3 proste kroki, które pozwolą Ci w pełni cieszyć się macierzyństwem

Wprowadzenie do tego wpisu i zarazem jego pierwszą część znajdziecie tutaj => klik

Zachęcam Was do zapoznania się z tamtym tekstem ;-)

A teraz do rzeczy...

Większość z nas chce żyć świadomie i spędzać więcej aktywnego czasu będąc tu i teraz, a mniej w trybie automatycznej zadaniowości. Chcemy cieszyć się chwilami spędzanymi z dziećmi, a nie traktować niczym kolejne zadanie do odhaczenia. Brzmi słabo? To brutalne, ale bardzo prawdziwe.

Dobre wieści są takie, że nauka znalazła odpowiedź na potrzeby współczesnych MAM - klucz do włączenia trybu slow i cieszenia się czasem spędzonym ze swoim dzieckiem. Jest to coś, co każdy z nas w dowolnym momencie jest w stanie wykonać.

Uważność

Już wiem, co pomyślałaś, że to modny w dzisiejszych czasach trend.

Rzeczywiście, uważność cieszy się ogromną popularnością, jednak wynika ona z efektów potwierdzonych wynikami badań.

Na czym polega bycie uważnym? Nieco upraszczając, możemy przyjąć, że uważność, to po prostu bycie świadomym bieżącego momentu w uprzejmy i bezstronny sposób (więcej o tym, co to naprawdę znaczy, napiszę nieco niżej).

Kiedy udaje nam się zatrzymać i dostroić do tego, co jest, tu i teraz kiedy zwracamy uwagę na swoje myśli, emocje i odczucia cielesne, wtedy angażujemy ważny obszar mózgu zwany korą przedczołową.

Obszar ten odpowiada za regulację naszego zachowania i kontrolę emocji. Innymi słowy, ta część mózgu pozwala nam być spokojnymi, wrażliwymi i kochającymi mamami, którymi chcemy przecież być.

Kiedy natomiast działamy z automatu niczym kombajn wielofunkcyjny, nasza kora przedczołowa nie jest zaangażowana, więc bardziej prawdopodobne jest, że zareagujemy impulsywnie i nerwowo.

3 proste kroki ku uważności

Oto trzy szybkie i łatwe „uważnościowe sztuczki”, które nawet bardzo zajęta mama może regularnie praktykować w ciągu dnia.

Dodatkowa korzyść jest taka, że za każdym razem, gdy poświęcamy chwilę na skorzystanie z jednej z tych sztuczek, przyczyniamy się do powstawania nowych - pozytywnych nawyków.

Z biegiem czasu, wzmocnienie umysłu w ten sposób przekłada się na codzienność, spędzamy więcej pozytywnych chwil ze swoimi dziećmi.

1. Obserwuj siebie jak przyjaciel

Czy wiesz, że około 80 procent z naszych myśli jest negatywnych. Najczęściej pochodzą one z wcześniejszych doświadczeń, są podświadome i całkowicie niepomocne. Najlepszym sposobem na zatrzymanie ich wpływu na nasze funkcjonowanie jest obserwowanie siebie z odpowiedniej, zewnętrznej perspektywy. Pomocne jest mówienie do siebie, tak jakby się rozmawiało ze swoim najlepszym przyjacielem.

Na przykład: "Właśnie rzuciłam dzieciom coś na odczepne, byle tylko mieć jeszcze chwilę na efektywne działanie. Myślę, że to przez ten bałagan w salonie, podłoga przypomina plac zabaw, gdzie nie spojrzę, widzę zabawki, nie sposób zrobić kroku. Ten bałagan mnie stresuje i czuję się sfrustrowana. Mogę przecież poprosić dzieci, aby pomogły mi uporządkować salon, wtedy zyskamy czas na wspólną grę w pytania.”

W tym, krótkim przykładzie ważny jest moment zauważenia niepożądanego zachowania, znalezienia jego przyczyny, a następnie zaproponowanie alternatywy, która jest lepszym rozwiązaniem dla nas i dla dzieci.

uważność

2. Zapomnij o niedźwiedziach

Pamiętasz, że ludzki mózg jest zaprogramowany na przetrwanie? Oznacza to, że znacznie szybciej wyłapujemy z otoczenia negatywy niż pozytywy, jesteśmy wyczuleni na ewentualne zagrożenie. Dzięki tej skłonności nasz mózg powstrzymuje nas od beztroskiego napawania się pięknem kwiatów, w sytuacji, gdy goni nas niedźwiedź ;-).

Jednak nietrudno zauważyć, że epokę kamienia łupanego mamy za sobą i dziwnym trafem, za rogiem nie czeka na nas dziki zwierz. Dlatego, powinnyśmy starać się pohamować nasz instynkt samozachowawczy i przejąć kontrolę nad zachowaniem.

Jak tego dokonać?

Prostym sposobem jest przekierowanie naszej uwagi na przyjemne doświadczenia. W tym celu musimy starać się zauważać, a następnie szczegółowo opisać wspomniane przyjemności.

Czy Wasze serca nie przepełnia błogie ciepło na widok zgodnie bawiącego się rodzeństwa? Warto opisać to, co właśnie w tej chwili czujemy: "Czuję spokój, odprężenie, wzruszenie i wdzięczność".

3. Pomyśl o etykiecie

W trakcie pracowitego, rodzicielskiego dnia nie sposób nie doświadczyć nieprzyjemnych uczuć. To normalne, że chcemy ich uniknąć, i żeby sobie pomóc sięgamy po przekąski, tracimy czas skrolując tablicę na Facebooku, czy sięgamy po używki.

Odczuwanie emocji o ujemnym zabarwieniu może być i jest niewygodne, dlatego często tworzymy własne strategie zaradcze, które w tym momencie wydają się być skuteczne. Na dłuższą metę natomiast nie są ani korzystne, ani tym bardziej pomocne.

Co zatem powinniśmy zrobić?

Następnym razem, gdy poczujesz silne emocje, nazwij je i daj sobie chwilę na złapanie dystansu i wzięcie głębokiego oddechu. Użyj tylko słowa lub dwóch, aby opisać, jak się czujesz, zaczynając od zwrotu: „Czuję ..."

Badania pokazują, że prosta czynność oznaczania, nazwania silnej emocji i uznania jej wystąpienia, ułatwia i usprawnia uzyskanie spokoju. Zaprzeczenie pojawienia się emocji pokutuje negatywnymi skutkami przez resztę dnia. To, co wyparte i stłumione prędzej czy później, się ujawni.

Zwróć uwagę na to co mówisz

Ważne jest również to, w jaki sposób mówimy o emocjach. Istnieje różnica pomiędzy stwierdzeniem „czuję złość", a „jestem zły”. Użycie słowa „czuję” pomaga oddzielić emocje, których doświadczamy od naszej samooceny. Dużo łatwiej jest przezwyciężyć trudne emocje, oznaczając je jako uczucie, coś, co się pojawia i znika, niż traktować je, jako nieodłączną część osobowości (jestem zła), jako to, jacy jesteśmy.

Zanim przejdziecie do uważności

Musimy pamiętać jednak o tym, że uważność nie jest natychmiastowym sposobem na nasze bolączki.  Nie wystarczy raz na jakiś czas wykonać jedną z tych propozycji, by nagle w cudowny sposób poczuć radość z każdej chwili macierzyństwa. Tak samo, jak wszystko, co jest warte naszego zachodu, również uważne rodzicielstwo wymaga naszej intencji i zaangażowania w czerpanie satysfakcji i radości z macierzyństwa.

Warto jednak wprowadzić te małe i proste praktyki, by w znaczący sposób spowolnić naszą codzienną pogoń, byśmy mogli doceniać i zauważać, to co ważne z perspektywy rodzica.

Jon Kabat Zinn słusznie zauważył:

"Najlepszym sposobem na uchwycenie chwil jest zwrócenie uwagi. W ten sposób kultywujemy uważność. Uważność oznacza bycie przytomnym. To znaczy wiedzieć, co robisz."

Uważność daje nam kotwicę, dzięki której możemy zwolnić, zatrzymać się i zacumować, mimo szybko płynącego czasu i ogromnej fali obowiązków.

Jest to nieoceniona wartość, którą daje nam nauka. Dzięki niej w tak zestresowanym i dynamicznie zmieniającym się świecie możemy czerpać radość z bycia mamą, odczuwać spełnienie poprzez zauważanie i świadome uczestniczenie w naprawdę istotnych chwilach. A to wszystko zamiast poczucia winy i żalu.

A Ty masz jakieś sposoby, które pomagają Ci być bardziej świadomą mamą?

 

Być może zainteresują Was również:


jak_być_szczęśliwą_mamą

Sprawdź, co przeszkadza Ci w czerpaniu radości z bycia mamą

Stałam przed drzwiami łazienki i uśmiechałam się słysząc chichot moich rozrabiaków, którzy zamiast rozbierać się do kąpieli, znaleźli inne, ciekawsze i jakże zabawne zajęcie ;-). Od tego momentu łazienka nabrała nowego wymiaru i wyglądu…

W ciągu dnia kilka razy przeglądałam listę zadań, które mam do zrobienia. Udało mi się je wykonać o czasie, no może w większości zmieściłam się w terminie… nie bądźmy drobiazgowi ;-). W każdym razie, wszyscy, cało i zdrowo dobrnęliśmy do końca dnia. Obyło się bez ran kłutych, tłuczonych i ciętych, a na drobne zadrapania wystarczył magiczny plasterek.

Podsumowując, ten dzień mogłam zaliczyć do udanych i przybić sobie symboliczną piątkę. Byłam naprawdę zadowolona do czasu, kiedy zaczęłam analizować wszystkie wydarzenia krok po kroku.

Moja radość nie trwała zbyt długo, ulga i satysfakcja zaczęły ewaluować w inne uczucia. Zamiast nich pojawiła się pustka i poczucie winy.

Osiągnięcia kończącego się dnia

Po całym dniu przestrzegania ustalonego planu i odhaczania kolejnych zrealizowanych zadań zdałam sobie sprawę, że nie poświęcałam czasu na świadome bycie z moimi urwisami, pełną obecność, taką nie tylko ciałem, ale i duchem. Na aktywną zabawę, szczerą radość i interakcję. Myśli o codziennych obowiązkach zdominowały mój dzień. Analizując niektóre sytuacje, doszłam do przykrych wniosków:

  • Chciałabym zareagować inaczej, na relację mojego synka z prób do przedszkolnego przedstawienia, która przepełniona była emocjami i podekscytowaniem. Zamiast odzwierciedlenia i okazania entuzjazmu, w tamtym momencie stać mnie było na „bezpłciowe” skinienie głową i poklepanie po ramieniu. W głowie analizowałam ilość obowiązków, które mam jeszcze do wykonania przed końcem dnia: obiad na jutro, kostium strażaka na przedstawienie, odpowiedź na służbową wiadomość…poprzeczka jest postawiona wysoko.
  • Nie cieszyłam się również 15 minutami błogiego spokoju, podczas których chłopcy zgodnie bawili się kinetycznym piaskiem. W tym czasie nerwowo przebierałam nogami, wyobrażając sobie piaskowy bałagan, który przyjdzie mi niebawem posprzątać.

Pomyślałam: 

„Brawo ja! I co z tego, że odhaczyłam wszystkie punkty z listy? Co z tego, że na koniec dnia zadaniowy bilans jest na plusie? Czy moje dzieci też są kolejnym punktem do zrealizowania? Nie taką matką chce dla nich być.”

Skądś to znasz? Zdarza Ci się miotać pomiędzy podobnymi emocjami, borykać z takimi myślami?

Mamą być

Gdy tak sobie rozmyślam o macierzyństwie, o byciu mamą to nachodzi mnie refleksja, że w dzisiejszych czasach bardzo trudno jest nią być. Jako kobiety, pełnimy tak wiele ról społecznych, realizujemy się na kilku płaszczyznach zarówno zawodowych, jak i osobistych. Na przestrzeni lat wywalczyłyśmy równouprawnienie, a razem z nim w pakiecie otrzymałyśmy bagaż kolejnych obowiązków. Z roku na rok, biorąc na swoje barki coraz więcej, zapomniałyśmy co nieco odstąpić bliskim.

Do tego mamy nieograniczony dostęp do Internetu, który aż kipi od poradników przepełnionych wskazówkami, dotyczących tego, co jest dla Twojego dziecka najlepsze, najwłaściwsze i naj do potęgi. Siadasz przed monitorem, przeglądasz wujka Googla i w sekundzie dowiadujesz się, że kaszka, którą zaserwowałaś na kolacje swojemu dziecku, która jeszcze wczoraj była najbardziej rekomendowanym produktem w swojej kategorii, dziś jest już do bani…

jestem_złą_mamą

I bądź tu matko mądra?

O ile łatwiej miały nasze mamy, które nie miały dostępu do takich źródeł informacji. Wtedy intuicja była ich najlepszym doradcą.

Naszym sprzymierzeńcem nie są również media społecznościowe, które kreują nierealistyczny obraz idealnej matki. Ona - niczym super bohaterka rewelacyjnie radzi sobie w każdej sferze. Jest tak doskonale zorganizowana, że w ciągu doby spełnia się zarówno na gruncie zawodowym, jak i osobistym. Tymczasem Ty ledwo wyrabiasz się na zakręcie, ogarniając rodzinny grafik, a gdzie tu dalej?

I nawet jeśli wiesz, że to wszystko jest tylko fikcją, nadmuchaną bańką mydlaną, to w głębi duszy, ma to wpływ na Twoje samopoczucie i zadowolenie z codzienności.

Dlaczego tak się dzieje?

Każdy dzień zaczynamy z najlepszymi intencjami, z zamiarem wygospodarowania czasu na „nawiązanie kontaktu” i cieszenie się chwilami spędzonymi z dziećmi, naszymi małymi ludźmi - ukochanymi ludzikami.

Obowiązki zawodowe przeplatające się z domowymi zadaniami pochłaniają większość naszego czasu i uwagi. Wszystko piętrzy się w oczach, byłoby idealnie, gdyby doba była z gumy, ale niestety nie chce się rozciągnąć. Dodatkowo nakarmione poradnikowymi złotymi radami i zdjęciami idealnych rodzin – mamy dość. W pewnym momencie nasza wytrzymałość osiąga kres i pojawia się tzw. zmęczenie materiału, niezadowolenie, frustracja poprzeplatane z wyrzutami sumienia.

Przecież nie jesteśmy opętanymi maniaczkami wymyślającymi sobie zadania na wyrost. One po prostu realnie istnieją, ale jakoś same nie chcą się zrealizować.

Chcemy uczestniczyć w tym, co ważne dla nas i naszych pociech. Chcemy „cieszyć się tym, że możemy być i jesteśmy mamami, tylko jak to zrobić, jak znaleźć na to czas i złoty środek?

Gdzie tkwi sekret tak często powtarzanego sloganu „macierzyństwem powinnaś się cieszyć”? Czy jesteśmy w stanie cieszyć się nim na co dzień? Jak tego dokonać, jak doceniać ten fakt będąc zapracowaną mamą?

Co nam przeszkadza w cieszeniu się macierzyństwem

Kilku winowajców wymieniłam już wcześniej. Do wygórowanych wymagań, nierealnego i niedoścignionego wizerunku matki polki powinien dołączyć jeszcze jeden czynnik - anatomiczny.

Mam na myśli nasz, nastawiony na przetrwanie mózg. To on dzięki stosowaniu wypracowanych strategii i mechanizmów obronnych umożliwia nam funkcjonowanie nawet pod wpływem silnego stresu, a w sytuacji zagrożenia pozwala nam podjąć odpowiednio szybką reakcję.

Co to oznacza?

Na przykład to, że dzięki temu, w ciągu dnia możemy automatycznie wykonywać wiele, różnorodnych zadań, bez zastanowienia się nad ich przebiegiem. W przeciągu 10 minut możemy posiekać warzywa na obiad, łagodzić konflikty pomiędzy rodzeństwem i ponownie uruchomić pralkę (kluczowe jest tu to ponownie ;-)). A wszystko to jest możliwe dzięki pamięci niejawnej - automatycznej.

Pamięć niejawna pomaga nam w osiąganiu mistrzostwa w wielozadaniowości, która jest niezbędna do przezwyciężenia codziennych trudności, skraca i ułatwia proces działania. Wykorzystujemy ją, gdy całą familię dopada grypa żołądkowa, wtedy jednocześnie musimy być pielęgniarką, praczką i sprzątaczką. Jest jednak pewne ryzyko, okazuje się, że pamięć niejawna może wpędzić nas w niemałe kłopociki.

Wspomniane trudności mogą pojawić się, gdy zbyt często, wręcz regularnie angażujemy się w automatyczne działania, funkcjonujemy na auto-pilocie. Innymi słowy, jesteśmy produktywne, ale nie - aktywne, nie angażujemy się w celowe działania. To nieco paradoksalne, bo z jednej strony ludzki mózg zaprogramowany jest, aby przetrwać i działać pod wpływem stresu, z drugiej strony natomiast stres blokuje i uniemożliwia jego rozwój.

Na szczęście, dzięki najnowszym badaniom poświęconym funkcjonowaniu mózgu, możliwe jest opracowanie skutecznych metod przerywających tryb autopilota, dzięki czemu w bardziej świadomy sposób możemy podchodzić do codzienności i przede wszystkim do macierzyństwa.

O 3 prostych technikach, które pozwolą Ci w pełni cieszyć się  z byciem mamą przeczytasz w drugiej części wpisu, o tu => klik

A Ty, jakiego rodzaju przeszkody napotykasz na swojej drodze do szczęśliwego macierzyństwa?

 

Być może zainteresują Was również:


budowanie_relacji_z_dzieckiem

Budowanie relacji z dzieckiem. Dlaczego, każdy rodzic powinien wiedzieć o współczynniku 5:1

Niby zwykłe popołudnie, wróciłaś z pracy, pobieżnie ogarnęłaś domowy chaos, chwyciłaś w locie coś do jedzenia, a teraz starasz się doładować akumulator, popijając kawę. Pewnie znasz ten moment, kiedy filiżanka kawy zatrzymuje się w połowie drogi do Twoich ust, gdy zza ściany dobiega...

Nie, to jest moje!  ja miałem to PIERWSZY!  To niesprawiedliwe!  Mamooo! On mi nie chce oddać mojego auta!!

Po raz „en-ty” próbujesz interweniować wołając z fotela:

Czy ja naprawdę nie mogę wypić tej kawy w spokoju? Musicie się ciągle o coś sprzeczać? Ostatni raz Was proszę o zgodną zabawę!

Zapada głucha cisza i nagle do salonu wpada z impetem Franek (4 lata) a za nim Staś (6 lat). Ślizgiem pokonują zakręt i kończą gonitwę na stoliku kawowym w centrum pokoju. Twoja kawa wraz z filiżanką ląduje na dywanie, a Ty zrywasz się na baczność niczym żołnierz na warcie. Dzieci płacząc przekrzykują się jeden przez drugiego, że to wina tego pierwszego jegomościa, że nie chciały, że to przez przypadek i w ogóle, że już nie będą... Słowem chaos jak na jarmarku.

Co możesz czuć?

Jesteś zdenerwowana, czujesz, jak narasta w Tobie złość – zaraz eksplodujesz. I chociaż technicznie nie krzyczysz, to ton i sposób, w jakim informujesz ich o tym, że takie zachowanie jest niedopuszczalne, nie pozostawia złudzeń – jesteś wściekła.

Spoglądasz na skruszone miny chłopców i bez mrugnięcia okiem odsyłasz ich do pokoju:

„Nie potraficie się porozumieć i bawić w zgodzie, to nie będziecie się bawić w ogóle! Marsz do siebie! Możecie wrócić, jak przemyślicie swoje zachowanie! A teraz zejdźcie mi z oczu!

konflikt_z_dzieckiem

Gdy padnie za dużo słów

Mija chwila, emocje opadają i …przychodzi refleksja, zdajesz sobie sprawę, że ta sytuacja mogła wyglądać inaczej, że odreagowałaś na dzieciach frustracje po przedpołudniowym starciu z szefem, a maluchy stały się kozłem ofiarnym. Rozumiesz, że Twoje okrzyki z drugiego pokoju nie docierają do walczących za ścianą dzieci, że krzyk i odesłanie ich bez rozmowy, to nie jest odpowiedni sposób komunikacji, że nawet w złości nie powinnaś zwracać się tak do swoich dzieci.

Rodzicielstwo to trudne zadanie, a utrata panowania nad sobą raz na jakiś czas nie czyni z Ciebie złego rodzica. Wbrew pozorom, jako ludzie jesteśmy doskonale niedoskonali, a kontrolowanie emocji jest czymś, wymagającym od nas samoświadomości, zaangażowania i ogromnej ilości pracy.

3 rzeczy, które powinniśmy zrobić po utracie panowania nad sobą

Bez względu na to, ile artykułów przeczytasz o tym „jak być szczęśliwym rodzicem” lub „jak nauczyć się kontrolować emocje”, frustracje i przykrości będą spotykać Cię codziennie.

Nie ma idealnych ludzi, rodziców, dzieci i nikt z nas nie wiedzie idealnego życia. Dlatego skoro już mleko się wylało, a Ty jesteś świadoma tego, co poszło nie tak, i wiesz że chcesz postępować inaczej, daj sobie prawo do popełniania błędów, przebacz sobie i jednocześnie zacznij działać, by poprawić relacje z dzieckiem.

Oto co powinnaś zrobić:

  1. Wybacz sobie.
  2. Przeproś swojego brzdąca.
  3. Podejmij wyzwanie - pięciu dobrych uczynków.

Pierwsze dwa punkty są szalenie ważne, ale jak się zaraz przekonasz, trzeci może być najważniejszy.

Tajemnica wartościowych relacji

Nauka pokazuje, że w szczęśliwych związkach między dorosłymi ludźmi, występuje szczególna zależność pomiędzy pozytywnymi, a negatywnymi interakcjami.

Wygląda ona następująco: na każdą jedną negatywną interakcję przypada 5 pozytywnych.

Podczas, gdy badania koncentrują się na dorosłych, my rodzice doskonale wiemy, że na naszą relację z dzieckiem negatywne wydarzenia mają równie istotny wpływ. Dlatego wspomniany stosunek 5:1 może pomóc nam w budowaniu relacji i odbudowaniu mostu porozumienia z naszymi pociechami.

relacja_z_dzieckiem

Wzmacnianie relacji z dzieckiem: współczynnik 5:1

Kierując się analogicznym podejściem do tego, które opisałam wyżej możemy przyjąć zasadę, że, by naprawić relację z dzieckiem, po nieprzyjemnym wydarzeniu, musimy sprowokować, stworzyć, wywołać 5 pozytywnych interakcji, w których razem z maluchem weźmiemy udział.

Jedynym ograniczeniem jest Twoja wyobraźnia, któż lepiej zna Twoją pociechę, wie co sprawi jej przyjemność, w którym miejscu ma największe gilgotki, albo jaką książkę lubi najbardziej?

Gdyby jednak w kryzysowej sytuacji zabrakło Ci pomysłów, poniżej zamieszczam listę 19 prostych propozycji, które będą pomocne podczas odbudowywania kontaktu z dzieckiem – osiągania współczynnika 5:1 (o tym, w jaki sposób jeszcze możecie wykorzystać współczynnik 5:1 przeczytacie tutaj => klik).

19 prostych pomysłów na wzmocnienie więzi z dzieckiem

  1. Przytulas dobry na wszystko. Nic tak nie koi, jak uścisk ukochanej osoby, dlatego przytul swojego szkraba i upewnij się, że jest to uścisk o odpowiedniej jakości, trwający ponad 6 sekund. Jeżeli jednak zamiast aprobaty, usłyszysz od swojego malucha sprzeciw – zaproponuj symboliczne przybicie piątki.
  2. Powiedz „Kocham Cię”.Dla dziecka nie ma nic ważniejszego niż bezwarunkowa miłość rodzica. Nic też, nie jest na to lepszym dowodem niż wyznanie, które pada w tak trudnej chwili. Warto podkreślać, że kochamy JE za to, że JEST, a nie za to jakie jest.
  3. Zaproponuj wspólne czytanie książki. Twoje dziecko nigdy nie jest na to za duże.
  4. Zostaw notatkę lub rysunek niespodziankę – na kartce papieru w szkolnym pudełku śniadaniowym, karteczkę Post-It na lustrze w łazience, kartę na półce z zabawkami itp. Może to być żart, Wasze ulubione powiedzenie, to, co w nim podziwiasz albo po prostu „Kocham Cię”.
  5. Wyraź za co je doceniasz: „Doceniam, kiedy…”
  6. Opowiedz śmieszną, pozytywną historię z przeszłości np., gdy dziecko było młodsze, bądź, kiedy Ty byłaś w jego wieku.
  7. Przygotuj pozytywny posiłek. Do następnego, jedzonego przez Was dania, dodaj uśmiechniętą buźkę np.: miseczka płatków owsianych, gdzie plasterki banana są oczami, borówka nosem, a truskawkowy mus uśmiechem.
  8. Zatrzymaj się chwilę, usiądź i po prostu zagraj z dzieckiem w coś przez kilka minut - bez smartfona, telewizora i bez wielozadaniowości. Zagraj w to, na co maluch ma ochotę (planszówka, karty, memo).
  9. Rozpocznij zabawę ruchową w „berka”, „chowanego” albo „ciuciubabkę”.
  10. Opowiedz żart – spróbuj rozbawić malucha.
  11. Zaproponuj wspólny spacer lub zabawę przed domem.
  12. Wspólnie obejrzyjcie album z rodzinnymi zdjęciami.
  13. Włącz wesołą muzykę i zaproś do tańca małego partnera.Badania pokazują, że wspólne słuchanie muzyki buduje więzi rodzinne i tworzy pozytywne wspomnienia.
  14. Zaproponuj wspólne przygotowanie rysunku albo kolorowanie obrazka.
  15. Zabawcie się w kalambury – przygotujcie wspólnie listę haseł np. postaci z bajek i następnie naprzemiennie losujcie tematy do pokazywania.
  16. Stwórzcie wspólną konstrukcję z klocków, może to być zagroda dla zwierząt bądź wysoka wieża.
  17. Zapytaj o samopoczucie okazując troskę i zainteresowanie: „Powiedz kochanie, jak się czujesz?”
  18. Uśmiechnij się do malca, jednocześnie utrzymując kontakt wzrokowy.
  19. Stwórzcie wspólnie opowieść, może to być forma zapisywana bądź rysowana na kartce, naprzemiennie dodajecie poszczególne fragmenty historii.

czytanie_z_dzieckiem

Nasze rodzicielskie zadanie

Każdy ma prawo do popełniania błędów i nie ma w tym nic złego. Ważne jest natomiast, byśmy potrafili podjąć pracę nad tym, by ich nie powielać albo zminimalizować negatywne skutki.

Zachowanie dziecka, nawet to najbardziej nieodpowiednie, nie jest usprawiedliwieniem dla naszej nerwowej, krzykliwej reakcji. Nie możemy zapominać, że w relacji rodzic-dziecko, to my jesteśmy dorosłymi, to my pokazujemy świat, to my uczymy zasad i jesteśmy autorytetem, a dziecko niczym lustro odzwierciedla w swoim zachowaniu, to, co zaobserwuje w swoim otoczeniu.

Jako osoby w pełni dojrzałe, jesteśmy w stanie zapanować nad nerwami, nauczyć się samokontroli – takiej (fizycznej i anatomicznej) możliwości nie posiadają dzieci.

Dlatego warto pracować nad sobą, swoimi nawykami, zmieniać je i wywierać świadomy wpływ na jakość rodzinnych relacji. Pamiętając, że jako rodzice, prostymi, codziennymi gestami kształtujemy osobowość małego człowieka.

Tekst powstał w ramach wydarzenia „Najlepsze prezenty od mamy dla dzieci?”, zainicjowanej przez AsertywnaMama.pl we współpracy z Mama na całego, Ja Zwykła MatkaaKatarzyna Płuska Miękko o kompetencjach.

Być może zainteresują Was również:

 

 


rytuały_przed_snem

3 pytania, które powinnaś zadać swojemu dziecku przed snem

Już jakiś czas temu obiecałam, że napiszę kilka słów o naszych, wieczornych rytuałach. Ostatnio, ponownie dostałam od Was wiadomości z zapytaniami na ten temat, dlatego też nie zwlekając ani chwili postanowiłam przygotować niniejszy wpis ;-) .

W tym tekście nie będę dzieliła się z Wami przepełnionymi treścią teoriami, opiszę to, co sprawdzone i warte zastosowania.

W rozwoju naszych pociech ogromną rolę odgrywa poczucie bliskości i bezpieczeństwa, a wieczór, to wyjątkowy czas, będący jednocześnie okazją do podsumowań i wzmacniania więzi.

Przedstawione poniżej propozycje pozwalają zarówno je budować, jak i pielęgnować.

Rytuały, rytuały, rytuały

Rzeczywiście zauważyłam u swoich brzdąców, jak istotną rolę w poczuciu bezpieczeństwa odgrywa powtarzalność i przewidywalność pewnych zdarzeń.

Tym samym i my mamy wieczorny schemat, w którym żaden z elementów nie może zostać pominięty.

Poniżej nasze wieczorne „must be”.

Wieczorne ważne sprawy

Czytanie książek i rozkładanie poszczególnych opowieści na czynniki to pierwszy, nie licząc kąpieli, z kilku wieczornych rytuałów. Nie bez przyczyny wspomniałam o analizowaniu tego, co przeczytaliśmy. Z perspektywy rozwoju zdolności komunikacyjnych, rozumienia czytanego tekstu, czy też kształtowania umiejętności społecznych, to właśnie rozmowa odgrywa szalenie istotną rolę.

Kto pyta, nie błądzi

Nasza pogadanka przy książce to wstęp, do kolejnego etapu wieczornego wyciszenia.

I tu pierwsze skrzypce grają 3 pytania, które oprócz tego, że pozwalają nam poruszyć tematy, na które podczas codziennej krzątaniny nie ma ani czasu, ani sprzyjających warunków, to stanowią wartościowy fundament, będący podstawą wzajemnego zaufania i przyszłej komunikacji.

3 wartościowe pytania

  • Co sprawiło, że się dziś uśmiechnąłeś?
  • Co sprawiło Ci dziś przykrość?
  • Czego się dziś nauczyłeś?

To właśnie te trzy pytania dają nam możliwość podsumowania kończącego się dnia, porozmawiania o nowych doświadczeniach, o tych bardziej i mniej przyjemnych emocjach. To dzięki nim mój przedszkolak dzieli się ze mną zarówno tym, co go zasmuciło, jak i tym, co sprawiło mu radość i spowodowało, że jest z siebie dumny.

Ukryty cel

Chociaż jest to bardzo prosta rozmowa, służy kilku celom:

Pomaga dziecku nauczyć się komunikować

To niesamowite, jak wiele informacji o otaczającym świecie, dzieci chłoną, obserwując zachowania pozostałych członków rodziny. Mój młodszy 2,5 letni brzdąc, zaczyna włączać się w naszą dyskusję i niepostrzeżenie uczy się także elementów wartościowej komunikacji. Dzięki wieczornym rozmowom, w maluchach kształtuje się naturalna i niewymuszona skłonność do dzielenia się codziennymi zmaganiami. Dzięki tego typu pogadankom nasze dzieci w przyszłości będą czuły się bardziej komfortowo podczas rozmów z nami – z rodzicami – ze „starymi” (choć przyznam szczerze, że łudzę się, że moi synowie nie będą o nas mówili w ten sposób ;-) ). Naiwna jestem???

komunikacja_z_dzieckiem

Z większą łatwością będą skłonne zwrócić się do nas z prośbą o pomoc czy wsparcie w trudnej sytuacji lub po prostu z przyjemnością podzielą się swoim sukcesem. Ta nieoceniona łatwość porozumiewania się, wyrażania emocji i dzielenia się swoimi przeżyciami, nie bierze się znikąd. „Tworząc” odpowiednie warunki, nic wielkiego, zwyczajne chwile, by dzieci mogły doświadczyć i praktykować tego typu rozmowy. W ten prosty sposób budujemy w ich oczach obraz rodzica i rodziny będącej wsparciem, ostoją, z którym i w której czują się dobrze i bezpiecznie, a zbudowane zaufanie zaprocentuje w przyszłości.

Daje mi – rodzicowi wiele wartościowych informacji na temat aktualnych doświadczeń mojego dziecka

Dzięki naszym wieczornym rozmowom zdarza się, że Antoś porusza tematy, które szczerze mnie zaskakują, których bym się nawet nie spodziewała. Opowiada o swoich uczuciach w sposób, który mnie totalnie zadziwia i rozbraja.

Dzięki temu, jako rodzic, lepiej go poznaję, jestem bliżej i mogę przeżywać razem z nim nawet te momenty, w których nie mogłam uczestniczyć. Tego typu rozmowy, są również informacją zwrotną na temat moich zachowań, tego, co powiedziałam czy zrobiłam w ciągu dnia i jak to zostało odebrane i zinterpretowane przez moje dzieci.

Mogłoby się wydawać, że przed snem, zbędne jest poruszanie tematów dotyczących trudnych doświadczeń. To przecież ponownie rozdrażni dziecko i utrudni zasypianie…

Tymczasem, dzięki tej rozmowie, dajemy maluchowi szansę skorzystania z naszego wsparcia, pocieszenia, zrozumienia zaistniałej sytuacji. Sobie natomiast otwieramy drogę do przekazania elementarnej wiedzy, o tym, że nawet "negatywne doświadczenia" (rzeczy, które sprawiły mu przykrość) mogą mieć pozytywne zakończenie i warto z nich wyciągać wnioski na przyszłość. To moment, kiedy możemy pokazać, że popełnianie błędów jest czymś zupełnie naturalnym, a najważniejsze i najcenniejsze jest to, czego się z nich nauczymy. To właśnie tutaj możemy podzielić się z brzdącem swoim doświadczeniem i sprawdzonymi strategiami radzenia sobie w takich sytuacjach. Zadając pytania doprecyzowujące (np. Co mógłbyś zrobić, żeby było inaczej, lepiej?) pobudzamy dziecko do refleksji, poszukiwania innych, nowych rozwiązań.

Dodatkowo, rozmawiając z pociechą o uczuciach, pokazujemy mu, że każda z nich jest potrzebna, że każda czemuś służy i nie ma dobrych czy złych emocji. Warto wyjaśnić, że to normalne, że czujemy złość (ona dba o przestrzeganie naszych granic), strach (który chroni nas przed zagrożeniami), smutek (przynosi refleksje, pozwala dostrzec, to co naprawdę ważne i cenne), podobnie, jak radość, która daje motywację do działania.

Wbrew pozorom, po „przepracowaniu” trudności w towarzystwie rodzica, szkrab będzie zasypiał znacznie spokojniej, a z naszej rozmowy wyniesie ogromną, emocjonalną i życiową lekcję.

A na zakończenie…

Każdorazowo nasze pogaduchy kończymy tym, co oboje uwielbiamy – przytulaniem. Bliskość i dotyk najbliższych są szalenie ważne dla rozwoju psychoruchowego każdego dziecka. Podczas przytulania warto zwrócić uwagę na jakość uścisków, by przynosiły one wymierny efekt, powinny trwać co najmniej 7 sekund (więcej na ten temat napiszę już niebawem).

 Przez wiele lat, nasze wieczory przebiegały właśnie w taki sposób, jak opisałam powyżej. Od dwóch tygodni natomiast Antoś wprowadził małą modyfikację, po udzieleniu odpowiedzi na pytania i rozmowie na ich temat, spojrzał na mnie i powiedział: "Twoja kolej, mamo! Co Cię dziś uszczęśliwiło?".

Teraz rundka pytań działa w obie strony ;-) Możecie sobie wyobrazić moją minę, gdy to pytanie padło po raz pierwszy. Pokazuje mi to jednocześnie, jak ważne dla mojego brzdąca są te nasze wieczorne pogaduchy.

Jeżeli do tej pory nie mieliście podobnych rytuałów, serdecznie zachęcam do włączenie tych pytań do Waszych, wieczornych przygotowań do snu.

Ten czas, poświęcony na rozmowę z dziećmi jest jedną z moich ulubionych chwil w ciągu dnia, pozwala nam naprawdę POBYĆ RAZEM i pomaga moim małym skrzatom spokojnie zasnąć.

Jestem bardzo ciekawa, jakie są Wasze wieczorne rytuały? Co się u Was sprawdza? Dajcie znać w komentarzu.

Tymczasem ściskam Was mocno i do przeczytania niebawem,

Karola

Być może zainteresują Was również:

 

 


Dziecko dziecku wilkiem. Jak pomóc własnemu dziecku radzić sobie z agresją rówieśników

Temat przemocy i agresji wśród dzieci to problem, z którym jako rodzice coraz częściej musimy się zmagać. Każdy z nas chciałby uchronić swą pociechę przed tak nieprzyjemnymi doświadczeniami. Szkoda, że to niemożliwe…
Niestety nie jesteśmy w stanie chronić naszego malucha nieustannie trzymając go pod rodzicielskim kloszem. Nie mamy również wpływu na zachowanie innych dzieci, które potrafią zachowywać się okrutnie. Co zatem możemy zrobić, by bezczynnie nie czekać na rozwój sytuacji, łudząc się, że akurat naszego szkraba nie dotknie problem agresji ze strony rówieśników?

Mam dla Was kilka propozycji. Zanim jednak do nich przejdziemy, spróbujcie wyobrazić sobie pewną sytuację…

„Jesteście z Waszą trzyletnią pociechą na spacerze. Jest piękny, jesienny poranek. Świetnie się bawicie, skacząc beztrosko po okolicznych kałużach. W tym samym czasie przechodzą obok Was dwie dziewczynki z rodzicami. Jedna z nich podbiega do Waszego dziecka i mówi charakterystycznie wrednym głosem: „Nananana nienawidzimy Cię – i załatwimy Cię”.

Generalnie we mnie, jako w matce w jednej sekundzie gotuje się i na samą myśl trudno jest mi zapanować nad emocjami. W pierwszym momencie niewiele się zastanawiając, miałabym ochotę, tak zwyczajnie po ludzku zareagować, komentując takie zachowanie w niecenzuralny sposób 😉

Jesteśmy jednak dorośli i właśnie w takich sytuacjach dobrze byłoby, gdybyśmy wykazali się przypisywaną nam dojrzałością. Wyrozumiałość i empatia, to nimi powinniśmy się kierować…

Powiedziała co wiedziała… Brzmi nieco jak sience fiction?

Jak często macie wrażenie, że pewne rzeczy nie dzieją się naprawdę, że rodzicielstwo jest niczym tragikomedia? No właśnie, to jeden z tych momentów, kiedy podejmujemy próbę, z której to my mamy wyjść cało 😉

Powyższy przykład stanowi lightową wersję tego, co potrafi zaserwować dziecko dziecku.

Zatem skoro nie możemy uchronić naszego szkraba przed konfrontacją, to co możemy zrobić, by go zabezpieczyć?

Agresywna kolej rzeczy?

Najpopularniejszą formą rozwiązywania konfliktów wśród dzieci jest agresja. W większości przypadków nie jest ona zaplanowanym działaniem…wynika z niedojrzałości układu emocjonalnego, braku możliwości i umiejętności zapanowania nad emocjami (więcej na ten temat przeczytacie tutaj). Niezależnie jednak od przyczyny agresywnego zachowania nic nie usprawiedliwia i nie daje przyzwolenia do poniżania i krzywdzenia ani naszego, ani żadnego innego dziecka.

Wracając pamięcią do przytoczonej sytuacji i biorąc pod uwagę powyższe, możemy się domyślać, że owa trzylatka miała słabszy dzień, a skumulowane emocje wyładowała na postronnym dziecku. Widok świetnej zabawy, w jej ulubionej kałuży był nie do przełknięcia.

Rodzicielskie wsparcie

Idealnie byłoby, gdyby nasz malec potrafił sam poradzić sobie w takiej sytuacji. Tu właśnie pojawia się zadanie dla nas. Każdy bez wyjątku powinien nauczyć się stawać we własnej obronie, wyznaczać granice i podejmować odpowiednie działanie.

Oto kilka wskazówek, jak pomóc w tym swojemu dziecku.

Modeluj odpowiednią reakcję Twojego dziecka 

Dzieci najszybciej uczą się przez obserwację i naśladowanie, dlatego naszym zadaniem jest zaprezentować im, jak powinny się zachować w określonej sytuacji. Nawet wtedy, gdy nie jest to proste i wymaga od nas sporego zaangażowania. Nie ma lepszej okazji niż nasza codzienność. Dlatego podczas spaceru zwrócimy się do małej napastniczki w następujący sposób:

"Wydaje mi się, że jesteś zdenerwowana. Czy to, co mówisz oznacza, że nie chcesz, żeby inne dzieci bawiły się w kałużach?" 

Oczywiście nie będziemy angażować się w rozmowę z każdym rozwścieczonym nieznajomym. Warto jednak byśmy w trudnych sytuacjach mieli z tyłu głowy fakt, że często człowiek „niegrzecznie, wkurzająco czy wrednie” się zachowuje, chcąc zaznaczyć swoją pozycję społeczną, miejsce w grupie czy obejmowane terytorium.

Jest to niemal instynktowny mechanizm obronny, który włącza się w sytuacji potencjalnego zagrożenia lub przeciążenia, bo wtedy nie posiadamy odpowiednich zasobów, by utrzymać samokontrolę.

Warto więc zapanować nad sobą i nie reagować w ten sam sposób, co agresor.

Zagłaskać kotka...

Okazując atakującemu zrozumienie dla jego obaw sprawiamy, że czuje się mniej zagrożony, a tym samym mniej skłonny do walki i mniej groźny. Zatem najlepszym sposobem jest odkrycie kart, nazwanie spraw po imieniu i okazanie wyrozumiałości.

agresja wśród dzieci kałuże

Prowadząc w ten sposób rozmowę z dzieckiem, które rzecz jasna 😉 ma powody, by czuć się nieszczęśliwym, możemy rozbroić je niczym saper tykającą bombę. Używając parafrazy, czyli opowiadając swoimi słowami o tym, co widzimy i słyszymy, pomagamy maluchowi zrozumieć zaistniałą sytuację i poznać towarzyszące jej emocje.

"Wydaje mi się, że trudno jest dzielić się, szczególnie jeśli dotyczy to tak głębokiej kałuży, prawda? Skakanie po niej, to taka fajna zabawa. Nie martw się, jest mnóstwo kałuż, abyśmy wszyscy mogli się w nich bawić."

Im milsi i bardziej empatyczni jesteśmy, tym łagodniejszą reakcję przybiera dziecko. Być może taka forma rozmowy wywoła uśmiech na jego twarzy i zachęci do wspólnego skakania po kałużach? Jeżeli swoim spokojem wprawimy w osłupienie małego agresora, to przynajmniej zmniejszymy panujące napięcie i wykorzystamy szansę na zademonstrowanie naszemu malcowi jednego ze sposobów nieagresywnej reakcji.

To nie jest łatwe doświadczenie, dla żadnej ze stron. Jednak dzięki spokojnemu podejściu, dla naszego dziecka, ta sytuacja przyjmie łatwiejszą do „przetrawienia” formę.

Zapewnij swoje dziecko, że jest bezpieczne

To, co konieczne w takiej sytuacji, to zapewnienie naszego malucha o tym, że nic mu nie grozi:

„Ta dziewczynka denerwuje się, ponieważ bawimy się w tej kałuży… Nie martw się… Jestem tu z Tobą i nikomu nic się nie stanie. Kałuż jest mnóstwo i dla każdego znajdzie się miejsce.”

Nie ma nic złego w tym, a nawet dobrze, jeśli to drugie dziecko usłyszy naszą rozmowę. Po prostu nazwaliśmy rzeczy po imieniu, co również pomaga uporządkować wydarzenia atakującemu dziecku.

 Jeśli mały napastnik nadal reaguje agresywnie…

Jeżeli dziecko w dalszym ciągu mówi coś niewłaściwego, np.

"Nie, nie zgadzam się, to są NASZE kałuże!"
 lub stanowczym krokiem porusza się w kierunku naszego maluchamusimy go chronić - stając między nimi. W takiej sytuacji dodatkowo warto jest wzmocnić postawioną granicę, mówiąc stanowczym głosem:

"Wiem, że trudno jest się podzielić miejscem do zabawy, ale kałuże są dla KAŻDEGO… Zrobimy tu miejsce dla Ciebie, żebyś również mogła po nich skakać.” 

Wspieraj dziecko w podróży do obrony swoich granic…

W sytuacji, gdy inne dziecko narusza granice naszego malucha przez popychanie lub zabieranie mu czegoś z rąk, powinniśmy jasno i otwarcie dać swojemu szkrabowi pozwolenie na samodzielne postawienie granicy. Łagodnym głosem mówiąc:

"Wszystko w porządku, możesz śmiało powiedzieć, co czujesz, czego chcesz bądź czego sobie nie życzysz: "Nie popychaj mnie” lub "Teraz ja się tym bawię, więc nie możesz jej mieć, gdy skończę dam tę zabawkę Tobie.”

Oficjalnie tego nie napiszę, ale w takich sytuacjach chciałoby się odwdzięczyć "małej wredocie" tym samym…

Jeśli to konieczne, odwołaj się do osoby dorosłej towarzyszącej małemu agresorowi 

Oczywiście nie jest naszą intencją wchodzenie w spór z innym dorosłym bądź podważanie efektów jego kompetencji rodzicielskich. Dlatego też najlepiej jest powiedzieć wprost o swoich oczekiwaniach oraz obserwacjach mówiąc:

"Widzę, że Twoja córka uwielbia tę kałużę i chciałaby ją mieć na wyłączność. W tej chwili my w niej urzędujemy i jak tylko skończymy, będzie mogła bawić się w niej sama.”

Jak sądzicie, jaka będzie reakcja opiekuna napastniczki? W tym samym momencie większość rodziców wraz ze swoją pociechą przechodzą popluskać się w innej, okolicznej kałuży 😉

Pomóż dziecku przepracować swoje uczucia 

Przerażające dla dziecka jest doświadczenie agresji ze strony drugiego człowieka, niezależnie czy jest nim osoba dorosła czy też jego rówieśnik.

agresja u dzieci wsparcie

Dlatego, gdy tylko napotkana rodzina się oddali, powinniśmy podjąć rozmowę na temat tego, co się wydarzyło:

"To było trudne, prawda? ... Myślę, że ta dziewczynka musiała mieć niemiły poranek… A co Ty o tym sądzisz?" 
 Jeżeli malec wydaje się być zdenerwowany i podczas konfrontacji widoczne było, że nie wiedział, jak się zachować, warto zachęcić go do zabawy w scenki. Odegrać role dzięki czemu smyk zyska doświadczenie mówienia o swoich potrzebach i wyznaczania granic. Pamiętajmy, że ważna jest również modulacja głosu przez naszego szkraba.

Nadopiekuńcza matka...

Część z Was być może pomyśli sobie, że tego typu rodzicielskie zaangażowanie jest przejawem nadopiekuńczości. Inni skwitują, że 

„nie ma co przesadzać. Nas też nikt za rączkę nie prowadził i jakoś wyszliśmy na ludzi.”

Owszem, nie twierdzę, że gdy zostawimy dziecko samemu sobie, to ono sobie nie poradzi. Intryguje mnie natomiast jedno, dlaczego oczekujemy od dzieci, że będą automatycznie wiedziały, jak radzić sobie z trudnymi sytuacjami? Przecież większość z nas-dorosłych tego nie wie, to skąd taki malec ma uzyskać owe olśnienie? Dlaczego mielibyśmy zostawić nasze dzieci bez wzorców, wskazówek dotyczących tego najważniejszego obszaru rozwoju? Osobiście uważam, że w kształtowanie umiejętności społecznych naszych dzieci powinniśmy być tak samo zaangażowani, jak w naukę korzystania z nocnika czy pisania. Na początku powinniśmy nieustannie być zwarci i gotowi do działania, z czasem stopniowo wycofamy się, aż przejdziemy w tryb spoczynku 😉

A następnie…?

Następnie zróbmy wszystko, by dostarczyć naszemu maluchowi jak największą dawkę dobrej zabawy i śmiechu. Wszystko po to, by rozproszyć negatywne emocje i obawy związane z aferą „kałuża gate”.

To, co możemy zrobić dla naszych dzieci, to uwierzyć w nie, chwalić, wspierać, być przy nich – jednym słowem sprawić, by nabrały pewności siebie. Asertywność to nie tylko stosowanie wyuczonych zwrotów, to przede wszystkim odpowiednia postawa, która kształtuje się na przestrzeni wielu lat, jest w nas niemal wyryta. Dlatego nie tłummy w dzieciach potrzeby zgłaszania sprzeciwu, wyrażenia swojego zdania, mówienia o swoich potrzebach, pozwólmy im być sobą. Bo skoro kontakt ze sprawcą agresji jest nieunikniony, a my nie zawsze będziemy w pobliżu, by ochronić naszą pociechę, to ona będzie musiała samodzielnie stawić mu czoła.  Odpowiednia reakcja, będąca wyraźnym sprzeciwem i pokazaniem oprawcy, że nie jest się ofiarą, stanowi bardzo skuteczną broń w ręku dziecka, którą możemy mu podarować…

 

 


samoakceptacja

Doskonale niedoskonali. Dlaczego nie potrafimy zaakceptować siebie

Każdy z nas miewa gorsze i lepsze dni, w zależności od naszego nastawienia świat wydaje się bardziej lub mniej przyjazny. Podobnie sprawa się ma z podejściem do siebie samego, bywa, że nie cenimy siebie zbyt wysoko. To zupełnie naturalne i nie ma w tym nic dziwnego ani złego, że mamy wątpliwości na swój temat, że nie wszystkie cechy naszego charakteru czy wyglądu nam się podobają. Co innego natomiast jeżeli popadamy w skrajny samo zachwyt, bądź ciągłą pogardę, to może świadczyć o występowaniu pewnych zaburzeń, które szerzej opisze innym razem.

To na co powinniśmy zwrócić uwagę, to odróżnienie chwilowego obniżenia nastroju i gorszego samopoczucia, od permanentnego krytykowania siebie, umniejszania swojej wartości i zatruwania sobie prostych życiowych przyjemności. Gdy tak się dzieje do gry wkraczają kompleksy, które swym zasięgiem przekraczają okazjonalne niezadowolenie.

Czym zatem jest samoakceptacja?

Posługując się określeniem samoakceptacji, nie mam na myśli skrajnego naturalizmu, głoszącego hasło „jakim mnie Panie stworzyłeś, takim mnie masz” i pałania zachwytem do nóżek prezentujących się niczym te u sarenki (i nie chodzi o ich zgrabność). Nie jest to również egotyzm, gdzie zachwytem napawałby nas każdy oddech wydobywający się z naszej „boskiej piersi”. Co to, to nie…

Samoakceptacja to pogodzenie się z tym, jacy jesteśmy, z naszą prawdziwą naturą, wolną od idei i wyobrażeń na temat tego, kim jesteśmy lub kim powinniśmy być. To danie sobie przyzwolenia na popełnianie błędów i wyciąganie z nich wniosków.  Akceptacja to coś więcej niż tolerancja, to obiektywne spojrzenie na sytuację, realna ocena. Co ciekawe, akceptacja to również wstęp do zmian, bo nawet jeśli w danej chwili rzeczy są takie, jakie są, a nie takie, jakie chcielibyśmy, żeby były, to wszystko może ulec zmianie.

Może się wydawać, że to nic wielkiego, to żaden problem spojrzeć w lustro i pomyśleć „lubię siebie i swoje życie”. A jednak dla wielu z nas nie jest to proste, wręcz przeciwnie, wydaje się być nieosiągalne. Istnieje wiele przeszkód, impulsów, bodźców, które wpływają na nas, nasze zachowanie i na to, jak postrzegamy siebie i otaczający nas świat.

Kim jesteśmy?

Kiedyś usłyszałam zdanie, które zapadło mi w pamięci:

To, co wiemy o sobie, to obrazy, spostrzeżenia i wyobrażenia na nasz temat, które przekazują nam inne osoby. Dlatego myśląc, że nie lubisz siebie, tak naprawdę czujesz niechęć do tych, nierzeczywistych wyobrażeń na swój temat, a nie do swojego, prawdziwego „ja”.

Niesamowitą trudność stanowi osiągnięcie takiego poziomu świadomości, by zdać sobie z tego sprawę.

Nie łatwe jest również danie sobie przyzwolenia na bycie sobą, na zrzucenie przebrania, w które ubierano nas przez lata, które nas uwiera w tyłek i w którym nie jest nam do twarzy.

samoakceptacja_niska_samoocena

W pogodni za ideałem

Perfekcja, dążenie do ideału i porównywanie się z innymi to prosta droga do frustracji, niezadowolenia i kompleksów. Jak wskazują badania, nie trzeba się wielce wysilać, żeby się ich nabawić, gdyż kompleksy mogą dotyczyć praktycznie każdej sfery naszego życia, wystarczy tylko dać im pożywkę, by z łatwością zagościły w naszych głowach. To, czego dotyczą najczęściej to: własna kultura, umiejętność poprawnego wysławiania się, zdolności intelektualne i wygląd.

Kanony, trendy, zasady

Samoakceptacja wymaga od nas dużej świadomości i pracy. Trudno jest poczuć się dobrze z samym sobą, dostrzec, to jacy jesteśmy naprawdę, kiedy od wczesnego dzieciństwa, zewsząd doświadczamy różnorodnych nacisków, borykamy się z postawionymi zadaniami, dopasowujemy do istniejących trendów.

Na naszą samoocenę i postrzeganie siebie ma wpływ wiele zmiennych: edukacja, wychowanie, opinie innych osób na nasz temat, presja mediów i kultury, a także nasza skłonność do osądzania. Lubimy osądzać innych, ale również siebie – wtedy też często bywamy dla siebie zbyt surowi.

Dlaczego tak ciężko zaakceptować siebie?

Rodzimy się w społeczeństwie, w którym funkcjonowanie opiera się na społecznym uznaniu słuszności naszego postępowania i zewnętrznym potwierdzeniu wartości. W efekcie od początku koncentrujemy się i dążymy do uzyskania akceptacji naszego otoczenia, spełnienia oczekiwań, dopasowania się do obowiązującego kanonu, trendu czy stylu (więcej na ten temat przeczytacie tutaj >> klik).

Jako dzieci darzymy bezgranicznym zaufaniem naszych rodziców, polegamy na ich opinii i słuchamy wskazówek. Kłopociki pojawiają się, gdy wskazówki zmieniają się w nakazy, a nasze pragnienia ustępują miejsca spełnianiu oczekiwań naszych bliskich.
Któż z nas nie zna historii dzieci realizujących niespełnione marzenia swoich rodziców i zaspakajających ich wyśrubowane ambicje (o niewystarczająco dobrych dzieciach przeczytacie tutaj).

Przecież niedopuszczalne jest, żeby w prawniczej rodzinie, latorośl mogła poświęcić się akrobatyce artystycznej…

Samoakceptacja vs opinia innych

W taki oto sposób, niepostrzeżenie szala samoakceptacji przechyla się w kierunku zewnętrznego warunkowania, zależnego od oceny i poglądów innych osób. W coraz mniejszym stopniu liczy się to, co sami o sobie myślimy i na co mamy ochotę, a coraz ważniejsza jest dla nas opinia innych osób.

Zastanawiamy się, jak nas ocenią? Jakie wrażenie na nich zrobimy? Czy nas zaakceptują, polubią? Zaczynamy spoglądać na siebie przez pryzmat dopasowania do ich wyobrażeń na nasz temat.
Im dłużej tkwimy w schemacie takich zachowań, tym trudniej jest nam je zmienić. Oceniając i krytykując siebie, nieustannie próbując dopasować się do tego, co jest uznawane za „właściwe”, wpędzamy się w stan ciągłego niezadowolenia. Jak długo można żyć w pogoni za wyimaginowanym sobą?

Spoglądając na to z boku, wypadałoby się zastanowić nad tym, czym jest to „właściwe”, pożądane przez innych „ja”? Kto ustala i decyduje o tym, co jest odpowiednie, a co nie? Na jakiej podstawie i dlaczego?

Pytań pojawia się niezliczona ilość. Jednoznacznych odpowiedzi brak.

Co się dzieje w sytuacji, gdy warunkujemy swoją samoocenę od akceptacji osób, które również nie akceptują samych siebie?

Czy w ten sposób przyczyniamy się do powstawania pozornie doskonałego społeczeństwa, powierzchownego i nieautentycznego? Wszyscy udajemy, że jesteśmy kimś, kim w rzeczywistości nie jesteśmy…

Wow trudne to spełnianie cudzych oczekiwań…można się pogubić, kto tu w końcu kim jest i co spełnia? Hmm…

Koniec końców kręcimy się w kółko, próbując zadowolić kogoś, kto tak naprawdę nie istnieje. Wszystkie kryteria, stanowią subiektywne pomysły i wyobrażenia innych osób, które przed laty zostały w nas wkodowane niczym schemat, a teraz systematyczne są podsycane.

Być człowiekiem...

Słyszałam kiedyś, że rzemieślnicy tkający przepiękne dywany w Maroku zawsze wplatają w swoje dzieła jedną „fałszywą” nitkę na znak tego, że idealny może być tylko Bóg, nie człowiek. Podobny wydźwięk ma zwrot powtarzany w obliczu niepowodzenia, mówiący „nie przejmuj się, przecież jesteś tylko człowiekiem”. Uznanie człowieczeństwa polega na zrozumieniu faktu, że nie jesteśmy doskonali i mamy prawo do popełniania błędów. To wcale nie oznacza, że jesteśmy nieudacznikami (choć czasem możemy się tak czuć) lub, że nie zasługujemy na kolejną szansę i na to, co przynosi nam kolejny dzień.

samoakceptacja, kobieta

Uczucia zwątpienia, beznadziejności, niewystarczalności są naturalnie wpisane w ludzkie funkcjonowanie i świadczą o nadchodzących zmianach i rozwoju. Dotyczą każdego z nas, również osób o wysokim poczuciu własnej wartości, które też mają wątpliwości na swój temat i ponoszą porażki. To, co odróżnia je od osób o niskiej samoocenie, to umiejętność wzięcia na klatę zaistniałej sytuacji. Zwyczajnie akceptują porażki, uznają je za kolejne doświadczenie, a fakt, że są niedoskonali w pewnych sprawach, nie wpływa na ich ogólne mniemanie o sobie.

Doskonale niedoskonali

Gdy przychodzimy na świat, jesteśmy autentyczni. Jako dzieci nigdy nie udajemy kogoś, kim nie jesteśmy, chcemy bawić się, odkrywać świat, kochać. Nikt nas tego nie uczy, tacy po prostu jesteśmy. Wszystko jest tak, jak być powinno, do momentu, w którym na etapie socjalizacji poprzez edukację i kulturę dowiadujemy się, co należy robić, by zostać „kimś” …

No tak, to nieoceniona wiedza, bo któż z nas nie chciałby być „kimś”? Yhyyyy, a właściwie „kimś”, czyli kim mielibyśmy zostać?

Nasuwa się również kolejne pytanie: Czy powyższe oznacza, że bez tej całej otoczki jesteśmy nikim?

Podświadomie otrzymujemy komunikat, że musimy się przystosować, by spełniać określone, społeczne standardy, wtedy będziemy uchodzić za kogoś… no właśnie za kogoś - tam będziemy uchodzić 😉.

Wprowadzę nieco przekory, bo może warto zmienić sposób myślenia o sobie?

Może warto dostrzec i nie obawiać się, przyznać, że jesteśmy idealni i doskonali.

Nie chodzi tu o skrajne przekonanie o swojej zajebistości. Tylko o to, że jesteśmy wystarczająco dobrzy – tacy, jacy jesteśmy. Prości, zwykli, naturalni, spontaniczni…autentyczni. Jesteśmy tacy, jacy powinniśmy być. Czyż nie wtedy właśnie jesteśmy „kimś”, bo jesteśmy sobą?

W jaki sposób pracować nad samoakceptacją?

  • Zacznij spoglądać na siebie i myśleć o sobie w bardziej przychylny sposób. Nie ma osób, które nie popełniają błędów. To, co wydaje Ci się Twoją słabością bądź wadą, może okazać się Twoim atutem, mocną stroną i cechą charakterystyczną.
  • Zrób bilans, zapisz wszystkie swoje mocne strony. To ten czas, kiedy nie powinnaś być skromna, nie umniejszaj swoich zalet.
  • Przestań zastanawiać się nad tym, co pomyślą inni. Teraz najważniejsze jest to, co ty myślisz i czujesz. Wysłuchaj się w siebie i swoje potrzeby.
  • Staraj się nie porównywać z innymi. Jeśli chcesz, to porównuj się tylko do siebie samej. Pozwoli Ci, to monitorować swój rozwój i efekty pracy nad sobą.
  • Pozwól sobie popełniać błędy i naucz się wyciągać z nich wnioski.
  • Ujarzmij swojego wewnętrznego krytyka. Pracuj nad tym, by nie być dla siebie zbyt wymagającą.
  • Pamiętaj, że pracując nad sobą, rozwijasz swoje umiejętności, możesz być coraz lepszą, jeśli tylko zechcesz.

To, w jaki sposób postrzegamy siebie, kim naprawdę jesteśmy, jest niezwykle ważne dla naszego komfortu psychicznego i dobrego samopoczucia. Dostrzeżenie siebie i zaakceptowanie takim, jakim się jest, pozwala wyznaczać i realizować własne cele, marzenia i pragnienia. Pozwala odnaleźć wewnętrzne, życiowe powołanie, zawalczyć o spełnienie, satysfakcję, szczęście i spokój. Wreszcie daje możliwość przeżycia swojego życia, według własnych reguł, pozostających w zgodzie z naszym prawdziwym „ja”.

Jakie są Wasze doświadczenia z poczuciem wartości, samoakceptacją i pewnością siebie?
Podzielcie się ze mną nimi w komentarzu poniżej tekstu.

Ściskam,

Karolina