pokój_w_stylu_montessori

Otoczenie ma znaczenie! - czyli 5 zasad przestrzeni przyjaznej rodzinie

Zapraszam Was do lektury wpisu, który powstał w ramach cyklu „Ekspert radzi“.

O znaczeniu odpowiednio przygotowanej przestrzeni dla rozwoju dziecka, opowie nam Magdalena Bartnicka. Magda z myślą o rodzicach, którzy starannie dobierają narzędzia poznawcze dla swoich pociech, stworzyła Pracownie MobiLove, więcej o tym, wyjątkowym miejscu przeczytacie tutaj.

Tymczasem poznajmy 5 zasad przestrzeni przyjaznej rodzinie

Czy zastanawiałaś się czasem, dlaczego w niektórych pomieszczeniach lubisz przebywać, podczas gdy inne wywołują w Tobie negatywne emocje? Każda z nas ma swoje poczucie estetyki i niektóre przestrzenie podobają nam się, a inne niekoniecznie. Ale oprócz naszych estetycznych preferencji jest jeszcze sporo czynników, które wpływają na to, jak odbieramy swoje otoczenie.

Przestrzeń, w jakiej żyjemy, powinna być nam bliska, przyjazna, budzić pozytywne emocje oraz umożliwiać relaks. Powinna być komfortowa.

Metoda Montessori wiele miejsca poświęca organizacji otoczenia. Odpowiednio przygotowana przestrzeń ma za zadanie zachęcać do działania, aktywizować nasze wewnętrzne talenty i uczyć samodzielności. Takie stymulujące otoczenie ma wyjątkowo dobry wpływ od samego początku, dlatego ważne jest, żebyśmy prawidłowo zorganizowali przestrzeń dla swoich dzieci. Sugestie, które dziś Ci zaprezentuję, odnoszą się jednak nie tylko do pokoju dziecięcego. Idealnie sprawdzą się w każdym pokoju i w każdym domu.

Poznaj 5 wskazówek, jak stworzyć dom przyjazny całej rodzinie.

UŻYTECZNOŚĆ

Przestrzeń przyjazna rodzinie powinna być użyteczna, to znaczy zachęcać i ułatwiać działania w domu. Ergonomia to nauka o „użyteczności” przestrzeni i przedmiotów. Ergonomiczne pomieszczenie to takie, z którego każdy może korzystać bez pomocy innych. Przedmioty powinny ułatwiać codzienne funkcjonowanie dzięki swojej prostocie i dawać nam więcej czasu na odpoczynek.

A teraz ćwiczenie dla tych, którzy mają w domu małe dzieci:

Kucnij w kuchni i sprawdź, co możesz sama w takiej kuchni zrobić. Czy możesz nalać sobie wody? To samo zrób w przedpokoju. Czy możesz sama sięgnąć po kurtkę? I ponownie w łazience. Czy z wysokości podłogi sięgniesz po mydło i umyjesz ręce? Jeśli nie możesz tego zrobić, to znaczy, że Wasza przestrzeń nie jest przystosowana do Twojego malucha. Spróbuj to zmienić i dać mu większą swobodę działania. Dzięki temu nauczysz dziecko samodzielności i wszyscy będziecie mieli większą radość z przebywania w Waszym domu.

pokój_montessori

Jak to zrobić? Zerknij na kilka poniższych wskazówek

Przedpokój

  • Haczyk z ubraniami na wysokości dziecka.
  • Krzesełko do samodzielnego zakładania butów.
  • Lustro, żeby maluch mógł się przejrzeć przed wyjściem z domu – większość z nas tak robi, prawda?
  • Pudełko z pastą (może być wosk) i szczotką do butów – dzieci naprawdę lubią takie aktywności!

Łazienka

  • Mała półeczka z miseczką do mycia rąk.
  • Dzbanek z wodą, którą maluch użyje do mycia.
  • Mydełko, pasta i szczotka na półeczce.
  • Ręcznik wiszący na wysokości dziecka.

Kuchnia

  • Na niskiej półce możesz umieścić dystrybutor z wodą (obecnie bardzo popularne są takie szklane dystrybutory z kranikiem). Na początku może być sporo rozlewania, ale po jakimś czasie maluch znudzi się wylewaniem wody, za to nabędzie bardzo ważnego nawyku – picia wody! To działa!
  • Obok dystrybutora postaw szklankę, niech będzie szklana. Wytłumacz, że szkło jest delikatne i łatwo się tłucze. W ten sposób okażesz dziecku zaufanie i uwrażliwisz go na to, że szklanka może się potłuc. Ja na początku dawałam swojej córce plastikowe kubki, ale ona je po prostu rozrzucała po podłodze. Gdy dostała szklany kubek, zaczęła traktować go z należytą ostrożnością 🙂

Salon

  • Ustaw niski stolik, żeby dzieci mogły przebywać w salonie z resztą domowników.
  • W gazetniku możesz umieścić kilka książeczek.

PORZĄDEK

O tym, że jest ważny, nie trzeba nikogo przekonywać 🙂

Niełatwo jest utrzymać porządek w domu, szczególnie gdy dookoła pełno jest różnorodnych rzeczy (i dzieci). Niemniej, jeśli będziesz się kierować zasadą „każdy przedmiot ma swoje miejsce”, utrzymanie porządku będzie znacznie prostsze. Ucząc dzieci tej zasady, ograniczysz zagracenie (bo w uporządkowanej przestrzeni jest miejsce na ograniczoną ilość przedmiotów) Waszego domu.

W metodzie Montessori oprócz konkretnego miejsca, jakie zajmują przedmioty, używamy koszy i pojemników (z naturalnych materiałów). Służą one do sortowania przedmiotów zgodnie z ich przeznaczeniem albo cechami. Dobrym przykładem są tu kosze na klocki albo gazetniki.

przechowywanie_w_pokoju_dzieckaDodatkowo warto zachęcać dziecko do sprzątania. Wystarczy, że zmiotka i szmatka do wycierania kurzu będą w jego zasięgu. Zaproś je do wspólnego sprzątania. Dla malucha porządki mogą być niezłą frajdą.

Pamiętaj, że dziecko kopiuje Twoje zachowania. Jeśli sama nie sprzątasz, ono też tego nie będzie robić.

Utrzymanie porządku daje podwójne zadowolenie – radość z tego, że rzeczy są na swoich miejscach oraz spokój wewnętrzny. Porządek w otoczeniu to porządek w głowie 😉

PIĘKNO

 

“W otoczeniu istnieją niewyczerpane źródła przyjemnych doznać estetycznych” pisała Maria Montessori.

Każdy ma własne poczucie estetyki, z tym nie będziemy się spierać. Warto jednak podkreślać piękno przestrzeni zgodnie z naszym gustem. Jak możesz to zrobić?

  • Wieszaj obrazy na ścianach – nie musi być ich dużo, możesz je nawet cyklicznie zmieniać (pamiętaj, by niektóre obrazy wisiały na wysokości oczu dziecka).
  • Ustaw kilka fotografii – szczególnie małe dzieci lubią patrzeć na twarze bliskich osób.
  • Pamiętaj o żywych kwiatach w wazonie i w doniczkach.
  • Dekoruj dom zgodnie z porami roku i świętami – dzieciaki to kochają.
  • Dekoruj okna – żeby przyjemnie się przez nie patrzyło.

EKOLOGIA

Na szczęście dbanie o środowisko staje się modą. Coraz częściej używajmy naturalnych surowców. Świadomie wybieramy drewno i metal zamiast plastiku. Naturalne tkaniny i żywe kwiaty są elementem dekoracyjnym w naszych pomieszczeniach.

Otaczanie się naturą ma wspaniały wpływ na nasze samopoczucie i koi nasze zmysły. Czasami wystarczy wyobrazić sobie ciepło drewnianej podłogi czy gładkość ceramicznych miseczek, by lepiej się poczuć.

JAKOŚĆ nie BYLEJAKOŚĆ

Żyjemy w społeczeństwie przesytu, paradoksalnie może być to spowodowane tym, że pamiętamy czasy niedoboru. Póki, co nasza rzeczywistość wygląda inaczej, dlatego przygotujmy nasze dzieci to realiów, w których dorastają i będą żyć. Nauczmy, że nie trzeba mieć wszystkiego, żeby być szczęśliwym. Przyjazna przestrzeń to taka, o którą warto i chce się dbać. Dobrze czasem kupić sprzęt droższy, ale trwalszy, wykonany etycznie i z dobrych materiałów. Takie przedmioty darzymy większym szacunkiem, używamy ich z większą starannością, dzięki czemu przestrzeń, którą się otaczamy, nabiera wartości. Dlatego zastanówmy się dwa razy, zanim kupimy kolejną, niekoniecznie potrzebną rzecz.

Tych 5 prostych zasad, pozwoli Wam “oswoić” waszą przestrzeń, poczuć, że to Wasze miejsce, że jesteście “u siebie”. W tak przygotowanym otoczeniu z łatwością zorganizujesz Wasz “rodzinny rytm życia”, w którym jest miejsce na wspólne spędzanie czasu, na pracę i odpoczynek. Komfort bycia “u siebie” to jeden z głównych czynników niezbędnych do kreatywnego myślenia. Niech przedświąteczny czas będzie dobrym impulsem do “udomowienia” Twojej przestrzeni.

Powodzenia!
Magda

Dajcie znać, jak Wy urządzacie Wasze, domowe przestrzenie. Jesteśmy ciekawe Waszych pomysłów 😉

 


prawda_o_świętym_mikołaju

W jaki sposób powiedzieć dziecku prawdę o Świętym Mikołaju

Po publikacji wpisu „Ho, Ho, Ho!!! Czyli kto? Jak to kto? Święty Mikołaj” otrzymałam od Was wiele wiadomości z pytaniem „W jaki sposób powiedzieć synkowi prawdę o świętym Mikołaju?” „Czy jest jakiś sprawdzony sposób w jaki można powiedzieć dziecku o świętym Mikołaju?” Itp.

No właśnie, czy jest jakis sprawdzony sposób?

Święta Bożego Narodzenia to przede wszystkim spotkania w rodzinnym gronie, czas rozmyślań, życzliwości i miłości. Święta to również tradycja, pasterka, 12 potraw, choinka i prezenty przynoszone przez Świętego Mikołaja, w niektórych regionach Polski przez Gwiazdora.  Dla dzieci jest on częścią świątecznej magii, dla dorosłych natomiast to nostalgiczny powrót do dzieciństwa. Dla tych z nas, którzy w dzieciństwie mieli wspaniałe święta Bożego Narodzenia, to szansa, aby je odtworzyć. Dla tych, których Gwiazdka była mniej wyjątkowa, to szansa, aby stworzyć ją taką, jaką zawsze chcieli by była. My dorośli angażujemy się w mikołajowy spisek. Wciągamy pociechy w magię opowieści o brzuchatym, podstarzałym elfie, który w magiczny sposób w ciągu jednej nocy dostarcza prezenty wszystkim dzieciom.

Mikołaj dźwignią handlu...

Niestety wspomniane dziecięce marzenie o odwiedzinach Mikołaja, stało się narzędziem marketingowym w rękach sprzedawców. W okresie świątecznym brodaty staruszek, przebrany w czerwony strój jest wszędzie – w telewizji, w centrum handlowym, na ulicy… Bez wątpienia jest to mylące dla dzieci i im są starsze tym bardziej jest to dla nich podejrzane. Zaczynają się wątpliwości, a co za tym idzie pytania: „Mamo, czy Mikołaj istnieje?” „Który z tych Mikołajów jest tym prawdziwym?”

Żaden rodzic nie chce okłamywać swojego dziecka. I żaden z nas nie chce sprawić by magiczna bańka pękła. Jednak w pewnym momencie przychodzi taki czas, a to co możemy zrobić to złagodzić odbiór nieprzyjemnej, świątecznej prawdy.

Kiedy się spodziewać pierwszych pytań...

Pierwsze pytania pojawiają się zazwyczaj wraz z rozpoczęciem wieku szkolnego, gdzieś około 6 – 8 roku życia, kiedy to koledzy zaczynają podważać istnienie magicznego elfa.

To w jaki sposób będziemy rozmawiać z dzieckiem na Mikołajowy temat zależy od tego, w jakim jest wieku i  na jakim etapie rozwoju. Pamiętajmy, że 10-latek, który wciąż wierzy w istnienie świętego może napotkać na nieprzyjemności wśród rówieśników, którzy już w niego nie wierzą. Natomiast 4 latek, który twierdzi, że Mikołaja nie ma może stać się przedmiotem wrogości na placu zabaw. Dlatego warto wyważyć, kiedy jest ten odpowiedni moment na przedstawienie prawdy.

W wieku od 3 do 6 lat rozwój kreatywnego myślenia jest bardzo istotny. Świat wyobrażeń do którego należy Święty Mikołaj mieszkający na Biegunie Północnym, jest ważnym elementem naszego dzieciństwa. Dla starszych dzieci, pogodzenie się z prawdziwą świąteczną historią i rzeczywistością jest częścią dorastania. Dla młodszych może być to niepotrzebny szok. Nie ma określonego wieku, który jest tym właściwym na przedstawienie prawdy. Musimy się tu zdać na naszą rodzicielską intuicję, bo to my wiemy na ile nasza pociecha jest gotowa by przekroczyć tę świąteczna granicę.

prawdę o świętym mikołaju

List od mamy...

Jeśli już staniecie przed koniecznością rozmowy z dzieckiem to mam dla Was propozycję, jak w przyjemny sposób wyjaśnić kim tak naprawdę był Święty Mikołaj. Sposób, który jednoznacznie nie zniszczy dotychczasowej magii świąt. Przedstawię go w formie listu, Wy natomiast wybierzecie z treści to, co uznacie za stosowne.

Kochanie,

Zadałeś bardzo ważne pytanie „Czy Święty Mikołaj istnieje?” Wiedziałam, że kiedyś o to zapytasz i długo zastanawiałam się co w tym momencie Ci odpowiem. Nie będę przedłużać oczekiwania i powiem od razu – nie, Mikołaj w dotychczasowym rozumieniu nie istnieje, nie jest magicznym elfem. Był natomiast osobą, która istniała naprawdę. Pochodził z Miry, oddał wszystko, co posiadał, aby pomóc innym ludziom będącym w potrzebie.

Zastanawiasz się pewnie „skąd w takim razie brały się te wszystkie prezenty?”, a może nawet się domyślasz… Powiem Ci o wszystkim – tak, to ja wypełniam Twoje buty słodkościami. Również ja wybieram i pakuję prezenty, które znajdujesz pod choinką, tak samo, jak moja mama przygotowywała je dla mnie, a jej mama dla niej (I tak, tata mi pomaga). Wyobrażam sobie Ciebie, jak kiedyś będziesz robił to samo dla swoich dzieci, i wiem, że tak jak ja będziesz uwielbiał przeżywać z nimi te magiczne, świąteczne chwile.

Mikołaj był wyjątkową osobą, był, bo istniał naprawdę. Jego dobre uczynki sprawiły, że pamiętamy o nim do dziś. To co robi jest proste, ale bardzo wartościowe. Uczy wszystkie dzieci jak wierzyć w coś, czego nie można zobaczyć ani dotknąć. To bardzo ważna umiejętność. Przez całe swoje życie będziesz wykorzystywał tę zdolność: wierząc w siebie, w swoich najbliższych, w swoje talenty, w rodzinę, w miłość. Bo trzeba wierzyć w rzeczy, których nie można zmierzyć, ani zamknąć w dłoni. Mam na myśli miłość, tę wielką moc, która zawsze daje siłę w tych najtrudniejszych momentach w życiu, jest wsparciem, nadzieją i otuchą.  

Mikołaj jest nauczycielem, a ja byłam jego uczennicą, teraz również Ty znasz tę tajemnicę i jesteś jego uczniem. Wiesz, w jaki sposób przedostaje się przez te wszystkie kominy w jeden wigilijny wieczór: jego pomocnikami są wszystkie osoby, których serca wypełnia świąteczna radość. Z tak pełnymi sercami, ludzie tacy jak tata i ja dokładają wszelkich sił by pomóc Mikołajowi wykonać to trudne zadanie, które bez wsparcia byłoby niemożliwym do zrealizowania.

Tak więc ani tata, ani ja nie jesteśmy Świętym Mikołajem. Mikołaj jest źródłem magii, nadziei, szczęścia i miłości. Tata i ja jesteśmy w jego zespole, a teraz Ty również w nim jesteś. Kocham Cię bardzo synku.  

W tej propozycji zawarliśmy bardzo istotny element. Nadaliśmy sens wieloletniej tradycji, w którą wierzyło nasze dziecko. Dzięki temu zmniejszymy poziom jego rozczarowania, nadal utrzymujemy świąteczną atmosferę i jednocześnie nie pozbawiamy go dotychczasowego obrazu świąt.

Jakiej reakcji możemy się spodziewać...

Musimy być przygotowani na różne reakcje. Niektóre dzieci reagują z ulgą na wieść, że Mikołaj jest postacią prawdziwą, w pewnym sensie historyczną. Potrzebowały potwierdzenia i osadzenia go w rzeczywistości. Inne zareagują złością, za to, że były "okłamywane". Potrzebują naszego wsparcia w zrozumieniu, że mikołajowa historia z dzieciństwa nie jest podstawą do utraty zaufania. Mogą również pojawić się łzy – musimy zapewnić pociechę o tym, że poznanie prawdy o Mikołaju nie oznacza, że nie będzie już świąt, powiedzieć, że opowieści o nim mają na celu przypomnienie nam wszystkim, o istocie bycia dobrym dla innych osób. W momencie, gdy dzieci poznają prawdę są również twórcami świątecznej magii.

Gdy już karty zostaną odsłonięte, pomóżmy dziecku stać się aktywnym mikołajowym pomocnikiem. Starsze dzieci mogą pomóc w rozdawaniu prezentów znajdujących się po choinką. Młodsze dzieci mogą uczestniczyć w opisywaniu prezentów od Świętego Mikołaja dla innych członków rodziny. Każdy może być "Mikołajem", uczestnicząc w akcjach pomocowych dla potrzebujących rodzin. Pamiętajmy o tym, jakie prawdziwe przesłanie niesie wiara w Świętego Mikołaja.

Czy już przeprowadaliście tę rozmowę z Waszą pociechą? Jak przebiegała? Jaka była reakcja dziecka?

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Informacje od Was są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi się rozwijać. Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz, że może być przydatny, to udostępnij go swoim znajomym na Facebook'u. Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie  ;-) .

[FM_form id="3"]

 


kurs_fotograficzny

O tym, jak uczę się fotografii na własną rękę

O tym, jak uczę się fotografii na własną rękę

Uwielbiam piękne zdjęcia, a tak naprawdę może nie tyle piękne, co „jakieś”. Wiem, że to określenie nie mówi Wam konkretnie, co mam na myśli, ale jak inaczej opisać to wrażenie i uczucia, które wywołuje w nas fotografia?

Marzę, by kiedyś, udało mi się uchwycić i wyrazić moment, klimat, emocję, które widzę i których doświadczam w sposób, który będzie coś znaczył nie tylko dla mnie, ale również dla innego odbiorcy.

Bo prawda jest taka, że zdjęcie upamiętniające wydarzenie, w którym uczestniczymy, choćby było nieostre, niedoświetlone i zrobione wbrew wszelkim zasadom fotografii, w nas będzie budziło żywe emocje i wspomnienia. Dla nas będzie ono wyjątkowe, natomiast przez postronne osoby zostanie niezauważone.

Być może pomyślicie sobie:

„Karola, nie przesadzaj, przecież w robieniu zdjęć chodzi o spontaniczność, o łapanie chwil…”

Pasja nie potrzebuje ustępstw

Oczywiście macie racje.  Fotografowanie to tworzenie wspomnień za pomocą pięknych kadrów. Jednak piękno i spontaniczność nie wykluczają się wzajemnie. Wręcz przeciwnie, gdy ma się umiejętność fotografowania, to uchwycenie wspomnianych chwil przychodzi nam sprawniej.

Zapewne wiecie, jak jest z czymś, co staje się pasją? Apetyt rośnie w miarę jedzenia, robisz coś, wkręcasz się w to i nabierasz ochoty na więcej. To tak jak z bieganiem, najpierw spacerujesz, potem zaczynasz biegać krótkie odległości, a z czasem, gdy nabierasz kondycji i łapiesz bakcyla, wydłużasz dystanse i nawet decydujesz się na udział w maratonach czy zawodach.

Więc ja właśnie tak mam, że jak zaczynam coś robić i mnie to wciąga, to sięgam po więcej, bo chcę się w tej dziedzinie rozwijać. I tym oto sposobem – „tadam” – zaczęłam oswajać tę fotograficzną przestrzeń 😉 Dopiero raczkuję, ale małymi krokami szlifuję warsztat.

A, tak poza tym, obiektywnie rzecz ujmując, to fotografia jest na tyle uniwersalną dziedziną, że przydaje się na wielu płaszczyznach. Dlaczego więc mielibyśmy jej się bliżej nie przyjrzeć?

Od czego zacząć

Czasami wystarczy zmienić naprawdę niewiele, by zdjęcie wyglądało dużo lepiej i wbrew powszechnemu przekonaniu, do zrobienia fajnego zdjęcia nie potrzeba profesjonalnego sprzętu. Pisząc o zmianach, nie mam na myśli obróbki zdjęć w programie do ich edycji, tylko wiedzę o podstawowych zasadach, takich jak: kompozycja obrazu, rola światła czy podstawowe parametry aparatu.

nauka_robienia_zdjęć

Biorąc pod uwagę to, że jestem absolutnym amatorem i samoukiem na początku fotograficznej drogi, każde wasze pytanie o moje zdjęcie, które gdzieś opublikowałam, budzi we mnie zdziwienie, niedowierzanie i nieopisane pokłady pozytywnych emocji. Te z kolei są motywacją do kolejnych poszukiwań i dalszej nauki. Przekopując internet znalazłam sporo ciekawych i inspirujących miejsc, z których wiele się dowiedziałam i dowiaduję każdego dnia.

Pomyślałam więc, że zbiorę je w jednym miejscu, być może Wam również się przydadzą.

Kursy fotografii

Jak już się złapie fotograficznego bakcyla, to kurs fotografii jest jednym z głównych celów do zrealizowania 😉 na mojej liście priorytetów jest bardzo wysoko. Mam nadzieję, że już niebawem uda mi go osiągnąć, tym bardziej, że znalazłam kurs organizowany przez Akademię Nikona, w którym chciałabym wziąć udział, bo tak naprawdę to praktyka czyni mistrza.

Zanim jednak do niego przystąpię, postanowiłam, że na własną rękę trochę popracuję nad teorią i umiejętnościami.

Co zatem pomaga mi w nauce fotografii?

Internet to skarbnica wiedzy

Internet pełen jest różnorodnych lekcji dotyczących fotografii. Z jednej strony to dobra informacja, bo jest w czym wybierać, z drugiej natomiast ten przesyt i fakt, że jesteśmy na początku naszej przygody z robieniem zdjęć, sprawiają, że nie wiadomo na co się zdecydować.

Poniżej znajdziecie wybrane przeze mnie miejsca w sieci, które przepełnione są fotograficzną wiedzą.

Filmy na You Tube:

  • Niezłe Aparaty
  • Foto Błysk
  • Jakub Kaźmierczyk
  • Tomasz Zienkiewicz
  • Dr5000
  • Jana Williams
  • Irene Rudnik
  • Jessica Kobeissi
  • Mango Street

 Ciekawe strony:

Podpatruj i inspiruj się pracą innych

Nie mam tu na myśli ślepego podążania za kimś i naśladowania czyjegoś stylu. Chodzi mi raczej o znalezienie kilku fotografów albo osób, których zdjęcia są dla Was inspiracją. Być może są to osoby, które dzielą się w sieci swoim doświadczeniem, od których bardzo wiele możecie się nauczyć. Poniżej podrzucam Wam kilka moich ulubionych stron i blogów.

Fora i grupy fotograficzne

Są nieocenionym źródłem wiedzy na wielu płaszczyznach. Z jednej strony czytając toczące się na forach i facebookowych grupach dyskusje, możemy podchwycić i wdrożyć różne ciekawe triki i patenty. Takie jak przygotowanie domowej blendy z białej kartki czy folii aluminiowej albo zastosowanie okleiny (tapety) jako tła zdjęcia.

fotografia_dla_początkujących

Z drugiej strony natomiast jest to znakomity sposób na nawiązanie bezpośredniego kontaktu z bardziej doświadczonymi osobami, „poruszającymi” się w tym obszarze, od których warto się uczyć. W wolnej chwili polecam Wam te miejsca:

Praktyka czyni mistrza

Nie raz słyszałam, że żeby być mistrzem w jakiejś dziedzinie, trzeba mieć 10.000 godzin praktyki. Jak się okazuje, nie jest to pusty frazes. Tezę tę potwierdzają badania, przeprowadzane m.in. w Berlińskiej Akademii Muzycznej przez K. Andersa Ericssona. Okazało się, że wszyscy wybitni skrzypkowie, to osoby mające za sobą 10000 lub więcej godzin praktyki z instrumentem. Podobnie było w przypadku pianistów, kompozytorów, sportowców – mistrzowski poziom uzyskiwali ci, którzy na treningi przeznaczali po 20 godzin tygodniowo przez 10 lat.

Myślisz sobie: 

„O matko i córko, gdzie mi do takiego doświadczenia?”

Szczerze mówiąc, na mnie te cyfry też robią wrażenie, ale jednocześnie pokazują, że aby być w czymś coraz lepszym musimy ćwiczyć i cierpliwie czekać na efekty. Wiedza, praktyka i czas… na to warto sobie pozwolić.

Dlatego ja zakasuję rękawy i w wolnych chwilach poczytuję, podglądam, uczę się tego, co z fotografią związane 😉

 

A Wy lubicie robić zdjęcia czy raczej wolicie je oglądać? A może jedno i drugie?

Ściskam,K