samoakceptacja

Doskonale niedoskonali. Dlaczego nie potrafimy zaakceptować siebie

Każdy z nas miewa gorsze i lepsze dni, w zależności od naszego nastawienia świat wydaje się bardziej lub mniej przyjazny. Podobnie sprawa się ma z podejściem do siebie samego, bywa, że nie cenimy siebie zbyt wysoko. To zupełnie naturalne i nie ma w tym nic dziwnego ani złego, że mamy wątpliwości na swój temat, że nie wszystkie cechy naszego charakteru czy wyglądu nam się podobają. Co innego natomiast jeżeli popadamy w skrajny samo zachwyt, bądź ciągłą pogardę, to może świadczyć o występowaniu pewnych zaburzeń, które szerzej opisze innym razem.

To na co powinniśmy zwrócić uwagę, to odróżnienie chwilowego obniżenia nastroju i gorszego samopoczucia, od permanentnego krytykowania siebie, umniejszania swojej wartości i zatruwania sobie prostych życiowych przyjemności. Gdy tak się dzieje do gry wkraczają kompleksy, które swym zasięgiem przekraczają okazjonalne niezadowolenie.

Czym zatem jest samoakceptacja?

Posługując się określeniem samoakceptacji, nie mam na myśli skrajnego naturalizmu, głoszącego hasło „jakim mnie Panie stworzyłeś, takim mnie masz” i pałania zachwytem do nóżek prezentujących się niczym te u sarenki (i nie chodzi o ich zgrabność). Nie jest to również egotyzm, gdzie zachwytem napawałby nas każdy oddech wydobywający się z naszej „boskiej piersi”. Co to, to nie…

Samoakceptacja to pogodzenie się z tym, jacy jesteśmy, z naszą prawdziwą naturą, wolną od idei i wyobrażeń na temat tego, kim jesteśmy lub kim powinniśmy być. To danie sobie przyzwolenia na popełnianie błędów i wyciąganie z nich wniosków.  Akceptacja to coś więcej niż tolerancja, to obiektywne spojrzenie na sytuację, realna ocena. Co ciekawe, akceptacja to również wstęp do zmian, bo nawet jeśli w danej chwili rzeczy są takie, jakie są, a nie takie, jakie chcielibyśmy, żeby były, to wszystko może ulec zmianie.

Może się wydawać, że to nic wielkiego, to żaden problem spojrzeć w lustro i pomyśleć „lubię siebie i swoje życie”. A jednak dla wielu z nas nie jest to proste, wręcz przeciwnie, wydaje się być nieosiągalne. Istnieje wiele przeszkód, impulsów, bodźców, które wpływają na nas, nasze zachowanie i na to, jak postrzegamy siebie i otaczający nas świat.

Kim jesteśmy?

Kiedyś usłyszałam zdanie, które zapadło mi w pamięci:

To, co wiemy o sobie, to obrazy, spostrzeżenia i wyobrażenia na nasz temat, które przekazują nam inne osoby. Dlatego myśląc, że nie lubisz siebie, tak naprawdę czujesz niechęć do tych, nierzeczywistych wyobrażeń na swój temat, a nie do swojego, prawdziwego „ja”.

Niesamowitą trudność stanowi osiągnięcie takiego poziomu świadomości, by zdać sobie z tego sprawę.

Nie łatwe jest również danie sobie przyzwolenia na bycie sobą, na zrzucenie przebrania, w które ubierano nas przez lata, które nas uwiera w tyłek i w którym nie jest nam do twarzy.

samoakceptacja_niska_samoocena

W pogodni za ideałem

Perfekcja, dążenie do ideału i porównywanie się z innymi to prosta droga do frustracji, niezadowolenia i kompleksów. Jak wskazują badania, nie trzeba się wielce wysilać, żeby się ich nabawić, gdyż kompleksy mogą dotyczyć praktycznie każdej sfery naszego życia, wystarczy tylko dać im pożywkę, by z łatwością zagościły w naszych głowach. To, czego dotyczą najczęściej to: własna kultura, umiejętność poprawnego wysławiania się, zdolności intelektualne i wygląd.

Kanony, trendy, zasady

Samoakceptacja wymaga od nas dużej świadomości i pracy. Trudno jest poczuć się dobrze z samym sobą, dostrzec, to jacy jesteśmy naprawdę, kiedy od wczesnego dzieciństwa, zewsząd doświadczamy różnorodnych nacisków, borykamy się z postawionymi zadaniami, dopasowujemy do istniejących trendów.

Na naszą samoocenę i postrzeganie siebie ma wpływ wiele zmiennych: edukacja, wychowanie, opinie innych osób na nasz temat, presja mediów i kultury, a także nasza skłonność do osądzania. Lubimy osądzać innych, ale również siebie – wtedy też często bywamy dla siebie zbyt surowi.

Dlaczego tak ciężko zaakceptować siebie?

Rodzimy się w społeczeństwie, w którym funkcjonowanie opiera się na społecznym uznaniu słuszności naszego postępowania i zewnętrznym potwierdzeniu wartości. W efekcie od początku koncentrujemy się i dążymy do uzyskania akceptacji naszego otoczenia, spełnienia oczekiwań, dopasowania się do obowiązującego kanonu, trendu czy stylu (więcej na ten temat przeczytacie tutaj >> klik).

Jako dzieci darzymy bezgranicznym zaufaniem naszych rodziców, polegamy na ich opinii i słuchamy wskazówek. Kłopociki pojawiają się, gdy wskazówki zmieniają się w nakazy, a nasze pragnienia ustępują miejsca spełnianiu oczekiwań naszych bliskich.
Któż z nas nie zna historii dzieci realizujących niespełnione marzenia swoich rodziców i zaspakajających ich wyśrubowane ambicje (o niewystarczająco dobrych dzieciach przeczytacie tutaj).

Przecież niedopuszczalne jest, żeby w prawniczej rodzinie, latorośl mogła poświęcić się akrobatyce artystycznej…

Samoakceptacja vs opinia innych

W taki oto sposób, niepostrzeżenie szala samoakceptacji przechyla się w kierunku zewnętrznego warunkowania, zależnego od oceny i poglądów innych osób. W coraz mniejszym stopniu liczy się to, co sami o sobie myślimy i na co mamy ochotę, a coraz ważniejsza jest dla nas opinia innych osób.

Zastanawiamy się, jak nas ocenią? Jakie wrażenie na nich zrobimy? Czy nas zaakceptują, polubią? Zaczynamy spoglądać na siebie przez pryzmat dopasowania do ich wyobrażeń na nasz temat.
Im dłużej tkwimy w schemacie takich zachowań, tym trudniej jest nam je zmienić. Oceniając i krytykując siebie, nieustannie próbując dopasować się do tego, co jest uznawane za „właściwe”, wpędzamy się w stan ciągłego niezadowolenia. Jak długo można żyć w pogoni za wyimaginowanym sobą?

Spoglądając na to z boku, wypadałoby się zastanowić nad tym, czym jest to „właściwe”, pożądane przez innych „ja”? Kto ustala i decyduje o tym, co jest odpowiednie, a co nie? Na jakiej podstawie i dlaczego?

Pytań pojawia się niezliczona ilość. Jednoznacznych odpowiedzi brak.

Co się dzieje w sytuacji, gdy warunkujemy swoją samoocenę od akceptacji osób, które również nie akceptują samych siebie?

Czy w ten sposób przyczyniamy się do powstawania pozornie doskonałego społeczeństwa, powierzchownego i nieautentycznego? Wszyscy udajemy, że jesteśmy kimś, kim w rzeczywistości nie jesteśmy…

Wow trudne to spełnianie cudzych oczekiwań…można się pogubić, kto tu w końcu kim jest i co spełnia? Hmm…

Koniec końców kręcimy się w kółko, próbując zadowolić kogoś, kto tak naprawdę nie istnieje. Wszystkie kryteria, stanowią subiektywne pomysły i wyobrażenia innych osób, które przed laty zostały w nas wkodowane niczym schemat, a teraz systematyczne są podsycane.

Być człowiekiem...

Słyszałam kiedyś, że rzemieślnicy tkający przepiękne dywany w Maroku zawsze wplatają w swoje dzieła jedną „fałszywą” nitkę na znak tego, że idealny może być tylko Bóg, nie człowiek. Podobny wydźwięk ma zwrot powtarzany w obliczu niepowodzenia, mówiący „nie przejmuj się, przecież jesteś tylko człowiekiem”. Uznanie człowieczeństwa polega na zrozumieniu faktu, że nie jesteśmy doskonali i mamy prawo do popełniania błędów. To wcale nie oznacza, że jesteśmy nieudacznikami (choć czasem możemy się tak czuć) lub, że nie zasługujemy na kolejną szansę i na to, co przynosi nam kolejny dzień.

samoakceptacja, kobieta

Uczucia zwątpienia, beznadziejności, niewystarczalności są naturalnie wpisane w ludzkie funkcjonowanie i świadczą o nadchodzących zmianach i rozwoju. Dotyczą każdego z nas, również osób o wysokim poczuciu własnej wartości, które też mają wątpliwości na swój temat i ponoszą porażki. To, co odróżnia je od osób o niskiej samoocenie, to umiejętność wzięcia na klatę zaistniałej sytuacji. Zwyczajnie akceptują porażki, uznają je za kolejne doświadczenie, a fakt, że są niedoskonali w pewnych sprawach, nie wpływa na ich ogólne mniemanie o sobie.

Doskonale niedoskonali

Gdy przychodzimy na świat, jesteśmy autentyczni. Jako dzieci nigdy nie udajemy kogoś, kim nie jesteśmy, chcemy bawić się, odkrywać świat, kochać. Nikt nas tego nie uczy, tacy po prostu jesteśmy. Wszystko jest tak, jak być powinno, do momentu, w którym na etapie socjalizacji poprzez edukację i kulturę dowiadujemy się, co należy robić, by zostać „kimś” …

No tak, to nieoceniona wiedza, bo któż z nas nie chciałby być „kimś”? Yhyyyy, a właściwie „kimś”, czyli kim mielibyśmy zostać?

Nasuwa się również kolejne pytanie: Czy powyższe oznacza, że bez tej całej otoczki jesteśmy nikim?

Podświadomie otrzymujemy komunikat, że musimy się przystosować, by spełniać określone, społeczne standardy, wtedy będziemy uchodzić za kogoś… no właśnie za kogoś - tam będziemy uchodzić 😉.

Wprowadzę nieco przekory, bo może warto zmienić sposób myślenia o sobie?

Może warto dostrzec i nie obawiać się, przyznać, że jesteśmy idealni i doskonali.

Nie chodzi tu o skrajne przekonanie o swojej zajebistości. Tylko o to, że jesteśmy wystarczająco dobrzy – tacy, jacy jesteśmy. Prości, zwykli, naturalni, spontaniczni…autentyczni. Jesteśmy tacy, jacy powinniśmy być. Czyż nie wtedy właśnie jesteśmy „kimś”, bo jesteśmy sobą?

W jaki sposób pracować nad samoakceptacją?

  • Zacznij spoglądać na siebie i myśleć o sobie w bardziej przychylny sposób. Nie ma osób, które nie popełniają błędów. To, co wydaje Ci się Twoją słabością bądź wadą, może okazać się Twoim atutem, mocną stroną i cechą charakterystyczną.
  • Zrób bilans, zapisz wszystkie swoje mocne strony. To ten czas, kiedy nie powinnaś być skromna, nie umniejszaj swoich zalet.
  • Przestań zastanawiać się nad tym, co pomyślą inni. Teraz najważniejsze jest to, co ty myślisz i czujesz. Wysłuchaj się w siebie i swoje potrzeby.
  • Staraj się nie porównywać z innymi. Jeśli chcesz, to porównuj się tylko do siebie samej. Pozwoli Ci, to monitorować swój rozwój i efekty pracy nad sobą.
  • Pozwól sobie popełniać błędy i naucz się wyciągać z nich wnioski.
  • Ujarzmij swojego wewnętrznego krytyka. Pracuj nad tym, by nie być dla siebie zbyt wymagającą.
  • Pamiętaj, że pracując nad sobą, rozwijasz swoje umiejętności, możesz być coraz lepszą, jeśli tylko zechcesz.

To, w jaki sposób postrzegamy siebie, kim naprawdę jesteśmy, jest niezwykle ważne dla naszego komfortu psychicznego i dobrego samopoczucia. Dostrzeżenie siebie i zaakceptowanie takim, jakim się jest, pozwala wyznaczać i realizować własne cele, marzenia i pragnienia. Pozwala odnaleźć wewnętrzne, życiowe powołanie, zawalczyć o spełnienie, satysfakcję, szczęście i spokój. Wreszcie daje możliwość przeżycia swojego życia, według własnych reguł, pozostających w zgodzie z naszym prawdziwym „ja”.

Jakie są Wasze doświadczenia z poczuciem wartości, samoakceptacją i pewnością siebie?
Podzielcie się ze mną nimi w komentarzu poniżej tekstu.

Ściskam,

Karolina

 


Sekret kobiecej sensualności

Jak często zastanawiasz się nad tym, czego potrzebujesz? Ile razy pozwoliłaś sobie na chwilę przyjemności, zanim wykonałaś czekające na zrealizowanie zadania? Kiedy ostatni raz zrobiłaś coś tylko dla siebie?
Czy zadając sobie te pytania, czujesz się nieswojo? Zastanawiasz się nad tym jak bardzo takie zachowanie byłoby przejawem egoizmu?

No właśnie…większość z nas w rodzinnej hierarchii siebie stawia na ostatnim miejscu. Zatracone w codzienności, w pogodni za realizacją kolejnych obowiązków, dbając o ciepło domowego ogniska, staramy się być zawsze tam, gdzie być powinnyśmy – w tym wszystkim zapominamy o sobie. Pełnimy wiele ról, takich, które przywdziewamy z własnej woli, oraz tych, które zostają nam społecznie narzucone. Pokornie w nich trwamy, mimo że nie zawsze się z nimi zgadzamy. Bo tak trzeba, bo wypada, bo co powiedzieliby inni…

Do tego gdzieś po drodze pojawiają się wygórowane oczekiwania, presja pchająca nas w kierunku niedoścignionego i nierealnego ideału. Przecież każda z nas, każdego dnia powinna być kochająca, zaradna, odpowiedzialna, samowystarczalna, inteligentna, zabawna, empatyczna, obowiązkowa, uśmiechnięta, silna… i no właśnie jaka jeszcze?

Mogłabym wymieniać w nieskończoność, wystarczy jednak, że każda z nas potraktuje to jako wstęp do przemyśleń i dalszej dyskusji…

Siłaczki

Oczekiwania oczekiwaniami, a realne możliwości wywiązania się z nich, to już zupełnie inna kwestia. Żadna z nas nie twierdzi, że nie chciałaby być superwomen, wonderwomen, a nawet kobietą kotem… Ośmielę się stwierdzić, że w większości przypadków, wbrew przeciwnościom i przeszkodom, takie właśnie jesteśmy… Bez mrugnięcia oka realizujemy spoczywające na nas obowiązki.

Warto zastanowić się jednak, jakim kosztem udaje nam się sprostać postawionym wyzwaniom? Gdzie w tej codziennej gonitwie jest miejsce na nasze potrzeby? W jaki sposób będąc kochającą mamą i żoną, troskliwą córką, wspierającą przyjaciółką, sumienną współpracowniczką, perfekcyjną gospodynią, być również sobą? Jak zadbać o siebie, znaleźć czas by dostrzec SWOJE potrzeby, by z czystym sumieniem móc stwierdzić:

 #jestem tu dla Was, ale #jestem też dla siebie, dzięki czemu #jestem szczęśliwa.

Sensualność, czyli co?

Pojęcie to jest mniej oczywiste niż mogłoby się wydawać. Nie jesteśmy w stanie w jednoznaczny sposób zdefiniować sensualności, gdyż składa się na nią wiele cech i różnorodnych ich zestawień. Za jedno z takich połączeń możemy przyjąć kobiecą wrażliwość, emocjonalność i temperament. Jednak takich konfiguracji jest nieskończenie wiele i każda z nas jest sensualna na swój wyjątkowy sposób. Wystarczy, że pozwolimy sobie odnaleźć gdzieś tam wewnątrz te cechy, które sprawiają, że czujemy się dobrze same ze sobą.
Często sensualność jest utożsamiana z seksualnością i powierzchownością, nic bardziej mylnego…

jestem_sensualna_logo

Sensualność, o której mowa odzwierciedlana jest nie tylko w naszym wyglądzie, mowie ciała czy zachowaniu, ale przede wszystkim w nastawieniu, podejściu i sposobie odbierania otaczającego nas świata.

 Nie potrafię być SENSualna – blokady

Wspomniałam wcześniej, że sensualność to między innymi nasz stosunek i sposób odbierania tego, co dociera do nas z zewnątrz. Nie napisałam jednak o kluczowym elemencie, jakim jest nasze wnętrze, a dokładniej nasze nastawienie do samych siebie, do tego, co jest w nas wyjątkowe oraz tych cech, których w sobie nie lubimy…
Tu zaczynają się strome schody. W ramach wspinaczki do pokonania mamy kilka kondygnacji, ale wystarczy zrobić pierwszy krok, a potem już wejście po pozostałych stopniach będzie łatwiejsze.

Uwierz w siebie...

No właśnie, wiara w siebie, poczucie własnej wartości, to jak się postrzegamy, czego od siebie oczekujemy, w jaki sposób zwracamy się do samych siebie...

Niby to oczywista oczywistość, a jednak tak trudno teorię wprowadzić w życie. Dlaczego? Prawda jest taka, że na te obszary naszej osobowości ogromny wpływ mają doświadczenia, które zdobywamy na przestrzeni lat, począwszy od wczesnego dzieciństwa, aż po dorosłość.

Oczywiście podstawę stanowi nasza osobowość i indywidualne predyspozycje, jednak w dużej mierze na poczucie własnej wartości ma wpływ nasze otoczenie, sądy i opinie wypowiadane przez innych na nasz temat oraz to, w jaki sposób byłyśmy i jesteśmy traktowane.

Dlaczego o tym wspominam…dlatego, że sposób postrzegania siebie, to co o sobie myślimy, jak siebie traktujemy – są ściśle związane z naszą otwartością na nowe doświadczenia, z tym, jak się zachowujemy, na co sobie pozwalamy, ile korzyści, pięknych chwil, pozytywnych emocji będziemy w stanie zaczerpnąć z otaczającego nas świata.

Wszystko zaczyna się w głowie

Na szczęście nad poczuciem własnej wartości możemy pracować, nie jest ono nam dane na stałe. W dorosłym, świadomym życiu mamy wpływ na to, co i jak o sobie myślimy, dlatego możemy i powinnyśmy o to zadbać.

Co możemy dla siebie zrobić?

Jednym z podstawowych sposobów, który każda z nas może wprowadzić od zaraz, jest zrezygnowanie z podporządkowywania się presji otoczenia i danie sobie szansy na bycie autentyczną i niedoskonałą.

Mimo że hasło:

„każdy popełnia błędy i każdy może je naprawić”

jest doskonale nam znane i niemal wyświechtane, to warto zapisać je na lodówce, by zaprzestać poprawiania „czwórek na piątki”. Takie podejście to pierwszy krok do mniej kategorycznej samooceny, do obniżenia poprzeczki i postawienia bardziej realnych wymagań, a tym samym większego zadowolenia z siebie i swojego życia.

Rób to co lubisz

Kolejnym sposobem będącym krokiem w kierunku „walki o siebie” jest posiadanie i znalezienie czasu na hobby czy realizację pasji. Tak… my matki, żony, gosposie, praczki, sprzątaczki też mamy do tego prawo. Powiedziałabym nawet, że dla własnego dobra i dobra naszych najbliższych, powinnyśmy z niego skorzystać 😉. Jeśli robimy to, co lubimy i to, w czym równocześnie jesteśmy dobre, zmieniamy swój wewnętrzny obraz siebie. Zaczynamy postrzegać siebie jako osoby zdolne, radzące sobie na różnych płaszczyznach życia i interesujące nie tylko dla innych, ale dla przede wszystkim dla siebie. Tym samym czujemy się lepiej same ze sobą. Nieocenionym jest również zastrzyk w postaci endorfin – zapewniający stan niemal emocjonalnego haju 😉, co jak się zapewne domyślacie, pozytywnie wpływa na nasze samopoczucie.

Dwie powyższe propozycje, możecie i powinnyście wdrożyć samodzielnie – najlepiej teraz, zaraz.

W grupie siła

Chciałabym, abyście zwróciły szczególną uwagę na jeszcze jeden sposób wzbogacający nasze kobiece piękno – są nim warsztaty coachingowe.

Myślicie:

Szamaństwo? Jak niby mam na to znaleźć czas? Co to, to nie…

Poniżej zamieszczam kilka informacji, abyście same mogły się przekonać, że te warsztaty, to jest, to czego potrzebujecie.

Zatem do rzeczy. Warsztaty coachingowe są to spotkania, podczas których uczestniczki otrzymują niesamowitą dawkę wiedzy i motywacji. Ze swojej strony mogę Wam polecić konkretne warsztaty, jakimi są Jestem SENSualna. Uczestniczyłam w ich ostatniej edycji i jestem zachwycona: formą w jakiej przebiegają i wartością jaka z nich płynie. A uwierzcie mi, jako psycholog w niejednym takim evencie brałam udział. Dlaczego wywarły na mnie takie wrażenie? O tym za chwilę…

Czy jestem SENSualna?

Ostatni okres w moim życiu to pasmo ciągłych zmian, wiele się dzieje i jeszcze więcej zapewne się wydarzy. Nie znoszę stagnacji, a zmianę traktuję jako nieodłączny element rozwoju, którego potrzebuję jak powietrza. Mimo wszystko czułam, że od jakiegoś czasu jadę tym swoim wesołym autobusem na rezerwie i dłużej w ten sposób nie pociągnę. Dlatego, gdy tylko zauważyłam informację o naborze na II edycję warsztatów Jestem SENSualna wiedziałam, że muszę wziąć w nich udział.

Dziś, gdy od udziału w tym wyjątkowym wydarzeniu minęło kilka tygodni, w mojej głowie tętni spostrzeżenie, a raczej przekonanie, że każda, absolutnie każda kobieta powinna wziąć udział w takich warsztatach. Dlaczego?
Jest to czas, który wbrew pozorom jest ciężką, rozwojową pracą. Pracą nad sobą, która stanowi inwestycję w siebie, w przyszłość swoją i swojej rodziny…

SENSualne warsztaty - backstage

Warsztaty Jestem SENSualna to wyjątkowe wydarzenie organizowane przez grupę wspaniałych osób. Autorami tego zamieszania są Ania prowadząca blog okiemmamy.pl, Barbara Jarzyna założycielka Fundacji Tętniące życiem, Roksana znana jako Dzwoneczkowa  oraz energetyczna Ola, mąż Ani Marcin i siostrzeniec Paweł.

jestem_sensualna

Na warsztaty zostało zaproszonych ponad 25 kobiet, a odbyły się one w malowniczo położonym hotelu Zalesie Active Spa Mazury. Czy można chcieć czegoś więcej? Cisza, spokój, piękne krajobrazy… Do tego wspaniała atmosfera, rewelacyjne jedzenie - wszystko to tworzyło idealne warunki do odpoczynku i początku wewnętrznej przemiany.

Wsparciem coachingowym i opieką merytoryczną objęła nas Basia, wspaniały coach i prezes Fundacji.

barbara_jarzyna

To ona na co dzień zaraża kobiety pokładami niekończącej się energii, otwiera dotąd zamknięte drzwi, za którymi skrywa się motywacja, kobiecość, wrażliwość, emocjonalność, zmysłowość, siła i sensualność. Wydobywa z kobiet to, co ukryte, dostrzega to, co niedostrzeżone i docenia to, co dotąd niedocenione. Pozwala uczestniczkom odkryć drogę do lepszej wersji samej siebie. Nie chodzi tu o tradycyjne rozumienie tego słowa, tylko o taką wersję siebie, z którą każda kobieta będzie czuła się dobrze, która pozwoli jej odnaleźć drogę do szczęścia i z którą może pokonać wszystkie trudności.

Wspominałam wcześniej o Ani, która włożyła niesamowitą ilość pracy w zorganizowanie tych warsztatów.

ania_gołębiewska_sensualna

Zawodowo zajmuje się robieniem przepięknych zdjęć, które możecie podziwiać na stronie MagiczneChwile.pl. Dopełnieniem pracy coachingowej była kobieca sesja zdjęciowa. To Anka, tworząc niesamowitą atmosferę, okazując wyjątkowe podejście i wyczucie, wydobyła z każdej z uczestniczek, to co najpiękniejsze. Te zdjęcia to symbol, niejako dowód przemiany, którą zapoczątkowała każda z nas.

Kasia Siwko z Siwko Family skrupulatnie uwieczniała ważne momenty, dzięki przepięknej fotorelacji możemy powracać pamięcią do tych wyjątkowych chwil.

 

Poczuj, że #JESTEŚ

Tego typu wydarzenia, warsztaty dostarczają niesamowitej dawki pozytywnej energii. Dają możliwość zatrzymana się, złapania oddechu, dystansu, zmiany perspektywy i dostrzeżenia siebie. Pozwalają dostrzec zarówno to, jak wiele posiadamy, jak i to jak wiele jeszcze jesteśmy w stanie osiągnąć. Dzięki takim doświadczeniom odkrywamy siebie, swoje mocne strony i drzemiącą w nas siłę. Nieocenionym jest wzajemne wsparcie, zrozumienie i ogrom empatii, jakimi obdarzają się uczestniczki.

jestem_sensualna_1
jestem_sensualna_2
jestem_sensualna_3
jestem_sensualna_4
jestem_sensualna_5
jestem_sensualna_6
jestem_sensualna_7
jestem_sensualna_8
jestem_sensualna_9
jestem_sensualna_10
jestem_sensualna_11
jestem_sensualna_12
jestem_sensualna_13
jestem_sensualna_14
jestem_sensualna_15

Podziękowań czas

To wydarzenie nie miałoby miejsca bez wsparcia firm, które uwierzyły w tę inicjatywę i objęły ją patronatem. Z tego miejsca jeszcze raz serdecznie dziękuję:

Hotelowi Zalesie Active SPA, który zapewnił rewelacyjne warunki i ugościła nas po królewsku.

kobieca_sensualność_zalesie_mazury_spa

Firmie NEO24.PL, która sprezentowała uczestniczkom rewelacyjne, kobiece produkty marki Babyliss

neo24

babyliss

Firmie Neon N Life za dostarczenie dawki energii o rewelacyjnym składzie.

neon_life_drink

Marce Moidziadkowie , która w ofercie posiada szereg interesujących gier będących sposobem na rodzinnie spędzony czas oraz albumy do kolekcjonowania wspomnień.

moidziadkowie

Firmie Ziołolek, którą cenię za produkty o świetnym składzie, rewelacyjną jakość i przystępne ceny.

ziołolek

Marce Aquaphor, dzięki której zwrot „zdrowa i czysta woda” zyskuje nową jakość i znaczenie.

aquaphor

Na zakończenie słów kilka

Dziewczyny dziękuję Wam za spotkanie – bez Was nie byłoby ono tak wyjątkowym doświadczeniem. Będę Was odwiedzać w Waszych wirtualnych przestrzeniach i dopingować Wam w dalszym rozwoju – trzymam kciuki.

Dziękuję Organizatorom tego emocjonalnego rollercostera za ogrom pracy i zaangażowanie, których efektem były te 3 wartościowe dni.

Podrzucam również krótkie video, które jest tylko namiastką tego, czego można podczas SENSualnych warsztatów doświadczyć:

https://www.youtube.com/watch?time_continue=3&v=atgB1iwNBGQ

 

Zdjęcia zawarte we wpisie są autorstwa Ani Gołębiewskiej z MagiczneChwile.pl Kasi Siwko z Siwko Family

Jeżeli tylko nadarzy się okazja, a jeśli się nie nadarzy, to same ją sprowokujcie, by skorzystać z tego typu warsztatów.
Jakie są Wasze doświadczenia? Czy pozwalacie sobie na chwile tylko dla siebie?

 

 

 


jak nauczyć dziecko asertywności, asertywność

Empatyczna asertywność. Jak nauczyć dziecko asertywności

W ostatnich latach pojawia się coraz więcej artykułów na temat istoty wykształcenia w dzieciach empatii oraz asertywności. W wielu z nas budzi to nieco mieszane odczucia, bo przecież, jak to możliwe, że empatia i asertywność mogą iść ze sobą w parze? Cenimy empatię i staramy się ją pielęgnować, tak często, jak to możliwe. Wydaje nam się oczywistym jak postępować, by ją rozwijać i, że posiadając tę umiejętność dziecko będzie szczęśliwsze w spełnionych i wartościowych relacjach.

Jednak czy na pewno tak jest?

Empatia vs Asertywność

W swojej pracy z ludźmi obserwuję osoby, które działają z empatią, jednak bardzo często kosztem siebie, nie potrafią otwarcie powiedzieć o swoich potrzebach w obawie by komuś nie sprawić przykrości, nie zranić czyichś uczuć. Przystają na prośby czy naciski poświęcając swoje potrzeby, oczekiwania, pragnienia dla dobra i szczęścia innej osoby. W efekcie nie są szczęśliwi, a wręcz przeciwnie sfrustrowani i niezadowoleni.

Czy to jest właśnie to czego chcemy dla naszych pociech?

Oczywiście, że nie. To jest właśnie moment, w którym powstaje wspomniana synergia między empatią i asertywnością. Wprowadza ona swoistą równowagę. Sprawia, że szanujemy innych, potrafimy spoglądać na sytuację z ich perspektywy, dostrzegamy uczucia towarzyszące drugiej osobie, ale jednocześnie jesteśmy zgodni z własnymi potrzebami, postawionymi granicami i samym sobą.

Mieszanka tych dwóch, kluczowych umiejętności mogłaby nosić miano „empatycznej asertywności” i właśnie taką jej odsłonę dziś Wam przedstawię.

Codzienne potyczki…

Kojarzycie przestarzałe stwierdzenie, że „dobroć jest słabością”? Gdy zastanawiam się nad nim w kontekście empatii, nie jestem już pewna, że tak nie jest.

Któż z nas nie obawia się sytuacji, w której nasze dziecko zostaje skrzywdzone przez kogoś, kto bez skrupułów wykorzystuje jego wrażliwość, przekracza granice by osiągnąć własne korzyści. Co mam na myśli? Otóż przykładowej sytuacji nie musimy daleko szukać, zajrzyjmy do piaskownicy.

Wyobraźcie sobie sytuacje, w której obserwujecie jak Wasze dziecko bawi się w piaskownicy, buduje zamek, kopie dziurę, tunel, po prostu robi to, co sprawia mu przyjemność, radość, wywołuje uśmiech na jego twarzy. Aż miło popatrzeć prawda?

Jednak w pewnym momencie sielanka zostaje przerwana, gdy do zabawy wkracza rówieśnik i postanawia zabrać maluchowi ulubioną zabawkę. Brzdąc nie reaguje, nie płacze, nie wścieka się, nie jest nawet zdenerwowany, tylko spogląda ze smutkiem na utracony skarb. Jako rodzice doskonale wiemy co w tej sytuacji czuje nasze dziecko, sami czujemy się źle z tym co je spotkało. Co o tym myślicie? Co Waszym zdaniem było nie tak?

jak_nauczyć_dziecko_asertywności, asertywność

W moim mniemaniu najgorsza w tym wszystkim nie jest sama strata, to, że ktoś podszedł i odebrał dziecku jego własność, ale brak reakcji ze strony malucha, jego pasywna postawa, bierność…bezsilność...

To jest właśnie ten moment, kiedy powinniśmy zadać sobie pytanie: co zrobić by nasza pociecha potrafiła sobie poradzić właśnie w takich sytuacjach? W jaki sposób postępować, by w przyszłości potrafiła zawalczyć o siebie? Była pewna siebie, nie dała sobie zrobić krzywdy i co najważniejsze, wierzyła w swoje możliwości.

Co zrobić, by dobroć nie była słabością?

Wiadomym jest, że nie ma złotego środka, nie da się zaplanować każdego kroku i wytrenować asertywność tak, by dziecko posługiwało się nią automatycznie. To co można natomiast, to zakrzewić w nim sposoby postępowania, reakcji niczym „styl życia i bycia”, które jako nawyk będą wyskakiwały, jak zając z cylindra w konkretnych sytuacjach.

Jak to zrobić? Najlepiej jest zacząć od siebie, od wprowadzenia pewnych zmian w Waszym domu, bo to od relacji z najbliższymi zaczyna się poczucie własnej wartości, bez której pewność siebie nie może istnieć, a która jest tak potrzebna w wyznaczaniu własnych granic.

Poniżej znajdziecie kilka punktów będących wskazówkami na drodze do empatycznej asertywności.

Asertywni rodzice, czyli zacznijmy od siebie

Dzieci uczą się przez modelowanie, obserwując najbliższych w codziennych zmaganiach, wychwytują wzorce, którymi się posługują w przyszłości. To, czego nauczą się jako maluchy, zostaje na całe życie. Jeżeli w rodzinnych relacjach, każdy może swobodnie wyrażać swoje uczucia i potrzeby, staje się to dla dziecka, tak naturalne i oczywiste, że z ogromnym prawdopodobieństwem będzie w ten sam sposób postępowało w kontakcie z rówieśnikami.

Dajmy dziecku możliwość do wypowiadania swojego zdania

Bardzo duży wpływ na budowanie postawy naszego dziecka ma szacunek, który odzwierciedla zasada mówiąca o tym, że głos każdego domownika, nawet ten pochodzący od najmłodszego członka rodziny jest ważny i ma znaczenie. Wyrzućmy z naszego słownika popularne przysłowie: „Dzieci i ryby głosu nie mają”, które być może zdarzyło się nam słyszeć w dzieciństwie.

Miejmy realne oczekiwania, bo przecież dyskryminując czy „gasząc” nasze pociechy na co dzień, nie wykształcimy w nich asertywnych zachowań. Pozwólmy dziecku uczestniczyć w drobnych wyborach, w podejmowaniu decyzji dotyczącej np. tego co zje w restauracji czy refleksji na temat planowanego, wspólnego wyjazdu. Wyjdźmy z inicjatywą zadając pytanie: „Co zjadłabyś na obiad – zupę pomidorową, czy ryż z warzywami? To małe rzeczy, a wiele wnoszą do dziecięcego, asertywnego świata.

Konstruktywna informacja zwrotna

Brzmi złowrogo i poważnie? Nic bardziej mylnego 😉. Po prostu bardzo istotne jest, to w jaki sposób reagujemy na zachowanie naszych pociech. Gdy podczas codziennej zabawy dziecko uderzy nas zabawką, zamiast powiedzieć „przestań, jesteś nieznośny”, odnieś się do swoich uczuć oraz do konkretnego zachowania malucha. Powiedz: „Nie wolno uderzać, ponieważ to boli”, taka forma jest o wiele skuteczniejsza – nie kategoryzujemy dziecka, nie oceniamy go, tylko odnosimy się do jego zachowania, które zawsze można zmienić. Dziecko w praktyce uczy się w jaki sposób reagować nie raniąc uczuć.

Jasność reguł drogowskazem

Kilka podstawowych elementów: tłumaczenie, argumentowanie, przekonywanie, rozumienie, negocjowanie. Na pewnym etapie rozwoju ulubionym słowem dzieci jest „dlacego”, „cemu”, „po cio”, „cio to” itd. Gdy maluchy zaczynają się z nami komunikować słownie, zadają pytania, gdyż w ten sposób (dotąd niedościgniony i upragniony) poznają świat. Dlatego tak ważne jest byśmy cierpliwie, z uporem maniaka odpowiadali na pytania naszych pociech.

W sytuacji, gdy chcemy, aby brzdąc wykonał jakąś czynność, a ten pyta „dlacego”, pod żadnym pozorem nie odpowiadamy: „bo tak”, „bo ja tak mówię”, „bo tak trzeba”, „bo tak ma być”. Tego typu zwroty wyrzucamy z naszego słownika. Chcielibyście, aby ktoś się do Was w ten sposób zwracał? Wystarczy zwykłe uargumentowanie i wyjaśnienie np.: „powinieneś zjeść obiad, bo wtedy będziesz miał więcej siły do jazdy na rowerze”. Doprecyzowanie wypowiedzi tak niewiele kosztuje, a ma ogromne znaczenie i robi różnicę. (Po więcej szczegółów zajrzyjcie  tu, tu i tutaj)

Stawianie granic

Bardzo ważnym elementem jest „wyrobienie” w dziecku umiejętności mówienia „nie” bez poczucia winy. Umiejętność ta pozwoli w przyszłości chronić szkraba zarówno w sytuacjach takich, jak ta przytoczona na początku tego wpisu, jak i w poważniejszych kwestiach dotyczących zdrowia bądź bezpieczeństwa (zastraszanie, oferowanie narkotyków – tzw. dylematy nastolatków). W jaki sposób to wypracować? Dajmy dziecku prawo do zaznaczania swoich granic, w prostych codziennych sytuacjach.

jak_nauczyć_dziecko_asertywności, asertywność

Jeżeli nie ma ochoty na pocałunki odwiedzającej Was cioci, niech tego nie robi. Jeżeli nie chce oddać dziecku swojej zabawki, niech nie oddaje. Postawmy się w jego sytuacji, czy sprawia nam przyjemność całowanie „obcej” osoby, albo czy oddajemy przechodzącemu znajomemu swój telefon, tylko dlatego, że chce pograć?

Nie robimy tego, bo nie mamy ochoty, bo nie taka jest nasza potrzeba, bo nie chcemy - i w porządku, mamy do tego prawo. Pozwólmy zatem na to samo małemu człowiekowi, szanujmy i dajmy mu owe prawo do powiedzenia „nie”, takiego bez poczucia winy i wyrzutów sumienia. Oczywiście możemy zachęcać dziecko do dzielenia się swoimi dobrami, ale nie zmuszajmy go do tego (Więcej na ten temat przeczytasz tutaj). Uczmy wzajemności - tłumacząc („jeśli ty pożyczysz Amelce to autko, ona pożyczy Tobie swoje”) – pozwólmy jednak na nienaruszalną własność i … samodzielne podejmowanie decyzji. Jednocześnie chwalmy za każdy przejaw uspołeczniania i wskazujmy dobre strony podwórkowej współpracy.

Szacunek i poczucie bezpieczeństwa

Umiejętność wyrażania swoich uczuć i przekonanie, że można bez obaw o nich mówić to bardzo ważny element nauki empatycznej asertywności. Nie wymaga on stosowania wymyślnych technik, wystarczy, że okażemy szacunek maluchowi. Kiedy i jak? Zwyczajnie, nie używając np. podczas płaczu dziecka zwrotów: „przestań się mazać”, „nie płacz chłopaki nie płaczą”, twierdząc, że „już nie boli” czy, że „nic się nie stało”, gdy dziecko się uderzyło i rośnie mu siniec, jak malowany. Proste sytuacje, a jakże istotne, bowiem dziecko, kiedy przeżywa smutek i złość, potrzebuje naszego wsparcia i zrozumienia, nie bagatelizowania i lekceważenia. Nie wpajajmy dziecku, że to, co "wypada" i co widzą inni jest ważniejsze niż jego uczucia – bo przecież to nieprawda (więcej na te temat przeczytasz tutaj).

Ostatnimi czasy coraz więcej mówi się o asertywności, to dlatego, że to właśnie od niej zależy jakość wszystkich budowanych relacji. Pewność siebie sprawia, że łatwiej radzimy sobie z porażkami, jesteśmy odporni na różnorodne reakcje otoczenia. Asertywna osoba samą postawą jest w stanie zahamować agresję innych i wie, jak odpowiedzieć, by emocje nie wzięły góry. Dziecko o silnym poczuciu własnej wartości, pewniej idzie przez świat zgodnie ze samym sobą.

jak_nauczyć_dziecko_asertywności, asertywność

Ważne byśmy pamiętali, że nieśmiałość to nie brak asertywności. Nawet ciche i zamknięte w sobie dzieci mogą zdobyć umiejętność odmowy, protestu czy pewności w wyrażaniu własnych opinii, zasad i potrzeb. Jako rodzice od samego początku jesteśmy wsparciem dla naszych pociech. Dzięki częstym rozmowom i wyrażaniu własnych uczuć, właściwemu zachowaniu pokazujemy dzieciom, w jaki sposób „smakować świat”. Jednocześnie potwierdzamy, że niezależnie od tego, co lubią i myślą, są i zawsze będą najważniejsze.

W jaki sposób Wy uczycie swoje pociechy asertywności? Jakie są Wasze doświadczenia w tym obszarze?

Podzielcie się ze mną nimi w komentarzach pod postem.

 

Ten tekst powstał w ramach wydarzenia „Mamo a skąd się biorą (asertywne) dzieci?”, zainicjowanego przez AsertywnaMama.pl we współpracy z Mama Balbinka, Pozytywne wychowanie, Z błyskiem w oku oraz Odnova ;-).

Do przeczytania ;-),

Karola

 


szczescie porownaniaspoleczne

Szczęście to nie stacja do której zmierzasz, to sposób podróżowania

Przeglądając fora internetowe, można natknąć się na wpisy następującej treści: „Mam 35 lat, strasznie stresującą pracę, która wymaga częstych podróży oraz wielokrotnych zmian miejsca zamieszkania. Obserwując życie moich koleżanek będących pełnoetatowymi żonami i mamami myślę, że są szczęściarami, gdyż wiodą idealne, stateczne życie. Zastanawiam się wtedy, co ze mną? Kiedy mnie coś takiego spotka?  Za każdym razem, gdy wprowadzam się do nowego mieszkania wmawiam sobie, że to jest właśnie to miejsce, w którym się osiedlę, gdzie znajdę szczęście. Niestety do tej pory to nie nastąpiło. Jestem już zmęczona swoim dotychczasowym życiem, ciągłym oczekiwaniem na coś lepszego. Towarzyszy mi nieustanne poczucie niezadowolenia…”.

Czytając powyższy wpis nasuwa się myśl, że jest on obrazem dylematów towarzyszących niejednej osobie. Któż z nas przeglądając pamiątkowe zdjęcia z wakacji, zamieszczone przez znajomych na portalu społecznościowym, nie pomyślał: taka podróż to coś niesamowitego, też chciałbym powygrzewać się w słońcu, na ciepłych piaskach, czy nurkować w błękitnych wodach oceanu. Obserwując życie innych osób, często zastanawiasz się, dlaczego do tej pory nie zdecydowałaś/eś się na podobny krok, dlaczego nie robisz tak interesujących rzeczy, dlaczego to Ciebie nie spotkało takie szczęście. No właśnie dlaczego?

Oczywiście przytoczona „podróż” to tylko przykład będący pretekstem do zobrazowania tak często stosowanych porównań z innymi ludźmi (porównań społecznych).

Porównania społeczne (polegające na odnoszeniu osiąganych przez siebie wyników do wyników uzyskiwanych przez inne osoby- do usunięcia) są naturalne  i zazwyczaj funkcjonalne. Wykorzystywane w odpowiedni sposób pomagają definiować siebie, ocenić efekty podejmowanych działań, czy wyznaczyć cele. Równocześnie jednak wspomniane porównania mogą uruchamiać procesy, których konsekwencje dla sposobu myślenia, tego co czujesz, czy i jak się zachowujesz mogą być negatywne.

zasadakontrastu

Porównując się z innymi możesz stać się próżny i zgorzkniały, bowiem zawsze znajdziesz lepszych i gorszych od siebie
Max Ehman

Jedną z negatywnych konsekwencji wynikających z porównań społecznych jest obniżenie własnej samooceny. Postępy osiągane przez Ciebie w nauce języka obcego będą satysfakcjonujące dopóty, dopóki nie dowiesz się, że Twój kolega uczy się dwa razy szybciej. Dokonując oceny swoich możliwości oraz urealniając oczekiwania odczujesz satysfakcję z wykonanej pracy. Porównując swój wynik z wynikiem innej osoby, narażasz się na niezadowolenie. Inną konsekwencją wynikającą z porównań społecznych może być pojawienie się negatywnych emocji takich jak zawiść, czy zazdrość (uczuć tych doświadczasz jedynie w następstwie porównywania się do osób, które w Twoim przekonaniu posiadają więcej, niż im się należy). Nawiązując do powyższego można założyć, że poziom zadowolenia z osiąganych przez Ciebie zarobków będzie stosunkowo wysoki, dopóki nie dowiesz się, że młodszy stażem pracownik zarabia więcej.

Ludzie są wiecznie niezadowoleni. Kiedy mają niewiele, chcą więcej. Jeśli mają dużo, chcą jeszcze więcej. A kiedy już to osiągną, tęsknią za prostym, skromnym życiem, tyle tylko, że nic w tym kierunku nie czynią.

Często może się wydawać, że osiągnięcie tego, czego zazdrościsz innym, uczyni Cię szczęśliwym człowiekiem. Jednak na dłuższą metę nie prowadzi to do niczego dobrego. Choćby dlatego, że gdy już będziesz w posiadaniu tego, czego zazdrościsz jednej osobie, znajdzie się kolejna, która będzie miała coś, czego będziesz jej zazdrościć. Stosując powyższe mechanizmy możesz całe życie spędzić w niekończącej się pogoni za szczęściem, za poczuciem zadowolenia, marzeniami o idealnym życiu… nie zdając sobie sprawy z otaczających Cię wartości. Ważne byś zdał/a sobie sprawę, że szczęście to nie stacja do której zmierzasz, to sposób podróżowania...najistotniejsze jest nie to co zdobędziesz w życiu, tylko w jaki sposób przez nie przejdziesz.

Co zatem możesz zrobić? Jak radzić sobie z towarzyszącym porównywaniem się do innych?

Zamiast koncentrować uwagę na porównywaniu z innymi, skoncentruj się na sobie

Zdecydowanie lepiej jest porównywać siebie z samym sobą. Poszukaj tych obszarów swojego życia, które w ostatnim czasie zmieniły się na lepsze, które stanowią powody do dumy i satysfakcji. Systematycznie wracaj do nich pamięcią. Podczas codziennych obowiązków poszukuj kolejnych powodów do zadowolenia.

 
Zacznij doceniać to, w czego posiadaniu jesteś to, czego doświadczasz w danej chwili

Staraj się odczuwać wdzięczność. Warunkiem koniecznym jest uświadomienie sobie tego, co w Twoim życiu jest wartościowe i dobre. Pozwoli Ci to dostrzec potencjalnego odbiorcę Twojej wdzięczności. Wieczorem poświęć chwilę na podsumowanie pozytywnych zdarzeń, które miały miejsce tego dnia, za które możesz być wdzięczny (możesz je spisywać). Dla większości z nas wyszukiwanie powyższych powodów będzie się wiązało ze sporymi trudnościami. Spowodowane jest to szybkim przyzwyczajaniem się do otaczającego nas dobra. W efekcie przestajemy je doceniać, aż do momentu, gdy bezpowrotnie stracimy to, co w naszym życiu wartościowe.

Unikaj źródeł informacji będących powodem do zazdrości i zawiści

Unikaj źródeł przekazu dostarczających informacji na temat dóbr posiadanych przez inne osoby (ogranicz zaczytywanie się wpisami zamieszczonymi na portalach plotkarskich, wyłącz posty przechwalających się znajomych na portalach społecznościowych). Zastąp oglądanie lifestyle'owego serialu zawierającego lokowanie produktu, czytaniem książki bądź innym wartościowym zajęciem. Unikaj kontaktu z osobami, dla których miarą wartości człowieka jest zasobność portfela, uroda czy odnoszone sukcesy zawodowe.

Ograniczając ilość powodów do zawiści, minimalizujesz prawdopodobieństwo jej doświadczenia.

Ćwiczenie dla Ciebie:

Wyobraź sobie osobę, z którą bardzo wiele dzieli Cię, niech będzie po prostu inna (nie gorsza!), następnie spójrz na siebie jej oczami i wypisz wszystko to, czego mogłaby Ci zazdrościć. Przeczytaj na głos SWOJE ZASOBY – powody do zadowolenia…

Pamiętaj! Ciesz się życiem, chyba, że masz inne plany ;)

Do czytania:

Emmons, R. A., & McCullough, M. E. (2003). Counting blessings versus burdens: an experimental investigation of gratitude and subjective well-being in daily life. Journal of Personality and Social Psychology, 84(2), 377–389.

Smith, R. H., & Kim, S. H. (2007). Comprehending envy. Psychological Bulletin, 133(1), 46-64.

Gilbert, D., Giesler, R. B., Morris, K. A. (1995). When comparisons arise. Journal of Personality and Social Psychology, 69(2), 227-236.

Jakie są Twoje doświadczenia w tym obszarze?
Podziel się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Twoje interakcje są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi w rozwoju.
Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie mi miło, jeśli podzielisz się nim ze znajomymi, będzie mi jeszcze milej jeśli go polubisz i skomentujesz. ;-)
[FM_form id="3"]