ja dla siebie

"Ja dla Siebie" - dołącz do wyzwania!

“Ja dla Siebie” – dołącz do wyzwania i zadbaj o siebie!

“Każda matka musi się także nauczyć matkować sobie, gdyż bez tego nie będziemy dobrymi matkami dla naszych dzieci. Kiedy kobiety pytają mnie, jak najlepiej matkować nastolatkom, mówię im, aby zrobiły wszystko, co w ich mocy, aby być szczęśliwymi i spełnionymi. Ten rodzaj modelowania roli idzie dalej niż cokolwiek innego, co mogłabyś zrobić, aby wychowywać córki. Dzięki temu będą wiedziały, jak zrobić to samo. Samopoświęcenie i męczeństwo są wytartą drogą do przewlekłej choroby i gniewu – to proste i oczywiste. I choć nasza kultura preferowała tę znojną, starą ścieżkę przez wieki, a my obserwowałyśmy, jak nasze matki i babcie podążały nią – czas z tym skończyć. Matkowanie sobie i troska o siebie z taką samą uwagą, jaką poświęcamy wychowaniu naszych dzieci, wymaga od nas odwagi. I absolutnie jest to konieczne, abyś naprawdę mogła rozkwitnąć” – Christiane Northrup

Codzienność

Każdego dnia, staramy się być doskonałą matką, żoną, przyjaciółką, córką, współpracowniczką. Kierowane dobrymi intencjami i chęcią okazania wrażliwości, dobroci, wparcia, zrozumienia, czułości… – zapominamy o sobie.

Za tę doskonałość, czy jakkolwiek inaczej nazwiesz, owe dążenie do zaspokojenia potrzeb innych osób, płacimy słoną cenę.

Z czasem miara się przebiera, a bak z zasobami, będący siłą napędową i źródłem cierpliwości, zaangażowania, mocy – jest pusty. Wtedy przychodzi kryzys, pojawia się frustracja, niezadowolenie, zmęczenie, złość, wypalenie a czasem problemy zdrowotne.

W głowie kłębią się pytania: Czy tak już będzie zawsze? Tak ma wyglądać moje życie?

Znajdź równowagę

Jak we wszystkim, w naszej codzienności również, ważna jest równowaga, między tym, co robimy dla kogoś, a własnym dobrem. Choć trudno przełamać wpojone schematy i wieloletnie nawyki.

Stawka robi się niebezpiecznie wysoka, gdy dbając o otoczenie, naruszamy własne granice albo wcale ich nie stawiamy. Gdy wewnątrz czujemy, że chciałybyśmy powiedzieć „nie chcę”, „nie mam ochoty”, „nie mogę”, ale nie potrafimy się na to zdobyć.

Ponieważ

  • troska o czyjeś dobro i samopoczucie,
  • potrzeba akceptacji, aprobaty,
  • poczucie powinności i konieczność spełnienia oczekiwań,
  • obawa przed odrzuceniem, konfrontacją, gniewem czy innymi trudnymi emocjami…
  • oraz wiele, wiele innych okoliczności, które paradoksalnie ograniczają naszą zdolność wyznaczania granic.
  • Bo, gdy „ośmielimy się” zauważyć siebie i swoje potrzeby, do gry wkracza poczucie winy oraz wyrzuty sumienia.

To wszystko musi się zmienić, dla Twojego dobra i dobra bliskich Ci osób. Małymi krokami… możesz to zmienić.

Zadbanie o siebie nie jest przejawem egoizmu czy przywilejem, to jedna z podstawowych potrzeb, a nawet nasza powinność, względem siebie i naszych najbliższych.

wyzwanie ja dla siebie

 

Ja Dla Siebie

Odnalezienie przestrzeni tylko dla siebie stanowi wyzwanie. To nie tylko zmiana w podejściu naszego otoczenia, to przede wszystkim nasza wewnętrzna przemiana, rozwój i praca nad sobą. To przełamywanie swoich schematów, przekonań, nawyków. To zwiększenie uważności na własne potrzeby i ich poszanowanie.

Nie od dziś wiadomo, że wsparcie innych osób uskrzydla i właśnie dlatego powstał projekt “Ja dla Siebie” i “Mam Wsparcie” byśmy razem, ramię w ramie, małymi krokami zmierzały ku zmianie – #jadlasiebie bez poczucia winy.

Mam nadzieję, że się przyłączysz? Zapisz się na listę mailingową, bym mogła przesyłać Ci wartościowe materiały do pobrania.

Ściskam,

Karola

 


pierwszy_telefon_dla_dziecka

Telefon komórkowy prezentem świątecznym dla dziecka? 7 wskazówek, które powinien poznać każdy rodzic

Nowe technologie to nasza codzienność. Widok kilkulatka obsługującego smartfon nikogo już chyba nie dziwi. Jest on tak powszechny, że coraz częściej staje się normą.

Może nam się to podobać lub nie, jednak badania GfK Polonia pokazują, że najmłodsi coraz częściej mają dostęp do nowych technologii, a ponad połowa dzieci w wieku od 6 do 11 lat posiada własny telefon.

Może nie dziś ani jutro, ale wcześniej czy później nadejdzie ten moment, w którym zaczniemy się zastanawiać nad zakupem telefonu dla swojej pociechy.

Temat ten, szczególnie mocno wraca w okresie świątecznym, pojawiając się jako jedno z gwiazdkowych marzeń naszego dziecka.

Oczami wyobraźni słyszę toczącą się rozmowę:

“Mamo, mamusiu proszę, kup mi telefon. Naprawdę go potrzebuję, Piotrek i Olek już mają swoje komórki. Każdy ma, tylko ja jeszcze nie…”

Po kilku, tego typu prośbach zaczynamy zastanawiać się nad tym coraz poważniej. Analizujemy wszystkie za i przeciw. Przeglądamy świąteczne oferty w ulubionym sklepie internetowym. Jesteśmy coraz bliżej podjęcia decyzji o przekroczeniu kolejnej granicy w życiu naszego dziecka.

Zanim jednak przejdziemy do wyboru odpowiedniego modelu telefonu, powinniśmy pokusić się o dłuższą refleksję i pomyśleć o kilku podstawowych rzeczach.

Świadomość

Wbrew pozorom, przekazanie dziecku własnego telefonu, to jedna z tych decyzji, od której nie ma odwrotu. Temat często traktowany bezrefleksyjnie i zbyt powierzchownie, a przecież niesie za sobą wiele konsekwencji.

Kiedy wręczamy dziecku telefon, w jednej chwili, przekazujemy mu dostęp do całego świata i ogromu, różnorodnych informacji. Dlatego, zanim zdecydujemy się na ten krok, warto wziąć pod uwagę poniższe wskazówki.

Czy dziecko potrzebuje telefonu?

Zanim kupisz dziecku telefon komórkowy, odpowiedz sobie na pytanie:

“Po co mu takie urządzenie?”

Jeśli rozważasz zakup telefonu, ponieważ dziecko interesuje się smartfonami potrafi korzystać z zainstalowanych na nich aplikacji, to zrób krok w tył i przemyśl to jeszcze raz.

Zadaj sobie pytanie 

“Do czego telefon jest potrzebny Twojej pociesze?”

Opisana wyżej motywacja pokazuje, że telefon jest czymś więcej niż urządzeniem do komunikacji, staje się zabawką. Czy rozrywka, to dobry powód do sprezentowania dziecku “komórki”?

Czy jest gotowe, by posiadać telefon?

Kolejnym pytaniem, na które powinniśmy postarać się znaleźć odpowiedź, jest:

Czy nasze dziecko jest wystarczająco dojrzałe i odpowiedzialne, by korzystać z telefonu?

Nie istnieje właściwa granica wieku, która byłaby wyznacznikiem i gwarancją gotowości dziecka do posiadania swojego telefonu. Wiek nie jest tak bardzo istotny, jak dojrzałość dziecka i jego zdolność do przestrzegania zasad obowiązujących w domu (w szkole) oraz poczucie odpowiedzialności.

Smartfon w rękach dziecka, teoretycznie oznacza niemal nieograniczony dostęp do internetu ze wszystkimi jego możliwościami i zagrożeniami.

samsung_galaxy_a_7

Dzieci, w pełni nie zdają sobie sprawy z konsekwencji, jakie mogą się pojawić w związku z ich obecnością w sieci, z tym, co publikują i co czytają. To nasza, rodzicielska odpowiedzialność, by okazać im wsparcie i odpowiednio do tego przygotować.

W jaki sposób to zrobić napiszę nieco niżej.

Posiadanie telefonu to również odpowiedzialność za urządzenie. Dzieci nie są przyzwyczajone do posiadania czegoś, tak wartościowego, do pamiętania o nim i odpowiedniej obsługi.

To również powinien być jeden z czynników, które bierzemy pod uwagę podczas podejmowania decyzji.

No, chyba że posiadacie stalowe nerwy, jesteście otwarci na dziecięcą kreatywność i niestraszna wam informacja np. o testach wodoodporności telefonu przeprowadzonych w umywalce 😉

Bezpieczeństwo

Jeżeli zadecydujesz, że zakup telefonu Twojej pociesze, kolejnym krokiem powinna być rozmowa z dzieckiem na temat jego bezpieczeństwa w sieci i stworzenie rodzinnej umowy dotyczącej korzystania z telefonu.

Nie jest to takie oczywiste, jakby się mogło wydawać. 80% rodziców nie rozmawia z dzieckiem o zagrożeniach, które wiążą się korzystaniem z internetu. Naszym obowiązkiem jest zadbać o świadomość dziecka. Jako rodzice, stanowimy bufor bezpieczeństwa pomiędzy światem a naszymi pociechami. Dlatego powinniśmy uczulać je na to, co ważne i rozmawiać z nimi również na trudne tematy.

Jasne reguły ułatwiają komunikację i zapobiegają nieporozumieniom. Warto przygotować i zawrzeć z dzieckiem umowę użytkowania telefonu.

Może ona być pretekstem do rozmowy na temat funkcji telefonu, tego w jakim zakresie, do czego i dlaczego, jako rodzice będziemy mieli do niego dostęp (hasła, aplikacje). Powinniśmy zawrzeć w niej informacje dotyczące ilości i zakresu godzin, w jakich telefon może być włączony i kiedy dziecko może z niego korzystać. Swoje miejsce w domowym regulaminie powinny znaleźć również konsekwencje, czyli to, co się wydarzy, jeżeli nie będziemy przestrzegać ustalonych zasad.

Podejścia do monitorowania poczynań dziecka, są różne. Niektórzy rodzice, uważają, że musimy wiedzieć, o tym, co dziecko robi podczas korzystania z telefonu komórkowego. Inni natomiast są zwolennikami przestrzegania prywatności i ich zdaniem taki nadzór jest niepotrzebny.

Do korzystania z telefonu podchodzę jak do nauki jazdy samochodem, która niesie ze sobą wiele korzyści, ale również sporo zagrożeń. I o ile chcąc otrzymać prawo jazdy, przechodzimy odpowiedni kurs i musimy zdać egzamin, to przy telefonie nie znajdziemy nawet instrukcji, jak odpowiedzialnie z niego korzystać i jak radzić sobie z zagrożeniami, które możemy napotkać. Tę wiedzę nabywamy z czasem, korzystając z urządzenia i stopniowo budując odpowiedzialność i zaufanie.

Włącz kontrolę rodzicielską

Na szczęście nie musimy maniakalnie, niczym prześladowca tkwić nad dzieckiem weryfikując każdy jego ruch. Możemy skorzystać z dostępnych aplikacji, które monitorują to, co dzieci robią na swoich telefonach. Niektóre z nich posiadają funkcję powiadomień np. gdy określony limit czasu zostanie przekroczony bądź gdy w wiadomościach lub w mediach społecznościowych zostaną użyte słowa o wysokim ryzyku. Przykładowymi aplikacjami są WebSafely, NetNanny czy MMGuardian.

Nie chodzi tu o szpiegowanie dziecka, tylko o zapobieganie cyberprzemocy.

prezent_świąteczny_dla_dziecka

Nie karaj, odbierając telefon

Jeśli dzieci łamią ustalone zasady związane z korzystaniem z telefonu lub robią coś, co może być powodem do niepokoju, pierwszym krokiem, który powinniśmy zrobić, to odwołanie się do wcześniejszych ustaleń. Każda sytuacja wymaga indywidualnego podejścia, dlatego odradzam Wam stosowania najprostszego sposobu, jakim jest odebranie telefonu.

Zabierając go, możemy sprawić, że dziecko wycofa się, „zamknie w sobie” i nie będzie skłonne do rozmowy na temat tego, co się wydarzyło.

Oczywiście możemy machnąć ręką na te obawy, jeżeli dotyczą one przekroczenia limitu czasu wyznaczonego na korzystanie z telefonu. Wtedy możecie myśleć:

 

“Jak chce, to niech się zamyka w sobie, skoro nie przestrzega zasad, to nie korzysta z telefonu i kropka.”

Sprawa się nieco komplikuje, gdy w grę chodzi coś znacznie poważniejszego np. nagabywanie Waszej pociechy do spotkania albo do przesłania swoich zdjęć.
W takiej sytuacji, raczej chcielibyśmy, by dziecko postrzegało nas, jako sprzymierzeńca, a nie jak wroga.

Dlatego, najlepszym rozwiązaniem jest powściągnięcie emocji, rozmowa, edukacja dotycząca zagrożeń i wzmożona czujność.

Wybór telefonu

Gdy już przeanalizujemy powyższe punkty, możemy przejść do wyboru odpowiedniego telefonu.

Intuicja podpowiada, że pierwszy telefon dla dziecka powinien być prosty – bez skomplikowanego menu, dotykowego ekranu, raczej z przyciskami, odporny na upadek i uszkodzenia. Jednak w intuicja to za mało 😉

Mam taką niepisaną zasadę, że przed dokonaniem zakupu przekopuję internet w poszukiwaniu opinii na temat konkretnego urządzenia. Nie będąc jednak ekspertem w danej dziecinie i nie posiadając wiedzy o najnowszych rozwiązaniach, nie jestem w stanie ocenić zebranych informacji i na ich podstawie dokonać wyboru. Wtedy korzystam z profesjonalnego wsparcia pracowników sklepu, którzy dobierają produkt do moich oczekiwań zarówno jakościowych, jak i cenowych. Biorąc pod uwagę oszczędność czasu, konkurencyjność cen i jakość obsługi, od dłuższego czasu dokonujemy zakupów on-line w sklepie Neonet.

Na koniec…

Gdy tak spoglądam na moje brzdące oraz analizuje wszystkie za i przeciw, to wolałabym, żeby nie dopadła ich technologiczna fascynacja. Wiem jednak, że to nieuniknione, to część naszej codzienności, która wprowadzana w świadomy i bezpieczny sposób, niesie ze sobą ogrom korzyści.

Jakie są Wasze doświadczenia z pierwszymi telefonami Waszych dzieci? Stosujecie lub stosowaliście, którąś z wspomnianych propozycji?

Ściskam,K


krzyczę_na_swoje_dziecko

5 mitów o krzyczeniu na dzieci, o których każdy rodzic powinien wiedzieć

Dostrzegam wiele pozytywnych zmian w podejściu do rodzicielstwa, które mnie bardzo cieszą. Dzięki większej świadomości i autorefleksji poszukujemy informacji, które wesprą nas w lepszym wypełnianiu roli rodzica. Coraz więcej mówimy o wzajemnym szacunku, empatii, regulacji emocji i komunikacji, bez nich prawdziwa i wartościowa relacja nie istnieje.

W rodzicielstwie, tak samo, jak w innych dziedzinach życia, możemy spotkać skrajne i idealistyczne podejście. Przeczytacie w sieci hasła, motywujące do natychmiastowej zmiany zachowania, stawiające zagadnienie emocjonalności i wybuchów złości w zero-jedynkowym świetle.

„Zachowaj spokój, zapanuj nad sobą… to takie proste.”

I nie ma wątpliwości, że zachowanie opanowania, jest najlepszym, co powinniśmy zrobić w „trudnych”, rodzicielskich potyczkach, jednak wbrew temu, co możemy przeczytać, nie jest to wcale takie łatwe, wymaga naszego zaangażowania, wysiłku i często wiąże się z niejedną porażką.

Oczywiście informacje, które do nas docierają, możemy odpowiednio zinterpretować, wyciągnąć z nich to, co dla nas najważniejsze i zastosować na tyle, na ile pozwalają nam nasze umiejętności i życie. Jednak dla niektórych z nas, taki przekaz na temat stawania się dobrym rodzicem jest jak wyrocznia i, mimo że normalnym jest popełnianie błędów, stopniowe udoskonalanie wprowadzanych metod, to każde niepowodzenie traktują jak osobistą porażkę, czują się winni i sfrustrowani, bo mimo prób nie udaje im się nie krzyknąć na swoje dziecko.

Zanim przejdę do tytułowych mitów, muszę jeszcze podkreślić kilka ważnych kwestii:

TAK – krzyk jest formą przemocy psychicznej.

TAK – zaprzestanie krzyczenia na dziecko w chwili uniesienia jest cholernie trudne.

TAK – to jest nasza praca.

TAK – po pewnym czasie jest coraz łatwiej i możesz krzyczeć mniej.

A jak jest z Wami? Czy kiedykolwiek czuliście się w ten sposób?

Pozwólcie, że nieco Was uspokoję, poniżej znajdziecie 5 mitów, w które wierzymy, które są nieprawdziwe i z którymi warto zrobić porządek.

5 mitów o krzyczeniu na dzieci, o których każdy rodzic powinien wiedzieć

Jestem złym rodzicem, ponieważ krzyczę

Krzyk nie świadczy o jakości rodzicielstwa. Jest raczej przejawem naszej słabości, niedostatecznej regulacji emocji…

Paradoksalnie, w większości przypadków krzyczymy, bo jesteśmy dobrymi rodzicami.

I absolutnie nie jest to usprawiedliwienie dla takiego zachowania, w dalszej części tekstu wyjaśniam, co dokładnie mam na myśli.

Bycie „Dobrym rodzicem” to trochę wyświechtany slogan, często powtarzany i jednocześnie niejednoznaczny. Przyjmijmy, że chodzi nam o stanie się najlepszym opiekunem dla swojego dziecka, czyli takim, jakim w danym momencie możemy być. Zdecydowanie wolę określenie wystarczająco dobrym rodzicem.

Więc jacy są wystarczająco dobrzy rodzice?

Wystarczająco dobrzy rodzice podejmują próby. Chcą się rozwijać, lepiej wywiązywać się z powierzonej im roli, starają się najlepiej, jak potrafią. Mają pewne oczekiwania zarówno w stosunku do siebie, jak i do swoich pociech. I schody zaczynają się właśnie tutaj, w miejscu, gdzie do gry wkradają się oczekiwania, a właściwie ich niespełnianie.

Frustracja i rozczarowanie pojawiają się, gdy „oczekujący” rodzice sami nie dosięgają postawionej poprzeczki albo gdy ich dzieci nie stają na wysokości zadania. Oczekiwania to temat na osobny wpis, jednak warto zdawać sobie sprawę z pułapki, w jaką nas wpuszczają.

Wystarczająco dobrym rodzicom towarzyszy również zmęczenie i stres wynikający z pracy zawodowej oraz obowiązków domowych, które codziennie wypełniają, by zapewnić swoim najbliższym wszystko, czego potrzebują.

To rodzice, którzy wieczorem, po całodniowej batalii, zasiądą w fotelu i wsłuchując się w ciszę śpiącego domu, czują wyrzuty sumienia, bo przypominają sobie sytuację, w której zachowali się nieodpowiednio, w swojej ocenienie byli niewystarczająco dobrzy dla swoich dzieci.

To, co zaraz napiszę, jest warte zapamiętania:

Źli rodzice nie czują w ten sposób.

Źli rodzice nie są skłonni do refleksji.

Źli rodzice nie próbują.

Źli rodzice nie odczuwają winy.

Źli rodzice nie starają się, każdego dnia zrobić wszystkiego, co w ich mocy, by zadbać o rodzinę.

To właśnie dlatego, że jesteśmy dobrymi rodzicami, zastanawiamy się nad swoim zachowaniem, jesteśmy skłoni do refleksji, chcemy coś zmienić, by kolejnego dnia naszej rodzinie żyło się lepiej. I przekornie, to właśnie te rzeczy, które są świadectwem dobrego rodzicielstwa, sprawiają, że jesteśmy sfrustrowani, czujemy się winni, bo jesteśmy świadomi.

poczucie_winy

Jestem złym rodzicem, bo krzycząc szkodzę mojemu dziecku

Świadomość konsekwencji i refleksja to one sprawiają, że łapiemy się na tym, co poszło nie tak. Badania dowodzą, jak wiele szkody w rozwój naszych dzieci niesie krzyk i stres, który się z nim wiąże. Dlatego powinniśmy zrobić wszystko, co w naszej mocy, by pracować nad sposobem wyrażania emocji i samokontrolą. No właśnie pracować, bo to nie jest coś, co pojawi się zaraz po tym, jak podejmiemy takie postanowienie.

Powinniśmy jednak pamiętać, że nauka i zmiana nawyków wymaga czasu i jest nierozerwalnie związana z popełnianiem błędów. Dlatego, jeżeli nie udało Ci się zapanować nad sobą, to nie powód do obwiniania się, tylko moment, by zrobić wszystko, aby naprawić to, co spiep… popsuliśmy 😉

Podrzucę Wam jeden ze sposób, który pozwoli zneutralizować negatywne skutki krzyku.

Nie ma nic odkrywczego w stwierdzeniu, że w każdym zdrowym związku istnieje równowaga pomiędzy pozytywnymi i negatywnymi chwilami. Przeprowadzono badania, które pokazują, że dla każdego negatywnego doświadczenia potrzebnych nam jest pięć pozytywnych interakcji, a wszystko po to, aby utrzymać zdrowe i zrównoważone relacje. Badania te zostały przeprowadzone z udziałem osób dorosłych, będących w związkach, ale zostały sprawdzone i zaadaptowane dla relacji rodzic-dziecko.

Wspomniane pozytywne interakcje nie muszą być niczym wielkim. Wystarczy uśmiech, dotyk, małe gesty, okazanie wsparcia, coś, co was rozśmieszy. Jestem pewna, że w ciągu całego dnia znalazłabym u Was wiele takich małych, ale ważnych gestów. I tak jak zazwyczaj pojawiają się intuicyjnie i spontanicznie, tak po kryzysowej sytuacji warto byśmy je zainicjowali i zrównoważyli całodzienny bilans pozytywnych emocji. To sposób, który pomoże zarówno skrzyczanemu dziecku, jak i rodzicowi.

Więcej na temat metody opartej na współczynniku 5:1 napisałam tutaj oraz tutaj, a o tym, co zrobić, gdy nakrzyczysz na swoje dziecko tu.

Jestem jedynym rodzicem, jakiego znam, który krzyczy na swoje dzieci

Pamiętajcie, nigdy nie wiemy i nie mamy pewności, co się dzieje w czterech ścianach, za zamkniętymi drzwiami. Nie mam zamiaru przytaczać tu konkretnych przykładów na to, jak bardzo pozory potrafią mylić.

 

To, co jest pewne, to to, że każdy rodzic wpada w gniew, ponieważ jesteśmy tylko ludźmi, a gniew, złość, frustracja – emocje – są częścią ludzkiej natury.

Dlatego zapewniam Cię, że nie jesteś jedynym rodzicem, któremu zdarza się nakrzyczeć na swoją pociechę.

Niektórzy rodzice przestają krzyczeć i nigdy nie krzyczą ponownie

Przeświadczenie, że jesteśmy w stanie przestać krzyczeć i nigdy tego nie powtórzyć, jest pułapką, w którą bardzo często wpadamy.

Prawda jest taka, że gdy w naszym życiu większość spraw układa się po naszej myśli, towarzyszy nam tak zwana dobra passa, czujemy się spełnieni i szczęśliwi, to rzeczywiście jesteśmy w stanie nie krzyczeć przez dłuższy czas.

Jednak doskonale wiecie, jak wygląda rzeczywistość… potrafi irytować, przytłaczać, zaskakiwać.

To, co teraz napiszę zabrzmi trochę jak patos, jednak zaryzykuję 😉

Życie może stać się trudne i często takie jest, wtedy również rodzicielstwo nas przygniata i staje się trudniejsze niż kiedykolwiek. Gdy dopada nas ten moment i nie jest tak, jak byśmy chcieli, nasza umiejętność samokontroli jest znacznie osłabiona, wtedy znacznie trudniej (wiem, wiem to słowo pojawia się w tym akapicie za często, ale co zrobić skoro pasuje) jest nad sobą zapanować i łatwiej o podniesiony głos czy krzyk.

Gdy już tak się stanie – przebacz sobie, odpuść winę i zacznij od nowa pracę nad sobą. Zastosuj metodę 5:1.

To, jak reagujemy jako rodzice, jest związane z naszym stanem emocjonalnym, z tym, jak się czujemy ze sobą i otaczającą nas rzeczywistością. Popełnianie błędów jest rzeczą ludzką, ale nie zwalnia nas z “obowiązku” pracy nad swoimi słabościami, tak byśmy mogli stworzyć naszym dzieciom spokojny i bezpieczny dom.

Niemożliwe jest, aby mniej krzyczeć

Można krzyczeć mniej.

Mówię to z takim przekonaniem, ze względu na pracę, którą wykonuję codziennie, sama nad sobą jako mama, ale również, a może przede wszystkim w oparciu o doświadczenie wynikające z pracy z rodzicami. To bardzo budujące móc obserwować zmiany i zacieśnianie relacji w rodzinach, czy czytać komentarze i wiadomości będące dowodem na skuteczność waszych starań:

 

„Dorastałam w domu, gdzie krzyk był na porządku dziennym. To była jedyna forma wyrażania emocji i chyba jedyne emocje, które tak często i tak chętnie wyrażaliśmy. Zakładając własną rodzinę, nie potrafiłam mówić o uczuciach w pozytywny sposób, to ciągle jest moja ogromna praca. Najlepszą motywacją są dla mnie mój mąż i dwuletni synek, którzy już widzą różnicę, sama ją czuję. Codziennie pracuję nad tym, by nie krzyczeć.” – Kasia

jestem_złą_matką

Nie wierz w te mity

JESTEŚ dobrym rodzicem – jesteś wystarczająco dobrym rodzicem.

Nie jesteś jedynym, któremu zdarza się krzyczeć.

Możesz zmniejszyć skutki tej przykrej sytuacji, angażując się w relację ze swoim dzieckiem.

Możesz krzyczeć mniej. Przy sprzyjających warunkach i zaangażowaniu możesz nawet przestać krzyczeć, ale jeśli się nie uda Ci się dotrzymać postanowienia, to nie jest powód, by umniejszać swojej wartości – już przecież wiesz co z tym zrobić i jak się zachować.

To, że raz czy drugi, a nawet dziesiąty Ci się nie uda, nie znaczy, że masz przestać próbować, bo każde starania przynoszą pozytywną zmianę w Tobie i w twojej rodzinie.

Warto się starać dla momentu, w którym uda Ci się zapanować nad sobą, kiedy spojrzysz na swojego szkraba i będziesz niesamowicie dumny z siebie i szczęśliwy, że wypracowałeś w sobie tę umiejętność, znalazłeś siłę i nie „rozładowałeś” na nim skumulowanych emocji.

A wszystko dlatego, że próbujesz, że się nie poddajesz, bo jest rewelacyjnym rodzicem.


Jestem ciekawa Waszych doświadczeń? Jak się czujecie, gdy zdarzy Wam się krzyknąć na swojego szkraba?

Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielcie się tym ze mną w komentarzu. Dla osób komentujących mam niespodziankę 😉 Jednej z Was podaruję książkę “Kiedy Twoja złość krzywdzi dziecko”, którą znajdziecie wśród polecanych przeze mnie pozycji. 

Ściskam,

Karola 

Serdecznie polecam Wam również książki, które wspomogą Was w rodzicielskiej drodze:

Być może zainteresują Was również inne artykuły:

5_mitów_o_krzyczeniu_na_dzieci_o_których_każdy_rodzic_powinien_wiedzieć


jak_być_dobrym_rodzicem

Do przemęczonego i zrezygnowanego rodzica: Nie postępujesz niewłaściwie!

Zamykasz za sobą drzwi, pośpiesznie wycierasz spływające po policzkach łzy. Bezwiednie bierzesz głęboki wdech i z trudnością wypuszczasz powietrze. W klatce piersiowej czujesz ucisk, ciężar niczym kamień, który utrudnia swobodne oddychanie.

W głowie ciągle wybrzmiewa popołudniowe starcie z Twoim dzieckiem. Przeciągająca się „walka o władzę”, mimo wielu prób nawiązania kontaktu i uspokojenia brzdąca skończyła się niepowodzeniem. Nic nie zadziałało – ani empatia, ani przytulanie… Wszystkie sposoby o kant d…

W takich sytuacjach zaczynamy się zastanawiać: 

„Gdzie popełniam błąd? Co poszło nie tak? Czego mi brakuje? Dlaczego rodzicielstwo jest tak trudne?

 

Jesteś przemęczona i zrezygnowana

Dotychczasowe strategie nie poskutkowały, dlatego w pośpiechu i z ogromną nadzieją przeszukujemy internet w poszukiwaniu rozwiązania naszej bolączki. Oczywiste jest to, że w sieci, w której roi się od artykułów, książek, webinarów, zawierających rodzicielskie wskazówki znajdziemy jakąś ciekawą, jeszcze przez nas niestosowaną perełkę.

Poczucie bezsilności, zmęczenie i brak siły, to wszystko sprawia, że zaczynamy myśleć negatywne na swój temat, zwracamy się przeciwko sobie, obwiniamy się i zakładamy, że to my nie radzimy sobie z rodzicielstwem, że robimy coś w niewłaściwy sposób…

Nie znam osoby, która choć raz nie pomyślałaby w ten sposób. I o tyle, o ile nie ma nic złego w spostrzeżeniu, że nie ma ludzi idealnych i każdy ma prawo do popełniania błędów. To warunkowanie poczucia własnej wartości od zachowania swojego dziecka jest słabe, niefajne, niewłaściwe a przede wszystkim niezdrowe dla naszego komfortu psychicznego 😉

Dlatego, zanim przekreślisz swoje rodzicielskie kompetencje grubą, czerwoną krechą, weź głęboki oddech i posłuchaj, a raczej przeczytaj poniższy fragment.

rodzicielstwo_bliskosci

Nie postępujesz niewłaściwie

Skąd ta pewność w nagłówku? Drogą dedukcji, wywnioskowałam, że skoro wpadłaś na mojego bloga i doczytałaś ten tekst do tego miejsca, to prawdopodobnie prowadzisz wewnętrzne rozważania nad kierunkiem swojego rodzicielstwa i bierzesz pod uwagę pozytywną stronę mocy ;-).  Wychowanie dziecka w systemie pozytywnych doświadczeń i budowania trwałych relacji wymaga od rodzica ogromnej świadomości. Pozytywne wychowywanie, bo o nim mowa, nie jest prostą drogą, to podróż, której celem jest silna relacja, wartościowe interakcje, wzajemny szacunek i zaspokojenie potrzeb, z jednoczesnym ustanawianiem i przestrzeganiem granic. Ono nie jest proste i szybkie, wymaga od nas pracy oraz zaangażowania, a efekty przychodzą z czasem.

I oczywiście są systemy wychowawcze, jak na przykład „kary i groźby”, które wydają się działać lepiej, ponieważ przynoszą natychmiastowe rezultaty. Jednak warto pamiętać o tym, że efekt nie jest wynikiem trwałej i świadomej zmiany zachowania, ale strachu, przez który dziecko przestaje robić to, za co go skarciliśmy (o tym, dlaczego kara jest nieskuteczna, pisałam tutaj).

Rodzicielstwo

Wychowywanie to niewidzialny i nienamacalny przekaz, który dokonuje się każdego dnia, w chwilach, o których nawet nie pamiętamy, z których nawet nie zdajemy sobie sprawy. Dla naszych dzieci są to również niedostrzegalne sygnały, ale ich mózg i neurony lustrzane rejestrują wszystko, bez udziału świadomości. Jest to obraz zachowań, postaw, przekonań, rzeczywistych uczuć i strategii zaspokajania potrzeb najbliższych im osób, a nie deklaracji, pouczeń, perswazji i dobrych chęci.

Mimo pełnej świadomości tego, co napisałam powyżej i ogromu starań wkładanych we wdrożenie tych założeń, zdarzają się takie dni, że masz wrażenie, że w Twoim przypadku to totalnie nie działa, że u Was się to nie sprawdza, że to nie dla Was.

Pamiętaj o tym

Zanim się poddasz i rzucisz rękawice, przypomnij sobie poniższe:

Twoje dziecko wciąż się uczy

Być może łapiesz się na założeniu, że już tyle razy coś omawiałaś, tłumaczyłaś, że na tym etapie – twoje dziecko „powinno już o tym wiedzieć”. Niestety, nauka nowych umiejętności wymaga czasu i wytrwałości. Dzięki temu, że za każdym razem wspierasz i pomagasz swojej pociesze pracować nad rozwiązaniem, ma możliwość ćwiczyć i doskonalić nowe zdolności. Oznacza to jednocześnie, że dzięki powtarzaniu, z czasem Twój brzdąc będzie mógł robić te rzeczy z mniejszą pomocą, a nawet samodzielnie. Kluczowy jednak wydaje się tu być czas, który warto dać dziecku i sobie.

Twoje dziecko jest niedoskonałe

Twoje dziecko, tak samo, jak Ty ma również prawo do słabszych dni. Dlatego, czasami będzie w stanie z łatwością poradzić sobie z rozczarowaniem, a innym razem ta sama sytuacja będzie dla niego końcem świata. Nawet jeśli dzień wcześniej opanowało pewną umiejętność do perfekcji, następnego dnia może nie wpaść na odpowiednie rozwiązanie tej samej zagadki. To te dni, kiedy maluch może potrzebować więcej uwagi, cierpliwości i troski, by złapać równowagę i wrócić do lepszej formy.

Twoje dziecko potrzebuje więcej wsparcia

Słuchaj swojej intuicji. Jeśli masz poczucie, że coś jest nie tak, czegoś brakuje, prawdopodobnie masz rację. Dzieci (podobnie jak dorośli) czują się dobrze, pokonując wyzwania, jeśli mają odpowiednie umiejętności, zasoby, samopoczucie. Niektóre z nich potrzebują trochę więcej pomocy w radzeniu sobie w trudnych sytuacjach. Warto pamiętać, że każde dziecko rozwija się w swoim, indywidualnym tempie i na wszystko przyjdzie odpowiedni moment. Jeśli jednak masz obawy, coś Cię niepokoi zawsze warto skorzystać z pomocy i wsparcia specjalisty.

Dlatego, zamiast szukać online magicznych wskazówek, które być może, gdzieś, kiedyś przeoczyłeś, weź głęboki oddech i zastanów się raz jeszcze:

Czego teraz może potrzebować Twój maluch?

Może kolejnej szansy na przećwiczenie nowej umiejętności? Może małej wskazówki bądź pokrzepiającego dopingu? A może odpoczynek będzie najlepszym rozwiązaniem po dużej ilości wrażeń?

Nie możesz również zapomnieć o sobie…

Czego potrzebujesz w tej chwili?

Przyjaciela, który po prostu wysłucha, nie musi nawet rozumieć 😉 często wystarczy, że jest?  Może kubka gorącej kawy lub herbaty? Uścisku? Dobrego słowa? Motywacyjnego kopniaka?

odpoczynek_dla_mamy

Rodzicem być

Bycie rodzicem to trudna i wymagająca rola. Warto odstąpić od pogoni za mitem „idealnego rodzicielstwa”, bo takie po prostu nie istnieje. Najistotniejsze natomiast w tym wszystkim wydaje się to, byśmy byli dla siebie i dla naszych dzieci wyrozumiali, troskliwi, uważni na uczucia i potrzeby. Bycie rodzicem to nieustanna nauka, przełamywanie swoich barier i schematów oraz pokonywanie obaw i lęków. I pomyśleć, że początkiem tego wszystkiego jest miłość, to ona daje na siłę i motywację do osiągania niemożliwego. Bezpieczna więź, dostrojona komunikacja, empatia – to fundamenty, które pozwalają przetrwać niejeden konflikt i zapewniają dziecku optymalne warunki rozwoju.

Sam fakt, że szukasz rozwiązań, starasz się zmieniać i pracujesz nad jakością Waszej relacji sprawia, że jesteś cudownym rodzicem.

Ściskam,
K

Serdecznie polecam Wam również książki, które wspomogą Was w rodzicielskiej drodze:

Być może zainteresują Was również inne artykuły:


to_co_w_dziecinstwie_najwazniejsze

To, co w dzieciństwie najważniejsze…

Któż z nas nie zastanawia się, jak nasze dzieci będą wspominać swoje dzieciństwo?

Czule? Z nostalgią?  Z wdzięcznością? A może z urazą i żalem?

Posłużę się tu uogólnieniem, ale chcę wierzyć w to, że większość rodziców stara się zrobić wszystko, by ich pociechy były szczęśliwymi dziećmi, a później spełnionymi dorosłymi.

Bombardowani nieskończoną ilością obrazów i informacji dotyczących tego, co jest dla dziecka dobre, lepsze i najlepsze, tracimy wiarę w swoje możliwości i w siłę rodzicielskiej intuicji. W dobie eksperckiego i kompetentnego świata zamartwiamy się, że jesteśmy niewystarczająco doświadczeni i dobrzy, by wspierać w rozwoju swoje pociechy.

Tkwiąc w tym błędnym przekonaniu czujemy, że mamy za mało czasu, pieniędzy, cierpliwości i wszystkiego tego, co wydaje się mieć znaczenie w budowaniu dziecięcego szczęścia.

Dlaczego dzieciństwo jest takie ważne?

Najbardziej intensywny rozwój naszego mózgu przebiega do 12. roku życia. To wtedy tworzą się modele zachowań, powstają przekonania, które będą potem nami zarządzać. Na podstawie relacji z najbliższą osobą tworzy się model więzi – skrypt odpowiedzialny za bliskość i sposób regulacji emocji, czyli coś, co sprawi, że w przyszłości ukoimy swój ból, niepokój, lęki albo od nich uciekniemy i zachowamy się autodestrukcyjnie.

W tym czasie buduje się zaufanie do świata i ludzi, kształtuje samoocena. Już po półtorarocznych dzieciach widać, jaki rodzaj przywiązania łączy je z rodzicami - czy dali im poczucie bezpieczeństwa i bliskości, czy tego brakowało, mimo fizycznej obecności opiekuna. To, czego zaznamy w dzieciństwie ma istotny wpływ na to, jak sobie poradzimy w dorosłym życiu.

spacer_z_dzieckiem

Poniżej znajdziecie kilka czynników, które mają wpływ na jakość dziecięcej codzienności.

Miłość i bezpieczeństwo

Kochający dom, w którym dzieci czują się bezpiecznie, gdzie mogą być sobą - popełniać błędy, uczyć się, tworzyć, zadawać pytania, tracić czujność i beztrosko się bawić - jest prawdopodobnie największym luksusem, jaki możemy dać naszym pociechom. Poczucie bezpieczeństwa i prawo do spontanicznego przeżywania dzieciństwa to coś, czego nie jesteśmy w stanie kupić. Możemy natomiast zadbać, by te elementy stanowiły podstawowe zasady w naszych domach.

Niewymuszone szczęście

To, co zaraz napiszę to pewien paradoks. Jako rodzice mamy dobre intencje, chcąc dla naszych pociech jak najlepiej, koncentrujemy się wyłącznie na ich szczęściu. Tymczasem takim podejściem, na dłuższą metę wyrządzamy więcej szkody niż pożytku. Jeśli umieścimy nasze dzieci w szklanej kuli i będziemy spełniać ich każde życzenie oraz chronić przed nieprzyjemnościami, to właśnie tego będą oczekiwać od otaczającego je świata, który przecież tak nie funkcjonuje. Warto zdać sobie sprawę z tego, że nie możemy przyjąć odpowiedzialności za to, co czują nasze dzieci. Zakładając, że mamy kontrolę nad emocjami naszych pociech, nakładamy na siebie poczucie obowiązku, konieczność zapobiegania przykrym zdarzeniom i trudno jest nam pozwolić im doświadczać gniewu, smutku lub frustracji.

A przecież każda emocja jest tak samo ważna i uczy funkcjonowania w prawdziwym świecie, radzenia sobie z niepowodzeniami i porażkami, które są nieuniknione.

 Pozwól dziecku wyrażać emocje

Dzieci krzyczą, gdy się złoszczą. Płaczą, gdy są smutne. Tupią nogami i biegają w kółko, gdy nie są pewne, co czują. To naturalna i instynktowna reakcja. Nasze pociechy również muszą w jakiś sposób wyrażać targające nimi emocje. Podczas gdy my – dorośli w kryzysowej sytuacji wykonujemy telefon do przyjaciela lub uprawiamy sport, one jeszcze nie wiedzą, jak się zachować i jak sobie pomóc. Pomóżmy im, bądźmy wsparciem i drogowskazem. Pozwólmy im poczuć każdy wymiar emocjonalnej sinusoidy. Potraktujmy wybuch emocji jako pretekst do rozmowy i do nauki właściwego sposobu ekspresji. Nie jest to łatwa do opanowania umiejętność, ale szalenie ważna.

Szczęście jest zaraźliwe

Nie jesteśmy w stanie kontrolować szczęścia naszych dzieci, to za co natomiast odpowiadamy to nasze własne samopoczucie. A ponieważ dzieci są niczym gąbka i absorbują od nas również nasze nastroje, warto zadbać o siebie.

Pokaż swojemu dziecku, co to znaczy sięgać po szczęście. Realizuj własne marzenia i ambicje. Pielęgnuj wartościowe znajomości. Zarażaj swoimi pasjami.

bobike_fotelik_do_roweru

Twórz rodzinne tradycje

Rodzinne rytuały dają dziecku poczucie bezpieczeństwa i budują jego tożsamość. Nie muszą to być tradycje przekazywane z pokolenia na pokolenie. Chodzi tu o wartościowe rytuały, które możemy stworzyć w dowolnym momencie. To, co ma największe znaczenie, to nasz udział i wspólnie spędzony czas. Mogą to być weekendowe wycieczki rowerowe albo piknikowe wypady, podczas których cieszycie się wspólnie spędzonymi chwilami, gracie w gry czy opowiadacie sobie ciekawostki z minionego tygodnia.

przysmak_swietokrzyski

Dzięki tym wyjątkowym chwilom tworzymy wspomnienia, które nasze dzieci będą nosiły w sobie przez całe życie. Są to również doświadczenia, które stanowią wzorce pokazujące jak pielęgnować rodzinne więzi.

Dziel się swoimi wspomnieniami

Kolejnym sposobem na wzmacnianie rodzinnych więzi i wzbudzanie poczucia szczęścia jest wzajemne dzielenie się pozytywnymi historiami z przeszłości. To świetny sposób na pokazanie siebie swojemu dziecku w nieco innym świetle. Wspomnienia beztroskich zabaw, przytaczanie śmiesznych historii, pokazywanie ważnych dla nas miejsc, dzielenie się ulubionymi dźwiękami, zapachami czy smakami, to zarówno niesamowita frajda, jak i rewelacyjny sposób na rodzinną integrację.

szczesliwe_dziecinstwo

Skoro o smakach mowa, to ostatnimi czasy przywołaliśmy wspomnienia z nimi związane. Zorganizowaliśmy wyjazd w miejsce, w którym często bywałam z rodzicami, a wśród piknikowych przekąsek znalazły się Snacki, którymi zajadałam się w dzieciństwie. Jest tak niewiele produktów, które smakują tak samo, jak przed laty. Chłopcy mieli frajdę, że mogą próbować tych samych chipsów, które mama jadała, jako mała dziewczynka. Ja natomiast z ogromną nostalgią powróciłam pamięcią do beztroskich chwil. „Snack- Przysmak Świętokrzyski”, które nazywaliśmy okienkami, nie dość, że są łatwe i szybkie w przygotowaniu, to jeszcze stanowią świetną alternatywą dla tradycyjnych chipsów czy popcornu.

okienka_do_smazenia

snack_przysmak_swietokrzyski

Wprowadź obowiązki

Szczęście w dużej mierze zależy od poczucia, że ​​to, co robimy, ma znaczenie i jest cenione przez otoczenie. Innymi słowy, ludzie mają wrodzoną potrzebę bycia potrzebnym. Im więcej sposobności stworzymy, by nasz szkrab przekonał się, że swoim działaniem przyczynia się do lepszego funkcjonowania rodziny, tym jego poczucie wartości będzie wyższe. Nawet maluszki są w stanie wykonywać określone prace domowe. Dziecko w wieku dwóch lat może podnosić zabawki z podłogi, wsypać do miski karmę dla pupila czy wkładać brudne ubrania do kosza na pranie. Dzięki takim zadaniom jest dumne z tego, co robi, czuje się potrzebne i kompetentne. Co najważniejsze, ma poczucie, że jego wybory i działania mają wpływ na jego świat. Dzieci, które posiadają i wykonują obowiązki, stają się bardziej odpowiedzialne, bardziej zdyscyplinowane i odnoszą większe sukcesy zarówno akademickie, jak i zawodowe.

zabawa_z_mama

Pozwól uczyć się na błędach

W rodzicielskiej naturze leży ochrona dzieci przed potencjalną krzywdą. W naturze dziecka natomiast leży nieustanne testowanie i przesuwanie granic. Dzieci pragną sprawdzać własne możliwości i podejmować ryzyko. Jest to nie tylko normalne, ale również ważne dla zdrowego rozwoju. Podjęcie ryzyka pozwala dziecku wzbudzić poczucie wolności, odwagi i spełnienia. Pozwala mu także zasmakować goryczy porażki – niedocenianego, edukacyjnego narzędzia. Niepowodzenie pozwala naszym dzieciom rozwijać umiejętność radzenia sobie ze stresem, odporność i dojrzałość emocjonalną. Nie jest łatwo pozwolić swojej pociesze na podejmowanie racjonalnego ryzyka, jednak warto przystać na tę cenną formę nauki i poznawania świata.

Nie porównuj

Żyjąc w społeczeństwie opartym na konkurencyjności naturalne jest, że zastanawiamy się, czy i jak nasze dziecko radzi sobie na tle rówieśników. Warto jednak pamiętać, że jednym jest to, co sobie myślimy, a drugim, to co mówimy. Ważne byśmy nie ujawniali swoich obaw, byśmy pozostawili je dla siebie. Każde dziecko rozwija się we własnym tempie, a zachęcanie do niezdrowej konkurencji może powodować niepewność, stres i niską samoocenę. Zamiast tego warto nauczyć swoją pociechę, jak cenić siebie bezwarunkowo.

rowerek_janod

Zachęcaj do zabawy na świeżym powietrzu

Tym, czego znacząco brakuje naszym dzieciom, jest ilość czasu poświęconego na swobodną, ​​nieustrukturyzowaną, beztroską zabawę na świeżym powietrzu. Taka forma spędzania czasu pomaga w samoregulacji, wspomaga intelektualny, fizyczny, społeczny i emocjonalny rozwój. Podczas zabawy, w której nie jest narzucona konkretna instrukcja, dzieci uczą się rozwiązywania problemów, interakcji z innymi, odkrywania świata, eksperymentowania z własnymi zdolnościami i dostosowywania się do nowych okoliczności.

zabawa_z_tata

Nie ma recepty, która byłaby idealnym przepisem na udane dzieciństwo. Pamiętajmy, że to nie pieniądze i dobra materialne przyniosą szczęście naszej pociesze. Tak naprawdę tego, co najważniejsze nie możemy kupić za żadne pieniądze, dlatego sięgajmy po to, co mamy na wyciągnięcie ręki… i twórzmy piękne wspomnienia.

A Wam z czym kojarzy się Wasze dzieciństwo?

Ściskam,
Karola

Być może zainteresuje Was również:


4f_dla_dzieci

8 elementów, które sprawią, że Twoje dziecko pokocha sport

Chyba nikogo nie muszę przekonywać, jak pozytywny wpływ na rozwój dziecka ma aktywność fizyczna.

Sport wzmacnia kręgosłup, pozwala utrzymać właściwą postawę, a co ważne i sylwetkę. Dzieci, które od najmłodszych lat są zachęcane do aktywności, cechuje większa odporność organizmu, w dorosłym życiu rzadziej miewają problemy z otyłością, i nie tak często zapadają na choroby cywilizacyjne, jak alergia, czy astma.

Zdaję sobie sprawę z korzyści, które niesie ze sobą sport, Ty zapewne również o nich wiesz.

Do dzieci tego typu, suche argumenty raczej nie przemawiają. Co zatem możemy zrobić, żeby nasze pociechy chętnie uczestniczyły w zajęciach sportowych? Jak postępować, żeby sport stał się ich sposobem na życie, a nie kolejnym obowiązkiem?

Zajęcia sportowe i co dalej?

Spotkałam się z wieloma opiniami rodziców, którzy twierdzili, że do zaszczepienia w dziecku sportowego ducha wystarczy zapisać je na zajęcia sportowe.

„Przecież jest tam trener, który swoim podejściem i zaangażowaniem zarazi brzdące miłością do danej dyscypliny...”
- wyjaśniają.

Jest w tym wiele prawdy. Trener czy nauczyciel pełni istotną rolę życiu małego sportowca, uczy i wspiera rozwój różnych umiejętności sportowych, pokazuje istotę grupowej współpracy czy współzawodnictwa.

Mimo wszystko, to nie na zajęciach sportowych, sali, boisku bądź basenie dochodzi do zakrzewienia w dziecku sportowej pasji.

plecak_dla_dziecka

Na nastawienie i stosunek dziecka do aktywności fizycznej ma wpływ znacznie więcej czynników, które dzieją się w domu, szkole, przedszkolu czy na podwórku.

Rola najbliższego otoczenia

Do pewnego momentu, to my rodzice mamy największy wpływ na kształtowanie się osobowości naszych pociech. Z czasem, niestety nasza rola zmniejsza się, a szala przechyla się w stronę rówieśników, kolegów ze szkoły czy podwórka. Gdy szkrab w kroczy w ten etap, nasze gadanie będzie jak grochem o ścianę. To otoczenie zacznie określać formę spędzania wolnego czasu i zakres zainteresowań.

Dlatego warto ten czas, w którym jesteśmy dla dzieci autorytetem, wykorzystać na kształtowanie ich sportowej postawy i wpajanie wartości, które mają swe odzwierciedlenie w dziecięcym zaangażowaniu i podejściu do sportu.

Zakładając, że przykład idzie z góry, a my lubimy aktywnie spędzać czas, to 70% drogi do zmotywowania swojej pociechy do polubienia sportu mamy za sobą ;-).

 Aktywny czas - razem

Aktywny rodzic to aktywne dziecko. Najlepszym sposobem na zakrzewienie w dziecku sportowego ducha jest aktywne spędzanie wspólnego czasu. Rodzinna wycieczka rowerowa, wspólne wyjście na basen, czy nawet zapisanie się na zajęcia taneczne to świetna okazja do przekazania sportowego bakcyla. Gdy aktywność jest stylem życia, a nie tylko okolicznościowym wyskokiem, motywacja do uprawiania sportu jest czymś zupełnie naturalnym.

bobike_fotelik_dla_dziecka

 Próbowanie różnych aktywności

Nie ograniczajcie się jedynie do treningów piłki nożnej, czy zajęć dodatkowych z baletu. Szukajcie różnych możliwości, podsuwajcie dziecku pomysły na aktywne wykorzystanie czasu. Pamiętajcie, że dopiero próbując, będzie mogło podjąć decyzję, w której dyscyplinie sportowej chciałoby się rozwijać.

4f sportowe rzeczy dla dzieci

4f_bluza_sportowa

4f_plecak_sportowy


Odpowiednie przygotowanie

Co prawda mówi się, że nie szata zdobi człowieka, ale czy też tak macie, że czujecie większą mobilizację do działania, gdy jesteście stosownie ubrani do okoliczności, tym bardziej sportowych?

No właśnie, wiedziałam, że się ze mną zgodzicie ;-)
A tak na poważnie, to wybór odpowiedniego stroju i obuwia, to jeden z kluczowych elementów, na które powinniśmy zwrócić uwagę, przygotowując dzieci do zajęć sportowych.

torba_sportowa_dla_dzieci

bluza_z_kapturem_4f

Ubrania sportowe, szczególnie dla dzieci, powinna cechować wygoda oraz wysoka jakość, gdy do tego dołączymy nowoczesny krój, to przepis na idealny strój gotowy. Kierując się tymi wytycznymi, nasz wybór padł na polską markę 4F, która w swoich ubraniach łączy wszystkie te cechy. Dzięki szerokiej ofercie wchodząc do jednego sklepu, robimy zakupy dla każdego z nas, niezależnie od wieku czy dyscypliny sportowej (od spodenek, t-shirtów, strojów na pływalnie, po kurtki softshell i strój narciarski). Ofertę Back to School przygotowaną przez tę markę, gdzie skompletujecie całą sportową wyprawkę, znajdziecie tutaj.

bluza_z_kapturem_dla_dziecka

rsz_torba_sportowa_dla_dzieci_4f

Gdy już zakupy i wybór stroju mamy za sobą, przychodzi czas na przygotowanie do zajęć sportowych. Dzieci uwielbiają pakować swój plecak czy torbę w niezbędne sportowe atrybuty. Sprawia im to frajdę i dodatkowo kształtuje poczucie obowiązku, więc dlaczego im na to nie pozwolić?

Gdy już zadbaliśmy o odpowiedni ubiór, pora przejść do sfery psychicznej i zająć się motywacją naszego szkraba.

Jak skutecznie budować dziecięce zaangażowanie?

Chciałabym zwrócić Waszą uwagę na trzy podstawowe elementy, na podstawie których jesteśmy w stanie zbudować dziecięce zaangażowanie i zainteresowanie sportem.

  1. Traktowanie sportu jako formę zabawy, z której dziecko czerpie radość.
  2. Pielęgnowanie wewnętrznej motywacji dziecka do aktywności fizycznej.
  3. Uszanowanie autonomii dziecka – dziedzina sportu musi być wyborem dziecka, a nie ambicją rodziców.

Rozwijaj wewnętrzną motywację dziecka

Z motywacją, każdego z nas jest tak, że jeżeli nie utożsamiamy się z postawionym celem, to szybko tracimy zapał, wypalamy się w drodze do jego osiągnięcia. Tak samo jest z naszymi dziećmi. Jeśli nie odczuwają związku, satysfakcji oraz wewnętrznej potrzeby aktywności fizycznej, trudno jest im znaleźć w sobie siłę, która pcha je do przodu. Wtedy, na dłuższą metę, nawet najlepsze bodźce motywacyjne na niewiele się zdadzą.

A skoro jesteśmy przy motywatorach zewnętrznych, to warto w kilku zdaniach zwrócić waszą uwagę na ważną kwestię.

Jak motywować, żeby zmotywować...

Brzmi trochę jak masło maślane? Pewnie tak, ale ten nagłówek ma sens, gdyż wbrew pozorom skuteczne zmotywowanie dziecka nie jest tak proste i oczywiste jak może się wydawać.

W czym rzecz?

Wspominałam już o motywacji wewnętrznej i to na jej wzbudzeniu nam zależy. Jest ona oparta na poczuciu celu i ma działanie długoterminowe. To dzięki niej jesteśmy w stanie wytrwale dążyć do realizacji zadania, mimo pojawiających się przeciwności.

jak_motywować_dziecko_do_sportu

Drugim rodzajem motywacji jest ta - zewnętrzna, która ma krótkotrwałe działanie i może być uwarunkowana obawą

„Jeżeli nie będziesz się bardziej starał podczas ćwiczeń, nie pojedziesz do kina.”

Lub zachętą

„Jeżeli będziesz się starał podczas ćwiczeń, pojedziemy do kina.”

Mam nadzieję, że czytając powyższe przykłady, sami słyszycie, jakim są beznadziejnym sposobem na mobilizację dziecka do działania. Zatem motywacja wewnętrzna, to na niej nam zależy ;-)

Zmień postrzeganie sukcesu i porażki

Aktywność fizyczna ma różne oblicza, jednym z nich jest – to „podwórkowe”, beztroskie, bazujące na zabawie, radości, satysfakcji ze wspólnie spędzonego czasu. Gdzie sam ruch i uprawianie sportu sprawia największą frajdę.

Drugie (nazwijmy je roboczo „zawodowym”) stanowi mniej przyjemny, oparty na obawach o wynik, zwycięstwo i ocenę innych – przykry obowiązek.

Czy nie byłoby cudownie, gdyby nasze dzieci podchodziły do sportu w ten „podwórkowy” sposób?

Właśnie do niego powinniśmy dążyć. Wszystko rozbija się o NASZE podejście do sukcesu i porażki i o to, w jaki sposób przekazujemy je naszym pociechom.
Niekorzystny wpływ na zapał i zaangażowanie dzieci ma przekonanie, że sukces osiągamy tylko wtedy, gdy jesteśmy najlepsi w jakiejś dziedzinie, gdy zwyciężamy (zawody, turniej,  bieg).

Tymczasem powinniśmy wpajać naszym szkrabom, że sukcesem jest samo podejmowanie wyzwań i nasze starania, by im sprostać.

4f_szczęśliwe_dziecko

Porażka – to podobne case study do sukcesu. Zacznijmy od tego, że dla mnie totalną porażką jest budowanie w dziecku poczucia klęski i utwierdzanie go w przekonaniu, że jest słabe, niedostatecznie dobre, gdy nie zdobędzie głównej nagrody...
To na czym powinno nam zależeć, to postawa, w której przegrana jest impulsem do zmiany, do wyciągnięcia wniosków, do uczenia się na błędach i mobilizacją do jeszcze większych starań.

Pamiętajmy, że różnica między „wygrywaniem” a „staraniem się, żeby wygrać” jest ogromna, mimo że wydaje się być nieznaczna. Dlatego nie oczekujcie wyników, nic tak skutecznie nie zabija radości zabawy, jak presja określonego efektu. Dzieci rodziców oczekujących dobrych rezultatów nigdy nie pokochają sportu. Doceniajcie włożony wysiłek i starania, bo to one są ważniejsze od osiąganych wyników i zdobytych pucharów.

Wdrażając powyższe punkty, sprawicie, że wasza pociecha będzie czerpać radość z uczestniczenia w zajęciach sportowych i cieszyć się na każdą waszą propozycję aktywności. Dokonując wyboru, kierujcie się preferencjami dziecka, swoje marzenia sportowe realizujcie osobiście.

Jakie są Wasze sposoby na zmotywowanie dzieci do aktywności fizycznej?