Najnowsze odkrycia w dziedzinie neurodydaktyki potwierdzają, że skuteczność nauki ściśle zależy od tego, z jakimi emocjami jest ona związana. Pozytywne doświadczenia mają wpływ na dziecięce nastawienie, motywację i otwartość do zdobywania wiedzy i nowych umiejętności.
Dlatego, w kontekście nauczania, ogromną rolę odgrywa zarówno to, kto przekazuje wiedzę, jak i to, w jaki sposób to robi i jakie metody stosuje. To wszystko kształtuje dziecięce postawy i nastawienie do nauki. Przecież, nauka tego, co lubimy i co kojarzy nam się z pozytywnymi doświadczeniami, przychodzi nam jakoś łatwiej, szybciej a przede wszystkim bardziej efektywnie.
Od czego zacząć?
Często mówi się o tym, że naukę języka warto zacząć, jak najwcześniej, dzięki temu dziecko w niewymuszony sposób osłuchuje się z językiem obcym i staje się on dla niego czymś naturalnym. W idealnej sytuacji są rodzice, którzy sami biegle władają językiem angielskim, wtedy łatwiej jest im wpleść go w dziecięcą codzienność, nazywając otaczające przedmioty, posługując się nim podczas zabawy i podstawowych czynności.
[su_image_carousel source=”media: 4876,4585,4802″]
Co, jeżeli sami nie znamy angielskiego lub znamy go na tyle słabo, że obawiamy się, iż przekażemy dziecku błędy np. w wymowie? Jeżeli nie mamy czasu ani wiedzy dotyczącej metodyki nauczania?
Jednym z rozwiązań, które chciałabym Wam podsunąć jest skorzystanie z zajęć online, takich jak te prowadzone w szkole językowej Novakid. Korzystając z pierwszej, darmowej lekcji, zapisując się tutaj klik, możecie sprawdzić, czy taka forma nauki języka angielskiego będzie odpowiadała waszemu dziecku i Wam. Wpisując kod KAROLINA1728 zyskujecie również 60 zł doładowania.
[su_image_carousel source=”media: 4875,4879,4877,4878″]
Zajęcia trwają 25-minut, prowadzone są przez nauczyciela będącego Native Speakerem, który korzysta z różnorodnych, interaktywnych zadań, muzycznych aktywnościami i rozmawia z dzieckiem tylko po angielsku. W zajęciach tych mogą uczestniczyć dzieci w wieku od 4 do 12 lat. Antoś z zajęć online w Novakid korzysta już od 3 lat, Kubuś dołączył do niego w tym roku.
Więcej na temat przeczytacie w tym (klik) i tym (klik) wpisie. W naszym przypadku ta forma nauki sprawdza się świetnie i tak, jak wspomniałam wcześniej, Wy również możecie zobaczyć czy Wam się spodoba,
Wraz z wiekiem pojawia się coraz więcej wyzwań, gdy na etapie szkolnym w grę zaczynają wchodzić oceny, nauka przestaje być tylko zabawą, pojawiają się nowe wyzwania, a wraz z nimi słabnie zapał i przychodzi spadek zainteresowania oraz motywacji do nauki.
Co zatem możemy zrobić, by dzieciom chciało się chcieć?
Małe kroki i mierzalne cele
Gdy wkrada się zniechęcenie, spadek motywacji, warto poświęcić czas, by znaleźć przyczynę zmiany nastawienia. Może się okazać, że problem tkwi w czymś, czego nie dostrzeżemy na pierwszy rzut oka, może to być zmiana sposobu nauczania, przytłoczenie ilością oczekiwań czy nieodpowiednim poziomem trudności pojawiających się zadań.
Prawda jest taka, że ile dzieci, tyle możliwości, dlatego do każdego z nich należy podchodzić indywidualnie. Gdy dotychczasowa frajda, której towarzyszyło zdobywanie wiedzy, zmienia się w oceniany obowiązek, dziecku może towarzyszyć niechęć do nauki i inne trudne emocjami, takie jak strach przed niespełnionymi oczekiwaniem czy obawy przed złą oceną.
Wszystko to, może wywołać naturalną reakcję obronną organizmu tzw. „walki lub ucieczki”. Reakcja ta często przejawia się w konkretnym zachowaniu dziecka, jak np. bunt przeciw uczeniu się, niechęć i unikanie zajęć („Nie chcę się tego uczyć!”, “Już nigdy więcej nie chcę robić tych bezsensowych zadań!”).
Zarówno „walka” jak i „ucieczka” są reakcjami instynktownymi i przychodzą łatwiej niż stawianie czoła wyzwaniom, trudnościom i obawom.
Jak pomóc dziecku?
Pierwszym krokiem w poszukiwaniu rozwiązania jest rozmowa, pozbawiona oczekiwań, wysoko postawionych poprzeczek i elaboratów, dotyczących dalekiej przyszłości. Ważnym elementem jest stworzenie bezpiecznej przestrzeni, w której dziecko będzie mogło podzielić się tym, co je nurtuje. Na temat tego, na co zwrócić uwagę podczas rozmowy, przeczytacie w kolejnym akapicie.
Przejdźmy do konkretnego przykładu, którego daleko nie musimy szukać. Wesprzeć pociechę możecie, proponując dobre praktyki, które sami stosujecie w swojej codziennej pracy, wystarczy tylko, że je nieco uprościcie i dostosujecie do być do możliwości Waszego dziecka.
Gdy problem dotyczy spadku motywacji i nawarstwiających się zadań, jedną z propozycji może być np. wyznaczanie mierzalnych, niewielkich, krótkoterminowych celów tzw. metoda małych kroków. Każde duże zadanie podzielcie na serię malutkich, osiągalnych celów.
Propozycją opartą na tej metodzie jest np. zabawa, w ramach której dziecko po zakończonych zajęciach języka angielskiego, dzieli się z Wami jednym nowo poznanym słowem, oczywiście może być ich więcej.
Zaskoczyć może Was fakt, że nie da się nauczyć tylko jednego słowa (taka sprytna sztuczka). Przecież, aby dokonać wyboru, trzeba porównać ze sobą kilka słówek, a dodatkowo skoncentrować się podczas zajęć tak, by wyłapać i zapamiętać, to jedno, jedyne słowo, warte przedstawienia.
Jedno słowo, to naprawdę osiągalny cel i sposób, by dziecko mogło poczuć satysfakcje i sprawczość. Dzięki wpleceniu elementu zabawy w naukę, odwracamy uwagę dziecka od samego procesu, zdobywają wiedzę nie wiedząc nawet kiedy.
Rozmowa – gdy dorosłe argumenty nie działają
Motorem działania, dla każdego z nas, niezależnie od wieku, jest posiadanie celu. Gdy wiemy, „po co” coś robimy, wtedy zaczyna się w nas tlić motywacja, chcemy osiągną to nasze „po co”. Dlatego, w rozmowie z dzieckiem, bardzo ważna jest odpowiedź na pytanie „Dlaczego to robię?”. Czy Twoje dziecko wie, po co się uczy angielskiego?
Gdy dochodzi do rozmowy z małym człowiekiem, trudno jest mu wytłumaczyć, dlaczego nauka języka angielskiego jest istotna i jak ważną rolę w jego przyszłości odegra język obcy. Do dzieci nie przemawiają argumenty, które są ważne dla nas – dorosłych.
Na nic zda się odwoływanie do zdrowego rozsądku, tłumaczenie, że biegła znajomość języka obcego czyni człowieka atrakcyjnym na rynku pracy, otwiera granicie, dając możliwości bezproblemowego podróżowania, umożliwia pracę w międzynarodowym zespole i inne dorosłe dyrdymały…
Dla dzieci to tylko puste słowa, które nie mają osadzenia w ich wartościach, nie odwołują się do ich perspektywy. Są natomiast przejawem marzeń, planów, oczekiwań i dobrych intencji – rodziców.
Sztuką w rozmowie z dzieckiem jest umiejętność słuchania i dostosowania formy komunikowania się do ich możliwości i perspektywy. Ubierając korzyści w słowa, które trafią do świata dziecięcych wartości i wyobrażeń o życiu, zwiększamy szansę na nasz komunikacyjny sukces.
Jak się za to zabrać? Pokaż dziecku, że język angielski może mu się przydać już teraz.
Kup komiks z ulubioną postacią, czasopismo dla dzieci, prostą książkę, obejrzyjcie najnowszą bajkę Disneya – wszystko po angielsku. Wybierzcie się na plac zabaw, gdzie będziecie mieli szansę spotkać dzieci mówiące w innym języku. Świetnie sprawdzi się wszystko to, co w namacalny, praktyczny sposób pokaże dziecku korzyści płynące ze znajomości języka obcego, co pokaże mu, że już coś potrafi, bo np. przywitało się i ktoś odwzajemnił „Hello”.
Istotne jest to, by ta użyteczna strona nauki języka angielskiego zdawała im się ważna teraz, na etapie, na którym się znajdują, a nie jako dalekosiężny cel. Tu ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia…
Jestem ciekawa, co u Was się sprawdza? Podzielcie się swoimi doświadczeniami w komentarzu.