książki dla dzieci o śmierci

Jeśli rozmowa jest zbyt trudna… Książki oswajające dzieci i dorosłych z tematem śmierci

Zapraszam Was do lektury tekstu, który jest kontynuacją wpisu pt. "Gdzie będę, gdy mnie nie będzie... czyli jak rozmawiać z dziećmi o śmierci". Artykuły te powstały w ramach cyklu „Ekspert radzi” i zostały przygotowane przez  Magdalenę Michalak neurologopedę, pedagoga, autorkę bloga Mowosfera i cudownej książki dla dzieci pt. „Szafa”.
Magda prócz tego, że jest merytorykiem i ekspertem w swojej dziedzinie, to osadza posiadaną wiedzę w praktyce, gdyż jako mama cudownej Lilci, przemierza wyboistą drogę rodzicielskich dylematów. Teraz dzieli się z nami swoimi doświadczeniami i sprawdzonymi sposobami na poruszanie trudnych życiowych prawd.

Jeśli rozmowa jest zbyt trudna… Książki oswajające dzieci i dorosłych z tematem śmierci

Naprawdę nie wiem, jak wyglądałoby moje życie bez książek. Wypełniają one regały w moim domu, znajdują miejsce także na parapecie, krześle lub stoliku. Książki dają mi poczucie bezpieczeństwa. Ich czytanie jest jedną z moich ulubionych form spędzania czasu z córką.

Dziś chciałabym wykorzystać swoją książkową pasję, aby podzielić się z Wami listą zebranych pozycji, w których porusza się temat śmierci. Zapewne jest to lista niekompletna i liczę tutaj na Was. Jeśli znacie jeszcze jakieś warte uwagi publikacje, które mogłyby pomóc oswoić dziecko z opisanym przeze mnie w poprzednim tekście tematem śmierci, z wielką chęcią je poznam.

Tymczasem bardzo zapraszam Was do mojej biblioteczki.

Książki podzieliłam na kilka grup tematycznych:

Publikacje opisujące rytm natury, cykliczne zjawiska, które możemy zaobserwować w przyrodzie

Pory roku

Pory roku (Wydawnictwo Olesiejuk) - to książka, na przykładzie której można wytłumaczyć dziecku, że wszystko ma swój czas, swoją kolej. Pory roku następują jedna po drugiej. Jest czas wzrostu, rozkwitu, dojrzałości, jak również czas więdnięcia, usychania liści, opadania ich z drzew.

pory_roku
fot. www.wydawnictwoolesiejuk.pl

Bardzo dobrze ten proces został pokazany w formie graficznej w dwóch kolejnych książkach:

Rok w lesie

Rok w lesie (Wydawnictwo Nasza Księgarnia) z cudnymi ilustracjami Emilii Dziubak. Ta duża, solidnie przygotowana książka ukazuje cykl życia zwierząt w ciągu całego roku. Można zobaczyć, jak zmienia się przyroda, jakie są zwyczaje bohaterów, rytm ich życia. Książka ta stanowi doskonały punkt wyjścia do rozmowy o przemijaniu i tzw. kole życia.

rok_w_lesie
fot. www.nk.com.pl

52 tygodnie

52 tygodnie (Wydawnictwo Widnokrąg), autorstwa Anne Crausaz -  ukazuje w formie ilustracji jak zmienia się ten sam fragment drzewa w przeciągu 52 tygodni czyli całego roku. Jak po zimie zaczynają kwitnąć pąki, rosnąć liście, kwiaty przeobrażają się w owoce w postaci jabłek. Następnie przychodzi jesień, czas w którym liście zmieniają kolor, usychają, a owoce powoli zaczynają dojrzewać, aż w końcu gnić i psuć się. W książce oprócz rozkwitu drzewa i jabłek możemy obserwować zwyczaje ptaków, które przysiadają od czasu do czasu na gałęziach.

52_tygodnie
fot. www.wydawnictwo-widnokrag.pl

Jabłonka Eli

Jabłonka Eli (Wydawnictwo Zakamarki), Autorka: Catarina Kruusval. W tej książce autorka przedstawia ukochane drzewo tytułowej bohaterki - jabłonkę, która dawała nie tylko pyszne owoce, ale także stanowiła wspaniałą kryjówkę podczas zabaw z kolegą. Pewnej nocy, podczas gwałtownego i silnego wiatru, jabłonka zostaje powalona przez wichurę.

jabłonka_eli
fot. www.zakamarki.pl

W trakcie lektury możemy wraz z Elą poczuć smutek, żal, tęsknotę za ukochanym drzewem. Możemy dowiedzieć się, jak ona i jej rodzice radzą sobie z tą stratą. Tak... za ukochanym drzewem również można tęsknić. Zdecydowanie warto zapoznać się z tą historią.

Książki opisujące temat śmierci na przykładzie świata zwierząt

Żegnaj Panie Muffinie!

Żegnaj, panie Muffinie! (Wydawnictwo Ene Due Rabe), Autor: Ulf Nilsson, Ana-Clara Tidholm. Przejmująca książka, ukazująca tytułowego bohatera - 7-letnią świnkę morską, która jest u schyłku swojego życia. Obserwujemy jak z dnia na dzień robi się coraz słabszy, zawsze jednak starcza mu sił na wyjmowanie listów ze skrzynki. Listy są zapowiedzią tego, co nieuchronne. Pan Muffin na kolejnych kartach książki robi podsumowanie swojego życia. Wspomina bliskich mu ludzi oraz moment, w którym był sprawny i silny. Wspomina tych, którzy umarli przed nim. Zastanawia się nad sensem niektórych zjawisk. Podczas czytania tej książki, towarzyszymy głównemu bohaterowi w ceremonii pogrzebowej i pożegnaniu zmarłego. Daje to możliwość późniejszych rozmów z dzieckiem na temat tego, jakie są obyczaje panujące w naszej wierze.

żegnaj_panie_muffinie
fot. www.eneduerabe.redcart.pl

Wciąż żywe są we mnie słowa, które pojawiają się w ostatnim liście do Pana Muffina, a których nie zdążył przeczytać:

"Teraz, panie Muffinie, wie pan więcej niż my. Teraz wie pan, co się dzieje, gdy umieramy. Na pewno jest tak, że albo śmierć to odpoczynek, a wtedy nie ma się czego bać, albo przenosimy się gdzieś do wiecznego życia i tam żyjemy w szczęściu. A wtedy śmierć to coś, za czym warto tęsknić! Dlaczego mielibyśmy bać się śmierci? Prawda, że tak właśnie jest, panie Muffinie, który już wszystko wiesz?"

Przyznam się Wam szczerze, że po pierwszym przeczytaniu tej książki, odłożyłam ją na półkę. Nie byłam gotowa, by wejrzeć głębiej w przesłanie tego tekstu, by zrozumieć. Dziś, kiedy oswoiłam się z tym tematem czuję, że to bardzo ważna, cenna i potrzebna książka.

Mysi Domek. Sam, i Julia w teatrze

Mysi Domek. Sam i Julia w teatrze. (Wydawnictwo Media Rodzina),  Autorka: Karina Schaapman. Bohaterami tej książki są mysi przyjaciele - Sam i Julia. Julia nie ma taty, rodzeństwa, babci ani dziadka. Mieszka z mamą.  Sam z kolei mieszka z rodzicami i rodzeństwem (braćmi i siostrami), ma dwie babcie, dwóch dziadków, kilka ciotek i jednego wujka.

mysi_domek_sam_i_julia_w_teatrze
fot. www.mediarodzina.pl

W części, w której Sam przygotowuje się do wystąpienia w teatrze pojawia się wątek śmierci. Umiera dziadek Sama. Pojawia się rozmowa pomiędzy bohaterami. Przeanalizowanie tej rozmowy pozwala w delikatny sposób poruszyć temat przemijania i okoliczności w jakich tracimy życie.

Pustka

Pustka (Centrala Mądre Komiksy), Autorka: Marianna Sztyma. Ta książka oswaja czytelnika z trudnymi uczuciami, towarzyszącymi żałobie. Dziewczynka zmaga się ze smutkiem, żalem i tęsknotą za zmarłym kotem. W jej domu pojawia się pustka, która przyjmuje łzy dziewczynki i gotowa jest jej wysłuchać za każdym razem , gdy odczuje ona potrzebę rozmowy. Pustka początkowo jest duża, jednak daje dziewczynce nadzieję, że przyjdzie czas, kiedy się zmniejszy. Dzięki tej pozycji, możemy poruszyć temat żałoby, radzenia sobie ze stratą, która jest sprawą bardzo indywidualną dla każdej osoby.

pustka
fot. www.centrala.org.uk

 Książki, w których pojawia się wątek śmierci, choroby, przemijania

Basia i dziadkowie

Basia i dziadkowie (Wydawnictwo Egmont), Autorka: Zofia Stanecka. Czy znacie Basię i jej wesołą rodzinę? Pani Zofia Stanecka powołała do książkowego życia bardzo wyrazistych bohaterów, których zilustrowała Pani Marianna Oklejak. Moja córka uwielbia czytać o przygodach Basi, a i ja w różnych momentach utożsamiam się z mamą głównej bohaterki.

basia_i_dziadkowie
fot. www.egmont.pl

W części "Basia i Dziadkowie" podczas wizyty w domu Basi, jej Dziadek (Tato jej Taty) gorzej się poczuł i został zawieziony do szpitala. Fakt ten wywołał w Basi lęk, poczucie winy (Basia obawiała się, że dziadek zachorował przez to, że poprzedniego dnia bawił się z nią zbyt intensywnie) oraz strach przed śmiercią dziadka. Zapis tej rozmowy jest poruszający i gorąco Was zachęcam do sięgnięcia po tę część (jeśli macie potrzebę porozmawiać z dzieckiem na ten temat).

Basia i kolega Haiti

Basia i kolega z Haiti (Wydawnictwo Egmont), Autorka: Zofia Stanecka. W tej części przygód Basi, do jej przedszkolnej grupy dołącza nowy chłopiec. Ma inny kolor skóry, stroni od dzieci i rysuje dużo obrazków, w których pojawiają się osoby zmarłe. Titi jest nieufny i wycofany w stosunku do dzieci. Basia nie rozumie tej sytuacji. Dopiero wieczorna rozmowa z mamą sprawia, że poznaje historię chłopca. Okazuje się, że w wyniku kataklizmu  (tsunami) Titi stracił rodziców. Ta informacja jest początkiem bardzo ważnej i poruszającej rozmowy  pomiędzy Basią i jej mamą na temat niesprawiedliwości związanej z utratą najbliższych. Opisany jest zarówno smutek, jak i lęk dziewczynki przed tym, iż ją również mogłoby spotkać coś podobnego. Zdecydowanie warto zaopatrzyć się w tę ważną książkę.

basia_i_kolega_z_haiti
fot. www.egmont.pl

Moje szczęśliwe życie

Moje szczęśliwe życie (Wydawnictwo Zakamarki), Rose Lagercrantz, Eva Eriksson. To książka, do której wracałam kilkukrotnie. Lila nie od razu była gotowa na informację, iż mama głównej bohaterki zmarła, gdy ta była jeszcze malutka. Początkowo bardzo smucił ją ten fakt i nie chciała słuchać dalszej opowieści. Z czasem sama zaczęła po nią sięgać i własnymi słowami opowiadać o tym, co przydarzyło się Duni, dziewczynce, która po śmierci mamy mieszkała z tatą. Jej życie wypełnia bogaty świat przeżyć, emocji, wzruszeń, radości, ale też smutków. Nakładem Wydawnictwa Zakamarki ukazało się 5 części przygód Duni. Każdą bardzo lubimy, ponieważ oswajają one czytelnika z trudnymi tematami, dlatego warto po nie sięgnąć.

moje_szczęśliwe_życie
fot. www.zakamarki.pl

Dom Babci

Dom Babci (Wydawnictwo CzyTam),  Ross Montgomery. To opowieść o stracie. O tęsknocie. O radzeniu sobie ze śmiercią bliskiej osoby. Chłopiec wspomina ukochaną babcię. Z lektury dowiadujemy się, kim była babcia, co robiła. Można poczuć silną więź, która łączyła ją z wnuczkiem i to, że nieuchronne nadeszło.

"Babcia się jednak zestarzała - tak bardzo, że nie mogła już budować domów. Po pewnym czasie nie mogła już ugotować obiadu, a potem nawet wspiąć się na schody. Pewnego dnia nie dała rady podnieść się i usiąść na łóżku, a kiedy chłopiec przyszedł do niej - babci nie było. Bez babci dom stał się pusty."
dom_babci
fot. www.czy-tam.pl

Ta książka pokazuje, w jaki sposób można pielęgnować w sobie pamięć o bliskiej osobie, jak można radzić sobie ze stratą i tęsknotą. Warto do niej sięgnąć.

Czy tata płacze?

Czy tata płacze?, Hilde Ringen Kommedal. Bardzo ważna książka, rozpoczynająca się od słów: "Olav ma pięć lat. A jego tatuś nie żyje". To niezwykle cenny przykład tego, jak można rozmawiać z dzieckiem o śmierci. Zostały w nim  przytoczone rozmowy mamy z chłopcem, który próbuje zrozumieć, co się wydarzyło i co czuje. Poruszająca, smutna, a jednocześnie tak potrzebna opowieść.

czy_tata_płacze
fot. www.empik.com

Ten drugi. Opowieść misia Fredka

Ten drugi. Opowieść misia Fredka (Wydawnictwo Impuls), Maria Szloser. To niezwykle wzruszająca opowieść , w której oczami misia możemy przyglądać się rodzinnej tragedii. Kobieta rodzi synka. Chłopiec rośnie w towarzystwie misia. Pewnego razu rodzice wychodzą z nim z domu i wracają bez niego. Okazuje się, że dziecko umarło. W trakcie lektury możemy zobaczyć, jak rodzice radzą sobie z tak ciężką stratą, bólem, żalem, smutkiem, tęsknotą. Niezwykle trudny a zarazem ważny temat.

ten_drugi_opowieść_misia_fredka
fot. www.impulsoficyna.com.pl

Życie co to takiego

Życie co to takiego (Wydawnictwo Zakamarki). To książka Oscara Brenifier'ego z ilustracjami Jerome Ruillier z serii Dzieci Filozofują, w której pojawia się 6 zagadnień: Szczęście, Ambicja, Nieszczęście, Istnienie, Sens Życia i Śmierć. W każdym dziale można znaleźć wiele skłaniających do refleksji pytań. Dział Śmierć na poszczególnych kartach podejmuje próbę odpowiedzi na pytanie: "Dlaczego umieramy?". Zdecydowanie warto sięgnąć po tę książkę.

życie_co_to_takiego
fot. www.zakamarki.pl

Niebo

Niebo (Wydawnictwo Wytwórnia), Bruno Gibert. To książka, która w prosty sposób, bez nadmiernych słów, w postaci pytań i ilustracji próbuje udzielić odpowiedzi na pytanie: "Czym jest niebo?" i "Czy wszyscy tam idą?". Znaki graficzne stanowią instrukcję, która ciekawie i pomysłowo obrazuje naszą podróż zwaną życiem. Daje to swobodę do interpretacji i czytania tej książki zgodnie z tym, co w nas żywe i obecne. Warto do niej sięgnąć, szczególnie wtedy, gdy mamy poczucie, że brakuje nam odpowiedzi...

niebo
fot. www.wytwornia.com

Motylek dla dzieci

Motylek dla dzieci (Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne), Elżbieta Zubrzycka. Opis książki jest w moim odczuciu wystarczająco zachęcający do sięgnięcia po tę publikację:

"Książka zawiera cztery pogodne i optymistyczne opowiadania mówiące o stracie, tęsknocie, chorobie i lękach. Czy dzieci nie są za małe, żeby takie tematy z nimi poruszać? Kiedy nic się nie dzieje, rzeczywiści nie trzeba. Jednak w codziennym życiu radości i smutki się przeplatają ze sobą. Dzieci zasmuca kolorowy motyl leżący bez ruchu na parapecie okna, rozstanie z zabawkami z dzieciństwa, strata znanych miejsc i przyjaciół w wyniku przeprowadzki do nowego mieszkania. Boją się chorób i zarazków, bo słyszą wiele błędnych informacji na ich temat. Tęsknią za członkami rodziny, którzy opuścili dom z różnych powodów. Dzieci ciągle stają przed zadaniem uporania się z nieznanymi sobie, przykrymi uczuciami."
motylek_dla_dzieci
fot. www.gwp.pl

Trudne tematy dla przedszkolaka i małego żaka. Śmierć i pogrzeb

Trudne tematy dla przedszkolaka i małego żaka. Śmierć i pogrzeb. (Wydawnictwo BEATA VITA), Bianca - Beata Kotoro. To jedna z lepszych książek dla dzieci poświęconych tematowi śmierci, pogrzebu, żałoby. Zawiera zapis rozmowy pomiędzy siostrą i starszym bratem, w której dziewczynka zadaje chłopcu pytania, na które on, w możliwie prosty i jasny sposób, jej odpowiada. Zdecydowanie warto mieć tę książkę w swojej biblioteczce.

trudne_tematy_śmierć_i_pogrzeb
fot. www.znak.com.pl

Na sam koniec...

Mam w swojej biblioteczce książkę szczególną.Wzruszającą i inspirującą jednocześnie. O jej kupienie poprosiłam swojego męża, który przebywał w delegacji za oceanem. Jej tytuł to: "What to do when I'm gone", czyli "Co możesz zrobić, gdy już mnie nie będzie". Jest to zbiór matczynych rad, wskazówek, przewodnictwa dla córki, której przyjdzie kiedyś pożegnać najważniejszą kobietę swojego życia.

We wstępnie córka pisze, że od kiedy pamięta, towarzyszy jej lęk przed utratą Mamy. Pewnego dnia, mając 22 lub 23 lata, postanawia zmierzyć ze swoim strachem i wyobraża sobie, co czuje w chwili, gdy jej mama umiera.Tym samym rozważa najtrudniejszy, życiowy scenariusz. Dziewczynka, chcąc się zatroszczyć o samą siebie, pewnego dnia prosi swoją mamę o napisanie książki ze spisem codziennych instrukcji, za którymi (prowadzona przez ukochaną kobietę) będzie mogła podążać każdego dnia.

what_to_do_when_im_gone
fot. www.bloomsbury.com/uk

Książka ta i mnie zainspirowała do stworzenia swojego dziennika, z miłości do córki. Takiego, w którym będę jej opowiadała o tym, co uznam za ważne i co chciałabym, aby zapamiętała. Kto wie... być może i Was opis tej publikacji również zainspiruje do stworzenia czegoś dla waszej pociechy tak, by mogła nosić te ważne zapiski w swoim portfelu, plecaku, torebce czy schować w tajemniczym pudełku. Dla dziecka może to być niezwykle wartościowy amulet na dalsze życie.

Wspólna biblioteczka

Kochani, czy macie jakieś godne polecenia książkowe pozycje, które można by było dołączyć do tej listy? Pozostawiam ją otwartą. Mam jednak nadzieję, że okaże się dla Was pomocna.

Jeśli chcielibyście sięgnąć po publikacje opisujące temat śmierci, żałoby, radzenia sobie ze stratą oraz zawierające rady odnośnie tego, jak można rozmawiać o tym z dzieckiem, poniżej lista wartych uwagi książek:

  • Anna Jankowska, "Jak wychowywać przedszkolaka"
  • Anna Jankowska, "Po co kotu wąsy, czyli jak odpowiadać dzieciom na trudne pytania"
  • Anna Jankowska, "Trudne tematy dla mamy i taty, czyli jak wychowywać dziecko na człowieka"
  • Justyna Korzeniewska, "Rozmowy z dzieckiem. Proste odpowiedzi na trudne pytania"
  • Eva Zoller, "A dlaczego? Jak odpowiadać na trudne pytania dzieci"
  • Elżbieta Zubrzycka, "Trudne pytania dla dorosłych. Jak rozmawiać o stracie, tęsknocie i dziecięcych lękach. Optymistycznie i pogodnie"

 

Pozdrawiam,
Magdalena Michalak

Być może zainteresuje Was również:


rowerek_biegowy_janod

O roli aktywności ruchowej w życiu dziecka

„Aktywne fizycznie dziecko będzie zdrowym dorosłym.”

To zdanie nie jest tylko chwytliwym sloganem, ale faktem popartym latami obserwacji i szeregiem badań empirycznych. Zrobiło się sztywno i naukowo? A może myślisz sobie, że nie odkryłam Ameryki… być może dla Ciebie, to stwierdzenie nie jest niczym nowym. Zastanawia mnie jednak, dlaczego tak wielu rodziców mimo posiadanej wiedzy, nic z nią nie robi? Dlaczego, nadal tkwią w starych, niezdrowych nawykach i przekazują je swoim dzieciom?

Jak się okazuje, nie wszystko jest takie oczywiste, jak się wydaje i warto przez cały czas aktualizować posiadane informacje. Zatem do dzieła…

Aktywność ruchowa – korzyści

„Aktywność ruchowa dziecka oddziałuje nie tylko na jego rozwój fizyczny, ale również emocjonalny, społeczny i umysłowy.”

Uprawiając sport, ćwicząc czy po prostu ruszając się, wzmacniamy mięśnie i kości, zapobiegamy nadmiernemu przybieraniu na wadze, przeciwdziałamy i korygujemy wady postawy, zmniejszamy ryzyko wystąpienia cukrzycy i innych, przewlekłych chorób cywilizacyjnych. Korzyści, jakie czerpie nasz organizm z bycia aktywnym, można długo wymieniać. Przede wszystkim – wspiera działanie płuc i układu oddechowego. Lepiej działa również układ hormonalny – wzrasta tolerancja glukozy, a zmniejszają się problemy z metabolizmem. Ponadto, aktywność ruchowa sprawia, że zwiększa się wytrzymałość mięśni i poprawia koordynacja nerwowo-mięśniowa. Organizm, który często poddaje się aktywności ruchowej, lepiej znosi wysiłek i wszelkie obciążenia – nie tylko fizyczne, ale również umysłowe czy psychiczne.

aktywne_dziecko

Prócz korzyści fizjologicznych, aktywność fizyczna niesie wiele dobrego dla zdrowia psychicznego. Dziecko, które potrafi odnaleźć się w grze na boisku z rówieśnikami, łatwiej radzi sobie z pracą w grupie, szybciej znajduje rozwiązanie problemów, z którymi spotyka się na co dzień.

Eksperci twierdzą, że aktywność ruchowa zmienia nastawienie do otaczającego świata, buduje pewności siebie, podnosi samoocenę, zwiększa zdolności poznawcze i rozwija umiejętności radzenia sobie ze stresem, lękiem i przeciwdziała występowaniu depresji.

“A wszystkiemu winne endorfiny, które uwalnianie podczas ćwiczeń, uszczęśliwiają dziecko.”

Pozytywne zmiany w mózgu

Wyniki badań wskazują, że podczas ćwiczeń, aktywność mózgu przenosi się z obszarów, które są odpowiedzialne za odczuwanie niepokoju, do obszarów, które odpowiadają za koordynację ruchową i koncentrację uwagi. Poza tym ulegają zmianie poziomy niektórych neurotransmiterów, pomagających w poprawie samoregulacji. Co to oznacza? Ma to bardzo proste przełożenie, bo kiedy nastrój i samoregulacja są lepsze, wtedy dzieci sprawniej radzą sobie z trudnościami i lepiej budują relacje w grupie.

aktywnosc_dzieci

Aktywna zabawa

Aby wysiłek fizyczny przyniósł dziecku korzyści, wcale nie musi być monotonny i wyczerpujący. Wręcz przeciwnie – powinien być ubrany w atrakcyjną dla dzieci formę pozwalającą na beztroską zabawę. Czasami wystarczy niewiele – koc, pobliska polana i ulubione zabawki, które nie tylko stanowią rozrywkę, ale również rozwijają różnorodne umiejętności naszych pociech. Mamy kilka takich zabawkowych pewniaków, które sprawdzają się w każdych warunkach i towarzyszą nam niemal na każdym kroku. Rewelacyjnie sprawdzają się układanki magnetyczne Magnetibook Janod np. Śmieszne buzie czy zwierzęta, które znajdziecie tutaj –> klik

magneticbook_janod

magneticbook_janod_zwierzeta

magneticbook_janod_twarze

magneticbook_janod_odnova

Dzieci uwielbiają również zabawy, które posiadają czynnik rywalizacji, dlatego nasz wybór padł na zestaw rybek magnetycznych, takich jak te –> klik. Pozwalają one zarówno starszakowi, jak i 2,5 letniemu smykowi bawić się jak równy z równym. To przykłady zabawek, będących gwarancją świetnie spędzonego czasu.

rybki_magnetyczne_janod

rybki_magnetyczne_zabawa

rybki_magnetyczne_janod_zestaw

Warto wybierać taką formę aktywności, która jednocześnie będzie atrakcją. Do której dzieci nie będą czuły się zmuszane, a wręcz przeciwnie – będą ją wykonywać spontanicznie, z zapałem i przyjemnością. Która pozwoli i wykorzystać pomysłowość, spostrzegawczość czy refleks.

Rola rodzica – jak  powinniśmy motywować

My – rodzice czasem tak mamy, że popadamy w skrajności i chcąc zmotywować nasze pociechy do aktywności, uzyskujemy zupełnie odwrotny efekt. Oczywiście wszystko to robimy w dobrej wierze, w trosce o ich rozwój fizyczny. Warto jednak pamiętać, że nasze dzieci to delikatna materia, bardzo plastyczna i chłonna jak gąbka, dlatego tak bardzo musimy zwracać uwagę, jak się zachowujemy i co do nich mówimy.

Już teraz wykreśl ze swojego słownika zwroty: “Uważaj, nie wchodź tak wysoko, bo spadniesz.”, “Nie dotykaj tego drzewa, bo się pobrudzisz.”, “Nie biegaj tak szybko, bo się spocisz.”

Tego typu sformułowania w prosty sposób niszczą naturalną dziecięcą ciekawość i chęć do poznawania świata, do beztroskiej zabawy oraz rozwijania nowych umiejętności. W efekcie dzieci zaczynają unikać aktywności, z którą przecież wiąże się aż tyle zagrożeń… w zamian za to wybierają zajęcie, które ich nie pobrudzi i zbytnio nie zmęczy – czyli komputer, tablet, telewizor.

Dzieci najefektywniej uczą się przez obserwację i naśladownictwo, dlatego najlepszym sposobem na krzewienie w nich aktywności jest nasza własna postawa i dbałość o aktywny styl życia. Nic tak bardzo nie zachęci malucha do ruchu i zabawy na świeżym powietrzu niż aktywny rodzic. Dlatego warto wybierać aktywności, które pozwolą na rodzinne spędzanie czasu. W naszym przypadku gra w piłkę i rowery są tym, co wszystkim sprawia ogromną przyjemność. Chłopcy złapali takiego rowerowego bakcyla, że to oni wychodzą z inicjatywą wycieczek rowerowych. Każdy z nich posiada swoją ulubioną brykę. Antoś upodobał sobie ultralekki rower marki Woom, który zakupimy niebawem. Kubusiowe serce skradł miętowy rowerek biegowy Janod będący skuterem, taki jak ten –> klik.

rowerek_biegowy_janod

dzieci_na_rowerach

mietowy_skuter_janod

rowerek-dla_dziecka_janod

Wskazówki

  • Wybieraj aktywności, które lubi Twoje dziecko i które są zabawne.
  • Pozwól dziecku wybrać rodzaj aktywności, która go interesuje.
  • Zadbaj o różnorodność zabaw, by dziecko miało możliwość próbowania różnych aktywności.
  • Kształtuj codzienne nawyki związane z różnorodną aktywnością. Zachęcaj malucha do wspólnego wykonywania domowych obowiązków np. sprzątanie salonu po zabawie bądź wspólna praca w ogródku. Czasami wystarczy poręczny zestaw małego ogrodnika, by mały pomocnik był wniebowzięty.

zestaw_małego_ogrodnika

  • Spędzaj wspólne chwile na świeżym powietrzu np. spacer w parku.
  • Ogranicz ilość czasu spędzonego przed ekranem tv.
  • Doceniaj i mów o tym swojemu dziecku.
  • Bądź wzorem do naśladowania – zaangażuj całą rodzinę w różne aktywności.

Dawkowanie aktywności

Nie ma złotego środka, jedyna wskazówka to zdrowy rozsądek i umiar oraz Zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), które mówią, że:

Dzieci powyżej 5 roku życia powinny codziennie wykonywać 60 minut umiarkowanej lub energicznej aktywności fizycznej. Obejmuje ona szybkie chodzenie, jazdę na rowerze lub skuterze, granie, bieganie, skakanie i uczestniczenie w zorganizowanych sportach.

Na prawdę warto prowadzić aktywny styl życia i zakrzewiać to podejście w swojej pociesze. Badania pokazują, że aktywne dzieci stają się aktywnymi dorosłymi. To bezcenny prezent, który możemy podarować dziecku na całe życie.

Nasze popołudnie uchwycił Grzegorz Chełkowski, więcej jego wyjątkowych zdjęć możecie znaleźć tutaj –> klik

 

Jestem ciekawa, jakie są wasze sposoby na aktywne spędzanie czasu ze swoimi pociechami?

Ściskam,
K

 

 


jak_rozmawiać_z_dzieckiem_o_śmierci

Gdzie będę, gdy mnie nie będzie - czyli jak rozmawiać z dziećmi o śmierci...

Śmierć, to trudny i delikatny temat, który dotyczy każdego z nas. Sama myśl o konieczności rozmowy o niej, niejednemu rodzicowi (a może nawet każdemu rodzicowi) spędza sen z oczu. Warto wiedzieć co powiedzieć, jakich słów użyć i jak się zachować, gdy staniemy przed tym wymagającym zadaniem. W poniższym tekście, który powstał w ramach cyklu „Ekspert radzi”, znajdziecie ogrom przydatnych wskazówek, propozycji, odpowiedzi na nurtujące was pytania. Wpis ten przygotowała Magdalena Michalak, neurologopeda, pedagog, autorka bloga Mowosfera i cudownej książki dla dzieci „Szafa” (o której już niebawem opowiem Wam więcej), a przede wszystkim mama niesamowitej Lilci, z którą wspólnie przemierzają świat wartościowych książek. Serdecznie Was zachęcam do lektury.

Gdzie będę, gdy mnie nie będzie - czyli jak rozmawiać z dziećmi o śmierci...

Dzieci 

"widzą wszystko, na co patrzą. Dlatego zauważają rzeczy, których my, dorośli, nie dostrzegamy. Nauczyliśmy się odróżniać rzeczy ważne w danej chwili od nieistotnych. Wybieramy to, co chcemy widzieć. Dziecko jeszcze tego nie potrafi. Zauważa rozdeptane mrówki na chodniku, wzrusza się zmarłym pisklakiem, który wypadł z gniazda. Niekiedy zastanawia się, czy to stworzenie niedawno żyło, jak wyglądało, jak się zachowywało. Dziecko bardzo wcześnie styka się ze śmiercią. Głęboko przeżywa te pierwsze spotkania z nieuniknionym i zadaje pytania, które mogą nam się wydać nieistotne. W codziennym biegu spraw łatwo zbagatelizować uczucia dziecka. Szczególnie wtedy, gdy temat wydaje się trudny, pojawia się pierwszy raz i nie mamy gotowych, przemyślanych odpowiedzi"[1].

Był czas kąpieli. Ona, dość pogodnie o czymś mi opowiadała, gdy nagle nadeszła myśl. Myśl o wyglądzie czarnej chmury, odbierającej dobre wrażenia, radość oraz lekkość istnienia. Myśl ciężka, niepokojąca, pozbawiająca spokoju.

"Mama, a co będzie jak Ty umarniesz?"
zapytała mnie, pełna lęku, który nie wiadomo skąd się pojawił.

"Właśnie sobie o tym pomyślałam i ja nie chcę, żeby ty umarłaś. Mama Ty nie umarniesz? Jak umarniesz, to kto się mną zajmie?"

Nie miałam zbyt wiele czasu na odpowiedź. Lila strzelała pytaniami niczym pociskami z karabinu. I one - te pytania - niczym pociski, trafiały mnie prosto w serce. Byłam poruszona jej nagłą zmianą nastroju. Tym przeogromnym lękiem, który się w niej pojawił.... Byłam zaskoczona. Nieprzygotowana do udzielenia w tym momencie odpowiedzi.

rozmowa_o_śmierci

"Lila, widzę, że ta myśl Ciebie bardzo wystraszyła. Boisz się, że umrę? Nie chciałabyś mnie stracić? Bardzo mnie kochasz i jestem dla Ciebie ważna?"
- próbowałam uporządkować i poukładać sobie wszystko, co przed chwilą usłyszałam.

"Mama nie umarniesz? Proszę, powiedz, że będziesz żyła. Ty jesteś jeszcze młoda? A co jak Ty i tata umarniecie? Kto się mną zajmie? Ja nie chcę, żeby ty umarłaś. Jak by ty umarłaś, to ja bym poszła do kogoś, żeby mnie zabił"
mówiła z dużym poruszeniem i płaczem.

W tym momencie po policzkach pociekły mi łzy. Uświadomiłam sobie, jak bardzo ona mnie, nas (swoich rodziców) kocha i potrzebuje. Jak bardzo się boi, że znikniemy, że nas straci. Z jak ogromną rozpaczą wiązałoby się moje odejście.

"Mama, mam nadzieję, że umarniemy w tym samym czasie, przytulone do siebie"
 - dodała, próbując sobie to wszystko w głowie poukładać. Próbując się pocieszyć.

Rozmowa z Lilą zapoczątkowała cykl naszych dalszych rozmów na temat śmierci, przemijania, żegnania bliskich nam ludzi. Uświadomiła mi, jak ważny to temat, o którym warto z dzieckiem (na miarę jego możliwości wiekowych) rozmawiać. Nad którym warto się pochylić.

Dlatego i Was, drodzy Rodzice, chciałabym zaprosić dziś do lektury. Bardzo wiele osób, z którymi na ten temat rozmawiam podkreśla, iż jest on trudny, smutny, przygnębiający, jednak ważny i nieuchronny. Nie wiemy bowiem, kiedy życie postawi przed nami wyzwanie w postaci odejścia lub choroby bliskiej nam osoby. Czy można się na to przygotować? Zapewne nie do końca. Trudno przewidzieć, co będziemy wówczas czuli, jak będziemy reagowali i działali. Można jednak (a ja uważam, że warto) dowiedzieć się, jak wspierać dziecko (oraz siebie) w tym pełnym trudności czasie.

SKĄD TEN LĘK - KIEDY DZIECKO ZACZYNA ZADAWAĆ PYTANIA...

Jeśli miałabym wskazać czas pierwszych, wyraźnych oznak zainteresowania mojej córki tematem śmierci, byłby to 4-5 rok życia. Złożyły się na to dwie kwestie: rozwojowa, wskazująca na to, iż we wskazanym wieku naturalne jest zainteresowanie dzieci sprawami ostatecznymi. Druga związana jest z literaturą dziecięcą, którą wówczas czytałyśmy.  W książkach Lila poznała młodych bohaterów, którzy albo nie mieli mamy, albo taty, albo obojga rodziców. Zdarzało się, że ktoś zachorował i członkowie rodziny obawiali się, że nie wyzdrowieje.

Pamiętam, jak czytałam z Lilcią książkę  Evy Eriksson i Rose Lagercrantz "Moje szczęśliwe życie", w której Dunia, główna bohaterka, straciła mamę w bardzo wczesnym wieku.  Do książki tej wracałyśmy kilkukrotnie, ponieważ pierwsze zetknięcie się z wyobrażeniem mamy, która nie towarzyszy dziecku w rozwoju, było dla Lilci zbyt trudne. Od samego początku starałam się rozmawiać z nią o tym, co ją niepokoiło, odpowiadając na liczne pytania. Nie było to dla mnie łatwe. Myśl, że Lila mogłaby stracić mnie lub swojego tatę bądź sama zachorować, była dla mnie przerażająca. Chciałam odsuwać ją od siebie, by nie budziła tak wielu trudnych emocji. Dziecko potrafi jednak uruchomić w osobie dorosłej niesłychane pokłady możliwości i umiejętności. Motywuje do zajęcia się sprawami, przed którymi najchętniej by się uciekło. Zatem i ja... postanowiłam wyjść rozmowie o śmierci naprzeciw.

wiedza

Uważam, że tym, co może dać duże poczucie bezpieczeństwa nam - dorosłym - jest WIEDZA. Znajomość poszczególnych etapów rozwoju dziecka oraz trudniejszych, kryzysowych momentów pozwala przygotować się na czekającą nas rozmowę. Dlatego na półce w mojej rodzicielskiej biblioteczce publikacje, które zajmują miejsce szczególne to książki z psychologii rozwojowej, opisujące etapy rozwoju dziecka w poszczególnych latach jego życia. Nieco ubolewam nad faktem, że większość z nich kończy się na 6 roku życia. Mam poczucie, że późniejsze lata mogą także stanowić wyzwanie dla rodziców i zdecydowanie warto wspierać się wiedzą na temat rozwoju dzieci 6+.

Zatem...

Kiedy u dzieci pojawia się zainteresowanie tematem śmierci?

Przyjmuje się, że około 4, 5 roku życia (tu warto brać pod uwagę indywidualny rozwój każdego dziecka). Początkowo maluch ma mgliste wyobrażenie w tym temacie i jeśli rzecz bezpośrednio go nie dotyczy i nie dotyka, wówczas nie zajmuje się specjalnie pogłębianiem wiedzy w tym obszarze.

Około 5 roku życia temat śmierci zaczyna przybierać dla niego bardziej konkretną formę. Wydaje się bardziej realna i prawdopodobna. Dzieciom kojarzy się często z bezruchem i końcem czegoś ważnego.

W tym czasie młodzi ludzie nie potrzebują szczegółowych wyjaśnień i opisów.  Im prościej im to wyjaśnimy, tym lepiej. Dzieci pomiędzy 5 a 6 rokiem życia wierzą czasem w to, że śmierć da się cofnąć.

Około 6 roku życia śmierć staje się dla nich bardziej zrozumiałym zagadnieniem. W tym czasie nasila się lęk przed utratą mamy i taty. I, tak jak u nas, pojawia się szereg pytań porządkujących wiedzę:

"Czy umrzecie? Kto się mną zajmie? Czy będzie ktoś, kto mnie przytuli i poczyta do snu?"
W tym wieku dzieci zaczynają łączyć śmierć z wiekiem i spostrzegają, że dotyczy ona głównie ludzi starszych (potwierdzają to słowa mojej Lilci, która mówiła: "Mama, Ty jesteś jeszcze młoda więc nie umrzesz, prawda?"). Dzieci nierzadko wciąż wierzą w to, że śmierć można cofnąć, przywracając osobę zmarłą z powrotem do życia.

Warto wiedzieć, że w 7 roku życia u dzieci dominuje nastrój refleksyjny, melancholijny. Zatem mały domownik może, częściej niż wcześniej, być smutny, przygnębiony, co przekłada się na jego zainteresowanie zarówno śmiercią, jak również jej przyczynami: co do niej doprowadziło. Ten czas można wykorzystać na rozmowy z dzieckiem na temat tego, kto i kiedy umiera. Przykładowe rozmowy opiszę w dalszej części mojego tekstu.

Około 7 roku życia dziecko po raz pierwszy uświadamia sobie, że śmierć może dotyczyć również jego. Że i ono może kiedyś umrzeć. Bywa, że w tym wieku, w chwili smutku, złości, żalu (słowem trudnych dla dziecka emocji), z jego ust mogą paść słowa: "Chcę umrzeć", "Nie chcę już być na tym świecie", "Życie nie jest fajne", będące np. wynikiem złości na odmowę rodzica czy uczuciem zawodu z powodu niezaspokojonego pragnienia (potrzeby). W takich sytuacjach warto wspierać dziecko w przeżywanych emocjach, mówiąc mu, co aktualnie przeżywa, odczuwa, jednocześnie oferując bliskość.

wsparcie_rodzica

8 - letnie dzieci mniej interesują się szczegółami dotyczącymi np. ceremonii pogrzebowej, wizytami na cmentarzu. Ich uwaga skierowana jest ku rzeczom mniej jasnym i wiadomym np. ciekawią się, co dzieje się po śmierci (gdzie trafia człowiek, który umiera, jak i czy tam żyje, co robi, czy kogoś spotyka).

9 - cio i 10 - ciolatki mają bardzo konkretne i rzeczowe podejście do śmierci. Nie przywiązują już szczególnej wagi do tego, co dzieje się po śmierci, jak wygląda żegnanie zmarłego. Młodzi ludzie potrafią opisać, z czym związane jest zatrzymanie funkcji życiowych (brak tętna, brak bicia serca, brak reakcji na bodźce). Dzieci w tym wieku rozumieją znacznie więcej, tym samym w opisywaniu tego zagadnienia można wykorzystać książki ukazujące cykl życia człowieka (anatomiczne, rozwojowe, przedstawiające działanie poszczególnych organów i części ciała). Warto być uważnym, czujnym i otwartym na zadawane przez dziecko pytania.

To na co powinniśmy zwrócić uwagę, na każdym etapie i niezależnie od wieku, jest dostosowywanie odpowiedzi do możliwości poznawczych małego człowieka. Tu bez wątpienia pomocna będzie wiedza dotycząca rozwoju psychicznego dzieci.

Około 10 roku życia dziecko jest w stanie zrozumieć znaczenie metafory, przenośni. Poniżej tego wieku, warto posługiwać się konkretnymi terminami, będącymi w zakresie jego umiejętności.

Podczas rozmowy, dobrze jest być na tyle uważnym, by dostrzec moment, gdy nasza odpowiedź jest wystarczająca. Trzeba obserwować swoją pociechę, której zachowanie będzie świadczyło o tym, że koncentruje już uwagę na czymś zupełnie innym (odwraca od nas wzrok, traci zainteresowanie rozmową, odchodzi do innych działań).[2]

Podsumowując

Dzieci w wieku przedszkolnym (do ok. 6-7 roku życia) doświadczają świata za pomocą myślenia konkretno - obrazowego. Oznacza to, że aby jakieś zjawisko zrozumieć, potrzebują znaleźć jego odpowiednik w rzeczywistym świecie (np. gdybyśmy opisywali mu psa, jego wygląd - dość trudno byłoby mu sobie go wyobrazić, gdyby nigdy go nie widziało. Gdybyśmy natomiast pokazali mu ilustrację psa lub psią figurkę, wówczas znacznie lepiej przyswoiłoby sobie to pojęcie. Dzięki temu z dużo większą łatwością byłoby w stanie wskazać żywego psa np. podczas spaceru. W taki właśnie sposób dzieci uczą się życia, świata oraz mówienia).

Zatem, w wieku przedszkolnym, dzieci nie rozumieją przenośni i abstrakcji np. "

"babcia mieszka w twoim serduszku", "dziadzio odszedł", "Basia zasnęła"[3]

Małe dzieci początkowo interesują się śmiercią, nie angażując się emocjonalnie. Nieco później ich uwaga koncentruje się na jej społecznym wpływie, by docelowo odnieść ją do bliskich i znanych im ludzi, w co zostają zaangażowane ich emocje, uczucia.

W miarę dojrzewania dziecko zaczyna rozumieć, czym charakteryzuje się śmierć. Orientuje się, iż jest to zjawisko nieodwracalne (nie da się przywrócić osoby zmarłej do życia), nieodwołalne (nie da się żyć wiecznie, śmierć czeka każdego z nas), uniwersalne (występuje stale we wszechświecie), a przede wszystkim powszechne (odnoszące się do każdej istoty żywej)[4].

"Większość ludzi myśli, że śmierć jest czymś, co nie dotyczy dzieci, bo zdarza się niezwykle rzadko. Uważa, że na ten temat nie trzeba z nimi rozmawiać. Jest dokładnie odwrotnie."[5]

Znając jedną z najważniejszych składowych pomocnych w reagowaniu na dziecięce pytania --> cechy ROZWOJU dziecka <-- można pochylić się nad najważniejszym zagadnieniem, mianowicie:

JAK ROZMAWIAĆ Z DZIECKIEM O ŚMIERCI

Pierwszy kontakt dziecka ze śmiercią może mieć miejsce w momencie, gdy jego ukochane zwierzątko umiera. W zależności od tego, jaki jest aktualny etap jego rozwoju, warto porządkować wiedzę malucha na ten temat. Lila doświadczyła śmierci, żegnając kilka ukochanych piesków z naszej rodziny. Aktualnie może obserwować cykl życia na przykładzie swojego 13 - letniego psa Bąbla i 7 - miesięcznego Baksa, który zjawił się w naszym domu kilka miesięcy temu. Lila widzi, czym charakteryzuje się młodość (pies biega, chce się bawić, psocić, mało śpi) oraz starość (pies - senior śpi przez większą część dnia, nie ma potrzeby się bawić, potrzebuje spokoju). Z pewnością Lila też zdaje sobie sprawę, że Bąblowi bliżej do śmierci niż Baksowi. Rozmawiamy na ten temat. Wówczas staram się odpowiadać na jej pytania najlepiej, jak potrafię.

Czego warto się wystrzegać

Jeśli chodzi o udzielanie dzieciom odpowiedzi, warto wystrzegać się informacji niepełnych, zbyt trudnych do zrozumienia. Mówiąc dziecku w wieku przedszkolnym, że "dziadek odszedł" możemy spodziewać się jego pytania: "Tak? A gdzie? Kiedy wróci?". Podobnie w przypadku informacji: "Babcia zasnęła" przedszkolak może dociekać: "A kiedy się zbudzi?". Gdy będziemy kontynuować ten tok rozumowania, możemy odpowiedzieć: "Babcia zasnęła na zawsze" lub "zasnęła twardym snem", „Już się nie obudzi", co u dzieci może wywołać lęk: "To znaczy, że ja też mogę się nie obudzić ze snu? Czyli ja też mogę zasnąć i na zawsze zakopią mnie w ziemi?".  Nie warto również mówić o zmarłych, że wyjechali daleko, w związku z czym nie będą już nas odwiedzać. Daje to dziecku złudną nadzieję, iż kiedyś wrócę. A ono potrzebuje informacji prawdziwej, jednocześnie dostosowanej do jego rozwoju.[6]

śmierć_babci

W chwili złości osoby dorosłe powinny wystrzegać się pełnych zabarwienia emocjonalnego słów: "Ty mnie wykończysz, wpędzisz do grobu. Przez ciebie oszaleję. Zaraz zwariuję, jak będę dłużej słuchała waszych kłótni". Im dziecko mniejsze, tym poważniejszy wpływ na jego rozwój mogą mieć powyższe słowa. Wypowiedziane nazbyt pospiesznie. Dziecko odbiera je dosłownie, tak jak słyszy. Gdyby coś się stało z rodzicem używającym takich słów, dziecko z dużym prawdopodobieństwem obarczyłoby się odpowiedzialnością i winą za zaistniałą sytuację.

To temat trudny również dla rodzica

Dobrze by było, gdyby każdy z nas przed podjęciem rozmowy, sam oswoił się z tematem śmierci i przemyślał, co w nim szczególnie go smuci, przeraża, zniechęca. Czego się boi w kontekście rozmowy z dzieckiem. Co sprawia mu największą trudność. Śmierć warto potraktować jako naturalną kolej rzeczy, część naszego życia, coś nieuchronnego, bez zbędnego straszenia. Jest to ogromne wyzwanie. Przyznam się Wam szczerze, że sama, opisując to wcale niełatwe zagadnienie, odczuwam dziwny ucisk w klatce piersiowej i niepokój. Myślę, że większość z nas ma podobne uczucia na myśl o tym, co nieuchronne i niesprawdzone. Być może dlatego temat ten wywołuje tak wiele kontrowersji, trudności, ponieważ przychodzi nam rozmawiać z dzieckiem o czymś, czego nie znamy, nie doświadczyliśmy i co w nas samych wywołuje lęk.

Zapewne wśród Was każdy doświadczył straty bliższej lub dalszej osoby, kogoś z rodziny. Był na pogrzebie, żegnał, odwiedzał na cmentarzu. Trudno jednak powiedzieć, co dzieje się dalej lub co dzieje się w chwili śmierci, czy ona boli. Jedyne, co nam pozostaje, to mówić o tym, w co wierzymy i jak sobie tę śmierć wyobrażamy (jeśli zdarzało nam się rozmyślać na ten temat).

"Śmierć kojarzy się ze smutkiem i bólem, którego chcielibyśmy dzieciom oszczędzić. (...) nie da się wychować rozsądnego, świadomego dorosłego, jeśli udaje się, że dzieciństwo to tylko pasmo uśmiechów. Smutek też jest potrzebny i to bardzo. Jeśli dziecko nie nauczy się przeżywać trudnych emocji w dzieciństwie, to będzie miało sporo do nadrobienia w dorosłym życiu. Lepiej zacząć wcześniej. (...) Dzieci mają prawdo do przeżycia żałoby dokładnie tak samo jak dorośli, choć może ona wyglądać inaczej niż u dorosłych."[7]

Od czego warto zacząć rozmowę z dzieckiem?

Od wyjaśnienia mu, iż każda istota żywa podlega pewnym stałym, niezmiennym i nieodwracalnym procesom.  Zarówno w świecie ludzkim, jak i w świecie zwierząt, roślin (przyrody) zachodzą identyczne zjawiska. Coś się rodzi, wyrasta, rozwija, dojrzewa. Przez dłuższy lub krótszy okres czasu żyje zgodnie z rytmem wyznaczonym przez naturę. Następnie traci swoją witalność, energię, formę. Na końcu starzeje się i umiera.

Można to wszystko opisać na przykładzie kwiatów, które rodzą się z nasion, wyrastają, dojrzewają, starzeją się i więdną. Gorąco polecam Waszej uwadze lekturę książki "Jesień liścia Jana" (więcej na jej temat dowiecie się z drugiej części mojego wpisu). Już teraz zachęcam Was do zaznaczenia sobie tej pozycji, jako doskonałej pomocy do wyjaśnienia dziecku znaczenia wzrostu i przemijania.

Takie przedstawienie tematu pomaga dziecku zrozumieć, że w życiu wszystko i wszyscy mają swój czas. Trudny temat śmierci paradoksalnie jest doskonałą okazją do tego, aby porozmawiać o życiu. O tym, że warto się cieszyć z czasu spędzonego z bliskimi, z rodziną. To również dobry moment do zapoznania dziecka z drzewem genealogicznym rodziny i opisanie mu, czym jest pokolenie, role życiowe oraz ich zmienność. Każdy, nawet trudny temat stanowi dobry początek do rozmów o życiu, umiejętności cieszenia się każdą chwilą spędzaną z najbliższymi. Dzieci są najlepszymi nauczycielami tej nieskrępowanej, naturalnie wyrażonej radości z bycia tu i teraz.

A KIEDY DZIECKO WPROST ZAPYTA

"Mama, a czy Ty kiedyś umrzesz?", "Co ze mną będzie?", "Kto się mną zajmie?",  "Już nigdy się nie zobaczymy?"

Warto odpowiedzieć mu zgodnie z prawdą. Że tak. Że przyjdzie kiedyś dzień, w którym skończy się nasze życie. Można dodać, iż mamy nadzieję, że nie będzie to prędko. Że trzeba robić wszystko, co się da, by zadbać o zdrowie, dobrą kondycję, ruch, odżywianie.

Ja mojej córce często mówię, że nawet jeśli umrę, to i tak będę przy niej. Bo głęboko w to wierzę. Że będę w jej wspomnieniach, w mimice, gestach, uśmiechu, poczuciu humoru. W zamiłowaniu do książek i tańca.  Że będę towarzyszyła w ważnych dla niej momentach i wydarzeniach. Że zawsze będę ją kochać i w nią wierzyć. Nawet ostatnio spojrzałam na wewnętrzną część mojej i JEJ dłoni i dostrzegłam, że nasze linie papilarne w podobnym miejscu się rozgałęziają. Powiedziałam JEJ o tym. Jest coś, co będzie nas łączyć na zawsze. Ta myśl mnie wzrusza i uspokaja jednocześnie.

Chociaż dzieciom śmierć kojarzy się ze starością, jej przyczyny mogą być różne:

  • wiek (najczęściej podeszły)
  • nieuleczalna choroba
  • wypadek
  • kataklizm (trzęsienie ziemi, huragan, tsunami itp.)

Z biegiem czasu dziecko zaczyna rozumieć, że śmierć jest wielowymiarowa i niejednoznaczna. Że jest czymś, czego nie da się przewidzieć a i nierzadko na to przygotować.  Że dotyczy zarówno dzieci, jak i osób starszych. Że czasem może dotyczyć życia, które jeszcze się nie narodziło.

Podsumowując

"Unikanie tematu śmierci i emocji z nią związanych może w dziecku wzbudzić lęk. Maluch ma prawo się bać, smucić, pytać, nie wiedzieć, jak powinien się zachować. Zwłaszcza jeśli pierwszy raz w życiu spotkał się z tak trudnym zagadnieniem"[8].

Dawno temu oglądałam film - "Podążaj w stronę światła". Przejmująco smutny.  Jego bohaterami było młode małżeństwo z trójką dzieci (i czwartym dzieckiem, jeszcze w brzuchu mamy). Pewnego dnia rodzice dowiadują się, że jeden z synów jest nieuleczalnie chory. Cały film ukazuje drogę całej rodziny, w trakcie której wszyscy przygotowują się śmierć chłopca. Na zakończenie mojego wpisu chciałam Wam zacytować rozmowę z rodzicami, która została we mnie na długo. Pierwsza z nich miała miejsce wkrótce po narodzinach czwartego syna, kiedy gotowy na rozmowę ojciec opowiada chłopcom o tym w co wierzy (w kontekście śmierci);

Tata: Przy urodzeniu wszyscy byliśmy nowymi duszami, które pierwszy raz zjawiły się na tym świecie. Kiedy rodzi się człowiek, jego dusza łączy się z ciałem jak z rękawiczką. To dusza porusza ciałem. Z niej pochodzą myśli, uczucia. Przez całe życie dusza i ciało stanowią jedność. Kiedy nadchodzi czas, aby dusza opuściła ten świat, wtedy umieramy. Dusza wychodzi z ciała w taki sam sposób. Chociaż ciało umiera, dusza żyje wiecznie.

Chory syn - Ben: To moje ciało jest jak rękawiczka?

Mama: Tak.

Ben: A dusza idzie do nieba?

Mama: Zgadza się Ben.

Ben: Czy ja umrę mamo?

Mama: Tak Ben. Wszyscy umrzemy. Ale twój czas może nadejść wcześniej niż nasz.

W innej rozmowie chłopiec pyta ojca:

Ben: Tato, jak jest w niebie?

Tato: Wiesz jak to jest, jak człowiek jedzie na wycieczkę albo na wakacje? Chociaż świetnie się bawi, nie może się doczekać powrotu do domu. To jest tak samo Ben. Jakbyś wracał do domu.

Ben: Jak tam wygląda?

Tato: Jest pięknie. Wszystko, co stworzył Bóg, tylko w pełni doskonałe.

Ben: Ale nie będę nikogo znał.

Tata: Będziesz. Ktoś znajomy wyjdzie ci na spotkanie. Ktoś, kogo kochasz. Będzie tam dziadek Henry i Babcia Marie.

Ben: I Jessica (koleżanka, która kilka tygodni wcześniej umarła z powodu nieuleczalnej choroby).

Tata: Tak. Jessica też tam będzie.

Ben: Dobranoc tato. Kocham cię.

Tata: Ja też cię kocham synku.

Ben: Tato? A czy w niebie są meksykańskie naleśniki z mięsem?

Tata: Tego nie wiem. Dobranoc.

Oglądając sceny z tego filmu, przysłuchując się rozmowom rodziców z chłopcem, byłam pełna podziwu dla ich gotowości udzielania pełnych spokoju odpowiedzi na jego pytania, które zapewne wywoływały w nich ogromny ból. Życzliwa osoba jednak poradziła im, aby byli dla swojego dziecka przewodnikiem w jego ostatniej drodze (dokładnie tak, jak byli jego przewodnikiem w pierwszych latach życia).  Myślę, że powyższa rozmowa stanowi piękny przykład tego, jak można z dzieckiem rozmawiać, jak można odpowiadać na jego pytania. Podałam Wam przykład rodziny katolickiej, bardzo mocno zawierzającej Bogu i jego woli. O śmierci w kontekście duszy, nieba mogą rozmawiać również ludzie innych wyznań. Ważne, by przedstawić dziecku to, w co wierzymy, opisując porządek świata i to, jak jest on (zgodnie z naszą wiarą) zorganizowany.

Myśl o śmierci w nas dorosłych zawsze będzie wywoływała pewien dyskomfort. Niekiedy będzie zwyczajnie bolała. Jeśli pojawi się uczucie, zgodnie z którym nie będziemy w stanie z dzieckiem porozmawiać, dobrze by było je o tym uprzedzić, zapewniając, że potrzebujemy czasu, aby na spokojnie się nad tym zastanowić. Dzieci, jeśli tylko przedstawimy im uczciwie swoje potrzeby i trudności (bez wdawania się w szczegóły), zrozumieją. A my - dorośli - stawiając sprawę jasno - w oczach dziecka będziemy autentyczni. Dzięki temu młodzi ludzie uczą się jak dbać o swoją przestrzeń.

Mój wpis chciałabym podsumować słowami wiersza księdza Jana Twardowskiego: "Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą". Nie traćmy czasu na kłótnie i konflikty. Uczmy się brać z życia to, co w nim najlepsze tak, by w chwili tęsknoty za zmarłą osobą piękne, wzruszające wspomnienia dodawały nam sił.

pozdrawiam,

Magdalena Michalak

 

Jeżeli poszukujecie książek, które pomogą Wam i Waszym pociechom oswoić trudny temat śmierci zajrzyjcie do tego wpisu => klik. Znajdziecie w nim listę przydatnych książek, które warto mieć w swojej, domowej biblioteczce.

 

Literatura

[1] E. Zubrzycka, Trudne pytania dla dorosłych. Jak rozmawiać o stracie, tęsknocie i dziecięcych lękach. Optymistycznie i pogodnie, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne dla dzieci, s. 9

[2] F.L.Ilg, L.Bates Ames, S.M.Baker, Rozwój psychiczny dziecka od 0 do 10 lat, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2007, s. 263-267

[3] Bianca-Beata Kotoro, Trudne tematy. Śmierć i pogrzeb. Dla przedszkolaka i małego żaka., Wydawca: Beata Vita., s. 5

[4] J. Korzeniewska, Rozmowy z dzieckiem. Proste odpowiedzi na trudne pytania., Wydawnictwo RM, Warszawa 2009, s.30

[5] E. Zubrzycka, j.w., s. 9

[6] A. Jankowska, Trudne tematy dla mamy i taty, czyli jak wychować dziecko na człowieka, Wydawnictwo Zielona Sowa, Warszawa 2018, s. 251

[7] A. Jankowska, j.w., s. 252

[8] A. Jankowska, j.w., s.256


wpływ kary na zachowanie, odpowiedzialność za postępowanie, rodzicielstwo bliskości

Dlaczego kara nie uczy Twojego dziecka odpowiedzialności? 8 kroków prowadzących do zmiany zachowania bez zastosowania kary

Po publikacji artykułów "Klaps, klapsik, klapsiczek – co się dzieje kiedy bijesz swoje dziecko", "Jak powiedzieć „NIE” mówiąc „TAK”. 9 faktów, które każdy rodzić powinien znać", "Jak rozmawiać z dzieckiem oraz jak z nim nie rozmawiać", otrzymałam od Was mnóstwo pytań dotyczących tego:

Jak uczyć dziecko odpowiedzialności za swoje zachowanie bez stosowania kar?

Myślę, że w pierwszej kolejności powinniśmy zastanowić się czym jest odpowiedzialność za swoje postępowanie?

Odpowiedzialność za swoje postępowanie

W moim rozumieniu jest to, przyjęcie konsekwencji za swoje zachowanie, w tym zadośćuczynienie z jednoczesnym unikaniem powtórek, niezależnie od tego czy my jako autorytet jesteśmy w pobliżu czy też nie.

Tak naprawdę mówimy o wychowaniu „moralnego dziecka”, które będzie chciało właściwie postępować i czynić dobre uczynki. No właśnie kluczowym wydaje się słowo „chciało” – bo w podejściu, które opisuję nie chodzi o to by dziecko robiło coś ze strachu, tylko świadomie podejmowało dobre decyzje.

Spora część rodziców zakłada, że ​​kara jest tym, co pomaga ludziom w podjęciu decyzji o wykonaniu czegoś dobrego. Idąc tym tokiem myślenia, można przypuszczać, że jeśli nie karzemy naszych dzieci, to będą one dorastały robiąc złe rzeczy...

Niestety, takie rozumowanie stanowi ponurą stronę naszej, ludzkiej natury, duża rola w tym stereotypów i wpojonych na przestrzeni lat pokoleniowych przekonań wychowawczych…

wpływ kary na zachowanie, odpowiedzialność za postępowanie, rodzicielstwo bliskości

Na szczęście przekonanie to jest błędne.

Zastanawiam się nad tym, skąd w ogóle wziął się ten szalony pomysł, że aby zmienić zachowanie dziecka na lepsze, musimy najpierw sprawić by poczuło się gorzej?

Przypomnijmy sobie sytuację, w której czuliśmy się upokorzeni bądź niesprawiedliwie potraktowani. Czy sytuacja ta sprawiła, że byliśmy skłonni do współpracy i chętni do lepszych zachowań?

Kwestia ta jest na tyle istotna i interesująca, że podjęto wiele badań wskazujących na to, że ​

karane ​dzieci są mniej skłonne do dokonywania pozytywnych wyborów moralnych.

Żeby nie pozostać gołosłowną przyjrzyjmy się teraz wpływowi kary na dziecięce zachowanie.

Do czego prowadzi stosowanie kar

  • Kara sprawia, że dziecko koncentruje się na „konsekwencjach” i własnym, negatywnym samopoczuciu, które bez wątpienia odczuwa po jej zastosowaniu. Maluch ignoruje natomiast ważne następstwa swojego negatywnego zachowania, dotyczące innych osób. W efekcie kara sprawia, że dziecko skupia uwagę na sobie, staje się bardziej egocentryczne i mniej empatyczne.
  • Kara sprawia, że ​​dziecko wchodzi w rolę złej osoby, a wszystko nabiera znaczenia samospełniającego się proroctwa, więc prawdopodobieństwo powtórzenia złego zachowania jest większe.
  • To do czego kara prowadzi w najbardziej wyrazisty sposób jest, zwiększenie chęci do jej unikania. W jaki sposób? Otóż nie poprzez zmianę zachowania na lepsze, a poprzez przechytrzenie osoby karzącej. Wniosek nasuwa się sam - kara sprzyja nieuczciwości. 
  • Z perspektywy dziecka kara wiąże się z niesprawiedliwością, której otwarcie maluch się sprzeciwia. W związku z tym, że mimo złożonego wniosku, sprzeciw został oddalony i kara się odbyła, dziecko otrzymuje informację, że prawo i władza leżą w ręku silniejszego. Jak sądzicie, jaki ma to wpływ na prawdopodobieństwo dokonywania moralnie słusznych wyborów?
  • Kara - nawet „czas na wyciszenie - timeout” - osłabia naszą relację z dzieckiem. Pamiętajmy, że nasza więź z maluchem powstaje z codziennych niuansów, drobiazgów, nawet najmniej dostrzegalnych zdarzeń. Zasada jest taka, że im dziecko jest mniej z nami związane, im słabsza więź, tym gorsze będzie jego zachowanie.

wpływ kary na zachowanie, odpowiedzialność za postępowanie, rodzicielstwo bliskości

  • Kara nie pomaga dziecku w uporaniu się z emocjami, które doprowadziły do niewłaściwego zachowania. Są one tylko „spychane” na dalszy plan, po to by gdy tylko pojawi się możliwość pojawić się ponownie i spowodować niepożądane zachowanie.
  • Kara sprawia, że ​​maluch koncentruje się tylko na sobie i obwinia innych za to co go spotkało. Absolutnie nie analizuje i nie myśli o tym, jak jego zachowanie wpłynęło na innych.
  • Kara tworzy zewnętrzne umiejscowienie kontroli - z udziałem autorytetu. Dziecko rzeczywiście przychodzi do rodzica przyznając się do niewłaściwego zachowania – co wygląda jak przyjęcie odpowiedzialności. Postępowanie to wynika bardziej z obawy przed autorytetem=karą, niżeli ze świadomego brania odpowiedzialności za swoje zachowanie, któremu towarzyszy wolny wybór.

Przeprowadzone badania sugerują, że

dzieci, które są karane, wykazują więcej złych, niepożądanych zachowań, - a nie mniej.

Nie jest tak, ponieważ dzieci, które się źle zachowują są częściej karane, a dlatego, że dzieci, które są karane częściej wykazują tendencję do złego zachowania.

Karanie niszczy relację rodzic-dziecko, sprawia, że ​​dziecko przyjmuję defensywną postawę. Egzekwowanie kary i stres z tym związany sprawia, że malucha „zalewa” fala adrenaliny i innych hormonów mobilizujących organizm do walki lub ucieczki, przez co automatycznie organizm wyłącza możliwości rozumowania. Przecież każdy z nas, jak jest zdenerwowany nie jest w stanie racjonalnie myśleć, kierują nami impulsy, a żeby podjąć decyzję, czy odpowiednio zareagować musimy najpierw ochłonąć. Z dziećmi jest analogicznie. Maluchy szybko zapominają o „złym” zachowaniu, które doprowadziło do ​​otrzymanej kary. Są bowiem zbyt zajęte obroną – ucieczką, instynktową „walką o przetrwanie”.

Zatem skoro kara uczy dzieci wyciągania błędnych wniosków, co zmotywuje nasze niepokorne maluchy do właściwego postępowania?

Dobre zachowanie – jak to działa?

Dzieci najwięcej uczą się w praktyce. Najbardziej skutecznym sposobem nauki jest modelowanie i traktowanie ich tak, jak chcemy, żeby one traktowały innych: ze współczuciem i zrozumieniem.

Nasze zachowanie ma proste przełożenie na zachowanie dzieci, jeżeli „częstujemy” je klapsem, karzemy czy krzyczymy uczymy ich niepożądanych, agresywnych metod postępowania z innymi.

„Przecież skoro mama mnie kocha i postępuje w ten sposób w stosunku do mnie, to nie może to być nic złego. Takie zachowanie jest skutecznym sposobem egzekwowania swoich oczekiwań.”

Nawet wspomniany wcześniej „time-out” – tzw. symboliczne porzucenie – to nic innego jak pozostawienie malucha samego ze swoimi wielkimi, przerażającymi uczuciami. Pomyśleć, że postępujemy tak, właśnie wtedy, kiedy potrzebuje nas najbardziej, kiedy sam nie rozumie, dlaczego targają nim takie emocje, czym one są i czy przeminą.

Zamiast tego, jestem zwolenniczką i polecam „Time-In”. To ten moment, podczas którego w niekomfortowej sytuacji, staramy się stworzyć poczucie bezpieczeństwa, zrozumienia i ciepła. Tak, aby pomóc dziecku uporać się i zrozumieć uczucia, które przyczyniły się do jego niewłaściwego zachowania.

Nie jest to proste, przecież tak samo, jak dzieckiem, tak i nami targają gwałtowne emocje. Dajmy sobie chwilę na ochłonięcie, nie traktujmy dziecka jako idealnego obiektu do rozładowania negatywnych emocji. To, że powinniśmy wspierać małego człowieka w doświadczaniu i uczeniu się emocji, nie oznacza, że nie wprowadzamy go w świat norm i społecznych zasad.

wpływ kary na zachowanie, odpowiedzialność za postępowanie, rodzicielstwo bliskości

Jedno drugiego nie wyklucza możemy i powinniśmy jednocześnie zaznaczać i podkreślać granice. Mówiąc o tym czego nie należy robić. „Nie wybiegamy na ulicę, nie bijemy innych dzieci, nie sikamy na dywan, nie zrywamy tulipanów z ogródka sąsiadów, nie dokuczamy psu”, oraz wskazując na to co robić powinniśmy, prezentując prawidłowe wzorce zachowania.
Nie musimy posuwać się do wymierzania kar, by ustanowić granice i nauczyć właściwego postępowania.

Zapewne zwolennicy kar zastanawiają się nad tym w jaki sposób dziecko nauczy się postępowania zgodnie z wyznaczonymi zasadami, bez „dyscyplinowania” go, gdy je złamie?

Przecież przywykliśmy do tego, że należy dać odpowiednią „nauczkę” temu kto nie stosuje się do ustanowionych reguł. Przecież lekki wstrząsik nikomu nie zaszkodził…?

Co zatem zyskujemy hartując spokojnego ducha? Jeśli postępujemy w sposób opanowany (co zdecydowanie nie jest łatwe), bez stwarzania dramatycznych sytuacji, zyskujemy większą akceptację malucha dla postawionych przez nas granic i większą gotowość do wzięcia odpowiedzialności za swoje zachowanie.

Dlaczego? Ponieważ mali obserwatorzy w tak niekomfortowej sytuacji widzą nas, rodziców, jako osoby panujące nad sobą, korzystające z umiejętności samoregulacji. Przez modelowanie uczą się zarządzać swoimi emocjami patrząc w nas, jak w lustro i naśladując.

8 kroków prowadzących do zmiany zachowania bez zastosowania kary

1. Ochłoń - reguluj własne emocje

W ten sposób dzieci uczą się jak zarządzać emocjami. Jesteśmy wzorem do naśladowania. Nie należy działać, gdy jesteśmy zdenerwowani. Głęboki oddech i chwila zwłoki pomogą się uspokoić. Będąc zdenerwowanym ciężko jest oprzeć się impulsowi wymierzenia kary i wpojonemu przez pokolenia wychowawczemu stereotypowi.

2. Wczuj się w uczucia – uruchom empatię

Gdy dziecko jest poddane działaniu adrenaliny i innych hormonów walki lub ucieczki, niczego się nie nauczy.

Zapamiętaj to, zapisz na kartce i powieś na lodówce. Zatem zamiast wykładów, wystarczy, że pobędziesz z nim w tym samym pokoju, do czasu aż emocje opadną, postarasz się zrozumieć co w tej chwili odczuwa mały człowiek. Jeżeli maluch rzuca się i miota, nie próbuj przemówić mu do rozsądku. Wystarczy, że będziesz obok stwarzając bezpieczne warunki sprzyjające rozmowie. Odczujesz, stopniowe rozładowanie emocji i zauważysz większą zdolność „złośnika” do wysłuchania Twoich wskazówek.

3. Daj wsparcie będące nauką

Myślę, że najlepszym sposobem na wyjaśnienie tego „co autor ma myśli” jest odwołanie się do analogii do nauki korzystania z nocnika. Na samym początku nocnikowej przygody jesteśmy bardzo zaangażowani w ten proces. Obserwujemy jak stopniowo maluch bierze coraz większą odpowiedzialność za działanie, aż w końcu jest całkowicie samowystarczalny 😉.

wpływ kary na zachowanie, odpowiedzialność za postępowanie, rodzicielstwo bliskości

Tę samą zasadę stosujemy podczas nauki mówienia „dziękuję”, odrabiania lekcji i wielu, wielu innych rzeczy. Procedury są nieocenione i niezastąpione, ponieważ stanowią fundament do nauki podstawowych umiejętności. Możemy być wściekli, że po raz kolejny dziecko zapomniało rękawiczek, czapki czy książki, jednak pamiętajmy, że krzyki nie pomogą dziecku w zapamiętaniu i nie powielaniu tego błędu.

4. Bądź blisko zanim skorygujesz

Nasze zdanie, zachowanie, zasady mają największy wpływ na małego szkraba wtedy, gdy jesteśmy mu bliscy.

Bliscy, co to oznacza?

Przecież, każdy rodzic jest całym światem dla swojego dziecka… Oczywiście, że tak, jesteśmy dla malucha najważniejszą istotą na ziemi. Jednak mogą nas łączyć z dzieckiem różne rodzaje więzi (na ten temat przeczytasz w innym poście). Dziś wiemy, że tak długo, jak dziecko jest w stanie stworzyć bezpieczną i trwałą więź z rodzicem, będzie w stanie tworzyć zdrowe relacje z innymi ludźmi.

Zatem mając bliską - bezpieczną więź z dzieckiem, jesteśmy dla niego wzorem, który chce naśladować, przy którym chce się rozwijać i od którego chce się uczyć. Najważniejsze byśmy pamiętali, że bardzo często przyczyną złego zachowania dziecka, jest jego negatywne mniemanie o sobie oraz słaba relacja z rodzicem.

Utrzymaj kontakt wzrokowy – nazwij uczucie: „Jesteś teraz bardzo zdenerwowany.”
Połóż rękę na ramieniu – odkryj obawy: „Boisz się powiedzieć mi o ciastkach?”.
Pochyl się do poziomu dziecka i otwórz przestrzeń do rozmowy: „Widzę, że jesteś rozgniewany… Spróbuj mi opowiedzieć czego potrzebujesz.
Weź dziecko na ręce i przytul: „Dziś masz trudniejszy dzień, prawda?”

5. Ustaw granice - z empatią

Tak, jak wspomniałam wcześniej, powinniśmy ustanawiać zasady. Jednak możemy to zrobić z uwzględnieniem perspektywy malucha. Kiedy dzieci czują się zrozumiane, są bardziej skłonne zaakceptować postawione im granice (z resztą któż z nas nie jest 😉). Daj możliwość wyboru bądź wskazówki, co może zrobić, aby zaspokoić swoje potrzeby zgodnie z ustalonymi zasadami.

„Chciałeś, żeby Kasia się przesunęła, dlatego ją popchnąłeś. Nie popychamy. Popychanie boli. Powiedz do niej: Przesuń się proszę.”

 „Nie gryziemy! Jesteś bardzo, bardzo zła, ale musisz powiedzieć swojemu bratu o co Ci chodzi, bez używania zębów.”

„Rozumiem, że chciałabyś dłużej się bawić... trudno jest przestać grać i zacząć się przygotowywać do kąpieli. Przyszła jednak pora, więc chodźmy ...”

„Nie rzucamy piłką w domu. Możesz grać w piłkę na zewnątrz bądź rzucać w domu pluszakami.”

6. Naucz dzieci naprawiania popełnionych błędów

Możemy rozpocząć od najprostszych kwestii, prezentowania dziecku, że każdy sprząta zrobiony przez siebie bałagan. Podając dziecku papierowy ręcznik i pomagając mu zetrzeć rozlane mleko, bez zbędnej dyskusji na ten temat, poniżania, wywoływania poczucia wstydu i winy. Gdy dziecko jest nieco starsze, zasugeruj, że gdy się uspokoi po wcześniejszej kłótni z siostrą, samo może znaleźć sposób na pojednanie: przytulenie, rysunek, propozycja wspólnej gry.

To co chcemy uzyskać, czego nauczyć naszego malucha to wartości płynącej z umiejętności przepraszania i proszenia o wybaczenie. Po raz kolejny najłatwiej i najskuteczniej jest być wzorem, który w konkretnych domowych sytuacjach, odpowiednio się zachowuje.

7. Powiedz - tak.

Dzieci poproszone w odpowiedni sposób, są w stanie dla nas zrobić niemal wszystko. Naszą rolą jest znaleźć formę, która do nich przemówi. Osobiście polecam pracę nad umiejętnością mówienia „tak” zamiast „nie” (pisałam o tym tutaj).

„Tak, to jest pora, by się wykąpać, i TAK pomogę Ci, i TAK możemy zostawić zbudowaną wieżę, i TAK przeczytamy dodatkową bajkę, jeśli się pospieszymy i TAK uwielbiam Cię, i Tak jestem bardzo szczęśliwa, że jestem Twoim rodzicem. TAK, TAK, TAK”

8. Buduj więź każdego dnia

Pamiętaj, że każda interakcja jest okazją zarówno do zbudowania więzi, jak i do jej stopniowego niszczenia. Przynajmniej raz dziennie, odłóż telefon, wyłącz komputer i powiedz dziecku:

„Jestem cała Twoja przez następne 20 minut. Co będziemy robić? Na co masz ochotę?”

wpływ kary na zachowanie, odpowiedzialność za postępowanie, rodzicielstwo bliskości

Wykorzystaj ten czas na wygłupy, przytulanie, rozmowę – bądź rodzicem obecnym w 100%. Po raz kolejny ważna jest jakość spędzonego wspólnie czasu, a nie jego ilość – choć w przypadku dzieci tego czasu nigdy za wiele. Nie mniej jednak zdecydowanie liczy się to jak wykorzystujemy wspólne chwile – twórzmy wartościowe wspomnienia.

Pamiętajmy, że chcąc być częścią dziecięcych wspomnień jutro – musimy być obecni w życiu naszych pociech już dziś.

Warto pamiętać, że do każdego małego człowieka, do każdej rodziny powinniśmy podchodzić indywidualnie. Przeglądając metody wychowawcze wybierajmy te najbardziej odpowiednie dla nas, mające szanse zadziałać w naszej rodzinie i przynieść pożądany efekt.

Podejmując decyzję zachowujmy rozwagę, zróbmy wszystko by był to mądry i odpowiedzialny wybór. Kierując się troską o dziecko, miłością do niego, a nie chęcią odreagowania własnej złości czy frustracji. Stosowane metody powinny być dostosowane do wieku dziecka, stopnia przewinienia. W żadnym razie nie powinny odbierać dziecku godności i poczucia własnej wartości. Uczmy pokazując np. konsekwencje czynów (zniszczysz zabawkę, nie będziesz jej miał).

Wiem, że trudno jest to czytać, jeszcze trudniej wprowadzić w życie, jednak zapewniam Was, że warto zwiększać swoją świadomość, rozwijać w sobie umiejętność widzenia rzeczywistości z perspektywy dziecka oraz zdobywać wiedzę o jego rozwoju.

 

Dodatkowo może Cię zainteresować:

 

W jaki sposób Wy kształtujecie poczucie odpowiedzialności Waszych pociech?

Czy udaje Wam się unikać stosowania kar?

Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej wpisu.

Informacje od Was są dla mnie ważne, gdyż pomagają mi się rozwijać i działają motywująco.

 

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie  😉 .

 

 


3 proste kroki, które pozwolą Ci w pełni cieszyć się macierzyństwem

Wprowadzenie do tego wpisu i zarazem jego pierwszą część znajdziecie tutaj => klik

Zachęcam Was do zapoznania się z tamtym tekstem ;-)

A teraz do rzeczy...

Większość z nas chce żyć świadomie i spędzać więcej aktywnego czasu będąc tu i teraz, a mniej w trybie automatycznej zadaniowości. Chcemy cieszyć się chwilami spędzanymi z dziećmi, a nie traktować niczym kolejne zadanie do odhaczenia. Brzmi słabo? To brutalne, ale bardzo prawdziwe.

Dobre wieści są takie, że nauka znalazła odpowiedź na potrzeby współczesnych MAM - klucz do włączenia trybu slow i cieszenia się czasem spędzonym ze swoim dzieckiem. Jest to coś, co każdy z nas w dowolnym momencie jest w stanie wykonać.

Uważność

Już wiem, co pomyślałaś, że to modny w dzisiejszych czasach trend.

Rzeczywiście, uważność cieszy się ogromną popularnością, jednak wynika ona z efektów potwierdzonych wynikami badań.

Na czym polega bycie uważnym? Nieco upraszczając, możemy przyjąć, że uważność, to po prostu bycie świadomym bieżącego momentu w uprzejmy i bezstronny sposób (więcej o tym, co to naprawdę znaczy, napiszę nieco niżej).

Kiedy udaje nam się zatrzymać i dostroić do tego, co jest, tu i teraz kiedy zwracamy uwagę na swoje myśli, emocje i odczucia cielesne, wtedy angażujemy ważny obszar mózgu zwany korą przedczołową.

Obszar ten odpowiada za regulację naszego zachowania i kontrolę emocji. Innymi słowy, ta część mózgu pozwala nam być spokojnymi, wrażliwymi i kochającymi mamami, którymi chcemy przecież być.

Kiedy natomiast działamy z automatu niczym kombajn wielofunkcyjny, nasza kora przedczołowa nie jest zaangażowana, więc bardziej prawdopodobne jest, że zareagujemy impulsywnie i nerwowo.

3 proste kroki ku uważności

Oto trzy szybkie i łatwe „uważnościowe sztuczki”, które nawet bardzo zajęta mama może regularnie praktykować w ciągu dnia.

Dodatkowa korzyść jest taka, że za każdym razem, gdy poświęcamy chwilę na skorzystanie z jednej z tych sztuczek, przyczyniamy się do powstawania nowych - pozytywnych nawyków.

Z biegiem czasu, wzmocnienie umysłu w ten sposób przekłada się na codzienność, spędzamy więcej pozytywnych chwil ze swoimi dziećmi.

1. Obserwuj siebie jak przyjaciel

Czy wiesz, że około 80 procent z naszych myśli jest negatywnych. Najczęściej pochodzą one z wcześniejszych doświadczeń, są podświadome i całkowicie niepomocne. Najlepszym sposobem na zatrzymanie ich wpływu na nasze funkcjonowanie jest obserwowanie siebie z odpowiedniej, zewnętrznej perspektywy. Pomocne jest mówienie do siebie, tak jakby się rozmawiało ze swoim najlepszym przyjacielem.

Na przykład: "Właśnie rzuciłam dzieciom coś na odczepne, byle tylko mieć jeszcze chwilę na efektywne działanie. Myślę, że to przez ten bałagan w salonie, podłoga przypomina plac zabaw, gdzie nie spojrzę, widzę zabawki, nie sposób zrobić kroku. Ten bałagan mnie stresuje i czuję się sfrustrowana. Mogę przecież poprosić dzieci, aby pomogły mi uporządkować salon, wtedy zyskamy czas na wspólną grę w pytania.”

W tym, krótkim przykładzie ważny jest moment zauważenia niepożądanego zachowania, znalezienia jego przyczyny, a następnie zaproponowanie alternatywy, która jest lepszym rozwiązaniem dla nas i dla dzieci.

uważność

2. Zapomnij o niedźwiedziach

Pamiętasz, że ludzki mózg jest zaprogramowany na przetrwanie? Oznacza to, że znacznie szybciej wyłapujemy z otoczenia negatywy niż pozytywy, jesteśmy wyczuleni na ewentualne zagrożenie. Dzięki tej skłonności nasz mózg powstrzymuje nas od beztroskiego napawania się pięknem kwiatów, w sytuacji, gdy goni nas niedźwiedź ;-).

Jednak nietrudno zauważyć, że epokę kamienia łupanego mamy za sobą i dziwnym trafem, za rogiem nie czeka na nas dziki zwierz. Dlatego, powinnyśmy starać się pohamować nasz instynkt samozachowawczy i przejąć kontrolę nad zachowaniem.

Jak tego dokonać?

Prostym sposobem jest przekierowanie naszej uwagi na przyjemne doświadczenia. W tym celu musimy starać się zauważać, a następnie szczegółowo opisać wspomniane przyjemności.

Czy Wasze serca nie przepełnia błogie ciepło na widok zgodnie bawiącego się rodzeństwa? Warto opisać to, co właśnie w tej chwili czujemy: "Czuję spokój, odprężenie, wzruszenie i wdzięczność".

3. Pomyśl o etykiecie

W trakcie pracowitego, rodzicielskiego dnia nie sposób nie doświadczyć nieprzyjemnych uczuć. To normalne, że chcemy ich uniknąć, i żeby sobie pomóc sięgamy po przekąski, tracimy czas skrolując tablicę na Facebooku, czy sięgamy po używki.

Odczuwanie emocji o ujemnym zabarwieniu może być i jest niewygodne, dlatego często tworzymy własne strategie zaradcze, które w tym momencie wydają się być skuteczne. Na dłuższą metę natomiast nie są ani korzystne, ani tym bardziej pomocne.

Co zatem powinniśmy zrobić?

Następnym razem, gdy poczujesz silne emocje, nazwij je i daj sobie chwilę na złapanie dystansu i wzięcie głębokiego oddechu. Użyj tylko słowa lub dwóch, aby opisać, jak się czujesz, zaczynając od zwrotu: „Czuję ..."

Badania pokazują, że prosta czynność oznaczania, nazwania silnej emocji i uznania jej wystąpienia, ułatwia i usprawnia uzyskanie spokoju. Zaprzeczenie pojawienia się emocji pokutuje negatywnymi skutkami przez resztę dnia. To, co wyparte i stłumione prędzej czy później, się ujawni.

Zwróć uwagę na to co mówisz

Ważne jest również to, w jaki sposób mówimy o emocjach. Istnieje różnica pomiędzy stwierdzeniem „czuję złość", a „jestem zły”. Użycie słowa „czuję” pomaga oddzielić emocje, których doświadczamy od naszej samooceny. Dużo łatwiej jest przezwyciężyć trudne emocje, oznaczając je jako uczucie, coś, co się pojawia i znika, niż traktować je, jako nieodłączną część osobowości (jestem zła), jako to, jacy jesteśmy.

Zanim przejdziecie do uważności

Musimy pamiętać jednak o tym, że uważność nie jest natychmiastowym sposobem na nasze bolączki.  Nie wystarczy raz na jakiś czas wykonać jedną z tych propozycji, by nagle w cudowny sposób poczuć radość z każdej chwili macierzyństwa. Tak samo, jak wszystko, co jest warte naszego zachodu, również uważne rodzicielstwo wymaga naszej intencji i zaangażowania w czerpanie satysfakcji i radości z macierzyństwa.

Warto jednak wprowadzić te małe i proste praktyki, by w znaczący sposób spowolnić naszą codzienną pogoń, byśmy mogli doceniać i zauważać, to co ważne z perspektywy rodzica.

Jon Kabat Zinn słusznie zauważył:

"Najlepszym sposobem na uchwycenie chwil jest zwrócenie uwagi. W ten sposób kultywujemy uważność. Uważność oznacza bycie przytomnym. To znaczy wiedzieć, co robisz."

Uważność daje nam kotwicę, dzięki której możemy zwolnić, zatrzymać się i zacumować, mimo szybko płynącego czasu i ogromnej fali obowiązków.

Jest to nieoceniona wartość, którą daje nam nauka. Dzięki niej w tak zestresowanym i dynamicznie zmieniającym się świecie możemy czerpać radość z bycia mamą, odczuwać spełnienie poprzez zauważanie i świadome uczestniczenie w naprawdę istotnych chwilach. A to wszystko zamiast poczucia winy i żalu.

A Ty masz jakieś sposoby, które pomagają Ci być bardziej świadomą mamą?

 

Być może zainteresują Was również:


jak_być_szczęśliwą_mamą

Sprawdź, co przeszkadza Ci w czerpaniu radości z bycia mamą

Stałam przed drzwiami łazienki i uśmiechałam się słysząc chichot moich rozrabiaków, którzy zamiast rozbierać się do kąpieli, znaleźli inne, ciekawsze i jakże zabawne zajęcie ;-). Od tego momentu łazienka nabrała nowego wymiaru i wyglądu…

W ciągu dnia kilka razy przeglądałam listę zadań, które mam do zrobienia. Udało mi się je wykonać o czasie, no może w większości zmieściłam się w terminie… nie bądźmy drobiazgowi ;-). W każdym razie, wszyscy, cało i zdrowo dobrnęliśmy do końca dnia. Obyło się bez ran kłutych, tłuczonych i ciętych, a na drobne zadrapania wystarczył magiczny plasterek.

Podsumowując, ten dzień mogłam zaliczyć do udanych i przybić sobie symboliczną piątkę. Byłam naprawdę zadowolona do czasu, kiedy zaczęłam analizować wszystkie wydarzenia krok po kroku.

Moja radość nie trwała zbyt długo, ulga i satysfakcja zaczęły ewaluować w inne uczucia. Zamiast nich pojawiła się pustka i poczucie winy.

Osiągnięcia kończącego się dnia

Po całym dniu przestrzegania ustalonego planu i odhaczania kolejnych zrealizowanych zadań zdałam sobie sprawę, że nie poświęcałam czasu na świadome bycie z moimi urwisami, pełną obecność, taką nie tylko ciałem, ale i duchem. Na aktywną zabawę, szczerą radość i interakcję. Myśli o codziennych obowiązkach zdominowały mój dzień. Analizując niektóre sytuacje, doszłam do przykrych wniosków:

  • Chciałabym zareagować inaczej, na relację mojego synka z prób do przedszkolnego przedstawienia, która przepełniona była emocjami i podekscytowaniem. Zamiast odzwierciedlenia i okazania entuzjazmu, w tamtym momencie stać mnie było na „bezpłciowe” skinienie głową i poklepanie po ramieniu. W głowie analizowałam ilość obowiązków, które mam jeszcze do wykonania przed końcem dnia: obiad na jutro, kostium strażaka na przedstawienie, odpowiedź na służbową wiadomość…poprzeczka jest postawiona wysoko.
  • Nie cieszyłam się również 15 minutami błogiego spokoju, podczas których chłopcy zgodnie bawili się kinetycznym piaskiem. W tym czasie nerwowo przebierałam nogami, wyobrażając sobie piaskowy bałagan, który przyjdzie mi niebawem posprzątać.

Pomyślałam: 

„Brawo ja! I co z tego, że odhaczyłam wszystkie punkty z listy? Co z tego, że na koniec dnia zadaniowy bilans jest na plusie? Czy moje dzieci też są kolejnym punktem do zrealizowania? Nie taką matką chce dla nich być.”

Skądś to znasz? Zdarza Ci się miotać pomiędzy podobnymi emocjami, borykać z takimi myślami?

Mamą być

Gdy tak sobie rozmyślam o macierzyństwie, o byciu mamą to nachodzi mnie refleksja, że w dzisiejszych czasach bardzo trudno jest nią być. Jako kobiety, pełnimy tak wiele ról społecznych, realizujemy się na kilku płaszczyznach zarówno zawodowych, jak i osobistych. Na przestrzeni lat wywalczyłyśmy równouprawnienie, a razem z nim w pakiecie otrzymałyśmy bagaż kolejnych obowiązków. Z roku na rok, biorąc na swoje barki coraz więcej, zapomniałyśmy co nieco odstąpić bliskim.

Do tego mamy nieograniczony dostęp do Internetu, który aż kipi od poradników przepełnionych wskazówkami, dotyczących tego, co jest dla Twojego dziecka najlepsze, najwłaściwsze i naj do potęgi. Siadasz przed monitorem, przeglądasz wujka Googla i w sekundzie dowiadujesz się, że kaszka, którą zaserwowałaś na kolacje swojemu dziecku, która jeszcze wczoraj była najbardziej rekomendowanym produktem w swojej kategorii, dziś jest już do bani…

jestem_złą_mamą

I bądź tu matko mądra?

O ile łatwiej miały nasze mamy, które nie miały dostępu do takich źródeł informacji. Wtedy intuicja była ich najlepszym doradcą.

Naszym sprzymierzeńcem nie są również media społecznościowe, które kreują nierealistyczny obraz idealnej matki. Ona - niczym super bohaterka rewelacyjnie radzi sobie w każdej sferze. Jest tak doskonale zorganizowana, że w ciągu doby spełnia się zarówno na gruncie zawodowym, jak i osobistym. Tymczasem Ty ledwo wyrabiasz się na zakręcie, ogarniając rodzinny grafik, a gdzie tu dalej?

I nawet jeśli wiesz, że to wszystko jest tylko fikcją, nadmuchaną bańką mydlaną, to w głębi duszy, ma to wpływ na Twoje samopoczucie i zadowolenie z codzienności.

Dlaczego tak się dzieje?

Każdy dzień zaczynamy z najlepszymi intencjami, z zamiarem wygospodarowania czasu na „nawiązanie kontaktu” i cieszenie się chwilami spędzonymi z dziećmi, naszymi małymi ludźmi - ukochanymi ludzikami.

Obowiązki zawodowe przeplatające się z domowymi zadaniami pochłaniają większość naszego czasu i uwagi. Wszystko piętrzy się w oczach, byłoby idealnie, gdyby doba była z gumy, ale niestety nie chce się rozciągnąć. Dodatkowo nakarmione poradnikowymi złotymi radami i zdjęciami idealnych rodzin – mamy dość. W pewnym momencie nasza wytrzymałość osiąga kres i pojawia się tzw. zmęczenie materiału, niezadowolenie, frustracja poprzeplatane z wyrzutami sumienia.

Przecież nie jesteśmy opętanymi maniaczkami wymyślającymi sobie zadania na wyrost. One po prostu realnie istnieją, ale jakoś same nie chcą się zrealizować.

Chcemy uczestniczyć w tym, co ważne dla nas i naszych pociech. Chcemy „cieszyć się tym, że możemy być i jesteśmy mamami, tylko jak to zrobić, jak znaleźć na to czas i złoty środek?

Gdzie tkwi sekret tak często powtarzanego sloganu „macierzyństwem powinnaś się cieszyć”? Czy jesteśmy w stanie cieszyć się nim na co dzień? Jak tego dokonać, jak doceniać ten fakt będąc zapracowaną mamą?

Co nam przeszkadza w cieszeniu się macierzyństwem

Kilku winowajców wymieniłam już wcześniej. Do wygórowanych wymagań, nierealnego i niedoścignionego wizerunku matki polki powinien dołączyć jeszcze jeden czynnik - anatomiczny.

Mam na myśli nasz, nastawiony na przetrwanie mózg. To on dzięki stosowaniu wypracowanych strategii i mechanizmów obronnych umożliwia nam funkcjonowanie nawet pod wpływem silnego stresu, a w sytuacji zagrożenia pozwala nam podjąć odpowiednio szybką reakcję.

Co to oznacza?

Na przykład to, że dzięki temu, w ciągu dnia możemy automatycznie wykonywać wiele, różnorodnych zadań, bez zastanowienia się nad ich przebiegiem. W przeciągu 10 minut możemy posiekać warzywa na obiad, łagodzić konflikty pomiędzy rodzeństwem i ponownie uruchomić pralkę (kluczowe jest tu to ponownie ;-)). A wszystko to jest możliwe dzięki pamięci niejawnej - automatycznej.

Pamięć niejawna pomaga nam w osiąganiu mistrzostwa w wielozadaniowości, która jest niezbędna do przezwyciężenia codziennych trudności, skraca i ułatwia proces działania. Wykorzystujemy ją, gdy całą familię dopada grypa żołądkowa, wtedy jednocześnie musimy być pielęgniarką, praczką i sprzątaczką. Jest jednak pewne ryzyko, okazuje się, że pamięć niejawna może wpędzić nas w niemałe kłopociki.

Wspomniane trudności mogą pojawić się, gdy zbyt często, wręcz regularnie angażujemy się w automatyczne działania, funkcjonujemy na auto-pilocie. Innymi słowy, jesteśmy produktywne, ale nie - aktywne, nie angażujemy się w celowe działania. To nieco paradoksalne, bo z jednej strony ludzki mózg zaprogramowany jest, aby przetrwać i działać pod wpływem stresu, z drugiej strony natomiast stres blokuje i uniemożliwia jego rozwój.

Na szczęście, dzięki najnowszym badaniom poświęconym funkcjonowaniu mózgu, możliwe jest opracowanie skutecznych metod przerywających tryb autopilota, dzięki czemu w bardziej świadomy sposób możemy podchodzić do codzienności i przede wszystkim do macierzyństwa.

O 3 prostych technikach, które pozwolą Ci w pełni cieszyć się  z byciem mamą przeczytasz w drugiej części wpisu, o tu => klik

A Ty, jakiego rodzaju przeszkody napotykasz na swojej drodze do szczęśliwego macierzyństwa?

 

Być może zainteresują Was również: