krzyczę_na_swoje_dziecko

5 mitów o krzyczeniu na dzieci, o których każdy rodzic powinien wiedzieć

Dostrzegam wiele pozytywnych zmian w podejściu do rodzicielstwa, które mnie bardzo cieszą. Dzięki większej świadomości i autorefleksji poszukujemy informacji, które wesprą nas w lepszym wypełnianiu roli rodzica. Coraz więcej mówimy o wzajemnym szacunku, empatii, regulacji emocji i komunikacji, bez nich prawdziwa i wartościowa relacja nie istnieje.

W rodzicielstwie, tak samo, jak w innych dziedzinach życia, możemy spotkać skrajne i idealistyczne podejście. Przeczytacie w sieci hasła, motywujące do natychmiastowej zmiany zachowania, stawiające zagadnienie emocjonalności i wybuchów złości w zero-jedynkowym świetle.

„Zachowaj spokój, zapanuj nad sobą… to takie proste.”

I nie ma wątpliwości, że zachowanie opanowania, jest najlepszym, co powinniśmy zrobić w „trudnych”, rodzicielskich potyczkach, jednak wbrew temu, co możemy przeczytać, nie jest to wcale takie łatwe, wymaga naszego zaangażowania, wysiłku i często wiąże się z niejedną porażką.

Oczywiście informacje, które do nas docierają, możemy odpowiednio zinterpretować, wyciągnąć z nich to, co dla nas najważniejsze i zastosować na tyle, na ile pozwalają nam nasze umiejętności i życie. Jednak dla niektórych z nas, taki przekaz na temat stawania się dobrym rodzicem jest jak wyrocznia i, mimo że normalnym jest popełnianie błędów, stopniowe udoskonalanie wprowadzanych metod, to każde niepowodzenie traktują jak osobistą porażkę, czują się winni i sfrustrowani, bo mimo prób nie udaje im się nie krzyknąć na swoje dziecko.

Zanim przejdę do tytułowych mitów, muszę jeszcze podkreślić kilka ważnych kwestii:

TAK – krzyk jest formą przemocy psychicznej.

TAK – zaprzestanie krzyczenia na dziecko w chwili uniesienia jest cholernie trudne.

TAK – to jest nasza praca.

TAK – po pewnym czasie jest coraz łatwiej i możesz krzyczeć mniej.

A jak jest z Wami? Czy kiedykolwiek czuliście się w ten sposób?

Pozwólcie, że nieco Was uspokoję, poniżej znajdziecie 5 mitów, w które wierzymy, które są nieprawdziwe i z którymi warto zrobić porządek.

5 mitów o krzyczeniu na dzieci, o których każdy rodzic powinien wiedzieć

Jestem złym rodzicem, ponieważ krzyczę

Krzyk nie świadczy o jakości rodzicielstwa. Jest raczej przejawem naszej słabości, niedostatecznej regulacji emocji…

Paradoksalnie, w większości przypadków krzyczymy, bo jesteśmy dobrymi rodzicami.

I absolutnie nie jest to usprawiedliwienie dla takiego zachowania, w dalszej części tekstu wyjaśniam, co dokładnie mam na myśli.

Bycie „Dobrym rodzicem” to trochę wyświechtany slogan, często powtarzany i jednocześnie niejednoznaczny. Przyjmijmy, że chodzi nam o stanie się najlepszym opiekunem dla swojego dziecka, czyli takim, jakim w danym momencie możemy być. Zdecydowanie wolę określenie wystarczająco dobrym rodzicem.

Więc jacy są wystarczająco dobrzy rodzice?

Wystarczająco dobrzy rodzice podejmują próby. Chcą się rozwijać, lepiej wywiązywać się z powierzonej im roli, starają się najlepiej, jak potrafią. Mają pewne oczekiwania zarówno w stosunku do siebie, jak i do swoich pociech. I schody zaczynają się właśnie tutaj, w miejscu, gdzie do gry wkradają się oczekiwania, a właściwie ich niespełnianie.

Frustracja i rozczarowanie pojawiają się, gdy „oczekujący” rodzice sami nie dosięgają postawionej poprzeczki albo gdy ich dzieci nie stają na wysokości zadania. Oczekiwania to temat na osobny wpis, jednak warto zdawać sobie sprawę z pułapki, w jaką nas wpuszczają.

Wystarczająco dobrym rodzicom towarzyszy również zmęczenie i stres wynikający z pracy zawodowej oraz obowiązków domowych, które codziennie wypełniają, by zapewnić swoim najbliższym wszystko, czego potrzebują.

To rodzice, którzy wieczorem, po całodniowej batalii, zasiądą w fotelu i wsłuchując się w ciszę śpiącego domu, czują wyrzuty sumienia, bo przypominają sobie sytuację, w której zachowali się nieodpowiednio, w swojej ocenienie byli niewystarczająco dobrzy dla swoich dzieci.

To, co zaraz napiszę, jest warte zapamiętania:

Źli rodzice nie czują w ten sposób.

Źli rodzice nie są skłonni do refleksji.

Źli rodzice nie próbują.

Źli rodzice nie odczuwają winy.

Źli rodzice nie starają się, każdego dnia zrobić wszystkiego, co w ich mocy, by zadbać o rodzinę.

To właśnie dlatego, że jesteśmy dobrymi rodzicami, zastanawiamy się nad swoim zachowaniem, jesteśmy skłoni do refleksji, chcemy coś zmienić, by kolejnego dnia naszej rodzinie żyło się lepiej. I przekornie, to właśnie te rzeczy, które są świadectwem dobrego rodzicielstwa, sprawiają, że jesteśmy sfrustrowani, czujemy się winni, bo jesteśmy świadomi.

poczucie_winy

Jestem złym rodzicem, bo krzycząc szkodzę mojemu dziecku

Świadomość konsekwencji i refleksja to one sprawiają, że łapiemy się na tym, co poszło nie tak. Badania dowodzą, jak wiele szkody w rozwój naszych dzieci niesie krzyk i stres, który się z nim wiąże. Dlatego powinniśmy zrobić wszystko, co w naszej mocy, by pracować nad sposobem wyrażania emocji i samokontrolą. No właśnie pracować, bo to nie jest coś, co pojawi się zaraz po tym, jak podejmiemy takie postanowienie.

Powinniśmy jednak pamiętać, że nauka i zmiana nawyków wymaga czasu i jest nierozerwalnie związana z popełnianiem błędów. Dlatego, jeżeli nie udało Ci się zapanować nad sobą, to nie powód do obwiniania się, tylko moment, by zrobić wszystko, aby naprawić to, co spiep… popsuliśmy 😉

Podrzucę Wam jeden ze sposób, który pozwoli zneutralizować negatywne skutki krzyku.

Nie ma nic odkrywczego w stwierdzeniu, że w każdym zdrowym związku istnieje równowaga pomiędzy pozytywnymi i negatywnymi chwilami. Przeprowadzono badania, które pokazują, że dla każdego negatywnego doświadczenia potrzebnych nam jest pięć pozytywnych interakcji, a wszystko po to, aby utrzymać zdrowe i zrównoważone relacje. Badania te zostały przeprowadzone z udziałem osób dorosłych, będących w związkach, ale zostały sprawdzone i zaadaptowane dla relacji rodzic-dziecko.

Wspomniane pozytywne interakcje nie muszą być niczym wielkim. Wystarczy uśmiech, dotyk, małe gesty, okazanie wsparcia, coś, co was rozśmieszy. Jestem pewna, że w ciągu całego dnia znalazłabym u Was wiele takich małych, ale ważnych gestów. I tak jak zazwyczaj pojawiają się intuicyjnie i spontanicznie, tak po kryzysowej sytuacji warto byśmy je zainicjowali i zrównoważyli całodzienny bilans pozytywnych emocji. To sposób, który pomoże zarówno skrzyczanemu dziecku, jak i rodzicowi.

Więcej na temat metody opartej na współczynniku 5:1 napisałam tutaj oraz tutaj, a o tym, co zrobić, gdy nakrzyczysz na swoje dziecko tu.

Jestem jedynym rodzicem, jakiego znam, który krzyczy na swoje dzieci

Pamiętajcie, nigdy nie wiemy i nie mamy pewności, co się dzieje w czterech ścianach, za zamkniętymi drzwiami. Nie mam zamiaru przytaczać tu konkretnych przykładów na to, jak bardzo pozory potrafią mylić.

 

To, co jest pewne, to to, że każdy rodzic wpada w gniew, ponieważ jesteśmy tylko ludźmi, a gniew, złość, frustracja – emocje – są częścią ludzkiej natury.

Dlatego zapewniam Cię, że nie jesteś jedynym rodzicem, któremu zdarza się nakrzyczeć na swoją pociechę.

Niektórzy rodzice przestają krzyczeć i nigdy nie krzyczą ponownie

Przeświadczenie, że jesteśmy w stanie przestać krzyczeć i nigdy tego nie powtórzyć, jest pułapką, w którą bardzo często wpadamy.

Prawda jest taka, że gdy w naszym życiu większość spraw układa się po naszej myśli, towarzyszy nam tak zwana dobra passa, czujemy się spełnieni i szczęśliwi, to rzeczywiście jesteśmy w stanie nie krzyczeć przez dłuższy czas.

Jednak doskonale wiecie, jak wygląda rzeczywistość… potrafi irytować, przytłaczać, zaskakiwać.

To, co teraz napiszę zabrzmi trochę jak patos, jednak zaryzykuję 😉

Życie może stać się trudne i często takie jest, wtedy również rodzicielstwo nas przygniata i staje się trudniejsze niż kiedykolwiek. Gdy dopada nas ten moment i nie jest tak, jak byśmy chcieli, nasza umiejętność samokontroli jest znacznie osłabiona, wtedy znacznie trudniej (wiem, wiem to słowo pojawia się w tym akapicie za często, ale co zrobić skoro pasuje) jest nad sobą zapanować i łatwiej o podniesiony głos czy krzyk.

Gdy już tak się stanie – przebacz sobie, odpuść winę i zacznij od nowa pracę nad sobą. Zastosuj metodę 5:1.

To, jak reagujemy jako rodzice, jest związane z naszym stanem emocjonalnym, z tym, jak się czujemy ze sobą i otaczającą nas rzeczywistością. Popełnianie błędów jest rzeczą ludzką, ale nie zwalnia nas z “obowiązku” pracy nad swoimi słabościami, tak byśmy mogli stworzyć naszym dzieciom spokojny i bezpieczny dom.

Niemożliwe jest, aby mniej krzyczeć

Można krzyczeć mniej.

Mówię to z takim przekonaniem, ze względu na pracę, którą wykonuję codziennie, sama nad sobą jako mama, ale również, a może przede wszystkim w oparciu o doświadczenie wynikające z pracy z rodzicami. To bardzo budujące móc obserwować zmiany i zacieśnianie relacji w rodzinach, czy czytać komentarze i wiadomości będące dowodem na skuteczność waszych starań:

 

„Dorastałam w domu, gdzie krzyk był na porządku dziennym. To była jedyna forma wyrażania emocji i chyba jedyne emocje, które tak często i tak chętnie wyrażaliśmy. Zakładając własną rodzinę, nie potrafiłam mówić o uczuciach w pozytywny sposób, to ciągle jest moja ogromna praca. Najlepszą motywacją są dla mnie mój mąż i dwuletni synek, którzy już widzą różnicę, sama ją czuję. Codziennie pracuję nad tym, by nie krzyczeć.” – Kasia

jestem_złą_matką

Nie wierz w te mity

JESTEŚ dobrym rodzicem – jesteś wystarczająco dobrym rodzicem.

Nie jesteś jedynym, któremu zdarza się krzyczeć.

Możesz zmniejszyć skutki tej przykrej sytuacji, angażując się w relację ze swoim dzieckiem.

Możesz krzyczeć mniej. Przy sprzyjających warunkach i zaangażowaniu możesz nawet przestać krzyczeć, ale jeśli się nie uda Ci się dotrzymać postanowienia, to nie jest powód, by umniejszać swojej wartości – już przecież wiesz co z tym zrobić i jak się zachować.

To, że raz czy drugi, a nawet dziesiąty Ci się nie uda, nie znaczy, że masz przestać próbować, bo każde starania przynoszą pozytywną zmianę w Tobie i w twojej rodzinie.

Warto się starać dla momentu, w którym uda Ci się zapanować nad sobą, kiedy spojrzysz na swojego szkraba i będziesz niesamowicie dumny z siebie i szczęśliwy, że wypracowałeś w sobie tę umiejętność, znalazłeś siłę i nie „rozładowałeś” na nim skumulowanych emocji.

A wszystko dlatego, że próbujesz, że się nie poddajesz, bo jest rewelacyjnym rodzicem.


Jestem ciekawa Waszych doświadczeń? Jak się czujecie, gdy zdarzy Wam się krzyknąć na swojego szkraba?

Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielcie się tym ze mną w komentarzu. Dla osób komentujących mam niespodziankę 😉 Jednej z Was podaruję książkę “Kiedy Twoja złość krzywdzi dziecko”, którą znajdziecie wśród polecanych przeze mnie pozycji. 

Ściskam,

Karola 

Serdecznie polecam Wam również książki, które wspomogą Was w rodzicielskiej drodze:

Być może zainteresują Was również inne artykuły:

5_mitów_o_krzyczeniu_na_dzieci_o_których_każdy_rodzic_powinien_wiedzieć


wpływ kary na zachowanie, odpowiedzialność za postępowanie, rodzicielstwo bliskości

Dlaczego kara nie uczy Twojego dziecka odpowiedzialności? 8 kroków prowadzących do zmiany zachowania bez zastosowania kary

Po publikacji artykułów "Klaps, klapsik, klapsiczek – co się dzieje kiedy bijesz swoje dziecko", "Jak powiedzieć „NIE” mówiąc „TAK”. 9 faktów, które każdy rodzić powinien znać", "Jak rozmawiać z dzieckiem oraz jak z nim nie rozmawiać", otrzymałam od Was mnóstwo pytań dotyczących tego:

Jak uczyć dziecko odpowiedzialności za swoje zachowanie bez stosowania kar?

Myślę, że w pierwszej kolejności powinniśmy zastanowić się czym jest odpowiedzialność za swoje postępowanie?

Odpowiedzialność za swoje postępowanie

W moim rozumieniu jest to, przyjęcie konsekwencji za swoje zachowanie, w tym zadośćuczynienie z jednoczesnym unikaniem powtórek, niezależnie od tego czy my jako autorytet jesteśmy w pobliżu czy też nie.

Tak naprawdę mówimy o wychowaniu „moralnego dziecka”, które będzie chciało właściwie postępować i czynić dobre uczynki. No właśnie kluczowym wydaje się słowo „chciało” – bo w podejściu, które opisuję nie chodzi o to by dziecko robiło coś ze strachu, tylko świadomie podejmowało dobre decyzje.

Spora część rodziców zakłada, że ​​kara jest tym, co pomaga ludziom w podjęciu decyzji o wykonaniu czegoś dobrego. Idąc tym tokiem myślenia, można przypuszczać, że jeśli nie karzemy naszych dzieci, to będą one dorastały robiąc złe rzeczy...

Niestety, takie rozumowanie stanowi ponurą stronę naszej, ludzkiej natury, duża rola w tym stereotypów i wpojonych na przestrzeni lat pokoleniowych przekonań wychowawczych…

wpływ kary na zachowanie, odpowiedzialność za postępowanie, rodzicielstwo bliskości

Na szczęście przekonanie to jest błędne.

Zastanawiam się nad tym, skąd w ogóle wziął się ten szalony pomysł, że aby zmienić zachowanie dziecka na lepsze, musimy najpierw sprawić by poczuło się gorzej?

Przypomnijmy sobie sytuację, w której czuliśmy się upokorzeni bądź niesprawiedliwie potraktowani. Czy sytuacja ta sprawiła, że byliśmy skłonni do współpracy i chętni do lepszych zachowań?

Kwestia ta jest na tyle istotna i interesująca, że podjęto wiele badań wskazujących na to, że ​

karane ​dzieci są mniej skłonne do dokonywania pozytywnych wyborów moralnych.

Żeby nie pozostać gołosłowną przyjrzyjmy się teraz wpływowi kary na dziecięce zachowanie.

Do czego prowadzi stosowanie kar

  • Kara sprawia, że dziecko koncentruje się na „konsekwencjach” i własnym, negatywnym samopoczuciu, które bez wątpienia odczuwa po jej zastosowaniu. Maluch ignoruje natomiast ważne następstwa swojego negatywnego zachowania, dotyczące innych osób. W efekcie kara sprawia, że dziecko skupia uwagę na sobie, staje się bardziej egocentryczne i mniej empatyczne.
  • Kara sprawia, że ​​dziecko wchodzi w rolę złej osoby, a wszystko nabiera znaczenia samospełniającego się proroctwa, więc prawdopodobieństwo powtórzenia złego zachowania jest większe.
  • To do czego kara prowadzi w najbardziej wyrazisty sposób jest, zwiększenie chęci do jej unikania. W jaki sposób? Otóż nie poprzez zmianę zachowania na lepsze, a poprzez przechytrzenie osoby karzącej. Wniosek nasuwa się sam - kara sprzyja nieuczciwości. 
  • Z perspektywy dziecka kara wiąże się z niesprawiedliwością, której otwarcie maluch się sprzeciwia. W związku z tym, że mimo złożonego wniosku, sprzeciw został oddalony i kara się odbyła, dziecko otrzymuje informację, że prawo i władza leżą w ręku silniejszego. Jak sądzicie, jaki ma to wpływ na prawdopodobieństwo dokonywania moralnie słusznych wyborów?
  • Kara - nawet „czas na wyciszenie - timeout” - osłabia naszą relację z dzieckiem. Pamiętajmy, że nasza więź z maluchem powstaje z codziennych niuansów, drobiazgów, nawet najmniej dostrzegalnych zdarzeń. Zasada jest taka, że im dziecko jest mniej z nami związane, im słabsza więź, tym gorsze będzie jego zachowanie.

wpływ kary na zachowanie, odpowiedzialność za postępowanie, rodzicielstwo bliskości

  • Kara nie pomaga dziecku w uporaniu się z emocjami, które doprowadziły do niewłaściwego zachowania. Są one tylko „spychane” na dalszy plan, po to by gdy tylko pojawi się możliwość pojawić się ponownie i spowodować niepożądane zachowanie.
  • Kara sprawia, że ​​maluch koncentruje się tylko na sobie i obwinia innych za to co go spotkało. Absolutnie nie analizuje i nie myśli o tym, jak jego zachowanie wpłynęło na innych.
  • Kara tworzy zewnętrzne umiejscowienie kontroli - z udziałem autorytetu. Dziecko rzeczywiście przychodzi do rodzica przyznając się do niewłaściwego zachowania – co wygląda jak przyjęcie odpowiedzialności. Postępowanie to wynika bardziej z obawy przed autorytetem=karą, niżeli ze świadomego brania odpowiedzialności za swoje zachowanie, któremu towarzyszy wolny wybór.

Przeprowadzone badania sugerują, że

dzieci, które są karane, wykazują więcej złych, niepożądanych zachowań, - a nie mniej.

Nie jest tak, ponieważ dzieci, które się źle zachowują są częściej karane, a dlatego, że dzieci, które są karane częściej wykazują tendencję do złego zachowania.

Karanie niszczy relację rodzic-dziecko, sprawia, że ​​dziecko przyjmuję defensywną postawę. Egzekwowanie kary i stres z tym związany sprawia, że malucha „zalewa” fala adrenaliny i innych hormonów mobilizujących organizm do walki lub ucieczki, przez co automatycznie organizm wyłącza możliwości rozumowania. Przecież każdy z nas, jak jest zdenerwowany nie jest w stanie racjonalnie myśleć, kierują nami impulsy, a żeby podjąć decyzję, czy odpowiednio zareagować musimy najpierw ochłonąć. Z dziećmi jest analogicznie. Maluchy szybko zapominają o „złym” zachowaniu, które doprowadziło do ​​otrzymanej kary. Są bowiem zbyt zajęte obroną – ucieczką, instynktową „walką o przetrwanie”.

Zatem skoro kara uczy dzieci wyciągania błędnych wniosków, co zmotywuje nasze niepokorne maluchy do właściwego postępowania?

Dobre zachowanie – jak to działa?

Dzieci najwięcej uczą się w praktyce. Najbardziej skutecznym sposobem nauki jest modelowanie i traktowanie ich tak, jak chcemy, żeby one traktowały innych: ze współczuciem i zrozumieniem.

Nasze zachowanie ma proste przełożenie na zachowanie dzieci, jeżeli „częstujemy” je klapsem, karzemy czy krzyczymy uczymy ich niepożądanych, agresywnych metod postępowania z innymi.

„Przecież skoro mama mnie kocha i postępuje w ten sposób w stosunku do mnie, to nie może to być nic złego. Takie zachowanie jest skutecznym sposobem egzekwowania swoich oczekiwań.”

Nawet wspomniany wcześniej „time-out” – tzw. symboliczne porzucenie – to nic innego jak pozostawienie malucha samego ze swoimi wielkimi, przerażającymi uczuciami. Pomyśleć, że postępujemy tak, właśnie wtedy, kiedy potrzebuje nas najbardziej, kiedy sam nie rozumie, dlaczego targają nim takie emocje, czym one są i czy przeminą.

Zamiast tego, jestem zwolenniczką i polecam „Time-In”. To ten moment, podczas którego w niekomfortowej sytuacji, staramy się stworzyć poczucie bezpieczeństwa, zrozumienia i ciepła. Tak, aby pomóc dziecku uporać się i zrozumieć uczucia, które przyczyniły się do jego niewłaściwego zachowania.

Nie jest to proste, przecież tak samo, jak dzieckiem, tak i nami targają gwałtowne emocje. Dajmy sobie chwilę na ochłonięcie, nie traktujmy dziecka jako idealnego obiektu do rozładowania negatywnych emocji. To, że powinniśmy wspierać małego człowieka w doświadczaniu i uczeniu się emocji, nie oznacza, że nie wprowadzamy go w świat norm i społecznych zasad.

wpływ kary na zachowanie, odpowiedzialność za postępowanie, rodzicielstwo bliskości

Jedno drugiego nie wyklucza możemy i powinniśmy jednocześnie zaznaczać i podkreślać granice. Mówiąc o tym czego nie należy robić. „Nie wybiegamy na ulicę, nie bijemy innych dzieci, nie sikamy na dywan, nie zrywamy tulipanów z ogródka sąsiadów, nie dokuczamy psu”, oraz wskazując na to co robić powinniśmy, prezentując prawidłowe wzorce zachowania.
Nie musimy posuwać się do wymierzania kar, by ustanowić granice i nauczyć właściwego postępowania.

Zapewne zwolennicy kar zastanawiają się nad tym w jaki sposób dziecko nauczy się postępowania zgodnie z wyznaczonymi zasadami, bez „dyscyplinowania” go, gdy je złamie?

Przecież przywykliśmy do tego, że należy dać odpowiednią „nauczkę” temu kto nie stosuje się do ustanowionych reguł. Przecież lekki wstrząsik nikomu nie zaszkodził…?

Co zatem zyskujemy hartując spokojnego ducha? Jeśli postępujemy w sposób opanowany (co zdecydowanie nie jest łatwe), bez stwarzania dramatycznych sytuacji, zyskujemy większą akceptację malucha dla postawionych przez nas granic i większą gotowość do wzięcia odpowiedzialności za swoje zachowanie.

Dlaczego? Ponieważ mali obserwatorzy w tak niekomfortowej sytuacji widzą nas, rodziców, jako osoby panujące nad sobą, korzystające z umiejętności samoregulacji. Przez modelowanie uczą się zarządzać swoimi emocjami patrząc w nas, jak w lustro i naśladując.

8 kroków prowadzących do zmiany zachowania bez zastosowania kary

1. Ochłoń - reguluj własne emocje

W ten sposób dzieci uczą się jak zarządzać emocjami. Jesteśmy wzorem do naśladowania. Nie należy działać, gdy jesteśmy zdenerwowani. Głęboki oddech i chwila zwłoki pomogą się uspokoić. Będąc zdenerwowanym ciężko jest oprzeć się impulsowi wymierzenia kary i wpojonemu przez pokolenia wychowawczemu stereotypowi.

2. Wczuj się w uczucia – uruchom empatię

Gdy dziecko jest poddane działaniu adrenaliny i innych hormonów walki lub ucieczki, niczego się nie nauczy.

Zapamiętaj to, zapisz na kartce i powieś na lodówce. Zatem zamiast wykładów, wystarczy, że pobędziesz z nim w tym samym pokoju, do czasu aż emocje opadną, postarasz się zrozumieć co w tej chwili odczuwa mały człowiek. Jeżeli maluch rzuca się i miota, nie próbuj przemówić mu do rozsądku. Wystarczy, że będziesz obok stwarzając bezpieczne warunki sprzyjające rozmowie. Odczujesz, stopniowe rozładowanie emocji i zauważysz większą zdolność „złośnika” do wysłuchania Twoich wskazówek.

3. Daj wsparcie będące nauką

Myślę, że najlepszym sposobem na wyjaśnienie tego „co autor ma myśli” jest odwołanie się do analogii do nauki korzystania z nocnika. Na samym początku nocnikowej przygody jesteśmy bardzo zaangażowani w ten proces. Obserwujemy jak stopniowo maluch bierze coraz większą odpowiedzialność za działanie, aż w końcu jest całkowicie samowystarczalny 😉.

wpływ kary na zachowanie, odpowiedzialność za postępowanie, rodzicielstwo bliskości

Tę samą zasadę stosujemy podczas nauki mówienia „dziękuję”, odrabiania lekcji i wielu, wielu innych rzeczy. Procedury są nieocenione i niezastąpione, ponieważ stanowią fundament do nauki podstawowych umiejętności. Możemy być wściekli, że po raz kolejny dziecko zapomniało rękawiczek, czapki czy książki, jednak pamiętajmy, że krzyki nie pomogą dziecku w zapamiętaniu i nie powielaniu tego błędu.

4. Bądź blisko zanim skorygujesz

Nasze zdanie, zachowanie, zasady mają największy wpływ na małego szkraba wtedy, gdy jesteśmy mu bliscy.

Bliscy, co to oznacza?

Przecież, każdy rodzic jest całym światem dla swojego dziecka… Oczywiście, że tak, jesteśmy dla malucha najważniejszą istotą na ziemi. Jednak mogą nas łączyć z dzieckiem różne rodzaje więzi (na ten temat przeczytasz w innym poście). Dziś wiemy, że tak długo, jak dziecko jest w stanie stworzyć bezpieczną i trwałą więź z rodzicem, będzie w stanie tworzyć zdrowe relacje z innymi ludźmi.

Zatem mając bliską - bezpieczną więź z dzieckiem, jesteśmy dla niego wzorem, który chce naśladować, przy którym chce się rozwijać i od którego chce się uczyć. Najważniejsze byśmy pamiętali, że bardzo często przyczyną złego zachowania dziecka, jest jego negatywne mniemanie o sobie oraz słaba relacja z rodzicem.

Utrzymaj kontakt wzrokowy – nazwij uczucie: „Jesteś teraz bardzo zdenerwowany.”
Połóż rękę na ramieniu – odkryj obawy: „Boisz się powiedzieć mi o ciastkach?”.
Pochyl się do poziomu dziecka i otwórz przestrzeń do rozmowy: „Widzę, że jesteś rozgniewany… Spróbuj mi opowiedzieć czego potrzebujesz.
Weź dziecko na ręce i przytul: „Dziś masz trudniejszy dzień, prawda?”

5. Ustaw granice - z empatią

Tak, jak wspomniałam wcześniej, powinniśmy ustanawiać zasady. Jednak możemy to zrobić z uwzględnieniem perspektywy malucha. Kiedy dzieci czują się zrozumiane, są bardziej skłonne zaakceptować postawione im granice (z resztą któż z nas nie jest 😉). Daj możliwość wyboru bądź wskazówki, co może zrobić, aby zaspokoić swoje potrzeby zgodnie z ustalonymi zasadami.

„Chciałeś, żeby Kasia się przesunęła, dlatego ją popchnąłeś. Nie popychamy. Popychanie boli. Powiedz do niej: Przesuń się proszę.”

 „Nie gryziemy! Jesteś bardzo, bardzo zła, ale musisz powiedzieć swojemu bratu o co Ci chodzi, bez używania zębów.”

„Rozumiem, że chciałabyś dłużej się bawić... trudno jest przestać grać i zacząć się przygotowywać do kąpieli. Przyszła jednak pora, więc chodźmy ...”

„Nie rzucamy piłką w domu. Możesz grać w piłkę na zewnątrz bądź rzucać w domu pluszakami.”

6. Naucz dzieci naprawiania popełnionych błędów

Możemy rozpocząć od najprostszych kwestii, prezentowania dziecku, że każdy sprząta zrobiony przez siebie bałagan. Podając dziecku papierowy ręcznik i pomagając mu zetrzeć rozlane mleko, bez zbędnej dyskusji na ten temat, poniżania, wywoływania poczucia wstydu i winy. Gdy dziecko jest nieco starsze, zasugeruj, że gdy się uspokoi po wcześniejszej kłótni z siostrą, samo może znaleźć sposób na pojednanie: przytulenie, rysunek, propozycja wspólnej gry.

To co chcemy uzyskać, czego nauczyć naszego malucha to wartości płynącej z umiejętności przepraszania i proszenia o wybaczenie. Po raz kolejny najłatwiej i najskuteczniej jest być wzorem, który w konkretnych domowych sytuacjach, odpowiednio się zachowuje.

7. Powiedz - tak.

Dzieci poproszone w odpowiedni sposób, są w stanie dla nas zrobić niemal wszystko. Naszą rolą jest znaleźć formę, która do nich przemówi. Osobiście polecam pracę nad umiejętnością mówienia „tak” zamiast „nie” (pisałam o tym tutaj).

„Tak, to jest pora, by się wykąpać, i TAK pomogę Ci, i TAK możemy zostawić zbudowaną wieżę, i TAK przeczytamy dodatkową bajkę, jeśli się pospieszymy i TAK uwielbiam Cię, i Tak jestem bardzo szczęśliwa, że jestem Twoim rodzicem. TAK, TAK, TAK”

8. Buduj więź każdego dnia

Pamiętaj, że każda interakcja jest okazją zarówno do zbudowania więzi, jak i do jej stopniowego niszczenia. Przynajmniej raz dziennie, odłóż telefon, wyłącz komputer i powiedz dziecku:

„Jestem cała Twoja przez następne 20 minut. Co będziemy robić? Na co masz ochotę?”

wpływ kary na zachowanie, odpowiedzialność za postępowanie, rodzicielstwo bliskości

Wykorzystaj ten czas na wygłupy, przytulanie, rozmowę – bądź rodzicem obecnym w 100%. Po raz kolejny ważna jest jakość spędzonego wspólnie czasu, a nie jego ilość – choć w przypadku dzieci tego czasu nigdy za wiele. Nie mniej jednak zdecydowanie liczy się to jak wykorzystujemy wspólne chwile – twórzmy wartościowe wspomnienia.

Pamiętajmy, że chcąc być częścią dziecięcych wspomnień jutro – musimy być obecni w życiu naszych pociech już dziś.

Warto pamiętać, że do każdego małego człowieka, do każdej rodziny powinniśmy podchodzić indywidualnie. Przeglądając metody wychowawcze wybierajmy te najbardziej odpowiednie dla nas, mające szanse zadziałać w naszej rodzinie i przynieść pożądany efekt.

Podejmując decyzję zachowujmy rozwagę, zróbmy wszystko by był to mądry i odpowiedzialny wybór. Kierując się troską o dziecko, miłością do niego, a nie chęcią odreagowania własnej złości czy frustracji. Stosowane metody powinny być dostosowane do wieku dziecka, stopnia przewinienia. W żadnym razie nie powinny odbierać dziecku godności i poczucia własnej wartości. Uczmy pokazując np. konsekwencje czynów (zniszczysz zabawkę, nie będziesz jej miał).

Wiem, że trudno jest to czytać, jeszcze trudniej wprowadzić w życie, jednak zapewniam Was, że warto zwiększać swoją świadomość, rozwijać w sobie umiejętność widzenia rzeczywistości z perspektywy dziecka oraz zdobywać wiedzę o jego rozwoju.

 

Dodatkowo może Cię zainteresować:

 

W jaki sposób Wy kształtujecie poczucie odpowiedzialności Waszych pociech?

Czy udaje Wam się unikać stosowania kar?

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej wpisu.

Informacje od Was są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi się rozwijać i działają motywująco.

 

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie  😉 .

 

 


aktywne_dziecko_zabawy_na_świezym_powietrzu

Aktywne dziecko. Korzyści i przykłady zabaw na świeżym powietrzu

 

Dzieciństwo to magiczny czas, który powinien upływać pod znakiem niekończących się, beztroskich zabaw. Harce, hulanki, swawole na świeżym powietrzu to najlepsza forma aktywności ruchowej dla dzieci. Gdy do tego dorzucimy wspierające rozwój, odpowiednio dobrane zabawki zyskujemy zestaw doskonały.

Zabawy ruchowe na świeżym powietrzu to źródło wielu zdrowotnych korzyści. Niestety, współcześnie coraz częściej spędzanie wolnego czasu na podwórku, placu zabaw czy na spacerze zastępowane jest graniem w gry komputerowe i oglądaniem telewizji. Tymczasem rodzicielska inicjatywa w połączeniu z propozycją ciekawych zabaw mogą skutecznie zachęcić malucha do aktywnego spędzenia czasu.

Dlaczego przebywanie na świeżym powietrzu jest ważne?

Powietrze to jeden z naturalnych czynników, mających bardzo pozytywny wpływ na rozwój dziecka. Jako rodzice i opiekunowie powinniśmy stwarzać jak najwięcej okazji do przebywania na świeżym powietrzu bez względu na porę roku.
Korzystanie ze świeżego powietrza i słońca to podstawowy warunek higieny układu oddechowego i układu krążenia, które jednocześnie mają wpływ na rozwój układu nerwowego i ruchowego.
Dzieci pozbawione możliwości obcowania z naturą, nie mogą się prawidłowo rozwijać. Jedynie silny deszcz, porywisty wiatr i mróz poniżej –10 st.C uniemożliwiają przebywanie dzieci na dworze.

Korzyści z zabaw na świeżym powietrzu

Zabawy ruchowe mają pozytywny wpływ na ogólny rozwój dziecka. Dotlenianie, słońce, światło i ruch polepszają ogólne funkcjonowanie naszych pociech. Codzienne spacery są świetną nauką radzenia sobie ze zmiennymi temperaturami, co bez wątpienia ma wpływ na wzmocnienie odporności organizmu i zapobieganie przeziębieniom. Ponadto częste przebywanie na dworze, szczególnie w słoneczne dni, pobudza wytwarzanie witaminy D w organizmie, a to z kolei ma pozytywny wpływ na kości i zęby naszych pociech. Badacze z Australii dowodzą, że samo przebywanie na świeżym powietrzu zmniejsza ryzyko krótkowzroczności u dzieci. W obecnych czasach większość z nas cierpi na deficyt witaminy D.

Zapewne nie muszę Wam wspominać o tym, że przebywanie na świeżym powietrzu zaostrza apetyt, jest to jeden z najlepszy sposobów na małego niejadka.

Kolejnym ważnym aspektem aktywności fizycznej jest jej skuteczność w walce z otyłością, cukrzycą i wieloma innymi chorobami. Aktywne spędzanie czasu na świeżym powietrzu pozwala dotlenić i oczyścić organizm z toksyn, spalić nadmiar tkanki tłuszczowej.

Oprócz korzyści zdrowotnych, zabawy na świeżym powietrzu oddziałują zbawiennie na rozwój psychofizyczny. Dzięki dużej liczbie bodźców i doznań nawet zwykły spacer może stać się pożyteczną atrakcją dla dziecka i okazją do poznawania świata. W efekcie dziecko zdobywa wiedzę, doświadczenia i umiejętności. U malucha, który spędza aktywnie czas na dworze, wyostrza się zmysł poznawczy, poprawia się koordynacja ruchowa i kondycja, rozwija się wyobraźnia, a podczas zabaw zespołowych, dzieci uczą się zdrowej rywalizacji. Nie mogę nie wspomnieć o istotnym wpływie aktywności ruchowej na obniżenie poziomu stresu i rozładowanie energii. Sport i każdy rodzaj ruchu sprzyja wydzielaniu endorfin, czyli hormonu szczęścia. Brytyjscy naukowcy stwierdzili, że u osób, które często przebywają na łonie natury, obniża się poziom kortyzolu, ponadto osoby te wykazują większą umiejętność radzenia sobie ze stresem. Stwierdzili także, że już 5 minut aktywności na świeżym powietrzu wystarczy, aby poprawić samopoczucie psychofizyczne zarówno dziecka, jak i osoby dorosłej.

Dla każdego coś dobrego – ciekawe zabawy na świeżym powietrzu

O tym, że zdrowa rodzina to szczęśliwa rodzina, z pewnością nie muszę Was przekonywać. O tym, że ruch to zdrowie, a szczególnie ruch na świeżym powietrzu również. Często jednak bywa tak, że inicjatywa spędzenia czasu na świeżym powietrzu musi wyjść od nas – dorosłych. Któż inny, jak nie my jesteśmy w stanie zaproponować maluchom atrakcyjną zabawę? Na szczęście posiadamy w zanadrzu gry z naszego dzieciństwa, które mimo upływu czasu, dziś są tak samo interesujące, jak przed laty. Co zatem możemy zaproponować? Oto kilka propozycji:

  • zabawa w chowanego,
  • berek
  • raz, dwa, trzy, baba Jaga patrzy
  • ciuciubabka
  • tor przeszkód, np. na placu zabaw
  • zabawa w ciepło – zimno
  • zabawy z piłką, kręglami, szarfami
  • skakanki i gumy do skakania
  • gra w klasy
  • zabawy w piaskownicy
  • jazda na rowerze
  • jazda na jeździkach, hulajnogach, rolkach.

To tylko te najbardziej popularne, a jestem pewna, że znacie ich wiele, wiele więcej.

Praktyka czyni mistrza, a różnorodność poszerza horyzonty

Bardzo ważną kwestią jest stworzenie możliwości, by dziecko miało szansę spróbować, jak największej ilości różnorodnych zabaw, sportów czy gier ruchowych. Jako rodzice nie powinniśmy dzielić zabaw na chłopięce i dziewczęce. Chcąc, jak najlepiej kierować rozwojem swojej pociechy pozwólmy jej próbować i dokonywać wyborów na podstawie własnych preferencji i doświadczeń.

Dzieci powinny uczyć się zdrowej rywalizacji, ponieważ dzięki temu łatwiej im będzie funkcjonować w grupie rówieśniczej. W tym celu warto organizować różnorodne gry zespołowe, np. kręgle, zabawy z piłką, wyścigi i wiele innych. Istnieje mnóstwo zabawek, które są przydatne do tego rodzaju aktywności: worki wyścigowe do skakania, akcesoria do krykieta i golfa, tarcze do rzucania do celu, frisbee, bumerang czy badminton.

zabawy_na_świezym_powietrzu_dzieci
rsz_zabawy_na_świezym_powietrzu
rsz_zabawy_na_świeżym_powietrzu_-_kuba

Dla nas ostatnimi czasy nie ma lepszej zabawy niż gra w piłkę. Gramy w nią na trawie, na plaży, gdzie tylko mamy ochotę. Wykorzystujemy różne formy gry od rzucania i łapania rękoma po tradycyjne kopanie piłki. Zabawa ta pozwala rozwijać zmysł obserwacji, refleksu, a także umiejętność przewidywania i współpracy w zespole. Prócz tego, mali zawodnicy ćwiczą wytrzymałość oraz szybkość. To tylko niektóre umiejętności, które rozwija się dzięki zabawie z piłką. Na pewno dodatkową zachętą do gry i urozmaiceniem będą bramki. Niezależnie czy wykonami jest sami, czy zakupimy w zestawie.

Skakanka, gumy do skakania, czy skoczek, to świetny pomysł na zabawę zarówno dla dziewczynek, jak i chłopców, bez względu na wiek. Aktywność ruchowa przy użyciu tych zabawek rozwija wszystkie grupy mięśniowe, poprawia kondycję, zwinność i skoczność. Gumy do skakania to także doskonały pomysł na zabawę w grupie.

Rzucanie do celu. Tego typu gry zręcznościowe wspomagają rozwój koncentracji i koordynacji ruchowej. Naszą ulubioną grą tego typu jest rzucanie do celu sznurkową obręczą. Niełatwym zadaniem jest rzucenie sznurkowego pierścienia tak, aby zaczepił się na drewnianych bolcach. To nie lada wyzwanie – dla dużych i małych graczy.

zabawy_na_świezym_powietrzu_rzut_3
zabawy_na_świezym_powietrzu_rzuty_2
zabawy_na_świezym_powietrzu_rzut
zabawy_na_świezym_powietrzu_rzut_4

Przemieszczanie się na różnych pojazdach jeno i dwuśladowych. Tu mam na myśli wspomniane wcześniej rowery, jeździki, hulajnogi, deskorolki czy rolki. Od niedawna serce mojego przedszkolaka skradł Rotini, niepozorny pojazd czterokołowy. Dziecko jeżdżąc na nim, uczy się utrzymywania równowagi, koordynacji ruchowej i zręczności. Poprawia ogólne umiejętności motoryczne.

aktywne_dziecko_zabawy_na_świezym_powietrzu_rotini
rotini

Zabawa w piasku to ulubione zajęcie każdego malucha. Kolorowe łopatki, grabki, wiaderka i foremki to podstawa udanej zabawy. W ten sposób można spędzać czas samodzielnie lub w grupie z przyjaciółmi. Stawianie babek z piasku, budowanie zamków, kopanie tuneli to tylko niektóre z możliwości, jakie dają zabawki do piaskownicy. Dzięki nim dziecko doskonale rozwija swoją wyobraźnię oraz zdolności manualne. Różnorodne akcesoria do zabawy w piasku świetnie sprawdzą się nie tylko w przydomowej piaskownicy, ale także na plaży.

zabawy_na_świezym_powietrzu_w_piasku_1
rsz_zabawy_na_świezym_powietrzu_w_piasku
zabawy_na_świezym_powietrzu_w_piasku_3
zabawy_na_świezym_powietrzu_w_piasku_2
rsz_zabawy_na_świezym_powietrzu_w_piasku_4

Hamaki, huśtawki i trampoliny to doskonałe propozycje dla żywiołowych dzieci. Podczas bujania się i skakania mogą spożytkować nadmiar energii, ale też poprawić swoją kondycję i koordynację ruchową.

Możliwości zabaw na świeżym powietrzu jest mnóstwo, ograniczeniem może być tylko wyobraźnia.

Aktywny rodzic – aktywne dziecko

Nie ma nic przyjemniejszego niż bycie wzorem dla własnego dziecka. Dzieci uczą się głównie przez modelowanie, czyli przez obserwowanie otaczającego je świata. Zatem najlepszym sposobem na zakrzewienie w dziecku upodobania do aktywnego spędzania czasu jest wspólny, rodzinny udział w proponowanych zabawach. Zachowanie rodziców jest dla dzieci inspiracją do podejmowania własnych działań. Jak wiadomo, aktywni rodzice wychowują aktywne dzieci. Wyniki badań wskazują, że zainteresowanie aktywnością dziecka, wspieranie jego naturalnej potrzeby ruchu i zabawy, wiara w jego umiejętności sprawiają, że dziecko odczuwa większą przyjemność ze swojej aktywności, ma poczucie sprawstwa i siły. Dzieci z rodzin aktywnych fizycznie mają 10-krotnie mniejsze ryzyko, aby zachorować na cukrzycę, choroby układu krwionośnego, nowotwory czy inne choroby cywilizacyjne. Dzieci, które aktywnie spędzają czas wolny, mają większą szansę na osiąganie lepszych wyników w nauce, a co za tym idzie – łatwiej im będzie w przyszłości znaleźć satysfakcjonującą pracę.

Bezsprzecznym atutem aktywności na świeżym powietrzu jest pogłębianie relacji rodzic-dziecko, wzmacnianie więzi rodzinnych. Spędzając razem czas, a nie „obok siebie”, bez zbędnej technologii, mamy wreszcie czas na rozmowy i słuchanie siebie nawzajem. Niepokojącymi są wyniki badań mówiące o tym, że jeżeli dziecko ma od 3 do 16 lat, to z 76% prawdopodobieństwem można przyjąć, że właśnie siedzi przed ekranem telewizora lub komputera. Wspólne spędzanie czasu wolnego, aktywnie i na świeżym powietrzu, buduje relacje rodzinne, sprawia, że wzrasta w nas poczucie bezpieczeństwa i przynależności do rodziny oraz identyfikacji z nią. Może być także świetnym sposobem na oswajanie różnych, nowych emocji, budowanie pewności siebie. Spędzając czas razem, dzielimy się doświadczeniami i kolekcjonujemy wspólne przeżycia.

Mam dla Was niespodziankę  ;-)  10% rabatu  na zakupy w sklepie Hoplik. Jedyne co musicie zrobić, to przy zakupach wpisać kod:  HoplikOdnova . Rabat jest ważny do 25.08 ;-)

 

W jaki sposób Wy spędzacie czas na świeżym powietrzu? W komentarzu pod tekstem podzielcie się Waszymi ulubionymi zabawami.


dlaczego masz ochotę zjeść swoje dziecko

Masz ochotę schrupać swoje dziecko? Sprawdź dlaczego

Jestem pewna, że nie tylko mnie dotyczy ta dziwna „przypadłość” powtarzającej się chęci „schrupania”, któregoś z moich synów. Któż z nas potrafi oprzeć się nieodpartej chęci uściskania malucha, mając w zasięgu wzroku pulchniutkie stópki, małe paluszki, pyzate policzki, czy skręcone niczym sprężynki włoski? No ja nie jestem w stanie usiedzieć na miejscu i tylko napawać się tym cudnym widokiem. Nawet teraz na samą myśl doznaję szczękościsku 😉.

Też tak macie?
Wiedziałam, że tak.

Na szczęście nie jesteśmy odosobnieni. Odczucia te towarzyszą większości rodziców i mają swoje biologiczne uzasadnienie - sprawiają, że stajemy się „lepszymi” rodzicami.

schrupać - dlaczego masz ochotę schrupać swoje dziecko

Zjawisko to otrzymało miano „słodkiej agresji” i stało się tematem kilku badań naukowych.

Zobaczmy zatem, dlaczego chcemy zjeść słodkiego malucha.

Zaraz Cię zjem

Zapewne niejednokrotnie słyszeliście sformułowanie padające z ust babci, cioci czy ekspedientki w sklepie: „on jest tak słodki, że mam ochotę go schrupać”. Wszystko fajnie, jeżeli to odczucie dotyczy nas i naszego, własnego dziecka, ale dlaczego „postronne” osoby doświadczają podobnych odczuć?

Z jednej strony to dziwne, ale jednocześnie naturalne – głównym winowajcą jest matka natura - i dziecięcy zapach.

Biologia zadbała o bezpieczeństwo maluszka, nie bez przyczyny rozczula nas on swoim wyglądem. Zwróćcie uwagę na cechy postaci z ukochanych bajek Disneya - wysokie, zaokrąglone czoło, mały, zadarty nosek, duże oczka, pucułowate policzki, zaokrąglone rączki – autorzy wiedzą w jaki sposób zadziałać na widza, by bohaterowie zostali obdarzeni sympatią. Wymienione cechy to, to co nas rozbraja i rozczula w małych dzieciach, to, to co sprawia, że nie potrafimy się im oprzeć i jesteśmy skłonni wybaczyć im wszystko.

Według ekspertów instynktowne zachowania dorosłych są wsparciem w procesie budowania więzi, zapewnieniu bezpieczeństwa maluchowi i rodzicielskiej regulacji emocjonalnej.

Skąd oni to wiedzą?

Potwierdzenie powyższego znajduje się w wynikach badań opublikowanych na łamach czasopisma Frontiers in Psychology wskazują one, że zapach niemowlęcia wywołuje w mózgu młodych matek silną reakcję podobną do chęci zaspokojenia głodu pojawiającej się na widok apetycznej, aromatycznej, ulubionej potrawy.

Widzicie to oczami wyobraźni? Trudno się opanować prawda?

Nie będę przytaczała szczegółów wspomnianego eksperymentu, które znajdziecie tutaj, przejdę natomiast do konkretów. W badaniu uczestniczyło 30 kobiet, które przydzielono do dwóch 15 osobowych grup. W pierwszej były młode matki, w drugiej natomiast bezdzietne kobiety. Wszystkim podawano do wąchania zapach pobrany z piżamek 18 dniowych noworodków. I następnie prowadzono obserwację. Czego? Tym razem nie zachowania, choć może i na jego podstawie można byłoby wysnuć jakieś wnioski. 😉 Obserwowano natomiast aktywność ich mózgu, wykorzystano do tego obraz rezonansu magnetycznego.

Mózg prawdę Ci powie…

I czego się dowiedziano? Po przeanalizowaniu wyników skanów okazało się, że u młodych matek zapach wywoływał zauważalnie silniejszą reakcję niż u kobiet bezdzietnych. Zmiany widoczne były w obszarze mózgu związanym z układem nagrody, odpowiadającym za odczuwanie przyjemności. Aktywność tego rejonu, związana jest z wydzielaniem dopaminy, ta natomiast ma istotne znaczenie dla utrwalania zachowań prowadzących do odczuwania satysfakcji i przyjemności np. z zaspokajania apetytu, uzależnienia od nikotyny, alkoholu czy narkotyków.

Wąchaj, wąchaj a wywąchasz…

Zapach wydaje się odgrywać ważną rolę w budowaniu więzi pomiędzy matką a dzieckiem. Po spędzeniu zaledwie godziny z noworodkiem, 90% matek jest w stanie rozpoznać swoje dziecko na podstawie zapachu. Nawet kupa naszego malucha wydaje się mniej… intensywnie „pachnieć”.

Można rzec, że matczyna miłość unosi się w powietrzu 😉

Na tym jednak nie koniec… Wspomniałam wcześniej o zjawisku tzw. „słodkiej agresji”, to właśnie jemu poświęcone było kolejne badanie…

zapach dziecka - dlaczego masz ochotę schrupać swoje dziecko

Przytulać do utraty tchu

The Association of Psychology Science opublikowało badanie dotyczące fali uczuć zalewających nas podczas kontaktu z małych dzieckiem.

Kojarzycie ten moment, kiedy macie ochotę tak mocno przytulić malucha, że niemal byście go zgnietli? Oczywiście tego nie robicie. Jednak bez wątpienia takie odczucia się pojawiają i nie są wam obce.

Dlaczego tak się dzieje i czemu to służy?

Zjawisko to wspomaga regulację emocji i jest tożsame z tym, co dzieje się z naszym organizmem, gdy płaczemy z radości. Wtedy to pozornie negatywna odpowiedź pojawia się w związku z bardzo pozytywnymi doświadczeniami. Co ciekawe, efekt ten widoczny jest również w przeciwnym kontekście, gdzie w sytuacjach silnego stresu czy złości reagujemy śmiechem.

Odpowiedź jest następująca, „słodka agresja” pomogła nam zrównoważyć emocje, które w dłuższej perspektywie byłyby dla nas przytłaczające. Jak mówi znane nam przysłowie: „co za dużo to niezdrowo” tak, też jest w tym przypadku nadmiar szkodzi nawet jeśli dotyczy „emocjonalnego haju”.

Masz ochotę schrupać swoje dziecko – to normalne

Celem obu badań było lepsze zrozumienie międzyludzkich relacji i stanów emocjonalnych, towarzyszących młodym matkom.

Pozornie może się wydawać, że naukowcy mają za dużo wolnego czasu, że zajmują się takimi „pierdołami”. Powinniśmy jednak posłużyć się stwierdzeniem, że „nie ma głupich pytań”, a spostrzeżenia uzyskane w efekcie tych badań są niezwykle cenne, gdyż pozwalają przyjrzeć się ludzkiej emocjonalności, temu, w jaki sposób wyrażamy i regulujemy swoje emocje. Ma to istotny wpływ na nasze zdrowie psychiczne, fizyczne, a w konsekwencji na budowanie relacji z innymi, współprace i inne społeczne umiejętności.

Zarówno chęć zjedzenia dziecka, jak i „słodka agresja” są powszechne, normalne i zdrowe. Stanowią jeden z mechanizmów przystosowawczych, pozwalających nam wrócić do emocjonalnej równowagi. Dodatkowo przyczyniają się do budowania bliskości między rodzicem a dzieckiem będącej fundamentem rozwoju małego człowieka. Umiłowanie do zapachu maleństwa pozwala młodej mamie szybciej odnaleźć się w nowej, życiowej roli.

Badania wskazują jednoznacznie, że rodzice odczuwający wspomniane wcześniej - skrajne emocje w stosunku do swoich dzieci, dokonują autoregulacji, dzięki czemu zachowują większe opanowanie i łatwiej rozpoznają potrzeby swoich pociech.

Ciekawa jestem czy w taki sam sposób reagowaliby tatusiowie. Obserwując mojego męża, brata czy tatę mogłabym stwierdzić, że tak – jednak to trochę zbyt mała próba 😉.

Jak jest waszym zdaniem?
Czy Wy również macie ochotę schrupać swojego maluszka?
Podzielcie się ze mną swoimi doświadczeniami w komentarzach pod wpisem.

Może zainteresuje Was również:

Leworęczność – błogosławieństwo czy przekleństwo?

Leworęczność u dzieci. Jak rozpoznać rodzaj lateralizacji i efektywnie wspierać dziecko w rozwoju? Przykłady ćwiczeń.

Czym są napady złości u małego dziecka? 11 wskazówek na zapobieganie i zminimalizowanie agresji u malucha

Nie, Twoja inteligencja nie pochodzi wyłącznie od mamy

 

Do napisania,

Karola


agresja, napady złości, agresywne dziecko

Czym są napady złości u małego dziecka? 11 wskazówek na zapobieganie i zminimalizowanie agresji u malucha

 

To znowu ten dzień, kiedy Twój maluch wpada w furię i nic nie wskazuje na to, żeby kiedykolwiek miała się skończyć. Krzyki o ponad dźwiękowych częstotliwościach, małe rączki robiące wszystko, żeby Cię trafić, dobrze, że tym razem nie było rzutu na podłogę – słowem dziki szał. To ten moment, kiedy masz wrażenie, że wyjdziesz z siebie, że wyczerpały Ci się wszystkie pomysły na opanowanie tej sytuacji? Musi istnieć jakiś sposób…

Zanim przejdziemy do działania, najpierw postarajmy się zrozumieć, dlaczego nasze dziecko tak się zachowuje.

Rozwój dziecka vs napady złości

Napady złości i agresywne zachowania są stresujące zarówno dla dorosłych, jak i dzieci. Musimy pamiętać o tym, że są one naturalną częścią wczesnego rozwoju malucha. To jak często się pojawiają, z jaką intensywnością występują oraz jak długo trwają jest indywidualne dla każdego dziecka.  Małe dzieci i przedszkolaki są w początkowej fazie nauki komunikowania się ze światem, w drugim roku życia rozwijają swoje umiejętności językowe. Ponieważ nie potrafią jeszcze wyrazić, co czują, czego chcą lub potrzebują zaczynają się denerwować – frustruje je to do tego stopnia, że wpadają w furię.

Dodajmy do tego jeszcze fakt niedojrzałości układu emocjonalnego oraz brak umiejętności społecznych i przepis na instynktowną reakcję fizyczną gotowy (czyli bicie, kopanie, gryzienie, ciągnięcie za włosy, rzucanie przedmiotami, wstrzymywanie oddechu, rzucanie się na podłogę, tupanie, uderzanie pięściami w podłogę oraz krzyczenie…o czymś zapomniałam?). Te niechciane zachowania pojawiają się w sytuacjach, w których dzieci są sfrustrowane, złe, głodne, przestraszone, lub po prostu zmęczone (więcej na temat dziecięcej emocjonalności pisałam tutaj).

Tego robić nie powinniśmy…

Najgorszą rzeczą, którą możemy zrobić w takiej sytuacji to ukarać dziecko, wymierzanie „klapsa” jest absolutnie niedopuszczalne. Zauważyliście jak bardzo jest to absurdalne? Jak można wygaszać agresywne zachowanie u dziecka – samemu zachowując się agresywnie? Powiedzmy sobie wprost, przemocą fizyczną agresji nie stłumimy.

agresja, napady złości, agresywne dziecko

Koncepcja stosowania kary fizycznej, czy wyciągania jakichkolwiek konsekwencji w celu zwalczenia agresywnych zachowań u dziecka jest oparta na błędnym założeniu. Co mam na myśli? Mianowicie to, że karząc dziecko zakładamy, iż ma ono zdolność do namysłu, działania z premedytacją, do analizy sytuacji i przewidywania konsekwencji: „jeśli uderzę, będę miał kłopoty, dlatego nie zrobię tego”.

Prawda jest taka, że kora przedczołowa, odpowiedzialna za rozumowanie, logikę i przezorność u niemowląt oraz dzieci w wieku przedszkolnym nie jest jeszcze w pełni rozwinięta – nastąpi to dopiero około 20 roku życia. Małe dzieci działają instynktownie i impulsywnie, nawet jeśli nie są zestresowane, zwyczajnie nie są przygotowane do samokontroli.

Jedyną odpowiedzią na napad złości malucha powinna być łagodna reakcja, która nie będzie potęgowała agresywnych zachowań. Wiem, że to brzmi nierealnie, bo będąc w trudnej sytuacji ciężko jest zapanować nad własnymi emocjami, ale warto podjąć ten wysiłek dla zdrowotności całej rodzinnej społeczności (o konsekwencjach bicia dzieci przeczytasz tu).

Zatem w jaki sposób zapobiegać agresji?
Wdrażając poniższe sugestie.

11 wskazówek prowadzących do pokojowego funkcjonowania z maluchem

  1. Poświęć dziecku całą swoją uwagę. O ile to możliwe, nie używaj urządzeń elektronicznych, gdy jesteś ze swoim maluchem. Słuchaj uważnie, kiedy się do Ciebie zwraca i reaguj na jego prośby. Dzięki temu nie będzie musiało posuwać się do złości i agresji by zwrócić Twoją uwagę.
  2. Tul swoje dziecko tak często, jak to możliwe. Zapewnij ciepło, bliskość w ciągu całego dnia – okazuj swoje uczucia.
  3. Utrzymuj stały rytm dnia – harmonogram poszczególnych działań - zabawa, drzemka i jedzenie. Niezawodny terminarz pomaga dziecku poczuć, że świat jest bezpieczny i przewidywalny. Dzięki temu maluch będzie spokojniejszy.
  4. Pozwalaj na dokonywanie drobnych wyborów. Stwórz sytuacje w których dziecko będzie miało kontrole nad tym co robicie. Np "Nadszedł czas, aby odstawić swoje buty na miejsce. Zrobisz to sam, czy mam Ci pomóc?", „Wybierz książkę, którą będziemy czytać”.
  5. Zapewnij różne rodzaje stymulacji. Czasami dziecięca agresja jest odzwierciedleniem nudy. Upewnij się, że mały ma dostęp do różnorodnych bodźców: dźwiękowych (muzycznych), fizycznych (dotyk, przytulanie), intelektualnych, społecznych…
  6. Zorganizuj aktywne zabawy. Dwulatek dziennie potrzebuje trzech godzin aktywnego wysiłku fizycznego. Najlepiej, gdyby spora część miała miejsce na zewnątrz. Agresywne zachowanie czasem odzwierciedla potrzebę większej aktywności fizycznej.
  7. Stwórz harmonijne otoczenie. Dzieci naśladują to, co dzieje się wokół nich. Zastanów się, jak wygląda jego otoczenie. Czy jest świadkiem agresywnego zachowania innych dzieci, które w ten sposób egzekwują to czego chcą? Jaka jest sytuacja w domu? Czy maluch ma podstawy do obaw i napięcia na, które reaguje napadami złości?
  8. Zabawa w role – pokazuj alternatywne zachowania. W wolnej chwili, w spokojny i łagodny sposób ponownie przedyskutujcie niedawny incydent. Zastanówcie się razem nad innymi zachowaniami niż przemoc, agresja, lub napady złości. Zastąpcie je odpowiednim słowem o pisującym tamto uczucie czy potrzebę.

    komunikacja z dzieckiem

  9. Stwórz listę kontrolną - dobrych alternatywnych sposobów radzenia sobie z agresją np.:
  • Mówimy o swoich uczuciach. (Pomóż dziecku nauczyć się używać słów zamiast siły)
  • Odchodzimy na chwilę by ochłonąć. (Naucz dziecko, że zawsze może odejść, kiedy poczuje, że ktoś je źle traktuje.)
  • Gdy tego potrzebujemy przechodzimy do swojej zacisznej kryjówki. (Zorganizuj specjalne miejsce, gdzie dziecko będzie mogło przejść, kiedy poczuje, że chce kogoś z domowników uderzyć. Niech to będzie schronienie z ulubionymi książkami, zabawkami, maskotkami czy kocykiem. Kiedy spostrzeżesz, że jest agresywne możesz zapytać, czy chce przejść do kryjówki, ale nigdy nie wysyłaj go tam za karę. To ma być miejsce kojarzone z pozytywnymi emocjami, gdzie można zebrać swoje myśli i zyskać kontrole nad swoimi emocjami).
  • Ruszamy się. (Niektóre maluchy korzystają z alternatywy wobec agresji fizycznej. Niech aktywność stanie się Waszą rutyną. Obejmować może ona również uderzenia w poduszkę, tupanie nogami naśladujące słonia lub żołnierzy, szalony taniec).
  • Spokojnie oddychamy. (Głębokie oddechy pozwalają się uspokoić. Oddychanie może przyjąć formę zabawy, gdzie smok wraz z wydechem zieje ogniem. Można powiedzieć dziecku, że w ten sposób pozbywamy się złości).
  • Gdy tego potrzebujemy prosimy o pomoc. (Wprowadź w domu zasadę, że zawsze, gdy pojawi się chęć „przyłożenia komuś” prosimy o wsparcie. Prośba ta może być wyrażona w formie tajnego hasła „czas na misie tulisie”, bądź poproszenie wprost „przytul mnie”, „pomocy nie mogę się uspokoić” – może to być cokolwiek, co dla Was obojga będzie miało to samo znaczenie. Jako rodzice musimy uważnie słuchać tego, co się dzieje i reagować na potrzeby malucha.
  1. Dbajmy o siebie. Najlepszym sposobem, aby nauczyć dziecko regulowania własnych emocji i zachowań jest stworzenie wzoru do naśladowania. Bądźmy dla niego odzwierciedleniem właściwych zachowań, pokazujmy i nazywajmy poszczególne emocje. Znajdźmy sposoby zarządzania własnymi emocjami, dzięki czemu zachowamy spokój, dystans i odpowiednie reakcje. Gniew i krzyk są również formą agresji – równoznaczną z zastraszaniem małego człowieka, dlatego wystrzegajmy się ich, jak ognia.
  2. Skorzystaj z pomocy. Niektóre dzieci mające problemy z gniewem i agresywnym zachowaniem potrzebują profesjonalnej pomocy. Nie należy obawiać się konsultacji ze specjalistą, który sprawdzi podłoże napadów złości, wykluczy inne problemy zdrowotne.

„Szał, dziki szał” - jak reagować w sytuacji kryzysowej

Gdy dziecko staje się gwałtowne, to jeden z tych momentów, kiedy mamy wrażenie, że przechodzimy jakiś skomplikowany test z rodzicielstwa. To co musimy zrobić, to pomóc maluchowi zrozumieć i wyrazić uczucia i myśli (to trochę, jak zabawa w wróżkę, ale od czego mamy nasz instynkt rodzicielski?).

Cztery kroki do zatrzymywania dziecięcej agresji

  1. Stop klatka - zatrzymaj agresywne zachowanie.

W delikatny i zarazem stanowczy sposób zatrzymaj agresywne zachowanie dziecka.  Jeśli jesteś w sytuacji, w której dostajesz „bęcki” bądź maluch stara się Ciebie trafić – obejmij go na tyle mocno by uniemożliwić uderzanie. Pamiętaj, że dziecko jest w takim stanie emocjonalnym, że gdyby było w posiadaniu naładowanego pistoletu to nie zawahałoby się go użyć ;-).  Bicie, drapanie, kopanie, gryzienie niczym się nie różnią od wystrzału z pistoletu. Ręce, paznokcie, zęby i stopy są dostępną dla niego bronią. Naszym zadaniem, niczym negocjatorów jest rozbroić małego terrorystę. To nie będzie przysłowiowa bułka z masłem, a na efekty będziemy musieli poczekać. Jednak to zadanie, z którym większość z nas - rodziców musi się zmierzyć. Musimy nauczyć małego człowieka zachowań, którymi zastąpi wspomniane strzelanie z pistoletu.

agresja, napady złości, agresywne dziecko

  1. Bezpieczna przystań - zapewnij prywatność.

Jeżeli cała akcja pt. „wściekły maluch w natarciu” dzieje się w towarzystwie innych osób zabierz dziecko w ustronne miejsce (tak, to może oznaczać, że zabierasz je krzyczące i szamoczące się). Znajdź cichy zakątek w sklepie, na parkingu lub osobne pomieszczenie w domu – mogłabym wymieniać w nieskończoność, bo przecież dziecięca emocjonalność nie zna pojęcia „niestosownego miejsca” bądź „nieodpowiedniego momentu” dlatego nie znamy dnia ni godziny…

To służy trzem celom. Daje dziecku szansę uspokojenia się w odosobnieniu od „niemiłej” sytuacji. Tobie daje możliwość poradzenia sobie z tą sytuacją z dala od oceniającego wzroku innych osób (których dziecko zapewne nigdy by się w TAKI sposób nie zachowało…). Pozwala także dziecku na zachowanie godności, ponieważ nawet dla niego ta sytuacja jest zawstydzająca.

  1. Wspólna komunikacja - pomóż dziecku używać słów (zamiast rąk, paznokci, stóp czy zębów).

No dobrze zatem publiczne wstępy mamy za sobą, jesteśmy w odpowiednim miejscu…co dalej? W dalszym ciągu obejmując dziecko (stanowczo i zarazem delikatnie), powstrzymując je przed biciem, szarpaniem, drapaniem itd. Utrzymując kontakt wzrokowy mówimy pewnie i spokojnie, bez gniewu, zniecierpliwienia czy rozdrażnienia w głosie (to dopiero nazywa się praca nad samym sobą): "W naszej rodzinie nie bijemy siebie nawzajem", „Używanie siły niczemu dobremu nie służy”, „Bicie boli” mówimy, jak do dorosłej osoby.  Oznacza to, że bez względu na to co czujesz: złość, wstyd, zmartwienie, cokolwiek… to jest ten czas, kiedy musisz działać jak dobry rodzic – miły, spokojny i silny – dający poczucie bezpieczeństwa i ukojenie dla skołatanych, dziecięcych nerwów (kilka wskazówek dotyczących sposobów rozmowy z dzieckiem znajdziesz tutajtutaj i tu)

  1. Na zakończenie – rodzinny rachunek sumienia

Gdy dziecko się uspokoiło, a od wydarzenia nie minęło zbyt dużo czasu (w ciągu pierwszych 30 minut – o ile jest to możliwe) przeprowadzamy krótką pogadankę o tym, co się wydarzyło. Podczas rozmowy mówimy co myślimy o zaistniałej sytuacji, że "bicie nie jest w porządku”, „bijąc wyrządzasz krzywdę” itd. Musimy powiedzieć, dziecku o swoich uczuciach. Gdy posiadamy ślad po uderzeniu czy zadrapaniu pokażmy je maluchowi. Zademonstrujmy rozwiązanie –  możliwości właściwego postępowania: „Kochanie staraj się używać słów, aby powiedzieć, jak się czujesz. Zamiast bicia, możesz powiedzieć "Jestem zmęczony mamo." albo "Mamo burczy mi w brzuszku" lub "Mamusiu, koniecznie musisz mnie wysłuchać właśnie teraz".

agresja, napady złości, agresywne dziecko

Pamiętajmy jednak, że napady złości i agresywne zachowania to naturalny etap rozwoju dziecka, zwykle nie powinny być powodem do niepokoju. Dzieci wraz z wiekiem nabywają umiejętność samokontroli, uczą się współpracy z innymi, komunikowania się i radzenia sobie z frustracjami. Mniej frustracji i większa kontrola to mniej napadów złości – i tym samym spokój i szczęście rodziców.

Jakiś czas temu podobny tekst napisałam gościnnie dla portalu rodzicielskiego Mądrzy Rodzice znajdziecie go o tu 😉.

Jakie są Wasze sposoby na agresywne zachowanie dziecka? Czy Wasze maluchy miewały napady złości?

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej wpisu.

Informacje od Was są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi się rozwijać i działają motywująco.

Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz, że może być przydatny, to udostępnij go swoim znajomym na Facebook'u.

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie  ;-) .

 

 

 


pierwsze buty, stopa dziecka, bobux, attipas

Pierwsze buty – o tym co tak naprawdę jest ważne dla zdrowego rozwoju stopy dziecka

Dzisiejszy wpis jest odpowiedzią na kierowane przez Was pytania dotyczące dziecięcych stópek. Ci z Was, którzy znają mnie już trochę lepiej, wiedzą, że jestem nie tylko psychologiem, ale również fizjoterapeutą. To pewnie ta świadoma część Was poprosiła mnie o kilka zdań w tym temacie, co niniejszym czynię z ogromną przyjemnością.
Nie zamierzam się mądrzyć, dołożę jedynie wszelkich starań by zwrócić Waszą uwagę na kilka bardzo istotnych faktów z zakresu rozwoju dziecięcej stópki i pokaże Wam nasze „stopelkowe” wybory.

Zdrowy rozwój stopy - czyli jaki?

Ciężko jest się odnaleźć w takim natłoku różnorodnych informacji dotyczących pielęgnacji, profilaktyki i leczenia stóp, która z nich jest prawdziwa, a która to zwyczajny marketingowy chwyt. Dodatkowym utrudnieniem jest "bałagan" panujący wśród kadry medycznej, polegający na braku jednoznacznego stanowiska, kiedy coś mieści się w normie, a kiedy już nie. Na domiar złego powielane są ciągle żywe, średniowieczne pomysły, żeby zakładać prawy but na lewą stopę i odwrotnie…

Przecież można sobie "strzelić w łeb", a stopy jak były koślawe, tak koślawe zostaną 😉.

To co w takich sytuacjach nam pozostaje to zdrowy rozsądek i uważna analiza dynamiki, charakterystyki rozwoju i dojrzewania naszych pociech.

Na co zatem powinniśmy zwrócić uwagę?

Dzieci, kiedy uczą się stawać i chodzić mają prawo układać swoje stopy w najbardziej wymyślny sposób. Nasza rola natomiast to obserwowanie stopniowej poprawy zarówno w zakresie ilości zdobywanych umiejętności, jak i ich jakości.

Tylko spokój i cierpliwość są naszymi najlepszymi doradcami. W jakim sensie?

Tak naprawdę w każdym 😉.

pierwsze buty, stopa dziecka, bobux, attipas

Jako rodzice wyczekujemy: kiedy maluszek będzie się obracał z pleców na brzuszek, kolejnym kamieniem milowym jest siedzenie, czworakowanie itd. Porównujemy naszego malca z rówieśnikami. Sami narzucamy niezdrowy pośpiech i ulegamy chęci pionizowania, sadzania, stawiania, prowadzenia za ręce zanim aparat ruchu maluchów wystarczająco się przygotuje do takich aktywności. Mam na myśli reakcje równoważne i możliwości adaptowania się do zmiany pozycji.

Jaki jest efekt naszego pośpiechu?

Niewłaściwe ustawianie stóp na przyśrodkowej stronie (np. z podwiniętymi paluszkami), na palcach, jedna stopa na palcach, druga na stronie przyśrodkowej itp.

Na szczęście w większości są to naturalne procesy adaptacyjne, które mijają samoistnie i są elementem dojrzewania aparatu ruchu.

To właśnie ten moment, kiedy my – rodzice nie powinniśmy ograniczać małym stopom możliwości kształtowania swych umiejętności w "polowych warunkach" zakładając z uporem maniaka niewłaściwe, choć bardzo często piękne, "pseudo buty do nauki chodzenia"…

Gdy tak na chłodno się nad tym zastanowimy, to w jaki sposób dzieci mają nauczyć się odpowiedniego obciążania stopy, przenoszenia ciężaru ciała, czucia podłoża i reakcji równoważnych, kiedy mają na nodze betonowe, sztywne buciory, pozbawiające możliwości zdobywania niezbędnych doświadczeń sensomotorycznych – w wolnym tłumaczeniu 😉 – metody prób i błędów.

pierwsze buty, stopa dziecka, bobux, attipas

To o czym powinniśmy pamiętać to niepodważalna zasada, że uczymy się chodzić na boso, kiedy i gdzie to tylko możliwe. Jeżeli warunki domowe wydają się być niesprzyjające, ponieważ podłoga jest chłodna i śliska, to jedyne co powinniśmy zakładać na stopę to przylegające do niej skarpety z systemem antypoślizgowym, albo bez niego. Niech nasza pociecha uczy się koordynacji w warunkach zbliżonych do naturalnych. Najlepiej zamiast skupiać się na stopie, zadbajmy o podłoże – antypoślizgową matą itp.

Czy można przygotować stopy do prawidłowej pracy?

Oczywiście. Pierwszym krokiem jest przygotowanie odpowiednich warunków, gdy maluszek trenuje obracanie, pełzanie, przemieszczanie się…

W jaki sposób? Nieśliskie, dość twarde podłoże i…gołe stopy, a najlepiej odsłonięte do kolan nóżki, tak by maluszek mógł stopami zapierać się o podłoże i przygotowywać do pozycji podporowej. Doświadczać oporu, tarcia, pchania, doskonalić czucie każdej części swego ciała – to ta percepcja o której wspominałam wcześniej.

Drugim krokiem jest stymulacja czuciowa, czyli dotyk w różnej postaci od głaskania, drapania, gilgotania po masowanie, pielęgnację i dłuuugie kąpiele.

pierwsze buty, stopa dziecka, bobux, attipas

Tymczasem jak wyglądają realia?

Dziecko ubrane od stóp do głów niczym kosmonauta: zabudowany pajac, konkretne skarpety, nakolanniki antypoślizgowe…

A śliskie podłoże? W pełni przygotowane dzięki profesjonalnej i skrupulatnej strategii „anty-poślizgo-zmarzlino-uderzeniowej”. Na panelach puchowa kołdra i zestaw poduszek, na dywanie koc, co by pociecha nie namarzła od podłogi i wygodnie miała. Nie zapomnijmy o uporczywym sadzaniu na podłodze, gdzie poduszki sprawdzają się idealnie jako materiał podporowy. Przyśpieszanie zdobywania kolejnych umiejętności to nasza domena, przecież inne dzieci już, a moje jeszcze nie...

„Dlaczego” i „kiedy” to najczęściej zadawane przez nas pytania.

Prawda jest taka, że powinniśmy wystrzegać się wspaniałomyślnych doradców, którzy przecież wychowali czworo dzieci i jakoś nic im nie jest, a Ty jesteś przewrażliwionym, ogłupionym przez media rodzicem.

Dajmy dzieciom czas, nie przeszkadzajmy im w naturalnym rozwoju.

Pamiętajmy, że niewłaściwie dobrane buty mogą przysporzyć bardzo wiele szkód, które często pojawiają się w odroczonym czasie.

Ciągle pokutującą zmorą są błędne przeświadczenia dotyczące właściwej budowy buta.

Wysoka cholewka, sztywny zapiętek, czy twarda podeszwa, a najlepszy jest dodatkowy obcas.

W takich warunkach dzieciaki noszą buty, a już na pewno w nich nie chodzą…

To tak, jakbyśmy założyli buty narciarskie i mieli sobie w nich swobodnie spacerować…Wyobrażacie sobie tę swobodę i komfort?

Zatem co powinny uwzględniać zdrowe i właściwie zaprojektowane buty?

Zapiętek nie powinien usztywniać pięty, po pierwsze dlatego, że anatomicznie nie są to odpowiednie warunki do pracy stopy. Po drugie natomiast rolą obuwia nie jest bycie dodatkowym balastem i obciążeniem, tylko wsparciem w przemieszczaniu się w niesprzyjających dla bosego chodzenia, warunkach.

A gdy już przyjdzie czas na wybór bucików najlepiej kierować się poniższymi zasadami:

  • Nie kupujemy butów „na oko” albo „na patyczek”. Dziecko powinno przymierzyć oba buciki, stanąć w nich i przejść kilkanaście kroków. Ważne jest dopasowanie nie tylko długości (odległość od końca najdłuższego palca do końca obuwia powinna wynosić nie więcej niż 1 cm). Stopa dziecka szybko rośnie (nawet 2 lub 3 rozmiary na rok), dlatego warto mierzyć je regularnie, tak aby mieć pewność, że mają one dostatecznie dużo przestrzeni.
  • Zdarza się, że jedna stopa dziecka jest dłuższa od drugiej - zawsze wybieramy właściwy rozmiar względem dłuższej stopy.
  • Dobrze, gdy but umożliwia jego łatwe wkładanie i zdejmowanie ze stopy. W przypadku najmłodszych dzieci zapobiega to kontuzjom przy zakładaniu butów przez rodziców, natomiast dla starszych dzieci umiejętność samodzielnego zakładania butów dostarcza sporo satysfakcji i zachęca to wychodzenia na dwór.
  • Cholewka buta nie powinna być za wysoka. Zgodnie z zasadą: nie krępujemy stopy. Wysoka i sztywna cholewka uniemożliwia swobodne ruchy w kostce.
  • Zwracamy uwagę na wnętrze buta. Nie powinno nigdzie uciskać, uwierać i ocierać. Wkładka powinna być przymocowana, co zapobiega jej przemieszczaniu.
  • Miękka, elastyczna, giętka, antypoślizgowa podeszwa. Powinna się zginać w 1/3 długości buta (wówczas chodzenie odbywać się będzie w motorycznie prawidłowy sposób - z pięty w kierunku palców). Cienka - zapewni dobre czucie podłoża.
  • Czubek buta powinien być szeroki i wysoki – tak by nie krępować ruchów palców.
  • Materiał powinien być oddychający, najlepiej z naturalnego tworzywa (stopa dziecka poci się bardziej niż dorosłego).
  • Zapiętek o którym wspominałam wcześniej (jak sama nazwa wskazuje znajduje się ZA piętą). Powinien poruszać się razem ze stopą. Jeśli się wyciera w trakcie noszenia to oznacza, że jest za twardy.

Nasze wybory

Będąc świadomą wszystkich opisanych powyżej aspektów bardzo uważnie dokonywałam wyboru butów dla moich chłopców. Do dziś naszymi nieodłącznymi, pieszymi towarzyszami są buciki marki Bobux i Attipas.

Attipas towarzyszyły nam od początku naszej pieszej drogi.

Są to skarpetko-paputki, które zakładaliśmy na zewnątrz, gdy chodzenie na boso, bądź w zwykłych skarpetkach było utrudnione. Miękka i gietka podeszwa, wygoda w użytkowaniu i łatwość w utrzymaniu czystości to tylko niektóre z atutów tych pierszych dziecięcych bucików.

pierwsze buty, stopa dziecka, bobux, attipas
Zdjęcie pochodzi ze strony https://www.attipas.pl/

Bobux to marka, która sama w sobie jest dowodem wysokiej jakości.

Mam wrażenie, że te buciki są nie do zdarcia. Zaprojektowane z uwzględnieniem aktualnej wiedzy na temat budowy, rozwoju oraz ruchomości stopy malucha na poszczególnych etapach jego rozwoju.

W praktyce oznacza to, że buty te możliwie dokładnie odwzorowują warunki jakie ma bosa stopa, pozwalając jej na naturalną pracę i właściwe kształtowanie mięśni, ścięgien i układu kostnego.

Wybrane przez nas buty spełniają wszystkie wcześniej opisane kryteria. Są projektowane, testowane i opiniowane przez ekspertów z dziedziny ortopedii i fizjoterapii. Zdecydowanie należą do naszych ulubieńców i szczerze możemy je polecić, każdej małej stópce.

A Wy jakimi kryteriami kierujecie się podczas wyboru butów dla dzieci? Jest coś szczególnie ważnego?

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej wpisu.

Informacje od Was są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi się rozwijać i działają motywująco.

Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz, że może być przydatny, to udostępnij go swoim znajomym na Facebook'u.

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie  ;-) .