Dominika Stelmach, Mistrzyni świata, Wings For Life

Uskrzydlona Supermenka. Wywiad z Dominiką Stelmach

Zachodzę w głowę w jaki sposób zapowiedzieć mojego gościa. Każde z dobieranych słów wydaje się nieadekwatne, niewystarczające, nie takie… Dlatego od razu przejdę do konkretów. Tym razem zapraszam Was na rozmowę z Dominiką Stelmach mamą dwóch chłopców, pracującą na pełen etat, wybitną i wszechstronną biegaczką. Skąd taka charakterystyka? Przytoczę tylko kilka z ostatnich osiągnięć Dominiki, będących zaledwie ułamkiem jej całego dorobku. Jest aktualną Mistrzynią Polski w Maratonie (Dębno 2017), globalną zwyciężczynią i rekordzistą świata Wings For Life (68,2 km w tempie 3,57min/km), Mistrzynią Polski w Ultramaratonie Górskim, Mistrzynią Polski w Biegach Górskich na Krótkim Dystansie. Dominika jest również najszybszą Polką w biegu ulicznym na 100 kilometrów oraz drugą najszybszą w historii kobietą w biegu na Wieżę Eiffla.

Dominika Stelmach nie ustaje w biegu i realizuje kolejne marzenia. Bo, jak mówi, żyje się tylko raz.

„W życiu liczy się pasja. Uroda, figura, wiek – przemijają. A prawdziwa pasja trwa całe życie.”

Jesteście ciekawi skąd się wzięła biegowa pasja w jej życiu? Jak udaje się jej pogodzić codzienne obowiązki z treningami? W jaki sposób radzi sobie z napotykanymi przeciwnościami i co daje jej siłę do działania?

Zapraszam do lektury wywiadu z inspirującą Dominiką Stelmach

Dominika Stelmach, Mistrzyni świata, Wings For Life

Dominiko nie mogę nie zadać tego pytania, które samo ciśnie się na usta:

„Jak to się robi?” W jaki sposób udaje Ci się połączyć rolę mamy, kobiety pracującej na pełen etat z wyczynowym bieganiem, z treningami?

Uwielbiam biegać. To chyba najważniejsze, bez tego, nie byłabym w stanie wstawać wcześnie rano, często na długo przed świtem i biegać. Potrzebuję biegania, ono pomaga mi nie zwariować. A przy okazji, dobrze mi wychodzi.

Kwestia pogodzenia różnych ról to zawsze kompromisy. Nie chodzę po sklepach, rzadko pojawiam się na imprezach (choć to nie tak, że ich unikam). Godzę się z tym, że w domu nie wszystko jest idealnie (panią domu jestem raczej mocno przeciętną…)

Nawet nie wiesz, jak dobrze usłyszeć, że Ty również, jak każda z nas musisz dokonywać pewnych wyborów, podejmować kompromisy i stawiać priorytety. Jesteś żywym dowodem na to, że szczęśliwa i spełniona kobieta potrafi przenosić góry.
No właśnie a propos gór, a właściwie podróżowania.

Bierzesz udział w wielu sportowych wydarzeniach jest to związane z częstymi podróżami, czy organizujecie rodzinne wyjazdy?

Tak, zawsze wakacje, święta to czas na rodzinne wyjazdy. Teraz coraz częściej zabieram chłopaków na zawody, bo są już dostatecznie duzi. Bywa jednak, że to kompletnie nie ma sensu, wtedy pomagają babcie (i dziadkowie).

Dzięki temu chłopcy mają szansę zobaczyć mamę w „akcji”, załapać sportowego bakcyla.

Jak jest z nimi? Czy któryś z chłopców odziedziczył po mamie predyspozycje biegacza?

Zdecydowanie młodszy. Ale zobaczymy co z tego będzie?

Jednym słowem na horyzoncie pojawia się co najmniej jeden przyszły biegacz 😉.

A jaki stosunek mają pozostali bliscy do tej sportowej pasji, bo, że to pasja nie mam najmniejszej wątpliwości?

Rozumieją to i wierzą we mnie, choć oczywiście bywają trudne momenty. Gdybym była zawodowym biegaczem byłoby inaczej, ale ja mam również zobowiązania wynikające z pracy, która również wiąże się w wyjazdami.

Przyznam, że to niesamowite, iż udaje Ci się połączyć te wszystkie role i dodatkowo w niektórych z nich osiągać wybitne wyniki – „chapeau bas”.

Dominika Stelmach, Mistrzyni świata, Wings For Life

W chwili obecnej bieganie stanowi bardzo ważny element Twojego życia, jest to niemal Twój znak rozpoznawczy. Kiedy zaczęła się ta sportowa przygoda? Dlaczego właśnie bieganie?

Jako dziewczynka trenowałam łyżwiarstwo figurowe. Potem próbowałam różnych sportów, aż w końcu na studiach odkryłam bieganie. Dlaczego? Bo daje mi samotność. Bo jest proste. Bo w trakcie biegu można skupić się na sobie, przemyśleć wiele spraw.

Każda z nas szuka dla siebie przestrzeni, w której mogłaby pobyć sama ze sobą, odpocząć, pozbierać myśli – sport okazuje się idealnym do tego „miejscem”. Ty dodatkowo łączysz przyjemne z pożytecznym.

O osiąganych przez Ciebie wynikach marzy niejeden sportowiec. Jednak one nie przychodzą same, musisz na nie zapracować. Ile czasu poświęcasz na treningi? Czy jest jakiś limit kilometrów, które przebiegasz tygodniowo, miesięcznie?

Najwięcej zdarzyło mi się przebiec 160 km w tygodniu. Zazwyczaj biegam 100-140km plus ćwiczenia i spinning. To kilkanaście godzin w tygodniu.

Gdy próbuję sobie wyobrazić ten wynik to kręci mi się w głowie 😉

Myślę, że nie ma osoby, która nie byłaby pod ogromnym wrażeniem Twoich osiągnięć. Przecież nie da się przejść obojętnie obok zdobytego przez Ciebie tytułu Mistrzyni świata w chilijskim, charytatywnym biegu Wings For Life, z najlepszym kobiecym rezultatem w historii tego wydarzenia.

Dominika Stelmach, Mistrzyni świata, Wings For Life

Jakie to uczucie? Co czuje mistrzyni świata w chwili zwycięstwa?

W chwili zwycięstwa po prostu się cieszyłam. Nie czułam się jakoś wyjątkowo, zresztą dzisiaj też nie czuję się z powodu tego zwycięstwa lepszą/fajniejszą niż byłam. Dalej będę robić swoje, postaram się biegać jeszcze lepiej.

Gdy zerkam na Twoje wyniki to mam wrażenie, że nie da się pobiec lepiej, to jakiś fenomen. Przebiegnięcie 68 kilometrów to dla mnie niewyobrażalny wynik, szczerze mówiąc to nie mam pewności czy byłabym w stanie przejechać ten dystans na rowerze :-D . Tak, jak wspomniałaś jest to okupione wieloma godzinami treningów, setkami przebiegniętych kilometrów – podstawą jest odpowiednia kondycja fizyczna.

A co z umysłem? W jaki sposób pracujesz nad swoją motywacją?

Działam zadaniowo. Wyznaczam sobie cele długo i krótkoterminowe. Porażki mnie motywują. A mocną psychikę buduję w trakcie biegu, a także na co dzień.

To o czym wspominasz świadczy o tym, że posiadasz ogromną siłę i mam tu na myśli nie tylko ciało, ale przede wszystkim mentalność.

Co czyni Cię silniejszą? Skąd ją czerpiesz?

Wierzę w to, że mogę. Nie mam wielkiego poczucia własnej wartości, ale wielką wiarę we własne możliwości. Dużo siły dało mi macierzyństwo, ale także dość burzliwa młodość.

Dobrzej jest usłyszeć, że macierzyństwo wzbogaca, daje siłę. Jesteś kolejną osobą, która wspomina o tym wnosząc kolejną wartość w pełnienie tej wymagającej roli. Bywają przecież momenty, szczególnie na początku matczynej drogi, że czujemy się słabe, kruche i wyczerpane. Tymczasem dzięki Tobie, wiemy, że to doświadczenie nas umacnia.

Dużo siły dało mi macierzyństwo, ale także dość burzliwa młodość.

Dominika Stelmach, Mistrzyni świata, Wings For Life

Skoro jest siła i motywacja to co z przeciwnościami losu? Przeszkody, trudności, niepowodzenia – w jaki sposób z nimi sobie radzisz?

Idę i patrzę do przodu. Nie rozpamiętuję. Staram się szybko godzić z rzeczywistością, myśleć racjonalnie. Akceptuję porażki i przyznaję się do nich. Oczywiście bywają sytuacje, gdy jest ciężko...

Posiadanie mentora, przewodnika to jeden z elementów wpierających, motywujących do rozwoju, wskazujących kierunek.

Kto jest dla Ciebie autorytetem, wzorem godnym naśladowania?

To trudne pytanie, a raczej odpowiedź będzie trudna. Nie ma jednej osoby, postaci, która byłaby dla mnie inspiracją. Lubię silne, niezależne kobiety. Ale podziwiam też osoby, które w imię pasji uciekły od kieratu. Może kiedyś też ucieknę w góry, w świat (jak dzieciaki będą samodzielne).

Jesteś w takim miejscu i tak wiele dotychczas osiągnęłaś, że nie mogę, nie zapytać o...

Sukces. Co jest dla Ciebie największym sukcesem?

Rola mamy.

Zgadzam się z Tobą w 100%. Choć mając na uwadze Twoje światowej rangi osiągnięcia można było spodziewać się innej odpowiedzi. Bardzo miłe i wartościowe to co powiedziałaś.

Gdy słyszysz „szczęście” to myślisz?

O tym, że ja to mam szczęście! I że dzięki bieganiu mam tyle sposobności, żeby za to szczęście dziękować!

Co jest dla Ciebie największą wartością?

Pracowitość i uczciwość.

Masz już na swoim koncie Mistrzostwo świata i co dalej? Jakie są Twoje kolejne plany sportowe i nie tylko?

Marzą mi się Igrzyska Olimpijskie, ale wiem jak trudne to zadanie. Poza tym medal MŚ na 100 km, ciekawe starty i podróże. Zdecydowanie kocham odkrywać świat.

Dominika Stelmach, Mistrzyni świata, Wings For Life

Serdecznie dziękuję za możliwość rozmowy i jednocześnie trzymam kciuki za realizację kolejnych planów i bicie życiowych rekordów.

 

 


Family Power, Magdalena Wiatrowska

Family Power. Wywiad z Magdaleną Wiatrowską

Cykl wywiadów „Historie życiem pisane” daje mi możliwość przedstawienia Wam kolejnej wyjątkowej kobiety. Magda Wiatrowska, bo o niej mowa to niesamowicie energetyczna osoba, która nie czekając, aż coś przyjdzie samo, odważnie realizuje swoje postanowienia i czerpie z życia garściami. Mama dwójki wspaniałych brzdąców, właścicielka szkoły językowej, obecnie pochłonięta realizacją swojego najnowszego projektu o „mocarnej” nazwie Family Power. W tej rozmowie opowie o tym, co ją motywuje do działania, o swoich sposobach na przezwyciężenie trudności, o walce o zdrowie córeczki oraz o tym co daje jej siłę, którą dzieli się z innymi osobami.

Zapraszam na inspirującą, pełną power ’u rozmowę...

Magda, gdy obserwuję Twoje poczynania na gruncie zawodowym jestem pod ich ogromnym wrażeniem. Przybliż nam proszę czym dokładnie się zajmujesz?

Rozpoczęłam drogę zawodową od pracy w międzynarodowym biurze projektowym. Zaczęłam od stanowiska recepcjonistki przez koordynatora grupy doszłam do koordynatora ds. finansów, wszystko w 3 lata i stwierdziłam, że to totalnie nie dla mnie. Ponieważ kocham Dzieciaki i zawsze ciągnęło mnie do edukacji, szybko zrobiłam kurs dla nauczycieli, certyfikat i od 8 lat prowadzę szkołę Helen Doron na Warszawskiej Woli, nadal będąc lektorem tej metody. Zebrałam doświadczenie ze wszystkich lat pracy nauczyciela i od niedawna z wielką radością również szkolę nauczycieli. Wszystko to jest ze sobą ściśle powiązane, ponieważ moją wielką pasją jest edukacja oraz komunikacja. Obecnie spełniam swoje kolejne marzenia, czyli Family Power. Są to warsztaty mające na celu uwolnienie kreatywności w relacjach. Zajęcia będą prowadzone przez nietuzinkowe postaci, ludzi sztuki i nauki.

Wspomniałaś o najnowszym projekcie o „mocarnej” nazwie Family Power – to niepowtarzalne warsztaty dla dzieci i rodziców. Czego możemy się spodziewać podczas jego realizacji?

Przede wszystkim dobrej energii wyzwalającej kreatywność w relacjach rodzinnych. Dla Rodziców będzie to świeże spojrzenie na swoją rolę jako rodzica w bliskim kontakcie ze swoim wewnętrznym dzieckiem. W codzienności, natłoku obowiązków, przepychu informacji, braku czasu, często gubimy siebie. Lęk, frustracja, zmęczenie odbierają nam radość życia. Codzienność nie jest usłana różami. Dzisiejsze czasy non-stop fundują nam różnorodne zmiany. W roli rodziców szybko przekonujemy się, że na wiele rzeczy nie mamy wpływu, że to jak chcielibyśmy, aby wyglądał nasz świat nie zawsze jest zbieżne z tym jak faktycznie wygląda. Że nasze dzieci nie są dokładnie takie jak sobie wymarzyliśmy i że często nie robią tego czego od nich oczekujemy i co wydawało nam się zupełnie oczywiste. One mają swój pomysł, który nierzadko rozkłada nasz misterny plan na łopatki. Jak wtedy reagować, jak nie dać się zwariować, jak przy tych ciągłych: „Zrób to!”, „Nie rób tego!” utrzymać dobry kontakt ze sobą? Tak więc podczas warsztatów poszukamy odpowiedzi na te pytania. Będziemy rozpoznawać te „potwory” codzienności, przyglądać się im z większym dystansem, otwartością, dużą dawką humoru i zastanawiać się, gdzie jest ich miejsce oraz jak sobie z nimi radzić.

Muszę przyznać, że ten pomysł jest mi bardzo bliski, a program brzmi niezwykle interesująco.

Jestem ciekawa, co zainspirowało Cię do zorganizowania tych warsztatów? Skąd taki pomysł?

Życie jest jedną wielką inspiracją, a także nasze uczucia i potrzeby. Pozwolę sobie tutaj przytoczyć cytat, który jest dla mnie bardzo ważny i stanowi dobre uzupełnienie do tej odpowiedzi:

 „Zdolność komunikacji jest najważniejszą umiejętnością życiową. Wykorzystujemy ją przez większą część naszego czasu. Zastanów się zatem nad następującą kwestią. Spędziłaś lata by nauczyć się czytać i pisać, lata by nauczyć się mówić. A co ze słuchaniem? Czy korzystałeś z jakiegoś treningu lub specjalnej formy edukacji, które umożliwiły Ci słuchanie drugiej osoby, tak abyś ją w pełni zrozumiała, z jej własnego punktu widzenia?” 7 nawyków skutecznego działania Stephen Covey.

Family Power, Magdalena Wiatrowska

Uważam, że takie umiejętności jak skuteczna, empatyczna komunikacja, zarządzanie i radzenie sobie z trudnymi emocjami, świadomość i racjonalna ocena sytuacji, świadomość własnej tożsamości, umiejętność budowania poczucia własnej wartości oraz wartościowych relacji z innymi powinny być w podstawie programowej każdej szkoły. Z jednej strony nie jest to wiedza tajemna, z drugiej zaś nie są to rzeczy oczywiste i intuicyjne. Żyjemy w kraju, który ma bardzo trudną historię w czasach, gdzie pewna jest tylko zmiana. Wiele w nas złości, strachu, niepewności i często te uczucia nawet nieświadomie przekazujemy swoim dzieciom. Na co dzień pracuję z rodzicami i niestety bardzo często spotykam się z przedmiotowym traktowaniem dzieci. Moi klienci to ludzie wykształceni, którzy również kształcą swoje dzieci. Po prostu język, którym się posługują jest jedynym, który znają. Oni często nie mają świadomości, że robią coś nie tak, kochają swoje dzieci to fakt niezaprzeczalny, tak samo jak i to, że nieustannie podcinają im skrzydła, bo sami byli w taki sposób wychowywani. Moim marzeniem jest to zmienić. 

Mam podobne doświadczenia i obserwacje dotyczące schematów, w których żyjemy, które były nam wpajane na przestrzeni lat i które bardzo często są jedynymi sposobami funkcjonowania, jakie znamy – niestety niekoniecznie dobrymi.

Wprowadzenie zmiany w czyimś zachowaniu, którego podłożem są ludzkie przekonania jest niesamowicie trudne, jednak wiem, że w tym przedsięwzięciu nie jesteś osamotniona, gdyż do projektu dołączyło wielu specjalistów z różnych dziedzin i znanych twarzy.

Dlaczego właśnie tym wyjątkowy osobom zaproponowałaś współpracę?

W styczniowy mocno zimowy dzień przez zasypaną i totalnie zakorkowaną Warszawę dojechałam na wykład dla absolwentów na Akademię Leona Koźmińskiego, aby dowiedzieć się od doktora Pawła Fortuny, który był prelegentem, jak żyć, bo taki był temat prelekcji: Jak żyć, żeby żyć. I to jest ten moment w życiu, kiedy dokładnie wiesz co powiedzieć i co zrobić. Opowiedziałam doktorowi Fortunie o moim projekcie, On skwitował, że ciekawe. Od słowa do słowa doszliśmy do tego, że tak, „Ci” rodzice to dość ważni są w tym procesie, a Paweł Fortuna stworzył teorię konstruktywnej regresji, która wpisuje się w ten projekt idealnie. Przez kolejne 3 tygodnie doktor Fortuna miał mnie na linii telefoniczno-mailowej absolutnie codziennie. Najbardziej intensywny czas powstawania projektu nie minął, on trwa i zdecydowanie budzi wewnętrzne dziecko przynajmniej moje 😉. Paweł Fortuna zaprosił do udziału w projekcie również Cecylię Steczkowską oraz Łukasza Bożyckiego, z którym napisał książkę: „Animal Ratzionale. Jak zwierzęta mogą nas inspirować”. Cały program Family Power jest bardzo spójny i podzielony na poszczególne strefy. Strefa witalności i inspiracji należy do Pawła Fortuny, który warsztaty poprowadzi dla Rodziców. Łukasz Bożycki, utalentowany fotograf przyrody, który zdobył wiele międzynarodowych prestiżowych nagród, poprowadzi warsztaty zarówno dla Dzieci jak i Rodziców. Tutaj również zaskoczymy Rodziny, które spędzą z nami ten wyjątkowy czas, ponieważ, sztuka połączy się z nauką, a konkretnie z komunikacją. Warsztaty z komunikacji dla Rodziców oraz Dzieci poprowadzę ja. Wszystko jest tak przemyślane, że Rodzice oraz Dzieci uczestniczą we wspólnych, ale i osobnych blokach. Program jest niezwykle bogaty edukacyjnie, a także uzupełniony o sferę artystyczną, o którą zadba Cecylia Steczkowska w swojej strefie dźwięku i słowa. Jak to piszę to żal mnie ściska, że nie mogę wziąć udziału w tym wydarzeniu jako uczestnik, bo to będzie naprawdę COŚ!

Brzmi niesamowicie, rzeczywiście sam opis podrywa do działania. Tak sobie jednak myślę nad tym co powiedziałaś i już nie jestem pewna, czy to wspomniana treść warsztatów działa tak zachęcająco, czy może to ta bijąca od Ciebie pozytywna energia?

Zdradź nam skąd ją czerpiesz, skąd w Tobie siła i motywacja do działania?

Dużo wkoło jest niezadowolonych i smutnych ludzi. Ja większość czasu przebywam z dziećmi, a im entuzjazmu raczej nie można odmówić 😉. Tak więc uczę się od dzieci. Gdy ja ich uczę w mojej szkole rozpiera mnie energia, gdy jestem w domu z moimi dziećmi również dzielę ich energię. Oczywiście nie jest tak zawsze. Też bywam zdołowana, głównie dlatego, że faktycznie bardzo dużo na siebie biorę i czasem się nie wyrabiam, zwyczajnie nie wiem w co ręce włożyć. Tak mam zanim zrobię plan. Po wykonaniu planu już jestem trochę spokojniejsza i mogę działać dalej. Zdecydowanie staram się myśleć pozytywnie i we wszystkim szukam dobrych stron, a gdy trudno mi je znaleźć odpuszczam dodatkowe analizy. Świat jest skomplikowany i dużo się dzieje, zmiana goni zmianę i tak już będzie, to jedna z tych pewnych rzeczy. Akceptuję, uśmiecham się i biegnę dalej. Mam głowę pełną pomysłów i bardzo lubię je realizować.

No właśnie pomysły – co zaplanujesz wdrażasz w życie, podziwiam Twoją odwagę i determinację w dążeniu do celu. Często bywa tak, że różne doświadczenia determinują nas do wypracowania własnych strategii i schematów działania.

Jak jest w Twoim przypadku?  Od zawsze działasz w ten sposób?

Odważna byłam zawsze. Począwszy od rozkręcania różnorodnych afer w podstawówce pod tytułem ratowanie klasowych zwierzątek, poprzez głośną aferę w programie telewizyjnym (ściągnęłam do szkoły telewizję). Za tę akcję miałam obniżone stopnie z każdego przedmiotu. To mnie dużo nauczyło. Jeśli w coś wierzę, to chcę to robić. Jeśli chcę coś robić, to planuję, następnie realizuję i to mi sprawia wielką frajdę oraz satysfakcję. Też jest tak, że im więcej robisz, tym więcej doświadczasz, a każde doświadczenie jest genialną lekcją.

Family Power, Magdalena Wiatrowska

Oj tak, bez wątpienia najwięcej uczymy się doświadczając czegoś na własnej skórze. Czasem nawet musimy się porządnie sparzyć, żeby przekonać się o właściwym kierunku działania. Najważniejsze jest jednak postępowanie zgodne z sobą, swoimi przekonaniami i pragnieniami – tego Ci nie brakuje.

Przybliżyłaś nam trochę swoją stronę zawodową i cechy, które pomagają Ci w realizacji postawionych celów, a jak jest w życiu prywatnym? Jaka jest Magda Wiatrowska?  

A na to pytanie to fajnie odpowiedział ostatnio mój mąż: dobrze pokręcona. 😉

Ciągle się uczę, czytam, słucham mądrych ludzi, obserwuję świat. Staram się jak najczęściej przełączać na ciekawość dziecka.  

Zawsze byłam straszną gadułą. Może nie powiem, że już nią nie jestem, ale zdecydowanie bardziej staram się obserwować świat, ludzi, to co dzieje się dookoła, niż zagadywać rzeczywistość. I tak jestem dość mocno zwariowana. Lubię, jak się dzieje, lubię się głośno śmiać, próbować nowych rzeczy. Na czerwiec mam zaplanowany skok ze spadochronem. Moi najbliżsi nie mają żadnych wątpliwości, wiedzą, że skoczę, skok jest z resztą prezentem od męża. Albo się chce mnie pozbyć, bo już facet ma dosyć, albo rozumie moją zwariowaną naturę i nie uprawia czarnowidztwa pod tytułem: „Przecież jesteś matką dwójki dzieci, a jak się coś stanie?” Zbijamy takie stereotypy. Ludziom codziennie się dzieje coś, ile osób ginie w wypadkach komunikacyjnych, nie jesteśmy w stanie wszystkiego przewidzieć i chyba nie o to w życiu chodzi, żeby przewidywać – zamiast tego lepiej prawdziwie żyć. Żeby nie było, że nie kalkuluję stopnia ryzyka, bo owszem robię to i ponieważ jestem matką to nie jeżdżę na motorze, choć to właśnie moje klimaty. Mój mąż jeździ i praktykuje Mindfulness na motocyklu. Od jakiegoś czasu również codziennie praktykuję Mindfulness oraz wdzięczność. Mindfulness pomaga mi się zdystansować do tego „szaleństwa”, które tworzę dookoła. Świadoma wdzięczność za wszystko co mam i czego doświadczam jest moim punktem odniesienia oraz celem. Gdy uświadamiam sobie za co konkretnie jestem wdzięczna koncentruję się na tym, aby mieć tego więcej. To nie czary, to bardzo logiczne podejście, a przy tym niezwykle przyjemne, zamiast narzekać, zastanawiać się co inni mają, czego ja nie mam albo co inni robią i koncentrować się na opiniach i ocenach innych, ja wybieram życie swoim życiem i realizacją swoich marzeń. Jest ich sporo, bo bardzo lubię marzyć i równie mocno lubię zmiany, jestem na nie gotowa.

Skoro o zmianach mowa...bardzo często jest tak, że motywatorem do rozwoju, do wprowadzenia zmian są ważne, niejednokrotnie trudne sytuacje.

Jak jest w Twoim przypadku? Czy w Twoim życiu miały miejsce jakieś przełomowe wydarzenia, które wywarły na Ciebie wpływ?

Bywało różnie, często dawałam się wciągnąć w niepotrzebne zamartwianie, co odbierało mi energię i chęć do działania. Był bardzo trudny moment w moim życiu, gdy moja córeczka miała pierwszy atak epilepsji. Wtedy nie wiedzieliśmy, że to epilepsja, upadła, przestała oddychać. Momentalnie pojawiło się zasinienie wokół ust. To był przerażający widok i naprawdę nie wiedzieliśmy co będzie dalej. Dodatkowo to się wydarzyło na wyjeździe, w obcym mieście. Najgorszy dzień jaki przeżyłam, choć naprawdę moje życie nie było usłane różami, to ta sytuacja totalnie zmieniła moje myślenie. Karolinka była i szczęśliwie nadal jest bardzo aktywna, jej brat Adaś do cichych i spokojnych raczej też nie należy. Było sporo takich momentów, gdy miałam serdecznie dość. 

Jednak atak Karoliny i sama myśl, że naprawdę mogłoby Jej już z nami nie być, przewartościował moje życie. Przestałam się martwić opiniami innych, zaczęłam się otaczać ludźmi, którzy myślą pozytywnie i też kochają działać, nie tylko dla siebie.

To, jakie osoby są w około nas ma ogromne znaczenie. Jak sama wiesz, bo też przeżyłaś trudne chwile ze swoim synkiem, trudne sytuacje wiele weryfikują, również znajomych i niby przyjaciół. Nie mogę powiedzieć, że cieszę się, że Karola miała atak, jednak bez wątpienia to doświadczenie wniosło wiele, dzięki niemu się zmieniłam i zobaczyłam, że szkoda życia na zamartwianie się.

Natomiast paradoksalnie ta sytuacja dała mi siłę.

Przyjęcie roli matki wnosi wiele w nasze życie, staje się ono bogatsze, bardziej wartościowe, ale i trudniejsze. Przeprogramowuje myślenie i przysparza empatii. To niesamowite, ile jesteśmy w stanie przezwyciężyć dla naszych pociech, ile znieść i ile zrobić. Przenosimy wtedy góry.

Ta siła o której wspomniałaś - skąd czerpałaś ją w tych trudnych chwilach? W jaki sposób sobie poradziłaś z odczuciem bezsilności?

Odczucie bezsilności zamieniłam na działanie. Przez pierwsze miesiące po ataku, było ich później jeszcze 5 w odstępach co 3-4 tygodnie, na szczęście każdy jeden był słabszy od poprzedniego. To był bardzo trudny czas, takie błędne koło. Karola dostawała ataku, gdy z czegoś spadła lub mocniej się uderzyła. Ona była, na szczęście teraz troszkę zwolniła, ale faktycznie była, prawdziwą torpedą i ciężko było za nią nadążyć. Do tego ciągłe wizyty u lekarzy, badania i ten przenikający strach czy atak będzie i czy ja sobie poradzę, jak to się znowu stanie. Czy Ona na pewno zaskoczy i zacznie oddychać. Starałam się o tym nie myśleć i nie panikować. Teraz mam nadzieję, że najgorsze mamy za sobą.

Odczucie bezsilności zamieniłam na działanie.

To niesamowite o czym piszesz i bardzo wartościowe. Umiejętność przekucia bezsilności w determinację do działania to postawa godna naśladowania i jednocześnie bardzo trudna do wdrożenia.

Family Power, Magdalena Wiatrowska

Prowadzisz aktywne życie, jesteś mamą dwójki wspaniałych, żywiołowych szkrabów. Jak udaje Ci się połączyć macierzyństwo z pracą?

To jest temat rzeka 😉 matka i praca... Zaawansowana logistyka… Mój mąż pracuje na etacie, tak więc 9-17 jest w pracy. Ja nie pracuję etatowo, obowiązuje mnie nienormowany czas pracy: siedzenie po nocach i różne gimnastyki podłużne i poprzeczne. Ja ogarniam wszystkich lekarzy, badania kontrolne, trochę tego jest i z Karolą i z Adamem, z nim z kolei w Centrum Zdrowia Dziecka jesteśmy co 3 miesiące. Każdy dzień jest inny - nieprzewidywalny.

Uważam, że dzięki swojej pracy jestem lepszą matką. Realizacja wszystkich potrzeb, wszystkich członków w rodzinie jest niezbędna dla dobrej i mocnej relacji.

Przeważnie na koniec tygodnia przygotowuję grafik i przesyłam go do męża z dniami, kiedy musi odebrać dzieci z przedszkoli. Chodzą do dwóch różnych, na szczęście nie są bardzo od siebie oddalone, nie wchodząc w szczegóły - nie dało się inaczej… Korzystamy też z pomocy Babć, czasem też i Sąsiadów. Należę do matek, które cieszą się dwa razy, pierwszy, kiedy wychodzą z domu i drugi, kiedy do niego wracają. 😉 Faktycznie tak jest, uważam, że dzięki swojej pracy jestem lepszą matką. Realizacja wszystkich potrzeb, wszystkich członków w rodzinie jest niezbędna dla dobrej i mocnej relacji.

Wspomniałaś o relacjach rodzinnych, a co z inną ważną sferą naszego życia, jaką jest przyjaźń? Czym ona dla Ciebie jest?

Prawdziwa przyjaźń jest wtedy, gdy możesz na kogoś liczyć bez względu na okoliczności. Zazwyczaj przyjaźnie weryfikują się w momentach, gdy jest u ciebie bardzo źle lub gdy jest całkiem nieźle. Mam niewielu przyjaciół, ale Ci co są: trwamy razem już od dawna i już raczej tak zostanie. Faktycznie są to osoby, na które mogę liczyć z wzajemnością.

W przyjaźni i generalnie w znajomościach, najważniejsza jest dla mnie prawda i autentyczność.

Nie toleruję fałszu, obłudy i zazdrości. Cieszę się, gdy innym się udaje i moi przyjaciele cieszą się ze mną, gdy mnie coś w życiu wychodzi lub wtedy, gdy podejmuję próbę choć nie wiadomo co z tego wyjdzie. Oni są, wspierają i ja też wspieram. Ostatnio poznałam pewną wyjątkową Osobę i czuję się jakbym odzyskała Siostrę, której nigdy nie miałam. Pierwszy raz w życiu spotkało mnie coś takiego, zobaczymy co z tego wyniknie. 😉

Brzmi intrygująco i niesamowicie, każdy z nas chciałby doświadczyć podobnej relacji. Przyjemnie spędzony czas w gronie najbliższych sprzyja odpoczynkowi.

W jaki sposób regenerujesz siły? Co jest Twoim sposobem na relaks?

Na pierwszym miejscu jest Mindfulness, od pół roku praktykuję codziennie. Daje mi to niezwykłą przestrzeń i dystans do codziennego biegu, ogromu obowiązków, hektyliona moich pomysłów i działań, które w związku z nimi podejmuję. Poza tym lubię spacery, jazdę na rowerze, jazdę samochodem, jazdę pociągiem, bycie w ruchu mnie relaksuje Lubię dobre kino, muzykę i taniec, oraz długie, ciekawe rozmowy o życiu.

Idziesz przez życie jak burza. Osiągasz postawione przed sobą cele. Jest szkoła językowa, teraz warsztaty Family Power, co dalej? Czy masz już jakiś kolejny pomysł? Jest coś co chciałabyś jeszcze zrobić?

Tak, pomysłów mam wiele. Nie chcę ich jeszcze zdradzać, bo na razie główna moja koncentracja jest na Family Power i Helen Doron, ale będę chciała działać też społecznie i to będzie miało dużo wspólnego z Family Power.

Chcę, aby idea empatii, zdrowych budujących relacji, tworzenia mocnych więzi, uwalniania kreatywności i autentycznego bycia zastąpiła zawiść, kompleksy, złość i przemoc w wielu rodzinach.

W związku z fajną ideą projektu, oprócz wspaniałych prowadzących udaje mi się zapraszać do projektu w ramach Ambasadorów Family Power równie niezwykłe postaci. Podobnie jak ty przeprowadzam z nimi wywiady, ale są to wywiady nagrywane, będzie można je zobaczyć na kanale YouTube Family Power edu. Mam już zrealizowany materiał z Anką i Sonią Hultaja Polskiego – genialnej marki odzieżowej, która cieszy się ogromnym powodzeniem nie tylko w Polsce. Karoliną Motylewską dziennikarką i modelką. Na dniach nagrywam wywiad również z Joanną Kondrat. To dopiero będzie historia, Joanna Kondrat właśnie kończy nagrania do filmu Niebieska Linia: są to wywiady z więźniami w zakładach penitencjarnych. Być może zastanawiacie się jaki to ma związek z Family Power? Otóż okazuje się, że ogromny. Historie osób, o których jest film są tragicznymi następstwami sytuacji, które te osoby miały w sowich rodzinach. Tak więc Family Power będzie poruszać również tematy trudne i zachęcać rodziców do wyciągania konstruktywnych wniosków. 

Family Power, Magdalena Wiatrowska

Dziękuję za możliwość rozmowy. Jestem pewna, że jeszcze nie raz będziemy miały przyjemność ją powtórzyć.

Ja również bardzo dziękuję i serdecznie zapraszam na warsztaty Family Power, pierwsza edycja już w lipcu! Warsztaty mają charakter kameralny, tak więc ilość miejsc jest mocno ograniczona. Spieszcie się, to będzie niezwykłe wydarzenie. Dodatkowo na samych warsztatach nie poprzestaniemy, wszyscy jego uczestnicy otrzymają dostęp do tajnej grupy na FB, gdzie będziemy umieszczać ważne treści i wskazówki, tak aby entuzjazm obudzony na warsztatach ewoluował i znalazł swoje odzwierciedlenie w życiu codziennym. 😊

Więcej szczegółów na temat warsztatów Family Power znajdziecie tutaj oraz na Facebook'u tutaj.

 

 


Mindfulness, Anna Borzeszkowska

Mindfulness jako styl życia. Wywiad z Anną Borzeszkowską

Czy wspominałam Wam, jak bardzo się cieszę, że postanowiłam poprowadzić ten cykl wywiadów „historie życiem pisane”? Nie? To już nadrabiam zaległości.

Właśnie dzięki niemu mam szansę poznać i przedstawiać Wam inspirujące postaci. Osoby, które całym swym jestestwem stanowią wzór i motywację do działania. Dziś kolejny wyjątkowy dzień, gdyż goszczę u siebie Panią Annę Borzeszkowską certyfikowaną nauczycielkę Mindfulness-Based Stress Reduction, certyfikowanego w San Francisco Cancer Coacha, członkinię Polskiego Towarzystwa Psychoonkologicznego, Fundatorkę i prezesa Fundacji Onkologicznej „Nieoczekwiana Podróż”, Certyfikowanego Master Coacha przy EMCC.

Zawodowo wspięła się na szczyty, choć sama podkreśla, że tak nie uważa. Wieloletni dyrektor HR na Europę Wschodnią, dyrektor ds. wynagrodzeń i relokacji na EMEA i Rosję oraz dyrektor ds. zarządzania talentami na EMEA i Rosję, dyrektor HR na Europę, Bliski Wschód, Afrykę i Indię w firmie Amcol International. Członek zarządu w International Paper Kwidzyn i International Paper Polska w Krakowie. Obecnie piastuje stanowisko dyrektora HR w firmie Mondi.

Jak sama wspomina w codziennej pracy zawodowej fascynują ją ludzie, biznes i praca w wielokulturowych środowiskach. Nie lubi słowa sukces. Szczęściem jest dla niej wolność, możliwość dokonywania niezależnych wyborów i czas spędzony z najbliższymi. Pomoc osobom dotkniętym chorobą nowotworową traktuje jako dar, który sama otrzymuje, a wspomnianych pacjentów jako nauczycieli życia. Biega w maratonach, wspięła się na Kilimandżaro, przejechała na rowerze Dolinę Śmierci…

Chcecie dowiedzieć się więcej? Zapraszam do lektury.

Pani Aniu,

Pani doświadczenie zawodowe zapiera dech w piersiach. Piastuje Pani zarządcze stanowiska w międzynarodowych firmach, pełniła pani również funkcję członka Rad Nadzorczych. Kiedy w biznesowej codzienności pojawiła się psychologia?

Myśl o psychologii w moim życiu pojawiła się tak naprawdę już dawno temu. Było to jeszcze w liceum, przed maturą. Miałam myśl, aby podjąć studia na kierunku psychologii, ale to były czasy, kiedy na 1 miejsce było 6, 7 chętnych osób. Nie podjęłam tej próby w owym czasie. Ukończyłam studia prawnicze. Później psychologia była tak naprawdę już na co dzień. Kiedy pracuje się z ludźmi, w zespole, to każdego dnia doświadczamy ludzkich zachowań, emocji, wzajemnych relacji czy sobie to uświadamiamy czy nie.

Pracując w międzynarodowych korporacjach ma Pani szansę doświadczyć różnej kultury pracy. Czy istnieje różnica w tym obszarze między Polską, a innymi krajami? Na czym ona polega?

To prawda, moje życie zawodowe tak się toczy, że mam i możliwość, i szczęście zarazem, pracować z osobami z różnych krajów, a tym samym z różnych kultur. Dzięki tej pracy nieustannie mam okazję podróżować i poznawać. Dzięki temu zbieram wiele ciekawych doświadczeń. Tak sobie myślę, że to zagadnienie jest tak obszerne, że mogłybyśmy przeprowadzić osobną rozmowę na jego temat. Oczywiście w wielokulturowym środowisku pracy dużo jest elementów odmiennych, ale jest również wiele wspólnych, niezależnie od kraju i kultury. To co obserwuję jako podobne bez względu na szerokość geograficzną to, to, że każdy jako człowiek, pracownik potrzebuje być zauważony, doceniony, szanowany. Co do różnic, to oczywiście różnie bywa z zaangażowaniem w pracę. Inne też bywają relacje przełożony – podwładny. Są kraje, kultury, organizacje, gdzie te relacje są bardzo partnerskie, są też takie, gdzie ciągle jest duża hierarchia we wzajemnych relacjach. Dostrzegalne są również różnice w warunkach w jakich pracują ludzie. Będąc na przykład w Rosji, Indiach, czy w Afryce Południowej miałam okazję zobaczyć i doświadczyć wspomnianej różnorodności warunków pracy. Zakłady często położone są w bardzo odległych zakątkach, czasami wydawało się jakby zapomnianych. Dojazd po szutrowej drodze, wśród krów, z obawą, żeby nie uszkodzić samochodu i dojechać w jednym kawałku. Na tych krańcach świata zawsze spotykałam się jednak z tak wielką serdecznością, życzliwością i gościnnością, że czasami trudno to sobie wyobrazić. Spotykałam tam też pracowników, dobrze wykształconych, swobodnie posługujących się językiem angielskim. Co mnie często uderzało, kiedy podróżowałam i odwiedzałam przedsiębiorstwa w innych krajach, to duma jaką ci pracownicy czuli ze swojego miejsca pracy. Myślę, że dobrze zobaczyć, dotknąć i pobyć w takich miejscach, gdzie ludzie mają często mniej dóbr materialnych, gdzie pracują i żyją w gorszych warunkach, pozwala to docenić to co się ma na co dzień. Często mam wrażenie, że w Polsce czy w innych rozwiniętych krajach jest dużo większa roszczeniowość i mniejsze zadowolenie z tego co mamy.  Z drugiej zaś strony bardzo doceniam pracowitość, wiedzę, kreatywność polskich pracowników. Bez wątpienia naszym atutem jest to, że ciągle nam się chce chcieć. Nie we wszystkich krajach to obserwuję. Absolutnie nie chcę tego oceniać. To każdego indywidualna sprawa.

Jakie praktyki zagraniczne dotyczące rozwoju pracowników, zarządzania personelem wydają się Pani cenne i godne naśladowania?

Uważam, że praca w wielokulturowych środowiskach daje możliwość uczenia się od siebie nawzajem. Pewne procesy z obszarów zarządzania w jednych rajach są bardziej rozwinięte, w innych trochę mniej. Ta różnorodność może być bardzo rozwijająca. W swojej pracy spotkałam wiele różnych praktyk, z których mogłam czerpać inspirację dotyczącą budowania zaangażowania pracowników, rozwoju potencjału pracowników, budowania procesów komunikacji wewnątrz firmy i na zewnątrz. Osobiście dużo zawsze czerpałam w zakresie budowania kultury bycia liderem, budowania zespołu, budowania wzajemnego partnerstwa. Myślę, jednak, że w Polsce też wdrażamy dużo ciekawych projektów i możemy się nimi bez kompleksów dzielić z innymi organizacjami. Jest w nas Polakach też ogromny potencjał do tworzenia, do uczenia się. Co do tego nie mam wątpliwości. Popracowałbym trochę bardziej jeszcze nad kulturą przywództwa w firmach.

Mindfulness, Anna Borzeszkowska

Pani Aniu, osiągnęła Pani niesamowity sukces zawodowy. Czy trudno jest „Polce - kobiecie” zajmować prestiżowe stanowiska w międzynarodowych firmach?

Czy ja wiem czy to aż taki sukces? Ja swój sukces definiuję poprzez inne rzeczy, ale oczywiście nie umniejszam tego co pojawiło się w strefie życia zawodowego.  Myślę sobie tak, że miałam okazję do ciekawych doświadczeń zawodowych, które pozwalały mi i wciąż pozwalają na nieustanny rozwój, naukę. Ja bardzo lubię się uczyć i poznawać nowe rzeczy z różnych obszarów. Ot taki niespokojny duch. To pewnie też było powodowane moją ciekawością ludzi, świata, różnorodności. Sama tego chciałam i taki był mój świadomy wybór. Czy mnie kobiecie z Polski jest, czy było trudno w biznesie? Ja tak na to nie patrzę. Osobiście nie lubię podziału na kobiety, mężczyzn i na to komu łatwiej a komu trudniej. Pewnie tak jest i tak na to patrzymy. Mam świadomość tzw. „szklanych sufitów” i dyskryminacji płacowej, innego nieco traktowania kobiet i mężczyzn w biznesie. Szczególnie ostatnio w Polsce prawa i traktowanie kobiet silnie wybrzmiewa. Szczerze mówiąc nie sądziłam, że będziemy miały takie doświadczenia.  Wiem, że to wszystko istnieje. Osobiście mnie to jakoś aż tak bardzo nie dotknęło, choć nie zawsze było łatwo. Nie spotkałam się w swoim zawodowym życiu z tego rodzaju doświadczeniami. Czasami przez skórę czułam pewnie to i owo, ale nie były to rażące zachowania. Takie zachowania też świadczą o osobie, która je demonstruje. Zawsze to pewnie z czegoś wynika, może z ego, może z potrzeby zaznaczenia czegoś…  Zawsze staram się robić swoje w zgodzie ze sobą, najlepiej jak potrafię. Jestem dumna z tego, że jestem kim jestem, robię to co robię.  Chcę jednak powiedzieć, że ja też spotykałam się w swojej pracy ze wsparciem, z życzliwością, ze zrozumieniem, ze współdziałaniem. To bardzo pomaga. Wracając do pytania czy było mi trudno? Bywało mi trudno fizycznie. Taka praca wymaga dużo siły fizycznej, dobrej kondycji psychicznej, ogarniania swoich emocji. Dużo czasu spędzałam z dala od domu, w samolotach, w samochodzie, w hotelach. To na dłuższą metę jest zwyczajnie wyczerpujące. Taki rodzaj pracy też wymaga sporej dawki dyspozycyjności. Jednego dnia jest się w Polsce, drugiego w Ameryce, w kolejnym tygodniu w Brukseli lub Hiszpanii, uśmiechnięta, przygotowana do spotkań, merytoryczna, aktywna, twórcza, kreatywna.  Na tego typu stanowiskach jesteśmy też nieustannie obserwowani, oceniani. Taka praca. Czerpię z niej ciągle dużo satysfakcji, pomimo, że jest wymagająca.

Jest Pani certyfikowanym coachem i nauczycielem Mindfulness. Na czym polega, ten zdobywający coraz większą popularność, trening „uważności”?

Mindfulness to tak naprawdę nic nowego. Już wiele, wiele lat temu ludzie żyli uważnie i spokojnie. Znajdowali w ciągu dnia chwile na odpoczynek, na wytchnienie, na spacer, na spokojną rozmowę z drugim człowiekiem. Mniej pędzili, mniej o wszystko zabiegali. Mieli więcej siebie w sobie. Tak jestem certyfikowanym coachem, nauczycielem Mindfulness. Bardzo to lubię. Definicja Mindfulness, a po polsku uważności, jest krótko mówiąc życiem Tu i Teraz. Jest świadomym skupianiem uwagi, bez osądzania, na chwili obecnej, obserwowaniem tego co się pojawia w danym momencie.  Jest umiejętnością świadomego życia z tym wszystkim co ono nam niesie – radością i smutkiem, spełnieniem i niespełnieniem, miłością i jej brakiem, lękiem i swobodą. Mindfulness uczy akceptacji. Uważność akceptuje, że niektóre doświadczenia są nieprzyjemne lub trudne. Akceptacja daje możliwość wyboru. Akceptacja stwarza więcej przestrzeni. W uważności jest ogromna siła. Można się jej uczyć i trenować.

Po co, w jakim celu zajęła się Pani właśnie Mindfulness?

Mindfulness zajęłam się po to, aby lepiej żyć, aby zacząć wprowadzać do swojego życia więcej ładu i spokoju, akceptacji a tym samym harmonii. Byłam zmęczona, byłam wyczerpana, odczuwałam dużo bólu. Zaczęłam szukać co mogę z tym zrobić, jak mogę sobie pomóc. Przyszedł czas, aby zwolnić, powiedzieć stop pewnym rzeczom. Zacząć zauważać bardziej ŻYCIE we wszystkich jego obszarach. Słowem uważność stwarza możliwość zadbania o siebie i poprawy jakości swojego życia, tak na serio i tak na stałe. Sama praktykując, chcę też dzielić się tym z innymi. Pracując w biznesie wiem jaki to kawałek chleba. Z jednej strony potrafi dać radość i satysfakcję, a z drugiej wyczerpać, wypalić, zmęczyć. Dziś wiem, że dzięki uważności można pracować spokojniej, ale bez takiego ekstremalnego wymęczenia i wyczerpania, niszczenia swojego organizmu. Można sobie samemu pomagać, każdego dnia, przed każdym spotkaniem, w każdym momencie. Jak mówi Wendy Palmer – w ciągu 10 sekund można przenieść się w zupełnie inną energetycznie przestrzeń. To było dla mnie sporym i ważnym odkryciem.

Mindfulness na zachodzie jest praktykowany już od dawna, dlaczego do Polski dociera właśnie/dopiero teraz?

Wszystko ma swój czas. Dotknęliśmy w Polsce szybkiego i intensywnego życia. Wielu z nas się tym zachłysnęło. Jesteśmy bodźcowani w niesamowity sposób w każdej chwili naszego życia. Posmakowaliśmy co to jest, co to oznacza. Mam wrażenie, że wiele osób jest tym zmęczonych. Mają czasami dość takiego pędu, pogoni. Nie są usatysfakcjonowani tym co się dzieje w ich życiu, w pracy, z pieniędzy i innych dóbr materialnych. Wiele osób już dziś wie, że chce żyć inaczej, spokojniej, mieć mniej a być więcej, więc pewnie przychodzi czas spowolnienia, zatrzymania, poszukiwania. Może dla niektórych Mindfulness jest odpowiedzią na te potrzeby.

Co osobiście „daje” Pani praktykowanie tej „dyscypliny sportowej dla umysłu?”

Przede wszystkim dbam o siebie dużo bardziej niż wiele lat temu. Znajduję czas dla siebie i bliskich na bycie razem. Regularnie praktykuję. Rozpoznaję dużo łatwiej co mi służy, a co nie. Mindfulness nauczyło mnie akceptacji i nie szarpania się za wszelką cenę z rzeczami i sytuacjami, na które nie mam wpływu. Potrafię odpuścić i pozwolić, aby rzeczy się działy po swojemu, często wbrew moim oczekiwaniom. Jestem spokojniejsza, zdecydowanie lepiej radzę sobie w trudnych sytuacjach. Praktyka Mindfulness nie powoduje, że stres, lęk, trudne sytuacje życiowe nas omijają, ona uczy nas innej relacji do tych wszystkich trudnych zdarzeń, które pojawiają się w życiu. Praktyka uważności też wyostrza naszą intuicję, kreatywność, daje więcej siły, pozwala na lepszy odpoczynek i regenerację. Mogę w mojej dobie pomieścić więcej, gdy uznam, że jest taka potrzeba przy mniejszym zmęczeniu.  Nie idę dziś przez życie na automatycznym pilocie. Potrafię zatrzymać się i rozejrzeć co i kto jest wokół mnie. Dodam i mocno podkreślę, że uważność to styl życia a nie jednorazowy kurs czy pierwsza pomoc.

Mindfulness jest o doświadczaniu, po prostu.

Jak radziła sobie Pani ze stresem przed Mindfulness?

Różnie z tym było. Bardziej emocjonalnie. Mniej dbałam o dietę, nie przywiązywałam szczególnej wagi do snu. Wyczerpywałam się bardziej. Nie pozwalałam sobie na dobry odpoczynek. Bardziej troszczyłam się o innych niż o siebie.

Jest Pani również fundatorem i prezesem Fundacji „Nieoczekiwana Podróż”. Jak to się stało, że pojawiło się właśnie to przedsięwzięcie?

Jak to się stało? Założyłam Fundację, bo chcę pomagać osobom z doświadczeniem choroby nowotworowej. W swoim życiu i pracy spotykałam osoby, które zachorowały na raka i niemalże od razu z osób aktywnych zawodowo, rodzinnie i socjalnie stawały się mniej aktywne. Czasami miałam wrażenie, że „umierały mentalnie” w ciągu tygodnia. W momencie diagnozy osoba taka z człowieka staje się pacjentem. Dlaczego? Bo w Polsce ta choroba budzi ogromne przerażenie i ciągle jest tematem tabu, pomimo, że coraz więcej się mówi i robi i oswaja ten temat. Ciągle spotykam się ze stwierdzeniem, że rak to wyrok. Ludzie bardzo się boją tej choroby, boją się bólu, cierpienia i śmierci. To wszystko jest ze wszech miar normalne. Pracuję z pacjentami i osobami wspierającymi w taki sposób, aby dostawali oni wsparcie, aby mieli, gdzie przyjść spokojnie porozmawiać o chorobie, zapytać o to co ich nurtuje. Podczas warsztatów mogą naładować akumulatory, wzmocnić się psychicznie, emocjonalnie. Choroba zmienia życie, ale nie zmienia jego wartości jak powiedziała Małgosia Braunek. Długo mogłabym o tym pisać i mówić. Badania naukowe pokazują, że w kolejnych latach coraz więcej osób na świecie będzie chorych na raka. Jednocześnie coraz więcej rodzajów raka jest wyleczalnych, coraz częściej rak jest traktowany jako choroba przewlekła. Owszem są odmiany raka bardzo trudne, ciężkie, ale jest ich coraz mniej. Zawsze powtarzam, że w pacjentach onkologicznych jest ogromny potencjał do zdrowienia. Osoba chora ma prawo do marzeń, do szacunku, do godności, do spokojnego przechodzenia przez proces chorowania i zdrowienia, do budowania życia po chorobie. Praca z tymi osobami, wspieranie ich jest dla mnie darem. Robię to bo tego chcę. Każda spotkana osoba, pacjent to mój nauczyciel życia.

Wypełniane przez Panią role, funkcje, obowiązki mogłybyśmy podzielić na dwie bądź trzy osoby. Skąd w Pani tyle siły i motywacji do działania?

Pewnie tak. Tak już mam. Lubię aktywne życie. Większość rzeczy, które robię z wyboru z poziomu moich chęci i pasji. Nie jestem do niczego przymuszana. W tym co robię spełniam się. To daje mi radość, to mnie rozwija, ekscytuje. To nadaje sens mojemu życiu. Lubię pomagać ludziom. Tak mam. Dużo w życiu dobrego doświadczyłam, dostałam od życia i od innych ludzi. Dostałam też wiele trudnych i ciężkich lekcji. Za nie też jestem wdzięczna. Chcę się tym dzielić, jak mogę, po prostu. To co robię każdego dnia, te wszystkie elementy puzzli w moim życiu stanowią pewną harmonię. Nie zawsze tak było. Teraz tak jest. Dobrze mi z tym.

Poznaliśmy już trochę Panią zawodowo, a jaka jest Anna Borzeszkowska prywatnie? Może uchyli nam Pani rąbka prywatności? Co powiedzieliby o Pani najbliżsi?

Ja jestem jedna. Nie ma mnie dwóch – zawodowej i prywatnej. Moje życie zawodowe i aktywności prywatne się przeplatają, uzupełniają. Pewnie, że w życiu zawodowym czasami trzeba założyć szpilki i garnitur, ale ja najwygodniej czuję się w butach biegowych lub rowerowych, dżinsach i koszulce. Nie jestem jakimś wyjątkowym człowiekiem. Bliska jest mi moja rodzina, grono przyjaciół i znajomych.  Cenię sobie przyjaźń dwóch moich przyjaciółek. Jesteśmy razem od szkoły podstawowej. Pomimo, że nasze losy różnie się plotły i nie mieszkamy w tym samym miejscu, to jesteśmy zawsze dla siebie dostępne, pomocne i wiemy, że możemy na siebie zawsze liczyć. To bezcenne. W swoim życiu poznałam wiele wspaniałych dziewczyn, kobiet, osób. Znajomość z nimi jest inspirująca, twórcza, dużo wnosząca w moje życie. Przebiegłam maratony, wspięłam się na Kilimandżaro, przejechałam Dolinę Śmierci na rowerze. Uwielbiam podróże po świecie, czytanie książek, filmy, siedzenie w swoim ogrodzie, chodzenie po lesie z moim ukochany psem i bez niego też. Ot nic nadzwyczajnego. Co powiedzieliby moi bliscy? Ich trzeba byłoby zapytać… może, że jestem pomocna, napędzana marzeniami, aktywna, inspirująca… czy ja wiem…

Jest Pani bardzo aktywną osobą, co sprawia Pani największą przyjemność?

Życie pełnią życia. Pomaganie innym. Wymyślanie marzeń i spełnianie ich dla siebie i innych.

Obserwując Pani dotychczasowe osiągnięcia bez wahania mogę stwierdzić, że żadne wyzwanie nie jest Pani straszne. Jakie jest tym największym, które w ostatnim czasie miała Pani szansę podjąć?

Ostatnie wyzwanie to była wyprawa rowerowa po Dolinie Śmierci w Kalifornii – 650 km w 5 dni na podjazdach, w wysokiej temperaturze. Postanowiłam, że to zrobię. Znalazłam trenera. Trenowałam niemalże rok i przejechałam. Była to wspaniała przygoda.

Mindfulness, Anna Borzeszkowska

Tak wiele dotychczas już Pani osiągnęła, czy są jeszcze jakieś cele, do których realizacji Pani zmierza?

O tak oczywiście, jest ich jeszcze sporo na mojej liście i to nie jest lista zamknięta. Dotyczą one głównie moich pasji, marzeń, zwiedzania świata, bliskich mi osób. Nie powiem więcej na ten moment. Powiem jak zrealizuję.

Pani Aniu intryguje mnie opinia kobiety sukcesu, którą bez wątpienia Pani jest, na temat tego czym dla pani jest szczęście?

Ależ pani zadaje pytania… Nie lubię być nazywana kobietą sukcesu. Szczęście to dla mnie być zdrową, mieć marzenia i je spełniać, pracę, która pomaga w realizacji pasji, mieć bliską osobę, z którą chce się iść przez świat i życie.  Szczęście to też wolność i możliwość dokonywania swoich wyborów. Żyją moi Rodzice i mam ich blisko siebie – to jest też moje wielkie SZCZĘŚCIE. Tak naprawdę mamy wiele powodów, by czuć się szczęśliwymi. Często te powody do szczęścia możemy dostrzec tuż przed własnym nosem. Mam oczy – widzę świat, mam uszy – słyszę śpiew ptaków w lesie, mam dwie ręce, dwie nogi – mogę coś zrobić, mogę iść przed siebie. Wbrew pozorom nie tak trudno poczuć szczęście. Za wiele rzeczy czuję zwyczajnie wdzięczność. Wdzięczność również pomaga pielęgnować szczęście.

A sukces? Czym on jest?

Nie lubię tego słowa zbytnio. Chyba słabo rezonuje ze mną. Pewnie można definiować to pojęcie na wiele sposobów. Dla mnie to umiejętność radzenie sobie w życiu i z życiem w każdej sytuacji. Niemożliwe zamieniać w możliwe.

Pani Aniu czuję się zaszczycona, że mogła przeprowadzić z Panią tę rozmowę, za którą bardzo Pani dziękuję. Mam nadzieję, że już niebawem będę miała okazje wziąć udział w prowadzonym przez Panią treningu Mindfulness - zdobyć wiedzę i uprawnienia do pracy tą metodą.

 

Zapraszam na warsztat. Wzajemnie dziękuję za rozmowę.

wywiad Dobrochna Rawicka

Difriperi. Wywiad z Dobrochną Rawicką

W ramach cyklu wywiadów „Historie życiem pisane” mam przyjemność gościć kolejną inspirującą osobę. Do rozmowy zaprosiłam Dobrochnę Rawicką – stylistkę i dziennikarkę modową, specjalizującą się w socjologii mody. Prace Dobrochny regularnie pojawiają się zarówno w prasie polskiej, jak i zagranicznej. Na swoim koncie ma publikacje w takich tytułach jak: HIRO, Be Magazine, Law Business Quality, Sky Surfer, Live&Travel, Elegant Magazine, Ellements Magazine, Kaltblut Magazine. Instagramowy profil jej marki Difriperi został wyróżniony w raporcie Sotrendera. To funkcjonujący online monitoring działań na różnych platformach społecznościowych. W raporcie tym znalazła się na 15 miejscu. Instagram - "Difriperi" - był w rankingu wyżej niż - "Onet Wiadomości”. Dowiedzmy się zatem czegoś więcej o Dobrochnie Rawickiej…

Zacznijmy od początku…

Dobrochna jesteś stylistką i dziennikarką modową, ale to nie wszystko czym się zajmujesz, opowiedz proszę trochę więcej o sobie.

Zgadza się. W dwóch słowach można powiedzieć, że jestem stylistką i dziennikarką. Zajmuję się specyficzną gałęzią dziennikarstwa, podejmuję dyskurs modowy. Z wykształcenia jestem socjologiem, obserwacja zjawisk i trendów w świecie mody, sprawia mi ogromną satysfakcję. Obecnie studiuję podyplomowo Historię Sztuki, co zawsze było moim wielkim marzeniem. Dla mnie moda jest użytkową dziedziną sztuki. To nie tylko ubrania, to całe story telling, czyli sposób komunikacji zarówno słownej, jak i wizualnej. Łącząc całe moje dotychczasowe doświadczenie w branży, od niedawna stałam się niezależnym doradcą ds. strategii, marketingu i PR'u polskich marek z branży mody i dóbr luksusowych. Ponieważ łączę ze sobą elementy wielu zawodów staram się, działać w sposób etyczny. W biznesie to bardzo ważny element, o którym niektórzy zapominają. 

Rozmawiam z Tobą i widzę kobietę sukcesu, młodą, ambitną, rozwijającą się osobę – bizneswoman – To jest dziś, czy zawsze tak było? Od początku wiedziałaś czego chcesz i jak to zdobędziesz?

 Jeżeli chodzi o to czego chciałam, to szczerze powiedziawszy tak, zawsze wiedziałam, że świat mody to coś, co czuję najbardziej. Niestety nie bardzo wiedziałam, jak mam działać by osiągnąć sukces. Wszystko robiłam intuicyjnie metodą prób i błędów. W istocie to kim jestem i jaką mam pozycję zawdzięczam sama sobie. Wiele stylistek kontakty i doświadczenie zdobywają poprzez asystowanie lepszym od siebie. Kiedy zaczynałam postanowiłam, że od początku do końca wszystko wypracuję samodzielnie. Taki mój upór ma swoje plusy i minusy. 

wywiad Dobrochna Rawicka

W świecie mody czujesz się, jak ryba w wodzie. Jak zaczęła się Twoja modowa przygoda?

Moja fascynacja modą zaczęła się w 2010 roku. Interesowały mnie same ubrania, nie miałam pojęcia o czymś takim, jak biznes modowy. Byłam wtedy w pracowni krawieckiej, gdzie szyty był mój szkolny mundurek. Podczas zdejmowania miary obserwowałam pracownię, maszyny, bele materiałów, ogromne krawieckie nożyczki, pudełka tasiemek, nitek oraz stół do wykrojów, który stał na środku pracowni. Jak zaczarowana patrzyłam na piękną modelkę, która przechadzała się w doskonale skrojonej sukni. Oczy świeciły mi się na widok ogromnego, złotego lustra i stosów magazynów modowych piętrzących się pod ścianą. Postanowiłam wtedy, że ta magia stanie się częścią mojego życia. Mimo, iż ten świat jest czasem bardzo brutalny, to jest to miejsce, w którym się odnajduje. Przez lata pracy wiele się nauczyłam, fascynujące dla mnie jest to, że ta branża stale się rozwija, a ja cały czas się uczę. 

To zawodowo…a prywatnie? Kim jest Dobrochna Rawicka?

Dziś jestem wewnętrznie spokojna i nastawiona na sukces. Mam momenty zwątpienia, jednak są obok mnie osoby, które we mnie wierzą i pomagają mi, kiedy jestem w potrzebie. Bliscy znajomi dość często wysyłają mi jakieś linki, zdjęcia oraz miejsca - "Patrz, Tobie to się z pewnością spodoba." - W istocie, dzięki temu, że otwarcie komunikuję czym się interesuję ludzie wiedzą z czym się identyfikuje. To bardzo przyjemne uczucie. Jestem bardzo pomocną osobą, uwielbiam radzić i słuchać opowieści innych osób. Nie lubię o sobie opowiadać, wolę, kiedy ktoś sam wyrabia sobie opinię na mój temat. Paradoksalnie to chyba najtrudniejsze pytanie ze wszystkich, jakie można mi zadać. 

wywiad Dobrochna Rawicka

Jesteś bardzo młodą osobą, a na swoim koncie niejeden sukces.

Czy są jakieś cechy lub umiejętności, które pomogły Ci /pozwoliły Ci znaleźć się w tym miejscu, w którym jesteś? 

W swoim życiu miałam moment zwątpienia. Na rok zostawiłam to, co kocham, odcięłam się. Jednak nie zostałam sama, wtedy właśnie przekonałam się na kogo mogę liczyć. Od tego czasu jestem bardzo wytrwała i wiem, że na efekty ciężkiej pracy trzeba poczekać. Metodą małych kroków idę coraz to wyżej. Stawiam sobie cele, które osiągam. Wiesz, wydaje mi się, że mnie pomogła kultura osobista, dyskrecja w pracy z klientami i umiejętność merytorycznego wytłumaczenia moich racji. To bardzo prozaiczne, ale w dzisiejszych czasach właśnie takie wartości są doceniane. Bardzo dużo nauczyłam się z obserwacji i analizy zachowań innych ludzi, a w szczególności kobiet. To one są najtrudniejszymi partnerami w biznesie. W pracy z Paniami dochodzi czynnik ludzki - zazdrość, zawiść, często wręcz manipulacja. Faceci są zadaniowi tak, jak ja!  

W jaki sposób radzisz sobie z trudnościami?

Mnie pomaga przegadanie sprawy i "myślenie na głos". O swoich trudnościach rozmawiam z ludźmi, którym ufam. Moim największym powiernikiem jest mój przyjaciel z czasów studiów. Zupełnie nie związany z modą, nie zna mojego środowiska i zasad panujących w tym świecie. Rozmawiam z nim i dystansuje się. Patrzy na moje problemy z zupełnie innej perspektywy. Od jakiegoś czasu z niejasnymi sprawami radzę sobie z pomocą mapy myśli. Zapisuję problem na kartce i piszę wszystkie rzeczy, które go dotyczą, również sposoby na rozwiązanie sytuacji. Tak zapisaną kartkę odkładam, aby wrócić do niej za jakiś czas. Nie żałowałam żadnej decyzji, którą podjęłam po takiej analizie. To naprawdę pomaga! 

wywiad Dobrochna Rawicka

Twój przepis na sukces to?

Przede wszystkim planuję, a później trzymam się mocno wyznaczonych celów. Dążę do tego by konsekwentnie je realizować. Oczywiście po drodze zdarzają mi się sytuacje, których nie jestem w stanie przewidzieć. Kiedyś reagowałam bardzo emocjonalnie i nerwowo. Teraz z racji mnogości projektów biorę się za coś innego, a po paru godzinach wracam do problemu zdystansowana z siłą do działania. To bardzo ważne! Moje reakcje były przesadne, ale to z poczucia obowiązku, którego się nauczyłam. 

Ostatnio zrobiło się głośno o Tobie w kręgach instagramowych z powodu wyróżnienia, które otrzymałaś, którego po raz kolejny serdecznie Ci gratuluję.

Przybliż proszę okoliczności wyróżnienia w tym raporcie.

O tym wyróżnieniu dowiedziałam się zupełnie przypadkowo. Ktoś oznaczył mnie w poście znajomego, który również znalazł się w tym raporcie. Pewnie wiele osób nie wie, o co chodzi, spieszę z wytłumaczeniem. Znalazłam się w raporcie Sotrendera. To funkcjonujący online monitoring działań na różnych platformach społecznościowych. Każdego miesiąca przygotowują oni zestawienie - "Instagram Trends". Moje konto znalazło się w grudniowym rankingu wśród 1 573 najważniejszych profili. Zostałam przydzielona przez algorytm do kategorii - "Media Internetowe". Moje - "Activity Index" okazało się tak wysokie, że wylądowałam na 15 miejscu. Instagram - "Difriperi" - był w rankingu wyżej niż - "Onet Wiadomości".

wywiad Dobrochna Rawicka

No to teraz zdradź nam, jak to zrobiłaś? 

To co osiągnęłam, dowodzi, że można samemu dbać o social media bez wspomagania się agencjami, a ponadto konkurować z takimi gigantami, jak KMAG czy Wizaz.pl. W dalszym ciągu nie mogę uwierzyć, że moją kategorią stały się - "Media internetowe", a nie blogger czy osobowość. Tego spodziewałabym się bardziej. Krótko mówiąc cel został osiągnięty - moja działalność - "Difriperi"- stała się marką.  Osiągnęłam to dzięki autentyczności. Jeżeli o tym mowa to z pewnością nie polecam podpinania się pod boty i kupowania lajków. Nie to świadczy o popularności profilu. Agencje marketingowe mają swoje sposoby na sprawdzenie zasięgów danego profilu. Przez kilka lat konsekwentnie i z zamysłem budowałam swój profil skupiając wokół siebie grupę sympatyków. Najcudowniejsze jest to, że są to osoby takie same, jak ja. Z chęcią i zaciekawieniem podglądamy swoje codzienne życie, wymieniamy się poglądami i wzajemnie inspirujemy. Bez obserwatorów nie osiągnęłabym nic. 

Mogłabyś podzielić się swoimi doświadczeniami związanymi z mediami społecznościowymi? Na co zwrócić uwagę promując swoją markę? Co jest istotne?

W promowaniu własnej marki najważniejsza jest wiarygodność. Jeżeli jesteś promotorką zdrowego żywienia i aktywnego trybu życia nie możesz promować takich działań on-line, a w rzeczywistości siedzieć w domu, oglądać seriale i pić słodkie napoje. Znam wiele takich osób, które kreują się na kogoś, kim nie są. Oczywiście wirtualny wizerunek tworzy każdy bez wyjątku. Indywidualnie decydujemy o tym, jakie treści z naszego życia upublicznimy. Z racji tego, że jesteśmy kulturą wizualną, publikowane zdjęcia powinny być spójne. Warto zastanowić się, co nas wyróżnia, jaka treść dla naszego odbiorcy stanie się wartością dodaną i czy nasze usługi są w stanie poprawić jakość jego życia. Równie ważna jest systematyczność w publikowaniu. Najlepiej zamieszczać coś raz dziennie. Uważam za stosowne, aby stworzyć sobie plan postów na Instagramie z uwzględnieniem tagów, jakie chcemy użyć. Budowanie relacji to temat o którym wiele osób zapomina. Często słyszę - "Dobrochna, wstawiłam takie ładne zdjęcie i nie mam polubień!" - w takich sytuacjach pytam - "Czy wchodzisz w interakcje z innymi użytkownikami?" - w odpowiedzi słyszę - "Tak, lajkuję zdjęcia o wybranych tagach, jak stoję w korku.". To zdecydowanie za mało. Proponuję poświęcić dziennie 15 minut, aby komentować posty o danych hashtagach, które pasują do naszej działalności. Pozostawianie po sobie śladu w postaci zadawania pytań, chwalenia, zapraszania do siebie z czasem przeobrazi się w obserwatorów i sympatyków marki, którzy będą odpłacać się tym samym. 

wywiad Dobrochna Rawicka

Zajęć masz bez liku, kiedyś musisz odpoczywać.

W jaki sposób regenerujesz siły?

W listopadzie zeszłego roku niestety nie zachowałam równowagi pomiędzy pracą, a życiem prywatnym i studiami. Skończyło się to bardzo źle dla mojego zdrowia psychicznego i całego otoczenia, w którym żyję. Uczę się cały czas -work life balance - dla mnie to jeszcze, jak spacer po linie.  Od wakacji nie udało mi się porządnie odpocząć, dlatego musiałam skupić się na czerpaniu przyjemności z małych rzeczy, to moje #littlepleasures. Z pewnością wiesz o czym mówię, nasycam się czynnościami, które nastrajają mnie pozytywnie. Ostatnimi czasy skupiłam się na sobie, staram się żyć w zgodzie ze swoim organizmem. Nie odmawiam sobie kobiecych przyjemności - kosmetyczki, masażu, zakupów czy samotnego wyjścia na kawę do ulubionej kawiarni. Właśnie jestem w jednej z nich z głośników płynie muzyka klasyczna, która mnie uspokaja i pozwala się skupić.

Gdy słyszysz szczęście, to myślisz…? Co Cię uszczęśliwia?

Tutaj znowu muszę odwołać się do tego, jak było. Kiedyś szczęście dawały mi rzeczy, które uznawałam za wielkie - publikacja sesji w magazynie, wygrany konkurs, zaliczenie sesji na uczelni, podpisany kontrakt. Tego co działo się pomiędzy zupełnie nie widziałam. Szczęście to umiejętność doceniania tego co się ma i niezałamywania się z powodu rzeczy jakich się nie posiada. Powinna liczyć się idea, siła i motywacja, która pcha nas do działania. To nie jest rywalizacja, to pewnego rodzaju walka o nas samych, o nasz dobrobyt i spokój ducha. Myślę, że gra jest warta świeczki! Każdej osobie życzę, aby osiągnęła taki stan wewnętrznej harmonii. Dla psychiki i satysfakcji życiowej spełnienie tego rodzaju jest niezwykle ważne. Zmiany można zacząć już dziś! Zwolnić pęd życia, dać porwać się chwili i emocjom, a przede wszystkim nie czuć się skrępowanym i wyzbyć się uprzedzeń. Szczęście dla mnie to poczucie spełnienia. Gdy jestem szczęśliwa czuję się pełna, mam wrażenie, że wszystko jest na swoim miejscu. Uszczęśliwiają mnie promienie słoneczne, zapach świeżego prania, kwiaty w wazonie, pieczenie ciast, wizyta w muzeum, spotkanie ze znajomymi, poranna kawa. Momentem błogostanu jest czytanie dobrej książki, filiżanka herbaty, spacer po lesie w rodzinnym gronie, mogłabym wymieniać naprawdę wiele prozaicznych czynności. Szczęście to chyba uczucie na wzór motylków w brzuchu. Jak uważasz? 

wywiad Dobrochna Rawicka

Twoja praca bardzo ściśle związana jest z twórczością, co lub kto Cię inspiruje?

W swojej pracy muszę być bardzo skupiona, a zarazem odbierać bodźce z zewnętrz i mieć oczy szeroko otwarte. To dość trudne. Z racji tego, że moja pamięć nie jest idealna noszę ze sobą mój ulubiony notes, gruby molesquine, gdzie notuję pomysły na artykuły i moje myśli, z których powstają kreatywne projekty.  Zdarza mi się tam również wkładać wydarte fragmenty z gazet. Traktuje to jako mój przenośny mood board. Inspirują mnie inni ludzie, najwięcej moich kreatywnych projektów powstało ze spotkań i rozmów. Dużo czasu poświęcam na literaturę, czytam poradniki, felietony, książki psychologiczne i wybraną beletrystykę. Posiadam chyba wszystkie książki z modą w tle, jakie zostały wydane w Polsce. Nie śledzę skrupulatnie konkurencji. Mnie to w pewien sposób ogranicza i generuje myśli, że jestem nie dość dobra. Pracuję w swoim tempie, a jeżeli sukces jest mi pisany to przyjdzie. Mam nadzieję, że będę wtedy na niego gotowa, bo oprócz przyjemności, to ogromna odpowiedzialność. Otoczenie ma wobec Ciebie coraz to większe wymagania. 

Dzieje się dużo, masz ręce pełne pracy, czy w Twoje głowie jest jeszcze miejsce na plany? Zdradź nam co planujesz? Czego możemy się spodziewać ;-) ?

Czasem planuję więcej niż jestem w stanie zrealizować. W mojej głowie mnożą się pomysły na nowe współprace i kreatywne projekty. Cieszę się, że przez lata pracy zgromadziłam wokoło siebie grono profesjonalistów, którzy z chęcią ze mną współpracują. Za 2 tygodnie po namowach przyjaciół postanowiłam założyć swoje własne, wirtualne "gniazdko" (difriperi.pl). Mam nadzieję, że będzie na tyle przytulne, że czytelnicy będą chcieli odwiedzać mnie regularnie.

Bardzo Ci dziekuję za rozmowę i trzymam kciuki za kolejne sukcesy.

 


Twoje DIY

Twoje DIY. Wywiad z Katarzyną Ogórek

Dziś mam przyjemność gościć Kasię Ogórek autorkę bloga Twoje DIY, która jest ucieleśnieniem inspiracji, kreatywności i pasji. Gdy wpadłam na pomysł tworzenia cyklicznych wywiadów „Historie życiem pisane” to właśnie Kasię miałam z tyłu głowy jako osobę, która wzięła sprawy w swoje ręce i pasję zamieniła w sukces. To właśnie z miłości do tworzenia, inspirowania, dzielenia się swoimi pomysłami powstał jej blog, który w krótkim czasie stał się jednym z najpoczytniejszych blogów.

Określana mianem najbardziej wpływowego blogera 2016 roku, „Królowa Vine” - skupiająca największą grupę odbiorców w tej społeczności. Twórczyni rewelacyjnych filmów poklatkowych, które nie umknęły uwadze komisji Armstrong Vine Awards w Nowym Jorku, gdzie otrzymała nominacje do nagrody. Wielokrotny gość programów telewizyjnych, gdzie zaraża widzów swoją pasją do tworzenia. Jej najmłodszym „dzieckiem” jest książka „Twoje DIY – krok po kroku zrób to sam”.

Mogłabym wymieniać jeszcze długo, ale już nie mogę się doczekać, by Kasia opowiedziała nam osobiście swoją inspirującą historię.

Zapraszam na wywiad…

Kasiu w chwili obecnej jesteś autorką jednego z najbardziej lubianych blogów, zdradź nam proszę czym dokładnie się zajmujesz? 

Prowadzę bloga zawodowo, tylko to jest moją pracą. Praca nad blogiem, nagrywanie filmów na YT, prowadzenie dość dużych fanpage na Facebooku i Instagramie, plus odpowiadanie na pytania czytelników to już praca na dwa etaty. Do tego jeszcze warsztaty DIY, tworzenie contentu dla marek, pisanie książki, wykłady i wiele innych zadań. Jest co robić.

Poniżej jeden z filmów Kasi, którego fanem jest mój Antoś - ciastka  Creepera z Minecraft.

To jest teraz, a wcześniej? Zanim powstał DIY?

Wcześniej pracowałam kilka dobrych lat w branży motoryzacyjnej za biurkiem. Bardzo mnie to nudziło i męczyło. Postanowiłam się zwolnić i poszukać drogi dla siebie. Przez przypadek zaczęłam pisać bloga.

Myślę, że nie będzie to nadużyciem, gdy posłużę się stwierdzeniem, że każdy z nas chciałby by jego pasja stała się jego pracą. Dlatego muszę zadać to pytanie ;-).

Zdradź nam, jak Tobie się to udało? Kiedy zorientowałaś się, że to właśnie ten moment?

Nie mam jakiejś złotej recepty, którą mogłabym się podzielić. Robiłam swoje i coraz więcej osób to zauważało. Myślę, że ciężka praca i trochę szczęścia spowodowały, że dzisiaj prowadzę największy i najpopularniejszy blog DIY w Polsce. Wierzyłam w to, co robię.

Podjęcie decyzji o rezygnacji z pracy, która może nielubiana, ale jednak dająca poczucie bezpieczeństwa, wymaga nie lada odwagi.

Skąd u Ciebie ta siła, determinacja, odwaga?

Nie ukrywam, że mogłam sobie na to pozwolić, ale dopiero po zwolnieniu się z etatu, poczułam, że otwierają się nowego drogi. W pewnym momencie postawiłam wszystko na bloga. Inwestowałam w sprzęty, bardzo dużo się uczyłam, wiele nocy nie przespałam, ale opłaciło się.

W Twoim życiu sporo się dzieje pozytywnych rzeczy, jeden sukces goni następny.

Czy masz, jakieś przemyślenia na temat tego co pomaga Ci, nie bójmy się tego słowa, w karierze?

Dużo dobrych osób jest koło mnie. Blogerzy, którzy cieszą się, z tego co robię, wspierają mnie, ale najważniejsza jest rodzina, która lubi moją pasję i jest ze mnie dumna. Też wiem, że wiele czytelników na mnie liczy, że wiele osób lubi oglądać to, co robię. Czuję, że teraz już nie mogę zawieźć i to daje mi power do pracy.

Które z dotychczasowych wyróżnień sprawiło Ci największą przyjemność i dlaczego?

Tak wiele się dzieje, że ciężko mówić, że coś bardziej lub mniej mi się podoba. Każde zaproszenie do wywiadu, do występu publicznego jest dla mnie wyjątkowe. Gdybym nie pisała bloga, nic takiego by mnie nie spotykało, a tak doświadczam takich rzeczy, jak wizyta w telewizji, występy na konferencjach, czy spotkania z czytelnikami. To wszystko sprawia, że czuję się wyjątkowo.

Twoje media społecznościowe to bardzo duże i przede wszystkim zaangażowane społeczności.

Podziel się proszę swoimi doświadczeniami związanymi z mediami społecznościowymi? 

Media społecznościowe to bardzo złożony temat. Każdy kanał ma swoje prawa i się nimi rządzi. Tu trzeba czasu i dużej regularności. Koniecznie trzeba analizować statystyki, eksperymentować i dopasować treść do czytelnika. To jest długa nauka, ale jak widać można, rozwijać fanpage nawet jak się jest laikiem w tym temacie. Uczymy się w trakcie. Tak było ze mną.

Nawet pasja może być wyczerpująca, realizacja projektów to również podróże, spotkania.

W jaki sposób odpoczywasz? Co/Kto pozawala Ci naładować baterie do dalszego działania?

Mam czas dla siebie. Na co dzień wystarczy mi spacer, obiad z rodziną, czy dobra książka wieczorem. Latem wyprowadzam się do domku letniskowego, który mam w lesie nad jeziorem. Taka dłuższa zmiana otoczenia świetnie na mnie wpływa. Moi czytelnicy nie zauważają, jak mam wagary od bloga, bo zawsze staram się mieć kilka postów w zapasie, żeby spokojnie móc się rozchorować czy wyjechać z rodziną. To dobra metoda na kilka chwil wolnego.

Napisałaś książkę, przybliż nam proszę kulisy jej powstawania. 

Książka to była dopiero ciężka praca. Powstała w domu i wiele osób się zastanawiało skąd mam tyle różnych kolorów ścian w domu. Nikt nie zauważył, że tłem były duże arkusze kolorowego brystolu. Przy tworzeniu tutoriali pomagał mi mąż. Czasami taka wspólna praca nas mocno irytowała, ale jak skończyliśmy, to poczuliśmy dumę.

Twoje DIYBardzo ciekawią mnie tworzone przez Ciebie filmy poklatkowe. Jak to się stało, że zaczęłaś je tworzyć?

Przyszła do mnie marka z propozycją, abym wykonała dla nich serię filmów stop motion. W pierwszym momencie chciałam odpowiedzieć, że nie umiem czegoś takiego nagrać. Jednak bardzo kusił mnie zarobek. Przygotowałam serię filmów i zamówiono u mnie kolejną partię. Okazało się, że mam do tego dryg.

Trochę już Cię poznaliśmy od strony publicznej, zawodowej, a jaka jest Kasia prywatnie?

Taka sama. Energiczna, ciągle coś robiąca i wesoła, a wręcz skora do żartów. Uwielbiam zabawy z moim kotem, ale to wiedzą z pewnością Ci, co śledzą mnie na Instagramie i na Insta stories. Jeszcze lubię dużo spać, ale nikt mi w to nie wierzy  ;-) .

Czym jest dla Ciebie szczęście?

To spokój ducha. Wiedza, że moja rodzina jest bezpieczna i zdrowa, że w czasie deszczu w moim domu jest ciepło i przytulnie, że wiedziemy spokojne, monotonne życie.

Spoglądając na Ciebie widzę kobietę spełnioną. Czy jest jeszcze coś co chciałabyś osiągnąć, zrealizować, doświadczyć? 

Teraz przyszedł czas na nagrywanie na YouTube. Chciałabym tam zgromadzić publikę, do której mogę mówić i pokazywać jak zrobić DIY. To jest trudny kanał, a ja stawiam w nim pierwsze kroki. To zupełnie inna bajka niż blogowanie i znowu uczę się wielu rzeczy, aby i tam mi się udało mieć wiernych widzów. Proszę za mnie trzymać kciuki.

Gdy słyszysz sukces – myślisz…

Może się wydać to dziwne, ale ja się cieszę, że jako kobieta dobrze zarabiam. W końcu czuję, że moje wynagrodzenie, jest współmierne do tego co potrafię i czuję dumę, że sama mogę, utrzymać rodzinę. To bardzo dla mnie ważne.

Obserwując Cię w mediach, czytając Twoje teksty, oglądając filmiki kreujemy pewne wyobrażenie o Tobie jako osobie bardzo pozytywnej, pełnej serdecznych i ciepłych emocji.

Co powiedzieliby o Tobie Twoi najbliżsi?

Dzieci na pewno by powiedziały, że mama to żandarm, bo ciągle każe im sprzątać po sobie. Mąż chyba by powiedział, że jestem zaradna i silna, a kot by z pewnością orzekł, że ma dość tego całowania i tulenia. Hi, hi.

Twoje DIY

Kasiu bardzo Ci dziękuję za ten wywiad. Serdecznie gratuluję dotychczasowych sukcesów i trzymam kciuki za kolejne.

Mieliście wcześniej przyjemność "śledzić" Kasię w jej mediach społecznościowych? A może zrobiliście jakiś projekt prezentowany przez Kasię?

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej wpisu.

Informacje od Was są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi się rozwijać i działają motywująco.

Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz, że może być przydatny, to udostępnij go swoim znajomym na Facebook'u.

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie  ;-) .

 


Katarzyna Skolimowska

Inspiracja o zapachu czekolady. Wywiad z Katarzyną Skolimowską

Dziś w ramach cyklu "Historie życiem pisane" chciałam Wam przedstawić mojego wyjątkowego gościa, Katarzynę Skolimowską, która swoją postawą przywraca wiarę w niesamowitą wartość edukacji, gdzie jak sama mówi, główną rolą nauczyciela jest inspirowanie, motywowanie, wychowywanie, a dopiero później nauczanie. Chcąc podzielić się swoją pasją z innymi - stworzyła wyjątkowe miejsce o nazwie „Inspiracje dla szkoły”.

Zapraszam do inspirującego świata Kasi

Katarzyna Skolimowska
Katarzyna Skolimowska

Zeszyt o zapachu czekolady…to pierwsze słowa, które czytamy na Twoim blogu.

Czym jest i skąd pomysł na tak apetyczną nazwę?

To tytuł mojego powitalnego wpisu na bloga. Proponuję czytelnikom, aby od niego zaczęli przechadzkę po „Inspiracjach dla szkoły”. Tutaj opisuję tajemniczy pachnący zeszyt- skąd się wziął. Można powiedzieć, że to był prototyp mojego blogowania ;-). W nim zapisywałam wszystkie ciekawe pomysły na lekcje języka polskiego. Chciałam, aby mi nie uciekły. A ponieważ rodziły się w różnych miejscach i okolicznościach, starałam się mieć go zawsze przy sobie.

Od września 2016 roku postanowiłam powrócić do zbierania atrakcyjnych „czekoladek”, ale już w innej formie i w innym zasięgu. „Inspiracje dla szkoły” to blog dla przedsiębiorczych nauczycieli i rodziców, to przestrzeń dla tych, którzy cenią rozwój osobisty i zdrową edukację.

Tworzysz w sieci miejsce, które jest źródłem pomysłów dla innych nauczycieli, czy jest ktoś, kto Ciebie inspiruje?

Na moim blogu jest zakładka „Inspirujący nauczyciele” i tam właśnie umieściłam wywiad z moją inspiracją – moją Panią od języka polskiego J To dzięki niej jestem polonistką. Ale inspiruję się wieloma osobami. Teraz wiele czytam książek rozwojowych i szkolę się w różnym zakresie. Fascynuje mnie coaching i neurodydaktyka. Już mam zaplanowane szkolenie u Kamili Rowińskiej, która jest coachem światowej sławy. Mogłabym wymieniać wiele wspaniałych nazwisk, które są dla mnie inspiracją. Praktycznie nie ma tygodnia, abym nie poznała kogoś nowego.

Przy tworzeniu konspektów lekcji czy scenariuszy teatralnych inspiruje mnie muzyka. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale słyszę kilka dźwięków i już mam nowy pomysł.

Natomiast gdy brakuje mi siły, bo czasem są i takie dni, wtedy inspiruje mnie postawa mojej mamy, która jest chyba najsilniejszą kobietą, jaką znam J

Czy masz, jakieś szczególne źródła, z których czerpiesz pomysły?

Jak już wspomniałam, często źródłem moich pomysłów jest muzyka. Poza tym, jak się dużo czyta -  pomysły się mnożą na pęczki. Już mam dwa zeszyty z pomysłami na różne artykuły i materiały dydaktyczne, które chciałabym umieścić na blogu. Tylko ciągle doby brakuje… ;-)

Piszesz wspaniałe teksty, zastanawiam się, dlaczego wybrałaś zawód właśnie nauczyciela?

Dlatego, że to moje powołanie. Tak czuję. Zawsze wiedziałam, że będę albo leczyć, albo uczyć. Aby sprawdzić się, zdecydowałam, że pójdę do liceum na profil biologiczno-chemiczny. Rok wystarczył mi w zupełności, aby się przekonać o czymś, co wiedziałam zawsze, że jestem absolutną humanistką ;-) i że, chciałabym uczyć języka polskiego.

Bo nauczyciel dla Ciebie to…

Nauczyciel to mentor, przewodnik. Już nie mistrz, nie autorytet. Te czasy się skończyły. Ja też cenię sobie w byciu nauczycielem/wychowawcą to, że mogę być osobą, przy której moi uczniowie mogą się "ogrzać", poczuć się ważni. To ktoś, kto ma czas, słucha i słyszy. Poza tym, nauczyciel to wieczny uczeń. Aby być inspiracją dla innych, samemu trzeba się stale rozwijać.

Co najbardziej cenisz w swojej pracy?

Najpiękniejszy jest dla mnie w tej pracy kontakt z młodzieżą, z dziećmi. To daje najwięcej siły i energii. To jest sedno tego zawodu. Kto nie kocha ludzi, nie powinien być nauczycielem. Miłość do przedmiotu jest ważna, ale to sprawa drugorzędna. Cenię sobie także możliwość (konieczność) ciągłego rozwoju i pracy nad sobą. Aby dobrze wykonywać pracę nauczyciela, nie wolno stać w miejscu. Wymagamy od uczniów postępów, więc sami musimy być jego przykładem.

Wspomniałaś, że nauczyciel to mentor i przewodnik, czy są jakieś stereotypy dotyczące tego zawodu, z którymi się nie zgadzasz?

Nie lubię przekonania, że nauczyciele to nudni ludzie, którym się w życiu nie udało. Oczywiście wiem, że czasami tak jest, nie jestem z księżyca, ale to nie jest reguła! Że nie mają swoich pasji, a ich zawód nie ma przyszłości. Jest wręcz przeciwnie - "Dotykam przyszłości - uczę".

Czy jest coś co sprawia szczególne trudności?

Nawał pracy, której nie widać, o której się nie mówi. Nauczyciel tak naprawdę pracuje znacznie więcej po godzinach niż „przy tablicy”. To może mocno zdezorganizować życie prywatne, rodzinne.

Poza tym, czasami praca papierkowa, której jest coraz więcej, zaczyna przykrywać istotę tego zawodu. Momentami można odnieść wrażenie, że nauczyciel uczy przy okazji, a prym wiodą dzienniki, arkusze, itp. To jest pułapka, przed którą należy się bronić ze wszystkich sił. Z dokumentów jesteśmy rozliczani tu i teraz, więc może to dawać ułudę priorytetu. Jednak wpływ, jaki mamy na uczniów jest zdecydowanie ważniejszy i długofalowy, chociaż jego na pierwszy rzut oka nie widać.

Jak sobie z nimi radzisz?

W moim przypadku pytanie brzmi – jak sobie z nimi radziłam, ponieważ jestem na urlopie wychowawczym. Nie jestem wzorem w tej dziedzinie. Zawsze miałam listę korygującą w dzienniku, którą Pani Dyrektor zostawiała po każdej kontroli. Wstyd się przyznać, ale tak było. Wręczała ją z pobłażliwym uśmiechem na twarzy, mówiąc – Pani Kasiu, ja wiem, że robi Pani wiele rzeczy, ale papiery też trzeba wypełniać. I zawsze przyznawałam rację – też, czyli nie w pierwszej kolejności. Dzisiaj zachowałabym zdecydowanie taką samą sekwencję ;-)

Katarzyna Skolimowska
Katarzyna Skolimowska

Aktywnie działasz na wielu płaszczyznach, to może być wyczerpujące – co jest dla Ciebie największą motywacją do działania?

Bezsprzecznie największą motywacją jest dla mnie moja córeczka. Dlaczego? Ponieważ chciałabym wywierać na nią jak najlepszy wpływ. Wiem, że czego ja jej teraz nie pokażę, o tyle jej świat będzie uboższy. Z kolei w co ją wyposażę, o tyle jej będzie łatwiej w życiu. Oczywiście nie myślę tutaj o wartościach materialnych.

Czy fakt, że zostałaś mamą wpłynął na to jakim jesteś nauczycielem?

Czy jestem teraz innym nauczycielem? Tak! Macierzyństwo mnie zmieniło. Sprawiło, że jestem bardziej krytyczna w ocenie systemu edukacji. Widać to na moim blogu. Już wiem, że po powrocie z urlopu wychowawczego będę miała inne podejście do niektórych spraw. Teraz mam świetny czas, w którym niesamowicie dużo się uczę. Misja mojego bloga (którą opisałam w swoim artykule "Bądź nauczycielem jutra") jest tak naprawdę moją misją, jako nauczyciela. Mam bardzo dalekosiężne plany z tym związane. niektóre są już w trakcie realizacji, inne czekają na swoją kolejkę.

Zeszłyśmy na bardzo przyjemny temat, jakim jest macierzyństwo. W jak sposób wpłynęło ono na Twoje życie?

Z chwilą pojawienia się córeczki mój świat nabrał kolorów, tempa, sprecyzowanych celów, zrealizowanych marzeń. Myśl o tym, jakiego człowieka chciałabym wychować, jest niezwykle mobilizująca. Stawia do pionu nawet w najbardziej chandrowate dni ;-)

Czym jest dla Ciebie macierzyństwo?

Macierzyństwo jest dla mnie spełnieniem. Cudem, bardzo długo oczekiwanym! Staram się zapamiętywać każdy moment. Dlatego też postanowiłam, że na jakiś czas nie będę czynnym nauczycielem. Chcę moje dziecko wyposażyć w kluczowe życiowe wartości, w przeświadczenie, że jest dla nas najważniejsze. Nie darowałabym sobie tego, że ktoś inny towarzyszy mojej córeczce podczas jej pierwszych kroczków, pierwszych słów...

W jaki sposób łączysz je z pasją?

Jak macierzyństwo łączę z pasją? Tworząc "Inspiracje dla szkoły". To właśnie moja Oliwia zainspirowała mnie do stworzenia czegoś swojego. To dzięki Niej powstał mój blog, który jest spełnieniem marzeń, siłą napędową, radością. To mój nowy pomysł na siebie, kolejny rozdział w moim życiu, który mam nadzieję, że przerodzi się w dłuższą opowieść.

Jaką chciałabyś być mamą?

Na pewno wspierającą, taką, której mówi się o wszystkim - nie tylko o sukcesach, ale o porażkach także. O swoich planach, marzeniach, ideach. Taką, która jest ciekawym człowiekiem, która się rozwija i zapewnia rozwój swojemu dziecku. Której się nie trzeba bać, ale która jest autorytetem. Która wzmacnia w swoim dziecku tylko jego dobre strony, jego talenty. Mamą, która pójdzie za swoją córką w ogień. Chciałabym, abym była dla Oliwii przyjaciółką.

Jak z Oliwką spędzacie wspólny czas?

My absolutnie wszystko robimy razem! Z mężem propagujemy Rodzicielstwo Bliskości. Oliwka ma 18. miesięcy, a już ze mną gotuje, odkurza, myje podłogę. Brzmi śmiesznie i dziwnie, ale naprawdę tak jest! Ona jest bardzo bystrym dzieckiem, wszystko naśladuje. Zresztą, jak każde dziecko. No właśnie, ja bardzo wierze w to, że każde dziecko jest genialne. Tę myśl także podkreślam w swoich artykułach. Co jeszcze robimy? Bardzo dużo czytamy. Od zawsze, odkąd była w brzuszku, a odkąd ma 5 miesięcy to już tak nałogowo. To jej ulubione zajęcie!!! Wygrywa ze wszystkim! No, może ostatnio przebija je taniec. Kocha muzykę. To zamiłowanie jest po tatusiu, a jak tata gra na gitarze, to jest w siódmym niebie.  Ja zresztą też J  Również bardzo lubimy spacerować, szczególnie po bielskim lotnisku.

A ulubione książeczki to?

Lubi wierszowaną klasykę -"Zosia Samosia", "Leń", "Na straganie". Poza tym uwielbia wierszyki logopedyczne dla dzieci od 4-ech lat.  A najbardziej lubi wertować mamine książki ;-)

Co jest dla Ciebie najważniejsze we wspólnie spędzonych chwilach?

We wspólnych chwilach cenię wszystko. Bardzo lubię na nią patrzeć, na jej skupienie, na jej uśmiech. Obie lubimy się w siebie wpatrywać :-). Uwielbiam słuchać, kiedy Oliwia coś mówi, opowiada żywiołowo (oczywiście w swoim języku) i gestykuluje przy tym zamaszyście.  Lubię też, kiedy mi "czyta". Bo naprawdę to robi ;-)

Ludzi najbardziej cenisz za…?

Bardzo cenię ludzi, którzy mają w sobie wewnętrzny spokój. Którzy mają swoją pasję, są skoncentrowani na celu, ale jednocześnie życiowa mądrość nie pozwala im gnać w wyścigu szczurów. Szanuję też ludzi pracowitych.

A najważniejsze wartości to…?

Wartości wokół których staram się budować swoje życie to: wiara w Boga, miłość, rodzina, twórczość, zdrowie, rozwój, efektywność, wiarygodność.

Każdy z nas ma jakieś marzenie, jakie jest Twoje?

Jednym z największych moich marzeń jest, aby moje dziecko było spełnionym człowiekiem, aby miało dobre serce, dokonywało mądrych wyborów, miało poczucie, że jest kimś wyjątkowym, aby było niezależne, wolne od wpływu ludzkich osądów i błędnych schematów.

Jaki jest Twój cel na najbliższą przyszłość?

Na tę taką bliższą – napisanie i wydanie książki.

Chciałabym też wrócić do prowadzenia zajęć teatralnych, ale to już chyba w bardziej odległej perspektywie czasowej ;-)

I na sam koniec…czym jest dla Ciebie sukces?

Sukcesem jest dla mnie życie zgodne z wartościami, stan, w którym mogę się realizować na różnych płaszczyznach, ale są one ze sobą spójne. Sukcesem będzie osiągniecie takiego balansu, harmonii. Będzie, bo jeszcze tego potrafię. Łączenie pracy i życia prywatnego jest dla mnie wyzwaniem. Może dlatego, że zawsze to, czym się zajmowałam było też moją pasją. Oliwia uczy mnie tego, że są chwile, w których nic poza tu i teraz się nie liczy!

Zatem takiego właśnie sukcesu Ci życzę. Dziękuję Ci Kasiu za tę wyjątkową rozmowę.

 

 

 

Czy jest jakiś nauczyciel, który wywarł wpływ na Was? A może odegrał inną rolę?

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Informacje od Was są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi się rozwijać.

Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz, że może być przydatny, to udostępnij go swoim znajomym na Facebook'u.

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie  ;-) .