łóżeczko_montessori

Twoje dziecko nie śpi w nocy? Powinnaś tego spróbować...

Sen,

niby krótkie słowo, zwykła potrzeba, a dla wykończonego rodzica brzmi niczym najpiękniejsze marzenie.

Swoją drogą to niesamowite, jak na przestrzeni lat, zmienia się nasze podejście do wielu spraw, jak bardzo zyskują bądź tracą na wartości. łóżeczko montessori

Kiedyś, sen traktowałam, jak stratę czasu – konieczność. Dziś, jest dla mnie na wagę złota, niczym towar deficytowy, to jeden z najbardziej pożądanych przeze mnie stanów 😉 łóżeczko montessori

A wszystko za sprawą małych istot, które mimo niepozornych rozmiarów wprowadzają ogromną rewolucję w rodzicielskim życiu. łóżeczko montessori

Podejmowanie decyzji

Tak… dziś już wiem, że wyspana mama może przenosić góry, a do tej będącej ofiarą permanentnego, bezsennego terroru, lepiej się nie zbliżać.

Dlatego, mając na uwadze dobro wszystkich domowników, warto, a nawet trzeba w swoim rodzinnym systemie stworzyć, takie warunki funkcjonowania, które pozwolą na wyciśnięcie z codzienności maksymalnej ilość snu, zarówno dla dziecka, jak i rodziców 😉

Internet naszpikowany jest złotymi radami, które szczególnie, gdy jest się na początku rodzicielskiej drogi, mogą przyprawić o zawrót głowy i totalną dezorientację.

Karm – „tak”, ubieraj – „w ten sposób”, „nie noś”, „lepiej kanguruj”, „odkładaj do łóżeczka”, „spij z dzieckiem”

i bądź tu mamo mądra…

Prawda jest taka, że każde dziecko jest inne i nie ma metody, która sprawdziłaby się u każdego malucha i w każdej rodzinie. Dlatego, naszym zadaniem jest wybranie z odpowiadającego nam podejścia tego, co w naszej sytuacji, dla nas i naszego dziecka będzie najlepsze.

Być może zastanawiacie się nad tym:

„skąd będę widziała, że coś jest dla nas najlepsze?”

Odpowiedź jest prostsza niż myślicie – intuicja. Nikt nie zna lepiej was i waszych pociech niż Wy sami. Nie powinniśmy zagłuszać i bagatelizować „przeczucia”, które towarzyszy nam, rodzicom.

Przydatnym kryterium, które mi ułatwia podjęcie decyzji, jest odpowiedź na pytanie:

„Czy i jakie korzyści, ten wybór przyniesie moim dzieciom w dłuższej perspektywie?”

„Czy i co mogę zrobić dzisiaj, aby pomóc im jutro?” 

W ten sposób zmieniam perspektywę z tego, co ważne tu i teraz, na to, co się wydarzy w przyszłości, jakie będą konsekwencji naszych dzisiejszych decyzji. To wiele wyjaśnia, a raczej rozjaśnia 😉

 Tych kilka pierwszych zdań, w których poruszam kwestię naszej różnorodności i konieczności dokonania wyboru z uwzględnieniem potrzeb dziecka oraz naszych możliwości, jest wprowadzeniem do rodzicielstwa, do podejmowania decyzji na każdym etapie naszej rodzicielskiej drogi.

Sen dziecka vs sen rodzica

Dostaje od Was bardzo wiele wiadomości typu:

„Już nie wiem, co mam zrobić, moje dziecko nie chce spać w swoim łóżeczku.”

„Każda próba odłożenia małego do łóżeczka kończy się płaczem.”

„Każdą pobudkę w łóżeczku zaczyna od krzyku i płaczu…”

Osobiście jestem zwolenniczką, a nawet miłośniczką rodzicielstwa bliskości. Po wypróbowaniu niezliczonej ilości metod, które miały zagwarantować nam spokojny sen, podjęłam decyzje o spaniu z dzieckiem w jednym łóżku.

rodzicielstwo_bliskości

Zanim do tego dojrzałam, przerobiłam wszelkie, możliwe sposoby bezszelestnego odkładania malucha do łóżeczka. Momentami wyglądało to, jak gimnastyka artystyczna albo bardzo, skomplikowana akcja szpiegowska, która kończyła się fiaskiem, bo od początku była to mission impossible. Owszem, mieliśmy łóżeczko szczebelkowe, ale jego podstawową funkcją było podtrzymywanie przewijaka i łapanie kurzu.

Dlatego, gdy już stanęłam pod ścianą, bo poziom zmęczenia i frustracji sięgnął zenitu, wybrałam dla nas rozwiązanie, najlepsze z możliwych. Biorąc pod uwagę fakt, że nasi chłopcy należą do HNBsą wysoko wrażliwymi dziećmi, to nie wyobrażam sobie tej niezliczonej ilości nocnych pielgrzymek, które musiałabym uskuteczniać.

No właśnie, dzieci w łóżku i co dalej?  Wbrew pozorom, nie oznaczało to wiecznej okupacji naszej sypialni przez maluchy.

W „teleportowaniu” brzdąca do własnego łóżka pomogło nam przygotowanie przestrzeni w jego pokoju, z wykorzystaniem elementów z nurtu Montessori…

I tu przechodzimy do meritum…

Co zrobić, żeby dzieci polubiły swoje łóżko i swój pokój?

Nie potrzeba wielkiej filozofii, pierwszym krokiem powinno być dostosowanie pokoju do potrzeb i możliwości dziecka. Wszystkie niezbędne meble, przybory, książki, zabawki zamieściliśmy tak, by były w zasięgu dziecięcej rączki, w sposób umożliwiający im samodzielnie z nich skorzystanie.

Dzięki temu maluch z większą ochotą i zainteresowaniem poznaje przestrzeń, w naturalny i swobodny sposób kształtując swoją niezależność i samodzielność.

Łóżko dla dziecka, czyli co?

Biorąc pod uwagę założenie, że wszystkie meble włącznie z łóżkiem powinny pozwalać dziecku na samodzielne z nich korzystanie, postanowiłam poszukać takiego, które znajdowałoby się przy samej podłodze.

łóżeczko_montessori_ma-mo

W poszukiwaniu łóżka dla dzieci, które byłoby łóżkiem podłogowym, przeszukałam niemal cały internet. Bardzo ważnym kryterium, prócz walorów estetycznych, była jakość i materiały, z jakich było wykonane łóżko. Niestety w tamtym czasie, a było to kilka lat temu, znalazłam tylko łóżeczka włoskiej produkcji, które były świetne jakościowo a jednoczenie szalenie drogie.
Dlatego, bardzo ucieszył mnie fakt, że od jakiegoś czasu, na naszym rodzimym rynku, można kupić łóżeczko Montessori, polskiego producenta Ma-Mo, wykonane z materiałów najwyższej jakości. Dobre łóżko to przede wszystkim porządny materac. Moją uwagę przykuł materac futon, który ze względu na ekologiczny – w 100% naturalny skład, nie wywołuje alergii i nie uczula (więcej na jego temat przeczytacie tutaj).

materac_futon

Korzyści wynikające z posiadania łóżeczka Montessori

 

  1. Bezpieczeństwo

    To pierwsza korzyść, która przychodzi mi do głowy.

Nie znam rodzica, który nie obawiałby się upadku malucha z łóżka podczas snu, czy też po przebudzeniu. W przypadku łóżeczka podłogowego takie zagrożenie nie istnieje. Nawet jeżeli dziecko „zsunie się” z materaca, to jest to całkowicie niegroźne. Dodatkowo można zabezpieczyć brzeg łóżka specjalnym wałkiem. Świetnie sprawdzają się też poduszki czy koc położony na brzegu łóżka. łóżeczko montessori

 

  1. Wspieranie rozwoju ruchowego i niezależności dziecka

Ten punkt wśród wielu z Was może budzić wątpliwości, bo oczami wyobraźni widzicie niekończącą się wędrówkę Waszych, wyzwolonych pociech ;-).

Prawda jest taka, że zachowanie dziecka wynika z wielu indywidualnych cech, z temperamentu, przyzwyczajeń czy etapu rozwoju psychoruchowego. Dlatego niektóre dzieci bez problemu przystosują się do swobodnego korzystania z łóżeczka, a innym dłuższą chwilę zajmie nasycenie się wolnością. To do Was i waszej intuicji należy ocena, na ile wasz maluch jest w stanie zapanować nad swoją ciekawością – samokontrola to kolejna umiejętność rozwijana dzięki temu podejściu. Wśród wielu rodziców sprawdziło się stosunkowo wczesne wprowadzeniu łóżeczka Montessori, dzięki czemu zasypianie w swobodnych warunkach było dla maluszka codziennością i nie stanowiło takiej pokusy.

 

  1. Niezależność – porannym wybawieniem

Wspomniane w poprzednim punkcie obawy czas przekuć w atuty 😉 wyobraźcie sobie ten moment, kiedy maluch po przebudzeniu, zamiast płakać i wołać, by wyjąć go z łóżka, będzie mógł samodzielnie z niego wyjść i zająć się zabawą. W prosty sposób eliminujemy niepotrzebny stres i zarazem nie uczymy maluszka, że aby zaznaczyć swoją obecność i potrzebę musi wzniecić awanturę. Myślę, że tak samo dla Was, jak i dla mnie, spokój i każde 10 minut snu szczególnie rano, jest na wagę złota. łóżeczko montessori

 

  1. Wygoda

Dzięki niemu, niemal z automatu rezygnujemy z wieczornej, mistrzowskiej akrobatyki, by odłożyć śpiącego malucha do łóżeczka. Po wieczornych rytuałach, możemy usypiać dziecko, leżąc tuż przy nim i odpoczywać jednocześnie.

montessori_łóżeczko

  1. Multizadaniowość

Łóżko staje się dla dziecka przyjemną przestrzenią, do której chętnie się udaje. Nie kojarzy się ze szczebelkowym, ograniczeniem swobody. Jest, nie tylko miejscem snu, ale również strefą relaksu i zabawy. łóżeczko montessori

 

  1. Oszczędność

Tego typu rozwiązanie, ze względu na okres, w jakim będziemy z niego korzystać, okazuje się bardzo opłacalnym wyborem. Rezygnując z zakupu różnych łóżek na poszczególnych etapach rozwoju, najpierw szczebelkowego, a potem większego, dostosowanego do potrzeb starszaka, zyskujemy czas i pieniądze.

 

Tak jak wspomniałam na początku, każdy z nas nie tylko ma prawo, ale powinien dokonywać wyboru według własnego uznania, potrzeb i oczekiwań. Ważne, by gdzieś z tyłu głowy przyświecały nam długofalowe korzyści, jakie wynikają z wybieranych przez nas metod, które zaprocentują w przyszłości.

A jakie są Wasze, nocne przygody? Co u Was poskutkowało i przyniosło upragniony sen? Będzie mi niezmiernie miło, jeśli dajcie znać w komentarzu poniżej.

Ściskam,
K


jak_zmienić_nawyk

Wejdź w nawyk. O sposobach na realizację celów słów kilka...

Minęło 7 dni od pamiętnego, sylwestrowego wieczoru, kiedy to żegnaliśmy jeden i witaliśmy kolejny, Nowy Rok. Dla większości z nas, to moment symbolicznego zamknięcia jednego rozdziału i otwarcia nowego. Niemal jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pojawiają się nowe możliwości, szanse i nadzieje na lepsze. Wraz z nimi otrzymujemy motywacyjny zastrzyk. Pojawiają się chęci do działania, do wprowadzenia zmian oraz wzięcia spraw w swoje ręce. Tak czy inaczej, to doskonała okazja do podsumowań, refleksji nad tym, co udało się zrealizować, a co okazało się poza naszym zasięgiem.

Tydzień to jednocześnie dostateczna ilość czasu, by nasz noworoczny zapał, nieco się wypstrykał niczym sylwestrowe fajerwerki… Z każdym dniem nasza motywacja do działania spada, często pozostaje po niej tylko lista spisanych założeń.

Noworoczne postanowienia

No właśnie, czy zastanawialiście się kiedyś, ile do tej pory poczyniliście noworocznych postanowień? Jak wiele z nich udało się Wam zrealizować?
Nie jest tajemnicą, że większość z nas dotyka tzw. słomiany zapał. Szybko zapalamy się do czegoś, rozpoczynamy działanie, a po pewnym czasie nasze zaangażowanie słabnie. Badania wykazały, że po sześciu miesiącach od złożenia noworocznego postanowienia mniej niż połowa osób doprowadza je do końca. Po roku tylko 10% z nas osiąga postawione cele (University of Scranton Psychology Professor John C. Norcross, Ph.D.).

noworoczne_postanowienia

Jednocześnie szereg analiz potwierdza, że zastosowanie niektórych, prostych strategii pomaga w przestrzeganiu i realizowaniu założonych zobowiązań. Zwiększamy swoje szanse na sukces np.: ustalając konkretne, mierzalne, realne cele, dzieląc się swoimi postanowieniami z innymi, wizualizując sukces i koncentrując się na korzyściach płynących z jego osiągnięcia. Niestety żadna z powyższych technik nie daje stuprocentowej gwarancji i spora grupa osób wypada z noworocznego pociągu.

W moim przekonaniu kluczowym elementem mającym wpływ na osiągnięcie postawionego celu są podejmowane przez nas działania. W tym kontekście jakże trafne jest podstawowe założenie podejścia TSR

„Jeśli coś działa, rób tego więcej. Jeśli coś nie działa, rób coś innego…”

To właśnie robienie owego „czegoś innego”, czyli zmiana zachowania stanowi dla nas największy problem.

Nawyki

Wiele noworocznych postanowień związanych jest ze zmianą dotychczasowych przyzwyczajeń bądź wprowadzeniu zupełnie nowych.

Dlaczego warto zamienić podejmowane działania w nawyki? Oczywiście ze względów ekonomicznych i zdroworozsądkowych. Bardziej prawdopodobne jest, że osiągniemy postawiony cel, jeśli związane z nim działanie będzie przebiegało niemal automatycznie, z bardzo niskim zaangażowaniem, bez konieczności mobilizacji, zmuszania się, poczucia obowiązku – działanie odbywa się prawie nieodczuwalnie.

Normalnie cud-miód, ultramaryna ;-)

Czym są wspomniane nawyki?

Nawyki to uwarunkowane czynności (sposób reagowania), które automatyzują się w wyniku wielokrotnego powtarzania określonego zachowania.

Bardziej przyziemnie?😉

Gdy każdego ranka, po przebudzeniu swoje pierwsze kroki kierujemy do łazienki, by umyć zęby, a kawę przygotowujemy niemal z zamkniętymi oczami, bo bez niej ani rusz - to właśnie działamy z tzw. automatu – nawyk jak nic. Lekko, łatwo i przyjemnie, a jednak się dzieje.

złe_nawyki

Ile trwa wykształcenie nawyku?

Mit dotyczący formułowania nawyku w 21 dni jest tak silny, że dla wielu osób, w tym autorytetów rozwoju osobistego stał się prawdziwy.

Sprawą zajęli się badacze z University Collage w Londynie. W 2009 roku postanowili sprawdzić, ile naprawdę trwa wykształcenie nowego nawyku.

Na postawie wyników obliczono, że średni czas wykształcenia nowego nawyku to 66 dni – nie 21! Cyfra 66 to jednak wynik uśredniony, rozrzut bowiem wynosił od 18 do 254 dni, czyli prawie roku!

Jak pokazują powyższe badania, nie ma określonego czasu, który można wskazać, jako granice wyrabiania nawyku.

Moim zdaniem sugerowanie się czasem w tym kontekście jest błędem. Głównie dlatego, że w efekcie oczekujemy szybkich i spektakularnych wyników, a te nigdy nie przychodzą w ciągu jednej nocy.

Motywacja jest tym, co pozwala Ci zacząć. Nawyk jest tym, co pozwala Ci wytrwać."

Jak wprowadzić nowy nawyk?

Poniżej zamieszczam 3 wskazówki będące pomocne podczas tworzenia nawyku:

  1. Wyznaczaj małe i precyzyjne cele/zadania/aktywności 

"Więcej ćwiczyć" i "Zdrowiej się odżywiać" są przykładem postanowień niespełniających tego założenia. To jedna z najczęstszych przyczyn nierealizowania noworocznych postanowień.

Dlatego zamiast rzucając hasło "Będę więcej ćwiczyć" załóż "Nie będę korzystać z windy w biurowcu, tylko będę wchodzić po schodach”, albo „Będę ćwiczyła 2 razy w tygodniu” lub "Będę wypijać 2 litry wody dziennie”, „Zamienię białe pieczywo na pełnoziarniste”. Są to stosunkowo łatwe i konkretnie sprecyzowane działania.

Aby skutecznie wprowadzić nowy nawyk do swojego życia, najlepiej wykorzystać to, co już mamy i zmienić na to, czego pragniemy.

  1. Dołącz nowe działanie do starego nawyku. 

Warto wykorzystać to, co do tej pory już wypracowaliśmy. Do posiadanego, nawykowego zachowania, wystarczy dodać nowy element. Badania pokazują, że najlepiej wprowadzić nowy nawyk poprzez zatrzymanie starych mentalnych kotwic – starych zachowań i wykorzystać nagrodę końcową do której przywykliśmy. Jest to bardziej efektywne, ponieważ podświadomie wiemy, jak mamy zareagować w momencie, kiedy pojawi się określony sygnał – czyli kotwica mentalna.

Jak to wygląda w praktyce? Jeżeli 3 razy w tygodniu uczęszczamy na 15-minutowy spacer, to dodanie 10, dodatkowych minut przyczynia się do powstawania nowego nawyku. Tym sposobem istniejący nawyk "idź na spacer" staje się punktem wyjścia dla nowego nawyku: "Przejdź jeszcze 10 minut". Nagroda pozostaje ta sama – aktywna forma relaksu.

zmiana_nawyków

Podobnie sprawa wygląda, kiedy podczas pracy przy biurku, po pewnym czasie pojawia się mentalna kotwica – mały głód 😉. Zazwyczaj odruchowo sięgamy po cokolwiek, co mamy pod ręką, po szybką niekoniecznie zdrową przekąskę.

Załóżmy, że chcielibyśmy wymienić niechciane zachowanie – czyli podjadanie niezdrowych rzeczy na coś, co przynajmniej nie zwiększy naszych rozmiarów. Kotwicą mentalną w tym przykładzie jest uczucie głodu, natomiast nagrodą jest po prostu zaspokojenie tej potrzeby.

W tym przypadku ważne jest nasze przygotowanie, polega ono na wcześniejszym przygotowaniu zdrowych posiłków, które wkładasz do lodówki, a miskę kuszących ciastek, zamieniasz na talerz owoców. To nic odkrywczego, raczej oczywista oczywistość, każdy z nas o tym wie, a jednak z jakiegoś powodu tego nie robimy…Dlaczego?

  1. Odpowiednio niska poprzeczka, powtarzalność i konsekwencja

Podstawowe założenie dotyczy odpowiedniego stopnia trudności i realności podejmowanej przez nas zobowiązań. Nowe działanie powinno być stosunkowo łatwe, byśmy zbyt szybko się nie zniechęcali, a wręcz pozytywnie nastawili się do dalszego działania. Pisząc „łatwe” mam tu raczej na myśli cele możliwe do osiągnięcia. Podczas formułowania postanowień, powinniśmy unikać kategorycznych, skrajnych sformułowań takich jak: „zawsze” czy „nigdy”. Stosując je, wpuszczamy się w pułapkę idealizmu, który nie dopuszcza żadnych „słabości” i przy pierwszym niedopatrzeniu zmiata poziom naszej motywacji do parteru. Przecież nie jesteśmy w stanie „nigdy” nie jeść słodyczy albo „zawsze” jadać posiłki w domu.

Dlatego wspomniane zwroty wyrzucamy z naszego słownika.

Już wcześniej wspominałam o tym, że nie ma określonego czasu oraz ilości koniecznych powtórzeń dających gwarancję wyrabiania nowego nawyku. Zależy to bowiem od zbyt wielu zmiennych. Począwszy od rodzaju zachowania, po nasze indywidualne predyspozycje. Po drodze przewija się czas, który jest tylko jednym z wielu czynników mających wpływ na tworzenie nawyków, ale nie jest on ani tym najważniejszym, ani jedynym. Dlatego tak trudno jest określić okres, jaki będzie trzeba przeznaczyć, by owe działanie weszło nam w krew.

Kilka wskazówek…

  • Zrezygnuj z perfekcjonizmu. Pozwól sobie na odstępstwa.

Czasem zdarzy nam się opuścić trening, zaspać, zjeść ponadprogramowe albo zakazane ciastko. To naturalne i niczego nie przekreśla.

  • Bądź dla siebie wyrozumiałą/ym i się nie zniechęcaj.

Zawsze jest kolejny dzień, by zrealizować poczynione założenia i wrócić na obrany tor.

  • Kształtowanie nawyku to proces, a nie jednorazowe zrywy lub kilkurazowe zdarzenia.

Wypracowywanie nawyku wymaga wytrwałości, konsekwencji i czasu. To praca, która wbrew pozorom nie należy do najlżejszych. Wypracowywanie nawyku związane jest ze zmianą, a każda zmiana, wymusza na nas wyjście z własnej strefy komfortu, co nie jest przyjemne.

  • Monitoruj swoje postępy.

Zapisywanie ich w zeszycie, telefonie, w tabelce Excela, gdziekolwiek, pozwala obserwować obiektywne wyniki. Zwykle mamy skłonności do umniejszania swoich zasług i nie dostrzegamy postępów. Taka forma monitorowania efektów pozwoli nam zaobserwować realne efekty naszej pracy.

  • Wizualizuj przyszłe efekty i korzyści.

Przypominanie sobie o nagrodzie, która czeka nas trochę później, działa bardzo motywująco. Korzystaj z tej techniki szczególnie w chwilach słabości.

  • Zerknij wstecz.

Gdy masz wrażenie, że nie robisz postępów, że Twoje starania do niczego nie prowadzą, porównaj etap, w którym obecnie jesteś, z tym, jak było przed podjęciem działania. Ze zdumieniem stwierdzisz, że nawet jeśli jeszcze nie wstajesz tak wcześnie, jak założyłaś, nie ćwiczysz tyle, ile chciałaś, to i tak jest dużo lepiej niż było wcześniej. Czy nie wstajesz godzinę wcześniej niż przed zmienianiem nawyku? Może nie ćwiczyłaś wcale, a teraz udaje Ci się to raz w tygodniu? Może jadłaś co wieczór słodycze, a teraz wodzisz się na pokuszenie tylko w weekendy?

Niezaprzeczalnym jest fakt, że ta zmiana, która do tej pory miała miejsce, jest Twoim realnym osiągnięciem. Doceniaj je i bądź z siebie dumna.

Jak jest z Waszymi postanowieniami? Udaje się je zrealizować?
Podzielcie się ze mną swoimi doświadczeniami w komentarzu poniżej tekstu.

 


pierwszy_telefon_dla_dziecka

Telefon komórkowy prezentem świątecznym dla dziecka? 7 wskazówek, które powinien poznać każdy rodzic

Nowe technologie to nasza codzienność. Widok kilkulatka obsługującego smartfon nikogo już chyba nie dziwi. Jest on tak powszechny, że coraz częściej staje się normą.

Może nam się to podobać lub nie, jednak badania GfK Polonia pokazują, że najmłodsi coraz częściej mają dostęp do nowych technologii, a ponad połowa dzieci w wieku od 6 do 11 lat posiada własny telefon.

Może nie dziś ani jutro, ale wcześniej czy później nadejdzie ten moment, w którym zaczniemy się zastanawiać nad zakupem telefonu dla swojej pociechy.

Temat ten, szczególnie mocno wraca w okresie świątecznym, pojawiając się jako jedno z gwiazdkowych marzeń naszego dziecka.

Oczami wyobraźni słyszę toczącą się rozmowę:

“Mamo, mamusiu proszę, kup mi telefon. Naprawdę go potrzebuję, Piotrek i Olek już mają swoje komórki. Każdy ma, tylko ja jeszcze nie…”

Po kilku, tego typu prośbach zaczynamy zastanawiać się nad tym coraz poważniej. Analizujemy wszystkie za i przeciw. Przeglądamy świąteczne oferty w ulubionym sklepie internetowym. Jesteśmy coraz bliżej podjęcia decyzji o przekroczeniu kolejnej granicy w życiu naszego dziecka.

Zanim jednak przejdziemy do wyboru odpowiedniego modelu telefonu, powinniśmy pokusić się o dłuższą refleksję i pomyśleć o kilku podstawowych rzeczach.

Świadomość

Wbrew pozorom, przekazanie dziecku własnego telefonu, to jedna z tych decyzji, od której nie ma odwrotu. Temat często traktowany bezrefleksyjnie i zbyt powierzchownie, a przecież niesie za sobą wiele konsekwencji.

Kiedy wręczamy dziecku telefon, w jednej chwili, przekazujemy mu dostęp do całego świata i ogromu, różnorodnych informacji. Dlatego, zanim zdecydujemy się na ten krok, warto wziąć pod uwagę poniższe wskazówki.

Czy dziecko potrzebuje telefonu?

Zanim kupisz dziecku telefon komórkowy, odpowiedz sobie na pytanie:

“Po co mu takie urządzenie?”

Jeśli rozważasz zakup telefonu, ponieważ dziecko interesuje się smartfonami potrafi korzystać z zainstalowanych na nich aplikacji, to zrób krok w tył i przemyśl to jeszcze raz.

Zadaj sobie pytanie 

“Do czego telefon jest potrzebny Twojej pociesze?”

Opisana wyżej motywacja pokazuje, że telefon jest czymś więcej niż urządzeniem do komunikacji, staje się zabawką. Czy rozrywka, to dobry powód do sprezentowania dziecku “komórki”?

Czy jest gotowe, by posiadać telefon?

Kolejnym pytaniem, na które powinniśmy postarać się znaleźć odpowiedź, jest:

Czy nasze dziecko jest wystarczająco dojrzałe i odpowiedzialne, by korzystać z telefonu?

Nie istnieje właściwa granica wieku, która byłaby wyznacznikiem i gwarancją gotowości dziecka do posiadania swojego telefonu. Wiek nie jest tak bardzo istotny, jak dojrzałość dziecka i jego zdolność do przestrzegania zasad obowiązujących w domu (w szkole) oraz poczucie odpowiedzialności.

Smartfon w rękach dziecka, teoretycznie oznacza niemal nieograniczony dostęp do internetu ze wszystkimi jego możliwościami i zagrożeniami.

samsung_galaxy_a_7

Dzieci, w pełni nie zdają sobie sprawy z konsekwencji, jakie mogą się pojawić w związku z ich obecnością w sieci, z tym, co publikują i co czytają. To nasza, rodzicielska odpowiedzialność, by okazać im wsparcie i odpowiednio do tego przygotować.

W jaki sposób to zrobić napiszę nieco niżej.

Posiadanie telefonu to również odpowiedzialność za urządzenie. Dzieci nie są przyzwyczajone do posiadania czegoś, tak wartościowego, do pamiętania o nim i odpowiedniej obsługi.

To również powinien być jeden z czynników, które bierzemy pod uwagę podczas podejmowania decyzji.

No, chyba że posiadacie stalowe nerwy, jesteście otwarci na dziecięcą kreatywność i niestraszna wam informacja np. o testach wodoodporności telefonu przeprowadzonych w umywalce 😉

Bezpieczeństwo

Jeżeli zadecydujesz, że zakup telefonu Twojej pociesze, kolejnym krokiem powinna być rozmowa z dzieckiem na temat jego bezpieczeństwa w sieci i stworzenie rodzinnej umowy dotyczącej korzystania z telefonu.

Nie jest to takie oczywiste, jakby się mogło wydawać. 80% rodziców nie rozmawia z dzieckiem o zagrożeniach, które wiążą się korzystaniem z internetu. Naszym obowiązkiem jest zadbać o świadomość dziecka. Jako rodzice, stanowimy bufor bezpieczeństwa pomiędzy światem a naszymi pociechami. Dlatego powinniśmy uczulać je na to, co ważne i rozmawiać z nimi również na trudne tematy.

Jasne reguły ułatwiają komunikację i zapobiegają nieporozumieniom. Warto przygotować i zawrzeć z dzieckiem umowę użytkowania telefonu.

Może ona być pretekstem do rozmowy na temat funkcji telefonu, tego w jakim zakresie, do czego i dlaczego, jako rodzice będziemy mieli do niego dostęp (hasła, aplikacje). Powinniśmy zawrzeć w niej informacje dotyczące ilości i zakresu godzin, w jakich telefon może być włączony i kiedy dziecko może z niego korzystać. Swoje miejsce w domowym regulaminie powinny znaleźć również konsekwencje, czyli to, co się wydarzy, jeżeli nie będziemy przestrzegać ustalonych zasad.

Podejścia do monitorowania poczynań dziecka, są różne. Niektórzy rodzice, uważają, że musimy wiedzieć, o tym, co dziecko robi podczas korzystania z telefonu komórkowego. Inni natomiast są zwolennikami przestrzegania prywatności i ich zdaniem taki nadzór jest niepotrzebny.

Do korzystania z telefonu podchodzę jak do nauki jazdy samochodem, która niesie ze sobą wiele korzyści, ale również sporo zagrożeń. I o ile chcąc otrzymać prawo jazdy, przechodzimy odpowiedni kurs i musimy zdać egzamin, to przy telefonie nie znajdziemy nawet instrukcji, jak odpowiedzialnie z niego korzystać i jak radzić sobie z zagrożeniami, które możemy napotkać. Tę wiedzę nabywamy z czasem, korzystając z urządzenia i stopniowo budując odpowiedzialność i zaufanie.

Włącz kontrolę rodzicielską

Na szczęście nie musimy maniakalnie, niczym prześladowca tkwić nad dzieckiem weryfikując każdy jego ruch. Możemy skorzystać z dostępnych aplikacji, które monitorują to, co dzieci robią na swoich telefonach. Niektóre z nich posiadają funkcję powiadomień np. gdy określony limit czasu zostanie przekroczony bądź gdy w wiadomościach lub w mediach społecznościowych zostaną użyte słowa o wysokim ryzyku. Przykładowymi aplikacjami są WebSafely, NetNanny czy MMGuardian.

Nie chodzi tu o szpiegowanie dziecka, tylko o zapobieganie cyberprzemocy.

prezent_świąteczny_dla_dziecka

Nie karaj, odbierając telefon

Jeśli dzieci łamią ustalone zasady związane z korzystaniem z telefonu lub robią coś, co może być powodem do niepokoju, pierwszym krokiem, który powinniśmy zrobić, to odwołanie się do wcześniejszych ustaleń. Każda sytuacja wymaga indywidualnego podejścia, dlatego odradzam Wam stosowania najprostszego sposobu, jakim jest odebranie telefonu.

Zabierając go, możemy sprawić, że dziecko wycofa się, „zamknie w sobie” i nie będzie skłonne do rozmowy na temat tego, co się wydarzyło.

Oczywiście możemy machnąć ręką na te obawy, jeżeli dotyczą one przekroczenia limitu czasu wyznaczonego na korzystanie z telefonu. Wtedy możecie myśleć:

 

“Jak chce, to niech się zamyka w sobie, skoro nie przestrzega zasad, to nie korzysta z telefonu i kropka.”

Sprawa się nieco komplikuje, gdy w grę chodzi coś znacznie poważniejszego np. nagabywanie Waszej pociechy do spotkania albo do przesłania swoich zdjęć.
W takiej sytuacji, raczej chcielibyśmy, by dziecko postrzegało nas, jako sprzymierzeńca, a nie jak wroga.

Dlatego, najlepszym rozwiązaniem jest powściągnięcie emocji, rozmowa, edukacja dotycząca zagrożeń i wzmożona czujność.

Wybór telefonu

Gdy już przeanalizujemy powyższe punkty, możemy przejść do wyboru odpowiedniego telefonu.

Intuicja podpowiada, że pierwszy telefon dla dziecka powinien być prosty – bez skomplikowanego menu, dotykowego ekranu, raczej z przyciskami, odporny na upadek i uszkodzenia. Jednak w intuicja to za mało 😉

Mam taką niepisaną zasadę, że przed dokonaniem zakupu przekopuję internet w poszukiwaniu opinii na temat konkretnego urządzenia. Nie będąc jednak ekspertem w danej dziecinie i nie posiadając wiedzy o najnowszych rozwiązaniach, nie jestem w stanie ocenić zebranych informacji i na ich podstawie dokonać wyboru. Wtedy korzystam z profesjonalnego wsparcia pracowników sklepu, którzy dobierają produkt do moich oczekiwań zarówno jakościowych, jak i cenowych. Biorąc pod uwagę oszczędność czasu, konkurencyjność cen i jakość obsługi, od dłuższego czasu dokonujemy zakupów on-line w sklepie Neonet.

Na koniec…

Gdy tak spoglądam na moje brzdące oraz analizuje wszystkie za i przeciw, to wolałabym, żeby nie dopadła ich technologiczna fascynacja. Wiem jednak, że to nieuniknione, to część naszej codzienności, która wprowadzana w świadomy i bezpieczny sposób, niesie ze sobą ogrom korzyści.

Jakie są Wasze doświadczenia z pierwszymi telefonami Waszych dzieci? Stosujecie lub stosowaliście, którąś z wspomnianych propozycji?

Ściskam,K


jak_prowadzić_dom

Wielozadaniowa mama - czyli o tym, jak pogodzić pełnienie wielu ról

 „Od współczesnych kobiet oczekuje się, żeby wychowywały dzieci i prowadziły domy, jakby nie pracowały zawodowo oraz aby pracowały, jakby nie miały dzieci i obowiązków domowych.”

Te słowa bardzo realnie oddają dzisiejszy stosunek do roli kobiety, matki, żony…

Mam wrażenie, że za mało się mówi i zbyt rzadko podkreśla zmiany, jakie zaszły na przestrzeni lat, w pełnionych przez nas rolach społecznych.

Obecnie zajmujemy się nie tylko wychowywaniem dzieci i opieką nad domem, ale również wypełniamy wiele innych, odpowiedzialnych obowiązków również na polu zawodowym.

Połączenie wszystkich tych elementów i umiejętne godzenie ich ze sobą stanowi prawdziwe wyzwanie. Opieka nad dzieckiem, sprzątanie domu, gotowanie, zakupy, praca zawodowa, lista obowiązków, które mamy do wykonania piętrzy się w nieskończoność.

Niestety, choćbyśmy nie wiem, jak się starały, to doba nie jest z gumy i nie da się jej wydłużyć.

Jak jeszcze znaleźć miejsce na przyjemności, realizację swoich potrzeb, zainteresowań, pasji w tym całym galimatiasie? Gdzie czas na uważność, pielęgnowanie relacji, rodzinne przyjemności i zabawę z dziećmi?

Jest przecież tyle ważnych rzeczy, które każda z nas chciałaby, a przede wszystkim powinna zrobić – dla siebie i dla jakości relacji z najbliższymi.

Zmiana podejścia

Jestem pewna, że to, co napisałam powyżej, dotyczy większości z nas. Świadomość naszego otoczenia sama się nie zmieni, a dodatkowo, skoro z naszej strony nie ma żadnej inicjatywy ku zmianie, to, po co szkodzić samemu sobie i zmieniać coś, co jest wygodne?

A przecież nie jest tak, że musimy ślepo zgadzać się i przytakiwać wszystkim społecznie narzuconym zadaniom. Oczywiście, a raczej niestety, one same się nie zrobią i skoro nikt nas nie wyręczy w ich realizacji, to nasza w tym głowa, by swoją codzienność odpowiednio zorganizować i dostosować, również do naszych potrzeb.

Tak! Dobrze usłyszałaś (przeczytałaś), właśnie powiedziałam, że Ty też jesteś ważna, musisz brać pod uwagę swoje potrzeby i zrobić wszystko, by znaleźć czas dla siebie.

Nie jest to takie łatwe, jak się wydaje, bo prócz logistyki i organizacji, trzeba sporo popracować również nad własnymi przekonaniami i podejściem do samej siebie. Nad tym, że miarą jakości i wartości naszej kobiecości, macierzyństwa i nas samych, nie jest ilość wyprasowanych koszul, sparowanych skarpetek i umytych okien.

Poniżej, przygotowałam kilka wskazówek, dzięki którym, możesz zaoszczędzić sporo czasu w ciągu dnia.

Za chwilę się przekonasz, że niektóre obowiązki mogą zrobić się same (o dziwo), kilka innych rzeczy z powodzeniem możesz robić równocześnie, a są też takie, które mogą przecież wykonać pozostali domownicy.

Zatem do rzeczy…

Multitasking

Ostatnio coraz więcej mówi się o wielozadaniowości. Osobiście jestem bardzo ostrożna w stosowaniu takiej formy działania w pracy. Irytuje mnie kult efektywności i hipermotywacji –

„mogę wszystko”, „zrobię więcej”, „zaoram się na całego”.

Szczerze mówiąc, dla własnego zdrowia, większej motywacji i efektywności, powinniśmy nauczyć się odpoczywać, a nie zastanawiać się, jak wycisnąć z siebie więcej.

Wracając jednak do wielozadaniowości w domu, to chciałam Wam ją polecić w kontekście wykonywania rutynowych czynności. U mnie się świetnie sprawdza i podejrzewam, że Wy również często stosujecie to rozwiązanie, nie będąc świadomymi, że to właśnie wielozadaniowość ;-).

czas dla siebie

A więc, wystarczy, że zaopatrzycie się w zestaw słuchawkowy i podczas prac domowych, z powodzeniem możecie przesłuchać audiobooka, odtworzyć interesujący webinar, nadrobić instastories odnovy 😉 czy porozmawiać z kimś przez telefon. Audiobooki to świetny sposób na przeczytanie nawet 2-3 książek w miesiącu, słuchając ich tylko podczas wykonywania rutynowych obowiązków.

Korzystaj z nowych technologii

W wielozadaniowości nieocenionym wsparciem są inteligentne rozwiązania i innowacyjne urządzenia, które ułatwiają utrzymanie codziennej czystości, a ich obsługa niemal nie wymaga naszego zaangażowania. Tym sposobem, w jednym czasie realizowanych jest kilka zadań – a że dzieją się one prawie bez naszego udziału, to już inna sprawa. Miała być wielozadaniowość, no to jest 😉

Stosowanie nowych technologii spotyka się z pewnego rodzaju oporem, a nawet krytyką, która szczególnie widoczna jest w mniejszych społecznościach. Często obawiamy się tego, co pomyślą o nas inne gospodynie domowe, nasze mamy, babcie czy sąsiadki, które wprowadzenie innowacyjnych rozwiązań postrzegają, jako „widzimisie”, fanaberię, a nawet brak zaradności.

„Na co Ci ta elektroniczna niania, tak jakbyś nie mogła przejść się do pokoju dziecka i zerknąć, czy śpi, za moich czasów…”

Albo

„To już zwykła suszarka i żelazko nie wystarczą? Ja to nie dość, że prałam we frani albo ręcznie, to musiałam wygotować pieluchy, a potem wszystko poprasować…A teraz…pufff”

Pisząc to, uśmiecham się pod nosem, gdyż paradoksalnie, to właśnie otwartość na nowe rozwiązania, jest przejawem przedsiębiorczości i zaradności.

Jednak nie ma się co dziwić, takiemu podejściu, gdyż wynika ono z braku wiedzy, a jak wiadomo to, czego nie znamy, budzi nasz opór i obawy. Kiedyś zmywarka czy robot kuchenny był powodem do dyskusji, dziś stanowią podstawowe wyposażenie, każdego domu.

Dlaczego więc nie wprowadzić większej ilości rozwiązań, które w podobnym stopniu odciążą nas w realizacji codziennych zadań i pozwolą nam nie tylko zaoszczędzić czas i pieniądze, ale również zadbać o środowisko?

Coraz większym zainteresowaniem cieszą się suszarki do ubrań z opcją prasowania, czy też stacje parowe, kładące na kolana zwykłe żelazka. Moim ostatnim odkryciem jest robot do mycia okien, który rewelacyjnie, a przede wszystkim sam radzi sobie ze śladami dziecięcych paluszków, pozostawionymi na szklanej balustradzie.

sposób na pomazane szyby

Czy Wy też dostrzegacie taką regułę, że dzieci odczuwają ogromną potrzebę skorzystania z poręczy, przeglądania się w lustrze czy wyglądania przez okno, zaraz po tym, jak je wypucujecie? J… U nas tak jest niemal za każdym razem. No chyba, że dotychczas byłam na tym tle szczególnie wyczulona? W każdym razie, od kiedy ktoś mnie wyręcza, już się tym nie przejmuję 😉

I właśnie o luz, spokój, większą ilość czasu i możliwość wyboru, co chcemy, z tym czasem zrobić, chodzi. Nowoczesne rozwiązania dają nam wybór. Odciążając nas sprawiają, że codzienny sprint pomiędzy obowiązkami, staje się truchtem, a czasem nawet przyjemnym, rodzinnym spacerem.

Dzięki nim zyskujemy czas na inne zajęcia (jak przygotowanie posiłku) czy przyjemności (kawa bądź gra w planszówkę z dziećmi a może jedno i drugie?).

Dlatego, na tym nie kończę wprowadzania automatycznych pomocników. Właśnie rozpoczęłam poszukiwania odkurzacza z funkcją mycia podłogi, oczami wyobraźni już widzę ten błysk ;D

Wprowadzenie dobrych nawyków

Ogromnym ułatwieniem w codziennym funkcjonowaniu, utrzymaniu porządku, a przede wszystkim oszczędnością czasu jest wprowadzenie dobrych nawyków. Oto kilka propozycji:

  • Regularne wyrzucanie niepotrzebnych i bezużytecznych rzeczy
  • Wyznaczenie miejsca dla każdego przedmiotu
  • Odkładanie rzeczy na miejsce
  • Podział obowiązków
  • Ścielenie łóżka
  • Uporządkowanie kuchennego blatu od razu po przygotowaniu jedzenia
  • Bieżące chowanie naczyń do zmywarki
  • Przetarcie umywalki po porannej toalecie
  • Wycieranie płynnych plam i zabrudzeń od razu po ich zrobieniu

Wymagaj, ale bądź też wyrozumiała i elastyczna

Ważną zasadą, która bardzo ułatwia mi codzienne funkcjonowanie, jest myśl, że to

„Dom jest dla domowników, a nie my dla domu.”

Dlatego mimo zamiłowania do ładu i porządku, staram się określać różne priorytety poszczególnym działaniom.

Dom to miejsce, w którym każdy powinien czuć się dobrze i swobodnie. Nie ma zatem sensu za wszelką cenę narzucać sobie i pozostałym domownikom rygorystycznych zasad sprzyjających czystości.

Są dni, kiedy wrzucamy porządkowy rytm i wszyscy z zakasanymi rękawami doprowadzamy nasze domostwo do stanu używalności. Zdarzają się też takie, kiedy mimo nieporządku olewamy sprzątanie i decydujemy się na wspólny wyjazd, w końcu robota i tak nie ucieknie 😉

W naszym domu staramy się wprowadzić zasadę, że każdy z nas ma jakieś obowiązki, gdzie wzajemnie sobie pomagamy i jesteśmy odpowiedzialni za to, jak nam się mieszka w tych naszych czterech kątach. Tym sposobem 6-latek (prowadząc pod nosem monolog) układa zabawki w swoim pokoju, a 3-latek (z delikatnością słonia) pomaga przy wyjmowaniu naczyń ze zmywarki.

Angażując wszystkich domowników w obowiązki domowe, nie tylko odciążamy siebie, ale uczymy dzieci samodzielności i odpowiedzialności za porządek w miejscu, które jest naszym wspólnym domem.

Nie myślcie jednak, że to wszystko przebiega w klimacie idealnej sielanki, co to, to nie. Zdarzają się dni, kiedy dzieci, delikatnie mówiąc, nie chcą współpracować, a my zwyczajnie nie mamy siły lub ochoty… tak też bywa. Wtedy, przychodzą nam z pomocą, wspomniane wcześniej urządzenia, choć częściowo ogarniają nieład, a my mamy czas na dojście do porozumienia.

Przedświąteczne porządki

Przed nami wyjątkowe chwile, jednak zanim będziemy się nimi cieszyć, czekają nas przygotowania. Zanim rzucicie się w wir przedświątecznych prac, spróbujcie złapać głęboki oddech i spojrzeć na święta przez pryzmat wspólnie spędzonego czasu, rzeczywistej radości i spokoju, których nie da nam idealnie nakryty stół, wysprzątany dom, wyprasowana koszula czy stos prezentów pod choinką.

Będąc w ciągłym biegu, nie zdążymy poczuć świątecznego nastroju, zwolnić. W konsekwencji naładowane emocjami, sfrustrowane i zmęczone, siądziemy przy wigilijnym stole niczym tykająca bombka.

robot_do_mycia_okien

To normalne, że marzymy o idealnych świętach i nie twierdzę, że nie mają takie być. Niech one będą idealne dla Ciebie i Twojej rodziny, zgodnie z Waszymi potrzebami i możliwościami, a nie z tym, co ktoś sztucznie wykreował w mediach społecznościowych czy telewizji. To najlepszy prezent, jaki możemy dać sobie i naszym najbliższym.

Polub ułatwianie sobie życia

Nie musisz być perfekcyjną panią domu, by tworzyć przytulną przestrzeń wypełnioną pozytywnymi emocjami, ciepłem i miłością. Wręcz przeciwnie! Im mocniej się tym wszystkim przejmujesz, tym bardziej jesteś sfrustrowana i zmęczona, a to wpływa niekorzystnie na domową atmosferę. Nie o to przecież chodzi.

Ułatwiaj sobie życie. Staraj się na bieżąco wyrzucać niepotrzebne rzeczy, tak by Twoja przestrzeń nie była przepełniona bibelotami. Podziel się odpowiedzialnością za to, jak wygląda Wasz dom, deleguj obowiązki domowe na pozostałych członków rodziny, niech każdy ma coś, czym się zajmuje. Jeśli czujesz, że sprzątanie jest dla ciebie stratą czasu, poszukaj kogoś, kto zajmie się tym za Ciebie, za Was. To Ty podejmujesz decyzję, czy ta osoba przyjdzie raz w miesiącu, by gruntownie posprzątać mieszkanie, a może raz w tygodniu, by systematycznie utrzymywać czystość w Waszym domu – wybór należy do Ciebie.

Jeśli natomiast sama dbasz o Waszą przestrzeń, nie obawiaj się sięgnąć po nowoczesne rozwiązania i urządzenia, które ułatwiają codzienność i pozwalają zaoszczędzić to, co jest na wagę złota – czas!

Jakie są Wasze sposoby na ogarnięcie domowej rzeczywistości? Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielicie się nimi w komentarzu poniżej tekstu.

Ściskam,K


pokój_w_stylu_montessori

Otoczenie ma znaczenie! - czyli 5 zasad przestrzeni przyjaznej rodzinie

Zapraszam Was do lektury wpisu, który powstał w ramach cyklu „Ekspert radzi“.

O znaczeniu odpowiednio przygotowanej przestrzeni dla rozwoju dziecka, opowie nam Magdalena Bartnicka. Magda z myślą o rodzicach, którzy starannie dobierają narzędzia poznawcze dla swoich pociech, stworzyła Pracownie MobiLove, więcej o tym, wyjątkowym miejscu przeczytacie tutaj.

Tymczasem poznajmy 5 zasad przestrzeni przyjaznej rodzinie

Czy zastanawiałaś się czasem, dlaczego w niektórych pomieszczeniach lubisz przebywać, podczas gdy inne wywołują w Tobie negatywne emocje? Każda z nas ma swoje poczucie estetyki i niektóre przestrzenie podobają nam się, a inne niekoniecznie. Ale oprócz naszych estetycznych preferencji jest jeszcze sporo czynników, które wpływają na to, jak odbieramy swoje otoczenie.

Przestrzeń, w jakiej żyjemy, powinna być nam bliska, przyjazna, budzić pozytywne emocje oraz umożliwiać relaks. Powinna być komfortowa.

Metoda Montessori wiele miejsca poświęca organizacji otoczenia. Odpowiednio przygotowana przestrzeń ma za zadanie zachęcać do działania, aktywizować nasze wewnętrzne talenty i uczyć samodzielności. Takie stymulujące otoczenie ma wyjątkowo dobry wpływ od samego początku, dlatego ważne jest, żebyśmy prawidłowo zorganizowali przestrzeń dla swoich dzieci. Sugestie, które dziś Ci zaprezentuję, odnoszą się jednak nie tylko do pokoju dziecięcego. Idealnie sprawdzą się w każdym pokoju i w każdym domu.

Poznaj 5 wskazówek, jak stworzyć dom przyjazny całej rodzinie.

UŻYTECZNOŚĆ

Przestrzeń przyjazna rodzinie powinna być użyteczna, to znaczy zachęcać i ułatwiać działania w domu. Ergonomia to nauka o „użyteczności” przestrzeni i przedmiotów. Ergonomiczne pomieszczenie to takie, z którego każdy może korzystać bez pomocy innych. Przedmioty powinny ułatwiać codzienne funkcjonowanie dzięki swojej prostocie i dawać nam więcej czasu na odpoczynek.

A teraz ćwiczenie dla tych, którzy mają w domu małe dzieci:

Kucnij w kuchni i sprawdź, co możesz sama w takiej kuchni zrobić. Czy możesz nalać sobie wody? To samo zrób w przedpokoju. Czy możesz sama sięgnąć po kurtkę? I ponownie w łazience. Czy z wysokości podłogi sięgniesz po mydło i umyjesz ręce? Jeśli nie możesz tego zrobić, to znaczy, że Wasza przestrzeń nie jest przystosowana do Twojego malucha. Spróbuj to zmienić i dać mu większą swobodę działania. Dzięki temu nauczysz dziecko samodzielności i wszyscy będziecie mieli większą radość z przebywania w Waszym domu.

pokój_montessori

Jak to zrobić? Zerknij na kilka poniższych wskazówek

Przedpokój

  • Haczyk z ubraniami na wysokości dziecka.
  • Krzesełko do samodzielnego zakładania butów.
  • Lustro, żeby maluch mógł się przejrzeć przed wyjściem z domu – większość z nas tak robi, prawda?
  • Pudełko z pastą (może być wosk) i szczotką do butów – dzieci naprawdę lubią takie aktywności!

Łazienka

  • Mała półeczka z miseczką do mycia rąk.
  • Dzbanek z wodą, którą maluch użyje do mycia.
  • Mydełko, pasta i szczotka na półeczce.
  • Ręcznik wiszący na wysokości dziecka.

Kuchnia

  • Na niskiej półce możesz umieścić dystrybutor z wodą (obecnie bardzo popularne są takie szklane dystrybutory z kranikiem). Na początku może być sporo rozlewania, ale po jakimś czasie maluch znudzi się wylewaniem wody, za to nabędzie bardzo ważnego nawyku – picia wody! To działa!
  • Obok dystrybutora postaw szklankę, niech będzie szklana. Wytłumacz, że szkło jest delikatne i łatwo się tłucze. W ten sposób okażesz dziecku zaufanie i uwrażliwisz go na to, że szklanka może się potłuc. Ja na początku dawałam swojej córce plastikowe kubki, ale ona je po prostu rozrzucała po podłodze. Gdy dostała szklany kubek, zaczęła traktować go z należytą ostrożnością 🙂

Salon

  • Ustaw niski stolik, żeby dzieci mogły przebywać w salonie z resztą domowników.
  • W gazetniku możesz umieścić kilka książeczek.

PORZĄDEK

O tym, że jest ważny, nie trzeba nikogo przekonywać 🙂

Niełatwo jest utrzymać porządek w domu, szczególnie gdy dookoła pełno jest różnorodnych rzeczy (i dzieci). Niemniej, jeśli będziesz się kierować zasadą „każdy przedmiot ma swoje miejsce”, utrzymanie porządku będzie znacznie prostsze. Ucząc dzieci tej zasady, ograniczysz zagracenie (bo w uporządkowanej przestrzeni jest miejsce na ograniczoną ilość przedmiotów) Waszego domu.

W metodzie Montessori oprócz konkretnego miejsca, jakie zajmują przedmioty, używamy koszy i pojemników (z naturalnych materiałów). Służą one do sortowania przedmiotów zgodnie z ich przeznaczeniem albo cechami. Dobrym przykładem są tu kosze na klocki albo gazetniki.

przechowywanie_w_pokoju_dzieckaDodatkowo warto zachęcać dziecko do sprzątania. Wystarczy, że zmiotka i szmatka do wycierania kurzu będą w jego zasięgu. Zaproś je do wspólnego sprzątania. Dla malucha porządki mogą być niezłą frajdą.

Pamiętaj, że dziecko kopiuje Twoje zachowania. Jeśli sama nie sprzątasz, ono też tego nie będzie robić.

Utrzymanie porządku daje podwójne zadowolenie – radość z tego, że rzeczy są na swoich miejscach oraz spokój wewnętrzny. Porządek w otoczeniu to porządek w głowie 😉

PIĘKNO

 

“W otoczeniu istnieją niewyczerpane źródła przyjemnych doznać estetycznych” pisała Maria Montessori.

Każdy ma własne poczucie estetyki, z tym nie będziemy się spierać. Warto jednak podkreślać piękno przestrzeni zgodnie z naszym gustem. Jak możesz to zrobić?

  • Wieszaj obrazy na ścianach – nie musi być ich dużo, możesz je nawet cyklicznie zmieniać (pamiętaj, by niektóre obrazy wisiały na wysokości oczu dziecka).
  • Ustaw kilka fotografii – szczególnie małe dzieci lubią patrzeć na twarze bliskich osób.
  • Pamiętaj o żywych kwiatach w wazonie i w doniczkach.
  • Dekoruj dom zgodnie z porami roku i świętami – dzieciaki to kochają.
  • Dekoruj okna – żeby przyjemnie się przez nie patrzyło.

EKOLOGIA

Na szczęście dbanie o środowisko staje się modą. Coraz częściej używajmy naturalnych surowców. Świadomie wybieramy drewno i metal zamiast plastiku. Naturalne tkaniny i żywe kwiaty są elementem dekoracyjnym w naszych pomieszczeniach.

Otaczanie się naturą ma wspaniały wpływ na nasze samopoczucie i koi nasze zmysły. Czasami wystarczy wyobrazić sobie ciepło drewnianej podłogi czy gładkość ceramicznych miseczek, by lepiej się poczuć.

JAKOŚĆ nie BYLEJAKOŚĆ

Żyjemy w społeczeństwie przesytu, paradoksalnie może być to spowodowane tym, że pamiętamy czasy niedoboru. Póki, co nasza rzeczywistość wygląda inaczej, dlatego przygotujmy nasze dzieci to realiów, w których dorastają i będą żyć. Nauczmy, że nie trzeba mieć wszystkiego, żeby być szczęśliwym. Przyjazna przestrzeń to taka, o którą warto i chce się dbać. Dobrze czasem kupić sprzęt droższy, ale trwalszy, wykonany etycznie i z dobrych materiałów. Takie przedmioty darzymy większym szacunkiem, używamy ich z większą starannością, dzięki czemu przestrzeń, którą się otaczamy, nabiera wartości. Dlatego zastanówmy się dwa razy, zanim kupimy kolejną, niekoniecznie potrzebną rzecz.

Tych 5 prostych zasad, pozwoli Wam “oswoić” waszą przestrzeń, poczuć, że to Wasze miejsce, że jesteście “u siebie”. W tak przygotowanym otoczeniu z łatwością zorganizujesz Wasz “rodzinny rytm życia”, w którym jest miejsce na wspólne spędzanie czasu, na pracę i odpoczynek. Komfort bycia “u siebie” to jeden z głównych czynników niezbędnych do kreatywnego myślenia. Niech przedświąteczny czas będzie dobrym impulsem do “udomowienia” Twojej przestrzeni.

Powodzenia!
Magda

Dajcie znać, jak Wy urządzacie Wasze, domowe przestrzenie. Jesteśmy ciekawe Waszych pomysłów 😉

 


prawda_o_świętym_mikołaju

W jaki sposób powiedzieć dziecku prawdę o Świętym Mikołaju

Po publikacji wpisu „Ho, Ho, Ho!!! Czyli kto? Jak to kto? Święty Mikołaj” otrzymałam od Was wiele wiadomości z pytaniem „W jaki sposób powiedzieć synkowi prawdę o świętym Mikołaju?” „Czy jest jakiś sprawdzony sposób w jaki można powiedzieć dziecku o świętym Mikołaju?” Itp.

No właśnie, czy jest jakis sprawdzony sposób?

Święta Bożego Narodzenia to przede wszystkim spotkania w rodzinnym gronie, czas rozmyślań, życzliwości i miłości. Święta to również tradycja, pasterka, 12 potraw, choinka i prezenty przynoszone przez Świętego Mikołaja, w niektórych regionach Polski przez Gwiazdora.  Dla dzieci jest on częścią świątecznej magii, dla dorosłych natomiast to nostalgiczny powrót do dzieciństwa. Dla tych z nas, którzy w dzieciństwie mieli wspaniałe święta Bożego Narodzenia, to szansa, aby je odtworzyć. Dla tych, których Gwiazdka była mniej wyjątkowa, to szansa, aby stworzyć ją taką, jaką zawsze chcieli by była. My dorośli angażujemy się w mikołajowy spisek. Wciągamy pociechy w magię opowieści o brzuchatym, podstarzałym elfie, który w magiczny sposób w ciągu jednej nocy dostarcza prezenty wszystkim dzieciom.

Mikołaj dźwignią handlu...

Niestety wspomniane dziecięce marzenie o odwiedzinach Mikołaja, stało się narzędziem marketingowym w rękach sprzedawców. W okresie świątecznym brodaty staruszek, przebrany w czerwony strój jest wszędzie – w telewizji, w centrum handlowym, na ulicy… Bez wątpienia jest to mylące dla dzieci i im są starsze tym bardziej jest to dla nich podejrzane. Zaczynają się wątpliwości, a co za tym idzie pytania: „Mamo, czy Mikołaj istnieje?” „Który z tych Mikołajów jest tym prawdziwym?”

Żaden rodzic nie chce okłamywać swojego dziecka. I żaden z nas nie chce sprawić by magiczna bańka pękła. Jednak w pewnym momencie przychodzi taki czas, a to co możemy zrobić to złagodzić odbiór nieprzyjemnej, świątecznej prawdy.

Kiedy się spodziewać pierwszych pytań...

Pierwsze pytania pojawiają się zazwyczaj wraz z rozpoczęciem wieku szkolnego, gdzieś około 6 – 8 roku życia, kiedy to koledzy zaczynają podważać istnienie magicznego elfa.

To w jaki sposób będziemy rozmawiać z dzieckiem na Mikołajowy temat zależy od tego, w jakim jest wieku i  na jakim etapie rozwoju. Pamiętajmy, że 10-latek, który wciąż wierzy w istnienie świętego może napotkać na nieprzyjemności wśród rówieśników, którzy już w niego nie wierzą. Natomiast 4 latek, który twierdzi, że Mikołaja nie ma może stać się przedmiotem wrogości na placu zabaw. Dlatego warto wyważyć, kiedy jest ten odpowiedni moment na przedstawienie prawdy.

W wieku od 3 do 6 lat rozwój kreatywnego myślenia jest bardzo istotny. Świat wyobrażeń do którego należy Święty Mikołaj mieszkający na Biegunie Północnym, jest ważnym elementem naszego dzieciństwa. Dla starszych dzieci, pogodzenie się z prawdziwą świąteczną historią i rzeczywistością jest częścią dorastania. Dla młodszych może być to niepotrzebny szok. Nie ma określonego wieku, który jest tym właściwym na przedstawienie prawdy. Musimy się tu zdać na naszą rodzicielską intuicję, bo to my wiemy na ile nasza pociecha jest gotowa by przekroczyć tę świąteczna granicę.

prawdę o świętym mikołaju

List od mamy...

Jeśli już staniecie przed koniecznością rozmowy z dzieckiem to mam dla Was propozycję, jak w przyjemny sposób wyjaśnić kim tak naprawdę był Święty Mikołaj. Sposób, który jednoznacznie nie zniszczy dotychczasowej magii świąt. Przedstawię go w formie listu, Wy natomiast wybierzecie z treści to, co uznacie za stosowne.

Kochanie,

Zadałeś bardzo ważne pytanie „Czy Święty Mikołaj istnieje?” Wiedziałam, że kiedyś o to zapytasz i długo zastanawiałam się co w tym momencie Ci odpowiem. Nie będę przedłużać oczekiwania i powiem od razu – nie, Mikołaj w dotychczasowym rozumieniu nie istnieje, nie jest magicznym elfem. Był natomiast osobą, która istniała naprawdę. Pochodził z Miry, oddał wszystko, co posiadał, aby pomóc innym ludziom będącym w potrzebie.

Zastanawiasz się pewnie „skąd w takim razie brały się te wszystkie prezenty?”, a może nawet się domyślasz… Powiem Ci o wszystkim – tak, to ja wypełniam Twoje buty słodkościami. Również ja wybieram i pakuję prezenty, które znajdujesz pod choinką, tak samo, jak moja mama przygotowywała je dla mnie, a jej mama dla niej (I tak, tata mi pomaga). Wyobrażam sobie Ciebie, jak kiedyś będziesz robił to samo dla swoich dzieci, i wiem, że tak jak ja będziesz uwielbiał przeżywać z nimi te magiczne, świąteczne chwile.

Mikołaj był wyjątkową osobą, był, bo istniał naprawdę. Jego dobre uczynki sprawiły, że pamiętamy o nim do dziś. To co robi jest proste, ale bardzo wartościowe. Uczy wszystkie dzieci jak wierzyć w coś, czego nie można zobaczyć ani dotknąć. To bardzo ważna umiejętność. Przez całe swoje życie będziesz wykorzystywał tę zdolność: wierząc w siebie, w swoich najbliższych, w swoje talenty, w rodzinę, w miłość. Bo trzeba wierzyć w rzeczy, których nie można zmierzyć, ani zamknąć w dłoni. Mam na myśli miłość, tę wielką moc, która zawsze daje siłę w tych najtrudniejszych momentach w życiu, jest wsparciem, nadzieją i otuchą.  

Mikołaj jest nauczycielem, a ja byłam jego uczennicą, teraz również Ty znasz tę tajemnicę i jesteś jego uczniem. Wiesz, w jaki sposób przedostaje się przez te wszystkie kominy w jeden wigilijny wieczór: jego pomocnikami są wszystkie osoby, których serca wypełnia świąteczna radość. Z tak pełnymi sercami, ludzie tacy jak tata i ja dokładają wszelkich sił by pomóc Mikołajowi wykonać to trudne zadanie, które bez wsparcia byłoby niemożliwym do zrealizowania.

Tak więc ani tata, ani ja nie jesteśmy Świętym Mikołajem. Mikołaj jest źródłem magii, nadziei, szczęścia i miłości. Tata i ja jesteśmy w jego zespole, a teraz Ty również w nim jesteś. Kocham Cię bardzo synku.  

W tej propozycji zawarliśmy bardzo istotny element. Nadaliśmy sens wieloletniej tradycji, w którą wierzyło nasze dziecko. Dzięki temu zmniejszymy poziom jego rozczarowania, nadal utrzymujemy świąteczną atmosferę i jednocześnie nie pozbawiamy go dotychczasowego obrazu świąt.

Jakiej reakcji możemy się spodziewać...

Musimy być przygotowani na różne reakcje. Niektóre dzieci reagują z ulgą na wieść, że Mikołaj jest postacią prawdziwą, w pewnym sensie historyczną. Potrzebowały potwierdzenia i osadzenia go w rzeczywistości. Inne zareagują złością, za to, że były "okłamywane". Potrzebują naszego wsparcia w zrozumieniu, że mikołajowa historia z dzieciństwa nie jest podstawą do utraty zaufania. Mogą również pojawić się łzy – musimy zapewnić pociechę o tym, że poznanie prawdy o Mikołaju nie oznacza, że nie będzie już świąt, powiedzieć, że opowieści o nim mają na celu przypomnienie nam wszystkim, o istocie bycia dobrym dla innych osób. W momencie, gdy dzieci poznają prawdę są również twórcami świątecznej magii.

Gdy już karty zostaną odsłonięte, pomóżmy dziecku stać się aktywnym mikołajowym pomocnikiem. Starsze dzieci mogą pomóc w rozdawaniu prezentów znajdujących się po choinką. Młodsze dzieci mogą uczestniczyć w opisywaniu prezentów od Świętego Mikołaja dla innych członków rodziny. Każdy może być "Mikołajem", uczestnicząc w akcjach pomocowych dla potrzebujących rodzin. Pamiętajmy o tym, jakie prawdziwe przesłanie niesie wiara w Świętego Mikołaja.

Czy już przeprowadaliście tę rozmowę z Waszą pociechą? Jak przebiegała? Jaka była reakcja dziecka?

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Informacje od Was są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi się rozwijać. Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz, że może być przydatny, to udostępnij go swoim znajomym na Facebook'u. Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie  ;-) .

[FM_form id="3"]