Świąteczna (de)presja

Bożonarodzeniowy czas większości z nas kojarzy się ze szczęściem, radością, z bardziej lub mniej spokojnymi chwilami spędzonymi w rodzinnym gronie. Oczywiście nie może zabraknąć aromatycznych potraw, dźwięku kolęd i blasku mieniącej się choinki.  Krótko rzecz ujmując to przyjemny czas, do którego wracamy z sentymentem i nostalgią.
Nie ma najmniejszych wątpliwości, że dla części z nas tak właśnie jest. Jednak nie bez powodu w pierwszym zdaniu zawarłam zwrot „większości z nas”, ponieważ badania pokazują, że pomimo iż święta są „przepełnione szczęściem” (a może właśnie dlatego, że takie są…), nasze zadowolenie z życia i samopoczucie emocjonalne w tym bożonarodzeniowym okresie jest obniżone.

Istnieje spora grupa osób, dla których święta są umiarkowanie, a nawet bardzo stresującym wydarzeniem. Jak bardzo stresującym i dlaczego takie są? O tym przeczytacie poniżej.

Psychologiczne mądrości

Ze wspomnianych wcześniej badań wynika, że siła i dotkliwość stresu wywołanego Świętami, jest porównywalna do stresu pojawiającego się po kilkudniowej bezsenności. Brzmi light’owo? No nie wiem…

Spróbujcie wyobrazić sobie swój stan w sytuacji permanentnego braku snu…, niektórzy z nas wcale nie muszą sobie tego wyobrażać, ciągle w nim jesteśmy 😉

W każdym razie, gdy nie śpimy, zwyczajnie czujemy się do „d…”. Pojawia się zdezorientowanie, rozdrażnienie, zmęczenie, smutek, brak cierpliwości itp.
Gdy przeczytacie poniższą część tekstu trochę bardziej zrozumiałe będzie dla Was przedświąteczne zachowanie niektórych domowników 😉?

Miejsce nr 42

Nie jest żadną tajemnicą, że psycholodzy dokonują analizy tego, co ważne z perspektywy naszego funkcjonowania. Dlatego przedmiotem badań są również najbardziej stresogenne dla człowieka wydarzenia. Jednym z narzędzi służących do pomiaru jest skala Holmes i Rahe Stress Scale, która tworzy swoisty ranking składający się z 43 najbardziej stresujących wydarzeń życiowych. Oczywiście nie wspomniałabym o tym, gdyby Święta Bożego Narodzenia nie zajęłyby w nim zaszczytnej, 42 pozycji. Ze swoimi 12 punktami uplasowały się tuż przed drobnymi wykroczeniami. Na tej samej skali pierwsze miejsce zajmuje śmierć współmałżonka (100 pkt), niżej jest rozwód (73 pkt) oraz kłopoty z teściami (29 pkt).

Dlaczego tak na nas działają?

Przyczyn świątecznego stresu jest wiele. Za pierwszego winowajcę możemy uznać zbyt małą ilość czasu, którym dysponujemy, by przygotować wymarzone święta. Oczywiście wszystko staje się dużo prostsze i bardziej realne, jeśli podzielimy się obowiązkami z pozostałymi domownikami, jednak nie zawsze potrafimy/chcemy to zrobić, no i chęć wsparcia musi również być po tej drugiej stronie 😉. A pięknie zastawiony stół, 12 tradycyjnych potraw, wysprzątane mieszkanie i piękne lico same się nie przygotują… No chyba, że magia świąt będzie miała bardziej realną postać i wesprze nas w przygotowaniach 😉.

Tak więc koniec końców, im bliżej świąt, tym stres coraz większy.

Roczny bilans

Kolejnym czynnikiem podsycającym frustrację jest czas, w jakim odbywa się świąteczne szaleństwo. Święta Bożego Narodzenia przypadają pod koniec roku, a ten z kolei skłania nas do zrobienia całorocznego bilansu, podsumowania tego, co udało nam się zrobić w mijającym roku. Często ów bilans wychodzi ujemny, co bez wątpienia wprowadza nas w negatywny nastrój.

Studnia bez dna

Pojawia się i kolejna stresująca bolączka.  Boże Narodzenie przekroczyło teologiczne granice chrześcijaństwa i nabrało komercyjnego znaczenia. Okres przedświąteczny to istna żyła złota dla sektora handlowego. Tak samo, jak nie wyobrażamy sobie Bożego Narodzenia bez choinki, tak nie może być mowy o choince bez prezentów. Gdy do tego dołączymy konieczność posiadania suto zastawionego stołu, niezliczonej ilości dekoracji świątecznych i wiele innych elementów, o których wolę nawet nie myśleć – poświąteczny przeciąg w portfelu murowany.

Ja się pytam, jak tu nie być sfrustrowanym 😉??

Podobno w tym roku, na święta średnio wydamy 882 złote, co jest tylko o 2% więcej w stosunku do zeszłego roku…

Perfekcyjne święta

Odczuwaną frustrację dodatkowo podsycają narzucane przez społeczeństwo schematy. Oczywiście w tej całej pogodni za idealnymi świętami dużą rolę odgrywają media. Myślę, że nie muszę się rozpisywać o kreowanym przez nie obrazie pięknych, rodzinnych świąt, gdzie wszyscy są uśmiechnięci, zadowoleni i zrelaksowani, potrawy niemal same wyskakują z garnków, a puste talerze w mgnieniu oka lśnią czystością… Pozostaje nam tylko w amerykańskim stylu, z hollywoodzkim uśmiechem zaśpiewać „We wish you a Merry Christmas…” i napawać się świąteczną atmosferą.

stres_w_święta

Yhyyyy, a co jeśli sytuacja w naszym domu wygląda zgoła inaczej?

Gdy ze zmęczenia padamy na twarz, zanim zdążymy się rozsiąść w fotelu? A w locie, wystylizowany lok nieco się nam wyprostował? Gdy dzieci w pierwszej sekundzie od przebrania w świąteczne odzienie, pochlapały siebie i obrus czerwonym barszczem, a futryna drzwi w sypialni nie przeszła testu białej rękawiczki przeprowadzonego przez „ukochaną” kuzynkę?
Perfekcjonizm bez wątpienia nie sprzyja budowaniu świątecznego nastroju. Dla zdrowia własnego i całej rodziny musimy nieco obniżyć postawioną poprzeczkę, a raczej urealnić, bo dążenie do niedoścignionych standardów, to pierwszy stopień do niezadowolenia, stresu i frustracji.

Rodzinna sielanka

Święta to czas szczególny, który możemy spędzić w rodzinnym gronie… Biorąc pod uwagę nasz codzienny tryb życia, szybkość, z jaką funkcjonujemy i częstotliwość kontaktu z dalszymi członkami naszej rodziny – staje się on nie lada wyzwaniem.

Zastanawiacie się dlaczego?

Na co dzień pędzimy, jesteśmy w ciągłym niedoczasie, w związku z czym przywykliśmy do sporadycznych i krótkich pogadanek z ciocią, babcią czy szwagrem. To, co nam dobrze znane, często stosowane jest nam bliskie. Dlatego, czujemy się o wiele bardziej komfortowo, gdy kontaktujemy się z kimś przez chwilę, w tak zwanym między czasie, a temat naszej rozmowy jest prozaiczny i dotyczy bieżących kwestii.

Sprawa ma się zupełnie inaczej, gdy podczas rodzinnej „biesiady” przy świątecznym stole dochodzi do rozwlekających się pogadanek z dawno niewidzianą ciotką. Pojawiają się nietaktowne i niewygodne pytania. Kto z nas lubi publiczne i personalne wycieczki dotyczące powiększenia rodziny, czy planowanego zamążpójścia? A gdy w grę wchodzi zakropiona procentem, polityczno-religijna debata…Merry christmas murowane 😉.

Samotność nie tylko w sieci

Święta mogą być szczególnie stresujące dla osób samotnych. Samotność sama w sobie jest źródłem stresu, gdy dodatkowo zostanie podkreślona przez świąteczną, rodzinną atmosferę – doskwiera jeszcze bardziej.  Możemy ją odczuwać w dwóch wymiarach: fizycznym i mentalnym. Ten pierwszy dotyczy namacalnego braku bliskiej osoby. Powodem może być rozstanie, śmierć czy wybór. Mentalny wymiar natomiast dotyczy braku duchowego porozumienia z mężem, mamą czy innymi członkami rodziny.

Święta to moment wytchnienia, sprzyjający zadumie i chwili refleksji nad sobą czy własnym życiem. Zapętleni w codzienny wyścig z czasem, odsuwamy myśli o swojej samotności, gdy w święta tego czasu pojawia się więcej, zaczyna nam ona doskwierać. Dlatego, tak ważne jest byśmy szczególnie w tym wyjątkowym okresie, zwracali uwagę na samotne osoby i starali się otoczyć je uwagą czy wsparciem.

prezent_na_święta

Co możemy zrobić…

Nie ma jasno sprecyzowanych sposobów, które sprawdzą się zawsze, wszędzie i u każdego…

Jednak jeśli czujecie, że ten świąteczny czas jest dla Was stresującym wydarzeniem – warto pomyśleć o zmianach. Zmiany te nie dotyczą tylko naszego zachowania, choć jest to ważny element, ale przede wszystkim podejścia do tego, czym są Święta. Odpowiedzmy na pytanie, jak chcemy je spędzić, co jest dla nas ważne i czego od nich oczekujemy? Gdy uzyskamy odpowiedź, dalsze kroki postępowania będą jasne.

Świąteczna de(presja)

Może warto spojrzeć na święta przez pryzmat wspólnie spędzonego czasu, rzeczywistej radości i spokoju, których nie da nam idealnie nakryty stół, wysprzątany dom, wyprasowana koszula czy stos prezentów pod choinką.

Dlatego, by w pełni być obecną, realnie skorzystać z tego wyjątkowego czasu, warto przewartościować znaczenie wydarzenie, jakim są Święta. Może czas uruchomić swoje menedżerskie umiejętności i rozdzielić zadania na poszczególnych członków rodziny, a nawet zaangażować dzieci czy dalszych krewnych. Jeśli są samozwańczy ochotnicy, którzy proponują nam pomoc w przygotowaniach, warto z niej skorzystać.  Będąc w ciągłym biegu, nie zdążymy przed świętami nabrać dystansu, wyhamować, zwolnić. W konsekwencji naładowani negatywnymi emocjami z hukiem wpadniemy w naszą modną - monochromatyczną choinkę, wtedy to już w ogóle „ch.. bombki strzeli i świąt nie będzie”. (więcej na temat matczynej frustracji pisałam tu >> klik.)

Cieszy mnie fakt, że coraz więcej osób przychodzi po rozum do głowy i korzysta z różnych możliwości spędzenia rodzinnych świąt.

Fajną alternatywą jest wyjazd w jakieś wyjątkowe miejsce, gdzie przygotowaniami zajmie się organizator owego wyjazdu, dzięki czemu możemy skupić się na odpoczynku i rodzinnych chwilach.

Jeżeli nie wyjazd na wakacje, to może wyjazd do rodziny, wtedy ograniczamy ilość ciążących na nas obowiązków 😉. Specjalną ofertę mają również firmy cateringowe, restauracje, które przygotowują wigilijne potrawy, część tych bardziej czasochłonnych można u nich zakupić.

Każdy pomysł, który sprawia, że w tym wyjątkowym czasie poczujemy się spokojniej, bardziej komfortowo jest dobrym rozwiązaniem, musimy tylko chcieć coś zmienić… (więcej na ten temat przeczytasz tu >> klik, i tu >> klik).
To normalne, że marzymy o idealnych świętach i nie twierdzę, że nie mają takie być. Niech one będą idealne dla Ciebie i Twojej rodziny, zgodnie z Waszymi potrzebami i możliwościami, a nie z tym, co ktoś sztucznie wykreował w mediach społecznościowych. To najlepszy prezent, jaki możemy dać naszym najbliższym. (więcej o konsekwencjach pogoni za nieistniejącym ideałem znajdziesz tu >> klik).

rodzinne_święta

Tego właśnie Wam życzę na te nadchodzące Święta – spokoju, wyciszenia, możliwości czerpania radości z tych wyjątkowych chwil, które bez wątpienia są przed Wami. Dostrzeżcie je i czerpcie z nich siłę na nadchodzący rok, nic bowiem nie jest ważniejsze od ludzi, którzy są nam bliscy.

Być może zainteresują Was jeszcze inne teksty ze świątecznym akcentem w tle:

Czy święty Mikołaj może przysporzyć więcej szkody niż pożytku?

W jaki sposób powiedzieć dziecku prawdę o Świętym Mikołaju

 

 


Nie ma przebacz... o istocie wybaczania słów kilka

Każdy z nas ma, miał lub będzie miał w swoim otoczeniu osobę, którą byłby w stanie udusić 😉.

A owa zbrodnia, choć społecznie zakazana i karalna pozwoliłaby nam odczuć emocjonalną ulgę...

Nie, żebym kogokolwiek namawiała do ostateczności… powyższe czysto hipotetyczne sformułowanie jest jedynie narzędziem w moich rękach, mającym pokazać skrajność stanu emocjonalnego, do którego potrafi doprowadzić „ludzia ludź”.

Winowajca

Przyczyn negatywnych emocji jest niezliczona ilość. Niezależnie od tego, czy jest to nasz szanowny, aczkolwiek niewierny małżonek, czy może rodzic, który zawiódł nas w dzieciństwie, czy też niepotrafiąca trzymać języka za zębami przyjaciółka – każdy swoim zachowaniem może doprowadzić nas do skrajnych emocji.

przebczenie_wróg

Dla każdego z nas określona sytuacja będzie miała inne znaczenie i wywoła emocje o różnym natężeniu. Prędzej czy później, siła emocji zmniejsza się, wtedy zaczynamy dopuszczać do głosu racjonalne myślenie i stajemy przed wyborem: Czy a jeżeli tak, to w jaki sposób wybaczyć tej osobie?

Lekarstwo dla duszy

Jakże rewelacyjnie by było, gdyby emocjonalne blizny i rysy goiły się tak samo szybko, jak te cielesne, które po zastosowaniu żelu Bliznasil znikają niemal całkowicie.

Bliznasil to lekarstwo dla ciała, a co z naszym umysłem? Tu z pomocą przychodzi przebaczanie. Większość z nas podchodzi do niego sceptycznie. Nasze nastawienie i ocena szans na wybaczenie zależy od stopnia żywionej urazy i skali przewinienia. Bardzo często z naszej perspektywy ​​wydaje się ono niewybaczalne, a winowajca nie zasługuje na nasze przebaczenie.

Dlaczego myśląc o przebaczeniu, swą uwagę skupiamy na winowajcy? Czy przebaczenie, to przysługa oddana osobie, która nas skrzywdziła?

Czym jest przebaczenie?

Przebaczenie, czyli…

Wielu z nas samo brzmienie słowa „przebaczam” budzi negatywne skojarzenia. Wyobrażamy sobie, że musimy pojednać się z osobą, do której mamy żal, formalnie wypowiedzieć „Wybaczam ci", a nawet przytulić, w celu symbolicznego przypieczętowania „zgody”. Bardzo często, właśnie tak wygląda przebaczanie, nie jest to jednak regułą.

Czas zweryfikować nasze przekonania…

Przebaczenie nie musi bezpośrednio dotyczyć kontaktu z drugą osobą, a już na pewno nie jest korzyścią dla winowajcy.  

Przebaczenie usuwa naszą własną nienawiść i uwalnia nas od niespokojnej przeszłości." Christopher Peterson
 

Przebaczenie nie jest czymś, co robimy dla osoby, która nas skrzywdziła, to coś, co robimy dla siebie.

Dlaczego powinniśmy wybaczyć?

Wiele badań potwierdziło, że praktykowanie przebaczania przynosi NAM wiele korzyści - naszemu zdrowiu psychicznemu i fizycznemu. Im jesteśmy lepsi w przebaczaniu, tym mniejszego stresu, napięcia, niepokoju, złości doświadczamy.

"Żywienie gniewu jest jak trzymanie gorącego węgla z zamiarem rzucenia nim w kogoś – problem w tym, że to tylko ty jesteś tym, który się poparzy." - Budda

Gniew, gorycz, nienawiść – to emocje, które w znacznym stopniu obciążają nasze ciało i umysł. Kiedy ich nie wyrażamy, nie uwalniamy i nie przepracowujemy, dochodzi do ich skumulowania, co w dłuższej perspektywie powoduje fizyczne dolegliwości. Zaczynają pojawiać się bóle brzucha, głowy, wysokie ciśnienie krwi, obniżenie nastroju, pogłębienie stanów depresyjnych i lękowych.

przebaczenie_wsparcie

Oczywiście przebaczenie to nie jedyny sposób na pozbycie się negatywnych emocji, ale jeden z najskuteczniejszych.

Wiemy już, że umiejętność przebaczania przynosić nam wiele korzyści, nie ułatwia to jednak jego praktycznego zastosowania.

Poniżej znajdziecie kilka faktów, o których powinniśmy pamiętać.

Fakty, fakty, fakty...

Przebaczenie nie oznacza, bagatelizowania trudnych doświadczeń.

To nie jest tak, że poprzez podjęcie próby wybaczenia wypieramy się tego, co było. Przebaczając nie mówimy "nic mi nie jest, nic się nie stało, nie było tak źle, wszystko w porządku". Możliwe jest przebaczenie i jednoczesne przyznanie, że doznana krzywda była trudnym i złym doświadczeniem.

Przebaczenie nie jest równoznaczne z zapomnieniem.

To, że przebaczymy, nie oznacza, że musimy zapomnieć. Postawmy się na miejscu osób, które zostały strasznie wykorzystane, były zaniedbywane czy prześladowane. One nigdy nie zapomną o swoich traumach i naprawdę nie muszą tego robić. Dla własnego spokoju mogą jednak podjąć próbę przebaczenia, pamiętając jednocześnie o tym, co je spotkało.

Przebaczenie nie oznacza, że ​​jesteś „cieniasem”. 

Przebaczenie nie jest oznaką słabości, naiwności ani głupoty. Nie stanowi plamy na honorze ani przyznania się do błędu.

Przebaczenie nie jest równoznaczne ze skruchą i przeprosinami ze strony winowajcy.

Niestety, ilu ludzi tyle zachowań i reakcji. Nie możemy oczekiwać, że osoba, która nas skrzywdziła, będzie w stanie, w tym samym momencie przyznać się do popełnionego błędu i go zrozumieć. Może nawet się zdarzyć, że owa osoba nigdy nie przyzna się do tego, co się wydarzyło. Dlatego tak ważne jest, byśmy podejmując próbę przebaczenia robili to dla siebie, dla własnego dobra i osobistych korzyści.

Przebaczenie jest procesem.

Przebaczenie nie dzieje się „od razu”, w momencie podjęcia decyzji o gotowości do wybaczenia. To proces, który u każdego z nas przebiega w inny sposób. Nie ma jednej reguły, prostego schematu, który pozwoli nam przewidzieć jego przebieg. Nie jesteśmy w stanie spisać konkretnych kroków, które powinniśmy przejść, by osiągnąć sukces. Może się zdarzyć, że nigdy nie będziemy w stanie całkowicie wybaczyć, jednak możemy pracować nad tym, by osiągnąć jak największy wewnętrzny spokój.

Czy musimy przebaczać?

Wszystko wskazuje na to, że umiejętność przebaczania przynosi nam wiele korzyści, jest niczym bufor bezpieczeństwa. Nawet jeżeli wydaje się nam niemożliwe do osiągnięcia i bardzo trudne do wykonania, to podjęcie próby może nas pozytywnie zaskoczyć.

Jednak to o czym musimy pamiętać, to fakt, że nikt ani nic nie może nas zmusić do wybaczenia. Podejmowanie prób, mimo braku gotowości może pogłębić dotychczas skumulowane, negatywne emocje i poczucie krzywdy. Dlatego, jeśli czujesz, że nie jesteś gotowa – nie rób tego.

Jak się za nie zabrać?

Ciekawym wstępem do pracy nad umiejętnością przebaczania jest proste ćwiczenie polegające na pisaniu, koncentracji i zbieraniu swoich doświadczeń. Znajdując zaciszne miejsce, trochę czasu, kartkę papieru i ołówek możesz pomóc sobie uporządkować myśli. Napisz list do osoby, która cię skrzywdziła. Opisz to, co czujesz, wypisz wszystkie myśli i skojarzenia, które przychodzą Ci do głowy, które towarzyszą Ci każdego dnia, które sprawiają, że czujesz się źle z tym, co się stało, które wywołują Twój gniew i żal. Pamiętaj, ten list jest tylko dla Ciebie. To Ty zdecydujesz, co się z nim stanie, nikt nigdy nie musi go czytać.

przebaczenie_ulga

Jeśli popisałaś trochę, to czas na zmianę. Spróbuj zapisać kolejną kartkę, drugą ręką. Pisanie niedominującą ręką (szczególnie gdy jesteś praworęczna), może pomóc w przesłonięciu analitycznej, skłonnej do osądów półkuli mózgowej. Taka zamiana, być może sprawi, że zbierane w ten sposób myśli okażą się bardziej obiektywne.

Celem tego typu ćwiczeń jest odzyskanie kontroli nad destrukcyjnymi i negatywnymi myślami. Pozwala nam ono poukładać przeszłość i poprawić nasze samopoczucie, nawet jeśli nie bierzemy pod uwagę przebaczenia.

Desmond Tutu powiedział kiedyś 

Przebaczenie daje Ci kolejną szansę na nowy początek."

Dlatego warto dać sobie szansę na lepsze jutro…

W jaki sposób radzicie sobie z przebaczaniem? Przychodzi Wam ono łatwo?
Jestem ciekawa Waszych doświadczeń, podzielcie się nimi w komentarzu.
Jeśli uważacie ten artykuł za ciekawy i przydatny, podzielcie się nim - wystarczy udostępnić.

Dziękuję i do kolejnego przeczytania ;-)

 


5 rzeczy, o których nie może zapomnieć żadna kobieta

Ta z nas, która jest tą szczęściarą i nie ma pojęcia, o czym piszę poniżej, niech pierwsza rzuci kopciuszkowym pantofelkiem 😉

Zatem drogą wstępu, przytoczę kilka standardowych, kobiecych przyjemności.

Proza codzienności

Dzień zaczynamy bądź kończymy kąpielą… zaraz, zaraz, to zabrzmiało zbyt luksusowo, chodziło mi raczej o pochlapanie się wodą w ekspresowym tempie, noszące rozpustne miano kąpieli. Do tego nieustannie pojawiające się omamy słuchowe (ciągłe nasłuchiwanie płaczu dziecka), swym przebiegiem i formą przypominają objawy „prysznicowej schizofrenii”.

Wspominając o przyjemnościach, nie możemy pominąć porannej kawy…to znaczy kawa w naszym wydaniu jest na tyle uniwersalna, że z porannej staje się południową, następnie przekształca się w popołudniową, a w wersji premium nawet w wieczorną. To takie swoiste Frappe.

Jako że jesteśmy niczym kombajn multizadaniowy potrafimy jednocześnie zadbać o kondycję fizyczną i odżywienie organizmu, stąd pojawia się rytuał spożywania posiłków w biegu (bardzo często jedynym biegu w ciągu całego dnia). Czyż to nie cudowna oszczędność czasu?

Podobną roztropność w dysponowaniu swoim czasem wykazujemy, zasypiając w makijażu. No, bo jaki sens miałoby pokonywanie tylu przeszkód, by nałożyć ów make up tylko po to, by po kilku godzinach go zmyć? Co to, to nie. Poza tym biorąc pod uwagę, fakt, że i tak jesteśmy w ciągłej gotowości do działania, a głowę do poduszki przykładamy tylko na chwileczkę (po co miałyby nam się zrobić na twarzy odgniecenia od poduszki), nocny makijaż musi być.

zmęczona_kobieta

Brzmi znajomo? Nawet w tej NIECO przejaskrawionej wersji, dla wielu z nas to chleb powszedni.

Na co dzień staramy się zadbać o ciepło domowego ogniska, naprawdę wiele robimy dla innych osób. Pełnimy rolę matki, żony, córki, przyjaciółki. Zawsze chcemy być zwarte i gotowe do pomocy i realizacji zadań. Jednak czy pośród wszystkich obowiązków, wymagającej codzienności, znajdujemy miejsce i czas dla siebie?

Najczęściej odpowiadamy, że zajmiemy się sobą, jak posprzątamy, ugotujemy, wykonamy powierzone zlecenie bądź jak dzieci podrosną. Wtedy nastanie czas dla nas.

Przyjaciółka potrzebna od zaraz

Jesteś na posterunku, by zawsze być obecną, gdy ktoś będzie potrzebował naszego wsparcia. Warto analogiczne zachowania przenieść na siebie, w ten sam sposób pomyśleć o sobie. Spróbuj również dla siebie być najlepszym kompanem, kumpelą, przyjaciółką, której w ciągu dnia poświęcisz więcej niż „ukradzione” 5 minut. Wiem, że czasem jest to cholernie trudne, ale warto podjąć próbę. Przecież nie od dziś wiadomo, że szczęśliwa, zadbana, dopieszczona Ty, to szczęśliwi domownicy.

Robiąc to, co sprawia Ci przyjemność, będąc spełnioną i szczęśliwą kobietą stajesz się wzorem do naśladowania. Takim wzorem, jakim chciałabyś, by widzieli Cię inni, od którego bije wewnętrzny blask, energia, do którego lgną ludzie.

Która z nas, nie lubi i nie chce być kochana, szanowana, podziwiana oraz doceniana? No właśnie, która?

W pierwszej kolejności, zanim zaczniesz oczekiwać tego od innych, sama dla siebie bądź czuła, miła, po prostu dobra. To nie jest wyraz egoizmu, tylko dbałości o szczęśliwe życie dla Ciebie i Twojej rodziny.

Coco Chanel kiedyś powiedziała 

może się zdarzyć, że urodziłaś się bez skrzydeł, ale najważniejsze, żebyś nie przeszkadzała im wyrosnąć”.

Słowa tak proste, a jednocześnie prawdziwe.

O tym żadna z nas nie powinna zapomnieć

Warto dać sobie szansę na rozwój oraz realizację marzeń.

Łatwo powiedzieć? No pewnie, łatwiej powiedzieć niż zrobić. Jednak najtrudniej jest zacząć, dlatego poniżej znajdziecie kilka wskazówek jak się do tego zabrać.

 Dbaj o swoje zdrowie i ciało

Pozwól sobie na małe codzienne przyjemności. Nasze ciało jest eksploatowane w szczególny sposób. Zachodząc w ciążę i rodząc dzieci, odczuwamy to szczególnie mocno. Regularna dbałość o formę staje się koniecznością, szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę zmiany, zarówno te anatomiczne, jak i te związane z trybem naszego życia. Warto byśmy przypisały wspomnianej konieczności właściwie znaczenie: istotną rolę odgrywa tu troska o samą siebie, nasze samopoczucie, czułość, którą możemy podarować same sobie. Dlatego ważne byśmy dbały o swoje ciało każdego dnia, nie tylko od święta. W jaki sposób?

Pij dużo wody. Woda stanowi 60-70% masy dorosłego człowieka, 75% masy dziecka, a w przypadku noworodka – ponad 80%. Ma ona bardzo duży wpływ na nasze samopoczucie i jakość funkcjonowania. Dlatego niezbędnym jest uzupełnianie jej ilości.

Znajdź czas na aktywność fizyczną, poćwicz z Ewą bądź Anią, potańcz, słuchając ulubionych kawałków muzyki, ruszaj się. Podczas aktywności wyzwalają się endorfiny, to naturalny zastrzyk pozytywnej energii, zafunduj go sobie.

Zadbaj o swoją skórę. Każda z nas chce wyglądać pięknie, świeżo i rewelacyjnie byłoby, gdyby młodość trwała wiecznie. To o czym nie możemy zapominać, jest codzienny demakijaż twarzy. Żaden nawet najbardziej kosztowny krem, serum, maseczka nie przyniesie pożądanych efektów, jeśli nałożymy go na nieoczyszczoną twarz. Nasza skóra odpoczywa i regeneruje się dopiero wieczorem, gdy zmyjemy z niej makijaż, nadmiar sebum oraz inne zanieczyszczenia zbierające się podczas całego dnia.

nivea

 

Dlatego do demakijażu będącego ważnym punktem pielęgnacji, polecam Pielęgnacyjny Płyn Micelarny NIVEA. To kosmetyk, który łączy w sobie wiele korzyści i świetnie sprawdza się przy  skórze wrażliwej. Stosując go wykonujemy kilka czynności pielęgnacyjnych jednocześnie: oczyszczamy i odżywiamy skórę twarzy oraz rzęsy. W jakże prosty sposób możemy poprawić wygląd i kondycję naszej skóry, poczuć się świeżo i kobieco.

Istotną kwestią w dbałości o ciało jest również odpoczynek. Wiem, wiem, że każda z nas o nim marzy, jednak realia sprawiają, że trudno znaleźć na niego czas. Warto jednak zawalczyć o nawet kilka chwil dodatkowej drzemki, odpuszczając któryś z domowych obowiązków – prasowanie nie ucieknie (choć wolałabym, żeby właśnie tak się stało 😉). Podczas odpoczynku regenerujemy organizm, ładujemy akumulatory. Ma on również wpływ na naszą odporność, a przede wszystkim na zakres cierpliwości.

Zwracaj uwagę na, to co i kiedy jadasz. Wiadome jest, że czasem nie mamy możliwość zjeść porządnego posiłku, a co dopiero go przygotować. Jednak warto byśmy zwracały uwagę na to, co ląduje na naszym talerzu. Podstawą troski o siebie jest dbałość o swoje zdrowie. Dlatego nie zapominaj o wykonywaniu podstawowych badań ginekologicznych oraz badaniu piersi. W ten sposób dbasz o bezpieczeństwo nie tylko swoje, ale również swoich najbliższych.

Strefę związaną z ciałem pokrótce sobie omówiłyśmy czas zrobić coś również dla duszy i umysłu.

Kolejnym elementem, o którym nie powinnyśmy zapominać, jest dbałość o swoje wnętrze.

Zaakceptuj i pokochaj siebie

Być może wydaje Ci się to nierealnym, a co najmniej trudnym. Jednak warto byśmy nauczyły się akceptować siebie takimi, jakie jesteśmy. Trudno jest przerwać schemat, w który wtłaczano nas przez lata – wzoru przykładnej gospodyni, żony, matki. Dodatkowo przeciwstawić się kreowanym przez media, nierealnym kanonom piękna. Warto jednak pracować nad tą sferą. Dzięki samoakceptacji jesteśmy w stanie pokochać siebie: swój wygląd, myśli, wady, popełniane błędy, skłonność do perfekcjonizmu oraz brak organizacji i wszystko to, z czego na co dzień nie jesteśmy zadowolone. Nie goniąc za ideałem bądź czyimś wyobrażeniem na nasz temat jesteśmy w stanie osiągnąć szczęście.

Uwierz w siebie i realizuj swoje pasje

Gdy to czytasz, myślisz sobie:

no way”
Wiem, że jesteś bardzo zajęta, ale mimo to każdego dnia możesz wygospodarować choćby 5 minut, żeby zrobić coś dla siebie, coś, co spowoduje, że poczujesz się lepiej, a Twoje oczy zaiskrzą. Każdy nawet maleńki krok w stronę upragnionego celu to ogromny postęp. Lepiej każdego dnia zrobić cokolwiek, co sprawi Ci prawdziwą przyjemność, co Cię interesuje, niż nie robić nic. To kolejny krok w stronę postawionego celu.

Dlatego już teraz zastanów się, co byś robiła, gdybyś nie miała żadnych ograniczeń (finansowych, rodzinnych czy innych). Pomyśl o rzeczach i zajęciach, które przynoszą Ci radość. Przy czym tracisz poczucie czasu i co daje Ci poczucie spełnienia? Ważne, żeby to w sobie odnaleźć i zacząć poświęcać temu czas.

kobieta_relaks

 Stawiaj swoje szczęście na pierwszym miejscu

To dopiero wyzwanie, prawda? Już widzę tę lawinę kumulujących się pytań:

Jak to możliwe, że tak siebie na pierwszym miejscu?
Ale, że co inni później, a najpierw ja?

Sama uśmiecham się do siebie, bo też miewam z tym problem. Nasze ego podpowiada nam w tej chwili, że to egoistyczne i że potrzeby innych osób są ważniejsze niż nasze własne. Przecież jesteśmy matkami i żonami, nie wspominając o pozostałych rolach, zatem naszym obowiązkiem jest dbać o domowników, toczyć nieustanną walkę o to, by żar domowego ogniska tlił się nieustannie. 😉

I tak, i nie. Rzeczywiście jest tak, że powinnyśmy dbać o najbliższych i wszystko to, co napisałam powyżej, powinno się dziać ;-). Jednak nasze, kobiece szczęście i potrzeby są również istotne.

Nie możemy być wartościowym członkiem społeczności, kiedy wnosimy do niej tylko frustrację, zniechęcenie i nieszczęśliwą minę. Świat potrzebuje nas, jako spełnionych, szczęśliwych i żyjących z pasją osób. Żebyśmy takie mogły być, musimy w tym wszystkim zadbać również o siebie. Nie bez przyczyny instrukcja ratunkowa podczas lotu samolotem nakazuje matce założyć maskę najpierw sobie, a wszystko po to by mogła uratować swoje dziecko. Dlatego na co dzień choć czasem „zakładaj tę maskę” najpierw sobie.

Pozwól sobie na niedoskonałość

Powinnam raczej zatytułować ten akapit „pozwól sobie na normalność”, bo tak naprawdę nie ma ludzi idealnych, każdy z nas ma prawo do popełniania błędów, gorszych dni, chwil słabości. Mimo to, że otacza nas wszechobecny syndrom Super Woman, Wonder Woman i wszystkich innych woman razem wziętych, to prawda jest taka, że nie mamy nadprzyrodzonych mocy, lśniącej zbroi, niewyczerpanych pokładów siły i cierpliwości. Nie jesteśmy w stanie same ogarnąć wszystkich i wszystkiego, ba nawet nie powinnyśmy.

Dlaczego? A no dlatego, że pozostali członkowie naszej super rodziny mogą nam pomóc w wielu obowiązkach. Czasami jedynie musimy o to poprosić bądź zawalczyć. To naprawdę żaden wstyd poprosić najbliższą osobę, żeby w czymś nas wspomogła czy wyręczyła.

Na koniec...

Każdy z nas powinien mieć swoje osobiste rytuały, kilka powtarzalnych zachowań, nawyków, które niczym bufor bezpieczeństwa pomogą nam zorganizować swój świat, oswoić otaczającą przestrzeń i codzienność oraz poczuć się szczęśliwymi ludźmi. Pewnie dla każdej z nas będzie to coś innego, coś bardzo osobistego, coś, co pozwoli zatrzymać się na chwilę i poczuć spokój, albo odwrotnie, przypływ rozpierającej energii. Warto jednak je odnaleźć i małymi krokami wprowadzać w życie, nie pozostawiać tylko w sferze planów czy afirmacji.
Advertisement

A Ty, od czego zaczniesz?

 


porozumienie_bez_przemocy

Porozumienie bez przemocy. Czyli o empatycznym wyznaczaniu granic słów kilka...

Bycie rodzicem to niekończący się egzamin, a jeśli nie egzamin, to na pewno nieustanna nauka. Każdy z nas biorąc odpowiedzialność za wychowanie małego człowieka, chciałby wywiązać się z podjętej roli najlepiej, jak tylko potrafi. Sprawa nabiera jeszcze większej wagi, jeżeli dotyczy osób najbliższych naszemu sercu. Dlatego tak wiele emocji i kontrowersji budzą zagadnienia dotyczące metod wychowywania dzieci. Dokonując wyboru bijemy się z myślami, zastanawiamy się czy na pewno postępujemy właściwie. Analizujemy wszystkie za i przeciw.

Cieszy mnie fakt coraz większej, rodzicielskiej świadomości dotyczącej tego tematu. Wraz z ciekawością i chęcią rozwoju - podnoszenia rodzicielskich kompetencji, pojawia się coraz więcej pytań i wątpliwości. Dochodzimy do słusznego wniosku, że nie wszystko da się jednoznacznie zakwalifikować, a kategoryczność i niemal boska wszechwiedza rodzica, to nieskuteczny i przestarzały mit.

Jako psycholog, trener umiejętności psychospołecznych, a przede wszystkim mama, bardzo często spotykam się z pytaniami rodziców dotyczącymi obaw w kontekście podjętych decyzji, czy słuszności postępowania względem dziecka. Spora część rodziców zakłada, że ​​NIE stosowanie kar jest równoznaczne z pobłażliwością w stosunku do pociechy i tak naprawdę nie jest sposobem na „wychowanie dobrze ułożonego człowieka” . Czy rzeczywiście tak jest? Czy dziecko trzeba układać, musztrować i karcić?

Skuteczność autorytarnych metod wychowawczych

Niechęć do karania oraz nie stosowanie przemocy zarówno cielesnej jak i werbalnej nie oznacza, ​​nie wyznaczania granic, braku konsekwencji i wszechobecnej pobłażliwości.

Wręcz przeciwnie, badania dowodzą, jak nieskuteczne jest karanie dzieci oraz o braku wpływu autorytarnego modelu rodzicielstwa na wykształcenie w dziecku zdolności do samodyscypliny (o tym dlaczego karanie dzieci nie jest skuteczne przeczytacie tu => klik).

Wyniki badań mówią natomiast, że dzieci o wysokim poziomie samodyscypliny, umiejętności przystosowawczych oraz inteligencji emocjonalnej są wychowywane z zastosowaniem jasnych i empatycznych granic.

Rodzicielskie kompetencje 

Tu wiele, a tak naprawdę większość zależy od nas, rodziców i od naszych umiejętności odpowiedniego sformułowania granicy. Właściwie postawiona powinna pozwoli­­­­­­­ć dziecku na samodzielne dokonanie wyboru, pomiędzy tym czego chce, a tym czego chce jeszcze bardziej 😉. Nie ma co ukrywać, że clue polega na tym, byśmy tak poprowadzili rozmowę, by dziecko postąpiło zgodnie postawionymi granicami, a jednocześnie akceptowało ten wybór. Dzięki temu sposobowi dzieci zdobywają praktyczne umiejętności współpracy i postępowania zgodnie z ustalonymi zasadami, przy jednoczesnym poczuciu zrozumienia i chęcią zaakceptowania zmiany.

Brzmi jak mrzonka?

Z pewnością nią nie jest. Nie jest to nic prostego i nie przychodzi z dnia na dzień. Wymaga od nas morza cierpliwości, niesamowitego zaangażowania i niekończących się pokładów spokoju. Jednak warto podjąć tę pracę nad sobą i dzieckiem, by zebrać profity w przyszłości.

Na czym polega to ustalanie granic?

Empatyczne ustalanie granic

Ustawienie  granic z empatią oznacza, że:

  • Jesteśmy w kontakcie z dzieckiem podczas ustalania granic (nie mówimy do niego z innego pokoju, czy przeglądając aktualności na facebooku)
  • Ustalając granice z dostrzeżeniem, nazwaniem i uwzględnieniem uczuć dziecka pomagamy mu przejść i przepracować emocje, a nam udzielić mu odpowiedniego, emocjonalnego wsparcia.
  • Staramy się zminimalizować intensywność przeżyć naszego malucha, pojawiających się w związku z postawionymi granicami.

Teoria teorią, ale sprawdźmy jak to może wyglądać w praktyce. Przykładowa sytuacja podczas zabawy na placu zabaw.

porozumienie_bez_przemocy_huśtawka

Mama:

"Asiu, nadszedł czas, aby wrócić do domu i zjeść jakąś pyszną zupkę na obiad. Chcesz iść pieszo, czy wolisz jechać w wózku?”

Asia:

 "Nie mamusiu, siądę tu, na huśtawce- będę się bujać…buju, buju…"

Mama: [Stara się dostrzec i nazwać uczucia towarzyszące córce]

 "Huśtanie sprawia Ci wiele radości. Wiem jak bardzo to lubisz. Chciałabyś zostać i huśtać się jeszcze przez długi czas.
 [Ustawia granice]

Musimy jednak wypełnić nasze głodne brzuchy! Dlatego czas iść do domu!"

Asia:

"Nie mamusiu, jeszcze trochę posiedzę tu na huśtawce."

Yhy… skąd my to znamy, wszyscy wiemy, że taka sytuacja i dyskusja może trwać w nieskończoność. Jeśli potrwa zbyt długo nasza dwu i pół latka zgłodnieje (nie muszę chyba wspominać co oznacza głodne dziecko 😉), a mama będzie coraz bardziej sfrustrowana. Zatem co zrobić, by przerwać przysłowiowe przeciąganie liny?

Przychodzi czas na zastosowanie humoru. To moment by ograniczyć możliwości polemiki, okazać empatię i zrozumienie dla uczuć dziecka.

Mama:

"Asiu, uwielbiasz się kołysać, prawda?" 

Asia: 

"TAK!"

Mama [Życzenie spełnienia]

"Pomimo tego, że przyszła pora obiadowa i powinnyśmy wracać do domu, chcesz się dalej huśtać, prawda?"

Asia:

"TAK!"

Mama: 

"Też chciałabym by było to możliwe, bo to super zabawa." 

[Poszukiwanie punktu porozumienia]

"Jednak, teraz jest pora obiadu, dlatego nadszedł czas, aby wrócić do domu. Możesz wybrać i zeskoczyć w dół, jak kangurek, wskoczyć do wózka, a ja Cię zawiozę do domu. Możesz też pobiec w podskokach obok wózka jak zajączek. Co wolisz?”

[Mama dała Asi wybór, który może być dla niej interesujący. W ten sposób pozwala dziecku „zachować twarz” i daje trochę kontroli nad zmieniającą się sytuacją].

Wszystko ładnie, pięknie, jeśli dialog przebiega zgodnie z planem, a co jeśli dziecko nie wybierze żadnej z propozycji? (a wiemy przecież, że jest to bardziej niż prawdopodobne 😉 )

Zatem… Asia nie wybiera jednej z podanych propozycji wtedy:

Mama: [mówiąc ciepło, ale zdecydowanie]

"Asiu, widzę, że trudno Ci zostawić huśtawkę, dlatego pomogę Ci zejść z niej i przejść do wózka.”

Warto byśmy zwrócili uwagę na fakt, że mama swoją wypowiedzią nie wzbudziła w Asi poczucia, że jest „złą, słabą osobą”, nie obciążyła jej odpowiedzialnością za nie zrealizowanie prośby. Mama tylko zauważyła fakt, że zrezygnowanie z rewelacyjnej zabawy było dla dziewczynki zbyt trudne.

Co dzieję się dalej? Oczywiście nie powinniśmy spodziewać się sielanki, podczas której zabierane z huśtawki dziecko z uśmiechem na ustach maszeruje w kierunku domu.

Sprawa wygląda „nieco” inaczej…

Asia krzyczy w niebogłosy i płacze, gdy mama ją zabiera z huśtawki. Delikatnie rzecz ujmując mało przyjemna sytuacja. Konwencjonalna wiedza radziłaby nam, byśmy nie ustępowali w postanowieniu, wsadzili dziecko do wózka i zignorowali histerię, przecież nie wynagrodzimy tego ryku naszą uwagą?

Jak, takie postępowanie ma się do budowania wspomnianego wcześniej kontaktu z dzieckiem?

No właśnie nijak. Co gorsza, wysyłamy naszej pociesze informacje, że jej emocje są złe, a nas jedynie stać na bierne przyglądanie się sytuacji. Jesteśmy przy niej i dla niej, tylko wtedy, gdy podoba nam się to, co czuje i wyraża - innymi słowy, nasza miłość jest uwarunkowana, a nie bezwarunkowa. Dziecko zostaje samo, z trudnymi dla niego uczuciami.

Co zatem zrobić? Czy powinniśmy próbować odwrócić uwagę naszego malucha od odczuwanego zdenerwowania?

Zbagatelizowane emocje

"O jaki śliczny kotek siedzi na schodach, zobacz Asiu”

Wszystko zależy od poziomu zdenerwowania dziecka. Im jest bardziej wzburzone, tym mniej prawdopodobne, że uda nam się odwrócić jego uwagę. Dodatkowo warto zastanowić się nad tym jaką informację przekazujemy dziecku ignorując jego uczucia…

To tak, jakbyśmy mówili: 

„Twoje uczucia nie są ważne. Są natomiast niebezpieczne, więc lepiej udajmy, że nie istnieją.

Możemy również nieco zmienić perspektywę i postawić siebie w podobnej sytuacji. Czy czulibyśmy się kochani i rozumiani, jeśli po okazaniu smutku nasz partner lub przyjaciel próbowałby odwrócić naszą uwagę od sedna rozmowy?

Powinniśmy słuchać naszego dziecka, nie sugerując, że jego emocje są nieistotne lub zbyt przerażające, abyśmy mogli sobie z nimi poradzić.

Huśtawka emocjonalna

Zatem wracamy do punktu, w którym Asia zaczyna płakać, gdy mama zabiera ją z huśtawki:

Mama:

"Płaczesz, ponieważ nie chcesz zakończyć zabawy na huśtawce. Jesteś smutna i zła, ponieważ musimy już iść. Przykro mi, że nie możesz się bujać tak długo jakbyś chciała, ale nadszedł czas, powrotu do domu i zjedzenia obiadu. Usiądźmy na chwilę na tej ławce, a ja przytulę Cię dopóki się nie uspokoisz.”

Taka sytuacja budzi wiele emocji, zarówno u dziecka, jak i u nas - rodziców. Jakiego rodzaju są to emocje i dlaczego tak silnie je odczuwamy? Przyczyna jest prosta, z jednej strony przykro nam, że nasza pociecha przeżywa trudne chwile (bo dla niej są one trudne), z drugiej natomiast obawiamy się oceny dokonywanej przez inne osoby i wstydzimy się zachowania dziecka.

Bez wątpienia wzrok pozostałych rodziców, obecnych na placu zabaw jest skierowany na nas. To naturalne, któż z nas nie spojrzałby w kierunku z którego dobiegają okrzyki pogrążonego w „otchłani rozpaczy” dziecka 😉? Co z tego, że płacze i krzyczy, nie ono pierwsze i nie ostatnie (o tym czym są napady złości u dzieci i jak sobie z nimi radzić pisałam tu => klik). Ważne natomiast byśmy to my zmienili swoje myślenie na ten temat. Płacz dziecka nie jest rodzicielską porażką. Tak naprawdę płacz jest dobry, pomaga dwulatce uporać się z wielką dawką różnorodnych emocji. Córka musi je wyrazić i pokazać NAM, nie „komuś innemu”.

Płacz ma niejedno oblicze…

Jeśli możemy przytulić pociechę i pomóc jej poczuć się bezpiecznie (zamiast przypiąć do wózka i zawieźć na sygnale do domu), zróbmy to. Często dziecko będąc pod wpływem tak silnych emocji, zmienia powód wylewanych hektolitrów łez. Nagle przyczyną płaczu jest ten wielki pies, który rano je wystraszył, albo ból kolana, które stłukło podczas wczorajszego upadku, wtedy jednak nie płakało, bo było z dziadkiem, który powiedział, że „dzielne dzieci nie płaczą” (Swoją drogą, to jedna z najczęściej powtarzanych z pokolenia na pokolenie bzdur, zaraz obok stwierdzenia "to nic nie boli", które rzucamy na widok płaczącego z bólu malucha).

Cóż za wspaniała okazja, aby właśnie teraz wyrzucić to wszystko z siebie.

Bardzo często dzieci podświadomie opierają się postawionym przez nas granicom (tak jak Asia), właśnie po to, aby móc się wypłakać i wyżalić. Patrząc na tę kwestię w ten sposób możemy dostrzec, że to, iż nasza pociecha płacze i żali się w naszej obecności, to ogromne wyróżnienie, bo to my jesteśmy jej ostoją przy której czują się bezpiecznie.

porozumienie_bez_przemocy_przytulanie

Przytul mnie mocno mamo

Podczas płaczu, przytrzymujemy dziecko – pozostając blisko niego. Staramy się odzwierciedlać i nazywać uczucia, empatycznie mówiąc, że jest bezpieczne.

Jeśli nadal unosi się gniewem i odwraca, zostajemy z nim w kontakcie i co jakiś czas przypominamy:

"Jestem tu, nie zostawię Cię samej, jesteś bezpieczna i niebawem, gdy emocje opadną poczujesz się lepiej". 

Mimo kotłujących się w nas emocji staramy się nad nimi zapanować, wykonujemy pogłębione oddechy i liczymy wstecz (o tym jak zachować spokój, gdy dziecko wyprowadza nas z równowagi przeczytacie tu => klik), jednocześnie ignorujemy ciekawskie spojrzenia przechodniów.

Nie ma innej możliwości, po pewnym czasie, tak samo jak po burzy wychodzi słońce – po kryzysie emocje opadają i dziecko się uspokaja.

Możemy zwrócić się do niego: 

„Chodź do domku, czeka tam na nas pyszny obiad. Czy chcesz napić się wody, zanim wejdziesz do wózka?"

Emocje po burzy

Po takim ataku płaczu, który miał miejsce w naszej obecności i z naszym wsparciem, maluch będzie czuł się swobodnie i chętnie podejmie współpracę.

Pamiętajmy, że płacz nigdy nie jest zły, wręcz przeciwnie jest niejako formą oczyszczenia, uwolnienia i wyrażenia stłumionych emocji.

Empatycznie czyli jak?

Oczywiście, empatyczne podejście do dziecięcych uczuć nie oznacza rezygnacji ze stawiania granic i określania zasad. Wręcz przeciwnie, te granice są określane jasno i konsekwentnie przestrzegane. To, co istotne w tym podejściu, to szacunek ,zrozumienie i przyzwolenie na przeżywanie pojawiających się, dziecięcych emocji.

Ustalanie wspomnianych granic warto zacząć w domu, kiedy rzeczywiście mamy czas i energię, aby przetrwać kryzys. Nie jest to łatwe, ale z każdą postawioną granicą, opór i stopień emocjonalności dziecięcych reakcji będą malały. Systematyczność i empatyczna konsekwencja popłacają.

Dzięki empatycznemu ustalaniu granic dziecko uczy się, że:

  • Określone granice są trwałe i mimo, że ich nie lubi, to rodzic jest po jego stronie, dlatego zaczyna je akceptować. Początek samodyscypliny.
  • Nad uczuciami można zapanować. Początek regulacji emocjonalnej.
  • Rodzic jest dla niego wsparciem i troszczy się o jego dobro. Pomaga mu to wierzyć w rodzicielskie wskazówki i pozwala udzielić sobie wsparcia. Fundament zaufania i poczucia bezpieczeństwa.

Może nie jest to najprzyjemniejsza forma przekazywania wiedzy o życiu i emocjach. Na pewno jest to trudna i wyboista droga, wymagająca od nas - rodziców zaangażowania i samokontroli. Każdy z nas dobiera metody wychowawcze pasujące do domowych realiów i swoich przekonań. Warto jednak pamiętać, że negatywne konsekwencje wynikające ze stosowania konserwatywnych metod wychowawczych, są widoczne nie tylko w chwili ich wprowadzania, ale również w dalekiej przyszłości (więcej na temat konsekwencji bicia dzieci przeczytacie tu => klik). Odbijają się one na dorosłym życiu naszych pociech, wpływają na ich umiejętność budowania trwałych relacji międzyludzkich, efektywność regulacji emocji i poziom samooceny.

Pozbądźmy się zatem myślenia „mnie tak wychowywano i jakoś mi to nie zaszkodziło…”, bo w rzeczywiści nie mamy pewności, czy tak nie było. Pomyślcie jak mogłoby wyglądać nasze, życie gdyby wychowywano nas inaczej… 😉

Jakie są Wasze doświadczenia w stawianiu dzieciom granic? Posiadacie jakieś sprawdzone sposoby?

 

 


aktywne_dziecko_zabawy_na_świezym_powietrzu

Aktywne dziecko. Korzyści i przykłady zabaw na świeżym powietrzu

 

Dzieciństwo to magiczny czas, który powinien upływać pod znakiem niekończących się, beztroskich zabaw. Harce, hulanki, swawole na świeżym powietrzu to najlepsza forma aktywności ruchowej dla dzieci. Gdy do tego dorzucimy wspierające rozwój, odpowiednio dobrane zabawki zyskujemy zestaw doskonały.

Zabawy ruchowe na świeżym powietrzu to źródło wielu zdrowotnych korzyści. Niestety, współcześnie coraz częściej spędzanie wolnego czasu na podwórku, placu zabaw czy na spacerze zastępowane jest graniem w gry komputerowe i oglądaniem telewizji. Tymczasem rodzicielska inicjatywa w połączeniu z propozycją ciekawych zabaw mogą skutecznie zachęcić malucha do aktywnego spędzenia czasu.

Dlaczego przebywanie na świeżym powietrzu jest ważne?

Powietrze to jeden z naturalnych czynników, mających bardzo pozytywny wpływ na rozwój dziecka. Jako rodzice i opiekunowie powinniśmy stwarzać jak najwięcej okazji do przebywania na świeżym powietrzu bez względu na porę roku.
Korzystanie ze świeżego powietrza i słońca to podstawowy warunek higieny układu oddechowego i układu krążenia, które jednocześnie mają wpływ na rozwój układu nerwowego i ruchowego.
Dzieci pozbawione możliwości obcowania z naturą, nie mogą się prawidłowo rozwijać. Jedynie silny deszcz, porywisty wiatr i mróz poniżej –10 st.C uniemożliwiają przebywanie dzieci na dworze.

Korzyści z zabaw na świeżym powietrzu

Zabawy ruchowe mają pozytywny wpływ na ogólny rozwój dziecka. Dotlenianie, słońce, światło i ruch polepszają ogólne funkcjonowanie naszych pociech. Codzienne spacery są świetną nauką radzenia sobie ze zmiennymi temperaturami, co bez wątpienia ma wpływ na wzmocnienie odporności organizmu i zapobieganie przeziębieniom. Ponadto częste przebywanie na dworze, szczególnie w słoneczne dni, pobudza wytwarzanie witaminy D w organizmie, a to z kolei ma pozytywny wpływ na kości i zęby naszych pociech. Badacze z Australii dowodzą, że samo przebywanie na świeżym powietrzu zmniejsza ryzyko krótkowzroczności u dzieci. W obecnych czasach większość z nas cierpi na deficyt witaminy D.

Zapewne nie muszę Wam wspominać o tym, że przebywanie na świeżym powietrzu zaostrza apetyt, jest to jeden z najlepszy sposobów na małego niejadka.

Kolejnym ważnym aspektem aktywności fizycznej jest jej skuteczność w walce z otyłością, cukrzycą i wieloma innymi chorobami. Aktywne spędzanie czasu na świeżym powietrzu pozwala dotlenić i oczyścić organizm z toksyn, spalić nadmiar tkanki tłuszczowej.

Oprócz korzyści zdrowotnych, zabawy na świeżym powietrzu oddziałują zbawiennie na rozwój psychofizyczny. Dzięki dużej liczbie bodźców i doznań nawet zwykły spacer może stać się pożyteczną atrakcją dla dziecka i okazją do poznawania świata. W efekcie dziecko zdobywa wiedzę, doświadczenia i umiejętności. U malucha, który spędza aktywnie czas na dworze, wyostrza się zmysł poznawczy, poprawia się koordynacja ruchowa i kondycja, rozwija się wyobraźnia, a podczas zabaw zespołowych, dzieci uczą się zdrowej rywalizacji. Nie mogę nie wspomnieć o istotnym wpływie aktywności ruchowej na obniżenie poziomu stresu i rozładowanie energii. Sport i każdy rodzaj ruchu sprzyja wydzielaniu endorfin, czyli hormonu szczęścia. Brytyjscy naukowcy stwierdzili, że u osób, które często przebywają na łonie natury, obniża się poziom kortyzolu, ponadto osoby te wykazują większą umiejętność radzenia sobie ze stresem. Stwierdzili także, że już 5 minut aktywności na świeżym powietrzu wystarczy, aby poprawić samopoczucie psychofizyczne zarówno dziecka, jak i osoby dorosłej.

Dla każdego coś dobrego – ciekawe zabawy na świeżym powietrzu

O tym, że zdrowa rodzina to szczęśliwa rodzina, z pewnością nie muszę Was przekonywać. O tym, że ruch to zdrowie, a szczególnie ruch na świeżym powietrzu również. Często jednak bywa tak, że inicjatywa spędzenia czasu na świeżym powietrzu musi wyjść od nas – dorosłych. Któż inny, jak nie my jesteśmy w stanie zaproponować maluchom atrakcyjną zabawę? Na szczęście posiadamy w zanadrzu gry z naszego dzieciństwa, które mimo upływu czasu, dziś są tak samo interesujące, jak przed laty. Co zatem możemy zaproponować? Oto kilka propozycji:

  • zabawa w chowanego,
  • berek
  • raz, dwa, trzy, baba Jaga patrzy
  • ciuciubabka
  • tor przeszkód, np. na placu zabaw
  • zabawa w ciepło – zimno
  • zabawy z piłką, kręglami, szarfami
  • skakanki i gumy do skakania
  • gra w klasy
  • zabawy w piaskownicy
  • jazda na rowerze
  • jazda na jeździkach, hulajnogach, rolkach.

To tylko te najbardziej popularne, a jestem pewna, że znacie ich wiele, wiele więcej.

Praktyka czyni mistrza, a różnorodność poszerza horyzonty

Bardzo ważną kwestią jest stworzenie możliwości, by dziecko miało szansę spróbować, jak największej ilości różnorodnych zabaw, sportów czy gier ruchowych. Jako rodzice nie powinniśmy dzielić zabaw na chłopięce i dziewczęce. Chcąc, jak najlepiej kierować rozwojem swojej pociechy pozwólmy jej próbować i dokonywać wyborów na podstawie własnych preferencji i doświadczeń.

Dzieci powinny uczyć się zdrowej rywalizacji, ponieważ dzięki temu łatwiej im będzie funkcjonować w grupie rówieśniczej. W tym celu warto organizować różnorodne gry zespołowe, np. kręgle, zabawy z piłką, wyścigi i wiele innych. Istnieje mnóstwo zabawek, które są przydatne do tego rodzaju aktywności: worki wyścigowe do skakania, akcesoria do krykieta i golfa, tarcze do rzucania do celu, frisbee, bumerang czy badminton.

zabawy_na_świezym_powietrzu_dzieci
rsz_zabawy_na_świezym_powietrzu
rsz_zabawy_na_świeżym_powietrzu_-_kuba

Dla nas ostatnimi czasy nie ma lepszej zabawy niż gra w piłkę. Gramy w nią na trawie, na plaży, gdzie tylko mamy ochotę. Wykorzystujemy różne formy gry od rzucania i łapania rękoma po tradycyjne kopanie piłki. Zabawa ta pozwala rozwijać zmysł obserwacji, refleksu, a także umiejętność przewidywania i współpracy w zespole. Prócz tego, mali zawodnicy ćwiczą wytrzymałość oraz szybkość. To tylko niektóre umiejętności, które rozwija się dzięki zabawie z piłką. Na pewno dodatkową zachętą do gry i urozmaiceniem będą bramki. Niezależnie czy wykonami jest sami, czy zakupimy w zestawie.

Skakanka, gumy do skakania, czy skoczek, to świetny pomysł na zabawę zarówno dla dziewczynek, jak i chłopców, bez względu na wiek. Aktywność ruchowa przy użyciu tych zabawek rozwija wszystkie grupy mięśniowe, poprawia kondycję, zwinność i skoczność. Gumy do skakania to także doskonały pomysł na zabawę w grupie.

Rzucanie do celu. Tego typu gry zręcznościowe wspomagają rozwój koncentracji i koordynacji ruchowej. Naszą ulubioną grą tego typu jest rzucanie do celu sznurkową obręczą. Niełatwym zadaniem jest rzucenie sznurkowego pierścienia tak, aby zaczepił się na drewnianych bolcach. To nie lada wyzwanie – dla dużych i małych graczy.

zabawy_na_świezym_powietrzu_rzut_3
zabawy_na_świezym_powietrzu_rzuty_2
zabawy_na_świezym_powietrzu_rzut
zabawy_na_świezym_powietrzu_rzut_4

Przemieszczanie się na różnych pojazdach jeno i dwuśladowych. Tu mam na myśli wspomniane wcześniej rowery, jeździki, hulajnogi, deskorolki czy rolki. Od niedawna serce mojego przedszkolaka skradł Rotini, niepozorny pojazd czterokołowy. Dziecko jeżdżąc na nim, uczy się utrzymywania równowagi, koordynacji ruchowej i zręczności. Poprawia ogólne umiejętności motoryczne.

aktywne_dziecko_zabawy_na_świezym_powietrzu_rotini
rotini

Zabawa w piasku to ulubione zajęcie każdego malucha. Kolorowe łopatki, grabki, wiaderka i foremki to podstawa udanej zabawy. W ten sposób można spędzać czas samodzielnie lub w grupie z przyjaciółmi. Stawianie babek z piasku, budowanie zamków, kopanie tuneli to tylko niektóre z możliwości, jakie dają zabawki do piaskownicy. Dzięki nim dziecko doskonale rozwija swoją wyobraźnię oraz zdolności manualne. Różnorodne akcesoria do zabawy w piasku świetnie sprawdzą się nie tylko w przydomowej piaskownicy, ale także na plaży.

zabawy_na_świezym_powietrzu_w_piasku_1
rsz_zabawy_na_świezym_powietrzu_w_piasku
zabawy_na_świezym_powietrzu_w_piasku_3
zabawy_na_świezym_powietrzu_w_piasku_2
rsz_zabawy_na_świezym_powietrzu_w_piasku_4

Hamaki, huśtawki i trampoliny to doskonałe propozycje dla żywiołowych dzieci. Podczas bujania się i skakania mogą spożytkować nadmiar energii, ale też poprawić swoją kondycję i koordynację ruchową.

Możliwości zabaw na świeżym powietrzu jest mnóstwo, ograniczeniem może być tylko wyobraźnia.

Aktywny rodzic – aktywne dziecko

Nie ma nic przyjemniejszego niż bycie wzorem dla własnego dziecka. Dzieci uczą się głównie przez modelowanie, czyli przez obserwowanie otaczającego je świata. Zatem najlepszym sposobem na zakrzewienie w dziecku upodobania do aktywnego spędzania czasu jest wspólny, rodzinny udział w proponowanych zabawach. Zachowanie rodziców jest dla dzieci inspiracją do podejmowania własnych działań. Jak wiadomo, aktywni rodzice wychowują aktywne dzieci. Wyniki badań wskazują, że zainteresowanie aktywnością dziecka, wspieranie jego naturalnej potrzeby ruchu i zabawy, wiara w jego umiejętności sprawiają, że dziecko odczuwa większą przyjemność ze swojej aktywności, ma poczucie sprawstwa i siły. Dzieci z rodzin aktywnych fizycznie mają 10-krotnie mniejsze ryzyko, aby zachorować na cukrzycę, choroby układu krwionośnego, nowotwory czy inne choroby cywilizacyjne. Dzieci, które aktywnie spędzają czas wolny, mają większą szansę na osiąganie lepszych wyników w nauce, a co za tym idzie – łatwiej im będzie w przyszłości znaleźć satysfakcjonującą pracę.

Bezsprzecznym atutem aktywności na świeżym powietrzu jest pogłębianie relacji rodzic-dziecko, wzmacnianie więzi rodzinnych. Spędzając razem czas, a nie „obok siebie”, bez zbędnej technologii, mamy wreszcie czas na rozmowy i słuchanie siebie nawzajem. Niepokojącymi są wyniki badań mówiące o tym, że jeżeli dziecko ma od 3 do 16 lat, to z 76% prawdopodobieństwem można przyjąć, że właśnie siedzi przed ekranem telewizora lub komputera. Wspólne spędzanie czasu wolnego, aktywnie i na świeżym powietrzu, buduje relacje rodzinne, sprawia, że wzrasta w nas poczucie bezpieczeństwa i przynależności do rodziny oraz identyfikacji z nią. Może być także świetnym sposobem na oswajanie różnych, nowych emocji, budowanie pewności siebie. Spędzając czas razem, dzielimy się doświadczeniami i kolekcjonujemy wspólne przeżycia.

Mam dla Was niespodziankę  ;-)  10% rabatu  na zakupy w sklepie Hoplik. Jedyne co musicie zrobić, to przy zakupach wpisać kod:  HoplikOdnova . Rabat jest ważny do 25.08 ;-)

 

W jaki sposób Wy spędzacie czas na świeżym powietrzu? W komentarzu pod tekstem podzielcie się Waszymi ulubionymi zabawami.


relacja_z_dzieckiem

Rodzicu przeproś swoje dziecko! Czyli o nauce przepraszania słów kilka

Istnieją pewne zwroty i słowa odgrywające bardzo ważną rolę w każdej z naszych relacji:

„Kocham Cię”, „Słyszę Cię”, „Proszę wybacz mi" 

Istota przepraszania

Wydaje się, że przeprosiny są dla nas czymś zupełnie naturalnym. Jaki jest pierwszy odruch każdego rodzica, gdy dochodzi do bardziej lub mniej burzliwej sprzeczki między rodzeństwem? Oczywiście doprowadzenie do pojednania między dziećmi - czytaj wymuszenie „oczyszczających sytuacje” – przeprosin.

„A teraz podajcie sobie rączki i się przeproście”
 – rączka, rączka, buźka, buźka i po temacie… Przeprosiny są bardzo istotnym elementem w kontekście kulturowo przyjętej poprawności zachowania, pewnej symboliki związanej z zakopaniem wojennego topora. Nie powinniśmy jednak zapominać, że najważniejszym etapem w „rytuale przeprosin” nie jest sam fakt przyznania się do błędu, ale to, co następuje po nim, czyli umiejętność naprawiania szkód, zmiany tego co było niewłaściwe, odbudowywania relacji po konflikcie. A tu samo (często wymuszone) podanie ręki nie wystarczy. jak nauczyc dziecko przepraszac rozmowa Właśnie na ten etap, następujący „po” symbolicznym uścisku, powinniśmy przekierować naszą uwagę i główny edukacyjny nacisk. Choć „nacisk” nie jest zbyt trafnym określeniem, bo któż z nas lubi być zmuszany do czegokolwiek? No właśnie - nikt… Z przeprosinami jest podobnie jak z komplementami, aby przyniosły pożądany efekt muszą być szczere i wynikać z własnej woli, a nie z zewnętrznego nacisku wywieranego przez np. rodzicielski palec wskazujący 😉. Zatem w jaki sposób naturalnie, wpleść w naszą codzienność tę potrzebną umiejętność? Jak to zrobić, by bez nacisku, zmuszania, czy zbędnej publiczności rozwinąć w dziecku potrzebę przepraszania? Ha, tu odpowiedź nie będzie zaskoczeniem, bo i tym razem najlepiej jest zacząć od samego siebie – od naszego zachowania i naszej relacji z dzieckiem. Oczywiście nie jest to sprawą łatwą. Przepraszanie dziecka przez rodzica czy opiekuna wiąże się z poczuciem wstydu. Z tego właśnie powodu tak wielu rodziców unika jak ognia przyznawania się do błędu przed swoją pociechą.

Dlaczego czujemy się niezręcznie przepraszając dziecko?

Przecież ucząc przeprosin naszego malucha tłumaczymy mu, jak ważnym i pomocnym elementem jest ta umiejętność. I co? Sami mamy z tym problem? Czy jesteśmy autentyczni wymagając czegoś od dziecka, a sami tego nie praktykując? No właśnie. Przyczyn wspomnianego dyskomfortu możemy szukać w błędnych przekonaniach, w stereotypach i w tym w jaki sposób nasi rodzice „uczyli” nas przepraszać innych. Wśród usprawiedliwień dotyczących unikania przeprosin najczęściej pojawia się obawa przed zmniejszeniem się szacunku dziecka do przepraszającego rodzica. Boimy się również niewłaściwej interpretacji, że przyznanie się do błędu zostanie odebrane przez malca, jako słabość i zdobędzie on przekonanie, że ma nad nami przewagę… Na serio? Tego właśnie się obawiamy? Otóż moi drodzy, nie ma nic bardziej mylnego niż powyższy akapit. Zastanówmy się jeszcze raz, jak jest w rzeczywistości. Czy nie jest tak, że mamy większy szacunek dla osób, które potrafią się przyznać do swoich błędów i starają się je naprawić? No właśnie niby wszystko jest jasne, jesteśmy świadomi pewnych zależności, a dyskomfort, jak był, tak nadal nam towarzyszy. Smutna prawda jest taka, że ​​większość z nas czuje się nieswojo prosząc o przebaczenie.  Nie tylko dlatego, że musimy przyznać się do popełnionego błędu, ale dlatego, że wywołuje to w nas również uczucie wstydu. Tego samego wstydu, który odczuwaliśmy w dzieciństwie, gdy po sprzeczce w piaskownicy, rodzice kazali nam przeprosić koleżankę, (bo tak wypada). Uczucie to było tym większe, im większa publika przyglądała się temu przedstawieniu, w którym graliśmy główną rolę. Czy tego samego chcemy dla naszych dzieci...

Jak zatem nauczyć dziecko przepraszać?

Dużo bardziej efektywną metodą edukacji jest modelowanie. Mówimy o nim wtedy, gdy dziecko uczy się przez obserwację konkretnych zachowań. Najlepiej, kiedy są to nasze zachowania 😉 Skoro mowa o nas, jako wzorach do naśladowania, przyjrzyjmy się najpierw czego nasze dzieci uczą się od nas, gdy ich NIE przepraszamy

Czego uczymy nasze pociechy unikając przeprosin?

  • „Przepraszanie oznacza, że ​​zrobiłeś coś złego, bądź że jesteś zły.” W pakiecie do tego dziecko dostaje poczucie wstydu.
  • Nie ma nic złego w tym, że naszym postępowaniem niszczymy relację z drugą osobą i nie próbujemy tego naprawić.
  • Jeżeli przepraszasz, tracisz swoją pozycję, okazujesz słabość.
  • Przeprosiny mają rację bytu tylko w sytuacji, gdy jesteś do tego zmuszony – nie ma sensu przepraszać z własnej woli.

Czego uczą się nasze dzieci, gdy „przeprosiny” goszczą w naszej relacji na co dzień?

  • Wszyscy mają prawo do popełniania błędów i zawsze można starać się je naprawić.
  • Każdemu zdarza się zranić drugą osobę. Ważne jest, aby to dostrzec, zmienić swoje zachowanie i wyjaśnić sytuację.
  • Przeprosiny sprawiają, że druga osoba ma bardziej pozytywne zdanie na temat naszego zachowania.

Kiedy powinniśmy przeprosić nasze dziecko i co powinniśmy powiedzieć

1. Łatwe i częste przeprosiny

Uwzględniając małe przewinienia tzw. „ups”, które potencjalnie nie mają wielkiego znaczenia, ale są po prostu częścią naszej codzienności.

„Ups…Przepraszam przerwałem Ci, dokończ proszę to o czym mówiłeś.”
Rozważ przeprosiny za każdym razem, kiedy zachowasz się w sposób, w który nie chciałbyś, by zachował się Twój maluch. Oczywiście, jak ze wszystkim należy zachować umiar i nie należy przepraszać np. za to, że wyznaczamy granice i określamy zasady. Natomiast oczywistym jest, że naszym rodzicielskim zadaniem, jest panować nad własnymi emocjami, bez względu na to, jak zachowuje się nasze dziecko. Dlatego też koniecznym są przeprosiny, gdy zwyczajnie puszczą nam nerwy. Uczymy w ten sposób, jak zachować się w podobnych sytuacjach. jak nauczyc dziecko przepraszac przeprosiny

2. Jeśli dziecko uważa, że to problem, mówi, że coś je uraziło. Nawet jeśli Twoim zdaniem wyolbrzymia 

„Tak, obiecałem, że jak będę w księgarni to kupię Ci tę książkę, jednak kiedy wszedłem do sklepu, całkowicie zapomniałem. Tak mi przykro. Wiem, że liczyłeś na to, że Ci ją przywiozę. Przepraszam. Następnym razem zapiszę na kartce, by nie zapomnieć”.
Pamiętajmy, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i to co dla nas nieistotne, dla dziecka może być „końcem świata”.

3. Opisuj, wyjaśniaj, mów o tym co się wydarzyło

„Wszyscy byliśmy bardzo zdenerwowani, prawda? Ty krzyczałeś, ja również podniosłem głos i przez to wszystko się popłakałeś. Przepraszam, jeśli Cię przestraszyłem.  Byłem bardzo zdenerwowany, ale powinienem panować nad emocjami. Krzyki i wrzaski nie są dobrym sposobem na rozmowę.”
Powinniśmy się upewnić, że nasze przeprosiny wywarły zamierzony wpływ na małego odbiorę. Przytulas na potwierdzenie rozejmu jest jak najbardziej wskazany. Jednak bez pośpiechu i nacisku.

4. Nie przerzucaj winy na dziecko

Wielu z nas zaczyna przepraszać, a następnie usprawiedliwiając się przerzuca odpowiedzialność za zaistniałą sytuację na dziecko.

„To prawda, krzyknęłam – ale to, ty mnie sprowokowałeś.”
Każąc dziecko podwójnie, nie zmienimy sytuacji. Poza tym, to my jesteśmy dorośli i naszym zadaniem jest panować nad sobą i być wzorem do naśladowania. Jeśli natomiast coś pójdzie nie tak, co jest z resztą zupełnie naturalne, to miejmy „jaja”, weźmy to na klatę i naprawmy to bez przepychanek i wycieczek personalnych.

5. Tłumaczenie, tłumaczeniem, ale usprawiedliwianie nie jest potrzebne

 „Miałem taki ciężki dzień i kolejna sprawa sprawiła, że nie zapanowałem nad nerwami. Dlatego krzyknąłem na Ciebie.”
Stosując takie wyjaśnienie koniecznym jest byśmy dodali  
To jednak nie usprawiedliwia takiego zachowania. Nikt nie zasługuje na to by do niego mówić w taki sposób. Przepraszam”.

6. Bierz odpowiedzialność

 „Tak mi przykro, że nie byłam na czas, aby pomóc Ci to naprawić.”
W wypowiedzi nie obwiniasz siebie. Mówisz o swoich uczuciach, podkreślasz, że wiesz, iż było to dla dziecka ważne.

7. Staraj się poprawiać błędy na bieżąco

 „Przepraszam, nie miałem tego na myśli. Może na spokojnie, jeszcze raz spróbuję i powiem, to co rzeczywiście chciałem powiedzieć?”

8. Przygotuj plan naprawczy

„Może zrobimy tak: zatrzymamy się przy sklepie w drodze powrotnej z przedszkola i zakupimy tę książkę? Naprawienie błędu, zadośćuczynienie.
 😉 to kluczowy element przeprosin. Powinniśmy sobie zakodować pytanie: „Co mogę zrobić, aby to naprawić?”

9. Sporządź plan na następny raz

Dziecko najwięcej się nauczy podczas spokojnej rozmowy, kiedy wspólnie przedyskutujecie, co następnym razem można zrobić inaczej, lepiej, a czego nie robić w ogóle. Dobrze jest sporządzić wspólny kontrakt – umowę, w której zawrzecie zasady: „Następnym razem się zatrzymam, odpuszczę, będę oddychał, aby się uspokoić”. Następnym razem, gdy nadejdzie taka potrzeba, zastosujecie ten kontrakt. Ważne by być konsekwentnym i przestrzegać ustaleń, gdyż jeśli ktoś kogo kochamy wielokrotnie nas rani i nie dotrzymuje danego słowa – przestajemy wierzyć w to co mówi.

10. Rozejm i przebaczenie – tylko po dobroci

Przebaczenie może być tak proste, jak wyrażenie „Mam nadzieję, że mi wybaczysz.” Element ten pomaga dziecku poukładać swoje emocje, odpuścić urazy i ponownie zaangażować się emocjonalnie w relację. Nie musi to jednak nastąpić tu i teraz. Nie powinniśmy zmuszać malucha do przyznania, że urazy zostały pogrzebane. Dziecko nie powinno czuć się zmuszone do „wybaczenia”, zanim same nie poczuje, że jest gotowe.

Nic co ludzkie nie jest nam obce…

Nikt z nas nie jest idealny. Jesteśmy tylko (albo aż) ludźmi. Do dnia dzisiejszego, popełniliśmy już zapewne niezliczoną ilość błędów, a to jeszcze nie koniec. Nie ma nic w tym złego czy dziwnego, to naturalna kolej rzeczy. Pamiętajmy jednak, że w tym wszystkim największe znaczenie mają nie tyle nasze błędy, ale to, co z nimi zrobimy. Jak się zachowamy, gdy się pojawią? Czy stawimy im czoła, a może schowamy głowę w piasek wciągając brzuch i udając nieomylnych? Nasze dzieci również mają prawo do popełniania błędów, z którego bez wątpienia skorzystają. Pozwólmy im na to, pokażmy swoją prawdziwą twarz, przekażmy im narzędzie do radzenia sobie z takimi sytuacjami, nauczmy budowania i pielęgnowania relacji. Traktujmy dziecko z szacunkiem, takim jakiego sami chcielibyśmy doświadczać. Przepraszając nasze pociechy, nie okazujemy swojej słabości. Wręcz przeciwnie. Pokazujemy odwagę, przyznając się do błędu i prosząc o przebaczenie. To czyni nas lepszymi rodzicami, gdyż swoim postępowaniem zakorzeniamy w naszych dzieciach zdrowe podejście do siebie i drugiego człowieka. To my kształtujemy ich system wartości, pokazujemy co jest naprawdę ważne w życiu i jakie ono jest. jak nauczyc dziecko przepraszac mama i corka Nie jest to jednak wiedza, którą można przekazać uruchamiając palec wskazujący i mówiąc „Idź przeproś kolegę”. Do tego potrzeba czegoś więcej – potrzeba NAS.

Być może zainteresują Cię również:

Dlaczego kara nie uczy Twojego dziecka odpowiedzialności? 8 kroków prowadzących do zmiany zachowania bez zastosowania kary

Klaps, klapsik, klapsiczek – co się dzieje kiedy bijesz swoje dziecko

Jak powiedzieć „NIE” mówiąc „TAK”. 9 faktów, które każdy rodzić powinien znać.

Czym są napady złości u małego dziecka? 11 wskazówek na zapobieganie i zminimalizowanie agresji u malucha

  Pozdrawiam ciepło, Karola