Doskonale niedoskonali. Dlaczego nie potrafimy zaakceptować siebie

Każdy z nas miewa gorsze i lepsze dni, w zależności od naszego nastawienia świat wydaje się bardziej lub mniej przyjazny. Podobnie sprawa się ma z podejściem do siebie samego, bywa, że nie cenimy siebie zbyt wysoko. To zupełnie naturalne i nie ma w tym nic dziwnego ani złego, że mamy wątpliwości na swój temat, że nie wszystkie cechy naszego charakteru czy wyglądu nam się podobają. Co innego natomiast jeżeli popadamy w skrajny samo zachwyt, bądź ciągłą pogardę, to może świadczyć o występowaniu pewnych zaburzeń, które szerzej opisze innym razem.

To na co powinniśmy zwrócić uwagę, to odróżnienie chwilowego obniżenia nastroju i gorszego samopoczucia, od permanentnego krytykowania siebie, umniejszania swojej wartości i zatruwania sobie prostych życiowych przyjemności. Gdy tak się dzieje do gry wkraczają kompleksy, które swym zasięgiem przekraczają okazjonalne niezadowolenie.

Czym zatem jest samoakceptacja?

Posługując się określeniem samoakceptacji, nie mam na myśli skrajnego naturalizmu, głoszącego hasło „jakim mnie Panie stworzyłeś, takim mnie masz” i pałania zachwytem do nóżek prezentujących się niczym te u sarenki (i nie chodzi o ich zgrabność). Nie jest to również egotyzm, gdzie zachwytem napawałby nas każdy oddech wydobywający się z naszej „boskiej piersi”. Co to, to nie…

Samoakceptacja to pogodzenie się z tym, jacy jesteśmy, z naszą prawdziwą naturą, wolną od idei i wyobrażeń na temat tego, kim jesteśmy lub kim powinniśmy być. To danie sobie przyzwolenia na popełnianie błędów i wyciąganie z nich wniosków.  Akceptacja to coś więcej niż tolerancja, to obiektywne spojrzenie na sytuację, realna ocena. Co ciekawe, akceptacja to również wstęp do zmian, bo nawet jeśli w danej chwili rzeczy są takie, jakie są, a nie takie, jakie chcielibyśmy, żeby były, to wszystko może ulec zmianie.

Może się wydawać, że to nic wielkiego, to żaden problem spojrzeć w lustro i pomyśleć „lubię siebie i swoje życie”. A jednak dla wielu z nas nie jest to proste, wręcz przeciwnie, wydaje się być nieosiągalne. Istnieje wiele przeszkód, impulsów, bodźców, które wpływają na nas, nasze zachowanie i na to, jak postrzegamy siebie i otaczający nas świat.

Kim jesteśmy?

Kiedyś usłyszałam zdanie, które zapadło mi w pamięci:

[su_quote]To, co wiemy o sobie, to obrazy, spostrzeżenia i wyobrażenia na nasz temat, które przekazują nam inne osoby. Dlatego myśląc, że nie lubisz siebie, tak naprawdę czujesz niechęć do tych, nierzeczywistych wyobrażeń na swój temat, a nie do swojego, prawdziwego „ja”.[/su_quote]
Niesamowitą trudność stanowi osiągnięcie takiego poziomu świadomości, by zdać sobie z tego sprawę.

Nie łatwe jest również danie sobie przyzwolenia na bycie sobą, na zrzucenie przebrania, w które ubierano nas przez lata, które nas uwiera w tyłek i w którym nie jest nam do twarzy.

samoakceptacja_niska_samoocena

W pogodni za ideałem

Perfekcja, dążenie do ideału i porównywanie się z innymi to prosta droga do frustracji, niezadowolenia i kompleksów. Jak wskazują badania, nie trzeba się wielce wysilać, żeby się ich nabawić, gdyż kompleksy mogą dotyczyć praktycznie każdej sfery naszego życia, wystarczy tylko dać im pożywkę, by z łatwością zagościły w naszych głowach. To, czego dotyczą najczęściej to: własna kultura, umiejętność poprawnego wysławiania się, zdolności intelektualne i wygląd.

Kanony, trendy, zasady

Samoakceptacja wymaga od nas dużej świadomości i pracy. Trudno jest poczuć się dobrze z samym sobą, dostrzec, to jacy jesteśmy naprawdę, kiedy od wczesnego dzieciństwa, zewsząd doświadczamy różnorodnych nacisków, borykamy się z postawionymi zadaniami, dopasowujemy do istniejących trendów.

Na naszą samoocenę i postrzeganie siebie ma wpływ wiele zmiennych: edukacja, wychowanie, opinie innych osób na nasz temat, presja mediów i kultury, a także nasza skłonność do osądzania. Lubimy osądzać innych, ale również siebie – wtedy też często bywamy dla siebie zbyt surowi.

Dlaczego tak ciężko zaakceptować siebie?

Rodzimy się w społeczeństwie, w którym funkcjonowanie opiera się na społecznym uznaniu słuszności naszego postępowania i zewnętrznym potwierdzeniu wartości. W efekcie od początku koncentrujemy się i dążymy do uzyskania akceptacji naszego otoczenia, spełnienia oczekiwań, dopasowania się do obowiązującego kanonu, trendu czy stylu (więcej na ten temat przeczytacie tutaj >> klik).

Jako dzieci darzymy bezgranicznym zaufaniem naszych rodziców, polegamy na ich opinii i słuchamy wskazówek. Kłopociki pojawiają się, gdy wskazówki zmieniają się w nakazy, a nasze pragnienia ustępują miejsca spełnianiu oczekiwań naszych bliskich.
Któż z nas nie zna historii dzieci realizujących niespełnione marzenia swoich rodziców i zaspakajających ich wyśrubowane ambicje (o niewystarczająco dobrych dzieciach przeczytacie tutaj).

Przecież niedopuszczalne jest, żeby w prawniczej rodzinie, latorośl mogła poświęcić się akrobatyce artystycznej…

Samoakceptacja vs opinia innych

W taki oto sposób, niepostrzeżenie szala samoakceptacji przechyla się w kierunku zewnętrznego warunkowania, zależnego od oceny i poglądów innych osób. W coraz mniejszym stopniu liczy się to, co sami o sobie myślimy i na co mamy ochotę, a coraz ważniejsza jest dla nas opinia innych osób.

Zastanawiamy się, jak nas ocenią? Jakie wrażenie na nich zrobimy? Czy nas zaakceptują, polubią? Zaczynamy spoglądać na siebie przez pryzmat dopasowania do ich wyobrażeń na nasz temat.
Im dłużej tkwimy w schemacie takich zachowań, tym trudniej jest nam je zmienić. Oceniając i krytykując siebie, nieustannie próbując dopasować się do tego, co jest uznawane za „właściwe”, wpędzamy się w stan ciągłego niezadowolenia. Jak długo można żyć w pogoni za wyimaginowanym sobą?

Spoglądając na to z boku, wypadałoby się zastanowić nad tym, czym jest to „właściwe”, pożądane przez innych „ja”? Kto ustala i decyduje o tym, co jest odpowiednie, a co nie? Na jakiej podstawie i dlaczego?

Pytań pojawia się niezliczona ilość. Jednoznacznych odpowiedzi brak.

Co się dzieje w sytuacji, gdy warunkujemy swoją samoocenę od akceptacji osób, które również nie akceptują samych siebie?

Czy w ten sposób przyczyniamy się do powstawania pozornie doskonałego społeczeństwa, powierzchownego i nieautentycznego? Wszyscy udajemy, że jesteśmy kimś, kim w rzeczywistości nie jesteśmy…

Wow trudne to spełnianie cudzych oczekiwań…można się pogubić, kto tu w końcu kim jest i co spełnia? Hmm…

Koniec końców kręcimy się w kółko, próbując zadowolić kogoś, kto tak naprawdę nie istnieje. Wszystkie kryteria, stanowią subiektywne pomysły i wyobrażenia innych osób, które przed laty zostały w nas wkodowane niczym schemat, a teraz systematyczne są podsycane.

Być człowiekiem…

Słyszałam kiedyś, że rzemieślnicy tkający przepiękne dywany w Maroku zawsze wplatają w swoje dzieła jedną „fałszywą” nitkę na znak tego, że idealny może być tylko Bóg, nie człowiek. Podobny wydźwięk ma zwrot powtarzany w obliczu niepowodzenia, mówiący „nie przejmuj się, przecież jesteś tylko człowiekiem”. Uznanie człowieczeństwa polega na zrozumieniu faktu, że nie jesteśmy doskonali i mamy prawo do popełniania błędów. To wcale nie oznacza, że jesteśmy nieudacznikami (choć czasem możemy się tak czuć) lub, że nie zasługujemy na kolejną szansę i na to, co przynosi nam kolejny dzień.

samoakceptacja, kobieta

Uczucia zwątpienia, beznadziejności, niewystarczalności są naturalnie wpisane w ludzkie funkcjonowanie i świadczą o nadchodzących zmianach i rozwoju. Dotyczą każdego z nas, również osób o wysokim poczuciu własnej wartości, które też mają wątpliwości na swój temat i ponoszą porażki. To, co odróżnia je od osób o niskiej samoocenie, to umiejętność wzięcia na klatę zaistniałej sytuacji. Zwyczajnie akceptują porażki, uznają je za kolejne doświadczenie, a fakt, że są niedoskonali w pewnych sprawach, nie wpływa na ich ogólne mniemanie o sobie.

Doskonale niedoskonali

Gdy przychodzimy na świat, jesteśmy autentyczni. Jako dzieci nigdy nie udajemy kogoś, kim nie jesteśmy, chcemy bawić się, odkrywać świat, kochać. Nikt nas tego nie uczy, tacy po prostu jesteśmy. Wszystko jest tak, jak być powinno, do momentu, w którym na etapie socjalizacji poprzez edukację i kulturę dowiadujemy się, co należy robić, by zostać „kimś” …

No tak, to nieoceniona wiedza, bo któż z nas nie chciałby być „kimś”? Yhyyyy, a właściwie „kimś”, czyli kim mielibyśmy zostać?

Nasuwa się również kolejne pytanie: Czy powyższe oznacza, że bez tej całej otoczki jesteśmy nikim?

Podświadomie otrzymujemy komunikat, że musimy się przystosować, by spełniać określone, społeczne standardy, wtedy będziemy uchodzić za kogoś… no właśnie za kogoś – tam będziemy uchodzić 😉.

Wprowadzę nieco przekory, bo może warto zmienić sposób myślenia o sobie?

Może warto dostrzec i nie obawiać się, przyznać, że jesteśmy idealni i doskonali.

Nie chodzi tu o skrajne przekonanie o swojej zajebistości. Tylko o to, że jesteśmy wystarczająco dobrzy – tacy, jacy jesteśmy. Prości, zwykli, naturalni, spontaniczni…autentyczni. Jesteśmy tacy, jacy powinniśmy być. Czyż nie wtedy właśnie jesteśmy „kimś”, bo jesteśmy sobą?

W jaki sposób pracować nad samoakceptacją?

  • Zacznij spoglądać na siebie i myśleć o sobie w bardziej przychylny sposób. Nie ma osób, które nie popełniają błędów. To, co wydaje Ci się Twoją słabością bądź wadą, może okazać się Twoim atutem, mocną stroną i cechą charakterystyczną.
  • Zrób bilans, zapisz wszystkie swoje mocne strony. To ten czas, kiedy nie powinnaś być skromna, nie umniejszaj swoich zalet.
  • Przestań zastanawiać się nad tym, co pomyślą inni. Teraz najważniejsze jest to, co ty myślisz i czujesz. Wysłuchaj się w siebie i swoje potrzeby.
  • Staraj się nie porównywać z innymi. Jeśli chcesz, to porównuj się tylko do siebie samej. Pozwoli Ci, to monitorować swój rozwój i efekty pracy nad sobą.
  • Pozwól sobie popełniać błędy i naucz się wyciągać z nich wnioski.
  • Ujarzmij swojego wewnętrznego krytyka. Pracuj nad tym, by nie być dla siebie zbyt wymagającą.
  • Pamiętaj, że pracując nad sobą, rozwijasz swoje umiejętności, możesz być coraz lepszą, jeśli tylko zechcesz.

To, w jaki sposób postrzegamy siebie, kim naprawdę jesteśmy, jest niezwykle ważne dla naszego komfortu psychicznego i dobrego samopoczucia. Dostrzeżenie siebie i zaakceptowanie takim, jakim się jest, pozwala wyznaczać i realizować własne cele, marzenia i pragnienia. Pozwala odnaleźć wewnętrzne, życiowe powołanie, zawalczyć o spełnienie, satysfakcję, szczęście i spokój. Wreszcie daje możliwość przeżycia swojego życia, według własnych reguł, pozostających w zgodzie z naszym prawdziwym „ja”.

Jakie są Wasze doświadczenia z poczuciem wartości, samoakceptacją i pewnością siebie?
Podzielcie się ze mną nimi w komentarzu poniżej tekstu.

Ściskam,

Karolina

 

Dołącz do mnie na FACBOOKU

Najnowsze wpisy