okulary przeciwsłoneczne dla dzieci, real kids, ochrona przed słońcem

Dlaczego należy chronić dziecko przed promieniowaniem UV? Poznaj 3 podstawowe sposoby profilaktyki słonecznej

Doczekaliśmy się wypatrywanych od tak dawna słonecznych dni, a tym samym z przyjemnością napawamy się piękną pogodą spędzając coraz więcej czasu na świeżym powietrzu. Każdy z nas po okresie jesienno-zimowym z utęsknieniem oczekuje kąpieli słonecznych – w końcu to naturalne źródło cennej witaminy D, która pełni w naszym organizmie szereg istotnych funkcji. Dla dzieci jest ona szczególnie ważna, ponieważ pomaga we wchłanianiu wapnia, a tym samym przyczynia się do wzrostu i wzmocnienia kości. Oczywiście jak we wszystkim również tu konieczny jest zdrowy rozsądek, zbyt długie przebywanie na słońcu może poważnie szkodzić wrażliwej jeszcze skórze malucha.

Co zatem możemy zrobić, aby nasze dziecko było bezpieczne podczas zabaw na dworze w słoneczne dni?

Tak, jak wspomniałam wcześniej teoretycznie – przebywanie na świeżym powietrzu i kontakt ze słoneczkiem to samo zdrowie. No właśnie – teoretycznie, ponieważ by móc bezpiecznie korzystać z dobrodziejstw przyrody musimy odpowiednio przygotować naszego malucha.

Oto kilka podstawowych elementów, o których nie możesz zapomnieć planując pobyt ze swoją pociechą na świeżym powietrzu w słoneczny dzień:

  • Nakrycie głowy
  • Krem z filtrem
  • Okulary przeciwsłoneczne

Obowiązkowa czapeczka

Dwóch pierwszych punktów zazwyczaj przestrzegamy. Wiemy jak bardzo ważne jest to, aby dziecko w letni dzień miało nakrycie głowy i jak poważne konsekwencje może przynieść jego brak. Długotrwałe przebywanie na słońcu bez osłony grozi przede wszystkim pojawieniem się bólu i zawrotów głowy. Jeśli do tych objawów dołączą nudności, obfite poty i dziwne zmęczenie to może to świadczyć o początkach udaru słonecznego. Jego przyczyną jest zazwyczaj nagromadzenie się nadmiernej ilości ciepła w organizmie i zaburzenie regulacji termicznej. Na przegrzanie szczególnie narażone są osoby starsze oraz dzieci, bowiem mają one słabiej działającą termoregulację.

Zatem czapeczka, kapelusz czy chustka na głowie to podstawa w upalny dzień, dobrze jest również unikać przebywania na słońcu w najcieplejszych godzinach (między 11 a 14 najlepiej wtedy pozostać w domu).

okulary przeciwsłoneczne dla dzieci, real kids, ochrona przed słońcem

No dobrze, to „głowę mamy z głowy”... co z pozostałymi częściami ciała?

Dobrze jest również pomyśleć o ich ochronie. Otóż rzeczy, które maluszek ma na sobie również stanowią ochronę przed słońcem. Można kupić specjalnie przygotowaną odzież z filtrem przeciwsłonecznym. Jest ona oznaczona symbolem UPF i uszyta z materiałów, które zawierają cząsteczki osłabiające działanie wpływu słońca na skórę. Myślę, że takie rozwiązanie jest dobrym pomysłem na wakacyjny wyjazd w słoneczne części świata.

A na co dzień?

To o czym powinniśmy pamiętać ubierając dziecko to, to, że jasne i cienkie ubranka zatrzymują jedynie 20–40 % promieniowania słonecznego. Jest to tylko taka ochrona, jaką daje filtr SPF 8 - czyli niezwykle niska. Dlatego również pod ubraniem dobrze jest posmarować dziecięcą skórę. Od tych jasnych, cienkich ubranek lepszym zabezpieczeniem przed promieniowaniem UV są ciemne materiały o grubszym splocie (wbrew temu o czym mówimy potocznie, że „ciemne kolory przyciągają słońce”). Samej słabo mi się robi na myśl, że w gorący dzień mam założyć ciemną bluzkę, zawsze pozostaje nam do dyspozycji krem z filtrem 😉.

Nie zapomnij o kremie z filtrem

Wspomniałam o tym wcześniej i powtórzę po raz kolejny. Już wiecie, że każda część ciała małego człowieka, niezależnie czy jest zasłonięta, czy też nie, powinna być posmarowana odpowiednim kremem z filtrem. Tak po krótce tylko wspomnę, że można je podzielić na kremy z filtrami fizycznymi (tzw. mineralnymi) chroniącymi skórę, odbijającymi światło jak lustro. Nie wnikają one w głąb naskórka, ale tworzą na powierzchni barierę dla promieni UV. Drugą grupą kremów są te z filtrami chemicznymi skutecznie pochłaniającymi szkodliwe promienie, ale mogącymi podrażniać delikatną skórę niemowlęcia. Smarowanie kremem z filtrem trzeba często powtarzać (co 2 godziny) bo szybko się ściera.

okulary przeciwsłoneczne dla dzieci, real kids, ochrona przed słońcem

Dobry krem dla dzieci powinien chronić przed szkodliwym promieniowaniem zarówno UVA, jak i UVB. Lepiej również żeby zawierał filtry mineralne, niż te chemiczne, a wysokość filtra dostosujmy do wieku malucha. Dla najmłodszych dzieci najlepsze są wysokie filtry: minimum 30 SPF, najlepiej 50+ SPF.

Zwróćmy również uwagę na skład kremu, bowiem jeśli będzie on źle dobrany może wywołać reakcje alergiczne, aby to sprawdzić, przed pierwszym użyciem najlepiej jest przetestować każdy krem na niewielkiej powierzchni ciała.

Nie bagatelizujmy kwestii zabezpieczenia skóry przed słońcem, bowiem skóra każdego z nas, a zwłaszcza dziecka bez właściwej ochrony przeciwsłonecznej jest narażona na poparzenia słoneczne, a nawet na nowotwory skóry.

Jeżeli chodzi o nasze przeciwsłoneczne wybory to od dłuższego czasu stosujemy krem Alphanowa bebe Sun Spray SPF 50 (filtr mineralny) oraz Ladival mleczko ochronne na słońce dla dzieci SPF 50+ (filtr chemiczny).

Chroń wrażliwe oczy dziecka

O ile konieczność ochrony głowy i skóry podczas upałów nikogo nie dziwi, o tyle ochrona wrażliwych i delikatnych oczu dziecka niejednokrotnie jest zaskoczeniem.

Okulary przeciwsłoneczne dla dzieci to nie kaprys czy fanaberia, a konieczność.

Latem, w słoneczne dni, podczas wakacji nad morzem, w górach czy w ciepłych krajach okulary przeciwsłoneczne są wręcz niezbędnym atrybutem naszego szkraba. Wbrew pozorom oczy dzieci powinniśmy chronić niezależnie od pory roku, dotyczy to szczególnie zimy. Zimą, gdy dzieci spędzają długie godziny na białych szaleństwach, ze względu na odbijające się od śniegu promienie słoneczne, ich oczy są szczególnie narażone na działanie szkodliwego promieniowania. Nakrycia głowy, z daszkami bądź osłonkami na oczy nie zabezpieczają dostatecznie oczu. Daszek czapki sprawi jedynie, że słońce nie będzie raziło i oślepiało naszej pociechy, nie zatrzyma jednak promieniowania.

Intensywne działanie UV na delikatne oczy malucha może w przyszłości prowadzić do zaćmy, zwyrodnienia plamki żółtej czy nawet zmian skórnych na powiekach. Dlatego też już od najwcześniejszych lat powinniśmy przyzwyczajać pociechy do noszenia okularów przeciwsłonecznych.

Skoro sami w słoneczne dni zazwyczaj nosimy okulary przeciwsłoneczne, dlaczego więc często zapominamy o dzieciach? Przecież ich oczy są bardziej wrażliwe niż nasze.

Oczy dziecka kształtują się aż do 12-15 roku życia. W ciągłym rozwoju jest przede wszystkim soczewka oka, czyli taki naturalny „zoom”, który zwężając się i rozszerzając pozwala oczom na kontrastowanie oglądanych obrazów. Soczewka, która jeszcze nie jest w pełni ukształtowana, nie jest w stanie przefiltrować szkodliwych promieni. Oczy malucha posiadają mniej ochronnego pigmentu, ich soczewka jest całkowicie przezroczysta i w związku z tym większość szkodliwego promieniowania UV dociera do siatkówki i rogówki. Dlatego tym bardziej dziecięce oczka są podatne na działanie szkodliwych promieni UV.

Okulary przeciwsłoneczne to nie tylko kolorowy gadżet (choć fajnie, jeżeli stanowi ozdobę i uzupełnienie garderoby), ale bardzo ważny element ochronny - zdrowotny. Dlatego nigdy nie kupujmy okularów z niesprawdzonych źródeł – na bazarach, w marketach, w sieciówkach czy ulicznych straganach - kupując je w takich miejscach nie mamy pewności czy posiadają odpowiednie filtry chroniące przed szkodliwym promieniowaniem UV.

Dodatkowo przyciemnione okulary sprawiają, że źrenice się rozszerzają, aby dopuścić więcej światła. Jeśli szkła nie są odpowiedniej jakości, to wraz z promieniami słonecznymi do oczu dziecka dociera także dawka szkodliwego promieniowania UV. Takie przypadkowo zakupione okularki mogą przynieść więcej szkody niż pożytku, a konsekwencje nasz maluszek będzie odczuwał w przyszłości. W skrajnych przypadkach może się to skończyć wyjątkowo bolesnym oparzeniem.

Dlatego, dla bezpieczeństwa malca, lepiej wydać więcej pieniędzy i zakup okularów przeciwsłonecznych potraktować jako inwestycje w przyszłość – profilaktykę.  Kosztują one trochę więcej, ale stanowią bezcenną barierę ochronną dla oczu dziecka.

real kids, okulary przeciwsłoneczne

 

Kilka wskazówek przy zakupie okularów przeciwsłonecznych dla dzieci

  • Soczewki okularów powinny obejmować cały obszar wokół oczu twojego dziecka - w tym boczne obszary.
  • Upewnij się, że okulary są elastyczne przez co będą mniej narażone na połamanie.
  • Unikaj okularów z jasnymi soczewkami. Wybierz średni odcień szkieł, bo jaśniejsze nie zapewnią komfortowej ochrony w jasnym słońcu. Również te z bardzo ciemnymi szkłami nie będą dobre, bo źrenica będzie musiała się dodatkowo rozszerzyć.
  • Wybierając okulary dla dziecka, zwróć uwagę na etykietę, na której powinna być informacja, że okulary blokują dostęp 99 do 100 % promieni UVA i UVB a nawet UVC
  • Dla najmłodszych wybierz okulary z elastyczną opaską wokół głowy. To sprawi, że okulary będą zawsze na miejscu, a małe rączki dziecka nie ściągną ich tak łatwo:)
  • Możesz wybrać soczewki z filtrem polaryzacyjnym dzięki któremu można obserwować otoczenie bez drażniących oczu odblasków, ze zwiększonym kontrastem i podkreślonymi wyraźnymi kolorami, ale bez ich przekłamania. Idealnie chronią oczy podczas silnego nasłonecznienia. Soczewki polaryzacyjne dzięki swojej konstrukcji eliminują refleksy świetlne powstałe po odbiciu się promieni słonecznych od powierzchni wody, śniegu, szkła, metalu.
  • Upewnij się, że okulary są wygodne dla dziecka. Pamiętaj, że to co nosi inne dziecko niekoniecznie musi być odpowiedni dla Twojego malucha.

Nasz wybór

Biorąc pod uwagę powyższe wskazówki wybraliśmy okularki przeciwsłoneczne dla dzieci marki Real Kids Shades. Zapewniają one 100% ochronę przed szkodliwym promieniowaniem UV-A, UV-B i UV-C (posiadają filtr UV 400). Specjalnie spolaryzowane szkła odbijają promienie słoneczne i nie zniekształcają obrazu, 3 kategoria zapewnia optymalne przyciemnienie, a poliwęglan, z którego są przygotowane sprawia, że są niemal niezniszczalne – nie ulegają stłuczeniu.

Dziecko może je nosić przez cały dzień, w przeciwieństwie do zwykłych plastykowych okularów. Materiał, z którego zostały wyprodukowane jest również bezpieczny. Okularki nie zawierają szkodliwych substancji chemicznych (m.in. rtęci, ftalanów czy bis fenolu A - BPA), dzięki czemu maluch może bez obaw się nimi bawić i nawet wkładać do buzi (co wydaje się być silniejsze od niego 😉). Ramki zostały wykonane z TPEE - termoplastycznych elastomerów poliestrowych, co sprawia, że są odporne na zgniatanie i wyginanie, a po każdym odgięciu wracają do pierwotnego kształtu. Tworzywo to również zabezpiecza przed ześlizgiwaniem się okularów z noska dziecka.

Są one dostępne w różnych modelach i kilku rozmiarach, dzięki czemu idealnie pasują do twarzy dzieci w różnym wieku. Dodatkowo ucieszył nas szeroki wybór kolorystyczny – moi chłopcy, szczególnie Antoś jest zachwycony różnorodnością wzorów i kształtów.

Kolejnym ich walorem jest możliwość wyjęcia szkieł i zastąpienia ich np. szkłami korekcyjnymi. Jest to szczególnie ważne, gdy maluch przywiąże się do noszonego modelu.

Producent pomyślał również o bezpieczeństwie, dlatego szkła wyjmuje się na zewnątrz, nie wpadają do środka. Wcześniej wspomniałam o tym, że okulary nie ześlizgują się z noska, dla młodszych koneserów posiadają również elastyczny pasek (można go odpiąć), który zakłada się na główkę malucha, dzięki czemu „ciekawusek” tak szybko nie zdejmie okularów z głowy 😉.

Gdyby natomiast zdarzyło się, że Wasze pociechy nie chcą założyć okularowych cudeniek posłużcie się autorytetem. Starsze rodzeństwo bądź lubiani bohaterowie bajek: Harry Potter, Velma ze Scooby Doo, Smerf Ważniak czy Dexter to bajkowi okularnicy 😉.

Okularki przeciwsłoneczne firmy Real Kids Shades możecie obejrzeć tutaj.

 Podsumowując

Pamiętajmy, że ochronie przed słońcem powinno podlegać całe ciało naszego dziecka – od stóp do głów ze szczególnym uwzględnieniem oczu. Filtry słoneczne nakładamy na 20 minut przed wyjściem z domu, aby maiły czas na rozpoczęcie działania. Podczas „plażingu” chronimy się dodatkowo parasolką lub namiotem, a czapeczka, krem z filtrem i okularki przeciwsłoneczne dla maluszka to podstawa.  Kremy z filtrem, a szczególnie okulary kupujemy najlepszej jakości, renomowanych firm z odpowiednimi certyfikatami i atestami. Daje to nam gwarancję bezpieczeństwa naszych najukochańszych koneserów słonecznej pogody.

 

 


pierwsze buty, stopa dziecka, bobux, attipas

Pierwsze buty – o tym co tak naprawdę jest ważne dla zdrowego rozwoju stopy dziecka

Dzisiejszy wpis jest odpowiedzią na kierowane przez Was pytania dotyczące dziecięcych stópek. Ci z Was, którzy znają mnie już trochę lepiej, wiedzą, że jestem nie tylko psychologiem, ale również fizjoterapeutą. To pewnie ta świadoma część Was poprosiła mnie o kilka zdań w tym temacie, co niniejszym czynię z ogromną przyjemnością.
Nie zamierzam się mądrzyć, dołożę jedynie wszelkich starań by zwrócić Waszą uwagę na kilka bardzo istotnych faktów z zakresu rozwoju dziecięcej stópki i pokaże Wam nasze „stopelkowe” wybory.

Zdrowy rozwój stopy - czyli jaki?

Ciężko jest się odnaleźć w takim natłoku różnorodnych informacji dotyczących pielęgnacji, profilaktyki i leczenia stóp, która z nich jest prawdziwa, a która to zwyczajny marketingowy chwyt. Dodatkowym utrudnieniem jest "bałagan" panujący wśród kadry medycznej, polegający na braku jednoznacznego stanowiska, kiedy coś mieści się w normie, a kiedy już nie. Na domiar złego powielane są ciągle żywe, średniowieczne pomysły, żeby zakładać prawy but na lewą stopę i odwrotnie…

Przecież można sobie "strzelić w łeb", a stopy jak były koślawe, tak koślawe zostaną 😉.

To co w takich sytuacjach nam pozostaje to zdrowy rozsądek i uważna analiza dynamiki, charakterystyki rozwoju i dojrzewania naszych pociech.

Na co zatem powinniśmy zwrócić uwagę?

Dzieci, kiedy uczą się stawać i chodzić mają prawo układać swoje stopy w najbardziej wymyślny sposób. Nasza rola natomiast to obserwowanie stopniowej poprawy zarówno w zakresie ilości zdobywanych umiejętności, jak i ich jakości.

Tylko spokój i cierpliwość są naszymi najlepszymi doradcami. W jakim sensie?

Tak naprawdę w każdym 😉.

pierwsze buty, stopa dziecka, bobux, attipas

Jako rodzice wyczekujemy: kiedy maluszek będzie się obracał z pleców na brzuszek, kolejnym kamieniem milowym jest siedzenie, czworakowanie itd. Porównujemy naszego malca z rówieśnikami. Sami narzucamy niezdrowy pośpiech i ulegamy chęci pionizowania, sadzania, stawiania, prowadzenia za ręce zanim aparat ruchu maluchów wystarczająco się przygotuje do takich aktywności. Mam na myśli reakcje równoważne i możliwości adaptowania się do zmiany pozycji.

Jaki jest efekt naszego pośpiechu?

Niewłaściwe ustawianie stóp na przyśrodkowej stronie (np. z podwiniętymi paluszkami), na palcach, jedna stopa na palcach, druga na stronie przyśrodkowej itp.

Na szczęście w większości są to naturalne procesy adaptacyjne, które mijają samoistnie i są elementem dojrzewania aparatu ruchu.

To właśnie ten moment, kiedy my – rodzice nie powinniśmy ograniczać małym stopom możliwości kształtowania swych umiejętności w "polowych warunkach" zakładając z uporem maniaka niewłaściwe, choć bardzo często piękne, "pseudo buty do nauki chodzenia"…

Gdy tak na chłodno się nad tym zastanowimy, to w jaki sposób dzieci mają nauczyć się odpowiedniego obciążania stopy, przenoszenia ciężaru ciała, czucia podłoża i reakcji równoważnych, kiedy mają na nodze betonowe, sztywne buciory, pozbawiające możliwości zdobywania niezbędnych doświadczeń sensomotorycznych – w wolnym tłumaczeniu 😉 – metody prób i błędów.

pierwsze buty, stopa dziecka, bobux, attipas

To o czym powinniśmy pamiętać to niepodważalna zasada, że uczymy się chodzić na boso, kiedy i gdzie to tylko możliwe. Jeżeli warunki domowe wydają się być niesprzyjające, ponieważ podłoga jest chłodna i śliska, to jedyne co powinniśmy zakładać na stopę to przylegające do niej skarpety z systemem antypoślizgowym, albo bez niego. Niech nasza pociecha uczy się koordynacji w warunkach zbliżonych do naturalnych. Najlepiej zamiast skupiać się na stopie, zadbajmy o podłoże – antypoślizgową matą itp.

Czy można przygotować stopy do prawidłowej pracy?

Oczywiście. Pierwszym krokiem jest przygotowanie odpowiednich warunków, gdy maluszek trenuje obracanie, pełzanie, przemieszczanie się…

W jaki sposób? Nieśliskie, dość twarde podłoże i…gołe stopy, a najlepiej odsłonięte do kolan nóżki, tak by maluszek mógł stopami zapierać się o podłoże i przygotowywać do pozycji podporowej. Doświadczać oporu, tarcia, pchania, doskonalić czucie każdej części swego ciała – to ta percepcja o której wspominałam wcześniej.

Drugim krokiem jest stymulacja czuciowa, czyli dotyk w różnej postaci od głaskania, drapania, gilgotania po masowanie, pielęgnację i dłuuugie kąpiele.

pierwsze buty, stopa dziecka, bobux, attipas

Tymczasem jak wyglądają realia?

Dziecko ubrane od stóp do głów niczym kosmonauta: zabudowany pajac, konkretne skarpety, nakolanniki antypoślizgowe…

A śliskie podłoże? W pełni przygotowane dzięki profesjonalnej i skrupulatnej strategii „anty-poślizgo-zmarzlino-uderzeniowej”. Na panelach puchowa kołdra i zestaw poduszek, na dywanie koc, co by pociecha nie namarzła od podłogi i wygodnie miała. Nie zapomnijmy o uporczywym sadzaniu na podłodze, gdzie poduszki sprawdzają się idealnie jako materiał podporowy. Przyśpieszanie zdobywania kolejnych umiejętności to nasza domena, przecież inne dzieci już, a moje jeszcze nie...

„Dlaczego” i „kiedy” to najczęściej zadawane przez nas pytania.

Prawda jest taka, że powinniśmy wystrzegać się wspaniałomyślnych doradców, którzy przecież wychowali czworo dzieci i jakoś nic im nie jest, a Ty jesteś przewrażliwionym, ogłupionym przez media rodzicem.

Dajmy dzieciom czas, nie przeszkadzajmy im w naturalnym rozwoju.

Pamiętajmy, że niewłaściwie dobrane buty mogą przysporzyć bardzo wiele szkód, które często pojawiają się w odroczonym czasie.

Ciągle pokutującą zmorą są błędne przeświadczenia dotyczące właściwej budowy buta.

Wysoka cholewka, sztywny zapiętek, czy twarda podeszwa, a najlepszy jest dodatkowy obcas.

W takich warunkach dzieciaki noszą buty, a już na pewno w nich nie chodzą…

To tak, jakbyśmy założyli buty narciarskie i mieli sobie w nich swobodnie spacerować…Wyobrażacie sobie tę swobodę i komfort?

Zatem co powinny uwzględniać zdrowe i właściwie zaprojektowane buty?

Zapiętek nie powinien usztywniać pięty, po pierwsze dlatego, że anatomicznie nie są to odpowiednie warunki do pracy stopy. Po drugie natomiast rolą obuwia nie jest bycie dodatkowym balastem i obciążeniem, tylko wsparciem w przemieszczaniu się w niesprzyjających dla bosego chodzenia, warunkach.

A gdy już przyjdzie czas na wybór bucików najlepiej kierować się poniższymi zasadami:

  • Nie kupujemy butów „na oko” albo „na patyczek”. Dziecko powinno przymierzyć oba buciki, stanąć w nich i przejść kilkanaście kroków. Ważne jest dopasowanie nie tylko długości (odległość od końca najdłuższego palca do końca obuwia powinna wynosić nie więcej niż 1 cm). Stopa dziecka szybko rośnie (nawet 2 lub 3 rozmiary na rok), dlatego warto mierzyć je regularnie, tak aby mieć pewność, że mają one dostatecznie dużo przestrzeni.
  • Zdarza się, że jedna stopa dziecka jest dłuższa od drugiej - zawsze wybieramy właściwy rozmiar względem dłuższej stopy.
  • Dobrze, gdy but umożliwia jego łatwe wkładanie i zdejmowanie ze stopy. W przypadku najmłodszych dzieci zapobiega to kontuzjom przy zakładaniu butów przez rodziców, natomiast dla starszych dzieci umiejętność samodzielnego zakładania butów dostarcza sporo satysfakcji i zachęca to wychodzenia na dwór.
  • Cholewka buta nie powinna być za wysoka. Zgodnie z zasadą: nie krępujemy stopy. Wysoka i sztywna cholewka uniemożliwia swobodne ruchy w kostce.
  • Zwracamy uwagę na wnętrze buta. Nie powinno nigdzie uciskać, uwierać i ocierać. Wkładka powinna być przymocowana, co zapobiega jej przemieszczaniu.
  • Miękka, elastyczna, giętka, antypoślizgowa podeszwa. Powinna się zginać w 1/3 długości buta (wówczas chodzenie odbywać się będzie w motorycznie prawidłowy sposób - z pięty w kierunku palców). Cienka - zapewni dobre czucie podłoża.
  • Czubek buta powinien być szeroki i wysoki – tak by nie krępować ruchów palców.
  • Materiał powinien być oddychający, najlepiej z naturalnego tworzywa (stopa dziecka poci się bardziej niż dorosłego).
  • Zapiętek o którym wspominałam wcześniej (jak sama nazwa wskazuje znajduje się ZA piętą). Powinien poruszać się razem ze stopą. Jeśli się wyciera w trakcie noszenia to oznacza, że jest za twardy.

Nasze wybory

Będąc świadomą wszystkich opisanych powyżej aspektów bardzo uważnie dokonywałam wyboru butów dla moich chłopców. Do dziś naszymi nieodłącznymi, pieszymi towarzyszami są buciki marki Bobux i Attipas.

Attipas towarzyszyły nam od początku naszej pieszej drogi.

Są to skarpetko-paputki, które zakładaliśmy na zewnątrz, gdy chodzenie na boso, bądź w zwykłych skarpetkach było utrudnione. Miękka i gietka podeszwa, wygoda w użytkowaniu i łatwość w utrzymaniu czystości to tylko niektóre z atutów tych pierszych dziecięcych bucików.

pierwsze buty, stopa dziecka, bobux, attipas
Zdjęcie pochodzi ze strony https://www.attipas.pl/

Bobux to marka, która sama w sobie jest dowodem wysokiej jakości.

Mam wrażenie, że te buciki są nie do zdarcia. Zaprojektowane z uwzględnieniem aktualnej wiedzy na temat budowy, rozwoju oraz ruchomości stopy malucha na poszczególnych etapach jego rozwoju.

W praktyce oznacza to, że buty te możliwie dokładnie odwzorowują warunki jakie ma bosa stopa, pozwalając jej na naturalną pracę i właściwe kształtowanie mięśni, ścięgien i układu kostnego.

Wybrane przez nas buty spełniają wszystkie wcześniej opisane kryteria. Są projektowane, testowane i opiniowane przez ekspertów z dziedziny ortopedii i fizjoterapii. Zdecydowanie należą do naszych ulubieńców i szczerze możemy je polecić, każdej małej stópce.

A Wy jakimi kryteriami kierujecie się podczas wyboru butów dla dzieci? Jest coś szczególnie ważnego?

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej wpisu.

Informacje od Was są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi się rozwijać i działają motywująco.

Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz, że może być przydatny, to udostępnij go swoim znajomym na Facebook'u.

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie  ;-) .

 

 

 

 

 


fit mama

Nie, nie jesteś zbyt zajęta, aby ćwiczyć. 14 sposobów na bycie fit mamą

Wyglądam przez okno i z utęsknieniem wypatruję wiosny. Śnieg stopniał więc rosną szanse na bardziej korzystne warunki pogodowe. Wiosna to bardzo dobry czas na wprowadzenie zmian, wszystko budzi się do życia, my również chcemy pożegnać zimową stagnację i aktywnie wkroczyć w bardziej pozytywną porę roku. No właśnie chcemy, ale czy to robimy?

Po publikacji wpisu o uzależnieniu od sportu otrzymałam od Was wiele wiadomości z prośbą o tekst dotyczą sposobów na zorganizowanie i zmotywowanie siebie do systematycznych ćwiczeń.

Wypracowanie nawyku aktywności fizycznej jest trudne dla każdego niezależnie od płci czy roli społecznej.

Nie da się jednak ukryć, że dla MAM jest to szczególne wyzwanie, któremu można nadać miano „mission impossible”.

Mission impossible?

No bo realnie rzecz ujmując w jaki sposób znaleźć czas na ćwiczenia, kiedy luksusem jest samotna wyprawa do łazienki? Skąd wziąć siły na dodatkową aktywność fizyczną, kiedy za nami nieprzespana nocka, dzień pełen obowiązków zawodowych i domowych?

Szczerze mówiąc zanim zostałam mamą byłam święcie przekonana, że jestem super zorganizowaną i wielozadaniową kobietą. Manewrowałam między zadaniami związanymi z prowadzeniem firmy, realizacją szkoleń, rozwojem osobistym i domem. Później na świat przyszedł mój ukochany, niesamowity synek, który w krótkim czasie pokazał mi, że moje przekonanie o posiadanej umiejętności zarządzania swoim czasem jest żartem ;-).

Między opieką nad dziećmi, wywiązywaniem się z obowiązków zawodowych, wykonywaniem oczywistych prac domowych, prowadzeniem terminarza konsultacji lekarskich i szczepień, zajęć przedszkolnych, szkolnych oraz wszystkich innych kwestii pozostaje bardzo niewiele czasu i ochoty by się jeszcze konkretnie spocić… Powiedziałabym, że dla niektórych z nas właśnie to pocenie jest kwestią odstraszającą, czyż nie? ;-)

W czasach, kiedy modne i społecznie pożądane jest bycie fit, ciężko jest oprzeć się presji otoczenia. No właśnie presji… podstawową kwestią jest zmiana naszego nastawienia. Musimy przeprogramować myślenie o sporcie i odnaleźć wewnętrzną motywację by wprowadzić jego elementy do swojej codzienności. Aktywność fizyczna musi nam sprawiać przyjemność, a żeby tak się stało musimy ją podejmować dla siebie, a nie dla naszych znajomych.

Zatem zerknijcie w poniższe propozycje.

14 sposobów, które ułatwią Ci bycie aktywną mamą

  1. Na dobry początek dnia

Dobry sposobem na lenia ćwiczeniowego jest rozprawienie się z nim na samym początku dnia. Założenie, że poćwiczymy po południu, po pracy czy wieczorem gdy dzieci zasną jest bardzo ryzykowne i realnie dojdzie do skutku u osób naprawdę zdeterminowanych. Prawda jest taka, że po całym dniu wykonywania tak wielu zadań i obowiązków (kojarzycie ten stan po wyjściu z pokoju po przeczytaniu 3 książeczek na dobranoc…normalnie odpalam silnik i pędzę na siłkę), najzwyczajniej w świecie opadamy z sił i jedyne na co mamy ochotę to po prostu odpocząć w pozycji horyzontalnej. Dlatego dobrą praktyką jest wykonanie porannych ćwiczeń. Oczywistym jest, że jeżeli mamy w domu ząbkującego maluszka, który przez większą część nocy nie spał, nie potrzebujemy dodatkowo porannej przebieżki. Bądźmy realistkami, dostosowujmy swoją aktywność do możliwości i sił – nie dajmy się zwariować. Nocne balety z małym ukochanym są wystarczająco wyczerpujące (o tym, jak postępować gdy dziecko nie chce spać przeczytacie tutaj i tutaj).

  1. Zarezerwowane - zrealizowane

Kolejną przydatną zasadą jest zarezerwowanie / wyznaczenie konkretnego czasu dla siebie i zapisanie go w planerze, kalendarzu czy domowym grafiku. Istnieje większe prawdopodobieństwo realizacji zadania, jeśli jest ono zaplanowane i zapisane. Jeżeli z określonym wyprzedzeniem planujecie domowy harmonogram na dany tydzień – zawrzyjcie w nim również swoje ćwiczenia. Dzięki temu również partner widzi czarno na białym, że w tym konkretnym momencie to on przejmuje stery na Waszym domowym okręcie. Ważnym jest, by zaplanowany dla siebie czas traktować tak samo poważnie, jak spotkanie biznesowe, które jest i nie podlega negocjacjom.

fit mama

3. Miej plan co będziesz robić

Gdy już etap zamieszczenia terminów ćwiczeń w kalendarzu mamy za sobą, nie możemy przeoczyć planowania tego, co faktycznie będziemy robić podczas naszego mini treningu. Zastanawianie się nad tym jak będą przebiegały nasze ćwiczenia, to kolejny motywacyjny element. Wyobrażanie sobie siebie podczas aktywności zdecydowanie umacnia nas w postanowieniu realizacji założonego planu. Dodatkowo wcześniejsze przygotowanie (choćby obejrzenie filmiku na YT) zwiększa efektywność wykonywanych przez nas ćwiczeń. Zwyczajnie jesteśmy lepiej do nich przygotowane, co za tym idzie lepiej wykorzystujemy nasz czas.

4. Nie martw się o swój strój

Obcisła podkoszulka czy luźny T-shirt? Spodnie dresowe czy legginsy? Nie marnuj już i tak małej ilości swojego, cennego czasu na odzieżowe debaty. Oczywiście nie oznacza to, że masz biegać ubrana jak „uciekinierka, po stoczonej bitwie z obcymi”, wręcz przeciwnie bardzo ważnym i motywującym elementem jest ładny, kobiecy strój. Przygotuj zatem ubranie wieczorem przed snem, tak żeby po przebudzeniu czekał na Ciebie i zachęcająco machał nogawką. Im mniej elementów rozpraszających przed wyjściem na „trening” tym większe prawdopodobieństwo, że dojdzie on do skutku ;-).

5. Włącz w aktywność swoje dzieci

Będąc rodzicem naprawdę trudno jest znaleźć czas dedykowany tylko dla siebie. Jednak, czy ćwiczyć możemy tylko w odosobnieniu? Wiem, wiem, co myślicie, że tu chodzi o nabranie oddechu, dystansu do domowego życia, o tę chwile tylko dla siebie. No pewnie, bycie sama ze sobą jest ważne i bez wątpienia potrzebne. Jednak doskonale wiemy, jak jest w rzeczywistości, nie pozwólmy by brak możliwości wyjścia bez dziecięcej obstawy stał się wymówką do nic nierobienia. To co na pewno musimy porzucić to myślenie „albo – albo”. Dzieci uwielbiają aktywność, zawsze możemy wykorzystać wspólny czas do zabaw ruchowych. Z perspektywy rozwoju dzieci bardzo istotne są właściwe wzorce, najwięcej i najszybciej uczą się przez modelowanie – obserwując swoich najbliższych. Zatem niech widzą aktywną mamę, która czerpie przyjemność z wspólnych zabaw ruchowych.

6. Plac zabaw to świetna siłownia

Czy ktokolwiek powiedział, że sportem uprawianym na świeżym powietrzu jest tylko bieganie, jazda na rowerze czy rolkach? Doskonałym miejscem do wykonania ćwiczeń jest plac zabaw. W czasie, gdy dzieci świetnie się bawią, możemy poćwiczyć triceps robiąc przysiady tyłem do ławki, kilka pompek, podskoków czy wypadów do przodu. Małe rzeczy, a dużo znaczą. Bycie aktywną to nie tylko wyciskanie siódmych potów na siłowni, czy przebiegnięcie wielokilometrowych odcinków, to również korzystanie z różnych możliwości do wykonania nawet drobnych ćwiczeń.

7. Biegaj z dzidzią

Powtórzę to o czym pisałam już wcześniej, nieosiągalnym jest wczesne, poranne ćwiczenie, jeśli masz za sobą nocne igraszki z dzieckiem. Najgorszym co możemy zrobić w takiej sytuacji jest obwinianie siebie lub maluszka o to, że zaburzył nasz plan. Dlatego możemy pokombinować, by w rutynowe, codzienne obowiązki wpleść swoje przyjemności (bo po pewnym czasie, tak będziemy myśleć o ćwiczeniu). Alternatywą dla tradycyjnego biegu jest jogging razem z dzieckiem. Mając malca w wózku bez problemu możemy przyspieszyć nieco tempa. By iść szybciej niż podczas standardowego spaceru. Oczywiście najlepiej, kiedy mamy do dyspozycji specjalny wózek biegowy. Jeżeli nie lubicie biegać, wystarczy szybszy marsz czy jazda na rolkach.

fit mama

8. Bądź jak Ninja

W byciu aktywną nie chodzi o to by robić coś z przymusu czy z konieczności. Wręcz przeciwnie powinno być to zajęcie, z którego czerpiemy siłę do dalszego działania i satysfakcję, które stanowi odskocznie i jest źródłem przyjemność. Dlatego nie należy katować się ciężkimi ćwiczeniami i stresować brakiem czasu na systematyczne treningi.

To czego powinniśmy się nauczyć to korzystać z okazji, które dają możliwość realizacji drobnych aktywności. Może to oznaczać, że czasami będą to np. 10-15 minutowe treningi, podczas posiłków dzieci, innym razem, gdy oglądają ulubiony program telewizyjny. Wykorzystuj okazje i dostępne w domu elementy, jak np. krzesło i poćwicz przy nim.

9. Pieszo po codzienność

Jeżeli brakuje nam czasu i powiedzmy sobie szczerze ochoty na dodatkowe treningi, możemy wprowadzić do swojej codzienności inny rodzaj aktywności. Przy sprzyjającej pogodzie przejdźmy szybkim marszem do przedszkola po dzieci, zawsze to większa korzyść dla kondycji i zdrowia niż jazda samochodem. Nie mam oczywiście na myśli heroicznej wyprawy z torbami pełnymi zakupów, tylko zwyczajną mini przebieżkę stanowiącą Twoją dzienną dawkę aktywności.

10. Kontrola harmonogramu

Osoby regularnie ćwiczące nie „znajdują” czasu na trening, one ten czas „biorą” z pełną premedytacją. Każdy z nas posiada niewykorzystane luki czasowe w ciągu dnia, mam na myśli 30 minutową rundkę na przeczytanie aktualności na Facebooku czy obejrzenie zdjęć na Instagramie. Te 10 minutowe momenty, gdy nawykowo sprawdzamy lub porządkujemy pocztę, stanowią czas, po który możemy sięgnąć. To co na pewno będzie sprzyjało naszej aktywności i jest zagospodarowaniem owego czasu, to zweryfikowanie działań podejmowanych w czasie dnia i poukładanie ich tak, by wykorzystać jak najefektywniej swój dzień. Jeśli to możliwe pozbieraj wszystkie pochłaniacze czasu w jeden przedział i sprawdź, czy jesteś w stanie go wykorzystać właśnie na swoją aktywność. Oczywiście usłyszę, że FB lubicie przeglądać, to forma relaksu, a porządkowanie poczty to bardzo potrzebna czynność. Jest tak, jak mówicie i tu nie chodzi o to by zrezygnować z tych czynności, naszym zadaniem jest przeniesienie ich w inną część dnia np. na wieczór, kiedy już nie mamy sił na uprawianie zajęć sportowych.

11. Zabawa w klubiku dla dziecka – zabawa na siłowni dla Ciebie

Wiele z naszych dzieci uczęszcza na zajęcia dodatkowe – z piłki nożnej, baletu, gry na flecie… (więcej na temat obowiązków dodatkowych dzieci przeczytasz tu) Coraz częściej mam wrażenie, że dzieci są bardziej zajęte niż rodzice. Kolejną propozycją jest wykorzystanie czasu, który spędzamy w poczekalni czekając aż nasze pociechy skończą wspomniane zajęcia. W tym samym czasie możesz zarezerwować wejście na siłownię lub wykonać jakąkolwiek aktywność sportową. Podobnie jest z drzemkami maluszków, w czasie ich snu możemy zrobić coś dla siebie. Tak dla siebie, nie dla domu czy sąsiadki, tylko dla siebie, bo w takich kategoriach powinnyśmy traktować podejmowaną aktywność fizyczną.

Jestem psychologiem i już słyszę wasze myśli ;-):

"Tak dziecko śpi, to ja beztrosko będę ćwiczyć na orbitreku albo jeszcze innym cudzie techniki zamiast ogarnąć dom, wyprasować stertę rzeczy, czy ugotować obiad, który sam się przecież nie zrobi.

Pamiętacie co pisałam w punkcie 8 o tym, że mamy być jak Ninja, no właśnie to jest ten moment. Kto powiedział, że podczas prasowania nie możesz wykonać naprzemiennego wypadu w przód, bądź przysiadów czy podskoków. Wykonywanie obowiązków domowych to znakomita okazja do poruszania się. Pamiętajcie zawsze możecie wybrać, pełnowartościowy trening, jednak gdy w rodzicielskich realiach zwyczajnie bark na niego czasu, taka alternatywa jest całkiem dobrym rozwiązaniem.

12. Nie czuj się winną

Spójrzmy prawdzie w oczy, możemy sobie skrupulatnie zaplanować cały dzień, ale życie ma w nosie nasze plany i pisze własny scenariusz, który najczęściej odbiega od tego, w którym chciałybyśmy zagrać. Dlatego najważniejsze jest zdrowe podejście do ćwiczeń. Niejednokrotnie trafi się dzień, a nawet tydzień, gdzie nie będziemy w stanie kiwnąć nawet palcem. A wspomniana sterta prania będzie sobie sukcesywnie rosła w oczekiwaniu na „Prasowaczkę”, która w końcu podejmie się tego wyzwania, już bez przysiadów, podskoków i tańca wokół deski. To o czym musimy pamiętać, to, to, że niezrealizowanie postanowienia, nie powinno być powodem do stresu, poczucia winy czy złości. Nie powinnyśmy również porównywać siebie z innymi mamami. Mimo, iż niemal bez słów rozumiemy swoje codzienne zmagania, to koniec końców każda z nas ma inną sytuację, inne możliwości i predyspozycje. Dlatego działaj we własnym tempie, zgodnie ze swoimi potrzebami.  

13. Zorganizuj wsparcie

Manewrowanie między obowiązkami rodzinnymi, zawodowymi mogą być i są przytłaczające, w takich chwilach nieocenionym jest poczucie, że nie jesteśmy same. Grupa rodziców o podobnych priorytetach, pomysłach i wartościach to świetny rodzaj wsparcia. Może ono funkcjonować na różnych płaszczyznach od codziennych zmagań, po sportową motywację. Jest to o tyle ważne, że rodzic rodzica jest w sanie zrozumieć i wskazać realną alternatywę działania, albo rozwiązania problemu – bo sam znajduje się na co dzień w podobnych sytuacjach. Nie możemy wymagać od bezdzietnej przyjaciółki, by zrozumiała, iż nie wstaniemy na poranny skalpel Ewy po nieprzespanej nocy. Niezależnie od tego jak kochaną i oddaną jest osobą, dopóki nie doświadczy rodzicielskich wyzwań nie przyjmie naszej perspektywy.

14. Spraw by było warto

Należy zdać sobie sprawę, że nie ma nic złego i dziwnego w tym, że prosimy o pomoc."

Po ciężkim dniu, zawsze priorytetem jest spędzanie jak największej ilości czasu z rodziną. Przecież praca w pełnym wymiarze czasu, podróże, prowadzenie bloga, ogarnianie obowiązków domowych to wszystko oznacza mniej czasu spędzonego z naszymi dziećmi. W takiej sytuacji większość z nas powie, że jeśli ma wybierać pomiędzy: uruchomieniem bieżni, a czasem spędzonym z dziećmi, zdecydowanie wybierze rodzinę. Nasi najbliżsi, rodzina, dzieci to są najważniejsze wartości, które nie mają żadnej konkurencji. Dlatego nie ma sensu stawianie na szali dwóch niedających się porównać aspektów: miłość do bliskich vs aktywność fizyczna. To nie jest kwestia wyboru między jednym a drugim, to kwestia pogodzenia tych elementów i stworzenia z nich zdrowej całości.  

Pamiętajmy, że uprawianie sportu, to wbrew pozorom inwestycja w siebie, w rodzinę, w Waszą przyszłość. W przyszłość, która będzie wyglądała znacznie ciekawiej zarówno dla nas, jak i naszych najbliższych, gdy będziemy cieszyć się zdrowiem i kondycją. Nie myślmy o sobie i o swoim zdrowiu, jak o czymś nieistotnym, o czymś będącym drugorzędnym priorytetem. Nie bez przyczyny podczas awarii samolotu w pierwszej kolejności matka zakłada sobie maskę, by mogła uratować swoje dziecko. Tę instrukcję analogicznie przenieśmy na nasze codzienne życie, dajmy sobie szansę, zadbajmy o siebie, byśmy mogły w pełni sił zadbać o swoich najbliższych. Szczęśliwa i zdrowa mama to szczęśliwa rodzina.  

fit mama

Mam zatem dla Was wyzwanie, mimo braku chęci i czasu, spróbujcie zastosować poniższe wskazówki, niekoniecznie wszystkie, może kilka z nich.

Po miesiącu dajcie mi znać o efektach podjętej próby. Dacie radę?

Jestem ciekawa jakich sposobów używacie, aby znaleźć czas na aktywność fizyczną.

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu.

Informacje od Was są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi się rozwijać i działają motywująco.

Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz, że może być przydatny, to udostępnij go swoim znajomym na Facebook'u.

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie  ;-) .

 


uzależnienie od sportu

Od pasji do obsesji. Kiedy fascynacja sportem zmienia się w uzależnienie

Nie zamierzam polemizować z bezsprzecznym faktem, że ćwiczenia są potrzebne, powiedziałabym nawet niezbędne w naszym „kanapowym” życiu.

Mają pozytywny wpływ zarówno na nasze ciało, jak i duszę. Poprawiają nasz nastrój, kondycję, wpływają na poczucie własnej wartości i pewność siebie.  Są integralną częścią zdrowego stylu życia. Jednak dla niektórych, bardziej predysponowanych osób fascynacja sportem prowadzi do niebezpiecznej obsesji, która z kolei zakłóca i niszczy relacje z bliskimi oraz prowadzi do wielu innych konsekwencji.

Nawet nektar spijany w nadmiarze staje się trucizną

Moda na bycie FIT dotarła również do nas, to nie tylko sposób jedzenia, czy aktywność fizyczna, to sposób na życie. Cieszy mnie to, że nasza, społeczna mentalność się zmienia, jesteśmy bardziej świadomi, przywiązujemy większą uwagę to tego w jaki sposób żyjemy, jaka jest jego jakość. Wszystko jest dobrze, dopóki zachowujemy umiar, bo gdy przekraczamy pewną granicę wtedy paradoksalnie nawet to co zdrowe może stać się dla nas zagrożeniem.

Badania wykazały, że zaledwie dziesięć minut aktywności fizycznej zmniejsza niepokój, obniża poziom gniewu i głębokość depresji. Pomaga w leczeniu przewlekłych chorób, takich jak zapalenie stawów, choroby serca, cukrzyca, wysokie ciśnienie krwi lub trudności z chodzeniem i koordynacją ruchową. Potwierdzono również hipotezę dotyczącą długowieczności – tak sport przedłuża nasze życie.

uzależnienie od sportu

Jednak co za dużo, to niezdrowo – i ćwiczenia są znakomitym tego przykładem. Skoro wystarczy nam 10 minut, no nawet godzina aktywności, to po jaki gwint katować się kilkugodzinnymi treningami? No chyba, że jest się zawodowym sportowcem, wtedy intensywny wysiłek, często nawet ponad siły jest uzasadniony. W tym przypadku nie znajdzie potwierdzenia przysłowie „od przybytku głowa nie boli”, otóż boli, boli i to nie tylko głowa, ale całe ciało i dusza. Ujmując sprawę nieco przewrotnie

w nadmiarze nawet to co zdrowe może być niezdrowe.”

Czym jest uzależnienie od ćwiczeń?

To nic innego, jak obsesja dotycząca mniemania o sprawności fizycznej oraz częstotliwości wykonywania ćwiczeń. Bardzo często jest wynikiem zaburzeń obrazu własnego ciała i zaburzeń odżywiania (w 50% przypadków). W chwili obecnej obsesyjna dbałość o kondycje i spalanie kalorii dotyczy od 03% do 05% naszej populacji (to naprawdę dużo). Osoby uzależnione od uprawiania sportu wykazują podobne zachowania do osób cierpiących na uzależnienia innego typu.

Zdrowo ćwiczący dostosowują możliwość ćwiczenia do swojego życia, podczas gdy uzależnieni organizują swoje życie by móc jak najwięcej ćwiczyć.”

Co jest przyczyną uzależnienia od ćwiczeń?

Uzależnienie od ćwiczeń, podobnie jak pozostałe uzależnienia, wynika z obniżonego poczucia własnej wartości, z obsesyjnego poczucia konieczności osiągnięcia czegoś ważnego, namacalnego, zauważalnego przez otoczenie, z potrzeby realizacji jakiegoś celu. Mimo podobieństwa do innych uzależnień to, to dotyczące aktywności fizycznej jest jednak pod pewnym względem wyjątkowe…

Dlaczego? Z powodu jednej zasadniczej równicy. W momencie, gdy uzależnienie od substancji (narkotyków, leków…) jest postrzegane jako niezgodne z prawem, naganne i nadal stanowi temat tabu, to uzależnienie od ćwiczeń jest realnie napędzane przez chęć spełnienia oczekiwań społeczeństwa. Oczekiwań dotyczących nienagannego wyglądu i ponadprzeciętnej kondycji.

Nie mogłaby pominąć udziału social mediów w rozprzestrzenianiu owego problemu. Kultura fitness staje się coraz bardziej powszechna, publikowanie swoich osiągnieć zarejestrowanych przez dedykowaną aplikację, wrzucanie zdjęć prezentujących efekty wielogodzinnego wyciskania siódmych potów…to wszystko podsyca obsesję dążenia do wymarzonego, powszechnie pożądanego „JA”.

uzależnienie od sportu

Z fizjologicznej strony natomiast aktywność fizyczna przyczynia się do uwolnienia endorfin, serotoniny i dopaminy, podobnie, jak to ma miejsce w przypadku zażywania narkotyków. Substancje te odpowiedzialne są za poczucie przyjemności, satysfakcję, zadowolenie, pewność siebie, zmniejszają również poczucie zmęczenia dzięki czemu pozwalają działać dłużej.

W związku ze zwiększonym wydzielaniem hormonów szczęścia uzależniony otrzymuje „nagrodę” od organizmu w postaci odczuwania większej ilości pozytywnych emocji, znaczącej poprawy nastroju (więcej na temat szczęścia przeczytacie tutaj klik). Problem pojawia się, kiedy przestaje ćwiczyć, wtedy zatrzymaniu ulega również uwalnianie neuroprzekaźników, co ma bezpośredni wpływ na pogorszenie samopoczucia. Wraz z upływem czasu dochodzi do uodpornienia organizmu, tak samo z resztą, jak w przypadku stosowania używek. Dlatego też by osiągnąć stan „zadowolenia” ćwiczący musi zwiększyć częstotliwość bądź długości podejmowanej aktywności fizycznej.

Doskonale wiecie, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, w tym przypadku w miarę ćwiczenia… Uprawiając sport np. biegając po pewnym czasie przestaje nas satysfakcjonować pokonanie 10km dystansu. Okazuje się, że bieganie samo w sobie nie jest już tak atrakcyjne jak wcześniej bądź osiągnęliśmy postawiony CEL. Przychodzi zatem czas na podniesienie poprzeczki i wyznaczenie nowego, bardzie wymagającego celu, to może jakieś roczne przygotowanko do triathlonu? Nie bez przyczyny powstało nowe zjawisko noszące miano "Rozwodu przez triathlon".

Wśród przyczyn sportowego uzależnienia wymieniane są również zaburzenia odżywiania, takie jak anoreksja lub bulimia, zaburzenia obrazu ciała – dysmorfofobia, ekstremalny spadek wagi czy przesadnie zdrowy styl życia, którego efektem jest również zmiana masy ciała (więcej o znaczeniu wyglądu oraz atrakcyjności fizycznej przeczytacie tu klik)

uzależnienie od sportu

Poniższa wypowiedź trafnie wskazuje na konsekwencje wynikające z obsesyjnego sportowego zaangażowania:

Z powodu obsesyjnej potrzeby uczęszczania na siłownię straciłam ważne dla mnie relacje, ominęło mnie wiele interesujących podróży, wesel i innych uroczystości rodzinnych. To co w tej chwili mogę o sobie powiedzieć to, to, że mam 167cm i 51 kg, osteoporozę w kręgosłupie i zwyrodnienie w stawach biodrowych. To czego nie miałam w ciągu ostatnich 6 miesięcy to miesiączka. Każdy aspekt mojego życia był podporządkowany ćwiczeniom, żywności oraz potrzebie kontrolowania tego wszystkiego. Tak ciężko pracowałam, aby być zdrową, ale nie jestem. I sama to sobie zrobiłam... "

 Kto jest w grupie ryzyka?

Tendencję do podejmowania ekstremalnej ilości ćwiczeń przejawiają osoby, które czują potrzebę kontroli tego co się dzieje w ich życiu. Chociaż czynniki ryzyka mają więcej wspólnego z cechami osobowości, niż zawodem, to ofiarami uzależnienia często padają osoby zajmujące prestiżowe i wysokie stanowiska, wykwalifikowani specjaliści. Jest to ściśle związane z dużą potrzebą odczuwania satysfakcji z własnych osiągnięć i odnoszenia sukcesu – co oczywiście gwarantuje im sport.

Na rozwój „ćwiczeniowego” uzależnienia są podatne również osoby, które odczuwają silną zewnętrzną presję utrzymania wysokiej formy. Dotyczy to również ludzi z nadwagą, którzy decydują się na ekstremalny spadek masy ciała w bardzo krótkim czasie.

Naukowcy z University of Southern California spekulują, że 15 % osób uzależnionych od ćwiczeń jest również uzależniony od papierosów, alkoholu lub narkotyków. Szacuje się, że 25% może mieć inne nałogi, takie jak uzależnienia od seksu lub uzależnienia od zakupów.

W niektórych przypadkach, byli narkomani i alkoholicy ćwiczeniami wypełniają pustkę pozostawioną przez wcześniejsze uzależnienie. Podobnie palacz może się uzależnić od kofeiny po rzuceniu palenia papierosów.

Znaki ostrzegawcze

Najczęstsze objawy uzależnienia behawioralnego obejmują:

  • CISZA - Ćwiczenia stają się najważniejszą aktywnością w życiu, całkowicie dominują myślenie, emocje i zachowanie.
  • ZMIANY NASTROJU - Ćwiczenie powoduje zmiany nastroju, takie jak zasmucenie, złość, nerwowość lub pozytywne flow.
  • TOLERANCJA - Uzależnienie wymaga zwiększenia ilości działania w celu osiągnięcia pożądanych efektów.
  • OBJAWY ODSTAWIENIA - Zmniejszenie lub zatrzymanie wyników ćwiczeń powoduje dyskomfort, drażliwość, drżenie i inne klasyczne objawy odstawienia.
  • KONFLIKT - obsesja jest przyczyną konfliktów relacyjnych na różnych płaszczyznach życia zawodowego i osobistego.
  • NAWRÓT - Uzależniony od ćwiczeń jest podatny na pokusy tzw. wyzwalacze skłaniające ich do podjęcia tych samych wzorców aktywności, nawet po długim okresie normalności.

uzależnienie od sportu

Jak rozpoznać uzależnienie od sportu?

Uzależnienie od aktywności fizycznej jest trudne do wykrycia zarówno u siebie, ja i u bliskiej osoby. Powoduje ono zmiany chemiczne w mózgu, które wymagają leczenia psychologicznego i są trudne do przeprowadzenia na własną rękę.  Większość osób uzależnionych od ćwiczeń nie widzi niczego złego w swoim zachowaniu, wręcz przeciwnie sygnały wysyłane przez najbliższych traktują, jako zwykłą czepliwość, a nawet złośliwość, zazdrość czy zaborczość. Brakuje również diagnozowania rozpoznawanego przez American Psychiatric Association (APA), co oznacza, że ​​nie ma określonych kryteriów diagnostycznych.

Obsesja dotycząca zwiększonej aktywności fizycznej wraz ze zmniejszoną aktywnością społeczną często wskazują na uzależnienie. Dobrym sposobem, jest prowadzenie dziennika swoich treningów oraz działalności społecznej, aby sprawdzić, czy występuje naruszenie proporcji między nimi.

Jakie są możliwości leczenia?

Pierwszym i podstawowym krokiem efektywnego leczenia jest przyznanie się do posiadanego problemu i podjęcie działania polegającego na ograniczeniu aktywności fizycznej - konieczna jest samoświadomość i samokontrola.  Często kolejnym etapem jest stopniowa zmiana rodzajów ćwiczeń lub zredukowanie swoich obecnych treningów. Czasami koniecznym może być całkowite zaprzestanie aktywności fizycznej, by odzyskać umiejętność kontroli nad obsesyjnym pożądaniem do uprawiania sportu.

 Jak możemy zapobiec?

To co radziłabym na pierwszym miejscu to obserwować siebie i słuchać bliskich. To zapewne od nich będą pochodziły pierwsze sygnały o ewentualnym zagrożeniu. Na pewno warto swój trening skonsultować z profesjonalistą i w rozsądny sposób rozplanować harmonogram nie tylko ten dotyczący ćwiczeń, ale również ten domowy, by uniknąć zbyt częstych wycieczek na siłownię. To co możemy zrobić to również weryfikować czas treningu oraz ilość codziennych ćwiczeń, by nie zapędzić się w sportową pułapkę. Przerwa w treningu w ciągu tygodnia, to również dobry sposób na to by nabrać dystansu i zwyczajnie pozwolić odpocząć organizmowi. Musimy obserwować siebie i swoje zachowania, po to by w odpowiednim momencie zareagować.

uzależnienie od sportu

Jaka jest perspektywa długoterminowa?

Osoby uzależnione od aktywności fizycznej powinny unikać używek: narkotyków, alkoholu, kofeiny i innych uzależniających substancji. Ilość czasu potrzebnego, aby przezwyciężyć uzależnienie jest zależne od stopnia nasilenia choroby. Niestety prawdopodobieństwo nawrotu jest takie samo, jak w przypadku innych uzależnień. Dlatego też należy unikać pokus i kontrolować swoje słabości.

Podsumowując…

Większość z nas potrafi zachować zdrowy rozsądek i umiar. Korzystamy ze wsparcia trenerów personalnych, fizjoterapeutów czy dietetyków – osób, które w profesjonalny sposób potrafią zaplanować zbilansowany plan rozwoju i treningu. Ćwiczenie to świetny sposób, aby wyrazić naszą fizyczność, odreagować i znaleźć chwilę dla siebie, wszystko jest dobrze, dopóki zachowamy zdrowy rozsądek.

Zgubną drogą jest pójście w stronę escapizmu, czyli w ucieczkę od problemów związanych z życiem społecznym, codziennością i rzeczywistością w nierealny świat zwycięstwa i sukcesu sportowego (czy koncentracji na wyglądzie zewnętrznym). Doskonale wiecie, że to niestety iluzja i pułapka, gdyż niezależnie od tego jak się wyrzeźbimy i ile kilogramową sztangę podniesiemy nasze problemy oraz obawy nadal będą czekały tam, gdzie je zostawiliśmy. Ucieczka przed nimi nie stanowi rozwiązania, musimy stawić im czoła i pozbyć się ich raz na zawsze.

Wspaniale jest mieć pasję, a jeżeli mamy to szczęście i jest ona naszą pracą to posiadamy nieocenioną wartość, dzięki, której sukces jest na wyciągnięcie ręki. Jeżeli natomiast nasza pasja jest przyczyną utraty przyjaciół, pogorszenia relacji społecznych oznacza to, że powinniśmy wziąć głęboki oddech i przeanalizować swoje priorytety.

Niektórzy z Was zapewne pomyślą:

Czyli co, mam zaprzestać ćwiczeń i prowadzić niezdrowy tryb życia? Teraz to powiedziałaś co wiedziałaś. Ładna mi rada…”.

Zdaje sobie sprawę, jak to brzmi, jednak zwróćcie uwagę, że nie chodzi o to, by nie ćwiczyć, lecz by dostrzec subtelną różnicę między pasją, a obsesją.

Aktywność fizyczna w ROZSĄDNEJ ilości jest wskazana. Tylko ile to jest rozsądnie i co oznacza „zdrowie”?

Czy „zdrowie” to forsowanie się na siłowni, mimo przeziębienia, zmęczenia czy kontuzji?  Czy „zdrowie” to wymykanie się z domu, kosztem czasu spędzonego ze swoimi dziećmi lub przyjaciółmi, bo przypada właśnie kolejny dzień Twojego godzinnego treningu i musisz ćwiczyć dokładnie 1h w przeciwnym razie trening nie ma sensu?

Ćwiczenia oraz ilość powtórzeń nie stanowią synonimu zdrowia. Wiele innych zmiennych wpływa na nasz stan i kondycję, począwszy od odżywiania na życiu rodzinnym skończywszy.

Pamiętajmy o tym, że

Nie jesteśmy w stanie wyprzedzić swojego cienia…”

Proponuję zatem nieco szersze spojrzenie na to co dla naszego zdrowia istotne. Zarówno jako psycholog, jak i fizjoterapeuta wychodzę z założenia, że znalezienie spokoju i równowagi psychicznej (niezależnie jakby to nie zabrzmiało ;-)) w naturalny sposób prowadzi do zdrowia fizycznego. Poczucie naszej wartości oraz szczęście w większej mierze powinno zależeć od naszej świadomości i samorealizacji, a nie sześciopaku czy ilości pokonanych kilometrów.

W momencie przeprogramowania myślenia o aktywności fizycznej i nieutożsamiania jej z katorżniczą pracą, z łatwością można odnaleźć satysfakcje w długich spacerach z dziećmi (bez poczucia winy, że zbyt mało się przy tym spociliśmy, by nadać mu miano treningu). Przyjemne i odstresowujące mogą być zajęcia z Jogi lub Zumby. Równocześnie warto jest czasami nalać sobie kieliszek wina (to nie jest promocja innego uzależnienia ;-)) i poczytać książkę na kanapie, napawać się nic nie robieniem…

szczęście

Jakie są Wasze sportowe doświadczenia? Czy mieliście do czynienia ze sporotową obsesją? A może ktoś bliski boryka się z takim problemem?

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej postu. Informacje od Was są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi się rozwijać.

Jeśli podoba Ci się ten post i uważasz, że może być przydatny, to udostępnij go swoim znajomym na Facebook'u.

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie  ;-) .