczący wpływ na długość snu u dziecka. Dzieje się tak dlatego, że rodzaj i ilość snu zależą od stopnia dojrzałości mózgu. A kwasy DHA mają niebagatelny wpływ na rozwój układu nerwowego i mózgu właśnie. Stężenie kwasu DHA ma wpływ na poziom melatoniny. Wydłuża sen o 58 minut!! I co ważne, te kwasy powinny być dostarczane dziecku już w życiu płodowym. Następnie mama, karmiąc dziecko piersią sama powinna spożywać odpowiednią ilość tych wielonienasyconych kwasów, szczególnie omega-3, żeby w pokarmie dostarczyć je dziecku. Starszakom te kwasy należy suplementować lub podawać tłuste ryby przynajmniej 2 razy w tygodniu.

I tak,

kobiety w ciąży i karmiące piersią powinny przyjmować min. 200 mg DHA/dobę, w przypadku małego spożycia ryb należy uwzględnić suplementację wyższą, np. 400–600 mg DHA/dobę. Ale wykazano bezpieczeństwo wyższych dawek – do 1 g DHA/dobę.

Niemowlęta do końca 6 m.ż. suplementacja wyłącznie, jeśli dziecko karmione jest sztucznie mieszanką nie zawierającą kwasów omega-3. Jednakże większość mieszanek ma w składzie kwasy DHA. Po 7 m.ż. 1-2 porcje tłustej ryby tygodniowo, ew. suplementacja DHA w ilości ok. 150–200 mg/dobę.

zdrowa_dieta

Dzieci 1-3 r.ż. powinny zajadać  1-2 porcje tłustej ryby tygodniowo lub suplemenentować DHA w ilości ok. 150–200 mg/dobę.

Dzieci powyżej 3 r.ż. – 1-2 porcje (ok. 130 g/porcję) tłustych ryb tygodniowo lub suplementacja DHA około 250 mg/dobę.

W brytyjskich badaniach dotyczących snu i uczenia się dawką uważaną za bezpieczną i stosowaną u zdrowych dzieci powyżej 7 r.ż., które jedzą ryby rzadziej niż 2 razy w tygodniu, jest 600 mg DHA/dobę.

Odpowiednio przygotowana sypialnia

Temperatura

To, co jeszcze może sprawdzić się w przypadku Waszych maluchów, to odpowiednia temperatura w ich sypialni podczas snu. Powinna ona wynosić od 16 do 19 stopni Celsjusza dla dziecka ubranego w pidżamkę. Jeśli Twoje dziecko „rozkopuje się” w nocy, nie nakrywaj go ponownie, widocznie jest mu zbyt ciepło. Wiem, że od lat pokutuje w naszym społeczeństwie przekonanie, że dziecku musi być ciepło, że powinno jeść i pić ciepłe i koniecznie potrzeba niemowlakowi nawet latem przy 30 stopniach skarpetki. Otóż nie ma takiej potrzeby, dziecko ma zapas tzw. brązowego tłuszczu, który chroni je przed wychłodzeniem, oczywiście pomijam skrajne przypadki.

Zaciemnienie i wilgotność

Poza tym, warto wiedzieć, że odpowiednie zaciemnienie pokoju również stymulująco wpływa na jakość snu. Melatonina bowiem wydziela się właśnie w kompletnych ciemnościach. Poza tym leptyna – hormon sytości również zależy od stopnia wyciemnienia. Im ciemniej, tym dziecko mniej głodne.

Czy zauważyliście, że Wasze dzieci lepiej śpią latem, przy otwartym oknie gdy wpada do środka świeże powietrze? To ze względu na właściwą wilgotność powietrza. Moja Inga latem śpi przy uchylonym oknie przez całą noc, zimą to okno zamykam, gdy sama kładę się spać, ale w pokoju zostawiam wówczas nawilżacz. A gdy ma katar, do nawilżacza wlewam olejek eteryczny ułatwiający oddychanie.

Odpowiednia pościel

Najwięcej czasu zajęło mi przekonanie siebie samej, że spanie w odpowiedniej pościeli również ma ogromne znaczenie. Odkryłam, że tylko w pełni naturalna tkanina, bez domieszek jest w stanie utrzymać odpowiednią temperaturę ciała podczas snu i zwyczajnie nie przeszkadzać dziecku w spaniu. Znalazłam i zaczęłam testować len. Ta tkanina była znana i służyła człowiekowi od tysięcy lat. Len pozyskiwano i tkano z niego płótna już w najstarszej cywilizacji w Mezopotamii, potem w Egipcie. Później dowiedziałam się, że poznańscy naukowcy przeprowadzili badania, w których testowali reakcję ludzkiego organizmu podczas snu w lnianej pościeli. Badania te pokazały, że lniana pościel sprawia, że śpimy dłużej, wydajniej, a budzimy się wypoczęci i rześcy. Poza tym len, jako naturalna tkanina jest antyalergiczny, nie powoduje podrażnień na skórze, ma też właściwości antybakteryjne. Nie elektryzuje się, a ze względu na obecność lignin pochłania szkodliwe promieniowanie UV. Jest zatem idealna dla alergików, czy niemowląt. Chwalą ją sobie również rodzice dzieci zmagających się z atopowym zapaleniem skóry, bo ich dzieci nagle przestają się drapać w nocy. Wystarczy położyć ich spać w naturalnym lnie.

bebelin
pościel_z_lnu

Zatem, jeśli śpiąc w lnianej pościeli mniej się pocimy, nie grasują po nas bakterie, a lniane płótno stwarza najlepszy dla naszej skóry mikroklimat, warto zainwestować w lnianą pościel. Dodatkowo len wykazuje dużą higroskopijność (chłonie wodę do 25% swojej masy pozostając suchy). Jest to więc idealna tkanina na lato, gdyż jest przewiewny, świetnie odprowadza dwutlenek węgla od ciała, jak i na zimę, bo utrzymuje temperaturę ciała.

Właściwości bakteriostatyczne lnu wykorzystywano kiedyś do wyjaławiania ran, do celów serowarskich, a także w postaci nici chirurgicznych. Len jest też w pełni degradowany, co ma znaczenie dla środowiska, a przy jego pozyskiwaniu i produkcji tkaniny wykorzystywane są jego wszystkie części. Jedynymi odpadami są pyły wydobywające się podczas trzepania.

Czy mi te wszystkie sposoby pomogły

Tak. Moja córka wraz z wiekiem zaczęła lepiej spać. Jej sen wydłużał się z 20 minutowych drzemek do godzinnych. Wówczas jeszcze spałyśmy razem. Potem Inga zaczęła spać w swoim pokoju, miała wówczas 2,5 roku. Przezornie kupiłam łóżko i pościel dostosowaną również do mojego wzrostu… Ale moje wędrówki do córki były coraz rzadsze. Teraz budzi się w nocy zaledwie raz i ma ku temu prawdziwy powód – pragnienie albo wizyta w toalecie.

I choć myślę, że każde dziecko jest inne i jest na pewno wiele przeróżnych powodów, również psychologicznych częstego budzenia się dzieci, to polecam moje metody serdecznie wszystkim zdesperowanym i niewyspanym rodzicom.

Jakie są Wasze sposoby na spokojny sen u Waszych pociech? Podzielcie się proszę swoimi doświadczeniami w komentarzu.

Źródła:

  1. https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0031393910705606
  2. https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4263155/
  3. http://journals.plos.org/plosone/article?id=10.1371/journal.pone.0043909
  4. https://gizmodo.com/you-need-to-spend-more-time-in-the-dark-if-you-want-to-1696433341
  5. http://31.186.81.235:8080/api/files/view/184305.pdf
  6. Dobrzańska A. et al., Normy żywienia zdrowych dzieci w 1–3. roku życia – stanowisko Polskiej Grupy Ekspertów. Standardy Medyczne Pediatria, 2012, 3; 313-316.

Być może zainteresują Was również:

 

 


samoregulacja_u_dzieci

Najważniejsza umiejętność, której powinno nauczyć się każde dziecko

Jest jedna, kluczowa umiejętność, w której rozwoju każdy z nas powinien wspierać swoje dziecko. Przyznam, że nazywanie jej jedną umiejętnością jest trochę mylące, bo tak naprawdę, to zestaw umiejętności składających się na tę jedną kluczową. Tą główną i nadrzędną umiejętnością jest samoregulacja, czyli pewien rodzaj kontrolowania - zachowania, myśli, motoryki czy uczuć. Psychologicznie rzecz ujmując, powiem, że obejmuje ona funkcję wykonawczą (kontrola w mózgu),  regulację emocji (kontrola uczuć), a także regulację behawioralną (kontrola działań i ruchu).

Większość z was prawdopodobnie słyszała o teście marshmallow, który dotyczył właśnie samoregulacji.  W ramach badania prowadzący pytał małe dziecko (zazwyczaj w wieku od 3 do 5 lat), czy miałoby ochotę zjeść jedną lub dwie pianki. Było to pytanie retoryczne, bo któż nie chciałby jej skosztować, tym bardziej, kiedy leży niemal pod samym nosem ;-). Po zadaniu pytania, badacz opuścił pomieszczenie. Oczywiście byłoby to zbyt piękne, gdyby na tym miały się zakończyć dziecięce dylematy. Osoba prowadząca badanie utrudniała nieco podjęcie decyzji poprzez pozostawienie dziecku wyboru: „Możesz teraz zjeść jedną piankę lub poczekać, aż wrócę i wtedy dostaniesz dwie.”

W psychologii, owo czekanie nazwano „odroczeniem gratyfikacji" lub zdolnością do stłumienia impulsu (umiejętność oparcia się pokusie), aby osiągnąć długoterminowy cel.

Opóźnienie gratyfikacji jest jedną z umiejętności będących przejawem samoregulacji. Na przestrzeni lat, dopatrzono się silnego związku między nie uleganiem pokusie a większą towarzyskością czy lepszymi wynikami w nauce. Bez wątpienia umiejętność ta jest zasadniczym elementem sukcesu indywidualnego, społecznego i ekonomicznego.

Samoregulacja jest częściowo genetyczna – dlatego, niektórym dzieciom z łatwością będzie przychodziło rozwijanie tej umiejętności. Nie zmienia to faktu, że samoregulacji można się nauczyć i należy ją rozwijać przez całe życie.

Kontrolowanie impulsów leży u podstaw wszystkich umiejętności społecznych i poznawczych, których na przestrzeni lat uczą się nasze dzieci. Wszyscy chcemy, aby nasze pociechy zawierały wartościowe przyjaźnie, by nauka nie sprawiała im większych trudności, by z łatwością rozwiązywały pojawiające się problemy oraz cieszyły się z każdej wartościowej chwili. Prawda jest taka, że u podstaw każdej z tych rzeczy leży efektywna samoregulacja.

Jak nauczyć dziecko samoregulacji

Wsparcie w rozpoznawaniu wyższego celu

Zastanawiacie się, w jaki sposób, to zrobić? Z pomocą przyjdą na poniższe przykłady:

Zastanówmy się, dlaczego nie zabieramy zabawek naszym przyjaciołom?

  • Odpowiedź wydaje się oczywista: ponieważ chcemy się wspólnie z nimi bawić. (Cel nadrzędny)

Warto w przystępny sposób wytłumaczyć dziecku pewne zależności:

„Kiedy Majka przychodzi do nas, aby się pobawić, możecie wybrać kilka zabawek, którymi będziecie się bawić na zmianę. Możecie także pograć razem w gry planszowe. Po południu znowu będziesz miała wszystkie zabawki dla siebie."

Dlaczego nie rozmawiamy, gdy Pani nauczycielka czyta opowiadanie?

  • Ponieważ chcemy usłyszeć tę historię. (Cel nadrzędny)
„Kiedy Pani Asia czyta książkę, wszystkie dzieci są cicho, dzięki temu możemy usłyszeć opowiadanie. Później przyjdzie czas, kiedy będziesz mógł śpiewać i tańczyć." 

Dlaczego teraz nie zjemy urodzinowego tortu, który stoi na stole? 

  • Ponieważ to urodzinowe ciasto Tomka i nie chcemy, żeby było mu przykro, gdy nadejdzie czas zdmuchnięcia świeczek. (Cel nadrzędny)
„To jest tort urodzinowy Tomka. Trzymaj palce z dala od ciasta. Zaraz po zaśpiewaniu „Sto lat” zdmuchnie świeczki i będzie bardzo szczęśliwy. Ty również będziesz zadowolony, gdy będziesz mógł zjeść cały kawałek.”

samokontrola

Jak rozpoznać cel nadrzędny

Wyższy cel jest zazwyczaj związany z empatią, stosunkami społecznymi lub rozwijaniem nowych zdolności (byciem produktywnym).

Pierwszym krokiem jest wsparcie dziecka w rozpoznaniu wyższego celu. Ważnym jest, by pomóc maluchowi w odnalezieniu celu, który jest ważniejszy od obecnej pokusy.

Wykorzystywanie codzienności do nauki samoregulacji

Czekanie na prezenty świąteczne, na swoją kolej, by pobawić się cenną zabawką czy zachowanie spokoju, podczas czytania bajki, są przykładem sytuacji, które w naturalny sposób pozwalają trenować samoregulację. Takie sytuacje stanowią prawdziwe wyzwanie dla młodszych dzieci.

Najlepszym wsparciem, jakie możemy okazać maluchowi, jest wyjaśnienie oczekiwań, wskazanie nadrzędnego celu oraz pomoc w jego osiągnięciu.

Badania nad samoregulacją wykazały,  że w efektywności postępowania nie chodzi o to, aby dziecko posiadało silną wolę kontrolowania impulsów, ale o to, by miało wiele strategii wspierających regulację.

Jeśli maluch ma problemy z oczekiwaniem na swoją kolej, bardzo pomocne jest zastosowanie zegarka, stopera lub minutnika. Taka forma sprawia, że postawiony cel staje się bardziej realny i łatwiejszy do osiągnięcia.

W komunikacji z dzieckiem polecam zastąpienie zwrotu: „dzielenie się” na „na zmianę". Ta druga forma jest znacznie łatwiejsza do zaakceptowania, gdyż z góry zakłada tylko czasowe przekazanie zabawki innemu dziecku.

Gdy czekanie sprawia trudność waszej pociesze, warto zająć ją inną aktywnością – śpiewaniem piosenki, wymyślaniem historii. W ten sposób pomagamy jej budować strategie regulacji, z których będzie korzystała przez całe życie.

Akceptuj trudności, z jakimi wiąże się regulacja

Bez wątpienia, budowanie samoregulacji jest trudnym wyzwaniem nie tylko dla dzieci, ale również dla dorosłych. Naturalną reakcją jest sprzeciw, w takiej sytuacji – warto okazać zrozumienie dla emocji i zachowania. Jeżeli dostrzegamy frustracje, złość, smutek – akceptacja to jedyna słuszna droga  ;-)

„Wiem, że czasem trudno jest czekać. Zdecydowanie łatwiej się czekaj, kiedy znajdzie się inne zajęcie. Może zaśpiewamy albo rozwiążemy zagadki?”

Na tym etapie, ważnym jest uznanie trudności w odraczaniu pokusy oraz zaproponowanie strategii wspierającej jej regulację.

Pozwól dziecku dokonywać wyboru

Wychowując dziecko, staramy się zrobić wszystko, by wyrosło na samodzielną, dokonującą rozsądnych wyborów, budującą trwałe i satysfakcjonujące relacje, szczęśliwą osobę. Jednym z elementów mających wpływ na powyższe jest umiejętność podejmowania decyzji na podstawie kilku dostępnych opcji. Naszym - rodzicielskim celem jest, doprowadzenie do takiej sytuacji, w której dzieci będą umiały opracować dobrze uregulowane procesy myślowe, uporządkować rozpraszający je chaos.

Jak sobie z tym poradzić?

Wychodzę z założenia, że żadne dziecko nie jest zbyt małe, by dokonać wyboru pomiędzy marchewką a groszkiem. Dlatego od początku powinniśmy pozwalać dziecku dokonywać drobnych wyborów.

„Chcesz iść na plac zabaw, czy zagrać w piłkę na podwórku? Napijesz się mleka czy wody? Którą parę trampek założysz dzisiaj?”

Praktyka czyni mistrza, dając dziecku możliwość dokonywania wyborów, pozwalamy mu rozwijać umiejętność podejmowania decyzji. Dzięki takiemu podejściu kształtujemy w nim również poczucie panowania nad własnym życiem.

Pamiętajmy, że im młodszy szkrab, tym wybór powinien być bardziej ograniczony. Zaczynamy od dwóch możliwości, a wraz z wiekiem zwiększamy ilość dostępnych opcji.

Warto również pozwolić dziecku na zrobienie planu. Nic skomplikowanego, dotyczącego prostych, codziennych spraw.

Dziś rano zostajemy w domu, możemy zrobić jedną z tych rzeczy – W jakiej kolejności chciałbyś zacząć?

Jest plan? Jest. Trudny? Nie. A ćwiczenie się odbyło  ;-)

 Graj w gry wykorzystując element kontrolowania

Pytacie mnie często, jak nauczyć dziecko samoregulacji?

Niestety, to nie jest coś, do czego jesteśmy w stanie sporządzić złotą instrukcję i następnie przekazać ją maluchowi. To umiejętność, której szkraby uczą się, trenując, odnajdując się w konkretnych sytuacjach.

Dlatego, jeżeli tylko nadarzy się okazja, należy ćwiczyć – rewelacyjnie nadają się do tego gry, które stawiają przed dziećmi wiele wyzwań wspierających rozwój samoregulacji.

wspólna_zabawa

Podstawowym założeniem gier jest kontrolowanie wszelkich zachcianek, przestrzeganie zasad, by osiągnąć wyższy cel (wygrać grę!).

Granie w gry planszowe lub karciane pozwala ćwiczyć cierpliwość podczas oczekiwania na swoją kolej, pamięć – przy zapamiętywaniu zasad, koncentrację uwagi, hamowanie ulegania pokusom oraz wiele, wiele innych...

Umiejętność samokontroli rozwija się przez całe życie 

Rzeczywiście tak jest. Dowodem na to niech będzie rodzicielstwo. Cóż bardziej kształtuje naszą cierpliwość i stwarza więcej sposobności do trenowania samoregulacji?

Co, gdzie, kiedy? 

Do organizowania się systemów mózgowych, leżących u podstaw samoregulacji, dochodzi w trzecim roku życia dziecka. Systemy te rozwijają bardzo intensywnie aż do ukończenia piątego roku życia. Dojrzewa on natomiast pomiędzy 5 a 7 rokiem życia. Przez kolejnych kilka lat rozwój struktur mózgu przebiega w spokojnym tempie, aż do okresu dojrzewania, kiedy to następuje drugi zryw wzrostu mózgu, co oznacza, że dziecko przechodzi na kolejny poziom rozwoju samoregulacji i będzie musiało nauczyć się nowych umiejętności.

Z założenia do zakończenia rozwoju samoregulacji dochodzi około 30 roku życia.

Praca nad samoregulacją to nie kwestia dni, czy miesięcy, to lata, wiele lat, podczas których wielokrotnie pojawi się zwątpienie w sens takiego działania w związku z brakiem widocznych postępów. W takich chwilach warto pamiętać, że umiejętność samokontroli rozwija się bardzo powoli i stopniowo. Jest to jedna z tych rzeczy, gdzie efekty widoczne są dużo później, niż byśmy sobie tego życzyli.

Umieć odpuścić, to ważna rzecz...

Jako rodzice spędzamy dużo czasu, próbując nauczyć nasze dzieci kontroli impulsów. Przytłoczeni wszechobecnymi zasadami, regułami, wytycznymi zapominamy, że równie ważne jest pozbywanie się tych narzuconych węzłów i podejmowanie spontanicznego działania – bycia poza kontrolą.

Z perspektywy efektywnego funkcjonowania ważna jest umiejętność przystosowania się do określonej sytuacji. To elastyczne kontrolowanie impulsów, które w określonych sytuacjach oznacza również uleganie pokusom, uwolnienie impulsywnego działania.

Jak Wy uczycie Wasze dzieci samoregulacji? Macie jakieś sprawdzone sposoby?

Ściskam,

K