korzyści_z_gier_planszowych

7 powodów, dla których to gry planszowe są najlepszym prezentem dla Twojego dziecka

7 powodów, dla których to gry planszowe są najlepszym prezentem dla Twojego dziecka

Żyjemy w czasach, które zyskały miano „edutainmentu”. To nowe określenie powstało poprzez połączenie dwóch trendów, wynikających z naszych oczekiwań: edukacji (education) i rozrywki (entertainment).

Jako społeczeństwo jesteśmy coraz bardziej świadomi i wymagający. Dzięki łatwemu dostępowi do różnorodnych treści i wiedzy możemy dokonać bardziej precyzyjnych wyborów. Dotyczy to każdej sfery życia, również tej, związanej z rozwojem naszych dzieci.

Oczekiwania wobec dzieciństwa naszych pociech są najczęściej niezwykle wygórowane. Wiemy, że już od pierwszych dni możemy wpływać na ich przyszłość, że wczesne dzieciństwo to okres bardzo intensywnego rozwoju mózgu, wytwarzania się połączeń między komórkami nerwowymi (a im więcej tych połączeń, tym lepsze będą w przyszłości warunki uczenia się, nabywania nowych wiadomości i umiejętności).

Chcąc wykorzystać tę wiedzę, staramy się znaleźć różnorodne sposoby na pobudzanie aktywności mózgu, stworzyć jak najlepsze warunki do jego rozwoju.

I tu pojawia się druga strona medalu, z którą związana jest wspomniana łatwość i dostępność treści. Bardzo trudno jest dokonać dobrego i rozsądnego wyboru spośród ogromu poleceń zabawek i gadżetów, „wspierających” rozwój dziecka. W końcu marketing dźwignią handlu i perfekcyjnie dopasowuje się do oczekiwań potencjalnych klientów.

Jednak tak często pozory mylą…

Największym powodzeniem cieszą się zabawki, które nie tylko bawią, ale i stymulują rozwój, wzbogacają wiedzę, budują różnorodne kompetencje i umiejętności. Gdybym miała wskazać jedną zasadę, którą się kieruję, wybierając zabawkę to byłoby to:

„Im prościej, tym lepiej”

Oznacza to, że im mniej interaktywnych funkcji posiada zabawka, tym jest lepsza i bardziej stymuluje rozwój dziecka.

Dziwne prawda?

Nasuwa się pytanie:

Co z tymi, wszystkimi, grającymi i świecącymi gadżetami oraz grami?

Warto być świadomym, że zabawki interaktywne nie wspierają rozwoju dziecka, tylko biernie zajmują jego uwagę i bombardują układ nerwowy ogromną ilością bodźców.

… I tak, stosując je, zyskujemy pewnie chwilę na wypicie ciepłej kawy, ale zdecydowanie nie wspieramy w ten sposób rozwoju swojej pociechy.

Co zatem zamiast…

Do zabaw i rozrywek, które bez wątpienia wspierają dziecięcy rozwój, z czystym sumieniem polecić mogę np. drewniane zabawki, różnorodne klocki, sortery, układanki czy gry planszowe. Wszystko to, dzięki czemu nasza pociecha aktywnie korzysta z własnych zasobów i wtedy np.: wydając dźwięki, ćwiczy aparat mowy, budując i przemieszczając przedmioty, trenuje koncentracje uwagi oraz koordynacje wzrokowo-ruchową. Aktywna, a nie pasywna zabawa, to klucz do rozwoju.

Prawda jest taka, że największą stymulacją i korzyścią dla rozwoju naszych pociech jest wszystko to, co pozwala im spędzać aktywnie czas z najbliższymi. Przy nas uczą się przez doświadczanie, obserwację, naśladowanie, słuchanie, powtarzanie, czyli aktywne uczestniczenie w rodzinnej codzienności.

Oczywiście zakres i rodzaj aktywności, będzie zależny od potrzeb, możliwości rozwojowych i wieku dziecka.

Gra “Matrioszki”

Jako jeden z przykładów zabaw wspierających rozwój wymieniłam gry planszowe i to właśnie im chciałabym poświęcić kilka akapitów 😉

Pozytywny wpływ gier planszowych

W naszym domu gry planszowe zajmują bardzo wiele miejsca i mam tu na myśli zarówno ilość półek, jak i poświęcanego im czasu 😉

Planszówki, często są błędnie odbierane jako nudne i staromodne. Tymczasem, niezmiennie od wielu lat, jest to jedna z najbardziej wartościowych form spędzania czasu i wspierania rozwoju. Kształtują zarówno zdolności poznawcze, akademickie, jak i życiowe czy społeczne.

Korzyści płynące z gier planszowych są dalekosiężne.

Jakie?

Zerknijcie poniżej…

Pomagają zacieśniać rodzinne więzi

Choć być może brzmi to banalnie, ale wyniki badań potwierdzają, że wspólne spędzanie czasu podczas grania w gry planszowe, sprzyja bezpośrednim interakcjom, będącym podstawą zanikających relacji międzyludzkich. Podczas wspólnych rozgrywek i towarzyszącej im radosnej atmosfery, uwalniają się endorfiny, hormony szczęścia, wszystko to sprzyja budowaniu zaufania, poczucia przynależności, komunikacji, zwiększaniu empatii i obniżeniu poziomu stresu.

Wspierają rozwój emocjonalny i społeczny

Gry planszowe rozwijają umiejętności, które są niezbędne w życiu społecznym. Tworzą bezpieczną przestrzeń do samoregulacji, do podejmowania prób kontroli emocji (np. złości lub rozpaczy w przypadku przegranej), odraczania zachowań, czekania, trzymania się podjętych ustaleń, przestrzegania reguł Wszystkie te elementy, to umiejętności poprawiające jakość i komfort funkcjonowania w grupie.

Planszówki, dzięki regułom i wymogom strukturalizują oraz porządkują przestrzeń. Określają kto, kiedy i jaki ruch może wykonać. Upraszczają, a nawet zastępują konieczność podejmowania decyzji np. o odezwaniu się lub milczeniu – co sprawia, że dla każdego, nawet nieśmiałego dziecka, sytuacja jest łatwiejsza i bardziej przyjazna. Bezpieczne i znane otoczenie sprzyja nauce wchodzenia w interakcje, bez lęku i niepokoju związanego z niepewnością.

korzyści z gier planszowych

Badania pokazują, że związek między umiejętnościami społecznymi i emocjonalnymi a sukcesem szkolnym jest bardzo wysoki. Do tego stopnia, że są one większym predyktorem dobrych wyników w nauce niż nasze pochodzenie i zdolności poznawcze. Uczenie się jest procesem społecznym. Dzieci nie są w stanie efektywnie zdobywać wiedzy i nie wykorzystują w pełni swojego potencjału, jeśli mają trudności z podążaniem za wskazówkami, porozumiewaniem się z rówieśnikami i kontrolowaniem swoich emocji.

Wspierają rozwój zdolności komunikacyjnych

Gry planszowe sprawiają, że uczestnicy mają ze sobą bezpośredni kontakt. Dzięki temu dzieci obserwują wzajemne reakcje, postawę ciała, mimikę twarzy, czy słyszą ton i tembr głosu. A wszystko to nic innego jak elementy komunikacji niewerbalnej. Oczywiście tę werbalną stronę też rozwijają podczas spontanicznych rozmów, słuchając, naśladując, odzwierciedlając i swobodnie rozmawiając podczas rozgrywki. Taką przestrzeń tworzy np. gra “Łowy na nakrycia głowy“, która jest jednym z naszych pewniaków w nadchodzące święta.

“Łowy na nakrycia głowy”

Uczą postępowania według określonych zasad

Każda gra planszowa, nawet ta najprostsza, wymaga postępowania zgodnie z ustalonymi dla niej regułami.

No właśnie, reguły… to one dla małych dzieci stanowią największą trudność. Wiecie o co mam na myśli? 😉

Nie posłużę się tu sformułowaniem, że zasady są po to, by je łamać, (choć samo ciśnie się na usta ;-)) ale zdecydowanie są po to, by je upraszczać i dostosowywać do Waszych potrzeb oraz możliwości.

Tym sposobem np. nie trzeba zwracać uwagi na pola o specjalnych właściwościach typu cofanie się o trzy kroki albo utrata jednej kolejki rzutu (ważne, tylko by całkowicie nie rezygnować z reguł). Dzięki niewielkim modyfikacjom większość dzieci już po skończeniu dwóch i pół czy trzech lat może uczestniczyć w rodzinnych rozgrywkach.

Dzieci wyjątkowo ruchliwe, wysoko wrażliwe albo reagujące silnymi emocjami mogą być gotowe do zabaw z grami planszowymi nieco później. Ważne, byśmy mieli to na uwadze i do każdego dziecka podchodzili w indywidualny sposób.

Niezależnie od tego, na jakim etapie rozwoju czy edukacji są nasze pociechy, umiejętność zrozumienia i postępowania według określonej instrukcji przyda się im na wielu, życiowych płaszczyznach. Dzieci uczą się radzić sobie z granicami i ograniczeniami oraz odkrywają korzyści płynące z postępowania zgodnie z wytycznymi.

Pozwalają doświadczyć porażki

Podnoszenie się po niepowodzeniu i podejmowanie ponownej próby, to zdolność, która jest niezwykle ważna, na każdym etapie życia. Gry planszowe dają dziecku przestrzeń do uczenia się na błędach w przyjaznych i bezpiecznych warunkach.

To niezwykle trudne, „pozwolić” dziecku posmakować porażki, przecież chcemy zaoszczędzić mu nieprzyjemnych doświadczeń. Tymczasem to jedna z tych dróg, dzięki której, w przyszłości, łatwiej będzie naszej pociesze odnaleźć się w grupie rówieśniczej.

rycerze i rabusie gra dla dzieci
Rycerze i rabusie

Porażka jest idealnym pretekstem do rozmowy o tym, co poszło nie tak, co można poprawić, a to nic innego, jak krok w stronę sukcesu.

Muszę zaznaczyć, że nie należy dobierać gier zbyt trudnych dla dziecka – nawet proste na pozór bierki nie dają czterolatkowi (ze względu na znacznie słabszą koordynację ruchów i mniejszą sprawność manualną) zbytnich szans w starciu z siedmiolatkiem czy osobą dorosłą.

Nauka przegrywania nie może polegać na ciągłym otrzymywaniu batów. To prosta droga do zniechęcenia brzdąca i rezygnacji z gry. Znacznie lepszym rozwiązaniem, będzie dobór gry o innym charakterze np. z udziałem losowości, wykorzystujące rzuty kostką.

Jednocześnie muszę Was przestrzec przed celowym podkładaniem się i przegrywaniem, by nie wywoływać smutku (lub złości) u dziecka. To nic innego, jak wprowadzanie brzdąca w błąd, skutkuje przeświadczeniem, że zawsze się wygrywa, a to przecież nieprawda. Wyobraźcie sobie, co się stanie, gdy kiedyś przyjdzie mu skonfrontować się z rzeczywistością? Co wtedy będzie czuł?

Wspierają rozwój zdolności poznawczych i akademickich

Dzieci przez kilka pierwszych lat życia uczą się praktycznie wyłącznie przez zabawę. Nawet w okresie szkolnym, jest ona potężnym sprzymierzeńcem procesów uczenia się i pamięci. Dzięki przemyślanej formie, maluchy niespostrzeżenie mogą uczyć się opracowywania strategii, dedukcyjnego i analitycznego myślenia jak np. w grze  „Zaginiony skarb”, rozwijać spostrzegawczość, refleks i koncentrację, dzięki grze „Matrioszki” czy rozwijać wyobraźnie, kreatywność i logiczne myślenie podczas zabawy w „Rycerze i rabusie”.

“Zaginiony skarb”

Dlaczego więc tego nie wykorzystać?

Gry bardzo często wprowadzają dzieci w świat nowych informacji (dotyczących wiedzy ogólnej, biologii, historii czy geografii), ale także (a może nawet przede wszystkim) stwarzają okazję do utrwalania treści wcześniej przyswojonych, do wykorzystywania umiejętności, które są w trakcie opanowywania. Przecież nawet poruszanie się po planszy ćwiczy odliczanie kolejnych pól, zgodnie z liczbą wyrzuconych kostką oczek, prawda?

Wyrzucana na kostce cyfra np. 4 – jest przedstawiona przez cztery oczka, których jest przecież więcej niż 3, a mniej niż 5. Niektóre gry wprowadzają pojęcia geometrii z kształtami i wzorami, pozwalają klasyfikować przedmioty (rozpoznawać i dopasowywać wzory) oraz wspomagają naukę pomiaru odległości czy posługiwania się pieniędzmi.

Gry, takie jak „Układam słowa. Literki młodziaki” czy „Układam słowa. Literki starszaki” podczas zabawy, bazując na mimowolnym zapamiętywaniu, umożliwiają dzieciom nie tylko poznawanie literek, utrwalanie pisowni czy opanowanie sprawności czytania, ale również ćwiczą ich pamięć, zdolność koncentracji oraz twórcze myślenie.

“Układam słowa”

Czym się kierować wybierając gry dla swoich dzieci?

Jest bardzo wiele czynników, przykład wiekiem dziecka i jego poziomem rozwoju (gry ze zbyt skomplikowanymi regułami mogą naprawdę zniechęcić małe dzieci i początkujących graczy), umiejętnościami dziecka, ale także jego indywidualnymi właściwościami, zainteresowaniami, rodzajem przejawianych uzdolnień czy pasji. Ważne są także tradycje rodzinne i specyficzny dla rodziny klimat, atmosfera, wartości, jakie chcecie przekazać swoim pociechom.

Pamiętajcie, że kluczem do zaszczepienia w dziecku zamiłowania do gier planszowych jest dobrowolność i świetna, wspólna zabawa. Siłą jeszcze nikomu nie udało się wywołać zainteresowania!

Na rozpoczęcie przygody z grami planszowymi nigdy nie jest za późno, bo jak powiedział George’a Bernarda Shawa:

„Nie przestajemy grać, ponieważ się starzejemy; starzejemy się, ponieważ przestajemy grać.”

 

Jestem ciekawa czy zdarza Wam się spędzać rodzinne popołudnia z grami planszowymi?

Ściskam,
K


Dlaczego warto włączać dzieci w obowiązki domowe i jak to zrobić!

Dlaczego warto włączać dzieci w obowiązki domowe i jak to zrobić!

Myślę, że to nie będzie nadużycie, gdy napiszę, że każdy rodzic chciałby nauczyć swoje dziecko wszystkiego, co niezbędne do osiągnięcia spełnienia, satysfakcji czy szczęścia w dorosłym życiu.

Możemy dwoić się i troić poszukując odpowiedniego sposobu czy metody wychowawczej, by jak najlepiej je do tego przygotować. Tymczasem jednym z najlepszych sposobów jest wykorzystanie tego, co mamy pod ręką i włączyć pociechy w codzienne czynności domowe. Istnieje wiele doskonałych powodów, aby dzieci uczestniczyły w wykonywaniu obowiązków domowych, dostosowanych do ich wieku i możliwości rozwojowych ze szczególnym naciskiem na to ostatnie.

ręczny odkurzacz mpm

Dlaczego obowiązki domowe są ważne dla rozwoju dziecka

Wnoszenie wkładu w codzienne funkcjonowanie rodzinny i posiadanie życiowego celu, znacząco wpływa na poprawę samopoczucia zarówno dorosłych, jak i dzieci. Jednym ze sposobów, które w naturalny sposób możemy wykorzystać, by stworzyć dziecku możliwość do doświadczenia posiadania celu, są właśnie obowiązki domowe.

Realizowanie zadań, które z jednej strony są dostosowane do możliwości rozwojowych dziecka, z drugiej natomiast pozostają dla nich wyzwaniem, wzmacniają w nim poczucie wartości, kompetentności, sprawstwa, niezależności czy przynależności do grupy.

Zaangażowanie w domową pomoc wspiera rozwój dzieci

Wiele badań naukowych dowodzi, że dzieci, które włączają się w wykonywanie prac domowych, bardziej utożsamiają się ze swoją rodziną i posiadają lepsze relacje z domownikami.

Wykazano również, że uczestniczenie w domowych pracach, pozytywnie koreluje ze zwiększonym zaangażowaniem w szkole, lepszymi wynikami w nauce, poczuciem zadowolenia z własnego życia w wieku dorosłym i sukcesem zawodowym.

Z długofalowych badań przeprowadzonych przez profesor Martę Rossman wynika, że włączenie dziecka, począwszy od 3 roku życia, w realizację obowiązków domowych, jest jednym z lepszych prognostyków sukcesu w dorosłym życiu. Sukces rozumiany był jako bliskie, silne i znaczące relacje z rodziną i przyjaciółmi, poczuciem samowystarczalności, ukończenie edukacji, zdobycie zatrudnienia, mniejsza skłonność do sięgania po używki.

obowiązki domowe dla 4 latka

Odpowiednie dla etapu rozwoju, czyli jakie?

To, o czym powinniśmy zawsze pamiętać, wyznaczając dziecku zadania (niezależnie czy będą one dotyczyły rozwoju umiejętności akademickich, czy życiowych), jest indywidualne podejście, uwzględniające jego możliwości rozwojowe. Każde dziecko rozwija się w swoim, indywidualnym tempie. Dlatego wszelkie tabele, schematy szeregujące umiejętności czy zadania ze względu na wiek, powinniśmy traktować jako wskazówkę, a nie „prawdę ostateczną”. Na końcu wpisu zamieściłam kilka grafik do pobrania, które mam nadzieje będą wsparciem podczas wprowadzania porządkowych zasad w waszym domu.

Żeby ułatwić Wam dostosowywanie i dobieranie obowiązków domowych do możliwości Waszych pociech, przygotowałam kilka wskazówek.

Nastawienie i możliwość wyboru

Jak się czujecie, kiedy ktoś, w autorytarny sposób Wam coś narzuca? Czy z przyjemnością podchodzicie do takiego zadania? Nie sądzę 😉

Wszystkie „musiki” i powinności działają tak samo na nasze pociechy. Zatem jeżeli sprawimy, że zadania będące przecież, naturalną częścią funkcjonowania w rodzinie, staną się tylko przymusowym obowiązkiem, to dziecko zacznie ich unikać niczym ognia.

Dzieci są niczym nasze lustrzane odbicia, biorąc pod uwagę, że bacznie obserwują nasz każdy krok, przejmują również nasze nastawienie i podejście do porządków domowych, dlatego już na starcie uważają je za nudę i stratę czasu.

Dlatego, warto zwrócić uwagę na to, jak my podchodzimy do prac wykonywanych w domu, w jaki sposób o nich mówimy. Nasze podejście, nastawienie i określanie poszczególnych czynności ma ogromny wpływ na późniejsze nastawienie naszych pociech.

sprzątanie z dzieckiem

Przyjemność

Gdy jesteśmy na początku przygody z wprowadzaniem obowiązków domowych, warto wziąć pod uwagę to, czy nasza pociecha lubi wykonywać daną czynność.

Każdy z nas z większą ochotą angażuje się w pracę, która sprawia mu przyjemność. Elementem, który może przyczynić się do tego, że dziecko nie lubi wykonywać danego zadania, może być fakt, że nie jest ono dostosowane do jego możliwości rozwojowych (jest zbyt trudne lub zbyt łatwe).

Obowiązki domowe, zdecydowanie zyskują na atrakcyjności w oczach małego pomocnika, kiedy do ich wykonania będzie mogło użyć pewnych atrybutów ;-).  Tym sposobem szczotka do wycierania kurzu, mokre chusteczki, dyfuzor z wodą z octem do wycierania blatów czy bezprzewodowy odkurzacz ze zmienianymi końcówkami, stają się nieodłącznym kompanem.

 

dziecko pomaga w domu
odkurzacz bezprzewodowy mpm
odkurzacz bezprzewodowy
obowiązki domowe dla dzieci
odkurzacz mpm green

 

Współpraca, uznanie i zabawa

Małe dzieci naprawdę nie rozumieją, dlaczego odkurzona podłoga jest taka ważna i z pewnością nie widzą w tym głębszego sensu. Jestem przekonana, że ich podejście zmieni się zasadniczo, gdy realizacja domowych obowiązków będzie kolejnym sposobem na wspólne spędzenie czasu. W ten sposób uruchomimy również ich motywację wewnętrzną. By wprowadzić zabawowy nastrój, włącz ulubioną muzykę, śpiewajcie piosenki, tańczcie. Pokaż dziecku wartość i satysfakcję ze współpracy, pokaż i powiedz mu, ile znaczy dla Ciebie jego pomoc:

„Tworzymy świetny zespół… Zaangażowanie wielu rąk sprawia, że praca jest lżejsza i przyjemniejsza. Dzięki temu będziemy mieć więcej czasu na wspólną zabawę!”

Dostrzegaj jego zaangażowanie i wysiłek, mów o nich. Zadbaj o to, by dziecko wiedziało, że swoim zaangażowaniem pomaga w funkcjonowaniu wszystkich domowników. Dzięki temu kształtujesz w nim prospołeczną postawę. Pamiętaj, że mycie zębów, czy posprzątanie kloców po zabawie, jest naturalną konsekwencją, a nie obowiązkiem.

Czasochłonność

Dobierając zadania, do możliwości dziecka, warto zwrócić uwagę na jego czasochłonność.

Zaangażowanie w pomoc i realizację czynności zależy również od czasu, w jakim dziecko jest w stanie utrzymać koncentrację. Możecie skorzystać z prostego przelicznika czasu koncentracji, który polega na pomnożeniu wieku dziecka przez 3, 4 lub 5.

Czterolatek najprawdopodobniej utrzyma uwagę na zadaniu przez 12-20 minut. Dlatego lepiej sprawdzą się 3 krótkie zadania o łącznym czasie 15 minut jak pomoc przy opróżnieniu zmywarki, podlewanie kwiatów, pozbieranie zabawek z podłogi. Choć przyznam, że jeżeli jakieś zadanie przypadnie dziecku do gustu, to jest w stanie wykonywać je dużo, dużo dłużej. Takim hitem jest u nas odkurzanie z zastosowaniem ręcznego odkurzacza MPM. Chłopcy wymieniają nakładki, by móc korzystać z niego, podczas wykonywania różnych czynności.

 

jak nauczyć dziecko samodzielności
sprzątanie z dzieckiem (1)

 Odpuść pośpiech

Biorąc pod uwagę ilość codziennych zadań, które mamy do zrealizowania, chcemy uporać się z nimi jak najszybciej. Wsparcie i nadzorowanie dziecka w wykonywaniu zadania wymaga od nas znacznie więcej czasu, dlatego wolimy wykonać je samodzielnie.

Warto jednak zmienić podejście i myślenie o tym, dlaczego powinniśmy angażować dziecko w wykonywanie obowiązków domowych. Przecież tak naprawdę nie robi tego, by zaoszczędzić nasz czas (przynajmniej nie na początku). Dzięki temu zdobywa podstawowe umiejętności życiowe i doświadcza korzyści w wnoszenia wkładu w rodzinne życie. Prawda jest taka, że im wcześniej włączymy malucha do aktywności domowych, tym lepiej. Dla małych dzieci pomaganie jest frajdą. Od początku wprowadzaj jasne zasady w waszym domu:

„W naszym domu wzajemnie sobie pomagamy.”

„Sprzątamy po sobie.”

Takie podejście pozwoli dzieciom poczuć, że wnoszą coś wartościowego do Waszej rodziny.

Nie poprawiaj po dziecku

Nie możemy oczekiwać, by dziecko wykonało zadanie, tak samo dobrze, jak my. Mogłoby to świadczyć albo o jego wybitnych zdolnościach, albo o naszym niskim poziomie ;-).

Pokazując dziecku, na czym polega wykonywana przez nie czynność, podziel ją na mniejsze kroki i pomóż opanować każdy z nich.

Gdy zdecyduje, że wykonać je samodzielnie, postaraj się zminimalizować zapędy kontrolera jakości.  Pomyśl o tym, co czujesz i jak reagujesz, gdy ktoś stoi nad Tobą, śledzi, krytykuje i poprawia Twój każdy krok? Dlatego też, nawet jeśli w szufladzie ze skarpetkami panuje bałagan, doceń fakt, że dziecko samo je posegregowało. Smugi na lustrze w łazience potraktuj, jako przypomnienie, że sama nie musiałaś tego robić 😉

Nie wynagradzaj za obowiązki

Nie wynagradzaj za obowiązki. Mam tu na myśli zarówno pieniądze, jak i słodycze czy inne przywileje. Dotychczasowe doświadczenie psychologiczne oraz wyniki badań dowodzą, że w ujęciu długofalowym, takie postępowanie skutecznie demotywuje dziecko w niesieniu bezinteresownej pomocy, tłumi motywację wewnętrzną, kształtuje natomiast roszczeniową postawę małego człowieka. Popatrz na to zdrowo rozsądkowo. Czy płacisz mężowi za opróżnienie zmywarki? To, dlaczego miałabyś, tak postępować względem dziecka?

obowiązki domowe dla dzieci w różnym wieku

To zaprocentuje w przyszłości

Bez wątpienia, początki nie są łatwe i potrzeba więcej Twojego zaangażowania, czasu i cierpliwości, aby Twoje dziecko nauczyło się pewnych czynności. Pamiętaj, że poprzez systematyczność, wysiłek, praktykę i powtarzanie zadań zdobywa ono nowe umiejętności i kształtuje swój charakter. Pewnego dnia, ten mały człowiek przybiegnie do Ciebie z samodzielnie wykonaną kanapką, a Ty zdasz sobie sprawę, że droga, którą wybrałaś była tą właściwą, bo u twego boku dorasta ktoś, kto potrafi zadbać nie tylko o siebie, ale i o swoich najbliższych. Dlatego nie zwlekaj! Modeluj pozytywne nastawienie, doceniaj zaangażowanie, kształtuj nawyki i pozwól mu je posiadać – nie wyręczaj.

Robisz to nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla niego.

Poniżej zamieszczam dwa typy grafik w różnych wersjach do wydruku, które możecie wykorzystać do wspólnego (razem z dzieckiem) planowania tygodniowych zadań. Mogą to być czynności osobiste oraz te dla wspólnego dobra. Pamiętajcie o powyższych wskazówkach.

 

Tygodniowa lista zadań
Tygodniowa lista zadań1
Tygodniowa lista zadań2
Tygodniowa lista zadań3
Tygodniowa lista zadań4

POBIERZ “Tygodniowa lista zadań”

 

Moje zadania
Moje zadania2

POBIERZ Moje zadania / odpowiedzialności

 

Mam nadzieję, że wskazówki, które zawarłam we wpisie lub grafiki, a może jedno i drugie 😉 Ci się przydadzą. Będzie mi bardzo miło, jeżeli podzielisz się swoimi wrażeniami w komentarzu.


kiedy_ktoś_krytykuje_twoje_rodzicielstwo

Kiedy ktoś krytykuje Twoje rodzicielstwo

Kiedy ktoś krytykuje Twoje rodzicielstwo

Czy poczuliście kiedyś na sobie oceniający wzrok innego rodzica? To wymowne spojrzenie będące dezaprobatą dla stosowanego przez Was podejścia do dziecka? To spojrzenie, które budzi w nas dziwne poczucie konieczności tłumaczenia się, dlaczego właśnie taką rodzicielską drogę wybraliśmy…

Kiedy decydujemy się postępować inaczej, niż zwykło się uważać za stosowne, możemy czuć się osaczeni. Szczególnie wrażliwym obszarem jest rodzicielstwo, gdzie stawka jest niezwykle wysoka 😉

Sytuacja staje się patowa, gdy staramy się wyjaśnić, że podchodząc do dziecka z empatią, zrozumieniem i uważnością, nie stosując kar i autorytarnych metod, podejmujemy próbę wychowania go „w emocjonalnym zdrowiu”…

Wyjaśniając swoje pobudki, jednocześnie dajemy informację zwrotną osobie, z którą toczymy polemiką, bo przecież skoro ona postępuje w przeciwny sposób…

Po krótkiej chwili czuć, jak atmosfera się zagęszcza i konflikt wisi w powietrzu 😉

 

Dyskusja na argumenty nie ma sensu. Dodatkowo polemika staje się to jeszcze trudniejsza, kiedy Wasz trzyletni brzdąc wdaje się z Wami w dyskusje, wykłóca się i marudzi 😉 A przecież to miało być takie „skuteczne rodzicielstwo”…

I możemy tłumaczyć, uzasadniać, że nie mamy czarodziejskiej różdżki, że prócz naszego wpływu, w grę wchodzą również emocje, fizjologiczne reakcje i możliwości rozwojowe dziecka. Możemy również odwołać się do inwestycji w przyszłość i odroczonego efektu, mówiąc, że to wszystko, co dziś robimy, pracuje na przyszłość naszych pociech i to one będą bardziej samodzielnymi nastolatkami.

Obawiam się jednak, że dla wątpiących to nie będzie wystarczający dowód w sprawie 😉

Wątpliwościom nie ma końca

Co gorsza, kiedy ktoś kwestionuje nasze rodzicielstwo, karmi tym samym nasze własne obawy. Przecież większość z nas nie była wychowywana w ten sposób. Pojawiają się zatem pytania: Czy uda nam się pokierować zachowaniem dziecka bez stosowania kary? A może osoby podważające nasze podejście mają racę i postępując w ten sposób, wyrządzamy mu krzywdę?

Gdy na to wszystko, jeszcze widzimy, że dzieci rodziców stosujących dyrektywne metody wychowawcze, niemal w ekspresowym tempie reagują na ich żądania– czujemy się NIECO zniechęceni.

Do głosu dopuść zdrowy rozsądek

Cztery dekady badań nie pozostawiają złudzeń: dzieci potrzebują granic i wzorców.

Szkraby są jednak bardziej skłonne do ich przyjmowania i przestrzegania, gdy czują się zrozumiane oraz bezpieczne. Natomiast budowanie poczucia bezpieczeństwa i zrozumienia jest możliwe poprzez akceptacje ich emocji i empatyczne podejście.

Badania potwierdzają również, że dzieci autorytarnych rodziców są bardziej podatne na gniew, bunt, depresję, lęk i wpływ rówieśników…

Co zatem powiedzieć komuś, kto daje nam do zrozumienia, że szkodzimy naszym dzieciom?

W tym przypadku najprostsze rozwiązanie jest tym najlepszym:

Nie wdawaj się w dyskusje, nie narzekaj i niczego nie wyjaśniaj.

Może lepiej z uśmiechem na ustach powiedz:

„Rodzicielstwo jest trudne, prawda?”

I jeżeli robisz to, co podpowiada Ci intuicja, jesteś na dobrej drodze, przecierając szlak świadomego rodzicielstwa. Przecież nikt nie powiedział, że bycie pionierem będzie łatwe 😉

Akcja – reakcja

Dzieci są spontaniczne, często reagują instynktownie, bez namysłu i przewidywania konsekwencji. Gdy dwójka szkrabów bawi się razem na placu zabaw, nie raz może zawrzeć między nimi. Ciach- prach, jedna łopatka piasku wysypanego na głowę za dużo i awantura gotowa.

Zdarza się, że w takich sytuacjach, inni rodzice oczekują naszej reakcji, rodzicielskiej interwencji przywołującej dziecko do porządku…

wsparcie_dla_dziecka

Co powinniśmy zrobić w takiej sytuacji? Jak się zachować?

Nie pozostaje nam nic innego, jak spróbować wdrożyć poniższe kroki:

  1. Pomóż swojemu dziecku naprawić sytuację. 

Jeśli Twój maluszek nie jest gotowy przeprosić, zrób to razem z nim (a nawet za niego), zadbaj jednocześnie o fizyczny kontakt ze swoją pociechą.

„Bardzo nam przykro, że zostałeś popchnięty… Wszystko w porządku? Kasia się zdenerwowała i zapomniała użyć słów, by wyrazić to, co czuje. Przepraszamy”
  1. Oprzyj się pokusie ukarania dziecka i postaraj, by nie usłyszał komentarzy innych osób. 

To moment na uruchomienie w sobie pokładów empatii. Postaraj się zrozumieć sytuację i poczuć, jakie emocje towarzyszą Twojemu dziecku.

Tak wiem, jest to trudne, i wiem, że emocje i poczucie wstydu utrudniają racjonalne myślenie, ale warto wziąć głęboki oddech i spróbować.

Jeżeli maluch jest w stanie i wykazuje chęć rozmowy, niech opowie o tym, co się wydarzyło, dzięki temu poczuje, że jego perspektywa jest dla Ciebie ważna. Przytul go.

A kiedy emocje opadną, zapytaj:

„Jak myślisz, co możesz zrobić, aby naprawić, to co się stało?”

Pokazanie, że błędy można naprawiać, stworzenie warunków, by mogło się to zdarzyć, jest skuteczniejsze niż zastosowanie kary i wywarcie presji przepraszania.

  1. Porozmawiaj ze swoimi dziećmi na temat oczekiwanego zachowania przed planowanym wyjściem czy spotkaniem. 

Zapytaj, jakie ich zdaniem zasady powinny Was dotyczyć i powiedz o tym, czego oczekujesz. Na przykład:

  • Zachowujemy się ostrożnie w obecności mniejszych dzieci.
  • Nie oddalamy się i bawimy się na terenie placu zabaw, pozostajemy w zasięgu wzroku.
  • Podczas korzystania z placu zabaw czekamy na swoją kolej i zmieniamy się z innymi dziećmi.
  • Możemy nie wyrazić na coś zgody, ale zawsze używamy do tego słów i mówimy z szacunkiem.
  1. Nie obawiaj się stawiania granic, ale rób to w życzliwy sposób.

Dzieci są bardziej skłonne do współpracy, kiedy właśnie w ten sposób podchodzimy do wyznaczanych granic i ustalanych zasad. Jednocześnie osoby czekające na Twoją reakcję, będą miały okazję przekonać się, że można stawiać granice z cierpliwością i życzliwością. Jeżeli jednak sytuacja należy do tych bardziej krytycznych, zerknij do tego wpisu, w którym wspominam o napadach złości (napady złości u dziecka).

  1. Jeśli twoje dziecko „zastygło”, zabierz je w odosobnione miejsce.

Kiedy dzieci są nadmiernie pobudzane, ich organizm włącza strategię obronną i wprowadza je w stan bezruchu (zamrożenia, zastygnięcia). Związane jest to z wysokim poziomem stresu i aktywnością układu przywspółczulnego. W takich chwilach, by pomóc dziecku odzyskać równowagę, musimy zatroszczyć się o to, by przywrócić mu poczucie bezpieczeństwa, by poczuło naszą troskę oraz miłości. Ostatnim, czego potrzebuje, jest osądzanie i umoralnianie.

W tej trudnej dla wszystkich sytuacji, pomimo skrępowania, postaw kawę na ławę i powiedz, że potrzebujecie chwili prywatności, by się wyciszyć i uspokoić i zabierz dziecko w odosobnione miejsce.

Uruchom swój wewnętrzny głos, który będzie powtarzał Ci, że nie jesteś pierwszą ani jedyną Matką, zapewne też nie ostatnią, która znalazła się w takiej sytuacji…

To powinno choć trochę zmniejszyć Twoje zakłopotanie i stres.

A jeśli czujesz potrzebę wyjaśnienia zasadności swojego podejścia do rodzicielstwa ;-):

  • Podkreśl i zwróć uwagę na fakt, że każda z Was kocha swoje dziecko i robi, co w jej mocy, by być dla niego jak najlepszą mamą.
  • Wyjaśnij, że najnowsze, naukowe badania dotyczące mózgu, przyniosły nam wiele nowych informacji na temat rozwoju dziecka.
    Więc tak samo, jak budując samoloty, nie stosujemy przestarzałych technik sprzed 30 lat, tak posiadając, aktualną wiedzę na temat funkcjonowania ludzkiego mózgu, możemy kształtować „lepszych, zdrowszych” ludzi. Badania pokazują, że stosowanie kar nie jest skuteczne, co nie oznacza, że nie powinniśmy stawiać granic czy ustanawiać zasad. To, czego wszyscy potrzebujemy, jest zrozumienie, szacunek i miłość.

I oczywiście możesz szybko zatrzymać dziecięce zachowanie, ale nie emocje. Łatwiej jest podnieść głos, ale czy wtedy modelujesz szacunek do drugiego człowieka? Sęk w tym, by podejmować próby bycia osobą, którą chcemy, aby nasze dziecko stało się w przyszłości.

Jeżeli te argumenty nadal nie będą przekonujące… powiedz, że dla Ciebie najważniejsza jest przyszłość i to jak Wasze nastoletnie dzieci będą funkcjonować w społeczeństwie. Dzieci wychowywane w duchu empatycznych zasad, posiadają wyższy poziom samodyscypliny, są bardziej rozważnymi i szczęśliwymi ludźmi. Czyż nie o to nam chodzi?

 

Jeżeli uznasz ten wpis za przydatny czy inspirujący, będzie mi miło, jeśli  go udostępnisz.

Ściskam,

K

 

Być może zainteresują Cię również


przeprosiny

Nie przeproszę !!!

Z pozoru może się wydawać, że przeprosiny powinny być dla nas czymś zupełnie naturalnym, w końcu uczymy się ich od najmłodszych lat. Rodzice dbają o nasze dobre wychowanie, skłaniając nas do podania ręki „przeciwnikowi” po batalii stoczonej w przydomowej piaskownicy. Przeprosiny stanowią istotny element kulturowo przyjętej poprawności zachowania, są niejako symbolem zakopania wojennego topora. Umiejętność przepraszania ma ogromny wpływ na trwałość i jakoś nawiązywanych przez nas relacji, dlatego też jest tak bardzo ważna.

Choć słowo „Przepraszam” jest tak istotne, to mimo wszystko wydaje się jednym z najtrudniejszych do wypowiedzenia zwrotów. Zdarzają się wśród nas i takie gagatki, którym nie przejdzie ono nawet przez gardło.

Dlaczego tak jest, skąd bierze się ogólna niechęć do przepraszania?

Unikanie przeprosin

Zdaniem psychologów, unikanie przeprosin to często podświadoma próba ochrony zagrożonego „ja”. Większość ludzi, gdy wyrządzi komuś krzywdę lub sprawi przykrość, automatycznie zaczyna przepraszać, by jak najszybciej zdobyć przebaczenie i pozbyć się poczucia winy. Osoby mające problem z przepraszaniem nie reagują w ten sposób. Zamiast tego doświadczają nieuświadomionego lęku związanego z poczuciem zagrożenia, utratą autorytetu, władzy, statusu. Inicjowanie przeprosin uważają za oznakę słabości, a przepraszającego za przegranego.

W praktyce może wyglądać to, tak, że osoba ta wpadając na nas w tłumie, bez wahania bąknie krótkie „przepraszam”, jednak po kłótni z bliską osobą nie przyzna się do popełnionego błędu.

Dlaczego?

Jak się okazuje, słowa te niosą za sobą szereg psychologicznych konsekwencji, których niektórzy z nas chcą za wszelką cenę uniknąć…

O jakich konsekwencjach mowa?

Poczucie zagrożenia

Przyznanie się do nieodpowiedniego zachowania stanowi zagrożenie dla poczucia własnej wartości. Jest to szczególnie dotkliwe w przypadku osób, które nie potrafią oddzielić oceny swoich działań od oceny swojej osobowości. Błędnie utożsamiają jedno z drugim. Dlatego też w ich mniemaniu przepraszając – przyznają się do złego postępowania i tym samym do bycia złym człowiekiem. Unikając przeprosin, unikają przyznania się do błędu, chroniąc w ten sposób swoją samoocenę.

Poczucie wstydu

Dla większości z nas przeprosiny są związane z poczuciem winy. To ono skłania nas do wykonania kroku w kierunku wyjaśnienia sytuacji i zażegnania konfliktu. W przypadku osób niezdolnych do przepraszania silniejszym doznaniem jest wstyd, który jest znacznie bardziej destrukcyjny. O ile wina sprawia, że czujemy się źle z naszym działaniem, o tyle wstyd powoduje, że czujemy się źle z tym jacy jesteśmy.

Eskalacja konfliktu

Podczas gdy większość z nas uważa przeprosiny za możliwość rozwiązywania konfliktów interpersonalnych, tak dla osób mających z tym problem – owe przeprosiny – będą początkiem niekończącej się fali oskarżeń.  Wychodzą z założenie, że będzie to okazaniem słabości, którą druga osoba wykorzysta przeciwko nim. Obawiają się obarczenia wyłączną odpowiedzialnością za powstały spór oraz przypisania winy za wszystkie wcześniejsze nieporozumienia.

przeprosiny_konflikt

Regulacja emocji

Osoby stroniące od przeprosin, bardzo często w ten sposób starają się zarządzać swoimi emocjami. W jaki sposób? Po prostu czują się bardziej komfortowo i łatwiej sobie radzą z uczuciem gniewu, rozdrażnienia i dystansu emocjonalnego, a niżeli z bliskością i wrażliwością. Zatwardziałość w konflikcie pozwala im zachować dystans, stanowi swoisty mechanizm obronny. Podświadomie obawiają się, że każdy nawet najdrobniejszy gest w kierunku pojednania, sprawi, że wszystkie tak pieczołowicie budowane barykady runą i uwolnią smutek oraz rozpacz, z którymi ciężko jest sobie poradzić i względem których pozostaną bezsilni.

O ile prawdą jest, że regulacja takich emocji wymaga od nas wysiłku, o tyle błędnym przekonaniem jest, że głębokie doświadczanie trudnych emocji musi być traumatycznym i szkodliwym przeżyciem. Wręcz przeciwnie, skruszenie przysłowiowej, emocjonalnej skorupy jest niezwykle oczyszczające i może prowadzić do przeniesienia relacji na zupełnie inny, bardziej wartościowy poziom, oparty o emocjonalność i wzajemne zaufanie.

A u podstaw obaw…

Dlaczego niektóre osoby mają ewidentny problem z przepraszaniem? Skąd biorą się te obawy?

Za winowajcę poniekąd możemy przyjąć sposób, w jaki zostaliśmy wychowani oraz to, jakie są nasze dotychczasowe, przeprosinowe doświadczenia. To jeden z tych aspektów, który bagatelizowany na wczesnym etapie rozwoju dziecka, zbiera żniwa w przyszłości. Oczywiste jest, że każdy rodzic chce dla swojej latorośli tego, co najlepsze, dlatego też od najmłodszych lat wpaja dziecku, wszystko to, co potencjalnie ułatwi mu batalię z dorosłością.

 

I tak powinno być 😉, bo przecież naszą rodzicielską powinnością jest wspierać dziecię w rozwoju. Dobrze jednak pamiętać o czymś istotnym, mianowicie o tym, że prócz tego, CO przekazujemy naszym pociechom, ważne jest jeszcze, to w jaki sposób, to robimy. W tym właśnie tkwi cały szkopuł. Odwołując się do nauki „przepraszania”, często odbywa się ona poprzez nakaz wykonania, pozbawiony wyjaśnień tego, co tak naprawdę się wydarzyło i w czym tkwił problem. Dodatkowo całemu procesowi towarzyszy gniew, obwinianie, wpędzanie w poczucie wstydu i zmuszanie do posłuszeństwa. Gdy do tego dodamy brak pozytywnych wzorców, które dziecko mogłoby naśladować…recepta na niechęć do przepraszania gotowa. (O tym, jak nauczyć dziecko „przepraszać” przeczytacie tutaj =>klik). I jak tu ochoczo podejść do przepraszania?

Spójność wzorców

Najbardziej efektywnie i najszybciej uczymy się, obserwując zachowania innych osób.

Tak samo sprawa wygląda w przypadku nauki „przepraszania”.

Przyjrzyjmy się zatem przeciętnym, „przeprosinowym” doświadczeniom. Jakie zachowania mamy bądź mieliśmy szansę zaobserwować?

Niezależnie czy bohaterami są nasi rodzice, czy też bliscy lub dalsi znajomi, wszyscy uczestniczą w wyścigu z czasem, w boju o kolejny zrealizowany cel. Zatracając się w owej pogoni, usprawniają swoje funkcjonowanie, posługując się schematami, stereotypowym myśleniem i automatyzacją pewnych czynności. W efekcie wpadają w pułapkę, z której ciężko wybrnąć z twarzą. Przyjrzyjmy się temu bliżej.

Patrzymy, patrzymy i cóż takiego widzimy?

Przed nami zapracowany rodzic, starający się poskromić codzienność, który trzymając w garści cały dom, raczej stroni od przepraszania swej pociechy za błahostkę będącą przecież tylko „rodzicielskim niedopatrzeniem” … Wszak nic wielkiego się nie stało, a już na pewno nie jest to przewinienie warte kompromitacji i płaszczenia się przed własnym dzieckiem.

Dobre usprawiedliwienie, ale czy na pewno to tylko błahostka i niedopatrzenie?

Kolejna przykładowa sytuacja dotyczy stereotypowego starcia płci.

Oto facet, taki sobie “Figo Fago”, jak twierdzi, nie należy do gatunku pantoflarza pospolitego, a już na pewno nie jest z tych „miętkich” chłopaczków, którzy to przepraszając za byle pierdołę, okazują swoją słabość. Dlatego o przeprosinach w jego wykonaniu możemy zapomnieć. Po drugiej stronie barykady skrupulatnie okopała się „Ona”, „żona”, „matka”, „kobieta”. Przecież nie po to rozdrapuje i posypuje solą rany, wspominając wszystkie przewinienia swego „twardziela”, żeby teraz opuścić gardę i potulnie przyznać się do błędu. A nóż luby pomyśli, że to tylko jej wina, albo – co gorsza – poczuje, że ma ją w garści, bo za łatwo mu przyszło pojednanie. O nie! Chce dziadyga zgody, musi się postarać…

Tym sposobem przeprosiny stają się próbą sił. Kto pierwszy padnie na kolana? Kto pokaże, że mu bardziej zależy? Koniec końców, wcale nie chodzi o to, by rozwiązać dany konflikt i wyciągnąć wnioski z zaistniałej sytuacji. Ważniejsze jest zdobycie przewagi, argumentu będącego dowodem na to, kto, komu dyktuje warunki. Proste? Proste, sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie 😉.

Wiedząc, że mały człowiek dorasta, obserwując i uczestnicząc w takich i podobnych sytuacjach trudno się dziwić, że nabywa niemal wkodowanej niechęci do przepraszania i wszystkiego, co z nim związane. W ten oto sposób powstają negatywne skojarzenia, które wiernie towarzyszą nam w dorosłym życiu, gdzie „przepraszam” kojarzy się z poddaństwem, poczuciem niższości i pokazem sił.

Tymczasem…

Skoro mowa o pokazywaniu, to prawda jest taka, że przepraszając, pokazujemy swoją siłę, dojrzałość, wrażliwość, empatię i profesjonalizm. „Przepraszam” nie jest synonimem słabości, niższości, uległości, eskalacji konfliktu czy zagrożenia. To swoista praca nad samym sobą, która wymaga od nas autorefleksji i pokory. Aby przeprosiny były skuteczne, należy dokładnie przeanalizować konfliktową sytuację, uświadomić sobie i zaakceptować odpowiedzialność za niecne poczynania oraz postanowić poprawę 😉.
Więcej o formułowaniu skutecznych przeprosin przeczytacie już niebawem.

Jestem ciekawa jakie są Wasze doświadczenia?
Będzie mi miło, jeżeli podzielcie się nimi w komentarzu poniżej.

Ściskam,
Karola


kłótnie_w_związku

Doprowadzasz mnie do szału! O tym, co robić, by drobiazgi nie urastały do rangi wielkich problemów

To, że problemy dużego kalibru takie jak: niewiernośćprzemoc czy uzależnienie niszczą relacje międzyludzkie, nie budzi żadnych wątpliwości.

Natomiast istnienie drobnych, z pozoru nieistotnych szczególików, które w ukryciu, podstępnie i skutecznie zatruwają nawet najpiękniejszą miłość – nie jest już takie oczywiste. Brudne skarpetki na podłodze, nieopuszczona deska sedesowa – dzień po dniu, niczym kropla w skale, drążą dziurę w naszej cierpliwości, wystawiając naszą relację na próbę. Zanim zdążymy się zorientować, obok podirytowania pojawia się poczucie niedocenienia, niewysłuchania i niekochania a intymność staje się wspomnieniem.

Myślisz sobie: 

„Co ma piernik do wiatraka? Przecież jedno z drugim nie ma żadnego związku.”

Otóż ma więcej wspólnego, niż może nam się wydawać i o tym właśnie jest niniejszy tekst.

Sprzeczki, spory, kłótnie to, że druga połówka działa nam danego dnia na puder, jest nieodłączną częścią związku. Tak zwyczajnie, po ludzku, nie jesteśmy w stanie znaleźć takiej istoty, z którą idealnie się dopasujemy pod każdym kontem.

Niezbędnymi narzędziami w rękach dwojga ludzi, podtrzymującymi bliską relację i budującymi trwałe więzi są: umiejętność komunikowania się a czasem nawet negocjowania. Wbrew pozorom, najczęstszymi przyczynami rozpadu związków nie są problemy wielkiej rangi, ale codzienne drobiazgi, w których rozwiązaniu mogłaby pomóc zwykła rozmowa.

Dlaczego tak się dzieje?

Każdy z nas ma odmienne wartości, potrzeby, oczekiwania i sposoby patrzenia na świat. Różnice te wynikają z genetycznie uwarunkowanego temperamentu, z przekonań, postaw i bagażu doświadczeń. Często myślimy: 

„Mój ojciec potrafił opuścić deskę sedesową, więc dlaczego on nie może?”
albo 
“Mój ojciec nigdy nie opuszczał deski sedesowej, więc ja też nie będę tego robił.”

Bez względu na źródło przekonań, są one bardzo głęboko zakorzenione i trudne do zmienienia.

Czasami skarpetka na podłodze jest tylko skarpetą na podłodze. Jednak z biegiem czasu, szczególnie wśród par z długim stażem, drobiazgi mogą być przyczynkiem do sporego zamieszania. Wtedy „TYLKO” zmienia się w „AŻ”. To tak, jakby pojedyncze kostki lodu, składane jedna po drugiej, stały się górą lodową. Irytują Cię nogi wyłożone na stoliku kawowym? Takie zachowanie, mimo iż nieszkodliwe, może doprowadzać do szału 😉

Ktoś tu płata figle

Wspomniane drobiazgi rosną w siłę, ponieważ w naszych umysłach nabierają innego znaczenia. Nadajemy im większą rangę, traktujemy jako potwierdzenie wady charakteru, albo negatywnych wartości.

Denerwujemy się, kiedy chcemy podzielić się czymś ważnym, a nasza połówka na fali podekscytowania, przerywa nam, by powiedzieć nam o swoich doświadczeniach. Biorąc pod uwagę tylko tę sytuację, wyłania się obraz osoby samolubnej i zawsze stawiającej siebie na pierwszym miejscu.

„Tak naprawdę nie mieszkasz z partnerem w swoim domu. Mieszkasz z partnerem w swojej głowie.” – Van Epp

Gdy już nakręcimy się na coś, co nam przeszkadza, stopniowo zaczynamy szukać dowodów na potwierdzenie swojego założenia. Zaczynamy działać na zasadzie, samospełniającego się proroctwa. Oczywiście kto szuka, ten znajduje, więc nie zabraknie nam dowodów na potwierdzenie egoistycznego podejścia do życia.

Jeżeli chcemy zbudować wartościowy i trwały związek musimy popracować nad sobą i zmienić swoje podejście.

Co powinniśmy zrobić?

Każdy konflikt, podirytowanie jest niczym dwukierunkowa ulica. Zazwyczaj koncentrujemy się na tym, co otrzymujemy, a nie na tym, co sami dajemy.

Dlatego, niezależnie od tego, jak frustrujące jest zachowanie naszego partnera, to nasza interpretacja odgrywa w tym zamieszaniu największą rolę. Liczy się znaczenie, jakie mu nadajemy. Poniżej znajdziecie kilka najczęściej pojawiających się związkowych problemów.

Celowe działanie

Wyobraźmy sobie sytuację, w której dorastacie w domu, gdzie wasz tata chrapaniem jest w stanie obudzić połowę osiedla (ja nie muszę sobie tego wyobrażać ;-)). Zapytałam kiedyś moją mamę, jak udaje jej się to przetrwać (bo dla mnie to była kwestia przetrwania). Odpowiedziała z lekkim uśmiechem: 

„Kiedy słyszę jego chrapanie, nie mam wątpliwości, że jest w domu. Mam pewność, że żyje i ma się całkiem dobrze ;-).”

Sama uśmiecham się pod nosem, podając ten przykład, pokazuje on jak duże znaczenie dla naszego funkcjonowania, ma sens, jaki nadajemy potencjalnemu problemowi.

Często dopatrujemy się tendencyjności w zachowaniach drugiej osoby, prawda jest jednak taka, że większość z nich przebiega bezwiednie, automatyczne i nawykowo.

Jak sobie z tym poradzić?

Jeśli bliska nam osoba posiada nawyk, który doprowadza nas do szału – pierwszym krokiem jest delikatna rozmowa na ten temat. Najprawdopodobniej jest tak, że nie miała pojęcia o tym, że nam to przeszkadza.

A co, jeśli prowadzone rozmowy nie przynoszą oczekiwanego rezultatu? Wygląda na to, że to odpowiedni moment, by podsumować sytuację, przeanalizować to, co posiadamy i co możemy stracić. Czy warto o to kruszyć kopię.

Często jest tak, że coś nam przeszkadza, lecz gdy tego zabraknie, zwyczajnie za tym tęsknimy.

Bałaganiarstwo

Porządek, a raczej jego brak, to kolejny powód do sporów. Nie ma takiej relacji, w której każdy z partnerów byłby tak samo uporządkowany. Osiemdziesiąt procent par przyznaje, że różnice w podejściu do bałaganu i organizacji przestrzeni są ogniwem zapalnym w ich związku.

“Nigdy, nikt nie posprząta tak, jak sobie tego życzysz”

 

Jeśli rozmowy nie przynoszą pożądanych efektów, pora przeanalizować swoje postrzeganie „niechlujstwa”.  Zamiast skupiać się na tym, jak bardzo niedokładnie partner sprząta łazienkę, warto docenić jego zaangażowanie w prace domowe. Zmiana perspektywy może nie tylko zmniejszyć drażniący problem, ale także poprawić relację.

Niedocenienie

Pozytywne nastawienie i życzliwość stanowią niezbędny budulec każdej relacji. Dzięki nim chętnie robimy rzeczy, które sprawiają przyjemność bliskim nam osobom. Jest nam szczególnie miło, gdy nasze wysiłki zostaną zauważone i docenione.

A co, jeśli tak się nie stanie? Jeśli nasz partner nie dość, że nie zauważa tego, co dla niego robimy, to jeszcze koncentruje się tylko na tym, czego NIE robimy?

Wówczas zniechęcamy się do bezinteresownych, miłych gestów, które wzmacniają związek. Zamiast docenienia, czujemy rozdrażnienie, rozczarowanie i niepewność.

Co zrobić w takiej sytuacji?

Wychodzę z założenia, że nie możemy oczekiwać i zakładać, że nasz luby będzie wiedział, jak powinien się zachować i co zrobić. Dlatego warto spróbować ocucić go ze stanu hibernacji i przedstawić jak sprawa wygląda z naszej perspektywy.

Zaraz, zaraz nie ma co, tak szybko otwierać szampana, bo pozostaje jeszcze druga strona medalu, w ramach której musimy popracować również nad sobą.

Warto wziąć pod uwagę fakt, że nasza percepcja działa wybiórczo. Często dostrzegamy rzeczy, które podświadomie nas dotykają, bo dotyczą sfer, w których czegoś nam brakuje. Być może nie czujemy się wystarczająco adorowani, zauważeni, dopieszczeni, wysłuchani?

Poczucie kontroli

Czas na kolejne, krótkie wprowadzenie. Dwoje ludzi postanowiło wspólnie zamieszkać. Dzień jak co dzień, On w salonie czytał gazetę, Ona w kuchni przygotowywała kolację. Wszystko było, jak należy, dopóki z kanapy nie padło zdanie: 

„Możesz mi podać szklankę wody?”

Riposta pojawiła się z prędkością światła: 

„Sam sobie przynieś”
– i w sumie tyle mogę powiedzieć o historii tego związku.

Myślicie sobie: 

„Jaki bezsens. Też mi powód” „Co w tym dziwnego, że ktoś prosi o wodę?”

No właśnie, dla większości z nas w tej prośbie nie ma nic dziwnego, a przyniesienie szklanki wody, nie stanowi żadnego problemu.

Tu po raz kolejny muszę się odwołać do naszych indywidualnych interpretacji, odbioru i reakcji na docierające do nas komunikaty. Wszystko zależy od naszych wcześniejszych doświadczeń, od znaczenia, jakie nadajemy temu, co usłyszeliśmy. No właśnie, temu, co usłyszeliśmy, a nie temu, co tak naprawdę zostało powiedziane.

Wspomniana wcześniej „Ona” odebrała zwykłą prośbę, jako rozkaz i próbę kontrolowania. Maiły na to wpływ wcześniejsze doświadczenia. Dorastała w wojskowej rodzinie, gdzie ojciec zawsze mówił domownikom, co i kiedy mają robić. Obiecała sobie, że nigdy, nikomu nie pozwoli się w taki sposób traktować. Rzecz jasna jej reakcja nie była adekwatna do sytuacji i gdyby „On” znał jej historie, rozmowa potoczyłaby się w inny sposób. Jednak emocje i niedopowiedzenia nie dały im szansy wyjaśnić tego, co tak naprawdę zaszło.

Z natury cenimy sobie niezależność, w związku z czym nie lubimy, gdy ktoś narzuca nam swoja wole lub mówi co mamy robić. Prawdziwym problemem w relacji może nie być zachowanie partnera, ale sposób, w jaki je etykietujemy. Może się zdarzyć, że to, co jedna osoba odbiera jako kontrolę, dla innej będzie wyrazem miłości i troski.

W takich sytuacjach z pomocą może przyjść nam zmiana nastawienia. Podjęcie próby przypisywania dobrych intencji działaniom naszej połówki.

Warto również zastanowić się co motywuje naszego partnera do pewnych zachowań. Może niechęć do naszych wyjść z przyjaciółmi, wynika z obawy przed porzuceniem?. Warto zadać sobie pytanie, czego potrzebuje bliska nam osoba, czego jej brakuje, że skłonna jest do takiego postępowania?

Brak sprawiedliwości

Jednym z najtrudniejszych aspektów w związku między dwojgiem ludzi jest negocjowanie sprzecznych interesów, które nieuchronnie się pojawiają.

Kto częściej sprząta mieszkanie? Z którymi rodzicami spędzimy tegoroczne święta?

Nie zaskoczę Was. Ponownie punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ironia losu polega na tym, że pary, które próbują sprowadzić wszystkie obowiązki do tych samych proporcji, są najmniej szczęśliwe. Mimo iż działają w imię sprawiedliwości i wspólnego dobra. Badania wskazują, że gubi je tracenie czasu na skrupulatne mierzenie, weryfikowanie, porównywanie i kłócenie się o to, w którym miejscu należy postawić linię sprawiedliwości.

 

Co w takiej sytuacji zrobić?

Nie jesteśmy w stanie rozliczyć się ze wszystkiego, co do joty. Ważniejsze jest to, aby każdy z nas w pewnym zakresie zyskiwał i „poświęcał” jakieś obszary swojego życia. Wskazane jest wręcz, by te obszary były odmienne, by partnerzy wzajemnie się uzupełniali. Dlatego, warto wprowadzić podział odpowiedzialności według preferencji i umiejętności. Eliminuje on wystąpienie rywalizacji i nie daje możliwości wzajemnego porównywania się.

Dobrym rozwiązanie jest również metoda „na zmianę”. Jak się okazuję, sprawdza się ona nie tylko w przypadku dzieci, ale również dorosłych. Zamiast szukać złotego środka, warto przyjąć taktykę naprzemiennego wsparcia.

Krytyka

Sprawa jest prosta 

jeśli chcesz doprowadzić do powolnej śmierci związku – krytykuj swojego partnera.

Krytyka sprawia, że czujemy się atakowani, niewystarczająco dobrzy, niekochani. Najczęstszą reakcją krytykowanej osoby jest wycofanie , zamknięcie się w sobie i brak zaangażowania. Dla niektórych z nas krytyka staje się sposobem przekazywania informacji o pożądanych zmianach. Jednak takie podejście rzadko przynosi oczekiwany efekt. Gdy czujemy się atakowani, nie jesteśmy zdolni do racjonalnego myślenia, nasz organizm instynktownie przełącza się w trym „walki-ucieczki” i koncentruje się na obronie.

Dlatego, rozmowy rozpoczynające się od krytyki najprawdopodobniej zakończą się kłótnią. Nie tylko jest ona destrukcyjna dla relacji, ale często nie porusza sedna sprawy. Większość krytykowanych zachowań nigdy się nie zmienia.

W budowaniu wartościowej i trwałej relacji warto przerzucić część uwagi na samego siebie. Przyjrzeć się swoim zachowaniom, reakcjom, dokonywanym interpretacjom. Być może okaże się, że wystarczy mała zmiana w naszym podejściu, by związek nabrał innych barw. Oczywiście relację tworzy dwoje ludzi i to, jak wygląda, zależy od obojga partnerów. Jednak zanim zaczniemy wymagać zmiany od kogoś, warto najpierw przyjrzeć się sobie.

 

 

Być może zainteresują Was również

Ściskam,
K


rola_taty_w_życiu_dziecka

Rola taty. Dlaczego dzieci potrzebują zaangażowanych ojców?

Rola taty. Dlaczego dzieci potrzebują zaangażowanych ojców?

Od jakiegoś czasu zmieniało się podejście do zagadnienia ojcostwa i wpływu zaangażowania taty na rozwój dziecka. Przestajemy spoglądać na ojców tylko przez pryzmat tego, co wiemy o mamach. Cztery dekady badań i setki analiz stanowią nieoceniony dowód na to, że miłość i zaangażowanie taty mają ogromny wpływ na rozwój poznawczy, społeczny i emocjonalny dziecka.

Zaangażowany tata = Dziecko sukcesu

 Zaangażowany tata, czyli jaki?

Byśmy mogli wspólnie przedyskutować istotę zaangażowania taty dla rozwoju dzieci najpierw spróbujmy ustalić czym owe zaangażowanie jest. Każdy z nas ma inne oczekiwania, doświadczenia, możliwości i potrzeby. Zatem dla każdego z nas ojcowskie zaangażowanie będzie miało nieco inny wymiar. Dlatego naukowcy Lamb, Pleck, Chernov i Levine, chcąc ujednolicić to zagadnienie, wprowadzili trzy aspekty kluczowe dla zaangażowania. Są to elementy stanowiące podstawę pozytywnej, pielęgnującej relacji ojciec-dziecko:

  1. Aktywne uczestnictwo: czyli bezpośredni kontakt ojca i wspólne interakcje z dziećmi
  2. Dostępność: obecność ojca i reagowanie na potrzeby dziecka
  3. Odpowiedzialność: zapewnienie zasobów niezbędnych dziecku do odpowiedniego rozwoju (w tym uwaga, czas, miłość)

Niektórzy badacze utożsamiają ojcowski udział w rodzicielstwie tylko z aktywną zabawą. Mamom natomiast głównie przypisywane są zadania pielęgnacyjne. O tyle, o ile zabawy przebiegające z udziałem tatusiów mają ogromny wpływ na rozwój dziecka (więcej na ten temat nieco niżej), o tyle krzywdzące jest ograniczanie funkcji ojca tylko do gier i zabaw.

W swoim kompleksowym raporcie “Skutki zaangażowania ojca: zaktualizowane podsumowanie dowodów”, dr Sarah Allen i dr Kerry Daly, definiują zaangażowanego ojca jako “wrażliwego, ciepłego, bliskiego, przyjaznego, wspierającego, wychowującego, serdecznego, zachęcającego, pocieszającego i akceptującego.” Badacze podkreślają również istotę uczestniczenia obojga rodziców we wszystkich obszarach życia dziecka.

Dlaczego niektórzy ojcowie są bardziej zaangażowani niż inni? 

Wiele czynników może decydować o ojcowskim sukcesie, wśród tych najważniejszych warto wyróżnić:

  • Wzorce, w jakich został wychowany (w tym jakość relacji z rodzicami)
  • Normy społeczne i kulturowe, z którymi się utożsamia
  • Stan zdrowia i kondycja intelektualna (mówiąc wprost, czy jest zdrowy na umyśle i ciele)
  • Jego cechy charakterystyczne (status społeczny, wiek, osobowość itp.)
  • Wiele również zależy od charakteru dziecka.

Niezależnie jednak od możliwości czy przeszkód, przy odpowiednim wsparciu, każdy tata może mieć pozytywny wpływ na życie swoich dzieci.

Niezbędne wsparcie

Mimo rosnącej świadomości w dalszym ciągu borykamy się z brakiem kultury promującej odpowiedzialne i zaangażowane ojcostwo. Wizerunek medialny taty oraz proponowane przez kulturę masową wzorce rodziny są niejednoznaczne i często przeszkadzają w efektywnym pełnieniu roli ojca. Sami zainteresowani aktywnym ojcostwem zwracają uwagę na brak dostępności materiałów edukacyjno-inspirujących, które pomogłyby lepiej zrozumieć istotę roli ojca. Dlatego bardzo ważną inicjatywą jest ogólnopolska kampania społeczna Tato.Net mająca na celu propagowanie wiedzy na temat istoty roli aktywnego taty w życiu dzieci.

Bardzo ważnym aspektem jest również, a może przede wszystkim, wsparcie okazywane tacie przez najbliższych. Kiedy żony wspierają rodzicielstwo swoich mężów i postrzegają ich jako zdolnych oraz kompetentnych ojców, panowie częściej podejmują inicjatywę i angażują się w opiekę nad dziećmi. Dzięki sprzyjającej aurze i akceptacji w nowej, ojcowskiej roli czują się bardziej komfortowo, kompetentnie – zmniejsza to poziom obaw, a przede wszystkim zwiększa satysfakcję i zadowolenie z czasu spędzonego razem z maluchami.

Wpływ zaangażowanego taty na rozwój poznawczy dziecka

Wiele badań potwierdziło, że zaangażowanie taty nie tylko w elementy zabawy, ale również czynności opiekuńcze, ma wpływ na rozwój poznawczy malucha. Bliska relacja z ojcem ma ogromne znaczenie na przestrzeni całego dzieciństwa. Roczne dzieci mają lepsze umiejętności rozwiązywania problemów, 3-latki natomiast mają wyższy iloraz inteligencji. Gdy dzieci osiągną wiek szkolny, korzyści wynikające z zaangażowanego ojcostwa są jeszcze większe. Uzyskują lepsze wyniki w nauce, są bardziej zmotywowane i chętnie podejmują nowe wyzwania.

Dzięki tacie mówię lepiej…

To fakt, tatusiowie mają istotny wpływ na rozwój umiejętności komunikacyjnych swoich dzieci.  Jednym z powodów może być sposób, w jaki ojcowie rozmawiają z malcami. Panowie zazwyczaj nie są skłonni do modyfikowania swojego języka i dostosowywania go do wieku dziecka, co bez wątpienia rozwija jego umiejętności językowe, wzbogaca słownictwo, ale również wywołuje sporo gwałtownych emocji. Mamy natomiast komunikują się w sposób jasny i prosty tak, by natychmiast dojść do porozumienia z brzdącem.

Wierzę w siebie

Kolejnym obszarem, w jakim ojcowie pomagają rozwijać się swoim dzieciom, jest kształtowanie ich poczucia własnej wartości. Tatusiowie mają tendencję do rzucania wyzwań swoim dzieciom, motywują je do próbowania nowych rzeczy. Kiedy dzieci stają przed tymi wyzwaniami i odnoszą sukcesy (nawet po nieudanej próbie i chwilowej frustracji), zaczynają wierzyć w siebie, w soje umiejętności, nabierają ochoty na więcej, pomaga im to uwierzyć, że podejmując próby, rozwijają się i mogą pokonać pojawiające się przeszkody.

Rozwój emocjonalny i społeczny

Wiele publikacji opisuje i podkreśla istotę niemal natychmiastowej więź mamy z dzieckiem. Tatusiowie natomiast często muszą swoje odczekać, dopóki miłość dziecka nie stanie się bardziej odwzajemniona. Wiele jednak zależy od nastawienia taty i możliwości, jakie daje mu otoczenie (żona, babcie, ciotki). Badania dowiodły, że jeżeli tylko pozwoli się ojcu na bezpośredni kontakt z maleństwem, dopuści się go do podstawowych czynności opiekuńczych, to znacząco wzrośnie jego zaangażowanie w ojcowską rolę oraz zmieni się jakość relacji z dzieckiem. Natura to szczwana bestia, dlatego nic nie pozostawia przypadkowi. W organizmie taty podobnie jak u mamy, zachodzi wiele reakcji, które ułatwiają przyjęcie nowych, ojcowskich obowiązków. Wzrasta poziom oksytocyny oraz spada wydzielanie testosteronu – to dlatego tatusiowie już nie są tacy macho jak wcześniej.

 

Kiedy dziecko doświadcza przewidywalnych, konsekwentnych i troskliwych reakcji na swoje potrzeby, czuje się bezpieczniej. To zabezpieczenie pozwala mu ufać ludziom, którzy się nim opiekują. Stworzenie bezpiecznej i przywiązanej więzi z niemowlęciem jest niczym samonapędzająca się maszyna: im więcej czasu tata poświęca dziecku, tym lepiej odczytuje jego wskazówki i rozumie potrzeby. Natomiast im lepiej rozumie sygnały, tym silniejszą relację buduje.

Budowanie więzi z niemowlęciem

Chcąc zwiększyć swoje zaangażowanie w opiekę nad maleństwem i zbudować wartościową, bezpieczną relację warto zwrócić uwagę na następujące elementy:

  • Staraj się reagować na potrzeby dziecka, analizuj wysyłane przez nie sygnały.
  • Zachowuj jak najczęstszy kontakt z maluchem, fizyczną bliskość – przytulaj, noś, bujaj.
  • Rozmawiaj, czytaj i śpiewaj dziecku. Nawet jeśli wydaje Ci się, że jest za małe, żeby zrozumieć, co mówisz.
  • Baw się z dzieckiem w dostosowany do wieku i zainteresowań sposób.

 Zabawa niczym okno na świat

W rozwoju każdego dziecka ważna jest różnorodność i dobrze, jeżeli może ono doświadczyć jej na różnych płaszczyznach. Ta zasada ma również odzwierciedlenie podczas zabawy – rodzice mają różne formy i style interakcji z dziećmi. Mamy podczas zabaw używają łagodniejszych głosów i powtarzających się rytmów, zachęcają do równości, bezpieczeństwa oraz współpracy. Ojcowie z kolei są bardziej stymulujący – zachęcają do rywalizacji, niezależności i nowych osiągnięć. Wspólna zabawa służy nie tylko rozrywce. Pozwala również odkrywać świat, zrozumieć konieczność określania i przestrzegania zasad. Daje także możliwość doświadczania wielu emocji, takich jak szczęście, frustracja czy podekscytowanie. Pozwala praktykować uczucia i regulować emocje w kontekście bezpiecznej, zaufanej i przywiązanej relacji.

Aktywne ojcostwo to korzyść dla taty

Zaangażowanie emocjonalne w wartościową relację z drugą osobą przynosi nam wiele korzyści. Podobnie sprawa się ma w przypadku więzi między tatą a dzieckiem.

Tatusiowie, którzy są związani emocjonalnie i zaangażowani w opiekę nad swoimi dziećmi osiągają lepsze wyniki na różnych płaszczyznach swojego życia, również zawodowego. Panowie są bardziej pewni siebie, skuteczniejsi i bardziej zadowoleni ze swojego życia rodzinnego niż ojcowie, którzy aktywnie nie uczestniczą w wychowywaniu pociech.

Korzyści wynikające z aktywnej formy rodzicielstwa wybiegają poza relacje rodzinne i są również zauważalne w innych kontaktach społecznych. Dzieci w naturalny sposób zachęcają, motywują rodziców do poszerzania swoich horyzontów. Ojcowie, którzy spędzają dużo czasu ze swoimi pociechami, są bardziej skłonni do podejmowania i budowania relacji interpersonalnych, są bardziej komunikatywni, otwarci, towarzyscy i częściej zajmują kierownicze stanowiska w swojej społeczności.

Bliska relacja z dziećmi wnosi nieocenione wartości do rodzicielskiego życia, wartości, które trudno jest zdefiniować i jednoznacznie określić. Paradoksalnie, wypełniając równolegle wiele ról w tym tę ojcowską, rodzice w cudowny sposób zyskują motywację i siły do działania. Świadomość, że jest ktoś, dla kogo warto się starać, kto darzy nas bezgranicznym zaufaniem i bezwarunkową miłością, sprawia, że jako rodzice jesteśmy w stanie przenosić góry.

Czas spędzony z dziećmi przynosi również korzyści zdrowotne. Pozwala oderwać się od zmartwień i problemów związanych z pracą czy innymi obszarami naszego życia – chroniąc nas przed konsekwencjami, jakie niesie stres.

 Obecność taty

Dzieci odczuwają ojcowską miłość, podczas wspólnie spędzanego czasu. Ważna jest nie tyle obecność ciałem z telefonem w ręku, ile uważność przejawiająca się w aktywnej interakcji. Według raportu Departamentu Zdrowia i Opieki Społecznej Stanów Zjednoczonych, istnieją trzy główne powody, dla których czas spędzany przez ojca ze swoimi dziećmi jest niezwykle ważny: “Po pierwsze, uważne przebywanie z pociechą pozwala ojcu poznać swoje dziecko, jego wady i zalety, marzenia, plany, ambicje, obawy, ideały… Po drugie, tata, który spędza więcej czasu ze swoim dzieckiem, zdobywa doświadczenie i wprawę, co sprawia, że lepiej sprawuję opiekę nad nim. Wspólnie spędzony czas pozwala zbudować bliższą relację, większe zaufanie, a to zwiększa wzajemną otwartość, większą wrażliwość na potrzeby swojej pociechy. Po trzecie dla malucha ilość i jakość spędzonego wspólnie czasu jest wskaźnikiem rodzicielskiej miłości.”

tatonet

Tato jesteś ważny

Badania nad ojcostwem nie pozostawiają wątpliwości: ojcowie odgrywają kluczową rolę w rozwoju poznawczym, społecznym i emocjonalnym swoich dzieci.

Zaangażowany tata to ten, który aktywnie uczestniczy w życiu swojego dziecka. Wśród cech pojawiających się w różnorodnych definicjach występuje: wrażliwość, serdeczność, gotowość do udzielania wsparcia i pocieszenia, podejmowanie czynności pielęgnacyjnych oraz akceptacja. Tę listę moglibyśmy formułować w nieskończoność, bo dla każdego z nas, dla każdego dziecka inne działanie będzie miało większą wartość. Ważne jednak, byśmy potrafili dostrzec potrzeby naszych pociech i je zaspakajali.

Ci tatusiowie, którzy są zaangażowani w relacje ze swoimi dziećmi, wspierają ich rozwój poznawczy, począwszy od wczesnego dzieciństwa, przez okres dorastania i nastoletniego buntu, aż po dorosłość. Dzięki ojcowskiemu wsparciu dzieci efektywniej uczą się krytycznego myślenia, są bardziej zmotywowane do działania i bardziej samodzielne, posiadają również wyższy poziom umiejętności komunikacyjnych, co procentuje przez całe życie.

Dzieci wspierane przez ojców są znacznie bardziej rozwinięte społecznie i emocjonalnie. Wykazują się większą empatią, nawiązują bliższe relacje z rówieśnikami, lepiej również radzą sobie z frustracją i rozczarowaniem. Jako dorosłe osoby częściej budują zdrowe i trwałe związki.

Ojcowskie zaangażowanie ma niesamowite znaczenie w sferze zapobiegania negatywnym zachowaniom w okresie dorastania nastolatków. Dzięki wartościowej relacji z tatą, odpowiednim wzorcom, dzieci są mniej podatne na negatywny wpływ rówieśników, rzadziej popadają w konflikt z prawem, uzależnienia czy zachodzą w nastoletnią ciążę.

Dlatego…

W rodzicielstwie liczy się nasze podejście do codziennych spraw, czułość, troska, uwaga i czas, który poświęcamy naszym dzieciom. Jesteśmy niczym lustro, w którym każdego dnia przegląda się nasze dziecko i obserwując odbicie, powtarza każdy ruch. Dajmy mu szansę uczyć się od obojga rodziców, bo każdy z nas odgrywa ważną rolę w kształtowaniu się małego człowieka.

Jestem ciekawa, jakie są Wasze doświadczenia. Będzie mi bardzo miło, jeżeli podzielcie się nimi ze mną w komentarzu pod wpisem 😉