samoocena_u_dziecka

Jedno zdanie, które pomoże Ci zainspirować dziecko mówiące "Nie dam rady tego zrobić!"

Uwielbiam ten charakterystyczny widok, kiedy dzieci zdobywają nowe umiejętności i działając w całkowitym skupieniu, wysuwają język na bok. W takich chwilach nie ma mowy o przyjęciu przez nie żadnego wsparcia, z zapałem, samodzielnie zdobywają nowe doświadczenia. Któż z nas, nie cieszy się widząc motywację, optymizm i chęć do działania u swojej pociechy?

W rozwoju każdego dziecka przychodzi taki moment, kiedy pojawia się zniechęcenie, niezadowolenie i brak wiary we własne możliwości. To nieodłączny etap budowania dziecięcej niezależności, który jako rodzice powinniśmy wspierać.

W jaki sposób? Poniżej znajdziecie podpowiedź ;-)

W zobrazowaniu sytuacji pomocny będzie opis pewnej sytuacji.

Pierwsze przeszkody...

Wiedziałam, że coś jest nie tak, gdy tylko zobaczyłam Antosia stojącego w drzwiach swojej przedszkolnej sali. Jego markotna mina nie pozostawiała złudzeń – to był ciężki dzień i coś poszło nie tak. Wsiedliśmy do samochodu, zanim ruszyłam z parkingu, odwróciłam się do niego i starając się okazać empatię, zapytałam:

"Wygląda na to, że miałeś zły dzień. Może podjedziemy do parku, nim wrócimy do domu?”

Antula, odpowiedział zwięźle: 

"Nie, jestem zmęczony i po prostu chcę wrócić do domu."

Po powrocie Mały zrzucił buty i pobiegł do salonu, gdzie na stole czekał na niego arkusz kolorowego papieru.
Nie czekając długo, zapytał: 

„Czy mogę go wykorzystać mamo?”

Miałam cichą nadzieję, że to go rozweseli, powiedziałam: 

„Oczywiście, to przecież dla Ciebie.”

Natychmiast sięgnął po kredki i zaczął rysować na papierze.

Przez chwilę myślałam, że gradowa chmura jest już za nami, jednak jakże się myliłam. Nie musiałam długo czekać, żeby usłyszeć wypowiedziane pod nosem: 

„Nie dam rady tego zrobić. Znowu się nie udało, poddaje się!”.
Antoś rzucił kredką i gwałtownie wstał od stołu.

Negatywna samoocena u dzieci

To rzucone pod nosem „Nie dam rady tego zrobić. Znowu się nie udało, poddaje się!” jest negatywną opinią dziecka na temat swoich umiejętności i szans na zrealizowanie zadania. Gdy słyszymy nieprzychylne słowa skierowane do naszej pociechy, odruchowo chcemy im zaprzeczyć, zapewnić o posiadanych przez dziecię zdolnościach, popchnąć do przodu, wyręczyć. Wszystko to po to, by zaoszczędzić mu przechodzenia przez trudne emocje związane z brakiem wiary w siebie.

Większość z nas zdaje sobie sprawę, jak wielkie znaczenie dla dziecka ma opinia rodzica. Biorąc pod uwagę, że w pierwszym okresie rozwoju nasze pociechy odzwierciedlają nasze zachowanie niczym zwierciadło, musimy dołożyć wszelkich starań, by postępować rozsądnie. Ma to również znaczenie podczas przekazywania informacji zwrotnej małemu brzdącowi.  Wbrew pozorom to, co i w jaki sposób mówimy, może mieć wpływ na jego samoocenę, wyobrażenie o samym sobie, o swoich umiejętnościach i możliwościach zrealizowania nowych wyzwań. Jak się okazuję, tak silny wpływ ma nie tylko opinia bliskich osób, ale również wypowiadanie negatywnych opinii o samym sobie.

niska_samoocena_u_dziecka

Przyjrzyjmy się temu hipotetycznie. Przypuśćmy, że wróciliśmy do licealnych czasów i stresujemy się, nadchodzącym testem z chemii. Z góry zakładamy, że: „I tak prawdopodobnie nie uda nam się go zaliczyć, więc nie ma sensu zakuwać."

Gdy rozłożymy takie podejście na czynniki pierwsze, widzimy, że zanim cokolwiek miało szanse się wydarzyć, zdążyliśmy już zrezygnować z przystąpienia do sprawdzianu. Wyobraziliśmy sobie przyszłość, w której pomijamy naukę, zakładając, że jest ona stratą czasu. Jeżeli rzeczywiście się nie przygotujemy, to realnie zwiększamy prawdopodobieństwo niezaliczenia.

Zabawmy się jeszcze w co by było gdyby i wyobraźmy sobie, że nasz wewnętrzny głos podpowiedział nam: „Denerwuje się, ale jak przysiądę i się pouczę to poczuję się pewniej.”

Bardziej prawdopodobne jest, że takie nastawienie zmotywuje nas do nauki i tym samym szanse na pozytywny wynik testu będą większe.

To działa niczym zaklinanie przyszłości i ma nawet swoją nazwę samospełniającej się przepowiedni.

Innymi słowy, jeśli zakładamy, że pewne wydarzenie ma mieć określony przebieg, to nasze oczekiwania mają na tyle istotny wpływ na nasze zachowanie, że postępujemy w sposób, który zbliża nas do założonego rezultatu.

Nie trzeba być prorokiem, żeby wiedzieć, że jeżeli się nie nauczymy, to nie posiadając wiedzy z określonego zakresu – nie ma bata, żebyśmy zdobyli zaliczenie. No, chyba że wiemy obok kogo usiąść, mamy zestaw materiałów pomocniczych i nauczyciel pozwoli nam ściągać ;-)

Najczęstsza reakcja rodzica jest nieskuteczna

Negatywne, dziecięce komunikaty mogą brzmieć następująco:

Nie jestem w tym dobry. 
Nie mogę tego zrobić, to zbyt trudne. 
Nigdy nie nauczę się czytać.

Wspominałam już wcześniej, że kierując się rodzicielską troskliwością, odruchowo chcemy przekonać dziecko, że to, co mówi, nie jest prawdą:

Jesteś w tym dobry! 
Na pewno dasz radę to zrobić! 
Nauczysz się czytać. Wierzę w Ciebie!

Zwróćcie uwagę, że postępując w ten sposób, z reguły nie udaje nam się przekonać malucha. Osiągamy efekt odwrotny od oczekiwanego.

Kierując tak wiele pozytywnych afirmacji, nieświadomie zamieniamy dziecięcą frustrację w walkę o władzę, o to, kto wie lepiej, jak jest naprawdę.

Po pierwsze walka, to ostatnie czego potrzebujemy, a po drugie, kto inny może mieć racje w oczach malucha, jak nie on sam?

Niewypowiedziane komunikaty

Bardzo prawdopodobne, że kiedy nasza pociecha mówi źle o sobie, to tak naprawdę chce powiedzieć:

Jestem sfrustrowany. 
Czuję się źle z tym że popełniam błąd. 
Boję się, że nigdy się tego nie nauczę.

Co natomiast słyszy dziecko, gdy w tej sytuacji odpowiadamy pozytywnymi afirmacjami:

Nie denerwuj się! 
Nie czuj się źle! 
Nie bój się!

Nie wiem jak wy, ale kiedy ja jestem wkurzona, gdy czuję, jak we mnie buzują emocje i w tej samej chwili, ktoś próbuje mi wmówić, że wcale nie czuję tego, co czuję ;-), to nie reaguje zbyt pokojowo. Raczej działa to na mnie jak płachta na byka.

Od razu przypomina mi się sytuacja, gdy jako dziecko uderzyłam o coś piszczelem, a babcia, chcąc mnie uspokoić, powtarzała „już dobrze, nie płacz, nic się nie stało, już nie boli”. No jak nie boli, kiedy czułam, że bolało jak chole..?

Ostateczny rezultat jest taki, że mimo naszych szczerych i dobrych intencji tak naprawdę nie wspieramy naszego malucha w konfrontacji z wielkimi i przerażającymi emocjami. Nasza sfrustrowana i niepewna siebie pociecha nie czuje się słyszana.

Co zatem możemy zrobić, gdy słyszymy, że nasze słodkie dziecko mówi średnio przyjemne rzeczy o sobie i do siebie?

Jedno zdanie, które zmieni sposób myślenia dziecka

Gdy zdarzają się tak trudne, emocjonalne sytuacje wyobrażam sobie przerażający las. Las, który jest tak ciemny i gęsty, że nie jestem w stanie zobaczyć tego, co jest przede mną. W tym lesie wyobrażam sobie swojego syna, w chwili, gdy nie jest w stanie czegoś zrobić, gdy się poddaje. Wtedy wiem, że muszę być przewodnikiem, który przeprowadzi go przez ten ciemny las, dzięki któremu mój maluch znajdzie własne rozwiązanie.

wspieranie_rozwoju_dziecka

Wróćmy do wcześniej opisywanej sytuacji toczącej się w domu.

Podeszłam do Antosia, usiadłam obok niego, tak by nasze twarze były na tej samej wysokości i powiedziałam:

„Pokaż, co sprawia Ci trudność."

Wskazał na część obrazka, gdzie pisał swoje imię i powiedział: 

„tutaj!"

Kiedy już wiedziałem, w czym tkwi problem, zaczęłam opisywać to, co widzę metodą bez nadawania subiektywnej oceny:

„Widzę, że pisałeś swoje imię. Ukończyłeś A, N, T, O, a kiedy dotarłeś do ostatniej literki, zatrzymałeś się. Chyba chcesz, żeby „Ś" wyglądało ładnie? Widzę, że je wygumkowałeś i ponownie napisałeś."

Skinął potwierdzając: 

„Tak, nie potrafię tego zrobić. Nie umiem napisać Ś".

Kontynuowałam: 

„Napisałeś pierwszą część „Ś”, pozostała tylko druga część. Musi być jakiś sposób, żeby nauczyć się ją pisać tak, jak tego chcesz. Prawda?"

Przez chwile milczał, przeczekałam ciszę i pozwoliłam mu pomyśleć.

W końcu powiedział rzeczowo: 

„Myślę, że muszę częściej ćwiczyć pisanie „Ś”.

Dlaczego to działa?

Mówiąc „Pokaż, proszę, co sprawia Ci trudność", zyskujemy wiele użytecznych informacji.

Na starcie dowiadujemy się, co dla brzdąca jest bułką z masłem, a co sprawia mu trudność. Sposób ten pomaga również dziecku rozpoznać, który element wykonywanego zadania stanowi dla niego największe wyzwanie.

Zastosowanie tej prostej techniki „powiedz, co widzisz” sprawia, że rozmowa z dzieckiem schodzi na neutralną płaszczyznę, gdzie każdy może dostrzec co dzieje się tu i teraz.

Dzięki temu dzieci są mniej skłonne do przyjmowania postawy obronnej, nie czują potrzeby udowadniania, że „naprawdę nie mogą / nie potrafią tego zrobić". Często uruchamiamy takie zachowanie, gdy mówimy do malucha „no coś ty, potrafisz” lub „spróbuj ponownie”.

W chwilach zwątpienia zawsze przypominam sobie słowa Edisona, który mówił, że zanim wynalazł żarówkę, znalazł tysiąc sposobów, by jej nie wymyślić.

Pocieszające, prawda? ;-)

Być może zainteresują Cię również:

 

Jak Wy radzicie sobie z dziecięcym barkiem wiary w siebie?

 

 

 

 

 


relacja_z_dzieckiem

5 wskazówek, jak utrzymać bliską relację z dorosłymi dziećmi

Czytając tytuł, myślisz sobie „eee Majka ma dopiero 2 lata, mam jeszcze dużo czasu... to mnie nie dotyczy.”

Wcale mnie to nie dziwi, bo sama mam poczucie, że moi chłopcy są jeszcze mali, że przed nami mnóstwo pięknych chwil, że na wszystko mamy jeszcze czas. Bez wątpienia tak, jest – to zaledwie początek naszych rodzinnych perypetii i wspólnego poznawania świata. Jednak warto pamiętać o tym, że trwałe więzi i bliska relacja z dzieckiem tworzą się każdego dnia, to efekt na, który „pracujemy” na przestrzeni wszystkich, wspólnie spędzonych lat. Dlatego już dziś warto zadbać nie tylko o ilość, ale i jakość spędzanych razem chwil.

Coraz częściej otrzymuję od Was wiadomości z pytaniami nie tylko o to, „jak zbudować więź z maluszkiem”, ale również o to, „w jaki sposób utrzymać bliską relację z dorastającymi lub dorosłymi dziećmi”. Pytań było na tyle dużo, że zamiast odpisywać, każdej z Was z osobna, postanowiłam opublikować kilka wskazówek w formie tekstu.

Czas biegnie tak szybko... nie do pomyślenia, że jeszcze niedawno zmieniałam Antosiowi pieluchy, borykałam się z kolkami, przeżywałam pierwsze kroki i słowa, a już zaczynam zastanawiać się nad szkolnymi wyzwaniami. Na samą myśl o sercowych dylematach, planowaniu prezentu na 18. urodziny czy wyjeździe na studia czuję się niczym bohaterka filmu science fiction.

relacja_z_dzieckiem_dorosłość

A jednak dzieci rosną bardzo szybko i w mgnieniu oka ze słodkich, nieporadnych maluchów stają się niezależnymi, samodzielnymi osobami (no, przynajmniej chcemy, by takimi się stali ;-)).

Fakt faktem w oczach rodziców, pociechy zawsze będą „dziećmi” bez względu na to, czy w danym momencie uczą się raczkować, wyjeżdżają na studia, czy zmieniają pieluchy swojemu, własnemu szkrabowi.

Teoretycznie, gdy dzieci stają się dorosłymi ludźmi, spada z nas część rodzicielskiej odpowiedzialności, nie musimy zastanawiać się nad każdą podjętą w ich imieniu decyzją, wyznaczoną granicą, czy zapewnieniem bezpieczeństwa 24h/dobę.

Oczywiście, to wszystko sprawdza się w teorii, w praktyce natomiast raz stając się rodzicem, jesteś nim przez całe życie. Oznacza to, że niezależnie jak bardzo dojrzałe, samodzielne czy odpowiedzialne jest nasze dziecko, my i tak nie przestajemy się o nie troszczyć i martwić.

Jest jednak jedna istotna kwestia, o której powinniśmy pamiętać, z upływem czasu zachodzi wiele zmian, zarówno w naszym otoczeniu, w nas samych, jak i w relacji z dorastającymi dziećmi. Skoro wszystko i wszyscy się zmieniają, to nasza relacja rodzic-dziecko również powinna dojrzeć.

Oto kilka wskazówek dotyczących pielęgnowania relacji z dorosłym dzieckiem:

Mowa jest srebrem, a milczenie złotem

Powściągliwość jest cnotą, która na tym etapie relacji rodzic-dziecko jest naszym „must have”. Właśnie teraz powinniśmy powstrzymać się od nieproszonych, złotych rad i zadawania zbyt wielu, wścibskich pytań (wiem, wiem, to będzie trudne, ale...) ;-).

Po latach pełnej gotowości 24h/na dobę i wyostrzonej czujności, zapewne nie raz koniecznym będzie ugryzienie się w język, na wieść o podejmowanej przez naszą pociechę decyzji.

Kiedy dziecko staje się dorosłą, niezależną, samodzielną osobą tym, czego od nas potrzebuje, jest wsparcie emocjonalne, a nie cudowne mądrości, pojawiające się po fakcie i kończące pamiętnym zdaniem: „a nie mówiłem...”

Okazanie odpowiedniego wsparcia swojemu dziecku jest możliwe, tylko wtedy, gdy wiemy, jaka jest jego realna potrzeba. By się tego dowiedzieć, nie wystarczy słuchać, trzeba usłyszeć, co ono do nas mówi.

Obustronny szacunek

To naturalne, że mimo usamodzielnienia się dziecka chcemy nadal, aktywnie uczestniczyć w jego życiu. Zresztą nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej. Pocieszający jest fakt, że jeśli dotychczasowe relacje z dzieckiem oparte były na szacunku i bliskości, to zbudowana więź jest bardzo silna i trwała niezależnie od tego, w jakim wieku jest nasze dziecko.

Czy jest ktoś, kto nie lubi mieć racji? Kto nie chciałby, by jego zdanie było tym najwłaściwszym i ostatecznym? No właśnie... Szybko przyzwyczajamy się do takiego stanu rzeczy i trudno nam jest wyjść z roli wszechwiedzącego, doświadczonego rodzica.

teściowa

Z biegiem czasu „dysproporcja” między rodzicem a dzieckiem ulega zatarciu, wszyscy są już dorośli i mają takie samo prawo do niezależnych decyzji. To właśnie ten moment, kiedy ważniejsze niż kiedykolwiek jest uszanowanie punktu widzenia i decyzji dziecka, nawet jeśli się z nimi nie zgadzamy.

Zaakceptuj drugą połówkę

To może być jedna z najtrudniejszych elementów rodzicielskiej powinności. Nie ma ważniejszej rzeczy niż zdrowie i szczęście własnego dziecka. W pewnym momencie przychodzi czas, gdy to druga połówka przejmuje pierwsze skrzypce w jego życiu. To z nią pierwszą podzieli swoje smutki i radości, to prawdopodobnie do niej zwróci się z prośbą o wsparcie w podejmowaniu ważnej decyzji. Trudno jest przesiąść się z fotela głównego pilota na siedzenie pasażera, ale taka jest kolej rzeczy. Oczywiście, możemy mieć swoje oczekiwania, marzenia o tym, jaki powinien być partner naszego dziecka. Oczami wyobraźni widzimy, że ma lepszą pracę, mniej kolczyków i tatuaży, oraz że gotuje gorszy rosół od naszego. Jednak koniec, końców teraz nasze aspiracje nie mają znaczenia, rodzicielskim obowiązkiem jest zachować opinie dla siebie i będąc ponad swoimi przekonaniami zaakceptować wybór dorosłego dziecka.

Powiedzmy sobie jednak szczerze, że tolerancja ma również swoje granice, nie możemy być głusi i ślepi na ewidentne zagrożenia. W akceptacji i poszanowaniu niezależności dziecka nie chodzi o nabieranie wody w usta w niebezpiecznych sytuacjach. Wiadomo, że jeśli dzieje się coś niepokojącego, zagrażającego zdrowiu czy życiu – powinniśmy, a nawet musimy interweniować, niezależnie czy się to naszej dorosłej pociesze spodoba, czy też nie.

Zachowaj swoje opinie dla siebie

Dla niejednej z nas to będzie największe wyzwanie. Dla mnie na pewno ;-)

Główna różnica między byciem rodzicem małych dzieci a rodzicem dzieci dorosłych polega na tym, że tym drugim nie powinniśmy narzucać swojego zdania, mówić, co, gdzie, kiedy i jak powinni zrobić.

Ostatnią rzeczą, jaką dorosłe dziecko chce usłyszeć od swojego rodzica, jest nieproszona, „dobra” rada. Takimi wskazówkami jest piekło wybrukowane i jeśli nie chcemy, na własne życzenie mieć takowego w rodzinnych pieleszach, lepiej zawczasu ugryźć się w język.

Wspólne chwile

Kiedy nasze dzieci są małe, mamy pełną kontrolę nad rodzinnymi aktywnościami. Gdy dorosną ważnym ogniwem w pielęgnowaniu relacji, jest znalezienie nowych sposobów komunikowania się i spędzania wspólnego czasu. Nie chodzi tu o to, byśmy udawali, że nagle naszą pasją jest pole dance, słuchanie heavy metal’u czy jedzenie sushi. Tak naprawdę nie musi być to nic wyszukanego, wystarczą wspólne obiady w ulubionej restauracji, niedzielny spacer, czy gra w scrabble. Jeżeli natomiast nasza inicjatywa wyjścia na zajęcia tańca na rurze, wynika z chęci spróbowania czegoś nowego i wydostania się ze swojej strefy komfortu, to rewelacyjnie, tak trzymaj! Ważne byśmy czuli się dobrze z tym, co robimy i czerpali przyjemność ze wspólnych chwil.

W jaki sposób Wy dbacie o relację z Waszymi dziećmi? Swoimi doświadczeniami podzielcie się w komentarzu poniżej tekstu.

Może zainteresują Cię również:

Ściskam Was mocno,

Karola


jak_wzmocnić_odporność

Czym jest odporność i jak ją wzmocnić

Temat wzmacniania odporności u dzieci budzi wiele emocji i kontrowersji. Z jednej bowiem strony chcemy wierzyć w skuteczność „domowych sposobów” (czyli miód, czosnek, olejki eteryczne, bańki, hartowanie), z drugiej natomiast postęp cywilizacyjny skłania nas do sięgania po dostępne środki farmakologiczne. W moim przekonaniu, zanim podejmiemy jakiekolwiek kroki w kierunku serwowania specyfików wspomagających odporność, powinniśmy skonsultować stan zdrowia z lekarzem, szczególnie jeśli dotyczy to dzieci. Dodatkowo garść informacji o tym, jak powstaje odporność i czym jest, pozwoli nam bardziej świadomie podejmować decyzje i dobierać odpowiedni sposób działania.

Czym jest odporność

W dużym uproszczeniu odporność to zdolność organizmu do obrony przed niebezpiecznymi dla niego substancjami i czynnikami np.: pasożytami, bakteriami czy wirusami.

Nabywanie odporności jest procesem systematycznym i trwającym nieustannie przez całe życie. Prowadzone w tym obszarze badania wskazują, że układ immunologiczny osiąga pełne zdolności obronne dopiero między 12 a 15 rokiem życia. Dlatego też odporność dziecka jest dużo słabsza od odporności osoby dorosłej.

Zastanawiacie się, gdzie znajduje się obronne centrum dowodzenia?

Układ odpornościowy

Komórki układu odpornościowego zlokalizowane są w wielu miejscach naszego organizmu: w grasicy, śledzionie, szpiku kostnym oraz układzie oddechowym. Ważną informacją jest to, że aż 80% układu immunologicznego znajduje się w przewodzie pokarmowym, gdzie wytwarzane są przeciwciała. Tu pojawia się pierwsza wskazówka dotycząca wzmacniania odporności – warto zwrócić uwagę na jakość spożywanych pokarmów, tym jednak zajmiemy się nieco później.

Skoro odporność nabywamy z wiekiem, zatem jaki jest jej poziom u noworodka?

Odporność dziecka

W chwili narodzin układ immunologiczny maluszka jest niedojrzały. Nie mając wcześniej kontaktu z drobnoustrojami, nie umie z nimi walczyć. Każde dziecko przychodzi na świat z pakietem ochronnym nazywanym odpornością wrodzoną. Odporność wrodzona to nieswoiste przeciwciała, które maleństwo otrzymało od mamy w czasie życia płodowego. Są one jeszcze przez pewien czas przekazywane wraz z pokarmem podczas karmienia piersią. Poziom owych przeciwciał jest wystarczający do około 6 tygodnia życia dziecka, później jest ich za mało. Wtedy zaczyna się okres spadku odporności, nazywany przez lekarzy dołkiem immunologicznym, który trwa do około 6 miesiąca życia.

Odporność powoli wzrasta dopiero u półrocznego niemowlęcia, gdy zaczyna ono produkować więcej własnych przeciwciał.

Realne nabywanie odporności następuje w momencie, gdy dziecko idzie do przedszkola. W tym czasie maluch ma kontakt z dużą liczbą patogenów. Jest to okres pobudzania układu immunologicznego do wytwarzania swoistej tarczy ochronnej. Każdy z nas wie, jak to wygląda w praktyce… katar pogania katar, przeplatając się z bólem gardła i innymi, poważniejszymi infekcjami. Niestety tak wygląda naturalny sposób uodporniania się organizmu.

infekcja_odporność

Spadek odporności jest charakterystyczną zmorą pojawiającą się również w późniejszym etapie rozwoju dziecka np. po niektórych infekcjach (ospa albo trzydniówka). Powrót do pełnej formy następuje dopiero po kilku tygodniach, dlatego warto w tym okresie zadbać o wzmocnienie nadszarpniętego zdrowia.

Wzmacnianie odporności u dzieci

Kto z nas nie głowi się nad tym, w jaki sposób wzmocnić odporność swoją i swojego malucha. Możemy wesprzeć układ immunologiczny w naturalny sposób, stosując kilka prostych zasad:

Odpowiednie żywienie

Podstawą w budowaniu odporności u dziecka jest zdrowa, zbilansowana dieta. Powinniśmy wprowadzić odpowiednie menu, bogate w antyoksydanty oraz witaminy - owoce, warzywa, ryby, chude mięso, nabiał, produkty zbożowe, a do picia wodę, mleko oraz wyciskane soki. To na nas – rodzicach spoczywa odpowiedzialność za zdrowe odżywianie naszych pociech.

Wsparcie dla układu odpornościowego stanowią probiotyki, w które bogate są fermentowane napoje mleczne, np. jogurty i kefiry. Dlatego warto o nich pamiętać.

Spacer to podstawa

Aktywność fizyczna i odpowiednia ilość czasu spędzonego na świeżym powietrzu to kolejny element, o który powinniśmy zadbać. Na spacer warto chodzić codziennie, niezależnie od pogody (jedynie temperatura poniżej -10 C i silne wiatry stanowią przeciwskazanie). Odpowiednio ubrany maluch z przyjemnością poskacze po kałużach i pobiega w deszczu.

odporność

Nie przegrzewaj

Odpowiednio ubrane dziecko to nie tylko takie, które nie zmarznie, ale również to, które nie ulega przegrzaniu. Przegrzewanie dzieci to jeden z najczęstszych powodów pojawiających się przeziębień. Najlepiej zakładaj dziecku kilka warstw ubrań, bawełnianych lub wełnianych, które w zależności od warunków pogodowych można zdjąć.

Dodatkowe wspomaganie

W okresie osłabionej odporności i wzmożonego występowania infekcji, po uprzedniej konsultacji z lekarzem, warto wspomóc układ immunologiczny preparatami witaminowymi oraz tymi zawierającymi kwasy Omega 3 (Tran – olej z wątroby dorsza), alkiloglicerole czy skwalen (Olej z wątroby rekina). Alkiloglicerole występują m.in. w mleku matki i to one stymulują układ odpornościowy noworodków i niemowlaków. Zwiększają proces wytwarzania elementów morfotycznych krwi - a to oznacza wyższą obronę organizmu przed wirusami, bakteriami, lepsze odżywienie i dotlenienie komórek. Skwalen natomiast posiada właściwości antybakteryjne, dlatego może pełnić funkcję naturalnego antybiotyku (więcej na ten temat przeczytacie tutaj >>tu).

Hydroterapia

Bardzo dobrym sposobem wspierającym odporność jest stosowanie hydroterapii. Polega ona na naprzemiennym prysznicu ciepłą i zimną wodą. Ta forma hartowania przyzwyczaja organizm do zmiany temperatury, bo pod wpływem zmiennych bodźców (wyższej i niższej temperatury) naczynia krwionośne na zmianę kurczą się i rozkurczają, dzięki czemu pracują sprawniej.

Sen i odpoczynek

Odpowiednia ilość snu to ważny element mający wpływ na odporność. Niemowlę śpi zazwyczaj dokładnie tyle, ile potrzebuje. Ale dziecko w wieku przedszkolnym – już niekoniecznie. Często do późnej nocy chce się bawić, a potem rano wstaje zmęczone. Musimy pamiętać, że sen jest mu bardzo potrzebny – to czas odpoczynku i regeneracji całego organizmu. Potrzebuje go również układ odpornościowy dziecka.

sen_dziecka

Stres

Staraj się nie narażać dziecka na przewlekły stres. Czynnikiem istotnie wpływającym na odporność organizmu jest przewlekły stres. Dowiedziono, że pod wpływem długotrwałego działania stresorów powiększa się kora nadnerczy (gdzie produkowane są hormony stresu), ulega zaś zanikowi grasica. Ponadto pod wpływem stresu zmniejsza się w krwi ogólna liczba komórek odpornościowych.

Odpowiednie warunki w domu

Dbaj o to, by w domu nie było zbyt gorąco. Idealna temperatura to 19–20°C. Zadbaj o jakość powietrza, nawilżaj je, zwłaszcza w okresie sezonu grzewczego oraz regularnie wietrz pomieszczenia. Wspomnę o tym dla spokoju sumienia, choć przyznam, że nie mieści mi się to w głowie: "nie narażaj dziecka na bierne palenie."

A jakie są Wasze sposoby na poprawę odporności?
Będzie mi miło, jeśli podzielicie się ze mną swoimi doświadczeniami w komentarzu poniżej.

Ściskam,
Karola

 


Świąteczna (de)presja

Bożonarodzeniowy czas większości z nas kojarzy się ze szczęściem, radością, z bardziej lub mniej spokojnymi chwilami spędzonymi w rodzinnym gronie. Oczywiście nie może zabraknąć aromatycznych potraw, dźwięku kolęd i blasku mieniącej się choinki.  Krótko rzecz ujmując to przyjemny czas, do którego wracamy z sentymentem i nostalgią.
Nie ma najmniejszych wątpliwości, że dla części z nas tak właśnie jest. Jednak nie bez powodu w pierwszym zdaniu zawarłam zwrot „większości z nas”, ponieważ badania pokazują, że pomimo iż święta są „przepełnione szczęściem” (a może właśnie dlatego, że takie są…), nasze zadowolenie z życia i samopoczucie emocjonalne w tym bożonarodzeniowym okresie jest obniżone.

Istnieje spora grupa osób, dla których święta są umiarkowanie, a nawet bardzo stresującym wydarzeniem. Jak bardzo stresującym i dlaczego takie są? O tym przeczytacie poniżej.

Psychologiczne mądrości

Ze wspomnianych wcześniej badań wynika, że siła i dotkliwość stresu wywołanego Świętami, jest porównywalna do stresu pojawiającego się po kilkudniowej bezsenności. Brzmi light’owo? No nie wiem…

Spróbujcie wyobrazić sobie swój stan w sytuacji permanentnego braku snu…, niektórzy z nas wcale nie muszą sobie tego wyobrażać, ciągle w nim jesteśmy 😉

W każdym razie, gdy nie śpimy, zwyczajnie czujemy się do „d…”. Pojawia się zdezorientowanie, rozdrażnienie, zmęczenie, smutek, brak cierpliwości itp.
Gdy przeczytacie poniższą część tekstu trochę bardziej zrozumiałe będzie dla Was przedświąteczne zachowanie niektórych domowników 😉?

Miejsce nr 42

Nie jest żadną tajemnicą, że psycholodzy dokonują analizy tego, co ważne z perspektywy naszego funkcjonowania. Dlatego przedmiotem badań są również najbardziej stresogenne dla człowieka wydarzenia. Jednym z narzędzi służących do pomiaru jest skala Holmes i Rahe Stress Scale, która tworzy swoisty ranking składający się z 43 najbardziej stresujących wydarzeń życiowych. Oczywiście nie wspomniałabym o tym, gdyby Święta Bożego Narodzenia nie zajęłyby w nim zaszczytnej, 42 pozycji. Ze swoimi 12 punktami uplasowały się tuż przed drobnymi wykroczeniami. Na tej samej skali pierwsze miejsce zajmuje śmierć współmałżonka (100 pkt), niżej jest rozwód (73 pkt) oraz kłopoty z teściami (29 pkt).

Dlaczego tak na nas działają?

Przyczyn świątecznego stresu jest wiele. Za pierwszego winowajcę możemy uznać zbyt małą ilość czasu, którym dysponujemy, by przygotować wymarzone święta. Oczywiście wszystko staje się dużo prostsze i bardziej realne, jeśli podzielimy się obowiązkami z pozostałymi domownikami, jednak nie zawsze potrafimy/chcemy to zrobić, no i chęć wsparcia musi również być po tej drugiej stronie 😉. A pięknie zastawiony stół, 12 tradycyjnych potraw, wysprzątane mieszkanie i piękne lico same się nie przygotują… No chyba, że magia świąt będzie miała bardziej realną postać i wesprze nas w przygotowaniach 😉.

Tak więc koniec końców, im bliżej świąt, tym stres coraz większy.

Roczny bilans

Kolejnym czynnikiem podsycającym frustrację jest czas, w jakim odbywa się świąteczne szaleństwo. Święta Bożego Narodzenia przypadają pod koniec roku, a ten z kolei skłania nas do zrobienia całorocznego bilansu, podsumowania tego, co udało nam się zrobić w mijającym roku. Często ów bilans wychodzi ujemny, co bez wątpienia wprowadza nas w negatywny nastrój.

Studnia bez dna

Pojawia się i kolejna stresująca bolączka.  Boże Narodzenie przekroczyło teologiczne granice chrześcijaństwa i nabrało komercyjnego znaczenia. Okres przedświąteczny to istna żyła złota dla sektora handlowego. Tak samo, jak nie wyobrażamy sobie Bożego Narodzenia bez choinki, tak nie może być mowy o choince bez prezentów. Gdy do tego dołączymy konieczność posiadania suto zastawionego stołu, niezliczonej ilości dekoracji świątecznych i wiele innych elementów, o których wolę nawet nie myśleć – poświąteczny przeciąg w portfelu murowany.

Ja się pytam, jak tu nie być sfrustrowanym 😉??

Podobno w tym roku, na święta średnio wydamy 882 złote, co jest tylko o 2% więcej w stosunku do zeszłego roku…

Perfekcyjne święta

Odczuwaną frustrację dodatkowo podsycają narzucane przez społeczeństwo schematy. Oczywiście w tej całej pogodni za idealnymi świętami dużą rolę odgrywają media. Myślę, że nie muszę się rozpisywać o kreowanym przez nie obrazie pięknych, rodzinnych świąt, gdzie wszyscy są uśmiechnięci, zadowoleni i zrelaksowani, potrawy niemal same wyskakują z garnków, a puste talerze w mgnieniu oka lśnią czystością… Pozostaje nam tylko w amerykańskim stylu, z hollywoodzkim uśmiechem zaśpiewać „We wish you a Merry Christmas…” i napawać się świąteczną atmosferą.

stres_w_święta

Yhyyyy, a co jeśli sytuacja w naszym domu wygląda zgoła inaczej?

Gdy ze zmęczenia padamy na twarz, zanim zdążymy się rozsiąść w fotelu? A w locie, wystylizowany lok nieco się nam wyprostował? Gdy dzieci w pierwszej sekundzie od przebrania w świąteczne odzienie, pochlapały siebie i obrus czerwonym barszczem, a futryna drzwi w sypialni nie przeszła testu białej rękawiczki przeprowadzonego przez „ukochaną” kuzynkę?
Perfekcjonizm bez wątpienia nie sprzyja budowaniu świątecznego nastroju. Dla zdrowia własnego i całej rodziny musimy nieco obniżyć postawioną poprzeczkę, a raczej urealnić, bo dążenie do niedoścignionych standardów, to pierwszy stopień do niezadowolenia, stresu i frustracji.

Rodzinna sielanka

Święta to czas szczególny, który możemy spędzić w rodzinnym gronie… Biorąc pod uwagę nasz codzienny tryb życia, szybkość, z jaką funkcjonujemy i częstotliwość kontaktu z dalszymi członkami naszej rodziny – staje się on nie lada wyzwaniem.

Zastanawiacie się dlaczego?

Na co dzień pędzimy, jesteśmy w ciągłym niedoczasie, w związku z czym przywykliśmy do sporadycznych i krótkich pogadanek z ciocią, babcią czy szwagrem. To, co nam dobrze znane, często stosowane jest nam bliskie. Dlatego, czujemy się o wiele bardziej komfortowo, gdy kontaktujemy się z kimś przez chwilę, w tak zwanym między czasie, a temat naszej rozmowy jest prozaiczny i dotyczy bieżących kwestii.

Sprawa ma się zupełnie inaczej, gdy podczas rodzinnej „biesiady” przy świątecznym stole dochodzi do rozwlekających się pogadanek z dawno niewidzianą ciotką. Pojawiają się nietaktowne i niewygodne pytania. Kto z nas lubi publiczne i personalne wycieczki dotyczące powiększenia rodziny, czy planowanego zamążpójścia? A gdy w grę wchodzi zakropiona procentem, polityczno-religijna debata…Merry christmas murowane 😉.

Samotność nie tylko w sieci

Święta mogą być szczególnie stresujące dla osób samotnych. Samotność sama w sobie jest źródłem stresu, gdy dodatkowo zostanie podkreślona przez świąteczną, rodzinną atmosferę – doskwiera jeszcze bardziej.  Możemy ją odczuwać w dwóch wymiarach: fizycznym i mentalnym. Ten pierwszy dotyczy namacalnego braku bliskiej osoby. Powodem może być rozstanie, śmierć czy wybór. Mentalny wymiar natomiast dotyczy braku duchowego porozumienia z mężem, mamą czy innymi członkami rodziny.

Święta to moment wytchnienia, sprzyjający zadumie i chwili refleksji nad sobą czy własnym życiem. Zapętleni w codzienny wyścig z czasem, odsuwamy myśli o swojej samotności, gdy w święta tego czasu pojawia się więcej, zaczyna nam ona doskwierać. Dlatego, tak ważne jest byśmy szczególnie w tym wyjątkowym okresie, zwracali uwagę na samotne osoby i starali się otoczyć je uwagą czy wsparciem.

prezent_na_święta

Co możemy zrobić…

Nie ma jasno sprecyzowanych sposobów, które sprawdzą się zawsze, wszędzie i u każdego…

Jednak jeśli czujecie, że ten świąteczny czas jest dla Was stresującym wydarzeniem – warto pomyśleć o zmianach. Zmiany te nie dotyczą tylko naszego zachowania, choć jest to ważny element, ale przede wszystkim podejścia do tego, czym są Święta. Odpowiedzmy na pytanie, jak chcemy je spędzić, co jest dla nas ważne i czego od nich oczekujemy? Gdy uzyskamy odpowiedź, dalsze kroki postępowania będą jasne.

Świąteczna de(presja)

Może warto spojrzeć na święta przez pryzmat wspólnie spędzonego czasu, rzeczywistej radości i spokoju, których nie da nam idealnie nakryty stół, wysprzątany dom, wyprasowana koszula czy stos prezentów pod choinką.

Dlatego, by w pełni być obecną, realnie skorzystać z tego wyjątkowego czasu, warto przewartościować znaczenie wydarzenie, jakim są Święta. Może czas uruchomić swoje menedżerskie umiejętności i rozdzielić zadania na poszczególnych członków rodziny, a nawet zaangażować dzieci czy dalszych krewnych. Jeśli są samozwańczy ochotnicy, którzy proponują nam pomoc w przygotowaniach, warto z niej skorzystać.  Będąc w ciągłym biegu, nie zdążymy przed świętami nabrać dystansu, wyhamować, zwolnić. W konsekwencji naładowani negatywnymi emocjami z hukiem wpadniemy w naszą modną - monochromatyczną choinkę, wtedy to już w ogóle „ch.. bombki strzeli i świąt nie będzie”. (więcej na temat matczynej frustracji pisałam tu >> klik.)

Cieszy mnie fakt, że coraz więcej osób przychodzi po rozum do głowy i korzysta z różnych możliwości spędzenia rodzinnych świąt.

Fajną alternatywą jest wyjazd w jakieś wyjątkowe miejsce, gdzie przygotowaniami zajmie się organizator owego wyjazdu, dzięki czemu możemy skupić się na odpoczynku i rodzinnych chwilach.

Jeżeli nie wyjazd na wakacje, to może wyjazd do rodziny, wtedy ograniczamy ilość ciążących na nas obowiązków 😉. Specjalną ofertę mają również firmy cateringowe, restauracje, które przygotowują wigilijne potrawy, część tych bardziej czasochłonnych można u nich zakupić.

Każdy pomysł, który sprawia, że w tym wyjątkowym czasie poczujemy się spokojniej, bardziej komfortowo jest dobrym rozwiązaniem, musimy tylko chcieć coś zmienić… (więcej na ten temat przeczytasz tu >> klik, i tu >> klik).
To normalne, że marzymy o idealnych świętach i nie twierdzę, że nie mają takie być. Niech one będą idealne dla Ciebie i Twojej rodziny, zgodnie z Waszymi potrzebami i możliwościami, a nie z tym, co ktoś sztucznie wykreował w mediach społecznościowych. To najlepszy prezent, jaki możemy dać naszym najbliższym. (więcej o konsekwencjach pogoni za nieistniejącym ideałem znajdziesz tu >> klik).

rodzinne_święta

Tego właśnie Wam życzę na te nadchodzące Święta – spokoju, wyciszenia, możliwości czerpania radości z tych wyjątkowych chwil, które bez wątpienia są przed Wami. Dostrzeżcie je i czerpcie z nich siłę na nadchodzący rok, nic bowiem nie jest ważniejsze od ludzi, którzy są nam bliscy.

Być może zainteresują Was jeszcze inne teksty ze świątecznym akcentem w tle:

Czy święty Mikołaj może przysporzyć więcej szkody niż pożytku?

W jaki sposób powiedzieć dziecku prawdę o Świętym Mikołaju

 

 


Nie ma przebacz... o istocie wybaczania słów kilka

Każdy z nas ma, miał lub będzie miał w swoim otoczeniu osobę, którą byłby w stanie udusić 😉.

A owa zbrodnia, choć społecznie zakazana i karalna pozwoliłaby nam odczuć emocjonalną ulgę...

Nie, żebym kogokolwiek namawiała do ostateczności… powyższe czysto hipotetyczne sformułowanie jest jedynie narzędziem w moich rękach, mającym pokazać skrajność stanu emocjonalnego, do którego potrafi doprowadzić „ludzia ludź”.

Winowajca

Przyczyn negatywnych emocji jest niezliczona ilość. Niezależnie od tego, czy jest to nasz szanowny, aczkolwiek niewierny małżonek, czy może rodzic, który zawiódł nas w dzieciństwie, czy też niepotrafiąca trzymać języka za zębami przyjaciółka – każdy swoim zachowaniem może doprowadzić nas do skrajnych emocji.

przebczenie_wróg

Dla każdego z nas określona sytuacja będzie miała inne znaczenie i wywoła emocje o różnym natężeniu. Prędzej czy później, siła emocji zmniejsza się, wtedy zaczynamy dopuszczać do głosu racjonalne myślenie i stajemy przed wyborem: Czy a jeżeli tak, to w jaki sposób wybaczyć tej osobie?

Lekarstwo dla duszy

Jakże rewelacyjnie by było, gdyby emocjonalne blizny i rysy goiły się tak samo szybko, jak te cielesne, które po zastosowaniu żelu Bliznasil znikają niemal całkowicie.

Bliznasil to lekarstwo dla ciała, a co z naszym umysłem? Tu z pomocą przychodzi przebaczanie. Większość z nas podchodzi do niego sceptycznie. Nasze nastawienie i ocena szans na wybaczenie zależy od stopnia żywionej urazy i skali przewinienia. Bardzo często z naszej perspektywy ​​wydaje się ono niewybaczalne, a winowajca nie zasługuje na nasze przebaczenie.

Dlaczego myśląc o przebaczeniu, swą uwagę skupiamy na winowajcy? Czy przebaczenie, to przysługa oddana osobie, która nas skrzywdziła?

Czym jest przebaczenie?

Przebaczenie, czyli…

Wielu z nas samo brzmienie słowa „przebaczam” budzi negatywne skojarzenia. Wyobrażamy sobie, że musimy pojednać się z osobą, do której mamy żal, formalnie wypowiedzieć „Wybaczam ci", a nawet przytulić, w celu symbolicznego przypieczętowania „zgody”. Bardzo często, właśnie tak wygląda przebaczanie, nie jest to jednak regułą.

Czas zweryfikować nasze przekonania…

Przebaczenie nie musi bezpośrednio dotyczyć kontaktu z drugą osobą, a już na pewno nie jest korzyścią dla winowajcy.  

Przebaczenie usuwa naszą własną nienawiść i uwalnia nas od niespokojnej przeszłości." Christopher Peterson
 

Przebaczenie nie jest czymś, co robimy dla osoby, która nas skrzywdziła, to coś, co robimy dla siebie.

Dlaczego powinniśmy wybaczyć?

Wiele badań potwierdziło, że praktykowanie przebaczania przynosi NAM wiele korzyści - naszemu zdrowiu psychicznemu i fizycznemu. Im jesteśmy lepsi w przebaczaniu, tym mniejszego stresu, napięcia, niepokoju, złości doświadczamy.

"Żywienie gniewu jest jak trzymanie gorącego węgla z zamiarem rzucenia nim w kogoś – problem w tym, że to tylko ty jesteś tym, który się poparzy." - Budda

Gniew, gorycz, nienawiść – to emocje, które w znacznym stopniu obciążają nasze ciało i umysł. Kiedy ich nie wyrażamy, nie uwalniamy i nie przepracowujemy, dochodzi do ich skumulowania, co w dłuższej perspektywie powoduje fizyczne dolegliwości. Zaczynają pojawiać się bóle brzucha, głowy, wysokie ciśnienie krwi, obniżenie nastroju, pogłębienie stanów depresyjnych i lękowych.

przebaczenie_wsparcie

Oczywiście przebaczenie to nie jedyny sposób na pozbycie się negatywnych emocji, ale jeden z najskuteczniejszych.

Wiemy już, że umiejętność przebaczania przynosić nam wiele korzyści, nie ułatwia to jednak jego praktycznego zastosowania.

Poniżej znajdziecie kilka faktów, o których powinniśmy pamiętać.

Fakty, fakty, fakty...

Przebaczenie nie oznacza, bagatelizowania trudnych doświadczeń.

To nie jest tak, że poprzez podjęcie próby wybaczenia wypieramy się tego, co było. Przebaczając nie mówimy "nic mi nie jest, nic się nie stało, nie było tak źle, wszystko w porządku". Możliwe jest przebaczenie i jednoczesne przyznanie, że doznana krzywda była trudnym i złym doświadczeniem.

Przebaczenie nie jest równoznaczne z zapomnieniem.

To, że przebaczymy, nie oznacza, że musimy zapomnieć. Postawmy się na miejscu osób, które zostały strasznie wykorzystane, były zaniedbywane czy prześladowane. One nigdy nie zapomną o swoich traumach i naprawdę nie muszą tego robić. Dla własnego spokoju mogą jednak podjąć próbę przebaczenia, pamiętając jednocześnie o tym, co je spotkało.

Przebaczenie nie oznacza, że ​​jesteś „cieniasem”. 

Przebaczenie nie jest oznaką słabości, naiwności ani głupoty. Nie stanowi plamy na honorze ani przyznania się do błędu.

Przebaczenie nie jest równoznaczne ze skruchą i przeprosinami ze strony winowajcy.

Niestety, ilu ludzi tyle zachowań i reakcji. Nie możemy oczekiwać, że osoba, która nas skrzywdziła, będzie w stanie, w tym samym momencie przyznać się do popełnionego błędu i go zrozumieć. Może nawet się zdarzyć, że owa osoba nigdy nie przyzna się do tego, co się wydarzyło. Dlatego tak ważne jest, byśmy podejmując próbę przebaczenia robili to dla siebie, dla własnego dobra i osobistych korzyści.

Przebaczenie jest procesem.

Przebaczenie nie dzieje się „od razu”, w momencie podjęcia decyzji o gotowości do wybaczenia. To proces, który u każdego z nas przebiega w inny sposób. Nie ma jednej reguły, prostego schematu, który pozwoli nam przewidzieć jego przebieg. Nie jesteśmy w stanie spisać konkretnych kroków, które powinniśmy przejść, by osiągnąć sukces. Może się zdarzyć, że nigdy nie będziemy w stanie całkowicie wybaczyć, jednak możemy pracować nad tym, by osiągnąć jak największy wewnętrzny spokój.

Czy musimy przebaczać?

Wszystko wskazuje na to, że umiejętność przebaczania przynosi nam wiele korzyści, jest niczym bufor bezpieczeństwa. Nawet jeżeli wydaje się nam niemożliwe do osiągnięcia i bardzo trudne do wykonania, to podjęcie próby może nas pozytywnie zaskoczyć.

Jednak to o czym musimy pamiętać, to fakt, że nikt ani nic nie może nas zmusić do wybaczenia. Podejmowanie prób, mimo braku gotowości może pogłębić dotychczas skumulowane, negatywne emocje i poczucie krzywdy. Dlatego, jeśli czujesz, że nie jesteś gotowa – nie rób tego.

Jak się za nie zabrać?

Ciekawym wstępem do pracy nad umiejętnością przebaczania jest proste ćwiczenie polegające na pisaniu, koncentracji i zbieraniu swoich doświadczeń. Znajdując zaciszne miejsce, trochę czasu, kartkę papieru i ołówek możesz pomóc sobie uporządkować myśli. Napisz list do osoby, która cię skrzywdziła. Opisz to, co czujesz, wypisz wszystkie myśli i skojarzenia, które przychodzą Ci do głowy, które towarzyszą Ci każdego dnia, które sprawiają, że czujesz się źle z tym, co się stało, które wywołują Twój gniew i żal. Pamiętaj, ten list jest tylko dla Ciebie. To Ty zdecydujesz, co się z nim stanie, nikt nigdy nie musi go czytać.

przebaczenie_ulga

Jeśli popisałaś trochę, to czas na zmianę. Spróbuj zapisać kolejną kartkę, drugą ręką. Pisanie niedominującą ręką (szczególnie gdy jesteś praworęczna), może pomóc w przesłonięciu analitycznej, skłonnej do osądów półkuli mózgowej. Taka zamiana, być może sprawi, że zbierane w ten sposób myśli okażą się bardziej obiektywne.

Celem tego typu ćwiczeń jest odzyskanie kontroli nad destrukcyjnymi i negatywnymi myślami. Pozwala nam ono poukładać przeszłość i poprawić nasze samopoczucie, nawet jeśli nie bierzemy pod uwagę przebaczenia.

Desmond Tutu powiedział kiedyś 

Przebaczenie daje Ci kolejną szansę na nowy początek."

Dlatego warto dać sobie szansę na lepsze jutro…

W jaki sposób radzicie sobie z przebaczaniem? Przychodzi Wam ono łatwo?
Jestem ciekawa Waszych doświadczeń, podzielcie się nimi w komentarzu.
Jeśli uważacie ten artykuł za ciekawy i przydatny, podzielcie się nim - wystarczy udostępnić.

Dziękuję i do kolejnego przeczytania ;-)

 


5 rzeczy, o których nie może zapomnieć żadna kobieta

Ta z nas, która jest tą szczęściarą i nie ma pojęcia, o czym piszę poniżej, niech pierwsza rzuci kopciuszkowym pantofelkiem 😉

Zatem drogą wstępu, przytoczę kilka standardowych, kobiecych przyjemności.

Proza codzienności

Dzień zaczynamy bądź kończymy kąpielą… zaraz, zaraz, to zabrzmiało zbyt luksusowo, chodziło mi raczej o pochlapanie się wodą w ekspresowym tempie, noszące rozpustne miano kąpieli. Do tego nieustannie pojawiające się omamy słuchowe (ciągłe nasłuchiwanie płaczu dziecka), swym przebiegiem i formą przypominają objawy „prysznicowej schizofrenii”.

Wspominając o przyjemnościach, nie możemy pominąć porannej kawy…to znaczy kawa w naszym wydaniu jest na tyle uniwersalna, że z porannej staje się południową, następnie przekształca się w popołudniową, a w wersji premium nawet w wieczorną. To takie swoiste Frappe.

Jako że jesteśmy niczym kombajn multizadaniowy potrafimy jednocześnie zadbać o kondycję fizyczną i odżywienie organizmu, stąd pojawia się rytuał spożywania posiłków w biegu (bardzo często jedynym biegu w ciągu całego dnia). Czyż to nie cudowna oszczędność czasu?

Podobną roztropność w dysponowaniu swoim czasem wykazujemy, zasypiając w makijażu. No, bo jaki sens miałoby pokonywanie tylu przeszkód, by nałożyć ów make up tylko po to, by po kilku godzinach go zmyć? Co to, to nie. Poza tym biorąc pod uwagę, fakt, że i tak jesteśmy w ciągłej gotowości do działania, a głowę do poduszki przykładamy tylko na chwileczkę (po co miałyby nam się zrobić na twarzy odgniecenia od poduszki), nocny makijaż musi być.

zmęczona_kobieta

Brzmi znajomo? Nawet w tej NIECO przejaskrawionej wersji, dla wielu z nas to chleb powszedni.

Na co dzień staramy się zadbać o ciepło domowego ogniska, naprawdę wiele robimy dla innych osób. Pełnimy rolę matki, żony, córki, przyjaciółki. Zawsze chcemy być zwarte i gotowe do pomocy i realizacji zadań. Jednak czy pośród wszystkich obowiązków, wymagającej codzienności, znajdujemy miejsce i czas dla siebie?

Najczęściej odpowiadamy, że zajmiemy się sobą, jak posprzątamy, ugotujemy, wykonamy powierzone zlecenie bądź jak dzieci podrosną. Wtedy nastanie czas dla nas.

Przyjaciółka potrzebna od zaraz

Jesteś na posterunku, by zawsze być obecną, gdy ktoś będzie potrzebował naszego wsparcia. Warto analogiczne zachowania przenieść na siebie, w ten sam sposób pomyśleć o sobie. Spróbuj również dla siebie być najlepszym kompanem, kumpelą, przyjaciółką, której w ciągu dnia poświęcisz więcej niż „ukradzione” 5 minut. Wiem, że czasem jest to cholernie trudne, ale warto podjąć próbę. Przecież nie od dziś wiadomo, że szczęśliwa, zadbana, dopieszczona Ty, to szczęśliwi domownicy.

Robiąc to, co sprawia Ci przyjemność, będąc spełnioną i szczęśliwą kobietą stajesz się wzorem do naśladowania. Takim wzorem, jakim chciałabyś, by widzieli Cię inni, od którego bije wewnętrzny blask, energia, do którego lgną ludzie.

Która z nas, nie lubi i nie chce być kochana, szanowana, podziwiana oraz doceniana? No właśnie, która?

W pierwszej kolejności, zanim zaczniesz oczekiwać tego od innych, sama dla siebie bądź czuła, miła, po prostu dobra. To nie jest wyraz egoizmu, tylko dbałości o szczęśliwe życie dla Ciebie i Twojej rodziny.

Coco Chanel kiedyś powiedziała 

może się zdarzyć, że urodziłaś się bez skrzydeł, ale najważniejsze, żebyś nie przeszkadzała im wyrosnąć”.

Słowa tak proste, a jednocześnie prawdziwe.

O tym żadna z nas nie powinna zapomnieć

Warto dać sobie szansę na rozwój oraz realizację marzeń.

Łatwo powiedzieć? No pewnie, łatwiej powiedzieć niż zrobić. Jednak najtrudniej jest zacząć, dlatego poniżej znajdziecie kilka wskazówek jak się do tego zabrać.

 Dbaj o swoje zdrowie i ciało

Pozwól sobie na małe codzienne przyjemności. Nasze ciało jest eksploatowane w szczególny sposób. Zachodząc w ciążę i rodząc dzieci, odczuwamy to szczególnie mocno. Regularna dbałość o formę staje się koniecznością, szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę zmiany, zarówno te anatomiczne, jak i te związane z trybem naszego życia. Warto byśmy przypisały wspomnianej konieczności właściwie znaczenie: istotną rolę odgrywa tu troska o samą siebie, nasze samopoczucie, czułość, którą możemy podarować same sobie. Dlatego ważne byśmy dbały o swoje ciało każdego dnia, nie tylko od święta. W jaki sposób?

Pij dużo wody. Woda stanowi 60-70% masy dorosłego człowieka, 75% masy dziecka, a w przypadku noworodka – ponad 80%. Ma ona bardzo duży wpływ na nasze samopoczucie i jakość funkcjonowania. Dlatego niezbędnym jest uzupełnianie jej ilości.

Znajdź czas na aktywność fizyczną, poćwicz z Ewą bądź Anią, potańcz, słuchając ulubionych kawałków muzyki, ruszaj się. Podczas aktywności wyzwalają się endorfiny, to naturalny zastrzyk pozytywnej energii, zafunduj go sobie.

Zadbaj o swoją skórę. Każda z nas chce wyglądać pięknie, świeżo i rewelacyjnie byłoby, gdyby młodość trwała wiecznie. To o czym nie możemy zapominać, jest codzienny demakijaż twarzy. Żaden nawet najbardziej kosztowny krem, serum, maseczka nie przyniesie pożądanych efektów, jeśli nałożymy go na nieoczyszczoną twarz. Nasza skóra odpoczywa i regeneruje się dopiero wieczorem, gdy zmyjemy z niej makijaż, nadmiar sebum oraz inne zanieczyszczenia zbierające się podczas całego dnia.

nivea

 

Dlatego do demakijażu będącego ważnym punktem pielęgnacji, polecam Pielęgnacyjny Płyn Micelarny NIVEA. To kosmetyk, który łączy w sobie wiele korzyści i świetnie sprawdza się przy  skórze wrażliwej. Stosując go wykonujemy kilka czynności pielęgnacyjnych jednocześnie: oczyszczamy i odżywiamy skórę twarzy oraz rzęsy. W jakże prosty sposób możemy poprawić wygląd i kondycję naszej skóry, poczuć się świeżo i kobieco.

Istotną kwestią w dbałości o ciało jest również odpoczynek. Wiem, wiem, że każda z nas o nim marzy, jednak realia sprawiają, że trudno znaleźć na niego czas. Warto jednak zawalczyć o nawet kilka chwil dodatkowej drzemki, odpuszczając któryś z domowych obowiązków – prasowanie nie ucieknie (choć wolałabym, żeby właśnie tak się stało 😉). Podczas odpoczynku regenerujemy organizm, ładujemy akumulatory. Ma on również wpływ na naszą odporność, a przede wszystkim na zakres cierpliwości.

Zwracaj uwagę na, to co i kiedy jadasz. Wiadome jest, że czasem nie mamy możliwość zjeść porządnego posiłku, a co dopiero go przygotować. Jednak warto byśmy zwracały uwagę na to, co ląduje na naszym talerzu. Podstawą troski o siebie jest dbałość o swoje zdrowie. Dlatego nie zapominaj o wykonywaniu podstawowych badań ginekologicznych oraz badaniu piersi. W ten sposób dbasz o bezpieczeństwo nie tylko swoje, ale również swoich najbliższych.

Strefę związaną z ciałem pokrótce sobie omówiłyśmy czas zrobić coś również dla duszy i umysłu.

Kolejnym elementem, o którym nie powinnyśmy zapominać, jest dbałość o swoje wnętrze.

Zaakceptuj i pokochaj siebie

Być może wydaje Ci się to nierealnym, a co najmniej trudnym. Jednak warto byśmy nauczyły się akceptować siebie takimi, jakie jesteśmy. Trudno jest przerwać schemat, w który wtłaczano nas przez lata – wzoru przykładnej gospodyni, żony, matki. Dodatkowo przeciwstawić się kreowanym przez media, nierealnym kanonom piękna. Warto jednak pracować nad tą sferą. Dzięki samoakceptacji jesteśmy w stanie pokochać siebie: swój wygląd, myśli, wady, popełniane błędy, skłonność do perfekcjonizmu oraz brak organizacji i wszystko to, z czego na co dzień nie jesteśmy zadowolone. Nie goniąc za ideałem bądź czyimś wyobrażeniem na nasz temat jesteśmy w stanie osiągnąć szczęście.

Uwierz w siebie i realizuj swoje pasje

Gdy to czytasz, myślisz sobie:

no way”
Wiem, że jesteś bardzo zajęta, ale mimo to każdego dnia możesz wygospodarować choćby 5 minut, żeby zrobić coś dla siebie, coś, co spowoduje, że poczujesz się lepiej, a Twoje oczy zaiskrzą. Każdy nawet maleńki krok w stronę upragnionego celu to ogromny postęp. Lepiej każdego dnia zrobić cokolwiek, co sprawi Ci prawdziwą przyjemność, co Cię interesuje, niż nie robić nic. To kolejny krok w stronę postawionego celu.

Dlatego już teraz zastanów się, co byś robiła, gdybyś nie miała żadnych ograniczeń (finansowych, rodzinnych czy innych). Pomyśl o rzeczach i zajęciach, które przynoszą Ci radość. Przy czym tracisz poczucie czasu i co daje Ci poczucie spełnienia? Ważne, żeby to w sobie odnaleźć i zacząć poświęcać temu czas.

kobieta_relaks

 Stawiaj swoje szczęście na pierwszym miejscu

To dopiero wyzwanie, prawda? Już widzę tę lawinę kumulujących się pytań:

Jak to możliwe, że tak siebie na pierwszym miejscu?
Ale, że co inni później, a najpierw ja?

Sama uśmiecham się do siebie, bo też miewam z tym problem. Nasze ego podpowiada nam w tej chwili, że to egoistyczne i że potrzeby innych osób są ważniejsze niż nasze własne. Przecież jesteśmy matkami i żonami, nie wspominając o pozostałych rolach, zatem naszym obowiązkiem jest dbać o domowników, toczyć nieustanną walkę o to, by żar domowego ogniska tlił się nieustannie. 😉

I tak, i nie. Rzeczywiście jest tak, że powinnyśmy dbać o najbliższych i wszystko to, co napisałam powyżej, powinno się dziać ;-). Jednak nasze, kobiece szczęście i potrzeby są również istotne.

Nie możemy być wartościowym członkiem społeczności, kiedy wnosimy do niej tylko frustrację, zniechęcenie i nieszczęśliwą minę. Świat potrzebuje nas, jako spełnionych, szczęśliwych i żyjących z pasją osób. Żebyśmy takie mogły być, musimy w tym wszystkim zadbać również o siebie. Nie bez przyczyny instrukcja ratunkowa podczas lotu samolotem nakazuje matce założyć maskę najpierw sobie, a wszystko po to by mogła uratować swoje dziecko. Dlatego na co dzień choć czasem „zakładaj tę maskę” najpierw sobie.

Pozwól sobie na niedoskonałość

Powinnam raczej zatytułować ten akapit „pozwól sobie na normalność”, bo tak naprawdę nie ma ludzi idealnych, każdy z nas ma prawo do popełniania błędów, gorszych dni, chwil słabości. Mimo to, że otacza nas wszechobecny syndrom Super Woman, Wonder Woman i wszystkich innych woman razem wziętych, to prawda jest taka, że nie mamy nadprzyrodzonych mocy, lśniącej zbroi, niewyczerpanych pokładów siły i cierpliwości. Nie jesteśmy w stanie same ogarnąć wszystkich i wszystkiego, ba nawet nie powinnyśmy.

Dlaczego? A no dlatego, że pozostali członkowie naszej super rodziny mogą nam pomóc w wielu obowiązkach. Czasami jedynie musimy o to poprosić bądź zawalczyć. To naprawdę żaden wstyd poprosić najbliższą osobę, żeby w czymś nas wspomogła czy wyręczyła.

Na koniec...

Każdy z nas powinien mieć swoje osobiste rytuały, kilka powtarzalnych zachowań, nawyków, które niczym bufor bezpieczeństwa pomogą nam zorganizować swój świat, oswoić otaczającą przestrzeń i codzienność oraz poczuć się szczęśliwymi ludźmi. Pewnie dla każdej z nas będzie to coś innego, coś bardzo osobistego, coś, co pozwoli zatrzymać się na chwilę i poczuć spokój, albo odwrotnie, przypływ rozpierającej energii. Warto jednak je odnaleźć i małymi krokami wprowadzać w życie, nie pozostawiać tylko w sferze planów czy afirmacji.
Advertisement

A Ty, od czego zaczniesz?