krzyczę_na_swoje_dziecko

Najważniejsza rzecz, którą powinnaś zrobić, gdy znów nakrzyczysz na swoje dziecko

Otworzyłam drzwi od łazienki i siadłam skulona na podłodze, przyciskając kolana do klatki piersiowej.

Jedynym, czego chciałam w tej chwili, było...

Ukryć się.

Tymczasem moje dwu i czteroletnie szkraby, prowadziły skrupulatne poszukiwania. No właśnie, Moje dzieci. Moje dwa słodkie brzdące, które potrzebowały mojego wsparcia, szukały mnie, a ja ukrywałam się przed nimi niczym tchórz.

Z każdą chwilą coraz bardziej się kuliłam, chowałam głowę, wciskając ją mocniej i mocniej między kolana. Jednocześnie wyobrażałem sobie ich niepokój, gdy szukając mnie, zastanawiały się, co  stało się z ich mamą. Czułam, że to, co teraz robię, nie przystoi matce, nie tak powinnam postąpić i nie taki świat chciałam im pokazać.

Zanim zdążyłam zebrać myśli, usłyszałam cichy szmer uchylających się drzwi, podniosłam głowę... Mój syn stał tuż obok, spoglądał na mnie zatroskanym wzrokiem i powiedział: 

„Jesteś znowu zła mamusiu?”

Proste zdanie, kilka słów, jeden wyraz a moje serce rozpadło się na kawałki.

Taka była prawda

Byłam zła. By się upewnić, ponownie wsłuchałam się w siebie i potwierdziłam przed samą sobą to uczucie. Tak, to, co czułam to zdecydowanie była złość. Frustracja, zmęczenie i rozczarowanie również. Rozczarowanie sobą...i swoim zachowaniem, bo mimo iż złość jest taką samą emocją jak każda inna, to w oczach moich dzieci pojawiała się często, za często, pojawia się ZNOWU.

zmęczona_matka

Czy ten krótki wstęp wydał Wam się znajomy? Czy choć w niewielkim stopniu jesteście w stanie zrozumieć tę mamę, poczuć emocje, przywołać obrazy?  Jeśli tak, to koniecznie przeczytajcie ten tekst do końca.

Rodzicielska misja

Rodzicielstwo... czasami może przytłaczać. Z jednej strony zalewając nas falą pozytywnych, niepowtarzalnych uczuć i doświadczeń,  których wcześniej nie byliśmy sobie w stanie nawet wyobrazić. Z drugiej zaś strony, zakłada na nasze barki ciężki plecak, wypełniony chaosem, odpowiedzialnością, nieprzewidywalnością, obowiązkiem i zmęczeniem.

Szybko okazuje się, że rzeczywistość wygląda nieco inaczej niż ta opisywana w cudownych poradnikach i prezentowana na wyretuszowanych, instagramowych zdjęciach. Prędzej niż później nasze baterie ulegają totalnemu wyczerpaniu, a ładowarkę szlag trafia. Zastanawiamy się, co się stało z naszym życiem. Spoglądamy dookoła i jedyne, co widzimy, to obraz niczym po wybuch bomby atomowej. Zewsząd dobiega hałas, a my zwyczajnie próbujemy przetrwać do końca dnia. Spoglądamy na zegarek, z utęsknieniem wypatrując 19, by przystąpić do wieczornych rytuałów, kolacji, kąpieli... aż wreszcie odpocząć.

Z jednej strony czekamy na ten błogi stan, kiedy bezczynnie siądziemy w zaciszu swojego fotela, a z drugiej strony, gdy już oczekiwane stanie się faktem, dopada nas poczucie winy. Analizujemy miniony dzień i wyliczmy swoje potknięcia, zbyt gwałtowne reakcje na widok soku rozlanego na dywanie, czy spaghetti wtartego w kanapę.

Mechanizm obronny organizmu

Stan permanentnego zmęczenia, stres i frustracja sprawiają, że nasz organizm włącza tryb „walki bądź ucieczki

To jedna z głównych przyczyn, przez którą rodzice krzyczą na swoje dzieci („walka”) lub chowają się w najciemniejszym zakamarku w domu („ucieczka”).

Pojawia się i znika

Wielokrotne uruchamianie reakcji „walki lub ucieczki” daje naszemu mózgowi sygnał, że środowisko, w którym przebywamy  nie jest bezpieczne.

W ten oto sposób napędzamy błędne koło – krzyku, wtedy też w naszej relacji z dziećmi może zacząć dominować tryb „walka-ucieczka”. Mechanizm ten sprawia, że z czasem nawet najmniejsza rzecz wyprowadza nas z równowagi i komunikując się z dzieckiem, przyjmujemy postawę, jakbyśmy prowadzili „bitwę o życie”.

Nasz mózg traktuje krzyk, jako broń. W takim rozumieniu im więcej siły użyjemy, by wydobyć z siebie głos, tym większa szansa na wygraną z zagrożeniem.

To również wpływa na nasze dzieci

Kiedy poziom stresu i zmęczenia wzrasta, zapala czerwoną lampkę sygnalizującą, że nasza samokontrola spada do minimum i uruchamia się wewnętrzny alarm. Jest to sygnał zarówno dla nas, jak i dla naszych dzieci. Podniesiony głos sprawia, że każdy organizm uruchamia stan gotowości do działania.

Wtedy właśnie zaczynamy dostrzegać u swoich pociech:

  • Częstsze szemranie pod nosem i brak szacunku.
  • Częstsze przepychanki będące „walką o władzę”.
  • Mniejszą gotowość do słuchania i współpracy.

Na tym nie koniec

W pierwszych latach życia intensywnie tworzą się połączenia między komórkami nerwowymi. Podczas każdej sekundy życia dziecka powstaje około 700 synaps. Proces gwałtownego przyrostu liczby synaps prowadzi do ich nadprodukcji.

Po okresie intensywnego rozwoju, między wczesnym dzieciństwem a dojrzewaniem, zachodzi proces odwrotny, który nazywany jest „przycinaniem”. Dochodzi do eliminowania nieaktywnych synaps. Mózg usuwa połączenia, których nie używa i nie potrzebuje.

O czym to świadczy? Mianowicie o tym, że im częściej dzieci używają spokojnych sposobów rozwiązywania problemów, tym większemu wzmocnieniu ulegają te połączenia nerwowe. Analogicznie sprawa wygląda z zachowaniami dotyczącymi walki i ucieczki, im rzadziej dzieci ich używają, tym więcej tych połączeń zostanie usuniętych.

Dobra wiadomość to...

Wszechobecna presja perfekcjonizmu i słodko-pierdzącego macierzyństwa sprawia, że stresuje nas każdy krok. Martwimy się, że jesteśmy niewystarczająco dobrymi rodzicami, córkami, siostrami, przyjaciółkami itd. Nie dajemy sobie prawa do popełniania błędów. Nie uznajemy i nie przyznajemy się do pomyłek. A przecież jesteśmy tylko ludźmi... Prawda?

Nie jestem zwolenniczką wrzasków, wręcz przeciwnie, staram się krzewić zasady rodzicielstwa bliskości i porozumienia bez przemocy.  Jestem natomiast realistką i mając świadomość pewnych mechanizmów kierujących ludzkim zachowaniem, wiem, że...

Bez względu na to, jak bardzo się staramy, w pewnym momencie może się zdarzyć, że ponownie będziemy krzyczeć. Nie żyjemy w idealnym świecie, tym samym, mózg, każdego z nas od czasu do czasu, zostanie wepchnięty w tryb walki lub ucieczki. Wtedy też instynktownie podejmiemy próbę walki.

Przejdźmy w końcu do pozytywów ;-)

Dobra wiadomość jest taka, że ​​po tym, jak puszczą nam nerwy i nasz głos wejdzie na wyższy poziom, możemy wykonać jeden ważny (i prosty) krok, który  wiele zmienia:

  • Poprawia relacje z dzieckiem.
  • Uczy dzieci, jak się zachować, gdy stracą panowanie nad sobą.
  • Wspiera rozwój inteligencji emocjonalnej.

Wypróbuj, to bardzo proste

Wróćmy jeszcze na chwilę do wcześniej opisywanej sytuacji. Sprawdźmy w praktyce, jak możemy postąpić.

Mój synek stał obok mnie i patrząc na mnie, powiedział zatroskany: 

„Znowu jesteś zła mamusiu?”
Próbowałam zebrać myśli, zastanawiałam się jaka odpowiedź będzie tą właściwą. Wtedy zdałam sobie sprawę, że zaprzeczając, udając, że jest inaczej, zakłamuję rzeczywistość. Odbieram swoim dzieciom szansę na praktyczną naukę trudnych emocji, na obserwację różnorodnych zachowań, na poznawanie świata takim, jakim jest.

Odpowiedziałam tak szczerze, jak to było możliwe: 

„Tak, jestem zła. Jednak sposób, w jaki zareagowałam... nie był właściwy.”

Zanim zdążyłam zaproponować chwilę przerwy, bo bez wątpienia była nam ona potrzebna, mój syn poklepał mnie po ramieniu i powiedział: 

„Nie przejmuj się mamo, przecież możesz po prostu spróbować jeszcze raz”.

komunikacja_z_dzieckiem

Dziecięca mądrość

Dzieci nieustannie zaskakują swoją naturalnością, instynktownymi reakcjami i wrodzoną mądrością. Potrafią przebaczyć, powiedzieć, że możemy popełniać błędy, że najzwyczajniej w świecie, możemy podjąć kolejną próbę. Budując szczerą i bliską relację ze swoją pociechą  – tworzymy więź, w której możemy być sobą, takimi, jacy jesteśmy, naturalni, omylni, ludzcy. Dzięki temu przekazujemy dzieciom to, co w życiu najważniejsze, wiedzę o prawdziwym świecie, o różnorodności emocji, o sposobach reagowania i radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Przygotowujemy ich do efektywnego funkcjonowania w społeczeństwie, gdzie relacja z drugim człowiekiem jest kluczową wartością dającą szczęście i spełnienie.

Zapamiętaj

Niezależnie od tego, jak zareagujesz, czy schowasz się w łazience, czy też staniesz w szranki do walki i nakrzyczysz na swoje dziecko, ta sytuacja nie może na tym się zakończyć.

To początek. 

Początek naprawiania tego, co w tamtej chwili się zachwiało. Początek rozmowy o złości, zdenerwowaniu, błędach. Początek budowania swoistego pomostu między Twoim sercem a sercem Twojego dziecka. To linia startu, podejmowania ponownej próby, nabierania pewności siebie, z przekonaniem, że rzeczą ludzką jest popełniać błędy i sztuką jest się do nich przyznać oraz wyciągać z nich wnioski.

Być może zainteresują Was również:

 


panowanie_nad_nerwami

Opanuj się mamo! Poznaj sposób na spokojniejsze macierzyństwo

Jeżeli jesteś mamą, to pewnie zdążyłaś już zweryfikować wiarygodność sielankowego macierzyństwa opisywanego w poradnikach dla rodziców.

Każda z nas miewa gorsze i lepsze dni. Mając na głowie ogrom obowiązków, za sobą wiele nieprzespanych nocy, a przed oczami wszechobecną presję perfekcyjnej pani domu – trudno jest nie popaść we frustrację i zachować zimną krew. Każdej z nas, mającej pod opieką co najmniej jednego niesfornego malucha, potrzebne jest morze cierpliwości.

Poznawanie świata, zdobywanie nowych umiejętności, rozwój dziecka nieodłącznie związane są z przekraczaniem granic, weryfikowaniem tego, co dotychczas było niedostępne, nieznane, nowe. Dziecięca ciekawość często stanowi jednocześnie test rodzicielskiej cierpliwości.

Gdy rozmawiamy o tym na chłodno, siedząc w fotelu i pijąc kubek ciepłej herbaty, powyższe zachowania są dla nas naturalną koleją rzeczy, a wspomnienie niektórych sytuacji wywołuje uśmiech na naszych twarzach.

Sprawa wygląda jednak inaczej, gdy jesteśmy w ferworze codziennych obowiązków i w pewnym momencie sytuacja wymyka się spod kontroli, tzn. bardziej nasz brzdąc się wymyka i narusza postawione granice, w związku z czym chwilowo rzeczywistość nas przerasta…   To ten moment, kiedy mamy wrażenie, że żeby zachować zimną krew musielibyśmy być z kamienia. To właśnie wtedy reagujemy nie tak, jak byśmy chciały.

 

Nie takie chcemy być…

Przecież każda z nas chce być jak najlepszą mamą, najlepszą wersją siebie, by przekazać swojej pociesze to, co najważniejsze, by wspierać ją w rozwoju i stworzyć ku temu jak najlepsze warunki.

W tym wpisie nie będziemy skupiać się na zmianie zachowania dziecka (o tym możecie przeczytać tu => klik, klik i klik), tym razem spróbujemy popracować nad sobą i jakością naszego rodzicielstwa.
W jaki sposób pracować nad sobą, nad budowaniem umiejętność samokontroli, nad tym, by poniższy cytat nie był tylko pustym frazesem?

„Rodzicielskim zadaniem  nie jest powstrzymanie dziecka przed napadem złości. Naszym zadaniem jest zachowanie spokoju.”

Łatwiej powiedzieć, trudniej zrealizować…

Jak pracować nad samokontrolą?

Ile razy zdarzyło się Wam postawić sobie jakiś cel – ćwiczyć więcej (bądź w ogóle zacząć ćwiczyć 😉 ), jeść zdrowiej, mniej  podjadać wieczorami, tylko po to, by po kilku dniach czy tygodniach powrócić do dawnych przyzwyczajeń?

Często?

No właśnie… siła nawyku jest ogromna, na tyle duża, że aby go przezwyciężyć, bądź wypracować nowy – pożądany, potrzebna jest systematyczność i konsekwencja w postępowaniu nawet przez 254 dni (więcej na temat kształtowania nawyków pisałam tutaj).

Nawyki sprawiają, że działamy automatycznie, nie musimy specjalnie się wysilać, aby coś zrobić. Po prostu pewne zachowanie przechodzi w rutynę i określony bodziec wywołuje naszą reakcję. Mycie zębów, poranna kawa, to przykłady czynności, które wykonujemy na autopilocie.

Podobnym nawykiem może być sposób, w jaki reagujemy na zachowanie naszych dzieci. Zaganiane, zaabsorbowane codziennymi sprawami, poirytowane, zmęczone często tracimy panowanie nad sobą i przechodzimy w automatyczny tryb rozzłoszczonej matki.

Reagujemy krzykiem i siłą przywracamy dziecko do porządku. Dopiero po czasie, gdy emocje opadną (o wpływie kortyzolu na nasze działanie przeczytacie tutaj), odzyskujemy zdolność logicznego myślenia i pojawiają się wyrzuty sumienia. Co prawda czasu cofnąć nie możemy, ale zmienić swoje zachowanie i przyzwyczajenia – tak.

Rodzicielska praca

Bycie rodzicem to codzienna praca nad sobą, pokonywanie swoich słabości i przezwyciężanie schematów zachowań przekazywanych z pokolenia na pokolenie.

Jest pewien bardzo prosty sposób, który może ułatwić wspomnianą pracę nad swoimi słabościami.

Podstawowym i jedynym narzędziem w naszych rękach będą gumki do włosów.

W jaki sposób je wykorzystamy? Już spieszę z wyjaśnieniem.

Pożegnaj rozgniewaną mamę

Jeżeli czujesz, że coraz częściej zdarza Ci się krzyczeć, warczeć, zachować nie tak, jakbyś chciała w stosunku do swojego dziecka, wykorzystaj poniższą metodę:

 

być_lepszą_mamą

1.Poszukaj 5 gumek do włosów, które będą na tyle wygodne, byś mogła nosić je na nadgarstku. Mogą to być również luźne bransoletki, tasiemki – wszystko jedno, ważna jest ich ilość i Twoja wygoda.

2. Każdego dnia rano, wraz z pobudką Twoich maluchów załóż 5 gumek na jeden z nadgarstków. W tej metodzie bardzo duże znaczenie ma czynnik wizualny, który będzie działał do czasu, gdy będziesz go dostrzegać, gdy się przyzwyczaisz do posiadania gumek – przestaną spełniać swoją funkcję. Dlatego, aby temu zapobiec:

  • Zakładaj gumki, dopiero, gdy Twoje dzieci się obudzą.
  • Zdejmuj je, za każdym razem, gdy będziesz z dala od swoich pociech (np. gdy wyjdziesz z domu do pracy, dziecko ma drzemkę lub jest w szkole czy przedszkolu).
  • Zakładaj gumki na nadgarstek, za każdym razem, gdy będziesz ze swoimi szkrabami

3. Za każdym razem, kiedy złapiesz się na tym, że zachowałaś się w stosunku do swojego malucha nie tak, jak chciałaś, nie tak, jak powinnaś – przełóż jedną gumkę na drugi nadgarstek.

Twoim celem jest, do końca dnia zachować wszystkie 5 gumek na tym samym nadgarstku – na tym na, który rano założyłaś je po raz pierwszy.

Jesteśmy tylko ludźmi, dlatego popełniamy błędy i nie ma nic dziwnego w tym, że te gumki będą wędrowały z jednej ręki na drugą. Jednak nie ma błędu, którego nie da się naprawić.

Co możemy zrobić, aby „odzyskać” gumkę przełożoną na drugi nadgarstek?

4. Możemy odzyskać przełożoną gumkę, wykonując 5 prostych czynności, podtrzymujących pozytywną relację z dzieckiem. Badania pokazują, że dla zbudowania zdrowej relacji, dla każdej negatywnej interakcji potrzeba 5 pozytywnych interakcji, aby to zrównoważyć.

Tych 5 pozytywnych interakcji to proste czynności od uścisku, gilgotanie, czy chwilę wspólnego tańca.

Po każdej negatywnej interakcji z dzieckiem postaraj się jak najszybciej sprowokować 5 pozytywnych interakcji – a tym samym przywrócić utraconą gumkę na właściwy nadgarstek 😉

Ale czy to naprawdę działa?

Z realizacją tego typu założeń jest podobnie, jak z każdym innym zobowiązaniem – efekt zależy od naszego podejścia i zaangażowania.

Połączenie bodźca wzrokowego i delikatnego ucisku na ręce działa przypominająco i motywuje nas do podjęcia konkretnej inicjatywy. To taka przypominajka  😉

Mamy, które za moją namową korzystają z tego sposobu, zapewniają, że ta „gumkowa” metoda przynosi rewelacyjne efekty, mimo, że początkowo były sceptycznie nastawione. Z czasem, metoda ta pozwoliła im zmniejszyć ilość nerwowych reakcji i poprawić relację z dziećmi.

Nowy sposób reagowania na dziecięce zachowanie staje się niczym nawyk, z każdym dniem samokontrola przychodzi nam łatwiej, a gumki okazują się zbytecznymi.

 

relacja_z_dzieckiem

Jakie jeszcze korzyści przynosi zmiana nerwowej mamy na spokojniejszą mamę

Metoda ta świetnie pokazuje, jak wiele dzieci uczą się od nas przez obserwację, towarzysząc nam w codziennych sytuacjach. Zmiana naszego zachowania, wpływa bezpośrednio na zmianę zachowania malucha. Zasada jest prosta, im więcej szacunku okazujemy dziecku, tym więcej ono okazuje go nam.

O tej metodzie i o kilku innych sposobach na kształtowanie rodzicielskich umiejętności będę mówiła podczas warsztatów dla rodziców „Jak poprawić relacje z dzieckiem”, których II edycja już w maju – jeżeli jesteście zainteresowani udziałem, zapraszam do kontaktu tutaj.

Serdecznie Was zachęcam do wypróbowania tej metody.

Podejmiesz próbę? Przyłączysz się do wyzwania? Bądź mamą na 5+  😉

Jeśli tak, to zrób proszę zdjęcie swojego nadgarstka i opublikuj je, dodając #MamaNa5


kiedy_ktoś_krytykuje_twoje_rodzicielstwo

Kiedy ktoś krytykuje Twoje rodzicielstwo

Kiedy ktoś krytykuje Twoje rodzicielstwo

Czy poczuliście kiedyś na sobie oceniający wzrok innego rodzica? To wymowne spojrzenie będące dezaprobatą dla stosowanego przez Was podejścia do dziecka? To spojrzenie, które budzi w nas dziwne poczucie konieczności tłumaczenia się, dlaczego właśnie taką rodzicielską drogę wybraliśmy…

Kiedy decydujemy się postępować inaczej, niż zwykło się uważać za stosowne, możemy czuć się osaczeni. Szczególnie wrażliwym obszarem jest rodzicielstwo, gdzie stawka jest niezwykle wysoka 😉

Sytuacja staje się patowa, gdy staramy się wyjaśnić, że podchodząc do dziecka z empatią, zrozumieniem i uważnością, nie stosując kar i autorytarnych metod, podejmujemy próbę wychowania go „w emocjonalnym zdrowiu”…

Wyjaśniając swoje pobudki, jednocześnie dajemy informację zwrotną osobie, z którą toczymy polemiką, bo przecież skoro ona postępuje w przeciwny sposób…

Po krótkiej chwili czuć, jak atmosfera się zagęszcza i konflikt wisi w powietrzu 😉

 

Dyskusja na argumenty nie ma sensu. Dodatkowo polemika staje się to jeszcze trudniejsza, kiedy Wasz trzyletni brzdąc wdaje się z Wami w dyskusje, wykłóca się i marudzi 😉 A przecież to miało być takie „skuteczne rodzicielstwo”…

I możemy tłumaczyć, uzasadniać, że nie mamy czarodziejskiej różdżki, że prócz naszego wpływu, w grę wchodzą również emocje, fizjologiczne reakcje i możliwości rozwojowe dziecka. Możemy również odwołać się do inwestycji w przyszłość i odroczonego efektu, mówiąc, że to wszystko, co dziś robimy, pracuje na przyszłość naszych pociech i to one będą bardziej samodzielnymi nastolatkami.

Obawiam się jednak, że dla wątpiących to nie będzie wystarczający dowód w sprawie 😉

Wątpliwościom nie ma końca

Co gorsza, kiedy ktoś kwestionuje nasze rodzicielstwo, karmi tym samym nasze własne obawy. Przecież większość z nas nie była wychowywana w ten sposób. Pojawiają się zatem pytania: Czy uda nam się pokierować zachowaniem dziecka bez stosowania kary? A może osoby podważające nasze podejście mają racę i postępując w ten sposób, wyrządzamy mu krzywdę?

Gdy na to wszystko, jeszcze widzimy, że dzieci rodziców stosujących dyrektywne metody wychowawcze, niemal w ekspresowym tempie reagują na ich żądania– czujemy się NIECO zniechęceni.

Do głosu dopuść zdrowy rozsądek

Cztery dekady badań nie pozostawiają złudzeń: dzieci potrzebują granic i wzorców.

Szkraby są jednak bardziej skłonne do ich przyjmowania i przestrzegania, gdy czują się zrozumiane oraz bezpieczne. Natomiast budowanie poczucia bezpieczeństwa i zrozumienia jest możliwe poprzez akceptacje ich emocji i empatyczne podejście.

Badania potwierdzają również, że dzieci autorytarnych rodziców są bardziej podatne na gniew, bunt, depresję, lęk i wpływ rówieśników…

Co zatem powiedzieć komuś, kto daje nam do zrozumienia, że szkodzimy naszym dzieciom?

W tym przypadku najprostsze rozwiązanie jest tym najlepszym:

Nie wdawaj się w dyskusje, nie narzekaj i niczego nie wyjaśniaj.

Może lepiej z uśmiechem na ustach powiedz:

„Rodzicielstwo jest trudne, prawda?”

I jeżeli robisz to, co podpowiada Ci intuicja, jesteś na dobrej drodze, przecierając szlak świadomego rodzicielstwa. Przecież nikt nie powiedział, że bycie pionierem będzie łatwe 😉

Akcja – reakcja

Dzieci są spontaniczne, często reagują instynktownie, bez namysłu i przewidywania konsekwencji. Gdy dwójka szkrabów bawi się razem na placu zabaw, nie raz może zawrzeć między nimi. Ciach- prach, jedna łopatka piasku wysypanego na głowę za dużo i awantura gotowa.

Zdarza się, że w takich sytuacjach, inni rodzice oczekują naszej reakcji, rodzicielskiej interwencji przywołującej dziecko do porządku…

wsparcie_dla_dziecka

Co powinniśmy zrobić w takiej sytuacji? Jak się zachować?

Nie pozostaje nam nic innego, jak spróbować wdrożyć poniższe kroki:

  1. Pomóż swojemu dziecku naprawić sytuację. 

Jeśli Twój maluszek nie jest gotowy przeprosić, zrób to razem z nim (a nawet za niego), zadbaj jednocześnie o fizyczny kontakt ze swoją pociechą.

„Bardzo nam przykro, że zostałeś popchnięty… Wszystko w porządku? Kasia się zdenerwowała i zapomniała użyć słów, by wyrazić to, co czuje. Przepraszamy”
  1. Oprzyj się pokusie ukarania dziecka i postaraj, by nie usłyszał komentarzy innych osób. 

To moment na uruchomienie w sobie pokładów empatii. Postaraj się zrozumieć sytuację i poczuć, jakie emocje towarzyszą Twojemu dziecku.

Tak wiem, jest to trudne, i wiem, że emocje i poczucie wstydu utrudniają racjonalne myślenie, ale warto wziąć głęboki oddech i spróbować.

Jeżeli maluch jest w stanie i wykazuje chęć rozmowy, niech opowie o tym, co się wydarzyło, dzięki temu poczuje, że jego perspektywa jest dla Ciebie ważna. Przytul go.

A kiedy emocje opadną, zapytaj:

„Jak myślisz, co możesz zrobić, aby naprawić, to co się stało?”

Pokazanie, że błędy można naprawiać, stworzenie warunków, by mogło się to zdarzyć, jest skuteczniejsze niż zastosowanie kary i wywarcie presji przepraszania.

  1. Porozmawiaj ze swoimi dziećmi na temat oczekiwanego zachowania przed planowanym wyjściem czy spotkaniem. 

Zapytaj, jakie ich zdaniem zasady powinny Was dotyczyć i powiedz o tym, czego oczekujesz. Na przykład:

  • Zachowujemy się ostrożnie w obecności mniejszych dzieci.
  • Nie oddalamy się i bawimy się na terenie placu zabaw, pozostajemy w zasięgu wzroku.
  • Podczas korzystania z placu zabaw czekamy na swoją kolej i zmieniamy się z innymi dziećmi.
  • Możemy nie wyrazić na coś zgody, ale zawsze używamy do tego słów i mówimy z szacunkiem.
  1. Nie obawiaj się stawiania granic, ale rób to w życzliwy sposób.

Dzieci są bardziej skłonne do współpracy, kiedy właśnie w ten sposób podchodzimy do wyznaczanych granic i ustalanych zasad. Jednocześnie osoby czekające na Twoją reakcję, będą miały okazję przekonać się, że można stawiać granice z cierpliwością i życzliwością. Jeżeli jednak sytuacja należy do tych bardziej krytycznych, zerknij do tego wpisu, w którym wspominam o napadach złości (napady złości u dziecka).

  1. Jeśli twoje dziecko „zastygło”, zabierz je w odosobnione miejsce.

Kiedy dzieci są nadmiernie pobudzane, ich organizm włącza strategię obronną i wprowadza je w stan bezruchu (zamrożenia, zastygnięcia). Związane jest to z wysokim poziomem stresu i aktywnością układu przywspółczulnego. W takich chwilach, by pomóc dziecku odzyskać równowagę, musimy zatroszczyć się o to, by przywrócić mu poczucie bezpieczeństwa, by poczuło naszą troskę oraz miłości. Ostatnim, czego potrzebuje, jest osądzanie i umoralnianie.

W tej trudnej dla wszystkich sytuacji, pomimo skrępowania, postaw kawę na ławę i powiedz, że potrzebujecie chwili prywatności, by się wyciszyć i uspokoić i zabierz dziecko w odosobnione miejsce.

Uruchom swój wewnętrzny głos, który będzie powtarzał Ci, że nie jesteś pierwszą ani jedyną Matką, zapewne też nie ostatnią, która znalazła się w takiej sytuacji…

To powinno choć trochę zmniejszyć Twoje zakłopotanie i stres.

A jeśli czujesz potrzebę wyjaśnienia zasadności swojego podejścia do rodzicielstwa ;-):

  • Podkreśl i zwróć uwagę na fakt, że każda z Was kocha swoje dziecko i robi, co w jej mocy, by być dla niego jak najlepszą mamą.
  • Wyjaśnij, że najnowsze, naukowe badania dotyczące mózgu, przyniosły nam wiele nowych informacji na temat rozwoju dziecka.
    Więc tak samo, jak budując samoloty, nie stosujemy przestarzałych technik sprzed 30 lat, tak posiadając, aktualną wiedzę na temat funkcjonowania ludzkiego mózgu, możemy kształtować „lepszych, zdrowszych” ludzi. Badania pokazują, że stosowanie kar nie jest skuteczne, co nie oznacza, że nie powinniśmy stawiać granic czy ustanawiać zasad. To, czego wszyscy potrzebujemy, jest zrozumienie, szacunek i miłość.

I oczywiście możesz szybko zatrzymać dziecięce zachowanie, ale nie emocje. Łatwiej jest podnieść głos, ale czy wtedy modelujesz szacunek do drugiego człowieka? Sęk w tym, by podejmować próby bycia osobą, którą chcemy, aby nasze dziecko stało się w przyszłości.

Jeżeli te argumenty nadal nie będą przekonujące… powiedz, że dla Ciebie najważniejsza jest przyszłość i to jak Wasze nastoletnie dzieci będą funkcjonować w społeczeństwie. Dzieci wychowywane w duchu empatycznych zasad, posiadają wyższy poziom samodyscypliny, są bardziej rozważnymi i szczęśliwymi ludźmi. Czyż nie o to nam chodzi?

 

Jeżeli uznasz ten wpis za przydatny czy inspirujący, będzie mi miło, jeśli  go udostępnisz.

Ściskam,

K

 

Być może zainteresują Cię również


novakid_nauka_angielskiego_online

Nauka języka angielskiego przez internet. Czy warto?

Nauka języka angielskiego przez internet. Czy warto?

Do napisania tego wpisu zainspirowały mnie pytania, które otrzymuję od Was, za każdym razem, gdy w relacji na Instagramie, podrzucam fragmenty z zajęć języka angielskiego, w których uczestniczą moi chłopcy.

Nasza przygoda ze szkołą językową Novakid trwa od kilku lat, o czym pisałam Wam już tutaj.

Antek rozpoczął naukę, będąc jeszcze w przedszkolu. Zdalna forma edukacji sprawdziła się nam w okresie chorobowym, kiedy nie mogliśmy uczęszczać na zajęcia stacjonarne.

Przerabiając podobny, zdrowotny scenariusz z Kubusiem, wiedziałam, że gdy tylko skończy 4 lata, spróbujemy tego rozwiązania.

W dzisiejszych czasach znajomość języka angielskiego stała się czymś niezbędnym. Cieszę się, że dzięki aktywnemu stylowi życia i częstym podróżom, dzieci mają szansę przekonać się w praktyce, do czego jest im potrzebny język obcy.

novakid_angielski_dla_dzieci

Na co zwracam uwagę

Wracając jednak do samej nauki języka angielskiego, wykorzystuję różne formy i sposoby przekazu, staram się, by to była zabawa i przyjemność, a nie przymus czy obowiązek. Wplatam słówka podczas gier czy innych, codziennych aktywności. Korzystam z kart, fiszek, książeczki z mówiącym długopisem lub pozwalam obejrzeć bajkę w języku angielskim.

Zależy mi na tym, by dzieci miały szansę rozwijać swoje zdolności językowe w różnych aspektach, by mogły się osłuchać z językiem, ale też praktykować wymowę. Zdaję sobie jednak sprawę, że czymś innym jest nauka słówek, a czym innym konkretna, metodyczna wiedza, dotycząca efektywnych, sposobów kształtowania zdolności językowych dziecka, którą posiada lektor prowadzący zajęcia.

We wspieraniu rozwoju dzieci i kształtowaniu różnorodnych zdolności, bardzo ważne dla mnie jest podążanie za indywidualnymi możliwościami i potrzebami dziecka. Jestem zwolenniczką minimalizowania ilości zajęć dodatkowych, stąd w dokonywaniu wyboru kieruję się rozsądkiem i uważnością na odczucia i komunikaty przekazywane przez moich chłopców.

Uważam też, że nic nie zastąpi bezpośredniego kontaktu z rówieśnikami i emocji, które towarzyszą pracy w grupie.

Dlatego, podejmując decyzję, borykałam się z różnymi dylematami i obawami. Poniżej rozwinę kilka z tych, które również pokrywały się z Waszymi pytaniami.

To, co za a może przeciw?

Formuła zajęć on-line

Zarówno moją największą obawą, jak i najczęściej pojawiającym się pytaniem było to, dotyczące formuły zajęć prowadzonych przez internet.

Staram się ograniczać do minimum ilość czasu spędzanego przez dzieci przed telewizorem, tabletem czy laptopem. Antek mający niemal 8 lat korzysta znacznie częściej z cyfrowych rozwiązań. Dla Kuby natomiast to pierwsze doświadczenia z wykonywaniem zadań przy użyciu komputera.

novakid_angielski_dla_dzieci_1

Analizując za i przeciw doszłam do wniosku, że czas poświęcony na zajęcia on-line, może być również dobrym pretekstem, do pokazania dzieciom, jak rozsądnie korzystać z rozwiązań technologicznych. Mając pod kontrolą treści, które docierają do dziecka i ilość czasu, który ono spędza przy laptopie, możemy pokazać, jakie szanse i możliwości edukacyjne daje to narzędzie.

Koncentracja uwagi

Drugim aspektem, o który najczęściej pytałyście była umiejętność utrzymania koncentracji uwagi przez dziecko podczas tego typu zajęć.

Tu nie ma jednej i prawidłowej odpowiedzi. Umiejętność ta jest kwestią indywidualną i zależy od wielu czynników, dlatego u każdego dziecka może wyglądać nieco inaczej.

Zachęcam Was do skorzystania z bezpłatnej lekcji próbnej, podczas której będziecie miały możliwość sprawdzić, jak przebiegają zajęcia i czy Waszej pociesze będzie odpowiadała taka forma nauki. Pozwala ona rozwiać wątpliwości.

Pssssyt… i uważajcie, bo NovaKid działa jak magnez 😉

Pamiętam, jak ponad 2 lata temu, wahałam się, gdy podejmowałam decyzje dotyczącą udziału Antosia w zajęciach. Teraz, decydując się na lekcje języka angielskiego online dla Kuby, wiedziałam, na czym one polegają, ilu interaktywnych sposobów, ciekawych zabaw, muzycznych zadań używają native speakerzy, by zaciekawić i zatrzymać uważność dziecka. Miałam nadzieję, że podobnie, jak w przypadku Antka, 25-minutowe zajęcia będą optymalnym czasem dla 4-letniego Kuby, bezpłatna lekcja próbna, pozwoliła mi to sprawdzić.

 

Korzyści wynikające z nauki angielskiego z lektorem

Myśląc o zajęciach z języka angielskiego, przyświecał mi jeden główny cel, by chłopcy otworzyli się na aktywną rozmowę. Formuła 1×1 wymusza dialog. Nauczyciel nie mówi ani jednego słowa po polsku, a mimo to, swoją osobowością, odpowiednim podejściem, zabawową formą i interaktywnymi technikami utrzymuje zaangażowanie dziecka i prowokuje do rozmowy. Ważne jest to, że dziecko spontanicznie zaczyna komunikować się z osobą mówiącą w innym języku. Nie obawiając się jeszcze tworzenia zdań, nie zastanawiając się nad ich konstrukcją gramatyczną i błędami językowymi, w naturalny sposób wchodzi w interakcję z nauczycielem. Brak blokady językowej to świetny moment, by rozwijać swobodę mówienia.

To, co budziło moje obawy, okazało się również jednym z elementów wzbudzających zainteresowanie chłopców. Dużą dawką wrażeń i powodem do ekscytacji jest sam fakt obcowania z komputerem, posiadania słuchawek, posługiwania się myszką, rysowania po ekranie czy zdalnej rozmowy.

nauka_angielskiego_przez_internet

Jakie zalety dostrzegam w zajęciach online?

  • Szczególnie w obecnej sytuacji, nieocenionym atutem jest to, że nauka odbywa się zdalnie, bez konieczności wychodzenia z domu i dowożenia dziecka na zajęcia.
  • Lekcja trwa 25 minut, to czas, w którym dziecko jest w stanie efektywnie skupić uwagę.
  • Wybór nauczyciela prowadzącego zajęcia na podstawie wizytówki w formie filmiku.
  • Możliwość umawiania terminów zajęć w dowolnie wybranym czasie (godzina i dzień).
  • Dowolność lokalizacyjna – do zrealizowania lekcji potrzebujesz tylko laptop, tablet i internet.
  • Elastyczność harmonogramu – ilość lekcji realizowanych w danym tygodniu ustalasz według własnych potrzeb i możliwości.
  • Możliwość bezkosztowego odwołania i przełożenia lekcji na 8h przed zajęciami.
  • Sms’owe i mailowe przypomnienia o terminie nadchodzącej lekcji.
  • Podsumowanie przesyłane przez nauczyciela, po każdej lekcji, zawierające informacje o zakresie zrealizowanego materiału, postępach dziecka i przydatne wskazówki do pracy w domu.
  • Nieograniczony dostęp do materiałów edukacyjnych (zabaw, filmików), do których dziecko może wracać w dowolnie wybranym momencie.

język_angielski_online_dla_dzieci

Warto skorzystać

W naszym przypadku ta forma nauki sprawdza się świetnie i tak, jak wspomniałam wcześniej, Wy również możecie zobaczyć czy Wam się spodoba, korzystając z pierwszej, darmowej lekcji, zapisując się tutaj klik. Wpisując kod KAROLINA1728 zyskujecie również 60 zł doładowania.

Dodatkowo po wykupieniu kursu, możecie wygenerować kod dla swoich znajomych, dzięki któremu uzyskają oni zniżkę, a Wasze konto zostanie doładowane dodatkową, bonusową kwotą, jak tylko się zarejestrują i wykupią pierwszy pakiet zajęć.


korzyści_z_gier_planszowych

7 powodów, dla których to gry planszowe są najlepszym prezentem dla Twojego dziecka

7 powodów, dla których to gry planszowe są najlepszym prezentem dla Twojego dziecka

Żyjemy w czasach, które zyskały miano „edutainmentu”. To nowe określenie powstało poprzez połączenie dwóch trendów, wynikających z naszych oczekiwań: edukacji (education) i rozrywki (entertainment).

Jako społeczeństwo jesteśmy coraz bardziej świadomi i wymagający. Dzięki łatwemu dostępowi do różnorodnych treści i wiedzy możemy dokonać bardziej precyzyjnych wyborów. Dotyczy to każdej sfery życia, również tej, związanej z rozwojem naszych dzieci.

Oczekiwania wobec dzieciństwa naszych pociech są najczęściej niezwykle wygórowane. Wiemy, że już od pierwszych dni możemy wpływać na ich przyszłość, że wczesne dzieciństwo to okres bardzo intensywnego rozwoju mózgu, wytwarzania się połączeń między komórkami nerwowymi (a im więcej tych połączeń, tym lepsze będą w przyszłości warunki uczenia się, nabywania nowych wiadomości i umiejętności).

Chcąc wykorzystać tę wiedzę, staramy się znaleźć różnorodne sposoby na pobudzanie aktywności mózgu, stworzyć jak najlepsze warunki do jego rozwoju.

I tu pojawia się druga strona medalu, z którą związana jest wspomniana łatwość i dostępność treści. Bardzo trudno jest dokonać dobrego i rozsądnego wyboru spośród ogromu poleceń zabawek i gadżetów, „wspierających” rozwój dziecka. W końcu marketing dźwignią handlu i perfekcyjnie dopasowuje się do oczekiwań potencjalnych klientów.

Jednak tak często pozory mylą…

Największym powodzeniem cieszą się zabawki, które nie tylko bawią, ale i stymulują rozwój, wzbogacają wiedzę, budują różnorodne kompetencje i umiejętności. Gdybym miała wskazać jedną zasadę, którą się kieruję, wybierając zabawkę to byłoby to:

„Im prościej, tym lepiej”

Oznacza to, że im mniej interaktywnych funkcji posiada zabawka, tym jest lepsza i bardziej stymuluje rozwój dziecka.

Dziwne prawda?

Nasuwa się pytanie:

Co z tymi, wszystkimi, grającymi i świecącymi gadżetami oraz grami?

Warto być świadomym, że zabawki interaktywne nie wspierają rozwoju dziecka, tylko biernie zajmują jego uwagę i bombardują układ nerwowy ogromną ilością bodźców.

… I tak, stosując je, zyskujemy pewnie chwilę na wypicie ciepłej kawy, ale zdecydowanie nie wspieramy w ten sposób rozwoju swojej pociechy.

Co zatem zamiast…

Do zabaw i rozrywek, które bez wątpienia wspierają dziecięcy rozwój, z czystym sumieniem polecić mogę np. drewniane zabawki, różnorodne klocki, sortery, układanki czy gry planszowe. Wszystko to, dzięki czemu nasza pociecha aktywnie korzysta z własnych zasobów i wtedy np.: wydając dźwięki, ćwiczy aparat mowy, budując i przemieszczając przedmioty, trenuje koncentracje uwagi oraz koordynacje wzrokowo-ruchową. Aktywna, a nie pasywna zabawa, to klucz do rozwoju.

Prawda jest taka, że największą stymulacją i korzyścią dla rozwoju naszych pociech jest wszystko to, co pozwala im spędzać aktywnie czas z najbliższymi. Przy nas uczą się przez doświadczanie, obserwację, naśladowanie, słuchanie, powtarzanie, czyli aktywne uczestniczenie w rodzinnej codzienności.

Oczywiście zakres i rodzaj aktywności, będzie zależny od potrzeb, możliwości rozwojowych i wieku dziecka.

Gra “Matrioszki”

Jako jeden z przykładów zabaw wspierających rozwój wymieniłam gry planszowe i to właśnie im chciałabym poświęcić kilka akapitów 😉

Pozytywny wpływ gier planszowych

W naszym domu gry planszowe zajmują bardzo wiele miejsca i mam tu na myśli zarówno ilość półek, jak i poświęcanego im czasu 😉

Planszówki, często są błędnie odbierane jako nudne i staromodne. Tymczasem, niezmiennie od wielu lat, jest to jedna z najbardziej wartościowych form spędzania czasu i wspierania rozwoju. Kształtują zarówno zdolności poznawcze, akademickie, jak i życiowe czy społeczne.

Korzyści płynące z gier planszowych są dalekosiężne.

Jakie?

Zerknijcie poniżej…

Pomagają zacieśniać rodzinne więzi

Choć być może brzmi to banalnie, ale wyniki badań potwierdzają, że wspólne spędzanie czasu podczas grania w gry planszowe, sprzyja bezpośrednim interakcjom, będącym podstawą zanikających relacji międzyludzkich. Podczas wspólnych rozgrywek i towarzyszącej im radosnej atmosfery, uwalniają się endorfiny, hormony szczęścia, wszystko to sprzyja budowaniu zaufania, poczucia przynależności, komunikacji, zwiększaniu empatii i obniżeniu poziomu stresu.

Wspierają rozwój emocjonalny i społeczny

Gry planszowe rozwijają umiejętności, które są niezbędne w życiu społecznym. Tworzą bezpieczną przestrzeń do samoregulacji, do podejmowania prób kontroli emocji (np. złości lub rozpaczy w przypadku przegranej), odraczania zachowań, czekania, trzymania się podjętych ustaleń, przestrzegania reguł Wszystkie te elementy, to umiejętności poprawiające jakość i komfort funkcjonowania w grupie.

Planszówki, dzięki regułom i wymogom strukturalizują oraz porządkują przestrzeń. Określają kto, kiedy i jaki ruch może wykonać. Upraszczają, a nawet zastępują konieczność podejmowania decyzji np. o odezwaniu się lub milczeniu – co sprawia, że dla każdego, nawet nieśmiałego dziecka, sytuacja jest łatwiejsza i bardziej przyjazna. Bezpieczne i znane otoczenie sprzyja nauce wchodzenia w interakcje, bez lęku i niepokoju związanego z niepewnością.

korzyści z gier planszowych

Badania pokazują, że związek między umiejętnościami społecznymi i emocjonalnymi a sukcesem szkolnym jest bardzo wysoki. Do tego stopnia, że są one większym predyktorem dobrych wyników w nauce niż nasze pochodzenie i zdolności poznawcze. Uczenie się jest procesem społecznym. Dzieci nie są w stanie efektywnie zdobywać wiedzy i nie wykorzystują w pełni swojego potencjału, jeśli mają trudności z podążaniem za wskazówkami, porozumiewaniem się z rówieśnikami i kontrolowaniem swoich emocji.

Wspierają rozwój zdolności komunikacyjnych

Gry planszowe sprawiają, że uczestnicy mają ze sobą bezpośredni kontakt. Dzięki temu dzieci obserwują wzajemne reakcje, postawę ciała, mimikę twarzy, czy słyszą ton i tembr głosu. A wszystko to nic innego jak elementy komunikacji niewerbalnej. Oczywiście tę werbalną stronę też rozwijają podczas spontanicznych rozmów, słuchając, naśladując, odzwierciedlając i swobodnie rozmawiając podczas rozgrywki. Taką przestrzeń tworzy np. gra “Łowy na nakrycia głowy“, która jest jednym z naszych pewniaków w nadchodzące święta.

“Łowy na nakrycia głowy”

Uczą postępowania według określonych zasad

Każda gra planszowa, nawet ta najprostsza, wymaga postępowania zgodnie z ustalonymi dla niej regułami.

No właśnie, reguły… to one dla małych dzieci stanowią największą trudność. Wiecie o co mam na myśli? 😉

Nie posłużę się tu sformułowaniem, że zasady są po to, by je łamać, (choć samo ciśnie się na usta ;-)) ale zdecydowanie są po to, by je upraszczać i dostosowywać do Waszych potrzeb oraz możliwości.

Tym sposobem np. nie trzeba zwracać uwagi na pola o specjalnych właściwościach typu cofanie się o trzy kroki albo utrata jednej kolejki rzutu (ważne, tylko by całkowicie nie rezygnować z reguł). Dzięki niewielkim modyfikacjom większość dzieci już po skończeniu dwóch i pół czy trzech lat może uczestniczyć w rodzinnych rozgrywkach.

Dzieci wyjątkowo ruchliwe, wysoko wrażliwe albo reagujące silnymi emocjami mogą być gotowe do zabaw z grami planszowymi nieco później. Ważne, byśmy mieli to na uwadze i do każdego dziecka podchodzili w indywidualny sposób.

Niezależnie od tego, na jakim etapie rozwoju czy edukacji są nasze pociechy, umiejętność zrozumienia i postępowania według określonej instrukcji przyda się im na wielu, życiowych płaszczyznach. Dzieci uczą się radzić sobie z granicami i ograniczeniami oraz odkrywają korzyści płynące z postępowania zgodnie z wytycznymi.

Pozwalają doświadczyć porażki

Podnoszenie się po niepowodzeniu i podejmowanie ponownej próby, to zdolność, która jest niezwykle ważna, na każdym etapie życia. Gry planszowe dają dziecku przestrzeń do uczenia się na błędach w przyjaznych i bezpiecznych warunkach.

To niezwykle trudne, „pozwolić” dziecku posmakować porażki, przecież chcemy zaoszczędzić mu nieprzyjemnych doświadczeń. Tymczasem to jedna z tych dróg, dzięki której, w przyszłości, łatwiej będzie naszej pociesze odnaleźć się w grupie rówieśniczej.

rycerze i rabusie gra dla dzieci
Rycerze i rabusie

Porażka jest idealnym pretekstem do rozmowy o tym, co poszło nie tak, co można poprawić, a to nic innego, jak krok w stronę sukcesu.

Muszę zaznaczyć, że nie należy dobierać gier zbyt trudnych dla dziecka – nawet proste na pozór bierki nie dają czterolatkowi (ze względu na znacznie słabszą koordynację ruchów i mniejszą sprawność manualną) zbytnich szans w starciu z siedmiolatkiem czy osobą dorosłą.

Nauka przegrywania nie może polegać na ciągłym otrzymywaniu batów. To prosta droga do zniechęcenia brzdąca i rezygnacji z gry. Znacznie lepszym rozwiązaniem, będzie dobór gry o innym charakterze np. z udziałem losowości, wykorzystujące rzuty kostką.

Jednocześnie muszę Was przestrzec przed celowym podkładaniem się i przegrywaniem, by nie wywoływać smutku (lub złości) u dziecka. To nic innego, jak wprowadzanie brzdąca w błąd, skutkuje przeświadczeniem, że zawsze się wygrywa, a to przecież nieprawda. Wyobraźcie sobie, co się stanie, gdy kiedyś przyjdzie mu skonfrontować się z rzeczywistością? Co wtedy będzie czuł?

Wspierają rozwój zdolności poznawczych i akademickich

Dzieci przez kilka pierwszych lat życia uczą się praktycznie wyłącznie przez zabawę. Nawet w okresie szkolnym, jest ona potężnym sprzymierzeńcem procesów uczenia się i pamięci. Dzięki przemyślanej formie, maluchy niespostrzeżenie mogą uczyć się opracowywania strategii, dedukcyjnego i analitycznego myślenia jak np. w grze  „Zaginiony skarb”, rozwijać spostrzegawczość, refleks i koncentrację, dzięki grze „Matrioszki” czy rozwijać wyobraźnie, kreatywność i logiczne myślenie podczas zabawy w „Rycerze i rabusie”.

“Zaginiony skarb”

Dlaczego więc tego nie wykorzystać?

Gry bardzo często wprowadzają dzieci w świat nowych informacji (dotyczących wiedzy ogólnej, biologii, historii czy geografii), ale także (a może nawet przede wszystkim) stwarzają okazję do utrwalania treści wcześniej przyswojonych, do wykorzystywania umiejętności, które są w trakcie opanowywania. Przecież nawet poruszanie się po planszy ćwiczy odliczanie kolejnych pól, zgodnie z liczbą wyrzuconych kostką oczek, prawda?

Wyrzucana na kostce cyfra np. 4 – jest przedstawiona przez cztery oczka, których jest przecież więcej niż 3, a mniej niż 5. Niektóre gry wprowadzają pojęcia geometrii z kształtami i wzorami, pozwalają klasyfikować przedmioty (rozpoznawać i dopasowywać wzory) oraz wspomagają naukę pomiaru odległości czy posługiwania się pieniędzmi.

Gry, takie jak „Układam słowa. Literki młodziaki” czy „Układam słowa. Literki starszaki” podczas zabawy, bazując na mimowolnym zapamiętywaniu, umożliwiają dzieciom nie tylko poznawanie literek, utrwalanie pisowni czy opanowanie sprawności czytania, ale również ćwiczą ich pamięć, zdolność koncentracji oraz twórcze myślenie.

“Układam słowa”

Czym się kierować wybierając gry dla swoich dzieci?

Jest bardzo wiele czynników, przykład wiekiem dziecka i jego poziomem rozwoju (gry ze zbyt skomplikowanymi regułami mogą naprawdę zniechęcić małe dzieci i początkujących graczy), umiejętnościami dziecka, ale także jego indywidualnymi właściwościami, zainteresowaniami, rodzajem przejawianych uzdolnień czy pasji. Ważne są także tradycje rodzinne i specyficzny dla rodziny klimat, atmosfera, wartości, jakie chcecie przekazać swoim pociechom.

Pamiętajcie, że kluczem do zaszczepienia w dziecku zamiłowania do gier planszowych jest dobrowolność i świetna, wspólna zabawa. Siłą jeszcze nikomu nie udało się wywołać zainteresowania!

Na rozpoczęcie przygody z grami planszowymi nigdy nie jest za późno, bo jak powiedział George’a Bernarda Shawa:

„Nie przestajemy grać, ponieważ się starzejemy; starzejemy się, ponieważ przestajemy grać.”

 

Jestem ciekawa czy zdarza Wam się spędzać rodzinne popołudnia z grami planszowymi?

Ściskam,
K


bądź_grzeczny_bo_nie_przyjdzie_do_ciebie_święty_mikołaj

Bądź grzeczny, bo nie przyjdzie do Ciebie Święty Mikołaj - 10 odpowiedzi na świąteczny szantaż

Sezon na „Bądź grzeczny, bo nie przyjdzie do Ciebie Święty Mikołaj” uważam za otwarty.

Choć mogłoby się wydawać, że to takie zabawne posłużyć się tym magicznym zdaniem, to nie wspominam, o nim w kontekście rodzicielskiej zabawy, a raczej nadużycia. Gdy już staniemy w obliczu mikołajkowej klątwy, aż ciśnie się na usta odbicie piłeczki w kierunku pytającego: „A Ty ciociu, babciu, sąsiadko – byłaś grzeczna? Zasłużyłaś na prezent? Przyszedł do Ciebie Święty Mikołaj?

To niemal społeczne przekleństwo. Tak często powtarzane, że stało się nieodłączną częścią przedświątecznego oczekiwania, niczym tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie.

Rodzicielska bezsilność

Jesteśmy idealnie zsynchronizowani z telewizyjnymi reklamami, kiedyś punktem granicznym dla zastosowania mikołajowego szantażu był grudzień, dziś już w listopadzie stosujemy tę broń. Skoro zaczynają otaczać nas świąteczne błyskotki, a w tle słychać „Last Christmas”, to czemu już dziś nie posłużyć się tym, zaklęciem?

Z boku wygląda to tak, jakby ten czas był ostatnią szansą wychowawczą – skoro „Na Mikołaja” nie uda się ujarzmić szkraba, to już nie ma dla nas nadziei 😉

Tym sposobem, rodzicielska bezsilność zyskuje sprzymierzeńca, przed którym drżą wszystkie dzieci, a dorośli z ulgą łapią i głośnym sapnięciem wypuszczają powietrze. Nie jestem przekonana czy prawdziwy święty pochwaliłby taką strategię…

Prezenty tylko dla grzecznych dzieci

Do pewnego momentu, nie ruszały mnie, tego typu pytania. Mój malec był przez nas utwierdzany w przekonaniu, że Mikołaj przychodzi do wszystkich dzieci niezależnie od zasług czy przewinień. Zaczęłam się jednak irytować, gdy ruszył do przedszkola i w sezonie świątecznym wracał z hasłem na ustach:

„Pani powiedziała, że jak nie będziemy grzeczni, to święty Mikołaj do nas nie przyjdzie.”

albo

 

„Piotrek, to jedynie rózgę dostanie, bo taki był dziś niegrzeczny.”

W sumie nie ma znaczenie, pod jakim hasłem ukryjemy manipulację, jakimi ozdobnikami ją zakamuflujemy:

Czy to będzie

 

„Wiesz, że Mikołaj przychodzi tylko do grzecznych dzieci, prawda?”

lub

 

„Święty Mikołaj nas obserwuje i wszystko widzi, dlatego lepiej bądź grzeczny.”

Jedno jest pewne, nie powinniśmy ich stosować.

Nie jest to czepianie się słówek czy wyolbrzymianie. Rzecz w tym, że słowa mają ogromną moc, wpływają oraz kształtują dziecięce podejście do siebie i do świata. Dlatego, warto zdawać sobie sprawę i przykładać wagę do tego, jak i co mówimy do naszych dzieci.

straszenie_mikołajem

Jak takie pytanie rozumie dziecko

„Byłeś grzeczny, niegrzeczny, dobry, zły…”
 to nic innego jak nadawanie etykiety. Określając brzdąca mianem niegrzecznego, przypisujemy mu stałą cechę, którą traktujemy jako zawsze towarzyszący pewnik.

Dziecko pochwalone: 

„brawo, byłeś grzeczny”
traktuje te słowa, jako nagrodę za to, że tym razem udało mu się dopasować do oczekiwań rodziców, dziadków czy wychowawczyni w przedszkolu. Ono nie rozumie, co dokładnie zrobiło dobrze, jakie zachowanie wywołało ten entuzjazm i aprobatę widoczną w reakcji opiekunów.

Biorąc pod uwagę więź, jaka łączy je z najbliższymi mu osobami, jest w stanie poświęcić swoją integralność, naturalność, spontaniczność, autentyczność przeżywania wszystkich emocji, by zyskać poczucie bycia kochanym i akceptowanym, by zasłużyć na miłość.

Halo, halo czy przypadkiem nasza miłość nie powinna być bezwarunkowa?

Zmień punkt widzenia

W najlepszym wypadku pytanie o to „Czy byłaś grzeczna?” możemy uznać za zbyteczne, w najgorszym natomiast, jest to manipulacja, utrwalająca społeczne przeświadczenie o tym, że ​​dzieci powinny być kontrolowane i zmuszane do bycia “dobrymi” ludźmi. Tylko po co to robić, skoro one już same w sobie są dobre? 🤷🏻‍♀️

Z drugiej strony natomiast, jakie są te dobre, grzeczne dzieci?

Czego od nich oczekujemy? Czy potrafimy to zdefiniować? Dlaczego o tym, do której z kategorii je zaliczymy ma decydować nasze widzimisie?

Czy grzeczne to: posłuszne, postępujące zgodnie z oczekiwaniami, ciche, nieabsorbujące, tłumiące emocje, niewidoczne, samodzielne, zgadzające się na wszystko, nieasertywne…

Co jeszcze dopisalibyście do tej listy?

W zrozumieniu absurdu może nam pomóc, spojrzenie na to z nieco innej perspektywy.

Jak byśmy się czuli, gdyby w okresie świątecznym, na każdym kroku, podważano jakość naszego zaangażowania w pracę?

Gdyby współpracownicy konspirowali przeciwko nam, po to, by podstępem skłonić nas do zrobienia tego, czego sobie życzą?

Posługiwali się groźbami, na temat tego, co złego się wydarzy, jeżeli nie spełnimy ich oczekiwań?

Co, gdyby bliscy traktowali nas tak, jakby naszą najważniejszą i najbardziej pożądaną cechą było posłuszeństwo?

Brzmi nieciekawie? No właśnie, moim zdaniem to jest słabe.

Mam nadzieję, że spojrzenie z innej strony, pozwoli Wam dostrzec, co jest nie tak jak powinno.

Skoro już wiemy czego NIE robić, może zastanowimy się, jak powinniśmy się zachować, kiedy tego typu pytania kieruje do naszego dziecka ktoś postronny, bliższy lub dalszy znajomy? W sumie nie ma znaczenia kim jest, tylko co mówi.

Co zrobić, by uniknąć niezręcznego milczenia i nie pozwolić na ocenianie naszego szkraba?

Mam kilka propozycji.

10 odpowiedzi na: „Bądź grzeczny, bo nie przyjdzie do Ciebie Święty Mikołaj.”

Dla naszych pociech jesteśmy uosobieniem bezpieczeństwa, wsparciem, ostoją i wzorem do naśladowania. Staramy się je wspierać w rozwoju i chronić, gdy tylko zajdzie taka potrzeba. Właśnie dlatego, nie powinniśmy przechodzić obojętnie wobec komunikatów, które etykietują, czy w jakikolwiek inny sposób naruszają ich dobro.

Tak wiem. Ludzie chcą być mili i nie mają złych intencji, a to zdanie jest przejawem braku świadomości. Pełna zgoda. Dlatego zróbmy coś dobrego również dla tych nieświadomych osób 😉 Powiedzmy im, że ich podejście nie jest ok. Może w ten sposób sprawimy, że w przyszłości zastanowią się nad tym, co mówią.

Poniżej podrzucam 10 odpowiedzi, na takie niefortunne stwierdzenia i pytania. Możesz je wykorzystać jako punkt wyjścia, do dalszej rozmowy bądź jako ripostę ucinającą pogawędkę. Odpowiedzi te nie są uniwersalne. Wybór powinien być zależny od sytuacji, w której jesteście oraz od celu, jaki chcecie osiągnąć. Do skutecznej reakcji nie są potrzebne wyszukane słowa i elaboraty, wystarczy prosty i konkretny komunikat, dzięki któremu zaznaczamy granice i określamy swoje stanowisko.

„Bądź grzeczny, bo nie przyjdzie do Ciebie Święty Mikołaj.”

„Czy byłeś grzecznym/dobrym dzieckiem w tym roku?”

bądź_grzeczny

Co jest lepsze od takiego komunikatu?

Prawie wszystko 😉

Tak, jak już wcześniej wspomniałam, ludzie zazwyczaj nie mają złych intencji, zwracając się do dziecka w ten sposób. Pytają, bo w okresie świątecznym sami rok rocznie słyszeli ten zwrot. To niemal intuicyjna, choć nieudolna próba nawiązania kontaktu z malcem.

Musimy jednak pamiętać, że nasze słowa mają ogromną moc, dlatego nie jest obojętnym, co mówimy do siebie nawzajem. Istnieje wiele, innych sposobów na podtrzymanie interakcji z dziećmi.

Jakich? Nic nadzwyczajnego, wystarczy zapytać: 

„Czy Ty również cieszysz się na nadchodzące święta?”
lub 
„Co w świętach Bożego Narodzenia lubisz najbardziej?”

Są to znacznie ciekawsze pytania, na które z entuzjazmem odpowie każdy brzdąc.

Nawet jeśli nie możemy bezpośrednio zareagować, to zawsze możemy przegadać tę sytuację, przypomnieć malcowi wartości, które na co dzień Wam przyświecają, uspokoić i wyjaśnić, to co budzi wątpliwości.

Odpowiednio reagując w takich sytuacjach, mamy wpływ nie tylko na wychowanie naszych pociech, ale również na zmianę kulturowo przyjętych norm kontroli i dominacji nad dziećmi. To wszystko to metoda małych kroczków, tak samo, jak kropla drąży skałę. Przecież, od czego trzeba zacząć zmieniać otoczenie ;-).

Szacunek – to po raz „enty” słowo klucz. Dzieci zasługują na takie samo podejście, jak my, dorośli.

 

Jakie są Wasze doświadczenia? Często spotykacie się z tego typu pytaniami? Jak reagujecie? Będzie mi miło, jeśli dacie znać w komentarzu poniżej tekstu.

A jeżeli spodobał Wam się ten wpis albo uznacie, że może kogoś zainspirować lub zainteresować, udostępnijcie go proszę. 

Zaglądajcie również na Facebook i Instagram. a także na Instagram Stories, bo tam codziennie możemy się spotkać.

Ściskam,
Karola

 

 

Być może zainteresują Was również:

Czy Święty Mikołaj może przysporzyć więcej szkody niż pożytku?

W jaki sposób powiedzieć dziecku prawdę o Świętym Mikołaju

Świąteczna depresja – skąd się bierze i na czym polega

Niewystarczająco dobrzy – dzieciństwo w cieniu niespełnionych aspiracji rodzica

Jak zmienić nawyki